Jeszcze nie dziś
Jeszcze nie dziś - mówię do lustra,
kiedy spojrzenie zatrzymuje się na moich oczach,
pełnych obietnic, które dojrzewają jak owoce,
ale wciąż wiszą wysoko,
poza zasięgiem mojej ręki.
Jeszcze nie dziś - powtarzam cicho,
gdy kalendarz gubi kartki szybciej,
niż ja zbieram odwagę,
by naprawdę wstać i ruszyć
w stronę światła, które świeci od dawna,
lecz jakby nie dla mnie.
Kiedyś wstanę wcześniej niż moje wątpliwości,
otworzę drzwi i nie będę się bał,
że świat patrzy na moje potknięcia,
bo przecież każdy krok
jest świadectwem, że próbuję.
Ale jeszcze nie teraz.
Jeszcze chowam się w cieniu wymówek,
jeszcze pozwalam, by cisza była wygodnym łóżkiem,
a marzenia - kołdrą, którą łatwo naciągnąć na twarz.
Jeszcze nie dziś - mówię światu,
jakby czekał cierpliwie przy progu,
z ręką wyciągniętą w stronę mojego jutra.
Ale świat się nie spieszy,
on potrafi czekać,
to ja uciekam przed własnym sercem,
które bije szybciej,
kiedy myślę o zmianie.
Wiem, że przyjdzie dzień,
w którym powiem: "teraz",
i naprawdę w to uwierzę.
Przyjdzie dzień, gdy moja siła
przerośnie lenistwo, a nadzieja - strach.
Będę gotów zacząć od nowa,
nawet jeśli potknę się po raz setny.
Bo we mnie jest miejsce
na tysiące początków,
a każdy z nich czeka
na ten jeden właściwy moment.
Ale jeszcze nie dziś,
jeszcze pozwalam sobie na chwilę
oddechu w pół drogi,
jeszcze nie teraz -
choć wiem, że jutro
może stać się pierwszym krokiem,
którego dziś tak bardzo się boję.