Nocny pociąg. Tom 31. Komisarz Oczko - Tomasz Wandzel

Kup ebooka

14.00 zł
11.62 zł (11,48 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Rozdział pierwszy

Monika upajała się widokiem zachodzącego słońca, które wolno znikało za tatrzańskimi szczytami, pozostawiając po sobie płomienne ogniki rozrzucone po ośnieżonych zboczach.

Jak ten czas przecieka przez palce - pomyślała, upijając kolejny łyk popołudniowej kawy.

- Dasz wiarę, że to już połowa lutego - westchnął siedzący naprzeciw Rafał, jakby dla niego również ostatnie dwa tygodnie minęły niczym krótki weekend.

- Czyli jeszcze kilkanaście tygodni i wakacje - zauważyła Monika, próbując w słowach męża znaleźć jakieś pozytywy.

- Dla ciebie to kolejne dwa miesiące wolnego, a dla mnie...

- Ty też mogłeś zostać belfrem, ale wolałeś karierę w korporacji - wtrąciła, dusząc w zarodku monolog o przywilejach kadry nauczycielskiej, jaki właśnie zamierzał wygłosić. Wolała nie wdawać się w jałową i niepotrzebną dyskusję, która jej zdaniem niczego nie wnosiła. Rafał miał swoje zdanie na temat nauczycielskich przywilejów, jednak Monika uważała, że te bonusy w postaci wakacji, ferii i przerw świątecznych są czymś naturalnym. W końcu skoro uczniowie nie chodzili do szkoły, to co w tym czasie mieli robić nauczyciele?

- Owszem mogłem, lecz perspektywa użerania się z hordami rozwrzeszczanych dzieciaków skutecznie mnie zniechęciła. Dlatego wolę swoje ciche biuro.

- Nie chcę cię straszyć, ale w pociągu możesz doświadczyć namiastki nauczycielskiej codzienności - oświadczyła Monika, spoglądając wymownie na grupę nastolatków przechodzących chodnikiem, których wrzask i donośna muzyka płynąca z przenośnych głośników docierały nawet do wnętrza restauracji.

- Te kilka godzin chyba wytrzymam.

- No widzisz, a ja w podobnych warunkach spędzam blisko tysiąc godzin rocznie.

- Ale tobie za to płacą i jeszcze dorzucają gratis kilkadziesiąt dni wolnego - zripostował Rafał, ponownie próbując wygłosić swój wykład o nauczycielskich bonusach.

- Chodźmy się lepiej spakować - zaproponowała Monika, wiedząc, że tym razem to ona sama nieświadomie skierowała rozmowę na temat, którego wolała uniknąć. Kiedy ruszyła do wyjścia z restauracji, przy jednym ze stolików zobaczyła niskiego bruneta. Widywała go wielokrotnie podczas posiłków, musiał być zatem hotelowym gościem. Za każdym razem odnosiła wrażenie, że skądś go zna. Duże bursztynowe oczy, gęste lekko falowane włosy i ciemniejsza karnacja, która musiała być efektem genów odziedziczonych po przodkach, a nie godzin spędzonych na tropikalnych plażach, wydawały się dziwnie znajome. Jednak intensywne przeszukiwanie pamięci nie dało żadnych rezultatów. Monika zdawała sobie sprawę, że ma prawdopodobnie ostatnią szansę, aby rozwiązać zagadkę, od kilkunastu dni zajmującą jej umysł. Dlatego przystanęła w drzwiach i z natarczywością, która mogła zostać odebrana dwuznacznie, spojrzała przez ramię. Mężczyzna pochłonięty przeglądaniem smartfona wydał się jej jeszcze bardziej znajomy. Z zakamarków pamięci zaczynały wypływać pojedyncze obrazy i choć wyraźnie widziała na nich tajemniczego bruneta, nie umiała dopasować jego postaci do konkretnych sytuacji lub miejsc.

- Coś się stało?

Pytanie męża sprawiło, że wszystkie wizje mogące pomóc w identyfikacji mężczyzny zniknęły w odmętach pamięci.

- Nie, nic takiego - skłamała, ruszając do windy. Przez moment kusiło ją, żeby powiedzieć Rafałowi prawdę. Jednak uznała, że zamiast pomocy mąż mógłby okazać zazdrość, a tego wolała uniknąć. W tych kilku wizjach, jakie wyświetlił projektor wspomnień, mężczyzna z restauracji wyglądał prawie jak nastolatek. Mogło to oznaczać, że Monika powinna zacząć przeszukiwać kadry pamięci z czasów licealnych. Na to jednak nie miała teraz czasu. Przede wszystkim musiała dokończyć pakowanie, sprawdzić, czy niczego nie zostawiła, bo ostatnim razem z weekendowego wypadu do Kołobrzegu wróciła bez swojej ulubionej pomadki, choć była pewna, że pakowała ją do kosmetyczki. Dlatego tym razem bardzo skrupulatnie obejrzała łazienkę, zaglądając nawet pod stojącą na czterech fikuśnych nóżkach wannę. Z podobną dokładnością potraktowała sypialnię oraz salon. To właśnie w nim znalazła coś, czego zupełnie się nie spodziewała. W szufladzie komody natknęła się na fiszkę z hotelowym logo, co samo w sobie nie było niczym dziwnym. W końcu któryś z poprzednich gości mógł ją tam zostawić. Jednak o ile samą obecność karteczki można było logicznie wyjaśnić, to jej treść trudno było uznać za przypadkową. Kilka słów skreślonych równym starannym pismem sprawiło, że Monika zadrżała. Kształtne, zaokrąglone litery sugerowały, że autorką wiadomości jest prawdopodobnie kobieta. Tylko kto i dlaczego miałby przypominać Monice wydarzenia sprzed ćwierć wieku, które zmieniły życie kilku osób?

- Możemy już iść? - zapytał Rafał, wyrywając Monikę ze wspomnień.

- Tak, chciałam tylko sprawdzić, czy niczego nie zostawiliśmy - odpowiedziała, niepostrzeżenie chowając znalezioną karteczkę do kieszeni jeansów.

Kilka minut później opuścili hotel i wolnym krokiem ruszyli w kierunku dworca. Mijając grupki hałaśliwych nastolatków przelewające się przez Krupówki, Monika próbowała sobie przypomnieć, czy ona sama, gdy miała siedemnaście lat, zachowywała się podobnie. Oczywiście wtedy nie było smartfonów, a telefony komórkowe zaczynały dopiero zdobywać popularność, zatem o siedzeniu z nosem w ekranie i scrollowaniu jego zawartości nie mogło być mowy. Jednak głośne śpiewy, ukradkiem wypalony papieros czy pierwszy łyk alkoholu już w tamtym czasie należały do pociągających rozrywek. Podobnie jak potajemne pocałunki w ciemnym kącie szkolnej szatni lub seksualne eksperymenty, które dla niektórych par miały brzemienne konsekwencje i to dosłownie. Na szczęście Monika miała na tyle oleju w głowie, aby wiedzieć, czym może się zakończyć krótka chwila zapomnienia.

- Wszystko w porządku?

Pytanie męża sprawiło, że po raz kolejny w ciągu ostatnich kilkunastu minut otrząsnęła się ze wspomnień.

- Tak - zapewniła, posyłając mu wymuszony uśmiech - po prostu jest mi trochę szkoda, że już wyjeżdżamy.

- Niestety - zgodził się Rafał - a co gorsza, prawdopodobnie będziemy mieli miłe towarzystwo - dodał, wskazując na grupę nastolatków, idącą w stronę stojącego na peronie pociągu. Jego obawy okazały się uzasadnione, ponieważ młodzież nie dość, że zajęła kilka sąsiednich przedziałów, to gdy tylko pociąg ruszył, zaczęła raczyć się alkoholem, a wąskie smużki dymu o charakterystycznym aromacie nie pozostawiały złudzeń, czym młodzi ludzie wypełniają swoje płuca. Dwoje opiekunów, którzy teoretycznie mieli sprawować nadzór nad uczniami, w praktyce jedynie co jakiś czas upominali swoich podopiecznych, prosząc o zachowanie spokoju. Jednak ich starania nastolatkowie kwitowali gromkim śmiechem. Na szczęście jego natężenie cichło z każdym przejechanym kilometrem, wypitym łykiem alkoholu oraz wypalonym skrętem. W rezultacie, gdy skład opuścił Kraków, w wagonie zapanowała błoga cisza.

No to można iść spać - pomyślała Monika, przytulając głowę do puchowej kurtki wiszącej na wieszaku. Miarowy stukot kół wprawił ją w stan lekkiej drzemki, po której nadszedł głęboki sen. Początkowo wypełniał ją spokój, ale gdy w pewnej chwili poczuła, że coś ściska ją za szyję, blokując dopływ powietrza do płuc, ogarnęło ją przerażenie. Otworzyła oczy, mając nadzieję, że w ten sposób odpędzi senny koszmar, ale nic takiego nie nastąpiło. Wręcz odwrotnie, właśnie wtedy uświadomiła sobie, że to nie sen, ale rzeczywistość. Najpierw dostrzegła zaciśnięte na swojej szyi dłonie, a później twarz człowieka, który właśnie odbierał jej życie. Choć chciała krzyczeć, z ust nie wydobył się żaden wrzask. Próbowała jeszcze odepchnąć napastnika, lecz on miał nad nią przewagę. Wiedząc, że nie ma najmniejszych szans, posłała mu błagalne spojrzenie, w którym zawarła swoje ostatnie pytanie. Chciała wiedzieć, dlaczego jej to robi.

- Doskonale wiesz, czemu cię to spotkało - usłyszała szept, po którym skończył się jej świat.