Nowoczesność i egzotyka. Praktyki podróżopisarskie w dwudziestoleciu międzywojennym - Mikołaj Paczkowski

Kup ebooka

29.00 zł
23.78 zł (20,03 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

WPROWADZENIE

Tadeusz Wittlin w książce Ostatnia cyganeria (1989) poświęconej wspomnieniom z okresu międzywojennego, rozczarowany niepowodzeniami zawodowymi, pisał:

Idąc wściekły w stronę autobusowego przystanku, jeszcze boleśniej niż kiedykolwiek dotąd żałuję, że musiałem rzucić Szkołę Morską. Gdybym pisywał opowieści z dalekich wypraw, tłumaczono by mnie na obce języki i gwizdałbym na wszystko.

A tak, ech... szkoda gadać...!1

Przekonanie Wittlina o sukcesie (również finansowym), jaki przynieść mogło podróżopisarstwo, nie było bezzasadne. Autor wyrażał je w drugiej połowie lat trzydziestych, kiedy triumfy święcili zawodowi globtroterzy, tacy jak Arkady Fiedler, Ferdynand Goetel czy Aleksander Janta-Połczyński. Relacje z dalszych czy bliższych podróży masowo ukazywały się jednak już wcześniej. Helena Zaworska pisze o "odnowieniu myśli i wyobraźni" po odzyskaniu przez Polskę niepodległości, dzięki któremu podróż stała się zupełnie nowym doświadczeniem2. Do roku 1918, zdaniem badaczki, funkcjonował bowiem specyficzny, wykształcony w romantyzmie wzorzec pisarstwa podróżniczego, stawiający w centrum wewnętrzne rozdarcie autora pomiędzy radością wynikającą z doświadczania odwiedzanych miejsc a pamięcią o cierpieniu ojczyzny3. Podobną opinię wyraża Zygmunt Ziątek, zaznaczając, że okresy wzmożonego zainteresowania światem oraz własnym państwem zawsze łączą się z dynamicznym rozwojem literatury podróżniczej4. Tym samym wskazywał on dwa główne nurty tematyczne w międzywojennym piśmiennictwie tego rodzaju: krajoznawczy oraz zagraniczny. W niniejszej publikacji interesował mnie będzie ten drugi.

Ziątek podkreśla różnorodność relacji z podróży w latach dwudziestych i trzydziestych, wprowadzając ich ogólną klasyfikację z podziałem na sprawozdania oraz reportaże5. Do pierwszych badacz zalicza literackie świadectwa wypraw turystyczno-sportowych, turystyczno-wyczynowych czy naukowo-badawczych, w których podróżnicy łączyli wyzwanie sportowe lub pracę z poznawaniem obcych krajów i kultur. Reportaże podróżnicze dzieli na przygodne (uprawiane przez ludzi różnych zawodów okazjonalnie wyjeżdżających poza Polskę) oraz profesjonalne (autorstwa zawodowych podróżników). Badacz wskazuje również przyczyny wyjazdów, które często determinowały wybór kierunku podróży, na przykład zainteresowanie współczesną cywilizacją, życie polskiej emigracji (tu przede wszystkim obie Ameryki, ale także Palestyna), myślistwo (głównie Afryka) czy aspiracje kolonialne (Afryka i Ameryka Południowa). Z kolei Helena Zaworska dostrzega różnicę między podróżopisarstwem lat dwudziestych, w którym dominowały optymizm, fascynacja nowymi możliwościami przemieszczania się oraz zainteresowanie codziennością życia w odległych krajach, a pełnymi niepokoju i ukazującymi coraz to nowe podziały świata relacjami z podróży pisanymi w latach trzydziestych6. Dorota Kozicka natomiast odnotowuje, że w okresie międzywojennym następował stopniowo pogłębiający się podział na reportaże podróżnicze, prezentujące rzeczywistość odwiedzanych miejsc, oraz literackie opisy podróży, w których centrum znajdował się autor i jego przeżycia duchowe7.

Podobną różnorodność możemy zaobserwować, przyglądając się podróżopisarskiej spuściźnie lat 1918-1939 z perspektywy genologicznej. Janusz Sławiński zwraca uwagę, że dziedzina piśmiennictwa, jaką jest podróż, obejmuje bardzo szeroki zakres tekstów: od sprawozdań z rzeczywistych peregrynacji po opowiadania o wyprawach zmyślonych (w konwencji realistycznej, ale i baśniowej czy fantastycznej)8. Węższe ujęcie proponuje natomiast Zlatko Klátik, podkreślając, iż w centrum utworów podróżopisarskich znajduje się podróż rozumiana jako poznawczy i emotywny proces, który uskutecznia się przy spotkaniu będącego w ruchu podmiotu z obiektywną rzeczywistością, zwłaszcza nową i nieznaną; autentyczność doświadczeń autora-podróżnika stanowi więc immanentną cechę tekstu9. Na autobiograficzny i referencyjny charakter relacji z podróży zwraca również uwagę Roman Zimand10. Jednak nawet przy uwzględnieniu spostrzeżeń obu badaczy za podróżopisarstwo uznaje się utwory znaczne zróżnicowane: od pamiętników, wspomnień, dzienników lub listów po sprawozdania i reportaże z podróży11. Odnotować należy, że autorzy-podróżnicy wykorzystują w swoich tekstach elementy charakterystyczne dla innych form genologicznych, takich jak powieść, traktat, esej, szkic publicystyczny czy poetycka impresja12. Wszystko to sprawia, że jednoznaczna klasyfikacja gatunkowa poszczególnych książek zaliczanych do podróżopisarstwa jest zazwyczaj trudna. Potwierdzają to słowa Magdaleny Piechoty dotyczące kryteriów uznania analizowanych przez nią relacji z podróży do Stanów Zjednoczonych za reportaże:

Należy na wstępie podkreślić, że takiej nazwy gatunkowej można tu użyć na zasadzie pewnego uogólnienia i uwzględnienia współczesnej teorii reportażu. Eksploracja krytyki i prac teoretycznych zarówno okresu dwudziestolecia międzywojennego, jak i powojennych prac teoretycznych i krytycznych dowiodła, że teksty podróżnicze i krajoznawcze nie zawsze były identyfikowane z gatunkiem reportażu. Inne określenia funkcjonujące na oznaczenie tych utworów to: literatura podróżnicza, podróżopisarstwo, relacje z podróży, książki o danym kraju. Swoista hybrydyczność i wielokształtność tych utworów uprawnia do szerokiego rozumienia ich reportażowości. Ubocznym aspektem jest tu także ich wielostylowość (od suchej dziennikarskiej informacyjności przez dyskursywność do niemal poetyckiej obrazowości), różnorodność strategii tekstowych i różnostrukturowość13.

Za kluczowy czynnik spajający tak rozmaite utwory uznaje badaczka (jak Klátik czy Zimand) ich dokumentarność, a więc sugestię całości, że są one oparte na faktach i dokumentach14. Podobnie postępuję w tej pracy, rezygnując jednak z terminu "reportaż podróżniczy" na rzecz szerszych kategorii: "podróżopisarstwo" oraz "relacja z podróży". Pozwoliło mi to uwzględnić korpus różnorodnych tekstów poświęconych pozaeuropejskim podróżom Polaków do Afryki, Azji oraz Ameryki Południowej i właśnie nimi będę się zajmował. Ich odnalezienie wymagało przeprowadzania szczegółowych kwerend badawczych obejmujących przede wszystkim międzywojenną prasę. Dotyczyły one periodyków takich jak "Wiadomości Literackie", "Nowa Książka", "Rocznik Literacki", "Na Szerokim Świecie", "Morze" czy "Ziemia". Analizowane utwory są niejednorodne nie tylko pod względem gatunkowym. W poszczególnych rozdziałach interesują mnie zarówno teksty do dziś obecne w kanonie literackim oraz świadomości czytelniczej, jak i te kompletnie zapomniane, a często nawet słabo dostrzegane w momencie publikacji. Różnica dotyczy także jakości artystycznej, są to bowiem książki pisane nie tylko przez zawodowych literatów. Często ich autorami byli przygodni podróżnicy, a relacja z wyprawy stanowiła ich jedyny opublikowany utwór, co rodziło niekiedy problemy z ustaleniem podstawowych danych biograficznych piszącego. Kontekstowo wykorzystuję również publikacje krajoznawcze oraz artykuły prasowe. Międzywojenna literatura podróżnicza, nawet przy ograniczeniu do wskazanych przeze mnie obszarów geograficznych, nadal stanowi niezwykle szeroki wachlarz tekstów, stąd konieczność dokonania selekcji. Starałem się, aby był to wybór reprezentatywny i odzwierciedlał wspomnianą różnorodność tego piśmiennictwa. Zdecydowałem się również włączyć do obiegu naukowego publikacje mniej lub zupełnie dziś nieznane, ale według mnie warte wyciągnięcia z mroku czasopism. Wreszcie znaczącym czynnikiem przy wyborze tekstów były wyznaczone przeze mnie cele badawcze. Należą do nich: zaprezentowanie szerokiej panoramy podróżopisarstwa polskiego z lat 1918-1939 oraz przeanalizowanie związków nowoczesności i egzotyki uwidaczniających się w różnorodnych praktykach podróżopisarskich. Lektura międzywojennych tekstów podróżniczych pozwoliła mi bowiem dostrzec w nich problematykę będącą splotem dążeń modernizacyjnych II Rzeczpospolitej z poszukiwaniem egzotyki. Stąd właśnie te dwie kategorie: nowoczesność oraz egzotyka, pojawiły się w tytule książki.

Nowoczesność (bądź nowoczesności15), jak i terminy pokrewne "modernizm", "modernizacja", doczekała się ogromnej liczby studiów oraz definicji z zakresu filozofii, socjologii, antropologii, politologii, historii kultury czy literaturoznawstwa16. Dlatego w niniejszym studium ograniczę się do kilku sposobów rozumienia nowoczesności. Po pierwsze procesualnie, a więc jako modernizacja, dążenie do rozwoju infrastrukturalno-społecznego, niezwykle istotnego po odzyskaniu przez Polskę niepodległości. Tendencje te dostrzec można choćby w architekturze międzywojnia: modernizm jako styl stał się bowiem jednym z elementów oficjalnej prezentacji II Rzeczpospolitej, która chciała być utożsamiana z nowoczesnością i kulturą Zachodu17. Po drugie jako paradygmat kulturowy, z którym wiążą się takie zjawiska jak kolonizacja i dekolonizacja, turystyka masowa czy określony rodzaj twórczości literackiej. Po trzecie jako doświadczenie, za Ryszardem Nyczem rozumiane zarówno jako przeżycie, które przynosi nowoczesność (na przykład lot samolotem), jak i doświadczanie nowoczesności, to jest doświadczanie (najczęściej negatywne) świata poddanego rygorom modernizacji18.

Definicyjny nadmiar dotyczy także pojęcia "egzotyka", bardzo często pojawiającego się w badaniach literaturoznawczych. Słownikowe definicje podkreślają przede wszystkim jego pochodzenie - wyraz wywodzi się z greckiego éks?, oznaczającego 'na zewnątrz'19. W etymologii zawarty jest więc przestrzenny charakter tej kategorii: coś może znajdować się poza określonym obszarem, poza granicą. Nie wszystko, co obce, jest jednak egzotyczne - według Andrzeja Banacha "obcy może być sąsiad, ale egzotyczny będzie dopiero wtedy, gdy jest czarny, gdy mówi nieznanym językiem lub przyjechał z daleka"20. Z takiego założenia wynika, iż posługujemy się swoistą skalą obcości, w której egzotyczność oznacza obcość szczególnie silnie odczuwaną. Przeglądając literaturoznawcze studia na temat terminu "egzotyka", dostrzec można, że pojawiają się w nich stwierdzenia bardzo ogólne (egzotyczne może być wszystko21) lub definicje enumeracyjne, polegające na wyliczaniu kolejnych zjawisk, przedmiotów czy miejsc egzotycznych22. Badacze posługujący się tym terminem w praktyce ­stosunkowo niewiele miejsca poświęcają rozważaniom teoretycznym nad wskazaną kategorią. Marek Prejs w książce Egzotyzm w literaturze staropolskiej stwierdza jedynie, iż jest to "kulturowe odczucie obcości" 23. Z kolei Ida Sadowska, autorka pracy Egzotyzm i swojszczyzna w prozie Ferdynanda Goetla, zaznacza, że wskazany w tytule termin rozumiany będzie "zbieżnie z ujęciem słownikowym tego pojęcia, w tym zakresie, który sprowadza je do eksponowania w dziele literackim przedstawień egzotycznego świata"24. Wyczerpująco stan badań dotyczących egzotyki omawia Joanna Gajowiecka-Misztal w monografii Przez teksty Stanisława Marii Salińskiego, jednak badaczka również nie podejmuje próby wypracowania własnej koncepcji25. Przywołuje ona tekst Andrzeja Stoffa z propozycją wyróżnienia trzech terminów:

Egzotyka, wstępnie rzecz ujmując, jest obszarem rzeczywistości odczuwanym jako zdecydowanie odmienny od terytorium kulturowo własnego. Jej substratem jest rzeczywistość fizyczna. Egzotyzm jest kategorią literacką, sposobem transponowania rzeczywistości w świat przedstawiony utworu literackiego. Podłożem egzotyzmu jest w ostatecznym wymiarze językowe tworzywo dzieła. Egzotyczność jest kategorią psychologiczną oznaczającą szczególne nacechowanie odbioru świata, jak również rzeczywistości przedstawionej utworów literackich26.

W ujęciu Stoffa istotne okazują się więc trzy płaszczyzny: rzeczywista przestrzeń postrzegana jako obca, tekst literacki oraz odpowiednio ukształtowany odbiorca - badacz pisze o psychice, ja sądzę, że istotniejsza jest w tym aspekcie kultura. Egzotyka bowiem nie jest cechą przynależną rzeczywistości substancjalnie, a więc żaden obszar geograficzny nie jest egzotyczny sam w sobie. "Egzotyczny charakter danego terytorium - pisze Stoff - orzekany jest na podstawie porównania z terytorium tego, kto orzeka (...). Egzotyka jest pochodną relacji, przy czym każdy z członów tej relacji może być równocześnie egzotyczny dla drugiego"27. Teza sformułowana przez badacza, zakładająca równość obu podmiotów relacji, której efektem jest egzotyzacja, wydaje się problematyczna. Grzegorz Gazda podkreśla, że w pojęcie "egzotyka" wpisana jest opozycja cywilizacja - stan pierwotny28. Egzotyzm rodzi się więc w spojrzeniu na obcy element rzeczywistości z uwzględnieniem poczucia różnicy cywilizacyjnej względem niego. W badaniach nad egzotyką już od czasów pionierskiej pracy Victora Segalena (napisanej w latach 1904-1918) dostrzegane są jej związki z kolonializmem29. Obecnie pojęcie to dekonstruowane jest przez krytykę postkolonialną, która proces egzotyzowania traktuje jako przejaw władzy kolonialnej30, demaskowanie przesądów umożliwiających przedstawianie Innych jako egzotycznych stanowi natomiast jedno z głównych zadań krytyki postkolonialnej31. Dlatego będę rozumiał egzotykę jako charakterystyczny dla kultury Zachodu, etnocentryczny i wpisany w dyskurs kolonialny, uproszczony sposób myślenia o odległych geograficznie lub kulturowo obszarach oraz zamieszkujących je ludziach.

Choć w centrum pracy znajduje się literatura, to podejmuję w niej problematykę, która wymaga wykorzystania teorii powstałych także w ramach innych obszarów badawczych, takich jak historia podróżowania, interakcje międzykulturowe, dzieje kolonializmu, problematyka tożsamościowa. Ma więc ona charakter interdyscyplinarny i umożliwia wykorzystanie narzędzi wypracowanych przez różne metody i teorie: analizę literaturoznawczą, antropologię podróży, studia postkolonialne, komparatystykę, imagologię czy studia nad mobilnością. Pozwala to spojrzeć na interesującą mnie literaturę podróżniczą z kilku różnych perspektyw, a dzięki temu precyzyjniej scharakteryzować związki pomiędzy nowoczesnością a egzotyką. Pisząc o obecności teorii postkolonialnej na gruncie literaturoznawczym, Cheryl McEwan zwracała uwagę na tendencję badaczy do postrzegania dyskursu wyłącznie w sferze symbolicznej, podczas gdy Michel Foucault podkreślał również jego materialny charakter32. Z tego powodu sporo miejsca w pracy poświęcam kontekstom związanym z rozwojem nowych środków transportu czy sytuacją społeczno-polityczną II Rzeczpospolitej.

Dotychczas nie ukazała się monografia poświęcona wyłącznie polskiemu podróżopisarstwu okresu międzywojennego. Przywołane wyżej prace, choć znaczące, mają jednak charakter wstępnych rozpoznań. Część z tekstów podróżniczych dwudziestolecia była już, rzecz jasna, omawiana, jednak w zupełnie innych kontekstach. Wskazać należy artykuły zawarte w tomach zbiorowych: Reportaż w dwudziestoleciu międzywojennym (2004), Wokół reportażu podróżniczego: t. 1 (2004), i t. 2 (2007). O wybranych tekstach powstałych w tym okresie pisali: Marcin Florian Gawrycki w monografiach dotyczących Ameryki Łacińskiej W pogoni za wyobrażeniami. Próba interpretacji polskiej literatury podróżniczej poświęconej Ameryce Łacińskiej (2010) oraz Podglądając Innego. Polscy trawelebryści w Ameryce Łacińskiej (2011), Maciej Ząbek w książce Biali i Czarni. Postawy Polaków wobec Afryki i Afrykanów (2007), Kinga Siewior, badająca znaczenie fotografii w polskim reportażu podróżniczym dwudziestego wieku Odkrywcy i turyści na afrykańskim szlaku (2012), czy Dorota Wojda w pracy Polska Szeherezada. Swoje i obce z perspektywy postkolonialnej (2015). Badania nad poszczególnymi utworami polskiego podróżopisarstwa międzywojennego prowadzono również w ujęciu komparatystycznym, by wymienić książki Postkolonialne imaginarium południowoafrykańskie literatury polskiej i niderlandzkiej (2008) Pawła Zajasa, a także Wizerunek Konga Belgijskiego w piśmiennictwie polskim i niderlandzkojęzycznym (2013) Bożeny Czarneckiej. Pojawiły się monografie w całości poświęcone konkretnym autorom, takie jak wspomniana już książka Idy Sadowskiej Egzotyzm i swojszczyzna w prozie Ferdynanda Goetla (2000), Geniusz grafomanii. Rzecz o Antonim Ferdynandzie Ossendowskim (1995) Andrzeja Chruszczyńskiego czy Gdy Warta wpadała do Ukajali (szkice o Arkadym Fiedlerze) (1994) Józefa Ratajczaka. Wspomnieć należy wreszcie o antologiach przeglądowo prezentujących teksty podróżopisarskie - najistotniejsze to z pewnością Wzdłuż dalekiego brzegu. Wybór reportaży z lat międzywojennych (1966) w opracowaniu Jerzego Gembickiego i Zbigniewa Mitznera, a także publikacje pod redakcją Antoniego Kuczyńskiego: Wśród buszu i czarowników. Antologia polskich relacji o ludach Afryki (1990) oraz Polskie opisanie świata. Studia z dziejów poznania kultur ludowych i plemiennych (t. 1 1994; t. 2 1997).

Poszczególne części książki podporządkowane zostały trzem wyróżnionym przeze mnie praktykom: podróżniczym, kolonialnym oraz pisarskim. Wszystkie one kształtują się w obrębie międzywojennego podróżopisarstwa i dotyczą związków nowoczesności i egzotyki.

W części otwierającej zatytułowanej, My, nowocześni. Praktyki podróży skupiam się na przedstawieniu różnych trybów podróżowania charakterystycznych dla nowoczesności. Pierwszym z nich jest tryb turystyczny, związany z uczestnictwem w zorganizowanych wycieczkach. W analizie relacji z tego typu wypraw (przede wszystkim do Afryki) zwracam uwagę na konfrontację turystycznych wyobrażeń o egzotyce z rzeczywistością, percepcję wzrokocentryczną oraz dynamizm przemieszczania się. Wskazuję również na przestrzenie postrzegane jako turystyczna atrakcja: bazar i dzielnicę czerwonych latarni. Następnie charakteryzuję tryb podróżniczy, oparty na próbie ucieczki przed turystyczną powierzchownością doświadczania. Podkreślam przy tym jego paradoks: krytyka turystyki jest nieodzownym elementem jej istnienia. Ucieczkę przez sztampą bedekera miały podróżnikom zapewniać alternatywne sposoby przemieszczania się - stąd teksty prezentujące piesze, kajakarskie czy rowerowe włóczęgi, rajdy samochodowe oraz motorowe, a także loty balonowe i samolotowe. Interesuje mnie przede wszystkim wpływ wymienionych środków transportu na zmianę podróżniczej percepcji, a także sensoryczne doświadczanie drogi. Tendencje te bowiem znajdowały odbicie w utworach podróżniczych. Pisząc o kajakarstwie, szeroko omawiam kontekst krajoznawczy tej formy spędzania wolnego czasu, gdyż jako istotny fenomen kulturowy lat dwudziestych i trzydziestych nie doczekała się dotychczas należytego opracowania. Stawiam także tezę, iż kajak pozostaje zapoznanym wehikułem nowoczesności. W przypadku relacji z eskapad samochodowych czy motorowych na pierwszy plan wysuwa się kwestia dynamiki oraz swobody podróżowania. Z kolei pisząc o wyprawach lotniczych, wskazuję na znaczenie perspektywy wertykalnej. Teksty dotyczące samolotu czy balonu pisane były przez żołnierzy, zaznaczam więc także ich znaczenie w propagandzie polskiej armii. Ostatni rozdział dotyczy podróżników przemieszczających się w trybach tradycyjnych. Omawiam więc autokreację Ferdynanda Antoniego Ossendowskiego, a także analizuję relacje z wypraw myśliwskich do Afryki.

Część druga Trubadurzy bez imperium. Praktyki kolonialne poświęcona została polskim projektom kolonialnym, które narodziły się w okresie międzywojennym. Przybliżam w niej dotychczasowe sposoby postkolonialnego czytania polskiej literatury. Omawiam mocarstwowe aspiracje II Rzeczpospolitej, ich związek z nowoczesnością i imperializmem, przywołuję historię Ligi Morskiej i Kolonialnej, a także piszę o marzeniach ówczesnych elit o własnych terytoriach zamorskich. Analizie poddaję podróżnicze relacje zaprzęgnięte do propagowania projektów kolonialnych związanych z Angolą oraz Liberią, a ich autorów określam tytułowymi "trubadurami bez imperium", nawiązując do głośnej książki Ewy Thompson33. Omawiając podejmowane w różnych kręgach próby skierowania polskiej emigracji do Peru i teksty związane z tym projektem, ukazuję perswazyjny wymiar piśmiennictwa zachęcającego do wyjazdu oraz tragiczne skutki nieodpowiedzialnej realizacji planu utworzenia polskich kolonii w tym południowoamerykańskim kraju. Ostatni rozdział poświęcam reportażowi z Konga Tadeusza Dębickiego i jego antykolonialnej retoryce, która stanowi wyjątkowy głos wśród polskich podróżników okresu międzywojennego.

Trzecią część książki zatytułowałem Wyobrażenia i reprezentacje. Praktyki pisarskie. Dotyczy ona dwu problemów: kształtowania się społecznych wyobrażeń o pozaeuropejskich krainach, a także literackich strategii stosowanych przez autorów w międzywojennych relacjach z podróży. W rozdziale pierwszym wskazuję na znaczenie edukacji szkolnej oraz tekstów kultury w konstruowaniu "reprezentacji" Innego. Następnie analizuję werbalizowane na kartach tekstów podróżniczych marzenie o powrocie do natury i związany z nim mit "szlachetnego dzikusa". Wskazuję na antycywilizacyjne nastroje jako źródło poszukiwań świata "sprzed epoki rajskiej". Pisząc o "dobrym dzikim", zwracam uwagę na niejednoznaczny status tej figury, która z jednej strony była idealizowana, z drugiej natomiast łączyła się z postrzeganiem Innych jako dużych dzieci, co pozwalało uzasadniać konieczność opieki ze strony "cywilizowanego dorosłego". W rozdziale drugim prezentuję natomiast trzy charakterystyczne dla interesującej mnie literatury figury Inności: kobietę, Mulata oraz kanibala. Podkreślam sprzeczności w nich zawarte, a także ich stereotypizujący i stygmatyzujący wymiar.

Wszystkie wymienione praktyki wskazują na potrzebę konfrontacji kondycji nowoczesnego podmiotu z egzotyką. Być może jednak jest to potrzeba wyłącznie podmiotów niepewnych swojej przynależności do modernistycznego paradygmatu. W takim przypadku spotkanie z "dzikim" pozwalało przejrzeć się w jego obliczu i uznać za cywilizowanego. Jestem przekonany, że wykorzystanie wskazanych w tytule pracy kategorii umożliwia nowe spojrzenie na podróżopisarstwo okresu międzywojennego, a zarazem na okres kształtowania się nowoczesnej polskiej tożsamości.

Przypisy:

1 T. Wittlin, Ostatnia cyganeria, Warszawa 1989, s. 124. Zapis wszystkich cytowanych fragmentów pochodzących z tekstów międzywojennych został dostosowany do obecnie obowiązującej normy językowej (ortograficznej oraz interpunkcyjnej).

2 H. Zaworska, Sztuka podróżowania. Poetyckie mity podróży w twórczości Jarosława Iwaszkiewicza, Juliana Przybosia i Stanisława Różewicza, Kraków 1980, s. 46-47.

3 Tamże, s. 44-46.

4 Z. Ziątek, Autentyzm rozpoznań społecznych, w: Literatura polska 1918-1975, red. A. Brodzka, S. Żółkiewski, t. 2: 1933-1944, Warszawa 1993, s. 680.

5 Tu i dalej w tym akapicie odwołuję się do pracy Z. Ziątka Autentyzm rozpoznań społecznych, dz. cyt., s. 680-701.

6 H. Zaworska, Sztuka podróżowania, dz. cyt., s. 48-49.

7 Zob.: D. Kozicka, Wędrowcy światów prawdziwych. Dwudziestowieczne relacje z podróży, Kraków 2003, s. 49-51.

8 J. Sławiński, Podróż, w: Słownik terminów literackich, red. tenże, wyd. 2, Wrocław 1988, s. 363.

9 Z. Klátik, Vývin slovenského cestopisu, Bratislava 1968, s. 24-25.

10 R. Zimand, "Zaproszenie" - pożegnanie, w: tegoż, Materiał dowodowy. Szkice drugie, oprac. D. Siwicka, Łódź-Paryż 2022, s. 128-129.

11 J. Sławiński, Podróż, dz. cyt., s. 363. Hybrydyczność gatunków podróżopisarskich nie narodziła się w okresie międzywojennym, stanowi raczej ich cechę immanentną, co mogą potwierdzać studia na temat poszczególnych form genologicznych zawarte w tomie The Routledge Research Companion to Travel Writing, red. A. Pettinger, T. Youngs, New York-London 2020.

12 J. Sławiński, Podróż, dz. cyt., s. 363.

13 M. Piechota, Jaka Ameryka? Polscy reportażyści dwudziestolecia międzywojennego o Stanach Zjednoczonych, Lublin 2002, s. 153.

14 Tamże.

15 Zob.: S.N. Eisenstadt, Nowoczesności zwielokrotnione. Podstawowy układ odniesienia i problematyka, tłum. A. Manterys, "Studia Socjologiczne" 2006, nr 1, s. 27-56.

16 Przeglądu wybranych koncepcji dokonuje Tomasz Majewski, zob.: tegoż, Modernizmy i ich losy, "Teksty Drugie" 2008, nr 3, s. 43-67.

17 A. Szczerski, Pytania o sztukę dla II Rzeczypospolitej - Powszechna Wystawa Krajowa w Poznaniu w 1929 roku, w: tegoż, Cztery nowoczesności. Teksty o sztuce i architekturze polskiej XX wieku, Kraków 2015, s. 52.

18 Zob.: R. Nycz, Poetyka doświadczenia. Teoria - nowoczesność - literatura, Warszawa 2012, s. 230-232.

19 Zob.: np. A. Markowski, R. Pawelec, Wielki słownik wyrazów obcych i trudnych, Warszawa 2001, s. 188.

20 A. Banach, O potrzebie egzotyzmu, Kraków 1980, s. 6.

21 Tamże, s. 8.

22 Erazm Kuźma wymienia na przykład cztery formy rozumienia egzotyki: przestrzenny, czasowy, jako prymitywizm oraz rodzaj ekstazy mistycznej czy upojenie narkotyczne - zob.: E. Kuźma, Semiologia egzotyki, w: Miejsca wspólne: szkice o komunikacji literackiej i artystycznej, red. E. Balcerzan, S. Wysłouch, Warszawa 1985, s. 303.

23 M. Prejs, Egzotyzm w literaturze staropolskiej. Wybrane problemy, Warszawa 1999, s. 5.

24 I. Sadowska, Egzotyzm i swojszczyzna w prozie Ferdynanda Goetla z lat 1911-1939, Kielce 2000, s. 7.

25 Zob.: J. Gajowiecka-Misztal, Przez teksty Stanisława Marii Salińskiego, Kraków 2012, s. 173-180.

26 A. Stoff, Egzotyka, egzotyzm, egzotyczność. Próba rozgraniczenia pojęć, w: Egzotyzm w literaturze, red. E. Kuźma, Szczecin 1990, s. 8-9.

27 Tamże.

28 G. Gazda, Funkcja prymitywizmu i egzotyki w literaturze międzywojennej, w: Problemy literatury polskiej lat 1890-1939, red. H. Kirchner, Z. Żabicki, M.R. Pragłowska, Wrocław 1972, s. 370.

29 V. Segalen, Essay on Exoticism. An Aesthetics of Diversity, tłum. Y.R. Schlick, Durham 2002.

30 Zob. np.: G. Huggan, The Postcolonial Exotic: Marketing the Margins, London 2001; A. Agzenay, Returning the Gaze. The Manichean Drama of Postcolonial Exoticism, Oxford 2015.

31 Zob.: B. Bakuła, Kolonialne i postkolonialne aspekty polskiego dyskursu kresoznawczego (zarys problematyki), "Teksty Drugie" 2006, nr 6, s. 20.

32 Zob.: Ch. McEwan, Postcolonialism and Development, London 2008, s. 112.

33 Zob.: E. Thompson, Trubadurzy imperium. Literatura rosyjska i kolonializm, tłum. A. Sierszulska, Kraków 2000.

Rozdział I Jestem nowoczesny - jestem turystą

"Piknik na gigantyczną skalę"

Kiedy 8 czerwca 1867 roku parowiec "Quaker City" wyruszał z Nowego Jorku w kierunku Europy, prawdopodobnie żaden z pasażerów nie przypuszczał, że bierze udział w wydarzeniu, które przejdzie do historii. A jednak podróż ta, szczegółowo relacjonowana na łamach prasy, a później opisana w książce Prostaczkowie za granicą (1869) przez jednego z uczestników - Marka Twaina, uznawana jest dziś za przełomową dla narodzin amerykańskiej turystyki masowej1. Wyprawa, będąca pierwszą zorganizowaną wycieczką zbiorową w dziejach Stanów Zjednoczonych, obejmowała swoim programem kilka państw europejskich (m.in. Hiszpanię, Włochy, Francję, Grecję, Rosję), Konstantynopol, a także Ziemię Świętą, która stanowiła główny cel rejsu. Utrwaleniu się tej podróży w amerykańskiej świadomości niewątpliwie pomogła wspomniana publikacja wybitnego prozaika, która niemal natychmiast stała się bestsellerem. Joanna Dybiec podkreśla, że w swojej książce "Twain przybiera pozę amerykańskiego "barbarzyńcy" i "wandala", który widzi świat takim, jakim on mu się ukazuje, nieupiększonym przez tradycję, przekazy innych i konwencję"2. Taka strategia pozwoliła pisarzowi porzucić dominujący ówcześnie wzorzec Grand Tour i zaproponować nowatorski sposób prezentowania podróżniczych doświadczeń.

Nieco trudniej wskazać wydarzenie postrzegane jako inicjujące dla turystyki masowej w Europie. Być może tego typu symboliczną datą powinien się stać rok 1841, kiedy Thomas Cook założył w Wielkiej Brytanii sygnowane swoim nazwiskiem pierwsze w nowoczesnym rozumieniu biuro podróży3. Kilka lat później, w 1847 roku, odnotowano natomiast pierwsze użycie angielskiego terminu sight-seeing [zwiedzanie]4. Bez konieczności wyznaczania konkretnego momentu uznać możemy jednak, że to w połowie XIX wieku dynamicznie zaczyna się rozwijać nowa forma podróżowania, która z czasem stanie się nie tylko fenomenem kulturowym, ale także gałęzią gospodarki o globalnym znaczeniu i - na co wskazuje Dean MacCannell - jednym z wyznaczników nowoczesnego społeczeństwa5. Aby jednak do tego doszło, musiały zaistnieć sprzyjające okoliczności, a umożliwiła to rewolucja przemysłowa. Skonstruowanie maszyny parowej, a co za tym idzie rozwój transportu kolejowego i morskiego, pozwoliło przyspieszyć tempo oraz obniżyć koszty podróżowania. Postępująca industrializacja przyczyniała się do wzrostu zamożności części społeczeństwa, a działalność ruchów robotniczych spowodowała stopniowe ograniczanie czasu pracy i tym samym pojawienie się czasu wolnego. Wreszcie nowoczesne miasto przemysłowe, zasnute dymem wydobywającym się z fabrycznych kominów, zachęcało do poszukiwania bardziej przyjaznych człowiekowi miejsc odpoczynku. Wszystko to wymuszało powstawanie specjalistycznej infrastruktury transportowej, noclegowej czy kulturalnej.

Narodziny nowoczesnej turystyki na ziemiach polskich przebiegały jednak, z oczywistych powodów geopolitycznych, nieco inaczej. Obszary przyłączone do Rosji, Niemiec czy Austro-Węgier podlegały, rzecz jasna, procesom zachodzącym w tych państwach, ale zaborcom nieszczególnie zależało na rozwijaniu turystyki w strefach peryferyjnych. Dlatego też, zauważa Przemysław Płoskonka, polska turystyka wyrastała z potrzeby społecznej, a nie ekonomicznej, jak to miało miejsce w Europie Zachodniej6. Jej źródeł upatrywać możemy najpierw w działalności twórców oświeceniowych (Stanisław Staszic, Julian Ursyn Niemcewicz) oraz romantycznych (Wincenty Pol, Oskar Kolberg, wileńscy Filomaci i Filareci), ale przede wszystkim w ruchach krajoznawczych. Inicjowały one powstawanie pierwszych organizacji zajmujących się propagowaniem wycieczek, które umożliwiały poznawanie okolicy. Należały do nich: Galicyjskie Towarzystwo Tatrzańskie (1873), Polskie Towarzystwo Krajoznawcze (1906) - po II wojnie światowej połączą się one w Polskie Towarzystwo Turystyczno-Krajoznawcze, a także Akademicki Klub Turystyczny we Lwowie (1906) czy Polskie Towarzystwo Turystyczne "Beskid" w Cieszynie (1910). Działalność tego rodzaju stowarzyszeń była związana z ówczesną sytuacją polityczną. Ich członkowie propagowali więc wycieczki po kraju nie jako formę wypoczynku, ale raczej jako wyraz postawy patriotycznej. Z tego powodu organizacje funkcjonowały w formie zbliżonej do wyspecjalizowanych towarzystw naukowych, a w promowanych treściach kładły nacisk na historię i kulturę narodową7. Nie zmienia to jednak faktu, że odegrały one istotną rolę w budowaniu podwalin pod rodzimy ruch turystyczny.

Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości zagadnienia związane z turystyką przestały się znajdować wyłącznie w gestii organizacji społecznych. Nowo odrodzone państwo bardzo szybko podjęło inicjatywę w tej dziedzinie i już w 1919 roku powołało do życia samodzielny Referat Turystyki, działający przy Ministerstwie Robót Publicznych. Na jego czele stanął uznany działacz krajoznawczy Mieczysław Orłowicz, który w tym samym roku zaproponował ambitny program rozwoju polskiego ruchu turystycznego8. Jako najważniejszy cel bieżący turystyki wskazywał on budowanie świadomości państwowej obywateli żyjących wcześniej w różnych zaborach. Orłowicz postulował więc: "[s]połeczeństwo polskie dotychczas rozdarte było na trzy części, których mieszkańcy wzajemnie się nie znali, niezbędną jest zatem sprawą rozwinięcie się ruchu krajoznawczo-turystycznego"9. Pierwsze lata powojenne to także czas budowania struktur oraz powstawania nowych inicjatyw zaangażowanych w rozwój rodzimej turystyki10. Do wymienionych wyżej organizacji, które kontynuowały swoją działalność w odrodzonej Polsce, dołączały kolejne wyspecjalizowane instytucje, takie jak Automobilklub Polski (1921), Polski Touring Club (1925), Polskie Towarzystwo Schronisk Młodzieżowych (1926), Żydowskie Towarzystwo Krajoznawcze (1926) czy Związek Akademickich Kół Miłośników Krajoznawstwa (1926). Na rynku wydawniczym pojawiało się natomiast coraz więcej przewodników i informatorów mających ułatwiać podróżnikom organizację wypraw.

Po przewrocie majowym zarówno ruch turystyczny, jak i pozostałe dziedziny życia publicznego podporządkowane zostały celom politycznym. Zwierzchnictwo nad nim objął utworzony w 1927 roku Państwowy Urząd Wychowania Fizycznego i Przysposobienia Wojskowego, a turystykę zaczęto postrzegać w kategoriach wychowawczych, pozwalających rozwijać u obywateli określoną postawę społeczną11. Wzrost znaczenia armii w kraju powodował także podniesienie rangi kultury fizycznej. Jak zauważa Tomasz Sumara:

Obóz sanacyjny propagował tzw. wychowanie państwowe, czyli dążył do kształtowania młodych ludzi według wzoru obywatela-żołnierza: sprawnego fizycznie, przygotowanego do pełnienia służby wojskowej, lojalnego wobec państwa i jego tradycji, gotowego do poświęceń na rzecz ojczyzny oraz biorącego udział w różnych inicjatywach społecznych12.

Taki model wychowawczy wpisywał się w koncepcję "narodu pod bronią", a tym samym "troska o wychowanie fizyczne, czy nawet szerzej o kulturę cielesną społeczeństwa, stawała się elementem polityki obronnej"13. Podobnym celom podporządkowano turystykę, dlatego eksponowano nie tylko jej wpływ na kształtowanie postaw patriotycznych, ale także pozytywne oddziaływanie na zdrowie14. Szczególnie propagowano dyscypliny sportowe, które mogły łączyć wysiłek fizyczny z krajoznawstwem (kajakarstwo, kolarstwo, narciarstwo)15. Zaczęto również dostrzegać potencjalne korzyści, jakie masowe podróżowanie mogłoby przynieść rodzimej gospodarce. Wprowadzano więc różnego rodzaju ułatwienia mające zachęcać Polaków do wyjazdów. Jednym z nich stały się tak zwane "pociągi popularne", które zapewniały połączenia kolejowe z najpopularniejszymi krajowymi ośrodkami turystycznymi. Pozwalały one podróżować w przystępnej cenie, a także pozytywnie wpływały na rozwój regionów, do których je kierowano16. W 1932 roku "Wiadomości Literackie" wraz z biurem podróży Orbis zorganizowały konkurs krajoznawczy "Czy znasz swój kraj?", w którym na zwycięzców czekały nagrody: dziesięciodniowy wyjazd do Zakopanego, bilety kolejowe oraz publikacje poświęcone turystyce17. Działania te przynosiły wymierny skutek i - jak informował Kazimierz Załuski na łamach "Turysty w Polsce" - w roku 1937 umożliwiły uczestnictwo w różnego typu wyjazdach przeszło milionowi osób18.

Z narzuceniem turystyce celów wychowawczo-ideologicznych wiązało się przypisanie szczególnej roli wszelkiego typu organizacjom i stowarzyszeniom. Pozwalały one bowiem w stosunkowo łatwy sposób zarządzać podróżnymi. Dlatego też wyjazdy zorganizowane silnie przeciwstawiano amatorskiej - "dzikiej" turystyce19, a państwo wspierało (czy wręcz inicjowało) powstawanie nowych instytucji społecznych, takich jak choćby powołana w 1935 roku Liga Popierania Turystyki. Zajmowała się ona nie tylko propagowaniem oraz koordynowaniem podróżowania po kraju, ale także aktywnie uczestniczyła w budowie infrastruktury niezbędnej do rozwoju turystyki w danym regionie, na przykład górskich kolejek linowych czy domów wypoczynkowych20. Centralnie sterowana turystyka krajowa miała kształtować nie tylko obywateli, ale także państwo, dlatego doboru regionów, które wyznaczano na dogodne destynacje, nie pozostawiono przypadkowi. Masowe podróże Polaków mogły bowiem stymulować rozwój obszarów mniej zamożnych oraz polonizować te, w których dominowały mniejszości narodowo-etniczne (głównie w południowo-wschodniej części kraju)21. Wprost myśl tę wyrażał Mieczysław Fularski - pisarz oraz podróżnik zaangażowany w działalność polonijną, a od 1935 roku dyrektor "Orbisu". W książce Zagadnienia ruchu turystycznego stwierdzał:

Z punktu widzenia narodowego wewnętrzny ruch turystyczny powoduje poznanie kraju przez obywateli i wzmocnienie poczucia łączności narodowej. (...) W Polsce odrodzonej z trzech zaborów, o słabej znajomości kraju i niezbyt wielkiej zwartości narodowej, turystyka wewnętrzna może się stać jednym z najważniejszych instrumentów bezpośredniej polityki wewnętrznej państwa22.

Stosunek władz państwowych do odrębności narodowo-etnicznych poszczególnych części kraju dostrzegali także działacze ruchu regionalistycznego. Próbowali więc sformułować swój program z uwzględnieniem polskiej specyfiki, lawirując pomiędzy troską o regionalną różnorodność a dążeniem do unifikacji23. Cele polityczne przyświecały również książkom krajoznawczym publikowanym od 1928 roku w prestiżowej serii "Cuda Polski" Wydawnictwa Polskiego R. Wegnera. Większość z 14 wydanych tomów "poświęcono terenom wywalczonym drogą konfrontacji politycznych lub zbrojnych w latach 1919-1921. (...) Podkreślanie polskości tych ziem miało wówczas szczególną wagę"24. Przykłady te potwierdzają, że ruch turystyczny w międzywojennej Polsce, zwłaszcza po roku 1926, był całkowicie podporządkowany ideologii politycznej wyznaczanej przez środowisko sanacji. Pozwalają także zrozumieć, dlaczego szczególny nacisk kładziono na rozwój turystyki krajowej. Nie oznacza to jednak, że zanikła chęć podróży zagranicznych. Wręcz przeciwnie: z roku na rok zyskiwały one coraz większą popularność.

Zarażeni bakcylem "globtroter"

We wspomnianej już książce Prostaczkowie za granicą Mark Twain opisywał z charakterystyczną dla siebie ironią zaangażowanie współpasażerów w prowadzenie prywatnych dzienników podróży:

Po wieczornych modlitwach "synagoga" na krótko upodabniała się do kursów dla analfabetów. Chyba żaden statek nie widział dotąd czegoś podobnego. Od ściany do ściany, co najmniej dwa tuziny panów i pań zasiadały przy obiadowych stolikach, by w świetle chyboczących lamp wypełniać dzienniczki podróży przez dobre trzy godziny25.

Choć spisywanie własnych wrażeń stanowiło jeden z istotnych elementów europejskiej tradycji podróżowania, Twain potraktował zaobserwowane zjawisko jako wyjątkowe. Wiązało się to z jego skalą: już nie samotny wędrowiec opisywał swoje doświadczenia, ale cała grupa turystów praktykowała tradycję nieprzystającą do nowej formy podróżowania. Ponad pół wieku później podobne spostrzeżenia poczynił Franciszek Ksawery Godlewski - uczestnik objazdowej wycieczki do Egiptu, Turcji, Syrii, Palestyny, Grecji i Algieru, zorganizowanej przez Francuskie Towarzystwo Żeglugi Morskiej Fabre Line. Na kartach swojej książki Wśród znieważanych Bogów w następujący sposób prezentował turystów biorących udział w rejsie:

Morze ma to do siebie, że poza znaną chorobą sprowadza na szczurów lądowych grafomańską świerzbę palców. Szlachcic na roli - rzadko pisze, ale niech tylko wsiądzie na okręt, ot, jak pan Pasek - już są "Pamiętniki". Każdy pisze na morzu tak jak i każdy choruje - na to lekarstwa nie ma. Trudno. Jedyna rada: unikać morza jak ognia lub nie czytać tego na lądzie, co ktoś napisał na wodzie26.

Żartobliwą wzmianką o "manii pisania" rozpoczynał z kolei swoje Kartki z wesołej podróży po Polsce (które same w sobie uznać można za parodię rodzimego pisarstwa krajoznawczego) Józef Rappaport:

Nie dziwicie się, moi kochani, że dostałem manii pisania "Kartek z podróży", wzorem wszystkich podróżujących obecnie "naszych znanych i cenionych", oraz "rokujących świetnie na przyszłość" ludzi pióra i nożyc, którzy się poczuwają do miłego obowiązku zasilania krajowych pism perio- i nieperiodycznych swymi wrażeniami z podróży, np. ze Lwowa do Jaremcza lub z Krakowa do Ojcowa27.

Wreszcie w tym samym tonie o podróżopisarskiej "produkcji" wypowiadał się w "Roczniku Literackim za rok 1932" Konrad Górski. Omawiając stan rodzimej literatury podróżniczej, krytyk wskazywał na niski poziom większości publikacji. Przyczyn takiej sytuacji doszukiwał się w błędnym przekonaniu piszących - najczęściej amatorów - o wyjątkowości własnych doświadczeń: "[l]edwie człowiek wychylił nosa za granicę swego zaścianku, już mu się wydaje, że nowy świat odkrył i częstuje bliźnich swymi "wrażeniami z podróży""28. Spostrzeżenia Godlewskiego oraz Górskiego dość dobrze oddają sytuację na rodzimym rynku książki przełomu lat dwudziestych i trzydziestych. Wydawcy chętnie publikowali wówczas szeroko rozumianą literaturę podróżniczą, wśród której dość często pojawiały się pozycje napisane przez uczestników zorganizowanych wycieczek, niebędących zawodowymi literatami. Wiązało się to ze zwiększeniem możliwości wyjazdowych obywateli II Rzeczpospolitej. Podróże zagraniczne w pierwszych latach po odzyskaniu niepodległości były bowiem ze względów ekonomicznych, ale także infrastrukturalnych dostępne tylko dla nielicznych. Potwierdzają to słowa wydawcy, pisarza i historyka Ferdynanda Hoesicka, który we wstępie do opublikowanych w 1925 roku wspomnień z przedwojennych wypraw skarżył się (nawiązując do felietonu poetki Zuzanny Rabskiej):

Dziś w powojennej Europie, a zwłaszcza dla nas, jako obywateli naszej demokratycznej "Najjaśniejszej Rzeczypospolitej", wszelkie "wielkanocne wyjazdy" w szeroki świat przestały być nawet marzeniem, a wielkie kompanie okrętowe nie urządzają już specjalnych podróży dla tych, co w domu nie chcą piec mazurków i dzielić się jajkiem... Dziś podobne zachcenia stały się przeszłością niepowrotną, wspomnieniem melancholijnym29.

Choć na początku lat dwudziestych zagraniczne ekskursje rzeczywiście były dla Polaków trudno osiągalne, nie można powiedzieć, że stanowiły one coś całkowicie niedostępnego. Od 1920 roku30 działało bowiem założone we Lwowie przez grupę bankierów i posłów Polskie Biuro Podróży Orbis. Inicjatywa ta, w której z czasem większościowym udziałowcem (za pośrednictwem Banku PKO) stało się państwo31, bardzo szybko awansowała do rangi czołowych europejskich biur podróży, a jej oddziały funkcjonowały w najważniejszych światowych metropoliach. Biuro obsługiwało zarówno klientów indywidualnych, jak i organizowało wydarzenia masowe, wspierało turystów w załatwianiu formalności wizowo-paszportowych, pośredniczyło w rezerwacji hoteli, a nawet prowadziło kantory wymiany walut32. Ważnym przedsięwzięciem okazała się seria wydawnicza "Biblioteka Orbisu", w której ukazywały się opracowania związane z ruchem turystycznym, przewodniki, a także wspomnienia uczestników wycieczek33. O korzystaniu z usług biura przy rezerwacji noclegu wspomina choćby Teodozjusz Raczyński w książce Pod słońcem Afryki. Wrażenia z wycieczki do Egiptu i Ziemi Świętej, stanowiącej zapis wrażeń z wycieczki, której celem było "złożenie podzięki Bogu w 10-tą rocznicę cudu nad Wisłą"34.

Oprócz państwowego Orbisu, polscy turyści mieli możliwość skorzystania z oferty prywatnych biur podróży, takich jak Francopol. Przedsiębiorstwo to organizowało zarówno wycieczki krajowe, jak i zagraniczne, na przykład do Hiszpanii, Turcji, Egiptu czy nad Balaton. W 1931 roku zaczęły się ukazywać "Wiadomości Turystyczne Polskiego Biura Podróży Francopol", gdzie prezentowano popularne kierunki wyjazdów oraz reklamowano aktualną ofertę przedsiębiorstwa. Współpracowało ono zresztą z Orbisem przy realizacji niektórych przedsięwzięć, co opisuje Izabela Stachowicz w książce Moja podróż. Szlakiem południa wydanej pod pseudonimem Iza Bell35. Polakom pragnącym wyjechać za granicę obsługę zapewniali również przewoźnicy i biura podróży spoza kraju. Niektóre z nich miały na terytorium Polski swoje oddziały, by wymienić wspomnianą już agencję Thomas Cook & Son lub - jak sowiecki Inturist - świadczyły usługi za pośrednictwem polskich biur podróży36. Jednak dla zamożniejszej części społeczeństwa, do której oferty tego rodzaju instytucji były adresowane, problemu nie stanowiła organizacja wyjazdu z pomocą przedsiębiorstw działających w Paryżu, Berlinie czy Wiedniu. Dlatego też w ówczesnej prasie znaleźć możemy reklamy propagujące podróż Koleją Południowo-Mandżurską37 czy rejs do Japonii statkami azjatyckiego przewoźnika NYK Line38. Z oferty włoskiego towarzystwa Dante Alighieri skorzystała na przykład poznańska malarka i autorka publikacji historycznych Maria Wicherkiewiczowa, co zrelacjonowała w książce Wrażenia z podróży do Afryki i Włoch.

Nie wszyscy autorzy międzywojennych relacji turystycznych uczestniczyli w zorganizowanych wycieczkach. Stefania Konic, nauczycielka oraz twórczyni podręczników i materiałów dydaktycznych do nauki geografii, w 1926 roku wydała książkę Wrażenia z podróży do Egiptu, będącą pokłosiem wyjazdu polskiej delegacji na Międzynarodowy Zjazd Geografów w Kairze, podczas którego uczestnicy mieli możliwość zwiedzania kraju wraz z przewodnikiem. W wydarzeniu uczestniczył również uznany już wtedy pisarz Ferdynand Goetel, czego świadectwem był jego optymistycznie przyjęty przez krytykę i czytelników Egipt z 1927 roku. W tym samym czasie opis wycieczki do Maroka opublikował Tadeusz Michał Nittman - w okresie I wojny światowej żołnierz Legionów Polskich, później pisarz i dziennikarz. Choć W cieniu palm i minaretów było pierwszą relacją z podróży napisaną przez Nittmana, publikował on już wcześniej utwory zaliczane do nurtu prozy egzotycznej, w których inspirował się swoimi spostrzeżeniami z wypraw (by wymienić powieści Mój przyjaciel Igor. Romans prawie egzotyczny czy Jej chłopiec. Opowieść z pustyni arabskiej). W 1931 roku ukazała się kolejna książka podróżnicza tego autora - Pod ręką Fatmy, związana z wyjazdem do Algieru. W obu przypadkach Tadeusz Nittman uczestniczył w autokarowych objazdach afrykańskich krajów, dlatego uznałem jego perspektywę za turystyczną. Wspomnieć należy także o dwu książkach Michała Tarnowskiego: Zamarłe stolice Cejlonu (1934) oraz Cejlon wyspa rajska (1935), prezentujących kilkumiesięczny pobyt autora na tytułowej wyspie. Tarnowski trafił tam właściwie przez przypadek: w 1929 roku wyruszył do Afryki, gdzie planował pozostać, zakładając, że praca na Czarnym Lądzie "może okazać się bardziej owocną niż w Europie, która podówczas zaczynała już odczuwać podziemne wstrząsy zapowiadającego się kryzysu gospodarczego"39. Po dotarciu na miejsce okazało się, że oczekujący go kuzyn, osłabiony przebytą w Abisynii chorobą, otrzymał zalecenie kuracji na Cejlonie - stąd wspólny wyjazd na wyspę poświęcony zwiedzaniu wraz z miejscowym przewodnikiem pozostałości dawnej kultury.

Nowością w ofercie podróżniczej dostępnej międzywojennym turystom była możliwość przemieszczania się samolotem. Choć pierwsze pasażerskie połączenia lotnicze powstawały na terenie kraju już od 1921 roku, to dopiero utworzenie siedem lat później państwowo-samorządowego przedsiębiorstwa Polskie Linie Lotnicze LOT zapewniło regularny transport powietrzny w II Rzeczpospolitej40. Początkowo w ofercie przewoźnika dominowały połączenia krajowe, jednak z czasem zaczęły się pojawiać również loty międzynarodowe do Berlina, Bukaresztu, Helsinek, ale także Aten czy Tel Awiwu - w 1939 roku siecią objęto piętnaście państw41. Podróże lotnicze popularyzowano w prasie, na przykład za pomocą następujących reklamowych rymowanek:

Jadąc lądem, wchłaniasz w płuca

Kurz - na każdym kilometrze,

Czyż nie milej SAMOLOTEM

Przez przeczyste mknąć powietrze?42

Dynamiczny rozwój siatki połączeń, a także propagowanie podróży samolotem w reklamach prasowych miało pozytywny wpływ na stopniowy wzrost liczby pasażerów. Niewątpliwą atrakcję takiej wyprawy stanowił również sam lot jako doświadczenie stosunkowo nowe i dostępne dla nielicznych. Anna Iwaszkiewicz zanotowała w swoim dzienniku: "[b]ardzo tęsknię w tych czasach do samolotu. Ach, ta chwila oderwania się od ziemi, to wznoszenie się!"43. Należy jednak pamiętać, że lotnictwo ze względu na ceny biletów przez całe dwudziestolecie międzywojenne pozostawało ekskluzywną formą transportu. Dość powiedzieć, że w 1938 roku PLL LOT na wszystkich liniach pasażerskich - krajowych i międzynarodowych - obsłużyły łącznie 35 392 osoby44. Prawdopodobnie z tego właśnie powodu w międzywojniu nie powstała żadna książkowa relacja ze zorganizowanej wycieczki lotniczej.

Główną formę odbywania pozaeuropejskich podróży stanowiła w dwudziestoleciu turystyka morska, która w krajowym wydaniu zaczęła się intensywnie rozwijać w latach trzydziestych. Działo się to głównie za sprawą utworzonego w 1930 roku Polskiego Transatlantyckiego Towarzystwa Okrętowego, które po czterech latach zmieniło nazwę na Gdynia-Ameryka Linie Żeglugowe (GAL)45. Ta polsko-duńska spółka, dysponująca początkowo trzema statkami pasażerskimi (w momencie wybuchu wojny posiadała ich już osiem), organizowała - oprócz rejsów po Europie - przewozy do Nowego Jorku, Ameryki Południowej, Turcji czy Palestyny. Wycieczki morskie Linii reklamowane były na łamach prasy, do uczestnictwa w nich zachęcano na przykład w "Wiadomościach Literackich" czy "Morzu". Spółka wydawała także specjalne informatory, programy oraz przewodniki, w których można było znaleźć aktualną ofertę wyjazdów. Broszura z roku 1935 zachęcała na przykład do uczestnictwa w wycieczce wiosennej przez Hiszpanię, Riwierę francuską i Maroko46. Powstanie i dynamiczny rozwój krajowego przewoźnika morskiego stanowiło znaczący czynnik rozwojowy dla turystyki zagranicznej w II Rzeczpospolitej. Mieczysław Fularski stwierdzał:

Połączone po większej części z wypadami lądowymi wycieczki morskie stworzyły nowy typ turystyki, typ turystyki morskiej, i stały się bardzo poważnym czynnikiem rozwojowym w ruchu turystycznym. Dzięki dużej frekwencji, zapewniającej wykorzystanie użytkowości całego statku, stosunkowo niskie ceny tych wycieczek, kształtujące się na poziomie cen hotelowych, przy wysokiej jakości usług, umożliwiły korzystanie z tego typu wycieczek szerszemu kręgowi osób, spopularyzowały je wśród społeczeństwa i wciągnęły w orbitę zainteresowań turystycznych47.

Uczestnicy wycieczek organizowanych przez Linie Żeglugowe Gdynia-Ameryka chętnie dzielili się swoimi przeżyciami, o co prawdopodobnie dbało samo przedsiębiorstwo. Pierwsza wyprawa "Morzem po słońce Afryki", która odbyła się wiosną 1933 roku, opisana została w dwóch książkach: Pod banderą polską po słońce Afryki dziennikarza Leszka Gustowskiego (stanowiła ona przedruk z czasopisma "Od Naszego Morza") oraz Morzem po słońce Afryki Jana Bożejwoli Gąseckiego. Trasa podróży wiodła przez Hiszpanię, Portugalię i Północną Afrykę (Maroko), a reklamowana była sloganem "Wiosna w Afryce, Wielkanoc w Hiszpanii"48 (spełniając tym samym oczekiwania wyrażane kilka lat wcześniej przez Ferdynanda Hoesicka). Hasło wycieczki brzmiało natomiast "Po słońce Afryki", co korespondowało ze zwiększającą się w dwudziestoleciu modą na helioterapię49. Na pokładzie liniowca znalazło się 330 pasażerów, w tym wielu ludzi znanych, o czym w "Ilustrowanym Kurierze Codziennym" skrupulatnie informował redaktor Ludwik Rubel, podkreślając tym samym prestiżowy charakter wydarzenia: "[p]rzedstawiciele arystokracji rodowej obok reprezentantów nauki, literatury i sportu, ziemianie i inteligencja miejska - oto co stanowi trzon największego polskiego okrętu, prującego w tej chwili fale Atlantyku"50. Wśród uczestników wycieczki dziennikarz dostrzegł dwóch pisarzy: Tadeusza Dołęgę-Mostowicza oraz Witolda Hulewicza. Ten drugi przedstawił wyprawę w jednym z majowych numerów "Świata", poświęcając dłuższy passus na pochwały względem organizatorów:

Kto w dzisiejszych czasach chce podróżować wygodnie, bez paszportu zagranicznego, miło i niedrogo, niech uda się pod skrzydła "Linii Gdynia-Ameryka". Kompania ta najbardziej wzorowo organizuje najbardziej skomplikowane wycieczki morskie. (...)

Przywykło się w życiu do przesadnej reklamy, do przyrzekania złotych gór i sypania piaskiem obietnic w oczy. "Linia Gdynia-Ameryka" nie tylko dotrzymała wszystkich zapowiedzi prospektu, ale w wielu szczegółach dała pasażerom więcej niż oczekiwali51.

Sporo informacji o organizacji wycieczki znalazło się także w obu książkowych relacjach z jej przebiegu, które ukazały się jeszcze w 1933 roku. Ich autorzy w superlatywach przedstawiali zarówno Linie Żeglugowe, jak i załogę transatlantyku "Polonia". Zdaniem Gąseckiego, "[p]od względem wyżywienia i uprzyjemnienia pobytu pasażerom wycieczka ta stała całkowicie na wysokości zadania, dając turystom maksimum wygód i przyjemności"52. Z kolei Leszek Gustowski podkreślał fakt, że węgiel oraz większość produktów spożywczych wykorzystywanych na statku są pochodzenia polskiego, a tym samym wybór rodzimego przewoźnika przyczynia się, "i to w poważnej mierze do tego, że pieniądz pozostaje w kraju i ożywia rozliczne gałęzie handlu i przemysłu krajowego"53. Wydaje się więc, że zarówno artykuł Hulewicza, jak i książki Gąseckiego oraz Gustowskiego miały stanowić reklamę nowej oferty Linii Żeglugowych i zachęcać do wyboru rodzimego armatora. Takie wykorzystywanie literatury popularnej - w opinii Izabeli Poniatowskiej - zdarzało się już w drugiej połowie XIX wieku. Zdaniem badaczki reklama, której celem jest zachęcanie do zakupu określonego towaru, może propagować również konkretne postawy konsumenckie54. Obie publikacje zostały wydane własnym sumptem, co pozwala przypuszczać, że przedsięwzięcia wydawnicze mogły zyskać wsparcie finansowe ze strony organizatora wycieczki.

Ze względu na fakt, iż większość międzywojennych turystów korzystała z oferty polskich lub zagranicznych przewoźników morskich, teksty prezentujące przebieg wyjazdów mają zazwyczaj podobną strukturę i rozpoczynają się - mniej lub bardziej szczegółowym - opisem rejsu. Na zjawisko to utyskiwał Kazimierz Wyka, pisząc o książce Michała Tarnowskiego:

Jest to po prostu szeroko prowadzony dziennik podróży, nie wiadomo po co zaczynany już od Marsylii, skoro szło o Cejlon i rozdziały wstępne z normalnej podróży statkiem niczym się wyróżnić nie mogą. Przygodnym podróżnikom zawsze się jednak zdaje, że nikt tego jeszcze nie oglądał, co oni po raz pierwszy widzą...55.

Czytając Zamarłe stolice Cejlonu, trudno nie zgodzić się z opinią krytyka. Tarnowski nie tylko szczegółowo relacjonuje przebieg podróży, ale także detalicznie opisuje wnętrze statku, charakteryzuje współpasażerów oraz załogę. Być może - jak chce Wyka - przyczyną takiej postawy był brak podróżniczego doświadczenia, przez co już sam rejs stanowił dla autora wydarzenie niezwykłe i warte opisania. Wydaje się jednak, że istotną rolę odgrywała w tym wypadku również monotonia wielodniowego "uwięzienia" na pokładzie okrętu, sprzyjająca codziennemu notowaniu nawet banalnych spostrzeżeń. Na nadmiar wolnego czasu w trakcie podróży skarżył się zresztą sam autor: "[z]dumiewająca rzecz, ile się ma czasu na statku, może dlatego, że nie dają długo spać. Żyje się od jedzenia do jedzenia, plecie się androny z towarzyszami podróży, pisze się notatki, a pomimo to zostaje jeszcze sporo czasu na czytanie"56. Z kolei celowo nudę okrętowej codzienności w centrum swojego Pamiętnika morskiego (1937) umieścił Zbigniew Uniłowski (1909-1937). Książka ta, będąca (wraz z Żytem w dżungli) pokłosiem wyprawy pisarza do Brazylii, stanowiła próbę wyjścia poza konwencjonalne wzorce prozy podróżniczej. Autor zrezygnował więc z charakterystycznych dla tego piśmiennictwa elementów opisu, obierając jako temat utworu monotonię wielodniowego rejsu57. Zdaniem krytyka Jana Aleksandra Króla, niezamierzonym efektem tego przedsięwzięcia stała się natomiast "nudność samego utworu"58.

Rozległe partie tekstów poświęcone podróży morskiej mogły jednak stanowić element zamierzonej strategii pisarskiej autorów, którzy swoje utwory adresowali do czytelników niemogących uczestniczyć w podobnych wyprawach. W takim przypadku piszący świadomie zakładali, że odbiorcy będą zainteresowani każdym etapem ekskursji. Tezę tę może potwierdzać fakt, iż w podobny sposób relacje konstruowali zarówno przygodni podróżnicy-pisarze, jak i profesjonalni ludzie pióra. Maria Dąbrowska w artykule Listy z podróży, będącym pokłosiem wycieczki morskiej "wokół Europy", znacznie więcej uwagi poświęciła prezentacji okrętu "Kościuszko" i jego załogi niż odwiedzanym miejscom59. Opis rejsu, zawarty na pierwszych stronach reportażu, uznać można również za zabieg kompozycyjny. Takie otwarcie utworu w naturalny sposób wprowadzało w tematykę podróżniczą, a także pozwalało zachować spójność chronologiczną, która - jak wskazuje Czesław Niedzielski - stanowiła istotną cechę klasycznego (jeszcze oświeceniowego) wzorca relacji z podróży60. Szczegółowa prezentacja morskiej przeprawy, eksponująca czas jej trwania, uzmysławiała czytelnikowi (najczęściej bez turystycznego doświadczenia), w jak odległej wyprawie uczestniczył autor. Przestrzenie portu oraz statku dostarczały natomiast obrazów stanowiących zapowiedź "egzotycznego świata", do którego zmierzano. Swoje pierwsze wrażenia z okrętu "Tevere" relacjonowała Stefania Konicówna:

Pokład, korytarze, sale i kabiny napełniają się, jak za dotknięciem różdżki czarodziejskiej, tłumem różnobarwnym, wrzeszczącym, ruchliwym. Podróżni, jak wylęknione owieczki, tulą się do ścian przerażeni, ogłuszeni. Migają czerwone, szafirowe, białe szarawary, oliwkowo brązowe, czarne twarze, różnobarwne turbany, czerwone fezy61.

W impresyjnym opisie autorki wyeksponowany został dynamizm sytuacji przytłaczający niedoświadczonych pasażerów, a także różnorodność postaci pojawiających się na pokładzie statku, które sprowadzone są wyłącznie do barw kalejdoskopowo "migających" przed oczyma obserwatorki. Można odnieść wrażenie, że jest ona zaskoczona nagłym pojawieniem się tłumu, a także oszołomiona mnogością bodźców, niewątpliwie stanowiących dla niej zjawisko nowe i atrakcyjne. Znacznie więcej uwagi poświęcił współuczestnikom rejsu Franciszek Godlewski, dostrzegając wśród nich także Senegalczyków z plemienia Bambara, służących we francuskiej armii, których zaprezentował w następujący sposób:

Czarne to niby smoła z drzewa hebanowego, a kędzierzawe jak karakuły: śmieją się dziecinnie z byle czego w chwilach wolnych od nauki czytania, którą im wykładają koledzy "poilus" [żołnierze francuscy - M.P.]. Nauka jest dla nich tym, czym dla nas obrządek łaźni: elementarz zastępuje termometr - litera A jest jak jeden stopień Celsjusza powyżej normalnej temperatury ciała, a przy literze W, najgorliwszy negr ma +60° i czuje się jak u siebie pod tropikiem Koziorożca. Patrzymy na nich i - robi się nam cieplej62.

Możliwość obserwowania grupy Senegalczyków z pewnością stanowiła dla pasażerów formę atrakcji, choć ich opis ogranicza się wyłącznie do spostrzeżeń związanych z powierzchownością żołnierzy oraz stereotypowych opinii na temat intelektualnych zdolności Czarnych. Wprowadzenie deskrypcji do początkowych rozdziałów książki sygnalizuje jednak czytelnikom właściwą tematykę utworu, a więc egzotyczny świat pozaeuropejski. Kolejny współpasażer, Turek dołączający do podróżnych w czasie postoju w Marsylii, opisany w podobnie stereotypowo-groteskowym tonie, wprost określony zostaje "pierwszą olbrzymią jaskółką, zwiastującą bliski Wschód"63.

Wreszcie w przypadku części tekstów szczegółowe opisywanie przebiegu morskiej podróży oraz wyposażenia statku wiązało się z turystycznym snobizmem, a tym samym chęcią wyeksponowania ekskluzywnego charakteru wycieczki64. Jak bowiem podkreśla Douglas R. Burgess, wraz z pojawieniem się rejsów turystycznych, podróżowanie z eksploracji przekształciło się w wydarzenie towarzyskie65. Maria Wicherkiewiczowa relacjonowała swoim czytelnikom, kogo miała okazję poznać w czasie rejsu do Afryki (włoskich adwokatów, prezesów czy polityków), a także opisywała sposób spędzania wolnego czasu przez pasażerów: "[w]iększość gości na pokładzie statku "Milano" rozchodzi się wieczorem po salonach i salonikach, tańczy, rozmawia lub spaceruje po pokładzie. Przy kolacji gromadzą się wszyscy w olbrzymiej jadalni, mieszczącej przeszło 100 osób"66. Luksusowym urządzeniem "Batorego" - nowego okrętu krajowych linii morskich, który w 1936 roku wyruszył w swój dziewiczy rejs - zachwycała się z kolei Izabela Stachowicz:

Kabiny wygodne, w każdej umywalnia z ciepłą i zimną wodą, łazienka, sale jadalne, sale dancingowe, wielka sala balowa, holle, czytelnia, 3 bary, pokój dziecinny, pokład słoneczny, łodziowy i spacerowy, chłodnie elektryczne, spiżarnie, basen, sala gimnastyczna pełna najnowszych przyrządów nie wyłączając elektrycznego konia. I na tym pięknym luksusowym statku spędzę 3 tygodnie, płynąc po najcudowniejszych morzach, oglądając znane tylko z książek i obrazków kraje67.

Tak skrupulatne wyliczenie wszelkich udogodnień, a także wspominanie o znanych współpasażerach (Andrzej Strug, Arkady Fiedler68), pozwalało autorce zbudować wrażenie uczestnictwa w wydarzeniu elitarnym, prestiżowym, a tym samym podkreślić własny status społeczny. Opis rejsu mógł więc pełnić różne funkcje, z pewnością stanowił on jednak dogodny sposób na otwarcie utworu o tematyce podróżniczej.

Turystyczne rozczarowania i zachwyty

Młodopolski poeta Zdzisław Dębicki, w latach dwudziestych działający przede wszystkim jako krytyk literacki i publicysta związany ze środowiskiem endecji, w książce Z północy i południa (1926), będącej zbiorem wrażeń z kilku zagranicznych wojaży, pisał na temat podróżowania:

To wszystko, co się widzi, nie jest żadną niespodzianką. Jest tylko realizacją tego, co przywozimy z sobą. A już od naszego stanu wewnętrznego i od zdolności odczuwania rzeczywistości zależy, czy ta realizacja przenosi nasze oczekiwania, czy też je zawodzi69.

Opinia sformułowana przez Dębickiego, choć mało odkrywcza (podobne stwierdzenia znaleźć można już w XVIII-wiecznym piśmiennictwie70), wprowadza jednak dwa zagadnienia istotne dla myślenia o międzywojennym podróżopisarstwie. Pierwsze wiąże się z kulturowym kształtowaniem wyobrażeń o innych odległych przestrzeniach. Wyobrażenia te powstają w oparciu o różnego typu przekazy - w dwudziestoleciu ich nośnikami były przede wszystkim teksty kultury, ale także reklamy czy relacje bezpośrednie (o kształtowaniu się wyobrażeń szerzej piszę w części trzeciej). W swojej koncepcji spojrzenia turystycznego fakt ten podkreślał John Urry: "[s]posób patrzenia na świat zależy od społeczeństwa, grupy społecznej i epoki historycznej. Spojrzenie turysty definiuje różnica"71. Drugim zagadnieniem wzmiankowanym przez Dębickiego, którym chciałbym się teraz zająć, są reakcje podróżników przejawiane po dotarciu do celu ekskursji, będące wynikiem zderzenia ich oczekiwań z zastaną rzeczywistością.

Ferdynand Goetel już we wstępie swojego Egiptu postawił tezę, iż "[u]czucie rozczarowania jest powszechnym chlebem podróżnika"72. Międzywojenne relacje z wypraw turystycznych zdecydowanie potwierdzają słowa pisarza - pierwszym wrażeniom z odwiedzanych miejsc bardzo często towarzyszył nieukrywany zawód. Tadeusz Michał Nittman, rozpoczynając prezentację Oranu, wprost wskazywał na dojmujące rozczarowanie:

Odwracamy oczy w przeciwną stronę i wchodzimy do miasta. Na spotkanie nasze wyjeżdża ze zgrzytem kół na zakręcie malutki cytrynowy tramwaj, oblepiony brzydkimi reklamami, podzwania zachrypnięty jakby i klekotem swych szyb zakurzonych rozczarowuje nas na wstępie.

Więc to ma być ta Afryka tajemnicza? - czytam w waszych minach!

(...)

A jednak czytam w waszych oczach pewien żal, że to miasto, które z daleka, z pokładu okrętu, takie się wam czarowne wydawało, takie jakieś inne i tajemnicze, po bliższym zapoznaniu się z nim - traci.

Tak już jest na świecie, cóż na to poradzić, każda rzecz z daleka o wiele cudowniejszą się wydaje!73

Przyczyną niespełnienia turystycznych oczekiwań jest w tym przypadku obecność elementów znanych z codziennej europejskiej rzeczywistości. Negatywne nastawienie autora dodatkowo wzmocnione zostaje onomatopejami wykorzystanymi do opisu wjeżdżającego tramwaju ("zgrzyt", "zachrypnięty", "klekot") - pojazdu ściśle przecież związanego z modernistyczną transformacją wyobraźni i percepcji74. Znaczące w tym przypadku są również bezpośrednie zwroty do czytelnika - rozczarowanie z założenia odczuwa nie tylko turysta relacjonujący swoje przeżycia, ale także odbiorca literatury podróżniczej, spragniony spotkania z tajemniczą i czarowną Afryką. Dopiero kolejne obrazy przywoływane przez Nittmana: stado wielbłądów, wielonarodowy oddział Legii Cudzoziemskiej czy grupa tradycyjnie ubranych Arabek, budują oczekiwane wrażenie odmienności. To właśnie zaskakujące podobieństwo do Europy najczęściej stanowiło źródło turystycznego zawodu. "Zdziwiliśmy się niemało, widząc miasto zupełnie europejskie"75 - pisał o modernistycznej zabudowie Casablanki Jan Bożawola Gąsecki, a jako przyczynę zdumienia wskazywał wykreowane wcześniej w szkole wyobrażenia na temat "wschodniego egzotyzmu". Należy przy tym zaznaczyć, że autor zachwycał się cywilizacyjną pracą wykonaną przez Francuzów, traktując architektoniczne przekształcenie miasta jako dowód sumiennej działalności władz kolonialnych. Michał Tarnowski, choć po dotarciu na Cejlon wyrażał bezgraniczny zachwyt pięknem "rajskiej wyspy", wspominał, że widok nowoczesnego hotelu i licznych pociągów wywoływał w nim "dziwne wrażenie", które uchwycił w pytaniu retorycznym: "I to ma być dziki kraj? Ileż to państw w Europie nie może pochwalić się taką cywilizacją!"76.

Istotna dla zrozumienia źródeł turystycznego rozczarowania wydaje się kategoria autentyczności, silnie zakorzeniona w studiach nad podróżniczymi doświadczeniami i definiowana na różne sposoby77. Przywołane wyżej przykłady pokazują, że wspomniani autorzy pragnęli nie tyle zobaczyć odwiedzany kraj takim, jakim on jest, ile takim, jakim go sobie wyobrażali. Dlatego w tym przypadku możemy mówić, za badaczami takimi jak Ning Wang, o autentyczności konstruktywistycznej (symbolicznej), będącej "tworem relatywnym, społecznie konstruowanym w efekcie porównań pomiędzy oczekiwaniami a percepcją turystów", który zbudowany jest na stereotypowych widokach czy posiadanych już przed podróżą wyobrażeniach opartych o lektury, przekazy medialne lub opinie innych osób78. Potwierdzają to spostrzeżenia Timothy'ego Mitchella analizującego relacje Europejczyków z wypraw do Egiptu. Zdaniem badacza, rozczarowanie pojawiało się zwykle w sytuacjach, gdy rzeczywistość Wschodu zorganizowana była wbrew regułom reprezentacji, a tym samym nie dawała się dokładnie przedstawić (w formie fotografii czy opisu)79. Stąd krytyczna uwaga Michała Tarnowskiego, że tradycyjny cejloński strój wypierany jest "przez tandetę narzuconą przez przemysł krajów "cywilizowanych""80.

Nie dla wszystkich turystów pierwsze chwile poza Europą wiązały się jednak z poczuciem rozczarowania. Część opisujących swoje wrażenia z dalekich wypraw zachwycała się uderzającą odmiennością. Maria Wicherkiewiczowa jeszcze z pokładu statku przybijającego do brzegów Afryki wypatrywała palm i minaretów zwiastujących przyrodniczą oraz kulturową specyfikę Czarnego Lądu. Zrelacjonowała także obserwacje poczynione w tuniskim porcie:

Na szerokim skwerze wprost okrętu ustawiły się tłumy publiczności. Widać piękne postacie Arabów, malownicze stroje Turków we fezach, hebanowe twarze Syngalezów i czasem potworne, małpie postacie, które nie wiedzieć do jakiej kategorii ludzi zaliczyć. Hałas, gwar i krzyk81.

Charakterystyczny dla ówczesnych portów państw kolonialnych obraz, zbudowany przez pisarkę w oparciu o wyliczenie poszczególnych grup etnicznych wchodzących w skład różnorodnego tłumu, doskonale oddawał "zgiełkliwy wir życia tego egzotycznego miasta afrykańskiego"82, tym samym zaspokajając oczekiwania turystki, a później także jej czytelników. Przyglądając się ludziom zgromadzonym w porcie, Wicherkiewiczowa dostrzega również chłopca prowadzącego konia, a widok ten wzbudza w niej skojarzenie z fragmentem dawno czytanego wiersza, który przywołuje. Są to dwie strofy z pieśni Guldia Hetmana ze zbioru Wincentego Pola:

Piękny koń był w złotym rzędzie u starego chana

Lecz nie było i nie będzie - nad Guldię hetmana.

Tam to główka, tam to nóżka, grzywa w drobne kosy.

Gdzie stąpiła lekką nóżką - nie strąciła rosy83.

Związek obserwowanej sytuacji z utworem jest bardzo luźny, oprócz wspomnianego zwierzęcia wspólny jest tu jedynie orientalny sztafaż. Wydaje się, iż autorki nie interesowała pogłębiona obserwacja, ale ogólne wrażenie, dające poczucie obcowania z egzotycznym światem. W niemal identyczny sposób portową scenerię - tym razem w Casablance - opisuje Izabela Stachowicz:

Dziwni ludzie otoczyli nas, czarni w burnusach i turbanach, ciemni, brodaci, mówiący niezrozumiałym językiem, kobiety ich calutkie otulone w prześcieradła z odkrytym wąskim pasemkiem na oczach, dzieci brązowe jak z czekolady, ogolone z wełnistym frędzelkiem na czubku głowy, wszystko to krzyczy, nawołuje, gestykuluje i łypie białkami oczu84.

Nagłe wejście w tak różnorodny tłum jest dla turystki doświadczeniem oszałamiającym i przytłaczającym, co oddane zostało nie tylko za pomocą jego zwięzłej charakterystyki, ale także poprzez enumerację silnie ekspresyjnych czasowników związanych z zachowaniem otaczających ją ludzi. Stachowicz sama diagnozowała swój stan: "[j]estem ogłuszona, przybita wrażeniami, którym nie mogę sprostać, wyraźnie czuję panikę w mózgu, drażni mnie, że nie mogę spokojnie, systematycznie przeżywać przyjazdu"85. Krzysztof Podemski podkreśla, że nagłe znalezienie się w zupełnie obcym środowisku często wywołuje dyskomfort, który sprawia, iż większość turystów odczuwa w takich sytuacjach silną potrzebę znalezienia przy sobie czegoś swojskiego, takiego jak jedzenie, gazeta czy znajomy współtowarzysz podróży86. Dokładnie w taki sposób reaguje Izabela Stachowicz, najpierw stwierdzając: "nie mam nic, za co uchwycić bym się mogła wobec inności i nowości tego świata", by po chwili przywołać uspokajające wspomnienie: "[w] spiżarni na Złotej mam pół wielkiego garnka borówek, 4 słoiki konfitur i z kilo grzybów suszonych"87. Co ciekawe, podobnie jak u Wicherkiewiczowej, pierwsze chwile w Afryce również wywołują skojarzenie z tekstem kultury - autorka przypomina sobie fragmenty piosenki Santa Madonna z repertuaru Marii Modzelewskiej. W tym przypadku utwór także powiązany jest z odwiedzanym miejscem swobodnie, właściwie wyłącznie przez wspomnienie w refrenie o Casablance, z której powrócić ma mąż kobiety-podmiotki88. Te pierwsze, automatyczne skojarzenia, choć niemające wiele wspólnego z obserwowaną rzeczywistością, pozwalały w jakimś stopniu oswoić nieznane.

Pochłanianie świata

"Ciężka jest właściwie dola turysty. Ciągły pośpiech, ciągle trzeba coraz to nowe rzeczy oglądać"89 - skarżył się Michał Tarnowski w drugim tomie relacji ze swojej wyprawy na Cejlon, eksponując mimochodem dwie istotne cechy nowoczesnej turystyki widoczne w międzywojennym podróżopisarstwie. Pierwszą jest nieustanny pośpiech wynikający z chęci odwiedzenia jak największej liczby atrakcyjnych miejsc. Tempo przemieszczania się determinowało dodatkowo uczestnictwo w zorganizowanych wycieczkach morskich, które swoim programem obejmowały zazwyczaj postoje w portach kilku państw, skąd autokarami wyruszano w głąb lądu. Taka formuła zwiększała atrakcyjność wycieczki, sprawiała jednak także, że zwiedzanie trwało bardzo krótko i ograniczało się wyłącznie do powierzchownego poznawania najpopularniejszych atrakcji. Dominował więc wzrokocentryzm - oglądanie to druga z cech wskazanych przez Tarnowskiego. Dominacja spojrzenia nie narodziła się jednak w okresie międzywojennym - zdaniem Anny Wieczorkiewicz stopniowe przesuwanie podróżniczego środka ciężkości ze słowa na obraz w europejskiej kulturze zaczęło postępować w XVII wieku i wiązało się z postrzeganiem wyprawy jako szansy na zdobycie empirycznie pojmowanej wiedzy90. Hegemonia wzroku została utrwalona jeszcze silniej w wieku XIX za sprawą pojawienia się aparatu fotograficznego i kamery filmowej, urządzeń, które w istotny sposób ukształtowały turystyczny sposób oglądania świata. O znaczeniu spojrzenia jako cesze charakterystycznej dla XIX-wiecznych mieszkańców Starego Kontynentu świadczą uwagi na temat ich zamiłowania do "gapienia się" poczynione przez nie-Europejczyków, a przywołane przez Timothy'ego Mitchella91.

Dynamika przemieszczania się oraz nastawienie przede wszystkim na wzrokowe doświadczanie miejsc oddziaływały na sposób relacjonowania turystycznych wypraw. Obie książki Michała Tarnowskiego poświęcone są w znacznej mierze odwiedzaniu tytułowych "zamarłych stolic", a więc pozostałości po dawnych miastach Cejlonu. Kolejne rozdziały, w których autor prezentuje poszczególne wycieczki, przybierają powtarzalną formę: powierzchowne obserwacje poczynione w trakcie zwiedzania łączą się najczęściej z bedekerowskim komentarzem opartym na informacjach pozyskanych z literatury lub od miejscowego przewodnika. Strategia ta jest widoczna również w innych relacjach z turystycznych wypraw. Wartość komentarzy historycznych przywoływanych przez Franciszka Godlewskiego kwestionował w swojej recenzji Paweł Hulka--Laskowski: "[j]edyną drogą wiodącą poza granice rutyny i schematu [pisania o Wschodzie - M.P.] byłaby dokładna wiedza historyczna, czyli zainteresowanie się sprawami nie legendy, lecz rzeczywistości, ale dla turystów polskich są to drobiazgi"92. Tarnowski ogląda to, co zostało mu zarekomendowane przez pracownika hotelowej agencji turystycznej, ale istotną rolę przy wyborze miejsc wartych uwagi odgrywały również ograniczenia czasowe - jak sam deklarował: "[n]ie zatrzymywaliśmy się jednak przy mniej interesujących rzeczach, nie chcąc tracić czasu"93. Plan wyprawy jest więc napięty, przez co ona sama staje się dla autora i jego towarzysza obciążającym fizycznie objazdem najistotniejszych zabytków:

Pomimo wzrastającego upału zwiedzaliśmy dalej, niepomni zmęczenia i głodu, chcąc jak najwięcej rzeczy zobaczyć przed południem. Jaś odpornie znosił trudy i był właśnie tym, który podniecał do pośpiechu, co witałem z przyjemnością, jako dowód jego powrotu do zdrowia. Doskonałymi, asfaltowanymi drogami jeździliśmy jak po jakimś olbrzymim i cudnym parku. Odbudowywało się w wyobraźni miraże świątyń i pałaców, z których pozostały jeno schody, podmurowania i szeregi słupów granitowych94.

Turystyczny apetyt (chęć odwiedzenia jak największej liczby miejsc) może zostać zaspokojony tylko w trakcie dynamicznej, a tym samym wyczerpującej eskapady, w czasie której świat staje się parkiem atrakcji. Istotnym elementem takiej wyprawy okazują się drogi, dlatego autor zwraca uwagę na ich jakość. Nie jest w tym odosobniony - pozytywnie o afrykańskich arteriach wypowiadali się również inni turyści. Jan Gąsecki pisał o Maroku: "[d]rogi są na ogół wspaniałe. Serce się krajało, gdy się porównywało te drogi z naszymi polskimi szosami. Aż do Fezu mknęliśmy po asfalcie"95. Należy zaznaczyć, że opinie tego rodzaju nie stanowiły zwykle neutralnej obserwacji i zazwyczaj były wyrazem entuzjazmu wobec kolonialnej działalności Europejczyków w opisywanym regionie. Wyraźnie widać to w passusie z książki Franciszka Godlewskiego:

Wyruszamy do damasceńskiej oazy.

Znowu migają przed oczyma w zawrotnym obłędzie góry, doliny i skały. Pędzimy szosami, których białe sznury, dzieło Francuzów, oplatają całą Syrię. Wspinamy się po zboczach Antylibanu, zjeżdżamy na dziką kamienną pustynię, gdzie brodate kozy i chude wielbłądy z trudem wynajdują osty. Zamiast wsi, a choćby rumowisk - czarne namioty koczowników96.

Ponownie podkreślone zostaje tempo przemieszczania się, które wpływa na sposób patrzenia - kolejne obrazy "migają przed oczyma". Następujące po sobie widoki autor jedynie odnotowuje w formie lakonicznych fraz. Dynamiczną zmienność tego, co oglądane, jeszcze lepiej oddał Tadeusz Nittman, posługując się ciągiem krótkich zdań: "Ruszamy dalej. Niebawem robotnicza wioska ginie nam z oczu. Zagłębiamy się znów w górski las Miliany. Pędzimy naprzód. Obrazy zmieniają się, jak w kalejdoskopie"97. Samochodowa szyba upodabnia się tu więc do kinowego ekranu. Zdaniem Piotra Kowalskiego zarówno turystyczne gapiostwo, jak i film zamieniają świat w kolekcję obrazów jedynie reprezentujących rzeczywistość98. Jest to bowiem świat odbierany niemal wyłącznie za pomocą wzroku, przy zachowaniu ścisłego podziału na patrzących i oglądanych. Turyści - autorzy wspomnianych relacji rzadko próbują inicjować kontakt ze spotykanymi ludźmi, a odnotowywane doświadczenia oparte o zmysły inne niż wzrok najczęściej waloryzują negatywnie (nieprzyjemny zapach ulicy, głośne krzyki handlarzy na bazarze). Wycieczki morskie od początku istnienia były organizowane w taki sposób, aby odseparować turystów od otoczenia, co pozwalało zapewnić bezpieczeństwo uczestnikom, a także gwarantowało ich punktualny powrót na pokład99. Dean MacCannell w tak pomyślanej wycieczce dopatruje się odzwierciedlenia społecznego układu nowoczesnego świata - turysta, otoczony kulturowymi obrazami, pozostaje zarazem oddzielony od kultury go otaczającej100. Wspomniane oddzielenie doskonale widoczne jest w relacji Leona Kryczyńskiego, który opisywał autokarową wycieczkę przez Maroko: "[u]sadowiwszy się wygodnie w autokarze, oczyma, zabezpieczonymi przed płomiennym słońcem afrykańskim żółtymi okularami, pochłaniam otaczający mnie świat zjawisk"101. Autor przybiera postawę widza, a wzmianka o okularach przeciwsłonecznych potęguje wrażenie jego odseparowania od rzeczywistości znajdującej się za szybą pojazdu. W trakcie objazdowej wycieczki turysta konsumuje więc egzotyczne obrazy - to jednak za mało, aby zaspokoić głód autentycznego doświadczania odwiedzanych miejsc.

Turystyczne przestrzenie Wschodu

Autokarowy objazd umożliwiał oglądanie egzotyki, jej doświadczenie wymagało jednak przełamania granicy między obserwatorami i obserwowanymi. Aby zaspokoić pragnienie autentyczności poszukiwano miejsc jak najmniej przekształconych przez Europejczyków (lub przynajmniej wyglądających na takie), które bardzo często stawały się atrakcjami. Dean MacCannell, odwołując się do semiotycznej teorii znaku, w swojej definicji atrakcji turystycznej wskazuje na empiryczne powiązanie turysty, widoku oraz oznacznika. Oznacznikami są w tej koncepcji wszelkie informacje o określonym obiekcie turystycznym (umieszczane bezpośrednio w jego otoczeniu, ale także przekazywane w przewodnikach, wykładach czy narracji innych osób)102. Umożliwiają one turyście rozpoznanie widoku i jego prawidłowe odczytanie, a relacja między nimi jest tożsama z tą zachodzącą między znaczącym a znaczonym. Badacz konkluduje:

(...) atrakcja turystyczna to plastyczna forma; jej ostateczny kształt, trwałość, jaką uzyskuje, są - tak jak w wypadku znaku - zdeterminowane społecznie. To na mocy uwarunkowań społecznych, czy też strukturalnego zróżnicowania społeczeństwa, tworzone są atrakcje, które jawią się w świadomości jako rzeczy. Nie jednostka, lecz społeczeństwo dzieli rzeczywistość na to, co będzie odbierane jako widok i jako informacja o widoku [wyróżn. - aut.]103.

Analiza międzywojennych relacji z wypraw turystycznych pozwala stwierdzić, że oznacznik atrakcji zyskać mogą nie tylko konkretne obiekty, ale również pewne charakterystyczne dla danej kultury przestrzenie. W krajach Wschodu opisywanych w przywoływanych tutaj książkach takimi atrakcjami z pewnością były dzielnica arabska z tradycyjnym bazarem oraz dzielnica czerwonych latarni. Przestrzenie te odwiedzali niemal wszyscy autorzy, dlatego warto przyjrzeć się bliżej sposobom ich prezentacji.

Opisy dzielnicy arabskiej, niezależnie od tego, czy jest ona częścią Marrakeszu, Kairu czy Tunisu, zawierały w sobie kilka stałych elementów. Autorzy zwracali uwagę na chaotyczny układ ulic, gwar, zgiełk, mnogość doznań sensorycznych. Powtarzali tym samym (i utrwalali) zestaw stereotypowych wyobrażeń na temat Wschodu, znanych choćby z literatury wcześniejszych stuleci104. Różnicę widać natomiast w stosunku poszczególnych turystów do obserwowanej rzeczywistości. Mnogość nowych wrażeń z nieukrywanym entuzjazmem przyjmowała Maria Wicherkiewiczowa, pisząc o Tunisie:

Kto chce zobaczyć przepych barw orientalnych, egzotyczność, żywe wzory wschodnich bajek Dulaca do "tysiąca i jednej nocy" - idzie do dzielnicy arabskiej. Starożytne miasteczko z całym fascynującym urokiem dziwnych uliczek, tajemniczych dziedzińców, okratowanych balkoników, kuźni, handelków, piekarni, kawiarenek, palarni. Przede wszystkim bogactwo typów. (...) Ma się wrażenie, że Tunis wszystko w sobie łączy: cywilizację europejską i egzotyczność wschodu, jego piękno i brzydotę, zalety i wady.

Przepych bazarów arabskich - to Souks. Tam rozciągają się kolosalne galerie pokryte. Ciągną się kilometrami; tworzą zaułki, labirynty. Po obu stronach owych uliczek zasłoniętych rozłożone są sklepy. (...) Wszędzie porozkładane dywany, stubarwne, haftowane złotem, makaty, srebrne kilimy. Na inkrustowanych perłową masą stolikach podaje się wonną mokkę105.

Spojrzenie autorki ukształtowane zostało przez konkretne teksty kultury: Księgę tysiąca i jednej nocy oraz ilustracje wykonane przez Edmunda Dulaca do anglojęzycznej wersji utworu. Narracja Wicherkiewiczowej przesycona jest elementami charakterystycznymi dla europejskiego myślenia o Oriencie: mnogością barw, tajemniczością, bogactwem ornamentyki. Szczególną fascynację wzbudza bazar dostarczający polisensorycznych wrażeń. Porównany zostaje do labiryntu, a więc przestrzeni waloryzowanej zwykle negatywnie106. W tym przypadku następuje jednak odwrócenie: ryzyko zbłądzenia traktowane jest jako szansa na zanurzenie się w obcy i pociągający świat. Część turystów te same obrazy odbierała w całkowicie odmienny sposób. Jako przykład posłużyć może fragment relacji z pobytu w Fezie Jana Bożejwoli Gąseckiego:

Wąskie i kręte uliczki arabskiego miasta szerokości 1-3m, o brudnych i odrapanych domach, przypominające raczej korytarze, roiły się jak w ulu od cuchnących Arabów. Pełno wszędzie krzykliwych dzieci o głowach ostrzyżonych, nierzadko pokrytych strupami, popychających się wzajemnie, którzy napełniali ulice nieustannym zgiełkiem. (...) Na ulicach panuje półmrok, gdyż od dachu do dachu przewieszone są kije pokryte suszonymi liśćmi lub rogożami, mającymi zabezpieczyć mieszkańców od zbyt palących promieni słońca. Wchodziło się więc do takich uliczek, jak gdyby do jakiego tunelu, pełnego kurzu i niemiłosiernego, smrodliwego zapachu. Tumult, jaki tu panuje, przechodzi wszelkie nasze wyobrażenia107.

Bajeczny świat wąskich uliczek z tekstu Marii Wicherkiewiczowej w relacji Gąseckiego staje się przestrzenią duszną i klaustrofobiczną, co podkreślone zostaje za pomocą obrazowych porównań do korytarza czy tunelu. Negatywne wrażenia wzrokowe wzmacniają bodźce odbierane innymi zmysłami - foniczne, olfaktoryczne i kinetyczne. Zdaniem Timothy'ego Mitchella, brak wizualnego porządku powodował u Europejczyków problem ze stworzeniem obrazu "całości", a tym samym wywoływał dezorientację i brak równowagi108. Gąsecki zwraca uwagę na dojmujący brak higieny, choroby panujące wśród mieszkańców arabskiej dzielnicy oraz nieprzyjemny zapach. Jak podkreśla Tomasz Ewertowski, konstruowanie charakterystyki Innego z naciskiem na fetor czy odór może być formą imperialnej lub orientalizującej deprecjacji109. Krytykę warunków sanitarnych znajdziemy także w innych relacjach - Izabela Stachowicz część Casablanki zamieszkiwaną przez rdzennych mieszkańców określiła jako "miasto nędzy arabskiej", informując przy tym czytelników o skali zjawiska: "[p]rzeraziła mnie ilość chorób skórnych, prawie wszyscy pokryci byli wrzodami, krostami, niektórzy już mieli tylko strupy - a pozostali parchy i blizny po strupach"110. Autorzy operują w tym kontekście językiem wstrętu, który w sposób werbalny, lecz bez świadomej i racjonalnej kontroli, ujawnia uczucia, a także zastępuje gest odrzucenia111. Wyjście zza szyby pojazdu nie oznaczało więc w tym przypadku przekroczenia granicy między światem "swoim" a "obcym".

Obrazy dzielnicy arabskiej w relacjach z wypraw turystycznych konstruowane są najczęściej w oparciu o ich kontrastowe porównanie z kwartałami wybudowanymi przez Europejczyków. Wąskie, ciemne, chaotycznie rozmieszczone uliczki przeciwstawiane są więc szerokim arteriom modernistycznych budowli. Takie zestawienie zaświadczać miało nie tylko o przewadze materialnej kolonizatorów, ale także o ich dominacji intelektualnej. Od XIX wieku bowiem projekty urbanistyczne traktować zaczęto jako świadectwo porządku intelektualnego oraz społecznego ładu112. Miasto stało się więc lustrzanym odbiciem charakteru narodu czy grupy etnicznej. Postrzeganie Arabów przez pryzmat miejsca ich zamieszkania pozwalało tym samym podtrzymywać negatywne stereotypy z nimi związane. Odmienność sąsiadujących ze sobą dzielnic umożliwiała również silniejsze dostrzeganie różnicy, co potęgowało wrażenie egzotyczności nieeuropejskich obszarów.

Atrakcję o nieco innym charakterze stanowiły dzielnice czerwonych latarni, które turyści - relacjonujący swój pobyt poza Europą - bardzo chętnie odwiedzali. Tego rodzaju wydzielone części miast są nieodzownie związane z XIX--wieczną rewolucją industrialną. Rozwój przemysłu przyciągał do większych ośrodków przede wszystkim mężczyzn zbyt ubogich, aby się ożenić, co rodziło zapotrzebowanie na usługi prostytutek113. Gdy próby walki z tym zjawiskiem nie przynosiły rezultatów, lokalne władze decydowały się na segregację, a więc spychanie pracy seksualnej do określonych, zwykle biedniejszych, dzielnic na obrzeżach114. Podobnie wyglądała sytuacja w miastach kolonialnych, zamieszkiwanych przez rzesze mężczyzn z Europy: urzędników, przemysłowców czy żołnierzy. Prostytucję traktowano tam jako "zło konieczne", którego mimo wielu negatywnych stron (choroby weneryczne, deprawacja moralna) nie da się całkowicie zwalczyć115. Tego rodzaju wydzielone strefy na terenach kolonialnych mimowolnie przyciągały również przybywających z Europy turystów. Jean-François Staszak, pisząc o Bousbirze (dzielnicy czerwonych latarni w Casablance) jako atrakcji turystycznej, charakteryzował ją jako erotyczno-egzotyczny park rozrywki, oferujący wciągające, wielozmysłowe doświadczenie atmosfery Orientu116. Stwierdzenie to możemy także odnieść do podobnych miejsc znajdujących się w innych miastach kolonialnych.

Polscy turyści przebywający w Afryce bardzo często odwiedzali dzielnice lupanarów, traktując je jako miejsce atrakcyjne z perspektywy turysty. Jan Bożawola Gąsecki pisał: "[p]owróciwszy do Casablanki, zwiedziliśmy jeszcze dzielnicę zwaną Bus-bir"117 [podkr. M.P.]. W lakonicznym opisie autor podkreśla liczbę kobiet pracujących seksualnie oraz ich różnorodność etniczną ("arabki, beduinki, murzynki i kreolki"118). Tego typu informacje pojawiały się w większości relacji i prawdopodobnie miały potęgować atmosferę Orientu. Szczegółowej charakterystyki dokonał Ferdynand Goetel przemierzający strefę domów publicznych w Egipcie:

Cała Afryka, pół Azji i pół Europy! Tu dziewczę z Nubii, wesołe, gibkie i młode, dalej opasła, leniwa Arabka, krępa Turczynka, Żydówka ze Stambułu, Jaffy czy Besarabii, Syryjka, wreszcie Greczynka, Rumunka, Włoszka, Francuzka - weteran w swym zawodzie, zrujnowany i zniszczony doszczętnie. Kalejdoskop skór, języków i rasowych właściwości zrównuje ohyda zawodu i nagość obyczajowa publicznej miłości Wschodu. Twarz przeto i postać widzi się jakby wszędzie jedną, brzydką, zaniedbaną, brudną, w prostactwie środków obliczonych na wabik, tak ubogą, iż niemal rozbrajającą119.

Wyliczenie zastosowane przez pisarza wydaje się świadomym zabiegiem mającym dosadnie obrazować charakter opisywanego miejsca określanego jako "fishmarket": targowiska, na którym dokonywał się handel "żywym towarem". Różnorodność kobiet nie zawsze odbierana była jednak jako atrakcja. Charakteryzując kairską dzielnicę czerwonych latani, Franciszek Godlewski wspominał o wynikającej z prawa reglamentacyjnego konieczności wywieszania przez kobiety tabliczek z nazwiskami. Turysta z niepokojem (lecz bezskutecznie) wypatrywał wśród nich nazwisk polskich120. Jego obawy nie były bezzasadne - w okresie, kiedy ukazała się książka Wśród znieważanych Bogów, w przestrzeni publicznej coraz głośniej mówiło się o stręczycielach wywożących kobiety poza Europę. Problem ten jednak dotyczył przede wszystkim Ameryki Południowej121.

Jan Gąsecki wspominał również o chorobach, którymi można się zarazić w takich miejscach. Wydaje się, że była to jedna ze strategii na zaznaczenie, że piszący odwiedzał dzielnicę czerwonych latarni wyłącznie jako obserwujący. Rola turysty usprawiedliwiała bowiem i legitymizowała wizytę w strefach miasta, które w Europie objęte były tabu122. Co ważne, żaden z autorów opisujących te przestrzenie nie informuje o korzystaniu z usług seksualnych, na tej podstawie możemy więc mówić o formie turystyki erotycznej123. Znaczną część prasowej relacji z podróży do Afryki poświęcił dzielnicy płatnej miłości Witold Hulewicz, szczegółowo oddając atmosferę tam panującą:

Wchodzisz do arabskiej dzielnicy specjalnej, średnio oświetlonej. Wąskie uliczki, małe domki, ruch tylko pieszy. Ulegasz złudzeniu baletu, kolorowego filmu bardzo dźwiękowego, pantominy scenicznej. (...)

Z nastaniem nocy zaczyna bić hałaśliwe serce tego miasteczka. Na wchodzących od strony miasta Arabów, legionistów, wielojęzycznych marynarzy i turystów obojga płci - rzuca się biały i kolorowy tłum mniej i więcej nadobnych mieszkanek Bus-biru. Biało ubranych albo też (zbyt niestety często) ordynarnie przebranych w kuse szmatki europejskie. Oczy twoje mrużą się od nadmiernie szybko kręconego filmu. U ramion twoich wieszają się całe naręcza dziewczyn, od zupełnie białoskórych do najniewątpliwszych Murzynek. Osobny jest w tym "quartier" poddział żydowski, najgłośniejszy. Najdziwniejsze języki tworzą wieżę Babel, z której wybija się potwornie kaleczona francuszczyzna124.

Pisarz trafnie dostrzegł sztuczność odwiedzanego miejsca, porównując je do filmu czy pantomimy - wszak Bousbir był jedyną z afrykańskich dzielnic czerwonych latarni stworzonych przez władze kolonialne całkowicie od zera, wybudowaną jednak w stylu neomauretańskim, aby wzmacniać w odwiedzających poczucie obcowania z egzotyką125. Zastosowanie drugoosobowej narracji wzmacnia utożsamienie się czytelnika z narratorem126, a tym samym jeszcze silniej oddziałuje na jego wyobraźnie. Interesująca jest również wzmianka o kobietach rzucających się na potencjalnych klientów. Podobną scenę, opisaną jednak w groteskowy sposób, zawarł w reportażu z rejsu statkiem "Batory" Melchior Wańkowicz127. Takie informacje wpisywały się w stereotypowe przekonanie o hiperseksualności kobiet Wschodu (szerzej piszę o tym w części trzeciej). Wreszcie Hulewicz wspomina o turystach "obojga płci" mających odwiedzać dzielnicę lupanarów. Jest to znaczące, ponieważ - jak podkreśla Jean-François Staszak - wizyty kobiet w takich miejscach wiązane były ze skłonnościami do voyeryzmu lub homoseksualizmu, a tym samym postrzegane negatywnie128. O wyjściu wyłącznie mężczyzn do wydzielonej strefy Tunisu pisała Maria Wicherkiewiczowa: "[j]edna z pań wtajemniczonych poinformowała mnie, że wszyscy panowie idą zwiedzać owe słynne zaułki arabskie, gdzie piękne Arabki, jak towar wystawione za kratą, ale tylko dla wiernych, nie dla giaurów"129. Z kolei jedna z uczestniczek rejsu "Batorym", Helena Deskur (podróż była dla młodej kobiety nagrodą za ukończenie studiów), notowała: "[p]o kolacji jedziemy do miasta, niestety, przez jakąś niezrozumiałą pruderię nie tam, gdzie wszyscy... A tak się dobrze bawili..."130. Autorka, choć sama nie uczestniczyła w zwiedzaniu dzielnicy czerwonych latarni (być może ze względu na młody wiek), sugeruje powszechność tego zjawiska wśród polskich turystów. Potwierdzać mogą to słowa Melchiora Wańkowicza, który rejestrował "szeregi paniuś z "Batorego"" zwiedzających dzielnicę czerwonych latarni. Negatywne nastawienie reportera do tego zjawiska podkreślone zostało przywołaniem komentarza usłyszanego od jednego z Arabów: "[z]ałożyliśmy ów Bus-bir - mówi gospodarz - aby Francuzi nie napastowali naszych kobiet. Ale wam pewno o wasze kobiety nie chodzi, skoro tyle ich tam było?"131. W swoim tekście Wańkowicz niewiele miejsca poświęca wizycie w Bousbirze, nie informuje także, kto mu towarzyszył. Szerzej wieczór ten opisał po latach Arkady Fiedler we wspomnieniowej książce Wiek męski - zwycięski. W rozdziale Bezecne igraszki informował o wyprawie do dzielnicy lupanarów zainicjowanej przez autora Szczenięcych lat, w której, oprócz obu pisarzy, uczestniczyły "trzy fertyczne a żądne mocnych impulsów panie w balzakowskim wieku: Bela Gelbardowa, dziennikarka Kiewnarska [Jadwiga - przyp. M.P.], efektowana modnisia, oraz żona pewnego przemysłowca górnośląskiego, złakniona przygody"132. Wspomniana Izabela Gelbard to jedyna kobieta, która wprost pisze o wizycie w dzielnicy lupanarów, jej relacja jest jednak lapidarna i ogranicza się do wzmianki o pokazie tańca brzucha ("potworne epileptyczne drgawki wzbudzające wstręt"133) oraz krytycznej uwagi na temat prostytutek napastliwie zaczepiających współtowarzyszy. O celu tej wyprawy - chęci zobaczenia, "jak tam dziewoje umieją wzajemnie się obcałowywać" - najszerzej napisał przywołany już Fiedler, wskazując przy tym, że było to życzenie Melchiora Wańkowicza. Homoerotyzm nie pojawia się tu przypadkowo - jak zaznacza ?rvin Cemil Schick, jedną z najsilniejszych ksenotopii związanych z kobietami Wschodu jest przekonanie o ich omniseksualności, a więc odczuwaniu pociągu seksualnego do każdej płci. "Deprawację seksualną przedstawiano jako endemiczną cechę Wschodu. Miłość lesbijską, podobnie jak masturbację i sodomię, uznawano po prostu za jeszcze jedną odmianę orientalnej patologii i dekadencji" - konkludował badacz134. Wizytę w domu publicznym autor Kanady pachnącej żywicą przedstawił w następujący sposób:

Ze skonfudowaną miną, raczej z odrazą, patrzyłem na rzekome igraszki dwóch cór Koryntu. Bela Gelbardowa, jak to ona, rozdzierała niemal szaty w przedpokoju i pobekiwała wśród spazmatycznych protestów przeciw poniżaniu godności kobiety. Natomiast dziennikarka i żona przemysłowca obchodziły splecione dziewczyny dookoła i bacznym okiem znawczyń kontrolowały, czy nierządnice nas nie oszukiwały. Wańkowicz stał nieruchomo z boku i z cynicznym grymasem na twarzy udawał, że jest ponad wszystkim, jednak błyszczenia swych oczu nie mógł opanować135.

Książka Fiedlera ukazała się dwa lata po śmierci Melchiora Wańkowicza, reporter nie mógł więc w żaden sposób odnieść się do narracji znanego podróżnika. Nie jest moim celem ustalanie prawdziwości poszczególnych relacji, pragnę raczej zwrócić uwagę na niespójności w prezentowaniu tego samego wydarzenia, które wynikać mogą z różnych przyczyn, na przykład tabu dotyczącego homoerotyki w międzywojniu. Witold Hulewicz pisał w przywoływanym już artykule: "[w] zadymionej kawiarence tańczą sami chłopcy nieletni"136, co stanowiło czytelną sugestię tematyki, o której wprost się nie mówi. Być może jednak autorowi Kanady pachnącej żywicą chodziło o chęć wykreowania określonego autowizerunku. W przytoczonym fragmencie Arkady Fiedler silnie podkreśla swoje negatywne nastawienie do obserwowanej sceny, co wpisywało się w bardziej purytański wizerunek podróżnika, konstruowany po II wojnie światowej.

W przywołanym epizodzie z książki Wiek męski - zwycięski warta odnotowania jest postawa Izabeli Gelbard. Mężczyźni opisujący swoje wizyty w dzielnicy czerwonych latarni zazwyczaj nie zwracali bowiem uwagi na los zamieszkujących ją kobiet. Zdarzały się jednak wyjątki. Brutalną scenę pokazującą tragedię pracownic seksualnych uchwycił podróżujący samochodem po Afryce Roman Weinstein:

Jesteśmy świadkami przykrej sceny. Z domu wybiega młoda Arabka w postrzępionych szatach. Ucieka. Ale mocne palce żołnierza Legii wpijają się we włosy Arabki i targają nimi niemiłosiernie. Arabka broni się, wyje z bólu i wykrzykuje raz po raz:

- Cochon, cochon!

Gnębiciel nie puszcza swej ofiary, ciągnie ją za włosy ku domowi.

Krzyk Arabki nikogo nie wzrusza: wtórują mu nawet głośne chichoty towarzyszy broni gnębiciela i cyniczne drwiny cór Wenery.

Dla uczuć ludzkich nie ma tu miejsca137.

Tragiczny wymiar prostytucji dostrzegał również Ferdynand Goetel. Pisarz podkreślał: "gdzieniegdzie z wynędzniałej twarzy ugodzą oczy arcyludzkie o spojrzeniu tragicznym z samego dna sponiewieranej i cierpiącej duszy, oczy, które ostrzegają cię, abyś nie chodził tu, skąd nikt nie wraca"138. Zwrócenie uwagi na ludzki wymiar napotkanej kobiety stanowi kontrast do reifikującego określenia "żywy towar" i opisanej wcześniej sceny, w której pracownica seksualna targuje swoim ciałem. Goetel kreśli również modelową historię pochodzącej z Europy dziewczyny, która oszukana lub zwabiona przez stręczyciela jest przenoszona z miasta do miasta, trafiając do coraz gorszych domów publicznych. Ostatecznym upadkiem jest wywóz kobiety do Afryki lub Azji, gdzie musi świadczyć usługi rdzennym mieszkańcom tych kontynentów. "Biała jej skóra jest już płachtą pokrywającą ciało przeżarte i zabitą duszę" - konkludował autor. Choć należy zaznaczyć, że pisarza interesuje wyłącznie los Europejek, to faktem jest, iż jako jedyny wyłamuje się z turystycznego spojrzenia na dzielnicę czerwonych latarni.

Turysta nieturystyczny: przypadek Ferdynanda Goetla

Kiedy w 1927 roku ukazał się Egipt, Ferdynand Goetel był już autorem rozpoznawalnym, przede wszystkim za sprawą książki Przez płonący Wschód (1923). Relacja z wyjazdu na Międzynarodowy Zjazd Geografów w Kairze ujawniła talent pisarza do opowiadania o innych krajach, który potwierdziły jego kolejne utwory podróżopisarskie: poświęcona Islandii Wyspa na chmurnej północy (1928) oraz Podróż do Indii (1933). Książka spotkała się z uznaniem czytelników, o czym świadczy jej wznowienie w 1930 roku przez wydawnictwo Gebethnera i Wolffa. Pochwał nie szczędzili również krytycy. Paweł Hulka-Laskowski na łamach "Wiadomości Literackich" pisał: "stwierdzamy z zadowoleniem, że Goetel, choć pojechał z geografami na kongres naukowy, nie zaraził się bakałarstwem uczonych panów, ale pisze o Egipcie tak swobodnie i wesoło, jakby w nim nigdy żadnych mumii nie było, ani piramid, ani sfinksów, ani żadnej rzeczy, która jego jest"139. Pozytywnie o sposobie opowiadania pisarza wypowiadał się także recenzent "Ziemi":

Talent narratorski pisarza święci tu prawdzie triumfy. Po historycznej ziemi faraonów oprowadza Goetel czytelnika z miłym uśmiechem, jako świetny towarzysz i doskonały couser, który zawsze w porę potrafi podszepnąć to, co się o kulturze Egiptu wiedzieć powinno, i który zdumionym oczom rozsłania wszystkie jego światła i cienie140.

Swoboda i lekkość narracji, na którą zwracali uwagę recenzenci, wynikała ze specyficznej autokreacji autora-podróżnika. Zdaniem Moniki Worsowicz, Goetel pozuje na nieskrępowanego ignoranta, niepoddającego się magii egzotyki141. Iga Sadowska natomiast widzi w tekście świadomego dyletanta ze świeżym spojrzeniem i lekkością ujęcia142. Niezależnie od trafności tych określeń wydaje się, że sukces Egiptu tkwi w ironicznym stosunku autora do turystów w ogóle oraz do siebie w tej roli. Uwidacznia się on zaraz po przybyciu pisarza do Afryki w chwili pierwszego wyjścia z hotelu:

Pierwszy wypad na miasto! Cóż za zapas sił, cóż za pycha i pewność siebie rozsadza pierś turysty, gdy z rękoma utkwionymi w kieszeni, wykąpany, oczyszczony, syty, stanie na ostatnim stopniu wrót hotelowych, obrzucając zuchwałym spojrzeniem mury nieznanego miasta. "Otom jest świeży odkrywca, który cię przemierzy, przepatrzy, pozna zupełnie inaczej, niż to uczynili inni" - powiada murom duch wędrownika. Mury, jak mury - milczą143.

We fragmencie tym Goetel nie tyle przedstawia własne deklaracje, ile ironizuje na temat entuzjastycznej postawy typowego turysty. Potwierdza to monolog wypowiadany przez "ducha wędrowca", ale także zmiana narracji na drugoosobową w dalszej części rozdziału ("[n]astępne wystawy mijasz już obojętnie") - pisarz za pomocą zwrotu do czytelnika podkreśla powszechność turystycznej naiwności oraz jej nieuniknioność. Kinga Siewior, odczytując literalnie słowa podróżnika, obraną przez niego strategię nazywa niespójną i złudną144. Ja odbieram ją raczej jako celową grę przyjętą mimowolnie rolą turysty (wszak, o czym piszę w kolejnym rozdziale, krytyka turyzmu również jest wpisana w ideę turystyki). W swojej książce Ferdynand Goetel wielokrotnie przejawia negatywny stosunek do ruchu turystycznego. "Poza piramidami i cytadelą, Kair niewiele już wystawia w otwartym pokazie"145 - pisał o komercjalizacji egipskich atrakcji. Drażnili go wszechobecni pośrednicy organizujący wycieczki oraz nachalni przewodnicy, z niesmakiem spoglądał na większość muzealnych ekspozycji. Mimo wszystko jednak pisarz nie zamierzał rezygnować ze zorganizowanych wycieczek będących w planie kongresu, co wprost deklarował:

W warunkach tych trzeba działać na własną rękę, "kierując się sercem i nie zapominając o rozumie". Zbytnia wyniosłość wobec baedeckerowskiego "menu" oględzin, jak zbytnia wobec niego bierność - zgubiła niejednego. Pierwsza zasada: brać, co się samo rzuca w oczy, czyli jechać, nie zwlekając, do piramid po pierwsze olśnienie starym Egiptem i wyjść na cytadelę, skąd ogólnie pouczający widok na Kair muzułmański. Kto, zwiedziwszy obie te miejscowości, nie znajdzie punktów zaczepienia i zachęty do dalszych poszukiwań - niech wraca co rychło do Europy146.

Autor scenariusza do filmu Dziesięciu z Pawiaka, mając świadomość niemożliwości całkowitej ucieczki poza ustalone wzorce podróży, podejmuje próbę przełamania konwencji podróżopisarskiej. W wywiadzie udzielonym redakcji "Kuriera Polskiego" określał on Egipt jako "nowy typ książki podróżniczej"147. Dążenie do nowatorstwa doskonale widać w rozdziale Whisky and soda pod piramidami, który skonstruowany został jako dialog turystów A. i B. na temat sensu oglądania zabytków Doliny Królów. Utrzymana w humorystycznym tonie rozmowa opiera się na chęci przekonania pana A. - zblazowanego krytyka ruchu turystycznego - przez zafascynowanego piramidami pana B. do docenienia starożytnych budowli. Scena kończy się już po zachodzie słońca, gdy widok piramid oświetlonych przez księżyc godzi dyskutantów, a sceptyk przyznaje, że fascynuje go posąg Sfinksa. Obie postawy wobec turyzmu - krytyczna oraz afirmatywna - prowadzą więc do tego samego miejsca. Przy okazji Goetel wkłada w usta turysty B. liczne wiadomości (czasem absurdalne) na temat powstania i wymiarów grobowców, a tym samym wzbogaca cały rozdział o funkcję informacyjną. Poznawcze aspekty prozy podróżniczej były w międzywojniu istotne, co widoczne jest choćby w postawie recenzentów, dlatego pisarz - mimo kilku­krotnego obśmiewania naukowców - dba o nasycenie utworu faktografią.

Przeciwwagą dla osadzonego w historii turystycznego kanonu staje się dla pisarza egipska współczesność. Ida Sadowska w nastawieniu Goetla na żywą teraźniejszość dostrzega podobieństwo do skamandryckiego witalizmu oraz prezentyzmu148. Nastawienie to widoczne jest zwłaszcza w czasie samotnych spacerów podróżnika oraz spotkań z mieszkańcami Egiptu. Znaczący w tym kontekście jest również ostatni rozdział książki Piramidy Willcoxa, poświęcony tamie na Nilu, wybudowanej przez brytyjskiego inżyniera Williama Willcocksa, którą podróżnik określa mianem największej piramidy Egiptu. Entuzjazm Goetla wobec geniuszu współczesnej myśli technicznej można zestawić z jego sceptycyzmem wyrażanym podczas wizyty w Luksorze. Zrekonstruowane starożytne świątynie stanowiły dla autora książki kolejne "miejsca do oglądania". Tworzenie takich obiektów uznać można za przenoszenie zachodniej praktyki przedstawiania świata w postaci obrazu, o której w kontekście XIX-wiecznych wystaw światowych pisze Timothy Mitchell149.

Kinga Siewior, twierdząc, że podejmowane przez Goetla próby ucieczki przed turystycznym kanonem nie umożliwiają mu wyjścia poza utrwalone formy percypowania i doświadczania Egiptu150, ma rację tylko częściowo. Auto­ironiczna postawa względem turystycznej maski oraz próba wyłamania się z podróżopisarskiej tradycji faktycznie nie wystarczają, aby ograniczyć wzrokocentryczną perspektywę. Pisarzowi nie udaje się również uniknąć uprzedzeń opartych o europocentryczne stereotypy czy entuzjastycznego spojrzenia na działalność kolonizatorów. "Metoda podglądania i przyłapywania, a nie oglądania i podziwiania rzeczywistości", jak pisze o praktyce autora Anakondy Ida Sadowska, pozwoliła mu jednak dostrzec wśród turystycznej scenografii żywych ludzi z ich codziennymi problemami. Stąd podmiotowe potraktowanie handlarzy starzyzną czy pracownic seksualnych z dzielnicy czerwonych latarni.

Przypisy:

1 L.A. Fiedler, Afterword, w: M. Twain, The Innocents Abroad or the New Pilgrimus Progress, New York 1966, s. 471; cyt. za: M. Rutkowska, Podróżnik czy turysta? Włoskie wędrówki Henry'ego Jamesa i Marka Twaina, w: Wielkie tematy literatury amerykańskiej V. Podróże, wędrówki, włóczęgi, red. T. Pyzik, A. Woźniakowska, Katowice 2011, s. 32.

2 J. Dybiec, Świadectwo nowej tożsamości amerykańskiej w podróżniczym bestsellerze Marka Twaina "Innocents Abroad", "AUPC. Studia Historicolitterarias" 2010, nr 10, s. 74.

3 A. Mączak, Peregrynacje, wojaże, turystyka, wyd. 2 popr., Warszawa 2001, s. 295.

4 J. Culler, Semiotyka turyzmu, tłum. H. Baczewska, "Panoptikum" 2009, nr 8 (15), s. 13.

5 Zob.: D. MacCannell, Turysta. Nowa teoria klasy próżniaczej, tłum. E. Klekot, A. Wieczorkiewicz, Warszawa 2005, s. 4.

6 P. Płoskonka, Krajoznawstwo a turystyka - próba syntezy w ujęciu polskim, "Turystyka i Rekreacja" 2006, t. 2, s. 22.

7 Tamże, s. 23.

8 T. Kowalik, Życie dla turystyki, krajoznawstwa i sportu. Mieczysław Orłowicz 1881-1959, Warszawa 2009, s. 76.

9 Zob.: M. Orłowicz, Organizacja turystyki i sportu w Polsce, "Roboty Publiczne" 1919, nr 5, s. 49.

10 S. Piekarski, Polityka turystyczna II Rzeczypospolitej Polskiej - próba periodyzacji, "Zeszyty Naukowe. Turystyka i Rekreacja" 2019, nr 2 (24), s. 130-133.

11 Tamże, s. 134.

12 T. Sumara, Stosunek władz państwowych do rozwoju kultury fizycznej w Drugiej Rzeczypospolitej, "Health Promotion & Physical Activity" 2019, nr 3 (8), s. 20.

13 J. Kęsik, Naród pod bronią. Społeczeństwo w programie polskiej polityki wojskowej 1918-1939, Wrocław 1998, s. 155.

14 S. Piekarski, Polityka turystyczna II Rzeczypospolitej Polskiej, dz. cyt., s. 135.

15 Tamże, s. 134.

16 Zob.: I. Kawalla-Lulewicz, "Pociągi popularne" jako forma turystyki kolejowej w dwudziestoleciu międzywojennym, "Zeszyty Naukowo-Techniczne SITK RP, Oddział w Krakowie" 2017, nr 3 (114).

17 Wielki konkurs krajoznawczy "Wiadomości Literackich" Czy znasz swój kraj?, "Wiadomości Literackie" 1932, nr 54, s. 1.

18 K. Załuski, Pięciolecie ruchu masowego, "Turysta w Polsce" 1938, nr 2, s. 2.

19 S. Piekarski, Polityka turystyczna II Rzeczypospolitej Polskiej, dz. cyt., s. 137.

20 T. Stegner, Propaganda w turystyce w Polsce w okresie międzywojennym, w: Z turystyką przez wieki, red. A. Łysiak-Łątkowska, K. Lewalski, Gdańsk 2016, s. 194-195.

21 S. Piekarski, Polityka turystyczna II Rzeczypospolitej Polskiej, dz. cyt., s. 141.

22 M. Fularski, Zagadnienia ruchu turystycznego, Warszawa 1935, s. 10.

23 R. Wapiński, Regionalizm - doświadczenia z przeszłości (od schyłku wieku XIX do roku 1939), w: Regionalizm jako folkloryzm, ruch społeczny i formuła ideologiczno-polityczna, red. M. Latoszek, Gdańsk 1993, s. 54-55.

24 M. Rausz, "Cuda Polski" Rudolfa Wegnera: historia edycji, "Annales Universitatis Paedagogicae Cracoviensis Studia ad Bibliothecarum Scientiam Pertinentia" 2006, t. 4, s. 160.

25 M. Twain, Prostaczkowie za granicą, tłum. A. Keyha, Katowice 1992, s. 20.

26 F. Godlewski, Wśród znieważanych Bogów. Z podróży na Wschód, Warszawa 1930, s. 5.

27 J. Rappaport, Na karuzelu. Kartki z wesołej podróży po Polsce, Lwów 1928, s. 7.

28 K. Górski, Literatura podróżnicza, "Rocznik Literacki za rok 1932" 1933, s. 202.

29 F. Hoesick, Wędrowiec. Wrażenia z podróży, Warszawa 1925, s. VII.

30 Wpisu do rejestru handlowego dokonano w roku 1923 - zob.: B. Wąsowski, Zarys działalności polskiego biura podróży "Orbis" w latach 1923-1939, w: 50 lat działalności Orbisu 1923-1973, red. B. Wąsowski, Warszawa 1973, s. 11.

31 Z. Kulczycki, Zarys historii turystyki w Polsce, wyd. 2, Warszawa 1970, s. 165.

32 B. Wąsowski, Zarys działalności polskiego biura podróży "Orbis", dz. cyt., s. 15.

33 T. Stegner, Propaganda w turystyce, dz. cyt., s. 196.

34 T. Raczyński, Pod słońcem Afryki. Wrażenia z wycieczki do Egiptu i Ziemi Świętej, Warszawa 1930, s. 3.

35 I. Stachowicz [Iza Bell], Moja podróż. Szlakiem południa, Warszawa 1937, s. 9,11. Autorka, z domu Izabela Schwarz, primo voto Hertz, secundo voto Gelbard, tertio voto Stachowicz, po ucieczce z getta warszawskiego funkcjonowała jako Stefania Czajka, stąd swoje powojenne publikacje sygnowała nazwiskiem Izabela Czajka-Stachowicz. Była on inspiracją dla postaci literackich: Heli Bertz z Pożegnania jesieni Witkacego oraz panny Leopard ze Wspólnego Pokoju Zbigniewa Uniłowskiego.

36 E. Pogonowska, Czytanie nowej Rosji. Polskie spotkania ze Związkiem Sowieckim lat trzydziestych XX wieku, Lublin 2012, s. 64.

37 Kolej Południowo-Mandżurska, najlepsze połączenie lądowe między Europą a Dalekim Wschodem, "Wiadomości Literackie" 1937, nr 46, s. 9.

38 Do Japonii statkami N.Y.K., "Wiadomości Literackie" 1937, nr 46, s. 23.

39 M. Tarnowski, Zamarłe stolice Cejlonu. Notatki z podróży, Lwów-Warszawa 1934, s. 6. O naiwności przeświadczenia wyrażanego przez Tarnowskiego świadczy choćby relacja z rowerowej wyprawy Kazimierza Nowaka. Poznański podróżnik, przemierzający Afrykę kilka lat później, opisał skutki krachu finansowego, jakie mógł obserwować w kongijskim mieście Albertville: opuszczone wille, restauracje i hotele, upadłe kopalnie, zob.: K. Nowak, Rowerem i pieszo przez Czarny Ląd. Listy z podróży afrykańskiej z lat 1931-1936, oprac. Ł. Wierzbicki, wyd. 3 rozsz., Poznań 2008, s. 158.

40 J. Liwiński, Transport lotniczy w Polsce w okresie międzywojennym, "Lotnictwo" 2008, nr 10, s. 73-74.

41 Tamże, s. 74-76.

42 [Jadąc lądem wchłaniasz w płuca...], "Wiadomości Literackie" 1934, nr 10, s. 3.

43 A. Iwaszkiewicz, Dzienniki i wspomnienia, oprac. P. Kądziela, Warszawa 2012, s. 281.

44 J. Liwiński, Transport lotniczy w Polsce w okresie międzywojennym, dz. cyt., s. 74.

45 C. Biernat, "Gdynia-Ameryka Linie Żeglugowe" S.A. (1930-1945). Charakterystyka archiwum, w: Materiały do 40-lecia Polski na morzu 1920-1960, red. B. Polkowski, z. 2, Gdańsk 1959, s. 65-66.

46 Wycieczka wiosenna Hiszpanja-Riviera-Marocco 5-29 kwietnia 1935, Warszawa 1935.

47 M. Fularski, Zagadnienia ruchu turystycznego, dz. cyt., s. 75.

48 Morzem po słońce Afryki 3-27 IV.1933 [biuletyn reklamowy].

49 Zob. np.: reportaż historyczny Agnieszki Rybak o powstaniu uzdrowiska w Zaleszczykach: A. Rybak, Pięćdziesiąt stopni Celsjusza, w: A. Rybak, A. Smółka, Wieża Eiffla nad Piną. Kresowe marzenia II RP, Wołowiec 2018, s. 179-224.

50 L. Rubel, U wrót Lizbony, "Ilustrowany Kurier Codzienny" 1933, nr 108, s. 2.

51 W. Hulewicz, "Kus-kus" i jarmark arabski (z wycieczki statku "Polonia"), "Świat" 1933, nr 20, s. 6.

52 J. B. Gąsecki, Morzem po słońce Afryki, Gniezno 1933, s. 3.

53 L. Gustowski, Pod banderą polską po słońce Afryki, Wąbrzeźno 1933, s. 5.

54 I. Poniatowska, Reklamy w wydaniach polskich powieści popularnych o tematyce współczesnej drugiej połowy XIX wieku, "Sztuka Edycji" 2013, nr 1, s. 20.

55 K. Wyka, Literatura podróżnicza, "Rocznik Literacki za rok 1934" 1935, s. 219.

56 M. Tarnowski, Zamarłe stolice Cejlonu, dz. cyt., s. 26.

57 B. Faron, Twórczość Zbigniewa Uniłowskiego w świetle międzywojennej krytyki literackiej, "Rocznik Naukowo-Dydaktyczny WSP w Krakowie" 1966 ("Prace Historycznoliterackie" III), z. 24, s. 126.

58 J.A. Król, Zbigniew Uniłowski "Pamiętnik morski" [rec.], "Pion" 1937, nr 28, s. 4.

59 Zob.: M. Dąbrowska, Listy z podróży, "Wiadomości Literackie" 1935, nr 47, s. 5.

60 C. Niedzielski, O teoretycznoliterackich tradycjach prozy dokumentarnej (podróż - powieść - reportaż), Toruń 1966, s. 26.

61 S. Konic, Wrażenia z podróży do Egiptu, Kraków 1926, s. 5.

62 F. Godlewski, Wśród znieważanych Bogów, dz. cyt., s. 12-13.

63 Tamże, s. 20.

64 Prestiż wycieczek morskich organizowanych przez GAL podkreślał w swojej wspomnieniowej książce Znaczy kapitan, poświęconej kapitanowi Mamertowi Stankiewiczowi, Karol Olgierd Borchardt: "We wszystkich odwiedzanych przez nas portach nazywano "Polonię" - GRAND-­-ORIENT-LUX-TORPEDA. Przejechanie się "nami" należało do dobrego tonu wśród "śmietanki" towarzyskiej każdego z krajów leżących nad Morzem Śródziemnym. W owym czasie byliśmy najszybszym statkiem na tej linii i łatwo wyrabialiśmy sobie klientelę. Byliśmy nawet dostawcami owoców, pomarańcz i grejpfrutów, dla króla rumuńskiego, o czym - zdaje się - sam król nie wiedział" (K.O. Borchardt, Znaczy kapitan, Gdynia 1960, s. 168). W innym miejscu autor wymieniał z kolei znanych pasażerów "Polonii": "Andrzej Strug z małżonką, syjonista Nuchim Sokołow [Nachum Sokołow - M.P.], król Faruk z dworem, Dymsza, doktor Woronow znany z przeszczepiania małpich gruczołów, Hanka Ordonówna, brat sławnego bojownika arabskiego Abd-el-Krima, nawet pierwsza polska królowa piękności "Limba" [Władysława Kossakówna, pierwsza Miss Polonia - M.P.], która otrzymała za swą urodę bezpłatną podróż naszą Grand-Lux-Torpedą" (s. 211).

65 D.R. Burgess Jr., Engines of Empire. Steamships and the Victorian Imagination, Stanford 2016, s. 199.

66 M. Wicherkiewicz, Tripolis. Wrażenia z podróży do Afryki i Włoch, Poznań 1927, s. 21.

67 I. Stachowicz [Iza Bell], Moja podróż, dz. cyt., s. 8-9.

68 Jak podkreśla Paulina Sołowianiuk: "[w]śród rzeszy pasażerów znalazła się istna śmietanka towarzyska i kulturalna epoki międzywojnia, wyjątkowo bogata w snobów. (...) W korowodzie postaci cieszących się dobrodziejstwami rejsu znaleźli się między innymi Arkady Fiedler, Melchior Wańkowicz, Jan Cybis, Andrzej i Nelly Strugowie, Monika Żeromska wraz z matką, Wojciech Kossak - niestety bez córki Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej, która wycofała się z grona pasażerów" - P. Sołowianiuk, Ta piękna mitomanka. O Izabeli Czajce-Stachowicz, Warszawa 2011, s. 99.

69 Z. Dębicki, Z północy i południa: Finlandia, Włochy, Szwecja, Rumunia, Turcja, Warszawa 1926, s. 293.

70 Zob.: C. Niedzielski, O teoretycznoliterackich tradycjach prozy dokumentarnej, dz. cyt., s. 25-26.

71 J. Urry, Spojrzenie turysty, tłum. A. Szulżycka, Warszawa 2007, s. 14.

72 F. Goetel, Egipt, Lwów 1927. Wszystkie cytaty z książki podaję za wyd. 2, Warszawa 1930, s. 15.

73 T.M. Nittman, Pod ręką Fatmy, Lwów-Warszawa 1931, s. 14-15.

74 O tramwaju jako wynalazku kształtującym awangardową wyobraźnię interesująco pisze Paweł Graf, zob.: tenże, Futuryści jadą tramwajem, w: tegoż, Automobil w pędzie. Studia o futuryzmie i futurystach, Poznań 2018, s. 176-230.

75 J.B. Gąsecki, Morzem po słońce Afryki, dz. cyt., s. 8.

76 M. Tarnowski, Zamarłe stolice Cejlonu, dz. cyt., s. 64.

77 Przeglądu różnych koncepcji autentyczności związanych ze studiami nad turystyką dokonała Anna Wieczorkiewicz, zob.: tejże, Apetyt turysty. O doświadczaniu świata w podróży, Kraków 2008, s. 31-42.

78 M. Nowacki, Autentyczność atrakcji a autentyczność doświadczeń turystycznych, "Folia Turistica" 2010, nr 23, s. 11. Autor opiera się m.in. na tekście N. Wang, Rethinking Authenticity in Tourism Experience, "Annals of Tourism Research" 1999, t. 26, nr 2.

79 T. Mitchell, Egipt na wystawie świata, tłum. E. Klekot, Warszawa 2001, s. 53-54.

80 M. Tarnowski, Zamarłe stolice Cejlonu, dz. cyt., s. 58.

81 M. Wicherkiewicz, Tripolis, dz. cyt., s. 24.

82 Tamże.

83 Tamże, s. 21.

84 I. Stachowicz [Iza Bell], Moja podróż, dz. cyt., s. 25.

85 Tamże, s. 26.

86 K. Podemski, Socjologia podróży, wyd. 2, Poznań 2005, s. 46. Badacz powołuje się na prace Erika Cohena.

87 I. Stachowicz [Iza Bell], Moja podróż, dz. cyt., s. 26.

88 Piosenka jest rodzimą wersją tanga hiszpańskiego z muzyką urugwajskiego kompozytora Ramóna Collazo, polski tekst napisał natomiast Marian Hemar - zob.: https://staremelodie.pl/piosenka/1957/Santa_Madonna (dostęp: 01.07.2023). Stachowicz nie cytuje słów piosenki dokładnie - myli choćby liczbę dni nieobecności męża ("czterdzieści dni to niewiele"), który w utworze wyjechał do Casablanki na dwa miesiące.

89 M. Tarnowski, Cejlon wyspa rajska. Notatki z podróży, Lwów-Warszawa 1935, s. 114.

90 A. Wieczorkiewicz, Apetyt turysty, dz. cyt., s. 100-101.

91 T. Mitchell, Egipt na wystawie świata, dz. cyt., s. 14-17.

92 P. Hulka-Laskowski, F. Godlewski, "Wśród znieważanych Bogów" [rec.], "Wiadomości Literackie" 1932, nr 3, s. 4.

93 M. Tarnowski, Zamarłe stolice Cejlonu, dz. cyt., s. 100.

94 Tamże, s. 101.

95 J.B. Gąsecki, Morzem po słońce Afryki, dz. cyt., s. 12.

96 F. Godlewski, Wśród znieważanych Bogów, dz. cyt., s. 56.

97 T.M. Nittman, Pod ręką Fatmy, dz. cyt., s. 42.

98 P. Kowalski, O podróżowaniu, znakach podróży i metaforyzowaniu jej sensów, w: Wędrować, pielgrzymować, być turystą. Podróż w dyskursach kultury, red. P. Kowalski, Opole 2003, s. 348. Na podobieństwo filmu i turystyki zwracał już uwagę Edgar Morin: "Pokrewieństwo pomiędzy turystyką a filmem znajduje potwierdzenie w zbiorowych wycieczkach specjalnymi autokarami: siedząc w wygodnych fotelach, widzowie patrzą przez szyby z pleksiglasu, które mają ten sam charakter oddzielającej ich od świata błony, co ekran telewizyjny lub kinowy, fotografia w dzienniku i szklane ściany nowoczesnego mieszkania. Jest to w coraz większym stopniu szerokoekranowe okno na świat i zarazem niewidzialna bariera" (E. Morin, Duch czasu, tłum. A. Frybesowa, Kraków 1965, s. 69).

99 Zob.: D. R. Burgess Jr., Engines of empire, dz. cyt., s. 197.

100 D. MacCannell, Turysta, dz. cyt., s. 266-267.

101 L. Kryczyński, Pod słońcem Marokka, Wilno 1934, s. 5.

102 D. MacCannell, Turysta, dz. cyt., s. 172-174.

103 Tamże, s. 203-204.

104 P. Wheatley, Levels of space awareness in the traditional Islamic City, "Ekistics" 1976, nr 42 (253), s. 362.

105 M. Wicherkiewicz, Tripolis, dz. cyt., s. 26-27.

106 Zob.: M. Głowiński, Labirynt, przestrzeń obcości, w: tegoż, Mity przebrane, Kraków 1990, s. 193.

107 J.B. Gąsecki, Morzem po słońce Afryki, dz. cyt., s. 16.

108 T. Mitchell, Egipt na wystawie świata, dz. cyt., s. 42-43.

109 T. Ewertowski, Zapach smoka, czyli o poetyce zmysłów w podróżopisarstwie na temat Chin, "Forum Poetyki" 2018, nr 11-12, s. 34.

110 I. Stachowicz [Iza Bell], Moja podróż, dz. cyt., s. 27.

111 I. Nasalski, Język wstrętu jako narzędzie społecznych regulacji. Wstępny zarys problemu, "Stylistyka" 2021, nr 30, s. 87.

112 T. Mitchell, Egipt na wystawie świata, dz. cyt., s. 108-109.

113 Zob.: S. Seidman, Społeczne tworzenie seksualności, tłum. P. Tomanek, Warszawa 2012, s. 240.

114 N. Roberts, Dziwki w historii. Prostytucja w społeczeństwie zachodnim, tłum. L. Engelking, Warszawa 1997, s. 393.

115 J.-F. Staszak, Colonial Tourism and Prostitution: the Visit to Bousbir in Casablanca (1924-1955), "Via. Tourism Review" 2015, nr 8, [online]. https://journals.openedition.org/viatourism/431 (dostęp: 11.08.2024).

116 Tamże.

117 J.B. Gąsecki, Morzem po słońce Afryki, dz. cyt., s. 20.

118 Tamże.

119 F. Goetel, Egipt, dz. cyt., s. 97-98.

120 F.K. Godlewski, Wśród znieważanych Bogów, dz. cyt., s. 38.

121 Zob.: U. Glensk, Handel "żywym towarem", w: tejże, Historia słabych. Reportaż i życie w Dwudziestoleciu (1918-1939), Kraków 2014, s. 102-106; A. Gluba-Pieprz, Brylanty i dolary. Handel kobietami na kartach fikcjonalnych i niefikcjonalnych utworów literatury jidysz oraz literatury polskiej w dwudziestoleciu międzywojennym, w: Jidyszland. Nowe przestrzenie, red. M. Adamczyk-Garbowska, J. Degler, M. Ruta, Warszawa 2022, s. 413-448.

122 J.-F. Staszak, Colonial Tourism and Prostitution, dz. cyt.,

123 Jak zauważają Joanna Poczta i Izabela Szebiotko, istnieją znaczące różnice między turystyką seksualną a turystyką erotyczną. Dla tej drugiej istotna nie będzie cielesność czy bezpośredni kontakt seksualny, ale chęć pozyskania wiedzy na temat odmiennych tradycji uprawiania sztuki miłości, ciekawość, pragnienie wizualnych oraz kulturowych doświadczeń bądź jedynie zwiedzanie miejsc o charakterze erotycznym. Zob.: J. Poczta, I. Szebiotko, Seksturystyka - między turystyką kulturową a patologiczną, "Turystyka Kulturowa" 2014, nr 4, s. 17.

124 W. Hulewicz, "Kus-kus" i jarmark arabski, dz. cyt., s. 6-7.

125 J.-F. Staszak, Colonial Tourism and Prostitution, dz. cyt.

126 O sile oddziaływania narracji drugoosobowej na czytelnika zob.: M. Rembowska-Płuciennik, Narracyjne podwojenie jaźni, w: Projekt na daleką metę. Prace ofiarowane R. Nyczowi, red. Z. Łapiński, A. Nasiłowska, Warszawa 2016, s. 109-116.

127 "Dzikie stworzenia, albo czarne, albo jeśli białe, to tatuowane siną farbą na twarzy, otaczają z piskiem turystów, wieszają się im u szyi, porywają czapki i laski. Gwałt, pisk, rwetes nie do opisania. Jakiś dostojny starszy pan, ziemianin na tabetycznych nóżkach, wpływa z godnością, pragnąc zademonstrować stadku pań egzotyzm afrykański. Starszy pan niezmiernie imponuje swoją uczonością, ale niestety, chwyta go za rękę jakaś mała czarna Arabica, którą niebacznie klapnął po dłoni. Z piskiem dzikiego zwierzątka wpija się w niego, już mu siedzi na karku. Dżentelmen mówi najprzód dumnie "Otes toi", potem "Mais allez-vous en...", wreszcie jęczy błagalnie jak zarzynany zając: "Niech pani puści". "Pani" jednak już siedzi na jego drugim ramieniu i obejmuje. Połączonymi wysiłkami towarzyszących hrabin niefortunny przewodnik zostaje wyzwolony, ale teraz kilka eszelonów diablic uderza na hrabiny. Czworobok hrabin wycofuje się, ciągnąc między sobą zwisający im na rękach odwłok umęczonego mężczyzny". M. Wańkowicz, Anoda i katoda, t. 1, wstęp A. Szwedowicz, Warszawa 2011, s. 288. Teksty zebrane pod wspólnym tytułem Pierwsza podróż "Batorego" pierwotnie ukazywały się w krakowskim "Czasie" w 1936 roku.

128 J.-F. Staszak, Colonial Tourism and Prostitution, dz. cyt.

129 M. Wicherkiewicz, Tripolis, dz. cyt., s. 29.

130 Wspomnienia Deskur zatytułowane Szlakiem południa pozostawały w rękopisie znajdującym się w archiwum Ostromęckich. Drukiem ukazały się w 2023 roku jako część artykułu Szymona Czwarno (za którym podaję także informacje dotyczące autorki) - zob.: S. Czwarno, "Szlakiem południa" - rejs inauguracyjny transatlantyku MS Batory w zapiskach Heleny Deskur z 1936 roku, "Przegląd Archiwalny Instytutu Pamięci Narodowej" 2023, t. 16, s. 295.

131 M. Wańkowicz, Anoda i katoda, dz. cyt., s. 288.

132 A. Fiedler, Wiek męski-zwycięski, Warszawa 1976, s. 151.

133 I. Stachowicz [Iza Bell], Moja podróż, dz. cyt., s. 28.

134 I.C. Schick, Seksualność Orientu. Przestrzeń i Eros, tłum. A. Gąsior-Niemiec, Warszawa 2012, s. 144-146. Co ciekawe, z tego sposobu myślenia wyłamywał się Kazimierz Nowak, o zdeprawowanie mieszkańców Wschodu oskarżając Europejczyków: "Dawniej panowała moda, że każdy przybysz z Europy, szczególnie zaś żołnierze, kupowali sobie w Egipcie młode dziewczęta jako żony (...). Z czasem zniknął ten zwyczaj i zamiast kupować kobiety, brano młodych chłopców do usługi. W chwilach nudy, w piekielne dni letnie cywilizowani najeźdźcy oddawali się wraz z nimi rozpuście i następstwem tego dziś Egipcjanie w olbrzymim procencie to zboczeńcy, pomimo grożącego za wszelkie dewiacje więzienia" - K. Nowak, Rowerem i pieszo przez Czarny Ląd, dz. cyt., s. 74.

135 A. Fiedler, Wiek męski - zwycięski, dz. cyt., s. 152.

136 W. Hulewicz, "Kus-kus" i jarmark arabski, dz. cyt., s. 7

137 R. Weinstein, Samochodem do serca Afryki (reportaż raidowy), Warszawa 1936, s. 57.

138 F. Goetel, Egipt, dz. cyt., s. 98.

139 P. Hulka-Laskowski, "Egipt" Goetla, "Wiadomości Literackie" 1927, nr 51, s. 3.

140 Z piśmiennictwa, "Ziemia" 1927, nr 17, s. 279.

141 M. Worsowicz, Między literaturą a dziennikarstwem - reportaże podróżnicze Ferdynanda Goetla, w: Reportaż w dwudziestoleciu międzywojennym, red. K. Stępnik, M. Piechota, Lublin 2004, s. 146.

142 I. Sadowska, Egzotyzm i swojszczyzna w prozie Ferdynanda Goetla, dz. cyt., s. 165.

143 F. Goetel, Egipt, dz. cyt., s. 17.

144 Zob.: K. Siewior, Odkrywcy i turyści na afrykańskim szlaku. Fotografia w polskim reportażu podróżniczym XX wieku, Kraków 2012, s. 96.

145 F. Goetel, Egipt, dz. cyt., s. 26.

146 Tamże.

147 K.B., Wywiad z Ferdynandem Goetlem, "Kurier Polski" 1927, nr 57, s. 8.

148 I. Sadowska, Egzotyzm i swojszczyzna w prozie Ferdynanda Goetla, dz. cyt., s. 170.

149 T. Mitchell, Egipt na wystawie świata, dz. cyt., s. 18-19.

150 K. Siewior, Odkrywcy i turyści na afrykańskim szlaku, dz. cyt., s. 101.