Rozdział 1
1
Kamera zamocowana na statywie już czeka, aby zarejestrować kolejną dawkę
wyreżyserowanej autentyczności. Światło stojącej za nią lampy
pierścieniowej jest zbyt jasne, zbyt ostre. Jej blask wwierca się w mój
mózg tak mocno, że za każdym mrugnięciem mam przed oczami jasne aureole.
Czasami te okręgi pojawiają się w moich snach i ścigają mnie w jakimś
pokręconym, koszmarnym świecie jak z Sonica.
Vlogowanie całkowicie zawładnęło moim życiem. Odpoczywam od niego
wyłącznie podczas lekcji, a to tylko dlatego, że na terenie szkoły
obowiązuje zakaz nagrywania.
Mama nie przejmuje się, jak to wpływa na mnie i na moją siostrę Islę;
najważniejsze, żebyśmy udostępniały nasze filmiki i dawały obserwującym
to, czego pragną. To prawdziwa obsesja. Ludzie muszą nas oglądać,
lajkować, subskrybować, komentować, nawet jeśli część z nich nie ma nic
miłego do powiedzenia - i to łagodnie mówiąc. Wiele z komentarzy jest
niestosownych, a niektóre wręcz przyprawiają mnie o gęsią skórkę.
To też jej nie obchodzi. Na prowokowaniu ludzi można zarobić więcej niż
w normalnej pracy, a mama jest mistrzynią w irytowaniu nieznajomych w internecie.
Kiedy dopiero zaczynałyśmy vlogować, bawiłam się naprawdę świetnie, bo
wiązało się to ze wspólnymi wyjściami i wycieczkami. Teraz coraz
bardziej czuję się jak w więzieniu.
Mrugam, gdy światło zaczyna mi wypalać rogówki, i tłumię ziewnięcie.
Mama nie byłaby zadowolona, gdyby zobaczyła, że ziewam przed kamerą.
To nie powinno potrwać długo. Zaczęłyśmy z pewnym opóźnieniem, ale
wieczorem mama musi jeszcze edytować nagranie, żeby udostępnić je z samego rana. Dzięki temu będzie mogła odpowiedzieć na komentarze, gdy
tylko wróci z biegania.
Od czasu, gdy mama odkryła, że na filmowaniu dosłownie każdej rzeczy,
którą robi - i wszystkiego, co robią jej dzieci - może zarobić setki
tysięcy dolarów, myśli tylko o tym. Na początku to było jedynie jej
hobby, ale szybko zaczęła zarabiać takie pieniądze, że rzuciła pracę
asystentki dentysty.
Teraz je, śpi i oddycha vlogowaniem. W zeszłym roku wzięła udział w wielu konferencjach dla twórców treści. Zawsze po powrocie z takiego
wydarzenia zmienia naszą "codzienną rutynę" w zależności od tego, czego
tym razem się dowiedziała. W zeszłym roku na przykład stała się mamą,
która szykuje nam drugie śniadanie do szkoły.
Nienawidzę każdej sekundy filmowania. Staram się ignorować komentarze na
naszym kanale, ale nie jestem w stanie przed nimi uciec. Moi znajomi z klasy oglądają te filmy i używają ich jak amunicji, żeby się nade mną
znęcać podczas przerw.
Całe moje życie kręci się wokół kamery. Dzisiaj będziemy odpowiadać na
pytania, które ludzie zadali na naszym vlogu albo Instagramie. W ostatnich tygodniach wiele osób o to prosiło.
Nie możemy rozczarować fanów.
Mama siedzi pomiędzy mną a Islą, a jej świeżo wypełnione usta rozciągają
się w uśmiechu, ukazując piękne białe zęby. Nie potrafię stwierdzić, czy
sprawia jej to przyjemność, czy nie.
Jej uśmiech robi się przerażająco podobny do uśmiechu Isli. Wszystkie
jesteśmy podobne: mamy tę samą bladą, porcelanową cerę i duże ciemne
oczy. Różnimy się tylko kolorem włosów: Isla i mama są brunetkami, a ja
- blondynką. Przez te wszystkie zabiegi, które mama sobie zrobiła,
zaczyna coraz bardziej wyglądać jak bliźniaczka Isli, a nie jej matka.
Aż mnie ciarki przechodzą, gdy o tym myślę.
Dobrze, że wkrótce wyjeżdżają. Wybierają się na wycieczkę objazdową po
dziesięciu college'ach na Zachodnim Wybrzeżu. Dziesięciu. Islę
interesują tylko trzy, ale to przyciągnęłoby za mało widzów. Tytuł tej
serii jest już wymyślony, a wszystkie przystanki starannie przygotowane
- mama zaplanowała różne aktywności, żeby pokazać, jaka jest rozrywkowa.
Żadnej z tych rzeczy nigdy z nami nie robiła, dopóki w naszym życiu nie
pojawiły się kamery.
- No dobrze, Sophie135 chce się dowiedzieć, jak się czujesz z tym, że
nas opuszczasz i wyjeżdżasz do college'u - mówi mama do Isli, wydymając
usta, jakby była załamana; jakby wyprowadzka jej najstarszej córki była
dla niej ciosem prosto w serce.
Dla mnie ta wizja jest jeszcze straszniejsza. Po wyjeździe Isli zostanę
sama z mamą i będę skazana na nieustanne filmowanie mojego życia.
LouPlusTwo. Jej imię jest wyeksponowane z przodu, a jej ego to główny
bohater vloga. Isla i ja jesteśmy tylko rekwizytami, dowodami jej
wspaniałości.
Nawet nie lubimy tych bajgli z serkiem śmietankowym i łososiem, które
przygotowuje nam na śniadanie przed kamerą. Zawsze potem wyjmuję rybę.
- Bardzo się cieszę! To znaczy, strasznie smutno będzie mi zostawić mamę
i siostrę, ale one inspirują mnie każdego dnia. Zrobię wszystko, co w mojej mocy, żeby były ze mnie dumne.
Czuję, że zbiera mi się na wymioty. Podczas każdego nagrania muszę się
pilnować, żeby nie przewrócić oczami.
- Ja też będę tęsknić... Ale to nie zmienia faktu, że wprowadzam się do
twojego pokoju - dodaję, bo wiem, że takie żartobliwe uwagi zawsze
wywołują pozytywne reakcje. "Ależ ta Connie jest zabawna". Ale nie
skłamałam: naprawdę będę za nią tęsknić.
Staram się trzymać scenariusza, ale nie chcę, żeby ludzie, którzy znają
mnie w prawdziwym życiu, pomyśleli, że w internecie jestem kimś zupełnie
innym.
Nie tak, jak moja matka.
Mama i Isla się śmieją i odwracają z powrotem do kamery. Mama zakłada
włosy za uszy.
- Ech, siostrzyczki! No dobrze, następne pytanie jest do ciebie, Connie.
FluffyBunnyMom, co za uroczy nick, pyta, czy irytują cię negatywne
komentarze.
Mama rzuca mi surowe spojrzenie. Jej szeroki uśmiech jest tak fałszywy,
że aż żenujący. To ostrzeżenie: mam przeczytać tekst ze scenariusza. Do
tego konkretnego pytania przygotowywałyśmy się już dziesiątki razy. Mama
codziennie wbija nam do głów odpowiedź, jakby powtarzanie jej na okrągło
miało skutecznie nas ochronić przed nienawiścią, która sączy się do
naszych dusz.
Wzruszam ramionami, choć wymaga to ode mnie sporo wysiłku. Kłamanie mnie
męczy, a ostatnio nic innego nie robię.
- Nie. Po prostu je przewijam. Nie mam czasu na negatywność.
- Doskonała odpowiedź, kochanie - mówi mama, od której biją wyćwiczona
serdeczność i troska. - Staram się usuwać wszystkie krytyczne
komentarze, które są zbyt osobiste, zanim dziewczyny zdążą je zobaczyć.
Pamiętajmy, że one są tylko ludźmi, zaledwie nastolatkami. Niestety,
czasami zdarza mi się coś przeoczyć. Jestem ogromnie dumna z tego, jak
doskonale sobie z tym radzą.
Kłamanie przychodzi jej z taką łatwością. Podejrzewam, że nawet
doświadczony agent CIA dałby się nabrać.
Wszystkie czytamy tego typu komentarze, zwłaszcza napisane przez osoby o nickach homeboy666, blueqb i Roz, z których ta pierwsza krytykuje nas z największą pasją. Zaczynały niewinnie, od takich uwag jak: "wasze córki
tego nie chcą" albo "żadne z tych rzeczy się nie dzieją po wyłączeniu
kamery". W sumie nawet się z nimi zgadzałam. Ale teraz, po pięciu
miesiącach, piszą na przykład: "powinni odebrać ci dzieci" i "w końcu
ktoś w tym domu pęknie". Wczoraj ktoś dodał komentarz: "wszyscy wiemy,
gdzie mieszkacie".
Mama filmuje nas wszędzie: na ulicy, w ogrodzie, w różnych miejscach w okolicy. Nazwa miasta, znaki drogowe - to wszystko jest widoczne na
nagraniach.
Jules, która przyjaźni się z mamą i jest - o, tak! - szeryfką w naszym
mieście, nieraz radziła jej, żeby nagrywała tylko w zamkniętych
pomieszczeniach albo przynajmniej z dala od domu. Ale ona jej nie
słucha. Zresztą i tak już na to za późno. Mleko się rozlało.
- Mama robi, co może, żeby nas chronić przed nienawistnymi komentarzami
pod vlogami. - Isla potwierdza kłamstwo.
Odwracam się do niej tak gwałtownie, że prawie skręcam sobie kark, ale w porę sobie przypominam, żeby się uśmiechnąć i dać widzom do zrozumienia,
że uważam tak samo. Czy Isla też czasami śmieje się w myślach z tego, co
mówi?
- Och - rozczula się mama. - Muszę chronić moje maleństwa.
Oczyma wyobraźni widzę, jak hejterzy pastwią się nad tą wypowiedzią.
Zawsze, gdy mama udostępnia nowy filmik, zaglądam na nasz kanał. Nie
mogę się powstrzymać. Większość komentarzy jest sympatyczna - aż
zaczynam się zastanawiać, czy to ze mną jest coś nie tak. Ale coraz
częściej przyłapuję się na tym, że zgadzam się z hejterami. Nie
powinnyśmy pokazywać całego naszego życia. Powinnyśmy mieć prywatność i same decydować, czy chcemy być nagrywane.
Dobrze, że mama przynajmniej nie każe nam jechać na konwent dla
vlogerów, który odbędzie się tuż po zakończeniu zwiedzania college'ów.
To oznacza, że czeka mnie czternaście cudownych dni bez niej i dwanaście
bez Isli. Kiedy moja siostra wróci do domu, będę miała dwa dni na to,
żeby zmusić ją do szczerej rozmowy i dowiedzieć się, czy nagrywanie
naprawdę sprawia jej radość, czy tylko udaje, bo tak trzeba.
Mama odczytuje kolejne pytania, oczywiście pomijając te niewygodne - na
przykład, jak się czuje z tym, że wykorzystuje swoje dzieci.
Znam odpowiedź: doskonale.
- O, teraz pytanie do mnie. - Mama zerka na telefon z wyselekcjonowanymi
pytaniami. - LauraBanks pisze: "Louise, skąd czerpiesz motywację każdego
dnia?".
Z pieniędzy.
- Doskonałe pytanie, Lauro. To są decyzje, które podejmuję na nowo
każdego ranka, kiedy postanawiam, że wstanę wcześnie i wrzucę filmik do
internetu, a potem pójdę pobiegać i zrobię moim dziewczynom śniadanie. A gdy któregoś dnia wspomnę ten czas, chcę mieć poczucie, że zawsze
robiłam to, co najlepsze dla mojej rodziny.
Jezu.
Uśmiecham się, ale kosztuje mnie to sporo wysiłku.
- No dobrze, ostatnie pytanie. Isla i ja nie spakowałyśmy się jeszcze na
wycieczkę. Śledźcie nasze profile, żeby zobaczyć zdjęcia i relacje! Co
jest najlepsze w prowadzeniu rodzinnego vloga? To pytanie zadało nam
całkiem sporo osób. Ja zacznę. Na pewno najbardziej lubię to, że spędzam
czas z moimi córkami. To bardzo nas do siebie zbliżyło.
Zasadniczo przyznała w ten sposób, że zanim zaczęła prowadzić vlog, nie
spędzałyśmy razem tyle czasu. Wtedy wszystko było prostsze. Gdyby to
było możliwe, bez wahania wróciłabym do naszego małego, trzypokojowego
domu.
- Tak, zawsze byłyśmy blisko, ale teraz częściej wyjeżdżamy i więcej
rzeczy robimy razem - dodaje Isla, zręcznie naprawiając błąd mamy.
Zwalczam w sobie pragnienie, żeby zniweczyć jej starania.
Ostatnio przychodzi jej to z taką łatwością. Nawet powieka jej nie
drgnie. A ja jestem przerażona, że to powoli staje się jej drugą
naturą.
- Zgadzam się - mówię. - Uwielbiam te wycieczki. Zwłaszcza nasze
miniwakacje.
To akurat nie jest kłamstwo. Ostatnio robimy dużo ciekawych rzeczy, ale
oczywiście płacimy za to wysoką cenę, jaką jest nasza prywatność. Nawet
gdy nie nagrywamy, ludzie czasami rozpoznają nas na ulicy, bo kojarzą
nas z vloga.
Mama przytakuje i ściska moją rękę nieco mocniej, niż trzeba. W ten
sposób daje mi sygnał, żebym mówiła dalej. Dziś nagrywamy bez cięć, więc
stawka jest wyższa niż zwykle.
- Ja też je lubię najbardziej - mówi. - Już się nie mogę doczekać
planowania naszych wspólnych wyjazdów, Connie. Będziemy robić Isli
niezapowiedziane wizyty podczas przerw semestralnych.
Isla na pewno marzy o tym, żeby spędzić przerwę wiosenną z mamą i siostrą, zamiast imprezować na plaży z nowymi znajomymi.
Uśmiecham się tylko, bo nie mam nic do dodania - a przynajmniej nic
takiego, co mama by zaakceptowała. Z każdym kolejnym nagraniem buzuje we
mnie coraz większy gniew. Tyle razy jej powtarzałam, że niebezpiecznie
jest mówić tyle o sobie obcym ludziom.
Czy mi wierzy? Nie.
Czy ją to obchodzi? Też nie.
Czy chciałabym jakoś skłonić ją do tego, żeby mnie posłuchała? Tak.
W końcu sprawię, że mnie posłucha.
- Na nas już czas. Mamy jeszcze parę rzeczy do zrobienia, więc musimy
się z wami pożegnać. Pa, pa, rodzinko Lou!
Macham do kamery i uśmiecham się tak szeroko, że aż boli mnie szczęka.
Moi znajomi na pewno wyczują we mnie fałsz, a mnie już pieką policzki na
samą myśl o tym, że mogą zobaczyć to nagranie. Po kilku sekundach mama
wstaje i wyłącza kamerę.
Odwraca się do nas radośnie uśmiechnięta i wyciąga ręce.
- Dobrze nam poszło. Chociaż następnym razem mogłabyś być trochę
bardziej rozmowna, Connie.
- Jasne - odpowiadam, skubiąc skórkę przy paznokciu. Nie zamierzam
słuchać jej wskazówek. Te porady nigdy nie są tak konstruktywne, jak jej
się wydaje.
- Dobra, dziewczyny, lećcie do szkoły, bo się spóźnicie. Jeszcze jeden
telefon od tej aroganckiej baby z sekretariatu i zacznę krzyczeć.
No tak, jak ona śmie się martwić o dwie przemęczone uczennice, które
notorycznie się spóźniają? To już nasze trzecie nagranie w tym tygodniu.
Jest dopiero ranek, a mnie już huczy w głowie. Musimy się pospieszyć.
- Chodź, Connie, pojedziemy moim samochodem - proponuje Isla, po czym
energicznie wstaje i zdejmuje plecak z haczyka na ścianie.
Robię to samo. Zeszyty mam już spakowane, bo przewidziałam, że nagranie
się przedłuży. Zatrzaskuję za sobą drzwi głośniej, niż zamierzałam, ale
to jedyny sposób, żeby dać upust złości. Są takie dni, kiedy sama się
dziwię, że nie wybuchłam.
- Isla, co tak naprawdę myślisz o tej wycieczce? - pytam, wsiadając do
samochodu. Świadomie staram się rozluźnić dłonie, bo często przyłapuję
się na tym, że mimowolnie zaciskam pięści. Ramiona bolą mnie
zdecydowanie zbyt mocno jak na szesnastolatkę. Ciągle chodzę spięta.
Isla wycofuje auto z podjazdu i naciska pedał gazu. Dzwonek zadzwoni za
siedem minut, a my do szkoły dojedziemy w pięć. Będziemy musiały biec z parkingu, żeby zdążyć na lekcje.
- Connie, nie zaczynaj. - Jej słowa brzmią jak jedno długie
westchnięcie. Z jakiegoś powodu uznała, że to ja jestem najbardziej
frustrująca. Pewnie dlatego, że nie może wyładować się na mamie.
- Niczego nie zaczynam. Po prostu cię pytam. Pozwolisz, żeby mama mówiła
ludziom, gdzie jedziecie? Jules to odradzała.
Isla bierze długi oddech, jakby była zbyt poirytowana, żeby mi
odpowiadać.
- Przestań się tak tym przejmować. Uniwersytety są duże, a poza tym
mnóstwo ludzi i tak wie, gdzie jadę.
- Tak, ale to są znajomi i rodzina, a nie obcy ludzie - zauważam,
zerkając na nią z ukosa. - W ogóle nie martwią cię te ostre i niesprawiedliwe komentarze na naszym vlogu?
- Kilka negatywnych osób w naszej przestrzeni to nic złego.
- Boże, Isla. Spójrz na te komentarze! Ci ludzie rozrywają nas na
strzępy. Tak bardzo bym chciała, żeby mama ich zablokowała.
- Po prostu ich zignoruj.
Wow. Jakbym nie słyszała tej rady już tysiąc razy. Mam ochotę krzyknąć,
że to nie jest takie proste. I szczerze mówiąc, wątpię, że Isla też ich
ignoruje. Ona tylko udaje.
- Jasne - mamroczę pod nosem i ucinam rozmowę, bo widzę, że Isla nie
zamierza stanąć po mojej stronie; przynajmniej dopóki czerpie korzyści z vloga. Chciałabym wiedzieć, jak ona to robi - ignoruje komentarze. Ja
tego nie potrafię. Już teraz potwornie mnie korci, żeby sprawdzić nasze
wczorajsze nagranie.
Nigdy nie udało mi się wytrzymać bez sprawdzania dłużej niż dwa dni.
Isla jest skupiona na drodze, dlatego wyjmuję telefon, klikam nasz
ostatni filmik na YouTubie i od razu przechodzę do sekcji komentarzy.
Nagranie przedstawia nasz typowy dzień: obie wychodzimy do szkoły, a mama macha nam na pożegnanie (dziś rano tego nie zrobiła, bo kamera była
już wyłączona). Później można zobaczyć wszystko, co zrobiła w ciągu
dnia. Nie widziałam tego filmiku, ale mama mówiła, że pojechała do
sklepu, żeby kupić przekąski na wycieczkę i zrobić trochę zapasów dla
mnie.
Mój wzrok jest już wyczulony na zbitki liter blue, home i roz. Od
razu znajduję blueqb. Złośliwy komentarz tego użytkownika został
polubiony przez osiemnaście osób i ma sześć odpowiedzi.
Kupujesz swojej szesnastoletniej córce śmieciowe żarcie żeby wynagrodzić
jej to że zostawiasz ją samą w domu!!!
Jest w tym sporo racji. Ale dla mnie czternaście dni ze śmieciowym
żarciem i bez mamy to spełnienie marzeń.
Odpowiedzi są różne: niektórzy się zgadzają, inni radzą autorowi, żeby
wyluzował, a jedna osoba pyta go, skąd wie, że będę sama.
Mama poprosiła sąsiadów, żeby do mnie zaglądali, i pozwoliła mi
zapraszać do siebie na noc przyjaciół, żebym "czuła się bezpieczna".
Skoro wie, że czuję się pewniej, gdy w domu jest ktoś jeszcze, dlaczego
zostawia mnie samą na tak długo?
Jules obiecała, że będzie do mnie zaglądać w drodze do pracy i potem
drugi raz po południu, wracając do domu. Zamierza jeździć okrężną trasą,
żeby mieć pewność, że u mnie wszystko w porządku.
Użytkownik Blue odpowiedział osobie, która zapytała go, skąd
przekonanie, że będę sama.
Kto zostawia dziecko w domu na cały tydzień?
Skąd wiesz że będzie sama?
Czuję silny ucisk w żołądku. Skąd ta osoba to wie? Powinnam być
podekscytowana - będę sama przez pełne dwa tygodnie - ale zaczynam się
denerwować. Nigdy wcześniej nie byłam w domu tak długo bez opieki
dorosłego.
Lou ani razu nie wspomniała że ktoś z nią zostanie a ona mówi o wszystkim!
Czyli stąd ten wniosek. Mama tego nie rozumie - nie zdaje sobie sprawy,
że niektórzy potrafią przejrzeć ją na wylot. Jest mistrzynią kłamstwa,
ale nawet jej zdarzają się potknięcia.
Ból brzucha momentalnie ustaje, gdy górę bierze logika. Ten ktoś wcale
tego nie wie, tylko się domyśla. I choć jego przypuszczenia są
prawidłowe, nie może mieć pewności.
Użytkownik Roz także odpowiedział. Tylko raz.
Przecież to widać że connie jej nie obchodzi.
Oj, to zabolało. Wcale nie jest aż tak źle. Mama myśli więcej o sobie
niż o kimkolwiek innym, ale nie można powiedzieć, że ja jej nic nie
obchodzę. Po prostu jej wersja bycia wspaniałą mamą nieco różni się od
tego, co ja myślę i czego potrzebuję.
- Ej, Connie, co robisz? - Isla włącza wycieraczki, bo szybę pokryła
mgiełka delikatnego deszczu. - Przecież widzę, że nad czymś intensywnie
rozmyślasz. Gadaj.
Zawsze mówimy sobie o wszystkim. W czasach sprzed vloga byłyśmy my dwie
przeciwko całemu światu. Chyba jeszcze jej nie straciłam, ale wyraźnie
widzę, że z dnia na dzień coraz bardziej wpada w sidła pieniędzy i naszego obecnego stylu życia.
- Nic, tylko piszę do Rosy - odpowiadam. Czuję się paskudnie z tym, że
okłamuję własną siostrę.
- Serio?
- Serio.
Isla unosi idealnie wyregulowaną brew, ale milczy. Po jej minie widzę,
że nie dała się zwieść, ale nie zamierza się kłócić. Mamy niepisaną
regułę, która mówi, że nie sprzeczamy się o vlog. To jedyny sposób na
to, żeby utrzymać naszą relację.
Zaciskam dłonie w pięści i opieram się pragnieniu odpisania na
komentarze, które zalewają mój ekran. Czasami piszę krótkie "dzięki"
albo wstawiam emotkę pod jakimś sympatycznym wpisem, ale nawet takie
drobnostki odbierane są przez użytkowników jako zachęta, aby domagać się
ode mnie większego zaangażowania.
Albo jeszcze gorzej: wykorzystują to, żeby mi dopiec.
Za dużo albo za mało makijażu. Za cicha, innym razem zbyt gadatliwa.
Powinnam wyluzować, powinnam bardziej się otworzyć, powinnam dbać o swoją prywatność.
Podjeżdżamy na szkolny parking. Isla zatrzymuje się obok auta swojej
sekretnej dziewczyny. Mama nie chce dodawać do vloga wątku miłosnego,
więc oficjalnie nie możemy się z nikim spotykać.
Nie ma pojęcia, że Isla i Ally są razem od sześciu miesięcy ani że ja i Seth chodzimy ze sobą od półtora roku.
Nasza rodzina skrywa wiele tajemnic. Większość z nich to sprawy, o których nie może się dowiedzieć nikt poza naszą trójką.
Są też i takie, które ukrywamy przed sobą nawzajem.
Rozdział 2
2
Patrzę przed siebie i idę schować swoje rzeczy. Rosa, Dustin i Seth mają
szafki po drugiej stronie szkoły, dlatego poranki zawsze zaczynam
samotnie.
Nie przeszkadzało mi to, dopóki nasz vlog nie stał się popularny i wszyscy w szkole się o nim nie dowiedzieli. Mam listę rzeczy, których
nie pozwalam mamie nagrywać, na przykład uzupełniania zapasów produktów
higienicznych i toaletowych. Nie dlatego, że się wstydzę, ale nie chcę,
żeby cała szkoła poznała zawartość moich szafek w łazience.
Wstęp do mojego pokoju i mojej łazienki jest ściśle wzbroniony.
Ignorowanie ludzi w szkole przychodzi mi z równą "łatwością", co
ignorowanie sekcji komentarzy.
Moi rówieśnicy lubią o mnie plotkować. I chociaż rzadziej już wygłaszają
złośliwe uwagi, wciąż rzucają mi wymowne spojrzenia i szepczą między
sobą, gdy przechodzę obok.
Czasami to nawet gorsze.
Mam wrażenie, że długi cytrynowy korytarz budzący skojarzenia ze
szpitalem ciągnie się przez całą milę.
Po takich nagraniach jak dzisiejsze, w których odpowiadamy na pytania
fanów, jest najgorzej, zwłaszcza gdy znajomi przyłapią mnie na
kłamstwie. Na przykład w sprawie tego, jak często mama przyjeżdża po nas
do szkoły i zabiera nas w jakieś fajne miejsca. Poza vlogiem nigdy tego
nie robi. To cud, że nikt jeszcze nie nagrał filmu, w którym by ją
zdemaskował. Rośnie liczba osób zajmujących się ujawnianiem kłamstw na
cudzych vlogach, dlatego to tylko kwestia czasu, zanim któraś z nich
obierze nas za cel.
Nie wiem, kogo mama próbuje oszukać. Większość ludzi zdaje sobie sprawę
z tego, że filmy w internecie często nie są prawdziwe. A przynajmniej
powinna to wiedzieć.
Przede mną na korytarzu stoi grupka młodszych uczennic - pięć dziewczyn,
które najwyraźniej czerpią ogromną przyjemność z dokuczania Isli. Moja
siostra twierdzi, że w ogóle się tym nie przejmuje, bo dzięki vlogowi
nie musi brać kredytu na studia, a po zakończeniu nauki będzie mogła
zamieszkać w dużym apartamencie.
Pieniądze to nie wszystko, a ja jakoś nie potrafię sobie wmówić, że
nasze życie jest teraz lepsze - bez względu na to, jak bardzo kocham
naszą ogromną rezydencję z pięcioma sypialniami i wielkim ogrodem, modne
ubrania czy najnowszy model telefonu.
Martwię się, że Isla coraz bardziej zamyka się w sobie i tylko udaje, że
to wszystko jej odpowiada.
Ta możliwość niepokoi mnie nawet bardziej niż myśl, że rzeczywiście
sprawia jej to przyjemność.
Kiedy zbliżam się do grupki dziewczyn, pięć niemal identycznych głów
odwraca się w moją stronę. Gdyby istniały zawody w plotkowaniu
synchronicznym, zdobyłyby złoty medal. Żadna z nich niczym się nie
wyróżnia. Laura i jej przyjaciółki mają takie same gładko uczesane włosy
i wysokie kucyki, policzki muśnięte różem i pasujące do siebie stroje.
Zawsze noszą ubrania w tym samym kolorze, jakby szykowały się do
rodzinnej sesji zdjęciowej. Nie zdziwiłabym się, gdyby w swoich
zadbanych dłoniach z pomalowanymi paznokciami trzymały jakiś dziennik, w którym wypisywałyby okropności na temat innych uczniów jak we Wrednych
dziewczynach.
Przewracam oczami i przenoszę wzrok na swoją szafkę na końcu korytarza.
Udaję, że nie czuję się obnażona i nie obchodzi mnie to, że dziesiątki
rówieśników się na mnie gapią. Ich zainteresowanie nie osłabło, mimo że
nasz kanał ma już ponad rok.
Gdy jestem już w zasięgu głosu, słyszę, że któraś z tych czarownic mówi
coś o mojej mamie. Jeżeli próbuje w ten sposób sprowokować mnie do
kłótni, to w ogóle mnie nie zna.
Ja też uważam, że moja mama jest beznadziejna.
Echo ich śmiechu odbija się od ścian. Wszystkie zerkają w moją stronę.
Nie reaguj. Dokładnie tego chcą, a ja za nic w świecie nie zamierzam
im tego dać. Zachowuję się tak, jakby nic mnie to nie obchodziło. Gdy
widzą, że nie reaguję, powtarzają ostatnie zdanie, a ja tym razem
wyłapuję nieco więcej. "Lou minus jedna... coś tam".
Pewnie rozmawiają o tym, że mama i Isla jadą beze mnie. Nie rozumiem, co
w tym złego. Ja już nie mogę się doczekać. Która szesnastolatka nie
chciałaby mieć domu tylko dla siebie przez czternaście dni?
Seth i Dustin proponują, żebym zrobiła imprezę, bo mam duży dom - taki,
o którym marzyłam, zanim zaczęło się to całe vlogowanie. Nowoczesna
kuchnia, własna łazienka, osobne pomieszczenie na garderobę. Mamy też
pokój kinowy, siłownię, jacuzzi i saunę. Wszystko to opłacone
kłamstwami.
Wpycham plecak do szafki i biorę zeszyt do matematyki - co za
okrucieństwo, kazać nam zaczynać dzień od tego przedmiotu, mój mózg
jeszcze śpi.
- Cześć, Connie.
Podnoszę wzrok, gotowa powiedzieć tej osobie - kimkolwiek jest - żeby
spadała, ale widzę uśmiechniętą Ellie. Jasne włosy związała w dwa
niedbałe warkocze, a w rękach trzyma stos książek.
- O, cześć.
Ellie jest o rok młodsza, dlatego rzadko się widujemy, ale zawsze witamy
się na korytarzu. Tak samo jak ja uwielbia powieści fantasy. Często
polecamy sobie różne tytuły. To jedna z najsympatyczniejszych osób w szkole - poza moją paczką.
Ellie wymownym gestem podnosi książki o kilka centymetrów i mówi:
- Dam ci znać, jeśli któreś z nich okażą się dobre.
Kiedy mówi o książkach, jej ciemne oczy zaczynają błyszczeć od emocji.
Wiem, że sama też pisze, i wcale się nie zdziwię, jeśli kiedyś wyda
własną powieść.
Spoglądam na książkę na górze stosu.
- O, to czytałam. Na pewno ci się spodoba. Mam całą trylogię, więc jak
ją skończysz, mogę ci pożyczyć pozostałe tomy. Daj mi znać co do reszty.
- Super, dzięki. Muszę lecieć. Pani McKnee zmienia się w prawdziwą
smoczycę, gdy ktoś się spóźni na jej lekcję choćby pół sekundy.
Śmieję się, a Ellie zaczyna niezdarnie biec, próbując utrzymać w rękach
laptop i cztery nadprogramowe książki.
To jedyna znana mi osoba, która wszędzie zabiera ze sobą książki. Ja na
wszelki wypadek trzymam kilka egzemplarzy w samochodzie. Nie wiem w sumie, na wypadek czego, ale lepiej się czuję, kiedy wiem, że tam są.
Telefon pokazuje, że do dzwonka została minuta, więc ulegam pokusie i znów włączam YouTube'a. Nie potrafię długo bez niego wytrzymać, bez
względu na to, jak często sobie obiecuję, że przestanę tam zaglądać.
Możliwe, że jestem uzależniona i potrzebuję pomocy, ale nie byłabym w stanie poprosić przyjaciół o skonfiskowanie mojego telefonu.
Kolejny komentarz Blue - znów zarzuca mojej mamie brak odpowiedzialności
i zwraca jej uwagę na to, że podczas jej dwutygodniowej nieobecności
wiele może się wydarzyć.
Marszczę brwi i sprawdzam wcześniejsze komentarze Blue. Wszystkie są
krytyczne i drażnią mnie jak kawałki rozbitego szkła ocierające się o skórę... ale zaraz. Ponownie czytam kilka ostatnich wpisów, żeby się
upewnić. Wszystkie krytyczne opinie dotyczą mojej mamy. Jak mogłam
wcześniej tego nie zauważyć? Z nawyku - albo wymuszonej solidarności -
łączyłam nas w jedną całość, choć tego tak nie odczuwam. A przecież
wcale nie muszę.
Pod nagraniem jest mnóstwo niemiłych uwag na mój temat, ale nie od
stałych obserwujących.
Użytkownik Blue potępia nasz vlog - i to z całej siły. Chyba wręcz go
nienawidzi. Ale jego krytyczne uwagi nie dotyczą mnie ani Isli. Czy on
ma świadomość, że jego komentarze są paliwem dla vloga? Można
powiedzieć, że wpycha mojej mamie pieniądze do kieszeni.
Właściwie chyba nigdy nie wspomniał o mojej siostrze. Ani razu.
To dziwne. Tak bardzo się wciągnęłam w śledzenie jego komentarzy, że nie
zrozumiałam ich najważniejszego przekazu. Szukam wpisów użytkowników Roz
i Home, którzy też nie gryzą się w język.
Czasami wspominają o Isli, ale nigdy nie są dla niej szczególnie
niemili. Uważają ją za ulubienicę fanów vloga i mają rację, bo Isla jest
najbardziej ugodowa, ale to nie jej wina. Po prostu robi to, co uważa za
konieczne. W naszym domu nie brakowało pieniędzy, ale też nigdy nie
mieliśmy ich w nadmiarze. Podejrzewam, że Isla godzi się na nagrywanie
swojego życia, bo chce zgromadzić takie oszczędności, żeby mogła stąd
uciec, gdy tylko skończy osiemnaście lat.
Jedna dobra rzecz, którą mama dla nas robi, to odkładanie pieniędzy na
nasze konta. Kiedy osiągniemy pełnoletniość, otrzymamy do nich dostęp.
Mama regularnie pokazuje nam rosnące saldo i - co ciekawe - jest to coś,
czym nie dzieli się z fanami.
Przygryzam wewnętrzną część policzka. Nie potrafię stwierdzić, czy to
dobrze, że Blue mnie broni... ani też dlaczego tak mnie to dręczy.
Pomijając fakt, że wolałabym, aby w ogóle nie rozmawiano na mój temat.
Mój palec niepokojąco unosi się nad ekranem. Z trudem powstrzymuję się
przed polubieniem komentarzy całej trójki pod naszym ostatnim nagraniem.
Jeśli to zrobię, mama od razu zauważy.
Ostatni wpis Blue nie dotyczy jednak mamy. Brzmi po prostu: Mam nadzieję, że Connie będzie się świetnie bawić.
Dławiące poczucie braku kontroli nad własnym życiem i bezmyślne
lekceważenie mojego bezpieczeństwa przez mamę popychają mnie do
działania - a dokładnie popychają mój palec wskazujący do przodu, prosto
na przycisk "podoba mi się".
Kliknięte.
O kurka, zrobiłam to.
Serce łomocze mi w piersi, pompując adrenalinę do całego ciała z prędkością wywołującą zawroty głowy. Nie umiem powiedzieć, czy to
dobrze, czy nie, ale jedno wiem na pewno: przeciwstawiając się mamie,
poczułam się, jakbym znalazła bąbelek tlenu głęboko na dnie oceanu.
Bardzo ci dziękuję, Blue. Zawsze trafiasz w sedno.
Nagle nad moją głową rozlega się skrzekliwy dźwięk dzwonka. Podskakuję i prawie upuszczam telefon.
- Żegnaj, rodzinko. Widzimy się niedługo - mówi głośno Lara, która
właśnie przechodzi obok wraz z grupką chichoczących koleżanek.
Zacytowała żenujące pożegnanie, którego używa moja mama na naszym vlogu.
Zatrzaskuję drzwi od szafki i idę do sali matematycznej. Chociaż nie
można nazwać polubienia jednego komentarza jakimś szczególnie
imponującym aktem buntu, jestem tak roztrzęsiona, jakbym zrobiła coś
naprawdę wielkiego. Pomimo odczuwanej satysfakcji nie mogę jednak pozbyć
się uczucia, że zaczepienie Blue było błędem.
Rozdział 3
3
Mama trzyma kamerę i nagrywa Islę, która pakuje do samochodu ostatnią
torbę. Bagażnik jest wypełniony po brzegi ubraniami i jedzeniem, które
mają wystarczyć na dwa tygodnie. Isla się odwraca i z szerokim uśmiechem
zamyka pokrywę bagażnika.
- To już ostatnia torba. Ogłaszam, że jesteśmy gotowe na wyprawę! Tak
się cieszę na tę wycieczkę!
Jej głos, ruchy - wszystko jest podkręcone dla widzów, tak jak nauczyła
nas mama. Wiem, że moja siostra się cieszy, powiedziała mi to wiele
razy, ale poza kamerą nie byłaby tak ekspresyjna i nie mówiłaby tego z hollywoodzkim uśmiechem.
- Nie wierzę, że zabieram moje pierwsze dziecko na wycieczkę po
college'ach! To takie ekscytujące i wzruszające. - Mama wyciąga rękę do
Isli i oczywiście uwiecznia to na nagraniu. - Pamiętam, jak była
niemowlęciem i spała mi na piersi. Nie jestem jeszcze tak stara, żeby
mieć prawie dorosłą córkę!
Nie przewracaj oczami. Nie przewracaj oczami.
- Muszę jeszcze się pożegnać z moją maleńką Connie. - Mama odwraca
kamerę i wydyma usta. O, świetnie. - Będę za tobą strasznie tęskniła,
ale wiem, że masz zapewnioną dobrą opiekę.
Jasne... Sama będę się sobą opiekować.
Wcale nie narzekam. Cudownie będzie odpocząć od tego ciągłego
nagrywania. Mama zostawiła mi wytyczne, jakie filmiki mam nagrać, żeby
"fani" mogli się dowiedzieć, co u mnie, ale to nie zajmie mi dużo czasu,
bo muszę się zmieścić w minucie. Jestem aż tak nieinteresująca.
Dzięki temu mama da mi spokój, a im rzadziej będę z nią rozmawiać, tym
lepiej. Muszę odpocząć od ciągłego wysłuchiwania jej uwag na temat tego,
co mam zrobić albo co robię nie tak.
Chciałabym, żeby chociaż raz pokazała, że jej na mnie zależy. Bez
ukrytych motywów, bez zastanawiania się nad tym, jak można by spieniężyć
naszą relację - żeby po prostu skupiła się na tym, co mogłaby dla mnie
zrobić poza kamerą.
- Też będę za wami tęskniła, ale już czekam na wieści o college'ach,
które najbardziej spodobały się Isli... I o tym, który z nich ostatecznie
wybrała!
- Na pewno będziemy często dzwonić i pisać - obiecuje Isla, a potem mnie
przytula. Mama szybko odwraca kamerę, żeby uchwycić ten moment. Nie
lubię okazywać czułości na nagraniach, które wstawiamy do internetu, bo
ludzie potrafią pisać naprawdę okropne i niestosowne komentarze... Ale co
zrobić, liczą się kliknięcia. - Napisz, jak będziesz czegoś potrzebować
- szepcze mi do ucha i przez te kilka sekund znów jest starszą siostrą,
którą znam i kocham. - Oczywiście moja młodsza siostra będzie pierwszą
osobą, której powiem o tej ważnej życiowej decyzji. W końcu to ty
będziesz do mnie przyjeżdżać na babskie weekendy. - Isla patrzy do
kamery i się śmieje. - No dobra, fajne mamy też są zaproszone.
Chyba zaraz zwymiotuję.
Jak ona zdołała sprawić, że to zabrzmiało wiarygodnie?
Nie potrafię stwierdzić, kiedy dokładnie Isla się tak zmieniła, ale nie
jest tą samą osobą, którą była rok temu. Mam wrażenie, że vlog i status
"lokalnej celebrytki" uderzyły jej do głowy, dlatego kurczowo trzymam
się tych małych cząstek jej dawnego "ja", które czasami jeszcze wychodzą
na powierzchnię.
Ja mam zupełnie inne podejście - jeśli już nigdy nie zostanę nazwana
lokalną celebrytką, uznam, że dobrze przeżyłam swoje życie.
Dzieli nas zaledwie półtora roku. Isla jest w trzeciej klasie liceum i mam nadzieję, że gdy zda maturę i wyjedzie na studia, wreszcie postawi
się mamie i przestanie udawać potulną owieczkę.
Skończą się długie dni filmowania i powtarzania tych samych ujęć tak
długo, aż mama wreszcie będzie zadowolona. Nic lepszego nie mogłoby się
przydarzyć Isli. I chociaż ogromnie jej zazdroszczę, że wyrwie się z domu rok wcześniej niż ja, chcę, żeby się wyprowadziła.
- Możemy z Connie cię odwiedzić, gdy za rok wybierzemy się na taką samą
wycieczkę - mówi mama.
Przecież w przyszłym roku Isla będzie jeszcze chodzić do liceum. Nie mam
siły, żeby ją poprawiać. Na pewno któryś z widzów wychwyci błąd i zwróci
mamie uwagę - pewnie powie jej, że sama powinna wrócić do szkoły.
Gorycz wypełnia każdy centymetr mojego ciała. Nienawidzę tego uczucia,
ale nie umiem go stłumić. Presja, aby zawsze być idealną i grzecznie
odgrywać swoją rolę, męczy mnie tak bardzo, że mam ochotę krzyczeć.
Już dziś boję się zwiedzania college'ów razem z mamą i jej kamerą. Nie
chcę, żeby cały internet się dowiedział, gdzie będę studiować. I nie
chcę patrzeć, jak mama odgrywa rolę najlepszego rodzica na świecie i zmienia się nie do poznania sekundę po zakończeniu nagrywania. To za
każdym razem boli tak samo.
Pomyśl o czymś innym.
Mama wyciąga rękę i znów nadyma wargę.
- Naprawdę musimy już lecieć.
- Pa, mamo.
Przytulam ją i staram się wyglądać na zmartwioną - na tyle, żeby nikt
nie miał wątpliwości, czy będę tęsknić za rodziną, ale nie na tyle, żeby
ludzie zwyzywali mamę za to, że zostawiła mnie samą.
Nigdy nie jest mi łatwo idealnie oddać emocje, które w danej chwili
powinnam czuć.
Nie zawsze daję z siebie wszystko, o czym świadczy chociażby to, że
polubiłam wczorajszy komentarz Blue, albo to, że przed minutą nie
skorygowałam błędu mamy.
Nikt nie jest doskonały, bez względu na to, jak bardzo się stara
prezentować idealną wersję swojego "ja".
- Niedługo się odezwiemy.
Znów się uśmiecham. Liczę na to, że wcale tak szybko nie zadzwonią. Za
chwilę zacznie się pierwszy z czternastu dni mojej wolności, a ja chcę
na chwilę zapomnieć o mamie i siostrze.
Wsiadają do samochodu. Mama podaje kamerę Isli, która obraca to cholerne
urządzenie w moją stronę.
Pomimo ucisku w żołądku uśmiecham się i macham do nich, nie przesadzając
z entuzjazmem. Nie pozwalam, żeby z moich oczu i gestów biła radość.
Może ta umiejętność kiedyś mi się przyda. Mogłabym zostać reżyserką.
Kiedy samochód wyjeżdża na ulicę, moje ramiona opadają. Ostatnio moje
ciało znajduje się w ciągłym stanie napięcia, które powoduje ból tak
uciążliwy, że muszę regularnie chodzić na masaż. Wreszcie mogę
odetchnąć, przynajmniej przez cały następny tydzień. Na shortsach, które
kazała mi nagrać mama, nie muszę za bardzo pokazywać twarzy. Podkład
głosowy mogę dodać później. Mam już trochę materiału, więc nie powinno
mi to zająć dużo czasu.
Te proste zadania ekscytują mnie jeszcze bardziej niż to, że będę sama w domu.
Odprowadzam je wzrokiem, żeby mieć pewność, że rzeczywiście wyjechały i to wszystko nie jest jakimś złośliwym żartem. Moje mięśnie się
rozluźniają, a napięcie w ramionach znika. Aż do tej chwili nie miałam
pojęcia, jaka jestem spięta.
Powietrze jest jakby świeższe, a niebo - zdecydowanie bardziej błękitne.
To miłe, zważywszy na to, że trwa sezon burzowy i na najbliższe dwa
tygodnie prognozowane są ulewne deszcze.
Ale mnie to w ogóle nie przeszkadza.
Wracam do domu i naciskam przycisk blokady na centralce alarmowej. Nowy
dodatek, który Jules poleciła - nie, kazała - mamie zamontować. Jules
przyjaźni się z mamą od dwudziestu lat i nieraz próbowała jej
uświadomić, jakie zagrożenia na nas czyhają. Opowiadała jej różne
historie o stalkerach, żeby wytłumaczyć, dlaczego tak krytycznie
podchodzi do naszego vlogowania.
Jules pracuje w służbach i naprawdę wiele w życiu widziała. Nie chciała
nam opowiedzieć najstraszliwszych historii, ale po jej uwagach poczułam
jeszcze większą złość na mamę. Nawet przestrogi szeryfki nie zdołały jej
zniechęcić do prowadzenia vloga. Zgodziła się tylko zamontować w domu
dodatkowe zabezpieczenia. Mamy kamery, które monitorują prawie każdy
centymetr naszej posesji, alarmy, specjalny przycisk alarmowy, a nawet
schron.
Kiedy mama powiedziała nam o tym specjalnym pokoju, Isla i ja miałyśmy z tego ubaw przez dobry tydzień.
Nasz schron nie jest tak dobrze wyposażony jak ten z filmu Azyl. To
pomieszczenie, które można zamknąć za pomocą masywnego rygla. W środku
znajdują się telefon podłączony do linii stacjonarnej, toaletka, kamera
i lampa pierścieniowa, żebyśmy mogły na bieżąco informować naszych fanów
na YouTubie, gdy morderca będzie się próbował dostać do środka.
Nie chcę tam wchodzić, bo boję się, że dostanę napadu złości. Na razie
nikt nam jeszcze nie groził, ale czy chcemy podejmować to ryzyko?
Pierwszą rzeczą, jaką robię w pustym domu w ten sobotni poranek, jest
włożenie paczki kukurydzy do mikrofalówki. Nie mam nic przeciwko tostom
z awokado, preclom ani domowej granoli, ale mam ochotę zjeść na
śniadanie coś, co nie ma żadnej wartości odżywczej. Ostatnio poranna
rutyna mamy zdominowała moje życie.
Patrzę, jak paczuszka pęcznieje, i słucham wystrzałów popcornu. W tym
samym czasie wysyłam wiadomość do Rosy.
Connie: pojechały! kiedy będziesz?
Rosa: pomagam tacie. będę po południu. twoja mama wszystko
nagrywała?
Connie: wiadomo!! wrzucałaby filmiki z toalety, gdyby to przynosiło
pieniądze
Rosa: fuj, nie tak obrazowo
Rosa, Dustin i Seth doskonale wiedzą, co myślę o moim vlogowym życiu.
Dustin, jako syn szeryfki Jules, ma zakaz występowania w naszych
nagraniach, ale Rosa i Seth są widoczni w kilku filmikach. Staram się
nie zapraszać ich do siebie ani nie spotykać się z nimi w czasie, gdy
nagrywamy.
Rosa: pomyśl o hajsie
Nie, to już nie jest tego warte.
Connie: zapytam jeszcze setha i dustina
Rosa: wciąż jestem zła na dustina... chyba
Przewracam oczami, a potem piszę do chłopaków i chowam telefon do
kieszeni, bo mikrofalówka zaczyna rozpaczliwie pikać. Rosa i Dustin
chodzą ze sobą od pierwszej klasy liceum i kłócą się jak stare
małżeństwo. Są uroczy, ale często również irytujący. Założę się, że Rosa
już nie pamięta, za co się na niego zezłościła.
Może przypadkowo spojrzał na inną dziewczynę. Uwielbiam Rosę, ale widać,
że w tym związku brakuje jej pewności siebie. Dustina znam od urodzenia;
nigdy nie zachował się wobec nas nie w porządku. Nie bałabym się
powierzyć mu swojego życia.
Wsypuję popcorn do miski, przechodzę do salonu i włączam na Netflixie
dokument kryminalny, żeby zabić czas przed przyjściem gości (ta gra słów
była zamierzona). Film opowiada o mężczyźnie, który włamuje się do domów
i morduje ludzi we śnie.
Ale jakoś nieszczególnie potrafię się na nim skupić.
Mój telefon brzęczy. Wciąż dostaję nowe powiadomienia z Instagrama,
które rozpraszają moją uwagę. Zgodnie z umową jakieś dwadzieścia minut
temu wstawiłam zdjęcie z mamą i Islą, gdy jeszcze nie były spakowane, i jak na razie nie sprawdziłam reakcji obserwujących.
Moje konto jest publiczne, ale niewiele się tam dzieje. Raczej nikt mnie
tam nie szuka, a nawet jeśli znajdzie, to zazwyczaj ogranicza się do
kliknięcia serduszek pod moimi zdjęciami albo zostawienia jakiegoś
krótkiego komentarza. Mama każe mi zamieszczać wpisy związane z vlogiem,
ale zdołałam je ograniczyć do selfików z różnych miejsc. Nie pozwolę,
żeby moje konta prywatne były dodatkiem do jej bloga.
Musi być coś, nad czym mam kontrolę.
Otwieram aplikację i przewijam ekran, wpychając garść popcornu do ust.
Czuję się wolna, jakbym siedziała na puszystej chmurce. Podciągam nogi
pod brodę i czytam sekcję komentarzy.
Zareagowało kilku moich znajomych. Rosa pisze, że jesteśmy gorące...
Serio? Myśli, że jest zabawna. Seth przed chwilą polubił zdjęcie, ale
nie chce go komentować, żeby nie przyciągać uwagi. Mama myśli, że się
tylko przyjaźnimy, a on rozumie, że musimy zachować pełną dyskrecję, bo
wściekłaby się, gdyby się dowiedziała.
Już chcę wyłączyć aplikację, gdy moją uwagę przyciąga pewien nick. Taki,
którego nigdy wcześniej nie widziałam na tej platformie. Blueqb. Wczoraj
rano polubiłam komentarz tej osoby na YouTubie, a teraz przeniosła się
tutaj i napisała mi: czekają cię wspaniałe dwa
tygodnie. Żadnej złośliwości, żadnego oceniania. Zupełnie jakby
to był ktoś inny, kto ma tę samą nazwę użytkownika.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki