Nieposłuszny - A.P. Mist

Kup ebooka

46.90 zł
37.52 zł (46,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Spis treści

Prolog

Rozdział 1

Rozdział 2

Rozdział 3

Rozdział 4

Rozdział 5

Rozdział 6

Rozdział 7

Rozdział 8

Rozdział 9

Rozdział 10

Rozdział 11

Rozdział 12

Rozdział 13

Rozdział 14

Rozdział 15

Rozdział 16

Rozdział 17

Rozdział 18

Rozdział 19

Rozdział 20

Rozdział 21

Rozdział 22

Rozdział 23

Rozdział 24

Rozdział 25

Rozdział 26

Playlista

Prolog

Wzięła głęboki, uspokajający oddech i dotknęła przycisku dzwonka. Kolejny oddech miał dodać jej odwagi, żeby go nacisnąć.

Zachodziła w głowę, kto wymyślił te chore techniki oddychania. Przecież to nie miało żadnego sensu! Nie przynosiło ani ulgi, ani nie zmniejszało stresu.

Pod naciskiem jej szczupłego palca wewnątrz rozległ się gong, jakby chciała dostać się do jakiejś średniowiecznej fortecy, a nie zwykłego domu na przedmieściach. Okej, nazwanie willi jej potencjalnego pracodawcy zwykłym domem było co najmniej grubym niedopowiedzeniem, lecz starodawny dźwięk dobiegający z wnętrza zdecydowanie gryzł się z nowoczesnym wyglądem domu.

Kobieto! Zastanawiasz się, jaki dzwonek by pasował do elewacji?!

Za drzwiami było słychać szuranie i stukanie, jakby coś niewielkiego stąpało w szpilkach po marmurze. Zaraz potem usłyszała trzask otwieranego zamka. Pospiesznie wygładziła swoje popielate spodnie i sprawdziła, czy żaden nieposłuszny guzik jej koszuli się nie odpiął. Wzięła kolejny głęboki oddech, kiedy ogromne białe drzwi otworzyły się przed nią i stanął w nich przerażający mężczyzna.

Pierwsze, co dostrzegła, to liczne tatuaże pokrywające większość jego ciała. Odkryte, umięśnione ramiona, szyję i najpewniej też klatkę piersiową, która była na wysokości jej oczu, i plecy. Ubrany był w luźną, czarną bokserkę, białe bojówki i buty wojskowe, z których wystawały niezawiązane sznurówki.

Po zlustrowaniu całego mężczyzny nie miała odwagi unieść wzroku i spojrzeć mu w oczy.

Zerknęła w bok, żeby ukryć zażenowanie, i dostrzegła, że obok niej siedzi czarny potwór, wlepiając w nią swoje wściekłe ślepia. Ślina kapała mu z otwartego pyska wprost pod jej wypolerowane czółenka.

- Boże! Proszę zabrać tego psa! - wrzasnęła i w końcu spojrzała mężczyźnie w absurdalnie błękitne oczy. - Dlaczego on nie ma kagańca?! Przecież to morderca!

Patrzył kpiącym wzrokiem na spanikowaną dziewczynę, która nie potrafiła się ruszyć, ponieważ strach ją sparaliżował. Na ogół nie bała się psów ani innych żywych stworzeń, ten obok niej nie wyglądał jednak na spokojnego i ułożonego kundelka, tylko na demona, który chciałby wyssać z niej duszę.

- Myślałem, że jesteś niemową, a tu proszę, nawet potrafisz krzyczeć - rzucił z wyższością i bezwstydnie jej się przyglądał, jakby czerpał satysfakcję z tego, że się boi. - Szatan, do nogi - zwrócił się do rottweilera.

Ten od razu wstał, a następnie usadowił się przy nodze mężczyzny.

Tembr jego głosu przeszedł dreszczem wzdłuż kręgosłupa.

Pomimo bezczelnej postawy i odstraszającego wyglądu jego mrukliwy ton jej się podobał i nawet sprawiał przyjemność.

- Na litość boską! Nawet imię ma prosto z piekła!

- Dzień dobry, pani Madej. - Obok wytatuowanego mężczyzny stanął drugi, starszy, wytworny, z równie błękitnymi oczami. - Widzę, że już poznała pani mojego nieposłusznego syna - dodał z dozą dezaprobaty, która zdecydowanie była skierowana do jego młodszej, pokolorowanej kopii.

- Dzień dobry - wydukała.

Wiedziała, że nie zrobiła dobrego pierwszego wrażenia. Nakrzyczała na syna swojego przyszłego szefa. To nie wróżyło zbyt dobrze.

- Luka, dlaczego trzymasz damę przed drzwiami? Matka w ogóle nie nauczyła cię kultury!

- To twoja nowa dupa? Myślałem, że lubisz blondynki - prychnął z pogardą, odwrócił się na pięcie i odszedł.

Po jasnym korytarzu rozniósł się stukot jego ciężkich butów, a zaraz za nim dźwięk psich łap. To właśnie pazury wydawały ten charakterystyczny odgłos, który słyszała, zanim otworzyły się drzwi.

- Proszę mi wybaczyć zachowanie tego nieokrzesanego gówniarza. Zapraszam do środka i przepraszam, że spotykamy się w takich okolicznościach. To wielce nieprofesjonalne z mojej strony, że będziemy rozmawiać w moim domu, ale w biurze przeprowadzamy remont i sama pani rozumie - mówił i jednocześnie wskazywał dłonią, w którym kierunku ma iść.

- Nic się nie stało. To ja przepraszam, nie powinnam była krzyczeć przed wejściem.

- Sam mam ochotę wrzeszczeć, kiedy widzę tego stwora. - Uśmiechnął się pokrzepiająco i otworzył kolejne białe drzwi, wprowadzając ją do swojego gabinetu.

W czasie kiedy szli długim, obszernym korytarzem, dostrzegła, że wytatuowany mężczyzna obserwuje ich z tarasu z kpiącą miną. W ogóle nie pasował do tego miejsca. Wnętrze przypominało kopię jakiegoś pałacu. Szerokie schody wyłożone czarnym dywanem, wszędzie białe ściany i marmurowe płytki. Jej uwagę przykuł też piękny, błyszczący biały fortepian, który stał w otwartym, ogromnym salonie. Całość dawała wrażenie sterylności i elegancji jednocześnie. A on? Wyglądał jak bandyta spod ciemnej gwiazdy, albo raczej ciemnej uliczki z jakiegoś kryminału. Nie chciałaby się w niej znaleźć z nim sam na sam. W ogóle nie chciałaby się z nim konfrontować. Nigdy.