Nie tylko Wołyń. "Polacy i Ukraińcy - krótka historia najtrudniejszego ćwierćwiecza (1918-1945)" - Bartosz Januszewski

Kup ebooka

30.00 zł
25.50 zł (10,00 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

W II Rzeczypospolitej

1 G. Hryciuk, Przemiany narodowościowe i ludnościowe w Galicji Wschodniej i na Wołyniu w latach 1931-1948, Toruń 2005, s. 25; M. Klimecki, Polsko-ukraińska wojna o Lwów i Wschodnią Galicję 1918-1819 r., Warszawa 2000, s. 14.

2 Spis z 1910 r. nie uwzględniał narodowości, a jedynie wyznanie. Z małymi wyjątkami z wyznaniem greckokatolickim utożsamiać należy Rusinów (Ukraińców), z rzymskokatolickim - Polaków, a z mojżeszowym - Żydów (por. B. Hołub, Studium historyczno-geograficzne narodowości w Galicji Wschodniej w świetle spisów ludności w latach 1890-1910, "Annales Universitatis Mariae Curie-Skłodowska. Sectio B" 2013, nr 2, s. 27).

3 M. Klimecki, Ojczyzna dwóch narodów. Polsko-ukraińska wojna o Galicję Wschodnią (1918-1919), "Biuletyn IPN" 2010, nr 7/8, s. 3; A. Leinwand, Walka dyplomatyczna Polski o Galicję Wschodnią 1918-1923, "Studia z Dziejów Rosji i Europy Środkowo-Wschodniej" 2011, t. 46, s. 86; P. Skibiński, Polsko-ukraińskie walki o Lwów 1918-1919, "Biuletyn IPN" 2019, nr 1/2, s. 10.

4 K. Groniowski, J. Skowronek, Historia Polski 1795-1914, Warszawa 1977, s. 258-259.

5 M. Klimecki, Ojczyzna dwóch narodów..., s. 4.

6 P. Naleźniak, Obrona Lwowa w 1918 roku, "Biuletyn IPN" 2017, nr 11, s. 73-74.

7 Idem, Lwów zawsze wierny [w:] Zanim nastała wolność. Droga do niepodległej II Rzeczpospolitej, red. F. Musiał, M. Wenklar, Kraków 2021, s. 296-297.

8 Ibidem, s. 301.

9 M. Klimecki, Polsko-ukraińska wojna o Lwów..., s. 139-140; P. Skibiński, Polsko-ukraińskie walki o Lwów..., s. 13-15.

10 P. Naleźniak, Obrona Lwowa..., s. 77.

11 R. Galuba, "Niech nas rozsądzi miecz i krew...". Konflikt polsko-ukraiński o Galicję Wschodnią w latach 1918-1919, Poznań 2004, s. 227.

12 M. Klimecki, Polsko-ukraińska wojna o Lwów..., s. 139-140; P. Skibiński, Polsko-ukraińskie walki o Lwów..., s. 13.

13 P. Żurawski vel Grajewski, Od walki do przymierza - droga Polski i Ukrainy do sojuszu przeciw najazdowi sowieckiemu 1918-1921 [w:] Sojusz Piłsudski-Petlura w kontekście politycznej i militarnej walki o kształt Europy Środkowej i Wschodniej, red. T. Stępniewski, A. Górak, M. Kruszyński, Lublin-Warszawa 2020, s. 120-121.

14 R. Galuba, "Niech nas rozsądzi miecz i krew..."..., s. 101-102.

15 P. Skibiński, Polsko-ukraińskie walki o Lwów..., s. 19.

16 T. Stańczyk, Rosja, wróg Ukrainy, "Historia Do Rzeczy" 2022, nr 4, s. 39; P. Żurawski vel Grajewski, Od walki do przymierza..., s. 122.

17 S. Mikulicz, Prometeizm w polityce II Rzeczypospolitej, Warszawa 1971, s. 91; P. Żurawski vel Grajewski, Od walki do przymierza..., s. 126.

18 M. Skalski, Zbrodnie na Polakach w czasie wojny polsko-ukraińskiej 1918-1919. Preludium rzezi wołyńskiej, "Res Cresoviana" 2019, nr 1, s. 173.

19 P. Hawryłyszyn, R. Czorneńkij, Obóz internowanych i jeńców polskich w Kosaczowie (1918-1919), "Kurier Galicyjski" 2020, nr 23.

20 R. Galuba, "Niech nas rozsądzi miecz i krew..."..., s. 145; M. Skalski, Zbrodnie na Polakach w czasie wojny polsko-ukraińskiej..., s. 171.

21 Z krwawych dni Złoczowa 1919 r. Broszura wydana staraniem Komitetu Budowy Pomnika-Grobowca dla ofiar mordów ukraińskich, Złoczów 1921, s. 70.

22 J. Zamorski, Mowy Sejmowe 7. O okrucieństwach hajdamackich. Mowa posła tarnopolskiego, prezesa Związku L.-N. w Małopolsce, Jana Zamorskiego, na posiedzeniu 66. Sejmu dnia 9 lipca 1919 r., Warszawa [1919], s. 4; zob. także: M. Skalski, Zbrodnie na Polakach w czasie wojny polsko-ukraińskiej..., s. 171.

23 H. Pietrzak, Sześć lat wojny. Pamiętnik polskiego żołnierza: legiony, front włoski, boje polsko-ruskie, wojna polsko-bolszewicka (1914-1920), Łódź 1936, s. 166-167.

24 Ohydne zbrodnie ukraińskie, "Ilustrowany Kurier Codzienny", 16 V 1919, s. 4.

25 J. Zamorski, Mowy Sejmowe 7..., s. 5; M. Skalski, Zbrodnie na Polakach w czasie wojny polsko-ukraińskiej..., s. 172.

26 "Naprzód" 1919, nr 147.

27 G. Łukomski, C. Partacz, B. Polak, Wojna polsko-ukraińska 1918-1919, Koszalin-Warszawa 1994, s. 99.

28 M. Klimecki, Polsko-ukraińska wojna o Lwów..., s. 82; Kościół rzymskokatolicki i Polacy w Małopolsce Wschodniej podczas wojny ukraińsko-polskiej 1918-1919. Źródła, t. 2, oprac. J. Wołczański, Lwów-Kraków 2012, s. 307-308. Według niektórych źródeł napastnicy zabili w Sokolnikach około pięćdziesięciu osób i spalili pięćset gospodarstw (zob. R. Galuba, "Niech nas rozsądzi miecz i krew..."..., s. 228.

29 J. Wołczański, Memoriał metropolity lwowskiego obrządku łacińskiego Józefa Bilczewskiego o relacjach ukraińsko-polskich w Galicji (Małopolsce) Wschodniej w latach 1914-1920, "Folia Historica Cracoviensia" 2004, nr 10, s. 456.

30 L. Kulińska, Działalność terrorystyczna i sabotażowa nacjonalistycznych organizacji ukraińskich w Polsce w latach 1922-1939, Kraków 2009, s. 38.

31 J. Zamorski, Mowy Sejmowe 7..., s. 6; G. Łukomski, C. Partacz, B. Polak, Wojna polsko-ukraińska 1918-1919..., s. 103.

32 Z. Konieczny, Polacy i Ukraińcy na ziemiach obecnej Polski w latach 1918-1947 (zarys problematyki), Przemyśl 2010, s. 20.

33 Ibidem.

34 Łacińska sentencja mówiąca, że kto nie wyraża sprzeciwu wobec błędu, ten go akceptuje.

35 J. Wołczański, Memoriał metropolity lwowskiego..., s. 469.

36 P. Naleźniak, Obrona Lwowa..., s. 79.

37 Zbigniew Zaporowski podaje, że wśród zabitych lub zmarłych od ran było 33 Żydów oraz 11 chrześcijan (Z. Zaporowski, Uwagi o relacjach polsko-żydowskich w czasie obrony Lwowa w listopadzie 1918 r. [w:] Relacje polsko-żydowskie w XX wieku. Badania - kontrowersje - perspektywy, red. T. Domański, E. Majcher-Ociesa, Kielce-Warszawa 2021, s. 40). O siedemdziesięciu ofiarach piszą Barbara Engelking, Feliks Tych, Andrzej Żbikowski i Jolanta Żyndul (Pamięć. Historia Żydów polskich przed, w czasie i po Zagładzie, Warszawa 2004, s. 187). Według ówczesnych danych komisji Ministerstwa Spraw Zewnętrznych w dniach 22-24 XI 1918 r. zginęło ponad 150 osób, 50 domów zostało spalonych, a 500 sklepów - rozgrabionych. Dziś wiemy, że wielu Żydów uznanych za ofiary pogromu zginęło w czasie walk polsko-ukraińskich lub zmarło z przyczyn naturalnych przed 22 XI 1918 r. (R. Galuba, "Niech nas rozsądzi miecz i krew..."..., s. 66).

38 M. Klimecki, Ojczyzna dwóch narodów..., s. 14.

39 P. Żurawski vel Grajewski, Od walki do przymierza..., s. 116-117, 120.

40 W punkcie 2 układu granice między RP a UNR określono następująco: "Na północ od rzeki Dniestru wzdłuż rzeki Zbrucz, a następnie wzdłuż byłej granicy między Austro-Węgrami a Rosją do Wyszegródka [miejscowość na Wołyniu, pow. Krzemieniec], a od Wyszegródka na północ przez Wzgórza Krzemienieckie, a następnie po linii na wschód od Zdołbunowa, następnie wzdłuż wschodnich granic administracyjnych powiatu rówieńskiego, dalej na północ wzdłuż granicy byłej guberni mińskiej do przecięcia jej przez rzekę Prypeć, a następnie Prypecią do ujścia jej. Co do powiatów rówieńskiego, dubieńskiego i części krzemienieckiego, które obecnie przypadają Rzeczypospolitej Polskiej, nastąpi później ściślejsze porozumienie" (Sojusz Piłsudski-Petlura. Dokumenty i materiały, red. J. Pisuliński, W. Skalski, Warszawa-Kijów 2020, s. 345; zob. także: Z. Karpus, Ukraiński sojusznik Polski w wojnie 1920 roku. Walka oddziałów Ukraińskiej Republiki Ludowej u boku Wojska Polskiego i ich dalsze losy, "Biuletyn IPN" 2010, nr 7/8, s. 18).

41 P. Żurawski vel Grajewski, Od walki do przymierza..., s. 128.

42 Monitor Polski 1920, nr 97.

43 Ibidem.

44 Pakt Piłsudski - Petlura. Z prof. Janem Jackiem Bruskim rozmawia Piotr Zychowicz, "Historia Do Rzeczy" 2022, nr 11, s. 9; S. Stępień, Józef Piłsudski i Symon Petlura. Twórcy sojuszu polsko-ukraińskiego 1920 roku, Rzeszów 2021, s. 129.

45 M. Szumiło, Militarne i polityczne szanse sojuszu polsko-ukraińskiego w 1920 r. [w:] Sojusz Piłsudski-Petlura w kontekście politycznej i militarnej walki..., s. 28-29.

46 Ibidem, s. 38-42.

47 Z. Karpus, Ukraiński sojusznik Polski w wojnie 1920 roku..., s. 21.

48 Cyt. za: S. Stępień, Józef Piłsudski i Symon Petlura..., s. 8.

49 M. Klimecki, Ojczyzna dwóch narodów..., s. 14.

50 A. Kolańczuk, Ukraińscy emigranci polityczni w życiu naukowym, kulturalnym, społecznym i gospodarczym Drugiej Rzeczypospolitej, Przemyśl 2019, s. 81-83. Więcej o gen. Bezruczce oraz czynie zbrojnym Armii UNR w czasie wojny polsko-bolszewickiej zob. film dok. Ukraino, oto gdzie są twoi synowie (2021) w reż. Pawła Majstrenki (https://www.youtube.com/watch?v=hs0DF6VLM_s, 30 IV 2025 r.).

51 A. Rogozińska, Współpraca Piłsudski-Petlura w kontekście piłsudczykowskich koncepcji bezpieczeństwa wschodniej granicy odrodzonej Rzeczypospolitej [w:] Sojusz Piłsudski-Petlura w kontekście politycznej i militarnej walki..., s. 103.

52 S. Szajdak, Polsko-ukraiński sojusz polityczno-wojskowy w 1920 r., Warszawa 2005, s. 226.

53 Z. Karpus, Ukraiński sojusznik Polski w wojnie 1920 roku..., s. 25-26; T. Stańczyk, Rosja, wróg Ukrainy..., s. 40.

54 P. Zychowicz, Zdrada ryska. Symon Petlura na lodzie, "Historia Do Rzeczy" 2022, nr 11, s. 26.

55 Co ciekawe, sam Petlura nigdy nie traktował pokoju ryskiego w kategoriach zdrady ze strony Piłsudskiego (A. Rogozińska, Współpraca Piłsudski-Petlura..., s. 104).

56 S. Stępień, Józef Piłsudski i Symon Petlura..., s. 159-160.

57 M. Szumiło, Militarne i polityczne szanse sojuszu polsko-ukraińskiego..., s. 23.

58 R. Zinkewić, Ukrajinśka wijśkowa emihracija u Polszczi (1920-1939), "Wieki Stare i Nowe" 2012, tom specjalny, s. 62.

59 W gronie zwolenników marszałka odosobniony był w tej sprawie głos Tadeusza Hołówki, który nieco na wyrost argumentował: "Zdradziliśmy Ukraińców, którzy wiernie dotrzymali nam braterstwa w dniach tragicznych. A tylko dwa tygodnie dalszej wojny i wojska Petlury byłyby w Kijowie, i [Adolf] Joffe [przewodniczący delegacji bolszewickiej w Rydze] zgodziłby się prowadzić rokowania wspólnie z nami i delegatami Petlury, uznałby niepodległą Ukrainę, gdyż chodziłoby mu wówczas o ratowanie samego bytu bolszewików" (cyt. za: M. Boruta, Polacy o i dla niepodległości wschodnich sąsiadów Rzeczypospolitej, Kraków 1995, s. 44-45).

W II Rzeczypospolitej

Wojna polsko-ukraińska w Galicji Wschodniej (1918-1919)

Jesienią 1918 r., w obliczu klęski państw centralnych i rozpadu Austro-Węgier, zaostrzył się polsko-ukraiński spór na tle przynależności państwowej części terenów zaboru austriackiego. Do wschodnich ziem Królestwa Galicji i Lodomerii (od 1867 r. jednego z piętnastu krajów koronnych cesarskiej Przedlitawii) pretensje zgłaszała zarówno odradzająca się po 123 latach niewoli Rzeczpospolita, jak i budujący zręby swojej państwowości galicyjscy Ukraińcy. Ukraińska akcja zbrojna rozpoczęta 1 listopada 1918 r. w stołecznym Lwowie, a także przejęcie władzy w innych wschodniogalicyjskich miastach zapoczątkowały prawie dziewięciomiesięczną krwawą wojnę o przyszłość prowincji. Dla Polaków konfrontacja z Ukraińcami była jednocześnie pierwszą spośród wielu wojen i walk zbrojnych, jakie przyszło im stoczyć w latach 1918-1921 w boju o kształt terytorialny Rzeczypospolitej.

Od połowy XIX w. linię podziału między Galicją Zachodnią i Galicją Wschodnią wyznaczała zachodnia granica okręgu sądu apelacyjnego we Lwowie z powiatami sanockim, brzozowskim, przemyskim i jarosławskim po wschodniej stronie - były to tereny położone w przybliżeniu między Wisłokiem a Sanem1. Według spisu ludności z 1910 r. sporne terytorium Galicji Wschodniej zamieszkiwało 5 mln 337 tys. osób, z czego 61,7 proc. stanowili Ukraińcy (Rusini), 25,3 proc. - Polacy, a 12,4 proc. - Żydzi2. Specyfiką regionu było jednak to, że w miejskich enklawach zdecydowanie przeważali Polacy i Żydzi, a na terenach wiejskich dominowali Ukraińcy. Stolica prowincji - Lwów - liczyła wówczas 206 tys. mieszkańców: 105 tys. Polaków (51 proc.), 57 tys. Żydów (27,6 proc.) i 39 tys. Ukraińców (19 proc.)3. Podobne stosunki demograficzne kształtowały się w innych większych ośrodkach miejskich: Tarnopolu, Stanisławowie, Drohobyczu, Borysławiu, Samborze czy Przemyślu.

Lwów wchodził w skład państwa polskiego nieprzerwanie przez ponad cztery stulecia (1349-1772). Był największym i najważniejszym kresowym miastem Rzeczypospolitej, ostoją cywilizacji łacińskiej, niejednokrotnie opierającą się najazdom tureckim, tatarskim, kozackim i rosyjskim. 1 kwietnia 1656 r., w czasie trwającego od niemal roku potopu szwedzkiego, w głównej świątyni rzymskokatolickiej miasta Jan II Kazimierz zawierzył Rzeczpospolitą opiece Matki Bożej Królowej Korony Polskiej (wydarzenie to znane jest jako śluby lwowskie). W 1658 r. Lwów otrzymał z rąk papieża Aleksandra VII zaszczytny tytuł miasta "zawsze wiernego" wierze rzymskokatolickiej, a niedługo później Sejm Rzeczypospolitej Obojga Narodów nadał mu miano "zawsze wiernego Polsce" (Leopolis Semper Fidelis Poloniae). W XIX w. miasto zachowało swoje znaczenie jako jedno z największych - po Warszawie i Łodzi - centrów handlowych i gospodarczych ziem polskich oraz trzeci obok Warszawy i Krakowa ośrodek życia naukowego i kulturalnego. Czas prosperity dla Lwowa to przede wszystkim okres autonomii galicyjskiej (1861/1867-1914), kiedy najważniejsze funkcje we władzach miasta oraz kraju koronnego (namiestnik, marszałek Sejmu Krajowego) piastowali Polacy. Językiem urzędowym w Galicji stał się polski. Dokonano również polonizacji szkół, w tym dwóch galicyjskich uniwersytetów (w Krakowie i we Lwowie)4. W drugiej połowie stulecia miasto nad Pełtwią było także najpotężniejszym obok Warszawy ogniskiem odrodzenia narodowego oraz polskiego życia politycznego.

Od Wiosny Ludów Lwów stanowił jednocześnie istotny ośrodek tworzenia się tożsamości nowoczesnego narodu ukraińskiego. To w tym cieszącym się autonomią kulturalną mieście, a nie w rusyfikowanym Kijowie od drugiej połowy XIX w. mogły w nieskrępowany sposób funkcjonować najważniejsze organizacje oświatowe, naukowe i gospodarcze skupiające ukraińskie elity polityczne i intelektualne. W konsekwencji Lwów stał się na przełomie XIX i XX stulecia matecznikiem ruchu narodowego nie tylko polskiego, ale przede wszystkim ukraińskiego. Z chwilą, gdy w połowie 1918 r. rozpad monarchii austro-węgierskiej wydawał się kwestią czasu, przywódcy obu narodów uznali za oczywiste, że zarówno w granicach niepodległej Polski, jak i niezależnej Ukrainy miasta tego nie może zabraknąć.

18 października 1918 r. ukraińscy działacze z Galicji Wschodniej, Bukowiny i Rusi Podkarpackiej powołali we Lwowie Ukraińską Radę Narodową (Ukrajinśka narodna rada). Przyjęta przez nią rezolucja o utworzeniu państwa ukraińskiego godziła w aspiracje Rady Regencyjnej Królestwa Polskiego, która proklamując 7 października 1918 r. niepodległość Polski, zgłosiła jednocześnie postulaty przyłączenia ziemi halickiej (Galicji Wschodniej) i włodzimierskiej (Wołynia).

Decyzję o przewrocie dowództwo ukraińskie podjęło pod wrażeniem aktywności Polskiej Komisji Likwidacyjnej, która 31 października 1918 r. przejęła władzę w Krakowie - drugim największym mieście Galicji - i rozpoczęła formowanie polskiej siły zbrojnej. Dwa dni wcześniej działacze PKL wystosowali do rządu wiedeńskiego notę, informując, że Galicja jest niepodzielna, stanowi część odradzającego się państwa polskiego, a docelową siedzibą Komisji jest Lwów5. Jednocześnie lwowska komenda Polskiej Organizacji Wojskowej ogłosiła 30 października mobilizację w związku z planowanym w najbliższych dniach zbrojnym zajęciem miasta. Działania strony polskiej zaktywizowały Ukraińców, którzy postanowili uprzedzić polską akcję6. 1 listopada o godz. 4.00 liczące ok. 1,5 tys. żołnierzy jednostki podległe Ukraińskiemu Generalnemu Komisariatowi Wojskowemu złożone z ukraińskich weteranów c.k. armii austro-węgierskiej rozpoczęły przejmowanie najważniejszych gmachów publicznych Lwowa. W ciągu kilku godzin oddziały ukraińskie objęły kontrolę nad większą częścią miasta, ustanawiając własną administrację w miejsce galicyjskiej7. Jeszcze tego samego dnia UNRada proklamowała powstanie państwa ukraińskiego jako autonomicznego kraju w ramach federacyjnej monarchii habsburskiej. Ten wojskowy przewrót, określany w historiografii ukraińskiej mianem czynu listopadowego, był właściwym początkiem wojny o Lwów i Galicję Wschodnią.

Z wyjątkiem Lwowa, Przemyśla oraz Borysławsko-Drohobyckiego Zagłębia Naftowego, gdzie miejscowi Polacy chwycili za broń, proces wyłaniania się państwowości ukraińskiej na ziemi halickiej przebiegał początkowo bez większego oporu ze strony polskiej. 13 listopada 1918 r., dziewięć dni po podpisaniu przez Austro-Węgry zawieszenia broni, UNRada ogłosiła niepodległość państwa już w formie republikańskiej, nadając mu miano Zachodnioukraińskiej Republiki Ludowej (Zachidno-ukrajinśka narodna respublika).

Proklamowanie państwowości ukraińskiej we Lwowie wywołało sprzeciw polskiej ludności. Członkowie Polskiej Organizacji Wojskowej, weterani Legionów Polskich i armii zaborców oraz ludność cywilna (w pierwszym dniu starć łącznie w sile siedmiuset bojowców) stawili na ulicach miasta zacięty opór żołnierzom Ukraińskiej Armii Halickiej (Ukrajinśka hałyćka armija) oraz przybyłym do miasta 3 listopada 1918 r. zaprawionym w bojach Wielkiej Wojny legionistom uformowanym w trzy sotnie Ukraińskich Strzelców Siczowych (Ukrajinśki siczowi striłci). Obronę znacząco wzmocniły oddziały ochotników złożone w dużej mierze z lwowskiej młodzieży - studentów, gimnazjalistów i harcerzy. W przededniu wyparcia Ukraińców siły polskie w mieście liczyły już ponad 6,6 tys. osób, w tym czterysta kobiet8. W zmaganiach uczestniczyło z bronią w ręku lub w służbach pomocniczych 1,4 tys. uczniów szkół podstawowych i średnich oraz adeptów szkół wyższych. Najmłodszy z obrońców miał dziewięć lat. Poległo lub zmarło od ran 120 uczniów i 76 studentów9. Jednym z Orląt Lwowskich, jak powszechnie nazywano młodych obrońców Lwowa, był poległy 14 stycznia 1919 r. czternastoletni Antoś Petrykiewicz, najmłodszy w historii kawaler Orderu Virtuti Militari, pośmiertnie odznaczony przez Naczelnika Państwa Józefa Piłsudskiego. Do legendy przeszedł także trzynastoletni Jurek Bitschan, który zginął 21 listopada 1918 r., w ostatnim dniu walk miejskich.

W czasie starć strona ukraińska dopuściła się licznych zbrodni wojennych. Wziętych do niewoli jeńców i cywilnych zakładników wbrew konwencjom międzynarodowym rozstrzeliwano, mordowano bagnetami, rozrywano granatami, linczowano. Ofiarami tych okrucieństw padło co najmniej stu Polaków10. Jedna z odezw do żołnierzy UHA z 1919 r. głosiła: "Pamiętaj, ukraiński żołnierzu, że tylko cham i niewolnik może teraz mówić o miłosierdziu i łagodności względem Polaków [...]. Póty nie będzie spokoju i dobra na ukraińskiej ziemi, póki będzie tu żyć lackie nasienie. [...] Pamiętaj, że Lach to najgorsza gadzina, jaka istnieje w Europie", a gazeta UHA "Striłeć" nawoływała: "Bij lacką swołocz! [...] Bij lackiego gada, gdzie go dopadniesz!"11. W ślepym odwecie polscy snajperzy strzelali na ulicach Lwowa nie tylko do ukraińskich żołnierzy, ale i do bezbronnych cywilów.

W ciągu trzech tygodni walk (1-22 listopada 1918 r.) obrońcy Lwowa stworzyli regularne jednostki bojowe, które opanowały jego zachodnie dzielnice. Dzięki intensywnej akcji informacyjnej w wielu polskich miastach zaczęto formować oddziały zbrojne. 12 listopada, dzięki odbiciu Przemyśla z rąk ukraińskich, udało się obsadzić strategiczną linię kolejową Kraków-Przemyśl-Lwów, którą 20 listopada przybyło z odsieczą walczącemu miastu ponad 1,3 tys. polskich żołnierzy. Determinacja obrońców wspartych przez ochotników z innych terenów Polski przyczyniła się do usunięcia oddziałów ukraińskich z miasta w nocy z 22 na 23 listopada. Władze ZUNR przeniosły się do Tarnopola, a z początkiem 1919 r. do Stanisławowa (do 26 maja 1919 r., gdy powróciły na krótko do Tarnopola).

Skoncentrowane wokół Lwowa siły ukraińskie już w grudniu rozpoczęły oblężenie, dokonując systematycznego ostrzału artyleryjskiego miasta od północy, wschodu i południa. W utrzymaniu przez obrońców ich pozycji kluczową rolę odegrała droga żelazna Przemyśl-Gródek Jagielloński-Lwów, przez cały okres oblężenia pozostająca pod kontrolą Polaków. W wyniku kwietniowo-majowej ofensywy tzw. Błękitnej Armii gen. Józefa Hallera i zajęcia Borysławsko-Drohobyckiego Zagłębia Naftowego Ukraińcy w obawie przed okrążeniem wycofali się z pozycji wokół miasta. Półroczne oblężenie Lwowa zakończyło się 22 maja 1919 r. Walki o stolicę Galicji w okresie od listopada 1918 do maja 1919 r. zostały okupione śmiercią ok. 3 tys. Polaków. W samych listopadowych walkach poległo 439 ochotników i ok. 200-250 cywilów12.

Tymczasem w Kijowie jeszcze 22 stycznia 1919 r. doszło do podpisania aktu zjednoczenia Zachodnioukraińskiej Republiki Ludowej z Ukraińską Republiką Ludową (Ukrajinśka narodna respublika). Od tego momentu ZUNR występowała jako Zachodni Obwód Ukraińskiej Republiki Ludowej (Zachidna obłast? ukrajinśkoji narodnoji respubliki), zachowując autonomię wobec kijowskiego rządu centralnego13. Kiedy na początku tego roku część sił UHA wraz z oddziałami UNR biła się z bolszewikami na Kijowszczyźnie, 25 lutego 1919 r. wysłana do Galicji misja Ententy doprowadziła do zawieszenia broni. Kierujący misją francuski generał Joseph Barthélemy zaproponował wówczas podział spornego terytorium. Tzw. linia Barthélemy'ego pozostawiała po polskiej stronie jedną trzecią Galicji Wschodniej ze Lwowem i Zagłębiem Borysławsko-Drohobyckim. Jej przebieg pokrywał się w przybliżeniu z postulatami polskimi, został jednak odrzucony przez stronę ukraińską, nieskorą do ustępstw w sprawie Lwowa. W chwili przedstawienia propozycji Zagłębie pozostawało pod kontrolą UHA, przez co ZOUNR uznała warunki rozejmu za podwójnie niekorzystne14. Głównodowodzący siłami ukraińskimi gen. Mychajło Omeljanowycz-Pawłenko miał wówczas powiedzieć: "Niech nas rozsądzi żelazo i krew"15.

Mimo zagrożenia bytu Ukrainy Naddnieprzańskiej ze strony bolszewików oraz Armii Ochotniczej gen. Antona Denikina wojska UHA już w marcu 1919 r. wznowiły działania zbrojne na froncie "polskim". Zaprzepaściło to szansę pójścia bitnych oddziałów galicyjskich na odsiecz Kijowowi, do którego 14 lutego wkroczyła Armia Czerwona16. Początkowe sukcesy prowadzonej przez armię UHA ofensywy czortkowskiej, w wyniku której siły ukraińskie odbiły 50 proc. utraconego uprzednio terytorium i dotarły ponownie pod Lwów, zostały zniweczone przez polski kontratak, który 28 czerwca przerwał front ukraiński w okolicach miasta Przemyślany. Tego samego dnia mocą postanowień konferencji wersalskiej mocarstwa upoważniły Rzeczpospolitą do kontynuowania działań aż po rzekę Zbrucz, formalnie przyzwalając na tymczasowe zajęcie przez nią całej Galicji Wschodniej. W tym czasie dowodzenie na froncie ukraińskim objął osobiście Piłsudski. Mimo zaciętej obrony ze strony ukraińskiej Wojsko Polskie wkroczyło 15 lipca do Tarnopola, ostatniej siedziby władz ZUNR/ZOUNR. Dzień później ostatnie oddziały ukraińskie zostały wyparte za rzekę Zbrucz, stanowiącą linię przedwojennej granicy austro-węgierskiej Galicji oraz Rosji. Formalne zawieszenie broni pomiędzy wojskami RP i UNR (ZOUNR) ogłoszono jednak dopiero 1 września 1919 r.17

Porażki na froncie nie odwiodły Ukraińców od popełniania nadużyć, tak wobec ludności cywilnej, jak i jeńców. Nie tylko we Lwowie w czasie walk listopadowych, ale również na pozostałych terenach opanowanych tymczasowo przez ZUNR dochodziło do zbrodni wojennych. Wziętych do niewoli żołnierzy WP głodzono, wykorzystywano do pracy ponad siły, przetrzymywano na dużym mrozie w nieogrzewanych barakach. Zdarzały się przypadki bicia, torturowania i rozstrzeliwania (np. w Janowie, gdzie zamęczono 26 polskich żołnierzy)18. W obozach internowania notowano wysoką zachorowalność i śmiertelność na tyfus, którego epidemia była dodatkowo rozprzestrzeniana wskutek umieszczania w tych samych celach więźniów zdrowych i chorych. W największym na terenie ZUNR obozie w Kosaczowie (przedmieścia Kołomyi) na 3,5 tys. więźniów zmarło od 800 do 130019. W miejscowości Kosów na 1,5 tys. przetrzymywanych jeńców aż 900 nie doczekało uwolnienia. W Brzeżanach choroby zakaźne i dochodzący do 20 stopni Celsjusza mróz w krótkim czasie zdziesiątkowały liczbę osadzonych niemal o połowę20. Niektóre obozy, np. w Żółkwi, Złoczowie, Tarnopolu i Jazłowcu, zyskały złą sławę ze względu na okrucieństwo strażników i popełniane tam nadużycia. W Złoczowie już po wyparciu wojsk ukraińskich przeprowadzono ekshumację 28 Polaków. Wykazała ona, że ofiary były przed śmiercią torturowane. W wydanej w 1921 r. broszurze świadek mordu w tej miejscowości wspominał śmierć jednego z jeńców: "Śp. Edward Szemberski zginął śmiercią gwałtowną wskutek zgruchotania czaszki i zmiażdżenia mózgu. Uszkodzenie to powstało wskutek uderzenia z wielką siłą w szczyt głowy możliwie kolbą. [...] Za życia był Szemberski bezlitośnie katowany i bity, czego niezbitym dowodem najróżnorodniejsze i na całym ciele rozprzestrzenione sińce z nader głębokimi wynaczynieniami w mięśniach, a nawet ubytki całej skóry"21.

Ofiarami podobnych okrucieństw padała także polska ludność cywilna w miastach i na wsi. W obozie dla cywilnej ludności w Mikulińcach trzysta osób, w tym kobiety i dzieci, zmarło na tyfus, a sumarycznie śmierć dotknęła tam sześciuset uwięzionych22. Schwytani byli przed śmiercią dodatkowo upokarzani: "Naszych wziętych do niewoli zamęczają. [...] Odkopaliśmy konnego gońca, który miał wycięty język, wyłamane ręce, wykłute oczy i całe ciało podziurawione bagnetami. [...] W parę dni później, gdyśmy się wdarli do Dobromila, opowiadano nam na zapytanie, kto zakopał żywcem trzech jeńców (pamiętam głowy ich, wystawały tylko nad ziemią, głowy męczeńskie... skalane... zbezczeszczone...). Otóż przyprowadzili ich, biedaków tak bili, zwołali całą wieś. Najchętniej to dziewki się zbiegły i przysypano ich aż po szyję, [...] uszy im oderwali, pod nos ogień przykładali, potem dziewki siadały na ich głowy i urynę oddawały i tak konali ku uciesze wsi. A dziewki to jakiś piekielny szał opętał, każda się pchała, każda chciała się załatwić na ich głowach"23. "Ilustrowany Kurier Codzienny" donosił o zbrodniach w powiecie lwowskim i gródeckim: "Do wsi Pustomyty wtargnął [...] żołnierz ukraiński i na podwórze [...] zagrody polskiej rzucił między bawiące się tam dzieci granat ręczny. Ten eksplodując, poranił ciężko czworo [...]. Nauczycielkę z Malczyc [...] obdarto zupełnie do naga [...] i tak ją katowano kolbami, że wnętrzności z niej wyszły. "Kara" za to ją spotkała, że legionistom polskim gotowała jedzenie"24.

W Żółkwi ukraińscy żołnierze utworzyli dom publiczny, w którym gwałcono, a następnie mordowano polskie dziewczęta. W Chodaczkowie Wielkim koło Tarnopola niewiastom obcinano piersi i grano nimi jak piłkami, a w miejsca intymne wkładano granaty, które następnie detonowano przy pomocy lontu25. Na porządku dziennym były zbiorowe gwałty na polskich zakonnicach i sanitariuszkach. Niektóre z ofiar były następnie zakopywane żywcem26. W Stanisławowie siedmiu niepełnoletnim chłopcom przed śmiercią poobcinano języki i uszy oraz wydłubano oczy27. 11 lub 12 listopada 1918 r. w zamieszkanej niemal wyłącznie przez Polaków wsi Sokolniki (leżącej zaledwie 8 km od centrum Lwowa) żołnierze ukraińscy zabili co najmniej jedenaście osób, nie oszczędzając miejscowego proboszcza, ks. Wincentego Czyżewskiego28. W leżącej nieopodal Biłce Szlacheckiej zastrzelono 24 listopada 45 osób, a 22 odniosły rany. Z rzezi ocalał ks. Adam Hentschel, który przez ponad miesiąc ukrywał się w ochronce Sióstr Służebniczek, następnie w kominie spalonego pałacu Sapiehów, a wreszcie w stodole. Po wykryciu tej ostatniej kryjówki Ukraińcy przez kilka dni przetrzymywali duchownego w chlewie, a 30 grudnia 1918 r. na mocy wyroku sądu polowego rozstrzelali go w Kurowicach29.

Pacyfikacje i pogromy polskiej ludności miały miejsce również w Złoczowie, Mikulińcach, Dawidowie i Biłce Królewskiej. W samym tylko Lwowie między 1 a 21 listopada 1918 r. zanotowano ponad sto przypadków gwałtów i mordów na ludności polskiej, nie licząc napadów rabunkowych i pobić30. Nie oszczędzano duchowieństwa i dzieci. Rzymskokatolickiego księdza Rysia z Wiśniewa zakopano żywcem głową w dół. W Basiówce żołnierze ukraińscy roztrzaskali o ziemię półtoraroczne dziecko31.

Nienawiść do Polaków podsycali niektórzy greckokatoliccy duchowni. Jak relacjonował metropolita lwowski Józef Bilczewski, "prawie cały kler ruski [...] stał na czele wrogiej narodowi polskiemu i obrządkowi łacińskiemu akcji, kierował robotą prowokatorską, skutkiem czego był moralnym sprawcą tych wszystkich mąk, jakie musiało znosić polskie duchowieństwo i polski lud wierny"32. Do rozprawy z Polakami nawoływano z ambon: "Niedopuszczalnym grzechem jest choćby dać wody zranionemu Lachowi. [...] Zabijajcie ich we śnie i na kwaterach. [...] Uczcie nawet małe dzieci, że wojna przeciw Lachom to święta wojna"33. Przywołany tu rzymskokatolicki hierarcha archidiecezji lwowskiej ubolewał jednocześnie nad zupełną biernością metropolity unickiego Andrzeja Szeptyckiego (Andrija Szeptyćkiego) wobec zbrodni dokonywanych przez jego rodaków: "Mimo kilkakrotnego nalegania [...], aby jako pasterz przestrzegł swój kler i swe owce przed dokonywanym barbarzyństwem, metropolita nie zdobył się ani na słówko przestrogi. Jeśli słuszną jest zasada, iż error, cui non resistitur, approbatur34, to metropolita, którego obowiązkiem było z urzędu przeciwstawić się nieludzkim gwałtom [...], nie czyniąc tego, [...] dawał tym nadużyciom swoją cichą aprobatę, milczeniem swoim utwierdzał swe owieczki w przekonaniu, iż droga nienawiści, jaką kroczą, jest drogą właściwą"35.

Zbrodni dopuszczali się także żołnierze polscy. Ich ofiarami padali nie tylko schwytani przedstawiciele aparatu ZUNR, ale też ukraińscy cywile. Ślepa przemoc, gwałty, rabunek, podpalenia i zamachy, mimo że miały często charakter spontanicznej zemsty za okrucieństwa ukraińskie, nie znajdują żadnego usprawiedliwienia. Hańbą, która w szczególny sposób splamiła honor polskiego żołnierza, był pogrom żydowskich mieszkańców Lwowa, do jakiego doszło między 22 a 24 listopada 1918 r., już po wyparciu Ukraińców z miasta. Z inspiracji części żołnierzy i cywilów, którzy nie bez pewnej racji oskarżali Żydów o sympatie proukraińskie36, wszczęto antyżydowskie zamieszki, które pochłonęły od 44 do 70 ludzkich istnień37. Spalono również synagogę i wiele domów mieszkalnych.

Wojna lat 1918-1919 zakończyła się bez formalnego rozejmu, nie doszło też do zawarcia traktatu pokojowego między skonfliktowanymi stronami. Zwycięskie mocarstwa wciąż uważały Galicję Wschodnią za terytorium sporne, które mimo triumfu militarnego państwa polskiego nie stanowiło prawnie jego integralnej części, a którego suwerenem - na mocy uzgodnień pokojowych z Austrią podpisanych w Saint-Germain-en-Laye 10 września 1919 r. - pozostawała wyłącznie Ententa. Pod koniec tego roku mocarstwa udzieliły Polsce dwudziestopięcioletniego mandatu na administrowanie Galicją Wschodnią, po którego upływie miał być przeprowadzony plebiscyt. Rzeczpospolita tymczasem zastosowała na tym terenie politykę faktów dokonanych, kwestionując zadekretowaną przez Ententę autonomię terytorialną i traktując ziemię halicką jako integralną część państwa polskiego. 15 marca 1923 r. Rada Ambasadorów mocarstw zachodnich zdecydowała się uznać suwerenność Polski nad Galicją Wschodnią pod warunkiem przyznania jej przez rząd w Warszawie autonomicznego statusu.

Wojna przyniosła straty sięgające 10 tys. zabitych po stronie polskiej i 15 tys. po stronie ukraińskiej38. Zarówno skala ofiar, jak i bezwzględne metody prowadzenia walki uświadamiają, że była to wojna okrutna, ze wszystkimi nieodłącznymi atrybutami dwudziestowiecznych konfliktów, takimi jak terror wobec cywilów, zabijanie jeńców i pacyfikowanie miejscowości zamieszkiwanych przez "wrogi" etnos. Przy podsycaniu wzajemnej nienawiści posługiwano się środkami propagandowymi, Ukraińców redukując do "chłopskich band" oraz "hajdamackich rezunów", Polaków przedstawiając zaś jako butnych "panów" i bezwzględnych "ciemiężycieli" ukraińskich mas ludowych. Konflikt w Galicji Wschodniej, bratobójczy, bo przebiegający między równoprawnymi - polskimi i ukraińskimi - współgospodarzami tej ziemi, podjęty był w imię budowy państwa narodowego, nie mógł zatem zostać rozwiązany z korzyścią dla obu stron. Zaprzepaszczono szansę na wypracowanie formuły trwałego modus vivendi w relacjach między Polakami a Ukraińcami.

Wojna lat 1918-1919 na długo zapisała się w pamięci ukraińskich narodowców jako gorzka porażka i stała się ważnym punktem odniesienia w walce o niezależną Ukrainę. Część młodszych ukraińskich niepodległościowców wyciągnęła z tamtej bolesnej lekcji wniosek, że idea narodowa może zostać skutecznie urzeczywistniona jedynie przy użyciu radykalnych metod, zgodnie z dewizą, że cel uświęca środki, nawet jeśli są one amoralne i nieludzkie. Ta pokusa skrajnego nacjonalizmu i szowinizmu zmaterializowała się z całą bezwzględnością ćwierć wieku później, kiedy zapłonęły polskie wsie i osady na Wołyniu oraz w Małopolsce Wschodniej.

Polacy z kolei, mając w świadomości utrwalony przez powieść Ogniem i mieczem Henryka Sienkiewicza stereotyp kozackiego gwałtownika i "hajdamaki", nie zawsze chcieli dostrzec w swoich ukraińskich sąsiadach i współobywatelach współgospodarzy państwa. Mimo wielu wysiłków w kierunku pozyskania Ukraińców do zgodnego tworzenia polskiej państwowości (szczególnie na Wołyniu) większości z nich nie udało się w okresie międzywojennym zjednać do idei ponad­narodowej państwowości i budowania wspólnej ojczyzny - Rzeczypospolitej "wolnych z wolnymi, równych z równymi". Dobre chęci i szlachetne działania na rzecz pokojowego współistnienia obu nacji, w które angażowali się zarówno Polacy, jak i niektórzy Ukraińcy, nie miały większych szans powodzenia, zbyt często były bowiem torpedowane przez nielegalne organizacje ukraińskie, które przez cały okres istnienia II RP dążyły do osiągnięcia swoich celów politycznych przy użyciu metod terrorystycznych.

Sojusz Piłsudski-Petlura i traktat ryski (1920-1921)

Niezależnie od zaangażowania w wojnę z Polską Ukraińcy toczyli w tym czasie zacięte walki z Armią Czerwoną na Ukrainie Naddnieprzańskiej. W grudniu 1919 r. bolszewicy pobili wojska UNR i wkroczyli do Kijowa. Nie była to pierwsza próba zainstalowania nad Dnieprem władzy sowieckiej. W czasie trwającej de facto od grudnia 1917 r., a de iure od stycznia 1919 r. wojny z Rosją sowiecką bolszewicy zdobywali wcześniej stolicę UNR dwukrotnie - w lutym 1918 r. oraz w lutym 1919 r.39 Groźba klęski skłoniła głównodowodzącego armią UNR atamana Symona Petlurę do zawarcia sojuszu z Polską. Jednym z warunków podpisanej przez rządy RP i UNR 21 kwietnia 1920 r. umowy warszawskiej była zgoda Petlury na włączenie Galicji Wschodniej i zachodniego Wołynia do Polski40. W zamian za to Polska uznała istnienie UNR (jako pierwszy obok Finlandii i Estonii kraj na świecie) oraz zrezygnowała z roszczeń do pozostałych ziem ukrainnych leżących w granicach Rzeczypospolitej z 1772 r. Porozumienie polsko-ukraińskie przewidywało jednak przede wszystkim współpracę militarną, której celem było wyparcie bolszewików z Kijowszczyzny, a w dalszej perspektywie - jak mawiał Józef Piłsudski - "rozprucie Imperium po szwach narodowościowych" i neutralizację Rosji jako głównego gracza w Europie Wschodniej41.

W konsekwencji zawartego układu 25 kwietnia 1920 r. ruszyła na Kijów wielka ofensywa polsko-ukraińska. Następnego dnia Naczelnik Państwa jako głównodowodzący operacją wydał odezwę do mieszkańców Ukrainy, w której pisał: "Wojska Rzeczypospolitej Polskiej na rozkaz mój ruszyły naprzód, wstępując głęboko na ziemię Ukrainy. Ludności ziem tych czynię wiadomym, że wojska polskie usuną z terenów, przez naród ukraiński zamieszkałych, obcych najeźdźców, przeciwko którym lud ukraiński powstał z orężem w ręku, broniąc swych sadyb przed gwałtem, rozbojem i grabieżą. Wojska polskie pozostaną na Ukrainie przez czas potrzebny po to, aby władzę na ziemiach tych mógł objąć prawy rząd ukraiński. [...] Razem z wojskami polskimi wracają na Ukrainę szeregi walecznych jej synów pod wodzą atamana głównego, Semena Petlury, które w Rzeczypospolitej Polskiej znalazły schron i pomoc w najcięższych dniach próby dla ludu ukraińskiego. [...] Wzywam naród ukraiński i wszystkich mieszkańców tych ziem, aby niosąc cierpliwie ciężary, jakie trudny czas wojny nakłada, dopomagali w miarę swych sił wojsku Rzeczypospolitej Polskiej w jego krwawej walce o ich własne życie i wolność"42.

W swojej kwaterze w Winnicy Petlura zwrócił się tego samego dnia do swoich rodaków: "Narodzie Ukrainy! [...] Już trzy lata mijają, jak usiłujesz zaprowadzić ład w swojej republice, zdobyć dla siebie wolność, równość i niepodległość, walcząc z czerwonymi najeźdźcami - moskiewskimi bolszewikami. [...] Trzy lata, narodzie ukraiński, walczyłeś sam, zapomniany przez wszystkie narody świata, albowiem wrogowie Twoi nie spali i wszelkimi sposobami prowokowali Cię, nie przyznając Ci nawet prawa zwać się mianem Ukraińców, mianem narodu ukraińskiego. Dziś dokonuje się wielka przemiana. [...] Rzeczpospolita Polska weszła na drogę okazania realnej pomocy Ukraińskiej Republice Ludowej w jej walce z moskiewskimi okupantami [...]. Wspólną walką zaprzyjaźnionych armii - ukraińskiej i polskiej - naprawimy błędy przeszłości, a krew, wspólnie przelana w bojach przeciw odwiecznemu historycznemu wrogowi, Moskwie, który ongiś zgubił Polskę i zaprzepaścił Ukrainę, uświęci nowy okres wzajemnej przyjaźni ukraińskiego i polskiego narodu"43.

8 maja 1920 r., po niespełna dwóch tygodniach walk, liczące 60 tys. żołnierzy oddziały Wojska Polskiego wkroczyły do ukraińskiej stolicy. Następnego dnia siły sprzymierzonych, spośród których 10 proc. stanowili żołnierze armii UNR, uczestniczyły we wspólnej paradzie zwycięstwa na kijowskim Chreszczatyku. Defiladę sojuszniczych wojsk odbierał nie Piłsudski (co było z jego strony symbolicznym gestem poparcia dla ukraińskich aspiracji niepodległościowych), lecz Petlura, któremu towarzyszył gen. Edward Rydz-Śmigły, główny architekt zwycięskiej operacji kijowskiej44.

Starania Petlury, mające na celu pozyskanie rekrutów do armii ukraińskiej, nie spotkały się z większym odzewem wśród jego rodaków. Przedłużające się zmagania wojenne oraz doświadczenie niedawnego konfliktu o Lwów powodowały, że zamiast spodziewanego entuzjazmu wojska polskie przyjmowane były z obojętnością lub nawet wzbudzały wrogość. Masy ukraińskie błędnie odczytywały intencje Piłsudskiego, traktując wejście Wojska Polskiego do Kijowa jako powrót "polskich panów"45. Wraz z kolejnymi niepowodzeniami w wojnie rozczarowany Naczelnik Państwa stopniowo tracił wiarę w urzeczywistnienie swojej koncepcji federacyjnej. Swej rezygnacji dał wyraz również w czasie rozmów pokojowych w Rydze - mimo że armia bolszewicka była wówczas w rozsypce, a droga na Kijów ponownie stała otworem, nie zezwolił na kontynuowanie kampanii, a także nie wymógł na stronie sowieckiej włączenia delegacji UNR do rokowań ryskich46.

Wprawdzie z chwilą rozpoczęcia w czerwcu 1920 r. kontrofensywy bolszewickiej liczba żołnierzy Armii Czynnej UNR wzrosła do 20 tys. (w stosunku do 6 tys. wystawionych przez dowództwo ukraińskie na początku wyprawy kijowskiej47), mobilizacja ta była jednak dużo mniejsza, niż można by się spodziewać w sytuacji, kiedy ważyły się losy ukraińskiej państwowości. Tymczasem oddziały bolszewickie uzyskały poważne wzmocnienie - 27 maja 1920 r. na front ukraiński przybyła wsławiona zwycięstwami w rosyjskiej wojnie domowej 1. Armia Konna (Konarmia), która już 5 czerwca przystąpiła do ataku i pod Samhorodkiem przełamała front, wdzierając się na tyły wojsk polskich. Aby uniknąć okrążenia, dowództwo Wojska Polskiego nakazało w dniach 10-13 czerwca odwrót z Kijowa. W ciągu kilku następnych tygodni front przesunął się daleko na zachód. W obliczu niekorzystnej sytuacji militarnej i zbliżania się Armii Czerwonej do stolicy Polski Ukraińcy dochowali wierności sojuszniczej. W liście z 10 lipca 1920 r. Petlura pisał do ministra spraw zagranicznych UNR Andrija Liwyćkiego: "Pragnę uczciwie wykonać zobowiązania [...] i używam [...] wszelkich środków, by nie została wykorzystana ciężka sytuacja Polski, lecz przeciwnie - by w tym momencie znaleźć wspólny język i możliwość wspólnych działań przeciw Moskwie"48.

W połowie lipca bolszewicy proklamowali powstanie Galicyjskiej Socjalistycznej Republiki Rad (Hałyćka socialistyczna radianśka respublika) z siedzibą w Tarnopolu49, nie zdobyli jednak obleganego od połowy sierpnia Lwowa. Obrońcy i tym razem dali dowody swojego wielkiego przywiązania do grodu nad Pełtwią. Bohaterską obronę z lat 1918, 1919 i 1920 docenił Naczelnik Państwa Józef Piłsudski, który odznaczył Lwów - jako pierwsze polskie miasto - krzyżem Virtuti Militari.

W tym samym czasie ofensywa sowiecka została zatrzymana pod Warszawą. Kolejne zwycięskie dla wojsk polskich bitwy, jakie stoczono 31 sierpnia 1920 r. pod Komarowem oraz w drugiej połowie września tego roku w ramach operacji niemeńskiej, przesądziły o losach wojny. Piękną kartę w tych zmaganiach zapisała 6. Siczowa Dywizja Strzelców Armii Czynnej UNR dowodzona przez gen. Marka Bezruczkę. Formacja ta wspólnie z Polakami nie tylko zajęła w maju 1920 r. Kijów, ale również przyczyniła się do rozbicia pod Komarowem Konarmii Siemiona Budionnego. Polsko-ukraińskiego braterstwa broni w walce z bolszewikami dowiodła obrona oblężonego Zamościa, którą przez ostatnie trzy dni sierpnia 1920 r. skutecznie kierował Bezruczko50. Pościg za rozbitym i zdemoralizowanym wrogiem trwał do połowy października, kiedy bolszewicy poprosili o rozejm. Zawieszenie broni z 18 października 1920 r. nie objęło wojsk ukraińskich. Dowództwo sił zbrojnych UNR wstrzymało jednak działania ofensywne, aby zyskać czas na reorganizację oddziałów. Na rozkaz gen. Stanisława Hallera rozmieszczono osiem batalionów WP, które na pozycjach rozgraniczających wojska bolszewickie od ukraińskich pozostawały przez następne kilka tygodni51.

W dniu wejścia w życie rozejmu Piłsudski w specjalnym rozkazie zwrócił się do żołnierzy UNR: "Wspólnie przelana krew i braterskie mogiły położyły kamień węgielny wzajemnego porozumienia i pomyślności obu narodów. Obecnie, po dwóch latach ciężkich walk z barbarzyńskim najeźdźcą, żegnam wspaniałe wojska [Ukraińskiej Republiki Ludowej] i stwierdzam, że w najcięższych chwilach wśród nierównych walk niosły one wysoko swój sztandar, na którym wypisano hasło: "Za naszą i waszą wolność""52.

Armia Petlury już samotnie, choć wsparta dostawami uzbrojenia z Polski, próbowała kontynuować walkę na wschód od Zbrucza, w listopadzie 1920 r. została jednak pokonana53. Do połowy grudnia tego roku polską granicę przeszło ponad 40 tys. ukraińskich uchodźców. Wśród nich znalazło się 26 tys. żołnierzy UNR, z których część, zgodnie z prawem międzynarodowym, została internowana. Bezpieczne schronienie na terytorium RP znalazły ukraińskie władze cywilne na czele z Atamanem Głównym.

Podpisany 18 marca 1921 r. traktat pokojowy formalnie kończył stan wojny pomiędzy Polską a bolszewikami. Pertraktacje pokojowe prowadzono w Rydze już od września 1920 r. Bolszewików reprezentowały dwa odrębne przedstawicielstwa: Rosyjskiej Federacyjnej Socjalistycznej Republiki Sowieckiej oraz uzależnionej od niej marionetkowej sowieckiej Ukrainy, funkcjonującej pod oficjalną nazwą Ukraińskiej Socjalistycznej Republiki Sowieckiej. Po drugiej stronie stołu rokowań zabrakło delegatów UNR, co było złamaniem postanowień polsko-ukraińskiej umowy sojuszniczej z kwietnia 1920 r.54 Polska delegacja, zdominowana przez zwolenników koncepcji inkorporacyjnej, zrzekła się pretensji do części terytoriów kresowych, zajętych w czasie ofensywy letnio-jesiennej 1920 r. Miało to uniemożliwić Piłsudskiemu realizację koncepcji sfederowanych z Polską protopaństwowych organizmów - białoruskiego i ukraińskiego "Piemontu" - jako punktu wyjścia dla stworzenia z nich suwerennych państw. Polscy sygnatariusze traktatu pokojowego z Sowietami stali na stanowisku, że powstanie niepodległej Ukrainy mogłoby w przyszłości poskutkować aliansem Kijowa z Berlinem i w konsekwencji zagrozić polskiemu stanowi posiadania na kresach południowo-wschodnich.

To niechętne stanowisko endeckich delegatów wobec niepodległości Ukrainy i Białorusi wykorzystali dyplomaci bolszewiccy, czyniąc stroną zawierającą pokój sowiecką Ukrainę. Akceptacja tego stanu rzeczy oznaczała rezygnację Polski z poparcia niepodległego państwa ukraińskiego. Wierny, choć w tym momencie kłopotliwy dla polskich dyplomatów sojusznik został sam na sam z potężnym wrogiem. Wynegocjowana linia graniczna pozostawiała półtora miliona Polaków poza obrębem państwa, przede wszystkim na Białorusi (okolice Mińska) oraz Ukrainie (okolice Żytomierza). Zarówno oni, jak i inni mieszkańcy Ukrainy Naddnieprzańskiej trafili pod bolszewickie jarzmo, stając się w latach trzydziestych ofiarami okrutnej sowieckiej inżynierii społecznej (kolektywizacja, wielki głód, tzw. operacje narodowościowe). Po polskiej stronie granicy znalazło się natomiast kilka milionów Białorusinów i Ukraińców. Szczególnie ci ostatni mogli poczuć się oszukani, gdyż realizacja postanowień traktatu oznaczała fiasko ich dążeń państwowych55. Z drugiej strony należy pamiętać, że Warszawa nie uległa sowieckim naciskom i nie wydaliła z Polski ukraińskich jednostek wojskowych oraz państwowych agend UNR. Siedzibą emigracyjnego rządu ukraińskiego został Tarnów56.

Sytuacji nie łagodził fakt, że traktat przyznawał mniejszościom narodowym po obu stronach granicy swobody kulturowe, językowe i religijne. Choć z uzgodnień tych Rzeczpospolita zasadniczo wywiązywała się przez cały okres międzywojenny (czego absolutnie nie można powiedzieć o państwie sowieckim), traktat ryski pogrzebał szansę na realizację projektu federacyjnego, co w okresie międzywojennym zaciążyło na relacjach polsko-ukraińskich. Piłsudski dobrze rozumiał, że Polska wygrała wprawdzie wojnę, przegrała jednak i pokój, i sprawę ukraińską57. Kiedy w maju 1921 r. pierwszy marszałek Polski spotkał się z internowanymi pod Kaliszem ukraińskimi oficerami, skierował do nich znamienne słowa: "Ja was przepraszam, panowie. Ja was bardzo przepraszam. Tak nie miało być"58.

Biorąc pod uwagę ówczesną sytuację polityczną i militarną, wydaje się, że podpisanie traktatu ryskiego - także z dzisiejszej perspektywy - było nieuniknione. Na to, że nie było dla niego realnej alternatywy, wskazywali nie tylko ówcześni negocjatorzy, ale i wielu stronników Naczelnika Państwa59. Wyczerpujące się rezerwy ludzkie i niepewna sytuacja na pograniczu polsko-niemieckim (plebiscyt na Górnym Śląsku) sprawiały, że Polska nie mogła sobie pozwolić na przedłużający się konflikt z bolszewicką Rosją. Wysiłek wojenny pochłaniał ponad połowę budżetu dźwigającego się z trudem po okresie zaborów kraju - wróg zaś, mimo dotkliwej porażki z rąk Polaków, dysponował praktycznie nieograniczonymi zasobami ludzkimi i materiałowymi. Pokój ryski był zatem kompromisem - trudnym, ale koniecznym. Ratował kruchą niepodległość odradzającego się państwa za cenę porzucenia koncepcji Międzymorza, czyli planu stworzenia sfederowanego z Rzecząpospolitą bloku państw od Bałtyku po Morze Czarne - buforu chroniącego Europę przed imperialistycznymi zakusami Rosji.

Dalsza część w wersji pełnej

Wprowadzenie

24 sierpnia 1991 r., mocą ogłoszonego przez Radę Najwyższą w Kijowie Aktu Niepodległości Ukrainy, południowo-wschodni sąsiedzi Polski zrzucili siedemdziesięcioletnie jarzmo sowieckiej niewoli, dołączając do rodziny wolnych europejskich narodów. 2 grudnia 1991 r. Polska jako pierwszy kraj na świecie uznała suwerenne państwo ukraińskie. Jeszcze wcześniej, bo 3 sierpnia 1990 r., a więc zaledwie rok po upadku komunizmu w Polsce, Senat Rzeczypospolitej potępił operację "Wisła", zaznaczając w wydanej uchwale, że w czasie jej realizacji "zastosowano właściwą dla systemów totalitarnych zasadę odpowiedzialności zbiorowej"1. Owa komunistyczna czystka etniczna z 1947 r., polegająca na deportacji ukraińskiej ludności na ziemie północno-zachodnie Polski pojałtańskiej, choć w swojej istocie antyhumanitarna i przeprowadzona w sposób nierzadko brutalny, w przeciwieństwie do zbrodni nacjonalistów ukraińskich z lat II wojny światowej nie miała charakteru ludobójstwa. Z jednej strony mieliśmy więc do czynienia z przymusowym wysiedleniem ludności ukraińskiej, będącym nie tyle rewanżem, ile uderzeniem w ruch banderowski, skutecznym i pozbawiającym go podstaw działania, z drugiej zaś z niczym niesprowokowanym przez ofiary - Polaków i innych obywateli RP - okrutnym wołyńskim ludobójstwem.

Od rozpadu Związku Sowieckiego i powstania niepodległej Ukrainy relacje polsko-ukraińskie budowane są na gruncie dobrosąsiedzkiej współpracy. Między oboma państwami rysują się jednak zasadnicze rozbieżności w kwestii interpretacji faktów z przeszłości. Jeśli nie zostaną one rozstrzygnięte, będą stanowić źródło niezgody, dzieląc kolejne pokolenia w nadchodzących dekadach.

Strona ukraińska przedstawia zgoła odmienny punkt widzenia na przyczyny oraz przebieg ludobójstwa dokonanego przez Organizację Ukraińskich Nacjonalistów i Ukraińską Powstańczą Armię w latach czterdziestych ubiegłego stulecia. Obecnie niewyobrażalne w swoim okrucieństwie zbrodnie banderowskie są na Ukrainie marginalizowane bądź tłumaczone - w niezgodzie z faktami historycznymi - narastającym przez wieki gniewem ludu ukraińskiego wobec polskich "panów". Historycy ukraińscy ludobójstwo na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej określają najczęściej mianem "wojny", "konfliktu" lub "tragedii", koncentrując się przy tym na przedstawianiu przykładów polskiego odwetu. Te semantyczne zabiegi i przemilczenia są w Polsce interpretowane jako próba relatywizowania win, rozmycia odpowiedzialności oraz postawienia znaku równości między sprawcą i ofiarą.

Nie ma żadnej wątpliwości, że pomiędzy zainicjowaną przez OUN i UPA masową eksterminacją Polaków na południowo-wschodnich ziemiach Rzeczypospolitej a krwawym, lecz incydentalnym polskim odwetem istnieje fundamentalna różnica. Wyraża się ona zarówno w liczbie ofiar (po stronie polskiej wielokrotnie wyższej), jak i w metodach zadawania cierpień oraz sposobach uśmiercania niewinnych ludzi. Ukraińcy ginęli najczęściej w niezorganizowanych i desperackich aktach zemsty, zwykle od kuli, a nie w wyniku celowego znęcania się i wyrafinowanych tortur zadawanych narzędziami gospodarskimi w zaplanowanych akcjach eksterminacyjnych. Pośród innych masowych morderstw II wojny światowej - nawet tych, których dopuszczali się w Europie Wschodniej Niemcy i Sowieci - wyjątkowe okrucieństwo, jakim wykazali się nacjonaliści ukraińscy, nie ma precedensu.

Polacy i obywatele Rzeczypospolitej innych narodowości padli w czasie II wojny światowej ofiarą trzech ludobójstw - niemieckiego, rosyjskiego i ukraińskiego. Pamięć o tym pierwszym jest w polskim społeczeństwie dobrze zakorzeniona. Świadomość zbrodni sowieckich także na trwałe wpisała się do naszej zbiorowej pamięci. Natomiast w kwestii ludobójstwa dokonanego przez nacjonalistów ukraińskich jest wciąż wiele zaniedbań. Wystarczy porównać bilans dokonań w obszarze przywracania pamięci o zbrodniach Sowietów i banderowców. W ciągu ostatnich 35 lat państwu polskiemu udało się dokonać ekshumacji i godnego pochówku ofiar zbrodni katyńskiej, a mogiły oficerów Wojska Polskiego, żołnierzy Korpusu Ochrony Pogranicza i funkcjonariuszy Policji Państwowej stały się godnym symbolem ich wiecznego spoczynku i naszej pamięci. Tymczasem ekshumacje nie tylko ofiar OUN-UPA z okresu II wojny światowej, ale również polskich legionistów poległych na Wołyniu w walkach z Rosją w latach 1915-1916 oraz żołnierzy i policjantów z września 1939 r. są przez Ukrainę od lat blokowane.

Mimo oczywistej asymetrii krzywd i przewin Ukraina nie tylko nie przyznaje się do zbrodni, ale wręcz buduje swoją tożsamość na rehabilitacji i gloryfikacji zbrodniarzy pokroju Stepana Bandery, Romana Szuchewycza czy Dmytra Kłaczkiwśkiego. Rzeczpospolita, która nie raz udowadniała, że potrafi mierzyć się z trudnymi kartami własnej historii, od 35 lat czeka na symboliczny gest. Czy i Ukrainę stać będzie wreszcie na to, by otwarcie zmierzyć się ze swoją niechlubną przeszłością i dokonać długo oczekiwanego aktu ekspiacji?

***

Niniejsza publikacja, będąca znacznie rozbudowaną, poszerzoną o nowe wątki i informacje wersją dwóch rozdziałów książki Ocaleni z ludobójstwa2, prezentować ma możliwie najszerszą panoramę stosunków polsko-ukraińskich pierwszej połowy XX w., wykraczającą poza krwawe czystki etniczne na Wołyniu i ziemi halickiej. Bez zarysowania złożonego tła, uwzględniającego uwarunkowania polityczne, ekonomiczne, społeczne i kulturowe, nie sposób pojąć to, do czego doszło na kresach południowo-wschodnich RP w latach II wojny światowej. Jednocześnie, choć książka porusza wyjątkowo bolesne zagadnienia, ma ona charakter popularnej syntezy, uzupełnionej o obszerne kalendarium.

Okres między końcem I wojny światowej a końcem II wojny światowej odcisnął na relacjach między obu państwami i narodami piętno tak szczególne, że określenie go mianem "najtrudniejszego ćwierćwiecza" wydaje się pod wieloma względami zasadne. W wielowiekowej historii sąsiedzkiej nie brakowało wprawdzie trudnych i krwawych epizodów - wystarczy przypomnieć powstania kozackie z XVII i XVIII w., jakże brzemienne w skutkach dla Rzeczypospolitej. Trzeba jednak wyraźnie podkreślić, że były to czasy przed uformowaniem się narodów w dzisiejszym rozumieniu tego słowa. Rozsadzający Rzeczpospolitą od środka antagonizm był wówczas dziełem z jednej strony narodu politycznego - szlachty, z drugiej zaś - starszyzny kozackiej. Obie te grupy stanowiły wieloetniczną, wielojęzykową, wielokulturową i wieloreligijną mozaikę. Po zawarciu unii lubelskiej w 1569 r. do stanu szlacheckiego włączono także prawosławne rody litewsko-ruskie. Kozacy zaporoscy wywodzili się natomiast zarówno z polsko­języcznej szlachty wyznania katolickiego, ruskiego, choć polonizującego się bojarstwa oraz prawosławnych chłopów z Rzeczypospolitej, Wielkiego Księstwa Moskiewskiego, Mołdawii i Wołoszczyzny, jak i z muzułmańskich zbiegów z Chanatu Krymskiego.

Ramy czasowe niniejszej książki obejmują lata 1918-1945. Uzasadnieniem dla przyjętych cezur jest okres istnienia II Rzeczypospolitej. Odrodzona po okresie zaborów Polska funkcjonowała de iure od października-listopada 1918 r.3 do 5 lipca 1945 r., kiedy Stany Zjednoczone i Wielka Brytania wycofały uznanie dyplomatyczne dla rządu RP na uchodźstwie, uprawomocniając tym samym zdominowany przez komunistów Tymczasowy Rząd Jedności Narodowej.

Dzieje II RP otwiera wojna o Galicję Wschodnią, rozpoczęta 1 listopada 1918 r. od ukraińskiej akcji zbrojnej we Lwowie. Zwycięstwo Polski w krwawym, ośmiomiesięcznym konflikcie i oparcie wschodniej granicy Rzeczypospolitej o rzekę Zbrucz wywarły decydujący wpływ na stosunki polsko-ukraińskie w całym dwudziestoleciu międzywojennym. Klęska Ukraińców w "listopadowym czynie", jak określa się w ich publicystyce przewrót wojskowy we Lwowie, oraz porażka w zmaganiach o Galicję Wschodnią były w kolejnych latach źródłem frustracji dla wielu ukraińskich niepodległościowców. W znacznej mierze przyczyniło się to do dalszej radykalizacji ukraińskiego ruchu narodowo-wyzwoleńczego w latach dwudziestych i trzydziestych XX w. Do eksplozji szowinizmu i długo kumulowanej nienawiści doszło z początkiem II wojny światowej, kiedy zapłonęły wołyńskie oraz galicyjsko-małopolskie wsie. Po 1945 r. ziemie, o których przynależność państwową toczył się od 1918 r. zacięty i niszczący sąsiedzkie relacje spór, na długie dekady objął w posiadanie totalitarny Związek Sowiecki, nieprzejednany wróg tak niepodległej Polski, jak i niezależnej (samostijnej) Ukrainy.

Tytuł niniejszej publikacji odzwierciedla przekonanie, że owych niemal trzech dekad wspólnej historii nie da się zredukować do hasła "Wołyń" - tyleż nadużywanego, co gubiącego istotę skomplikowanych relacji między Polakami a Ukraińcami, tak w dwudziestoleciu międzywojennym, jak i - przede wszystkim - w czasie II wojny światowej. Źródeł eksplozji ukraińskiego szowinizmu należy doszukiwać się nie w okresie niemieckiej okupacji z lat 1939/1941-1944, lecz w dwudziestoleciu międzywojennym. Owymi punktami zapalnymi były zarówno porażka z 1918 r., jak i stosunek władz II RP do mniejszości narodowych. Nie usprawiedliwiając banderowskiego ludobójstwa oraz zachowując właściwe proporcje między Berezą Kartuską, szkołą utrakwistyczną czy akcją polonizacyjno-rewindykacyjną z jednej, a terroryzmem UWO/OUN, proniemiecką i prosowiecką dywersją w 1939 r. czy wreszcie oczyszczuwalną antopolską akciją z drugiej strony, trzeba wyraźnie powiedzieć, że obywatele polscy narodowości ukraińskiej nie mieli w okresie międzywojennym szczególnych powodów do radości z tytułu istnienia państwa polskiego; więcej - wielu prostych i niezaangażowanych w politykę Rusinów-Ukraińców nigdy nie uznało tego państwa za swoje.

Jeśli nie wolno nam zawężać problematyki wzajemnych stosunków z lat 1918-1945 do "rzezi wołyńskiej", musimy także pamiętać o tym, że trzecie obok niemieckiego i sowieckiego ludobójstwo4, jakiego doświadczył naród polski - obywatele polscy w czasie II wojny światowej - objęło swoim zasięgiem nie tylko Wołyń, ale również Polesie, ziemię lwowską, Podole, Pokucie, Lubelszczyznę, Zamojszczyznę oraz tereny Bieszczad i Beskidu Niskiego - łącznie ponad jedną czwartą terytorium Polski.

Prezentowana książka ma na celu uświadomienie, do czego prowadzi zbrodnicza ideologia wyrażająca się pogardą dla drugiego człowieka. O zbrodni, jakiej dopuścili się ukraińscy nacjonaliści w latach czterdziestych XX w., nie wolno nam zapomnieć. Jesteśmy to winni bestialsko pomordowanym rodakom, którzy nie doczekali się nie tylko godnego, chrześcijańskiego pochówku, ale nawet symbolicznego upamiętnienia. Ofiary "wołają z grobów, których nie ma", nie po to, by wywoływać spory - wszak "nie o zemstę, lecz o pamięć" chodzi, jak głoszą słowa wykute na pomniku ofiar ukraińskiego ludobójstwa na Wołyniu posadowionym na Cmentarzu Rakowickim w Krakowie.

Prawdziwie partnerskie stosunki buduje się na prawdzie. W imię przyszłości młodych Polaków i Ukraińców, aby raz na zawsze zamknąć ten mroczny czas w dziejach naszych narodów, trzeba wreszcie zmierzyć się z obiektywną rzeczywistością południowo-wschodnich kresów lat II wojny światowej. Do momentu, kiedy winni nie zostaną wyraźnie wskazani i napiętnowani, rana się nie zabliźni, a ten niezwykle złożony okres wspólnej historii będzie rzucał cień na wzajemne relacje między naszymi państwami i narodami.

***

Dziękuję wszystkim, którzy przyczynili się do powstania niniejszej publikacji: dr Joannie Karbarz-Wilińskiej, dr. hab. Edwardowi Gigilewiczowi i dr. Tomaszowi Berezie - za recenzencką rzetelność, cenne uwagi merytoryczne i eksperckie wsparcie, Annie Świtalskiej-Jopek i Katarzynie Jopek - za pieczołowite opracowanie redakcyjne, Karolinie Masłowskiej - za profesjonalne projekty graficzne okładki oraz map. Składam również podziękowania moim bezpośrednim przełożonym, Krzysztofowi Drażbie i dr. Danielowi Czerwińskiemu - za okazane zaufanie i zrozumienie dla wagi podejmowanej problematyki.

Książkę tę poświęcam pamięci Pawła Majstrenki, polsko-ukraińskiego reżysera i dokumentalisty, zmarłego tragicznie po agresji rosyjskiej na Ukrainę.