Rozdział 2
- Jesteś już! - Kiedy wyszłam z samochodu, poczułam, jak ktoś uwiesza mi się na szyi. - Myślałam, że już dziś nie dojedziesz, a mam ci tyle do opowiedzenia! - ekscytowała się moja przyjaciółka. - Chodźmy szybko na aulę, bo zajmą nam wszystkie miejsca i zostaną tylko te w pierwszych rzędach, a tam raczej nie chcemy siedzieć, prawda?
Spojrzała na mnie, a ja zdążyłam tylko skinąć głową, bo Kaja nie dała mi dojść do słowa. I tak raz-dwa znalazłyśmy się w auli. Kaja ciągle nawijała o Natanielu i innych chłopakach z drużyny. Podobno szykują się jakieś zmiany, ale nikt nie wie, o co chodzi. Pewnie niebawem się dowiemy, a jeśli nie, to podpytam brata. Przecież trenuje koszykówkę, więc chyba nie będzie miał przede mną tajemnic, prawda?
- Heeej! - Poczułam lekkie szturchnięcie. - Ziemia do Natalii! Mówię do ciebie od kilku minut, ale mam wrażenie, że w ogóle mnie nie słuchasz... Na kogo tak patrzysz?
Spojrzała w kierunku, w którym nieświadomie, przysięgam, utkwiłam wzrok, i głośno westchnęła.
- Serio? Patrzysz na Kubę? Przecież dopiero co razem przyjechaliście do szkoły...
Kiedy zorientowałam się, co właśnie powiedziała, na moje policzki wpełzł niespodziewany rumieniec.
- ...że niby ja patrzę na Kubę? Nie bądź niemądra. Znamy się od dziecka i nie było dnia, żebyśmy sobie nie skakali do gardeł, a ty mi sugerujesz, że niby co teraz?
Kaja zachichotała, słysząc moje słowa.
- Nic, nic... Po prostu...
Chciała dokończyć, ale z mikrofonu dobiegł nas głos pana dyrektora i moja przyjaciółka ucichła.
- Dzień dobry, kochani uczniowie! Witam was w nowym roku szkolnym. Mam nadzieję, że jesteście gotowi na zdobywanie wiedzy i poszerzanie swoich horyzontów. Mam dla was kilka informacji, zanim rozejdziecie się do klas...
- Bla, bla, bla... Kto go tutaj w ogóle jeszcze słucha? - Usłyszałam nagle znajomy głos za plecami.
Odwróciłam się do Łukasza, żeby go uciszyć. Nie wiem, skąd nagle wziął się za nami.
- Na przykład ja, braciszku, więc z łaski swojej zamilcz na chwilę, bo chciałabym wysłuchać do końca, co dyrektor ma nam do powiedzenia...
- To po co teraz gadasz? - dodał nie kto inny jak Kuba. - Lepiej słuchaj, bo jeszcze przegapisz "coś ważnego". - Zrobił cudzysłów w powietrzu.
- To, że was to nie interesuje, to już nie moja sprawa...
Odwróciłam się z powrotem, żeby posłuchać pana dyrektora. W auli robiło się coraz duszniej, bo co chwilę wpadali kolejni spóźnieni uczniowie. Miałam nadzieję, że dyrektor jednak nie będzie długo mówił, bo jeśli tak dalej pójdzie, nie wyjdę stąd o własnych siłach.
Nagle poczułam szturchnięcie z lewej strony.
- Słyszałaś to? - wyszeptała Kaja, a ja nie miałam pojęcia, o co pyta.
- Co miałam słyszeć?
- No to, co przed chwilą powiedział dyro... Ciekawe, czyj projekt wybrali.
- Czekaj, czekaj. Jaki projekt? - zapytałam. - Chyba nie mówisz o tych projektach z zeszłego roku, które mieliśmy na zaliczenie?
- No właśnie o tych! Dyro powiedział, że postanowili jeden wdrożyć w tym roku w życie szkoły... Jestem ciekawa, który projekt wygrał. Sama przyznaj, że w naszej klasie było sporo dobrych pomysłów, więc na pewno niełatwo było postawić tylko na jeden. Na przykład bardzo podobał mi się projekt Emilki związany ze schroniskiem dla zwierząt albo projekt Pawła dotyczący schroniska dla bezdomnych. Aaaa! Przecież nie mogę pominąć twojego... Twój był ekstra. Sama widzisz... Jestem ciekawa, na co postawili. - Wyszczerzyła do mnie swoje olśniewająco białe zęby. - A ciebie to nie ciekawi? - dopytała jeszcze.
- Ciekawi, ciekawi...
Nie miałam za bardzo siły, żeby odpowiedzieć jej coś więcej, więc zaczęłam powoli wachlować się pierwszą lepszą kartką wyjętą z torebki. Robiło mi się duszno.
- Ej, siostra, chcesz wyjść na zewnątrz? - Usłyszałam głos brata, ale tylko pokręciłam głową. - Na pewno? Jesteś trochę blada...
- Dam radę, już mi lepiej, jak się tak wachluję tym czymś... - Pomachałam mu kartką.
A tak naprawdę rzeczywiście było trochę lepiej, ale w tej chwili chciałam tylko, żeby dyrektor jak najszybciej skończył mówić. Tak jak na początku próbowałam się skupić, tak teraz w ogóle nie potrafiłam. Myślałam jedynie o tym, jak uspokoić oddech, żeby wszystko wróciło do normy.
I nagle zapomniałam o wszystkim, kiedy dostałam kolejnego kuksańca w bok.
- Nie wierzę! - Ekscytowała się moja przyjaciółka. - Wiedziałam, po prostu czułam w kościach, że to wygrasz! Wiem, że gadałam wcześniej, że podobały mi się inne projekty, ale twój był najlepszy! Cieszysz się? - trajkotała jak najęta, a ja nie wiedziałam, o co chodzi.
Dopiero kiedy zobaczyła moją zdezorientowaną minę, zapytała: - No nie gadaj, że nie słyszałaś?
- Co miałam słyszeć?
- Przecież dyro właśnie ogłosił, że to twój projekt będziemy realizować w tym roku szkolnym! Cudownie!
Kiedy Kaja to powiedziała, rumieniec wypełzł na moje policzki. Ucieszyłam się z tego wyróżnienia. Naprawdę. Nie liczyłam na to, że projekt, który wymyśliłam i napisałam na zaliczenie z polskiego, wygra. Takie wyróżnienie to duża sprawa. Poczułam, jak moje serce zaczyna bić szybciej.
- Na razie nie zdradzę, kto jest właścicielem tego wspaniałego projektu, ale bardzo proszę, by zwycięzca przed wyjściem do domu wpadł do mojego gabinetu. Wspólnie z panią wicedyrektor omówimy szczegóły jego realizacji. A na koniec informacja dla ostatnich klas. W tym roku czeka was rzecz jasna matura...
W auli zaczęły się skomlenia.
- ...ale czeka was również studniówka, na którą możecie zaprosić kogoś z naszej szkoły...
Ojj, tutaj dopiero zaczęło się narzekanie i jęczenie. W sumie trochę się nie dziwię, bo jeżeli ktoś ma swoją drugą połówkę spoza szkoły, to co ma zrobić? Iść na zabawę bez tej osoby? Dziwne...
- I ostatnia sprawa! - Dyrektor podniósł trochę głos. - Nasza drużyna koszykarska będzie grała w tym roku w tak zwanej lidze międzyszkolnej. Więcej szczegółów dowiecie się od swojego trenera, a teraz możecie rozejść się do klas.
Po ostatnich słowach dyrektora zaczęło się szuranie krzesłami, bo wszyscy wstawali i żywo ze sobą dyskutowali. W końcu dyrektor sprzedał nam dziś naprawdę interesujące informacje, więc było o czym gadać.
Już zakładałam torebkę na ramię, kiedy usłyszałam:
- Hej, siostra!
Odwróciłam się do brata.
- Wszystko gra? - Spojrzał na mnie znacząco.
- Tak - odpowiedziałam z lekkim uśmiechem.
- Na pewno? Wiesz, że...
Chciał coś powiedzieć, ale mu przerwałam, bo zauważyłam, że Kuba przestał rozmawiać z jakąś dziewczyną i zmierzał w kierunku Łukasza.
- Tak, na pewno. Nie martw się, jeśli coś będzie się działo, dam ci znać.
On tylko przewrócił oczami.
- A teraz leć. - Spojrzałam na Kubę, który wbijał we mnie wzrok. - To znaczy lećcie, bo macie chyba jakieś drużynowe spotkanie czy coś, prawda?
- Tak. Mam nadzieję, że bezpiecznie wrócisz do domu...
- Nie martw się. Autobusy jeżdżą, ewentualnie poproszę Kaję, żeby mnie odwiozła.
- Serio? Chcesz wracać z Kają? Ty wiesz, że ona nie potrafi jeździć... Ja naprawdę nie wiem, kto tej dziewczynie dał prawo jazdy... - jęczał, ale robił to na tyle głośno, żeby moja przyjaciółka go usłyszała.
- Hej, hej! - oburzyła się. - Nie zapędzaj się, kochany... Kto jak kto, ale o twoją siostrę dbam jak o swoją. Nigdy nie pozwolę, żeby stała jej się krzywda. Możesz być pewny, że ze mną nic jej nie grozi. - Wyszczerzyła się.
- Śmiem wątpić - odpowiedział z uśmiechem, za co od razu dostał kuksańca w bok.
- Dobra, stary, jak już wszystko macie wyjaśnione, to spadamy. Chłopaki z trenerem na nas czekają - wtrącił Kuba.
- Jasne, to do zobaczenia w domu. - Łukasz skinął głową w moją stronę, po czym dodał: - I jednak spróbuj jej nie zabić.
Mrugnął do Kai i każdy poszedł w swoją stronę. My do klasy, a chłopaki na salę gimnastyczną...
*
Kuba
Specjalnie nie podchodziłem od razu do dziewczyn, bo widziałem, że Łukasz bardzo przejął się swoją siostrą i od razu za nią poleciał. To nie tak, że ja się nie przejąłem, bo ewidentnie coś było nie tak, ale postanowiłem, że później zapytam Łukasza, o co chodzi. Kiedy skończyłem rozmawiać z jedną z dziewczyn z drużyny cheerleaderek, powolnym krokiem podszedłem do stojącego nieopodal rodzeństwa. Dyskutowali o czymś zawzięcie. Kiedy dochodziłem, Natalia na mnie spojrzała. Nie była już taka pewna siebie jak rano, gdy jechaliśmy razem samochodem. Była czymś przejęta i jakby bledsza. Utkwiłem w niej wzrok, mając nadzieję, że wyczytam coś z jej oczu. Może nawet by mi się udało, ale Łukasz to straszna gaduła. Zaczął coś klepać o jeździe Kai i Natalia się zaśmiała. Miała niesamowity uśmiech. Szczerze mówiąc, zawsze poprawiał mi samopoczucie. Czasami miałem wrażenie, że próbuje tym uśmiechem coś zatuszować... i tym razem chyba było tak samo. To, że mój najlepszy przyjaciel strasznie przejmuje się swoją siostrą, było oczywiste. Zawsze był blisko niej, ale od pewnego czasu coś się zmieniło. Kiedyś próbowałem coś od niego wyciągnąć, ale zawsze jakoś mnie zbywał... aż w końcu odpuściłem. Tylko czasami się zastanawiam, czy nie za szybko. W końcu, jakby nie patrzeć, Natalia również była moją przyjaciółką. I to od dawien dawna...
*
Kiedy razem z Kają opuszczałyśmy klasę, jak zwykle marudziłyśmy na plan lekcji. Był kijowy. Trzy dni z rzędu do szesnastej... no tragedia! Kto to układał? Wszystko rozumiem, ale osoba odpowiedzialna za plany chyba powinna się trochę doszkolić z tego, jak robić to dobrze.
- Beznadzieja... - jęknęła moja przyjaciółka. - I jak tu gdziekolwiek wyjść po południu? Jak dowalą nam zadaniami, to będziemy nad nimi siedziały do nocy...
- Fakt - odparłam. - Ale chyba nic na to nie poradzimy. Wiesz, że nasza klasa co roku ma kiepsko ułożone godziny i chyba musimy się z tym pogodzić. Może akurat nie będziemy miały prac domowych...
- Chyba sama nie wierzysz w to, co teraz mówisz... Powiedz, Nati, że żartujesz. My i nic niezadane? Dobre sobie. - Zaśmiała się.
- Pomarzyć zawsze można. - Uśmiechnęłam się. - Ty mi lepiej powiedz, czy podoba ci się Nataniel, bo widzę, że coś często zawieszasz na nim wzrok.
- Że co, proszę?! Ty tak serio? Ja i chłopak z drużyny? - Przewróciła oczami. - Nigdy! Dobrze wiesz, jakie mam zdanie o naszych chłopakach. Bez urazy dla Łukasza i Kuby, ale oni wszyscy jakby... nie mają mózgów. I myślą czymś innym, chyba wiesz, co mam na myśli? - Poruszyła brwiami, na co tylko się zaśmiałam.
- Daj spokój... Można na nich oko zawiesić i nie mów, że tak nie jest - odparłam.
- Och... okej. Oko zawiesić można, ale nic więcej... - Zawiesiła się na chwilę, po czym od razu dodała: - Ale zaczekaj. - Złapała mnie za rękę. - Tak nawijasz o tych naszych koszykarzach... Może tobie któryś wpadł w oko, co?
- Kaja... myślałam, że mamy ten temat zamknięty. To, że powiedziałam, że chłopacy są przystojni, to prawda, ale dobrze wiesz, że ja nikogo nie szukam. Nie chcę się zakochać. Nie mogę... nie...
Chciałam jeszcze coś dodać, ale doskoczył do nas Kamil.
- Cześć, dziewczyny! - Pocałował każdą z nas w policzek. - Jak tam wasze plany, bo mój jest kiepski... Patrząc na to, że lekcji coraz więcej, a do tego treningi, nie wiem, jak będę ogarniał życie w tym roku szkolnym. - Zaśmiał się. - A gdzie tam jakieś imprezy! Będzie kiepsko, coś czuję...
- Imprezy? Chcesz imprezować, mając cztery razy w tygodniu trening? - zapytałam.
- No pewnie! Kiedy mam się wyszaleć, jak nie teraz? - Wyszczerzył się, na co tylko przewróciłam oczami. - I mam nadzieję, że w tym roku poimprezujemy wspólnie, zaczynając od jutra.
- Od jutra? - zapytałyśmy razem z Kają.
- Tak, od jutra. I litości! Nie mówcie, że nie słyszałyście o domówce u Nataniela. Chociaż w zasadzie... - Podrapał się po głowie. - Mogłyście nie słyszeć, bo zaprosił chłopaków z drużyny na otwarcie sezonu. - Zrobił cudzysłów w powietrzu.
- No to jak miałyśmy o niej słyszeć, skoro nikt nas nie zaprosił? - Kaja prychnęła. - To chyba logiczne, że to impreza zamknięta.
- Ale każdy może kogoś przyprowadzić, więc ja zapraszam was. - Wyszczerzył zęby.
- Ja odpadam. Jak chcecie, idźcie we dwójkę. Dacie mi później znać, jak było.
Już chciałam ruszyć w stronę wyjścia, kiedy przyjaciółka głośno chrząknęła. Musiałam się zatrzymać i na nią spojrzeć.
- Chyba o czymś zapomniałaś... - Poruszyła sugestywnie brwiami.
Z początku nie wiedziałam, o czym mówi. Dopiero po chwili zapaliła mi się lampka w głowie.
- No tak... - westchnęłam i zaczęłam zawracać. - Kompletnie zapomniałam, dzięki - wymamrotałam, mijając ją z powrotem.
- A co do imprezy... - zaczęła znów temat. - Nie martw się, Kamil. Przekonam ją i na pewno pójdziemy całą trójką. Przecież trzeba zacząć ten rok szkolny z impetem! Poza tym czuję się podekscytowana... Nigdy nie byłam na żadnej imprezie, na której byli sami koszykarze. To może być bardzo interesujące przeżycie.
Kaja nawijała w kółko, a ja tylko głośno westchnęłam i pomaszerowałam dalej, prosto pod drzwi gabinetu pana dyrektora. Nie lubiłam imprez. To nie tak, że byłam jakimś alienem czy coś. Nie. Tam po prostu zawsze było za dużo ludzi, a to wiązało się z tym, że robiło się duszno. A dla mnie to jak strzał w kolano. Na szczęście wiem, że w domu Nataniela jest taras, więc jeśli będę zmuszona tam iść, posiedzę na świeżym powietrzu. Czasami może warto wyjść do ludzi i zająć myśli czymś innym...
*
- Proszę! - Usłyszałam głos pana dyrektora, kiedy zapukałam do gabinetu.
Nacisnęłam klamkę i weszłam do środka.
- Dzień dobry... - przywitałam się i lekko uśmiechnęłam.
- A, to ty, Natalko, wejdź dalej - zachęciła pani wicedyrektor. - Zaraz będziemy z tobą rozmawiać, tylko skończę pisać ogłoszenie. Może usiądź sobie na chwilkę. - Wskazała ręką krzesło przed biurkiem. - Zostało mi zaledwie kilka zdań.
Skinęłam głową i usiadłam. Nawet nie zdążyłam się rozluźnić, a już usłyszałam:
- Skończone!
Naprawdę podziwiam ją za szybkość wykonywania zadań...
- Panie dyrektorze, możemy zaczynać - zawołała wicedyrektor do sąsiedniego pokoju, z którego po chwili wyłonił się dyrektor.
- Witam, Natalio. - Uśmiechnął się na mój widok. - Twój projekt bezapelacyjnie wygrał, jednogłośnie. - Podszedł do biurka, wciąż z tym samym uśmiechem. - Już od dawna myśleliśmy, żeby co roku wybierać jakiś projekt i wdrażać go w życie, ale zawsze brakowało czasu albo wizji na realizację. W tym roku jednak jest inaczej. Do tego te rozgrywki międzyszkolne naszej drużyny koszykarskiej... Wszystko pięknie połączyło się w całość.
Kiedy dyrektor zauważył, że chyba nic z tego nie rozumiałam, bo wpatrywałam się w niego szeroko otwartymi oczami, zaczął tłumaczyć wszystko od początku.
- Widzę, że nie bardzo wiesz, o czym mówię. W tym roku po raz pierwszy jakikolwiek projekt zostanie wdrożony w życie szkoły, a to znaczy, że zajmiemy się zbiórką i będziemy robić wszystko, co w naszej mocy, żeby jak najwięcej pieniędzy trafiło na twoją fundację. Pod koniec roku przekażemy je na ten szczytny cel. - Uśmiechnął się szeroko. - Mam nadzieję, że się cieszysz?
Mówił, pytał, a mnie odjęło mowę. Nie mogłam uwierzyć, że szkoła będzie zbierać pieniądze na fundację, którą wymyśliłam ja. Natalia Adamczyk. Dostałam chyba wypieków na twarzy, bo już po chwili dyrektor zapytał:
- Wszystko w porządku? Może otworzę okno?
- Nie, nie... Wszystko okej. Ja tylko nie wiem, co powiedzieć. Bardzo się cieszę - udało mi się szczerze uśmiechnąć. - A jak będą wyglądać te zbiórki? Macie już coś z panią wicedyrektor ustalone? - Zerknęłam na nią z ukosa.
- Oczywiście, dlatego cię tu zaprosiliśmy. Chcieliśmy to z tobą przegadać. Co o tym myślisz i jak się na to wszystko zapatrujesz? W końcu to twój projekt, więc będziesz sprawowała nad nim kontrolę.
- Po pierwsze - wtrącił dyrektor - będziesz musiała nawiązać ścisłą współpracę z drużyną koszykówki, a że masz tam brata, myślę, że nie będzie z tym najmniejszego problemu. Ich trener już o wszystkim wie. Miał dzisiaj z nimi porozmawiać.
- Ale... nie rozumiem. Co wspólnego z fundacją ma drużyna koszykówki? - zapytałam.
- Już ci tłumaczę. Zapewne słyszałaś na apelu, że w tym roku odbędą się międzyszkolne rozgrywki drużynowe? - Potaknęłam głową.
- No właśnie. I... co ja to chciałem powiedzieć... - zawiesił się na moment. - A, już wiem! Zwycięska drużyna dostanie czek na dziesięć tysięcy i wspólnie z radą pedagogiczną oraz trenerem chłopaków uzgodniliśmy, że gdyby udało się wygrać, przeznaczymy te pieniądze na twój projekt...
W tym momencie opadła mi szczęka. Przecież to było coś niesamowitego. Jak spełnienie kolejnego marzenia. Kiedy w zeszłym roku mieliśmy wymyślić projekt na język polski, przyszło mi do głowy, żeby kiedyś kogoś wesprzeć. Zwłaszcza ten szpital, który ostatnio tak często gościł w moich myślach. Byłam tak naładowana pozytywną energią, że miałam ochotę od razu pobiec do drużyny koszykarskiej i kazać im trenować siedem dni w tygodniu.
- To coś niesamowitego! - odparłam. - Nawet nie wiecie, jak bardzo się cieszę. Pewnie, że będę wspierała i motywowała chłopaków do gry, w końcu stawka jest wysoka. A nawet jeśli nie uda się wygrać, może znajdziemy jakiś inny sposób, żeby wesprzeć fundację?
- O to się nie martw - tym razem w słowo weszła wicedyrektorka. - Mamy w planach zrobić kiermasz świąteczny. Jeszcze nie do końca wiemy, na jakich zasadach, ale ustalimy to w trakcie roku. A kiedy zrobi się cieplej, może zorganizujemy coś na świeżym powietrzu... jakieś licytacje prac albo rzeczy, które zalegają nam w domach? Może uczniowie będą mieli jakieś oryginalne pomysły. Zobaczymy. - Uśmiechnęła się szeroko.
W tym momencie nie potrafiłam już powstrzymać radości.
- Jejku... to wspaniale! - pisnęłam. - Dołożę wszelkich starań, żeby udało nam się zebrać jak najwięcej. Jeżeli wpadnę jeszcze na jakiś pomysł, z pewnością przyjdę i się nim podzielę. I oczywiście będę motywowała chłopaków do treningów.
Zaśmiałam się, a dyrektor i wicedyrektorka popatrzyli po sobie i posłali mi ciepłe uśmiechy.
- Bardzo się cieszymy, że tak zareagowałaś i jesteś chętna do współpracy. A teraz zdradź nam sekret, skąd ten pomysł? Dlaczego projekt twojej fundacji obejmuje akurat ten szpital? Przecież tutaj, w Katowicach, też mamy pełno różnych placówek, a ty wybrałaś ten w Zabrzu... Czy to dlatego, że...
Pukanie do drzwi przerwało naszą miłą konwersację.
- Proszę chwilę zaczekać - zawołał dyrektor, po czym znów spojrzał na mnie.
- Tak, panie dyrektorze. Właśnie dlatego wybrałam ten szpital...
Nic więcej nie musiałam mówić. Wszystko wyczytali z mojej twarzy.
- No dobrze. W takim razie wszystko mamy ustalone i pozostajemy w stałym kontakcie. Jeżeli tylko na coś wpadniesz, zapraszamy do nas.
- Jasne - odparłam, odsuwając krzesło. - Jeszcze raz dziękuję za wyróżnienie. To naprawdę wiele dla mnie znaczy. A teraz uciekam, bo następna osoba czeka, żeby się tu dostać. Do widzenia - pożegnałam się i wyszłam, mijając w drzwiach trenera szkolnej drużyny.
Byłam cała w skowronkach. Tak bardzo się cieszyłam, że od razu miałam większą ochotę do życia i działania. Może właśnie tego było mi teraz trzeba? Zająć czymś myśli i po prostu nie myśleć. I tak pogrążona we własnej radości nie zauważyłam nadchodzącej postaci, wpadając prosto na czyjąś wysportowaną klatkę piersiową.
Gdyby ktoś się zastanawiał, jak poczułam wysportowaną klatkę piersiową, już tłumaczę. Kiedy mężczyźni dbają o wygląd i ciężko trenują, robi im się naprawdę fajny kaloryfer. Wiem to, bo mam brata, który trenuje koszykówkę i nieraz lata po domu bez koszulki albo gra w samych spodenkach. Poza tym nie zapominajcie, że czytam sporo romansów, a tam czasem aż gorąco się robi od opisów niektórych "kaloryferów".
- Ojejku - mruknęłam, zamykając oczy i spuszczając głowę, bo aż głupio było mi spojrzeć na tego chłopaka. - Przepraszam, nie zauważyłam cię.
Czekałam na jakąś odpowiedź, ale ten osobnik parsknął śmiechem na cały hol i powiedział:
- Serio? Nie zauważyłaś mnie? Przecież prawie nikogo już nie ma w szkole, korytarze są puste, Nati.
- Że też akurat musiałam wpaść na ciebie, no popatrz. - Wyszczerzyłam się szeroko, zerkając na mojego rozmówcę, bo mnie również rozbawiła ta sytuacja. - Już skończyliście trening? - zapytałam Kubę, który stał przede mną i szeroko się uśmiechał.
- Tak. Przyszedłem oddać trenerowi klucze od szatni, bo wszyscy już wyszli, a powiedział, że tutaj go znajdę... Nie mijałaś go może?
- Jest w gabinecie, więc możesz śmiało iść, a ja... no cóż, już pójdę. Na razie.
Już chciałam go wyminąć, ale chłopak mnie przytrzymał, więc spojrzałam na niego pytająco.
- Wracasz do domu?
- Tak. Powinna na mnie czekać Kaja. Była z Kamilem. Nie widziałeś ich może?
- Nie. - Pokręcił głową. - Gdyby ich jednak nie było, poczekaj na mnie przed wyjściem, okej?
Trochę mnie to zdziwiło. Nie powiem, że nie, bo Kuba raczej nie proponował mi takich rzeczy.
- Okej... ale raczej powinni tam być. A przynajmniej Kaja - odparłam, na co tylko pokiwał głową. - Zatem... pa.
Odeszłam kilka kroków, kiedy znów usłyszałam jego głos.
- Czujesz się już dobrze?
Zamurowało mnie. Głośno przełknęłam ślinę, bo zrobiło mi się ciepło. Powoli się do niego odwróciłam i zobaczyłam, jak na mnie patrzy. Jego oczy intensywnie wpatrywały się w moje i dostrzegłam w nich... troskę.
- Tak, już wszystko okej. Po prostu zrobiło mi się duszno. Nie lubię takiej ilości ludzi w jednym pomieszczeniu.
- Cieszę się... W takim razie nie będę cię już zatrzymywał. Na razie.
Skinął mi głową i zapukał do gabinetu dyrektora, a mnie zostawił samą z różnymi myślami krążącymi po głowie.
Nie zostało mi nic innego, jak odejść i znaleźć swoją przyjaciółkę.