Wstęp
Pozwólcie, że na początku wyjaśnię, jakie są rodzaje głupców.
Pierwszy rodzaj to prości głupcy - nic nie wiedzą i nie wiedzą, że nie
wiedzą.
Drugi rodzaj - bardziej złożony - to uczeni głupcy - nic nie wiedzą, ale
myślą, że wiedzą.
Trzeci rodzaj to błogosławieni głupcy. Oni wiedzą, że nie wiedzą.
Każdy rodzi się jako prosty głupiec - znaczy to tyle co "prostak".
Dziecko jest prostym głupcem. Ono nie wie, że nie wie. Nie zdaje sobie
jeszcze sprawy z możliwości posiadania wiedzy. O tym stanie mówi
przypowieść o Adamie i Ewie. Bóg powiedział im: "Nie jedzcie owoców z drzewa poznania". Byli oni wówczas prostymi głupcami. Nie wiedzieli nic.
Oczywiście byli szczęśliwi, bo jeśli nic nie wiesz, nie możesz się stać
nieszczęśliwy. Żeby stworzyć sobie powody do bycia nieszczęśliwym,
trzeba trochę się postarać, popróbować tego i owego; trzeba mieć jakąś
technikę. Bez wiedzy nie stworzysz piekła. Jak mógłbyś to zrobić?
Adam i Ewa byli zatem jak małe dzieci. Zawsze, gdy rodzi się dziecko,
rodzi się Adam. I żyje jako Adam przez kilka lat - nie dłużej niż cztery
- ilość tego czasu zmniejsza się nieuchronnie. Dziecko żyje w raju, nie
umie bowiem stworzyć sobie nieszczęścia. Ufa życiu, z radością zbiera
kamyczki lub muszelki na brzegu morza. Traktuje je jak skarby. Zwykłe
kolorowe kamienie wydają mu się diamentami. Wszystko budzi jego zachwyt:
krople rosy w porannym słońcu, gwiazdy nocą, księżyc, kwiaty, motyle.
Z czasem jednak dziecko zaczyna uważać, że motyl to po prostu motyl, a kwiat jest zwyczajnym kwiatem, że nie ma w nich niczego wyjątkowego.
Poznaje nazwy przedmiotów: to jest róża, to stokrotka, to tulipan, a to
lotos. Te nazwy z czasem stają się przeszkodami. Im więcej dziecko się
dowiaduje, tym bardziej oddala się od prawdy życia. Stawia na umysł.
Zaczyna żyć jedynie w głowie, nie żyje całym sobą. To właśnie oznacza
skosztowanie owocu z drzewa poznania.
Każde dziecko musi skosztować tego owocu, bo w procesie dorastania jego
charakter ewoluuje, staje się bardziej złożony. Oznacza to, że dziecko
ewoluuje od prostej głupoty w stronę głupoty skomplikowanej. Głupota
skomplikowana ma kilka poziomów. Jedni osiągają pierwszy poziom:
poprzestają na szkole średniej. Inni wspinają się na kolejne poziomy:
kończą wyższą uczelnię, robią studia podyplomowe, niektórzy piszą
doktorat - każde dziecko ciągnie do tego, by skosztować wiedzy. Wszystko
to, co jest nieznane, może być potencjalnie niebezpieczne. Trzeba to
poznać, żeby wiedzieć, jak sobie z tym radzić. Jak inaczej można sobie
poradzić? Każde dziecko jest wręcz skazane na zdobywanie wiedzy.
Głupiec pierwszego rodzaju staje się więc w sposób nieunikniony głupcem
drugiego rodzaju. Czy stanie się głupcem trzeciego rodzaju - nie
wiadomo; to nie jest ani konieczne, ani nieuniknione. Zdarza się, że
bycie głupcem drugiego rodzaju zaczyna ciążyć - człowiek zgromadził za
dużo wiedzy, rządzi nim tylko i wyłącznie głowa, stracił całą swoją
wrażliwość, świadomość, żywotność. Stał się jedną wielką teorią, stał
się dogmatem, jego umysł wypełniają słowa i tylko słowa. Pewnego dnia
człowiek zdaje sobie sprawę, że musi to odrzucić. I wtedy staje się
głupcem trzeciego rodzaju - powraca do dzieciństwa, ponownie jest
dzieckiem: błogosławionym głupcem.
Pamiętacie słowa Jezusa: "Kto nie przyjmuje Królestwa Bożego jak
dziecko, nie zostanie do niego wpuszczony"? Zwróćcie uwagę, że Jezus
mówi: "jak dziecko". Nie chodzi mu o małe dzieci. Trzeba najpierw
przejść drogę swojego życia, zostać obrzuconym błotem, a potem się z tego oczyścić. Takie doświadczenie jest konieczne. Słowo "jak" ma
zasadnicze znaczenie. Chodzi o tych, którzy są jak dzieci, nie o dzieci.
Dzieci są święte tylko dlatego, że nie doświadczyły pokusy popełnienia
grzechu. Ich świętość jest prosta. Nie ma wielkiego ciężaru gatunkowego,
bo nie została zdobyta, wypracowana. Dzieci nikt nie kusił.
Pokusy pojawiają się zawsze - wcześniej lub później. Setki pokus;
dziecko będzie ciągnięte w wielu kierunkach. Nie mówię, że nie powinno
za tym pójść. Jeśli będzie się powstrzymywać, nie spróbuje, nie sprawdzi
- na zawsze pozostanie głupcem pierwszego rodzaju. Nie wejdzie do
Królestwa Jezusa, nie weźmie udziału w paradzie proroka Mahometa.
Pozostanie ignorantem. Jego ignorancja będzie wynikała ze stłumienia,
nie z oczyszczenia. Najpierw trzeba zdobyć wiedzę, zgrzeszyć, a dopiero
później - jako grzesznik, posiadacz wiedzy, bluźniący Bogu, buszujący na
manowcach życia, zagubiony, żyjący jedynie swoim ego - można pewnego
dnia odrzucić to wszystko.
Nie każdy to zrobi. Jak powiedziałem, wszystkie dzieci z głupców
pierwszego rodzaju stają się głupcami drugiego rodzaju, ale głupcami
trzeciego rodzaju zostaną nieliczni błogosławieni. Dlatego nazywam ich
błogosławionymi głupcami.
Błogosławiony głupiec osiągnął najwyższy poziom zrozumienia - nie wątpi,
że wiedza jest niczym i że stanowi barierę na drodze poznania. Z tego
powodu odrzuca zapożyczoną wiedzę i zostawia tylko to, co wie, ponieważ
to poznał. Staje się wiedzącym, widzi jasno. W jego oczach nie odbijają
się już puste myśli i teorie. Jego umysł przestaje być umysłem i zamienia się w czystą inteligencję, której nie obciąża zapożyczona
wiedza. Ten głupiec jest świadomy. Płonie ogniem świadomości.
Tertulian podzielił wiedzę na dwie kategorie. Pierwszą z nich nazwał
wiedzą ignorancką. Ma ją wspomniany wyżej głupiec drugiego rodzaju -
uczony głupiec. Uczony wie, ale jednocześnie nie wie, bo jego wiedza nie
jest poparta doświadczeniem. Słuchał, zapamiętywał; jest papugą, w najlepszym razie komputerem. Tertulian twierdzi, że to nie wiedza, lecz
ignorancja przebrana za wiedzę. Ona jest obciążeniem deprawującym umysł.
Daje spryt, uczy przebiegłości - wykrzywia.
Druga kategoria - jak mówi Tertulian - to poznanie ignorancji. Następuje
ono wtedy, gdy odrzucisz całą wiedzę, wszelkie teorie i patrzysz
bezpośrednio na życie, widzisz je takim, jakie jest. Nie starasz się
wpływać na rzeczywistość, doświadczasz jej bezpośrednio, na bieżąco, i tym samym umożliwiasz pełny rozkwit wszystkiemu, co istnieje. Wystarczy
po prostu wsłuchać się w rzeczywistość, wejrzeć w nią i powiedzieć: "Nie
wiem". O kimś takim mówi Jezus - taki człowiek jest jak dziecko, choć
nie jest już dzieckiem.
I mówię wam - błogosławieni głupcy, bo do nich należeć będzie
błogosławieństwo egzystencji.
Powtórzę: z głupca pierwszego rodzaju stajesz się automatycznie głupcem
drugiego rodzaju. Stanie się głupcem trzeciego rodzaju wymaga natomiast
świadomej decyzji. Tym właśnie jest sannjas. Podejmujesz decyzję, że
masz dość wiedzy i ponownie chcesz być ignorantem, dzieckiem. Chcesz się
odrodzić. Jestem niejako pośrednikiem - mogę ci pomóc stać się
ignorantem. Pamiętaj - jeśli nie staniesz się głupcem trzeciego rodzaju
- zmarnotrawisz życie.
Adam sprzeciwił się Bogu. Każdy Adam musi się sprzeciwić, utracić łaskę.
Każdy Adam jest skazany na upadek; musi zjeść zakazany owoc, musi
posiąść wiedzę. To naturalny proces. Poznałem tysiące przypowieści, ale
żadna z nich nie równa się z tą o upadku Adama. Jest ona najbardziej
inspirująca ze wszystkich. Dlatego wracam do niej wciąż na nowo,
odkrywam jej nowe znaczenia, które mi się ukazują.
Kiedy Adam zamienił się w Chrystusa, stał się głupcem trzeciego rodzaju.
Chrystus jest głupcem trzeciego rodzaju - błogosławionym. Naprawił to,
co zrobił Adam, powrócił w wielkiej pokorze, niewinności.
Rabini, ludzie religijni, kapłani ze świątyni w Jerozolimie byli
uczonymi głupcami. Nie potrafili zaakceptować Jezusa. Uczeni głupcy
zawsze się obawiają błogosławionych głupców. Dlatego musieli zamordować
Jezusa. Przeszkadzała im sama jego obecność. Promieniowało z niego tyle
spokoju, miłości, współodczuwania, światła, że uczeni głupcy zrozumieli,
jak bardzo to im zagraża. Dopóki Jezus żył, oni wyglądali jak głupcy.
Nie mieli innego wyjścia: musieli go zabić, by odzyskać status uczonych.
Sokrates także został zamordowany przez ludzi uczonych. To samo spotkało
Mansura. Zawsze, kiedy pojawia się głupiec trzeciego rodzaju, wokół
niego narasta konflikt. Uczeni gromadzą się i zastanawiają, co robić,
gdyż ich interes jest zagrożony. Taki człowiek rozpowiada, że wszystko,
co oni wiedzą, jest głupie. Zresztą oni czują, że jest to głupie - nie
przyniosło im przecież ukojenia ani błogości. Są tacy, jacy byli zawsze.
Zdobyta przez nich wiedza nie poruszyła ich serc, nie wywołała w nich
przemiany. A ponieważ zdają sobie z tego sprawę, dokucza im to jeszcze
bardziej. Chcą zniszczyć takiego człowieka, bo czują się przy nim
bezwartościowi. Przed Jezusem byli wielkimi kapłanami świątyni. Kiedy
pojawił się Jezus - nagle przestali się liczyć. On samą obecnością
dowodził swojej boskości, wobec niej byli najzwyklejszymi ludźmi.
Jedynie najodważniejsi są w stanie przeskoczyć z drugiego rodzaju
głupoty do trzeciego, bo to jest skok kwantowy. Religia jest dla
najodważniejszych, dla śmiałków - nie dla tchórzy.
Anegdota...
Pewien wykształcony i oczytany staruszek lubił się napić. Z tego powodu
pewnego dnia stanął przed sądem w swoim mieście. Sędzia zwrócił się do
niego:
- Jest pan oskarżony o zakłócanie po pijanemu porządku publicznego. Czy
ma pan coś na swoje usprawiedliwienie?
Staruszek rozpoczął swoje wyjaśnienia jak wykład:
- Brak człowieczeństwa w relacjach międzyludzkich woła o pomstę do
nieba. Nie jestem wszak tak nikczemny jak Poe, tak wyuzdany jak Byron,
tak niewdzięczny jak Keats, tak niepowściągliwy jak Burns, tak
strachliwy jak Tennyson, tak wulgarny jak Szekspir, tak...
- Dosyć! Skazuję pana na trzy miesiące aresztu! - przerwał mu sędzia.
I od razu zwrócił się do obecnego na sali policjanta:
- Proszę zanotować nazwiska tych osób. One także powinny zostać ukarane!
No cóż... Sędzia należy do głupców pierwszego rodzaju, oskarżony zaś -
drugiego. Do tych dwóch rodzajów należy większość mieszkańców Ziemi. Do
trzeciego rodzaju należy naprawdę niewielu - Jezus, Budda i kilku im
podobnych.
Hinduskie określenie głupca: buddhu pochodzi od imienia Buddy. Kiedy
Budda zrzekł się swojego królestwa, wielu podążyło za nim. W kraju
powstało zamieszanie. Ludzie przekonywali się nawzajem: "Nie bądź
buddhu, nie bądź głupcem; nie idź za tym człowiekiem". Podążających za
Buddą zaczęto nazywać buddhu. Mówiono: "On jest buddhu, jest
głupcem, bo zostawił swoje królestwo. Kto o zdrowych zmysłach porzuciłby
własne królestwo? Kto nie chciałby być królem? Ludzie marzą o królestwie, a on się go zrzekł. Musi być głupcem!".
Jak powiedziałem, nieczęsto spotyka się głupców trzeciego rodzaju. Jeśli
masz w sobie dość odwagi, możesz się stać takim głupcem, wykonać taki
skok. Głupiec drugiego rodzaju nie jest zanadto odważny. Zbiera
różności, skąd popadnie - gromadzi cudzą wiedzę, zamiast zdobywać ją
samodzielnie. Jest to tańsze rozwiązanie, bo taką wiedzę kupuje się
hurtem.
Bezpośrednie poznawanie rzeczywistości to proces żmudny i wymagający
całkowitego poświęcenia. Głupiec drugiego rodzaju próbuje, ale tylko do
pewnego stopnia. Nie ma nic przeciwko łatwemu pozyskiwaniu wiedzy.
Rezygnuje zaś, kiedy trzeba podjąć ryzyko, kiedy trzeba się wysilić.
Bądź odważny. Jeżeli nie masz ogromnej odwagi, nie staniesz się
błogosławionym głupcem.
Wyjaśniłem już, że głupcem drugiego rodzaju każdy staje się
automatycznie, dorastając. Toteż przeważająca większość dorosłych to
właśnie głupcy drugiego rodzaju. Jeśli uważasz się za przedstawiciela
inteligencji, pamiętaj - na naukę nigdy nie jest za późno. Zgromadziłeś
aż nadto wiedzy - teraz naucz się wiedzieć. Wiedza zaciemnia umysł tak
jak kurz zaciemnia lustro, na którego powierzchni się zbiera. Jeśli masz
wiedzę, to wcale nie oznacza, że wiesz. Jeśli czegoś dowiedziałeś się
samodzielnie, oznacza to, że czegoś się nauczyłeś.
Pozwól, że wyjaśnię, w czym tkwi różnica. Nabywanie wiedzy polega na
gromadzeniu informacji, kategoryzowaniu, zapamiętywaniu. Kiedy się
uczysz, niczego nie gromadzisz; po prostu pozostajesz otwarty na
wszystko, co się dzieje i co będzie się działo. Kiedy się uczysz, twój
umysł jest otwarty. Ale im większą masz wiedzę, tym bardziej twój umysł
się zamyka. Wiedza zawsze wchodzi ci w drogę, nie możesz jej zignorować.
Jeśli jesteś uczonym i słuchasz mnie, nie przyjmujesz moich słów
bezpośrednio. Ja mówię, a ty w swoim umyśle osądzasz, oceniasz,
krytykujesz - nie prowadzisz dialogu, lecz debatujesz. Pozornie
zachowujesz ciszę, ale nie ma w tobie ciszy - twoja wiedza tłucze ci się
po głowie, niszczy wszystko, co powiem, wykrzywia... To, co do ciebie
dociera, to nie są moje słowa.
Uczący się słucha uważnie. Nie przeszkadza mu nic, co wywodzi się z przeszłości. Jest otwarty, podobny do lustra, odzwierciedla bowiem
wiernie to, co jest. Jeśli rozpoczniesz uczenie się, będziesz wiedział.
Pomoże ci to dostrzec, że nic nie wiesz. Osoba, która poznała
rzeczywistość, zdaje sobie sprawę z własnej ignorancji, wie, że nie wie.
Przeskocz więc - stań się błogosławionym głupcem. Ten stan ma wszelkie
moje błogosławieństwa.
1. Zaciekawione oczy
Ciekawość jest źródłem mądrości, ciekawość jest źródłem wszystkiego, co
piękne, jest powodem podejmowania poszukiwań, prawdziwych poszukiwań.
Ciekawość zabiera cię w podróż ku poznaniu tajemnic życia.
Dlaczego nie ma już we mnie tej ciekawości, którą miałem w dzieciństwie?
Spotyka to prawie wszystkich. Im więcej wiedzy zgromadzisz, tym mniej w tobie ciekawości. Zdobywasz coraz więcej wiedzy pod presją wywieraną
przez rodziców, szkoły, uniwersytety, społeczeństwo. Dokładają oni
wszelkich starań, żebyś otrzymał wiedzę. Twoją wewnętrzną przestrzeń
szczelnie wypełnia wiedza, więc ciekawość znika, bo nie ma dla niej
miejsca.
Dziecko patrzy z zaciekawieniem. Odczuwa zachwyt, wszystko wydaje mu się
tajemnicze, zaskakują je nawet drobiazgi. Ono nieustannie dokonuje
jakichś odkryć - to źródło pulsującej w nim radości.
Gromadzisz wiedzę - tego wymaga społeczeństwo. Z jego punktu widzenia
wiedza jest potrzebna, ma wiele zastosowań. Natomiast ciekawość jest
niebezpieczna, może bowiem sprawić, że staniesz się filozofem, poetą
albo mistykiem, czyli kimś dla społeczeństwa bezużytecznym. Ono
potrzebuje maszyn, zdolnych maszyn. Dostarczając ci coraz większej
wiedzy, wypełniając cię wiedzą, zamienia cię w robota. Im więcej
zgromadziłeś wiedzy, tym bardziej niemożliwe staje się zaciekawienie
czymkolwiek. Przecież wszystko już wiesz.
Małe dziecko może być ciekawe, dlaczego drzewa są zielone, ale czy
mogłoby to ciekawić ciebie? Wiesz, że to z powodu chlorofilu, i tyle ci
wystarczy. Gdyby zadano ci pytanie, dlaczego dokładnie chlorofil
sprawia, że drzewa są zielone, zapewne wzruszyłbyś ramionami. Aż tak
szczegółowo w to nie wnikasz. Im więcej wiesz, tym mniej rzeczy cię
dziwi i zaciekawia. Wówczas umiera w tobie wiara religijna, na którą
składają się między innymi ciekawość i zachwyt. Wiedza odziera wszystko
z tajemniczości. A przecież religia istnieje wtedy, gdy życie jest
tajemnicą. Dlatego powinieneś znów obudzić w sobie ciekawość.
Powiedzmy sobie szczerze: właściwa edukacja nie zdusiłaby twojej
ciekawości, choć dałaby ci wiedzę. Ta wiedza czyniłaby cię coraz
bardziej zaciekawionym.
Małe dziecko nie będzie znało pojęcia "chlorofil". Gdy otrzyma właściwą
wiedzę, będzie mogło interesować się tym, że drzewa są zielone, albo
dociekać, czym jest chlorofil.
Ostatnie słowa Alberta Einsteina brzmiały: "Przez całe życie myślałem,
że uda mi się odkryć tajemnicę wszechświata. Stało się odwrotnie. Im
bardziej zagłębiałem się w egzystencji, tym głębsza była ta tajemnica.
Umieram przepełniony ciekawością. Umieram z ciekawości". Takie podejście
jest niezwykle rzadkie i cechuje geniuszy. Geniuszem jest ten, kto nie
pozwoli społeczeństwu, żeby zamieniło go w robota. Taka jest moja
definicja geniusza. Każdy rodzi się geniuszem, a potem decyduje się na
przeróżne kompromisy, co niszczy jego talenty, zabija inteligencję.
Ludzie sprzedają swoją duszę w zamian za ziemskie korzyści,
bezwartościowe przedmioty. Być może te przedmioty są przydatne w danym
momencie, ale nie wtedy, kiedy nadejdzie śmierć.
Jeśli umierasz pełen ciekawości, z modlitwą w sercu, z poezją rodzącą
się w tobie - oznacza to, że żyłeś właściwie i właściwie umierasz. Że
jesteś człowiekiem uduchowionym. Albert Einstein był bardziej
uduchowiony niż twój watykański papież albo niż Śankaraczarja. Zanim
Einstein zmarł, ktoś go zapytał:
- Gdyby urodził się pan ponownie i Bóg pozwoliłby panu wybrać, kim chce
pan być, zapewne chciałby pan się stać wielkim fizykiem i matematykiem?
- Nie! Nigdy! Gdybym mógł wybierać, wolałbym zostać hydraulikiem.
Chciałbym prowadzić zwykłe, anonimowe życie, by cieszyć się nim i nie
obawiać, że ktoś wejdzie mi w drogę. Żadnej sławy, żadnych odkryć.
Chciałbym pozostawać w głębszej komunii z egzystencją.
Pytasz: "Dlaczego nie ma już we mnie tej ciekawości, którą miałem w dzieciństwie?". Musisz być bardzo mądry.
Pewien aktor szukający pracy przyszedł do agenta. Agent zapytał:
- A co pan umie?
Bez słowa aktor rozpostarł ramiona, wyleciał przez okno, obleciał cały
budynek, wleciał przez to samo okno i wylądował przed agentem.
- Dobrze, dobrze - powiedział agent. - Umie pan naśladować ptaki. Co
jeszcze?
Tacy właśnie są ludzie, którzy zdobyli wiedzę. Nic nie może ich
zaskoczyć. Nawet gdyby pojawił się przed nimi sam Bóg, powiedzieliby:
"Dobrze. Jesteś Bogiem. Co jeszcze umiesz?".
Zostaw tę wiedzę.
Max Doldum, impresario teatralny, rozmawiał z jednym z aktorów.
- Mam dla pana wyjątkową propozycję. Coś, dzięki czemu zarobi pan
mnóstwo pieniędzy - powiedział aktor. - To przyciągnie ludzi z całego
Londynu. Jeżeli wpłaci pan na konto mojej żony dziesięć tysięcy funtów,
popełnię na scenie samobójstwo.
Nieco zdumiony Maks zastanowił się przez chwilę, po czym odparł:
- Całkiem interesujące... A co pan zrobi na bis?
Są ludzie, którzy koncentrują się na odnoszeniu korzyści i myślą tylko o tym: "A co pan zrobi na bis?". Oni interesują się tylko przyziemnymi
sprawami: zyskiem, towarem. Nic ich nie zaskoczy, nic nie jest w stanie
obudzić ich świadomości. Żyją jak lunatycy. Krzew róży pokrył się
kwiatami, ale oni tego nie widzą. Są ślepi. O poranku śpiewają ptaki,
ale oni tego nie słyszą. Są głusi. Stracili wrażliwość. Stali się tak
martwi i otępiali, że nic nie porywa ich do tańca, nic nie przywołuje
piosenek na ich usta, nic nie rozjaśnia ich drogi. Powodem tego jest
wiedza.
W świecie, w którym zapanuje większe zrozumienie, wiedza będzie nadal
przekazywana, ale jednocześnie będzie się nauczać tego, jak każdy może
ochronić swoją ciekawość. Na prawdziwym uniwersytecie jedynie połowa
czasu będzie poświęcona na nauczanie rzeczy praktycznych. Druga połowa
zostanie przeznaczona na przedmioty uznawane teraz za nieużyteczne:
poezję, muzykę, malarstwo, taniec, medytację, modlitwę. Można będzie w tym czasie odpoczywać pod drzewem albo siedzieć w ciszy i nic nie robić.
Poezja, która w tobie istnieje, nie zostanie przytłoczona ciężarem
wiedzy.
Połowa czasu nauki na uniwersytetach powinna być poświęcana na rzeczy,
które nie mają zastosowania praktycznego, które robi się dla samej
radości z ich robienia. Dopiero wtedy istota ludzka zacznie żyć pełnią
siebie.
Obecnie według mnie istnieją dwa typy ludzi. Pierwszy typ to ludzie
należący do świata, mający stuprocentowo praktyczne nastawienie. Drugi
typ to mnisi; ich nastawienie jest całkowicie niepraktyczne. Jedni i drudzy są zapętleni, czegoś im brak. Mnichom brakuje uroków tego świata
- radości ze związków z ludźmi, obcowania z ludźmi pełnymi zalet. Mnich
jest ubogi duchowo, bo omijają go wszelkie wzbogacające życie
doświadczenia, wszelkie uczucia: miłość, przyjaźń, wrogość, złość,
współczucie - to wszystko, co wzbogaca duszę. Mnich jest jak czyste
płótno, niczego na nim nie namalowano.
Spotkałem wielu świętych i mogę wam z całą pewnością powiedzieć, że
święty, który ma bogatą duszę, to rzadkość. Zwykle są oni nudni; całe
ich życie to jedna wielka nuda. Jak święty może wytrzymać takie nudne
życie? On stępił swoje zmysły; stępił swoją inteligencję do tego
stopnia, że nie czuje tej nudy.
Czy wiecie, że ludzie są jedynymi przedstawicielami świata zwierząt,
którzy się nudzą? Bizony się nie nudzą, osły się nie nudzą. Nie mają
dość inteligencji, by odczuwać nudę. Tylko człowiek może się nudzić i tylko człowiek może się śmiać. Nuda i śmiech to dwie strony tej samej
monety. A ci mnisi, święci, tak zwani ludzie religijni, ani nie
odczuwają nudy, ani nie potrafią się śmiać. Dołączyli do bizonów i osłów.
Słyszałem o filozofie, który przechadzał się ulicami, patrząc w niebo,
na gwiazdy, księżyc, słońce, chmury, ptaki w locie. Wielokrotnie zderzał
się z innymi ludźmi albo wpadał na jakąś przeszkodę. Każdego, z kim się
zderzył, pytał: "Czy jesteś osłem albo czymś w tym rodzaju?". Wszyscy
tolerowali to zachowanie, gdyż szanowali tego filozofa. Nikt nie czuł
się urażony.
Pewnego dnia filozof wpadł na prawdziwego osła. Już zamierzał zadać
swoje rutynowe pytanie, ale najpierw popatrzył uważnie, a potem
roześmiał się i powiedział: "Pan jest po prostu sobą. Cóż mógłbym
dodać...".
Ludzie, którzy uciekają od świata, stają się jak bizony i osły; spadają
poniżej poziomu ludzkiej świadomości, ludzkiej wrażliwości. Dlatego nie
śmieją się ani nie nudzą. Upodabniają się do zwierząt - cofają się,
tracą przywilej bycia istotą ludzką. Oczywiście życie zwierzęcia jest
mniej nerwowe - nie ma w nim bólu ani udręki. Dlatego dostrzeżesz w zwierzętach pewien spokój. Jednak spokój bez inteligencji nie ma żadnej
wartości.
Kiedy spokój łączy się w człowieku z inteligencją, rodzi się budda.
Kiedy spokojowi nie towarzyszy inteligencja, człowiek cofa się do świata
bizonów. Tak właśnie się dzieje. Niewielu ludzi ucieka samotnie od
świata do spraw absolutnie niepraktycznych - nieustannej modlitwy,
nieustannej medytacji. To nie jest i nie może być życie w pełni. Inni
natomiast, całe miliony, żyją w sposób praktyczny, pragmatyczny -
gromadzą coraz więcej przedmiotów, coraz więcej pieniędzy na rachunkach
bankowych. I wcale ich to nie bawi. Zabawa zmieniła się w robienie
interesów.
Ludzie nie potrafią po prostu grać w karty. Muszą grać na pieniądze,
ustalić jakąś stawkę. Wtedy gra zamienia się w coś poważnego, przybiera
formę biznesową. Gracze zachowują śmiertelną powagę. Nie widać, by
ktokolwiek się przy tym bawił.
Świat nastawiony jest na działania o charakterze praktycznym, toteż
ludzie zatracili umiejętność medytowania, modlitwy, zabawy, zadziwienia,
zdumienia, obserwowania gwiazd, patrzenia na kwiaty, gry na gitarze,
śpiewania piosenek dla samej radości czynienia tego. Ci ludzie są
nieszczęśnikami.
Pragnę stworzyć zupełnie nowy typ człowieka, który nie będzie
nieszczęśnikiem i który będzie prawdziwie bogaty. O jego bogactwie będą
stanowiły jego relacje z innymi ludźmi, wyzwania, które stwarza
egzystencja. Taki człowiek potrafi trwać w ciszy, medytować, bawić się...
Moja koncepcja sannjasina jest następująca: żyj w świecie, ale nie bądź
jego częścią. Żyj w świecie, ale wykraczaj ponad niego. Nie chowaj się,
nie wycofuj.
Sannjasinów w moim rozumieniu tego słowa można wychować dzięki właściwej
edukacji; będą to ludzie naprawdę święci. Połowa wykształcenia powinna
dotyczyć spraw tego świata, druga połowa powinna wykraczać poza nasz
świat. Obie połowy powinny być ze sobą zharmonizowane i połączone. Wtedy
sannjasin posiądzie wiedzę, lecz zachowa ciekawość. Będzie wiedział i jednocześnie będzie miał świadomość tajemnicy egzystencji.
Czym jest niewinność, czym jest piękno?
Życie chwilą to niewinność, życie bez przeszłości to niewinność, życie
bez wyciągania wniosków to niewinność, funkcjonowanie z poziomu
niewiedzy to niewinność. I kiedy działasz w tej wspaniałej ciszy
nieobciążonej przeszłością, z tym wspaniałym bezwiednym spokojem,
zaczynasz doświadczać piękna.
Zawsze, gdy odczuwasz piękno - we wschodzącym słońcu, w gwiazdach, w kwiatach, w twarzy kobiety lub mężczyzny - obserwuj. Za każdym razem
dostrzeżesz jedną powtarzającą się cechę: robisz to spontanicznie - bez
angażowania umysłu, bez wyciągania wniosków. Ta chwila przykuła twoją
uwagę tak skutecznie, że odcięła cię od przeszłości.
Odcięcie od przeszłości automatycznie powoduje także odcięcie od
przyszłości, bo te dwa czasy stanowią dwie strony tej samej monety; są
nierozdzielne. Kiedy rzucasz monetę, nieważne, którą stroną do góry
upadnie. Druga strona, choć niewidoczna, jest także obecna.
Przeszłość i przyszłość to dwie strony monety, którą nazywamy umysłem.
Kiedy odrzucisz umysł, pojawia się niewinność. Wtedy nie wiesz, kim
jesteś, co cię otacza; nie masz wiedzy, ale przecież jesteś, egzystencja
jest, a twoja małość spotyka się z nieskończonością egzystencji. To
spotkanie, to połączenie, jest doświadczaniem piękna.
Niewinność to drzwi, przez które wejdziesz w piękno. Im więcej
niewinności w sobie zgromadzisz, tym piękniejsza będzie egzystencja. Im
więcej masz wiedzy, tym brzydsza staje się egzystencja, ponieważ na
twoje funkcjonowanie wpływają wnioski wyciągane na podstawie tej wiedzy.
Zyskując wiedzę, niszczysz całą poezję. Zyskując wiedzę, zdając sobie
sprawę z tego, że wiesz, tworzysz barierę między sobą a wszystkim, co
istnieje. Stąd się biorą zniekształcenia: zamiast słyszeć na własne
uszy, dokonujesz tłumaczeń, zamiast widzieć na własne oczy,
interpretujesz. Nie doświadczasz sercem. Tylko ci się wydaje, że
doświadczasz. Z tego powodu tracisz szansę natychmiastowego bliskiego
spotkania z egzystencją. Oddaliłeś się.
To jest grzech pierworodny opisany w Biblii: Adam i Ewa zjedli owoc z drzewa poznania i musieli opuścić raj. Nikt ich nie wyrzucił, pan Bóg
nie rozkazał im się wynosić; sami to odczuli. Zdali sobie sprawę, że nie
są już niewinni, że oddzielili się od egzystencji, że mają ego i stworzyli żelazną barierę.
Pytasz mnie, czym jest niewinność.
Zwymiotuj wiedzę! Trzeba zwrócić owoc z drzewa poznania. Umożliwia to
medytacja. Wyrzuć z siebie wiedzę - jest trucizną, czystą trucizną. Żyj
bez niej, jednak zdawaj sobie sprawę z tego, że "nie wiesz". Funkcjonuj
na takim poziomie niewiedzy, a przekonasz się, czym jest piękno.
Sokrates wiedział, czym jest piękno, bo tak właśnie funkcjonował.
Istnieje wiedza, która nie wie, i ignorancja, która wie. Stań się
ignorantem - jak Sokrates - a doświadczysz całkowicie nowej jakości
istnienia: odrodzisz się, staniesz się jak dziecko. W twoich oczach
pojawi się zadziwienie, wszystko wokół będzie cię zachwycać. Ujrzysz
ptaka na gałęzi i poczujesz radość - jakbyś to ty był tym ptakiem.
Kropla rosy spływająca po liściu lotosu w świetle porannego słońca,
które odbija się w niej tęczą, sprawi, że dostrzeżesz niewysłowione
piękno... Kropla rosy spływa po liściu, by za chwilę spotkać się z wiecznością - wpaść do jeziora. Poczujesz się tak, jakbyś to ty spływał
powoli do oceanu boskości.
W chwilach niewinności, braku wiedzy, zanika różnica między obserwatorem
a obserwowanym. Nie jesteś oddzielony od tego, co widzisz i słyszysz.
Słuchasz mnie i możesz reagować dwojako: z pozycji wiedzy - komentując w duchu, osądzając, oceniając, myśląc cały czas o tym, czy mam rację czy
może się mylę, czy mój wywód pasuje do twoich teorii, czy jest logiczny
czy nielogiczny, naukowy czy nienaukowy, chrześcijański czy
hinduistyczny, czy możesz to wprowadzić w życie, przełknąć. Tysiące
myśli kłębią się w twojej głowie, rozmawiasz sam ze sobą, tworzysz
wewnętrzny ruch - oto jeden ze sposobów słuchania. Słuchasz z tak
wielkim dystansem, że nie będę w stanie do ciebie dotrzeć. Jesteś na
innej planecie - nie tutaj i nie teraz. Jesteś hinduistą,
chrześcijaninem, muzułmaninem, komunistą, ale nie ma cię tu i teraz.
Pomiędzy nami jest Biblia, Koran albo Gita. Wychodzę ku tobie, ale
napotykam barierę w postaci Koranu, wychodzę ku tobie i widzę, że stoi
przede mną kolejka kapłanów. Tak wygląda droga wiedzy, sposób na
pozostanie głuchym, ślepym i bez serca.
Istnieje jednak drugi sposób słuchania. Między mną a tobą nie ma żadnych
przeszkód. Wtedy natychmiast następuje kontakt, spotkanie, komunia. Nie
usiłujesz niczego interpretować, bo nie przejmujesz się tym, czy mam
rację czy nie. Nic nie jest samo w sobie słuszne ani niesłuszne. W chwili niewinności niczego nie oceniasz. Nie masz możliwości oceny, nie
masz kryteriów, pozyskanej a priori wiedzy, już ustalonych konkluzji,
żadnych porównań. Możesz słuchać tak, jak słucha się szumu wody
spływającej ze wzgórza, dźwięku fletu w lesie albo dźwięku gitary.
Słuchasz.
Osoba, która przychodzi słuchać jako krytyk, w rzeczywistości nie
słucha. Jeśli zaś przyjdziesz tu tylko po to, by słuchać, cieszyć się
chwilą, usłyszysz muzykę. Nie musisz jej rozumieć. Nie ma tu niczego do
zrozumienia. Jest za to coś, czego można spróbować, co można pić aż do
upojenia. Ale co miałbyś z tego rozumieć?
Krytyk przychodzi tu nie po to, żeby skosztować, napić się, ale po to,
żeby zrozumieć. Nie słucha muzyki, bo ma podejście matematyczne.
Nieustannie krytykuje, rozmyśla. Nie ma w sobie niewinności. Zbyt wiele
wie, żeby dostrzec piękno. Może dojść do jakichś głupich wniosków,
natomiast ominie go chwila. A chwile są tak doniosłe!
Jeśli słuchasz, po prostu słuchaj; jeśli patrzysz - po prostu patrz.
Takie chwile pozwolą ci pojąć, czym jest niewinność.
Jestem tutaj nie po to, żeby wyjaśniać, czym jest niewinność, ale żeby
umożliwić wam spróbowanie jej.
Wypij tę filiżankę herbaty. Podaję ci ją. Skosztuj łyczek, poczuj ciepło
tej chwili, jej muzykę; ciszę i miłość, które tu przepływają. Niech cię
otoczą. Choć na chwilę zniknij wraz ze swoim umysłem, który chciałby
patrzeć, oceniać, krytykować, wierzyć albo nie wierzyć, być za albo
przeciw. Otwórz się na tę chwilę, a poznasz znaczenie niewinności -
dzięki temu dowiesz się, czym jest piękno.
Piękno jest doświadczeniem, które pojawia się w stanie niewinności, jest
kwiatem, który rozkwita za sprawą niewinności. Jezus powiedział: "Jeśli
nie będziecie jak dzieci, nie wstąpicie do Królestwa Bożego".
Tak często wypowiadasz się na temat zachwytu i miłości. Jak zalęknienie i dziecinna niewinność mają się do bycia zakochanym?
Zachwyt i zalęknienie to najwspanialsze przejawy duchowości. Zachwyt
oznacza, że funkcjonujesz z pozycji niewiedzy. Człowiek, gdy już
posiądzie wiedzę, nie odczuwa zachwytu. Nie potrafi go odczuwać, bo
uważa, że już wie. Zna wszystkie głupie odpowiedzi, może przeczytał
wszystkie hasła zamieszczone w jakiejś encyklopedii, toteż jego umysł
natychmiast odpowiada na każde pytanie. Twój zachwyt pojawia się, gdy
napotykasz to, co jest niepoznawalne, niemożliwe do wyjaśnienia ani
dziś, ani w przyszłości. Odczuwasz w sobie pewien rodzaj lęku, jakby na
chwilę stanęło twoje serce lub zatrzymał się twój oddech.
Kiedy doświadczasz zachwytu, odnosisz wrażenie, że wszystko się na
chwilę zatrzymało. Zatrzymuje się cały świat: czas, umysł, ego. Przez
chwilę znów jesteś dzieckiem zachwycającym się motylami i kwiatami,
drzewami, kamykami na brzegu morza, muszelkami, każdą napotkaną rzeczą.
Ponownie jesteś dzieckiem. Kiedy potrafisz odczuwać zachwyt i nieskończone piękno egzystencji, które sprawia, że aż przechodzą cię
ciarki, kiedy wreszcie zawładnie tobą egzystencja, wtedy zatańczysz,
będziesz celebrował tę chwilę, wtedy westchniesz: "Ach!". Nic innego nie
będziesz w stanie wypowiedzieć. Tylko westchniesz.
Człowiek wyuczony żyje w cieniu znaku zapytania. Człowiek odczuwający
zdumienie, zachwyt posługuje się wykrzyknikiem. Wszystko wokół jest tak
skomplikowane, ma taką głębię, że poznanie jest niemożliwe. Zdobycie
wiedzy jest niemożliwe. Kiedy tego doświadczasz, cała twoja energia
dokonuje skoku kwantowego - od umysłu do serca, od wiedzy do uczucia.
Kiedy nie masz wiedzy, twoja energia przestaje się poruszać w tym
kierunku. Kiedy zdasz sobie sprawę z tego, że nie można niczego poznać,
że tajemnica pozostanie tajemnicą, że nie można jej wyjaśnić, twoja
energia popłynie ku sercu. Dlatego twierdzę, że miłość jest powiązana ze
zdumieniem i zachwytem, z niewinnością dziecka. Jeśli nie popadasz w obsesję zdobywania wiedzy, potrafisz być kochającym człowiekiem.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki