O dziewczynce, która została Robin Hoodem - Ben Miller

Kup ebooka

31.99 zł
26.55 zł (22,39 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Rozdział 1

Robin Hood wskoczył na pieniek i przywołał do siebie wesołą bandę rozbójników.

- Słuchajcie, przyjaciele! - krzyknął, wymachując zwojem pergaminu. - Szeryf urządza zawody łucznicze w swoim zamku i obiecuje, że spełni dowolne życzenie zwycięzcy!

Mały John, który właśnie strugał nowy kij, podniósł wzrok i spojrzał na przyjaciela.

- Chyba nie zamierzasz wziąć w nich udziału?

- Czemu nie? - odparł Robin. - Bez wątpienia stawią się tam doskonali łucznicy, z którymi mógłbym rywalizować. Z szeryfem na czele.

Braciszek Tuck zamknął butelkę piwa korkiem i otarł usta.

- Robinie, czy to aby roztropne? Musiałbyś wejść prosto do jaskini lwa.

Nawet lady Marion, zazwyczaj skłonna do przygód, sprawiała wrażenie zaniepokojonej.

- Pomyśl, jakie niebezpieczeństwo by ci groziło! Szeryf marzy o tym, by cię pojmać.

Robin wyszczerzył zęby w uśmiechu.

- Ależ właśnie na tym polega piękno mojego planu. Pojadę tam w przebraniu! - wyjaśnił i naciągnął kaptur na głowę, by ukryć twarz. - Widzicie? - zawołał. - Nikt mnie nie rozpozna!

Wszyscy zamilkli, a Mały John, braciszek Tuck i lady Marion wymienili spojrzenia.

- Czy kaptur... - zaczął taktownie Tuck - to na pewno najlepsze przebranie dla kogoś zwanego... Robin Hoodem? Tak tylko pytam.

- No i nie zapominaj - dodał Mały John - że pani dyrektor chce się z tobą spotkać przed apelem.

- No właśnie. Nie możesz się spóźnić pierwszego dnia szkoły - poparła go Marion.

*

Pani dyrektor? Pierwszy dzień szkoły?

Charlie ściągnęła brwi, skołowana.

Podniosła wzrok znad książki i ujrzała uśmiechnięte twarze rodziców. Wizja sherwoodzkiego lasu natychmiast się rozwiała i dziewczynka zdała sobie sprawę, że siedzi przy stole w kuchni w swoim nowym domu, a mama i tata patrzą na nią z wyczekiwaniem.

Z westchnieniem zamknęła książkę i niechętnie powróciła do rzeczywistości. Poczuła ukłucie strachu, które dźgnęło ją pod żebra niczym dokuczliwy palec.

- Siedzisz z nosem w tej książce, od kiedy się przeprowadziliśmy - zauważył tata. - Czy wszystko w porządku?

Z kolei mama wyciągnęła do niej rękę.

- Wiemy, że boisz się zacząć naukę w nowej szkole, skarbie - powiedziała. - Ale Forest Hill ma znakomitą opinię i na pewno będziesz tam bardzo szczęśliwa.

- Po prostu bądź sobą, a wszyscy cię pokochają - dodał tata.

"Ta, jasne - pomyślała Charlie - tak samo jak w poprzedniej szkole".

Uśmiechnęła się z przymusem i pokiwała głową.

- Dzięki - mruknęła. - Jestem pewna, że wszystko będzie dobrze.

Nie chciała sprawiać przykrości rodzicom, więc nie powiedziała nic więcej. Ostatecznie oni też nie chcieli opuszczać dawnego domu. Ale myśl o tym, że znowu musi zaczynać od początku, przyprawiała ją o mdłości. Ci wszyscy nauczyciele. Te wszystkie dzieci! Gdyby tylko mogła znów zagubić się w książce...

Rodzice dalej coś mówili, ale przestała ich słuchać.

Nagle jakiś ruch po drugiej stronie pomieszczenia przykuł jej wzrok. Duży ptak wylądował na kuchennym parapecie.

Czy to był... kruk?

- KRA! - zawołał, po czym odwrócił głowę na bok i wbił w dziewczynkę nieruchome spojrzenie.

Wydawał się taki duży i egzotyczny! Bardziej przypominał okaz z ogrodu zoologicznego niż ptaka z lokalnych lasów. Wyglądał jak papuga, tyle że w zwykłym stroju. Jakby był tajnym agentem. Ta myśl sprawiła, że Charlie się uśmiechnęła.

- KRA!

Czy on próbował coś jej powiedzieć? Nie, to było niemożliwe. A jednak zdecydowanie na nią patrzył. Kruki podobno są inteligentne, prawda? Pomachała do niego, a on zakrakał raz jeszcze i znowu wbił w nią spojrzenie oka czarnego jak atrament.

- Zrobisz to, Charlie?

Dziewczynka z powrotem przeniosła uwagę na mamę.

- Zaprosisz nowych przyjaciół na swoje urodziny w weekend? Moglibyśmy urządzić małe przyjęcie w ogrodzie.

- Pewnie - skłamała dziewczynka, zaciskając dłonie pod stołem.

"Jakby znajdowanie nowych przyjaciół było takie proste!"

Zresztą nie była pewna, czy w ogóle chce mieć przyjaciół. Wiedziała tylko, że nie chce sobie narobić więcej wrogów... Lepiej, żeby się nie wychylała i trzymała z dala od kłopotów.

"Zakradnę się do biblioteki w porze lunchu" - pomyślała, pakując książkę do plecaka. "Tam przynajmniej będę mogła poczytać w spokoju".

Kruk wciąż się na nią gapił, ale gdy ruszyła w stronę okna, by włożyć miskę po płatkach śniadaniowych do zlewu, zatrzepotał skrzydłami i odleciał.