Iza z wściekłością wrzuciła woreczek z podpaską do kosza na śmieci. Umyła ręce i spojrzała na kalendarz wiszący w łazience. Znowu nic. Cholerna "ciotka z Ameryki" przybyła wraz z przyjazdem Nicole. Do łazienki wszedł jej mąż Johann - wysoki, ciemnowłosy, trzydziestokilkuletni przystojniak, o którym kilka lat temu marzyło wiele niemieckich dziewczyn. Miłość do kuzynki Izy spowodowała, że przerwał telewizyjną karierę i zamieszkał w Krakowie. Zaadaptował się do nowych warunków, założył z Maksem Gajewskim spółkę produkującą gry komputerowe i stał się Polakiem.
- Dlaczego wchodzisz do łazienki, gdy jest zajęta? - warknęła. - Człowiek nie ma za grosz prywatności.
- To przez miesiączkę jesteś dziś wściekła jak osa?
- Nie musisz się silić na głupie porównania - warknęła. - Czy zawsze muszę kipieć wesołością? Nie mogę mieć złych dni?
- Izis, nie przesadzaj. Nie rób tragedii w szklance wody.
- Pomyliło ci się z burzą - mruknęła. - W kwestii kwiecistych przenośni i porównań to już Nicole jest lepsza od ciebie, a mieszka w Polsce tylko okazjonalnie, podczas gdy ty mieszkasz tu na stałe. I do tego masz maturę z polskiego - prychnęła.
- Izis, nie zamierzam wszczynać kłótni, dlatego nie będę z tobą polemizował - mruknął, a potem dodał: - Jesteśmy jeszcze młodzi, kiedyś na pewno nam się uda.
- Dobrze ci mówić, bo masz już własne dziecko - warknęła. Widząc minę męża szybko się zreflektowała. - Przepraszam. Przecież wiesz, jak bardzo kocham Teo...
- Gdybyś naprawdę go kochała... - nie dokończył.
- To co? Nie chciałabym mieć drugiego dziecka? Większość ludzi marzy o dwójce dzieci. Dla rodziców jedynak to za mało, dla dobra dziecka też jest wskazane, by miał rodzeństwo.
- Izis, to, że mamy problemy z ciążą, nie upoważnia cię do wyżywania się na domownikach. Zresztą, dla obcych też jesteś wredna.
- Nie przesadzaj, nikogo dziś nie uraziłam.
- Byłaś złośliwa wobec Nicole i Eryka. I te uwagi skierowane do Agi i Bartka...
- Wobec Eryka?! Tu już mocno przesadziłeś. To diabeł wcielony, zachowuje się paskudnie, a wszyscy patrzą na to przez palce. Cóż takiego bulwersującego niby powiedziałam?
- Hmm... zacytuję: "ten wasz nieokrzesany bachor powinien zostać odizolowany od innych dzieci. Znęca się nad nimi i daje zły przykład. Powinniście przez miesiąc trzymać go w miejscu odosobnienia, dając do jedzenia miskę kaszy gryczanej, a do picia sok z buraka, bo ich nie lubi, a mają wartości odżywcze".
- To i tak dla niego za mała kara, bo ten łobuz zasługuje jedynie na suchy chleb i wodę. A co do Nicole, czy nie mam racji, że powinna się w końcu ustatkować? Wszyscy tak uważają.
- Ale głoszenie wszem i wobec przy stole, że zmienia facetów częściej niż pościel we własnym łóżku, to chyba nie na miejscu. Tym bardziej, że siedział z nami ten Białorusin.
Iza wzruszyła ramionami.
- Przecież Nicole się nie obraziła.
- Powinnaś być jednak wobec niej milsza.
- Jej ego nie potrzebuje dopalaczy.
Rzeczywiście Nicole się nie obraziła, bo już nazajutrz poszły razem na zakupy do Galerii Krakowskiej. Postanowiły zrobić sobie babski wieczór.
- To cud, że nie wzięłaś z nami Teo - mruknęła Nicole.
- Zamierzałam, ale tatko wziął wszystkie dzieciaki do kina, a Teo uwielbia mojego tatę.
- Uwielbiają go, bo ma podejście do dzieci. Ja go nie mam. Nie jestem macicą na wysokich obcasach, mam w życiu inną rolę do spełnienia niż produkowanie wrzeszczących bachorów.
- Niby jaką rolę? Lali do dmuchania? - sarknęła Iza.
- Mam nadzieję, że za chwilę usłyszę słowo przepraszam.
- Od tego słowa bolą mnie zęby - mruknęła Iza, ale szybko dodała polubownie: - Dzieci jednak cię lubią. Na przykład Teo ciągle dopytywał, kiedy przyjedzie ciocia Nicole.
- Właśnie tego nie rozumiem, bo ja za nimi nie przepadam. Podziwiam ludzi pragnących sprowadzać je na świat. A takich jak ty, którzy decydują się wychowywać cudze dzieci jak swoje, wyrzekając się przy tym własnego życia i narażając na niewygody, to w ogóle nie mogę zrozumieć. No może w twoim wypadku jest trochę inaczej, bo robisz to ze względu na Johanna. W imię miłości można podjąć się różnych heroicznych rzeczy, nawet matkować. Dobrze, że cię ominęło zmienianie pieluch...
- Nicole, przestań bredzić. Teo to mój syn, chociaż go nie urodziłam.
Szły alejkami galerii, oglądając wystawy sklepowe. Właśnie zamierzały wstąpić do sklepu sieci Rossmann, gdy usłyszały za plecami przyjemny baryton.
- Dzień dobry paniom.
Dziewczyny odwróciły się i ujrzały wysokiego przystojnego szatyna. Twarz mężczyzny wydawała się Izie znajoma. Już zaczynała wertować w głowie nazwiska, ale mężczyzna jej to ułatwił.
- Jakiś czas temu byliśmy na tym samym weselu - powiedział, uśmiechając się do obu dziewczyn, ale przytrzymując spojrzenie na Nicole.
- Jesteś bratem Poli, tak? - przypomniała sobie Iza. - Z tego co wiem, pracujesz w klinice mojego taty.
- Czuję się zaszczycony, że mnie zapamiętałaś.
- Zapamiętałam, bo jesteś jednym z nielicznych facetów, którzy nie mają zarostu. Wokół sami brodacze.
- Też miałem, ale zgoliłem. Hmm, twój ojciec również nie nosi zarostu.
- Tatko nie ma brody z próżności, bo choć na głowie ma szpakowate włosy, to zarost jest całkiem siwy. A dlaczego ty nie podążasz za trendem męskiej mody?
- Chciałem się wyróżniać. Poskutkowało, zapamiętałaś mnie - odparł z uśmiechem, po czym zwrócił się w stronę Nicole. - A ty mnie zapamiętałaś?
Dziewczyna wzruszyła ramionami.
- Jasne, że tak. Rzadko kto wyrzuca mnie z łóżka w środku nocy.
- Mała nieścisłość, to nie była noc, lecz południe, i to nie ja cię wyrzuciłem.
- Owszem nie ty, tylko twoja dziewczyna - burknęła Nicole. - Trzeba było uprzedzić, że masz narzeczoną.
- Nie była moją narzeczoną. Nie przypuszczałem, że wpadnie bez zapowiedzi.
- Miała klucze do twojego mieszkania, więc byliście ze sobą blisko. Dlaczego nie przyszedłeś z nią na wesele siostry?
- Bo nie była moją narzeczoną. I nie miała kluczy do mojego mieszkania. Byłem tak zaaferowany tobą, że zapomniałem zamknąć drzwi na klucz.
Iza przysłuchiwała się rozmowie. Cała Nicole, żadnemu przystojnemu facetowi nie przepuści, pomyślała.
- Usiądźmy gdzieś, porozmawiamy - zaproponowała Szwedka.
Mężczyzna spojrzał na zegarek.
- Niestety, nie mam czasu, za godzinę zaczynam dyżur.
- Może więc innym razem. Oto namiar na mnie - powiedziała Nicole, wyjmując z torebki wizytówkę. - Będę w Polsce jeszcze jakiś czas. Jest tam też moje imię, jeśli zapomniałeś. A jak tobie na imię?
- Szymon. Nerowski. - Uśmiechnął się, chowając wizytówkę do kieszeni. - Do zobaczenia.
Kiedy zniknął z pola widzenia, Iza spojrzała na przyjaciółkę z wyrzutem.
- Boże, Nicole, kiedy w końcu dorośniesz? Naprawdę musisz rozkładać nogi przed każdym napotkanym facetem?
- Nie przed każdym, tylko przed takim, który mi się podoba.
- Za długo marynowałaś mózg w alkoholu. Jesteś beznadziejna. Nawet nie wiesz, czy jest wolny. Może ma żonę albo dziewczynę.
- Gdyby nawet miał, co z tego? Pamiętam, że był niezły w łóżku, więc przydałaby się powtórka. Aha, Iza, pogadaj z babcią, żeby dała mi klucze do tamtego wolnego mieszkania. Kocham dziadków, ale wolę ich kochać kilometr dalej.
- Nic z tego, w mieszkaniu teraz rezyduje ten Białorusin, Anton Moroz. Tatko mu je udostępnił do czasu, aż facet nie znajdzie jakiegoś lokum.
- Szkoda - westchnęła Nicole.