Obłęd w Breslau. Zbrodnia w imię czystości rasy - Tomasz Bonek


Reflow text when sidebars are open.
1 Słownik 100 tysięcy potrzebnych słów, red. Jerzy Bralczyk, Warszawa 2005, hasło "obłęd".
2 A. Fuentes i in., AAPA Statement on Race and Racism, "American Journal of Physical Anthropology" 2019, 169(3), s. 400-402, https://www.doi.org/10.1002/ajpa.23882; A.R. Templeton, Biological Races in Humans, "Studies in History and Philosophy of Biological and Biomedical Sciences" 2013, 44(3), s. 262-271, https://www.doi.org/10.1016/j.shpsc.2013.04.010.
3 National Academies of Sciences, Engineering, and Medicine, Using Population Descriptors in Genetics and Genomics Research. A New Framework for an Evolving Field, Washington 2023, s. 1, 4-5, https://www.doi.org/10.17226/26902; L.B. Jorde, S.P. Wooding, Genetic Variation, Classification and 'Race', "Nature Genetics" 2004, 36(11), s. S28-S33, https://www.doi.org/10.1038/ng1435.
4 Reichs- und Preußisches Ministerium für Wissenschaft, Erziehung und Volksbildung, Erziehung und Unterricht in der höheren Schule, Berlin 1938.
5 Mathematik im Dienste der nationalpolitischen Erziehung mit Anwendungsbeispielen aus Volkswissenschaft, Geländekunde und Naturwissenschaften. Ein Handbuch für Lehrer, red. A. Dorner, wyd. 2 przejrzane, Frankfurt am Main 1935.
6 Tamże.
7 Tamże (zwłaszcza podrozdziały Die Arbeitsschlacht oraz Rasse und Sippe).
8 Reichs- und Preußisches Ministerium für Wissenschaft..., Berlin 1938, dz. cyt.
9 Reichs- und Preußisches Ministerium für Wissenschaft, Erziehung und Volksbildung, Erziehung und Unterricht in der höheren Schule, [b.m.] 1936.
10 E. von Eickstedt, Rassenelemente der Sikh. Mit einem Anhang über biometrische Methoden, "Zeitschrift für Ethnologie" 1920/1921, t. 52/53, s. 317-394; B. Lange, Die Wiener Forschungen an Kriegsgefangenen 1915-1918. Anthropologische und ethnografische Verfahren im Lager, Wien 2013 (Veröffentlichungen zur Sozialanthropologie, t. 17).
11 Tamże.
12 F. von Luschan, Kriegsgefangene. Ein Beitrag zur Völkerkunde im Weltkriege. Einführung in die Grundzüge der Anthropologie, il. H. Struck, Berlin 1917.
13 Humboldt-Universität zu Berlin, Geschichte und Perspektive des Lautarchivs, Lautarchiv, https://www.lautarchiv.hu-berlin.de/einfuehrung/geschichte-und-perspektive (dostęp: 14.08.2026); Humboldt-Universität zu Berlin, Lautarchiv, Wissenschaftliche Sammlungen, https://www.sammlungen.hu-berlin.de/sammlungen/lautarchiv (dostęp: 14.08.2026).
14 A.D. Evans, Anthropology at War. World War I and the Science of Race in Germany, Chicago-London 2010.
15 Obecnie: ulica Franklina Delano Roosevelta.
16 Pol.: Kolonia.
17 Pol.: Monachium.
18 Archiwum Państwowe we Wrocławiu (dalej: APWr), zespół Rejencja Wrocławska, dokumentacja Charlotte Mende, list matki do Führera.
19 Obecnie: Jeżyce, dzielnica Poznania.
20 Obecnie: Poznań.
21 Pol.: Drezno.
22 D. Preuß, "Anthropologe und Forschungsreisender". Biographie und Anthropologie Egon Freiherr von Eickstedts (1892-1965), München 2009.
23 Tamże.
24 Tamże.
25 G. Höpp, Muslime in der Mark. Als Kriegsgefangene und Internierte in Wünsdorf und Zossen, 1914-1924, Berlin 1997 (Studien, t. 6).
26 D. Preuß, "Anthropologe und Forschungsreisender"..., dz. cyt.
27 Tamże.
28 Tamże.
29 Tamże.
30 Deutsche Biographie, Eickstedt, Egon Rudolf Ernst Adolf Hans Dubslaff Freiherr von, https://www.deutsche-biographie.de/gnd105237698.html#dbocontent (dostęp: 14.08.2026).
31 Tamże.
32 D. Preuß, "Anthropologe und Forschungsreisender"..., dz. cyt.
33 United States Holocaust Memorial Museum, Dr. Eugen Fischer, Deadly Medicine. Creating the Master Race, https://www.ushmm.org/exhibition/deadly-medicine/profiles (dostęp: 14.08.2026); Städtische Museen Freiburg, Prof. Dr. Eugen Fischer, https://onlinesammlung.freiburg.de/de/person/Fischer%2C%20Eugen/3656966B4034FD9AC6E6FB05342F2160 (dostęp: 14.08.2026).
34 Deutsche Biographie, Eugen Fischer, https://www.deutsche-biographie.de/gnd118691171.html#dbocontent (dostęp: 14.08.2026).); United States Holocaust Memorial Museum, Dr. Eugen Fischer..., dz. cyt.
35 D. Preuß, "Anthropologe und Forschungsreisender"..., dz. cyt.
36 Tamże.
37 Tamże.
38 Staatsbibliothek zu Berlin, list E. von Eickstedta do F. von Luschana z 12 maja 1923 r. wysłany z Fryburga.
39 D. Preuß, Egon Freiherr von Eickstedt, [w:] Handbuch der völkischen Wissenschaften. Akteure, Netzwerke, Forschungsprogramme, red. M. Fahlbusch, I. Haar, A. Pinwinkler, wyd. 2, t. 1, Berlin-Boston 2017.
40 D. Preuß, "Anthropologe und Forschungsreisender"..., dz. cyt.
41 K. Müller, The Eickstedt Archive. German Anthropology in Colonial India, "Indian Historical Review" 2018, 45(2), s. 213-232; K. Müller, Adivasi Images, Adivasi Voices. The Resonance of the Eickstedt Collection, "Modern Asian Studies" 2022, 56(5), s. 1416-1437, https://www.doi.org/10.1017/S0026749X21000202.
42 Tamże.
Uta-Maria jak co dzień dziarsko maszeruje Tiergartenstraße, ozdobioną flagami ze swastyką. Wyszła z domu razem z ojcem, ale rozstają się na skrzyżowaniu. Ona skręca w lewo, on idzie w prawo, w stronę kampusu klinik.
Dziewczyna kątem oka wyłapuje karykaturalnie powykręcane twarze. Spoglądają na nią z plakatów rozwieszonych na słupach ogłoszeniowych i ścianach kamienic. Powklejano je pomiędzy zapraszające do kina filmowe reklamy i ogłoszenia sklepikarzy. Umieszczone obok nich hasła każą jej przeliczyć państwowe wydatki.
Nastolatka - podobnie jak inne córki profesorów Uniwersytetu w Breslau - zmierza do nobliwej, zbudowanej z czerwonej cegły Oberschule für Mädchen, jednej z ogólnokształcących szkół dla dziewcząt. Tam nauczyciele mają je przygotować do matury, a niektóre nawet do studiów, mimo że teraz państwo stawia przed kobietami inną społeczną rolę - mają przede wszystkim rodzić zdrowych Aryjczyków. Ale Uta marzy, że zostanie lekarką.
Rano w radiu dziewczyna po raz kolejny usłyszała, że "Niemcy się odradzają", wychodzą z Wielkiego Kryzysu, choć "wciąż trzeba eliminować niepotrzebne wydatki". Dziennikarze w gazetach coraz częściej piszą o zwycięstwie nad bezrobociem, nowych drogach i fabrykach oraz budowanych mieszkaniach. A także o tym, co najbardziej interesuje chłopców - o Volkswagenach, "samochodach narodowych", tanich i dla wszystkich, takich na każdą kieszeń, nawet przeciętnego Niemca. Wkrótce mają być dostępne niemal dla każdego. Podczas uroczystości położenia kamienia węgielnego pod ich fabrykę Adolf Hitler nazwie je "KdF-Wagen" - na cześć "Kraft durch Freude", "Siły przez radość", narodowosocjalistycznej organizacji zajmującej się planowaniem czasu wolnego i wypoczynku niemieckim pracownikom, oraz propagandowej obietnicy dobrobytu całej "wspólnoty narodowej". Auto ma kosztować dziewięćset dziewięćdziesiąt reichsmarek. Chętni będą musieli przystąpić do systemu oszczędnościowego Niemieckiego Frontu Pracy i co tydzień wpłacać co najmniej pięć marek. W zamian dostaną znaczki wklejane do specjalnej książeczki. Do programu zgłosi się ponad trzysta trzydzieści tysięcy osób. Samochodu się nie doczekają - wcześniej wybuchnie wojna.
W szkole dziewczęta zdejmują płaszcze, prostują kołnierzyki. Ustawiają się parami. Panuje tu niemal żołnierska dyscyplina. Wchodzą do klasy, w której stoją trzy rzędy ciężkich ławek. Na ich blatach czekają kałamarze oraz pióra. Na ścianie wisi mapa Rzeszy. Nad tablicą - portret Führera. Zgodnie z ministerialnymi zaleceniami jego twarz znajduje się dokładnie na osi sali, ponad głową nauczyciela. Nie trzeba na nią patrzeć. Wystarczy wiedzieć, że tam jest. Że kraj odradza się dzięki Führerowi4.
Po dzwonku rozmowy milkną. Krzesła są przesuwane niemal jednocześnie. Dziewczęta stają na baczność. Nauczyciel wchodzi do klasy z biało-brązową książką w dłoni. Nie jest to podręcznik dla uczennic, lecz zbiór instrukcji dla nauczycieli, którzy codziennie i konsekwentnie wybierają z niego liczby, polecenia oraz zadania. Na okładce widnieje tytuł: Matematyka w służbie wychowania narodowo-politycznego, a pod nim: Z przykładami zastosowań z nauki o narodzie, terenoznawstwa oraz nauk przyrodniczych. Podręcznik dla nauczycieli5.
We wstępie redaktor tomu - Adolf Dorner - wyjaśnił, że rachunki mają pomóc młodzieży zrozumieć państwo i uczynić ucznia "prawdziwym sługą życia narodowego". Dane do zadań, które opracował wraz ze swoim zespołem metodycznym i poleca nauczycielom, zaczerpnął między innymi z gazet oraz popularnych broszur. Liczby mają być dowodami na słuszność tez i doprowadzać uczniów do z góry nakreślonego narodowosocjalistycznego wniosku6.
Nauczyciel otwiera książkę i wybiera zadania matematyczne na dziś. Jedne mówią o "bitwie o pracę", inne o wzroście zatrudnienia i produkcji, kredytach małżeńskich oraz pomocy społecznej. Uczennice mają liczyć demograficzne procenty, porównywać kolumny, przeliczać państwowe wydatki. Każdy wynik ma wskazywać, że nowa władza porządkuje kraj, a niemiecka wspólnota narodowa rośnie w siłę7.
Oficjalne wytyczne zachęcają nauczyciela, by zestawiał zadania z codziennym życiem. Już nastolatek ma rozumieć procesy zachodzące w państwie. Dane i wykresy mają na niego działać wychowawczo. Matematyka pozostaje przy tym pozornie niewinną nauką. Właśnie dlatego idealnie nadaje się do propagandowego zadania. Jej język brzmi obiektywnie. Przecież teoretycznie każdy wynik można sprawdzić8.
Ideologia nie ma jednej wyznaczonej godziny w planie lekcji. Przenika wszystkie przedmioty. Na biologii dziewczęta sporządzają więc tablice swoich przodków, uczą się o dziedziczeniu cech oraz chorób. Poznają też nowe, "naukowe" słowa, które dzielą ludzi na zdrowych oraz obciążonych. Słyszą o "czystości krwi", "higienie rasowej", "doborze małżeńskim" i "obowiązkach przyszłej matki wobec narodu". Na chemii pojawiają się nazwy gazów bojowych, surowców potrzebnych gospodarce i sztucznych nawozów niezbędnych dla rolnictwa. Na fizyce omawiane są fale pozwalające lokalizować nadlatujące samoloty i wynalazki służące armii. Liczby oraz wykresy mają oswajać uczniów z wojną, do której szykuje się państwo9.
Na matematyce Uta rysowała już swastykę wpisaną w kwadrat w odpowiednich proporcjach, aby obliczyć właściwe pola i określić na tej podstawie, ile materiału potrzeba na uszycie flagi Rzeszy. Innym razem szacowała wysokość punktu obserwacyjnego dowódcy patrolu i rozwiązywała zadanie dotyczące lokalizacji samolotu. Samoloty i schrony stają się w szkole figurami geometrycznymi, a broń zostaje pozbawiona przerażającego huku. Militaria powszednieją.
Nauczyciel powoli dyktuje zadanie na dziś, tak aby każda z dziewcząt zdążyła je zapisać: "Osoba chora psychicznie kosztuje państwo dziennie około czterech reichsmarek, kaleka - pięć i pół marki, przestępca - trzy i pół. W wielu przypadkach urzędnik ma dziennie tylko około czterech reichsmarek, pracownik umysłowy zaledwie trzy i pół, a niewykwalifikowany robotnik nawet nie dwie marki na jednego członka rodziny. Przedstaw te liczby graficznie".
Pedagog zawiesza głos, jakby sam się nad tym zastanawiał, a po chwili odczytuje kolejną część zadania: "Według ostrożnych szacunków w niemieckich zakładach przebywa trzysta tysięcy osób chorych psychicznie, epileptyków i tak dalej. Ile łącznie kosztuje rocznie ich utrzymanie przy stawce czterech reichsmarek dziennie? Ilu pożyczek małżeńskich po tysiąc reichsmarek można by każdego roku udzielić z tych pieniędzy bez obowiązku późniejszej spłaty? Za każde żywo urodzone dziecko umarza się jedną czwartą pożyczki małżeńskiej. Proszę liczyć".
Zadanie pt. Wydatki na chorych dziedzicznie pochodzące z niemieckiego podręcznika szkolnego z okresu III Rzeszy. Treść zadania:
"Podaj, jaki procent kwoty, którą państwo wydaje rocznie na zdrowe dziecko, trzeba przeznaczyć na każde z przedstawionych na ilustracji dzieci uznanych za dziedzicznie obciążone.
Roczna dotacja państwa:
2500 marek Rzeszy - na jedną osobę chorą psychicznie;
1500 marek Rzeszy - na jedną osobę uznaną za "małowartościową", objętą przymusowym wychowaniem opiekuńczym;
1500 marek Rzeszy - na jedno dziecko dziedzicznie chore, głuche albo niewidome;
500 marek Rzeszy - na jedno dziecko określone jako "niedorozwinięte umysłowo", uczęszczające do szkoły pomocniczej;
75 marek Rzeszy - na jedno zdrowe dziecko
W klasie słychać skrobanie stalówek. Nikt nie pyta, dlaczego osoba chora psychicznie stoi w jednym szeregu z przestępcą.
Wreszcie klasa dostaje od opiekuna kolejne polecenie: "Rozwiążmy również zadanie numer dziewięćdziesiąt pięć".
Mężczyzna znów dyktuje: "Budowa zakładu dla chorych psychicznie kosztuje sześć milionów marek. Ile domów mieszkalnych po piętnaście tysięcy marek można by zbudować za tę sumę?".
Po chwili dodaje, że dziesięć "dziedzicznie zdrowych" par ma średnio siedemnaścioro dzieci, dziesięć "dziedzicznie chorych" - trzydzieścioro pięcioro. Na koniec lekcji uczennice mają jeszcze obliczyć liczebność obu grup po pięćdziesięciu, stu i dwustu latach.
Człowiek staje się początkiem matematycznego ciągu, a choroba - współczynnikiem szerzenia się obłędu. Chodzi o to, aby dzieci nauczyły się "poprawnie" rachować, między innymi koszty utrzymania chorych psychicznie przez państwo, o których informują plakaty rozwieszone na słupach ogłoszeniowych w całej Rzeszy, także na Tiergartenstraße w Breslau.
Dwadzieścia lat wcześniej
Najtrudniejsze było przekonanie ich do zdjęcia dastarów. Pas tkaniny owinięty wokół głowy, często długi nawet na sześć metrów, zakrywa kesh - nigdy nieobcinane włosy, będące jednym z pięciu K, symboli wiary, honoru, odwagi i równości. Egon von Eickstedt najpierw przydziela Sikhom numery. Następnie zapisuje imię, wiek, zawód, miejsce urodzenia i zamieszkania badanego. Pyta również o pochodzenie rodziców. Te informacje mają mu pomóc przypisać ciało do określonego ludu, regionu i domniemanej "historii biologicznej"10.
Teraz rozpoczyna pomiary. Badany siada, a młody mężczyzna przykłada do jego głowy metalowy cyrkiel kabłąkowy, służący do ustalania większych długości. Cyrkiel suwakowy, podobny do dużej suwmiarki, pozwala mu mierzyć mniejsze odległości na twarzy. Badacz ustala długość i szerokość czaszki oraz samego czoła, a także wymiary nosa, ust i uszu. Obwody niczym krawiec zdejmuje taśmą. Wykonuje od szesnastu do siedemnastu pomiarów głowy.
Potem barwy. Skórę porównuje z tablicą Felixa von Luschana - zestawem trzydziestu sześciu ponumerowanych szklanych płytek, ułożonych od najjaśniejszej do najciemniejszej. Przykłada go do wewnętrznej strony ramienia, tam gdzie ciało nie jest opalone. Szuka wzorca, który pasuje najlepiej, i zapisuje jego numer. Oczy natomiast zestawia z tablicą Rudolfa Martina - kolekcją szklanych gałek w odcieniach od najciemniejszego brązu po najjaśniejszy błękit. Trzyma ją tuż przy twarzy jeńca, wodzi wzrokiem, aż trafi na właściwy odcień. Włosy zbliża z kolei do wzornika Eugena Fischera: puklami ułożonymi od kruczej czerni po jasny blond. Światło, kąt patrzenia i jego własna ocena nie powinny zakłócać "obiektywnego" odczytu barw.
Wreszcie badany ma się rozebrać. Staje przy antropometrze, długiej, wyskalowanej listwie z ruchomym ramieniem. Eickstedt mierzy wzrost Sikha, długość jego kończyn, rozmaite szerokości i proporcje oraz ustala położenie kolejnych punktów ciała. Zapisuje też obwody ramienia, przedramienia, łydki i klatki piersiowej przy wdechu oraz wydechu. Łącznie wykonuje u jednego Sikha czterdzieści pięć pomiarów. Na ich podstawie obliczy później dwadzieścia dwa wskaźniki ciała i dziewięć wskaźników głowy11.
Na końcu do ręki badanego trafia dynamometr Collina. Mężczyzna ściska metalowe uchwyty, a wskazówka pokazuje siłę dłoni. Eickstedt w liście do swojego mentora - profesora Felixa von Luschana - napisze, że jest to jedyny przyrząd, który sprawia jeńcom "prawdziwą przyjemność".
Student wykonuje również fotografie.
Tutaj - w niemieckim obozie jenieckim w Wünsdorfie - Eickstedt wybrał do badań między innymi sześćdziesięciu ośmiu muzułmanów z Pendżabu, trzynastu Garhwalów i siedemdziesięciu sześciu Sikhów, zawodowych żołnierzy armii brytyjskiej. Właśnie ta ostatnia grupa staje się dla niego z dnia na dzień coraz ważniejsza. Profesor von Luschan uważa, że nauka zbyt mało wie o fizycznych cechach tej społeczności. W obozie jest ich wystarczająco wielu, aby młody badacz mógł przeprowadzić serię analiz, obliczać średnie wyniki i szukać tego, co nazywa "elementami rasowymi".
Te zadania powierzono mu nieprzypadkowo. Eickstedt przed wojną studiował u von Luschana, który zainicjował i nadzoruje badania antropologiczne w niemieckich obozach jenieckich. Naukowców wspiera pruskie Ministerstwo Wyznań i Oświaty, a zgodę na pomiary wydało dowództwo wojskowe.
Według profesora obóz jest miniaturą świata. Wizyta w kilku takich miejscach ma dla antropologa wartość niemal równą podróży dookoła globu. Nie trzeba pozyskiwać pieniędzy na kosztowną, wielomiesięczną wyprawę do egzotycznych krajów, tułać się po świecie, wynajmować przewodników, walczyć z tropikalnymi chorobami i nieprzychylnością tubylców. W liście do władz naukowiec zastrzegł wprawdzie, że obozy "nie są menażeriami", ale w tym samym wywodzie prosił o udzielenie zgody na dostęp do nich swoim badaczom12. Eickstedt jest jednym z nich.
W dokumentach zapisano, że są to przede wszystkim badania dźwiękowe, które prowadzi Królewsko-Pruska Komisja Fonograficzna. Powstała w 1915 roku pod przewodnictwem psychologa i muzykologa Carla Stumpfa. Von Luschan należy do grona jej ekspertów. W projekcie bierze udział ponad trzydziestu językoznawców, muzykologów i antropologów. Razem ze swoimi pomocnikami rejestrują głosy jeńców - ich opowieści, wiersze i pieśni. Jedne nagrania zapisują na szelakowych płytach, inne na woskowych walcach. Twierdzą, że "zbierają języki świata". Łącznie zapiszą ponad dwa i pół tysiąca nośników13. Ale Eickstedt i kilku innych studentów pod jego auspicjami przeprowadzają również "badania rasoznawcze" zainicjowane przez von Luschana. Nie są jedyni. Wojna stworzyła dla niemieckiej antropologii szczególną okazję: tysiące ludzi z różnych części imperiów oraz kolonii znalazło się w zamkniętych przestrzeniach. Są dostępni dla badaczy z suwmiarkami, probówkami na krew, strzykawkami, formularzami, aparatami fotograficznymi i taśmami mierniczymi w dłoniach. To właśnie teraz ta nauka zaczyna się odwracać od wcześniejszych, bardziej liberalnych tradycji. Coraz wyraźniej przesuwa się ku nacjonalizmowi, pytaniom o "skład rasowy" oraz biologicznemu ujmowaniu różnic między zbiorowościami14.
W tym świecie Eickstedt uczy się patrzeć na ludzi.
* * *
Kiedy Egon von Eickstedt precyzyjnie mierzy ciała stojących przed nim nagich Sikhów i zapisuje w tabelach barwy ich tęczówek oraz włosów, Max - brat Charlotte Mende - już nie żyje. Zginął pod Ypres, tam gdzie Niemcy otworzyli butle ustawione przed własnymi pozycjami i wypuścili z nich śmiercionośną, zielonożółtą, duszącą chmurę toksycznego chloru. Wiatr poniósł ją na stanowiska wojsk francuskich, w tym oddziałów kolonialnych przybyłych aż z Afryki Północnej. Gdy Max walczył, Egon służył na tyłach jako operator aparatu rentgenowskiego w pobliskiej jednostce sanitarnej. Prześwietlał rannych, by odnajdywać w ich ciałach odłamki pocisków. Teraz jest już tutaj - bezpieczny w niemieckim obozie jenieckim w Wünsdorfie.
Max Mende był o dwa lata starszy od Egona. Pochodził z Breslau. Urodził się 11 listopada 1890 roku jako najstarsze z czworga dzieci Pauline i Traugotta Mendów. Ojciec jest mistrzem szewskim. Jego rodzina wciąż mieszka w ciasnej kamienicy przy Waterloostraße 2215. Zawsze spokojny i pracowity chłopak, nie pił i nie palił. Opiekował się ubogimi, sierotami oraz młodszą siostrą, która od urodzenia wymagała szczególnej troski. Najpierw odbył praktykę w sklepie z dywanami, tkaninami obiciowymi i firanami. Uczył się nawet angielskiego oraz francuskiego, a później pracował w Köln16, Bonn, Chemnitz, München17 i Hamburgu. Wreszcie został zaopatrzeniowcem. Na wojnę zabrano go wprost z hal magazynowych i handlowych. Z racji pochodzenia i wykształcenia trafił do lekkiej piechoty18.
Wokół belgijskiego miasta już wrzało. Front był rozległy. Co pewien czas obłęd wybuchał tam z nową siłą. W kwietniu 1915 roku Niemcy postanowili przełamać ten impas za pomocą broni chemicznej.
Druga bitwa pod Ypres zakończyła się w maju, ale ostrzały nie ustały. Do walki dołączyli żołnierze z oddziałów kanadyjskich i brytyjskich oraz indyjskiej z Dywizji Lahore, a wśród nich Sikhowie. Gdy we wrześniu zastrzelono Maxa, na walczących wciąż padał deszcz pocisków wystrzeliwanych z karabinów maszynowych.
Student nauk przyrodniczych i medycyny, "dobrze urodzony" Egon von Eickstedt, znajdował się wtedy na tym samym froncie, ale po drugiej, bezpieczniejszej stronie wojennej machiny. Jako arystokrata już od urodzenia ma szczęście.
Pochodzi ze starej, lecz zubożałej rodziny szlacheckiej z Pomorza. Przyszedł na świat 10 kwietnia 1892 roku w Jersitz19, wsi, która osiem lat później została włączona do Posen20. Ojciec pracował w okolicy jako urzędnik państwowy - komisarz okręgu. Zmarł przedwcześnie, gdy Egon miał zaledwie sześć lat. Chłopca wychowywały matka, babka i ciotka. Wspierała go Enjo, szkolna koleżanka. To dzięki jej namowom zdał maturę i rozpoczął studia.
Do szkół chodził w Berlinie, Dresden21 i Halberstadt22. Po maturze rozpoczął studia na Friedrich-Wilhelms-Universität zu Berlin, między innymi z antropologii, etnologii, filozofii, geografii i medycyny. Tam poznał antropologa i etnologa Felixa von Luschana, profesora i szefa katedry antropologii. Luschan twierdzi, że nie ma ras wyższych i niższych, choć kolekcjonuje szkielety "egzotycznych ludów". Antropologia, której mimo wojny, teraz korespondencyjnie, uczy Eickstedta, mierzy człowieka w detalach, ale zarazem skłania się ku przekonaniu, że pomiar ma ludzi opisywać, nie hierarchizować.
W 1914 roku wybuch światowego konfliktu przerwał studia młodego arystokraty. Zgłosił się do wojska i trafił do 2 Pułku Gwardii Pieszej we Flandrii. Przeszedł przeszkolenie na podoficera sanitarnego. Do końca 1915 roku służył w mobilnej jednostce rentgenowskiej w Gandawie i jej okolicach. Później, z polecenia swojego sławnego profesora, zaczął zdobywać doświadczenie antropologiczne. W kilkunastu obozach jenieckich zmierzył ponad tysiąc dwustu żołnierzy. Byli wśród nich Tatarzy, mieszkańcy Kaukazu i Powołża, jeńcy z rosyjskich prowincji bałtyckich, a ponadto rekruci pochodzący z francuskich kolonii.
Ponieważ wielu pojmanych zmuszano do pracy przy żniwach i nie można ich było sprowadzić na pomiary, Eickstedt zapytał von Luschana, czy wolno mu badać także Szkotów, Irlandczyków, Anglików, Polaków oraz innych Europejczyków. Czy może również mierzyć rosyjskich Żydów, Estończyków, Łotyszy, Francuzów i kolejne grupy wyodrębniane według języka, pochodzenia albo narodowości. Nikt nie zgłosił zastrzeżeń do jego pomysłu.
Lista obozów, do których podróżował młody badacz, stawała się coraz dłuższa. Analizował ciała mężczyzn w takich miastach jak Groß Breesen, Erfurt, Ohrdruf, Niederzwehren, Darmstadt, Mannheim, Speyer, Germersheim, Ulm, Stuttgart, Eglosheim, Würzburg i Frankfurt an der Oder23.
Jeńcy nie zawsze chcieli być materiałem badawczym. Nie wszyscy komendanci obozów przychylnie patrzyli na te - ich zdaniem - dziwaczne badania. W Groß Breesen uwięzieni żołnierze uciekali przed Eickstedtem. Rosyjscy Żydzi próbowali - jak zanotował - "wymigać się od pomiarów". Zaskakiwał ich więc, stosował fortele, przekupywał papierosami. Francuzi w Niederzwehren byli według niego "weseli i chętni", ale część z nich podawała fałszywe informacje o swoim pochodzeniu. Ostrzegano go, że Sikhowie będą się sprzeciwiać dotykaniu ciała, zwłaszcza głowy, zarówno z przyczyn religijnych, jak i dlatego, że podobne pomiary kojarzą się w Indiach z traktowaniem przestępców24.
Do Wünsdorfu Egon von Eickstedt przyjechał w grudniu 1916 roku. Teraz stoi w białym kitlu naprzeciwko rosłego Sikha uwięzionego w niemieckim obozie jenieckim. Nie występuje tu jako sanitariusz przy rannym, lecz jako antropolog. Obóz znajduje się około czterdziestu kilometrów na południe od Berlina. Od października 1914 roku internowani są tu przede wszystkim muzułmańscy i inni pochodzący z Indii jeńcy, którzy walczyli w armiach brytyjskiej i francuskiej.
Niemcy skupili ich w jednym miejscu, aby poddać propagandzie. Chcieli przekonać uwięzionych do wystąpienia przeciwko mocarstwom kolonialnym, a nawet do walki po stronie sprzymierzonego Imperium Osmańskiego. Zbudowali dla nich meczet, wydawali gazety w ich językach, organizowali wykłady oraz wizyty tureckich dostojników. Eksperyment jednak się nie powiódł. Większość jeńców nie chciała zmienić strony, a ci, których wysłano do Turcji, skarżyli się na głód, brak żołdu i przemoc. Niektórzy odmawiali tam wykonywania rozkazów, dezerterowali albo przechodzili na stronę przeciwnika. Dlatego Osmanowie nie chcieli, by Niemcy przysyłali im kolejne oddziały. Na początku grudnia 1916 roku niemieckie Ministerstwo Wojny nakazało więc zakończyć agitację na rzecz "świętej wojny". Wtedy bramy obozów otworzyły się dla etnologów, językoznawców, muzykologów i antropologów. Jeniec ma być użyteczny dla niemieckiej nauki25.
Eickstedt nie opuścił korpusu sanitarnego, lecz pozostał w jego szeregach i oddelegowano go do pracy naukowej. Mieszka czasem w obozach, a czasem poza nimi. Korzysta z pomocy tłumaczy. Załatwia zgody komendantów. Do lutego 1917 roku zbierze wyniki pomiarów prawie tysiąca ośmiuset jeńców zaliczonych do sześćdziesięciu sześciu ludów26. Nawet podczas wojny zajmuje się antropologią, która go fascynuje. Cieszy się, że sam nie uczestniczy w walce. W listach z frontu nazywa swoje życie "niewojennie wygodnym". Przytył osiem kilogramów. Twierdzi, że to "niepatriotyczne"27. Ma się dobrze. I właśnie los daje mu kolejną szansę.
Wojska niemieckie zajęły Bukareszt i znaczną część Rumunii i zapadła decyzja, żeby z uwagi na zdrowie jeńców pochodzących z "egzotycznych" krajów przenieść ich na południe. Źle znoszą północnoeuropejski klimat. Często chorują. Są niedożywieni. W obozach jenieckich śmiertelność przekracza dziesięć procent. W cieplejszym Bukareszcie i jego okolicach ma im być lepiej. Za wsparcie medyczne podczas transportu odpowiada Eickstedt, mimo że nie ukończył studiów medycznych. W Rumunii będzie mógł dokończyć swoje badania, a może nawet wyruszyć w Karpaty i nauczyć się miejscowego języka.
W Bukareszcie adept antropologii uczęszcza na wykłady miejscowych profesorów. Pielęgnuje też miłość. 19 kwietnia 1918 roku w okupowanej stolicy Rumunii Egon von Eickstedt żeni się ze swoją przyjaciółką ze szkolnych lat, Enjo da Costą Macedo. Od lat, mimo że trwa wojna, ona podąża za nim - krok za krokiem. Miłość jego życia studiuje ekonomię, a w Bukareszcie zajmuje się teraz organizowaniem kursów doszkalających dla kobiet.
Światowy konflikt, który Maxowi Mende odebrał życie, Eickstedtowi daje materiał naukowy, daleką podróż i małżeństwo.
Z wojny przegranej przez Niemcy młody baron wraca zwycięsko. Przywozi ze sobą tysiące wyników pomiarów, w tym dane dotyczące Sikhów. Uważa, że to doskonały materiał na pracę doktorską.
Wojna się skończyła, ale Sikhowie nie zniknęli z życia Egona von Eickstedta. Zostali w jego zeszytach, tabelach i na kartach pomiarowych. Siedemdziesięciu sześciu mężczyzn, których rozebrał do naga i dokładnie zmierzył w obozie jenieckim w Wünsdorfie, ma mu teraz pomóc w karierze.
Adept wojennej antropologii mieszka wraz z niedawno poślubioną Enjo u swojej matki w Dresden. Pisze list do władz Johann Wolfgang Goethe-Universität Frankfurt am Main i pyta, czy mógłby tam przedstawić jako rozprawę doktorską swoje opracowanie badań przeprowadzonych w czasie wojny. Nie chce się przeprowadzać do Berlina. Tam na ulicach wciąż wrze.
19 stycznia 1919 roku odbyły się pierwsze ogólnoniemieckie demokratyczne wybory, w których uczestniczyły również kobiety. Powstała tak zwana koalicja weimarska, ponieważ Zgromadzenie Narodowe obradowało nie w Berlinie, lecz w spokojniejszym Weimarze, gdzie przygotowuje się teraz konstytucję. Zostanie ona uchwalona pod koniec lipca i wejdzie w życie w sierpniu.
Demokratyczny rząd w walce z rewolucyjną lewicą korzysta z freikorpsów - ochotniczych formacji tworzonych głównie przez byłych żołnierzy. Są one dobrze uzbrojone, brutalne i często niechętne samej republice, której chwilowo bronią. Państwo próbuje przy ich pomocy przywracać porządek, ale jednocześnie wzmacnia siły, które w przyszłości zwrócą się przeciwko demokracji.
W styczniu w stolicy krwawo stłumiono powstanie spartakusowców, radykalnych socjalistów pod przywództwem Karla Liebknechta i Róży Luksemburg, którzy chcieli stworzyć państwo rad robotniczych i żołnierskich. Liebknecht i Luksemburg trafili w ręce żołnierzy freikorpsu i zostali zamordowani.
Na początku marca wybuchł kolejny strajk generalny. Doszło nawet do walk z użyciem artylerii, samochodów pancernych i karabinów maszynowych. Minister obrony Gustav Noske rozkazał natychmiast rozstrzeliwać osoby schwytane z bronią podczas walki przeciwko siłom rządowym. Zginęło wtedy około tysiąca dwustu ludzi.
W Bawarii wrze rewolucja, a południe kraju jest na skraju wojny domowej. W nocy z 6 na 7 kwietnia w München zostaje proklamowana Bawarska Republika Rad. Legalny rząd ucieka do Bambergu. Pierwszy anarchistyczno-socjalistyczny gabinet utrzymuje się jednak zaledwie kilka dni. Około 13 kwietnia władzę przejmują komuniści, którzy zaczynają podporządkowywać zakłady pracy radom robotniczym. Na początku maja wojska rządowe zajmują München, a represje kosztują życie setek osób.
Po czterech latach wojny gospodarka Niemiec jest zrujnowana. Produkcja przemysłowa spadła do poziomu z końca XIX wieku, rolnictwo nie odzyskało przedwojennej wydajności, a dochód na mieszkańca wynosi około siedemdziesięciu trzech procent poziomu z 1913 roku.
Państwo musi jednocześnie przestawić fabryki z produkcji wojennej na cywilną, znaleźć zajęcie dla milionów zdemobilizowanych żołnierzy i zapewnić żywność mieszkańcom miast.
W pierwszych czterech miesiącach 1919 roku gwałtownie wzrosło bezrobocie. Weterani wciąż wracają z Wielkiej Wojny do rodzin, które często nie mają dla nich ani miejsca, ani pieniędzy. Brakuje mieszkań, opału i podstawowych produktów. Dopiero od drugiej połowy marca docierają większe dostawy żywności organizowane przez aliantów.
Marka gwałtownie traci na wartości. Ceny rosną, a pensje nie nadążają za kosztami życia. Oszczędności klasy średniej topnieją. Szczególnie trudna jest sytuacja młodych naukowców zatrudnianych najczęściej jako wolontariusze lub asystenci za symboliczne wynagrodzenie. Należy do nich Egon von Eickstedt.
Społeczeństwo jest rozbite. Część Niemców chce republiki parlamentarnej, inni oczekują rewolucji socjalistycznej i władzy rad robotniczych. Na prawicy rosną w siłę środowiska nacjonalistów, monarchistów i rozczarowanych oficerów. Wielu z nich nie przyjmuje do wiadomości militarnej klęski i zaczyna tworzyć mit, że podczas Wielkiej Wojny armia nie została pokonana na froncie, lecz zdradzona przez polityków - przede wszystkim socjalistów oraz Żydów, czyli "żydokomunę".
Niemcy przegrały, przestały być monarchią i muszą podporządkować się decyzjom zwycięzców. Pod koniec kwietnia wysłały delegację pokojową do Wersalu. Atmosfera oczekiwania, co teraz się wydarzy, sprzyja plotkom, poczuciu upokorzenia i radykalizacji. Traktat wersalski staje się symbolem hańby i klęski niemieckiego narodu.
* * *
Berlin nie bez powodu kojarzy się Eickstedtowi z barykadami i strzelaninami, ale we Frankfurcie również panują bieda i niepewność. Nie jest to centrum wydarzeń. Przemoc na ulicach zdarza się znacznie rzadziej niż w stolicy. Uniwersytet działa normalnie. Egon wybiera więc to miasto.
Najchętniej doktoryzowałby się pod kierunkiem Bernharda Hagena, znanego antropologa i lekarza. Urzędnicy podpowiadają mu jednak inne rozwiązanie: ma rozbudować część geograficzną swojej rozprawy i złożyć pracę na wydziale nauk przyrodniczych. Formalnie ma ją przygotować pod kierunkiem geografa Norberta Krebsa, a jednocześnie korzystać ze wsparcia profesora Felixa von Luschana z Berlina. Eickstedt przyjmuje tę ofertę. 30 kwietnia zapisuje się na studia geograficzne, antropologiczne i zoologiczne. Żałuje przy tym, że musi porzucić medycynę28.
Enjo jedzie z nim do Frankfurtu i również wraca na przerwane wojną studia. Nauka nie zwalnia jej jednak z konieczności zarabiania. Organizuje więc kursy dokształcające, pracuje jako sekretarka w miejskiej administracji, a także opiekuje się prostytutkami. Kiedy Egon porządkuje wyniki pomiarów Sikhów i próbuje z zebranego podczas wojny materiału zbudować teorię naukową, jego małżonka podejmuje kolejne zajęcia dorywcze29.
Formalnym promotorem i pierwszym recenzentem pracy Eickstedta zostaje Norbert Krebs. Faktycznym nauczycielem pozostaje natomiast Felix von Luschan, który umożliwił mu dostęp do obozów jenieckich, uczył go antropometrii, a teraz ocenia metody zastosowane w rozprawie. Krebs czyta część geograficzną, Luschan sprawdza antropologiczną.
14 lutego 1920 roku Eickstedt przystępuje do egzaminu doktorskiego. Dziesięć dni później frankfurcki uniwersytet nadaje mu stopień doktora nauk przyrodniczych30.
Doktorat nie rozwiązuje jednak problemów finansowych. Małżonkom wciąż trudno związać koniec z końcem. Już przed egzaminem Eickstedt prosił dziekana, aby z powodu "poważnych trudności materialnych" wyznaczył mu jak najszybszy termin obrony. Dziekan i egzaminatorzy zrezygnowali z części opłat, a Berlińskie Towarzystwo Antropologii, Etnologii i Prehistorii, przychylając się do wniosku von Luschana, przyznało pięć tysięcy marek na druk pracy młodego naukowca. Dzięki temu Elementy rasowe Sikhów - taki tytuł nosi praca doktorska Eickstedta - ukażą się w 1921 roku w prestiżowym "Zeitschrift für Ethnologie". W świecie akademickim to sukces. Ale w domu wciąż liczy się każda marka.
W 1920 roku - już jako doktor - Egon von Eickstedt zostaje asystentem wolontariuszem w berlińskim instytucie oceanografii. Zarabia niewiele. Dorabia wykładami na uniwersytecie ludowym. Kiedy Luschan wyjeżdża z Berlina, Eickstedt pomieszkuje w jego domu31.
W kwietniu 1921 roku Norbert Krebs ściąga go do Freiburg im Breisgau i zatrudnia w instytucie geograficznym. Eickstedt ma prowadzić zajęcia dla studentów i pomagać w pracy instytutu. To rozwiązanie tymczasowe, ale po raz pierwszy otrzymuje regularną pensję. Enjo wciąż studiuje i pracuje. Jest niedożywiona i choruje - przechodzi zapalenie wyrostka robaczkowego powikłane infekcją otrzewnej. W maju 1922 roku zachodzi w ciążę, lecz traci dziecko32.
* * *
Krebs pozwala Eickstedtowi przeanalizować kolejne dane zebrane od jeńców wojennych - "Korsykanów i serbskich Cyganów", jak ich nazywa. Swoje rozważania opiera na przekonaniu, że ludzkość - należącą przecież w systematyce do królestwa zwierząt - można podzielić na "rasy", a te jasno zdefiniować i dzięki rodzącej się teorii dziedziczenia jednoznacznie śledzić oraz ostatecznie programować. Ludzie są dla niego po prostu materiałem badawczym.
W październiku 1922 roku Eickstedt przechodzi jednak do instytutu anatomii, ponieważ zwolnił się tam etat. Jego nowym przełożonym zostaje profesor Eugen Fischer.
Fischer, starszy od Eickstedta o osiemnaście lat, ma już pozycję, o jakiej młody Egon dopiero marzy. Jest lekarzem i anatomem, ale też antropologiem - jednym z najważniejszych niemieckich propagatorów "higieny rasowej". W 1908 roku uczestniczył w wyprawie do Rehoboth w Niemieckiej Afryce Południowo-Zachodniej, gdzie badał potomków europejskich mężczyzn oraz kobiet z ludu Nama.
Jego kolonialne badania, a zwłaszcza słynna praca o tak zwanych mischlingach ("mieszańcach", "hybrydach" czy "kundlach", jak pogardliwie mawiają antropolodzy), pochodzących ze związków Niemców z kobietami z rdzennych ludów Namibii, stały się jednym z fundamentów jego myślenia o dziedziczeniu i "mieszaniu się ras". Swój rasizm opiera teraz na hierarchizacji ludzi oraz przekonaniu, że owo "mieszanie" rzekomo zagraża wartościom europejskiej kultury. To on buduje "naukowe" podwaliny pod tezę, że "cechy rasowe" podlegają prawom dziedziczenia. Z tego wyprowadza wnioski polityczne: jeśli "kategorie rasowe" są dziedziczne oraz można je rozpoznawać i porządkować, to państwo - w jego logice - zyskuje prawo do sterowania ludzką reprodukcją33.
W wydanej w 1913 roku książce Fischer próbuje zastosować prawa Mendla do dziedziczenia cech u ludzi. Z badań wyprowadza nie tylko twierdzenia biologiczne, lecz także program społeczno-polityczny. Jest przeciwny mieszaniu się ludności, głosi potrzebę "odmieszania ras" i ochrony przed przekazywaniem tego, co nazywa "mniej wartościowym materiałem dziedzicznym". W 1921 roku wraz z Erwinem Baurem i Fritzem Lenzem opublikuje Podstawy dziedziczności i higieny rasowej człowieka - podstawowe niemieckie kompendium genetyki człowieka i eugeniki34.
Eickstedt i Fischer nie myślą jednak tak samo o antropologii. Fischer rozkłada ciało na poszczególne cechy, które mają przechodzić z pokolenia na pokolenie. Eickstedt chce widzieć człowieka szerzej: na tle geografii i historii, w jego środowisku oraz w kontekście migracji. Jest uczniem Luschana i nie zamierza o tym zapominać35.
Jego mistrz uważa natomiast, że "czystych ras" nie ma. Postrzega je jako rezultat wędrówek, mieszania się populacji oraz działania środowiska. Odrzuca pogląd, że istnieją "rasy" z natury wyższe. Występuje przeciw antysemityzmowi, a pojęcie "rasy aryjskiej" wręcz wyśmiewa36.
Relacje Eickstedta z Fischerem nie są ani szczególnie bliskie, ani nadmiernie serdeczne. Egon w prywatnych listach do swojego mentora donosi, że choć "F. jest miłym człowiekiem", to on czerpie z tej relacji niewielkie korzyści naukowe. "Zawsze podkreśla, że należę do szkoły von Luschana, i jest niezwykle ostrożny w dzieleniu się ze mną swoimi poglądami na literaturę oraz planami" - pisze do Luschana. "Dla niego antropologia ma sens jedynie jako anatomia. Szkoły etnologiczne i anatomiczne po raz kolejny ostro się ze sobą kłócą".
Ale teraz nie ten spór jest najważniejszy. Władze likwidują etat Eickstedta w instytucie Fischera, a Enjo i Egonowi niedawno urodziła się córka. Dali jej na imię Uta-Maria37. To stare germańskie imię wywodzące się od słowa oznaczającego "dziedzictwo". Młode małżeństwo z małym dzieckiem musi na nowo ułożyć sobie życie. W styczniu 1924 roku Eickstedtowie przenoszą się do Wiednia.
* * *
Egon pracuje jako antropolog w wiedeńskim Muzeum Historii Naturalnej. Rekonstruuje tors neandertalczyka, opracowuje szkielety Negrytów i myśli o habilitacji. Nawiązuje kontakty z Viktorem Lebzelterem, który krytykuje pojęcie "psychologii ras", z badaczem kultur Robertem von Heine-Geldernem, a także z Josefem Weningerem, redaktorem pisma "Volk und Rasse", oraz z Ottonem Rechem, przyszłym autorem "ekspertyz rasowych". Coraz bliżej mu również do Juliusa Friedricha Lehmanna, monachijskiego wydawcy literatury rasistowskiej. W 1926 roku publikuje u niego opracowaną przez siebie antropologiczno-kliniczną kartę pomiarową. Nawet się nie spodziewa, do czego zostanie w przyszłości wykorzystana.
W lipcu 1926 roku małżonkowie przeprowadzają się do München. Egon pracuje w Państwowych Zbiorach Antropologiczno-Prehistorycznych oraz w tamtejszym instytucie antropologicznym. Tu także mu się nie podoba. Czuje, że to wciąż nie to. Nie zostanie z rodziną w Bawarii na dłużej.
Żadna z dotychczasowych posad nie dała Eickstedtowi tego, czego pragnął najbardziej: własnego wielkiego przedsięwzięcia naukowego, obszernego materiału badawczego zebranego pod własnym nazwiskiem oraz pozycji niezależnej od tego, czy ktoś przedłuży mu umowę o pracę.
Wszystko, co robił do tej pory, było dla niego ważną lekcją muzealnictwa, opisywania eksponatów i katalogowania. Od lat dręczy go jednak ogromna potrzeba wyruszenia w wielką podróż, która doprowadziłaby go do habilitacji. Takiej wyprawy zazdrości Fischerowi. Skoro ten mógł jeździć na odległe kontynenty i to wywindowało go na naukowy szczyt, Egon chce iść tym samym przetartym szlakiem38. Robi więc wszystko, by zorganizować własne egzotyczne badania. Staje na głowie i mozolnie - zaczynając od niewielkich kwot - zdobywa na nie publiczne środki.
Rozmyśla o Indiach. Przecież wojenne pomiary Sikhów doprowadziły go do doktoratu. Chciałby znowu badać ludzi z Azji, ale tym razem w miejscach, w których żyją i tworzą swoją historię. Tłumaczy mocodawcom, że wyprawa mogłaby dać Niemcom tysiące pomiarów oraz fotografii, a także znacząco powiększyć zbiory etnograficzne. Domyśla się, że taka podróż może zmienić zwykłego asystenta w badacza rozpoznawalnego również poza granicami kraju oraz otworzyć mu drogę do własnej katedry i stałej pensji.
Enjo również studiowała antropologię u Fischera, pomaga zatem w organizacji wyprawy i uczestniczy w staraniach o fundusze. Ma być nie tylko żoną podróżnika, lecz także jego współpracowniczką39.
Eickstedt pisze listy, szuka patronów i rekomendacji. Układa program badań oraz negocjuje z instytucjami. Popiera go nawet Fischer, który przekonuje, że Egon jest do tego zadania znakomicie przygotowany naukowo i językowo. Jego protegowany chce, by wyprawę firmował Państwowy Instytut Badawczy Ludoznawstwa w Lipsku i zapewnił jej częściowe finansowanie. Intensywnie przekonuje potencjalnych darczyńców, że przedsięwzięcie się opłaci. Że przywiezie do Niemiec kolekcję przedmiotów pozyskanych od indyjskich braminów. Że kupi zbiór szkieletów małp. Że współfinansujący instytut nie będzie zawiedziony. Że dotacja przekazana na ten cel z budżetu miasta Leipzig się nie zmarnuje. Że środki ministerialne zostaną prawidłowo rozliczone. Tych "że" obiecał mnóstwo w wielu miejscach i instytucjach40.
Ale program badań brzmi jeszcze ambitniej: naukowcy mają zebrać materiał do wielkiej typologii człowieka. Aparat fotograficzny i taśma miernicza mają dostarczyć dowodów na istnienie trwałych, rozpoznawalnych ludzkich "ras" i ich podtypów41.
Wreszcie się udaje! Eickstedt otrzymuje cztery tysiące reichsmarek z funduszy ministerstwa spraw wewnętrznych, aby umożliwić - jak to ujęto w dokumentach - "pilnie potrzebne z powodów naukowych rozszerzenie podróży badawczej z Cejlonu na Indie".
Namawiani przez niego wnioskodawcy ulegali presji naukowca. Ba, z własnej inicjatywy coraz chętniej przekonywali dysponentów funduszy, że wyprawa Eickstedta przyniesie korzyści wizerunkowe "osłabionym w polityce zagranicznej" Niemcom. Tłumaczyli, że będzie mieć znaczenie ogólnokulturalne oraz polityczne i dzięki poważnej pracy badawczej przysłuży się autorytetowi niemieckiej nauki42.
Pod koniec 1926 roku Eickstedtowie wreszcie wyruszają do Azji. Egon ma trzydzieści cztery lata, a Enjo trzydzieści pięć. Córkę zostawiają u dziadków w Dresden. Wyprawa potrwa prawie dwa i pół roku. Nie mają żadnej gwarancji, że przyniesie im sławę. Zastanawiają się nawet, czy przeżyją.
Dalsza część w wersji pełnej