Niekochalni. Lęk przed bliskością - Andrzej Gryżewski, Sylwia Sitkowska


Reflow text when sidebars are open.
Andrzej: Od kilku lat rozmawiamy ze sobą -spotykając się zarówno prywatnie, jak i na przeróżnych superwizjach,konferencjach, kongresach - o tym, jak zmieniają się relacje społeczne.W ostatnim czasie wiele naszych rozmów dotyczyło lęku przed bliskością.Tego, że coraz więcej ludzi ma lęk przed bliskością, więc wybierająpozorne formy kontaktów społecznych i relacji emocjonalno-seksualnych.
Sylwia: Bliskość jest jednym z najważniejszych elementów relacji. Nie tylko związku romantycznego.Bliskość z przyjaciółmi, dziećmi, rodziną... Badania naukowców z Harvardu(https://www.adultdevelopmentstudy.org/grantandglueckstudy)pokazują, że o ten właśnie element relacji warto dbać najbardziej, gdyżjest jednym z najważniejszych składników poczucia szczęścia w życiu.Namiętność przemija najszybciej, ale gdy pomiędzy ludźmi jest bliskość,związek może nadal dawać bardzo dużo satysfakcji. Gdy zatracimybliskość, związek staje się pusty. Deklarujemy, że bliskość jest ważna,ale mamy wokół mnóstwo dystraktorów, rzeczy, które odciągają nas odbezpośredniego kontaktu z drugim człowiekiem. Jakże często z przyjaciółmi, znajomymi, rodziną, ukochanym kontaktujemy się za pomocąmediów elektronicznych.
Andrzej: Nawet psychoterapia przenosi się dointernetu, co zmienia czasami jej przebieg. Kiedy pacjent dotykaobszaru, który jest dla niego niekomfortowy, udaje, że na przykładprzyszedł kurier, i kończy sesję. Albo wyłącza komunikator i tłumaczypóźniej, że padł internet. Dlaczego? Czuje, że za bardzo zbliżył się dopsychoterapeuty, że za dużo powiedział, odczuwa lęk, boi się, żezostanie to wykorzystane przeciwko niemu, wstydzi się, że się otworzył.
Sylwia: Uważam, że pomoc poprzez kanałyinternetowe powoli staje się normą i nie ma sensu przed tym uciekać.Stajemy się coraz wygodniejsi, istnieje też duża grupa pacjentów, którama utrudniony dostęp do bezpośredniej pomocy psychologicznej, więcmożliwość uczestniczenia w sesji czy w warsztatach internetowych jestdla tych osób zbawienna. Sama aktualnie pracuję nad kursem online,skierowanym do osób, które chciałyby odnowić lub utrzymać bliskość w swoich związkach. Kiedy książka ukaże się na rynku, kurs będzie jużdostępny. Chciałabym w nim przekazać między innymi to, że zależność i separacja są naturalnymi elementami każdej relacji - ważne jest, abymieć tego świadomość i umieć sobie poradzić z wynikającą z tegofrustracją. Z jednej strony zlanie się z partnerem nie jest zdrowe, z drugiej - czasami można odsunąć się tak daleko, że powrotu już nie ma.Cienka linia pomiędzy: jesteśmy razem, ale nie jesteśmy jednością.
Andrzej: Zobacz, ile filmów i serialidotyczy prób budowania relacji. Pacjenci często opowiadają, żeniesamowicie poruszył ich serial The Affair. To historia dwóchmałżeństw, które funkcjonują w bardzo toksyczny sposób, obawiając siębliskości. W jednym związku nie ma miejsca na przeżywanie wypaleniazawodowego, w drugim na przeżywanie żałoby po utracie dziecka.
Sylwia: Na razie dotarłam do trzeciegoodcinka (śmiech), ale istotnie, ciekawa jest koncepcja opowiadaniatego samego zdarzenia z różnych perspektyw. To pokazuje, że jedną i tęsamą sytuację każda z zaangażowanych w nią osób przeżywa inaczej.
Andrzej: A Zimna wojna PawłaPawlikowskiego? Kanwą tego filmu jest lęk przed bliskością. Bohaterowienie mogą się spotkać na krętych drogach życia i kariery zawodowej.Jedyną możliwość, by byli w pełni razem, daje wspólne samobójstwo.Jestem ogromnym popularyzatorem filmoterapii. Pewnie dlatego tak dobrzedogadujemy się zawodowo z Katarzyną Miller. Dla mnie papierkiemlakmusowym tego, co się dzieje w społeczeństwie, są filmy, które dostająnominacje do Oscarów. W roku 2020 Oscara dostał film Jokeropowiadający o mężczyźnie, który chce nawiązać bliski kontakt z drugimczłowiekiem, ale którego spotyka pasmo przykrych relacji, począwszy odtoksycznej przemocowej matki, poprzez rówieśników i współpracowników.Znamienna jest scena w autobusie, w której chce pocieszyć smutnądziewczynkę, a zostaje zaatakowany przez jej matkę. W 2019 roku Oscaremnagrodzono film Green Book, opowieść o budowaniu relacji międzytwardym, prostym, białym facetem a ciemnoskórym, wyrafinowanym,utalentowanym, homoseksualnym artystą. To swoista instrukcja, co zrobić,by stworzyć relację i nie bać się bliskości, cokolwiek się w niejzadzieje.
Sylwia: Ładny obraz, pięknie ukazującyrodzącą się bliskość. Ma jedną rysę, wzmacnia mit, że przeciwieństwa sięprzyciągają. Badania wszak pokazują, że jest odwrotnie. Łączą naspodobieństwa i lepiej trzymać się podobieństw w dobieraniu się w paryczy nawet przyjaźnie. Często to, co zachwycało, w późniejszym czasie,gdy mija etap fascynacji, zaczyna drażnić. Łatwiej jest budować bliskośćz ludźmi podobnymi do nas. Wyobraźmy sobie związek bałaganiarza z pedantem. W początkowym etapie bałaganiarz może podziwiać pedanta zauporządkowanie, ład, schludność. Z czasem jednak stanie się to dla niegotrudne, na tle porządku zaczną się rodzić konflikty i to, co było kiedyśgodne podziwu, z czasem stanie się po prostu upierdliwością: "Dlaczegoon się tak czepia, przecież to tylko jedna bluzka na krześle" itp.Podobnie jest z pedantem: bałaganiarz może mu się jawić na początku jakokolorowy ptak, spontaniczna, pełna energii osoba. Po jakimś czasiejednak zaczną go denerwować porozrzucane ubrania lub rozstawionewszędzie kubki. W takich związkach trudniej jest utrzymać bliskość,chociaż przy dobrej woli i wzajemnej akceptacji nie jest to niemożliwe.
Andrzej: Wśród innych popularnych filmów z ostatnich lat, które poruszały temat relacji i bliskości, wyróżnia sięBohemian Rhapsody, biograficzna opowieść o Freddiem Mercurym. Artystarewelacyjnie funkcjonował na scenie, ale jego życie osobiste,emocjonalne i seksualne, było bardzo skomplikowane i częstokroć w rozsypce. Większość naszych czytelników zapewne oglądała Narodzinygwiazdy, opowieść o słynnym piosenkarzu, który pogrążył się w destrukcji, gdy okazało się, że jego partnerka zaczyna osiągać sukcesy.Dobrze się czuł w związku z nią, gdy on był "wielką gwiazdą", a onafunkcjonowała w roli maskotki. Zupełnie nie potrafił odnaleźć się z niąw bliskości.
Sylwia: Bohemian Rhapsody to opowieść o człowieku rozpaczliwie poszukującym bliskości i akceptacji. Historiajego pochodzenia i doświadczenia z domu rodzinnego z jednej strony dałymu siłę, z drugiej wytworzyły dużą potrzebę bycia akceptowanym. Próbowałto osiągnąć przez całe życie. Miał wielkie szczęście, jego skarbem byliprzyjaciele, którzy pozwolili mu się oddalić, a później wrócić. To, o czym mówiłam wcześniej, separacja i zależność, występują również w przyjaźni.
Narodziny gwiazdy to jeszcze inna bliskość. Bliskość zrodzona z lęku,kompleksów. Próba budowania relacji na oczach świata, co zazwyczaj jestdodatkowym utrudnieniem.
Andrzej: Wcześniej Oscara dostał filmKształt wody. Jest w nim pokazana próba budowania bliskiej relacji z humanoidalnym stworem. Fajnie ukazane ABC przyjaźni.
Przypomniałem najgłośniejsze filmy z ostatnich lat, bo uważam, że są oneswoistą żywą kroniką społeczną. Ale sprzed kinowego ekranu wrócę domojego gabinetu terapeutycznego. Lęk przed bliskością widzę codziennie u swoich pacjentów. Wiele osób nie jest w stanie być blisko w związku i stwarza w swoim życiu substytuty relacji. Niektórzy godzinami oglądająpornografię, inni godzinami korespondują na komunikatorach z osobami,które znają jedynie wirtualnie, a jeszcze inni siedzą na forach lub w serwisach społecznościowych, mając wrażenie, że są z kimś blisko.
Problem niekochalnych, ludzi obawiających się bliskości, rozrósł się w ostatnich latach, do czego znacząco przyczyniły się portalespołecznościowe i szerokopasmowy internet. Dlatego proponuję, Sylwio,żebyśmy naszą książkę napisali, pochylając się nad poszczególnymiodmianami lęku przed bliskością, począwszy od przyczyn "niekochalności",a kończąc na sposobach jej zmiany w głębokie, prawdziwe,satysfakcjonujące przyjaźnie, związki i relacje międzyludzkie.
Sylwia: Bliskość jest potrzebna. Bliskośćjest piękna. Bliskość jest wspaniałym uczuciem. Nie jest jednak łatwoutrzymać ją w długoterminowym związku. Większość problemów moichpacjentów sprowadza się do relacji. Relacji z rodzicami, z dziećmi, z przyjaciółmi, partnerami, mężami, żonami. O ile trudniej odciąć się odrodziny i dzieci (chociaż i to się zdarza), o tyle zmiana ukochanego lubukochanej jest mniejszym problemem. Jesteśmy w stanie znieść wiele w związku: zdrady, kłótnie, ciche dni, jednak brak bliskości to równiapochyła dla większości par.
Andrzej: To tykająca bomba z opóźnionymzapłonem.
Sylwia: Kiedy przestajemy się dotykać,troszczyć o siebie, pomagać sobie wzajemnie, zaczynamy patrzeć na siebiez wrogością. Życie razem staje się nie do zniesienia. Pary w terapiiczęsto mówią, że są jak "dobrze prosperujące przedsiębiorstwo", ale toza mało, by czuć się spełnionym w związku. W naszej książce spróbujemyprzybliżyć zachowania, które odbierają bliskość. Wiele z nich tozachowania nieuświadomione, a przecież to świadomość jest pierwszymkrokiem do zmiany.
Styl bezpieczny - reprezentuje go większość ludzi (badania wskazują,że do 60 procent). Dziecko ufa opiekunom, wie, że są oni dla niegodostępni, gotowi do wsparcia i opieki, czuje się bezpiecznie. Dziękitemu naturalnie wykształca się w nim poczucie, że warte jest troski i miłości. Ma odwagę poznawać otoczenie, jest pewne siebie, chętnienawiązuje bliskie kontakty z innymi. W dorosłym życiu dobrze znosizarówno swoją zależność od innych, jak i zależność innych od siebie. Niewykazuje nadmiernego lęku przed porzuceniem ani zbytnim przywiązaniem.Dorośli reprezentujący ten styl przywiązania mają największą szansę natworzenie trwałych, zdrowych relacji z innymi. Swoich rodzicówwspominają jako troskliwych i uczuciowych.
Styl unikający - dotyczy około 20 procent ludzi. Tworzy się w sytuacji, gdy opiekun nie poświęcał dziecku zbytniej uwagi, dziecko byłoprzez niego karane za próby nawiązania kontaktu fizycznego, miałopoczucie odrzucenia przez opiekuna. Dziecko uczy się ignorować i unikaćopiekuna, co w negatywny sposób wpływa na jego dorosłe życie: taka osobaczuje się skrępowana bliskością, jest nieufna w stosunku do innychludzi, zaprzecza potrzebie więzi, może mieć skłonność do przelotnych relacji seksualnych czy pracoholizmu. Jako dorosływspomina rodziców jako krytycznych, wymagających.
Styl lękowo-ambiwalentny - reprezentuje go około 20 procent ludzi.Tworzy się w sytuacji, gdy dziecko nie wie, czy matka przybędzie z pomocą, kiedy ono płacze, czy może pozostawi je w tej sytuacji. Takiedzieci mają silną potrzebę bycia przez cały czas z opiekunem. Gwałtownieprotestują w chwili rozstania, sama jego perspektywa budzi w nichogromny lęk. Gdy opiekun wraca, okazują silną potrzebę kontaktu, alerównocześnie gniew i złość. Jako dorośli często czują się niewarcimiłości. Mają skłonność do chwiejnych nastrojów, zatracania się w namiętności, a także miłości od pierwszego wejrzenia.
Styl zdezorganizowany - styl ten obserwowany jest u osób, które w dzieciństwie doświadczały nadużyć, przemocy psychicznej bądź fizycznej.Rodzice tych dzieci zamiennie okazują radość bądź wrogość, bez fazprzejściowych. Dziecko przez to traktuje rodzica jako obiekt bezpiecznyi niebezpieczny. Pragnie jednocześnie zbliżyć się do rodzica i gouniknąć. W życiu dorosłym osoby te mają silną potrzebę kontroliotoczenia. Ten typ przywiązania najsilniej predysponuje do poważnychzaburzeń psychicznych.
Andrzej: Na początek powinniśmy zadaćpodstawowe pytanie: jak tworzy się lęk przed bliskością?
Sylwia: Należałoby zacząć od tzw. teoriiBowlby'ego. Według tego znakomitego brytyjskiego psychiatry, istniejątrzy style przywiązania, które wytwarzają się w dzieciństwie i wpływająna całe życie.
W zależności od tego, jak rodzic zachowuje się w stosunku do dziecka,taki styl przywiązania ono przyjmuje i stosuje w późniejszym życiu.Jeżeli rodzic reaguje na potrzeby dziecka, przychodzi, kiedy dzieckopłacze, jest czuły, rozmawia z dzieckiem już na etapie niemowlęctwa, w dziecku tworzy się poczucie bezpieczeństwa. Rodzi się świadomość, że natym polega relacja z innymi ludźmi. Taka bliskość jest dla dzieckanormalna. Większość osób ma bezpieczny styl przywiązania - badaniawskazują, że ponad 60 procent osób.
Andrzej: To budująca wiadomość, ale możezdumiewać. Zwłaszcza psychoterapeutę. W mojej praktyce najczęściejbowiem spotykam ludzi mających pozabezpieczne style przywiązania.
Sylwia: Cóż, trzeba sobie jasno powiedzieć -w naszych gabinetach najczęściej goszczą takie właśnie osoby.
Andrzej: Stąd nasza skrzywiona perspektywa.Natomiast nie chcę kreować mitu, że na terapię idą wyłącznie osoby z problemami, a ci, co nie chodzą, to są okazami zdrowia.
Sylwia: Dokładnie tak. Jako psychoterapeucijesteśmy za pan brat ze stylem lękowo-ambiwalentnym, unikającym i zdezorganizowanym. Jako że największe problemy w życiu pojawiają się w kontaktach z innymi ludźmi, trafia do nas niewiele osób z bezpiecznymstylem przywiązania, gdyż takie osoby potrafią w sposób naturalnynawiązywać satysfakcjonujące, bliskie relacje.
Andrzej: Ze smutkiem muszę przyznać, żemiałem mało pacjentów z tym stylem przywiązania.
Sylwia: Muszę cię zasmucić, prawdopodobnie w przyszłości również nie będziesz miał ich zbyt wielu. Ponad 70 procentmłodych dorosłych nawiązuje takie same relacje z innymi ludźmi, jakiemieli z matką we wczesnym dzieciństwie, pod warunkiem że w pierwszychdwudziestu latach życia nie wydarzyło się nic, co zmieniłoby ten stylrelacji, np. śmierć, rozwód, przemoc.
Dotychczas panowała opinia, że raz wykształcony styl przywiązaniapozostaje niezmienny do końca życia. Najnowsze badania mówią jednak o tym, że styl przywiązania może się zmieniać. Okazuje się, że zmieniająnas silne doświadczenia oraz że łącząc się w pary, mamy na siebie silnywpływ. Styl przywiązania zmienia się więc na skutek różnych życiowychwydarzeń. Jeśli poczujemy się bardzo oszukani, istnieje ryzyko, żepojawi się u nas jakiś rys stylu unikającego. Jeśli - mając stylbezpieczny - "niechcący" wybierzemy partnera z innym stylemprzywiązania, może się zdarzyć, że pod wpływem silnych przeżyćprzejmiemy elementy jego stylu.
Andrzej: Według żelaznej zasady, że jeślipatrzysz w ciemność, to i ciemność patrzy w ciebie. (śmiech)Prześledźmy, jak tworzą się poszczególne style.
Sylwia: John Bowlby początkowo wyróżnił trzystyle przywiązania, ale po jakimś czasie inni naukowcy uzupełnili tozestawienie o styl czwarty.
Styl unikający dotyczy około 20 procent ludzi. Powstaje wówczas, gdyopiekun nie poświęca dziecku wystarczającej uwagi, dziecko jest przezniego karane za próby nawiązania kontaktu fizycznego i rodzi się w nimpoczucie odrzucenia. Dziecko uczy się wówczas ignorować i unikaćopiekuna, co kładzie się cieniem na jego późniejszym dorosłym życiu.Dorosły, u którego wytworzył się ten styl, czuje się skrępowanybliskością, jest nieufny w stosunku do innych, zaprzecza potrzebiewięzi, może wykazywać skłonność do przelotnych relacji seksualnych lubpracoholizmu. Rodziców wspomina jako krytycznych i bardzo wymagających.
Andrzej: W gabinecie ci pacjenci mówią mi,że w domu panował "zimny chów", tak że gorąca herbata stygła od razu.
Sylwia: Styl lękowo-ambiwalentny równieżreprezentuje około 20 procent ludzi. Tworzy się on wówczas, gdy dzieckonie wie, czy matka przybędzie z pomocą, kiedy ono płacze, czy możepozostawi je w tej sytuacji. Takie dzieci mają silną potrzebęnieustannego przebywania z opiekunem. Gwałtownie protestują w momencierozstania, już sama perspektywa rozłąki budzi w nich niezwykle silnylęk. Gdy opiekun wraca, okazują olbrzymią potrzebę kontaktu, alerównocześnie gniew i złość. Jako dorośli bardzo często czują sięniewarci miłości. Mają skłonność do chwiejnych nastrojów. To oninajczęściej zakochują się "od pierwszego wejrzenia" i zatracają się w namiętności.
Andrzej: Powiemy o tym później, alezasygnalizuję tu, że z tej grupy wywodzi się bardzo dużo osób z osobowością borderline. W związku tak "kołyszą łódką", że można dostaćchoroby morskiej i metaforycznie wymiotować za burtę bezustannie -dzwoniąc po koleżankach i mówiąc, jakiego to łajdaka ma się w domu.
Sylwia: Kolejny styl pozabezpieczny -zdezorganizowany - został dodany do modelu Bowlby'ego w późniejszymczasie. Styl ten obserwowany jest u osób, które w dzieciństwiedoświadczały przemocy psychicznej bądź fizycznej. Rodzice tych dziecizamiennie okazują radość bądź wrogość, bez faz przejściowych. Powodujeto, że dziecko traktuje rodzica jako obiekt jednocześnie bezpieczny i niebezpieczny. Pragnie zarówno zbliżyć się do rodzica, jak i go uniknąć.Ten typ przywiązania najsilniej predysponuje do poważnych zaburzeńpsychicznych.
I na koniec styl bezpieczny, który - na szczęście - ma większość ludzi.Dziecko czuje się bezpiecznie, ufa rodzicom, wie, że są oni dla niegodostępni. Dzięki temu naturalnie wytwarza się w nim przekonanie, że jestwarte troski i miłości. Ma odwagę eksplorować otoczenie i nawiązywaćbliskie kontakty z innymi. Nie obawia się opuszczenia. W różnychsytuacjach dobrze znosi swoją zależność od innych ludzi oraz zależnośćinnych od siebie. Dorośli, u których wykształcił się ten stylprzywiązania, mają największą szansę na stworzenie długotrwałych,zdrowych relacji. Swoich rodziców wspominają jako troskliwych i czułych.
Andrzej: Bezpieczny brzmi świetnie.
Sylwia: Prawda? Budujące jest to, że ma gowiększość ludzi... Ale w gabinecie widuję go w zdecydowanej mniejszości.Przykładowo, mam aktualnie w terapii pacjentkę ze stylemlękowo-ambiwalentnym. Między innymi ma trudności z zaakceptowaniem tego,że mąż wychodzi spotkać się ze znajomymi. Jest to dla niej tak trudne,że jakiś czas temu, kiedy on się wybierał na spotkanie z kolegami,doznała ataku paniki - duszności, palpitacje serca, drętwienie kończyn,pełen zestaw objawów. Mąż zawiózł ją do szpitala, gdyż żadne z nich niewiedziało, co się dzieje. Oczywiście z wyjścia ze znajomymi nici...
Pracuję z tą pacjentką nad tym, aby nauczyła się akceptować sytuacjezwiązane z wyjściem męża z domu. Nic poza jej emocjami nie wskazuje nato, żeby mąż chciał ją zdradzić, oszukać lub zostawić, co więcej, mąż mado niej naprawdę anielską cierpliwość. Niestety, mimo jego zapewnień i miłości, w chwilach rozłąki u mojej pacjentki pojawia się olbrzymi lęk,który ostatnio zamanifestował się atakiem paniki. Dlaczego? Spójrzmy najej rodziców. Matka raz nadopiekuńcza, raz znikająca emocjonalnie lubzłoszcząca się na swoją córkę, krzycząca, mówiąca raniące słowa,dodatkowo pochłonięta własnymi problemami małżeńskimi. Ojciec nieobecny,większość uwagi poświęcający pracy. Jego pojawienia były niczym wizytyŚwiętego Mikołaja. Raz na jakiś czas obdarzał dzieci uwagą i prezentami,po to aby po chwili znów zniknąć. Moja pacjentka weszła w świat z przekonaniem, że musi sobie znaleźć kogoś, dzięki komu poczuje sięwreszcie bezpiecznie. Wyszła za mąż i chce przebywać z mężem cały czas.Najlepiej dwadzieścia cztery godziny na dobę. Na szczęście, dziękinaszej pracy, trochę już mu odpuszcza, zaczyna się zajmować sobą i dostrzegać, że można być z drugą osobą, niekoniecznie będąc z nią"zlanym". Jednak do całkowitego uwolnienia się od toksycznegoprzekonania, że tylko mąż może dać jej bezpieczeństwo, jeszcze dalekadroga.
Andrzej: Dla zilustrowania tematu przychodzimi na myśl piękny przykład z komedii Szefowie wrogowie. Otóż drobnygangster, pomagający trzem fajtłapom z korporacji pozbyć się ichtoksycznego szefa, w trakcie dynamicznego pościgu policyjnego wyjmujenagle telefon i pisze esemesy. Jeden safanduła pyta go ze zdziwieniem:"Co ty, człowieku, robisz? Zaraz nas rozbijesz!", a gangster na to:"Muszę napisać szybko esemesa do mojej laski. Jak nie jestem z nią w częstym kontakcie, to jej odpieprza". (śmiech). Natomiast mampacjentkę z podobnym problemem. Jej rodzice byli lekarzami. Urodziłasię, gdy mieli po dwadzieścia trzy lata, jeszcze studiowali. Kiedy mojapacjentka była mała, byli na "dorobku". Jej ojciec stale byłzdenerwowany. Pacjentka wspomina, że łatwo wpadał w złość. Nigdy niewiedziała, kiedy nadejdzie atak. Pamięta, jak złość w nim rosła,kumulowała się, rozszerzały mu się nozdrza, wyglądał jak smok, któryzaraz będzie ział ogniem. To zwiastowało potężną awanturę, której ona i jej rodzeństwo oczywiście się bardzo bali. A awanturował się okrutnie.Jak wybuchał, to na całego. Był jak wulkan: wybuchał i lała się lawa.Matka pacjentki również była stale zdenerwowana, wciąż coś jej nieodpowiadało, ale jej złość była inna. Pacjentka przyrównuje ją doczajnika stojącego na gazie, w którym nieustannie gotuje się woda i który cały czas natrętnie gwiżdże.
I wyobraź sobie: moja pacjentka miała dotychczas kilku partnerów i wewszystkich związkach funkcjonowała jak jej matka, czyli była nieustannie"odbezpieczona". Prowokowała przeróżne dramatyczne historie, na przykładto, żeby partner ganiał za nią po mieście. Niespodziewanie wsiadała doautobusu i odjeżdżając, machała partnerowi, jednocześnie pokazując rękąfuck you. A wybierała sobie facetów silnych fizycznie, którzyrzeczywiście mogli za nią ganiać. No i mieli na to ochotę.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki