Od awokado do zapote. Owoce, które uzależniają smakiem - Jarosław Molenda

Kup ebooka

29.99 zł
21.93 zł (20,69 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

MUZA MĘDRCÓW

Chyba nie ma kogoś takiego, kto nie jadł banana. To jedna z najstarszych roślin uprawnych, ba, zdaniem niektórych nawet roślina uprawna najstarsza. W każdym razie jej uprawy sięgają daleko w czasy przedhistoryczne. W Azji tropikalnej i Oceanii starsze były od upraw ryżu i trzciny cukrowej. Trudno uwierzyć, że początkowo hodowano banany nie dla owoców, ale dla jadalnych pędów (odrośli) i "serc" młodych roślin, użytkowanych jako warzywa gotowane lub w postaci sałat. Ten sposób spożywania bananów obok wykorzystywania owoców utrzymał się dotąd w Chinach Południowych, Indochinach i Afryce Środkowej .

Banany były znane wszystkim dawnym ważnym cywilizacjom Starego Świata. O starożytności upraw indyjskich świadczą chociażby nazwy w sanskrycie. Pierwsze wzmianki o roślinach, w których można rozpoznać banany, odnajdujemy w literaturze buddyjskiej z VI wieku p.n.e. W Indiach bananowiec jest rośliną poświęconą bogu Wisznu i bogini Lakszmi. Podczas dorocznych świąt Pausa (grudzień-styczeń) i Kartika (październik-listopad) z pędów oraz liści tej rośliny buduje się ceremonialne pawilony, a także bramy powitalne, a owoce zanoszone są do świątyń jako dary ofiarne .

Starożytne teksty chińskie nie wspominają o bananach, lecz nie ma w tym nic dziwnego - chińska kultura rozwinęła się wszak w chłodniejszym, północnym klimacie, z dala od tropikalnej ojczyzny bananów. Do Mezopotamii dotarły bardzo wcześnie - do Asyrii już około roku 1100 p.n.e. W świecie śródziemnomorskim banany były znane jedynie ze słyszenia. Grecy, Rzymianie, później Arabowie piszą o bananowcu jako o "drzewie owocowym" z Indii.

Aleksander Wielki widział je podczas kampanii indyjskiej około 330 roku p.n.e., a przynajmniej tak twierdził współczesny mu botanik Teofrast. Dwa i pół wieku później ich wartości odżywcze wychwalał Pliniusz Starszy, jedna z ofiar wybuchu Wezuwiusza w 79 roku p.n.e. (w bliższych nam czasach uwiodły samego Napoleona Bonaparte, choć spróbował ich dopiero... na Wyspie św. Heleny).

Zapewne już pierwsi emigranci z Azji przenieśli je przez Jemen do Afryki Wschodniej, wykorzystując przy tym zmieniające się warunki klimatyczne w odległych epokach. Arabowie w swych dalekich wyprawach, zwłaszcza w ekspedycjach do Afryki Środkowej i Południowej w celu chwytania niewolników i pozyskiwania kości słoniowej, walnie przyczynili się do rozszerzenia zasięgu upraw tej rośliny. Sprawozdania z wypraw Henry'ego Mortona Stanleya w latach 1871-1877 mówią wiele o tym zasięgu w Afryce .

Pierwszy niezbity dowód na uprawę bananów w Afryce pochodzi z Mombasy w Kenii i datuje się na 1300 rok. Banany trafiły tam z Arabii i Etiopii, a może raczej to ich kłącza w pierwszym tysiącleciu naszej ery wraz z Indonezyjczykami przebyły Ocean Indyjski i wylądowały na Madagaskarze. Stamtąd przeniosły się w okolice wielkich jezior w Kenii, skręciły w lewo, przemierzyły wilgotne centrum Afryki i przybyły na zachodnioafrykańskie wybrzeże w samą porę, by w XIV wieku powitać europejskich odkrywców, którzy nazwali je banemami lub banamami - od nazwy nadanej im przez mieszkańców Gwinei .

W Europie tak naprawdę rozpowszechnili je Arabowie (bananowiec jest występującym w Koranie rajskim drzewem). W czasach ekspansji kalifatu umajjadzkiego, kiedy wyrywano z korzeniami zakazaną przez Proroka winorośl, a na jej miejsce sadzono drzewka pomarańczowe i cytrynowe, banany stały się bardziej znane. Łacińska nazwa rodzajowa, po raz pierwszy wprowadzona przez Eberharda Georga Rumphiusa, wywodzi się od arabskiego słowa mouz lub moz, oznaczającego ni mniej, ni więcej tylko... palec. Została ona przekształcona przez Linneusza dla upamiętnienia Antoniusa Musy, żyjącego w I wieku p.n.e. nadwornego lekarza pierwszego cesarza Rzymu Oktawiana Augusta .

Wydaje się dziwne, że skoro były one od tak dawna uprawiane w Indiach, dlaczego nie znano ich w Syrii i Egipcie. Już Marco Polo wzmiankował o mieście Kalhat, które za jego czasów było portem w południowej części Omanu słynącym z handlu korzeniami i końmi. Wenecjanin podawał tylko: "Ludność tej okolicy żyje daktylami i rybami solonymi, których bardzo wiele mają. Lecz trza wiedzieć, że liczna szlachta i bogacze tamtejsi żywią się lepszym mięsem i lepszymi potrawami" .

Dopiero arabski podróżnik Abu Abdullah Muhammad Ibn Battuta zapisał: "W niewielkim oddaleniu od Kalhatu leży osada Tibi, jedno z najpiękniejszych miasteczek. Przez Tibi przepływają liczne bystre strumienie, pełno też w nim drzew i sadów. Wywozi się stąd owoce do Kalhatu. Rosną tu pod dostatkiem banany zwane al-murwari, co w mowie perskiej znaczy "perły", a te wysyłają do Ormuzu i do innych miast" .

Równie interesująca jest jego wzmianka na temat Zafari al-Humuz lub Zafaru, znanego też jako Dufar względnie Dolar - miasta w Arabii Południowej w części wybrzeża zwanego Mahra: "W odległości pół dnia drogi od Zafari leży miasto al-Ahkaf, zamieszkane przez lud Ad. [...] W ogrodach Zafari rośnie mnóstwo drzew bananowych, których owoce bywają niekiedy ogromnych rozmiarów. Kiedy zważono przy mnie jeden z owoców, wonczas okazało się, że miał dwanaście ukija " .

Pierwszymi europejskimi hodowcami bananowców byli koloniści z Wysp Kanaryjskich, gdzie drzewo to zadomowiło się na dobre na początku XVI wieku. Gonzalo Fernández de Oviedo, pilny kronikarz przybywania do Ameryki nowych roślin uprawnych, odnotował pojawienie się pierwszych bananowców z Wysp Kanaryjskich w 1516 roku. Kluczem do rozróżniania odmian jest najstarszy angielski opis pozostawiony przez Thomasa Nicholsa, kupca cukrowego, który stawał przed kanaryjską inkwizycją, a w roku 1583 opublikował opowieść o swoich przeżyciach: "Przypomina ogórek i najlepiej go jeść, gdy sczernieje, bo wtedy jest słodszy od każdego cukierka" .

Systematyka w obrębie rodzaju Musa, obejmującego ponad 40 gatunków, jest w pewnej mierze sprawą dyskusyjną, w związku z czym, gdy chodzi o banany, panuje spore zamieszanie. Zdaniem znawcy problematyki, Mariana Nowińskiego, najodpowiedniejszy wydaje się podział na trzy gatunki jadalne: rajski, zwyczajny, określany też mianem "figi Adama" (M. paradisiaca), banan plamisty, zwany pizang (M. sapientum) i banan karłowaty albo chiński (M. cavendishii).

W obrębie gatunku Musa paradisiaca obok odmian słodkich i soczystych znajduje się też grupa około 75 odmian mączystych, w krajach posługujących się językiem angielskim znanych pod nazwą "plantain" (na Nowej Kaledonii gotuje się podziemne bulwiaste rozłogi banana warzywnego, o smaku pochrzynu, znanego też pod nazwą jamsu lub ignamu ). Plantany są popularne w zachodnich Indiach i w Afryce, gdzie przyrządza się z nich smaczne potrawy, przygotowywane i podawane w sposób przypominający ignam i kasawę .

To niestety koniec bezpłatnego fragmentu. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki.

GRUSZKA ALIGATORA

Mamy XVI wiek. Do Nowego Świata przybywa coraz więcej Europejczyków, którzy mają okazję spróbować dziwnego i delikatnego owocu. Nigdy wcześniej nie jedli czegoś podobnego, choć owoc ów wygląda jak duże gruszki lub wyrośnięte figi w Hiszpanii. Pozostawał zielony, chociaż dojrzały, niesłodki i niegorzki, a to, co znajdowało się w środku, przypominało masło o delikatnym zapachu. Europejczycy tamtych czasów uważali, że kształt, powierzchnia i smak tego owocu są boskimi objawieniami ich cnót i przywar. W podobnym tonie wypowiadał się franciszkanin i misjonarz Juniper Serra, który twierdził, że widział drzewa z owocami "jak piersi panieńskie".

Była to dzika gruszka z ogromną pestką w środku, która - o czym zapewniali hiszpańscy żołnierze zasiedziali już na nowym kontynencie - miała moc afrodyzjaku. Dlatego Francisco Hernández, lekarz Filipa II, który został wysłany w celu zbadania mocy oraz właściwości roślin i zwierząt Ameryki, w 1576 roku przekonywał króla i rodaków: "Owoc, który Hiszpanie określają zapożyczonym słowem jako awokado, jest ciepły i przyjemny w smaku, nie ma złego zapachu, źle się go nie przechowuje, ale za to jest tłusty i wilgotny, w znacznym stopniu pobudza apetyt seksualny i zwiększa produkcję nasienia" .

Może wysnuł taki wniosek, dowiedziawszy się, że w jednym z narzeczy Majów ahuacacuahuitl oznacza... jądra? Właściwie nazwa tego owocu powinna raczej brzmieć: "oliwka amerykańska", ponieważ oliwki i awokado zawierają podobny zestaw olejów o dobroczynnych właściwościach, czyli korzystnie oddziałujących na ludzki organizm tłuszczów jednonienasyconych, bardzo mało natomiast tłuszczów nasyconych. Jeśli powiększylibyśmy przeciętą na pół oliwkę i porównali ją z awokado, okazałoby się, że wyglądają niemal identycznie, chociaż nie należą nawet do tej samej botanicznej rodziny .

Od najdawniejszych czasów awokado użytkowane było przez Indian w drodze zbieractwa albo z drzew rosnących głównie w ogrodach przydomowych. Istnieje ponad 500 odmian uprawnych, różniących się pokrojem, odpornością na choroby, rozmiarem owoców. Najwięcej odmian występuje w Gwatemali. Udomowienie nastąpiło najprawdopodobniej w Meksyku lub na Przesmyku Meksykańskim, a dokonały go plemiona przedazteckie. Pochodzące z lat 8000-7000 p.n.e. nasiona dzikich owoców awokado znaleziono w dolinach dzisiejszego stanu Oaxaca i Tehuacan.

Znaleziska młodsze wskazują, że awokado uprawiane było na brzegach tamtejszych rzek już około 6500 lat p.n.e. (inne, choć nie aż tak stare, bo pochodzące sprzed około 2000 lat p.n.e., zostały znalezione w Peru). Około roku 900 p.n.e. widoczne są już skutki selekcji przeprowadzanej przez pierwotnych hodowców . Kiedy w marcu 1519 roku Hernán Cortéz dotarł do Meksyku, spotkał potomków Azteków, którzy nigdy nie widzieli krowy, owcy, kozy ani konia, lecz hodowali wysokokaloryczną smaczliwkę właściwą (chyba nikt z wyjątkiem botaników nie określa tą nazwą awokado), wzbogacającą dietę złożoną z mięsa indyków, psów, ryb, królików i ślimaków - a ówczesne odmiany prawdopodobnie nie różniły się wiele od obecnych.

"Zanim dotarliśmy do Santa Marta, widzieliśmy Yaharo, który położony jest u stóp ośnieżonych gór. Yaharo to dobry port, z dobrą ziemią, są tam sady z wieloma jadalnymi owocami, a pośród nich jest jeden, który wygląda jak pomarańcza, a kiedy jest gotowy do jedzenia, to zmienia kolor na żółty, a jego środek zawiera miąższ, który jest jak masło i smakuje wyjątkowo, tak dobrze, że dla podniebienia jest to niesamowite doznanie" .

Kiedy Martín Fernández de Enciso pisał te słowa, nie wiedział, że właśnie ogłosił światu odkrycie owocu, który cztery wieki później stanie się podstawą upraw na Florydzie i w Kalifornii. Dzisiaj awokado zdobyło wszystkie rynki świata, a umożliwił to rozwój transportu. Cytowany fragment znalazł się w jego Suma de geographia - dziele opublikowanym w Sewilli w 1519 roku, po powrocie z rejsu do dzisiejszej Kolumbii, podczas którego towarzyszył mu znakomity żeglarz i kartograf Juan de la Cosa.

Minęło kilka lat i inny Hiszpan opisuje owoc, ba, nawet go rysuje. El Capitan Gonzalo Fernández de Oviedo y Valdes, by zacytować jego pełne nazwisko, był hiszpańskim caballero, który dotarł do Darien w Panamie w 1513 roku i spędził ponad trzydzieści lat w różnych częściach hiszpańskiego imperium. Jego Historia general y natural de las Indias, opublikowana w 1526 roku, była pierwszą poważną próbą opisu fauny i flory Tierra Firme, czyli Ameryki - jak ją wtedy nazywano. Nas interesuje poniższy fragment:

"Są tam piękne i duże drzewa, które chrześcijanie nazywają gruszami. I faktycznie ich owoce są podobne do gruszek ze względu na rozmiar i kolor. I tylko w tym, gdyż ich skórka jest tak gruba jak borceguí [rodzaj obuwia - J.M.] ze skóry jagnięcej... Prawda jest taka, że drzewa te rosną dziko w górach, jak powiedziałem, i gdzie ani tubylcy, ani chrześcijanie nie potrzebują żadnych narzędzi ani pracy przy ich uprawie, tam tylko Bóg jest ogrodnikiem. Widziałem wiele tych grusz w prowincji Nikaragui, sadzonych ręcznie i uprawianych na ziemiach dziedzicznych, polach i w ich osadach" .

Pedro de Cieza de León, pisząc w latach 1532-1550, pierwszy raz odnotowuje owoc aguacate jako "należący do kraju" w Panamie. Potem widzi je w północnej Kolumbii, nieco dalej na południe od Przesmyku, a następnie w pobliżu hiszpańskich miast Arma, Kartagena i Cali w dolinie Cauca. Co ciekawe, przy opisie posługiwał się nazwą palta, która wywodziła się z narzecza keczua. Kiedy Hiszpanie napotkali te owoce w górach i na targach od Meksyku do Peru, byli przekonani, że to jest gruszka, na przykład Garcilaso de la Vega, syn jednego z żołnierzy Pizzara i inkaskiej księżniczki, na początku XVII stulecia pisał:

"Owoc przez Hiszpanów przezywany gruszką, bo hiszpańskie przypomina zieloną barwą i kształtem, Indianie nazywają Palta, ponieważ z prowincji tej nazwy rozpowszechnił się w pozostałych. Jest dwa czy trzy razy większy od dużych gruszek hiszpańskich, łupinę ma delikatną i cienką, a pod nią zawiera mniej więcej na palec miąższu, w którym rośnie pestka czy - jak twierdzą znawcy - orzech, co taki sam ma kształt jak gruszka i taki jest gruby jak tutejsze zwykłe gruszki. Nie poczyniono prób, by się dowiedzieć, czy może przynieść jakieś pożytki. Owoc jest bardzo smaczny, zalecany chorym, a zjadany z cukrem jest wyborną konfiturą" .

Równie obficie awokado występowało w regionie Puerto Viejo, na wybrzeżu dzisiejszego Ekwadoru, podobnie jak w wielu przybrzeżnych dolinach Peru. W wyżej położonych regionach tego kraju de la Vega nie natknął się jednak na te drzewa, choć podróżował wiele. Dzięki zapiskom wcześniejszego kronikarza i żołnierza w jednej osobie, Pedra Ciezy de Leóna, wiemy, że w czasie konkwisty awokado było jednym z kilku owoców powszechnie uprawianych przez Indian. Podkreślmy, że to za sprawą tego dziejopisarza obie nazwy aguacate i palta pojawiają się pierwszy raz w literaturze.

Francisco Cervantes de Salazar był pierwszym kronikarzem, który w dziele México en 1554 wymienia awokado pośród owoców sprzedawanych na rynku w Tenochtitlan (dzisiejsze Ciudad de México). Nie pokusił się jednak o szerszą charakterystykę. Kilka lat później w swojej Historia general de las cosas de Nueva Espa?a brat Bernardio de Sahagún opisuje kilka odmian awokado, używając azteckiej nazwy aoacatl. Jedna z odmian występowała nawet pod tak dziwaczną nazwą jak tlacocataoacatl.

Oczywiście trzeba także nadmienić, że pomiędzy północnym regionem Meksyku a południowym Peru żyły liczne plemiona,

które dzieliło bardzo wiele pod względem językowym. W dialektach Majów z Jukatanu i Gwatemali spotykamy się z okh, podczas gdy w rejonie Tarascan na zachodzie Meksyku jest to cupanda. Zapotecy z południa Meksyku nazywali i nazywają je yasu i isu. W niektórych narzeczach Indian z dzisiejszego Hondurasu i Salvadoru awokado znane było jako zial, hayi i narimu, w Nikaragui i Kostaryce - sikia, kulup, amo i devora.

Angielski kupiec, Henry Hawkes, którego relacja z podróży po Meksyku została opublikowana przez geografa i wydawcę Richarda Hakluyta w 1589 roku, wspomina, że widział ten owoc, który - zgodnie z manierą ówczesnych pisarzy i ich niezdolności do poprawnego zacytowania obco brzmiących nazw - określa mianem alvacata. Prawdopodobnie była to pierwsza wzmianka o awokado w języku angielskim.

Już rok później hiszpański duchowny José de Acosta opublikował pracę, w której odróżniał małe meksykańskie awokado od większego z Ameryki Południowej, odnotowując: "W Peru owoce te są duże i mają twardą skórkę, którą się w całości zdejmuje. W Meksyku natomiast są one o wiele mniejsze, a ich skórkę, o wiele cieńszą i przylegającą, trzeba obierać jak jabłka" . A jednak nie używał on azteckiej nazwy aguacate, lecz keczuańskiej formy palta.

Wynikałoby z tego, że pod koniec XVI wieku konkwistadorzy napotykali hodowlane awokado na obszarze od Meksyku po Peru. Mniej jasne jest, jak drzewo to rozprzestrzeniło się w kierunku na wschód od Andów. Nie było znane w Brazylii przed podbojem. Z pewnością awokado rosło w dolinach wenezuelskich Andów, gdzie - podobnie jak w Kolumbii - było nazwane cura. W pracy ojca Bernabé Cobo Historia del Nueva Mundo z 1653 roku czytamy:

"Ma kształt wrzeciona i rozmiar pigwy, w niektórych regionach może przybierać wielkość małego kabaczka albo dużej cytryny, właśnie takie rosną w prowincjach Jukatan i Nowa Hiszpania [Meksyk - J.M.]. Awokado ma grubą skórę, która jest delikatniejsza i bardziej elastyczna niż cytryny z Ceuty, na zewnątrz zielona, a kiedy owoc jest dojrzały, łatwo się obiera. Ma największą pestkę, jaką kiedykolwiek widziałem w owocu, zarówno w Indiach, jak i w Europie. [...] Pomiędzy pestką a skórą znajduje się miąższ, troszeczkę grubszy niż palec, z wyjątkiem górnego kawałka, gdzie jest bardzo gruby. Ma jasnozielony kolor, delikatny, maślany i bardzo miękki. Niektórzy jedzą go z cukrem, inni z solą, a inni prosto z drzewa, ponieważ ma tak dobry smak, że nie potrzebuje żadnych przypraw. [...]

Istnieją trzy różne rodzaje awokado. Drugi rodzaj, o wiele większy, okrągły i bez tak gładkiej skóry jak pierwszy, jest hodowany w prowincji Gwatemala. Trzeci to małe awokado pochodzące z Meksyku, które w rozmiarze, kolorze i formie przypomina figę breba; niektóre są okrągłe, inne wydłużone, a niektórych skóra jest tak cienka i gładka jak śliwek" .

W czasach nowożytnych uzgodniono botaniczny podział awokado na trzy podgatunki: meksykański lub subtropikalny wyżynny, tolerujący lekkie przymrozki i lubiący wysoko położone tereny - w burzliwej strefie tropikalnej od 1000 do 3000 m n.p.m.; gwatemalski lub semitropikalny, który rośnie na wysokości 1000-2000 m n.p.m. i jest wrażliwszy na mróz, oraz tropikalny nizinny lub zachodnioindyjski, preferujący poziom morza i odporny na słony pył wodny (wszystkie trzy podgatunki nie znoszą wiatru i wymagają osłony: ich gałęzie są łamliwe, a korzenie sięgają płytko) .

Awokado długo traktowano raczej z nieufnością, żywiąc przekonanie, że owoc ten zawiera żółć. Na przykład jezuita Bernabe Cobo przekonywał na początku XVII wieku, że awokado "są ciężkie i niestrawne, jakimi powszechnie są wszystkie owoce w tych Indiach"; a Pedro de Aguado w dziele Historia de Santa Marta y Nuevo Reino de Granada ostrzegał: "Jest on bardzo smaczny, chociaż ciężki i wilgotny".

Gdy w Nowym Świecie nie znaleziono czarnego pieprzu, hiszpańscy koloniści i tak znacznie bardziej zainteresowali się sprowadzaniem i uprawą roślin ze Starego Świata niż eksperymentami z miejscowymi gatunkami. Dopiero w 1697 roku pirat angielski, William Dampier, pisał w swoim dzienniku, że widział Hiszpanów, którzy z wielkim poświęceniem sadzą drzewa awokado w zatoce Campeche, w Kartagenie czy w pobliżu Caracas.

Z Meksyku Europejczycy przenieśli awokado najpierw na archipelagi Morza Karaibskiego, później na Wyspy Kanaryjskie i Maderę, a następnie do południowej Europy i Azji. Ale po kolei. W żadnej relacji cytowany wcześniej Gonzalo Fernández de Oviedo nie wspomina, żeby awokado rosło na Karaibach. Chociaż botanicy w poprzednim wieku uważali, że drzewa te są charakterystyczne dla tych wysp, wcześniejsze odniesienia jasno pokazują, że nie była to prawda.

Sytuacja uległa zmianie w 1655 roku, gdy Anglicy przejęli Jamajkę - wyspę, która była w posiadaniu Hiszpanów. Awokado, które zostało tam przewiezione z kontynentu, w nowej ojczyźnie znalazło dla siebie dobre warunki. Dwa lata później w Londynie została opublikowana praca pod tytułem A book of the Contiunuation of Foreign Passages, z podtytułem A Brief Description of Island of Jamaica, gdzie pierwszy raz jest mowa o karaibskich "avocatas, przyjemnym owocu; zbieranym w sierpniu i sprzedawanym po 8 pensów za sztukę". Wysoka - jak na tamte czasy - cena sugeruje, że musiał to być dość rzadko spożywany delikates.

Kilka lat później Abraham Cowley w swoim wierszu wychwala awokado, ale oczywiście nie wspomina nic na temat jego rozprzestrzeniania się, bo jako poeta myślał raczej o niebieskich migdałach niż ekspansji terytorialnej awokado. Aż do roku 1672 na temat tego owocu nie pojawia się żaden zapis. Dopiero w dziele Williama Hughesa, zatytułowanym The American Physician; Or a Treatise of the Roots, Plants, Trees, czytamy:

"Jest to dość wysokie, rozłożyste drzewo, którego liście są gładkie i bladozielonego koloru, owoc przypomina figę, ale jest bardzo gładki na zewnątrz i dość duży, ma pestkę w środku, ale tak wielką jak morela, okrągłą, twardą i gładką; zewnętrzna warstwa jest jakby skorupą, ale nie tak twardą, a jednak wewnętrzna warstwa jest bardzo miękka.

Nie słyszałem nigdy, żeby była nazywana inaczej niż hiszpańska gruszka, choć przypuszczam, że jest nazywana tak tylko przez Anglików, ponieważ była ona zasadzona przez Hiszpanów przed naszym przybyciem.

Sądzę że może to być najbardziej przyjemny owoc na wyspie, odżywia i wzmacnia on ciało, pobudza ducha, można go zgnieść na papkę i jeść z octem i pieprzem na kilka sposobów" .

W sprawie nieznanej Anglikowi nazwy musimy przewertować katalog roślin na Jamajce, autorstwa botanika Hansa Sloane'a, który został opublikowany w 1696 roku. Znajduje się tam następująca adnotacja: "Awokado lub gruszka aligatora rośnie w ogrodach i na polach w całej Jamajce". Jakieś 30 lat później opublikował on pracę A Voyage to the Islands of Madera, Barbados, Nieves, St. Christophers, and Jamaica, w której jeden rozdział dotyczący tej ostatniej wyspy zatytułował: The Albecato Pear-Tree; Spanish, Abacado, or Avocado...

Choć awokado do dziś w Europie nie jest hodowane na wielką skalę - przede wszystkim dlatego, że nawet najbardziej odporne odmiany nie tolerują niskiej temperatury - mamy jednak dowody na próby ich uprawy na tym kontynencie. Charles de l'Écluse, z łacińska zwany Carolusem Clusiusem, pierwszy botanik, który sporządził naukowy opis drzewa w swojej Rariorum plantarum historia, opublikowanej w Antwerpii w 1601 roku, otrzymał materiał roślinny z ogrodu w Walencji. Utrzymywał jednak, że drzewo to przybyło z Ameryki (sądząc z opisu była to odmiana z Meksyku).

Aż do 1938 roku owoce awokado na rynkach północnoeuropejskich spotykało się rzadko i były one bardzo drogie. Kiedy w 1948 roku udało się drzewo to wprowadzić do uprawy na obydwu półkulach, po obu stronach równika, cena owoców znacznie spadła. Z czasem awokado dostosowało się do odmiennych terenów i klimatów, dzięki czemu możemy delektować się różnymi jego odmianami.

Niektóre są małe jak oliwki (te uwielbiają kwezale herbowe) lub wielkości naszego korniszona (takie jadłem w Maroku), a niektóre mogą ważyć nawet półtora kilograma. Są awokado okrągłe, owalne, z długą szyjką; mają skórkę gęstą, twardą i ziarnistą, inne przeciwnie - gładką i cienką jak ludzka skóra. Istnieje awokado jasnozielone, prawie żółte oraz prawie czarne lub fioletowe. Są drzewa awokado o pachnących liściach oraz takie, które zrzucają liście wraz z pojawieniem się kwiatów.

Kiedy przychodzi czas kwitnienia, drzewa awokado pokrywają się tysiącami jasnożółtych kwiatów, ale tylko jeden na 5000 przerodzi się w owoc, ponieważ te drzewa wykonują subtelny balet z delikatnym światłem i ciepłem słonecznym. Kwiat awokado jest hermafrodytą, czyli osobnikiem obupłciowym. Niektóre drzewa otwierają wszystkie kwiaty żeńskie wraz ze słońcem w godzinach porannych, zamykają je w południe, a po południu te same kwiaty otwierają się jako... osobniki męskie.

W przypadku innych drzew występuje odwrotny proces. Kwiaty otwierają się rano jako osobniki męskie, w południe się zamykają i ponownie otwierają się wieczorem jako osobniki żeńskie. Zapłodnienie następuje tylko wtedy, gdy zmienność cyklu współgra z obu płciami oraz w pobliżu są owady, które przeniosą pyłek z jednego drzewa na drugie. Ponadto kwiaty te są dość wymagające, ponieważ otwierają się tylko wtedy, gdy jest doskonałe światło, temperatura i wilgotność.

Niektórzy kronikarze twierdzą, że w porze żniw awokado stanowiło główne danie i źródło utrzymania wielu rdzennych mieszkańców. Ba, nierzadko było prezentem ślubnym, powitalnym dla gości i lekarstwem dla słabych i chorych, zapewniającym ich szybki powrót do zdrowia. W czasie długich wypraw i okrutnych walk podczas podboju Ameryki niejeden głodny i poraniony konkwistador przeżył, jedząc awokado z plantacji porzuconych przez przerażonych tubylców.

Brat Toribio de Benavente, zwany Motolinia, w pierwszej połowie XVI wieku twierdził, że olej, który wytłacza się z dojrzałego miąższu, jest dobry "do jedzenia i palenia (ogrzewania)". Współczesna nauka odkryła, że miękki i delikatny miąższ awokado jest niezrównanym źródłem energii, białka, witamin i minerałów. Nawet dzisiaj w niektórych częściach Ameryki Środkowej tortilla z awokado jest uważana za kompletne i pożywne danie. Indianie z Gwatemali mawiają: "Cztery lub pięć tortilli, awokado i kawa - oto dobry posiłek". I mają całkowitą rację, o czym przekonałem się osobiście.

Awokado przewyższa wszystkie inne owoce pod względem właściwości odżywczych (wartość kaloryczna awokado jest wyższa od wartości kalorycznej mięsa!). Podczas analiz laboratoryjnych znaleziono w nim 17 minerałów i 11 witamin, wśród których najwięcej jest witaminy A, B2 i C. "Gruszka aligatora" jest szczególnie bogata w potas, wapń i żelazo. Ze względu na zawartość olejów jest łagodnym środkiem przeczyszczającym, który nawilża jelita i pomaga rozpuścić kamienie pęcherza. Dla diabetyków jest to doskonałe pożywienie, ponieważ nie zawiera ani cukru, ani mąki.

W Europie owoc ten był właściwie nieznany do drugiej wojny światowej, mimo że na Florydzie i w Kalifornii awokado uprawiano od powstania Stanów Zjednoczonych. Jak zauważa Maguelonne Toussaint-Samat, o ile amerykańska tradycja kulinarna, od południa Stanów Zjednoczonych po Amerykę Południową, widzi awokado roztarte na masło wraz z przyprawami, na modłę słynnego meksykańskiego guacamole, raczej w charakterze przystawki, Kreole z Oceanu Indyjskiego podają je na deser, najczęściej z cukrem, ale również z cytryną .

Jacques-Henri Bernardin de Saint-Pierre, pisarz, podróżnik i przyrodnik oraz przyjaciel i uczeń Jana Jakuba Rousseau w jednej osobie (łączyło go podobne negatywne nastawienie do cywilizacji), stwierdził po wizycie na Mauritiusie, że jest to wcale niezłe danie, zwłaszcza że ostra papryka lub cytryna pozwalają łatwiej strawić ten tłusty owoc. W podobnym tonie wypowiadał się polski przyrodnik Witold Szyszłło:

"Co zaś do aguakatów, zupełnie zresztą z wyglądu do gruszek podobnych, to żółto-kremowa miazga, jaka się w nich znajduje, nie jest wcale słodka i często bywa spożywana w zupie, wprzód dobrze osolonej. Nigdy nie widziałem kogoś, kto by smarował sobie owoce chlebowca tą miazgą i mniemał, że je z masłem. W krajach jednak gorących, jak P. Rico, gdzie wszelkie pieczywo od wilgoci się psuje, a masło od gorąca topi, przyznaję, że jeśliby mi kto dał do wyboru jadać chlebowe owoce zamiast bułek, a miazgę aguakatów zamiast masła, to wyrzekłbym się i bułek, i masła dla tych świeżych i bardzo strawnych produktów roślinnych" .

Awokado wraz z pomarańczami zapewnia poważną część dochodów Izraela. Tamtejszy fioletowy carmel zaczyna jednak mieć poważnego konkurenta w postaci lulla z Martyniki. To odmiana dość duża, z której przygotowuje się tam sałatkę zwaną "okrutną", z surowym solonym dorszem pokrojonym na drobniutkie kawałeczki . Znany jest również "kawior awokadowy" (z cebulką, pomidorami, niekiedy z dodatkiem musztardy lub pikantnych sosów). Z powodu dużej zawartości białka i tłuszczu używano tego owocu zastępczo jako mięsa czy nabiału podczas długich podróży morskich. Stąd w niektórych krajach nazywają awokado "maślanym owocem żeglarzy" .

Miąższ awokado po pokrojeniu szybko ciemnieje (trzeba go skropić sokiem z cytryny i przykryć, chroniąc w ten sposób przed działaniem enzymów i dostępem powietrza). Warto wiedzieć, że awokado do potraw gorących dodaje się już po przygotowaniu potrawy; duża zawartość taniny w owocu sprawia, że podczas gotowania gorzknieje . No i ciekawostka na koniec. Zairczycy z liści drzewa awokado warzą piwo, które cenią sobie nie mniej niż ich dawni panowie słynną belgijską gueuze.

Pomimo systematycznego i nieodwracalnego popadania w niepamięć, co spowodowane było podbojem kolejnych ludów, tu i tam spotkać można udokumentowane zastosowania awokado wśród rdzennych mieszkańców Ameryki. Francisco Hernández zapisał, że z pestki awokado, "jeśli wycisnąć ją w prasie, powstaje olejek podobny do tego z gorzkich migdałów, nie tylko w smaku i zapachu, ale również w działaniu, gdyż leczy on egzemy, usuwa blizny oraz stosowany ostrożnie leczy czerwonkę" .

Z kolei ojciec Cobo pisał z Peru, że "sproszkowana pestka awokado z wodą podaną do picia powoduje zatrzymanie biegunki, a w soku z pestki barwi się niektóre płótna, a kolor ten - czerwony, nigdy nie blednie" . Z kolei tkaczki nad jeziorem Atitlan w Gwatemali - co sam widziałem - wyciągiem z kory tego drzewa farbują wełnę. Ba, owoc ten zapisał się w dziejach podboju i kolonizacji Nowego Świata, ponieważ nieusuwalny atrament, jaki uzyskuje się z pestek awokado, posłużył do sporządzenia kronik spisywanych przez zakonników i konkwistadorów.

OD AUTORA

Dla awanturników poszukujących zysku Ameryka Łacińska jest nadal miejscem błogosławionym. Zaledwie przed kilkoma laty tropik reprezentowany był w supermarketach głównie przez pomarańcze, ananasy, banany, no i oczywiście cytryny. Za pewną nowość uznawano wtedy mango, melony albo papaje. Ku mojemu zadowoleniu obecnie nawet w dyskontach sytuacja ma się coraz lepiej, ewoluując w dosyć szybkim tempie w kierunku coraz to większego wyboru owoców egzotycznych. Dzisiaj znajdują się one na wszystkich regałach z owocami, a wielu klientów ma nawet do sklepów pretensje, kiedy opóźnia się ich świeża dostawa.

Obecnie odkrywamy Amerykę (ale też i Azję) na nowo, a to za sprawą owoców, które tam są powszechne jak u nas truskawki czy jabłka, ale my boimy się je zerwać, jakby to były owoce z biblijnego drzewa poznania dobra i zła. Ci, którzy mieli szczęście zawitać do któregoś z krajów strefy międzyzwrotnikowej, mogą się przekonać, że owoce znajdują swoje miejsce również w sztuce - od zamierzchłych czasów po współczesność. Starożytni Egipcjanie nie wyobrażali sobie życia po śmierci bez ulubionych roślin, których wizualizacje umieszano na freskach i papirusach.

Europejczycy dość długo przekonywali się do nieznanych im owoców. Podróżnicy potwierdzają, że zasada "swego nie znacie, cudze chwalicie" znajdowała odbicie również w tropikach "W pierwszorzędnych hotelach Antyllów cenią daleko wyżej nasze europejskie owoce - pisał na początku XX wieku polski przyrodnik Witold Szyszłło - i zamiast tanich a wybornych specjałów tutejszych podają jako osobliwość niedojrzałe gruszki, robaczywe, jabłka nadpsute winogrona, sprowadzane z dalekich stron Ameryki Północnej. To też kto jada tylko po hotelowych restauracjach, nawet nie będzie wiedział o smaku sapotylli, corazonów, guanawan, anon, cainito, papai, mamejów, granadylli itp. owoców, które w umiarkowanej strefie nawet w cieplarni nie dojrzewają" .

Gdyby w kulinarnej historii świata wyznaczać daty przełomowe, jedną z nich byłoby odkrycie Ameryki, która - zdaniem brazylijskiego pisarza Luisa Fernando Verissimo - "jest produktem europejskiego podniebienia. Cała wielka przygoda imperialna była aromatyczna, napędzana przez pieprz i imbir, miętę i gałkę muszkatołową" . Tym razem to wcale nie najsilniejszy narzucił swoje pożywienie. W 1576 roku Francisco Hernández, z polecenia króla Hiszpanii Filipa II powołany na kierownika pierwszej w historii wyprawy naukowej do Meksyku (protomédico general de nuestras Indias, islas y tierra firme del mar Océano), konstatował:

"Na próżno matka natura stworzyłaby rośliny, kwiaty, jeśli nie byłoby na świecie człowieka, który w swoim geniuszu i wiedzy nie odkryłby ich zalet i właściwości, aby z nich skorzystać. Jest ich tak wiele i tak wspaniałych, że szkoda zostawiać je tylko w Nowym Świecie. Aby je opisać, trzeba by było wielu tomów, ale na potwierdzenie tego wystarczy jedynie co roku załadować na statki floty Nowej Hiszpanii jej korzenie, płyny lecznicze i wiele innych rzeczy" .

Rzeczywiście, dzięki produktom żywnościowym, sprowadzanym z Nowego Świata, dieta Europejczyków wzbogaciła się o liczne substancje odżywcze, na przykład białka, w które obfitowały amerykańskie fasole. Nowe smaki rozbudziły jednak apetyty kolonizatorów do tego stopnia, że chęć uzyskania profitów zamykała ludziom oczy na kwestie moralne i humanitarne. Francuska pisarka Maguelonne Toussaint-Samat stwierdza bez ogródek:

"Po zdziesiątkowaniu w niezwykle szybkim tempie rdzennej ludności kontynentu amerykańskiego, w imię cywilizacji, a w gruncie rzeczy w celu zaspokojenia nowych, przeniesionych z daleka zwyczajów żywieniowych, sięgnięto po "zasoby ludzkie" Afryki. Poszukiwania ogromnych ilości czekolady, kawy i herbaty oraz innych przysmaków stanowią prawdziwą księgę przygód w tylu odcinkach, ile jest półek w sklepie kolonialnym. Księgę pełną smaków i kolorów, rozkoszy zmysłów, ale i trwogi" .

Jednak rola, jaką odegrały ziemniaki, kukurydza, pomidory - długo by wymieniać - jest o wiele większa. Jak zaznacza cytowana Toussaint-Samat: "żywność jest znakiem społecznym. Od czasów ludożerców z żywnością wiąże się magia identyfikacji. Pożywienie silniejszego - tak samo jak jego pokarm duchowy, religia - zawsze jest najlepsze. A najsilniejszym jest ten, kto umie narzucić swoje pożywienie" .

O dziwo, drugi raz - zdaje się - w dziejach wojen, można powiedzieć, że podbita Grecja/Ameryka zwyciężyła Rzym/Europę. To oczywiście skrót myślowy i tak jak w przypadku Hellenów chodziło o ich kulturę, tak w przypadku Indian o rośliny, choć nie tylko, bo zdaniem uznawanego za arbiter gastronomiae Europy przełomu XVIII i XIX wieku Anthelme'a Brillat-Savarina: "Indyk jest bez wątpienia najpiękniejszym podarkiem, jaki Nowy Świat ofiarował Staremu" .

Był w błędzie i mam nadzieję, że niniejsze opracowanie tego dowiedzie, choć owego podboju nie da się nazwać blitzkriegiem, co można przypisać uprzedzeniu, z jakim przed kilkuset laty Europejczycy podchodzili do wszystkiego co nowe i pogańskie. Dowodzi tego Portret Rudolfa II jako Wertumnusa, powstały równo sto lat po powrocie Kolumba z pierwszej wyprawy za Atlantyk. Twórca obrazu, włoski manierysta Giuseppe Arcimbold, stworzył zaskakujący wizerunek-alegorię, złożony z warzyw, owoców, zbóż i kwiatów. Na płótnie nie widać amerykańskich gatunków, które w tamtym czasie wciąż z trudem torowały sobie drogę na europejskie stoły.

Podobnie jest i dzisiaj. W naszych supermarketach pojawia się coraz więcej egzotycznych owoców, o których pochodzeniu, a także o ich walorach smakowych czy zdrowotnych wiemy niezbyt wiele. Mijamy je obojętnie często dlatego, że po prostu nie wiemy, w jaki sposób je jeść i w dodatku jesteśmy narodem konserwatywnym. Oto opracowanie, które uzmysłowi nam, jak wiele tracimy, podchodząc nieufnie do czerymoi, kaki, passiflory, lepiej znanej jako marakuja.