1 Nieposłuszne czy zdezorientowane?
Ile razy słyszeliśmy wyrażenie, że ktoś "się pogubił"? Dokładnie rozumiemy, o co chodzi, gdy mowa o naszym bliskim, kimś z rodziny lub z kręgu przyjaciół, a nawet o osobie publicznej, której zachowanie nas niepokoi. Zagubić się i nie mieć przy sobie nikogo, kto pomoże odnaleźć drogę, to prawdziwy koszmar.
Być zdezorientowanym to nic przyjemnego - niewiele jest w życiu sytuacji bardziej niepokojących. Dzieci są szczególnie wrażliwe na poczucie zagubienia i zagrożenia. Wiemy, że w dzisiejszym zwariowanym świecie przez cały czas czują one na sobie presję. Niewielu z nas, obecnych dorosłych, musiało sobie radzić z nieustannym strumieniem obrazów, wrażeń, pomysłów, postaw i sprzecznych wiadomości, z którymi mierzą się dziś dzieci. Prawdę mówiąc, żyjemy w środku nieoficjalnej wojny, którą świat wypowiedział dzieciństwu. Dzieci są narażone na zbyt wiele i przedwcześnie spotykają się z treściami nieadekwatnymi do ich wieku. W rezultacie dezorientacja i zwiększony niepokój stają się nową normą.
Nic zatem dziwnego, że coraz częściej w domu i szkole ujawniają się trudne zachowania. Jako rodzice chcemy osłonić dzieci przed bezlitosnym szumem i hukiem, gorączkowym tempem współczesnego życia i wskazać im bezpieczną przystań. W tym klimacie dyscyplinowanie "nieposłusznego" dziecka może być sporym wyzwaniem. Często mamy wrażenie, że błądzimy we mgle. Staramy się mówić dobitnie i postępować tak, jak należy. Chcemy nasze dzieci prowadzić - uczyć je, jak się zachowywać, co robić, a czego nie. Naszym ostatecznym celem jest to, by dobrze sobie radziły w codzienności, sprawnie poruszały się w nierzadko mętnych wodach współczesnego społeczeństwa.
Budowa fundamentów - zrozumienie dezorientacji
Sposób, w jaki postrzegamy trudne zachowania, to klucz do rozbrajania "niewłaściwych", a nawet wybuchowych reakcji naszych dzieci. Zasadnicza zmiana w podejściu do rodzicielstwa zachodzi wtedy, gdy zaczynamy rozumieć, że nie istnieje taki fenomen jak nieposłuszne dziecko - jest tylko dziecko zdezorientowane.
W tym rozdziale przeanalizujemy błędne wyobrażenia na temat nieposłuszeństwa. Jeśli będziemy postrzegać problematyczne zachowania naszych dzieci jako próby zorientowania się w szaleńczym, zagmatwanym świecie, w którym starają się one funkcjonować, zmieni się nasza rola - nie będziemy już naczelnym egzekutorem dyscypliny ani specjalistą do spraw zarządzania kryzysowego - staniemy się Gospodarzem, Ogrodnikiem i Przewodnikiem.
Zasada "Uwaga! Wysyłam wiadomość"
Dzieci i nastolatki orientują się w otaczającym świecie na różne sposoby. Mogą czytać, kreatywnie się bawić, słuchać bajek, przebywać w naturze, oddawać się hobby lub po prostu relaksować się, spędzając czas z rodziną. Tego typu działania tworzą barierę ochronną między nimi a twardym "rzeczywistym" światem. Stają się warstwą ochronną, przez którą przetwarzają wszystkie dobre i złe wydarzenia w swoim życiu. Angażowanie się w tego rodzaju czynności to nie tylko forma radzenia sobie. W ten sposób dzieci budują odporność emocjonalną i zwiększają poczucie własnej wartości. Kiedy znajdą w sobie równowagę i spokój, mogą się zrelaksować i przegrupować wewnętrzne zasoby. Wzmacniają świadomość, kim są i gdzie się znajdują w swoim życiu. Czują się wtedy bezpiecznie i dobrze zorientowane.
Gdy jednak wydarza się w ich życiu zbyt wiele, gubią kurs i stają się zdezorientowane. Może to wywołać reakcję, która manifestuje się trudnym zachowaniem. Dzieci przestają wtedy akceptować świat zewnętrzny. Niestety ten nieakceptowany świat to przeważnie osoby najbliższe i najważniejsze. Ważne jest, by zrozumieć, że "bycie niegrzecznym" lub "brak szacunku" to nie złe zachowanie, lecz próby przywrócenia pewnego rodzaju równowagi, w której dzieci czują się komfortowo i nie tracą orientacji.
Nazywam to zasadą "Uwaga! Wysyłam wiadomość". Tak jak nawigator okrętu podwodnego orientuje się w otoczeniu, wysyłając sygnały dźwiękowe, które odbijają się od obiektów pod powierzchnią morza, dzięki czemu wiadomo, gdzie okręt jest w odniesieniu do skał i raf, tak samo nasze dzieci wysyłają sygnały w formie trudnego zachowania. Dokuczają, przeszkadzają lub płaczą, szukając u nas reakcji, która pomoże im się zorientować w przestrzeni. W ten sposób dowiadują się, na czym stoją i czego od nich oczekujemy. Innymi słowy, wzajemne oddziaływanie między zachowaniem naszych dzieci a naszą reakcją służy im jako system nawigacyjny.
Zrozumienie tej koncepcji to prawdziwa zmiana reguł gry. "Kiedy zdałem sobie sprawę, że moje dziecko nie jest po prostu niegrzeczne, lecz czuje się zagubione i wysyła do mnie sygnały, wszystko się zmieniło - powiedział mi jeden z rodziców. - Zamiast tylko reagować na zachowanie, mogłem teraz szukać jego źródła i lepiej je rozumieć". Inny tata dwóch małych chłopców zauważył: "Przetestowałem koncepcję "wysyłania wiadomości". Przyglądałem się synom, gdy zachowywali się nerwowo i przekraczali moje granice. O dziwo, prawie za każdym razem było tak dlatego, że w naszym życiu rodzinnym działo się coś zwariowanego".
"Już nie biorę tego do siebie"
Kiedy dzieci są "niegrzeczne", to naturalne, że rodzic przegląda osobisty katalog wątpliwości i samooskarżeń. Najczęściej powtarzające się wpisy na naszej prywatnej tablicy wstydu to: "Zastanawiam się, jakie popełniłem błędy wychowawcze" lub w przypadku tych spośród nas, którzy są zdruzgotani poczuciem winy i czują się w rodzicielstwie jak amatorzy: "Każdy poradziłby sobie z tym lepiej niż ja. Co ja sobie w ogóle wyobrażam?". Syndrom oszusta jest szczególnie uciążliwy. Podobnie jak Czarnoksiężnik z krainy Oz, który wygłasza wspaniałe proklamacje, ale za zasłoną czuje się malutki i bezwartościowy, mamy wrażenie, że jesteśmy nieprzygotowani, niezdolni do roli rodziców i zagubieni właśnie wtedy, gdy dzieci najbardziej potrzebują naszej siły i zorientowania.
Czując się niepewnie, bierzemy zachowanie naszych dzieci do siebie6. Bywa, że w mgnieniu oka przechodzimy od zwątpienia w siebie i samooskarżeń do gniewnych reakcji w rodzaju: "Nie pozwalam ci mówić do mnie takim tonem!" lub: "Zrób to natychmiast, w przeciwnym razie będziesz miał do czynienia z ojcem!".
Prawie każdy ekspert od rodzicielstwa przekonuje, żeby w obliczu trudnego zachowania zachować spokój. Dobra rada, ale jak to zrobić? Jeśli nie mamy bowiem wypróbowanego sposobu możemy zacząć się obwiniać, co popchnie nas w kierunku traktowania wszystkiego zbyt osobiście, a w takim stanie ducha rodzic jest daleki od spokoju.
Kiedy dzieci zachowują się "najgorzej", my zachowujmy się "najlepiej". Dobrze ilustruje to historia Danny'ego i Suzanne.
Poznałem Suzanne na warsztatach dla rodziców, które prowadziłem w Waszyngtonie. Zmagała się z wychowywaniem bardzo "nieposłusznego" chłopca. Przyjrzeliśmy się wspólnie różnicy między trudnym zachowaniem a dezorientacją. "Zrozumienie, że trudne zachowanie mojego syna Forresta jest w rzeczywistości wołaniem o pomoc w orientacji w otaczającym świecie było dla mnie przełomowym odkryciem - powiedziała. - Zanim zdaliśmy sobie z tego sprawę, mojemu mężowi Danny'emu i mnie było naprawdę ciężko. Traktowaliśmy Forresta jak małego dorosłego, zakładając, że ma znacznie większą kontrolę nad swoim zachowaniem, niż miał w rzeczywistości. Sądziliśmy, że wie, co robi - że próbuje nas nakręcać. Dochodziło do konfliktów i nieprzyjemnych scen. Myśleliśmy, że powinien wiedzieć, kiedy przestać, i mówiliśmy mu to. Angażowanie się w walkę o władzę z czterolatkiem może wydawać się szalone, ale tak właśnie było".
Danny też był na skraju obłędu. "Byłem poirytowany. Im mocniej się upierałem, że Forrest jest po prostu niegrzeczny i że powinien umieć nad sobą zapanować, tym bardziej tracił panowanie. Teraz widzę, że jego zachowanie nie było złe; to było rozpaczliwe wołanie. Ale wtedy wdawałem się z nim w pojedynki. Trudno uwierzyć, do jakiego stopnia brałem to do siebie. Wyobrażałem sobie, że syn mnie nie szanuje, i doprowadzało mnie to do szału".
Kiedy Suzanne opowiedziała Danny'emu o zasadzie "wysyłania wiadomości", brzmiało to rozsądnie i zrozumiale, ale podważyło ich ugruntowaną postawę wobec syna i jego zachowań. "Ten nowy sposób postrzegania problemu był jednocześnie przerażający i dawał nadzieję - uznała Suzanne. - Natychmiastowy efekt polegał na tym, że przestaliśmy brać trudne dla nas zachowanie Forresta do siebie. Po prostu nie da się już tego robić, gdy twój syn ma załamanie, a ty masz w sobie przestrzeń, by zapytać: "Czego on potrzebuje, aby się teraz zorientować w otaczającym świecie? Co mogę zrobić, żeby mu pomóc?". W ciągu kilku sekund, które zajmuje zadanie sobie tych pytań, przechodzimy od przesadnych reakcji i traktowania wszystkiego zbyt osobiście do dostrzegania sił stojących za jego zachowaniem. Jednocześnie pozostajemy w równowadze i stajemy się rodzicami, jakimi zawsze chcieliśmy być".
Forrest wciąż przeżywa sporadyczne załamania i bywa, że się odcina, ale Suzanne i Danny czują ulgę i wdzięczność za to, że długość i intensywność epizodów trudnego zachowania zmniejszyła się do tego stopnia, że są "nie do poznania". Suzanne i Danny sami przeszli przemianę. Jak to ujął Danny: "To tak, jakbym stał się znów sobą, a nie dziwakiem kłócącym się z czterolatkiem".
Czy zasada "wysyłania wiadomości" ma zastosowane w sytuacjach, gdy dziecko jest umyślnie "niegrzeczne"? Odpowiedź brzmi: tak. Nawet jeśli takie zachowanie jest celowe, dziecko potrzebuje prowadzenia. Niezależnie od tego, czy sygnały wysyła świadomie, czy nieświadomie, to nadal wołanie o pomoc.
Kobieta, którą nazwiemy w tej książce Claire, napisała mi o czymś, co przeżywała, gdy miała 5 lat. Jej matka właśnie wróciła do pracy na pełny etat po długim urlopie macierzyńskim. Mała Claire postanowiła ruszyć w świat po przygodę. Poszła do opuszczonego magazynu mieszczącego się cztery przecznice od domu, aby przejrzeć "wszystkie superfajne rzeczy", które w jej wyobraźni tam się znajdowały. Co gorsza, zabrała ze sobą trzyletnią siostrę. "Bardzo dobrze wiedziałam, że tak nie wolno - powiedziała - ale i tak to zrobiłam". Gdy wychodziły z budynku, zobaczyły mężczyznę, którego się przestraszyły. Zawołał: "Wracajcie do domu, dziewczynki!". Wróciły biegiem. Rodzice byli w szoku, gdy młodsza siostra Claire opowiedziała, co się stało tamtego popołudnia, i potem przez dłuższy czas uważnie obserwowali córki.
Patrząc wstecz i zastanawiając się nad tym, co zrobiła, Claire stwierdziła: "Nie jestem pewna, czy to było bezpośrednio związane z powrotem mamy do pracy, ale podejrzewam, że czułam potrzebę ich uwagi. Myślę, że to naturalne, iż moi rodzice niepokoili się o mnie i martwili tym, co zrobiłam, a później pilnowali, żebyśmy nie opuszczały podwórka, lecz na pewno nigdy więcej czegoś takiego bym nie zrobiła". Fakt, że rodzice przejęli się tym, co się wydarzyło, sprawił, że Claire znowu poczuła się bezpieczna. Jej umyślne zlekceważenie zasad było wyraźną prośbą o pomoc w orientacji.
Orientacja przez zabawę
Każdy rodzic, który obserwuje swoje bawiące się dziecko, wie, jak bardzo stara się ono w ten sposób zrozumieć to, co widziało lub słyszało. Głęboka, absorbująca zabawa daje dzieciom poczucie zadowolenia i bezpieczeństwa. Wiele życiowych stresów powraca w formie gry. Bawienie się "w te problemy" pozwala dzieciom orientować się wewnętrznie.
Pewnego słonecznego majowego poranka przechodziłem obok grupy ośmioletnich dzieci i usłyszałem, jak śpiewają wierszyk, skacząc na skakance. Brzmiało to mniej więcej tak:
Piłka nożna w poniedziałek,
świetlica po szkole we wtorek
balet w środę,
piłka nożna w czwartek,
świetlica po szkole w piątek,
piłka nożna w sobotę,
w niedzielę też nie odpoczywamy.
Zatrzymałem się w pół kroku, bo ten pozornie banalny wierszyk z placu zabaw nie opisywał rozplanowanego do granic możliwości tygodnia z życia tylko jednego lub dwojga dzieci. Każde z nich miało własną wyliczankę, która oddawała gorączkowe tempo życia. Lekcje muzyki, zajęcia sportowe, świetlica po szkole i zadania domowe wracały jak bumerang. Zapisałem jeszcze jedną:
Fortepian w poniedziałek,
pływanie we wtorek,
korepetytor w środę,
fortepian w czwartek,
pływanie w piątek,
zakupy w sobotę,odrabianie lekcji codziennie - nie ma zmiłuj!
[Krzyczały tak wszystkie dzieci].
Jedno, które miało dwa domy - matki i ojca, śpiewało jeszcze prostszą piosenkę:
Mamusia w poniedziałek,
tatuś we wtorek,
mamusia w środę,
tatuś w czwartek,
mamusia w piątek,
nie wiem, co w sobotę,
może w niedzielę będzie trochę spokoju - uff!
Rodzice, z którymi rozmawiałem, wrócili z wizyty okresowej w gabinecie pediatry, spodziewając się, że ich dzieci będą się chciały w domu pobawić w lekarzy i pielęgniarki. Atmosfera w gabinecie była napięta, mali pacjenci byli rozdrażnieni i nie ulegało wątpliwości, że personel medyczny starał się nadążyć z natłokiem pracy w przychodni. Dokładnie taki przekaz dzieci przywiozły do domu. Dzień po dniu bawiły się w grę, którą nazwały "Biuro Bezpieczeństwa Zdrowotnego". Siedziały godzinami w wielkim tekturowym "biurze", wymyślając formularze i rysując drobnym dziecięcym "pismem" druczki z mnóstwem kwadracików do odhaczania. Następnie kazały rodzicom czekać w długiej kolejce do okienka, a same gorączkowo odbierały telefony, mówiąc coś do zabawkowej słuchawki. Od czasu do czasu spoglądały na mamę i tatę znad własnoręcznie wykonanych okularów i dobrze wyćwiczonym, poirytowanym tonem pytały: "Tak? O co chodzi?". Rzucały w ich stronę tekturową podkładkę i długopis i mówiły: "Proszę dokładnie przeczytać instrukcje i kolejno odpowiedzieć na wszystkie pytania!". Ta scena powtarzała się w kółko, dopóki dzieci nie wyrzuciły z siebie stresu związanego z wizytą u pediatry.
Kiedy normalność staje się nie do końca normalna
Kiedy przeładowany grafik lub niepokojące przeżycie wytrącają dziecko z równowagi, wtedy jego rozkoszne, niewinne dziwactwa, które tak w nim kochamy, nasilają się, zaczynają nas irytować, a nawet doprowadzać do wściekłości. Pomocne jest wówczas spojrzenie na temperament dziecka. Osobowości ekstrawertyczne dzielą się, jak ja to nazywam, na "typ przywódcy", czyli dziecko, które może chcieć dominować i kontrolować, gdy traci równowagę oraz "typ kreatywny", który w takich sytuacjach może tracić koncentrację, a nawet popadać w histerię. Wytrącony z równowagi introwertyk, którego w innej sytuacji można by określić jako "wyluzowanego", może się usztywnić i upierać, pozornie bez powodu. Jeśli twoje dziecko jest bardziej "typem introwertyka intuicyjnego", może stać się nadwrażliwe i czuć się "ofiarą" nerwowego tempa życia. Niezależnie jednak od tego, czy jest ekstrawertykiem, czy introwertykiem, stres bardzo specyficznie wpływa na jego zachowanie.
EKSTRAWERTYCY
Typ przywódcy - może stać się bardzo dominujący i kontrolujący.
Typ kreatywny - może stać się zdekoncentrowany i histeryczny.
INTROWERTYCY
Typ wyluzowany - może stać się usztywniony i uparty.
Typ intuicyjny - może stać się nadmiernie wrażliwy i czuć się ofiarą.
Sara, samodzielna mama z dwójką dzieci, zasięgnęła mojej rady w sprawie ognistego temperamentu swojej 13-letniej córki: "Moja Lucy zwykle jest w czołówce. Odważna dziewczyna, która świetnie sobie radzi na zajęciach sportowych, nie boi się naprawdę ciężkiej pracy. Kiedy jednak w zeszłym roku wyprowadziliśmy się z domu i z naszego miasta, stała się niemożliwa. Nie miałam pojęcia, co robić, bo spodziewałam się, że włączy się i zacznie mi pomagać - wiedziałam, że potrafi. Nic z tego. Zrobiła się apodyktyczna i zafiksowana na tym, aby wszystko robić tak, jak ona chce. Nagłe żądania i wybryki Lucy, która zawsze była opiekuńczą starszą siostrą i moją prawą ręką, sprawiły, że miałam dwa razy więcej pracy".
Porozmawiałem z Sarą na temat szerszego kontekstu wydarzeń i tego, w jaki sposób dzieci o pewnych cechach osobowości radzą sobie, kiedy są przytłoczone. "Wtedy zdałam sobie sprawę, że przeprowadzka zestresowała Lucy i córka poczuła się zagubiona - powiedziała. - Pomogło mi to zrozumieć jej zachowanie. Naturalne skłonności Lucy, które w normalnych okolicznościach były bardzo przydatne, miały ciemniejszą stronę, wychodzącą teraz na jaw. Spojrzałam wstecz i ogarnęło mnie współczucie dla córki. To twarda dziewczyna i niełatwo jej się przyznać, że coś ją przerasta. Trudno mi było zatem zrozumieć, co się naprawdę dzieje. Od tego czasu kilka razy widziałam, jak się z czymś zmaga. Ale już wiem, czego ode mnie potrzebuje - pomocy mamy w poszukiwaniu solidnego gruntu, na którym mogłaby emocjonalnie pewnie stanąć. Nawet jeśli czasem się na mnie jeży. W rezultacie teraz prędzej wyciągam pomocną dłoń, niż tylko reaguję".
Rozpoznanie temperamentu dziecka oraz tego, kiedy i jak może on zostać nadmiernie rozbudzony, to sposób na uporządkowanie instynktów rodziców związanych z osobowością syna lub córki. Kluczowe są tutaj działania, jakie podejmujemy. Kiedy dziecko jest "niegrzeczne", tak naprawdę woła o pomoc, bo nie potrafi się zorientować w sytuacji. Potrzebna jest spokojna, pewna ręka rodzica, która poprowadzi je właśnie w kierunku tej orientacji.
Wzrastanie i zmiana
Wszyscy wiemy, że dzieci przechodzą przez różne etapy. Niezależnie od tego, czy fizyczna, czy emocjonalna, zmiana rozwojowa może sprawić, że dziecko stanie się chwiejne albo będzie mniej lub bardziej "niegrzeczne". Nowe obszary wolności, które niesie za sobą każdy etap - a nasze dzieci oczekują jej coraz więcej - wiążą się z niezbyt entuzjastycznie podejmowanymi obowiązkami. Wiele dzieci nie może się doczekać czasu zmiany. Widzą otwierający się zupełnie nowy krajobraz możliwości, ale w głębi ich wnętrza czai się niepewność. Nie mają mapy, która pomogłaby im poruszać się po tym ogromnym, przerażająco nowym świecie. Naszym zadaniem jest zapewnienie im takiego nawigacyjnego wsparcia.
Dzieci osiągają krytyczne etapy rozwoju w wieku dwóch, pięciu, dziewięciu, trzynastu i szesnastu lat. Chociaż większość problematycznych zachowań dzieci, dzieciolatków (od 8 do 12 lat) lub nastolatków da się wyjaśnić zmianami rozwojowymi, nie oznacza to, że rodzic może machnąć ręką na to, co w tym czasie dzieje się z dzieckiem. Zrozumienie, że u podstaw tych zachowań leży bezbronność i zagubienie, może ogromnie pomóc, kiedy próbujemy z miłością określać granice, dzięki którym młody człowiek znów poczuje się bezpiecznie i na nowo odnajdzie właściwy dla siebie kurs.
Oto krótki przegląd niektórych kamieni milowych i zachowań oraz emocji, którymi mogą się one przejawiać:
Dwa lata: Mały władca
Otwiera oczy na otaczający świat, odkrywa swoją siłę woli i poczucie wszechmocy, które przerastają jego realne umiejętności.
Pięć lat: "Nie jesteś moim szefem"
Odsuwa się od matczynych objęć, chce robić wszystko po swojemu, a jednak potrzebuje pomocy.
Dziewięć lat: Na zakręcie
Pozostawia za sobą okres wczesnego dzieciństwa, ale nie jest jeszcze w pełni w okresie nastoletnim. Ta faza charakteryzuje się niepewnością i sprzeciwem wobec zasad obowiązujących w rodzinie.
Trzynaście lat: Huck Finn i Pippi Pończoszanka
Doświadcza zmian hormonalnych [i przebudowy mózgu - przyp. red.] ale jest to także wiek wyrywania się na zewnątrz i odkrywania świata.
Szesnaście lat: Zamknięte z powodu rekonstrukcji
Sporo energii trafia do wewnątrz, gdy nastolatek próbuje się zorientować, kim jest. Chociaż hiperwrażliwy i emocjonalnie tkliwy, bywa spektakularnie nieczuły na potrzeby innych. Ma do podjęcia wiele decyzji i do rozważenia sporo nowych obowiązków, jednocześnie chce się dobrze bawić i czuć się wolnym.
Jeśli dziecko lub nastolatek przechodzą wiele wewnętrznych zmian, ich emocjonalne życie wpada w turbulencje, a w gorsze dni może się wydawać nawet absolutnie chaotyczne. Ważną kwestią jest, że w fazach hiperwrażliwości nasze dzieci częściej stosują zasadę "wysyłania wiadomości". W chwilach gdy wszystkie te wewnętrzne zmiany sprawiają, że czują się one zdezorientowanie i niepewne, szukają - a nawet żądają - naszej pomocy, kiedy rozglądają się za zmianą kierunku i orientacji.
Życiowa zmiana wprowadza dezorientację i sprawia, że dzieci czują się chwiejnie, może być dużego kalibru, np. przeprowadzka lub zmiana szkoły, albo mniejszego - często jest to seria drobiazgów, a stres narasta z czasem. Wpływ może mieć nawet to, że rodzic ma szereg spraw do załatwienia po odebraniu dziecka ze szkoły: zakupy, które odkładał na później, obowiązki, które nie mogą dłużej czekać, proste, ale czasochłonne wyzwania codzienności. Jak i dlaczego to wszystko dezorientuje dziecko? Takie krótkie podróże samochodem mogą mu przeszkadzać i wykolejać ze znanych torów. Może się zacząć od lekkiego podenerwowania, ale w miarę rozwoju wypadków emocjonalny stan dziecka często się pogarsza. Takie wypełnione różnymi sprawami popołudnie może być dla niego zbyt "chwiejne", bo brakuje w nim tak potrzebnej przewidywalności, dzięki której czuje się ono komfortowo i bezpiecznie. Co najważniejsze, żadna z załatwianych spraw nie jest skupiona na dziecku. Pewne rzeczy są po prostu do ogarnięcia, warto jednak zastanowić się, czy nie można tego zrobić przed odebraniem dziecka ze szkoły lub przedszkola? A może da się to załatwić hurtem w dwa dni, zamiast rozkładać na tydzień? Czy można wziąć ze sobą przybory plastyczne, aby dziecko było twórczo zaangażowane, kiedy siedzi w samochodzie lub w poczekalni? Albo zrobić sobie przerwę w załatwianiu spraw, zatrzymać się i zajrzeć na wystawę sklepu zoologicznego lub pospacerować po parku przed wyruszeniem w dalszą drogę?
Chwila na refleksję
Co dezorientuje twoje dziecko? Co powoduje, że zaczyna zachowywać się inaczej niż zwykle lub "niegrzecznie"?
Możliwych rozwiązań jest wiele. Klucz stanowi jednak uświadomienie sobie, że dziecko szuka orientacji i że kilka zmian w jego codziennym rozkładzie zajęć może sporo zmienić. Jeśli takie minizmiany mogą je ukoić i dzięki nim uda się uniknąć zmagań związanych z dyscypliną, zatrzymaj się w pół kroku i zadaj sobie dwa ważne pytania:
1.Co dezorientuje dziecko i powoduje, że reaguje ono w ten sposób?
2.Czego potrzebuje dziecko, aby odzyskać orientację?
Ujmowanie "tego, co nie jest Dawidem"
Dyscypliną nie jest karanie i korekcja zachowań. Jest nią wyznaczanie rodzinnych wartości. Za każdym razem, gdy dyscyplinujemy dzieci, jasność co do wartości, które chcemy pielęgnować w naszej rodzinie pomoże nam poczuć trwały grunt pod nogami. Kiedy mówimy: "W naszej rodzinie w ten sposób się do siebie nie odzywamy", pomagamy dzieciom się ugruntować. Robimy bowiem dwie rzeczy naraz: po pierwsze, nadajemy kierunek, a nic nie orientuje lepiej niż jasno zadeklarowana, autentyczna wartość. Po drugie, tworzymy filar wartości rodzinnych, do którego dzieci mogą się odnosić. Wyjaśniamy im, czego nasza rodzina nie robi i czym nie jest.
Często pytano Michała Anioła, jak mu się udało z kamienia wyrzeźbić posąg Dawida. Dzieło było po prostu zbyt piękne, zbyt wspaniałe, wręcz idealne. Odpowiadał, że tak naprawdę nie wyrzeźbił Dawida, lecz ujął z kamienia to, co Dawidem nie było. Innymi słowy, nie wyrzeźbił go, a pomógł mu się wyłonić. Miał wizję archetypowej postaci, którą chciał stworzyć z marmuru, i mając na uwadze tę bardzo konkretną istotę, postanowił usunąć to, co nie było jej częścią.
Mamy tu wspaniałą metaforę rodzicielstwa. Podobnie jak Michał Anioł, który stworzył Dawida, usuwając nadmiar marmuru, w którym ta niezwykła postać została zamknięta, my jako rodzice wspieramy dzieci, by mogły stać się tym, kim są, pomagamy im zdefiniować same siebie, ujmując z ich otoczenia "to, co nie stanowi naszych rodzinnych wartości". Wyjaśniając dzieciom, czego w naszej rodzinie się nie robi i jak się do siebie nie odnosi, rodzice usuwają nadmiar marmuru w postaci niepożądanych zachowań i pokazują im wyraźnie, co jest rdzeniem wartości rodzinnych.
Umacnia to grunt, na którym stoimy. Dyscyplina może być teraz prowadzeniem, a nie wymierzaniem kary. W przeciwnym razie utkniemy w cyklu nieustannej walki z naszymi dziećmi. Stawianie znaku równości między dyscypliną a karą może nas doprowadzić do wniosku, że jesteśmy zbyt surowi. Wtedy robimy zwrot o 180 stopni i dyscyplinujemy zbyt niepewnie. Wynik? Takie rozchwianie nie przekazuje dzieciom jasno tego, czego chcemy. A kiedy nic sobie nie robią z naszych próśb czy zasad (nieprecyzyjnych, bo sami mamy wobec nich mieszane uczucia), reagujemy przesadnie i stajemy się zbyt surowi. Powoduje to, że dzieci również reagują z nadmierną intensywnością, co może włączać w nas tryb Rodzica Potwora.
Postrzeganie dyscypliny jako rodzicielskiego prowadzenia lub "ujmowanie tego, co nie jest naszą rodziną", a nie jako kary, pomaga złagodzić związane z dyscyplinowaniem interakcje między rodzicem a dzieckiem. Pewien tata, z którym pracowałem, powiada: "Wszystko się zmienia, kiedy uświadamiasz sobie, że gdy wprowadzasz dyscyplinę, nie musisz się wycofywać z tego, co robisz, z obawy o surowość kary lub zbyt energiczne wchodzenie z butami w życie dziecka, bo masz już wszystkiego powyżej uszu. Czuję cudowną nową wolność, kiedy wkraczam z interwencją". Jeśli dziecko rzuci złośliwą uwagę, użyje wulgaryzmu lub jest okrutne dla rodzeństwa, my się do tego odniesiemy i skierujemy je na właściwe tory, to tak jakbyśmy ujmowali po kawałku wszystko to, czego nie chcemy kultywować w naszej rodzinie. Za każdym razem, gdy to robimy, pokazujemy prawdziwe wartości naszej rodziny.
Pielęgnowanie świadomości podstawowych wartości rodzinnych może się wydawać ambitnym zadaniem, ale w rzeczywistości jest dość proste. Dobrze zacząć od jednej lub dwóch najważniejszych wartości, takich jak szacunek czy empatia, bo za każdym razem, gdy dziecko okazuje rodzicowi, rodzeństwu lub komuś spoza rodziny brak szacunku, możemy takie zachowanie podać za przykład przekroczenia najważniejszej podstawowej wartości i przy każdej nadarzającej się okazji do tego wracać. Nie tylko wtedy, gdy zachowanie przekracza nasze granice, ale nawet wtedy, gdy dopiero zaczyna dryfować w tym kierunku. Powiedzenie "nie przejmuj się drobiazgami" nie ma zastosowania w rodzicielstwie, które polega właśnie na spokojnym i pewnym dostrzeganiu drobnostek i reagowaniu na nie. Nikt nie twierdzi, że powinniśmy się wszystkiego czepiać lub popadać w neurozę, ale warto zasiewać nasiona dyscypliny, ponieważ "z małych rzeczy wyrastają rzeczy duże". Kiedy dziecko oddala się od którejś z kluczowych wartości, warto skierować je z powrotem na "rodzinną ścieżkę". Dzieci potrzebują regularnej reorientacji.
Chwila na refleksję
Jakie są podstawowe wartości rodzinne, które chcesz by twoje dziecko rozumiało i przyjęło?
Jeśli dzieci przekraczają twoje granice i czujesz, że rodzinne wartości, są podważane, ważne, by zakomunikować to spokojnie i pewnie. Dzięki temu osiągasz dwa cele:
1.Natychmiast zmieniasz orientację dziecka w otaczającym świecie.
2.Umacniasz wartości ważne dla rodziny.
W dalszej części książki - w rozdziałach Gospodarz, Ogrodnik i Przewodnik - przyjrzymy się bliżej tej idei i przeanalizujemy praktyczne przykłady odpowiednie dla etapu rozwojowego i wieku dziecka, a następnie zastosujemy je pod kątem kierowania swoimi reakcjami. Na razie spójrzmy na obraz w szerszej perspektywie.
Zrozumienie równowagi i sprzeciwu
Ważna jest zasada równowagi i sprzeciwu. Mówiąc najprościej, sprzeciw ma miejsce, gdy zderzają się świat wewnętrzny i zewnętrzny dziecka - gdy występuje nierównowaga sił. Jeśli wewnętrzny świat dziecka jest przytłoczony wymaganiami świata zewnętrznego lub wrażeń ze świata jest za dużo, dziecko zacznie okazywać sprzeciw. Przyjrzyjmy się temu dokładniej.
Poniższy rysunek przedstawia miejsce spotkania delikatnego wewnętrznego świata dziecka - jego nadziei i marzeń, wyjątkowego kształtu osoby, którą jest - z presją i wymaganiami świata zewnętrznego.
Strzałki skierowane do wewnątrz ilustrują wszystko to, co dla życia dziecka jest zewnętrzne. Przykładowo w każdej rodzinie występuje szereg niewielkich, ale powtarzalnych zdarzeń związanych ze światem zewnętrznym, takich jak zakupy, wizyty u lekarza lub po prostu jazda samochodem. Mamy spotkania z innymi dziećmi, wszelkiego rodzaju wydarzenia towarzyskie i sportowe. Dla niektórych może to być szkoła czy odrabianie lekcji. Wszystkie te zdarzenia reprezentują siły zewnętrzne - to strzałki skierowane do wewnątrz, ku środkowi schematu. Są to wspólne społeczne aspekty życia rodzinnego związane z szeroko pojmowanym światem.
W środku jest dziecko. Ta cenna istota z biegiem lat stopniowo się kształtuje, stając się tym, kim jest. Gdy nasze dzieci dorastają, ich wewnętrzny świat ulega konsolidacji. Wzrasta samoświadomość, pewność siebie i zrozumienie. Te siły, które pochodzą z wewnętrznego świata dziecka, wyłaniają się i wchodzą w kontakt ze światem zewnętrznym. Ilustrują je strzałki zaczynające się w środku schematu i skierowane na zewnątrz. Owe siły są rozwijane i wzmacniane dzięki takim aktywnościom jak kreatywna zabawa i czas spędzony z rodziną oraz na łonie natury.
Istnieje delikatna, dynamiczna interakcja między światem zewnętrznym a wewnętrznym. U zdrowego, rozwijającego się dziecka, gdy wszystkie wyzwania świata zewnętrznego (takie jak codzienne czynności) są na miarę jego wewnętrznego świata, nie przekraczają jego zasobów i możliwości, tworzy się powłoka przypominająca kokon.
Ta warstwa ochronna oddziela świat zewnętrzny i wewnętrzny. Kiedy między tymi dwoma rodzajami "sił" istnieje równowaga, a więc kiedy dziecko jest odprężone i zaangażowane, nabiera ono odporności emocjonalnej7 i łatwo dostosowuje się do sytuacji. Wtedy właśnie w kokonie może wyrosnąć coś wyjątkowego: żywa, wieloaspektowa osobowość, wzmacniana rozkwitającym poczuciem wartości, samoświadomością i mająca jasność co do kierunku, w którym zmierza.
Sprzeciw wyrażany zachowaniem występuje wtedy, gdy nie ma równowagi między siłami zewnętrznymi i wewnętrznymi. Spójrzmy na drugą ilustrację tej koncepcji. Zasadniczo gdy siły zewnętrzne stają się zbyt potężne, dziecko czuje się przytłoczone i wyraża sprzeciw.
Kiedyś pracowałem jako pedagog szkolny i pewnego dnia w moim gabinecie zjawił się i opadł ciężko na kanapę nastolatek, którego nazwiemy Josh. Owinął się kocem w kratkę, który położyłem tam specjalnie, żeby dzieci mogły się nim otulić, i ponuro wpatrywał się w wysłużoną podłogę. "Josh, co się dzieje?", zapytałem. "Mam wrażenie, że niczego nie potrafię zrobić dobrze - oznajmił ze złością. - Dzisiaj znowu spóźniłem się do szkoły. Musiałem iść do sekretariatu, żeby dostać zaświadczenie o spóźnieniu. Potem lekcje, kartkówki, a po szkole muszę jeździć z mamą po mieście i mam tyle zadań domowych, że siedzę po nocach, żeby odrobić chociaż połowę..." Kiedy wyliczał kolejne punkty na liście rzeczy do zrobienia, stało się dla mnie jasne, że Josh cierpi na ostry przypadek "wewnętrznego rozedrgania".
To był chłopak tonący w "emocjonalnym przytłoczeniu". Josh czuł, że spada na niego wszystko naraz. Kiedy w efekcie wybuchnął, a nauczyciel go ukarał, Josh odebrał to jako osobisty atak. Ale jego wybuch miał całkowicie zrozumiałe przyczyny. Chłopak zrobił to, ponieważ "dojrzał do wybuchu". Kara wymierzona przez nauczyciela była tylko kolejnym przytłaczającym ciężarem. Spytałem, czy ma wrażenie, że świat za mocno na niego naciska. "Czy to, co dorośli odczytują jako złe zachowanie, to twoje próby powstrzymania się od wygarnięcia im tego, co naprawdę myślisz?", zapytałem. Ten wysoki, mocno zbudowany młody człowiek zerwał się na równe nogi. "Właśnie - powiedział. - Dokładnie tak to wygląda. Nie chcę sprawiać problemów. Po prostu staram się bronić". Kiedy najbliżsi Josha usiedli z nim przy jednym stole i opracowali sposób, jak wszystko odkręcić, jego zachowanie się zmieniło. To, co szczerze mi powiedział, nie było niczym niezwykłym dla chłopca w jego wieku. Sens był taki: "Jeśli mnie będziesz szanować, ja będę szanował ciebie". Dla mnie w jego komentarzu ważne było to, że czuł się nieszanowany przez ludzi, którzy nieświadomie go przytłaczali. Z biegiem lat zacząłem dostrzegać pewien wzorzec. Młodzi ludzie nie filozofują na temat swojego stresu ani nie czynią uogólnień, gdy życie ich przerasta. Biorą wszystko do siebie - i to całkiem logicznie prowadzi ich do odwetu na osobach, na których spoczywa odpowiedzialność, czyli na nas.
Kiedy myślimy o presji, z jaką ma do czynienia nasze dziecko lub nastolatek, i kiedy pytamy go o tę presję, możemy otrzymać bardzo interesującą i odkrywczą odpowiedź. Raz jeszcze powtarzam: dzieci nie są po prostu "niegrzeczne". To sprzeciw. My, rodzice, możemy powiedzieć, że są rozdrażnione i poirytowane, ale tak naprawdę to reakcja na brak równowagi w życiu. Wewnętrzny świat dziecka lub nastolatka podlega tak dużej presji z zewnątrz z powodu zbyt wielu oczekiwań, że ich delikatne, dopiero wyłaniające się wewnętrzne "ja" traci poczucie równowagi.
Warto, by rodzice zdali sobie sprawę z tego, co się dzieje, ponieważ jeśli wewnętrzny świat dziecka jest chwiejny, jego samoocena zaczyna gwałtownie spadać. Poczuje się ono niedopasowane.
U dzieci i nastolatków poczucie nieadekwatności może skutkować dwiema fazami zachowań:
1.Obroną.
Jeśli brak równowagi będzie się utrzymywał, na początku będą się wytrwale bronić i stawiać opór.
2.Wycofaniem.
Ale jeśli przytłaczający je świat zewnętrzny będzie na nie bezlitośnie napierał, a obrona i opór nie zdołają utrzymać go na dystans, w końcu wycofają się na defensywne pozycje, staną się niedostępne dla rodzin i otoczenia. Wiele dzieci szuka schronienia we względnym "bezpieczeństwie" i "anonimowości" świata online ze wszystkimi związanymi z nim "wirtualnymi związkami". Relacje oparte na mediach społecznościowych mogą być kuszące dla przygniecionych ciężarem oczekiwań młodszych lub starszych nastolatków, ponieważ pozwalają one na fałszywe poczucie kontroli nad interakcjami. A kiedy dziecko znajduje się pod ciągłą presją i doświadcza silnego przytłoczenia, mogą się zacząć poważne problemy ze zdrowiem psychicznym, takie jak depresja, uzależnienie, a nawet zaburzenia dysocjacyjne połączone z agresją.
Jeśli potencjał emocjonalny dziecka lub nastolatka może sprostać wymaganiom życia codziennego, wydarza się coś zupełnie innego. Gdy istnieje równowaga między światem zewnętrznym a życiem wewnętrznym (lub emocjonalnym), dziecko buduje i wzmacnia swoją odporność emocjonalną.
Trzy kluczowe zasady opisane poniżej pomagają rozwijać i wspierać dziecko lub nastolatka w codzienności dorastania:
PIERWSZA: CENTRUM I ORIENTACJA
Cenny, wewnętrzny rdzeń dziecka otrzymuje z zewnątrz bodźce na miarę jego możliwości, a jego łagodne i powoli rozwijające się wewnętrzne "ja" potrafi je rozpoznać i przetworzyć. W tych sprzyjających warunkach powstaje emocjonalny filar, który działa wspierająco w ciężkich chwilach i pozwala poczuć spokój i radość.
DRUGA: RÓWNOWAGA
Jeśli równowaga jest zachowana, dziecko lub nastolatek znacznie częściej czują, że "Mam w sobie siły, aby spełnić to, o co mnie proszą".
TRZECIA: POCZUCIE BEZPIECZEŃSTWA
Kiedy między możliwościami dzieci lub nastolatków a wyzwaniami, przed którymi stają, istnieje zdrowa równowaga, mogą zaufać swojemu otoczeniu. Sprawia to, że odnoszą się z zaufaniem do dorosłych znajdujących się w pobliżu i mają poczucie bezpieczeństwa.
Wszyscy chcemy, aby nasze dzieci były w kontakcie ze swoim centrum, czuły się zrównoważone i bezpieczne. Nikt z nas nie budzi się rano z zamiarem zaburzania czyjejś równowagi lub wywołania dezorientacji. Życie jednak idzie swoim torem. Ponieważ jesteśmy kierowcami oraz planistami i mamy oczekiwania związane z rozkładem dnia naszych dzieci (powodowani oczywiście najlepszymi intencjami), w efekcie w różnym stopniu symbolizujemy presję, która jest źródłem ich stresu i tego wszystkiego, z czym się zmagają. To my jesteśmy najbliżej tych rozwijających się osób, więc to przeciwko nam się buntują. Warczą na nas, są "niegrzeczne" i odpowiadają arogancko. Można by posunąć się do stwierdzenia, że w niektórych rodzinach dziecko postrzega rodzica jako wroga, a nie obrońcę.
Dziecko osaczone
Kiedy dziecko czuje się zdezorientowane, zaczyna się bać.Siły zewnętrzne przytłaczają jego życie wewnętrzne. Lista winowajców może być długa: zbyt wiele zabawek lub książek, zbyt wiele zajęć pozalekcyjnych i sportowych, za dużo spotkań ze znajomymi, za dużo telewizji i siedzenia przed komputerem, zbyt wiele informacji przeznaczonych dla uszu dorosłych. Kiedy te wszystkie zewnętrzne siły napierają, tarcza lub kokon, które oddzielają życie wewnętrzne i zewnętrzne dziecka oraz chronią je podczas rozwoju jego odporności emocjonalnej i osobowości, są zagrożone. Kiedy dziecko (lub nastolatek) czuje się przytłoczone wydarzeniami i emocjami, wycofuje się i zadaje światu ciosy albo stawia opór.
W sytuacji równowagi układ współczulny, odpowiedzialny za włączanie i wyłączanie naszej reakcji walki lub ucieczki, oraz układ przywspółczulny, panujący nad reakcją rozluźnienia i zrelaksowania, obracają się w kręgu delikatnego tańca. Wyobraźmy sobie dwie drużyny próbujące utrzymać między sobą linę, zachowując jednocześnie jak najmniejsze jej napięcie - to odwrotność przeciągania liny. Między reakcją walki lub ucieczki a reakcją rozluźnienia utrzymuje się delikatna równowaga - psychika dostraja się subtelnie zawsze tam, gdzie coś nas niepokoi lub wzbudza lęk.
Członkami tych drużyn są hormony, chemiczne substancje produkowane przez gruczoły. Słowo "hormon" pochodzi z greki, gdzie oznacza "wprawiać w ruch" - i tak się właśnie dzieje. Niektóre hormony stresu nie widzą granic i nie przestają ciągnąć w swoją stronę, co może doprowadzić do wszelkiego rodzaju problematycznych zachowań. Hormony te mogą pozostawać aktywne w mózgu zbyt długo, uszkadzając, a nawet unicestwiając komórki w hipokampie - obszarze naszego mózgu odpowiedzialnym za pamięć, opartą na wiedzy i otwarciu na uczenie się nowych rzeczy.
Warto, by rodzice mieli ogromną uważność na te momenty, kiedy dzieci wchodzą w tryb walki lub ucieczki. Zapewnienie równowagi w ciągu dnia oznacza całe mnóstwo punktów dekompresji (takich jak zabawa, czytanie, słuchanie bajek, muzyki albo odpoczynek) pomoże wywołać reakcję relaksacyjną i ustanowić na nowo to, co naukowcy zajmujący się działaniem mózgu nazywają równowagą metaboliczną. Jeśli dziecko lub nastolatek może przejść taką dekompresję po pełnym stresów dniu, prawdopodobieństwo, że będzie z nami walczyć lub uparcie zamknie się w sobie, jest o wiele mniejsze.
Na szczęście prawie wszyscy rodzice wiedzą, że bicie dzieci to nie jest dobry pomysł8. Matka czy ojciec, którzy wymierzają dziecku kary cielesne, dziwią się, że wydaje się ono pozbawione wyrzutów sumienia i zachowuje się wyzywająco, a warto, by zrozumieli, że ta postawa wiąże się z reakcją walki lub ucieczki. Kiedy dziecko otrzymuje uderzenie, jego organizm uwalnia adrenalinę, co w znacznym stopniu blokuje ośrodki bólu. Nie chodzi więc o to, że wykazuje ono postawę buntowniczą, ale o to, że jego umysł i ciało weszły w stan wyjątkowy i przygotowały je na to, co organizm odczytuje jako sytuację zagrażającą życiu. Włącza się również "pamięć przetrwania", co oznacza, że dziecko będzie pamiętało taki incydent dłużej, niż można by się spodziewać. Być może szybko wróci do równowagi, ale zwiększona nieufność wobec rodzica pozostanie. Uwaga - ta sama kaskada hormonów wyzwala się u dzieci, na które się napastliwie krzyczy. Być może w wielu domach wrzaski zastąpiły bicie, ale długotrwałe efekty takiej strategii są niepokojąco podobne.
Pewna para przyszła do mnie w sprawie swojego czteroletniego dziecka, które "wymykało się spod kontroli". Opisywali napady złości syna, podczas których kopał, bił i gryzł. Na podstawie oznak zewnętrznych można było stwierdzić, że dziecko doświadcza kompletnego załamania. W jego systemie nerwowym następowało zwarcie. Jego zachowanie mówiło rodzicom: "Wystarczy, dosyć! Nie radzę sobie z tym wszystkim, czego ode mnie żądacie. Moje życie musi być spokojniejsze, tego właśnie potrzebuję. Więcej spokojnego rytmu. Nie radzę sobie z tym wszystkim, co wiruje wokół mnie!". Napady złości każdego dziecka można podsumować w czterech słowach: "Za dużo się dzieje".
"Na każdym kroku z nami walczy - powiedział jego wyczerpany tata. - Kiedy to się skończy?" To zrozumiałe: bali się, że ich syn może mieć problemy emocjonalne. Odpowiedź była prosta, choć dla nich zaskakująca: "Skończy się, gdy wasz syn przestanie postrzegać was jako wrogów, gdy przestanie czuć, że musi z wami walczyć, żeby przeżyć. Kiedy ograniczycie to, co może go przytłaczać - np. zmniejszycie liczbę spotkań z rówieśnikami, ograniczycie czas spędzony przed ekranem i zadbacie o to, by nie słyszał waszych dorosłych rozmów, które mogą wzbudzić w nim niepokój, najprawdopodobniej będzie was postrzegać jako tych, którzy go chronią. Znowu staniecie się jego bezpieczną przystanią".
I rzeczywiście kilka tygodni po tym, jak rodzice uprościli życie syna i wyrugowali to, co go przytłaczało, dostrzegli oznaki zmiany. Dzikie, niekontrolowane zachowanie powoli słabło, a napady złości stawały się coraz rzadsze i krótsze. Chłopiec wciąż stawiał opór, ale znacznie mniej gorączkowo. "Wciąż sprawdza, czy może nam ufać, ale nie w tak gwałtowny sposób, jak do tej pory", stwierdziła jego mama.
Dziecko ucieka, rodzice walczą
Nietrudno wpaść w złość, kiedy nasze próby porozumienia się z dzieckiem lub nastolatkiem spotykają się z oporem i niechęcią i po raz kolejny słyszymy "A co mnie to obchodzi". Próbujemy działać rozsądnie, a dziecko nie okazuje nam szacunku. Oto co pewien bardzo rozgniewany ojciec miał do powiedzenia na temat zachowania swojego syna: "To było jak walenie głową w mur. Nic, co mówiłem, do niego nie docierało. Robiłem się purpurowy na twarzy i potwornie wściekły".
Jest to dynamika wydarzeń, którą wszyscy znamy aż za dobrze - dziecko przekracza cienką linię, której według nas przekraczać nie powinno, a jeden z rodziców mówi: "Dosyć!". Młody człowiek spokojnie robi to raz jeszcze, a rodzic zaczyna się wściekać. Dziecko buduje wokół siebie ścianę z "a co mnie to obchodzi!", rodzic zaś wybucha. Taka wymiana zdań zdarza się w każdej rodzinie. Kiedy jednak staje się standardem, może się przekształcić w niezwykle destrukcyjny cykl. Dziecko rzuca się do ucieczki, co wywołuje w rodzicach chęć walki. Teraz cała rodzina jest zalana adrenaliną i kortyzolem. Rzymianie nazywali to distractia, co tłumaczy się jako "rozszarpanie na strzępy". Kiedy taka pętla stresu wchodzi na wysokie obroty, zaczynamy mieć wrażenie, że cała rodzina jest rozdarta.
Cuda płatów czołowych
Chcemy mieć kontakt z naszymi dziećmi oraz wpływ na ich życie. Aby tak się stało, płaty czołowe w mózgu muszą się prawidłowo rozwijać. Kiedy rodzic jest spokojnym, pewnym strażnikiem i obrońcą9, czuwającym nad tym, co w życiu dziecka mu służy, a co nie, rozwój płatów czołowych przebiega pełniej. Dobry strażnik będzie podchodzić do "przyjaznych dziecku" koncepcji marketingowych ze zdrowym sceptycyzmem, przyjrzy się dokładnie materiałom i reklamom na rynku towarów dla dzieci, zanim wystawi swoją latorośl na ich działanie. Chociaż na krótką metę wydaje się nam łatwiejsze podążanie z prądem i postępowanie tak, "jak każdy wychowujący dzieci w dzisiejszych czasach", wiele współczesnych zabawek, programów telewizyjnych czy internetowych oraz gier jest dramatycznie nieadekwatnych do wieku dziecka. Bywają bowiem przepełnione treściami seksualnymi lub wyrażają zachowania agresywne, zawierają obrazy czy zachowania promujące przemoc. Reakcja mózgu na taki materiał polega na przekierowaniu aktywności z płatów czołowych i rozwoju empatii na ciało migdałowate lub obszar mózgu odpowiedzialny za proste, automatyczne reakcje. To z kolei sprawia, że rozmowa z dzieckiem na temat jego zachowania może stać się naprawdę trudna.
Kiedy rodzic jest w stanie być przewodnikiem dziecka, nie napotykając przy tym zbyt często na opór, to dlatego, iż funkcjonowanie młodego człowieka przeszło na poziom lepiej ukształtowanego mózgu i dojrzalszych płatów czołowych. W takim scenariuszu dziecko ma poczucie, że życie jest bezpieczne i przewidywalne. Aby być dobrymi strażnikami u bram rozwoju, warto byśmy jako rodzice monitorowali ilość materiału bombardującego potomka i trzymali się naszych zasadniczych wartości. Stojąc twardo na nogach i wychowując dziecko świadomie, sami korzystamy z bardziej rozwiniętych części mózgu, z naszego centrum dowodzenia. Zastępujemy w ten sposób służącą przetrwaniu pętlę walki lub ucieczki, w którą możemy łatwo wpaść z naszym dzieckiem, znacznie bardziej zbalansowaną, osadzoną w relacji dynamiką. Nacechowane miłością i bezpieczeństwem życie rodzinne toczy się lekko i bez trudności.
Jedno z najlepszych podsumowań wpływu nauki o mózgu na rodzicielstwo i dyscyplinę pochodzi z pracy doktor Dee Joy Coulter, pionierki neuronauki i autorki książki Original Mind. Uncovering Your Natural Brilliance [Oryginalny umysł. Odkrywanie swojej naturalnej przenikliwości]. Coulter porównuje reakcję stresową (inicjowaną w ciele migdałowatym) z reakcją odporności (która rozpoczyna się w płatach czołowych - w ośrodku funkcji wykonawczych), jak za chwilę zobaczycie w zestawieniu. Tekst kursywą po każdym z głównych punktów jest mojego autorstwa i został dodany w formie szeregu praktycznych przykładów, aby pokazać, jak owe punkty mają się do dyscypliny.
Zastanówmy się, za co odpowiedzialne są płaty czołowe:
-Angażują wolę i aktywizują inicjatywę. Dziecko będzie mogło się godzinami bawić i uczestniczyć w rozwiązywaniu problemów.
-Regulują wewnętrzny dialog, niezbędny do panowania nad zachowaniami impulsywnymi, będący fundamentem rozumowania i języka kreatywności. Dziecko będzie sobie lepiej radzić z rozwiązywaniem problemów przez refleksję oraz z rozumieniem, jaki sens mają wskazania rodzica, zmniejszając tym samym swoje poczucie zagubienia. Nauczy się internalizować prowadzenie rodzica, dzięki czemu unikniemy wyjaśniania wszystkiego wciąż od nowa.
-Utrzymują czujność i koncentrację. Dziecko będzie potrafiło uważniej słuchać rodzicielskich wskazań.
-Sprzyjają współpracy, nawet wtedy, gdy wokół bardzo wiele się dzieje. Dziecko będzie potrafiło lepiej dawać sobie radę ze zmianami, zachowując równowagę na miarę swoich możliwości.
-Pozwalają dostrzegać i rozumieć złożone wzorce. Dziecko będzie w stanie zrozumieć, jak doszło do kłótni lub sporu, zamiast bronić wyłącznie swojego punktu widzenia.
-Potrafią przetwarzać wiele zmiennych jednocześnie. Dziecko będzie w stanie zrozumieć wskazania, szybciej zorientuje się, jak zrobić to, o co się je prosi.
-Wspierają myślenie z wyprzedzeniem, robienie planów i przewidywanie konsekwencji. Dziecku łatwiej będzie unikać konfliktów i gorących sporów, kiedy będzie rozumiało, jaką reakcję jego zachowanie może wzbudzić w innych.
-To jedyny region mózgu, w którym rodzi się świadomość połączenia między ciałem a umysłem. Dziecku łatwiej będzie unikać fizycznej agresji, która wynika między innymi z braku rozumienia, co właściwie robi.
-Są bezpośrednio zaangażowane we wszystkie stany szczytowej wydajności. Dziecko będzie potrafiło wejść do "strefy twórczej" i w niej pozostać, gdy będzie się bawiło, uczyło, a zwłaszcza w relacjach społecznych.
-Rejestrują współczucie, empatię, intymność społeczną i więzi. To niezwykle ważne w kontekście prowadzenia i dyscypliny. Dziecko będzie w stanie lepiej zrozumieć, jak jego działania wpływają na innych. Będzie miało trwalsze relacje z rodzeństwem, a co najważniejsze - otworzy serce na rodziców, przez nich zaś na świat wokół.
Kiedy dziecko czuje się bezpiecznie i ufa otaczającemu je światu - zarówno w wymiarze emocjonalnym, jak i fizycznym - wszystkie te cudowne umiejętności trafiają na żyzny grunt. Gdy dziecko doświadcza świata jako miejsca przyjaznego, a nie wrogiego, przewidywalnego, a nie przypadkowego, wówczas kreatywny ośrodek funkcji wykonawczych uwalnia się od prymitywnych reakcji, przerywa krąg walki lub ucieczki, w którym dominuje zasadniczy priorytet - przetrwanie. W piątej części książki - Na głębokie wody - znajdziecie konkretne, łatwe do zastosowania strategie, dzięki którym będziecie w stanie zapewnić dziecku równowagę. Łatwiej mu będzie zrobić ogromny krok naprzód i rozwinąć arcyważne możliwości płatów czołowych.
Zalew i odporność
Podsumowując: pod naporem zbyt wielu bodźców nasze dzieci często doświadczają reakcji walki lub ucieczki, która rodzi się w ciele migdałowatym. Zbyt dużo zadań, zbyt dużo hałasu, zbyt dużo tego, co je rozprasza, i zbyt dużo komunikatów. "Zalewane" nadmiarem wyzwań, nie potrafią się same wyregulować. Z drugiej strony, kiedy nasze prośby wobec dziecka są na miarę jego możliwości i zasobów, z większym prawdopodobieństwem będzie ono korzystać ze swoich płatów czołowych. Zamieszczona poniżej tabela jest podsumowaniem zestawienia stanu bycia "zalanym" z "odpornością" według doktor Coulter oraz tego, jak takie stany mogą wyglądać. Dziecko odporne emocjonalnie można prowadzić, nie ryzykując zerwania więzi. Dziecko przeżywające "zalew", przytłoczone, prawdopodobnie potraktuje dyscyplinę i prowadzenie rodzica jako zagrożenie, a na udzielane wskazania będzie reagowało zwiększonym oporem.
6 O wpływie nauki o mózgu na rodzicielstwo i dyscyplinę zob. D. Coulter, Original Mind. Uncovering Your Natural Brilliance, Boulder 2014.
7 Odporność emocjonalna nazywana jest także rezyliencją. Na ten temat autor niniejszej publikacji napisał inną książkę: Emotinally Resilient Tweens and Teens. W Polsce ukaże się jako Odporność emocjonalna dzieci i nastolatków. Jak radzić sobie z dokuczaniem, zastraszaniem i wykluczeniem (Natuli, w przygotowaniu; przyp. red.).
8 Należy dodać, że zakaz stosowania kar cielesnych jest w Polsce uregulowany prawnie, został ujęty w art. 961 Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego, a stosowanie ich stanowi przestępstwo naruszenia nietykalności cielesnej dziecka z art. 217 Kodeksu karnego. W sprawie przemocy wobec dzieci i młodzieży można przeczytać więcej w raporcie Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę: https://fdds.pl/co-robimy/raporty-z-badan/2022/postawy-wobec-kar-fizycznych-i-ich-stosowanie (online, dostęp: 31.03.2023), tam także można znaleźć informacje o tym, jak reagować w takich sytuacjach i gdzie szukać pomocy (przyp. red.).
9 Warto objaśnić, że w oryg. autor używa określenia gatekeeper or sentinel, czyli dosłownie strażnikiem bram, wartownikiem - co wskazuje na cel stosowania dyscypliny przez Payne'a: rodzic chroni dziecko przed nadmiernym obciążeniem, nieadekwatnym do jego wieku i możliwości (przyp. red.).