Rozdział 6. Rozbiory - Polska w czyśćcu
Rozdział 6
Rozbiory - Polska w czyśćcu
Żadnych marzeń, panowie!
car Aleksander II, ok. 1858
Gdy Prusy i Rosja rosły w siłę, Polska chyliła się ku upadkowi, a jej
obywatele nie decydowali już o wyborze króla. Następca Augusta III
(1696-1763), ostatniego władcy z dynastii saskiej, został wyznaczony
przez dwóch największych wrogów Rzeczpospolitej. Fryderyk II Wielki
(1712-1786), król Prus, oraz caryca Katarzyna Wielka (1729-1796)
postanowili wspólnie znaleźć posłusznego im monarchę, który jednak dla
zachowania pozorów będzie rodowitym Polakiem.
Marionetką popieraną przez oboje "Wielkich" okazał się człowiek mający
wszystkie pożądane cechy "polskości". Stanisław Poniatowski był posłem
na sejm i bratem przyszłego prymasa. Przystojny, wykształcony, mówił
płynnie sześcioma językami. W młodości odbył długą podróż po Europie -
zaprzyjaźnił się wtedy z wielkim filozofem Monteskiuszem, brał udział w gorących debatach w słynnym paryskim salonie madame Geoffrin oraz czytał
dzieła Woltera i Rousseau. Podziwiał francuską kulturę i angielskie
prawo konstytucyjne i zamierzał wprowadzić w Polsce najlepsze ich
elementy. Jednak los wyznaczył mu rolę postaci tragicznej: żarliwego,
lecz nieskutecznego polskiego patrioty obwinianego o zniszczenie
Rzeczpospolitej.
Rosyjska władczyni namaściła Poniatowskiego na króla nie tylko z powodu
jego kwalifikacji, ale także dlatego, że byli kochankami. Dzięki
wpływowym stryjom Stanisław uzyskał w 1755 roku stanowisko na rosyjskim
dworze. I tam, w apartamencie brytyjskiego ambasadora, sir Charlesa
Hanbury Williamsa, czarujący przyszły król poznał
dwudziestosześcioletnią księżnę Katarzynę. W 1762 roku księżna była już
małżonką cara, mimo to nawiązała ze Stanisławem gorący głośny romans;
jest niemal pewne, że mieli córkę. Pod koniec tegoż roku, po zabójstwie
męża, Katarzyna przejęła samodzielną władzę i zyskała przydomek
"Wielka".
We wrześniu 1764 roku na inauguracyjnym posiedzeniu sejmu elekcyjnego
znów pojawiło się liczne rosyjskie wojsko, które miało dopilnować, by
posłowie dokonali "właściwego" wyboru. Sędziwy marszałek sejmu, usiłując
się temu sprzeciwić, podjął bezskuteczną próbę zawieszenia zgromadzenia,
które w sposób oczywisty nie mogło obradować w obecności obcych wojsk.
Gdy rosyjscy żołnierze ruszyli na niego z szablami, miał odważnie
zawołać: "Bijcie, niech umrę wolny za sprawę wolności!"1.
Jednak Rosjanie po prostu wyprowadzili marszałka z izby, a na jego
miejsce powołali bardziej posłusznego posła. Nic dziwnego, że
Poniatowski zwyciężył w głosowaniu.
Chociaż nowy król, który przyjął imię Stanisław II August, współpracował
z Katarzyną, to tak naprawdę był bardziej ofiarą okoliczności niż
chętnym wspólnikiem rosyjskiej władczyni. Jednak ta sytuacja okazała się
nie do zniesienia dla dumnych Polaków, pojawiły się liczne protesty. W odpowiedzi Katarzyna wtrąciła do więzienia kilku przywódców politycznych
i religijnych, a następnie zesłała ich na Syberię. Taka zniewaga
skłoniła Polaków do otwartego buntu. 29 lutego 1768 roku w miasteczku
Bar na Podolu kilkuset przedstawicieli drobnej szlachty, księży i chłopstwa zawiązało konfederację, stawiając sobie za cel usunięcie z Polski rosyjskich wojsk oraz przywrócenie prymatu wiary katolickiej.
Podobnie jak oblężenie Jasnej Góry, konfederacja barska stała się
jeszcze jedną legendą I Rzeczpospolitej. Klęskę konfederatów uważa się
za początek współczesnego polskiego nacjonalizmu, a ich bohaterstwo
stało się paliwem zasilającym polskie fantazje o utraconej sprawie
niepodległości, które przetrwały aż do XX wieku. Mimo że formalnie
Polska wciąż była wolnym państwem, wielu historyków uznaje konfederację
barską za pierwsze powstanie narodowowyzwoleńcze.
Od samego początku było jasne, że ten bunt nie ma szans powodzenia. Mimo
braku pomocy magnatów, którzy jako jedyni dysponowali niezależną siłą
militarną, mimo braku pieniędzy i zagranicznych sojuszników, konfederaci
zyskali początkowo szerokie poparcie społeczne i przez kilka lat
stawiali znaczący opór. Jednak popełnili fatalny błąd, kiedy 3 listopada
1771 roku porwali z królewskiej karety Stanisława Augusta, zabijając
przy okazji dwóch członków jego straży. I choć później uwolnili króla,
zamach na monarchę zniszczył wszelkie poparcie dla rebelii na
europejskich dworach2. Rosja, Prusy i Austria, pewne, że ich
działania nie wywołają międzynarodowej reakcji, wysłały do Polski liczne
wojska, które miały się uporać z powstaniem.
Zaatakowana ze wszystkich stron przez przeważające siły, Polska znalazła
się w beznadziejnej sytuacji. Apele do europejskich mocarstw trafiały w próżnię, jedynie król Anglii Jerzy III poradził Polakom, by modlili się
do Boga. Ostatnim bastionem oporu znów stała się Częstochowa, siedziba
jasnogórskiego klasztoru. Skutkiem nieudanego powstania było zesłanie
tysięcy Polaków na Syberię - ten wątek miał się później wielokrotnie
powtarzać.
Buntowniczy zryw okazał się pretekstem do aneksji polskich ziem. 5
sierpnia 1772 roku Rosja, Austria i Prusy podpisały traktat rozbiorowy.
A następnego roku polski sejm, co było kolejną zniewagą, musiał pod
groźbą bagnetów ten traktat zaaprobować. Rosjanie w sposób oczywisty
stosowali przymus, ale jednocześnie robili wszystko, by uzyskać
oficjalne przyzwolenie parlamentu i zachować pozory legalności.
Żeby pozbawić Polaków ostatniej możliwości obrony, jaką było liberum
veto, Rosjanie zażądali, by sejm zebrał się jako konfederacja, co
oznaczało, że uchwały mogły zapadać zwykłą większością głosów, a nie
jednomyślnie. Hipokryzja Rosjan, którzy domagali się zachowania liberum
veto dla innych kwestii, stanowiła jasny dowód, że ich obrona "złotej
wolności" nie miała z wolnością nic wspólnego.
Nie napotykając żadnego zbrojnego sprzeciwu i nie dbając o pragnienia
swoich nowych poddanych, mocarstwa rozbiorowe zaczęły się spierać o kształt przyszłej mapy Europy Wschodniej. Zasługą Katarzyny było to, że
starała się ograniczać roszczenia Prus i Austrii, dzięki czemu osłabione
państwo polskie mogło przetrwać. Oczywiście taka postawa strony
rosyjskiej nie wynikała ze szlachetnych pobudek - wszystkie tereny,
które nie podlegały rozbiorowi, wciąż miały pozostawać pod protektoratem
Rosji. Mimo to zbrodnia się dokonała. W wyniku pierwszego rozbioru
Rzeczpospolita straciła 35 procent terytoriów, w tym najbogatsze
prowincje.
Austrii przypadło 81 900 kilometrów kwadratowych polskich ziem,
zamieszkanych przez 2,7 miliona ludzi - była to część Galicji oraz
województwa lwowskie i bełskie. Prusy zagarnęły mniejszy, ale
smakowitszy kąsek: 36 300 kilometrów kwadratowych ziemi i pół miliona
mieszkańców Prus Królewskich, co pozwoliło na kontrolowanie niemal
całego handlu zagranicznego Rzeczpospolitej, i to pomimo zachowanej
niezależności Gdańska. Nabytki terytorialne dały Prusom panowanie nad
korytem Wisły i pozwoliły wreszcie połączyć obie połowy państwa. Rosja
otrzymała Inflanty, a także kilka województw leżących nad Dźwiną i Dnieprem - w sumie było to 100 tysięcy kilometrów kwadratowych ziemi i 1,3 miliona mieszkańców. Polska utraciła nie tylko naturalną południową
granicę opierającą się na Karpatach, ale także dostęp do Bałtyku. A cały
ten zabór dokonał się bez formalnej odpowiedzi zbrojnej ze strony
państwa, które jeszcze niedawno było największą potęgą w Europie
Wschodniej.
Mimo utraty części terytoriów Polska wciąż była znaczącym państwem z liczbą mieszkańców równą populacji ówczesnej Francji. Największym
zagrożeniem dla jej suwerenności była rosyjska dominacja.
Europa wyraziła oburzenie rozbiorem dawnego mocarstwa, które nie było w stanie wojny z żadnym ze swoich sąsiadów i którego wolności i integralności terytorialnej mieli teraz bronić zaborcy. Jednak to
oburzenie nie przełożyło się na żadne działania. Odległe zachodnie
potęgi milcząco uznały rozbiór za fakt dokonany.
Żeby się nie poddać rosyjskiemu panowaniu, wielu Polaków uciekło za
granicę. Jednym z nich był Tadeusz Kościuszko (1746-1817), który podczas
zamieszania związanego z konfederacją barską przeniósł się do Paryża,
gdzie studiował inżynierię. Poznał tam amerykańskiego patriotę Silasa
Deane'a, który dostrzegłszy talenty i republikańskie przekonania młodego
Polaka, zachęcił go do podróży do Pensylwanii. Przybywszy w 1776 roku do
Filadelfii, Kościuszko miał okazję zapoznać się z opublikowaną właśnie
Deklaracją Niepodległości. Dokument, który w zachwycającej prozie
oddawał jego własne poglądy na temat wolności i funkcjonowania władzy,
doprowadził go do łez. Kościuszko ruszył do Wirginii, żeby poznać autora
tego tekstu, Thomasa Jeffersona, który z radością przyjął bratnią duszę.
Kościuszko walczył później w wojnie o niepodległość pod komendą George'a Washingtona i doczekał się stopnia generała brygady. Otrzymał zadanie
wzniesienia fortyfikacji w Filadelfii, nad rzeką Delaware oraz wokół
West Point, odegrał też ważną rolę w decydującej bitwie pod Saratogą. W 1783 roku otrzymał amerykańskie obywatelstwo, ale rok później wrócił do
Polski, żeby zaszczepiać w kraju rodzinnym idee Jeffersona.
Co ciekawe, dzięki pewnym usprawnieniom w zakresie finansów, polityki i edukacji Polska przeżyła po rozbiorze okres szczególnej żywotności,
nieznanej od czasów saskich. Być może szok związany z utratą części ziem
okazał się wystarczającym bodźcem do wprowadzenia poważnych reform, a dwie dekady dzielące pierwszy i drugi rozbiór Polski zapoczątkowały
proces narodzin polskiego nacjonalizmu.
Najrozleglejsze w historii Polski reformy i ostatnia szansa na pełną
suwerenność były właściwie dziełem przypadku. Gdy w 1787 roku Rosja i Turcja szykowały się do wojny, Stanisław August zaproponował Katarzynie
sojusz przeciwko imperium osmańskiemu w zamian za pewne ustępstwa dla
Rzeczpospolitej. Katarzyna, nieco zaskoczona śmiałością takiej oferty,
odmówiła, sądząc, że nie warto płacić za coś, co i tak już do niej
należy. Jednak w 1788 roku skłoniła Stanisława Augusta do zwołania sejmu
konfederacyjnego, który miał zaaprobować powołanie wojsk na wojnę
przeciwko Turcji. Sejm konfederacyjny nie wymagał jednomyślności, więc
nie dało się go zerwać pojedynczym głosem liberum veto, a liczni
posłowie opłacani przez Katarzynę stanowili gwarancję odpowiedniej
większości w celu uchwalenia każdej korzystnej dla Rosjan ustawy.
Lekceważąca odmowa Katarzyny miała poważny skutek. Stanisław August,
zażenowany takim poniżeniem, posłusznie otworzył obrady sejmu, tak jak
mu kazano. Ale po wyrażeniu zgody na powołanie wojsk sejm nie miał
kolejnych punktów obrad, więc zostało mu dużo czasu na omówienie
tragicznych losów Polski. Tak się szczęśliwie złożyło, że Rosja była
wówczas pochłonięta wojną z Turcją, a w parlamencie znalazło się kilku
wybitnych myślicieli i teoretyków polityki. Dzięki temu Sejm Czteroletni
opracował ambitny program reform, którego początkiem było odważne
odrzucenie zagranicznych "gwarancji". Zwiększono liczebność polskiej
armii do 65 tysięcy ludzi, wzmocniono królewskie prerogatywy i nawiązano
bezpośrednie stosunki z zachodnimi mocarstwami. Co najważniejsze, we
wrześniu 1789 roku sejm wyznaczył komisję, która miała przygotować
konstytucję Rzeczpospolitej.
Gdy Rosja zmagała się z Turcją, Polacy odzyskali swobodę i stworzyli
jedną z najbardziej ważkich konstytucji. Polska konstytucja z 1791 roku
- w tym samym czasie napisano francuską Deklarację Praw Człowieka i wprowadzano konstytucję amerykańską - powołała do życia nowatorski
system rządów. Podobnie jak amerykańska Konwencja Konstytucyjna z 1787
roku, która obradowała potajemnie i nie miała żadnej mocy, by zmienić
władzę, narodziny polskiej konstytucji nie do końca były legalne i właściwie można je uznać za pokojowy zamach stanu.
Sam akt prawny powstał dwa lata wcześniej, ale przedstawiono go sejmowi
dopiero wtedy, gdy zaistniała pewność jego przyjęcia w głosowaniu. 3
maja 1791 roku, podczas wielkanocnej przerwy w obradach, kiedy wielu
prorosyjskich deputowanych wyjechało z miasta, reformatorzy
niespodziewanie przedstawili przełomową konstytucję. Wybrali moment, gdy
większość w izbie stanowili sprzyjający im posłowie, którzy już
wcześniej zgromadzili się potajemnie w tym celu. Ambitny dokument
przeszedł przygniatającą większością głosów, mimo że wystarczyła zwykła
większość - na żądanie Katarzyny parlament obradował jako konfederacja.
Konstytucja 3 Maja, pierwsza nowoczesna konstytucja w Europie i zaledwie
druga zapisana na świecie, zawierała pewne elementy konstytucji
amerykańskiej oraz wiele idei zaczerpniętych z francuskiego,
angielskiego, austriackiego i pruskiego oświecenia. W preambule
przyznawano, że suwerenność jest nieoddzielna od wolności i że "los nas
wszystkich od ugruntowania i wydoskonalenia konstytucji narodowej
jedynie zawisł", wolnej "od hańbiących obcej przemocy nakazów" i ceniącej "niepodległość zewnętrzną i wolność wewnętrzną
narodu"3. Konstytucja wzbudziła wielkie uznanie, chwalili ją
między innymi Thomas Paine, Charles James Fox, Edmund Burke oraz
francuscy rewolucjoniści, którzy pod koniec tego samego roku wprowadzili
własną ustawę zasadniczą. Karol Marks nazwał później Konstytucję 3 Maja
"jedynym dziełem wolności, które Europa Środkowa stworzyła z własnej
woli i inicjatywy".
Jednakże Rosja nie zamierzała się pogodzić z takim stanem rzeczy i w 1792 roku, zaraz po zakończeniu wojny z Turcją, Katarzyna wysłała sto
tysięcy żołnierzy do stłumienia "rebelii" w Polsce. Prusacy, którzy początkowo wspierali
nową konstytucję, nie zamierzali przegapić takiej okazji i też wysłali
do Polski swoje oddziały. W obliczu dwóch potężnych armii zmierzających
ku stolicy polski rząd ogłosił levée en masse, czyli masowy pobór do
wojska oraz mobilizację sił zbrojnych. Kiedy Rosjanie i Prusacy
przekroczyli granicę, południowa armia Rzeczpospolitej, dowodzona przez
bratanka króla, Józefa Poniatowskiego (1763-1813), i wspomagana przez
Tadeusza Kościuszkę, mężnie stawiała im opór, spowalniając marsz wroga i zadając mu ciężkie straty.
Mimo wielkiego bohaterstwa Polacy musieli ulec przeważającym siłom
nieprzyjaciela. Pakt podpisany 23 stycznia 1793 roku oznaczał drugi
rozbiór Polski i utratę terytoriów znacznie bardziej zagrażającą
istnieniu państwa. Po drugim rozbiorze Rzeczpospolitej pozostało jedynie
30 procent dawnych terytoriów - było to bezsilne państwo kadłubowe,
niezdolne do samodzielnych rządów. Prusy wzięły 58 tysięcy kilometrów
kwadratowych polskich ziem, w tym Gdańsk i całą Wielkopolskę należącą do
państwa polskiego od czasów jego powstania. Rosjanie zagarnęli 250
tysięcy kilometrów kwadratowych, w tym polskie tereny na Białorusi i Ukrainie. Austria też miała apetyt na polskie ziemie, jednak z powodu
wojny z Francją nie uczestniczyła tym razem w podziale łupów.
Polacy, którym pozostały jedynie żałosne resztki dawnej świetności
największego państwa Europy Wschodniej, powrócili do rządów, które nie
miały żadnej mocy sprawczej, za to odwoływały się do zabójczej "złotej
wolności"; w miejsce obiecujących reform i odrodzenia państwa pojawiły
się rozpacz i anarchia. Formalnie Polska wciąż istniała jako państwo,
jednak została całkowicie zdominowana przez obce siły.
Sytuacja pogarszała się coraz bardziej. W 1794 roku Rosjanie
przestraszyli się, że w ich protektoracie może dojść do jakobińskiej
rewolucji, dlatego postanowili rozwiązać skarlałe wojsko polskie i wcielić je do armii rosyjskiej, która przygotowywała się do wojny
przeciwko ogarniętej rewolucją Francji. Jednak 5 marca 1794 roku polski
oficer Antoni Madaliński przejął dowództwo nad siedmiuset
kawalerzystami, którzy odmówili wykonania rozkazu o demobilizacji, i tym
samym rozpoczął w Pułtusku powstanie. Rosyjska armia, zwołana w celu
powstrzymania rewolucji we Francji, musiała się skierować przeciwko
Polsce. I na szczęście dla francuskiej republiki opór Polaków był na
tyle twardy, że Rosjanie nigdy już nie podjęli pierwotnej misji.
Kościuszko, który przebywał na wygnaniu w Paryżu, wrócił czym prędzej do
ojczyzny, żeby stanąć na czele narodowego zrywu. Jego idealizm, intelekt
i doświadczenie wojenne czyniły z niego oczywistego przywódcę powstania.
Po przybyciu do Krakowa obwołano go głównodowodzącym wojsk. Do Polski
wrócił też Józef Poniatowski, ale jako bliski krewny chwiejnego króla
nie mógł otrzymać stanowiska dowódcy. Mimo to zgłosił się na ochotnika
jako zwykły żołnierz, by z czasem dojść do stopnia generała.
24 marca 1794 roku Kościuszko odczytał na krakowskim rynku Akt
insurekcji, wzywający Polaków do walki w celu przywrócenia Konstytucji
3 Maja i odzyskania niepodległości, a potem jako naczelnik powstania
złożył następującą przysięgę:
Ja, Tadeusz Kościuszko, przysięgam w obliczu Boga całemu Narodowi
Polskiemu, iż powierzonej mi władzy na niczyj prywatny ucisk nie użyję,
lecz jedynie jej dla obrony całości granic, odzyskania samowładności
Narodu i ugruntowania powszechnej wolności używać będę.
Chłopska armia Kościuszki ruszyła do Warszawy, by osadzić tam nowy rząd,
jednak 4 kwietnia 1794 roku ogromne rosyjskie siły zastąpiły jej drogę
pod Racławicami. Polacy mieli przewagę liczebną w oddziałach kawalerii,
jednak brakowało im broni palnej, która decydowała o skuteczności
piechoty. Dlatego, przy tak dużym zróżnicowaniu oddziałów, dowództwo
musiało dobrać odpowiednią taktykę. Najważniejszym elementem siły
bojowej kościuszkowskich wojsk byli kosynierzy, czyli chłopi uzbrojeni w osadzone na sztorc kosy. A sam Kościuszko posłużył się taktyką, którą
udoskonalił podczas wojny o niepodległość Stanów Zjednoczonych. Gdy
regularne oddziały ściągnęły na siebie uwagę wroga, kosynierzy ukradkiem
zbliżyli się do armat na odległość kilkuset metrów. Losy bitwy wisiały
na włosku, dopóki kosynierzy nie ruszyli na rosyjskie działa. Jeden z nich, niejaki Wojciech Bartos Głowacki (1758-1794), zyskał miano
ludowego bohatera po tym, jak wybiegł przed swoich towarzyszy i czapką
zdusił lont armaty, uniemożliwiając wystrzał. Dzięki niemu oraz innym
walecznym kosynierom rosyjscy artylerzyści rzucili się do ucieczki, a polskie wojsko wyparło nieprzyjaciela z pola bitwy.
Bitwa pod Racławicami była pierwszym zwycięstwem Polaków od czasów
Sobieskiego - wieść o niej wzbudziła wielkie poruszenie i wywołała falę
wielkiego entuzjazmu, którego Rosjanie nie byli w stanie stłumić. Jednak
wojska rosyjskie i pruskie miały ogromną przewagę liczebną i mimo
ciężkich strat zadawanych przez pospiesznie zebrane polskie siły
nieubłaganie zbliżały się do Warszawy. Austriacy, widząc, że sprawa jest
właściwie przesądzona, dołączyli w ostatniej chwili i wysłali swoje
wojsko na praktycznie niebronione południowo-zachodnie tereny Polski.
10 października 1794 roku mimo czterokrotnej przewagi nieprzyjaciela
Kościuszko podjął desperacką próbę, by nie dopuścić do połączenia się
dwóch wrogich armii. Niestety, pod Maciejowicami został ranny i trafił
do niewoli. Wielkiego bohatera przewieziono do Moskwy, gdzie
"oświeceniowa" Katarzyna kpiła z niego w żywe oczy, a nawet kazała go na
krótko umieścić w klatce i wystawić na widok publiczny. Jedyna
zagraniczna pomoc nadeszła ze strony szkockiego poety Thomasa Campbella,
który napisał w swoim wierszu: "Ulotna nadzieja pożegnała świat, a wolność załkała, gdy Kościuszko padł".
Tyle że Polska potrzebowała żołnierzy, a nie poetyckich strof. Bez
charyzmatycznego lidera i wobec znacznej przewagi wroga powstanie było
skazane na porażkę. Rosjanie wkrótce stanęli na przedmieściach stolicy,
na prawym, wschodnim brzegu Wisły. 4 listopada 1794 roku polskie linie
obronne ugięły się pod straszliwym atakiem i 24 tysiące rosyjskich
żołnierzy i okrutnych Kozaków zaczęło siać zniszczenie na ulicach
miasta. W akcie zemsty za straty poniesione w kwietniu żołdacy palili
domy, gwałcili kobiety i mordowali każdego, kto im wpadł w ręce. Podczas
"rzezi Pragi" zginęło dwadzieścia tysięcy cywilów, głównie Żydów.
Straszna masakra, którą widać było wyraźnie z drugiego brzegu Wisły, tak
przeraziła mieszkańców, że zaniechali oporu.
Insurekcja kościuszkowska zakończyła się 16 listopada 1794 roku. Wojska
polskie złożyły broń i znów tysiące powstańców zesłano w kajdanach na
Syberię. Stanisław August został zmuszony do abdykacji, ale Katarzyna
okazała byłemu kochankowi ostatnią łaskę, pozwalając mu osiąść w Petersburgu. Król żył tam właściwie jak w więzieniu do śmierci w 1798
roku. A 24 października 1795 roku zwycięski triumwirat złożony z Rosji,
Prus i Austrii podpisał akt ostatecznego rozbioru Polski, rozdzielając
między siebie resztki państwa polskiego. Zaborcy nie szukali nawet
pozorów legalności takich działań, jako że nie istniał już żaden polski
rząd, który należałoby zmusić do uległości. Austria jakby zapomniała o bohaterstwie Sobieskiego, który zaledwie sto lat wcześniej ocalił
imperium Habsburgów, i lekką ręką zagarnęła zachodnią Galicję i południowe Mazowsze, przejmując przy okazji protekcję nad "wolnym
miastem Krakowem", by i tak je całkowicie zaanektować w 1846 roku. Prusy
otrzymały Podlasie i to, co pozostało z Mazowsza, w tym Warszawę. Rosja
zagarnęła resztę, między innymi Wilno.
Zanim jeszcze zaborcy podzielili między siebie polskie ziemie, było
jasne, że wszelkie pozory pradawnych praw terytorialnych będą musiały
ustąpić przed zwykłą chciwością. Nowe granice nie odpowiadały żadnym
historycznym, etnicznym ani geograficznym kryteriom - spory, które
towarzyszyły ich wytyczaniu, o mało nie doprowadziły do wojny między
ogarniętymi zachłannością sojusznikami. W sumie Rosja dostała 62 procent
ziem Rzeczpospolitej i 45 procent ludności; Prusy wzbogaciły się o 20
procent ziem i 23 procent ludności; natomiast Austria zyskała
odpowiednio 18 i 32 procent.
Podniosły się głosy, że rozczłonkowanie jednego z największych państw
europejskich jest działaniem bezprawnym, do tego dokonanym przez rzekomo
oświecone głowy trzech chrześcijańskich dynastii. A najbardziej
szokujący był ogrom tej zbrodni. W 1794 roku Rzeczpospolita Obojga
Narodów była czwartym pod względem liczby ludności państwem w Europie -
przy 14 milionach mieszkańców wyprzedzały ją jedynie Francja, Święte
Cesarstwo Rzymskie i Rosja.
Rzeczpospolita szlachecka, ostatni bastion wolności w Europie Wschodniej
i obrończyni wiary, przestała istnieć. Nie ocaliło jej kulturalne,
obywatelskie i duchowe odrodzenie ostatnich lat, przeciwnie -
przypieczętowało jej los, jako że lęk przed zaraźliwością liberalnych
reform skłonił wrogów do działania, zanim Polska zdążyła się wzmocnić i zainfekować inne tereny. Największy aż do dziś europejski eksperyment
sprawowania rządów opartych na umowie społecznej i zgodzie rządzonych
nie powiódł się, pozornie potwierdzając utarte przekonanie, że władza
pochodzi z boskiego nadania, a sprawować ją może jedynie elita.
Po trzecim rozbiorze państwo polskie zniknęło z mapy Europy na 123 lata.
Liberalizm i parlamentaryzm obumarłej Rzeczpospolitej nie miały szans
zadomowić się w rosyjskim despotyzmie, pruskiej biurokracji czy
austriackim konserwatyzmie. Jednak opór przeciwko obcej władzy ujawnił
się natychmiast, Polska stała się przykładem dla sąsiadów, to z niej
wywodzili się bojownicy o wolność, którzy już wkrótce mieli stanąć na
barykadach w całej Europie. Hasło polskich rewolucjonistów: "W imię
Boga, za waszą i naszą wolność" - do dziś stanowi inspirację dla ruchów
narodowowyzwoleńczych.
Kiedy państwo polskie zostało oficjalnie zgładzone, za granicę ruszyły
tłumy uchodźców szukających tymczasowych domów, w których mogli snuć
plany narodowego odrodzenia. Wielu wyemigrowało do Stanów Zjednoczonych,
jednak większość udała się do Francji, którą od kilku stuleci łączyły z Polską silne więzy. Polski kryzys przysłużył się francuskim zmaganiom
zbrojnym z lat 1793-1795, absorbując uwagę Rosji i Prus w początkowych
latach francuskiej republiki. Częściowo w uznaniu dla tych zasług
Kościuszko otrzymał tytuł honorowego obywatela Francji. W 1796 roku, pod
warunkiem złożenia przysięgi wierności synowi Katarzyny, carowi Pawłowi
I, on i 20 tysięcy innych Polaków zostało wypuszczonych z rosyjskich
więzień. Niemal wszyscy udali się do Francji, gdzie przywitano ich jak
towarzyszy walki, sprzeciwiających się monarchistycznej reakcji.
Mieszkający we Francji Polacy nawiązali kontakt z pewnym młodym
wojskowym, którego błyskawiczna kariera polityczna miała zmienić oblicze
zachodniej cywilizacji. Napoleon Bonaparte (1769-1821) urodził się na
Korsyce w ubogiej rodzinie szlacheckiej; w wieku czterdziestu pięciu lat
po ostatecznej klęsce trafił na zesłanie, jednak przedtem niemal udało
mu się podbić cały kontynent. W tym czasie został cesarzem, który
osadzał na europejskich tronach swoich krewnych i przyjaciół. Sam książę
Wellington, kiedy go zapytano, kto jest największym żyjącym generałem,
odparł: "W dzisiejszych czasach Napoleon".
Napoleon dbał przede wszystkim o interesy Francji, jednak jego plany w wielu aspektach były korzystne dla Polski. Trzema filarami "starego
reżimu", przeciwko którym wystąpiła rewolucja francuska, były państwa
odpowiedzialne za rozbiory Polski: Rosja, Prusy i Austria. Dostrzegłszy
tę naturalną animozję, Napoleon wezwał w 1796 roku do Paryża byłego
polskiego oficera Jana Henryka Dąbrowskiego (1755-1818) i zaproponował
utworzenie polskiej armii na uchodźstwie pod francuskim dowództwem.
Dąbrowski bez zwłoki przyjął ofertę i 11 października 1796 roku otrzymał
od Dyrektoriatu pozwolenie na utworzenie Legionów Polskich. Zwerbowanie
Polaków nie było trudne i już wiosną 1797 roku na wezwanie Dąbrowskiego
odpowiedziało sześć tysięcy ochotników. Ponieważ prawo francuskie nie
pozwalało na obecność obcych wojsk na francuskiej ziemi, polskie
oddziały wysyłano w odległe rejony coraz większego imperium, najpierw do
Włoch, a potem aż na Karaiby.
Polacy w ogromnej mierze przyczynili się do pierwszych sukcesów
Napoleona, między innymi do zdobycia Rzymu w maju 1798 roku. Właśnie w Rzymie Dąbrowski odnalazł dwie pamiątki przesłane przez Sobieskiego
papieżowi: turecki sztandar zdobyty podczas oblężenia Wiednia w 1683
roku i szablę, której król używał podczas bitwy. Od tamtego czasu
sztandar zawsze towarzyszył Legionom Polskim, natomiast szablę
przekazano Kościuszce, uważanemu za godnego następcę Sobieskiego.
W 1799 roku dla Napoleona walczyły już trzy legiony, między innymi Legia
Naddunajska na froncie niemieckim. Polskie oddziały stanowiły jedyną
rzeczywistą reprezentację zniewolonego narodu i wielokrotnie ścierały
się z zaborcami. Napoleon był pod ogromnym wrażeniem zdolności bojowej
legionów, co skwitował słowami: "Ci Polacy biją się jak diabły".
Nagrodził ich odwagę tym, że wystawiał ich na czele ataków, narażając na
największe ofiary.
Pierwszy sygnał ostrzegawczy co do prawdziwych zamiarów Napoleona Polacy
otrzymali w 1801 roku po podpisaniu traktatu w Luneville, kończącego
wojnę Francji z Austrią. W traktacie nie znalazła się żadna wzmianka o Polakach, wysiłek prawie trzydziestu tysięcy żołnierzy służących w legionach poszedł na marne.
Po podpisaniu traktatu legiony rozwiązano, a wielu żołnierzy odesłano do
Włoch jako pomocniczy korpus policyjny w efemerycznym królestwie
Etrurii. Legiony istniały krótko, w latach 1797-1801, lecz wyraźnie
zaznaczyły swoją obecność. Pokazały, że Polacy wciąż stawiają zbrojny
opór zaborcom i że na swój sposób Polska nadal żyje.
Po pakcie z Luneville było jasne, że Francja nie jest godnym zaufania
sojusznikiem, jednak dzięki przyjaźni Adama Czartoryskiego (1770-1861) z dziedzicem rosyjskiego tronu polscy patrioci otrzymali wsparcie z dość
nieoczekiwanej strony. W młodości Czartoryski odbył wielką podróż po
Europie: miał okazję studiować prawo konstytucyjne i zachodnią
filozofię. Podczas walk narodowowyzwoleńczych opowiadał się za sprawą
polską, dlatego po ostatnim rozbiorze wysłano go do Rosji praktycznie
jako zakładnika mającego zapewnić odpowiednie zachowanie wpływowej
rodziny w Polsce. Wraz z bratem Konstantym został wcielony do rosyjskiej
armii. W nagrodę za doskonałą służbę Katarzyna Wielka zwróciła rodzinie
część dóbr w Polsce, a obu braciom ofiarowała stanowiska na rosyjskim
dworze. Na uroczystym balu Adam Czartoryski poznał wnuka Katarzyny,
wielkiego księcia Aleksandra (1777-1825). Od razu przypadli sobie do
gustu. Idealistycznie nastawieni młodzieńcy kierowali "komitetem
ocalenia narodowego", który zamierzał przekształcić Rosję w monarchię
konstytucyjną podobną do tej zarysowanej w Konstytucji 3 Maja.
Aleksander przysiągł nawet Czartoryskiemu, że pewnego dnia przywróci
Polsce wolność, i gdy w 1801 roku wstąpił na tron, był tak zauroczony
ambitnymi planami przyjaciela, że w 1804 roku mianował go ministrem
spraw zagranicznych rosyjskiego imperium. Taka nominacja dla Polaka była
rzeczywiście czymś niezwykłym.
W tamtym okresie Polska pod rosyjskimi rządami cieszyła się dość dużą
swobodą. Kwitnąca kultura była jak światełko nadziei dla Polaków w zaborach pruskim i austriackim, poddawanych znacznie większej opresji. W odróżnieniu od czasów późniejszych rosyjskie rządy z początku XIX wieku
były stosunkowo powściągliwe i dopuszczały pewne elementy samorządności.
Działały polskie szkoły, a system prawny funkcjonował niemal tak samo
jak w XVI wieku. Natomiast pruski system oświatowy był coraz bardziej
zgermanizowany, a w zaborze austriackim niezróżnicowana wcześniej
szlachta została podzielona i poróżniona za sprawą zhierarchizowanych
tytułów.
Jednakże już wkrótce Napoleon znów zakłócił dzieje Rosji i właściwie
całej Europy. 2 grudnia 1805 roku, kilka tygodni po klęsce pod
Trafalgarem, rozbił wojska rosyjskie i austriackie, demonstrując wybitne
zdolności taktyczne i dowódcze. W bitwie pod Austerlitz (leżącym w dzisiejszych Czechach) Napoleon pokonał mające przewagę liczebną
połączone armie Rosji i Austrii dowodzone osobiście przez Aleksandra, a do tego zadał nieprzyjacielowi straty dziesięć razy większe, niż sam
poniósł. Napoleon uważał Austerlitz za swoje największe zwycięstwo, a sama bitwa w sposób zasadniczy zmieniła politykę europejską na całe
dziesięciolecie. Podobno car Aleksander tak się wyraził o wojskowych
umiejętnościach Napoleona: "Jesteśmy jak dzieci w rękach giganta".
Mimo że Austria została z wojny wyeliminowana, Rosja, Prusy, Saksonia,
Szwecja i Wielka Brytania zawiązały przeciwko Francji tak zwaną IV
koalicję. Szukając sojuszników, w 1806 roku Napoleon wezwał do siebie
Dąbrowskiego, który służył we Włoszech jako generał dywizji, i poprosił
go o zorganizowanie nowych oddziałów na potrzeby zbliżającej się wojny.
20 września 1806 roku wydano stosowne rozkazy pozwalające na utworzenie
nowej dywizji złożonej z Polaków, którzy zechcieliby zdezerterować z armii pruskiej. (W rezultacie wojsko pruskie straciło prawie jedną
siódmą żołnierzy). Usiłując nakłonić Polaków, by stanęli u jego boku,
Napoleon ogłosił: "Muszę się przekonać, czy Polacy zasługują na to, by
być narodem". Nie złożył jednak żadnych wiążących obietnic dotyczących
wyzwolenia Polski.
Polskie oddziały towarzyszyły Napoleonowi, gdy ten 14 października 1806
roku rozbił w pył armię pruską w bitwie pod Jeną-Auerstedt. Po
wyeliminowaniu Prus Napoleon skierował się przeciwko Rosji. Kiedy jego
wojska zbliżały się do kontrolowanych przez Rosjan polskich ziem, pobór
do oddziałów Dąbrowskiego szybko narastał. W listopadzie 1806 roku
Francuzi wyzwolili Poznań, witani entuzjastycznie przez tłumy
mieszkańców. Polski patriotyzm okazał się zaraźliwy i szybko
rozprzestrzenił się w niemal całej Wielkopolsce, gdzie przy wsparciu
Francuzów doszło do jedynego zwycięskiego powstania narodowego po
rozbiorach. Kampania zakończyła się 19 grudnia triumfalnym wjazdem
Napoleona do Warszawy.
Francuska armia, w której służyło mnóstwo pełnych zapału Polaków,
wkroczyła do wschodnich Prus i zbliżała się do granicy Rosji - dawniej
te tereny należały do Polski. A Napoleon dalej podsycał polski
nacjonalizm, tworząc nowy byt polityczny, przedstawiany jako pierwszy
krok na drodze do polskiej państwowości. Starannie unikając zapalnego
słowa "Polska", które mogłoby utrudnić zawieranie przyszłych sojuszy,
powołał w 1807 roku Księstwo Warszawskie, na które złożyły się ziemie
zagarnięte przez Prusy w wyniku drugiego i trzeciego rozbioru. Dowództwo
nad armią Księstwa Warszawskiego otrzymał bratanek byłego króla, książę
Józef Poniatowski, który bohatersko walczył w powstaniach ostatniej
dekady XVIII wieku.
Jednak wspierając powstanie Księstwa Warszawskiego, Francuzi nie
kierowali się bezinteresownością. Napoleon chciał się posłużyć nowym
państwem jako groźbą wobec Prus i ich sprzymierzeńców, by uznali
francuską dominację, a jednocześnie zostawił sobie otwartą furtkę
pozwalającą na zmniejszenie lub zwiększenie Księstwa w zależności od
potrzeb. Co więcej, Księstwo Warszawskie nie mogło się rozwinąć pod
względem gospodarczym z dwóch powodów. Jednym było wymuszone
podporządkowanie się napoleońskiej "blokadzie kontynentalnej"
praktycznie uniemożliwiającej handel polskim zbożem, a drugim -
konieczność utrzymywania sześćdziesięciotysięcznej armii, której znaczną
część wysłano do uśmierzania niepokojów na Półwyspie
Iberyjskim4.
Na początku 1808 roku Napoleon był na szczycie zwycięskiej fali, która
zdawała się nie mieć sobie równych. W wieku zaledwie trzydziestu
dziewięciu lat stworzył imperium większe niż Cezar czy Karol Wielki;
także Hitlerowi nigdy nie udało się mu dorównać. Miał u stóp całą
kontynentalną Europę, władcy Rosji i Austrii stali się jego podległymi
sojusznikami, a jakikolwiek zbrojny opór topniał w zetknięciu z błyskotliwą taktyką bitewną. Na tronach europejskich zasiadło z rozkazu
Napoleona trzech jego braci. Wszystko wskazywało na to, że Polacy
sprzymierzyli się z prawdziwą potęgą.
Słuszność sojuszu z Francją i głęboko zakorzeniona wrogość zaborców
potwierdziły się w kwietniu 1809 roku, kiedy trzydziestotysięczna armia
austriacka zaatakowała Księstwo Warszawskie. Habsburgowie nie mogli
przeboleć istnienia państwa polskiego i postanowili je zniszczyć przed
nadejściem francuskiej pomocy. Jednak zanim Austriacy zdołali opanować
Warszawę, Poniatowski, mimo że dysponował znacznie mniejszymi siłami,
zadał im duże straty, a kosztowna i wymagająca licznych oddziałów
okupacja stolicy ułatwiła Polakom działanie. Poniatowski okrążył tyły
armii austriackiej, wkroczył do Galicji i w imieniu Napoleona wyzwolił
dawną polską prowincję. Kraków i Lwów znów należały do Polski.
Jednocześnie inne oddziały dowodzone przez Dąbrowskiego wywabiły
Austriaków z Warszawy i 14 maja 1809 roku pokonały ich pod Toruniem,
wypierając ostatecznie Habsburgów za granicę. W wyniku tych bitew oraz
zwycięstwa Napoleona pod Wagram Księstwo Warszawskie zostało powiększone
o połowę ziem zagarniętych przez Austriaków w wyniku zaborów.
Po raz pierwszy od ponad stu lat polskie wojska pod polską komendą
pokonały najeźdźców. Tak naprawdę kampania z 1809 roku była jedyną
zwycięską kampanią polskich sił zbrojnych w całym XVIII i XIX wieku.
Jednak księstwo, jeśli mierzyć je historyczną miarą, było niewielkim
krajem i brakowało mu dostępu do morza. Należała do niego zaledwie jedna
piąta ziem i 30 procent populacji dawnej Rzeczpospolitej Obojga Narodów.
Mimo to Księstwo Warszawskie reprezentowało serce historycznej Polski, w jego granicach znalazło się Gniezno, ważny ośrodek religijny, oraz dwa
miasta stołeczne, Warszawa i Kraków. Niewiele ponad dziesięć lat po tym,
jak nazwa "Polska" zniknęła z kart historii, w układance zwiastującej
przywrócenie Rzeczpospolitej brakowało jedynie rosyjskiego kawałka.
Kruchy sojusz rosyjsko-francuski legł w gruzach, gdy 24 czerwca 1812
roku Napoleon poprowadził swoją Grande Armée na Rosję. Prawdziwym
powodem tej ofensywy było zapanowanie nad całą Europą, jednak Napoleon
wydobył na pierwszy plan kwestię polską, nazywając wojnę "drugą polską
wojną". I choć nie podjął żadnych wyraźnych zobowiązań wobec Polski,
szerokim echem rozeszły się słowa jego rzecznika, księcia Basano:
"Całkowite przywrócenie Polski było jedną z dróg do zakończenia
konfliktu".
Polacy, chętni do pomsty za sto lat upokorzeń i przekonani, że
zwycięstwo nad Rosją oznacza odrodzenie państwa polskiego, tłumnie
zgłaszali się do francuskiej armii. Mimo że Napoleon nie obiecał wprost,
że utworzy nowe polskie królestwo, jego kampania miała w powszechnym
odczuciu przywrócić historyczną wschodnią granicę Polski. Ta perspektywa
okazała się niezwykle skutecznym narzędziem napędzającym pobór: w sześciusettysięcznej Grande Armée służyło sto tysięcy Polaków.
Gdy Francuzi i ich sprzymierzeńcy przekroczyli rosyjską granicę,
Aleksander I ogłosił "wojnę ojczyźnianą"5. Rosjanie woleli
nie ryzykować spotkania z francuską armią w otwartej bitwie, dlatego
zaczęli długi odwrót. Stosowali przy tym taktykę spalonej ziemi, co
utrudniało najeźdźcy znalezienie schronienia i żywności. I choć po raz
pierwszy od XVII wieku polskie wojska zdobyły Smoleńsk, rosyjska taktyka
okazała się skuteczna. Zanim Francuzom udało się zmusić Rosjan do dużej
bitwy, z powodu chorób, głodu i strat po licznych drobnych potyczkach
ubyła im połowa żołnierzy. Wielka Armia na krótko wkroczyła do Moskwy,
jednak Rosjanie nie zważali na straty i nie przerywali oporu. W końcu 19
października 1812 roku Napoleon zarządził odwrót, a dwa tygodnie później
spadł pierwszy śnieg.
Rosyjska wyprawa Napoleona okazała się katastrofą; z ponad pół miliona
żołnierzy, którzy wkroczyli na rosyjskie terytorium, do domu wróciło
niecałe czterdzieści tysięcy. Mimo ostatecznej klęski Polacy spisali się
świetnie; przynajmniej mieli tę satysfakcję, że powrócili z Rosji ze
wszystkimi sztandarami i całą artylerią, co nie udało się żadnym innym
oddziałom. Jednak polskie wojsko wycofało się za Napoleonem daleko na
zachód, pozostawiając Księstwo Warszawskie bez ochrony. W lutym 1813
roku rosyjskie oddziały wkroczyły do Warszawy. Prusacy i Austriacy
pospiesznie wypowiedzieli sojusz z Francją i najechali bezbronne
księstwo. I choć kilka odosobnionych twierdz broniło się prawie przez
rok, zaborcy znów pogrzebali państwo polskie, na krótko ekshumowane
przez Napoleona.
Wrogowie francuskiego cesarza, ośmieleni jego porażką w Rosji, zawiązali
tak zwaną szóstą koalicję. Tym razem wszystkie największe potęgi Europy,
czyli Rosja, Prusy, Austria i Wielka Brytania, sprzymierzyły się
przeciwko nękanej kłopotami Francji. W październiku 1813 roku pod
Lipskiem rozegrała się "bitwa narodów" - naprzeciw trzystutysięcznej
armii sprzymierzonych stanęła o połowę mniej liczna armia francuska.
Napoleon został pokonany, a jego wojsko poniosło ogromne straty. Wśród
zabitych był też polski bohater Józef Poniatowski, który na dzień przed
bitwą jako jedyny cudzoziemiec otrzymał buławę francuskiego marszałka.
Poniatowski zginął, osłaniając odwrót Francuzów - utonął, gdy próbował
przepłynąć Elsterę, francuscy żołnierze bowiem, żeby umożliwić sobie
ucieczkę, zbyt wcześnie zniszczyli most.
19 marca 1814 roku Rosjanie zajęli stolicę Francji. Ulicami miasta
przeszła triumfalna parada, na której czele jechał Aleksander I.
Napoleon abdykował 6 kwietnia 1814 roku, co oznaczało koniec francuskiej
dominacji w Europie. Zwycięscy sojusznicy okazali wielkoduszność,
skazując byłego cesarza jedynie na wygnanie. Uważali, że Napoleon nigdy
nie wróci z Elby, małej wyspy leżącej 20 kilometrów od wybrzeża Włoch.
Współpraca Polski z Francją zakończyła się katastrofą, jednak wojny
napoleońskie odcisnęły w sercach polskich patriotów niezatarty ślad.
Można wręcz powiedzieć, że Polacy ulegli czarowi napoleońskiej legendy
znacznie bardziej niż sami Francuzi6. Po stu latach
nieobecności na polach bitewnych, nie licząc źle zorganizowanych
powstań, Polacy mogli pokazać odwagę i siłę charakteru w obliczu
najlepszych ówczesnych armii. W kampanii z 1812 roku polskie oddziały
pierwsze wkroczyły na rosyjskie terytorium i ostatnie je opuściły.
Aleksander I okazał się zaskakująco wielkoduszny dla weteranów, być może
uszanował prośbę Napoleona, by potraktować Polaków łagodnie. Wyraził
uznanie dla polskich wojsk za ich "honorową służbę" i zaproponował
ustanowienie w byłym Księstwie Warszawskim władzy Romanowów, oczywiście
pod rosyjskim protektoratem. Ogłoszono amnestię, po której polscy
żołnierze mogli wrócić do "Polski" wraz z armią rosyjską i albo pozostać
w carskim wojsku, albo udać się do domów.
Niedługo po zakończeniu walk car obwieścił zamiar ustanowienia
autonomicznego państwa polskiego, rządzonego na podstawie konstytucji, a nawet wspomniał, że pewnego dnia Polska wróci do swoich granic z 1772
roku. Przez kolejne dwa lata, gdy zwycięskie mocarstwa zastanawiały się
nad losem Księstwa Warszawskiego, było ono administrowane przez Rosjan.
Aleksander tolerował istnienie senatu, lokalnych sądów, a nawet mającego
pewne uprawnienia Komitetu Centralnego złożonego z Polaków.
Na kongresie wiedeńskim zwołanym we wrześniu 1814 roku w celu
wyznaczenia kształtu ponapoleońskiej Europy przywódcy zwycięskich
mocarstw mieli ustalić warunki trwałego pokoju i wyznaczyć "prawowitych
władców". Rosji, Austrii, Prusom i Anglii bardziej zależało na
stworzeniu stabilnego systemu państw niż na ukaraniu Francji. Wytrawni
dyplomaci wiedzieli, że równowaga sił, w której żadne państwo nie jest
zdolne do podboju innych, zmniejsza prawdopodobieństwo powszechnej wojny
czy pojawienia się kolejnego Robespierre'a lub Napoleona.
Niestety, pomysłu ustanowienia legalnej władzy i równowagi sił nie dało
się pogodzić z planami usunięcia Polski z rodziny państw. Przywrócenie
Polski do życia było nie tylko kwestią dziejowej sprawiedliwości, ale
też niezbędnym elementem pokojowej Europy. Przebiegły francuski minister
Talleyrand ujął to w prostych słowach: "Równowaga sił została zniszczona
w 1772 roku (przez pierwszy rozbiór Polski). Powrót do roku 1772 pozwoli
nam myśleć o jej przywróceniu".
Oczywiście nie dało się cofnąć czasu o czterdzieści lat. Nieszczęściem
Polski było to, że o jej losie miały decydować potęgi odpowiedzialne za
jej zagładę. Do tego przedstawiciele poszczególnych państw mieli
zupełnie odmienne pomysły co do przyszłości polskich ziem i przez kilka
miesięcy, mimo przedłużających się negocjacji, nie udało im się
wypracować żadnego porozumienia. Dyskusja była tak gorąca, że w pewnym
momencie Austria, Francja i Wielka Brytania z obawy przed wzmocnieniem
Rosji zawiązały nowy sojusz, grożąc wypowiedzeniem wojny, jeśli ich
żądania nie zostaną spełnione.
Jednak w marcu 1815 roku, gdy Napoleon uciekł z Elby i powrócił do
Francji, sojuszników zaprzątnęły zupełnie inne sprawy. Antynapoleońska
koalicja ponownie się zacieśniła i 18 czerwca 1815 roku w decydującej
bitwie pod Waterloo pokonała mniej liczną armię francuską. Napoleon znów
musiał się udać na wygnanie, tym razem na wulkaniczną Wyspę Świętej
Heleny, gdzie zmarł w 1821 roku w stosunkowo młodym wieku pięćdziesięciu
jeden lat.
Po "stu dniach" Napoleona europejscy dyplomaci skupili uwagę na
kongresie wiedeńskim. Paląca polska kwestia znalazła kompromisowe
rozwiązanie: utworzono autonomiczne, ale kontrolowane przez Rosję,
Kongresowe Królestwo Polskie (nazwane tak ze względu na kongres
wiedeński), które składało się z ziem zagarniętych przez Prusy i Austrię
w trzecim rozbiorze. Reszta terytoriów dawnej Rzeczpospolitej Obojga
Narodów została sztucznie podzielona. Prusom przypadły ziemie zagarnięte
w pierwszym rozbiorze, okręg poznański (będący teraz na wpół
autonomicznym Księstwem Poznańskim) oraz Gdańsk. Austria otrzymała
Galicję wraz z jej stolicą Lwowem, ziemie uzyskane w wyniku pierwszego
rozbioru przemianowane oficjalnie na Królestwo Galicji i Lodomerii.
Rosja, poza Królestwem Kongresowym, zachowała zachodnie gubernie
(jednostki administracyjne w imperium rosyjskim), będące wschodnimi
kresami dawnej Rzeczpospolitej i obejmujące dzisiejszą Litwę, Białoruś i Ukrainę. Symbolicznym gestem przywrócenia wolności w Europie Wschodniej
było utworzenie Rzeczpospolitej Krakowskiej pod protektoratem trzech
mocarstw.
Przed wojnami napoleońskimi Prusy i Austria przejęły niemal wszystkie
terytoria zamieszkane przez ludność etnicznie polską. Po kongresie
wiedeńskim tereny uważane za historyczne serce Polski przypadły Rosji. Z tej przyczyny przez kolejne sto lat walka o niepodległość skierowana
była przede wszystkim przeciwko caratowi.
Nowe Królestwo Polskie, o jedną trzecią mniejsze od Księstwa
Warszawskiego, stanowiło zaledwie jedną siódmą dawnej Rzeczpospolitej
Obojga Narodów, ale przynajmniej było autonomicznym państwem mającym w nazwie przymiotnik "polskie". Pod względem terytorialnym było
najmniejszym polskim bytem państwowym. Nie istniało też długo -
szesnaście lat później zostało praktycznie wchłonięte przez Rosję.
Jednak na jego terytorium żyło największe skupisko Polaków na świecie,
dlatego na następne stulecie królestwo stało się głównym ośrodkiem
aspiracji narodowych. W świadomości Zachodu, nieznającego dumnej
polskiej przeszłości, Królestwo Kongresowe było tym samym co Polska.
Słowa marszałka Mokronowskiego bardzo przypominają wypowiedź Patricka Henry'ego w izbie niższej parlamentu Wirginii w 1775: "Dajcie mi wolność albo śmierć!" (przyp. aut.). [wróć]
W długiej historii Polski żaden z jej królów nie został zamordowany - w zamachach ginęli rosyjscy carowie, europejscy władcy, osmańscy sułtanowie i amerykańscy prezydenci. Najbliżej do takiego występku było w 1481, kiedy opłaceni przez cara Litwini zamierzali zabić Kazimierza Jagiellończyka, lecz spisek szybko wykryto (przyp. aut.). [wróć]
Cyt. za: http://agad.gov.pl/?page_id=1675. [wróć]
Napoleońska blokada kontynentalna miała zaszkodzić brytyjskiej gospodarce poprzez bojkot angielskich towarów. Handel można było prowadzić jedynie z Francją i jej sojusznikami (przyp. aut.). [wróć]
Stalin wykorzystał to określenie podczas II wojny światowej, nazywając walki na froncie wschodnim "wielką wojną ojczyźnianą" (przyp. aut.). [wróć]
Dowodem na to twierdzenie może być fakt, że Polska jest jedynym krajem, który przywołuje Napoleona w swoim hymnie narodowym (przyp. aut.). [wróć]
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
Wstęp
Wstęp
Zaczęło się właściwie niewinnie. Przeczytawszy wiele książek o obu
wojnach światowych i uznawszy, że w pewnym sensie relacjonują one jeden
ciąg zdarzeń, zainteresowałem się Europą międzywojenną. Miałem wiedzę o powstaniu niemieckiej partii nazistowskiej, o polityce ustępstw i rewizjonizmie przyjętym przez wiele państw zachodnich czy o dyktaturze
Stalina w Rosji, jednak nie wiedziałem dokładnie, co się wtedy działo w Europie Wschodniej, i uważałem to za mniej ważne. Moje pierwsze próby
lepszego zrozumienia historii tamtej części świata wynikły z zainteresowania konferencją pokojową w Paryżu, na której po upadku
czterech imperiów - niemieckiego, austro-węgierskiego, rosyjskiego i osmańskiego - próbowano wyłonić "nowe" państwa europejskie. Zauważyłem
wówczas, że chociaż rozwiązania domagało się wiele skomplikowanych
kwestii - takich jak nacjonalizm etniczny kontra obywatelski,
samostanowienie państw i zgodność tego procesu z prawem - największym
problemem dla krajów zachodnich była tak zwana kwestia polska. Nie
sprowadzała się ona, jak początkowo sądziłem, do drobnych sporów
terytorialnych, lecz była uznawana za fundament stabilnej Europy. To
spostrzeżenie rozbudziło moją ciekawość. I gdy bardziej zagłębiłem się w temat, ze zdumieniem odkryłem, że przez całe wieki Polska była potęgą na
obrzeżach zachodniej cywilizacji i wielokrotnie ocaliła Europę przed
obcą dominacją. Jednak wskutek zagmatwanego splotu okoliczności, na
który złożyło się przedkładanie praw nad obowiązki, niechęć do władzy
centralnej oraz konflikty wewnętrzne, Polska utraciła zdolność
samoobrony. W 1795 roku, po trzecim i ostatnim rozbiorze, została
wchłonięta przez sąsiadów: Niemców (czyli Prusy i Austrię) oraz Rosję.
Po I wojnie światowej Polskę przywrócono do życia, bo tylko silna Polska
- o czym wiedzieli uczestnicy konferencji paryskiej - mogła powstrzymać
niemiecki marsz na wschód i rosyjski na zachód, służąc jako bufor między
dwoma zachłannymi imperiami i przyczyniając się do stabilności w Europie. Oczywiście ustalenia traktatu wersalskiego rozsypały się w pył,
kiedy w 1939 roku Niemcy i Rosja dokonały kolejnego rozbioru Polski.
Komunizm i nazizm narodziły się w XX wieku, ale pod wieloma względami
powielały wzorce swoich imperialnych przodków, patrząc łakomym wzrokiem
na bogate zasoby naturalne państwa polskiego, mogące zapewnić im status
wielkich mocarstw.
Prowadząc swoje badania, natknąłem się na osobę Józefa Piłsudskiego
(1867-1935), przywódcę państwa polskiego po I wojnie światowej. Na
podstawie krótkich wzmianek w ogólnie dostępnych pracach wyrobiłem sobie
obraz Piłsudskiego jako małego dyktatora trzecioligowego państwa,
tymczasem okazało się, że ten energiczny, niezwykle interesujący
człowiek jest ważną postacią historyczną. Międzywojenna Polska była jego
dziełem, a jego życie dałoby się opisać jako niezwykłe połączenie losów
Robin Hooda i George'a Washingtona. Urodził się jako polski patriota w czasach, gdy Polska nie istniała, w młodości był wrogiem państwa, a w drugiej połowie życia - głową państwa. Jego losy są jak barwna powieść
pełna awanturniczych przygód: Piłsudski działał w rewolucyjnym
podziemiu, został zesłany na Syberię, uciekł z więzienia, napadał na
pociągi, a to nie jest cała lista jego wyczynów. I wojnę światową zaczął
jako oficer w austriackiej armii, a skończył w niemieckim więzieniu.
Wyszedł na wolność w samą porę: w listopadzie 1918 roku powołał do życia
państwo polskie. A w 1920 roku obronił je przed bolszewicką nawałą, nie
tylko ocalając polską suwerenność, ale też zapewne chroniąc Europę przed
zalewem komunizmu. Będąc największym polskim bohaterem, mężem stanu,
cenionym dowódcą wojskowym, w 1923 roku wycofał się na emeryturę i przekazał władzę demokratycznie wybranemu rządowi, by trzy lata później
go obalić w wojskowym zamachu stanu. Jego późniejsze autorytarne rządy,
choć nie tak opresyjne jak w sąsiednich państwach totalitarnych,
wydawały się zdradą wobec "romantycznej" młodości, jednak można je
zrozumieć jedynie w kontekście złożonej polskiej historii i uwarunkowań
geopolitycznych. Będąc taktycznym realistą, Piłsudski wypracował twardą
politykę zagraniczną, dzięki której Polska znalazła się na czołowym
miejscu w międzynarodowej dyplomacji, i jako jedyny umiał się
przeciwstawić zarówno Stalinowi, jak i Hitlerowi. Zmarł w 1935 roku, ale
przed śmiercią przewidział wybuch wojny i jej skutki, tak samo jak
przewidział I wojnę światową i jej następstwa. Niestety, jego intuicja
nie ocaliła Polski przed kolejnym półwieczem obcych rządów.
Kiedy "odkryłem" Piłsudskiego, zacząłem się rozglądać za jego
biografiami, jednak przekonałem się, że dostępne prace są albo za mało
wyczerpujące, albo powstały z myślą o czytelniku dobrze znającym
historię Polski. Oczywiście istnieje wiele biografii Piłsudskiego,
jednak są one bardzo subiektywne, co zapewne wynika z faktu, że jak
każda wielka postać był albo kochany, albo znienawidzony i na ogół
budził w ludziach skrajne emocje. Jego wielbiciele uprawiali
hagiograficzny kult bohatera i tuszowali wady. Z kolei książki pisane
przez wrogów, zwłaszcza przez Rosjan, którzy nigdy nie wybaczyli mu
nieodpłaconej klęski, pomniejszają jego zasługi albo je w ogóle
pomijają. Moim zdaniem wśród anglojęzycznych pozycji najlepszą
przychylną Piłsudskiemu biografią jest dzieło jego żony Aleksandry
Piłsudskiej Pilsudski: A Biography, które choć głównie podkreśla jego
zalety, jednocześnie dostarcza wielu interesujących szczegółów. Spośród
późniejszych biografii Piłsudskiego najlepsza jest chyba książka Wacława
Jędrzejewicza Piłsudski: A Life for Poland (1982). Jednak autor za
mało uwagi poświęca w niej latom, które ukształtowały Piłsudskiego, a o ambitnych planach utworzenia federacji, złożonych kwestiach dotyczących
wojny polsko-bolszewickiej i o zamachu stanu wspomina jedynie w podsumowaniu (co było zapewne rozsądnym kompromisem między
szczegółowością książki a jej objętością). Z kolei książka Józef
Piłsudski 1867-1935 Andrzeja Garlickiego dostarcza wielu szczegółów z życia Piłsudskiego i pozwala zrozumieć jego politykę, jednak skłania się
ku punktowi widzenia obowiązującemu w socjalistycznej Polsce. Na
przykład autor poświęcił tylko kilka akapitów "Cudowi nad Wisłą",
zaskakującemu zwycięstwu Polaków nad Armią Czerwoną w 1920 roku. Był to
największy polski sukces militarny od czasu odsieczy wiedeńskiej z 1683
roku i prawdopodobnie największe osiągnięcie Piłsudskiego.
Istnieje kilka znakomitych książek opisujących niektóre aspekty życia
Piłsudskiego, jak choćby Warszawa 1920: Nieudany podbój Europy Adama
Zamoyskiego (2008), Orzeł Biały, Czerwona Gwiazda: Wojna
polsko-bolszewicka 1919-1920 Normana Daviesa (1972), Joseph Pilsudski:
A European Federalist M.K. Dziewanowskiego (1969), Pilsudski's Coup
d'état Josepha Rothschilda (1966) czy Gorzka chwała: Polska i jej los
1918-1939 Richarda Watta (1979), lecz wszystkie te publikacje skupiają
się na konkretnych tematach i nie są biografiami.
Główną przeszkodą dla zwykłego czytelnika jest fakt, że pozostałe
biografie nie zawierają, przynajmniej moim zdaniem, wystarczającego tła
historycznego, ponieważ zostały napisane dla polskiego odbiorcy. Ale
żeby zrozumieć Piłsudskiego, trzeba zrozumieć historię Polski. Prezydent
Ignacy Mościcki dostrzegł ten fundamentalny związek, mówiąc w orędziu po
śmierci Piłsudskiego: "Ten największy na przestrzeni całej naszej
historii człowiek, z głębi dziejów minionych moc swego ducha czerpał".
Istnieje oczywiście wiele znakomitych książek o historii Polski, między
innymi Własną drogą: Osobliwe dzieje Polaków i ich kultury Adama
Zamoyskiego (2006) czy dwutomowe dzieło Normana Daviesa Boże igrzysko
(2005), jednak skomplikowany kontekst historyczny nie znalazł
odpowiedniego miejsca we wcześniejszych biografiach Piłsudskiego lub
został w nich potraktowany bardzo skrótowo. Osadzenie życia marszałka w odpowiednich ramach wymagało napisania znacznie obszerniejszej książki,
jednak jestem przekonany, że dzięki temu opowieść o Piłsudskim jest
bardziej zrozumiała, ciekawsza i lepiej powiązana ze znanymi
wydarzeniami historycznymi.
Popychany mieszaniną ciekawości i frustracji, nie wiedząc, co taki
wysiłek oznacza, zabrałem się do pisania wyczerpującej jednotomowej
biografii Piłsudskiego, starając się - o ile to możliwe - zachować
bezstronność oraz ukazać kontekst historyczny w sposób zrozumiały dla
czytelników mających niewielką wiedzę na temat historii Polski i Europy
Wschodniej. Fakt, że przed rozpoczęciem tego przedsięwzięcia mało
wiedziałem o Polsce i Piłsudskim, okazał się korzystny, jako że nie
miałem żadnych wstępnych uprzedzeń ani utrwalonych przekonań. Pięć lat,
setki źródeł i dwie podróże do Polski - w końcu Niezłomny mógł się
ukazać drukiem.
Moja książka jest nie tylko biografią interesującej postaci
historycznej, ale też kluczem do zrozumienia jednego z najbardziej
fascynujących i mało znanych fragmentów historii Europy. Pozwala jaśniej
zobaczyć przyczyny wybuchu II wojny światowej oraz pojąć problemy
współczesnej Europy. Na przykład osoby, które znają przebieg konfliktu
polsko-bolszewickiego i sporo wiedzą o zawodności dawnych zachodnich
sojuszy, z łatwością zrozumieją, dlaczego Polskę tak zaniepokoiło
odstąpienie od utworzenia tarczy antyrakietowej w 2009 roku. Innym
przykładem pokazującym wpływ przeszłości na dzień dzisiejszy są słowa
premiera Rosji Władimira Putina po katastrofie samolotowej, w której w kwietniu 2010 roku zginęła 96-osobowa polska delegacja zmierzająca na
obchody siedemdziesiątej rocznicy mordu w Katyniu. Putin wyraził wtedy
swoje kondolencje, lecz potem dodał mało dyplomatycznie, że katastrofa
mogła być zemstą losu za okrucieństwa, których Polacy dopuszczali się
podczas wojny polsko-bolszewickiej w 1920 roku. To prawda, że zginęło
wówczas wielu sowieckich żołnierzy, jednak nie zostali rozstrzelani tak
jak ci w Katyniu, lecz polegli w walce. Większość z nich straciła życie
podczas dramatycznego manewru okrążającego, którym dowodził sam
Piłsudski. Ów manewr odwrócił przebieg wojny, zapobiegając
komunistycznej rewolucji w powojennej Europie. Sowieci, a zwłaszcza
Stalin, który osobiście doświadczył tej klęski, nigdy nie wybaczyli
Polakom ani Piłsudskiemu. Ta wrogość widoczna jest nawet dzisiaj,
kilkadziesiąt lat po upadku komunizmu.
Nie mam wykształcenia historycznego, jednak historia zawsze mnie
fascynowała, a jako geolog potrafię poddać ocenie dużą ilość informacji
i zinterpretować je w sposób spójny i logiczny. W geologii premiuje się
rzetelność, a nie tylko kreatywność - tą samą filozofią kierowałem się,
pisząc książkę. W moich żyłach nie płynie polska krew, jednak zacząłem
doceniać Piłsudskiego i Polaków z żarliwością neofity. Mam nadzieję, że
moja książka poszerzy wiedzę o bogatym polskim dziedzictwie i wkładzie
Polski do zachodniej cywilizacji.
Rozdział 1. Cytadela
Rozdział 1
Cytadela
Widzę oczka dziecinne, które patrzą ze zdumieniem, że mogły być takie
czasy, gdy więzienie, a więc to, co jest upokorzeniem człowieka, to, co
go przybija do ziemi - drgnięcia zapału w nas jeszcze budzi, oczy
zapala, uśmiechem lica krasi1.
Józef Piłsudski, 1925
Warszawska Cytadela miała złowieszczą reputację najlepiej pilnowanego
więzienia w carskiej Rosji. Zbudowana przez cara Mikołaja I po powstaniu
listopadowym (1830-1831), wznosiła się nad brzegiem Wisły na obrzeżach
miasta. W 1900 roku Warszawa należała do Rosji, gdyż w 1795 w wyniku
trzeciego rozbioru Polska przestała istnieć jako samodzielne
państwo2. Więzienny kompleks zajmował powierzchnię ponad
trzydziestu sześciu hektarów. Żeby wytyczyć teren pod jego budowę,
Rosjanie całkowicie zniszczyli gęsto zaludniony fragment miasta, burząc
wszystkie domy i wyrzucając piętnaście tysięcy ludzi na bruk. Jakby tego
było mało, okoliczni mieszkańcy, także ci, których wysiedlono, musieli
zapłacić za ten wznoszony na ich oczach ponury symbol carskiego ucisku.
Z wysokich murów jeżyły się setki dział wycelowanych nie tylko w przeprawę przez rzekę. Warszawska Cytadela różniła się od wielu innych
twierdz tym, że zamiast chronić mieszkańców leżącego pod nią miasta,
miała wymierzać im kary za przejawy nieposłuszeństwa.
W obrębie Cytadeli znajdowało się dziewięć masywnych budynków, w których
stacjonował rosyjski garnizon. W dziesiątym urządzono najsurowsze
więzienie świata - kazamaty ukryte w twierdzy obsadzonej przez wojsko
okupacyjne. W słabo oświetlonych celach więziono i mordowano kolejne
pokolenia polskich patriotów - z tego powodu nazywano to miejsce
"twierdzą męczenników". Żelazne kraty i grube mury spartańskich cel X
Pawilonu stanowiły zaledwie początek tego, z czym musiałby się zmierzyć
myślący o ucieczce więzień. Przy każdym wejściu i wyjściu stali
uzbrojeni żołnierze. W dzień i w nocy korytarze patrolowali strażnicy,
którzy często sprawdzali cele, budząc więźniów jaskrawym światłem
latarni. Drzwi celi miały małe otwory z rozszerzającymi się ku wnętrzu
ostrymi krawędziami, pozwalające strażnikom obserwować całe
pomieszczenie, a więźniom ograniczające pole widzenia. Nie dało się
nigdzie ukryć, nie można było liczyć choć na chwilę samotności. Nawet
gdyby ktoś zdołał się wydostać z więziennego budynku, musiałby jeszcze
pokonać zamieszkany przez pięć tysięcy rosyjskich żołnierzy labirynt
żelaznych bram i najeżonych kolcami ogrodzeń. Za murami Cytadeli konne
patrole czujnie wypatrywały krnąbrnych skazańców. Przez dwadzieścia
siedem lat uwięziono tu tysiące Polaków, żadnemu nie udało się uciec.
Wszystko wskazywało na to, że Józef Piłsudski jest kolejnym więźniem,
który podjął beznadziejną walkę o niepodległość Polski. Aresztowano go
22 lutego 1900 roku, a potem przez prawie rok przetrzymywano w osławionym X Pawilonie w celi numer 39 przeznaczonej dla najbardziej
niepoprawnych więźniów politycznych. Siedząc w wąskim karcerze o bielonych ścianach, w którym stało zniszczone żelazne łóżko, drewniany
stół i krzesło, Piłsudski mógł się spodziewać jedynie zsyłki na Syberię.
Zbliżający się proces pokazowy miał być formalnością. Jako
trzydziestodwulatek Piłsudski miał już za sobą pięcioletnie zesłanie na
Syberii. Skazano go wtedy w sfingowanym procesie, wymierzając karę
zaskakująco niską jak na carskie standardy - Rosjan powstrzymała zapewne
świadomość, że jego jedyną winą była nieumiejętność oceny sytuacji.
Jednak ostatnia zbrodnia Piłsudskiego nie budziła wątpliwości. Schwytano
go na gorącym uczynku podczas drukowania rewolucyjnej gazety, dlatego
nie mógł liczyć na pobłażliwość. Człowiek mniejszego formatu zapewne by
zaginął, wessany przez zawiły system rosyjskiego więziennictwa. Jednak
Piłsudski, wspierany z zewnątrz przez nieliczną, ale oddaną grupę
współpracowników, planował ucieczkę. Sukces był mało prawdopodobny,
wymagał cierpliwości, uporu i szczęścia.
Pierwszą poważną przeszkodą w opracowaniu tego planu, nie mówiąc już o wprowadzeniu go w życie, był brak możliwości tajnej wymiany informacji.
Na odwiedzanie więźniów pozwalano rzadko, a wszystkie spotkania odbywały
się pod czujnym okiem strażników. Więzień i jego gość siedzieli parę
metrów od siebie, oddzieleni dwiema gęstymi kratami, co wykluczało
przekazywanie listów. Zresztą notoryczni przestępcy, do których zaliczał
się Piłsudski, i tak byli tego przywileju pozbawieni.
W innych więzieniach grypsy ukrywano w jedzeniu, zaszywano w ubraniu,
wklejano do książek albo szyfrowano tajne informacje w zwykłej
korespondencji. W Cytadeli żadna z tych możliwości nie wchodziła w grę.
Przychodzące paczki dokładnie przeszukiwano i z reguły odsyłano do
nadawcy. Każdy list czy podarek, jeśli już dotarł do szczęśliwego
skazańca, był pozbawiony jakiejkolwiek użytecznej informacji. Osoba
przyłapana na przesyłaniu podejrzanych materiałów, bez względu na ich
wagę, ryzykowała osadzenie w Cytadeli.
Ale choć ucieczka wydawała się niemożliwa, pracowało nad nią grono
niezmordowanych zapaleńców z Polskiej Partii Socjalistycznej, do której
należał Piłsudski. Już wówczas uchodził nie za jednego z wielu
politycznych buntowników, lecz za duchowego przywódcę walki o niepodległość. Towarzysze byli gotowi na wielkie ryzyko, żeby go
uwolnić.
Konspiratorzy otrzymali pomoc z zupełnie nieoczekiwanej strony.
Intendent Aleksiej Siedielnikow od dwudziestu siedmiu lat służył w Cytadeli. Współcześni biografowie Piłsudskiego opisują Rosjanina jako
łagodnego, szlachetnego człowieka z siwymi włosami i niebieskimi oczami
o ciepłym spojrzeniu, pozornie wiernego carowi, lecz w skrytości
współczującego niedoli polskich patriotów. Ten opis raczej nie pasuje do
kogoś, kto sprawował władzę w X Pawilonie.
Maria "Gintra" Paszkowska, od niedawna członkini PPS, pracująca także w Stowarzyszeniu Pomocy Więźniom, przekonała w jakiś sposób łagodnego
strażnika, by pozwolił Piłsudskiemu na otrzymywanie i wysyłanie listów.
Jednak Siedielnikow nie był jedynie biernym elementem tego planu.
Otrzymane od Paszkowskiej grypsy ukrywał w swojej czapce albo pudełku
zapałek. Pod pretekstem przeprowadzenia kontroli wchodził do celi
Piłsudskiego i zostawiał czapkę lub zapałki w odpowiednim miejscu. Gdy
po nie wracał, wynosił odpowiedź napisaną na jedynym dostępnym więźniowi
papierze, czyli na czerwonej bibułce z paczek z papierosami. W jednym z pierwszych listów przeszmuglowanych do towarzyszy Piłsudski szczegółowo
opisał swoje aresztowanie w formie uroczego wiersza. Lekkość i beztroska
tego nieoczekiwanego utworu dodawała otuchy. Człowieka o takich
zdolnościach należało uwolnić.
Paszkowska musiała mieć wielki dar przekonywania, bo Siedielnikow dużo
ryzykował, jego też mogła spotkać surowa kara. Nie wiadomo, czy kierował
się altruizmem, czy w grę wchodziły inne motywy. Ale ponieważ już
wcześniej wykazywał słabość do Polek - z jedną się ożenił - być może
Paszkowska odwołała się nie tylko do jego poczucia sprawiedliwości. Mógł
też po prostu uznać, że w dobrze strzeżonej Cytadeli kilka
nieszkodliwych listów nie ma znaczenia.
Gdy problem komunikacji został rozwiązany, konspiratorzy skupili się na
kolejnym, znacznie trudniejszym etapie. Czas działał na ich niekorzyść.
Wiedzieli, że po przewiezieniu na Syberię Piłsudski może długo nie
pożyć. Wcześniej zesłano go na południe, jednak tym razem groził mu obóz
pracy w zamarzniętej tundrze na niegościnnej północy, skąd krnąbrni
więźniowie polityczni rzadko wracali. Piłsudskiego należało uwolnić
przed zesłaniem, ale ucieczka z Cytadeli wydawała się niemożliwa. Jedyną
drogą było przeniesienie go do słabiej strzeżonej placówki - ale jak
tego dokonać?
Więźniów przenoszono z Cytadeli jedynie z dwóch powodów: na podstawie
wskazań medycznych i w przypadku niepoczytalności. Symulowanie ciężkiej
choroby prawdopodobnie nie przyniosłoby oczekiwanych skutków, a nawet
gdyby władze w nią uwierzyły, wiązało się to z dużym ryzykiem. Skazanych
przenoszono tylko wtedy, gdy zdaniem władz dany przypadek przekraczał
wiedzę i umiejętności lekarzy więziennych, a Rosjanie uważali, że
szpital w Cytadeli poradzi sobie nawet z najcięższymi chorobami i kontuzjami. Istniała więc dość przerażająca możliwość, że miejscowi
doktorzy - którzy nie uchodzili za elitę swojego zawodu i nie
przejmowali się skutecznością swoich działań - rzeczywiście zaczną
leczyć Piłsudskiego. Stosunkowo niewielka rana mogłaby się wówczas
zajątrzyć. Poza tym nie było żadnej gwarancji, że nawet ciężko chory
więzień otrzyma jakąkolwiek pomoc, śmierć kolejnego Polaka nikogo by nie
zmartwiła.
Jedynym rozsądnym wyjściem była więc choroba psychiczna. Ale objawy
lekkiego obłędu, podobnie jak problemy zdrowotne, nie budziły
szczególnego niepokoju władz. Potrzebna była wyraźniejsza i dokuczliwsza
manifestacja choroby. Żeby otrzymać przeniesienie, pacjent musiał być
zdiagnozowany przez specjalistę, dlatego konspiratorzy doszli do
wniosku, że Piłsudski musi przekonująco symulować symptomy znane
ówczesnej medycynie. Potrzebna była zatem pomoc eksperta, przypadkowe
nienormalne zachowanie nie wywołałoby oczekiwanych skutków.
Niezmordowana Paszkowska wyszukała miejscowego psychiatrę, który dał się
przekonać uroczej damie, mimo że nie był członkiem PPS.
Doktor Rafał Radziwiłłowicz, ekspert w dziedzinie diagnozowania i leczenia paranoi, dostarczał spiskowcom cennych informacji, które
następnie na maleńkich skrawkach papieru przemycano do więzienia.
Pierwszy lapidarny list - "Udawaj obłęd" - proponował sposób pozornie
niewykonalny, ale kolejne szczegółowe instrukcje symulowania paranoi
wskazywały drogę na wolność. Żeby uniknąć podejrzeń, Piłsudski osuwał
się w obłęd powoli. Początkowo przejawiał słabe objawy depresji:
przygnębienie, brak apetytu, nadmierną senność, przestał też mówić. Po
kilku tygodniach objawy się nasiliły, Piłsudski zaczął rzucać jedzeniem
w strażników. Wprawdzie odmawianie zepsutego więziennego jedzenia samo w sobie nie było nieracjonalne, jednak ten przypadek wzbudził
zainteresowanie. Piłsudski nie chciał nic jeść, twierdząc, że strażnicy
chcą go otruć. Przyjmował jedynie jaja na twardo i zjadał je ze
skorupkami.
Kiedy zaniepokojony Siedielnikow, który najwyraźniej nie wiedział o całym planie, zauważył niszczące skutki takiej diety, zaczął przynosić
Piłsudskiemu smakołyki z własnego stołu. Kupił nawet książkę kucharską,
żeby znęcić więźnia przysmakami z jego ojczystego kraju: barszczem,
bigosem i kołdunami. Jednak Piłsudski odrzucał wszystko - z wyjątkiem
kilku czekoladek, na które skusił się zapewne w chwili słabości - wciąż
jedząc jedynie jaja w skorupkach. Do tego kulił się na widok każdej
osoby w mundurze, dalej utrzymując, że władze chcą go zabić. Całymi
nocami prowadził na głos rozmowy z niewidzialnymi osobami. Te dyskusje
były tak żywe i realistyczne, że część strażników zaczęła wierzyć w duchy nawiedzające celę.
Piłsudski odgrywał to bardzo wiarygodnie - miał zdolności aktorskie i posiadł niejaką wiedzę fachową (przez rok studiował medycynę).
Wyczerpująca maskarada trwała przez kilka długich miesięcy, a w tym
czasie do celi napływały szczegółowe instrukcje symulowania paranoi,
odpowiadające podręcznikowym opisom.
Postępujący obłęd Piłsudskiego stanowił dla władz istotny problem. Choć
wynik procesu był oczywisty, władze chciały go jak najbardziej
nagłośnić. Co więcej, prokuratorom obiecano sowite premie za odpowiednie
przeprowadzenie tego spektaklu. Wychudzony, godny pożałowania i praktycznie niechodzący o własnych siłach szaleniec nie wywołałby na
sali rozpraw odpowiedniego efektu. Za podziemną gazetą rozsiewającą po
całej Rosji antycarską propagandę musiał stać intelektualista, a nie
bredzący wariat.
Objawy choroby psychicznej wyglądały autentycznie, jednak władze
zachowywały podejrzliwość. Wcześniej więźniowie też próbowali podobnych
podstępów, ale oszustwa szybko wykrywano. Komisja podejmująca decyzję o przeniesieniu musiała mieć niezbity dowód niepoczytalności skazańca.
Dlatego strażnicy w Cytadeli nieustająco obserwowali Piłsudskiego,
próbując wychwycić najmniejsze oznaki normalnego zachowania. Często
wybudzali go z głębokiego snu, licząc, że wtedy czymś się zdradzi.
Piłsudski jednak ani na chwilę nie zdejmował maski szaleńca, choć
podtrzymywanie tej gry dużo go kosztowało. Udawanie dziwacznych objawów
odbiło się na jego zdrowiu; dieta złożona z jajek na twardo oraz brak
snu bardzo go osłabiły, schudł i zrobił się ospały. Ten stan nie mógł
się ciągnąć w nieskończoność.
Po kilku miesiącach lekarze z Cytadeli uwierzyli w obłęd. Mimo to władze
administracyjne pozostawały sceptyczne. Zażądały, by diagnozę
potwierdził rosyjski specjalista. Na szczęście nieugięta Paszkowska znów
podjęła stosowne działania.
Doktor Iwan Szabasznikow był znanym rosyjskim psychiatrą, który niedawno
przeprowadził się z Syberii do Warszawy. Paszkowska odszukała go i poprosiła o pomoc. Tłumaczyła, że nieszczęsny skazaniec jest jej
przyjacielem z dzieciństwa i że pobyt w Cytadeli załamał go fizycznie i psychicznie. A jako osoba całkowicie niepoczytalna nie stanowi
zagrożenia dla władz państwa. Czy zatem pan doktor mógłby zbadać
więźnia, a następnie zalecić przeniesienie go do szpitala
psychiatrycznego, w którym nieszczęśnik spędziłby resztę życia? Doktor
przystał na prośbę Paszkowskiej - co pewnie nie powinno dziwić - i zgodził się zbadać Piłsudskiego. Paszkowska przygotowała odpowiednie
pismo do urzędników w Cytadeli z wnioskiem, by doktor Szabasznikow
wyraził opinię o stanie zdrowia więźnia; pismo podpisała i wysłała
ciotka Piłsudskiego, Stefania Lipman. Władze nie chciały korzystać z usług niewiarygodnych ich zdaniem polskich psychiatrów, jednak liczyły
się z diagnozą szanowanego i wykwalifikowanego rosyjskiego eksperta.
Kilku strażników zaprowadziło Szabasznikowa i umundurowanego lekarza
więziennego do celi. Na widok mundurów Piłsudski zaczął przeraźliwie
krzyczeć. Było jasne, że w tych warunkach nie jest możliwe żadne
rzetelne badanie. Szabasznikow przekonał pozostałe osoby, by pozwoliły
mu zostać z więźniem sam na sam. Rozmowa, która potem miała miejsce, nie
tylko zdecydowała o losie Piłsudskiego, ale wywarła też ogromny wpływ na
historię Polski.
Nadzieje na wprowadzenie Rosjanina w błąd szybko się rozwiały, jako że
Szabasznikow był rzeczywiście znakomitym psychiatrą. W odróżnieniu od
lekarzy z Cytadeli szybko przejrzał misterną grę i stwierdził, że
więzień jest całkiem zdrowy psychicznie. Ale wraz z poczytalnością
ujawnił się również urok osobisty Piłsudskiego. Lekarz i pacjent szybko
przeszli do porządku dziennego nad diagnozą i zagłębili się w rozmowę,
która wciągnęła ich obu. Okazało się, że na Syberii polowali w tych
samych lasach, patrzyli w zachwycie na te same krajobrazy i tak samo
darzyli miłością ten kraj i jego mieszkańców. Oddychali tym samym
rześkim syberyjskim powietrzem, widzieli te same jaskrawe kolory
syberyjskiego nieba, z takim samym zdumieniem obserwowali, jak lodowate
mgły zlewają się o zachodzie słońca z syberyjską nocą. Urodzony w Buriacji Szabasznikow nie darzył Polaków szczególną sympatią, ale jak
wielu Rosjan nie zgadzał się z twardymi carskimi rządami i doskonale
zdawał sobie sprawę, jaki los czeka więźnia. Najwyraźniej nie chciał,
żeby opresyjny system zniszczył takiego człowieka. Podczas tej pozornie
błahej rozmowy nawiązał z Piłsudskim osobistą więź. Ich wspólne
doświadczenia odniosły większy skutek niż błagalne podania czy manifesty
polityczne.
Końcowy raport doktora stwierdzał, że więzień cierpi na "psychosis
hallucinatoria actua", która jest skutkiem przetrzymywania w izolatce w X Pawilonie. Po przeniesieniu pacjenta do sanatorium należy się
spodziewać znaczącej poprawy. Władze Cytadeli nie miały powodu, żeby
podważać orzeczenie szanowanego lekarza, który do tego był Rosjaninem. A jego zalecenia dawały nadzieję na poprawę stanu zdrowia Piłsudskiego,
bez czego z kolei nie można by zapewnić odpowiedniego przebiegu procesu.
I tak, mimo wielu początkowych przeciwności, władze zezwoliły na
przeniesienie.
Po dziesięciu wyczerpujących miesiącach osiągnięto pierwszy cel, jakim
było wydostanie Piłsudskiego z Cytadeli, jednak potem nie wszystko
poszło zgodnie z planem. Spiskowcy wystosowali prośbę, by chory trafił
do któregoś z kilku prywatnych szpitali w Warszawie. Były one słabiej
pilnowane niż Cytadela, a wśród personelu znajdowali się Polacy, którzy
mogli się okazać przydatni. Poza tym na miejscu była niezmordowana
Paszkowska, umiejąca otwierać wiele drzwi. Gdyby wszystko inne zawiodło,
w Warszawie znalazłaby się wystarczająca liczba zagorzałych zwolenników
Piłsudskiego zdolnych do przeprowadzenia szturmu na szpital.
Władze rosyjskie doskonale zdawały sobie z tego sprawę. Żadna z warszawskich instytucji nie nadawała się dla tak cennego więźnia.
Piłsudski miał zostać przewieziony do zakładu psychiatrycznego w samym
sercu carskiego imperium: do szpitala pod wezwaniem świętego Mikołaja
Cudotwórcy w Petersburgu.
Ku swojemu przerażeniu Piłsudski szybko się przekonał, że ogromny,
trzypiętrowy budynek, w którym mieścił się zakład, niewiele różni się od
więzienia. Co gorsza, PPS nie miała w szpitalu żadnych kontaktów, a w mieście istniał dopiero zalążek organizacji. Do czasu usunięcia tych
przeszkód Piłsudski musiał radzić sobie sam.
Wyprowadził się z pojedynczej celi nawiedzanej przez wyimaginowanych
dręczycieli do sali zbiorowej, w której przebywało ponad pięćdziesięciu
prawdziwych szaleńców. Jeśli miał jakiekolwiek wątpliwości, jak powinien
się zachowywać człowiek chory psychicznie, jego nowi współlokatorzy
przez całą dobę udzielali mu stosownych lekcji. Ich majaczenia były
przerywane gwałtownymi wybuchami złości, najczęściej ignorowanymi przez
personel. A jeśli strażnicy interweniowali, to ich terapia sprowadzała
się do wymierzania ciosów pałką. Piłsudski przeżył tu kilka miesięcy bez
żadnego kontaktu ze współtowarzyszami, cały czas udając obłęd. Z pewnością musiał niekiedy się zastanawiać, czy sam ich plan nie jest
przypadkiem czystym szaleństwem.
W tym czasie mała petersburska komórka PPS nie ustawała w wysiłkach. Nie
należało się spodziewać pomocy ze strony personelu szpitala, w którym
pracowali głównie Rosjanie niedarzący sympatią polskich zdrajców.
Wprawdzie jednym z dwunastu lekarzy był Polak, doktor Bronisław Czeczot,
jednak nie należał on do PPS, więc do końca nie można mu było ufać.
I znów los uśmiechnął się do spiskowców. Jeden z miejscowych członków
PPS skończył właśnie studia medyczne. Władysław Mazurkiewicz
specjalizował się w chorobach skóry i po wielu latach nauki w Cesarskiej
Wojskowej Akademii Medycznej zamierzał podjąć praktykę w Łodzi. Jednak
przeszkodziły mu w tym potrzeby partii: jeśli ucieczka więźnia miała się
powieść, spiskowcy musieli mieć wewnątrz swojego człowieka. Zapytali
więc Mazurkiewicza, czy byłby gotów podjąć pracę w zakładzie
psychiatrycznym i czy będąc na miejscu, nie opracowałby jakiegoś planu
uwolnienia ich przywódcy. Nie chodziło o błahą przysługę, pomoc w ucieczce wiązała się z wielkim ryzykiem i poświęceniem. Upragniona
kariera mogła się dla doktora skończyć, zanim jeszcze się zaczęła. Nie
mówiąc o tym, że sam ryzykował życie i wolność za kogoś, kogo w ogóle
nie znał. A gdyby nawet Piłsudskiemu udało się wydostać z zakładu, to
stałby się zbiegiem w samym sercu terytorium wroga. Jednak Mazurkiewicz
się nie wahał.
Oznajmił rodzinie i znajomym, że po dermatologii zainteresował się nagle
psychiatrią. Na szczęście jego ojciec, który nie miał o niczym pojęcia,
był człowiekiem poważanym w mieście i załatwił synowi mało oblegane
stanowisko pomocnika lekarza w szpitalu świętego Mikołaja Cudotwórcy.
W tym czasie Piłsudskiemu coraz trudniej było symulować chorobę. Nie
wiedząc, czy PPS zna choćby miejsce jego pobytu, wyznał jednemu z lekarzy, że jest zupełnie zdrowy. Jednak oni uznali to za niezbity dowód
na niepoczytalność. Na szczęście niedługo potem działaczom PPS udało się
przekazać wiadomość: "Nie trać nadziei". Przedstawienie trwało dalej.
Przez sześć miesięcy Mazurkiewicz pracował sumiennie, budząc podziw
dyrektora placówki swoim zapałem i wiedzą. Żeby nie ściągać na siebie
podejrzeń, trzymał się z daleka od Piłsudskiego, unikał nawet
przypadkowych rozmów. Widywał go jedynie podczas obchodów, w których
towarzyszył innym lekarzom. Zastanawiał się zapewne, czy to poświęcenie
okaże się cokolwiek warte.
14 maja 1901 roku ciężka praca młodego lekarza została nagrodzona. Tego
wieczoru, gdy na petersburskim Polu Marsowym odbywał się wielki festyn,
powierzono mu nadzór nad całą placówką. Personel aż się palił, żeby
wyjść z ponurego gmachu i uczestniczyć w zabawie, a Mazurkiewicz chętnie
wszystkich zwalniał.
Około dwudziestej, podczas rutynowego obchodu, wszedł do sali zbiorowej
i wskazał na Piłsudskiego. Oznajmił opiekunom, że chory stanowi ciekawy
przypadek, i nakazał przyprowadzić go za pół godziny do swojego
gabinetu. Jego polecenie spełniono. "Potrzeba mi więcej czasu na
dokładne badanie - powiedział Mazurkiewicz do strażników. - Nie musicie
czekać. Zadzwonię, kiedy będę was potrzebował".
Do tej pory Mazurkiewicz widział Piłsudskiego jedynie w roli pacjenta,
więc po zamknięciu drzwi przez dłuższą chwilę musiał mu się przyglądać w pełnym napięcia milczeniu. Czy człowiek, dla którego ryzykował życie i karierę, jest majaczącym szaleńcem czy przytomnie myślącym mesjaszem?
Wycieńczony, brudny, ze zmierzwioną czarną brodą, wyczerpany udawaniem i złą dietą, Piłsudski nie sprawiał dobrego wrażenia.
Na szczęście szybko przeobraził się w normalnego, pełnego rozbrajającego
uroku człowieka, który już wcześniej zaskarbił sobie dozgonną lojalność
swoich zwolenników. Pijąc herbatę i paląc papierosy, dwaj mężczyźni
omawiali ostatnie szczegóły ucieczki. Mazurkiewicz wspominał później tę
rozmowę jako zaskakująco spokojną, wręcz żartobliwą.
Już od jakiegoś czasu metodycznie gromadził ubranie dla Piłsudskiego.
Przez kilka tygodni przemycał w swojej lekarskiej torbie pojedyncze
części garderoby i ukrywał je w laboratorium chemicznym. Po żartach i wymianie uprzejmości więzień zdjął z siebie brudny szpitalny pasiak i zaczął się przeistaczać w zwyczajnego gościa, który odwiedził szpital.
Modne ubranie przygotowane przez doktora leżało na nim całkiem dobrze, z wyjątkiem szapoklaka, który komicznie opadał mu na oczy. Śmiejąc się z jego absurdalnego rozmiaru, Piłsudski postanowił trzymać go w ręku.
Obaj spokojnie wyszli z gabinetu i ruszyli do głównego wyjścia.
Niestety, stało tam kilku strażników nieznanych lekarzowi. Postanowili
więc poszukać innej drogi, skręcili do bocznego wejścia, ale po drodze
zatrzymało ich kilku posługaczy, którzy koniecznie chcieli omówić z doktorem jakąś drobną sprawę. Podczas tej pozornie swobodnej rozmowy
doktor z trudem ukrywał coraz większe zdenerwowanie. Za to Piłsudski
zachowywał się obojętnie, ze spokojem palił papierosa i uśmiechał się,
gdy Mazurkiewicz próbował uprzejmie zakończyć tę pogawędkę. W końcu
posługacze pożegnali się, życząc doktorowi i jego znajomemu dobrej nocy.
Strażnicy przy bramie, rozpoznawszy Mazurkiewicza, stanęli na baczność.
Na szczęście dopiero zaczęli służbę, więc nie mieli pojęcia, że
elegancki towarzysz doktora nie wchodził wcześniej na teren szpitala.
Nieświadomi, że stają się wspólnikami przestępstwa, otworzyli drzwi.
Piłsudski wyszedł szybkim krokiem na chłodne wieczorne powietrze.
Człowiek, który miał oswobodzić Polskę, był wolny.
Pisząc ten rozdział, autor korzystał z następujących monografii (pełne
opisy bibliograficzne znajdą Czytelnicy w wykazie literatury na końcu
książki):
Davies, Boże igrzysko
Humphrey, Pilsudski: Builder of Poland
Jędrzejewicz, Piłsudski: A Life for Poland
Landau, Pilsudski and Poland
Pilsudska, Pilsudski: A Biography
Pilsudski, The Memories of a Polish Revolutionary and Soldier
Piłsudski, Psychologia więźnia, w: Pisma zbiorowe, t. 8, red. Kazimierz Świtalski, Instytut Józefa Piłsudskiego, Warszawa 1937, s. 187 (wszystkie przypisy nieoznaczone jako "przyp. aut." pochodzą od polskiego wydawcy). [wróć]
Dwa wcześniejsze rozbiory, dokonane w 1772 i 1793 przez Rosję, Prusy i Austrię, uczyniły z Polski państwo kadłubowe. W 1795 zaborcy podzielili między siebie ostatnie polskie terytoria. Warszawa przypadła Prusom, lecz w latach 1807-1815 znalazła się w granicach utworzonego przez Napoleona Księstwa Warszawskiego. Po klęsce cesarza kongres wiedeński przyznał Warszawę Rosji (przyp. aut.). [wróć]
Rozdział 2. Mąż przeznaczenia
Rozdział 2
Mąż przeznaczenia
Wpojono we mnie wiarę w niezwykłe przeznaczenie moje1.
Józef Piłsudski, 1890
Józefowi Piłsudskiemu (1867-1935) przypadło w udziale niezwykłe życie -
w dniach największej tragedii w historii ludzkości, I wojny światowej i jej następstw, stał się głównym aktorem na arenie wydarzeń Europy
Środkowej. Urodził się w czasach, gdy Polska nie istniała, w młodości
był wrogiem państwa, a potem głową państwa. Po dramatycznej ucieczce z warszawskiej Cytadeli w 1901 roku stał się legendą, człowiekiem wyjętym
spod prawa, sprawcą najbardziej zuchwałego w historii Europy napadu na
pociąg. Zrabowane wtedy pieniądze zostały wykorzystane na finansowanie
działalności rewolucyjnej kierowanej ze stosunkowo przychylnej Polakom
Austrii. Piłsudski, który miał nikłą wiedzę wojskową, zorganizował tam
niewielką i początkowo źle wyposażoną grupę partyzancką, której
członkowie stali się później rdzeniem polskiej armii. Jego
przewidywania, że wojna jest nieuchronna i może stanowić okazję do
wybicia się Polski na niepodległość, okazały się niezwykle trafne.
Piłsudski mężnie walczył podczas Wielkiej Wojny, dowodząc jako
austriacki generał słynnymi Legionami Polskimi. Stanął nie tyle po
stronie państw centralnych, ile przeciwko caratowi. Po upadku Rosji
został przez Niemców internowany za odmowę złożenia przysięgi wierności
cesarzowi. Pod koniec wojny odesłano go - podobnie jak Lenina -
specjalnym pociągiem do kraju, gdzie "znalazł władzę leżącą na ulicy".
Wskrzeszając Rzeczpospolitą, która była przypomnieniem dumnej historii
kraju, Piłsudski jako głowa państwa przywrócił w Polsce parlament i wprowadził lewicowe pryncypia. Jako marszałek osobiście dowodził
dramatycznym kontrnatarciem przeciwko Armii Czerwonej, która była o krok
od zasiania komunistycznej rewolucji w wycieńczonej wojną Europie.
Zaskakujące zwycięstwo Polaków, "Cud nad Wisłą", zakończyło jedną z decydujących, choć mało znanych bitew zachodniej cywilizacji. Po
traktacie ryskim z 1921 roku bolszewicy wycofali się z trockistowskiej
polityki szerzenia międzynarodowej rewolucji i ograniczyli do realizacji
wyznaczonego przez Stalina bardziej umiarkowanego celu, jakim było
ustanowienie socjalizmu w jednym państwie. Dzięki Piłsudskiemu Europa
uniknęła komunizmu, przynajmniej na jedno pokolenie.
Piłsudski dostrzegał słabość małych europejskich krajów, dlatego
opowiadał się za federacją państw słowiańskich pod polskim
przewodnictwem. Idea ta stanowiła odpowiednik systemu federalnego, jakim
była unia polsko-litewska, państwo, które przez trzy stulecia odgrywało
w Europie Wschodniej ogromną rolę. W latach międzywojennych próby
zrekonstruowania tej polityki były albo mało znane, albo przedstawiano
je w niewłaściwym świetle. Powstanie federacji kazałoby Niemcom i Rosji
poważnie się zawahać przed rozpoczęciem kolejnej wojny. Niestety,
sąsiedzi Polski odrzucili ten ambitny plan.
Będąc u szczytu władzy, Piłsudski wycofał się z życia politycznego i jak
Cyncynat wybrał proste życie na wsi2. Jednak po kilku latach tej
sielanki twórca niepodległej Rzeczpospolitej nie umiał pogodzić się z konfliktami przeżerającymi system parlamentarny wypaczany przez jego
przeciwników. Wiedział przecież, że zachłanni sąsiedzi dokonali
rozbiorów Polski właśnie wtedy, gdy walka rozmaitych stronnictw i nadużywanie demokracji osłabiły i podzieliły kraj, czyniąc go bezbronnym
wobec obcej interwencji. Żeby do tego nie dopuścić, Piłsudski wrócił do
władzy jako dyktator, choć według ówczesnych standardów była to
dyktatura łagodna.
Życie Piłsudskiego miało wiele nieoczekiwanych zakrętów, dlatego warto
się zastanowić nad miejscem tego człowieka w historii. Gdyby zmarł w wieku dwudziestu pięciu lat, byłby nikomu nieznaną postacią. Gdyby zmarł
jako pięćdziesięciolatek, zapisałby się na kartach historii w mało
znaczącym przypisie. Śmierć w wieku pięćdziesięciu pięciu lat, po
zwycięstwie nad Armią Czerwoną i ustanowieniu w Polsce republiki
parlamentarnej, zapewniłaby mu honorowe miejsce w panteonie bohaterów
zachodniej cywilizacji. Ale gdy Piłsudski umierał w wieku
sześćdziesięciu siedmiu lat, blask tego bohaterstwa znacznie przygasł po
dekadzie autorytarnych rządów. Gdyby żył pięć lat dłużej i odparł atak
faszystowskich Niemiec na Polskę, odzyskałby świetlane miejsce w historii.
Mimo wielkich zasług Piłsudski jest pamiętany na Zachodzie - o ile w ogóle się o nim pamięta - jako zrzędliwy, niezbyt groźny dyktator mało
znaczącego państwa. Warto jednak mieć na uwadze, że to on przywrócił do
życia Polskę, która stała się pierwszym celem w II wojnie światowej -
została zaatakowana z dwóch stron przez Niemcy i Rosję. Wydarzenie to
nie było historycznym wyjątkiem, już wcześniej ci sami wrogowie
trzykrotnie dokonywali rozbioru Polski. Piłsudski prowadził narodową
politykę z socjalistycznym zabarwieniem, dlatego często mylnie zalicza
się go do faszystów, chociaż w rzeczywistości sprzeciwiał się ich
filozofii politycznej i był jedynym europejskim przywódcą, który chciał
ją wykorzenić, zanim Niemcy urosły w potęgę.
Piłsudski uchodził za szorstkiego pragmatyka, co miało swoje podstawy.
Po wielu latach działalności politycznej, najpierw w podziemiu, a potem
na pierwszej linii frontu, nie lubił kwiecistych fraz ani nie był
skłonny do kompromisów, koniecznych niekiedy dla skutecznych rządów
demokracji. Jego przeciwnicy, zarówno w kraju jak i za granicą, lepiej
posługiwali się propagandą. Piłsudski nie miał oporów przed używaniem
siły, nawet zapobiegawczo, jeśli pozwalało to osiągnąć wyznaczone cele.
Brakowało mu zrozumiałej, spójnej filozofii politycznej, z rozbrajającą
łatwością zmieniał sojuszników. Nie prowadził też stałej polityki, miał
za to jeden cel: niepodległość Polski.
Pomimo tych wad jego nieugięta wola i klarowna wizja celu uczyniły z niego w kluczowym momencie historycznym wybitnego przywódcę, a jego
życie stało się przykładem triumfu przegranej sprawy. Pod tym względem
można go porównać do Churchilla. Zbigniew Brzeziński, były doradca do
spraw bezpieczeństwa narodowego USA, nazwał Piłsudskiego "drogowskazem,
który umiał rozpalić wśród polskich patriotów chęć działania i gotowość
do poświęceń"3. Piłsudski miał szczególny instynkt: potrafił
inspirować, wiedział, jak zdobyć władzę i jak ją wzmacniać poprzez
odpowiednie działania polityczne. Dlatego należy go zaliczyć do elity
europejskich mężów stanu.
Choć Polska zniknęła z mapy Europy prawie sto lat przed jego
narodzinami, Piłsudski został ukształtowany przez historię swojego
kraju. Hrabia Carlo Sforza, którego rodzina odegrała w historii Polski
znaczącą rolę, tak pisał w 1930 roku:
Można badać życie i działalność Cromwella czy Bonapartego bez ciągłego
myślenia o powstaniu Anglii czy o namiętnościach Francji. Ale nie da się
zrozumieć postaci Piłsudskiego ani roli, jaką odegrał, bez zrozumienia
dawnej Polski4.
Dla Polaków współczesnych Piłsudskiemu historia nie była zbiorem nudnych
faktów, ale żywym mostem łączącym ich z dniami chwały i niepodległości.
W czasach państwowego niebytu największym kapitałem Polski była pamięć o dawnej świetności. Ta pamięć w połączeniu z wiarą katolicką utrzymywała
przy życiu uśpiony polski nacjonalizm i umożliwiła wskrzeszenie państwa
polskiego.
Piłsudski był pod wieloma względami ucieleśnieniem polskiej historii, a jego życiorys jest jak podsumowanie całego tysiąclecia jej wzlotów i upadków. Życie tego człowieka staje się szczególnie interesujące, gdy
próbuje się je poznać i zrozumieć z takiej perspektywy. Mawia się, że
historia nie lubi się powtarzać, ale lubi się rymować. We frapującej
opowieści o Piłsudskim wątki z dziejów Polski rozbrzmiewają jako wyraźny
motyw przewodni.
Niestety, poza Europą Wschodnią historia Polski jest praktycznie
nieznana, a znaczna część tej "wiedzy" jest błędna. Powstanie i upadek
polsko-litewskiej Rzeczpospolitej Obojga Narodów to ciąg dramatycznych
wydarzeń, jednak niewiele osób zna ich dokładny przebieg. Jednym z powodów tej ignorancji jest fakt, że Polskę ominęło wiele powszechnie
znanych doświadczeń kojarzonych z historią Europy: wielka epidemia
dżumy, wojna stuletnia czy reformacja. Polska nie włączyła się w eksplorację i podbój Nowego Świata i mimo dostępu do Morza Bałtyckiego
nie miała imponującej floty. Walka o dominację między Francją, Hiszpanią
i Anglią, a także machinacje Świętego Cesarstwa Rzymskiego (o którym
Wolter mówił, że nie było ani święte, ani rzymskie, ani nie było
cesarstwem) w nikłym stopniu wpływały na losy Polski. Wiele osób uważa,
że historia Polski jest jedynie rozdziałem historii Rosji, nie zdają
sobie jednak sprawy, że aż do początku XVIII wieku Polska była od Rosji
silniejsza.
Prawdę historyczną, o ile taka istnieje, zniekształcają często
uprzedzenia tych, którzy piszą historię. A historię z reguły piszą
zwycięzcy, dalecy od obiektywizmu. W przypadku Polski te zniekształcenia
były dokonywane świadomie, przez dwieście lat stanowiły oś negatywnej
propagandy, inspirowanej w znacznej mierze przez mocarstwa, które
doprowadziły do upadku państwa polskiego, i mającej usprawiedliwić ich
działania. Przejawiało się to na wielu poziomach, od rewizjonizmu
historycznego po niesmaczne żarty. W rzeczywistości Polska była kiedyś
jednym z najpotężniejszych, najlepiej rozwiniętych i najbardziej
postępowych państw na świecie, nie bez powodu uważano ją za kolebkę
klasycznego liberalizmu. Wiele osób byłoby zdumionych, dowiedziawszy
się, że Polska wiele razy ocaliła zachodnią cywilizację, i to
praktycznie bezinteresownie. Przez wieki broniła chrześcijańskiej Europy
przed najazdami - Mongołów, Moskali, Tatarów, Turków i wreszcie
komunistycznych hord. Zdaniem części Polaków te zasługi nigdy nie
doczekały się odpowiedniego uznania ze strony Zachodu.
Znaczenie odrodzonej Polski można zrozumieć jedynie we właściwym
kontekście, do czego niezbędne jest przedstawienie historii tego kraju
chociażby w ogólnym zarysie. Na szczęście to pasjonująca opowieść. Żeby
naprawdę docenić wagę triumfu Polski po I wojnie światowej, należy mieć
świadomość poprzedzającej go tragedii. Jak pisał Adam Mickiewicz w Panu
Tadeuszu: "Ojczyzno moja! ty jesteś jak zdrowie; ile cię trzeba cenić,
ten tylko się dowie, kto cię stracił".
Odrodzenie państwa polskiego w XX wieku nie było czymś wyjątkowym, wiele
mniejszych wieloetnicznych krajów Europy Środkowej również wybiło się na
niepodległość. Dla Węgrów, Czechów, Serbów czy Chorwatów epoka
średniowiecza jest szczytowym punktem tradycji narodowej, wspaniałą
przeszłością pogrzebaną przez podboje silniejszych sąsiadów. W większości przypadków te utracone imperia są traktowane jak naturalne
granice historyczne, zazwyczaj obejmujące znacznie większe terytoria niż
te wytyczone współcześnie. Utrata historycznego znaczenia, świadomość,
że kiedyś się było potężnym państwem, stanowią ważny komponent
psychologii środkowoeuropejskich krajów, który pozwala wyjaśnić ich
współczesny agresywny nacjonalizm. W XIX wieku w Polsce i innych
ujarzmionych państwach w dziwny sposób łączyły się koncepcje liberalizmu
i nacjonalizmu, tworząc razem romantyczną reinterpretację przeszłości,
która jawiła się jako wyidealizowany "złoty wiek" narodowej wolności i potęgi. Znajomość dziejów Polski pomaga pojąć dzieje Europy
Środkowo-Wschodniej, gdzie nawet dziś ludzie myślą w kategoriach
historycznych, co Amerykanom wydaje się niezrozumiałe.
Zagłębienie się w historię Polski pozwoli nam poznać bogactwo jednej z najbardziej niezwykłych kultur zachodniej cywilizacji, stanowiącej tło
życia Piłsudskiego. Badanie przeszłości nie jest jednak sterylnym
wymienianiem dat i nazwisk, to dynamiczny, żywy proces pełen rozmaitych
odniesień. "Czy nie jest tak, że nieraz toczymy dziś spory o przeszłość,
sądząc, że spieramy się o prawdy dnia dzisiejszego?"5.
Odnosi się to szczególnie do Polaków żyjących w epoce Piłsudskiego,
którzy jako zniewolony naród nieustająco analizowali swoją zakazaną
historię, szukając w niej inspirujących postaw i zdarzeń
usprawiedliwiających walkę o niepodległość.
Pisząc ten rozdział, autor korzystał z następujących monografii:
Dziewanowski, Piłsudski: A European Federalist
Garlicki, Józef Piłsudski
Johnson, Central Europe
Michnik, Letters from Prison
Sforza, Twórcy nowej Europy
Snyder, Rekonstrukcja narodów
Cyt. za: Władysław Pobóg-Malinowski, Nieznane listy Józefa Piłsudskiego, "Zeszyty Historyczne" 1962, nr 2, s. 215. [wróć]
Cyncynat (V w. p.n.e.), rzymski generał i dyktator, który po pokonaniu wrogów republiki zrezygnował ze stanowiska, dobrowolnie oddał całą władzę i wrócił na wieś. Uważany za wzór skromności i cnót obywatelskich (przyp. aut.). [wróć]
Catalog of Collections, Piłsudski Institute, 5 (przyp. aut.). [wróć]
Carlo Sforza, Twórcy nowej Europy (cytowany fragment przełożono na nowo). [wróć]
Adam Michnik, Rozmowa w Cytadeli, "Zeszyty Historyczne" 1983, nr 64, s. 55. [wróć]
Rozdział 3. Dawna Polska
Rozdział 3
Dawna Polska
Nie da się zrozumieć postaci Piłsudskiego ani roli, jaką odegrał, bez
zrozumienia dawnej Polski.
hrabia Carlo Sforza, 1930
Historia Polski staje się skomplikowana za sprawą podstawowego pytania:
jaka Polska i gdzie? Polska zajmowała zmieniające się w ciągu wieków
terytorium na rozległej równinie pomiędzy Morzem Bałtyckim i Karpatami,
zmieniała się też w sensie politycznym i etnicznym, miała okresy
świetności i lata upadku. Patrząc na XVII-wieczne mapy, ze zdziwieniem
widzimy, że ówczesna Polska była największym państwem Europy, w jej
granicach znajdowały się tereny uważane na ogół za zawsze przynależne
Rosji albo Niemcom. Dwa wieki później Polski już nie ma na mapie. To
niesamowite zniknięcie jest tym dziwniejsze, że ten najbardziej
zmilitaryzowany kraj w Europie nie przegrał w międzyczasie żadnej dużej
wojny. Wyjaśnienie tej geopolitycznej zagadki jest skomplikowane, ale
sprowadza się właściwie do wspomaganego narodowego samobójstwa o skali
niespotykanej wcześniej w ludzkich dziejach.
Często się mówi, że tragedią Polski jest jej położenie geograficzne.
Brak naturalnych barier na wschodzie i zachodzie, z wyjątkiem bagien
Polesia, wystawiał ją na łup najeźdźców: Germanów, Węgrów, Mongołów,
Turków, Tatarów, Szwedów i Rosjan. Ale otwarte równiny służyły też jako
dwukierunkowy szlak, który często przynosił Polsce korzyści. Przez
większą część swojej historii to ona miała przewagę nad sąsiadami.
Polscy królowie władali na Węgrzech i w Czechach, przez krótki czas
Polak zasiadał na carskim tronie. Polskie wojska trzykrotnie przyczyniły
się do zdobycia Moskwy, dwa razy zostawiając po sobie jedynie
zgliszcza1. Prusy, które stały się zalążkiem Cesarstwa
Niemieckiego, przez kilkaset lat były feudalnie podległe polskiej
Koronie, a unia Polski z Litwą stworzyła potężne mocarstwo, rozciągające
się od Bałtyku po Morze Czarne.
Polska zawdzięczała wiele swoich sukcesów nie tyle wojnom, ile światłej
polityce. Przez setki lat była jednym z najbardziej tolerancyjnych
krajów Europy i często rządziła sąsiednimi krajami na ich prośbę. Co
więcej, w odróżnieniu od większości swoich sąsiadów przez ponad tysiąc
lat odmawiała przyłączenia się do Świętego Cesarstwa Rzymskiego,
stawiała opór Moskwie, uniknęła tatarskiego jarzma i nie stała się
ofiarą tureckiej okupacji.
Tak naprawdę Polska jest dynamicznym pojęciem historycznym. W czasach
największego rozkwitu należały do niej - w części lub w całości - ziemie
nie tylko dzisiejszej Polski, ale też Litwy, Białorusi, Rumunii, Rosji,
Łotwy, Estonii i Ukrainy. Położenie na wschodnich rubieżach Europy
czyniło z niej szaniec chrześcijaństwa, a jej wojska wiele razy
powstrzymywały najazdy barbarzyńców grożące zniszczeniem zachodniej
cywilizacji. Bywały okresy, że Polska zaliczała się do największych i najpotężniejszych państw europejskich z wysoko rozwiniętymi instytucjami
demokratycznymi i liberalnymi. Ale były też czasy, kiedy Polska nie
miała swojej rzeczywistej reprezentacji, a społeczeństwo cierpiało pod
rządami okrutnych, wręcz zbrodniczych reżimów.
Mimo trudnego położenia geograficznego losy Polski nie były z góry
przesądzone. W cudowny sposób przetrwała ona zmienne koleje losu - nawet
jeśli nie jako państwo, to jako idea - czasem opuszczona, ale nigdy
zapomniana, a jej dumną historię wskrzeszano, żeby zjednoczyć naród w czasach zagrożenia. Przez ponad siedem stuleci Polska była niezależnym
królestwem i liczącym się graczem na politycznej scenie Europy
Wschodniej, a ten okres świetności pozostawił po sobie poczucie
historycznego przeznaczenia, które pozwoliło jej opierać się wszystkim
okupantom i w końcu zrzucić niewolę2.
W czasach Imperium Rzymskiego tereny obecnej Polski były zasiedlone
głównie przez plemiona słowiańskie. Jedno z nich, Polanie - co oznacza
"ludzie mieszkający wokół pola" - osiadło w dorzeczu środkowej Warty; od
nich wzięła się później nazwa państwa. Choć ludy zamieszkujące polskie
równiny prowadziły podobny tryb życia, to stanowiły skomplikowaną
mieszankę różnych grup etnicznych mówiących rozmaitymi językami i wyznających różne wierzenia. Nie wiemy dokładnie, w jaki sposób
polskojęzyczne plemiona zdobyły pozycję dominującą - po tych
wydarzeniach nie pozostały żadne ślady pisane3.
W odróżnieniu od swoich sąsiadów Polska nie powstała na duchowym
fundamencie Cesarstwa Rzymskiego ani jego następcy, chrześcijańskiego
Zachodu. Na wschodzie cała cywilizacja rosyjska nosi głębokie piętno
Rzymu w jego bizantyjskim kształcie. Na zachodzie społeczeństwa zostały
poddane wczesnym wpływom Kościoła katolickiego. I choć rzymscy kupcy
poszukujący "złota Północy", czyli bursztynu, już w I wieku zapuszczali
się na tereny dzisiejszej Polski, przez kolejne tysiąclecie kontakty te
były ograniczone i nie zostawiły po sobie trwałych śladów. Patrząc z zachodniej perspektywy, można odnieść wrażenie, że Polska zawsze była
połączona z chrześcijaństwem, jednak tak naprawdę przez okres stanowiący
połowę istnienia Kościoła nie miała z nim żadnych więzi. Jeszcze tysiąc
lat po narodzinach Jezusa pogańska Polska była pograniczem zachodniej
cywilizacji; z dala od wielkich migracji i szlaków handlowych, w izolacji od Rzymu rozwijała się w państwo narodowe z rdzenną kulturą,
językiem i wierzeniami. Polska późno dołączyła do Zachodu i jednocześnie
do chrześcijaństwa, ale zrobiła to z żarliwością neofity.
W VIII i IX wieku nieliczne wyprawy Franków napotykały za Łabą
prymitywne słowiańskie plemiona oddające cześć naturze i mieszkające w odizolowanych od siebie osadach. Te samowystarczalne organizacje klanowe
mogły być źródłem silnych skłonności regionalistycznych, których nie da
się wyjaśnić - tak jak w Wielkiej Brytanii, Francji czy Włoszech -
różnicami etnicznymi. Dawne społeczności klanowe uważa się często za
psychologiczne źródło upartej niechęci Polaków do władzy centralnej oraz
zalążek unikatowej i stosunkowo licznej warstwy szlacheckiej, która
miała uprzywilejowaną pozycję w państwie.
Mimo istnienia silnej struktury klanowej, w IX wieku - w tym samym
czasie Karol Wielki dokonywał połączenia swojego Imperium Karolińskiego
z Kościołem rzymskim - zaczęła się wyłaniać wśród proto-Polaków pierwsza
rdzenna władza regionalna. Słabo udokumentowane i dość niewyraźne zarysy
państwa narodowego powstały wraz z utworzeniem dynastii Piastów, która w IX wieku miała siedzibę w Gnieźnie. A już w X wieku piastowski książę
Mieszko (922-992) władał krajem mogącym się pochwalić rozwiniętym
systemem fiskalnym, imponującą siecią zamków i regularną armią złożoną z trzech tysięcy konnych. Ówczesna Polska była państwem narodowym,
niezależnym od zachodniego chrześcijaństwa, zapewne jako jedyny taki byt
polityczny w średniowiecznej Europie. Jednak czasy tej świetnej izolacji
powoli się kończyły. Chrześcijaństwo podchodziło coraz bliżej: od
zachodu rzymski katolicyzm, od wschodu Kościół prawosławny. Islam nie
rozlał się jeszcze po Europie Środkowej, jednak i on miał stać się
kiedyś zagrożeniem dla polskiej suwerenności.
Kiedy w 955 roku wojska niemieckiego króla Ottona I Wielkiego (912-973)
z zamiarem podbicia i nawrócenia pogańskich sąsiadów przekroczyły Łabę,
stało się jasne, który odłam chrześcijaństwa przeważy na polskich
ziemiach. Wydarzenie to stało się początkiem nieprzerwanej walki
politycznej i kulturowej między Polakami a Niemcami.
Mieszko był mężnym wojownikiem, jednak widząc nieuchronność klęski
militarnej i groźbę wchłonięcia państwa przez Święte Cesarstwo Rzymskie,
doprowadził do zawarcia kompromisu. Zgodził się przejść na
chrześcijaństwo, ale sprytnie poprosił, by jego kraj znalazł się pod
bezpośrednią jurysdykcją i ochroną papieża, a nie niemieckiego władcy,
który właśnie doprowadził do zniszczenia zgermanizowanych zachodnich
sąsiadów Polski. Dzięki temu rozwiązaniu dynastia Piastów nie tylko
przetrwała, ale też obroniła się przed zaborczością Niemców.
Za początek historii Polski często uznaje się rok 966, w którym Mieszko
przyjął chrzest, czyniąc księstwo Polan częścią chrześcijańskiego
Zachodu. Polska otrzymała w ten sposób zarówno wieczne zbawienie, jak i wiele ziemskich korzyści. Katolicyzm wzmocnił podstawy rządów
dynastycznych i umożliwił Polsce dostęp do zachodniej kultury i łacińskiego piśmiennictwa.
Syn Mieszka, rządzący w latach 992-1025 Bolesław I zwany Chrobrym, był
świetnym dowódcą; jego wojska dotarły aż do Kijowa, gdzie król
wyszczerbił miecz, uderzając nim w złotą bramę ruskiej stolicy. Bolesław
Chrobry wyprawiał się także na zachód i przez jakiś czas zasiadał na
czeskim tronie. W swojej przenikliwości pierwszy dostrzegł zagrożenie,
jakim był jednoczesny atak nieprzyjaciół ze wschodu i zachodu, dlatego
powziął pomysł zjednoczenia wschodnioeuropejskich Słowian w jeden byt
polityczny umiejscowiony pomiędzy dwoma ośrodkami chrześcijańskiego
świata4. Jednak idea ta nie spodobała się sąsiadom, dlatego
Chrobry musiał się zadowolić konsolidowaniem swojej władzy; w ciągu
kolejnych dwudziestu lat zjednoczył wszystkie księstwa, które później
tworzyły państwo polskie, między innymi Wielkopolskę, Małopolskę,
Mazowsze, Śląsk i Pomorze5. W 1025 roku, zaledwie dwa miesiące
przed śmiercią, Bolesław Chrobry został koronowany na pierwszego króla
Polski. Przysłana przez papieża korona była formalnym przypieczętowaniem
unii polskiej monarchii z Kościołem rzymskim.
Po śmierci Chrobrego Polska weszła w okres upadku i podziałów. Jednym z powodów tego rozdrobnienia był gorszący konflikt między królem a duchowieństwem, do którego doszło w 1079 roku. Biskup krakowski
Stanisław ze Szczepanowa (1030-1079) jako jeden z nielicznych hierarchów
był Polakiem. Niestety, niedługo po swoim wyniesieniu do godności
biskupiej wdał się w spór z królem Bolesławem II Śmiałym (1042-1081).
Powody tego sporu nie są do końca jasne. W jego efekcie biskup został
zamordowany podczas odprawiania mszy, podobno przez samego
króla6. Jak głosi legenda, ciało Stanisława poćwiartowano i wrzucono do pobliskiego stawu, lecz szczątki, pilnowane przez orły, w cudowny sposób złożyły się w całość.
Święty Stanisław został obwołany patronem Polski i stał się symbolem
oporu przeciwko władzy. Opowieść o jego poćwiartowaniu i zmartwychwstaniu była pociechą w najtrudniejszych okresach historii
Polski, a podczas rozbiorów i za czasów sowieckich wykorzystywano ją też
jako alegoryczną broń przeciw nieprawowitej władzy państwowej.
Kolejny cios polska monarchia otrzymała w 1138 roku, kiedy Bolesław III
Krzywousty (1086-1138), któremu udało się zjednoczyć kraj, w testamencie
podzielił królestwo między swoich synów. Oznaczało to osłabienie Korony
przy jednoczesnym wzmocnieniu despotycznych rządów możnowładców w samowystarczalnych i coraz bardziej odizolowanych od siebie księstwach.
Ta luźna organizacja sprzyjała typowej dla Polaków niechęci wobec władzy
centralnej, co zapoczątkowało okres destabilizacji.
Podczas rozbicia dzielnicowego (1138-1320) doszło do kilku doniosłych
wydarzeń, które jeszcze bardziej pogorszyły sytuację. W XIII wieku
ruszyła na zachód niepowstrzymana, niszczycielska fala mongolskiej
jazdy. Ataki Mongołów były zmasowane i skoordynowane, a ich siła ognia i niezwykła zdolność przemieszczania się nie miały sobie równych przez
kilka kolejnych stuleci. Przed najazdem na Europę Mongołowie ze Złotej
Ordy zajęli ruskie księstwa i zrównali z ziemią niemal wszystkie większe
miasta. Przeprowadzili zwycięską zimową ofensywę na rosyjskie
terytorium, co nie udało się ani Napoleonowi, ani Hitlerowi.
W 1240 roku Mongołowie obrócili w perzynę Kijów, jedno z największych
średniowiecznych miast, będące od trzystu lat centrum ruskiej kultury;
zburzyli niemal wszystkie domy, a nielicznych mieszkańców, którzy
uniknęli rzezi, pojmali w niewolę. Zniszczenie Kijowa, w którego ruinach
jeszcze przez dziesiątki lat walały się czaszki pomordowanych, miało
dalekosiężne skutki: centrum wschodniej Słowiańszczyzny przesunęło się
na północ, do mało znanej, lecz ocalałej od zniszczeń faktorii pod nazwą
Moskwa.
Po zniszczeniu Rusi Kijowskiej przez Mongołów władzę niejako
automatycznie przejęło Księstwo Moskiewskie, które wkrótce ogłosiło się
prawowitym dziedzicem Kijowa. Jego misją stało się "połączenie
rosyjskich ziem", luźno określanych jako tereny, którymi kiedyś władała
dynastia Rurykowiczów. Późniejsza ekspansja Polski i Litwy na tereny
średniowiecznej Rusi i Ukrainy stanowiła konkurencję dla rozrastającego
się Księstwa Moskiewskiego; można powiedzieć, że ta walka o wpływy trwa
do dziś.
Po zniszczeniu rosyjskich stepów Mongołowie podzielili się na dwie
grupy, obie dowodzone przez wnuka Czyngis-chana. Jedna zaatakowała
Polskę, a druga Węgry. W Niedzielę Wielkanocną 1241 roku Mongołowie
opanowali Kraków i spalili go do cna. Do dziś hejnał z wieży Mariackiej
w Krakowie jest przerywany w pół nuty jako upamiętnienie trębacza, który
zginął od mongolskiej strzały, trąbiąc na alarm. Polska szlachta została
dosłownie wyrżnięta, miarą liczby ofiar były dla Mongołów worki
wypełnione uszami zabitych.
Kilka dni później podobnej klęski doznały na równinie Mohi wojska
węgierskie - z piętnastotysięcznej armii zginęło w bitwie dziesięć
tysięcy żołnierzy. Zmierzający ku "Wielkiej Wodzie" Atlantyku Mongołowie
byli o krok od zdobycia Wiednia, lecz przeszkodził im właściwie
przypadek. W dalekim Karakorum zmarł nieoczekiwanie wielki chan Ugedej.
Na wieść o jego śmierci dowódcy pospiesznie wrócili do domu, żeby wziąć
udział w wyborze następcy. Zabrali ze sobą łupy i niewolników. Niektórzy
historycy uważają, że choć Polska i Węgry zostały pokonane, zadały
wrogowi wystarczająco dotkliwe straty, by utrudnić Złotej Ordzie dalszy
podbój Europy. Tak czy inaczej Mongołowie już nigdy nie zagrozili
zachodniej cywilizacji, choć ich mniejsze siły od czasu do czasu
dokonywały najazdów na Europę Wschodnią.
Mimo ogromnych zniszczeń i wyludnienia wschodnie i południowe tereny
Polski powoli się odradzały. Ale pozostało jeszcze jedno zagrożenie, z północy, ze strony nieugiętych pogańskich plemion. Książę Konrad I Mazowiecki (1187-1247) podjął wtedy decyzję, która okazała się
brzemienna w skutki: uznał, że sam nie da rady podbić Prusów, zwanych
także Bałtami (ta ostatnia nazwa wywodziła się od słowa baltas
oznaczającego "biały"), i w 1226 roku zwrócił się o pomoc do
pozbawionych zajęcia krzyżowców. Negatywnym skutkiem rozdrobnienia
dzielnicowego Polski było to, że pomniejsi władcy, tacy jak Konrad,
szukali wsparcia za granicą i zapraszali do siebie ludzi, którym dobro
gospodarzy wcale nie leżało na sercu. Książę mazowiecki postawił na
rycerzy krzyżackich, którzy - jak się później okazało - znacznie
nadużyli jego gościnności.
Zakon krzyżacki - którego pełna nazwa brzmiała: Zakon Szpitala
Najświętszej Marii Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie - został
założony w 1190 roku pod Akką w Palestynie przez czterdziestu pobożnych
mnichów i rycerzy w celu zapewnienia niemieckim pielgrzymom opieki
szpitalnej podczas krucjat. Jednak ów cel szybko się zmienił, zakon
przekształcił się w stowarzyszenie wojskowe nakierowane na podboje.
Konrad zgodził się przekazać rycerzom ziemię chełmińską, która miała być
ich bazą wypadową do ataków na pogańskie terytoria, jednak uważał ich za
swoich wasali.
Tyle że Krzyżacy okazali się znacznie bardziej ambitni. Mając aprobatę
niemieckiego cesarza oraz bullę papieską upoważniającą do nawracania
Prusów i zajmowania ich terenów pod nominalną zwierzchnością Rzymu,
rozpoczęli w 1228 roku kampanię, która bardziej przypominała podbój niż
misję chrystianizacyjną. W 1237 roku połączyli się z mającym siedzibę w Rydze zakonem kawalerów mieczowych i ustanowili nad Wisłą niezależne
państwo zakonne, które dążyło do ekspansji kosztem Polski. Konrad
Mazowiecki zrobił rzeczywiście zły interes: w miejsce nękających Polskę
plemion pruskich pojawiło się agresywne państwo niemieckie, będące we
władaniu fanatycznego zakonu religijnego.
Krzyżacy mocno się okopali na przechwyconych pruskich ziemiach, skąd
prowadzili kolejne "krucjaty". Po zajęciu w 1309 roku Gdańska
(nazywanego po niemiecku Danzig) zakon odciął Polskę od nadbałtyckich
rynków zbytu, czyniąc z niej na następne sto lat kraj praktycznie
pozbawiony dostępu do morza. Od Bałtyku odgradzały Polskę wrogie
niemieckie kolonie rozciągające się od Pomorza aż po Estonię. Po jakimś
czasie utworzone przez Krzyżaków miasta i placówki zaczęto nazywać
"pruskimi", a określenie to stało się terytorialną identyfikacją
kojarzoną głównie z kulturą germańską. Jednak Krzyżacy nie zadowalali
się jedynie najeżdżaniem pogańskich ziem na wschodzie, lecz
przypuszczali także ciągłe ataki na dawnego gospodarza i w 1311 roku
opanowali niemal całe Pomorze. Podzielona na frakcje i autonomiczne
enklawy Polska nie była zdolna do skoordynowanej obrony i nie umiała
powstrzymać krzyżackiej ekspansji. Słabość państwa kusiła także innych
sąsiadów. W 1300 roku czeski król Wacław III (1271-1305) najechał
Wielkopolskę i zmówiwszy się ze świętym cesarzem rzymskim, przyjął tytuł
króla Polski. Dalszy byt niezależnego państwa był zagrożony.
Pojawienie się wspólnego wroga w głębi kraju doprowadziło do tego, co
wcześniej nie udawało się skłóconym piastowskim książętom: do
zjednoczenia Polski. Ten wątek powracał później wielokrotnie: w okresach
dobrobytu kraj rozpadał się na zwaśnione, kierujące się własnym
interesem stronnictwa, natomiast w czasach kryzysu jednoczył się w imię
wspólnego dobra. Połączone na nowo polskie siły, składające się głównie
ze szlachty, odbiły Kraków i wyparły Czechów i Krzyżaków poza granice.
Architektem tej nowej polskiej jedności i potęgi był książę Władysław
Łokietek (1261-1333). Mimo drobnej postury okazał się wybitnym
wojownikiem i stopniowo odzyskiwał utracone terytoria. W ciągu
dwudziestu lat udało mu się scalić wszystkie polskie księstwa z wyjątkiem Pomorza. W 1320 roku, po dwustu latach rozdrobnienia
dzielnicowego, Władysław został koronowany na króla Polski przy
niechętnym przyzwoleniu papieża, który wyraził zgodę dopiero po
obietnicy podwyższenia kościelnych podatków. Ta ceremonia przywróciła w Polsce monarchię i władzę centralną.
Wydawało się, że Łokietkowi trudno będzie dorównać, ale to jego syn
Kazimierz (1310-1370) jest jedynym polskim królem, który zasłużył sobie
na przydomek "Wielki". Roztropnie łącząc politykę ustępstw
terytorialnych z potęgą militarną, Kazimierz wzmocnił królestwo ojca.
Uważa się, że jak żaden inny monarcha umiał zapewnić Polsce przewagę na
arenie międzynarodowej7.
Żeby ułagodzić niemieckich sąsiadów, w 1339 roku Kazimierz zrzekł się
Śląska na rzecz Czech, jednak księstwo to utrzymało więź z Polską
poprzez kościelną jurysdykcję arcybiskupa gnieźnieńskiego. Następnie,
żeby przynajmniej na jakiś czas zatrzymać rozlew krwi na granicy,
Kazimierz wynegocjował porozumienie z Krzyżakami i oddał im część
spornych ziem. Ustępstwa terytorialne były grą na zwłokę, królowi
chodziło o ustabilizowanie sytuacji i wzmocnienie kraju. Zapewniwszy
sobie bezpieczne granice na północy i na zachodzie, Kazimierz mógł
posłać wojska na wschód, na terytoria zniszczone sto lat wcześniej przez
mongolską inwazję i praktycznie pozbawione obrony. Zdobyte ziemie z nawiązką skompensowały straty na zachodzie wynikające z zawartych umów
pokojowych. W 1340 roku Kazimierz zaanektował Ruś Czerwoną, wprowadzając
Rusinów (wówczas jeszcze niezróżnicowanych na Ukraińców i Białorusinów)
do polskiej strefy wpływów.
Pod koniec panowania Kazimierza Wielkiego Polska dwukrotnie powiększyła
swoje terytorium, stając się główną potęgą Europy. Wśród licznych zasług
króla należy wymienić kodyfikację polskiego prawa, budowę ponad
pięćdziesięciu zamków obronnych oraz założenie w 1364 roku Akademii
Krakowskiej - drugiego uniwersytetu w Europie Środkowej.
Pisząc ten rozdział, autor korzystał z następujących monografii:
Davies, Boże igrzysko
Dziewanowski, Piłsudski: A European Federalist
Halecki, Borderlands of Western Civilization
Halecki, Historia Polski
Hingley, Russia: A Concise History
Jędruch, Constitutions
Lendvai, Węgrzy
Lukowski Zawadzki, A Concise History of Poland
Stone, Polish-Lithuanian State
Taras, Consolidating Democracy in Poland
Tihany, History of Middle Europe
Walters, Other Europe
Zamoyski, Własną drogą
W 1604 polscy najemnicy uczestniczyli w zdobyciu Moskwy, gdzie osadzili na tronie Dymitra Samozwańca, rzekomego syna Iwana Groźnego. W 1610 polskie siły na rozkaz Zygmunta III Wazy zajęły Moskwę i okupowały ją przez dwa lata. W 1812 polscy żołnierze stanowili znaczną część Wielkiej Armii Napoleona (przyp. aut.). [wróć]
Formalnie Polska leży w Europie Środkowej i od dawna jest łączona z chrześcijańskim Zachodem. Ale ponieważ stanowiła wschodnią granicę zachodniej cywilizacji, często uważa się ją za państwo wschodnioeuropejskie, a z rzadka za "serce Europy". Dla celów tej książki Europą Wschodnią zostały nazwane ziemie pomiędzy Niemcami a Rosją (przyp. aut.). [wróć]
Wbrew powszechnemu mniemaniu do XX w. większość wschodnioeuropejskich krajów, w tym także Polska, nie była jednolita pod względem etnicznym (przyp. aut.). [wróć]
Uszkodzony miecz Chrobrego, Szczerbiec, był używany podczas koronacji wszystkich królów Polski, co miało upamiętniać zajęcie Kijowa (przyp. aut.). [wróć]
Wielkopolska obejmuje środkowo-zachodnią część Polski. Małopolska, wysunięta najdalej na południe, przylega do Karpat. W czasach rozbiorów region ten, w którym mieści się Kraków, nazywano Galicją - jej wschodnia część należy obecnie do Ukrainy. Mazowsze wraz z Warszawą położone jest w środkowej Polsce, a w jego obrębie znajduje się większa część doliny Wisły. Śląsk, obszar bogaty w złoża mineralne, ciągnie się wzdłuż Odry na zachód od Galicji. Na północy Pomorze z portowym miastem Gdańsk sięgało brzegu Morza Bałtyckiego (przyp. aut.). [wróć]
Według niektórych relacji biskup został oskarżony o zdradę, a sąd królewski potwierdził jego winę i skazał go na śmierć. To wyjaśnienie jest bardziej wiarygodne, choć mniej barwne. Historia św. Stanisława brzmi zapewne znajomo dla osób znających dzieje Anglii. Niemal sto lat później, w 1170, arcybiskup Tomasz Becket został zamordowany na rozkaz Henryka II w podobnych okolicznościach (przyp. aut.). [wróć]
W Polsce nawet królowie byli poddawani surowym ocenom, które zapewne nie wpływały dobrze na ich samozadowolenie. Można się jedynie domyślać, jak się czuli Mieszko Gnuśny, Bolesław Krzywousty, Bolesław Kędzierzawy, Władysław Laskonogi, Mieszko Plątonogi czy "kurdupel" owych czasów, Władysław Łokietek, kiedy przyznawano im królewskie przydomki (przyp. aut.). [wróć]
Rozdział 4. Podboje Jagiellonów
Rozdział 4
Podboje Jagiellonów
Kto [miłością] pogardzi, ten wszystko utraci1.
unia horodelska, 1413
Sukcesja po Kazimierzu Wielkim początkowo nie budziła niepokoju.
Wprawdzie król nie miał prawowitego syna, jednak wśród Piastów
znalazłoby się kilku odpowiednich dziedziców, więc powszechnie
zakładano, że korona przypadnie jednemu z nich, co zresztą król
publicznie zapowiedział.
Jednak Kazimierz nieoczekiwanie podzielił schedę pomiędzy wnuka Kaźka,
rodowitego piastowskiego księcia, i siostrzeńca Ludwika Andegaweńskiego,
króla Węgier. Zazwyczaj wola zmarłego króla była honorowana, jednak
ostatnie rozporządzenie Kazimierza Wielkiego spotkało się z powszechnym
sprzeciwem. Wcześniejsze rozbicie kraju skończyło się kilkoma wiekami
niestabilności, nic więc dziwnego, że Polacy woleli uniknąć takich
doświadczeń.
W 1370 roku grupa szlachty ogłosiła, że testament może być
nieprawomocny, a sąd w Sandomierzu szybko podważył część jego zapisów.
Wyrok ten stworzył ważny precedens: nawet król nie mógł wyznaczyć
swojego następcy bez zgody szlachty. Szlachta, stanowiąca 10 procent
ludności Polski, przyznawała sobie moralne i legalne prawo do udziału w rządzeniu państwem, co wynikało głównie z faktu, że tylko ona
dysponowała siłą militarną. Skomplikowany system zależności między
monarchią a stanem szlacheckim, mający ogromny wpływ na całą historię
Polski, stanowił w Europie wyjątek (nieco zbliżony system obowiązywał
jedynie na Węgrzech). Podstawą była ugoda, która zakładała, że za
określone przywileje szlachetnie urodzeni Polacy mają w czasach
zagrożenia świadczyć służbę wojskową na rzecz państwa. Szlachta była
więc w teorii niezróżnicowaną klasą wojowników, która w odróżnieniu od
europejskiej arystokracji nie miała tytułów, takich jak hrabia czy
baron. Cieszyła się klasowymi przywilejami, a w zamian miała chronić
państwo i zapewniać jego stabilność.
Proporcjonalność tego uregulowania została zachwiana, kiedy prawa
szlacheckie zaczęły przeważać nad obowiązkami, co miało się jednak
ujawnić dopiero w dalszej przyszłości. Podważenie testamentu Kazimierza
Wielkiego stanowiło znaczący krok na drodze tworzenia praw i instytucji,
za których sprawą w kolejnych stuleciach szlachta zdobędzie dominującą
pozycję w państwie.
W 1370 roku magnaci (czyli bogata szlachta) osadzili na polskim tronie
Ludwika Węgierskiego (1326-1382)2. Ludwik miał niewiele
wspólnego ze swoim wujem, prócz jednej cechy: nie był zdolny do
spłodzenia męskiego potomka. Jednak w 1374 roku, dzięki nadaniu
szlachcie kolejnych przywilejów, między innymi obniżeniu podatków, które
mogły być podnoszone jedynie za obopólną zgodą, udało mu się uzyskać
prawo do polskiej korony dla jednej ze swoich córek. Przywilej koszycki
ustanowił zasadę, że przed wstąpieniem króla na tron szlachta musi
zaakceptować warunki rządów, a także był pierwszym paktem, który dał
szczególne prawa nie pojedynczym osobom, ale szlachcie jako całej
warstwie społecznej.
Po śmierci Ludwika Węgierskiego jego dziesięcioletnia córka Jadwiga
(1374-1399) została w 1384 roku koronowana na "króla" Polski. Męska forma
tytułu oznaczała, że Jadwiga jest samodzielną władczynią, a nie jedynie
królewską małżonką. Mimo młodego wieku "król" potrzebował męża, więc
panowie z Małopolski chętnie podjęli się wyboru odpowiedniego kandydata.
Po wykluczeniu Habsburga oraz członków lokalnych rodów piastowskich,
którzy otwarcie domagali się dziedzicznej sukcesji, wybór samozwańczej
rady regencyjnej padł nieoczekiwanie na niepiśmiennego poganina z sąsiedniej i często wrogo nastawionej Litwy. Jagiełło, wielki książę
litewski, był o dwanaście lat starszy od polskiego "króla". Nie
wyglądało to na związek z miłości - pogański wojownik oraz kulturalna,
władająca wieloma językami (łaciną, bośniackim, węgierskim, chorwackim,
polskim i niemieckim) węgierska księżniczka, do tego chrześcijanka i dziewica - jednak ta na zimno wykalkulowana unia okazała się jednym z najbardziej owocnych małżeństw dynastycznych.
Litwa, ostatnie pogańskie państwo w Europie, była krajem zacofanym, a jej gospodarka opierała się głównie na pracy niewolniczej i sezonowych
grabieżach. Biedna, mieszkająca w torfowych ziemiankach ludność
zajmowała się rolnictwem na własne potrzeby i posługiwała prostymi
drewnianymi narzędziami. Jagiełło, "wielki książę Litwy i Rusi", rządził
z Wilna księstwem dwukrotnie większym od Polski, rozciągającym się od
Bałtyku po Krym i od Bugu po Don. W owym czasie Litwa była ponad
dziesięć razy większa niż obecne państwo litewskie, zajmowała
powierzchnię ponad 900 tysięcy kilometrów kwadratowych. Wykorzystując
próżnię powstałą po wycofaniu się Mongołów, Litwini podbili rozległe
ruskie terytoria, zajmując większość terenów dzisiejszej Ukrainy,
Białorusi i zachodniej Rosji. W 1307 roku zdobyli Połock, w 1340 Mińsk,
w 1356 Smoleńsk, a w 1363 Kijów. Może się to wydawać niewiarygodne, ale
pod koniec XIV wieku Litwa była największym państwem w Europie.
Zacofaną Litwą, której język był tak prymitywny, że nie powstała w nim
żadna literatura, rządzili prostaccy despotyczni panowie, niemający
wielkiego szacunku dla politycznego wyrafinowania sąsiedniej
Polski3. Wydawało się mało prawdopodobne, by kraj tak odmienny
pod względem etnicznym, kulturowym i religijnym mógł się efektywnie
połączyć z bardziej światłą Polską. Jak się jednak okazało, w polityce
możliwe są różne związki. Polscy panowie uznali taki sojusz za wskazany,
wiedząc, że Litwa ma podobne ambicje i tych samych wrogów. Oba kraje
rywalizowały ze sobą na wschodzie, gdzie rozległe, praktycznie
pozbawione obrony tereny umożliwiały ekspansję. Utworzenie jednego bytu
politycznego zapobiegło przyszłym konfliktom między Polską a Litwą,
które mogły później wspólnie wystąpić przeciwko Tatarom, również
roszczącym sobie prawa do księstw na Rusi. Ale były to niejako korzyści
uboczne, gdyż głównym czynnikiem popychającym Polskę i Litwę do tego
niezwykłego sojuszu był strach przed zakonem krzyżackim.
Krzyżacy nieustannie atakowali Litwę, nie tylko ze względu na jej
pogańskość, ale głównie dlatego, że należące do niej ziemie nad
Bałtykiem oddzielały ich od państwa kawalerów mieczowych obejmującego
dzisiejszą Łotwę i Estonię. Polska przynależała do sfery wpływów
Kościoła katolickiego, ale Krzyżacy patrzyli na nią łakomym okiem,
dlatego szerzyli przekonanie, że wiara Polaków nie jest autentyczna.
Zakon krzyżacki dysponował w owych czasach najlepszym wojskiem w Europie, świetnie wyszkolonym, nowocześnie wyposażonym i zasobnym
finansowo. Z taką potęgą zarówno Polsce, jak i Litwie trudno się było
równać, jednak sojusz zapewniał obu osaczonym państwom przetrwanie.
Polska szlachta złożyła Jagielle kuszącą propozycję. Mógłby poślubić
Jadwigę i objąć polski tron, gdyby zgodził się kierować operacjami
wojskowymi przeciwko Krzyżakom i połączyć unią dynastyczną swoje
rozległe księstwo z Polską. Widząc obustronne korzyści takiego
rozwiązania, bystry książę litewski przyjął zaproponowane warunki i stworzył największą w Europie federację terytorialną. W 1385 roku
podpisał unię w Krewie, formalnie akceptując propozycję polskich panów,
a w 1386 pojął Jadwigę za żonę i przeszedł na katolicyzm, przyjmując na
chrzcie imię Władysław. Powstała w ten sposób dynastia Jagiellonów
przetrwała sto osiemdziesiąt sześć lat; jej podstawą była unia
personalna Litwy i Polski, zastąpiona później unią konstytucyjną
pomiędzy dwoma państwami, która przetrwała kolejne dwa stulecia.
Krzyżaków rozsierdziło, że Polska i Litwa zawarły sojusz wymierzony
przeciwko ich ekspansji, i po dwóch dekadach rozmaitych starć i potyczek
postanowili rozwiązać ten problem w jednej bitwie. W 1410 roku dwie
potęgi spotkały się na polach pomiędzy Grunwaldem a Tannenbergiem - ta
ostatnia miejscowość jest znana przede wszystkim jako miejsce ogromnej
bitwy z I wojny światowej pomiędzy wojskami rosyjskimi i niemieckimi.
Jednak batalia z 1410 roku miała o wiele większe znaczenie.
Krzyżacy i ich sprzymierzeńcy zebrali ponaddwudziestotysięczną armię
złożoną ze świetnie wyszkolonych i znakomicie uzbrojonych wojowników,
wśród których znaleźli się kusznicy z Genui, łucznicy z Anglii oraz
doborowe rycerstwo z Austrii, Bawarii, Hiszpanii i Szwajcarii. Wieść o planowanej wyprawie rozniosła się szeroko, przyciągając awanturników z całej chrześcijańskiej Europy.
Armia polsko-litewska liczyła czterdzieści tysięcy żołnierzy i liczebnie
znacznie przekraczała siły wroga, jednak była gorzej uzbrojona i mniej
zdyscyplinowana. Największym oparciem dla zbieraniny oddziałów
maszerujących ku moczarom Tannenbergu była dwudziestopięciotysięczna
jazda złożona z polskiej i litewskiej szlachty, która umiała się bić,
mimo że nie stanowiła zawodowego wojska. Do tego dochodziło dwa i pół
tysiąca Tatarów, garstka żołnierzy z Księstwa Moskiewskiego oraz
dziesięć tysięcy piechoty, w tym niewielki kontyngent Czechów.
Obie armie starły się 15 lipca 1410 roku. Była to jedna z najkrwawszych
średniowiecznych bitew, a Krzyżacy ponieśli w niej druzgocącą klęskę.
Zginął wielki mistrz zakonu oraz wszyscy dowódcy z wyjątkiem jednego,
zabito albo wzięto do niewoli 80 procent wojsk krzyżackich. Bitwa pod
Grunwaldem praktycznie wyeliminowała krzyżackie zagrożenie4.
Co równie ważne, zwycięstwo umocniło więzy między Polską i Litwą
sformalizowane unią w Horodle w 1413 roku. Pakt potwierdzał unię
personalną obu państw i nadawał litewskim bojarom te same przywileje,
którymi cieszyła się polska szlachta. Ten wyjątkowy dokument, podobnie
jak amerykańska Deklaracja Niepodległości, ma głęboko humanitarną
wymowę. Jego fragmenty często odczytuje się i dziś, zazwyczaj podczas
ceremonii ślubnych:
Nie dostąpi łaski zbawienia, kto nie będzie wspierany tajemnicą miłości,
która promienieje własną dobrotą, zwaśnionych godzi, odmienia
nienawiście i daje wszystkim pokarm pokoju, rozproszone zbiera,
wszystkie cnoty wspomaga, a żadnej nie szkodzi, jeśli kto pod jej
skrzydła się schroni, znajdzie bezpieczeństwo. Przez nią prawa się
tworzą, królestwa rządzą, miasta porządkują i stan rzeczypospolitej do
najlepszego końca dochodzi; kto nią pogardzi, ten wszystko utraci.
Przeto my, prałaci, panowie, szlachta i wielmoże królestwa polskiego,
brzmieniem niniejszego łączymy domy i rody nasze ze szlachtą i bojarami
ziem litewskich5.
Wyrosła z zimnych politycznych kalkulacji unia stała się braterstwem
połączonym wspólnymi ideałami. Po unii horodelskiej litewska szlachta
coraz bardziej się polonizowała i coraz częściej posługiwała językiem
polskim, a nie litewskim. I chociaż Litwa wciąż była teoretycznie
niezależna, a urząd Wielkiego Księcia Litewskiego zachowano, jedno i drugie było podporządkowane Koronie. Udane połączenie litewskiego
księstwa i polskiej monarchii przetrwało cztery wieki.
W 1500 roku Polska była największym państwem w Europie, dwukrotnie
większym od Francji, a Jagiellonowie władali jedną trzecią kontynentu.
Ówczesny układ sił ilustruje wymowna anegdota. W 1502 roku Polska
odrzuciła propozycję przymierza z Anglią, twierdząc, że niestabilne
wyspiarskie królestwo jest w stanie ciągłych rewolucji, dlatego wszelkie
z nim związki są niewarte zachodu. Obiecująca federacja polsko-litewska
była wyjątkowa, jako że w większości wypadków polscy królowie obejmowali
władzę nad swoimi sąsiadami za ich zgodą i przyzwoleniem. Federacyjny
system nie tłumił niezależności wchodzących w jego skład terytoriów,
przeciwnie - dodawał im prestiżu. W Polsce panował duch wolności
religijnej i intelektualnej, wspierany przez prawo, i niekonfliktowy
sposób rządzenia, który przez wiele stuleci nie miał sobie równych.
W czasach "złotego wieku" Polska była krajem zamożnym, światłym i bezpiecznym, uważano ją też za jedną z największych potęg militarnych
Europy. Prestiżową Akademię Krakowską ukończyło wielu wybitnych
uczonych, między innymi Mikołaj Kopernik (1473-1543), którego odkrycie
nie tylko położyło podwaliny dzieła Galileusza, ale też w sposób
zasadniczy zmieniło pogląd na miejsce człowieka we wszechświecie. Polacy
dużo podróżowali, liczni potomkowie bogatych rodów szlacheckich
studiowali na najlepszych europejskich uniwersytetach: w Wittenberdze,
Bazylei, Louvain, Bolonii i Padwie, przywożąc do ojczyzny wiedzę
techniczną, filozofię i sztukę.
Sercem polskiego renesansu był krakowski Wawel, a dwór Jagiellonów
uchodził za kosmopolityczny ośrodek sztuki, zwłaszcza po tym, jak król
Zygmunt Stary (1467-1548) ożenił się z piękną włoską arystokratką Boną
Sforzą (1494-1557), bliską krewną króla Francji Franciszka I oraz
kuzynką Karola V, świętego cesarza rzymskiego i króla Hiszpanii.
W okresie "złotego wieku" Polska była jak na ówczesne standardy krajem
spokojnym, choć od południa i wschodu nękali ją Turcy, Tatarzy i Rosjanie. Zachodnie granice Polski były bezpieczne, jako że na Węgrzech
i w Czechach zasiadał na tronie bratanek Zygmunta, Ludwik. Pod rządami
Jagiellonów Polska była luźną konfederacją rozciągającą się od Bałtyku
po Morze Czarne, od Śląska po wschodnią granicę przebiegającą kilkaset
kilometrów od Moskwy. Królestwo było bardzo zróżnicowane pod względem
etnicznym: w części centralnej i na zachodzie mieszkali Polacy, na
północnych terenach Litwy, Łotwy i Estonii - Bałtowie, w Prusach Niemcy,
na południowym wschodzie Tatarzy, z kolei prawosławni Ukraińcy i Białorusini na wschodzie, Słowianie na południu, a wśród nich wszystkich
rozrzuceni byli Żydzi.
Kiedy polska kultura kwitła, Rosjanie, zrzuciwszy w końcu mongolskie
jarzmo, zaczęli spoglądać na zachód, pragnąc odzyskać "utracone"
terytoria. Co ciekawe, tak samo jak w przypadku Rusi Kijowskiej, potęga
Moskwy wzrosła w wyniku zniszczenia jej największego rywala przez
wspólnego wroga. Kiedy Turcy zajęli w 1453 roku "drugi Rzym", czyli
Konstantynopol, zrośnięci z kulturą Bizancjum Rosjanie wypełnili tę
próżnię, przejmując imperialne dziedzictwo Kościoła prawosławnego wraz z dwugłowym orłem, który miał się stać symbolem rosyjskiego imperium. To
wtedy książęta "trzeciego Rzymu", czyli Moskwy, zaczęli nazywać siebie
carami, co było skróconą formą "cesarza". Tak narodziło się nowe
zagrożenie dla Polski6.
Rosyjscy carowie, którzy dodali do swoich tytułów określenie "car
Wszechrusi", rozpoczęli ambitną i bezwzględną kampanię mającą na celu
podbicie słowiańskich ziem leżących pomiędzy rodzącym się rosyjskim
imperium a Polską. Po raz pierwszy wojska moskiewskie ruszyły na zachód
w rzekomej świętej wojnie pod koniec XV wieku i można powiedzieć, że ten
marsz trwał aż do zakończenia II wojny światowej. Mimo wielu klęsk,
nierzadko bardzo dotkliwych, Rosjanie posuwali się coraz dalej. W bitwie
pod Orszą w 1514 roku mimo trzykrotnej przewagi liczebnej zostali
rozgromieni przez polskie siły, tracąc w ciągu jednego dnia trzydzieści
tysięcy żołnierzy. Jednak nawet po takiej klęsce moskiewscy dowódcy nie
chcieli negocjować ze zwycięzcami uwolnienia tysięcy rosyjskich jeńców,
bo ci, którzy nie umieli walczyć na śmierć i życie, w ich oczach nie
byli warci ocalenia. Kampania przyniosła dziesiątki tysięcy ofiar, lecz
car zupełnie się tym nie przejął i kontynuował ataki. Maksyma, którą się
kierował - "Ludzi zawsze nam wystarczy" - z pewnością nie podnosiła na
duchu zwykłych żołnierzy, ale okazała się przerażająco skuteczna aż do
II wojny światowej.
Kiedy w roku 1548 królem Polski został syn Zygmunta Starego i Bony
Sforzy, Zygmunt August, państwo Jagiellonów znajdowało się w szczytowej
fazie rozwoju. Zygmunt August stanowił ucieleśnienie światłego
renesansowego monarchy, od najmłodszych lat był przygotowywany do
odpowiedzialnych rządów. Wychowywał się we wspaniale urządzonym zamku,
pobierał nauki od najlepszych guwernerów, a potem na najlepszych
europejskich uniwersytetach, mówił płynnie kilkoma językami, był
wyrafinowanym znawcą i mecenasem sztuki oraz legendarnym kolekcjonerem
ksiąg. Od dworzan oczekiwał, że będą nie wojownikami, lecz poetami,
filozofami i uczonymi. W świecie, w którym spory rozwiązywano
najczęściej za pomocą siły, polskie społeczeństwo było znane z praworządności, tolerancji i poszanowania wartości humanistycznych. Król
wyróżniał się tolerancją religijną; jego postawa uchroniła Polskę od
tragicznych konfliktów, które targały Europą w czasach reformacji i kontrreformacji7.
Zygmunt August był skutecznym władcą, ale nie doczekał się męskiego
potomka i wtedy znów pojawił się problem sukcesji. Król uznał to za znak
opatrzności, uważał bowiem, że istniejący system rządów nie odpowiada
wymogom coraz bardziej niebezpiecznych czasów. Niepewność, kto zasiądzie
później na tronie, połączona z nieskoordynowaną polityką wojskową,
fiskalną i administracyjną, nie dawała wystarczającego zabezpieczenia w obliczu rosnącego zagrożenia ze strony Moskwy, Turków i Tatarów. W ostatecznym rozrachunku unia personalna z Litwą była jedynie niewiążącym
porozumieniem uzależnionym od posiadania męskiego potomka - takie
rozwiązanie niosło ze sobą zbyt wiele niepewności, by mogło przetrwać.
Pisząc ten rozdział, autor korzystał z następujących monografii:
Davies, Boże igrzysko
Davies, Serce Europy
Halecki, Historia Polski
Hingley, Russia: A Concise History
Jędruch, Constitutions
Johnson, Central Europe
Lukowski Zawadzki, A Concise History of Poland
Ostrowski, Krasny i Kuczman, Kraj skrzydlatych jeźdźców
Radzilowski, Traveller's History of Poland
Stone, Polish-Lithuanian State
Zamoyski, Własną drogą
Cyt. za: Unia Litwy z Polską, red. Józef Żerbiłło-Ładuński, Księgarnia "Kroniki Rodzinnej", Warszawa 1914, s. 198. [wróć]
Jak wielu innych królów owych czasów, Ludwik nie przyszedł na świat w państwie, którym miał rządzić. Wywodził się z francuskiej dynastii przeniesionej z Neapolu (przyp. aut.). [wróć]
Polska i Litwa miały przynajmniej jedną cechę wspólną: w obu krajach nie używano narodowego języka w oficjalnych okolicznościach. Językiem urzędowym na dworze Wielkiego Księstwa Litewskiego był zapożyczony od prawosławnych poddanych starobiałoruski, a w Polsce - przejęta z Rzymu łacina. Obie gałęzie chrześcijaństwa, pod względem kulturowym bardziej zaawansowane niż nawracane ludy, wprowadziły do nowej wspólnoty języki elit (przyp. aut.). [wróć]
Bitwa pod Grunwaldem (Tannenbergiem) przeszła do legendy; w polskiej poezji i literaturze, zwłaszcza XIX-wiecznej, przedstawia się ją jako metaforę walki ciemiężonego narodu z tyranią. Polacy widzieli w Krzyżakach prekursorów późniejszej niemieckiej agresji na swój kraj. Z kolei Niemcy uważali ich za symbol chrześcijańskiego rycerstwa, które szerzyło cywilizację na barbarzyńskim wschodzie. Zwycięska bitwa z I wojny światowej była traktowana jak historyczny odwet, Hitler zaś uczcił pamięć Krzyżaków, nadając inwazji na Polskę w 1939 kryptonim "Tannenberg"; jedna z dywizji SS otrzymała nazwę na cześć zakonu (przyp. aut.). [wróć]
Cyt. za: ibid., s. 197-198. [wróć]
Według innych źródeł słowo "car" w czasach tatarskiego panowania, czyli od XII do XV w., odnosiło się do tatarskich chanów. Pierwszym moskiewskim władcą, który przy koronacji przyjął tytuł cara Wszechrusi, był Iwan Groźny w 1547 (przyp. aut.). [wróć]
Zygmunt August był pobożnym katolikiem, mimo to korespondował z Janem Kalwinem i rozważał reformy, które pozwoliłyby zjednoczyć wszystkie gałęzie chrześcijaństwa. Nakłaniany do udziału w gorących dysputach religijnych, odpowiadał: "Nie jestem królem waszych sumień" (przyp. aut.). [wróć]
Rozdział 5. Rzeczpospolita szlachecka
Rozdział 5
Rzeczpospolita szlachecka
Polska nierządem stoi1.
Pod koniec życia Zygmunt August wykuł trwalsze rozwiązanie:
konstytucyjne połączenie Polski i Litwy w niepodzielny organizm
polityczny, ze wspólną walutą, polityką zagraniczną, królem wybieranym
przez naród oraz jednym ciałem ustawodawczym, które miało się zbierać w położonym centralnie miasteczku o nazwie Warszawa. Nowa unia
konstytucyjna, nazwana Najjaśniejszą Rzeczpospolitą Obojga Narodów -
częściej używano określenia "Rzeczpospolita szlachecka" - obejmowała
swoimi granicami obecną Polskę, Litwę, Białoruś, Łotwę oraz część
Estonii, Rosji, Słowacji, Mołdawii i Ukrainy2.
Formalnie unię zawarto 1 lipca 1569 roku w Lublinie. Wcześniej Polska i Litwa faktycznie współżyły ze sobą, jednak teraz zawarły związek
małżeński, tworząc największe państwo ówczesnej Europy. Ważnym skutkiem
politycznym unii lubelskiej był fakt, że na prośbę ruskiej szlachty,
która obawiała się litewskiego separatyzmu, Polska otrzymała większość
należących do Litwy ziem słowiańskich, czyli niemal całą południową
połowę dawnego Wielkiego Księstwa. W ten sposób do "polskiej części"
wspólnoty włączono Wołyń, Podole i Ukrainę, ziemie, które później stały
się zarzewiem sporów. Odłączone od Wielkiego Księstwa Litewskiego i zamieszkane przez wyznawców prawosławia tereny były teraz zajmowane
przez katolickich właścicieli ziemskich, którzy postanowili narzucić
wolnym rolnikom system praktycznie oznaczający poddaństwo i feudalne
zobowiązania. Polska szlachta ruszyła licznie na Ukrainę, gdzie
zakładała majątki ziemskie. Zasiewała w ten sposób nie tylko przynoszące
zyski zboże, ale też ziarna konfliktu, który miał się ujawniać w kolejnych wiekach. Nagłe przeciwstawienie sobie dwóch narodów, dwóch
warstw ekonomicznych, dwóch religii i dwóch języków, gdy jeden miał
całkowitą władzę nad drugim, zrodziło trwały antagonizm.
Po unii lubelskiej do Królestwa Polskiego włączono także Prusy
Królewskie, sprowadzając tym samym pruski parlament do rangi
prowincjonalnego zgromadzenia. Prusy Książęce pozostały lennem Korony,
lecz te więzy znacznie osłabły, gdy w roku 1563 Zygmunt August nadał
Hohenzollernom z linii brandenburskiej prawa administracyjne i prawa
dziedziczenia. Sto lat później Brandenburgia zaanektowała Prusy, co
miało dalekosiężne konsekwencje.
Unia lubelska stanowiła ukoronowanie wspólnej państwowości
polsko-litewskiej, jednak pierwszym prawdziwym sprawdzianem dla nowego
systemu politycznego miała się okazać śmierć ostatniego z Jagiellonów w 1572 roku.
Po śmierci Zygmunta Augusta, tak jak dawniej bywało w okresie
interregnum, tymczasową władzę do czasu koronacji nowego monarchy
przejęli magnaci i duchowieństwo. Chociaż ci pierwsi aktywnie angażowali
się w wybór nowego króla już od śmierci Kazimierza Wielkiego w 1370
roku, cały proces nie do końca był jasny, powoływano się w nim zarówno
na precedensy, jak i na charyzmę kandydata. Nie istniała żadna
jednorodna, usankcjonowana prawnie procedura zapewniająca gładkie
przekazanie władzy, dlatego obawiano się, że śmierć Zygmunta Augusta
stanie się dla grupek separatystów pretekstem do podziału i osłabienia
nowej unii. Pojawiły się opinie, że niezbędna jest procedura bardziej
racjonalna i uporządkowana.
Kryzys udało się zażegnać, gdy szlachta postanowiła wykorzystać
tymczasową władzę do ustanowienia nowego systemu ustrojowego. W 1572
roku senator i arcybiskup gnieźnieński Jakub Uchański (1502-1581) zwołał
sejm konwokacyjny zwany konfederacją warszawską, który miał ustalić
szczegóły nowego sposobu rządzenia. Słowo "konfederacja" nie zostało
użyte przypadkowo. W ogólnym rozumieniu konfederacja jest
stowarzyszeniem suwerennych państw, a ponieważ każdy polski szlachcic
był przekonany o własnej wolności i niezależności, termin ten wydawał
się bardzo trafny. Konfederacja miała w Polsce długą tradycję, wywodziła
się z czasów piastowskich, a oznaczała dobrowolną strukturę złożoną ze
zbrojnych, którzy przysięgali bronić szlachetnej sprawy i sprzeciwiać
się niesprawiedliwości. Była więc w pewnym sensie zalążkową i nietrwałą
partią polityczną tworzoną ad hoc w celu rozwiązania określonych
problemów. Można znaleźć wiele podobieństw między konfederacjami dawnej
Polski a ruchem Solidarności z 1980 roku, będącym spontanicznie powstałą
organizacją patriotów sprzeciwiających się despotycznym rządom.
Już w 1572 roku polska szlachta dysponowała niespotykaną w żadnym
europejskim kraju władzą polityczną, jednak konfederacja warszawska
jeszcze bardziej rozszerzyła, wzmocniła, a co ważniejsze - utrwaliła w prawie święte przywileje, czyli "złotą wolność" stanu szlacheckiego. Owe
"prawa kardynalne", uchwalone wcześniej niż podobne prawa w Anglii,
stały się podstawą polskiego systemu konstytucyjnego.
Jego najbardziej rzucającym się w oczy elementem było ograniczenie
władzy króla, do którego lepiej pasowałoby określenie "najwyższy
urzędnik administracji państwowej". Król sprawował władzę do końca życia
i formalnie nie był przed nikim odpowiedzialny, ale większość
najwyższych stanowisk w państwie też miała dożywotnią kadencję.
Teoretycznie owa niezależność służyła ograniczaniu despotycznych zakusów
władcy, ale też często uniemożliwiała kompromis, jako że żadna ze stron
nie miała wystarczających środków nacisku, żeby zrealizować swoje cele.
Rozproszenie władzy miało zapobiec tyranii, stworzono zatem nowy system
ustrojowy, który teoretycznie stanowił konstrukcję łączącą zalety trzech
podstawowych elementów. Sejm (niższa izba parlamentu) wyrażał wolę
narodu, a przynajmniej wolę szlachty, która jako jedyna miała prawa
obywatelskie. Senat był izbą strażników prawa i reprezentował
oligarchię. Natomiast król, jako zwierzchnik wojsk i osoba piastująca
najwyższe stanowisko, reprezentował monarchię. Ten trójdzielny system
można uznać za wczesną próbę podziału władzy, który poprzez wprowadzenie
mechanizmów równoważących poszczególne elementy miał zapobiec
nadużyciom. Ponad dwa wieki później idea ta została dopracowana w amerykańskiej konstytucji. Polski sejm z XVI wieku miał znacznie więcej
władzy niż angielski parlament. Pod koniec tegoż stulecia Polska była
państwem o największym w Europie zakresie wolności; ze względu na zasadę
"rządy za zgodą rządzonych" oraz nacisk kładziony na równość wobec prawa
nazywa się ją czasem kolebką klasycznego liberalizmu.
Podczas konfederacji warszawskiej ustalono, że nowego króla wybierze
sejm elekcyjny w maju 1573 roku. Prawo do korony miał każdy szlachcic,
kandydat mógł być też innej narodowości. W gruncie rzeczy szlachta
wolała cudzoziemca, jako że wyniesienie któregoś z jej członków na tron
obrażałoby poczucie równości (czego dowodem jest fakt, że spośród
jedenastu królów wybranych w ciągu kolejnych dwustu lat tylko czterech
było rodowitymi Polakami).
W 1573 roku faworytem magnatów był kandydat z Austrii, jednak znaczna
część mniej zamożnej szlachty uważała Habsburgów za zagrożenie, jako że
ich rządy w Czechach i na Węgrzech uchodziły za wyjątkowo despotyczne;
większym wrogiem wolności byli jedynie moskiewscy carowie.
Najmocniejszym poparciem cieszył się francuski arystokrata Henryk, który
- jak się spodziewano - mógł zapewnić cenny sojusz militarny służący
jako zapora przeciwko zakusom Rosjan i Habsburgów. Uważano, że więzy
dynastyczne z Francją, w odróżnieniu od podobnych więzów z dynastią
habsburską, nie dość, że nie stanowią zagrożenia dla polskiej
niezależności, to jeszcze pozwalają na alians dwóch potęg wschodniej i zachodniej Europy. Warto zauważyć, że podczas tej pierwszej elekcji
spontanicznie wyłoniły się protopartie polityczne oraz ich produkt:
zwalczające się stronnictwa. Ta frakcyjność nasilała się i przez kolejne
wieki coraz bardziej nękała polską politykę.
Po wielu umizgach, przekupstwach i błaganiach pięćdziesiąt tysięcy
szlacheckich elektorów dzięki tak zwanej zbiorowej intuicji osiągnęło w końcu wymaganą przez prawo jednomyślność i ogłosiło, że pierwszym królem
Polski wybranym w wolnej elekcji jest Henryk Walezy (1551-1589).
Jednak zgodnie z wymogami ustalonymi przez konfederację warszawską, nowy
król musiał przed koronacją podpisać artykuły henrykowskie - umowę
społeczną nazwaną tak na cześć władcy - które ustalały podstawowe zasady
rządów. Artykuły henrykowskie oraz pacta conventa3, czyli
dalsze ograniczenia władzy królewskiej oraz rozszerzenia przywilejów
szlacheckich, negocjowane z kolejnymi obieralnymi monarchami,
funkcjonowały jak nieformalna polska konstytucja.
Henryk Walezy został uroczyście koronowany 21 lutego 1574 roku, jednak
jego panowanie nie trwało długo. Zaledwie trzy miesiące później, 30
maja, nieoczekiwanie zmarł król Francji Karol IX, brat Henryka. Pierwszy
elekcyjny władca Polski, który najwyraźniej uznał, że woli panować we
Francji i że nie odpowiada mu rządzenie poddanymi tak żarliwie
przywiązanymi do swoich wolności, zniknął z Rzeczpospolitej szlacheckiej
28 czerwca 1574 roku. Nawet się nie pofatygował, żeby poinformować
poddanych o decyzji powrotu do Francji; wymknął się z Wawelu w środku
nocy i uciekł przez granicę. Przy okazji zabrał ze sobą tyle polskich
klejnotów i złota, ile zdołał unieść.
Pierwszy eksperyment polskiej demokracji okazał się, mówiąc delikatnie,
rozczarowujący. Musiało minąć trochę czasu, zanim szlachta znów zwarła
szyki. W grudniu 1575 roku przeciwni Habsburgom posłowie na sejm
zgromadzili się w Warszawie i wybrali na króla Stefana Batorego
(1533-1586) - warunkiem jego koronacji było małżeństwo z Anną
Jagiellonką, pięćdziesięciodwuletnią niezamężną siostrą Zygmunta
Augusta, i przestrzeganie artykułów henrykowskich.
Książę siedmiogrodzki Stefan Batory był dokładnie takim władcą, jakiego
potrzebowało państwo polskie. Pod koniec XVI wieku Siedmiogród był dwa
razy większy od dzisiejszych Węgier i jako jedyne państwo w tej części
Europy utrzymywał sojusz z Rzeczpospolitą Obojga Narodów. Batory
uchodził za znakomitego przywódcę łączącego w sobie cechy wojownika i sprawnego administratora.
Skromny, uczciwy i przywykły do niewygód Batory był zdolnym politykiem.
Miał też ogromne doświadczenie wojenne. Zanim wybrano go na księcia
Siedmiogrodu, walczył z Turkami, Tatarami i Habsburgami, a sprawując
rządy, kierował się tolerancją religijną i gotowością do porozumienia.
Pod koniec XVI wieku trudno było o lepsze rekomendacje dla kandydata
ubiegającego się o polską koronę.
Po ślubie z Anną Jagiellonką pierwszym celem Batorego stało się
odzyskanie kontroli nad Gdańskiem, którego mieszkańcy uznawali za króla
Polski cesarza Maksymiliana II Habsburga. Gdańsk, wówczas formalnie
znajdujący się pod polskim protektoratem, ale cieszący się szeroką
autonomią, jeszcze za czasów krzyżackich został praktycznie
zgermanizowany i zdecydowanie ciążył ku cesarstwu Habsburgów oraz
sąsiednim Prusom Wschodnim, które były wprawdzie polskim lennem, lecz o wątpliwej lojalności. Hanzeatycki Gdańsk, zdecydowanie najcenniejszy
polski port nad Bałtykiem, stał się bramą dla handlu zagranicznego i podróży. Dla polsko-litewskiej federacji stanowił ważny punkt oparcia;
jego znaczenie było doceniane także w XX wieku, czego dowodem jest
trzynasty punkt Woodrowa Wilsona przyznający niepodległej Polsce prawo
do wolnego i bezpiecznego dostępu do morza.
Batory stanowczo dążył do umocnienia polskich wpływów w Gdańsku. Po
nieudanej blokadzie zaatakował miasto i chociaż nie udało mu się go
zdobyć, zadał przeciwnikowi na tyle dotkliwe straty, że wymusił
ustępstwa korzystne dla Rzeczpospolitej. W ramach "przeprosin" za
wspieranie habsburskiego pretendenta Gdańsk musiał zapłacić Batoremu
dwieście tysięcy guldenów (złotych monet), zachował jednak autonomię i przywileje nadane przez poprzednich polskich władców. Dzięki
zdecydowanym działaniom króla i jego gotowości do zawarcia rozsądnego
kompromisu miasto uznało Batorego za króla Polski i przez kolejne
stulecia okazywało lojalność Rzeczpospolitej.
Potem Batory zajął się problemem zagrożenia ze strony Księstwa
Moskiewskiego i wezwał do ostatecznej rozprawy z Iwanem Groźnym
(1530-1584). Rosjanie otwarcie rościli sobie prawa do niemal wszystkich
ziem Europy Wschodniej i rozpoczęli agresywną kampanię wojskową mającą
na celu zajęcie jak największych terenów. W pierwszej fazie wojny wojska
Iwana odnosiły sukcesy, jednak Batory, objąwszy dowództwo, sprawił, że
szala zwycięstwa przechyliła się na stronę Polski. W znacznej części
przyczyniło się do tego wykorzystanie zawodowej ciężkiej kawalerii
uzbrojonej w węgierskie lance - oddziały te stały się później znane jako
"skrzydlata husaria". W 1581 roku Batory wkroczył na rosyjskie terytoria
i choć miał już Moskwę w zasięgu wzroku, nie posunął się dalej. Pomimo
surowych warunków (zdarzało się, że polscy kawalerzyści zamarzali w siodłach na śmierć) Polska utrzymywała przewagę, zabijając tysiące
rosyjskich żołnierzy i zapuszczając się w głąb rosyjskiego terytorium. W 1582 roku Iwan Groźny musiał poprosić o rozejm, co przynajmniej na sto
lat udaremniło rosyjskie ambicje narzucenia władzy Europie Wschodniej.
Niestety, Stefan Batory, największy cudzoziemski król Polski, zmarł
niespodziewanie w 1586 roku.
Rok później szlachta wybrała na króla syna szwedzkiego władcy, Zygmunta
Wazę (1566-1632), co zapoczątkowało stuletnie panowanie Wazów w Polsce.
Na początku tego okresu Polska miała przewagę nad Rosją, która pogrążyła
się w wywołanym przez konflikty wewnętrzne i zewnętrzne kryzysie zwanym
wielką smutą. Polskie wojska zajęły Moskwę i osadziły na carskim tronie
Polaka. Niestety, Wazowie - częściowo dlatego, że pragnęli odzyskać
szwedzką koronę - uwikłali Polskę w serię niepotrzebnych wojen,
opróżniając przy tym skarbiec koronny, co doprowadziło rozwścieczoną
szlachtę na krawędź buntu. Pod koniec panowania Wazów Rzeczpospolita
podupadła tak bardzo, że jej przyszłe istnienie stanęło pod znakiem
zapytania. Polska weszła w trudny okres niespotykanych wcześniej klęsk i katastrof, nazywany potopem4.
Wszystko zaczęło się na wschodzie. Od czasów mongolskiego najazdu w XIII
wieku Ruś Kijowska znajdowała się pod obcym panowaniem. Po unii
lubelskiej z 1569 roku ziemie obejmujące znaczną część dzisiejszej
Ukrainy trafiły do Polski, a polska szlachta zaczęła zakładać na żyznych
glebach rozległe majątki, którymi zarządzali Żydzi. Po bliskich
związkach polskiego ziemiaństwa z Żydami pozostała pamiątka w postaci
charakterystycznych kaftanów i czapek obramowanych futrem, noszonych
przez ortodoksyjnych wyznawców judaizmu - w średniowieczu taki strój był
przypisany polskiej szlachcie. W odróżnieniu od unii z Litwą zajęcie
ziemi kijowskiej było wymuszonym rozbiorem, skutkiem rozporządzenia, a nie porozumienia, co doprowadziło do trwałej niechęci Ukraińców wobec
nowych panów.
Rozległe stepy kijowskiego państwa, dzisiaj znane jako Ukraina, były
słabo zaludnione, głównie przez zatwardziałych wojowników, czyli Kozaków
- słowo to, wywodzące się z języków tureckich i z tatarskiego, oznaczało
"wolnego wojownika"5. Nie mając instytucjonalnych możliwości
wyrażania swoich skarg oraz nie mogąc powstrzymać bezwzględnej
polonizacji ruskiej szlachty, Kozacy zaczęli występować przeciwko
polskiej władzy. Nieskoordynowane lokalne powstania były jednak krwawo
tłumione, co wywoływało jeszcze większą nienawiść. Rosnące
niezadowolenie doprowadziło w 1648 roku do wybuchu wielkiego powstania
kozackiego. Bunt był zasługą (albo winą, w zależności od punktu
widzenia) wielkiego ukraińskiego bohatera narodowego Bohdana
Chmielnickiego (1595-1657).
Po kilku zwycięstwach nad polskimi wojskami wysyłanymi do uśmierzenia
zamieszek Chmielnickiemu udało się przekonać do swojej sprawy wielu
Kozaków i Rusinów. Rzesze, które do niego ciągnęły, wyczuwały rodzący
się nacjonalizm i usiłując odzyskać swoje ziemie, uruchomiły falę
terroru. Niszczono i plądrowano kościoły katolickie, a szlachtę,
zakonnice, księży i szczególnie Żydów zabijano tysiącami.
Żeby powstrzymać rzeź, Polska wysłała na Ukrainę jeszcze liczniejsze
wojska. Chmielnicki, na którego napierali Polacy i sprzymierzeni z nimi
Tatarzy, zwrócił się o pomoc do cara Aleksego I, oczekując od niego
wsparcia dla Słowian wyznających prawosławie. Zwłaszcza że Księstwo
Moskiewskie, częściowo w odwecie za dotkliwe porażki w czasach wielkiej
smuty, już wcześniej wypowiedziało wojnę Rzeczpospolitej i zamierzało
odzyskać Smoleńsk.
Rosyjskie wsparcie dla Ukrainy miało gorzką, lecz sprawdzoną formę,
którą z powodzeniem zastosowano też później, w czasach komunistycznych.
Wysłana na pomoc Chmielnickiemu armia "wyzwolicielska" szybko zamieniła
się w wojska okupacyjne. Uroczyście obiecywana lokalna autonomia okazała
się iluzją, a każde ważniejsze działanie Ukraińców musiało mieć aprobatę
cara.
Polacy skierowali wszystkie siły przeciwko Rosjanom i Kozakom, co
natychmiast wykorzystały Prusy Brandenburskie i Szwecja. W 1655 roku ich
wojska w ogromnej sile najechały osaczoną Rzeczpospolitą i zajęły całą
Wielkopolskę, historyczne serce państwa polskiego. Oparł się im tylko
ufortyfikowany Gdańsk.
Pod koniec 1655 roku niemal cała Polska znalazła się pod okupacją
najeźdźców moskiewskich, szwedzkich, kozackich, siedmiogrodzkich i brandenburskich, którzy otwarcie przymierzali się do jej rozbioru.
Rosjanie uchodzili za barbarzyńców, ale i Szwedzi nie okazali się od
nich lepsi: palili katolickie kościoły i wyrzynali mieszkańców wsi i miasteczek. Te okrucieństwa oraz zagrożenie samej egzystencji państwa
wyzwoliły w Polakach wielką determinację. Z popiołów spalonych świątyń
wyłonił się zaskakująco szeroki i powszechny ruch oporu, który
początkowo przybrał formę wojny partyzanckiej, a następnie skonsolidował
się wokół osoby króla Jana Kazimierza (1609-1672).
Za punkt zwrotny "potopu" uważa się małą i na pozór nieznaczącą bitwę,
która stała się w Polsce legendą: obronę Jasnej Góry.
Na Jasnej Górze w leżącej nad Wartą Częstochowie wznosił się umocniony
klasztor. Miejsce nie miało żadnej wartości strategicznej, jednak
Szwedzi byli przekonani, że kryją się tam wielkie skarby. Wiedzieli też,
że klasztoru broni zaledwie siedemdziesięciu mnichów i osiemdziesięciu
ochotników z okolicy. Po kilku nieudanych szturmach szwedzkie wojska
rozpoczęły 18 listopada 1655 roku oblężenie. Mnisi twardo się opierali,
a nawet wyprowadzali nocne ataki za mury - w wyniku tych wypadów
obrońcom udało się zabić wielu szwedzkich żołnierzy i zagwoździć kilka
armat. Najbardziej chyba irytującą bronią zakonników były śpiewane
chórem pobożne pieśni, które ze szczytu wieży niosły się szeroko ponad
głowami napastników. Zniechęceni Szwedzi wycofali się w końcu 27 grudnia
1655 roku. Oblężenie Jasnej Góry odwróciło losy Polski, której potęga
zaczęła się odradzać na nowo.
W lipcu 1656 roku Polska wzmocniła się na tyle, by przypuścić kontratak
na okupujących Warszawę Szwedów i ich brandenburskich sojuszników.
Polakom nie udało się wprawdzie odbić stolicy, ale wykrwawieni Szwedzi
wkrótce opuścili miasto. Wcześniej jednak załadowali na barki dzieła
sztuki, książki i inne wartościowe przedmioty i wysłali je w dół Wisły.
Stosunkowo niewielka bitwa o Warszawę miała jednak istotny skutek: po
swojej klęsce Jan Kazimierz uznał pełną suwerenność Prus Książęcych,
które od 1466 roku były polskim lennem. W zamian za to Fryderyk Wilhelm
Hohenzollern, książę pruski i elektor brandenburski (jeden z siedmiu
książąt uprawnionych do wyboru Świętego Cesarza Rzymskiego), zgodził się
zerwać sojusz ze Szwecją. To porozumienie przyniosło zgubne dalekosiężne
konsekwencje: dynastia Hohenzollernów miała w przyszłości sprowadzić na
Polskę wiele nieszczęść. Jednakowoż po wycofaniu się Prus z wojny Polacy
zaczęli powoli odzyskiwać swoje ziemie. W 1660 roku, w wyniku
czteroletnich walk, Szwedzi zostali z Polski wyparci, a północne granice
państwa znów stały się bezpieczne.
Poprawiła się również sytuacja na wschodzie. Po śmierci Chmielnickiego w 1657 roku przez krótki czas się wydawało, że Polakom i Ukraińcom uda się
nawiązać poprawne stosunki. Nowy przywódca Kozaków Iwan Wyhowski nie
miał już złudzeń co do sojuszu z Rosją. Licząc na porozumienie z Polską
na bardziej dogodnych warunkach, rozpoczął potajemne negocjacje z polskim królem, które zakończyły się we wrześniu 1658 roku podpisaniem
unii hadziackiej. Tajny pakt powoływał do życia potrójną federację
złożoną z Polski, Litwy i Wielkiego Księstwa Ruskiego, z jednym królem,
jednym sejmem i wspólną polityką zagraniczną. Dzięki temu porozumieniu
powstało państwo słowiańskie, mające odpierać ekspansjonistyczne ataki
ze wschodu i zachodu oraz dające podstawę do stworzenia potężnej
słowiańskiej koalicji w Europie Wschodniej.
Unia hadziacka to jeden z tych przypadków w historii, które można
rozpatrywać w kategoriach "co by było gdyby". Federacja potężnych
wschodnioeuropejskich państw - pierwszy mówił o niej Bolesław Chrobry -
mogła w znacznym stopniu opóźnić ekspansję rodzących się imperiów,
rosyjskiego i niemieckiego. Tyle że w tym ważnym punkcie nie dokonał się
żaden zwrot. Car Rosji, dostrzegłszy zagrożenie, jakim było pojawienie
się zjednoczonej wspólnoty państw, wysłał do Polski i na Ukrainę silne
liczebnie wojska, które miały zapobiec wprowadzeniu unii w życie. Po
kolejnych gwałtownych sporach frakcję polską i ukraińską podzieliło tyle
waśni i wzajemnych pretensji, że żaden sojusz nie mógł ich unieść. Unia
hadziacka pozostała martwym zapisem.
Trzeba było czterech lat, by wypchnąć wojska moskiewskie z Litwy i Ukrainy Lewobrzeżnej, oraz kolejnych trzech, żeby zawrzeć
rozejm6. Niestety, podpisany układ pokojowy nie był dla Polski
korzystny, głównie z powodu antykrólewskiego buntu, który wybuchł w nieodpowiednim czasie i wciągnął ograniczone polskie siły w wojnę
domową.
Na mocy zawartego w 1667 roku rozejmu andruszowskiego - który formalnie
był planowanym na trzynaście i pół roku zawieszeniem broni - Polska
oddała Moskwie Smoleńsk, Kijów, Czernihów oraz Ukrainę Lewobrzeżną,
których to terytoriów nigdy nie odzyskała. W efekcie Rosja osiągnęła
przewagę w kolejnych wojnach. Znajdujące się na ziemiach ruskich
bogactwa materialne oraz siły ludzkie były kluczowe dla potęgi
Rzeczpospolitej, okazało się, że bez nich Polska nie jest w stanie
dorównać Rosji. Zmiany terytorialne zapisane w rozejmie andruszowskim
miały decydujące znaczenie historyczne: z jednej strony skazywały Polskę
na powolny upadek, z drugiej pozwoliły imperium rosyjskiemu urosnąć w siłę, która kilkakrotnie zagroziła całej Europie.
Polska przetrzymała potop, ale jego skutki okazały się niszczące.
Zginęło 30 procent ludności Rzeczpospolitej, gospodarka się załamała,
spalone doszczętnie zostało co trzecie miasto. Z królewskich grobowców
rozkradziono klejnoty, szwedzcy rabusie zabrali nawet srebrny ołtarz
świętego Stanisława. Wiślany handel zbożem, który podczas potopu
zmniejszył się o dwie trzecie, do końca istnienia Rzeczpospolitej nie
wrócił do poziomu sprzed 1648 roku. Utrata Inflant na rzecz Szwecji oraz
Prus Książęcych na rzecz elektora brandenburskiego niemal odcięła Polskę
od Bałtyku.
Jednak najbardziej niszczący skutek potopu przejawiał się w subtelniejszy sposób. Było nim wprowadzenie dziwnej procedury
parlamentarnej. Określenie "liberum veto", które można przetłumaczyć
jako "mam prawo powiedzieć nie pozwalam", pojawiło się w polskim
słowniku w 1652 roku. Obradujący podczas powstania Chmielnickiego sejm
miał się właśnie zakończyć, gdy marszałek ogłosił, że zgromadzenie
zostaje przedłużone o jeden dzień, żeby domknąć niedokończone sprawy.
Kiedy posłowie zaczynali się rozchodzić, rozległ się głos nieznanego
szerzej Władysława Sicińskiego, potajemnie opłacanego przez litewskich
separatystów: "Nie pozwalam!". Szanujący zasadę jednomyślności posłowie
odbyli krótką dyskusję, czy taki sprzeciw jest ważny, i po zasięgnięciu
opinii osób uczonych w prawie doszli do wniosku, że tak. Nie dość, że
sejm nie zgromadził się ponownie, to jeszcze cała wcześniejsza praca
ustawodawcza została uznana za nieważną. Sztuczka prawna, która w owych
czasach była akceptowana jako wyraz praw jednostki, miała wkrótce
przynieść wielkie szkody.
Osłabienie Polski podczas potopu nie tylko wymusiło ustępstwa
terytorialne wobec Rosji, ale też umożliwiło trwałe niemieckie
osadnictwo w Prusach Wschodnich i Prusach Brandenburskich, co z kolei
doprowadziło do utworzenia XVII-wiecznego korytarza, stwarzającego takie
same problemy jak "korytarz polski" w XX wieku. Osłabienie Polski było
korzystne dla Romanowów, Habsburgów, Wazów i Hohenzollernów, a utrata
znacznych ziem ośmieliła rodzące się europejskie potęgi, które mogły się
okazać śmiertelnym zagrożeniem. Jednak Polska przetrwała, a przy sile i odporności okazywanej przez tyle pokoleń, miała szansę powrócić do
dawnej świetności. Nawet po rozejmie andruszowskim i niektórych ubytkach
poniesionych podczas potopu - Polska straciła wówczas więcej ziem, niż
wynosi powierzchnia obecnego państwa polskiego - Rzeczpospolita nadal
zaliczała się do największych pod względem geograficznym krajów w Europie.
Lecz pokój nie trwał długo. Turcy jako jedni z niewielu sąsiadów nie
zaatakowali Polski podczas potopu, jednak w 1671 roku sprzymierzone
turecko-kozackie wojska najechały Rzeczpospolitą i w krótkim czasie
zajęły znaczne połacie polskiej Ukrainy.
Na szczęście znalazł się człowiek, który potrafił powstrzymać tę
inwazję. Jan III Sobieski (1629-1696), mąż stanu, żołnierz i uczony,
okazał się urodzonym przywódcą. W równym stopniu znał się na dworskiej
etykiecie, jak i na okrutnej sztuce wojennej, nie bał się ani sporów
intelektualnych, ani starć fizycznych. Jego osiągnięcia były szeroko
znane także za granicą. Prowadził korespondencję z królem Anglii Karolem
II, a Ludwik XIV zaproponował mu w 1666 roku buławę francuskiego
marszałka. Jego wspaniały, utrzymany we włoskim stylu pałac był pełen
dzieł sztuki, francuskich książek i wschodnich ozdób, takich jak
tureckie chorągwie, broń i dywany. Sprawując w 1654 roku służbę w polskim przedstawicielstwie w Stambule, udoskonalił zdolności
dyplomatyczne i nabył dużą wiedzę o osmańskich adwersarzach. Podczas
bitew stawał na czele wojsk, wykazując się niezrównanym męstwem i umiejętnościami walki. Dzięki swej imponującej sylwetce i wielkiej
sławie budził powszechny szacunek, co z goryczą przyznawali nawet jego
polityczni wrogowie w sejmie.
W 1673 roku Sobieski jako hetman wielki koronny poprowadził wojska pod
Chocim leżący w zachodniej części Ukrainy, gdzie w fortecy nad Dniestrem
okopała się trzydziestotysięczna armia turecka. O świcie 11 listopada
1673 roku Polacy zaskoczyli Turków, atakując ich najmocniejsze punkty.
Taktyka Sobieskiego polegała na użyciu ruchomej artylerii, która
otwierała drogę najskuteczniejszym polskim oddziałom, czyli skrzydlatej
husarii. Bitwę przeżył co piętnasty turecki żołnierz. Ich dowódca,
Husejn Pasza, uszedł z życiem, ale niedługo potem otrzymał od sułtana
jedwabny sznur, który był niewypowiedzianym rozkazem popełnienia
samobójstwa po haniebnej klęsce.
Po wielkim zwycięstwie pod Chocimiem Sobieski został okrzyknięty
bohaterem i wiosną 1674 roku zapewnił sobie wybór na króla7.
Stał się najsławniejszym polskim monarchą, a zapamiętano go z jednej z najbardziej heroicznych bitew zachodniej cywilizacji.
Dzięki wojennym umiejętnościom Sobieskiego Polska była bezpieczna, czego
nie dało się jednak powiedzieć o reszcie Europy. W 1683 roku podbój
kontynentu przez Turcję wydawał się nieuchronny.
Chrześcijańsko-muzułmański konflikt tlił się już od tysiąca lat, a przez
ostatnie półtora wieku islam zapuszczał się coraz dalej na europejskie
terytoria. Po bitwie pod Mohaczem w 1526 roku Turcy przejęli władzę na
Węgrzech i w 1529 rozpoczęli oblężenie Wiednia. Wycofali się tylko
dlatego, że w ich obozie wybuchła epidemia, a kapryśne ulewy
uniemożliwiały szturm. Do tego czasu udało im się zająć niemal całą
Afrykę Północną, razem z Bagdadem i pozostałą częścią Mezopotamii,
szybko też opanowali Tunis, Algierię i Niceę. Potężna flota osmańska
praktycznie zniszczyła chrześcijański handel nad Morzem Śródziemnym,
papież obawiał się najazdu Turków na Rzym, a w całych Niemczech
rozmieszczano tak zwane tureckie dzwony, które miały ostrzegać ludność
przed zbliżaniem się najeźdźców. Często kusi nas, żeby oceniać siłę
przeciwnika z dzisiejszej perspektywy, jednak w XVII wieku islam
stanowił główną potęgę militarną, która odnosiła kolejne zwycięstwa nad
zacofanym technologicznie Zachodem8.
W 1683 roku imperium osmańskie miało przewagę nad chrześcijańską Europą.
Granica między dwiema cywilizacjami, o długości prawie dwóch tysięcy
kilometrów, ciągnęła się szerokim łukiem od Morza Azowskiego aż po
Adriatyk; Turcy mieli swoje bastiony w Dalmacji, Słowenii, na Węgrzech,
w Siedmiogrodzie, w Mołdawii, na Podolu i na Ukrainie. Imperium
osmańskie zajmowało jedną czwartą kontynentu europejskiego i pragnęło
więcej. Pomimo rozejmu podpisanego z monarchią habsburską w 1683 roku
ogromna armia turecka ruszyła na podzieloną Europę Środkową, która
wydawała się łatwym łupem.
Cesarz Leopold I (1640-1705) złożył więc rozpaczliwą propozycję swojemu
niegdysiejszemu wrogowi, ale też, tak jak on, chrześcijańskiemu władcy:
jeśli Sobieski osobiście poprowadzi armię na odsiecz Wiedniowi, otrzyma
dowództwo nad wszystkimi europejskimi wojskami oraz subwencję w wysokości miliona dwustu tysięcy dukatów na pokrycie kosztów wyprawy.
Także papież poprosił Polskę o pomoc w odparciu muzułmańskiego terroru;
zapewne dostrzegł, że Sobieski jest jedynym człowiekiem, który może
obronić zachodnią cywilizację. Polski król rozumiał nieprzyjaciela jak
żaden inny Europejczyk, mówił w jego języku, obserwował jego najwyższych
urzędników w Konstantynopolu i w ciągu dziesięciu lat stoczył z nim
wiele bitew. Był mistrzem ataku i miał do dyspozycji najbardziej
przerażającą w owych czasach broń: niezwyciężoną skrzydlatą husarię.
Równie ważna była jego reputacja, Turcy bowiem bali się polskiego króla,
którego bohaterskie czyny wydawały się przekraczać ludzkie możliwości.
Otrzymawszy od sejmu stosowne przyzwolenie, Sobieski wyruszył latem na
czele dwudziestosiedmiotysięcznego polskiego wojska, by spotkać się pod
Wiedniem z oddziałami księcia lotaryńskiego Karola V, szwagra cesarza.
Odpowiadając na wezwanie papieża, do Polaków i Austriaków dołączyły też
wojska z Bawarii, Saksonii, Badenii i innych państw chrześcijańskich.
Armia osmańska dotarła pod Wiedeń 16 lipca 1683 roku i rozpoczęła
oblężenie. Po dwóch miesiącach zaciekłych walk, 8 września, tureccy
saperzy dokonali kilku wyłomów w murach i wydawało się, że losy Wiednia
są przesądzone. Muzułmańskie hordy powstrzymywało zaledwie cztery
tysiące obrońców, więc klęska, która oznaczała śmierć albo niewolę, była
kwestią kilku dni.
11 września wieczorem - zapewne nieprzypadkowo wybrano datę poprzedniej
muzułmańskiej inwazji - połączone wojska chrześcijańskie, liczące prawie
siedemdziesiąt tysięcy żołnierzy, znalazły się na obrzeżach Wiednia i ze
wzgórza oceniały sytuację. Roztaczał się przed nimi przerażający widok:
prawie ćwierć miliona Turków - żołnierzy, urzędników, niewolników i markietanek z całego państwa otomańskiego oraz bojowników z muzułmańskich włości w Europie, Azji i Afryce.
O świcie chrześcijanie rozpoczęli atak. Gdy oddziały z Austrii i Saksonii zajęły pozycję na lewym skrzydle nad brzegiem Dunaju, a Bawarczycy ulokowali się w centrum, reszta wojsk ruszyła w ulewnym
deszczu do szturmu. Chrześcijanie walczyli dzielnie, lecz było jasne, że
mają zbyt małe siły, by przełamać linię wroga.
Jednak ku zaskoczeniu Turków losy bitwy miały się nagle odmienić. Pod
osłoną gęstych lasów polski kontyngent zajął ukradkiem pozycje na prawej
flance. I jak we śnie, tysiące najlepszych wojowników z całego
chrześcijańskiego świata pojawiło się nieoczekiwanie na nieprzygotowanym
do obrony tureckim skrzydle. Czoło ataku stanowiła lśniąca polska
kawaleria. Te elitarne siły składały się z najbardziej doświadczonych
rycerzy, magnatów i szlachty, którzy dla dobra sprawy odłożyli na bok
wcześniejsze spory. A przerażeni Turcy dostrzegli, że tej potędze
osobiście przewodzi człowiek, którego obawiali się najbardziej, Jan III
Sobieski. Król znalazł się we właściwym miejscu we właściwym
czasie9.
Kiedy Sobieski dał sygnał do ataku, trzy tysiące husarzy ruszyło
jednocześnie na linie wroga. Tej niszczycielskiej sile towarzyszył
upiorny dźwięk tysięcy wibrujących sztandarów, dudniących kopyt i trzepoczących skrzydeł aniołów zemsty (husarze mieli na zbrojach
przytwierdzone skrzydła). Osmańscy żołnierze, którzy rozpoznali
Sobieskiego po kolorowych proporcach ozdabiających lance jego
przybocznej straży, zawołali: "Na Allaha, król jest wśród nich!", i rzucili się do ucieczki. Wkrótce polskie oddziały połączyły się z żołnierzami austriackimi i niemieckimi, którzy uparcie posuwali się do
przodu na prawym skrzydle i w centrum, tworząc w ten sposób straszną,
świetnie zorganizowaną siłę w samych trzewiach tureckiej bestii.
Rozproszeni Turcy stali się łatwym łupem dla chrześcijańskich wojsk,
które spychały uciekającego wroga w kierunku wiedeńskich linii
obronnych. Za polską husarią podążał konno ksiądz, który dzierżył
ogromny krucyfiks i wołał: "Oto krzyż Pański! Ustąpcie wrogowie jego!".
Można się sprzeczać, która jazda była bardziej skuteczna, ale obie
odniosły imponujące zwycięstwo. Turcy, którym nie udało się uciec,
ginęli na miejscu. Wiedeń został uratowany, potęga osmańska załamała się
- jak się okazało, na zawsze - a wszystko to za sprawą bohaterskiego
polskiego króla.
Niestety, wiedeńska wiktoria nie przyniosła Polsce korzyści. Imperium
Habsburgów, wciśnięte wcześniej między Turków, Króla Słońce (czyli
Ludwika XIV) i Ren, znalazło teraz możliwość ekspansji w Europie
Wschodniej, początkowo na Bałkanach, a potem w Polsce. Zwycięstwo
Rzeczpospolitej pod Wiedniem i kolejne bitwy z Turkami jedynie
wyczerpały polskie wojska, natomiast dodawały mocy Habsburgom, którzy po
zniknięciu osmańskiego zagrożenia stworzyli w Europie Środkowej ogromne,
wieloetniczne imperium. A umożliwiło im to bezinteresowne poświęcenie
Sobieskiego pod Wiedniem w 1683 roku.
Militarny sukces Sobieskiego nie został doceniony w kraju przez jego
przeciwników politycznych. Pozycja króla jako bohatera była problemem
dla szlachty, która obawiała się, że obdarzony takim splendorem władca
pozwoli sobie na despotyczne rządy albo na wprowadzenie zmian w konstytucji - obie możliwości uważano za równie straszne. Obrady sejmu w latach 1685, 1688, 1689 i 1692 sprowadzały się właściwie do zaciekłych
sporów i ataków na zwolenników Sobieskiego. Królowi zarzucano łamanie
prawa, ciemiężenie poddanych i występowanie przeciwko własnemu krajowi.
W szeroko rozprowadzanych broszurach przedstawiano niepochlebne
karykatury monarchy, ukazujące go w kompromitujących pozach.
Zżerające Rzeczpospolitą waśnie stronnictw politycznych spowodowały
dramatyczny spadek dochodów z podatków, co szczególnie zaszkodziło
armii. Z braku pieniędzy skrzydlatą husarię zastąpiono lekką kawalerią,
a piechota i artyleria praktycznie przestały istnieć. Doprowadzony tym
do rozpaczy Sobieski oświadczył w senacie w 1688 roku:
O, dopieroż zdumieje się potomność, że po takowych zwycięstwach i triumfach, po tak szeroko na świat rozgłoszonej sławie, potkała nas
teraz wiekuista hańba i niepowetowana szkoda, gdy się tedy widzimy bez
sposobów i prawie bezradni albo niezdolni do rady10.
Po śmierci Sobieskiego w 1696 roku położenie Polski jeszcze bardziej się
pogorszyło. Od zachodu zagrażało jej imperium Habsburgów, a w tym samym
czasie na wschodzie nowy car Rosji z wielką energią planował
powiększenie swojego państwa. Piotr Wielki (1672-1725) uważał, że jeśli
Rosja ma się stać prawdziwym światowym mocarstwem, musi mieć dostęp do
morza. Żeby dosięgnąć wybrzeży Bałtyku, pod koniec lat
dziewięćdziesiątych XVII wieku zwrócił się do polskiego króla Augusta
Mocnego, proponując mu wspólny atak na Szwecję i zajęcie portów
morskich. Negocjacjom towarzyszyło wielkie pijaństwo - co w owych
czasach było typowe - a obaj władcy podobno nie trzeźwieli przez
piętnaście dni.
August, znany z siły fizycznej i licznych związków pozamałżeńskich, był
pierwszym królem z dynastii saskiej, która przyniosła Polsce jedynie
rozczarowania. Zgodnie z prawem nie mógł bez zgody sejmu wysłać polskich
wojsk na wojnę, ale jako elektor Saksonii miał pełną władzę nad
tamtejszą armią i chętnie dołączył do cara. Z racji więzów z Augustem
Polska została wciągnięta w tę wojnę i poniosła jej wszystkie
konsekwencje.
Odurzonym alkoholem monarchom, którzy uczestniczyli w zmowie, Szwecja
jawiła się jako kraj bezbronny, rządzony przez niedawno osadzonego na
tronie zaledwie szesnastoletniego Karola XII (1682-1718). Do sojuszu
dołączyła Dania, odwieczny wróg Szwecji, wietrząc w tym swoją korzyść. W 1700 roku koalicja zaatakowała Szwecję, rozpoczynając tym samym wielką
wojnę północną. Jednak szwedzki monarcha okazał się godnym
przeciwnikiem. Chociaż jego armia odpowiadała liczebnie zaledwie jednej
czwartej sprzymierzonych wojsk Rosji, Polski, Saksonii i Danii, Szwedzi
byli znacznie lepiej wyszkoleni i dysponowali nowoczesną bronią palną.
Pod wodzą energicznego młodego króla wygrywali bitwę za bitwą.
W 1701 roku Karol XII wyparł polsko-saksońskie wojska z Rygi i posuwał
się coraz dalej. W ręce Szwedów wpadło Wilno, Warszawa, Kraków i Toruń.
Polskę niszczył kolejny potop, zdumiewająco podobny do wcześniejszego.
Hohenzollernowie wykorzystali ten konflikt, ogłaszając w 1701 roku
powstanie Królestwa Prus, które z czasem stało się dla Polski znacznie
większym zagrożeniem niż Szwecja.
Po blisko dziesięciu latach walk wielka wojna północna osiągnęła punkt
kulminacyjny - w 1703 roku doszło do bitwy pod Połtawą (teren
dzisiejszej środkowej Ukrainy), w której Piotr Wielki zdecydowanie
pokonał Karola XII. Wprawdzie Rosjanie mieli trzykrotną przewagę
liczebną i bronili się na ufortyfikowanych pozycjach, niemniej
zwycięstwo nad rzekomo niepokonanymi Szwedami uczyniło z Rosji światową
potęgę i zapewniło jej dominację w północno-wschodniej Europie.
Rosjanie zepchnęli Szwedów na zachód i wkroczyli do Polski jako
"wyzwoliciele" (podobne przedstawienie odegrają w 1945 roku). Rosyjskie
siły "pokojowe" dokonały podstępnej inwazji, tak samo trwałej jak
rozbiory czy traktaty, a ceną za taką "ochronę" była suwerenność. W 1715
roku wielu Polaków miało już jasność, że saski monarcha jest na pasku
Rosjan i że protekcja narzucona przez Piotra Wielkiego powoli niszczy
Rzeczpospolitą. Zdesperowani polscy patrioci zawiązali konfederację
tarnogrodzką, której celem była detronizacja króla i poszerzenie władzy
parlamentu. I pewnie udałoby im się wyrzucić Augusta z Polski, gdyby nie
pojawienie się armii rosyjskiej, która ochoczo podjęła się rozsądzenia
sporu. Podczas prowadzonych w Warszawie negocjacji rosyjscy dyplomaci
"zaproponowali" sejmowi uchwalenie stałego ograniczenia liczebności
polskiej armii oraz wysokości jej finansowania, co miało wyeliminować
niepotrzebne wrogie incydenty. Żeby zapewnić odpowiednie brzmienie
ustawy, carski wysłannik, książę Grzegorz Dołgorukow, sam napisał
stosowny dokument i przedstawił posłom do zatwierdzenia. Rosjanie
zażądali, by nowe prawo zostało uchwalone jednogłośnie i bez debaty, co
znacznie przyspieszyło całą procedurę. W rezultacie wojska
Rzeczpospolitej zostały znacznie zredukowane, a do tego ogłoszono, że
liberum veto, i tak utrudniające skuteczne rządzenie państwem, staje się
nienaruszalnym prawem i stanowi "złotą wolność".
Polskich posłów przekonały rosyjskie argumenty w postaci oddziałów
wojskowych, które otaczały parlament do czasu uchwalenia nowych ustaw.
Pod groźbą rosyjskich bagnetów sejm z 1717 roku - zwany sejmem niemym z powodu braku jakiejkolwiek debaty - w zasadzie zrzekł się suwerenności,
i to za pomocą tego samego mechanizmu, który zdaniem Polaków miał ich
zabezpieczać przed despotyczną władzą11. Niektórzy uważają, że
sejm niemy stanowi ten punkt w historii, w którym Rzeczpospolita
nieodwracalnie straciła suwerenność, i dlatego można go uznać za
początek nowoczesnej historii Polski.
Prusy, które włączyły się do wielkiej wojny północnej, gdy jej los był
już przesądzony, zyskały wszystkie szwedzkie tereny leżące na Pomorzu
Zachodnim. W ten sposób w polskich rękach pozostał jedynie wąski
korytarz z Gdańskiem, rozdzielający państwo pruskie na dwie części. Ten
nowy układ miał się okazać zarzewiem konfliktów.
Protestanckie Prusy i prawosławna Rosja nawiązały dziwny i - jak się
okazało - groźny dla Polski sojusz; podobnie nazistowskie Niemcy i komunistyczna Rosja, dwa diametralnie przeciwne systemy polityczne,
sprzymierzyły się w 1939 roku, żeby zniszczyć odrodzone państwo polskie.
Mimo odmiennych religii oba rodzące się imperia miały kilka cech
wspólnych: militaryzm i despotyzm władzy oraz potrzebę ekspansji
terytorialnej. Do tego oba sąsiadowały ze słabym, ale zasobnym państwem,
które kusiło do podboju.
Przez wiele stuleci Prusy i Rosja były od siebie oddzielone i trzymane
na dystans przez potężną Rzeczpospolitą Obojga Narodów. Jednak w XVII
wieku osłabiona Polska stała się dla nich ziemią niczyją, a później
przestrzenią życiową, którą można było bezkarnie najeżdżać.
Ustanowienie rosyjskiego protektoratu przyspieszyło rozkład państwa.
Gospodarka się załamała, a sejm okazał się całkiem nieudolny, gdy
opłacani przez zagraniczne rządy posłowie bez ograniczeń korzystali z liberum veto. Frakcje polityczne sprzeczały się o drobiazgi, a tymczasem
najważniejsze kwestie dotyczące bezpieczeństwa państwa nie mogły się
doczekać rozwiązania. Mimo jedenastomilionowej ludności polska armia
liczyła zaledwie 20 tysięcy żołnierzy, źle wyposażonych i źle
opłacanych. Znaczna część szlachty zubożała i z braku innego zajęcia
zaciągała się na służbę wojskową u magnatów, tworząc w ten sposób
największy zasób sił zbrojnych w Europie. Tyle że ten najbardziej
zmilitaryzowany kraj europejski nie był w stanie się obronić, ponieważ
jego wojska nie działały w interesie narodowym i często były wystawiane
do walki przeciwko sobie.
Utraciwszy zdolności obronne i zrezygnowawszy z prowadzenia własnej
polityki zagranicznej, Polska praktycznie przestała być suwerennym
państwem. Sejm nadal obradował, a król teoretycznie sprawował władzę,
jednak wszystkie najważniejsze decyzje musiały zyskać aprobatę cara.
Pisząc ten rozdział, autor korzystał z następujących monografii:
Davies, Boże igrzysko
Davies, Serce Europy
Dziewanowski, Piłsudski: A European Federalist
Fletcher, The History of Poland
Halecki, Borderlands of Western Civilization
Halecki, Historia Polski
Jasienica, Rzeczpospolita Obojga Narodów
Jędruch, Constitutions
Johnson, Central Europe
Kochowski, Lata potopu
Lukowski Zawadzki, A Concise History of Poland
Prażmowska, A History of Poland
Snyder, Rekonstrukcja narodów
Stone, Polish-Lithuanian State
Stoye, Oblężenie Wiednia
Tihany, History of Middle Europe
Wheatcroft, Enemy at the Gate
Winik, Great Upheaval
Zamoyski, Własną drogą
Autor tych słów, które podobno padły na jednym z XVI-wiecznych sejmików, jest nieznany. Rozpowszechnił je m.in. Julian Ursyn Niemcewicz w komedii Powrót posła. Niektórzy - wśród nich były prezes Trybunału Konstytucyjnego, sędzia Jerzy Stępień - uważają, że ich sens został wypaczony, a pierwotny kontekst był następujący: "Polska nie rządem stoi, ale swobodami obywateli". [wróć]
Rzeczpospolita Obojga Narodów składała się z Królestwa Polskiego, Wielkiego Księstwa Litewskiego oraz Prus, Mazowsza, Żmudzi, ziemi kijowskiej, Wołynia, Podola, Podlasia i Inflant. Zwycięstwa nad Moskwą rozciągnęły w XVII w. polskie panowanie na kolejne terytoria. Poza tym Polacy zawładnęli Kurlandią, Prusami Wschodnimi, Mołdawią i Wołoszczyzną (przyp. aut.). [wróć]
Pacta conventa oznacza po łacinie "warunki uzgodnione". Ten termin miał wyrażać ponad wszelką wątpliwość, że król uznaje przyjęte w umowie warunki za wiążące (przyp. aut.). [wróć]
Określenie "potop" stało się popularne za sprawą powieści laureata Nagrody Nobla, Henryka Sienkiewicza, sfilmowanej w 1974 (przyp. aut.). [wróć]
Pierwotnie nazwa "Ukraina" oznaczała wszystkie nadgraniczne tereny dawnej Rusi, dopiero później przypisano ją jedynie do południowo-wschodniego pogranicza (przyp. aut.). [wróć]
Ukraina Lewobrzeżna to termin historyczny, oznaczający część Ukrainy leżącą na lewym, czyli wschodnim, brzegu Dniepru (przyp. aut.). [wróć]
Rywalem Sobieskiego podczas tej elekcji był m.in. książę Yorku, który później rządził Anglią jako Jakub II (przyp. aut.). [wróć]
Thomas F. Madden, Crusade Propaganda, "National Review", 2 listopada 2001 (przyp. aut.). [wróć]
Sobieski miał wtedy 54 lata, więc jak na ówczesne standardy uchodził za człowieka wiekowego. Mówiono, że był już tak słaby, iż potrzebował pomocy, by dosiąść konia. Jednak podczas bitwy świetnie sobie radził (przyp. aut.). [wróć]
Cyt. za: Tadeusz Korzon, Dzieje wojen i wojskowości w Polsce, t. 3, Wydawnictwo Zakładu Narodowego im. Ossolińskich, Lwów-Warszawa-Kraków 1923, s. 26. [wróć]
W 1976 kontrolowany przez Sowietów Sejm uchwalił podobną nowelizację polskiej Konstytucji, formalizującą "przyjaźń ze Związkiem Radzieckim" (przyp. aut.). [wróć]