Auckland. Zachodnie wybrzeże
Wstęp
Dlaczego postanowiłam wyjechać?
Powietrze. Chcę oddychać świeżym powietrzem, bo jakiego innego argumentu mogłam użyć, odpowiadając na pytania mojej mamy, dlaczego chcę jechać na koniec świata. Przecież nic więcej wtedy o tym kraju nie wiedziałam. Nie miałam pojęcia, co tam zastanę, jak się żyje, jak długo tam będę i czy mi się spodoba. A dlaczego aż tak daleko? Ponieważ to jedno z niewielu pozaeuropejskich państw oferujących wizę typu working holiday, czyli "zwiedzaj i pracuj".
Skorzystałam już z wizy do Stanów Zjednoczonych, Kanady, póki co, nie było na mojej liście marzeń, Japonia wydawała się zbyt odmienna kulturowo, do Australii trzeba zrobić certyfikat języka angielskiego, a to prawie dodatkowy tysiąc złotych i bardziej skomplikowany, w tamtym czasie, sposób aplikacji. Została Nowa Zelandia.
Wtedy, w 2018 r., Polakom przypadało równe sto wiz rocznie, a ja zamierzałam zdobyć dwie z nich - jedną dla siebie, drugą dla Michała, który wyjątkowo niechętnie podchodził do mojego pomysłu wyjazdu typu "rzucić wszystko i spędzić rok na końcu świata". Wspominał coś o rujnowaniu mu ułożonego, spokojnego życia i takie tam... Na szczęście ja nie widziałam realnego powodu, dla którego wyjazd do Nowej Zelandii mógłby bezpowrotnie zmienić nasze dotychczasowe życie, a już na pewno nie na gorsze. Wychodziłam z założenia, że przecież nic w Polsce nie zamyka się za nami bezpowrotnie, nic nam nie ucieknie, a jeśli wrócimy, zaczniemy wszystko od miejsca, w którym skończyliśmy.
Życie najczęściej komplikuje nam się we własnych głowach i to tam pojawia się wiele pytań i wątpliwości, których można się wystraszyć i zrezygnować z działania, i spełniania marzeń. Idealnie byłoby postarać się ich nie tworzyć i mierzyć się jedynie z problemami, gdy już jakieś faktycznie się pojawią, zamiast marnować energię na te mieszkające w naszych głowach. Patrząc statystycznie, większość naszych obaw i złych scenariuszy się nie spełnia (badania te przeprowadziłam na samej sobie, więc nie proponuję się na nie powoływać; natomiast bardzo polecam rozważyć to we własnej przestrzeni).
Oczywiście, zamknięcie obecnego życia, zobowiązań, formalności, a szczególnie myśl o rozłące z bliskimi może tworzyć blokadę strachu, niepokoju i niepewności, jednak wtedy dużo o tym nie myślałam. Starałam się działać zadaniowo i po kolei skreślać z listy sprawy konieczne do zrobienia przed wyjazdem.
Użyłam więc wszystkich znanych mi technik motywacyjnych, żonglowałam argumentami, przedstawiałam pozytywne wizje i dziesiątki różnych możliwości, które mogą tam na nas czekać. Udało się!
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki