Obcy w epoce kamienia - Krzysztof Florek

Kup ebooka

47.25 zł

-
Proszę czekać

Analizując dzieje archeologii, można prześledzić jej rozwój, począwszy od kopania dziur w ziemi, z których po prostu wyciągano artefakty. Celem tej nauki jest odtworzenie społeczno-kulturowej przeszłości człowieka na podstawie materialnych pozostałości po jego działaniach. W kolejnym etapie tego rozwoju stworzono zasady stratyfikacji archeologicznej, czyli prowadzenia badań wykopaliskowych mających na celu wyodrębnienie sekwencji zdarzeń na podstawie tworzących się warstw. Inaczej mówiąc, im głębsza warstwa ziemi, w której występuje artefakt, tym jest on starszy. Pod warunkiem, że warstwy te nie uległy przemieszczeniu na skutek czynników zewnętrznych. Przełomowe w badaniach stanowisk archeologicznych okazało się wprowadzenie metod geofizycznych. Równolegle z archeologią rozwijały się takie nauki, jak antropologia, etnologia, historia. Te dyscypliny z czasem wzajemnie zaczęły się przenikać. Do tego doszły jeszcze metody datowania, badania kodu DNA.

Kiedy archeologia jako wiarygodna dziedzina nauki z coraz to większą dokładnością dawała nam odpowiedź na pytanie, jaka jest nasza pradziejowa przeszłość, w roku 1993 ukazuje się książka pt. Zakazana Archeologia - Ukryta Historia Człowieka Michaela A. Cremo i Richarda L. Thompsona. Zawarte w niej informacje skłoniły mnie do refleksji, czy należy bezkrytycznie podchodzić do publikacji naukowych dotyczących pochodzenia ludzkiego gatunku? Do tego jeszcze ta niekończąca się polemika pomiędzy zwolennikami teorii ewolucji a ich oponentami od kreacjonizmu.

Jako laik, po prostu człowiek, chciałbym wiedzieć, kim właściwie jestem i jaki jest sens mojego życia. Nie wystarcza mi wiedza sprowadzająca się do tego, jak zapełnić lodówkę jedzeniem i wychować dzieci. Szukając odpowiedzi na fundamentalne pytania - skąd się wziąłem i dokąd zmierzam - natrafiam na pewien problem, ponieważ jeśli odrzucę wizje tworzone przez poszczególne religie dotyczące stworzenia człowieka, to ze strony nauki oczekuję jasnego przekazu, odpowiedzi na moje pytania, a nie kolejnych teorii.

Skoro nie mam zaufania do proroków, a moja wiara w naukę została nieco nadszarpnięta, czy powinienem brać na poważnie to, co w swoich książkach przedstawia Erich von Däniken - twórca koncepcji wpływu istot pozaziemskich na życie ludzi w czasach przedhistorycznych, tak zwanej paleoastronautyki. Problem w tym, że paleoastronautyka to pseudonauka występująca we współczesnej kulturze, przez co jej wiarygodność jest raczej wątpliwa.

Żyjemy w czasach, w których kreatywność nie jest nam niezbędna, by przeżyć, nie potrzebujemy badać czegokolwiek samodzielnie. Przecież wszystko możemy nabyć w postaci gotowych produktów, zarówno dobra materialne, jak i wiedzę. Jeśli chodzi o mnie, to zbieg przypadkowych wydarzeń sprawił, iż odszedłem od tego schematu, przez co stałem się tak na własne potrzeby niezależnym badaczem pewnego malutkiego, ale jakże fascynującego wycinka pradziejowej historii człowieka. Moje badania dostarczyły mi dość intrygującej wiedzy, którą chciałbym się podzielić z innymi "zbieraczami" współczesnych artefaktów niezbędnych do wypełnienia lodówki.

Krzysztof Florek

Epizod I

Był rok 1999, trwała naprawa koryta Nysy Kłodzkiej tuż poniżej zrzutu wody z zapory Jeziora Nyskiego (zwanego również Jeziorem Głębinowskim). Miejsce to zostało uszkodzone w trakcie powodzi, która miała miejsce w Nysie w 1997 roku. Pewną czerwcową niedzielę spędzałem z czteroletnim wówczas synem Adrianem. W tym czasie moja żona przebywała na delegacji w Szwecji, ten fakt pozwolił mi na umieszczenie tego zdarzenia w czasie. Tego dnia udaliśmy się na spacer nad jezioro, w okolice ośrodka wypoczynkowego "Błękitna Zatoka". Poziom wody w jeziorze był wyjątkowo niski, przez co można było zbadać tereny, które do tej pory zakrywało lustro wody.

Jest jakaś prawidłowość w tym, że chłopcy niezależnie od wieku, gdy tylko znajdą się przy dużej ilości wody, swoje zainteresowanie kierują na kamienie znajdujące się obok. I tak idąc brzegiem, puszczaliśmy z synem kaczki na wodzie. W pewnym miejscu, szukając odpowiednich kamieni, trafiliśmy na coś dziwnego. Były to kamienie średnicy około 20-30 centymetrów, o strukturze pumeksu z wytopionymi kawałkami metalu. Pierwszy wniosek był taki, ktoś po prostu wyrzucił odpady z odlewni żelaza, tylko dlaczego w tym miejscu? Miałem jeszcze jedną hipotezę co do pochodzenia tych kamieni, choć może mało prawdopodobną, ale przebywając z czterolatkiem, mamy fantazję dziecka, więc czemu nie.

Mogły to być fragmenty meteorytu, w którym przy przejściu przez atmosferę wytopiła się ruda jakiegoś metalu, który następnie rozpadł się w powietrzu, zanim doleciał do podłoża. Wziąłem ze sobą próbkę tych kamieni. Po kilku dniach wpadłem na pomysł wyeliminowania czynnika ludzkiego przy powstaniu tych przedmiotów.

Gdy tylko znalazłem chwilę wolnego czasu, zawiozłem parę tych kamieni do muzeum w Nysie. Spotkałem się z pracującym tam archeologiem, a następnie pojechaliśmy na miejsce znalezienia tych kamieni. Według jego rozpoznania wytapiano tam żelazo z rudy darniowej. Na podstawie znalezionych artefaktów ustalił, że są to pozostałości po dymarkach do wytopu żelaza z czasów rzymskich. Czarny kamień o strukturze pumeksu to skamieniały węgiel drzewny, a wytopiony w nim metal to czyste żelazo. Nie uległo ono utlenieniu, ponieważ nie zawierało domieszki węgla. Archeolog uznał znalezisko za ciekawe, ponieważ leży na terenie Jeziora Nyskiego. Teren ten został przebadany przez archeologów w latach sześćdziesiątych dwudziestego wieku przed powstaniem zbiornika retencyjnego. Według jego mapy w tym miejscu nie natrafiono wcześniej na ślady pozostałości po wytopie żelaza.

Zapytałem, czy w związku z tym będą tu prowadzone prace archeologiczne.

Odpowiedział, że nie jest to takie proste. Aby przeprowadzić takie prace, potrzeba dużo środków finansowych, a przede wszystkim ludzi znających się na rzeczy. Najczęściej wykonują je archeolodzy wraz ze studentami, jeśli są na to pieniądze na przykład przekazane przez Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków.

Założył Kartę Ewidencji Stanowiska Archeologicznego, uważając, że może kiedyś jakiś archeolog w ramach swojego projektu badawczego przeprowadzi analizę tego miejsca.

I tak zakończyło się moje pierwsze spotkanie z archeologią. Szkoda, że nie były to kawałki meteorytu.

Bryły żużli pozostałe po wytopie żelaza z rudy darniowej

Epizod II

Jest wczesna wiosna 2014 roku. Trwa modernizacja zapory Jeziora Nyskiego. W związku z pracami poziom wody w jeziorze jest wyjątkowo niski.

Spaceruję z żoną dawną drogą, która prowadzi po dnie jeziora, pomiędzy Błękitną Zatoką a Zatoką Trzecią. Droga właściwie nie istnieje, pozostały po niej tylko żwir oraz obecnie leżące w pewnych odległościach kamienne słupki. Od cypla wędkarskiego dno jeziora odsłania meandry, jakie w tym miejscu kiedyś tworzyła rzeka, oraz obecne koryto.

Miejsce to jest szczególnie malownicze. Północne brzegi Jeziora Nyskiego na pewnym odcinku biegną wzdłuż klifu, a od południa widzimy panoramę Gór Opawskich.

Przed laty wraz z żoną, dziećmi oraz znajomymi spędziliśmy weekend pod namiotami na terenie Zatoki Trzeciej. Były wakacje, więc wielu ludzi szukających odpoczynku i kontaktu z naturą również tam przebywało. To wakacyjne doznanie pozwoliło mi poznać sekrety życia w tym miejscu. Turyści czerpali wodę pitną z dwóch źródeł wypływających z klifu. Na śniadanie niektórzy z nich przygotowywali między innymi złowione wczesnym rankiem ryby.

Miejsce to zaspakajało podstawowe potrzeby człowieka, jakimi jest czysta woda i pożywienie, no i ten widok... Spacer, wspomnienia związane z pobytem w tym miejscu, historia odnalezionych przed laty pozostałości dymarek. A może jakaś nieokreślona sugestia sprawiła, że moja wyobraźnia wytworzyła jakby strzępy bardzo niezrozumiałych wizji, czegoś podobnego do wspomnień.

To takie odczucie, jakbyśmy sobie coś przypomnieli, tylko nie mamy pewności, czy to wydarzyło się w naszym życiu naprawdę. A może były to zapamiętane sceny z filmu obejrzanego przed laty. W przebłyskach tych jakby wspomnień miejsce, w którym obecnie się znajdowałem, wyglądało zgoła inaczej. Jedynie góry na horyzoncie zdawały się trwać niezmiennie od czasu powstania tych wspomnień aż do chwili, w której się właśnie znajdowałem. Do tego jeszcze powrócił ten dziwny niepokój, poczucie, że w tym miejscu jest coś nie tak.

W przeszłości już dwukrotnie doświadczyłem podobnego fenomenu, za każdym razem wplątywałem się w przedziwny bieg zdarzeń, który kończył się rozwikłaniem tajemnicy sprzed lat. Oba poprzednie przypadki dotyczyły tragicznie zmarłych osób. Za każdym razem moja rola sprowadzała się do przypomnienia żyjącym o ich losie. W związku z kolejnym wytworem mojej wyobraźni, może podświadomości, zresztą, jaka to różnica, zacząłem intensywnie myśleć, o co w tym wszystkim chodzi. Co ze mną jest nie tak? Czyżbym miał wrodzony dar do pakowania się w kłopoty i to w bardzo przedziwnych okolicznościach? W końcu uznałem całą tę sprawę za głupią, nie było sensu się nad nią zastanawiać. Przecież nie można zajmować się czymś, czego nie ma.

I tak idąc i rozmyślając, w pewnym momencie skupiłem uwagę na okalającym mnie terenie, wówczas nasunęła mi się pewna myśl, tysiące lat temu musiały istnieć tu jakieś osady. Tylko kiedy powstała ta pierwsza i kto ją założył?

Właściwie, skąd mi przyszedł do głowy pomysł z tą osadą? Pewnie skojarzyłem fakty, w zamierzchłej przeszłości w sprzyjających warunkach klimatycznych większość terenów pokrywała wszelkiego rodzaju roślinność, w tym drzewa i krzewy. Poruszanie się w takim terenie było znacznie utrudnione, dlatego koryta rzek szczególnie przy niskich stanach wody były arteriami, wzdłuż których przemieszczali się ludzie. Ułatwiało to również orientację w terenie, zawsze można było się poruszać w dół lub górę rzeki. Powracając do interesującego mnie miejsca, znajduje się tu koryto rzeki oraz klif, teren na jego szczycie zapewniał bezpieczne schronienie przed nagłym i dużym przyborem wody. Również można było z tego terenu obserwować zwierzynę łowną przychodzącą napić się wody z rzeki. To zapewne ułatwiało polowanie na nią, zresztą sama rzeka dostarczała pożywienia w postaci ryb. Również źródła z czystą wodą nie były tu bez znaczenia, choć nie ma pewności, że występowały w tych samych miejscach co obecnie. Po powrocie do domu w wolnych chwilach starałem się zdobyć jakąkolwiek wiedzę o przeszłości interesującego mnie miejsca. Nie było z tym większego problemu, obecnie przecież mamy najobfitsze w dziejach źródło informacji, jakim jest internet, tylko to źródło wymaga umiejętności filtrowania wiedzy.

Czego właściwie szukać? Zacząłem od ogólników obejmujących dłuższy okres oraz większe terytorium. I tak trafiłem na stronę Śląskiego Centrum Dziedzictwa Kulturowego w Katowicach, na której udostępniono treść książki pt. Archeologia. Górny Śląsk pod red. E. Tomczaka. Skorzystałem z możliwości zapoznania się z tą książką i odkryłem niezwykle interesujący wątek. Dotyczył okresu zwanego środkową częścią górnego paleolitu. Pisano między innymi o tym, że około 32-30 tysięcy lat temu na teren, który był obiektem moich zainteresowań, przybyły grupy ludności kultury graweckiej. Najliczniejsze znaleziska z tego okresu pochodziły ze stanowiska B usytuowanego we wsi Wójcice koło Otmuchowa. Było ono oddalone jakieś dwa kilometry na północ od Nysy Kłodzkiej. Badaniami kierowali archeolodzy z ośrodka krakowskiego: Anna Dagnan-Ginter i Bolesław Ginter. W trakcie prac archeologicznych odkryto ponad sześć tysięcy sztuk wyrobów krzemiennych oraz kilkadziesiąt szczątków kostnych należących do mamuta. Trafiono również na węgle drzewne świadczące o rozpalaniu ognia w tym miejscu. Zabytki te odnaleziono przede wszystkim w warstwie ornej, niektóre tylko wyroby wydobyto z warstwy piaskowo-żwirowej spod gleby. W trakcie prac ustalono, że materiał, z którego wydobyto artefakty, uległ w przeszłości przemieszczeniu.

W latach dziewięćdziesiątych wznowiono poszukiwania na obszarze stanowiska B, odnajdując kolejne artefakty w warstwie ornej. Kolejny raz nie odtworzono sposobu zagospodarowania tego terenu ani nie ustalono, ile razy miejsce to było odwiedzane w tamtym czasie przez ludzi.

Może nie jest to daleko, ale jednak udokumentowane prace archeologiczne prowadzono dopiero trzy kilometry na północny zachód od interesującego mnie miejsca. Z tekstu wynika, iż znalezione artefakty należały do starszej fazy kompleksu graweckiego, nie ma informacji, czy przeprowadzono datowanie radiowęglowe szczątków kostnych należących do mamuta lub węgla drzewnego.

Kolejna informacja, która wyznaczyła górne ramy czasowe w moich badaniach, również pochodziła z tej książki. Oto ten fragment:

Koniec epoki łowców paleolitycznych: późna faza górnego paleolitu i paleolit schyłkowy - W okresie od 25 do 18 tys. lat temu (wiek w latach kalendarzowych: krzywa kalibracyjna IntCal09; daty kalibrowane są także w dalszej części tekstu) nastąpił zanik aktywności grup ludzkich w północnej Europie, związany z dramatycznym pogorszeniem się warunków klimatycznych, które wyraziły się przesunięciem lądolodu skandynawskiego (stadiał Leszna), obniżeniem się temperatury oraz zanikiem korzystnych dla człowieka i fauny zbiorowisk roślinnych. Polska południowa w tym czasie zamieniła się w pustynię polarną lub została zajęta przez tundrę lub step.

Czytając ten tekst, odniosłem wrażenie, że jest to fragment streszczenia jednego z filmów katastroficznych, opowiadających o skutkach zmiany klimatu wywołanych przez globalne ocieplenie. Ponoć w niedalekiej przyszłości może nastąpić podobna katastrofa klimatyczna wywołana nierozsądną działalnością człowieka. W takim razie, co w tamtym czasie wywołało takie zmiany, skoro ludzkość nie była tak liczna i rozwinięta technologicznie jak obecnie? Może tak naprawdę działalność człowieka ma niewielki wpływ na zmiany klimatyczne. Mogą one być zjawiskami o charakterze cyklicznym, występującymi na tej planecie od tysięcy lat, w związku z czym co pewien czas mieszkańcy są zmuszani do poszukiwania kolejnych terenów zapewniających im bezpieczną egzystencje.

Wreszcie miałem jakiś rzeczywisty punkt odniesienia w interesującym mnie temacie. Postanowiłem dokładniej przyjrzeć się badaniom archeologicznym prowadzonym w Wójcicach i odnaleźć ich wyniki. Jak już wiadomo z cytowanej przeze mnie książki, badaniami archeologicznymi kierowali Anna Dagnan-Ginter i Bolesław Ginter.

Wpisałem w internecie słowa "Ginter, Wójcice, wyniki badań" i znalazłem, na stronie Repozytorium Cyfrowego Instytutów Naukowych, opracowanie Wyniki badań na stanowisku górnopaleolitycznym w Wójcicach, pow. Grodków z roku 1970. Właściwie to niczego się nie dowiedziałem, sprawa wydawała się zamknięta. Gdy kliknąłem [Pokaż treść], wyskoczył komunikat Ta publikacja, zgodnie z "Ustawą o prawie autorskim i prawach pokrewnych", obecnie udostępniona jest wyłącznie w Bibliotece Instytutu Konsorcjum RCIN, który zdigitalizował tę pozycję, i będzie dostępna dla wszystkich po uzyskaniu zgody autorów lub ich spadkobierców.

I tak efekty prac archeologicznych prowadzonych w Wójcicach okryła aura tajemniczości. W związku z tym zaprzestałem dalszych poszukiwań, uznając temat za zamknięty.

Strona internetowa Repozytorium Cyfrowego Instytutów Naukowych

Kilka miesięcy później ponownie spacerowałem po pozbawionym wody dnie Jeziora Nyskiego. Moją uwagę przykuły kamienie potocznie zwane otoczakami. Niektóre z nich wydawały się wykonanymi przez człowieka kamiennymi narzędziami. Wyglądało to tak, jakby ktoś przed chwilą coś nimi robił, tylko na chwilę je zostawił. Ciekawe, skąd wiem, że są to narzędzia i dlaczego wydają mi się tak znajome?

Racjonalna odpowiedz na to pytanie mogła być tylko jedna, dopadła mnie pareidolia. Nie jest to nic nadzwyczajnego, chodzi o dopatrywanie się, ukrytych kształtów w przypadkowych rzeczach. Może prowadzić do niewłaściwego interpretowania poszczególnych przedmiotów.

Zjawisko było na tyle sugestywne, że pobrałem próbkę tych kamieni w celu ich dalszego przebadania. Miało to rozstrzygnąć moje wątpliwości co do ich pochodzenia. Właściwie nie wiem, dlaczego to zrobiłem, najwyraźniej miałem jakąś ukrytą obsesję na punkcie kamieni, która dała o sobie znać właśnie w tym momencie. Ponieważ nie byłem pewny, czy znalezione kamienie mają wartość archeologiczną, poprosiłem o konsultację w tej sprawie mojego znajomego, byłego pracownika muzeum w Nysie. Dlaczego nie poszedłem bezpośrednio do muzeum? Ależ poszedłem, skierowano mnie do pracującego tam archeologa, niestety dwukrotnie go nie zastałem. W końcu przestało mi się podobać dokarmianie monetami parkometru przed muzeum. Wracając do znajomego, przekazałem mu w formie cyfrowej zdjęcia tych kamieni. Ponieważ nie specjalizował się w epoce kamienia, temat skonsultował z pracującymi w Muzeum Archeologicznym we Wrocławiu archeologami. Ich zdaniem nie da się jednoznacznie określić, czy te kamienie zostały poddane obróbce przez człowieka. Przeważyła opinia, że ich kształt mógł powstać w sposób naturalny. Mimo to jeden przedmiot wzbudził zainteresowanie, dostałem e-mail o treści: Jeżeli przedmiot reaguje na magnes, to proszę o kontakt z (imię, nazwisko archeologa) Muzeum Archeologicznym we Wrocławiu (podpis nadawcy wiadomości).

Sprawdziłem, nie reagował na magnes, był z gliny wymieszanej z piaskiem. W związku z tym nie nawiązałem kontaktu. Próbowałem jeszcze zainteresować tematem wspomnianych kamieni jednego z etatowych pracowników Zakładu Archeologii Epoki Kamienia Instytutu Archeologii Uniwersytetu Wrocławskiego. Wysłałem do tego pana e-mail, jednak nie odpowiedział. To utwierdziło mnie w przekonaniu o bezwartościowości archeologicznej kamieni, nikt nawet nie zapytał o miejsce, z którego pochodziły.

W tamtym momencie stanąłem na rozdrożu, mając do wyboru zamknięcie tematu i bycie niegroźnym dziwakiem albo brnięcie w to dalej, zostając uznanym przez rodzinę i znajomych za wariata, który żyje we własnym świecie urojeń związanych z prehistorią i kamieniami. Po przemyśleniu całej tej sprawy uznałem, że brnę w to dalej, ale świadomy swojego szaleństwa. Ponownie wróciłem do poszukiwania wyników badań ze stanowiska w Wójcicach, ponieważ był to jedyny trop, który wówczas miałem. Skoro nie mogłem dotrzeć do nich bezpośrednio, wybrałem metodę pośrednią. Polegała ona na dotarciu do udostępnionych w sieci opracowań innych autorów bazujących chociaż częściowo na wynikach badań ze stanowiska w Wójcicach.

Dość szybko dotarłem do informatora archeologicznego z opisem badań, jakie przeprowadzono w 1968 roku na terenie Polski.

W informatorze znajdowało się sprawozdanie z badań w Wójcicach za rok 1968

Ze sprawozdania wynikało, że badacze skupili swoją uwagę na materiałach takich jak krzemień i radiolaryt. Wykonane z nich były różne narzędzia, między innymi rylce, drapacze. Odnaleziono również szczątki kostne zwierząt (nie ma informacji jakich) oraz ząb mamuta, grudki barwnika hematytowego. Pozostałe przedmioty to półprodukty do wytwarzania narzędzi.

Kolejny odnaleziony materiał pochodził ze sprawozdania archeologicznego:

"Sprawozdania Archeologiczne 61, 2009"

Temat:

Archeofauna czy fauna kopalna?

Badania szczątków zwierzęcych

z plejstoceńskich stanowisk na Śląsku

Autorzy:

Andrzej Wiśniewski (Wrocław), Krzysztof Stefaniak (Wrocław),

Piotr Wojtal (Kraków), Joanna Zych (Wrocław),

Adam Nadachowski (Kraków), Rudolf Musil (Brno),

Janusz Badura (Wrocław), Bogusław Przybylski (Wrocław)