Nowe wprowadzenie do metafizyki - Łukasz Kołoczek

Kup ebooka

34.00 zł
27.20 zł (21,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Magnus error

*

Quia parvus error in principio magnus est in fine - tak rozpoczyna się jedno z dzieł Tomasza z Akwinu. W ten sposób powtarza on maksymę Arystotelesa, zapisaną w pierwszej księdze De coelo, głoszącą, że "nieznaczne odchylenie od prawdy, popełnione na samym początku, rośnie do rozmiarów dziesiątków tysięcy, w miarę jak postępuje badanie"1. W obu przypadkach jest to oczywiście przestroga, błędu - szczególnie na początku rozważań - należy unikać, bo tylko droga prawdy wiedzie do upragnionego celu, a opuszczenie jej na samym początku prowadzi na bezdroża. Lecz cóż z tego, jeśli cudne manowce pociągają bardziej niż ta droga? Lecz cóż z tego, skoro droga prawdy sama wychodzi z błędu, którego wielkość szacowano już na tak wiele sposobów? Zabawnej poniekąd ilustracji dostarcza komentarz do De ente et essentia autorstwa tłumacza i znawcy tej filozofii Mieczysława Alberta Krąpca, który do tego krótkiego dzieła dołącza wielokrotnie dłuższy esej dotyczący nieporozumień w interpretacji i właściwego rozumienia tekstu Tomasza, a także wykaz błędów, jakie metafizycy popełnili w epokach następnych - począwszy od Dunsa Szkota aż po Heideggera. Prawda, która początkowo miała bronić się sama poprzez okazanie, domaga się teraz interwencji nieprzeciętnego obrońcy, który nie zauważył, że czasy inkwizycji dawno już mamy za sobą.

A więc mały błąd na początku wielki jest na końcu. Żyjemy w czasach końca, cokolwiek miałoby to w szczegółach oznaczać. To, że żyjemy w czasach końca czy też zachodu, jak kiedyś mawiano, oznacza również, że błąd przybrał już ogromne rozmiary, z całą pewnością większe niż te "dziesiątki tysięcy" z polskiego przekładu Arystotelesa. Należałoby zapewne zapytać, na czym polegał ten błąd, niewielkie odchylenie od prawdy, które popełniono na początku. I kto go popełnił? Czy Arystoteles, który przed nim przestrzegał, czy może boski Platon, który wpatrzony w świat idei lub tylko w Sokratesa mógł przeoczyć coś z widoku roztaczającego się przed jego oczami? A może błąd popełniono jeszcze wcześniej, nie wchodząc po raz drugi do rzeki albo upierając się, że byt jest, a niebytu nie ma, albo jeszcze wcześniej, fantazjując o jakimś apeironie lub też zbyt poważnie traktując opowieść o tym, że wszystko powstało z Okeanosa? A może ów niewielki błąd popełniono gdzie indziej, nie u zarania filozofii, lecz w ramach jakiejś innej tradycji, której strzępy złożyły się na piękno szaty naszej dumnej cywilizacji? Może w Egipcie - na przykład źle wymyślając podstawy matematyki, albo w Persji, skąd przyszły do nas - cokolwiek znaczy to "do nas" - kulty misteryjne? Może jednak ów minimalny błąd narodził się w Jerozolimie lub w którymś z miejsc wygnania tego narodu, który do dziś mieni się wybranym?