1. Psi nos
Finnegan ma hebanowoczarny, wilgotny i nakrapiany, z dwoma przepastnymi
otworami z przodu. U Uptona jest przedzielony wyraźnym wyżłobieniem,
okalają go krótkie, czujnie nastroszone włoski czuciowe.
To moje psy i ich nosy.
Zanim zajęłam się naukowymi badaniami nad zmysłami psów, nie
zastanawiałam się zbytnio nad psim nosem. Owszem, marszczył się,
nietaktownie naruszając prywatność moich gości, zbliżał się nieśmiało do
porcji masła orzechowego mającej ułatwić przełknięcie pigułki. Nawet
wtedy jednak nie zwracałam uwagi na nos jako taki - na jego kształt,
jego ruchy, na to, jak niewiarygodnie złożony i wyrafinowany mechanizm
się za nim kryje.
Te uwagi nie dotyczą tylko psich nosów. Rzadko przyglądamy się także
nosom ludzi, tak przecież wyeksponowanym, sterczącym, poprzedzającym
całą resztę ciała. Spróbuj z pamięci opisać nos swojego partnera lub
swojej matki. Jeśli akurat nie ma orlego kształtu, nie jest
kartoflowaty, to jest... zwykłym nosem. Dwa otwory u nasady spłaszczonego,
mięsistego czworościanu.
Wpatruję się w nos mojego syna, ale głównie w jego powierzchnię -
zauważam, że na gładkiej skórze zaczynają pojawiać się piegi. Natomiast
psi pysk skupia całą moją uwagę. Obecnie patrzę przede wszystkim na nos.
Mam bzika na punkcie psów: żeby naprawdę je poznać, trzeba zrozumieć,
jak to jest być psem. A w ich wypadku wszystko zaczyna się od nosa.
Wszystko, co pies widzi, wszystko, co wie, zawdzięcza swojemu nosowi.
Bogactwo informacji o świecie, które każdy pies - oczywiście ten
tropiący, ale także ten drzemiący obok ciebie na kanapie - uzyskuje za
pomocą powonienia, jest niewyobrażalne. My, ludzie, wiedzieliśmy o mocy
węchu i wykorzystywaliśmy to w praktyce, ale z czasem zaczęliśmy go
lekceważyć.
Dzięki węchowi, dzięki wykorzystywaniu możliwości zmysłów, które my w większości ignorujemy, pies staje się dla nas źródłem informacji. Psy
robocze, specjalnie szkolone, by dawały nam znać o tym, co same wiedzą,
pomagają w wykrywaniu zakazanych substancji lub niepożądanych
szkodników. Ale pies wie również, jak zmieni się pogoda, wie, jak
pachnie wieczór, poznaje, że jesteś chory lub przygnębiony. Z każdym
haustem powietrza zdobywa pełno informacji. Wyłapuje w nim zapachy
ludzi, którzy niedawno tędy przechodzili, pozostawiając po sobie wonny
trop. Wyczuwa pyłki kwiatów i drobiny roślin niesione przez wiatr. Psi
nos wychwytuje zapachy zwierząt, które przebiegały, ukrywały się, jadły
lub umierały w pobliżu. Wyczuwa ładunki elektryczne i wilgoć odległej
burzy.
Ta książka opowiada o zgłębianiu tajemnic psiego nosa w sposób, jakiego
nigdy dotąd nie praktykowano. Co pies wyczuwa, wąchając ciebie czy
ziemię lub wtykając nos głęboko w futro innego psa? Co wie o tobie
takiego, czego być może nie wiesz o sobie ty sam? Jak się odbiera
zapachy świata za pomocą tak wspaniałego instrumentu, jakim jest psi
nos, główny przewodnik zwierzęcia przez wszystkie jego dni?
Aby się tego dowiedzieć, tropiłam tropiące psy. Przez kilka ostatnich
lat obserwowałam, jak dorastają, jak są szkolone i jak odnajdują swoją
zdobycz - czy są nią narkotyki, żywność czy ludzie. W moim Laboratorium
Zdolności Poznawczych Psów w Barnard College badałam, w jaki sposób
domowe psy postrzegają same siebie, innych przedstawicieli swojego
gatunku i zapachy ludzkiego świata, w którym żyją. Rozmawiałam z naukowcami analizującymi budowę psiego nosa i tworzącymi jego modele, a także z trenerami i przewodnikami psów, którzy kierują się ich
wskazaniami. Analizowałam wszystkie aspekty świata zapachów, który
otwiera się przed psem dzięki jego wspaniałemu organowi powonienia.
Ale zajmowałam się również nosami, które tkwią w naszych twarzach. My,
ludzie, w ciągu tysiącleci odwykliśmy od posługiwania się węchem i oduczyliśmy się tego. Nie mamy zwyczaju wąchać. Pewnie nawet nie
powąchałeś tej książki, choć znajduje się zaledwie centymetry od twojej
twarzy. Ale odnalazłam ludzi, którzy zawodowo zajmują się węszeniem, i uczyłam się ich metod.
Ponieważ w dotychczasowym życiu sama również nie posługiwałam się
powonieniem, postanowiłam naśladować zachowanie moich psów i w jakimś
stopniu upodobniłam się do nich. W książce Oczami psa próbowałam
wniknąć w to, co znaczy być psem, a tutaj zanurzam się w psi świat aż po
palce stóp. Próbuję dotrzeć ze swoim nosem wszędzie tam, gdzie docierają
psie nosy. I węszę.
Zaczynam od lepszego poznania własnego zmysłu powonienia. A następnie
trenuję nos, by lepiej wyobrazić sobie, jak by to było, gdybym miała
umysł i nos psa.
Inspiracją są dla mnie nasze domowe psy, Finnegan i Upton. Oba są
czarującymi kundelkami. Mój mąż i ja zetknęliśmy się po raz pierwszy z nosem Finnegana przez kraty klatki w schronisku, do którego trafiają
bezpańskie psy z Południa. Miał cztery miesiące, cierpiał na grzybicę i parwowirozę. Choć już zdrowiał, wciąż był wychudzony i zabiedzony. Muszę
powiedzieć, że unikam zaglądania do schronisk, bo ile razy to zrobię,
nieuchronnie wychodzę z nowym zwierzęciem. Kiedy zobaczyłam go po raz
pierwszy przez tę kratę, merdał ogonem ze wszystkich sił, lizał palce
przesunięte pomiędzy prętami, wysuwał nos, a kiedy weszliśmy do boksu,
spokojnie usiadł. Często wspominam tę chwilę: siedział i... czekał.
Zabraliśmy go na zewnątrz, by bliżej go poznać. Biegł pomiędzy mną i mężem, wpatrując się w nasze twarze. W końcu, zmęczony, oparł się o mnie. To było to. Zabraliśmy go do domu.
Finn jest teraz osiem lat starszy. Wciąż przypomina tamto tulące się do
mnie szczenię. Jego czarna sierść lśni, jakbyśmy go codziennie
szczotkowali, zresztą cały wygląda ujmująco. Trudno oprzeć się wrażeniu,
że zawsze wie, co się dzieje. Jego oczy obserwują nas wnikliwie. Podąża
za nami, trzyma się blisko w obecności innego, agresywnego psa, patrzy
na nas żałośnie, kiedy kierujemy się do drzwi. Uszy położone po sobie,
oczy szeroko otwarte - trudno go tak zostawić. Nie tylko zresztą na nas
patrzy, również badawczo węszy. Kiedy wracamy do domu, obwąchuje nas tak
starannie, jak tylko może, sprawdzając, dokąd poszliśmy, co jedliśmy, z kim się zetknęliśmy. Jeśli spotkam na ulicy innego psa, mogę być pewna,
że po powrocie do domu nie uniknę kontroli Finna.
Widzę w Finnie coś w rodzaju "psiego profesjonalisty". Jest znakomicie
ułożony: chociaż nigdy go tego specjalnie nie uczyliśmy, zachowuje się
tak, jak można by tego oczekiwać od domowego psa. Przyswoił sobie naszą
wewnętrzną, rodzinną kulturę. W porównaniu z nim Upton, którego
wzięliśmy na wychowanie w wieku trzech lat, jest zupełnie dziki. Ludzie,
którzy zaopiekowali się nim jako szczenięciem, po trzech latach oddali
go z powrotem do schroniska. Widzieliśmy jego najwcześniejsze
fotografie: drobny psiak ze zbyt dużymi uszami na niewielkiej główce.
Nos jak niewyraźna plamka. Oczywiście od tego czasu podrósł, jest dużym
moręgowatym mieszańcem ras myśliwskich z wielkimi oczami i ogonem
zakręconym jak korkociąg. Włosy czuciowe sterczą mu na pysku, policzki
zwisają. Jest bardzo "psim" psem, nieuleczalnie przyjacielskim wobec
innych przedstawicieli swojego gatunku, i porusza się w śmieszny,
sztywny sposób. Na zdjęciu nigdy nie wygląda zgrabnie ani energicznie.
Gdy biegnie, jego policzki podskakują, a uszy powiewają po bokach. Jest
rozkosznie głupiutki. Co prawda nie był miejskim psem, zanim wzięliśmy
go do siebie, i łatwo płoszył go jakikolwiek dźwięk - trzaśnięcie drzwi
samochodu, śmieciarka, skrzypiące drzwi garażowe, znak drogowy dygocący
na wietrze, młot pneumatyczny, foliowa torebka trzepocąca na drzewie,
człowiek znienacka wyłaniający się zza rogu... i tak dalej. Chociaż więc
starałam się podążać za nosami obu moich psów nawet w najciaśniejsze i najpaskudniejsze zakątki, to tylko Finn dawał mi bodźce do nowych
eksperymentów. Dobra połowa tej książki to jego zasługa.
Wciągnij powietrze (ale nosem). Wyruszamy w podróż przez wonie i zapachy, poznamy niewiarygodną prawdę o węchowych zdolnościach psów,
czekają nas też odkrycia dotyczące możliwości naszych własnych nosów. Od
psa możemy nauczyć się tego, co nam umyka - czasem będzie to wykraczało
poza nasze zdolności poznawcze, ale niekiedy potrzebujemy po prostu
odpowiednich wskazówek. Świat jest pełen aromatów, które nie docierają
do nas z braku odpowiednich narzędzi. Takim narzędziem może być dla nas
nasz pies.
W ten sposób możemy również dotrzeć do bardziej pierwotnego, tak zwanego
zwierzęcego stanu samoświadomości i postrzegania świata, który
zatraciliśmy, otoczeni przez technikę i testy laboratoryjne. Obserwując
zwierzęta, lepiej dostrajamy się do realiów świata, w którym żyjemy.
Podążając za psami, zaczynamy doceniać doświadczenie cichych, lojalnych
towarzyszy naszego życia.
2. Węszyciel
Zapach tych grzanek przemówił do Ropucha, i to gromkim głosem; opowiadał
o ciepłych kuchniach, o śniadaniu w pogodne, mroźne ranki; o przytulnych
kominkach w zimowe wieczory, gdy po skończonym spacerze opiera się o kratę nogi obute w pantofle; o mruczeniu sytych kotów i świergocie
sennych kanarków.
Kenneth Grahame, O czym szumią wierzby1
Mam w domu biblioteczkę, która na każdym kroku przypomina mi, jak
niewiele rozumiemy z tego, co zwierzę wyczuwa węchem. To nie jest moja
biblioteczka, lecz mojego sześcioletniego syna. Kilku spośród
najpopularniejszych autorów książek dla dzieci było szczególnie
wyczulonych na zapachy. Pachnący jak dziecko potwór Roalda Dahla i jego
wonne czekoladowe pałace rywalizują z uosobionymi zwierzętami zrodzonymi
w wyobraźni Williama Steiga. Jego bohater Dominic, żądne przygód psisko,
porzucając rodzinną zagrodę, by udać się w świat, żegna swoich
zwierzęcych przyjaciół słowami: "Ściskam was wszystkich i obwąchuję z miłością". "Wszechwiedzący" nos Dominica jest jego przewodnikiem w wędrówce. Rozpoznaje złego lisa, "obwąchując coś, o co tamten otarł się
z lekka przed rokiem". Wyczuwa herbatę, cukier i mleko przygotowane na
podwieczorek. Nos Dominica odnajduje chorą świnię,
krokodyla-czarodzieja, mieszkańców obcego miasta. "Dominic zawsze
pierwszy wyczuwał wszystkie zapachy" - pisze Steig. Wszyscy zwierzęcy
bohaterowie O czym szumią wierzby Kennetha Grahame'a również łowią
"najróżniejsze ciepłe, bogate zapachy, które splatają się i łączą w jedną pełną, zmysłową woń, jak gdyby sama Natura ukształtowała ją i ukazała swoim dzieciom"2.
A to nawet nie połowa całego obrazu.
Mieszkam razem z dwiema czworonożnymi istotami, które na każdym kroku
przypominają mi o przenikliwości psiego nosa. Jesteśmy zaskoczeni, kiedy
znajdują drobne okruszki jedzenia, które dawno temu spadły z dziecięcego
talerza. Lecz w żadnym razie nie jest to granica możliwości ich
powonienia; to tylko granica tego, co jestem w stanie na co dzień
zaobserwować.
Dokonywane przez naukowców pomiary wrażliwości psiego węchu są
ograniczone raczej przez czułość aparatury i gotowość psów do współpracy
niż przez właściwości samego nosa. Zarówno psy domowe, jak i pracujące
poddawano licznym doświadczeniom w celu określenia, jak bardzo
rozrzedzony musi być zapach, żeby zwierzę przestało go wykrywać. Weźmy
dla przykładu zadanie odszukania pojemnika z przypominającym zapachem
banany octanem amylu wśród innych, niezawierających tej substancji. Psy
znajdowały ją do czasu, aż rozrzedzono ją do jednej-dwóch cząstek na
bilion. Parę kropli octanu na bilion kropli wody. Podczas wcześniejszych
badań pewna bardzo chętna do współpracy foksterierka potrafiła
zidentyfikować miligram kwasu masłowego - ma zapach brudnych skarpetek -
wśród 100 milionów metrów sześciennych powietrza. Ty możesz wyczuć
zapach skarpetek współmałżonka tylko bezpośrednio po tym, jak zdejmie je
w sypialni - zawierającej około 40 metrów sześciennych powietrza. Pies
będzie wiedział, że ktoś zostawił swoje skarpetki w pomieszczeniu
większym niż gigantyczna hala montażowa promów kosmicznych w ośrodku
NASA na Florydzie. Każdy pies wyczuje spoconych astronautów w blisko
czterech milionach metrów sześciennych powietrza tej hali.
Psy wyszkolone do wykrywania materiałów wybuchowych wywęszą nawet jeden
pikogram trotylu - jedną bilionową część grama. Jak to jest, kiedy się
wyczuwa pikogram jakiejś substancji? Ponieważ takim psom wpaja się
bardzo przyjemne skojarzenia z zapachami, których mają szukać, pomyślmy
o zapachu przyjemnym dla naszych nosów: zapachu domowej roboty bułeczek
cynamonowych. Taka bułeczka zawiera przeciętnie jeden gram cynamonu.
Naturalnie czujemy jego zapach w mieszkaniu, gdy tylko otworzymy drzwi
wejściowe. A teraz wyobraź sobie, jak musi pachnieć bilion bułeczek. To
właśnie czuje pies wchodzący wraz z wami do domu.
Wrażliwość psiego nosa można ocenić, obserwując jego zachowanie. Psy
myśliwskie i tropiące nawet w trudnym terenie bez problemu kierują się
śladami zapachowymi zwierzyny bądź ludzi, którzy przechodzili tędy
wcześniej - w niektórych wypadkach kilka dni wcześniej. W pewnym
programie na kanale Discovery prowadzący próbował zmylić posokowca,
przechodząc w bród rzekę, spryskując się dezodorantem, rozrzucając
parówki, a następnie cofając się po własnych śladach i obierając inny
kierunek. Potem mogliśmy oglądać psa przepływającego wodę, znajdującego
(ale ignorującego) parówki, cofającego się i bez trudu dopędzającego
uciekiniera.
Chwytającemu trop psu wystarczy obwąchać pięć odcisków stóp - których
pozostawienie trwa mniej niż dwie sekundy - by stwierdzić, w którą
stronę udał się szukany człowiek. Każdy odcisk zachowuje pewną ilość
zapachu tej osoby i ponieważ jego intensywność rośnie od kroku
pierwszego do piątego, pies już wie, w jakim kierunku iść. Tą samą drogą
mogą iść inni ludzie, ślady mogą krzyżować się z innymi - pies wciąż
potrafi odszukać właściwego człowieka.
Psy są tak niezawodne w tropieniu ludzi, że w Holandii, Niemczech,
Polsce i kilku innych krajach w sądach dopuszcza się jako dowód
identyfikację przestępcy przez psa. Nie odbywa się to jednak tak, jak
moglibyśmy przypuszczać: ustawiamy w rządku ludzi, wśród których są
niewinni i podejrzani, a pies obwąchuje ich po kolei i wybiera właściwą
osobę3. W rzeczywistości daje się psu do wąchania metalowe
sztabki, które wcześniej mieli w rękach podejrzany oraz figuranci.
Zwierzę wybiera tę, której zapach pasuje do zapachu z miejsca
przestępstwa - a więc wskazuje winnego.
Twój własny pies, ten, który siedzi koło ciebie na kanapie, dokonuje
codziennie zaskakujących, nieraz wręcz niepokojących wyczynów w dziedzinie postrzegania węchowego. Wiele z tych zachowań dobrze znamy -
nie wiemy jednak nic o zapachach, które za nimi stoją.
Chcąc poznać niezwykłe możliwości psiego nosa, zacznijmy od zbadania
tego, co pies potrafi wywęszyć w ciągu jednego zwykłego dnia. Psy żyją u naszego boku, leżą u naszych stóp, podążają za nami krok w krok. Choć
patrzymy na nie i widzimy, jak one patrzą - wpatrują się w nas lub
rozglądają na odgłos odległego szczekania - bodziec do większości ich
zachowań dociera przez nos, do którego docierają zapachy świata.
Miło cię powąchać
Pozostawiony samemu sobie pies raczej nie będzie ścigał nieznajomego po
zanikającym śladzie ani wąchał po kolei metalowych sztabek. Psy lubią
obwąchiwać się wzajemnie, tak jak ludzie lubią patrzeć na innych, a gdy
są sami w pokoju, przyglądają się obrazom przedstawiającym ludzi -
statycznym lub ruchomym. Tak, wiem, że psa nie podniecają plakaty z innymi przedstawicielami własnego gatunku, ale gdybym mogła złapać do
butelki zapach tego szczupłego, czarno-białego szczeniaka z drugiego
końca ulicy, mógłby on być dobrą rozrywką dla moich psów, kiedy są same
i się nudzą.
Każdy właściciel psa zna tę sytuację. Ale nie myślcie, że wzajemne
obwąchiwanie się nie ma żadnego znaczenia, że to coś jak kichnięcie.
Kiedy jeden pies kicha, jego towarzysz nie odpowiada tym samym. Ale
kiedy dwa psy się spotykają, każdy z nich wącha drugiego, pozwala mu się
wąchać i w ten sposób się z nim komunikuje. Zapewne obwąchiwanie kolegi
sprawia psu przyjemność, ale nie zdajemy sobie sprawy, jakie informacje
przy tym uzyskuje. Może się to odbywać na rozmaite sposoby: oba psy
węszą jednocześnie lub każdy kolejno zanurza nos w futro drugiego.
Sierść wydziela zapachy pochodzące z gruczołów skórnych rozmieszczonych
w miejscach, które psy najchętniej obwąchują. Te zapachy to klucz do
wiedzy: zdradzają nowe informacje na temat psa, który nimi pachnie.
Obserwując obwąchujące się psy różnej płci, badacze zauważyli, że samiec
zwykle interesuje się w pierwszej kolejności "obszarem tylnym" suki
(czytaj: zadem). W rejonie odbytu ulokowane są liczne gruczoły
zapachowe. Po dwóch jego stronach - "na godzinie czwartej i ósmej", jak
pewien autor poucza tych z nas, którzy znają się na zegarku - znajdują
się tak zwane gruczoły okołoodbytowe wydzielające silną woń psa.
Dokładniej, jest to, jak się zdaje, woń zaniepokojonego psa. Kiedy
zwierzę jest wystraszone, z gruczołów tych płynie nieprzyjemny zapach.
Ich wydzielina pozostaje również na psim kale. Z tego powodu niektórzy
badacze uważają, że ten zapach jest swoistym "podpisem" psa - jego
czytelną dla wąchających wizytówką. Czterdzieści lat temu doktor George
Preti i jego koledzy z Ośrodka Zmysłów Chemicznych Monella (Monell
Chemical Senses Center) wycisnęli zawartość gruczołów okołoodbytowych
kilku skłonnych do współpracy psów rasy beagle. "Byłem w tym pionierem -
powiedział mi - i nikt nie poszedł w moje ślady". Po przeanalizowaniu
wydzielin okazało się, że chociaż większości ludzkich nosów zapachy
różnych psów wydawały się takie same - i drażniące - to różnice między
próbkami były ogromne, wystarczająco duże, by móc dzięki nim
zidentyfikować danego osobnika. Ponieważ badacze psów zdolni są do
niemal każdego poświęcenia w pogoni za wiedzą o swoich podopiecznych,
wiemy już dzisiaj, że nawet człowiek rozróżnia zapachy poszczególnych
osobników, które mogą zmieniać się od "woni neutralnej, a nawet lekko
przyjemnej" u jednego psa do "ostrego smrodu" u drugiego. Dzięki wam,
uczeni, za wywąchanie tej informacji.
Zwierzęta z rodziny psowatych posiadają także odrębne gruczoły ogonowe
(zwane tarczką ogonową) u nasady tej części ciała. Można je
zlokalizować, przyglądając się, jak pies obwąchuje innego psa lub sukę,
albo odszukując oleiście lśniące włosie w miejscu, gdzie ogon psa łączy
się z grzbietem - to ślad wydzieliny gruczołów. U lisów gruczoł
nadogonowy wydziela woń wyczuwalną nawet dla nas, przypominającą fiołki
u lisa rudego, a piżmo u szarego. Gruczoł ten sygnalizuje również poziom
hormonów płciowych, dlatego samiec tak gorliwie go obwąchuje - by
stwierdzić nie tylko to, czy ma do czynienia z suką, lecz także czy jest
ona gotowa się parzyć.
Suki zaczynają od obwąchiwania pyska. Także samice wilków są szczególnie
wyczulone na zapach głowy i pyska towarzysza. Możesz trafić na psa,
który będzie wpychał ci nos do ucha lub szperał wokół oczu i nosa.
Traktuje cię jak swojego pobratymca: w psich uszach jest mnóstwo
gruczołów apokrynowych i łojowych oraz ich wydzielin, a na nosach -
gruczołów ekrynowych. Takie obwąchiwanie ma zapewne mniej wspólnego z funkcjami płciowymi, a więcej ze sprawdzaniem stanu zdrowia i składu
diety. Na pysku psa obficie osadza się jego ślina, która też ma swój
zapach, zależny między innymi od tego, czym się żywi.
Jeśli przysuniesz twarz dostatecznie blisko, możesz poczuć jedyny w swoim rodzaju zapach swojego psa. To, co poczujesz, będzie
prawdopodobnie wydzieliną gruczołów apokrynowych, które są rozmieszczone
na całym jego ciele. Specyficzny zapach mają również podeszwy łap. Jeśli
nigdy dotąd nie obwąchiwałeś łap swojego psa, dla dobra sprawy zrób to
teraz (możesz być pewien, że on wie, jak pachną twoje stopy). U psów
gruczoły potowe nie występują na opuszkach palców - kryją się między
nimi. Wydzielają rozpoznawalną woń (w każdym razie rozpoznawalną dla
innych psów), co może tłumaczyć jedno z najbardziej niezrozumiałych
psich zachowań - zwyczaj grzebania łapami w ziemi po załatwieniu
potrzeby naturalnej. Widywałam psy, które w chwili podniecenia,
niezależnie od jego powodu - po spotkaniu z interesująco pachnącym
kolegą, po zakończeniu gwałtownego galopu - zaciekle żłobiły łapami
długie, głębokie bruzdy w ziemi, jakby chciały zakończyć swój występ
jakimś mocnym akcentem. Skoro wiemy, że każde takie pociągnięcie łapą
pozostawia po sobie ślad zapachowy, można przypuszczać, że zachowanie to
staje się dla innych psów drogowskazem prowadzącym do głównego źródła
zapachu: kału lub moczu.
Obwąchiwanie innego psa nie tylko pozwala ustalić jego tożsamość -
dostarcza także informacji, której zdobycie wymagałoby w innym wypadku
mało dyskretnego spojrzenia. Psy nie zaglądają innym psom między nogi,
by sprawdzić, czy mają do czynienia z samcem, czy z samicą. One
wywąchują płeć. Co więcej, potrafią wywęszyć gotowość do parzenia się,
to, jaką chorobę pies niedawno przechodził czy jaki był jego ostatnio
zjedzony posiłek. Potrafią też wywęszyć wiek: starzenie się jest
procesem metabolicznym, a więc chemicznym. A chemia oznacza zapachy. Psy
wyczuwają, że drugi pies się kąpał lub że tego nie robił. Wyczuwają, że
przed chwilą oddał mocz lub że ma taką potrzebę. Wyczuwają jego
tożsamość, stan i pewnie nawet to, czy jest wystraszony, szczęśliwy, czy
zaniepokojony.
Korespondencja
Nawet nie mając na spacerze żadnego psa do obwąchania, twój pupil nie
czuje się samotny. Psy pozostawiają za sobą zatrzęsienie wonnych
wizytówek. Każdy krok pozostawia ślad zapachowy na porowatej
powierzchni; kłak futra wyczesany przez właściciela zawiera olejki i wydzieliny mieszków włosowych. Przynosimy ze sobą do domu zapach psa
przyjaciół, których odwiedziliśmy; zapach smętnie czekającego przed
sklepem czworonoga, który pozwolił się nam podrapać za uszami; zapach
przyjacielskiego szczeniaka, który łasił się do nas, ślinił się i lizał
nas na przechadzce.
No i jest jeszcze mocz. Każdy, kto spędził długie godziny na skwerach
lub łąkach, gdzie wyprowadza się psy, na pewno był świadkiem takiego oto
tragicznego wypadku. Właściciel, spuściwszy swojego pupila za smyczy,
rozsiada się na trawie, lekko rozleniwiony, podczas gdy psy baraszkują w pobliżu. Nagle, bez żadnego ostrzeżenia, jeden z nich przerywa zabawę,
podchodzi do człowieka z boku lub z tyłu, podnosi nogę i... sika.
Ta osoba została właśnie "oznakowana". Jeśli nie ruszy się z miejsca,
nie trzeba będzie długo czekać, by inny pies "przebił" to oznakowanie
własnym. Ale ona wstaje, następują przeprosiny od właściciela i nagany
dla psa, przerywane wybuchami śmiechu. Psy oczywiście nie widzą niczego
złego w takim zachowaniu. To prastary zwierzęcy zwyczaj. Robią to psy,
robią pszczoły, a nawet hipopotamy.
Znakowanie zapachowe polega na pozostawianiu uryny lub innych wydzielin
ciała na kamieniach, pniach drzew, krzakach i w ogóle wyróżniających się
elementach krajobrazu: ulicznych hydrantach przeciwpożarowych, kołach
traktorów na podwórzu gospodarstwa. Oznakowany przedmiot staje się
komunikatem, zapachowym sygnałem zawierającym informacje o tym, kto go
pozostawił.
Tradycyjnie uważano, że znakowanie zapachowe służy wytyczaniu
terytorium. I rzeczywiście tak jest - w przypadku większości zwierząt.
Jednak różnorodność stosowanych przez nie metod jest o wiele większa niż
u ludzi, którzy rozwieszają po prostu flagi państwowe. Piżmaki
pozostawiają oleiste ślady na źdźbłach trawy; bobry umieszczają
szczególną żółtawą wydzielinę, kastoreum, na stosie chrustu zgromadzonym
na brzegu. Jeszcze lepsze są wydry, które zajmują cały przybrzeżny pas
wody, staczając się z brzegu i wydalając do niej kał. Zające
amerykańskie nawet znakują się wzajemnie: podczas zalotów samiec
wskakuje zręcznie na samicę i spryskuje ją moczem. Antylopy dikdik
grzebią w kupie łajna zostawionej przez stado, dzięki czemu pozostawiają
za sobą silny ślad zapachowy. Hieny cętkowane pozostawiają woń
wydzieliny gruczołów odbytowych oraz umieszczonych pomiędzy palcami łap
i wypróżniają się na granicach terytorium ich stada. Kot ociera się o różne przedmioty pyszczkiem, rozprzestrzeniając zapach z gruczołów
ulokowanych na jego brodzie i policzkach. Hipopotamy i nosorożce
zostawiają potężne znaki z uryny; nosorożec celuje przy tym w krzewy,
które właśnie porozrywał swoim rogiem. Borsuk "wytłacza" ślady w ziemi;
mangusty i samice psa leśnego znane są ze zwyczaju stawania na przednich
łapach, by rozprzestrzenić swój mocz lub wydzielinę gruczołów
okołoodbytowych na większym obszarze.
Kiedy znaki zapachowe znajdują się na granicach terytoriów gatunków
społecznych - granicach często patrolowanych i bronionych - nazywanie
ich znakami terytorialnymi wydaje się na miejscu. Ogradzając swoją
posiadłość, dajesz wyraźny sygnał, że każdy, kto przekroczy furtkę, jest
intruzem. Niczego więcej nie potrzeba. Lecz wiele znaków zwierzęta
pozostawiają bynajmniej nie na swoim terytorium, ale podczas wyprawy w nowy, nieznany teren lub na obszarze dzielonym z innymi. Znaki
umieszczane na wspólnych ścieżkach nie oznaczają chęci ich
zawłaszczenia. W tych wypadkach chodzi prawdopodobnie o pozostawienie
informacji o tożsamości ich autora.
Niektóre gatunki zwierząt uprawiają także kontrznakowanie: oddają mocz w miejscach (lub ocierają się o nie), w których wcześniej pozostawiło ślad
inne zwierzę. "Perfumy" hieny cętkowanej mogą się łatwo roznosić z wiatrem, ale większość zwierząt zawaha się przed przekroczeniem znaków
granicznych i najpierw dokładnie je zbada. Kontrznaki można uznać za
wyzwanie rzucone właścicielowi terytorium, rodzaj repliki na jego
komunikat: Ja też tutaj jestem! Wiemy jednak, że kontrznakowanie nie
ma wyłącznie znaczenia terytorialnego, gdyż nie zawsze towarzyszy mu
naruszenie cudzego terytorium lub przeciwnie - wycofanie się. Jest ono
także przejawem współzawodnictwa społecznego: wśród myszy domowych
osobnik, którego znak znajdzie się na wierzchu, jest często tym
najpopularniejszym w całej grupie.
Jak więc jest z psami? Zarówno dzikie, jak i udomowione psy jawnie
znakują i kontrznakują różne obiekty. Zazwyczaj czynią to w nieco
akrobatycznej "postawie podniesionej nogi" (co uczeni, lubujący się w zbędnych skrótach, określają jako RLD - ang. raised leg display),
balansując na trzech łapach z czwartą zadartą wysoko do góry. Taka
postawa, występująca zarówno u samców, jak i u samic, pozwala na
skierowanie moczu (udane lub nie) w określoną stronę, zwłaszcza na
pionową lub pochyłą powierzchnię. Zwróćmy uwagę, że znakowanie nie jest
po prostu załatwianiem potrzeby, sikaniem, gdzie popadnie4.
I tu niespodzianka: w przeciwieństwie do innych znakujących zwierząt psy
domowe nie praktykują znakowania terytorialnego. Tak, dobrze
przeczytałeś. Psy nie znakują terytorium. Skąd o tym wiemy? Po prostu
dzięki obserwowaniu, gdzie oddają mocz, a gdzie tego nie robią. Domowy
pies nie znakuje otoczenia swojego domu. Pies żyjący w mieszkaniu nie
obsikuje ścian korytarza ani progu. (Twój to robi? To już inny
problem...). Pies przebywający na ogrodzonym podmiejskim podwórzu nie
zadaje sobie trudu, by spryskiwać moczem granice posiadłości. Badania
przeprowadzone w Indiach na tamtejszej ogromnej populacji psów żyjących
wolno - które rzeczywiście miałyby powody do obrony swojego terytorium
przed obcymi - wykazały, że również rzadko znakują one granice tego
terytorium. Psy wyprowadzane na spacer na ulicę lub do publicznego parku
nie mogłyby poważnie traktować tych miejsc jako swojego "terytorium",
gdyż bywają tam tylko sporadycznie - i rzeczywiście nie przejawiają
żadnych innych zachowań, które wskazywałyby, że uważają dany skwer za
"swój".
A zarazem uwielbiają znakować te właśnie wspólne tereny. Zwróć uwagę,
gdzie twój pies oddaje mocz: na latarnię przy publicznej alejce, na
niewielki samotny krzak przy wiejskiej drodze, na uliczny kosz na
śmieci, którego wczoraj tu nie było. Warto zauważyć, że poświęca dużo
czasu na obwąchiwanie wszystkich potencjalnych miejsc znakowania, ale
nie na wszystkich pozostawia swoje kontrznaki. Czasem po obwąchaniu
szybko rozgląda się dokoła, czasem drapie ziemię pazurami, czasem nawet
obnaża zęby - w reakcji na hormony wywęszone w urynie.
Co więc takiego przekazują sobie psy, pokrywając hydrant kolejnymi
warstwami moczu? Najprawdopodobniej jest to ich sposób porozumiewania
się. Nie będziemy dalecy od prawdy, nazywając to korespondencją.
Powiadamiają się wzajemnie o swojej obecności, a zarazem, świadomie lub
nie, ujawniają sporo innych informacji o sobie: jakiej są płci, czy są w okresie rui, czym się odżywiają, jak się czują, czy są zdrowe. Nieliczne
badania nad tym, w jaki sposób i kiedy psy pozostawiają znaki, wykazały,
że niesterylizowane samce częściej znakują i kontrznakują, częściej też
szczerzą przy tym zęby niż ich kastrowani pobratymcy i suki. Ale od
czasu do czasu znaki pozostawiają wszystkie psy (aczkolwiek niektóre
chybiają przy tym celu, rozmyślnie lub nie). Sama ilość czasu, którą
poświęcają na węszenie, kiedy pozostawi się je samym sobie, świadczy o tym, ze znaki obfitują w informację.
Psi znak zapachowy jest idealnym graffiti: żeby rozszyfrować jego sens,
trzeba dysponować tajnym kluczem w postaci odpowiedniego nosa. Badacze
mieli więc zawsze kłopoty z ich odczytywaniem. Po części dlatego, że nie
pytali o to psów. Chociaż zwierzęta nie potrafią wytłumaczyć swoich
zachowań w zrozumiałej dla człowieka wypowiedzi, często wyjaśnieniem
może być to, co wydarza się później. Jeśli robaczek świętojański błyśnie
trzykrotnie swoim światełkiem, po czym zleci się do niego tuzin samiczek
gotowych się parzyć, to trudno mieć wątpliwości, co znaczyły te "trzy
błyski".
Zwróciłam się więc do Zarządu Parków Nowego Jorku o zgodę na prowadzenie
badań w miejskich parkach. Dość niezwykłe, powiedzmy sobie, było to
podanie, skoro nie pociągało za sobą żadnych kosztów, szkód dla
środowiska ani żadnych organizmów żywych i nie było dla nikogo
uciążliwe. Zaproponowałam, żeby w parku Riverside utworzyć "stanowisko
moczowe" i zobaczyć, co się będzie działo. Ile psów obwącha to miejsce
po tym, jak po raz pierwszy zostanie obsikane? Jak często będą
pozostawiały swoje kontrznaki? Jak precyzyjnie będą to robiły? Czy wrócą
później, by sprawdzić efekty swoich starań? Co będą robiły po obwąchaniu
stanowiska i skropieniu go swoim moczem?
Sześć tygodni później dowiedziałam się, że moja propozycja została
zaakceptowana. Na jednym z platanów umieściłam starannie zamaskowaną
kamerę włączającą się pod wpływem ruchu. Wycelowałam ją w niski słupek -
podobnego rozmiaru co typowe metalowe słupki ogrodzeniowe - umieszczony
w dobrze widocznym miejscu przy popularnej trasie spacerów z psami.
Przez tydzień słupek przyciągał zaciekawione psie nosy, a kamera
wszystko rejestrowała. Sfilmowała, jak psy badają pozostawione na nim
znaki i dodają własne, ale rzadko pociągało to za sobą dalsze działania.
Po obwąchaniu zapisu pies często rozglądał się dokoła w poszukiwaniu
jego autora. Jeśli ten drugi pies wciąż był w pobliżu, pierwszy zdradzał
ochotę, by go gonić. Ponieważ jednak o tym, dokąd się idzie, decyduje
zwykle człowiek, a nie zwierzę, smycz powstrzymywała go od pościgu za
przyjemnie pachnącym kolegą. Kontrznakowanie zdarzało się zaskakująco
rzadko; przeważało samo obwąchiwanie. Jeśli już pies zostawiał swój
znak, wyglądało to na prawdziwą interakcję: Skoro nie mogę cię
obwąchać, pozostawię dla ciebie swoją wizytówkę. Ale nawet psy
biegające bez smyczy nigdy nie wracały, by sprawdzić, czy coś zostało
"nadpisane" na ich komunikacie. Po co więc psy odczytują całą tablicę z ogłoszeniami, którą szybko zaczął przypominać słupek, pozostawało
zagadką. Chociaż nie miały żadnego terytorium do obrony, wciąż
zawieszały swoje drobne, pachnące flagi, nigdy jednak nie sprawdzały,
kto oddaje im honory.
Tarzanie się
Przy znakowaniu zapach zwierzęcia przenosi się na otoczenie. I analogicznie, kiedy zwierzę się tarza lub ociera o coś, zapach tego
miejsca lub przedmiotu przenosi się na nie. Psy uwielbiają się tarzać w czymś wonnym - i często jest to zapach wyjątkowo obrzydliwy. Pod tym
względem dzielą upodobania innych ssaków. Lista ich ulubionych zapachów
obejmuje "mięso (świeże lub nadpsute), wymiociny, zawartość jelit, ser,
olej silnikowy, perfumy, środki owadobójcze, odchody innych gatunków".
Inni badacze dodają do tego jeszcze "rodzynki, żuki, (...) niedopałki
papierosów, landrynki, poduszki używane przez ludzi i wiele innych
obiektów niezauważalnych dla ludzkiego nosa ani oka".
Zazwyczaj pies obwąchuje źródło zapachu, przysuwając nos jak najbliżej -
choć w przypadku zgnilizny lub odchodów wydaje się to zbyteczne - po
czym przeciąga przez to miejsce głową lub barkami, a następnie grzbietem
i zadem, często wijąc się w pozycji na wznak z widocznym upodobaniem.
Nie znam niczego podobnego poza zachowaniem się kota wyczuwającego
kocimiętkę. W obu przypadkach wygląda to tak, jakby jednocześnie zostały
silnie pobudzone szlaki nerwowe odpowiedzialne za zabawę, seks i jedzenie. Oba gatunki tarzają się ekstatycznie, gryzą i drapią źródło
zapachu, zanurzają w nim pyski.
Uczeni i zwykli psiarze wciąż nie mają pewności, dlaczego pies to robi.
Istnieje kilka różnych teorii. Jedna z nich mówi o "kamuflażu":
dostosowując zapach swojego ciała do zapachu otoczenia, zwierzę zwiększa
prawdopodobieństwo tego, że zostanie uznane za właściciela terytorium.
Samice dzikich psów afrykańskich (likaonów) tarzają się w urynie samców
ze stada, do którego chcą się przyłączyć - jeśli będą miały znajomy
zapach, łatwiej zostaną zaakceptowane. Co innego głosi teoria
"popularności": społeczna pozycja zwierzęcia jest wyższa, jeśli nosi on
na sobie coś tak pożądanego dla innych przedstawicieli gatunku jak
wyjątkowo odrażająca woń. Hieny cętkowane, których barki zostały natarte
padliną, cieszyły się w swoim stadzie bardziej przyjaznym
zainteresowaniem niż te, które skropiono kamforą. Na koniec teoria
hedonistyczna: jest to po prostu przyjemne. Tarzając się w padlinie,
można się potem rozkoszować wonią tych swoistych perfum. Szczególnie
interesujące są nowe źródła zapachu: gdybyś chciał, żeby twój pies
pachniał wodą kolońską, spróbuj wylać jej trochę na trawę. Obok
kilkudniowej kociej kupy.
To tylko najbardziej typowe przykłady tego, do czego psom przydaje się
węch. Są jednak także niezwykłe psy, które odstawiły zwykłe znakowanie
moczem i posługują się węchem profesjonalnie. Potrafią wywęszyć rzeczy,
których my nie tylko nie widzimy, ale nawet nie możemy ich sobie
wyobrazić.
Psy tropiciele są szkolone do wyszukiwania prawie wszystkiego. Wiemy, że
wykrywają materiały wybuchowe, dopalacze i miny. Znajdują zaginionych
ludzi, żywych lub martwych, na lądzie i pod wodą. Potrafią wywęszyć
narkotyki i sfałszowane produkty. Umieją nawet wykryć zabroniony w więzieniu telefon komórkowy, przemycane w walizce płetwy rekina,
termity, mrówki ogniste i chrząszcze ryjkowce niszczące liście palm,
muchy śrubowe, nicienie i pluskwy, chabry nielegalnie przewiezione do
Montany i brązowe węże drzewne zawleczone na wyspę Guam, nieuchwytne
wieloryby biskajskie na morzu i tygrysy amurskie na lądzie, odchody
czarnych niedźwiedzi, kun rybożernych, rysi rudych, wilków grzywiastych,
psów leśnych i żółwi, trupy ptaków zabitych przez wiatraki i krowy
wchodzące w okres rui. Jeśli coś ma jakiś zapach, pies może to odnaleźć.
Ostatnio szkoli się nawet psy używane do znajdowania innych, zaginionych
psów.
Jak się przekonamy, te niezwykłe osiągnięcia nie muszą być wcale dziełem
niezwykłych psów. Każdy pies jest zdolny do zaskakujących wyczynów
węchowych. Lecz tylko niektóre nauczyły się dawać nam do zrozumienia, że
wiedzą, gdzie może znajdować się zaginiona osoba, lub że odkryły, że
pasażer przewozi bez zezwolenia przez granicę owoc guawy. Te psy
specjalnie przeszkolono, by szukały wytrwale i komunikowały się ze swoim
przewodnikiem, ale wszystkie mają takie same nosy. Psy wyczuwają
zapachy, tarzają się w zapachach i jeśli tego od nich żądamy, działają,
kierując sie zapachem.
To wszystko uświadomiło mi, jak wiele zjawisk w psim świecie istnieje
tylko poprzez zapach. Rzeczy, które pachną, zanim pojawią się w zasięgu
wzroku. Rzeczy, które dla nas zdają się nie mieć zapachu. Rzeczy, które
pachną inaczej, niż sądzimy. Rzeczy, które jawią nam się inaczej, niż
gdybyśmy postrzegali świat w pierwszej kolejności nosem.
Nasz zapach
Jednym z najsympatyczniejszych filmików, jakie można znaleźć na
YouTubie, jest ten, na którym widać powitanie przez psa żołnierza
wracającego do domu. Niezależnie od tego, jak długo trwała nieobecność
pana, zwierzę wpada w niezwykłą, niepohamowaną euforię: skacze, wariacko
wywija ogonem, skomli, tarza się i przewraca na grzbiet, radośnie
szczerzy zęby, wije się wokół nóg żołnierza lub w jego ramionach -
czasem wszystko to robi jednocześnie. Trudno wątpić, że pies pamiętał o swoim panu, kocha go i przeżywał jego nieobecność.
Oglądając niektóre filmiki, początkowo można mieć wątpliwości: kiedy
człowiek w mundurze pojawia się w drzwiach, pies szczeka, przyjmuje
postawę obronną: ogon do dołu, uszy po sobie. Nie znam tego gościa.
Ale potem przychodzi moment magicznej przemiany. Przyjrzyjcie się tej
scenie uważnie, zatrzymajcie kadr w momencie, w którym psie przywiązanie
nie jest jeszcze widoczne. Popatrzcie na jego nos. Każdy pies podnosi
wtedy nos do góry, łowiąc zapach. Albo obwąchuje po kolei obie
wyciągnięte ku niemu dłonie. I wówczas nieznajomy błyskawicznie zamienia
się dla niego w osobę znaną, za którą tęsknił.
Z punktu widzenia psa każdego z nas otacza chmurka zapachu, znanego mu
równie dobrze, jak nam jest znane własne odbicie w lustrze. Jesteśmy
zapachem i nie jest to zapach naszego szamponu. Twój pies bez trudu
odnajdzie cię w szeregu obcych osób, nawet jeśli nie odezwiesz się do
niego, nie schylisz się i nie pogłaszczesz go po głowie. Potrafi
wywęszyć twoją szczególną woń, stanowiącą mieszaninę kwasów oleinowych,
palmitynowych i stearynowych. Wyszkolone psy potrafią zauważyć, że
któregoś ze składników jest parę mikrogramów więcej lub mniej.
Weźmy choćby psią umiejętność wczesnego rozpoznania, że zbliżasz się do
domu. Ponieważ taka percepcja jest dla nas czymś obcym, niektórzy
przypisują psom zdolności parapsychiczne, takie jak określanie godziny
powrotu pana lub przepowiadanie trzęsienia ziemi, o którym my
dowiadujemy się dopiero wraz z pierwszymi wstrząsami. W rzeczywistości
jednak to my swoją wonią oznajmiamy z daleka swoje przybycie równie
skutecznie, jak gdybyśmy nosili na szyi dzwonek dla krów albo wydzielali
zapach tak silny jak skunksy. Dla psa pojawiamy się, zanim rzeczywiście
przyjdziemy, i pozostajemy na miejscu długo po tym, jak wyszliśmy.
Wielu ludzi uważa, że pies, który "wie", że jego pan wraca do domu,
posiada jakąś szczególną umiejętność. Myślę, że jest to po prostu
szczególna umiejętność wyczuwania zapachów. Kilka lat temu
przeprowadziłam pewien eksperyment, by sprawdzić, w jak znacznym stopniu
przewidywanie powrotu pana zależy od węchu. Zamiast zakładać, że pies po
prostu wyczuwa go i słyszy przez drzwi, wysunęłam przypuszczenie, że
chodzi tu o silnie działającą kombinację dwóch czynników. Pierwszy to
wyjątkowość zapachu właściciela dla jego psa. Drugi to łatwość, z jaką
psy uczą się naszych zwyczajów: wychodzimy i wracamy o przewidywalnych
porach, nawet jeśli nie zawsze ściśle o tej samej godzinie. Ale skąd
twój pupil może wiedzieć, że jest właśnie godzina twojego powrotu, skoro
każdego dnia słońce zachodzi o trochę innej porze? Cóż, może chodzi o to, że zapach, który pozostawiamy po sobie w domu każdego dnia, słabnie
w określonym tempie. Wraz z przedłużaniem się naszej nieobecności dom
coraz mniej pachnie nami. Doszłam do wniosku, że można to przetestować,
wprowadzając do domu "świeży" zapach właściciela. Jeśli za jego sprawą
pies uzna, że jego pan dopiero co wyszedł, będzie zaskoczony, kiedy ten
pojawi się w drzwiach.
I to się potwierdziło. We współpracy z małżeństwem, którego pies miał
jakoby posiadać nadnaturalną zdolność przewidywania, kiedy pan wróci do
domu, autorzy pewnego programu naukowego w kilka godzin po oddaleniu się
właściciela umieścili w domu jego przepocony podkoszulek, który
roztaczał silną woń, jakby człowiek wyszedł całkiem niedawno.
Jak można się było spodziewać, pies wbrew swojemu zwyczajowi nie czekał
pod drzwiami, kiedy jego pan wrócił o normalnej porze. Drzemał na
kanapie, bo skoro w powietrzu wciąż unosił się taki silny zapach pana,
mógł się go spodziewać dopiero za parę godzin...
Jego zapach
Rozsądne wydaje się założenie, że pies rozpoznaje własny zapach. Co
więcej, że go lubi: każdy właściciel, który widział, jak jego pies tarza
się w nieczystościach zaraz po kąpieli, musi przyznać, że zwierzę nie ma
ochoty pachnieć szamponem. Z drugiej strony, czy znaczy to, że pies wie,
iż ten zapach to jego zapach - czy też po prostu nie lubi kupionego
przez ciebie szamponu z aromatem zielonej herbaty?
Inaczej mówiąc, czy psy mają poczucie swojej tożsamości, tego, czym są?
W badaniach nad zwierzęcym poznaniem nazywa się to problemem
"samoświadomości" - która jest nadzwyczaj wyrafinowaną zdolnością
poznawczą - i jego rozstrzygnięcie wymaga czegoś więcej niż obserwacja
psa tarzającego się po kąpieli. Jedyny test samoświadomości, który daje
wiarygodne wyniki w przypadku zwierząt, to słynny test lustra (ang.
mirror mark test). Jeśli twoja twarz lub ciało zostały jakoś
oznakowane lub zmienione, czy zaczniesz badać te zmiany po ujrzeniu
swojego odbicia w lustrze? Chociaż można by sądzić, że zrobi to każdy
normalny dorosły człowiek - i robi to rzeczywiście, choćby po spożyciu
szpinaku lub bagietki z makiem - w rzeczywistości nie rodzimy się z samoświadomością. Ale już osiemnastomiesięczne dziecko po przejrzeniu
się w lustrze sięgnie ręką, by oderwać nalepkę, którą dorosły ukradkiem
umieścił mu na czole - a więc przejdzie pomyślnie test. Zdają ten
egzamin szympansy (gdy pomaże się im czoło atramentem), zdał go pewien
słoń imieniem Happy (dostrzegając nad okiem naklejone kawałki taśmy
tworzące znak X) oraz hodowane delfiny (wykonując różne ewolucje, by
zbadać znaki umieszczone na ich ciałach).
Psy nie przechodzą tego testu. Wyobraź sobie, że pokazujesz swojemu psu
lustro, w którym widać, że ma na głowie nalepkę. Najpewniej nie okaże
zainteresowania. To, co dla nas wygląda głupio, jego nie obchodzi.
Oblanie tego egzaminu nie jest jednak wystarczającym dowodem na to, że
pies nie posiada samoświadomości. Po pierwsze, psy nie szykują się przed
wyjściem z domu (jak zwierzęta z rzędu naczelnych) i nie przykładają
większej wagi do swojego wyglądu. Nie można więc oczekiwać, że będą
chciały usunąć szpetny znak ze swojego oblicza. Po drugie, nie są one
wzrokowcami jak naczelne. Test lustra jest odpowiedni dla niektórych
gatunków, ale stanowi trudne wyzwanie dla psów, które mało interesują
się odbiciem.
Niektóre badania sugerują, że pies przeszedłby mimo wszystko tego
rodzaju test, gdyby udało się stworzyć rodzaj "węchowego zwierciadła":
coś, co pachniałoby podobnie jak on, ale odrobinę inaczej. Spacerując
zimą u podnóża gór w Colorado, mój kolega doktor Marc Bekoff zastanawiał
się, czy każda "żółta plama" na śniegu jest dla jego psa Jethro równie
interesująca. Zaczął skrupulatnie odnotowywać, gdzie pies sika i co
obwąchuje. Przeniósł nawet trochę zażółconego śniegu w inne miejsca,
żeby zobaczyć, co się stanie. Odkrył, że Jethro stroni od własnej uryny,
wącha natomiast cudzą - a więc w pewien sposób rozpoznaje samego siebie
w zapisach na śniegu. Wyglądało na to, że Jethro zna swój zapach, ale
postanowiłam poddać tę hipotezę formalnemu sprawdzianowi. Chciałam
sprawdzić, czy pies, wąchając własny zapachowy obraz, myśli sobie: To
pachnie tak jak ja.
W tym celu spreparowaliśmy w naszym laboratorium swoiste zwierciadło
zapachowe. Zamiast odbijającej światło powierzchni użyliśmy pojemnika
wydzielającego woń. Kiedy patrzysz w lustro, widzisz samego siebie.
Kiedy wąchasz taki pojemnik, też czujesz... samego siebie. Używałam
zapachu psa, a także "obrazu zmodyfikowanego": zapachu nieco zmienionego
("oznakowanego"). Badaliśmy, czy psy zauważą różnicę - i czy ten
"oznakowany obraz" będzie dla nich bardziej pociągający.
Oto dlaczego zaczęliśmy kolekcjonować psi mocz.
Na ogół nie przychodzi nam do głowy, żeby zbierać, badać, a zwłaszcza
dawać psom do wąchania urynę. Ale jest ona zastanawiająco istotnym
elementem naszego życia z psami. To nie tylko wspaniały nośnik
informacji służący psom do komunikowania się - odgrywa również ważną
rolę w relacjach z ludźmi. Jeśli trzymasz psa w mieszkaniu, niewątpliwie
musisz go zabierać codziennie na kilka spacerów lub przynajmniej
wypuszczać na zewnątrz, żeby mógł oddać mocz. Jeśli pracujesz gdzieś
daleko i nie możesz wpaść do domu w środku dnia, zatrudniasz kogoś, by
przyszedł i "wysiusiał" psa. Jeśli masz dom z ogródkiem, musisz
regularnie wypuszczać psa na dwór lub wymyślić jakiś sposób, by mógł
wypuszczać się sam.
W młodości na kondycji mojego życia towarzyskiego mocno zaważyła
konieczność wracania do domu, by wyprowadzić na spacer moją suczkę
Pumpernickel. Oczywiście chciałam też zapewnić jej kontakty społeczne i możliwość wybiegania się. Zasługiwała na to jako wierna przyjaciółka,
śpiąca ze mną w jednym łóżku. Ale nieraz chodziło po prostu o oddanie
moczu.
Potem, rzecz jasna, szliśmy dalej. Psy sikają, a uryna zostaje tam,
gdzie popłynęła.
Chyba że w chwili, gdy pies kuca lub podnosi nogę, podstawimy jakieś
naczynie pod żółty strumyczek. Wtedy ją mamy.
To właśnie zaczęliśmy robić. Skoro uryna jest taka ważna dla psów, to
musi być ważna dla zajmujących się nimi uczonych.
Zbieranie moczu nie jest czymś strasznym dla właściciela psa, który
przyzwyczaił się do brania w dłoń ciepłej, miękkiej kupki swojego
ulubieńca, oddzielonej od jego skóry tylko cieniutką plastykową torebką.
Wymaga to jednak trochę zachodu i od ludzi, i od psów. Wypracowałam
metodykę wraz z Julie, kierowniczką mojego laboratorium, której z czasem
spodobało się to zajęcie. Naszym królikiem doświadczalnym był Finnegan.
Chodziłyśmy z nim na spacer i obie obserwowałyśmy go uważnie. Nie
peszyło go, że Julie ma na rękach lateksowe rękawiczki i niesie sterylny
plastykowy pojemnik z pomarańczową przykrywką. Ponieważ jako
właścicielka Finnegana towarzyszyłam mu na tysiącach spacerów,
potrafiłam stwierdzić, kiedy przymierza się do oddania moczu.
Podejrzewam, że każdy posiadacz psa zgromadził osobliwą wiedzę o tym,
jakie zachowania jego pupila poprzedzają moment wypróżnienia. Kiedy więc
widziałam, że Finnegan zabiera się do dzieła, dawałam Julie znak, a ona
podstawiała pojemnik pod strumień. Gotowe.
Z czasem pojawiły się problemy, które wcześniej nie przyszłyby nam do
głowy. Przede wszystkim musiałyśmy wybrać najlepszy sposób podstawiania
psu naczynia, tak żeby ten ruch go nie spłoszył. Niektóre psy mają tu
opory - chociaż latami bez problemu rozstawały się z moczem, nagle nie
chcą się tak łatwo z nim rozstawać. A może to ludzka ręka zbyt
bezceremonialnie wdziera się w ich prywatność.
Musiałyśmy też ustalić, jaka ilość moczu wystarcza, by pies ją poczuł. W pierwszym podejściu mocno ją przeceniliśmy. Była to mała kulka z waty
nasączona uryną. Zawołałam Finnegana do siebie, pokazując mu, że mam coś
w odzianej w rękawiczkę dłoni. Podbiegł do mnie, ale jego reakcja była
szybka i jednoznaczna. Czy widzieliście kiedyś u psa "zniesmaczoną
minę"? Jego reakcja była uroczo jednoznaczna.
W końcu ustaliłyśmy właściwe proporcje (wystarczy minimalna ilość
uryny), zwerbowałyśmy także innych właścicieli psów, by zbierali dla nas
"materiał". Kiedy przybywali na nasze poletko doświadczalne,
sporządzałyśmy pierwszą próbkę: odrobinę moczu ich psa umieszczałyśmy w zamkniętym pojemniku z otworami w wieczku. Do drugiej próbki dodawałyśmy
szczyptę chorej tkanki pochodzącej od zmarłego psa (dostawałyśmy ją z uczelni weterynaryjnej, gdzie wykonywano sekcje). Inne pojemniki
zawierały mocz obcego albo zaprzyjaźnionego psa. Ustawiałyśmy próbki
parami w pomieszczeniu, w którym nic nie wskazywało na czyjąkolwiek
obecność. Czy wszystkie te zapachy będą dla psów równie interesujące?
Trzydzieści sześć przyjaznych, chętnych do współpracy psów i tyluż ich
właścicieli wzięło udział w tym dziwacznym eksperymencie. Dzięki
nagraniom wideo z różnych kierunków mogłyśmy dostrzec każde drgnienie
nozdrzy, każdą brew uniesioną ze zdziwienia lub zaniepokojenia.
Odnotowałyśmy, kiedy i co psy obwąchiwały, ile czasu im to zajmowało i ile razy wracały, by sprawdzić coś ponownie. A oto wynik: psy pomyślnie
przeszły test. Nasi podopieczni spędzali o wiele więcej czasu na
obwąchiwaniu własnego zapachowego obrazu, jeśli był "oznakowany", jak
gdyby przyglądały się w lustrze swojemu odbiciu, któremu coś dziwacznego
utkwiło w zębach. Owszem, oglądały (wąchały) również swoje zwyczajne
"odbicie", ale nie tak intensywnie jak wtedy, kiedy w zapachu było coś
obcego. Zapachy innych psów również budziły w nich silne
zainteresowanie. Przypominało to reakcję człowieka stojącego przed
lustrem, któremu ktoś zagląda przez ramię: na pewno się obejrzy.
Jak w każdym eksperymencie, niektórzy uczestnicy przejawiali nietypowe
zachowania, wykraczające poza ramy naszych założeń. Szympansy poddane
testowi lustra wykorzystują zwierciadło do oglądania części własnego
ciała, których normalnie nie mogą widzieć - pleców, wnętrza ust i nozdrzy. Stroją miny same do siebie. Nasze psy też robiły coś w tym
rodzaju. Drapały lub lizały pojemniki. Odwracały się do swoich opiekunów
z wyrazem smutku lub ożywienia, jakby chciały podzielić się wiadomością
o osobliwym zapachu, który właśnie odkryły. Czasami, muszę przyznać,
kontrznakowały pojemniki. (W każdym porządnym laboratorium pracującym
nad poznaniem psów nie brakuje papierowych ręczników i środków
dezynfekcyjnych). Ale siusiały tylko na pojemniki z zapachem innych
psów, nigdy na własny. Rozpoznawały siebie.
Zapach nowego dnia
Psi nos rozpoznaje nie tylko obiekty konkretne - swojego pana, siebie
samego - lecz także zjawiska abstrakcyjne. Nie wierzycie? Dla psa nawet
nowy dzień ma swój zapach.
Wasz poranny spacer może odbywać się dookoła bloku, po parku lub wzdłuż
ulicy i z powrotem. Zabieracie psa w te miejsca właśnie dlatego, że są
znajome i sprawdzone. My, ludzie, jesteśmy niewolnikami nawyków i sądzimy, że psy przypominają nas pod tym względem, że doświadczają
powtarzalnych czynności w ten sam sposób.
Prawie na pewno jest inaczej. Każde wyjście z domu wprowadza psa w nową,
dotąd nieznaną scenerię. Każdy dzień, każda godzina przynoszą nowy
krajobraz zapachowy. Wraz z każdym przechodniem, który pozostawił po
sobie woń własną i swojego pożywienia, wraz z każdym samochodem, który
przejechał ulicą, podnosząc w powietrze drobny kurz, wraz z chmurami,
które zrosiły ziemię kroplami wody pochodzącej z górskich jezior, wraz z każdym powiewem wiatru przynoszącym zapachy z innej części miasta lub
nasiona z pobliskiego lasu, wraz z wszelkimi pojawiającymi się w pobliżu
zwierzętami, od owadów poprzez ptaki po inne psy, pozostawiającymi po
sobie ślady i wydzieliny, świat na zewnątrz domu ulega dla twojego psa
przemianie. Dla niego nie istnieje coś takiego jak "świeże powietrze".
Powietrze jest bogate, stanowi zapachową łamigłówkę, którą nos psa musi
pracowicie rozwiązywać.
Zapach czasu
Tak jak każdy dzień przynosi nowe zapachy, również każda godzina
naznaczona jest czytelnymi dla twojego psa zmianami. Psy czują czas
nosem. Przeszłość mają pod łapami, zapachy dnia wczorajszego osiadły na
ziemi. Komunikat niesiony pierwszym porannym powiewem lub pozostawiony
przez kryjące się po norach nocne zwierzęta ląduje na progu domu obok
świeżej gazety. Zapach przyszłości wychyla się zza rogu ulicy i dociera
do nozdrzy psa, zanim dotrze do naszych oczu. W percepcji psa czas jest
spięty zapachami niczym gumką, teraźniejszość zawsze obejmuje fragmenty
przeszłości i przyszłości.
Bardzo dużo informacji niesie powietrze. Z głową wysuniętą przez okno
samochodu, z uszami fruwającymi z każdym podmuchem, psy wchodzą w wiatr5. Nas rozpraszają widzialne przejawy wiatru: jego działanie
na ubrania i włosy, flaga reagująca na jego kaprysy. Pies doświadcza
wiatru niejako od wewnątrz, odbiera niesione przezeń komunikaty,
odczytuje opowieści z odległych okolic. Wiatr zwiastuje psiemu nosowi
nadejście burzy, zanim dotrze ona do nas. Kiedy obniża się ciśnienie i powietrze ulega rozrzedzeniu, ziemia uwalnia zapachy, które dotąd
więziła, i wysyła je w przestrzeń. Psy, które nieświadomie uczymy
budowania skojarzeń - dostrzegania, że "sięganie po smycz" zawsze
poprzedza "wyjście na spacer", że "skrobanie talerza" oznacza "będą
resztki z obiadu" - łatwo uczą się, że mieszanina woni płynących z ziemi
oznacza nadchodzącą burzę.
Zapach tego wszystkiego
Stykając się z pluskwą lub burzą z piorunami, pies zauważa drobne
szczegóły. Możesz nie zdawać sobie sprawy, jak pachnie twój dom "z punktu węszenia" twojego psa. Tak, dom też ma swój odrębny zapach. Z niewielkimi wyjątkami każdy mebel, każda książka i każdy talerz, każda
poszewka na poduszkę i każda lampa stołowa mają zapach. Każda z tych
rzeczy istnieje w naszym świecie wrażeń wzrokowych, gdzie od otoczenia
dzieli ją wyraźna granica. Natomiast w świecie zapachów ta granica jest
rozmyta. Każdy obiekt ma postać chmury i chmura ta, dotykana lub
przesuwana, rozgrzewana ciepłem żarówki lub stygnąca po jej wyłączeniu,
może przybierać najróżniejsze kształty - lampy, królika, pociągu.
To nie tak, że pies może wywęszyć w swoim otoczeniu każdą molekułę. Aby
docenić jego możliwości, nie musimy posuwać się do przesady. Ale
całościowa "różaność" zapachu róży może być dla psa mniej istotna, mniej
interesująca lub mniej dostrzegalna niż poszczególne jego komponenty, na
przykład cytronelol i linalol, którego zapach przypomina metal lub
urynę. Wyobraź sobie, że potrafisz wyłącznie za pomocą nosa wyodrębnić
części większej całości albo odróżnić to, co minione, od tego, co
teraźniejsze.
Jak one to robią? Historia o tym, jak zapachy trafiają do mózgu psa, jak
kształtują jego myśli, jak zwracają jego głowę ku górze w poszukiwaniu
wonnego sygnału mówiącego, że pan zbliża się do drzwi, zaczyna się od
pyska i nozdrzy. Panie i panowie, pozwólcie, że oprowadzę was po
niezwykłym wnętrzu psiego nosa.
Przełożyła M. Godlewska, Świat Książki, Warszawa 2005, s. 117 (przyp. tłum.). [wróć]
K. Grahame, O czym szumią wierzby, dz. cyt. [wróć]
Pomyślmy, jakie stresujące byłoby to dla podejrzanego! I - być może - jakie skuteczne. Spocony ze strachu przestępca będzie przecież wydzielał swój zapach wszystkimi porami. Niestety, to samo mogłoby się dziać z podnieconym figurantem oczekującym na swoją kolej i zachwycającym się możliwościami na pozór cudownego zwierzęcia. [wróć]
Badacze odkryli pewną prawidłowość dotyczącą opróżniania pęcherza, którą nazwali żartobliwie "prawem urynacji" (Law of Urination): wszystkie zwierzęta, od psa poprzez mysz polną do słonia, potrzebują średnio dwudziestu jeden sekund, by oddać mocz w całości. W przeciwieństwie do tego znakowanie zajmuje tylko od jednej do trzech sekund. [wróć]
"Pierwszym wrażeniem dnia jest dla ślepca jego wietrzność" - pisał John Hull o swoim doświadczeniu niewidomego. [wróć]