Tajemnicza mikstura
iele lat wcześniej do bram starego domu załomotał zmęczony jeździec na jeszcze bardziej zmęczonym koniu. Odzież miał przemoczoną deszczem i potarganą wiatrem, ale uszytą na miarę z drogich tkanin, więc widać było od razu, że to człowiek zamożny. Albo zbój, który takiego obrabował.
W tamtych czasach ludzie chętnie pomagali innym, nawet obcym, więc gospodarze udzielili mu gościny. Pożyczyli mu suche ubrania, poczęstowali ciepłą strawą i pozwolili się wyspać, ale przybysz zerwał się jeszcze przed świtem, by wyruszyć w dalszą drogę. Zanim jednak to się stało, do bram zapukali żołnierze.
- To niebezpieczny bandyta - powiedzieli. - Najbardziej poszukiwany człowiek w całym kraju!
Właściciele domu przestraszyli się i pozwolili żołnierzom schwytać obcego, co wcale nie było takie proste. Tajemniczy człowiek w czarnym płaszczu biegał nadzwyczaj szybko, nie zawahał się nawet wyskoczyć z okna na piętrze!
Niestety na dole, pod samym oknem, czekał dowódca żołnierzy, który od razu go pojmał i zabrał do więzienia, w którym człowiek ten spędził resztę życia. Tam zmuszano go, aby zdradził pewną tajemnicę, ale milczał.
Próbowano odnaleźć jego wspólników, ale wyglądało na to, że nigdy ich nie miał. Ludzie, u których go pojmano, nie wiedzieli nawet, jak się nazywa. Nie mieli pojęcia, kim był przybysz, i zaklinali się, że nie dał im nic na przechowanie.
Pytano jednak niewłaściwe osoby i dlatego nikt nie dowiedział się, że było zupełnie inaczej. Że tuż przed zatrzymaniem tajemniczy przybysz znalazł sobie wspólnika, którego nikt by o to nie podejrzewał.
Był to synek gospodarzy, który słysząc hałas, obudził się i wyjrzał ze swojego pokoju.
Zobaczył uciekającego człowieka w czarnym płaszczu.
- Ciii... - powiedział tamten i wbiegł do pokoju chłopca, który od razu zrozumiał, o co chodzi.
Sam też nieraz się tam chował, kiedy coś przeskrobał, a zdarzało mu się to kilka razy dziennie.
- Wejdź do kufra - poradził chłopiec.
Sam zawsze się tam krył, ale nieznajomy nie zmieściłby się do kufra.
- Umiesz dochować tajemnicy? - spytał malca.
Ten pokiwał głową.
Przybysz wyciągnął malutką butelkę i wręczył ją dziecku.
- Schowaj to dobrze - nakazał. - I nikomu o tym nie mów. Nigdy! I pamiętaj, nie pij tego - to trucizna!
- Działa na robaki? - zainteresował się chłopiec.
- Nie otwieraj tego - powtórzył przybysz stanowczo. - Ta mikstura nie jest jeszcze gotowa. Obiecujesz, że nie otworzysz?
Wtedy jednak do pokoju wpadli żołnierze i przybysz musiał wyskoczyć przez okno.
Nikt nie zauważył buteleczki w rękach chłopca, który od razu poszedł ukryć ją wśród swoich skarbów - za kamieniem, w ścianie domu.
Nikomu nie przyszło do głowy, by spytać go, czy przybysz czegoś u niego nie zostawił ani czy z nim nie rozmawiał. Malec dochował więc tajemnicy bez trudu.
Jednak chłopiec nie byłby sobą, gdyby nie otworzył buteleczki i nie sprawdził, czy trucizna działa na robaki. Tak, to było bardzo okrutne wobec robaków, ale w tamtych czasach kompletnie nie dbano o takie sprawy.
Buteleczka była bardzo mała, więc ostrożnie wylał tylko jedną kroplę. Od razu pojawiła się zainteresowana mucha, a chłopiec pozwolił jej się poczęstować. Mucha wzleciała do góry, stając się coraz bardziej przezroczysta.
A więc tak wygląda ktoś otruty... - pomyślał chłopiec.
Starannie zamknął buteleczkę i poszedł ukryć ją w swoim schowku.
Tymczasem do kropli przyleciały kolejne muchy...
Kilka lat później chłopiec siedział nad lekcjami, które zadał mu prywatny nauczyciel. Chłopiec nie lubił się uczyć i wcale się z tym nie krył. Uważał, że to strata czasu.
Od trzech lat nie mógł nauczyć się pisać, o liczeniu nie wspominając. Bo choć z liczeniem pieniędzy, kamyków i innych przydatnych mu rzeczy chłopiec nie miał problemów, nic nie rozumiał z zadań matematycznych. Nawet tych najprostszych.
Zwykle siedział nad nimi i ziewał, bo w ogóle go nie interesowały. Tak było tamtego popołudnia, kiedy nagle na kartce jego zeszytu wylądowała przezroczysta mucha.
Chłopiec wpatrywał się w nią osłupiały. Powoli dochodził do wniosku, że przygoda z tajemniczym człowiekiem, o którym opowiadano jako o bandycie, i buteleczką, schowaną za kamieniem, wcale nie zakończyła się tak, jak mu się wydawało...
Może tylko wydawało mu się, że tamta mucha stała się przezroczysta? Może istnieje gatunek przezroczystych much? Bo przecież żadna mucha nie żyje tak długo!
Tymczasem przezroczysta mucha chodziła po jego zeszycie.
- Proszę pana, czy istnieją przezroczyste muchy? - spytał nauczyciela.
- Przezroczyste muchy?! - oburzył się tamten. - Zamiast rozwiązywać zadania, zadajesz głupie pytania!
- A jak długo może żyć mucha? - Chłopiec nie dawał za wygraną.
- Na litość boską! - huknął nauczyciel. - To lekcja matematyki, a nie nauka o muchach!
Chłopiec zrozumiał. Jego nauczyciel nie miał pojęcia, jak długo żyją muchy. Gdyby wiedział, od razu zacząłby o tym opowiadać. Zawsze tak robił, gdy miał okazję się powymądrzać.
Może to duch muchy? - pomyślał uczeń.
Słyszał co nieco o duchach. W tamtych czasach prawie każdy twierdził, że jakiegoś widział. Uważano, że są to dusze potępione, pokutujące za grzechy. Chłopiec przypomniał sobie jednak, że robactwo nie ma duszy - tak go uczono. Ale może muchy mają?
- Czy muchy mają duszę? - spytał nauczyciela.
Ten nie wytrzymał i spuścił mu lanie (bo, niestety, bicie dzieci było wówczas czymś, co robili niemal wszyscy dorośli, uważano bowiem, że to pomaga dzieciom wyrosnąć na porządnych ludzi). Na szczęście nie bardzo bolesne.
Mimo to chłopiec zainteresował się muchami i tym, jak działają na nie i na inne stworzenia różne substancje. Szybko doszedł do wniosku, że od swojego nauczyciela nie dowie się niczego, co go interesuje, i postanowił pójść do szkoły.
Nieoczekiwanie zabrał się do nauki i okazało się, że wcale nie jest tak kiepskim uczniem, jak dotychczas uważano. Wprost przeciwnie - miał wielkie zdolności. Wcześniej nikt ich nie zauważał, bo chłopca nauka nie interesowała, więc w czasie lekcji myślał o niebieskich migdałach i zastanawiał się, jak szybko je skończyć i wyrwać się z domu.
Kiedy odkrył, że przyroda i matematyka są ciekawe, a łacina przydatna, zaczął wręcz pochłaniać wiedzę. Choć do niedawna miał problemy z rozróżnieniem liter, teraz błyskawicznie nauczył się ich, przeczytał wszystkie książki, jakie były w domu, i zaczął prosić rodziców o nowe. Potem przekonał ich, że ma głowę nie od parady i że warto wysłać go do szkół.
- Może jeszcze będą z niego ludzie? - cieszyli się rodzice.
Ich syn skończył studia (co wtedy było rzadkością) i wrócił do domu jako poważany, wykształcony człowiek.
Oczywiście przez cały czas dbał o powierzoną mu buteleczkę. W czasie studiów dowiedział się, że mężczyzna, którego kiedyś pojmano w jego domu, nie był zbirem, mordercą ani innym przestępcą, tylko słynnym alchemikiem, który podobno wynalazł eliksir nieśmiertelności. Niestety, nie chciał się nim podzielić z władzami, więc ogłosili go oni przestępcą i sprawili, że zginął jak przestępca, a eliksir gdzieś przepadł.
Młody uczony zrozumiał, jak wielki skarb mu powierzono, i zaczął studiować alchemię. Pamiętał, że tajemniczy człowiek, który dał mu buteleczkę, powiedział, że eliksir nie jest jeszcze gotowy i może być niebezpieczny. Postanowił więc dokończyć pracę nad miksturą.
Po powrocie do domu w jednym z pokojów urządził sobie pracownię i przeprowadzał kolejne eksperymenty.
Najpierw tajemniczym eliksirem poczęstował mysz, która złapała się w pułapkę i była ledwie żywa. Mysz, tak jak kiedyś muchy, zaczęła robić się coraz bardziej przezroczysta. Potem - przezroczysta, ale zupełnie zdrowa - uciekła.
Tego wieczora koty zaczęły dziwnie się zachowywać. Przez kilka dni raz po raz któryś podskakiwał i uciekał w popłochu. Wkrótce w domu nie było już żadnego.
- Co się dzieje? - zastanawiali się mieszkańcy. - Koty uciekły. Nigdy nie słyszeliśmy o czymś takim! Podobno gdy ze statku uciekają szczury, statek tonie, ale koty?!
Tylko młody uczony domyślał się, co może być powodem nagłej ewakuacji kotów. Postanowił naprawić swój błąd i znaleźć myszy godnego naturalnego wroga. Wybrał się na poszukiwanie jakiegoś kociego niedobitka.
Po okolicy włóczył się stary, chudy, wyliniały kocur. Na dodatek czarny. Podejrzewano, że przynosi pecha, więc nie miał łatwego życia. Normalnie zapewne już wkrótce dobiegłoby ono końca, tymczasem jednak miało jeszcze długo potrwać...
Kot, jak wszystkie inne, uciekł, ale młody naukowiec znalazł go w lesie nieopodal, zabrał ze sobą i poczęstował kroplą eliksiru na kawałku mięsa. Z kotem stało się to, co wcześniej z muchą (oraz trzema innymi, których niegdyś chłopiec nie zauważył) i z myszką. Stał się przezroczysty i uciekł, przenikając przez ścianę.
Gdy jakiś czas później młody naukowiec znowu zauważył przezroczystą muchę, zrozumiał, co się dzieje.
Po wypiciu eliksiru obiekt badań prawdopodobnie staje się nieśmiertelny, ale też nie jest do końca żywy. Jest raczej nieumarłym... - napisał w swoim dzienniku.
Zdecydował, że jeśli zapadnie na jakąś chorobę lub ulegnie wypadkowi, wypije resztę z buteleczki i stanie się kolejnym nieumarłym.
Pech chciał, że naukowiec rzeczywiście uległ wypadkowi. W czasie przejażdżki spadł z konia tak nieszczęśliwie, że zginął na miejscu.
A buteleczka leżała schowana w zrobionym przez niego osobiście, nowym sekretnym schowku - pod kafelkiem podłogi jego pokoju.
I tam pozostała przez następne sto lat.