O naśladowaniu Chrystusa - Tomasz a Kempis

Kup ebooka

32.00 zł
26.55 zł (27,20 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

O naśladowaniu Jezusa Chrystusa. Księga pierwsza

O NAŚLA­DO­WA­NIU JEZUSA CHRY­STUSA KSIĘGA PIERW­SZA

Upo­mnie­nia ku duchow­nemu życiu przy­datne

Rozdział I

O naśla­do­wa­niu Chry­stusa, a wzgar­dze­niu wszel­kimi mar­no­ściami świata.

Kto za mną idzie, nie cho­dzi w ciem­no­ści, mówi Pan. Oto są słowa Chry­stusa, któ­rymi nas upo­mina, aby­śmy naśla­do­wali życie i oby­czaje Jego, jeżeli chcemy oświe­cić się prawdą, a pozbyć się wszel­kiej śle­poty serca.

A więc, roz­pa­mię­ty­wa­nie życia Jezusa Chry­stusa, niech będzie główną szkołą naszą.

2. Nauka Chry­stusa prze­wyż­sza wszyst­kie nauki Świę­tych; i kto by miał jej ducha, zna­la­złby w niej ukrytą mannę.

Ale się zda­rza, że nie­któ­rzy czę­sto słu­chają Ewan­ge­lii, a mało stąd ognia miło­ści Bożej czują w swej duszy, bo ducha Chry­stu­so­wego nie mają.

Jeżeli chcesz zupeł­nie i ser­decz­nie rozu­mieć słowa Chry­stusa, usi­łuj naśla­do­wać Go całym życiem twoim.

3. Na co ci się przyda wznio­słe rze­czy o Trójcy roz­bie­rać, jeżeli z braku pokory, Trójcy podo­bać się nie możesz?

Zaprawdę, górne słowa nie czy­nią czło­wieka świę­tym i spra­wie­dli­wym, ale życie cno­tliwe czyni nas miłymi Bogu.

Wolę czuć skru­chę, ani­żeli umieć ją sło­wami wyra­zić.

Choć­byś całą Biblię umiał na pamięć, i wszyst­kich filo­zo­fów znał zda­nia: na co ci się to wszystko przyda bez miło­ści Boga i łaski Jego?

Mar­ność nad mar­no­ściami, i wszystko mar­ność, oprócz miło­ści Boga i słu­że­niu Jemu samemu.

Naj­wyż­szą mądro­ścią jest dążyć do Kró­le­stwa Nie­bie­skiego, przez wzgardę świata.

4. A więc mar­no­ścią jest szu­ka­nie bogactw zni­ko­mych i w nich pokła­da­nie nadziei.

Mar­no­ścią jest ubie­gać się o dosto­jeń­stwa i wyno­sić się na stan wysoki.

Mar­no­ścią jest iść za żądzami ciała: i to pożą­dać, za co potem ciężko kara­nym być trzeba.

Mar­no­ścią jest życzyć sobie dłu­giego życia, a o dobre życie mało się sta­rać.

Mar­no­ścią jest uwa­żać tylko na życie obecne, a nie prze­wi­dy­wać tego, co po nim nastąpi.

Mar­no­ścią jest miło­wać to, co szybko prze­mija, a nie spie­szyć tam, gdzie wieczne wesele.

5. Pomnij czę­sto na tę przy­po­wieść: nie nasyca się oko widze­niem, ani się ucho napeł­nia sły­sze­niem.

Usi­łuj przeto odcią­gać twe serce od zami­ło­wa­nia rze­czy wido­mych, a zwra­cać je ku nie­wi­do­mym.

Albo­wiem ci, któ­rzy idą za zmy­sło­wo­ścią, kalają sumie­nie swoje i tracą łaskę Bożą.

Rozdział II.

O pokor­nym uczu­ciu sie­bie samego.

Każdy czło­wiek z przy­ro­dze­nia umieć pra­gnie, lecz cóż po nauce bez bojaźni Boga?

Zaprawdę, lep­szy jest pokorny kmio­tek, który Bogu służy, niż pyszny filo­zof, który zanie­dbaw­szy samego sie­bie, biegi gwiazd śle­dzi.

Kto dobrze zna sie­bie samego, ten czuje całą nik­czem­ność swoją, a nie kocha się w pochwa­łach ludz­kich.

Gdy­bym znał wszystko co jest na świę­cie, a nie żył w duchu miło­ści, cóż by mi to pomo­gło przed Bogiem, który po uczyn­kach sądzić mnie będzie?

2. Powścią­gaj zbyt­nią żądzę umie­jęt­no­ści, albo­wiem wiele tam roz­tar­gnie­nia i złu­dze­nia.

Uczeni radzi chcą, aby ich widziano i za mądrych miano.

Wiele jest rze­czy, któ­rych zna­jo­mość, na mało, albo na nic duszy się nie przyda.

I wielce nie­mą­drym jest ten, który się nabiega za czym innym, jak za tym, co słu­żyć może jego zba­wie­niu.

Wie­lość słów nie nasyca duszy, lecz dobry żywot uspo­kaja umysł, a czy­ste sumie­nie napeł­nia serca wielką ufno­ścią w Bogu.

3. Im wię­cej i lepiej umiesz, tym suro­wiej sądzony będziesz, jeżeli przy tym świą­to­bli­wie nie żyjesz.

Nie pysz­nij się przeto żadną nauką lub sztuką, ale raczej niech dana tobie umie­jęt­ność, będzie ci powo­dem bojaźni.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Do braci moich w Chrystusie

Do braci moich w Chry­stu­sie, POKORNE SŁOWO

Naj­milsi w Chry­stu­sie Panu bra­cia moi! Czy­taj­cie i odczy­tuj­cie te święte księgi ser­cem nie­le­ni­wym, aże­by­ście rychło zaznali praw­dziwe szczę­ście, to jest uspo­ko­je­nie serca i wesele w Panu, Zba­wi­cielu naszym. O! Ileż bym to ja oszczę­dził był sobie grze­chów i smut­ków, gdy­bym się był wcze­śniej roz­mi­ło­wał w tych świę­tych Księ­gach, tchną­cych duchem miło­ści i pokory, jaśnie­ją­cych świa­tłem naj­żyw­szej wiary, nio­są­cych naj­czyst­szą pocie­chę!

O Księ­gach Naśla­do­wa­nia Jezusa Chry­stusa, Kościół święty wyrzekł, iż ich poboż­nemu pisa­rzowi towa­rzy­szył Duch św. Mędrcy ude­rzeni jasno­ścią ich świa­tła, upo­ko­rzeni głę­bo­ko­ścią i pro­stotą ich nauki, znie­wo­leni wdzię­kiem ich wysło­wie­nia, w oce­nie­niu swoim, Księgi te wynie­śli nad wszyst­kie dzieła rozumu ludz­kiego. Ludzie pobożni kładą je tuż po Ewan­ge­lii, nie tylko dla ich słod­ko­ści i mocy, lecz nadto dla­tego, iż one są naj­czyst­szym zwier­cia­dłem prawd ewan­ge­licz­nych, naj­wier­niej­szym zasto­so­wa­niem nauki Chry­stu­so­wej do wszyst­kich potrzeb czło­wieka.

Pro­stota, sło­dycz, mądrość i miłość, czy­nią te Księgi księ­gami wszyst­kich sta­nów i niosą świa­tło wszyst­kim umy­słom, a wszyst­kim ser­com pocie­chę. Czę­sto­kroć jedno słowo ksiąg tych oświe­ciło w naj­trud­niej­szych poło­że­niach, nawró­ciło naj­tward­szego grzesz­nika, lub też ule­czyło serce zbo­lałe nie­szczę­ściami świata.

Otóż bra­cia moi, ile powo­dów zbiega się ku temu, aby te księgi w nowym prze­kła­dzie, wyko­na­nym według naj­po­praw­niej­szego łaciń­skiego wyda­nia, podać wam do ręki i pro­sić, aby­ście je do serca wzięli. Miej­cie je za nie­od­stęp­nego towa­rzy­sza waszego, a w każ­dym razie będzie­cie w nich mieli naj­mę­dr­szego doradcę, naj­lep­szego prze­wod­nika, naj­wier­niej­szego przy­ja­ciela i naj­mil­szego, a coraz mil­szego pocie­szy­ciela waszego. A kiedy w unie­sie­niu wdzięcz­no­ści za doznane pocie­chy będzie­cie Boga wychwa­lać i dzię­ko­wać Mu, iż dał czło­wie­kowi napi­sać te Księgi; kiedy bło­go­sła­wić będzie­cie tego, który je pisał; wspo­mnij­cie też i na mnie ich nie­god­nego tłu­ma­cza, który modląc się za wami, was też o modli­twę za mną i za dro­gie mi dusze, pokor­nie pro­szę.

Roku p. 1841, w mie­siącu Paź­dzier­niku, w dzień św. Edwarda.

III.

Porzą­dek i spo­sób roz­my­śla­nia.

Ażeby roz­my­śla­nie było święt­szym i sku­tecz­niej­szym, należy wcze­śnie, w kilku przy­naj­mniej sło­wach, przy­go­to­wać przed­miot jego. I tak np. jeżeli mamy czy­nić roz­my­śla­nie przy pacier­zach poran­nych; więc po pacie­rzu wie­czor­nym, idąc na spo­czy­nek, obierzmy przed­miot roz­my­śla­nia i weźmy go do duszy, aby przy zasy­pia­niu on był ostat­nią, a po prze­bu­dze­niu, pierw­szą myślą naszą. Tym spo­so­bem uświę­cimy sen nasz i sen nasz będzie modli­twą.

Roz­my­śla­nie skła­dać się powinno z trzech czę­ści. Pierw­szą jest wstęp, czyli przy­go­to­wa­nie się; drugą, roz­pa­mię­ty­wa­nie, a trze­cią, zakoń­cze­nie.

I. We wstę­pie w kilku chwi­lach uczyńmy trzy rze­czy:

1. Sta­wiamy się przed obec­no­ścią Boga, czy­niąc akt wiary; wie­rząc i widząc uczu­ciem moc­nej wiary, że Bóg jest wszę­dzie, i tam gdzie jeste­śmy; i że mia­no­wi­cie, czy chcemy, czy nie chcemy, jest w nas i widzi serca nasze. A więc odda­wajmy cześć naj­wyż­szą Bogu, obec­nemu w nas i wokół nas. Zbierzmy i wznie­śmy ku Niemu wszyst­kie myśli nasze, roz­płyńmy się w nim całą duszą naszą; niech cały świat i wszyst­kie sprawy jego i wszystko nasze, znik­nie nam z przed oczów; odosob­nijmy się od wszyst­kiego, aby być sam na sam z Bogiem i w tej samot­no­ści usły­szeć głos Jego; według tego co w piśmie Bożym powie­dziano jest: Zawiodę ją na pusz­czę i będę mówił do serca jej.

2. Wyzna­wajmy, że jeste­śmy przez grze­chy nasze nie­godni stać przed obli­czem Boga, przed któ­rym dla bla­sku nie­skoń­czo­nej Świę­to­ści Jego, nawet prze­czy­ści Anio­ło­wie skrzy­dłami swymi zasła­niają obli­cze swoje. A więc, niech skru­cha naj­ser­decz­niej­sza oczy­ści serca nasze, a przez zasługi Jezusa Chry­stusa pro­śmy o prze­ba­cze­nie win naszych. Łączmy się z Chry­stu­sem naj­ser­decz­niej­szą miło­ścią, a obmyci krwią Jego i okryci zasługą Jego, w peł­nym bez­pie­czeń­stwie stawmy się przed Bogiem i w peł­nym zaufa­niu, a w imie­niu Chry­stusa pro­śmy Go o łaski do zba­wie­nia potrzebne.

3. Wyzna­wajmy sła­bość sił naszych; wyzna­wajmy, że jeste­śmy sami nie­zdolni, ani roz­my­ślać, ani pro­sić, ani nawet wie­dzieć, jakie nam łaski od Boga potrzebne. A więc wzy­wajmy Ducha Św., aby oświe­cił nas; wzy­wajmy także pomocy Naj­święt­szej Matki Pana naszego Jezusa Chry­stusa, która u syna swo­jego wszystko może, którą Bóg dał nam wszyst­kim za Matkę, i przez którą wszyst­kie swe łaski zlewa.

II. Roz­pa­mię­ty­wa­nie na trzy czę­ści podzie­lić możemy.

1. W pierw­szej, przed­miot roz­my­śla­nia naszego roz­wa­żajmy w oso­bie Jezusa Chry­stusa; przy­po­mi­najmy sobie, co Jezus Chry­stus w tym przed­mio­cie czy­nił lub też nauczał; i odda­wajmy Mu cześć, chwa­ląc Go w nauce Jego i w świę­tym życiu Jego, w świę­tych sło­wach i uczu­ciach Jego. Tymi uczu­ciami zapa­lajmy serca nasze, tymi sło­wami oświe­cajmy umy­sły nasze, tymi wzo­rami pobu­dzajmy się do żar­li­wo­ści w naśla­do­wa­niu cnót Jego.

Jeżeli roz­pa­mię­tu­jemy mękę Pana Jezusa, bolejmy bole­ściami Jego i bole­ściami Prze­naj­święt­szej Matki Jego; płaczmy pła­czem Marii Mag­da­leny, płaczmy, iż do tak sro­giej męki, do śmierci tak hanieb­nej, przy­czy­ni­li­śmy się grze­chami naszymi.

Jeżeli roz­pa­mię­tu­jemy jakąś tajem­nicę Wiary naszej, chwalmy dobroć Boga, iż ją nam obja­wić raczył; uni­żajmy się przed Wszech­moc­no­ścią Jego, a umysł nasz ochot­nym ser­cem wie­rze pod­da­wajmy.

Jeżeli roz­pa­mię­tu­jemy jakąś cnotę Świę­tych, chwalmy Boga w Świę­tych Jego, chwalmy Jezusa Chry­stusa, iż im podwoje do Nieba wska­zał i otwo­rzył.

Chwalmy Go, iż ich nagro­dził, tak jak i nas nagro­dzić pra­gnie; chwalmy Go, iż nam dał w nich wzory tym łatwiej­sze do naśla­do­wa­nia, iż oni sami z sie­bie byli ludźmi, tak jak i my ułom­nym, i że tak się wznie­śli do Świę­to­ści, jak i my wznieść się możemy; tj. przez modli­twę i przez czu­wa­nie, ażeby nie utra­cić żad­nej łaski Bożej.

Jeżeli roz­my­ślamy o grze­chu, zwa­żajmy całą złość i szka­radę jego, stąd mia­no­wi­cie, iż się sprze­ci­wia nauce i przy­kła­dom Jezusa Chry­stusa, iż się sprze­ci­wia Prawu Bożemu, Świę­to­ści Bożej i woli Bożej; zwa­żajmy karę, na jaką grzech u Boga zasłu­żył; zwa­żajmy ofiarę, jaką Syn Boży poniósł, aby nas uwol­nił od grze­chu. Chwalmy spra­wie­dli­wość Bożą i tru­chlejmy przed nią: chwalmy miło­sier­dzie Boże i tru­chlejmy o nie z całej duszy, dla wszyst­kich grzesz­ni­ków i dla nas samych.

I tak podob­nie wszelki przed­miot roz­my­śla­nia, w tej pierw­szej czę­ści, roz­pa­mię­tujmy w oso­bie Jezusa Chry­stusa, odno­śmy do Boga.

2. W dru­giej czę­ści, roz­pa­mię­tujmy przed­miot roz­my­śla­nia sam w sobie, a zwra­ca­jąc myśl naszą ku nam samym, zwa­żajmy: Naj­pierw, co nam w tym przed­mio­cie ku uświę­ce­niu się naszym uczy­nić, a czego uni­kać potrzeba. Aże­by­śmy zaś nabrali tym sku­tecz­niej­szego pociągu ku dobremu, a wstrętu do złego, badajmy serce nasze i wynaj­dujmy mu naj­żyw­sze pobudki ku zami­ło­wa­niu cnoty, ku peł­nie­niu przy­ka­zań Bożych i wszyst­kich obo­wiąz­ków naszych, tych mia­no­wi­cie, które niniej­szy przed­miot roz­my­śla­nia nam pokaże.

Po wtóre: z tymi obo­wiąz­kami porów­ny­wajmy postę­po­wa­nie nasze; szcze­rze zapy­tujmy sie­bie, jak ich daleko odbie­gli­śmy. Pora­chujmy się z sumie­niem naszym, a pora­chu­nek ten, byle tylko uważny, a szczery, stawi nam przed oczy mnó­stwo wad i grze­chów naszych. A więc nie­chaj pokora uniży nas przed Panem, niech skru­cha napełni i obej­mie serce nasze. Czyńmy posta­no­wie­nie poprawy i odda­wajmy się uczu­ciom, jakie w nas wzbu­dzi miłość ku Bogu i żal, żeśmy dotąd byli tak nie­godni wszyst­kich łask Jego.

Na koniec, na widok tak nędz­nej prze­szło­ści naszej, na widok obec­nej nie­mocy naszej, ucie­kajmy się do źró­dła mocy i zdro­wia, do źró­dła łask wszel­kich. Ucie­kajmy się do Boga z gorącą prośbą, aby tchnął w nas chęć szczerą i siłę do pro­wa­dze­nia lep­szego na­dal żywota. Bła­gajmy Go o tę łaskę przez zasługi Chry­stusa Pana, a za przy­czyną Prze­naj­święt­szej Matki Jego i wszyst­kich Świę­tych Jego.

3. W trze­ciej czę­ści roz­pa­mię­ty­wa­nia, pobu­dzajmy się do współ­dzia­ła­nia z łaską, o którą Boga pro­simy. W tym celu czyńmy dobre posta­no­wie­nia, wypły­wa­jące z przed­miotu roz­my­śla­nia naszego, a sto­sowne do potrzeb duszy naszej. Posta­no­wie­nia te powinny być nie tylko ogólne, ale też i szcze­gólne, tj. zasto­so­wane do obec­nej chwili, do obec­nego poło­że­nia naszego; powinny też być sku­teczne, tj. mężne i uzbro­jone we wszelką broń, aby zwal­czyć wszel­kie trud­no­ści i pokusy. Naj­sil­niej­szą zaś bro­nią do tego jest nie ufność w siły swoje, a ufność zupełna i dosko­nała w pomoc Bożą, o którą też pokor­nie, a usta­wicz­nie pro­śmy myślą i ser­cem.

III. Zakoń­cze­nie roz­my­śla­nia.

Dzię­kujmy Bogu za wszyst­kie łaski, któ­rymi nas w ciągu Roz­my­śla­nia obda­rzył.

Prze­pra­szajmy Go za wszyst­kie winy, które w ciągu Roz­my­śla­nia popeł­nić mogli­śmy.

3) Pro­śmy Boga, aby bło­go­sła­wił nam i posta­no­wie­niom naszym, i dniowi dzi­siej­szemu, i całemu życiu naszemu i godzi­nie śmierci naszej, ażeby bło­go­sła­wił całej rodzi­nie i ojczyź­nie naszej, wszyst­kim prze­ło­żo­nym i pod­wład­nym, przy­ja­cio­łom i nieprzy­ja­cio­łom naszym, i ażeby bło­go­sła­wił Kościo­łowi swo­jemu, umac­nia­jąc go mocą swoją i uświę­ca­jąc go świę­to­ścią swoją.

Na koniec, zbierzmy myślą wszyst­kie łaski, któ­rymi nas Bóg w ciągu roz­my­śla­nia obda­rzył, i wszyst­kie te łaski zacho­wajmy w sercu naszym, iżby się roz­ra­dzały w obfity owoc dobrych myśli, dobrych słów i dobrych uczyn­ków, przez dzień dzi­siej­szy i przez cały ciąg życia naszego. A zaś naj­rzew­niej­sze myśli i słowa zbierzmy w jedno Pobożne Wes­tchnie­nie ku Bogu, które, jako kwiat naj­wdzięcz­niej­szy, zacho­wajmy w duszy naszej, aby przez dzień cały tchnęła won­no­ścią łaski Bożej.

Cały zaś owoc roz­my­śla­nia, tj. wszyst­kie dobre posta­no­wie­nia nasze, odda­wajmy pod straż naszego Anioła Stróża, pod opiekę naszego Świę­tego Patrona i wszyst­kich Świę­tych, a mia­no­wi­cie odda­wajmy je pod straż i opiekę Matki Pana naszego Jezusa Chry­stusa, rzu­ca­jąc się w Jej macie­rzyń­skie obję­cia duszą i ser­cem.

Rady ogólne

RADY OGÓLNE

1. Roz­po­czy­na­jąc roz­my­śla­nie, potrzeba za wszelką cenę uzmy­sło­wić sobie przed­miot jego, aby tym spo­so­bem wzmoc­nić uwagę, spę­tać wyobraź­nię zawsze pędzącą w roz­tar­gnie­nie, a wzbu­dzić więk­szą czu­łość w sercu naszym.

I tak: jeśli roz­pa­mię­tu­jemy Naro­dze­nie Pana Jezusa, wyobraźmy sobie nędzną sta­jenkę, w któ­rej się Chry­stus naro­dził.

Jeżeli roz­pa­mię­tu­jemy mękę Jego, pad­nijmy na twarz obok Jezusa na Górze Oliw­nej, idźmy za Nim krok w krok, przez wszyst­kie męki aż do ostat­niego tchnie­nia Jego na Krzyżu; przy­słu­chujmy się modli­twie Jego, patrzmy na mękę Jego, na narzę­dzia tej męki, na jej boleść i sro­motę, jak gdy­by­śmy ją sami wycier­pieć mieli. Tym spo­so­bem roz­pa­mię­ty­wa­jąc życie Chry­stusa Pana, nie zdo­łamy oprzeć się miło­ści Jego i tym sil­niej zapa­limy się do odda­wa­nia Mu miło­ści za miłość i do naśla­do­wa­nia cnót Jego.

Tak czyńmy, roz­pa­mię­ty­wa­jąc wszelki przed­miot, który bądź rado­sne, bądź bole­sne uczu­cia w sercu naszym wzbu­dzać powi­nien.

2. Nie należy brać na raz wiele przed­mio­tów do roz­my­śla­nia; jedno przy­ka­za­nie, jedna prawda reli­gijna, jedna ułom­ność nasza, jedna dosko­na­łość Boga, jedna chwila życia lub męki Pana Jezusa, jeden wiersz z Pisma Świę­tego lub z Ksiąg Naśla­do­wa­nia, jedna modli­twa itp. może star­czyć na cały czas roz­my­śla­nia.

3. W roz­my­śla­niu należy sta­rać się o swo­bodę myśli i serca; nie należy przeto zapę­dzać się za bar­dzo bystrymi i lub wykwint­nymi myślami, lecz z pro­stotą serca sta­rać się tylko o dobre zro­zu­mie­nie i o poko­cha­nie prawdy, nad którą roz­my­ślamy.

Dla­tego też też nie należy prze­bie­gać wiel­kim pędem z myśli do myśli, lub wpa­dać nagle z jed­nego uczu­cia w dru­gie, lecz ow­szem, w tej myśli i w tymże uczu­ciu, tak długo pozo­stać należy, jak długo znaj­du­jemy w nich dla duszy pokarm, a dla serca pocie­chę.

4. Jeżeli roz­my­śla­nie idzie nam łatwo, upo­korzmy się przed Bogiem, iż zsyła nam łaskę, na którą nie zasłu­ży­li­śmy.

Jeżeli wahamy się, nie traćmy cier­pli­wo­ści, lecz upo­korzmy się przed Bogiem i spo­koj­nie wra­cajmy do przed­miotu roz­my­śla­nia naszego, a pil­niej czu­wajmy nad sobą.

Jeżeli pomimo tych usi­ło­wań, roz­my­ślać nie możemy, więc powoli, a z pełną uwagą czy­tajmy ku pomocy sto­sowną książkę, lub też odma­wiajmy modli­twę jaką, a skoro myśl jaka ude­rzy nasz umysł, lub do serca trafi, roz­my­ślajmy, a gdy usta­niemy, znowu tymże spo­so­bem do książki, czy też do modli­twy wra­cajmy.

Jeżeli dozna­jemy oschło­ści serca, upo­korzmy się, że jeste­śmy z sie­bie zie­mią sucha i nie­płodną, że jesz­cze nie zasłu­ży­li­śmy na pocie­chę Bożą, lecz trwajmy w modli­twie, z miło­ścią ku Bogu, ze sta­ło­ścią w służ­bie Jego, z nadzieją, iż nam wróci łaska Jego z zupeł­nym pod­da­niem się woli Jego. Pocie­chy wewnętrzne są darem Bożym, lecz nie są żadną zasługą naszą, i nie za dozna­wane pocie­chy, lecz za doświad­czoną wier­ność, Bóg nas, im póź­niej, tym obfi­ciej nagra­dzać będzie.

5. Niniej­sze spo­soby i rady podane nam są przez wiel­kich Świę­tych, przez Mistrzów na dro­dze ducho­wej, mia­no­wi­cie przez Świę­tego Igna­cego Loy­olę i Św. Fran­ciszka Sale­zego: podane zaś są, nie jako prawo, lecz raczej jako wska­zówka, słu­żyć mająca ku dopro­wa­dze­niu nas do tego, aby­śmy, gdyby powyż­sze spo­soby były nam nie­do­godne, sami sobie naj­sto­sow­niej­szy do sił i potrzeb naszych spo­sób roz­my­śla­nia obrali, w czym rada spo­wied­nika wielce poży­teczną być może.

Ten zaś spo­sób będzie naj­lep­szy, który naj­sku­tecz­niej przy­czyni się do oświe­ca­nia umy­słu świa­tłem Bożym, do zapa­la­nia serca miło­ścią Bożą, a który tym samym do dobrych posta­no­wień i do poprawy życia pro­wa­dzić nas będzie.

UWAGA PIERWSZA

Roz­my­śla­nie służy do wyna­le­zie­nia naj­ła­twiej­szych spo­so­bów doj­ścia do celu, jaki kto sobie zakłada ku uszczę­śli­wie­niu swo­jemu. Cały świat roz­my­śla; dumny nad dogo­dze­niem dumie swo­jej; ską­piec nad dogo­dze­niem chci­wo­ści swo­jej; roz­pust­nik nad dogo­dze­niem roz­pu­ście swo­jej. I każdy z nich całą myśl zwraca ku temu, co sobie obrał za cel życia, nie szczę­dząc ni czasu, ni trudu, ni zdro­wia, a czę­sto ni życia nawet, aby dopiąć celu swo­jego. A my chrze­ści­ja­nie, dla któ­rych wszyst­kie szczę­śli­wo­ści i wiel­ko­ści tego świata niczym są w porów­na­niu z celem naszym; my chrze­ści­ja­nie, któ­rzy mamy pie­kło do unik­nię­cia, Niebo do pozy­ska­nia, całą wiecz­ność do uszczę­śli­wie­nia, samego Boga do posia­da­nia; my jedni będziemy gnu­śnieć w obo­jęt­no­ści, w nie­czu­ło­ści na miłość Boga i na zba­wie­nie nasze. O! Nie daj tego Boże.

Czu­waj­cie a módl­cie się; módlmy się nie tylko ustami, ale ser­cem i myślą. Czyńmy roz­my­śla­nie; roz­my­śla­nie da nam zdro­wie duszy i wesele serca, bo dopro­wa­dzi nas nie­chyb­nie do pokuty i do poprawy życia naszego, byle­śmy tylko nie szczę­dzili dobrej woli naszej. A pierw­szym dowo­dem dobrej woli to będzie: jeżeli codzienny a ści­sły rachu­nek sumie­nia przyj­dzie z pomocą roz­my­śla­niu naszemu.

Roz­my­śla­nie i rachu­nek sumie­nia są jakby dwa skrzy­dła, za pomocą któ­rych dusza nasza ku Bogu wzle­cieć i w Nim zamiesz­kać może.

UWAGA DRUGA

Roz­my­śla­nie, o któ­rym tu mowa, jest pod­stawą wszyst­kich ćwi­czeń ducho­wych, jest naj­wdzięcz­niej­szą Bogu modli­twą, naj­pew­niej­szym spo­so­bem odzy­ska­nia łaski Bożej, zacho­wa­nia jej sta­tecz­nie i wzra­sta­nia w nią coraz bar­dziej; jed­nym sło­wem roz­my­śla­nie jest naj­dziel­niej­szym środ­kiem życia, życiem wiary.

Żaden Święty nie doszedł ina­czej do świę­to­ści, jak przez to roz­my­śla­nie. Bo to roz­my­śla­nie jest roz­mową duszy z Bogiem, a nie ma mistrza świę­to­ści więk­szego niż Bóg. Jeżeli przez roz­my­śla­nie nie dopra­szamy się świa­tła Bożego, umysł nasz zaćmi nas ciem­no­ścią swoją i zej­dziemy z drogi żywota i pój­dziemy ku zatra­ce­niu i tych powie­dziemy, któ­rych Bóg powie­rzył pie­czy naszej.

W tym roz­my­śla­niu, w tej roz­mo­wie wewnętrz­nej z Bogiem, spo­czywa cała tajem­nica Nie­bie­skiej mądro­ści.

W niej świa­tło, w niej moc i siła, w niej wiel­kość Apo­sto­łów, w niej męstwo Męczen­ni­ków, w niej wszelka świę­tość i pocie­cha dziw­nie wielka. W niej na koniec broń naj­dziel­niej­sza prze­ciwko zdra­dom i pod­stę­pom sza­tana, prze­ciwko złu­dze­niom świata, prze­ciwko pożą­dli­wo­ściom naszym.

Czu­waj­cie, a módl­cie się, aby­ście nie weszli w pokusę, powie­dział Chry­stus. Czu­wajmy i módlmy się tak, jak Chry­stus w ogro­dzie oliw­nym czu­wał i modlił się, to jest: całym ser­cem, całym umy­słem, całą duszą; z żar­li­wo­ścią, z cier­pli­wo­ścią, z miło­ścią, a nade wszystko z miło­snym pod­da­niem się woli Bożej.

Chry­stus zosta­wił nam modli­twę Pań­ską, Ojcze nasz według tego wzoru modlić się kazał, a mówiąc: Czu­waj­cie, modląc się na każdy czas, pobu­dza nas do cią­głego czu­wa­nia nad nami, do cią­głej roz­mowy z Bogiem. Nie prze­pi­sał kształtu tej roz­mowy, bo chciał też i zasłu­dze naszej nie­jedno zosta­wić. Serce pełne miło­ści, samo wynaj­dzie i słowa i myśli na wychwa­le­nie Boga, na prze­bła­ga­nie gniewu Jego, na upro­sze­nie miło­sier­dzia i łaski Jego.

Tajem­nicą modli­twy i roz­my­śla­nia, jest miłość ku Bogu, a tajem­nicą tej miło­ści jest wola nasza: bo stała a pokorna wola pro­wa­dzi nam łaskę Bożą, zawsze ku nam skłonną i chciwą serca naszego. Prze­pisy i rady mogą uła­twić roz­my­śla­nie, ale go nie stwo­rzą. Samo tylko serce stwo­rzyć je i w lot wysoki roz­wi­nąć może, skoro pamię­tać będzie na to roz­ka­za­nie: iż się zawsze modlić potrzeba, a nie usta­wać, i na tę świętą obiet­nicę Chry­stusa Pana: dla­tego i wam powia­dam, wszystko o cokol­wiek modląc się pro­si­cie, wierz­cie, że otrzy­ma­cie, a sta­nie się wam. A więc umie­jęt­ność roz­my­śla­nia z Bogiem o Bogu, i o tym co nam, lub bliź­nim naszym do zba­wie­nia potrzeb­nym być może, jest w sercu naszym. Otwórzmy serca nasze Panu, a On prze­mówi w nas.

Ogni­ste bar­dzo słowo Twoje, o Panie! A sługa Twój roz­mi­ło­wał się go. Bo wyrok Twój oży­wił mnie jako wdzięczne pod­nie­bie­niu memu słowa Twoje; nad miód ustom moim.

Zawsze się wesel­cie. Bez prze­stanku się módl­cie. We wszyst­kim dzię­kuj­cie, albo­wiem ta jest wola Boża w Chry­stu­sie Jezu­sie, ku wam wszyst­kim.

Przykład rozmyślania

PRZY­KŁAD ROZ­MY­ŚLA­NIA

W modli­twie dusz­nej, Wstęp i Zakoń­cze­nie, są bar­dzo pro­ste, łatwe i zawsze też same, Roz­pa­mię­ty­wa­nie zaś nieco trud­niej­szym się zdaje. Ażeby przeto ile moż­no­ści obja­śnić i uła­twić powyż­szą naukę, wziąw­szy z Ksiąg Naśla­do­wa­nia wiersz jeden, wspól­nie z poboż­nym czy­tel­ni­kiem uczy­nimy nastę­pu­jące

ROZMYŚLANIE

Cóż po nauce bez bojaźni Boga?

Przy­go­to­wa­nie wie­czorne.

Bło­go­sła­wiony mąż, który się boi Pana: w przy­ka­za­niu jego będzie się kochał wielce. Począ­tek mądro­ści bojaźń Pań­ska.

Czymże jest nauka bez bojaźni Boga?

Czy niczym tylko?

W jutrzej­szym Roz­my­śla­niu poran­nym, pil­nie a pokor­nie szu­kać będę odpo­wie­dzi Two­jej, o Panie! A teraz w bojaźni i miło­ści Two­jej, będę spał i odpo­czy­wał.

Prze­bu­dziw­szy się.

O Panie! Dałeś mi jesz­cze dzień dzi­siej­szy ku chwale Two­jej i ku zba­wie­niu duszy mojej; dajże mi go prze­być w bojaźni Two­jej. Któ­rzy się boją Pana, na dzieję mieli w Panu, pomoc­ni­kiem ich i obrońcą ich jest.

Po pacie­rzu, ROZ­MY­ŚLA­NIE.

I. Wstęp, jak zawsze.

II. Roz­pa­mię­ty­wa­nie.

Cóż po nauce bez bojaźń i Boga?

Nauka, bojaźń Boża, zwią­zek nauki z bojaź­nią Bożą, oto trzy rze­czy, które roz­wa­żać mamy, naj­pierw w Chry­stu­sie Panu, potem w rozu­mie ludz­kim oświe­co­nym świa­tłem Bożym, na koniec w nas samych. Za każ­dym ustę­pem zasta­na­wiajmy się w miarę potrzeby serca naszego.

Patrzmy na Chry­stusa oczami duszy, a ile będziemy mogli, śledźmy go nawet oczami ciała i w domu świę­tych Rodzi­ców Jego i mię­dzy uczniami i mię­dzy mędr­cami i mię­dzy rze­szami, które nauczał, i mię­dzy ubo­gimi, które pocie­szał, i mię­dzy dziat­kami, które tulił do sie­bie.

1. Chry­stus jako Bóg, był mądro­ści nie­skoń­czo­nej, a jed­nak jako czło­wiek uczył się aż do lat trzy­dzie­stu i żył w posłu­szeń­stwie Matce i Opie­ku­nowi swo­jemu: pomna­żał się w mądro­ści, a był im pod­da­nym.

Skoń­czyw­szy lat trzy­dzie­ści, Chry­stus zaczął nauczać. A nauczał naj­pierw przy­kła­dem ani­żeli sło­wem: począł Jezus czy­nić i uczyć. Nauczał ubo­gich, pro­stacz­ków i wszyst­kich, któ­rzy się gar­nęli ku Niemu. A wszyst­kich wzy­wał ku sobie, mówiąc: przyjdź­cie do mnie wszy­scy, a dzia­teczki tuląc do sie­bie, mówił: Dopuść­cie dzia­tecz­kom przy­cho­dzić do mnie, a nie zabra­niaj­cie im.

O! Jakaż to miłość, jaka sło­dycz, jaka pokora! Uczcie się ode mnie, że jestem cichy i pokor­nego serca.

A w sercu swoim cho­wał zawsze ku Ojcu swo­jemu miłość naj­żar­liw­szą, a tę miłość oka­zy­wał posłu­szeń­stwem, a posłu­szeń­stwem nie tylko roz­ka­za­niu, ale nawet upodo­ba­niu Ojca swo­jego. Co się mu podoba, zawsze czy­nię.

We wszyst­kim powo­ły­wał się na wolę i roz­ka­za­nie Ojca swo­jego i był mu posłuszny we wszyst­kim, a posłuszny aż do śmierci, a śmierci krzy­żo­wej.

O Jezu mój! Jezu! Daj mi taką bojaźń i posłu­szeń­stwo, taką pokorę i sło­dycz, taką gor­li­wość w nauce Two­jej i taką miłość ku Tobie! A naucz mnie czy­nić wolę Twoje, albo­wiem Tyś jest Bogiem moim!

2. Cóż po nauce bez bojaźni Boga?

Nauka jest darem Bożym, a przeto wszelką naukę ku chwale Bożej obra­cać trzeba. Ze wszel­kiej nauki rachu­nek zdać przyj­dzie.

Co za śle­pota, pysz­nić się nauką, która nie z nas jest, którą lada cho­roba odjąć nam może. Co za sza­leń­stwo uży­wać nauki na mar­ność. Co za zbrod­nia, tar­gać się nauką prze­ciwko Bogu samemu!

Od tej śle­poty, od tego sza­leń­stwa, cóż nas zachowa? Oto bojaźń Boża, bojaźń, aby w niczym nie zasmu­cić ojcow­skiego serca Pana i Boga naszego, bojaźń miło­sna, bojaźń posłuszna.

Książę Anio­łów szybko odrzu­cił bojaźń Bożą, postra­dał Niebo. Pierw­szy czło­wiek, skoro odbiegł bojaźni Bożej, zgrze­szył i raj utra­cił. Bez bojaźni Bożej, rozum ludzki pusz­czony samo­pas ćmi się, pyszni się, zło­ści się, sza­leje, zwo­dzi, wichrzy, sieje zarazę, czyni spu­sto­sze­nie, nudzi sam sobą, nie­na­wi­dzi, zabija, tysiące ludzi na duszy zabija.

3. O jakże mi potrzeba bojaźni Twój, o Panie!

Sługę nie­po­ży­tecz­nego kaza­łeś wrzu­cić do ciem­no­ści zewnętrz­nej, gdzie będzie płacz i zgrzy­ta­nie zębów. Drzewo, które nie dawało owocu, wyciąć rozkaza­łeś.

A cóż będzie ze mną, o Boże mój! Ze mną, który jestem nie tylko leniwy, ale prze­nie­wierny, nie tylko nie­da­jący dobrego owocu, ale który nadto zły owoc mnożę i roz­mna­żam.

Tyś mi dał talent, a jam się prze­chwa­lał z niego; dałem go na mar­ność i zmar­niał; puści­łem go na wiatr dumy, i roz­wiał burzę wielką.

Zamiast sta­nia się pokor­nym, jam innych upo­ka­rzał; zamiast naucza­nia innych przy­kła­dem i sło­wem, jam innych gor­szył sło­wem i przy­kła­dem; zamiast chwa­le­nia Cie­bie nauką moją, jam ją prze­ciwko Tobie obró­cił! O Boże mój! Łamiąc prawo Twoje, łamiąc i wyszy­dza­jąc prawo Kościoła, sze­rząc zgor­sze­nie.

A ileż to razy!...

Zgrze­szy­łem Panie, zgrze­szy­łem. Zmi­łuj się nade mną. Według wiel­ko­ści miło­sier­dzia Twego, i według wiel­ko­ści grze­chów moich zmi­łuj się nade mną!

4. Podźwi­gnij mnie o Panie łaską Twoją, iżbym powstał z grze­chu mojego, a stał się podobny Synowi Two­jemu i w nauce i w bojaźni Two­jej, i we wszyst­kich cno­tach, które są dzie­łem mądro­ści Two­jej i bło­giej bojaźni Two­jej.

Daj, abym przede wszyst­kim był pilny w ucze­niu się i w zacho­wy­wa­niu Zakonu Two­jego, i pilny w nauce, do któ­rej mnie naglą stan i powo­ła­nie moje.

Daj, abym nie naj­pierw nauczał, aż się sam nauczę, a na wzór Chry­stusa, naj­pierw nauczał przy­kła­dem, ani­żeli sło­wem.

Daj, abym w nauce mojej był łagodny, cier­pliwy, skromny, pra­co­wity, pełen miło­ści ku wszyst­kim, wszyst­kim przy­stępny, a szu­ka­jący ubo­gich i malucz­kich.

Daj, abym pamię­tał, iż żaden z bliź­nich moich nie jest mniej­szy ode mnie, albo­wiem i nauka moja, i wszystko, cokol­wiek byś mi dał dobrego, Twoje jest, a nie mam nic swo­jego, tylko zło­ści i grze­chy moje.

Chry­stus był samą dosko­na­ło­ścią, a był cichy i pokor­nego serca. O! Jakiż ja nędzny i ułomny, jakiż ja cichym i pokor­nym być powi­nie­nem.

Cóż mi da sło­dycz i pokorę, cóż mi da naukę zdrową i obfitą? Oto święta bojaźń Boża. Daj więc o Panie! Abym w bojaźni Two­jej i w posłu­szeń­stwie, stał zawsze przed Tobą. Albo­wiem któ­rzy się boją Pana, nadzieje mieli w Panu: pomoc­ni­kiem ich i obrońcą ich jest. Bło­go­sła­wił wszyst­kim, któ­rzy się boją Pana, mały mi wiel­kim.

Tu każdy powi­nien uczy­nić posta­no­wie­nia szcze­gólne, sto­sowne do stanu i poło­że­nia swo­jego, a uczy­nić je umy­słem męż­nym i ser­cem ochot­nym, i wezwać Boga, aby mu dał moc potrzebną do ich wyko­na­nia.

III. Zakoń­cze­nie Roz­my­śla­nia

Wes­tchnie­nie pobożne:

O Jezu cichy i pokor­nego serca! Jezu posłuszny aż do śmierci! Spraw, iżbym jako Ty, był cichy, pokorny i posłuszny aż do śmierci. Amen.