Poznajcie moją historię!
Cześć!
Nigdy nie planowałam napisać książki. Ten pomysł przyszedł mi do głowy spontanicznie pewnej nocy, po kilkugodzinnym spotkaniu z koleżankami. Ale zacznijmy od początku.
Od ponad roku siedzę z dzieckiem w domu na "urlopie macierzyńskim". Ten, kto nazwał ten czas "urlopem", powinien się mocno puknąć w łeb. Natomiast sama ciąża okazała się dla mnie momentem przełomowym. W końcu miałam czas na coś tak prozaicznego, jak regularne wyjścia do łazienki czy normalne jedzenie. Mój organizm szybko to docenił. Paradoksalnie w okresie, w którym powinnam się roztyć, ja rozkwitłam. A biorąc pod uwagę moje wcześniejsze nawyki, nic na to nie wskazywało. Wcześniej, przez wiele lat, traktowałam swój organizm jak śmietnik, a wieczorami lubiłam wypić winko, by choć na chwilę ulżyć sobie w wiecznym napięciu. Miałam dużą nadwagę, a opuchniętą od stresu twarz ukrywałam pod grubą warstwą makijażu. A w środku byłam... hmm... na pewno bardzo pogubiona. Nie było mi lekko. Zresztą skąd w ogóle to przekonanie, że życie "powinno" być łatwe? Przecież życie to Freudowskie cierpienie. Nie ma życia bez bólu, więc może czas przestać się łudzić, że powinno być inaczej?
Osobiście nigdy nie zgadzałam się ze stwierdzeniem, że "co nas nie zabije, to nas wzmocni". Uważam raczej, że to, co nas nie zabije, będzie do nas wracać i przygniatać nas w najsłabszych momentach naszego życia. Odnoszę jednak wrażenie, że osoby, które przeszły przez swoje piekło, potrafią - niczym feniks z popiołów - odnaleźć w sobie niesamowitą siłę. Oczywiście nie wszyscy i nie zawsze, ale znam wiele osób, w tym siebie, które nauczyły się przekształcać swój własny ból w siłę. Zazwyczaj są to ludzie, którzy niejeden raz przeżyli swój prywatny koniec świata.
Ostatnie osiem lat mojego życia to seria trudnych doświadczeń - ogromne zawirowania rodzinne, praca po dwanaście godzin dziennie, bo przecież "osiem godzin to za mało, żeby coś osiągnąć i kimś się stać". Byłam wykończona i fizycznie, i psychicznie. Na zewnątrz młoda, ale w środku stara i zmęczona jak górnik po całym dniu pracy w kopalni.
Tu muszę zrobić mały przystanek i opowiedzieć Wam o moim mężu. Moja mama, niekwestionowana królowa magii, od kiedy skończyłam 12 lat, wciąż powtarzała, że karty jasno mówią: "Twój mąż będzie takim dobrym człowiekiem, że inni będą Ci go zazdrościć". No i co? Miała rację. Bo lepszego człowieka niż mój stary po prostu nie znam. Jest moim punktem odniesienia w tym szalonym świecie, moją opoką, moim bezpiecznikiem, który trzyma mnie w ryzach, kiedy zaczynam iskrzyć. Czasem się zastanawiam, czym sobie na niego zasłużyłam.
Bo prawda jest taka - partner to gwarant jakości naszego życia w związku. Trudno marzyć, planować i zdobywać świat, kiedy osoba, z którą dzielimy życie, więcej zabiera, niż daje. Jako ciekawostkę powiem Wam, że poznałam mojego męża w aplikacji randkowej. Mamy zupełnie różne temperamenty, więc na początku wydawało mi się, że to nie ma prawa się udać. Ja - chaos i ADHD, wiecznie w biegu, z głową pełną pomysłów i tysiącem emocji na raz. On - spokojny, zrównoważony. A jednak jesteśmy już 10 lat po ślubie, a życie każdego dnia utwierdza mnie w tym, jak dobry był to wybór. Miłość to nie tylko namiętność i fajerwerki, ale również wsparcie i świadomość, że masz u boku kogoś, kto momentami rozumie Cię lepiej niż Ty sama.
Wracając jednak do mojej historii. Dopiero na urlopie macierzyńskim pojawiła się w moim życiu przestrzeń na życie towarzyskie. Zaczęłam się spotykać z bliższymi i dalszymi koleżankami. Często były to nawet kobiety z mojego osiedla, które wcześniej znałam jedynie z widzenia. One, tak jak i ja, spędzały całe dnie w domu ze swoimi maleńkimi dziećmi.
Znasz to uczucie, kiedy odliczasz minuty do powrotu partnera z pracy, a każda z nich trwa jak godzina? Niestety, ja znam je aż za dobrze. Z natury jestem osobą otwartą i towarzyską, więc nigdy nie miałam problemu z nawiązywaniem kontaktów. Gdy dni dłużyły mi się niemiłosiernie, czasem zaczepiałam na ulicy "obce mamy" i zapraszałam je do siebie na kawę i pogaduchy. Te spotkania pozwalały nam wspólnie przetrwać kolejny dzień. I choć początkowo rozmawiałyśmy o dzieciach, mężach, pracy czy teściowych, z czasem zaczęłyśmy schodzić na tematy bardziej osobiste, wręcz intymne, takie jak seks. Po kilku miesiącach takich rozmów poczułam smutek. A może nawet wściekłość?
Byłam rozczarowana nami, kobietami, a jeszcze bardziej tym, w jakim miejscu wciąż tkwimy w kwestii seksu. Im więcej rozmawiałam na ten temat z kobietami, tym bardziej docierało do mnie, że wiele z nas utknęło w schematach rodem z lat 90. i powiela losy naszych mam czy nawet babć. Zastanawiałam się, dlaczego dla tak wielu kobiet seks jest tylko kolejnym obowiązkiem do odhaczenia. Kobiety wieczorami "dają w łóżku", bo czują, że tak trzeba. Są przez to sfrustrowane, bo seks rzadko kiedy daje im satysfakcję, a orgazm pojawia się od święta albo wcale. W wielu przypadkach kobiety wciąż uważają, że orgazm partnera jest ważniejszy od naszego. Świadomie rezygnują z siebie, ale nie dlatego, że tego chcą, ale dlatego, że zwyczajnie brakuje im siły i zasobów, by cokolwiek zmienić.
Kobiety w 2025 roku mają czas na fryzjera i paznokcie, ale na seks już niekoniecznie. Wiele z nas, już w bardzo młodym wieku, odpuściło starania o lepszy, fajniejszy, ciekawszy i bardziej satysfakcjonujący seks, tak jakby ta strefa życia nie miała już większego znaczenia.
Nie ma wątpliwości, że seks w Polsce wciąż jest tematem tabu. Niestety, milczenie i unikanie rozmów na ten temat tylko pogłębia problem. Dlatego właśnie napisałam tę książkę - chciałam "pogadać" na głos o tym, co Polki tak naprawdę myślą o seksie.
Wiele osób wierzy, że seks w związku "jakoś sam się ułoży". To wygodna iluzja, która daje nam poczucie, że intymność nie wymaga wysiłku ani zaangażowania. Na początku relacji rzeczywiście wszystko dzieje się bardzo naturalnie, a bliskość przychodzi spontanicznie. Niestety ten początkowy "szał ciał" ma jednak swoją datę ważności. Z czasem, gdy emocje się stabilizują, zaczyna brakować tej łatwości, którą wcześniej brałyśmy za pewnik.
Kolejnym problemem jest to, że my, kobiety, rzadko kiedy odważamy się mówić głośno o tym, czego tak naprawdę potrzebujemy w seksie. Dlaczego? Bo od najmłodszych lat wmawiano nam, że pewne rzeczy są "niewłaściwe". W Polsce poprawność - polityczna, społeczna, kulturowa - trzyma nas w ryzach jak gorset, a my nie potrafimy go zdjąć nawet przy partnerze, w obawie przed jego oceną. Jak matka trójki dzieci miałaby wyznać swojemu partnerowi, że marzy o wielkim analnym wibratorze z wypustkami? To przecież brzmi jak dobrowolne wystawienie się na lincz! Jak potem miałaby mu spojrzeć w oczy przy rodzinnej kolacji z dziećmi? Niestety, każdy przemilczany temat rośnie w siłę, aż w końcu staje się prawie nie do ruszenia. A sama intymność, która kiedyś była źródłem radości, nagle zmienia się w przestrzeń pełną niedopowiedzeń i frustracji.
Żyjemy w świecie pełnym surowych ocen, w którym każde odstępstwo od normy spotyka się z krytyką. W takiej atmosferze łatwiej zachowywać się "normalnie" niż ryzykować byciem postrzeganą jako zbyt odważną, namiętną czy wulgarną. Często więc zakładamy maski, które pozwalają nam wtapiać się w tło, nawet jeśli pod nimi tli się cały wachlarz niezaspokojonych pragnień. Niestety, każda taka stłamszona potrzeba prędzej czy później da o sobie znać.
Nie jestem ekspertem. Nie piszę tej książki jako seksuolożka czy terapeutka. Jestem jedną z Was - kobietą, która zadaje pytania i szuka odpowiedzi. Przeszłam przez różne etapy życia - od zagubienia i niepewności po odnalezienie własnej drogi. Chciałam napisać książkę, w której każda kobieta - bez względu na wiek, doświadczenie czy przekonania - odnajdzie cząstkę siebie.
Gdy zaczęłam szukać bohaterek, wiedziałam jedno: chcę różnorodności. Chciałam poznać historie kobiet, które wychowały się w konserwatywnych domach i tych, które od lat żyją poza społecznymi normami. Kobiet, które czekały z pierwszym pocałunkiem aż do ślubu, i tych, które świadomie weszły w świat filmów porno. Kobiet w wieloletnich małżeństwach i tych, które nie wierzą w monogamię.
Nie było to łatwe. Niektóre rozmówczynie znalazłam zupełnie przypadkowo - poprzez znajomych, przypadkowe rozmowy. Inne odszukiwałam bardziej świadomie, na forach internetowych, w mediach społecznościowych, a nawet pisząc do kobiet, które lajkują posty klubów swingerskich. Możliwe, że część z nich wzięła mnie za wariatkę, ale ostatecznie 15 kobiet mi zaufało. Większość z nich zdecydowała się pozostać anonimowa, bo wciąż żyjemy w świecie, w którym kobieca seksualność budzi niezdrowe emocje, gdzie za szczerość można zapłacić wysoką cenę. Ale były też cztery kobiety, które powiedziały: "Pisz o mnie pod prawdziwym imieniem. Nie mam się czego wstydzić". Ich odwaga i gotowość do opowiedzenia swoich historii stały się dla mnie ogromną inspiracją.
Niektóre rozmowy były pełne śmiechu, inne kończyły się łzami. Były historie, które sprawiły, że miałam wypieki na twarzy, i takie, które zostawiły po sobie ciężar, którego nie potrafiłam z siebie strząsnąć. Te kobiety podzieliły się czymś najcenniejszym - swoją prawdą.
Dlatego właśnie starałam się jak najmniej ingerować w wypowiedzi moich rozmówczyń. Nie cenzurowałam wulgaryzmów, nie zależało mi na przesadnej poprawności. Chciałam bowiem ukazać obraz kobiet takim, jaki on jest, z ich perspektywy. Świadomie zdecydowałam się zachować pewne nieścisłości językowe czy potoczne sformułowania, by nie zatracić autentyczności ich głosu. To, w jaki sposób opowiadają swoje historie, jest równie ważne, jak sama treść - oddaje ich emocje, pochodzenie, sposób postrzegania świata. Uznałam, że nadmierna korekta językowa zafałszowałaby ten przekaz.
Ta książka to nie tylko opowieść o seksie. To książka o kobietach. O ich potrzebach, frustracjach, lękach i pragnieniach. O związkach, które trwają mimo braku namiętności, i o miłościach, które płoną jak ogień. O zdradach, które były ratunkiem, i o tych, które przyniosły jedynie ból. O poszukiwaniu bliskości, akceptacji i własnej drogi do przyjemności.
Jeśli zdecydujesz się wejść w ten świat - czytaj bez uprzedzeń. Pozwól tym historiom wybrzmieć, nie szukając od razu etykiet i ocen. Bo "inny" nie oznacza "gorszy".
To książka, która nie daje gotowych odpowiedzi. Ale może zadać Ci pytania, których nigdy wcześniej sobie nie postawiłaś.
Rewolucja seksualna po przeczytaniu tej książki gwarantowana!
Gotowa?
Miłego czytania!