Nic prócz O - Krystyna Rodowska

Kup ebooka

34.00 zł
28.22 zł (27,88 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać
?

Z TOMU GESTY NA ŚNIEGU, 1968

.

DOJRZEWANIE WINOGRON

Stanisławowi Grochowiakowi

Gdy kiście brzemienne

jestem przy nadziei:

czekam rozwiązania wezbranej zieleni

już w klinicznej bieli

Miąższ wycieknie sokiem

Słodka po nim plama

Żebra liści szronem

zapiszą się w szybie

Kształt winogron zrywam

już w milczeniu soków

i owoc wyciskam

z obwódek i oków

W którejś winnej uczcie

zapije się oko

1967

.

CZTERY PRZYKAZANIA OGNIA

I

bez twego oddechu

najstarsze dęby

nie wróżą klepki

II

nad krzewem gorejącym

i ptak najszczerszy

nie ćwierknie

III

płomień gdy śni o bąblach

języczy się jasno

IV

gorze tym

którzy w ogniu

kurczą się

o skórę

.

OFELIA

Głos jej tonie w zalewach oddechu

w wodorostach zaplątanych słów

w ustach bulgocą synkopy

zachodzącej kantyleny

Niewinność ma puste ramiona

w teatrze okrucieństwa Hamleta

Gałąź śpiewki chwyta za włosy

gałązka za bardzo czepliwa

pion przechyla w bezsilność poziomu

W drobnej fali ostatniej nuty

są zielone pokarmy podwodne

przeźroczystych słów wypowiedzianych

kępą ciszy - stałym lądem słów

W śpiewnym wianku odchodząc

podwodna

dziurawiona ujadaniem gwiazd

idzie prosto na ostrza ryb

w mrocznym mule zaniemówienia

1967

.

CZYTANIE

wodzę po sękach

zatopionego dębu

i zawieszam łaskę pytania

kruchy kostur palca -

na spękanej skórze

cudzych drzwi

po tamtej stronie

chorał głosów trących się w iskrzeniu

od których zapalam z trudem

zdolność przenikania

.

BALLADYNA

W gładkim czole

uwiązł cień

plama ciemna choć wykol sumienie

Kształty nie śpią

czuwa wiatr

od wspomnień rozdzwoniła się noc

Powtórz cios!

Zakop twarz!

Uśmiech który rozdarłaś!

Ścieżki snu

w malin krwi

Jawną pręgą wschodzą widoki

W gładkim czole

uwiązł cień

Pod

grzywką zasycha krew malin

Siny świt

szczęka w drzwiach

białym zębem

butelki mleka

.

WŁASNA TWARZ

W pierwszą noc wiosny gdy gwiazdy są tak blisko

że siadają w sierści srebrnych psów

a bruzdy rozchylonej ziemi

kołyszą ciała zapachów

i strumienie - gołębie snu

W czas topnienia obcości

na polach widocznych z porażonych okien

(barwa kwiatu rozrywa mi oczy

nie poznaję już że to róża

zamszowa rękawiczka w której

podaje się od wieków zachwyt)

W czas odwagi nadania nazwy

wydobycia z mulistych zapaści

nietkniętego kształtu jednej kropli -

mówię cicho najprościej:

Miłości moja

oddaję ci własną twarz

zaciągniętą innymi twarzami

twarz od spodu

najstarszą - najmłodszą

spod ostrego nowiu łagodności

.

PROŚBA O ŚMIERTELNOŚĆ

I mówią zmysły:

pokój w ciemnościach

niebiosa w ogniach

Jerzy Liebert, "Próby"

Nie wiem

czy odetchnę jeszcze w nowym słowie

jak nie wiem

czy dotrzepoczę myślą

otwarcia powieki

Proszę o śmiertelność

Jeśli chcę czegoś sięgnąć

to stropu twej czaszki której nie powtórzę

sklepieniem katedry srebrnej jak gruźlica

w wielkich płucach nocy

a nawet w palcach gdy w nich tylko miara

twej nieobecności

Anatomia jest dorzecznym nie dosłownym

miejscem z którego wyjąć można

żebro miłości

Proszę

o śmiertelność z tobą

o skorupkę jajka

o włos spadły na talerz

z twej chwilowej głowy

Do czasu bądźmy

na łasce

wieczoru gorzkich herbat w sygnaturce łyżki

1966

.

W POŚCIELI

Rankiem - opłotki palców

skostniałe na śniegu

wścielają sypkie przezieranie śmierci

ścieżki snu obleka gołoledź

Wieczór - jedwabiem wargi

wciąż niescerowanym

ścieli nas

w ciemnym podmuchu miłości

.

GRABARZE

Pragniesz mnie?

Swój bieg ścigasz we mnie

Ruchliwe pstrągi krwi

wibrują w chłodnych żyłach ziemi

Szukasz mnie?

Ileż mitów przepłoszę w tobie

o bieli bezbronnej w okrzykach

pochwyconej w korzenie

zgłodniałego drzewa

Otwórz mnie

wiatrem westchnień

błękitnymi nożami błyskawic

Pęknie wreszcie nasienie twej mocy

i zapadnie w strefy łąk znużonych

Pogrążony

im grób głębszy

dłużej będziesz śnił o zmartwychwstaniu

.

BIAŁE NOCE

dla A.T.

Cóż stąd że tyle wiemy o swej osobności?

Wiedza nas tylko miłośniej spopiela

i liczyć każe głuche młotki serca

w tętniącej kuźni jeszcze ciepłej skóry

Wypływasz w morze własnego wieczoru

ja się gdzie indziej wybieram tajemnie

i wspólna - właśnie śmiertelność tej pory

gestów na śniegu prószących bezsennie

Czuwam więc dzisiaj sklepieniem tej nocy

nad niedogasłą iskrą twego ciała

Cóż stąd że ty gdzieś w obłędnej karocy

mkniesz przez wyboje i splątane prawa?

1967

.

SOSNORYT

Gałąź sosny

spojrzeniem trącona

obsypała mnie śmiechem iglastym

W piasku

- jawie dziobatej o cierpliwych deszczach -

stopy wiersza zasypię

Kołysz teraz sosno

Utajona w swych słojach

wyjaśniasz mi nagość

i sęk z tobą

a drzewa wstyd we mnie

Chcę twój zapach wywołać

znaleźć jego imię

krople żywic

wywyższyć w łzy słońca

Gruboskórna po ludzku

czyś ty w drzeworycie

czy ja? - w piasku dziobatym

(deszcz niedawną ospą)

gdy usypiam korzenie

obudzona sosną?

.

ZNUŻENIE

La chair est triste, hélas!

et j'ai lu tous les livres

Stéphane Mallarmé, "Brise marine"

o drzewo osmucone

niedoniesioną koroną

literami szłam lasem stłumiona

pniem mijana

dotykiem sękata

w piach wpisana korzeniem pokrętnym

szorstko w białych włóknach

korzona

spierzchło sucho zielone listowie

i maliną zapiekła przecinka

w miąższu ciemnym

strudzone podróże

i krzew płonie nim błękit wypowie

aż rudzona zjesienniałym jeżem

wpełzłam w znaczeń butwiejących leże

.

RUCHOME PIASKI

(z inspiracji filmem "Kobieta z wydm")

Zasypani powracają do tego co najbliższe

Ich słuch jest wynikiem przesypywania się piasku

w przeźroczystych klepsydrach ciał

Miarka piasku, miarka losu

Ich źrenice są otwarte i czarne

jak obojętność wody pozostałej na dnie

W języku silnych tutaj: pij zabij!

Po sznurowej drabince wyobraźni

wspina się z dołu tylko śmiech

W ich słonej skórze są powiększone ziarna

wszystkich tajemnic

ławice snu przejęte koralowym dreszczem

wilgotne pnie dotyku z bolesnym nacięciem

Nad głową ptak się waży jeszcze nienazwany

Zasypani powracają do tego co najdalsze

bo nie wiedzą że piekłem jest właśnie ucieczka

.

PRZECHODZENIE

Ta ulica w nocy płonie przeciągle

A w witrynach

chryzantemy strzępią rude jęzory

Na podwórku wierzba

szlocha w tynki

Twoje okno gwiazdą przechodzi

Spowiadają się stopy ziemi

przez kratę brukowych kamieni

1966

.

PRZEMIANY

Nagle zadrżało coś, jakieś przemycone piękno

I tylko to jest ważne.

Gabriel Celaya, "Tajemnica dziury w całym"

Stare mity grają w teatrze nowych znaczeń

Nietożsamości dowód wystawia nazwisko

Miłość wymienia ciała Jednym tchem przypadku

Pejzaż chwil mnie wymieni na słowa ginące

Dziś w powietrzu karnawał Tak głośno od kwiatów

że na skraju bieli przeczuwam konwalie

W bezkresnym łożu rodzą ciepłe noce

tarłowisko gwiazd Na piasku

szumią muszle Już z pamięci morza

Wyobraźnia sezon koncertów otwiera

Wojny odmieniają rodzaje broni

Nienawiść zmienia tylko maski

Okoliczności podrobią i uczciwą pamięć

A ja kwestę odprawiam na cel niewidoczny

w zapadłej kruchcie piękna I zazdroszczę drzewu

gdy burym pąkiem wróbla zapowiada kwiaty

Beztroska? Może jednak warto

uczyć się patrzeć rozważać obrazy

przystanąć choćby przed kamienną Niobe

o rysach wszystkich matek które pchnięto

cieniem

.

ANTYFONA POWSZEDNIA

Pod twoją obronę uciekam się

święte słowo rodzicielskie

Moim głodem i nadzieją

racz się żywić w potrzebach swoich

Z mojego losu

kładź swój ubity trakt

i na wszelakie przygody

wiedź mnie nierozważnie

Od twojej zemsty uciekam

słowo zdradliwe po którym

moje życie jest sierotą

Słowo złowione lecz nieuchwytne

Ogniowa próbo powietrza

w którym tli się nienasycenie żywiołów

Zapisana w konstelacjach ułudo harmonii

o której nic nie wie oddech ani tumult krwi

Moim przelotem iskry

zapal czyjś aż rzeczywisty las

A zapomnij o wszystkim co potrafisz

gdy spod powiek róża daje ognia

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki