Wstęp
Książka ta została napisana i przygotowana do publikacji przed wybuchem
III wojny światowej, rozpętanej przez Putina 24 lutego 2022 roku, kiedy
to Rosja zaatakowała Ukrainę. Naszą jedyną szansą na zatrzymanie tej
wojny w jej początkowej fazie i uniknięcie katastrofy termojądrowej jest
spotkanie się z najeźdźcą już w Ukrainie, uniemożliwienie mu posuwania
się w kierunku Mołdawii i zajęcia trzech państw nienależących do NATO:
Ukrainy, Mołdawii i Białorusi. Jeśli ta inwazja dojdzie do skutku, armia
rosyjska dotrze do granic państw członkowskich NATO: Rumunii, Węgier,
Słowacji, Polski, Łotwy, Litwy i Estonii. Następnie Putin ponownie
postawi cywilizowanemu światu ultimatum, które już wygłosił w dwóch
histerycznych przemówieniach w lutym 2022 roku, na kilka dni przed
najazdem na Ukrainę. W tej fazie będzie domagał się powrotu do granic
Federacji Rosyjskiej trzech krajów bałtyckich, które wcześniej wchodziły
w skład ZSRR. W następnej fazie: powrotu całej Europy Wschodniej i Południowo-Wschodniej do rosyjskiej strefy wpływów i rozwiązania NATO.
W podtytule tej książki podaliśmy lata 1917-2036. Tak długi okres rządów
Putina i służb bezpieczeństwa jako instytucji, na której opiera się
Putin, wskazaliśmy przy założeniu, że Putin nie będzie ryzykował
wielkiej wojny termojądrowej, która oznaczałaby koniec zarówno Federacji
Rosyjskiej, jak i samego Putina. Stabilność jego reżimu w Rosji, która
pozwala Putinowi dociągnąć do końca kadencji prezydenckiej, czyli do
roku 2036, zatwierdzonego przez rosyjski Sąd Najwyższy, opierała się na
założeniu, że Putin nie rozszerzy Federacji Rosyjskiej, ponieważ jest to
jedyny warunek, pod którym jego rządy w Rosji jednoznacznie się kończą.
Problem polega na tym, że Putin tego nie rozumie. Wierzy, że jego
przeznaczeniem jest odbudowa Imperium Rosyjskiego w niespotykanym dotąd
wymiarze; wierzy, że reszta świata, przerażona groźbą wojny nuklearnej,
podda mu się bez walki.
Dzisiejsza Ukraina to przykład europejskiego kraju, który samotnie
walczy o swoją wolność z dwoma agresorami - Rosją i Białorusią. To, jak
długo potrwa ten impas, zależy przede wszystkim od nas wszystkich. Już
teraz możemy przyjść z pomocą wolnej Ukrainie z wojskami NATO, stawiając
czoło wrogowi na ukraińskiej ziemi i zapobiegając w ten sposób klęsce
Ukrainy oraz ryzyku rozpętania przez Putina wojny termojądrowej
przeciwko Europie i Ameryce. Możemy też prowadzić politykę
nieingerencji, czekając na klęskę Ukrainy i ultimatum nuklearne Putina,
które zostanie nam postawione na długo przed rokiem 2036 - ponieważ w obliczu sankcji nałożonych na Rosję i przedłużającej się wojny w Ukrainie Putin, który przekształcił Federację Rosyjską w były Związek
Radziecki, raczej nie dożyje 2036 roku. Szczur już wpadł w pułapkę, z której nie może się wydostać. Z pewnością nie dotrwa do 2036 roku. Ze
względu na własne zbawienie i dobro musimy zadbać o to, żeby szczur jak
najszybciej zginął w tej pułapce. Jesteśmy pewni, że czytelnicy wybaczą
nam pomyłkę w podaniu daty odejścia Putina na tle wojny, która już
rozgorzała w Europie.
marzec 2022 r.
Przedmowa
ZSRR miał jednego długo rządzącego przywódcę: Józefa Stalina. Drugim,
już w postradzieckiej Rosji, stał się Władimir Putin. Po ośmiu latach
prezydentury (2000-2008) i czterech latach premierowania (2008-2012) pod
rządami mianowanego przez siebie Dmitrija Miedwiediewa Putin wyprzedził
Włodzimierza Lenina, Nikitę Chruszczowa i Leonida Breżniewa. Kolejną
granicą dla Putina jest Stalin, który władał Związkiem Radzieckim przez
30 lat (1923-1953). Te 30 lat osiągnie w 2030 roku. Putin przewiduje, że
będzie prezydentem do 2036 roku.
Dojście Putina do władzy przypadło na szczyt ewolucji radzieckich (potem
rosyjskich) służb bezpieczeństwa. Utworzone w grudniu 1917 roku pod
skrótem WCzK, słynące z okrucieństwa i masakr milionów ludzi służby
przetrwały wraz z krajem liczne perturbacje i odradzały się niezmiennie
niczym mityczny Feniks po każdej katastrofie czy kryzysie władzy,
zmieniając jedynie kombinację skrótów - i usypiając tym samym czujność
wyczerpanego narodu: WCzK, GPU, OGPU, NKWD, NKGB, znowu NKWD, znowu
NKGB, MGB, KGB, AFB (RFSRR) i równolegle MSB (ZSRR), przez miesiąc MBWD,
potem MB, FSK i na koniec FSB.
Do 1991 roku Komunistyczna Partia Związku Radzieckiego, sprawująca
polityczną kontrolę nad służbami bezpieczeństwa, czasami zdobywała
przewagę w odwiecznej rywalizacji z czekistami, czasami przegrywała, a w końcu, de facto dobrowolnie, zrzekła się władzy, pozostawiając ją w rękach KGB, które w historycznie nieistotnym okresie dziesięciu lat
zdołało umieścić swojego szefa, podpułkownika Putina, na stanowisku
prezydenta Rosji.
Dla Putina w rzeczywistości nic się nie zmieniło w tym momencie. Całe
życie służył w KGB pod przykrywką takiego czy innego stanowiska. W latach 1985-1990 działał w rezydenturze radzieckiego wywiadu
zagranicznego w NRD i pracował pod przykrywką jako dyrektor Domu
Przyjaźni ZSRR-NRD w Dreźnie. Po powrocie do Leningradu kontynuował
służbę w KGB jako asystent rektora Leningradzkiego Uniwersytetu
Państwowego do spraw międzynarodowych, a następnie jako doradca i pierwszy zastępca mera Leningradu Anatolija Sobczaka. W sierpniu 1996
roku rozpoczął pracę w Moskwie na stanowisku zastępcy szefa kancelarii
prezydenta Federacji Rosyjskiej, w lipcu 1998 roku został dyrektorem
FSB, a w sierpniu 1999 roku premierem. I wreszcie od 31 grudnia 1999
roku pułkownik Putin służył dalej pod przykrywką najpierw pełniącego
obowiązki, a potem prezydenta Rosji.
W tej książce spróbujemy przedstawić, jak dokładnie radziecko-rosyjskie
służby specjalne przejęły władzę, opisać historię ich walki z dominującą
do 1991 roku KPZR oraz wyjaśnić, dlaczego od 2000 roku nowym, jedynym w swoim rodzaju państwem stworzonym na miejsce dawnej Federacji Rosyjskiej
rządzi junta, czyli ludzie mafii, wyłonieni na zasadzie bezwzględnej
osobistej lojalności wobec przywódcy-prezydenta opierającego się na
strukturach czekistowskich.
Działająca poza prawem i poza kontrolą, podporządkowana jedynie
wewnętrznym normom i koncepcjom organizacja mafijna, która w 2000 roku
zajęła w Rosji tylko jedno stanowisko - stanowisko prezydenta Rosji -
niczym koronawirus opanowała ten ogromny kraj wraz z całym jego
bogactwem, a następnie przeszła do kolejnej fazy ekspansji: ekspansji w celu zaanektowania sąsiednich ziem należących do innych narodów.
Tylko dzięki przestudiowaniu historii narodzin i kształtowania się tego
unikatowego państwa czekistowsko-mafijnego można ustalić, co dzieje się
dzisiaj w Rosji, kto i jak nią rządzi, czego możemy się spodziewać po
juncie zasiadającej na Kremlu, na ile reżim stworzony przez Putina i jego służby bezpieczeństwa okaże się żywotny, jak nieprzewidywalne będą
konsekwencje rządów Putina dla Rosji i świata, jakie globalne zagrożenia
dla całej ludzkości stworzy ten system, w jakich okolicznościach należy
spodziewać się jego upadku i jakie są główne zagrożenia dla narodu
rosyjskiego.
Już w 1996 roku, za czasów prezydenta Borisa Jelcyna, zaczęto budować
system, który gwarantował zwycięstwo kandydata Kremla. Wówczas takim
kandydatem był demokrata Jelcyn, który walczył z komunistą Giennadijem
Ziuganowem. Oszustwa na małą i dużą skalę, manipulacje, milionowe
dotacje na kampanię prezydencką Jelcyna, rzucone do jego dyspozycji
przez "oligarchów", były wtedy uważane za dopuszczalne, bo wszystko to
najwyraźniej robiono dla dobra Rosji, dla dobra wolności, dla dobra
demokracji. A odebranie głosów Ziuganowowi na rzecz Jelcyna nie było aż
takim grzechem. Ile z tych głosów zostało wtedy odebranych, trudno
ustalić. Ale Jelcyn, który wszedł do kampanii wyborczej w 1996 roku z 3
procentami głosów, okazał się (jeśli wierzyć wynikom wyborów) zwycięzcą.
Demokracja w Rosji przetrwała. A za ten udany PR-owski wyczyn jego
organizatorzy - rosyjscy oligarchowie - dostali Rosję pod swoją kontrolę
na cztery lata, do następnych wyborów.
To właśnie w ciągu tych czterech lat demokracja w Rosji przepadła.
Oligarchowie, którzy w czasie kampanii prezydenckiej polubownie
popierali Jelcyna, walczyli między sobą w pogoni za superzyskami. W trakcie tej walki spektakularnie, przy użyciu wszelkich dostępnych
nowoczesnych technik PR, skompromitowali się na oczach całego kraju.
Równocześnie skompromitowali demokratyczny rząd, demokratyczne
instytucje, demokratyczne zasady, idee, a nawet wolność słowa.
W 2000 roku, podobnie jak w 1996, celem kampanii prezydenckiej nie było
uczciwe zwycięstwo. Celem było zwycięstwo za wszelką cenę. I to
zwycięstwo odniesiono przy użyciu pewnych technik służb specjalnych -
ataków terrorystycznych z września 1999 roku i drugiej wojny
czeczeńskiej. Różnym ludziom i służbom przypisywano różne role w operacji wyniesienia do władzy kandydata na Kreml i byłego szefa FSB
Putina. Boris Bieriezowski był odpowiedzialny za PR w Pierwom Kanale,
głównej rosyjskiej stacji telewizyjnej. Roman Abramowicz był
odpowiedzialny za finanse. Służby bezpieczeństwa były odpowiedzialne za
ataki terrorystyczne i wojny...
W 1999 roku kandydatury na następcę prezydenta zostały ułożone w taki
sposób, że odchodzący Jelcyn mógł wyznaczyć na swoje miejsce dowolnego
kandydata z dostępnego pakietu kart. Ale w tym pakiecie dziwnym trafem
były tylko trzy karty z trzema oficerami tajnych służb.
Kandydatem nr 1 był dawny szef Służby Wywiadu Zagranicznego (SWR)
Jewgienij Primakow, wybrany na premiera Rosji we wrześniu 1998 roku.
Zgodnie z planem Jelcyn miał podać się do dymisji przedterminowo, 31
grudnia 1999 roku, wyznaczając premiera na swojego następcę i na
pełniącego obowiązki prezydenta. W kolejnym etapie "p.o. prezydenta"
wystartowałby w wyborach prezydenckich w 2000 roku, a gdyby "wygrał
wybory", zostałby prezydentem bez skrótu "p.o.".
Ale Primakow rozczarował Jelcyna. Flirtował z Dumą i komunistami, a do
Jelcyna odnosił się z pogardą, uważając go za politycznego trupa. Coraz
częściej w Dumie padało słowo "impeachment". Jelcyn zdawał sobie sprawę,
że prezydent Primakow nie będzie w stanie zapewnić mu i rodzinie
nietykalności po jego rezygnacji, a Jelcyn i członkowie jego rodziny
mogą trafić do więzienia za przestępstwa o charakterze gospodarczym i politycznym. W maju 1999 roku Jelcyn zdymisjonował więc Primakowa i mianował premierem Siergieja Stiepaszyna, kandydata nr 2, dawnego
dyrektora FSK, architekta i inicjatora pierwszej wojny czeczeńskiej.
Stiepaszyn też się nie nadawał, bo był gotów pójść na kompromis z rywalami i wrogami Jelcyna. W sierpniu 1999 roku Jelcyn zdymisjonował
więc Stiepaszyna, a na jego miejsce mianował kandydata nr 3, ostatnią
kartę w pakiecie, dyrektora FSB Władimira Putina. Następnie zgodnie z planem 31 grudnia 1999 roku Jelcyn podał się do dymisji, Putin został
"pełniącym obowiązki prezydenta", a przemianowanie go na "prezydenta"
było już formalnością. 7 maja 2000 roku Putin oficjalnie został
prezydentem Rosji.
Doszedł do władzy nie jako przedstawiciel oligarchicznego klanu czy
"rodziny", w każdym razie nie tylko i nie tyle jako ich przedstawiciel,
ile jako przedstawiciel systemu, w którym pracował przez całe życie:
jako przedstawiciel KGB. Prezydentura stała się jedynie kolejną
przykrywką. Miał on teraz umieścić byłych i obecnych kolegów ze służb
bezpieczeństwa na najwyższych szczeblach władzy i oddać im pod opiekę
cały kraj - politykę, gospodarkę i finanse, a także naród.
Z pomocą jelcynowskich oligarchów, którym w ostatecznym rozrachunku
zależało wyłącznie na pieniądzach, przywłaszczył prasę i telewizję,
machinę wyborczą i sądy, pióra i głosy niegdyś niezależnych dziennikarzy
i nadawców. W 2004 roku Putin trzymał już wszystkie sznurki władzy w państwie, łącznie z niegdyś gorliwym rosyjskim parlamentem, który zawsze
groził poprzedniemu prezydentowi impeachmentem.
Rządy Putina w latach 2004-2008 naznaczone były dwoma problemami:
konsolidacją władzy Putina i FSB oraz wyborem kolejnego prezydenta w przejściowym okresie 2008-2012, kiedy to zgodnie z konstytucją Putin
powinien ustąpić, a nie miał jeszcze dość sił i zuchwałości, żeby
zmienić konstytucję. Wyłoniło się dwóch kandydatów: Dmitrij Miedwiediew,
całkowicie kontrolowany przez Putina, i generał KGB/FSB Siergiej
Borisowicz Iwanow, kolejny protegowany bezpieki. Putin, który miał
decydujący głos w tej kluczowej sprawie, wybrał niepopieranego przez
nikogo Miedwiediewa, ponieważ zrozumiał, że jego w ciągu czterech lat
może łatwo zastąpić, ale nie zdoła usunąć Siergieja Iwanowa, wysokiego
rangą oficera: generał Iwanow może obalić pułkownika Putina i pozostać
na stanowisku na drugą kadencję, tym bardziej że z punktu widzenia
resortu nie będzie miało absolutnie żadnego znaczenia, który z oficerów
służby bezpieczeństwa rządzi krajem.
W rezultacie w 2008 roku prezydentem został Miedwiediew, którego przez
te wszystkie lata nikt - ani w Rosji, ani za granicą - nie traktował
poważnie jako niezależnego przywódcy wielkiego mocarstwa, nawet po
rosyjskim najeździe na Gruzję w sierpniu 2008 roku. W 2012 roku, zgodnie
z wcześniejszymi ustaleniami, Miedwiediew przekazał tron Putinowi. A w marcu 2014 roku świat pogrążył się w ciemności, gdy Rosja wkroczyła na
Krym i ogłosiła, że ten półwysep to jej terytorium.
Po zajęciu Krymu świat podzielił się na optymistów i pesymistów. Ci
pierwsi wierzyli, że Putin poprzestanie na Krymie. Ci drudzy uważali, że
Krym to dopiero początek, pierwszy etap wielkiej drogi, jaką Putin
nakreślił dla kraju, projektu zwanego Noworosją, łączącego Rosję z Mołdawią (Naddniestrzem) przez Ukrainę.
Półwysep Krymski poddał się bez walki. Wówczas wszyscy się cieszyli -
Rosja, Ukraina i reszta świata - że nie doszło do rozlewu krwi. Od
europejskich i amerykańskich przywódców w marcu 2014 roku można było
usłyszeć jedno: niech Putin powie, że wszystko skończy się na Krymie, a będziemy dalej żyć w pokoju. Zamiast tego Putin ogłosił światu, że
nadszedł czas, aby naprawić historyczne krzywdy z 1991 roku, które
doprowadziły do upadku Związku Radzieckiego; że upadek ZSRR był
największą osobistą tragedią w jego życiu; że jest rosyjskim
nacjonalistą i że to dobrze, iż nacjonalista jest prezydentem Rosji; że
istnieje szczególny rosyjski gen, który odróżnia Rosjan od reszty
ludzkości; że istnieje "rosyjski świat", czyli gromada ludzi mówiących
po rosyjsku; że interesy tego "rosyjskiego świata" rozproszonego po
całej Ziemi należy chronić i że będzie to robić Rosja, niezależnie od
tego, gdzie ci Rosjanie mieszkają i czy w ogóle pragną ochrony. Tak więc
ten "rosyjski świat" musi zostać zjednoczony w granicach jednego
państwa.
Udany blitzkrieg na Krymie wywołał euforię w Rosji i ostatecznie
zawrócił w głowie samemu Putinowi. Natychmiast po aneksji półwyspu
rozpoczęły się przygotowania do agresji na Ukrainę na pełną skalę. Można
było zauważyć kilka elementów tych działań: utworzenie potężnego
przyczółka wojskowego na Krymie; serię ćwiczeń wojskowych na obszarach
graniczących z Ukrainą, w obwodzie kaliningradzkim i na Morzu Bałtyckim;
ciągłe testowanie granic powietrznych i naruszanie przestrzeni
powietrznej bliskich i dalekich sąsiadów przez rosyjskie samoloty
wojskowe; bezprecedensową antyukraińską i antyzachodnią kampanię
propagandową we wszystkich rosyjskich kanałach telewizyjnych i w rosyjskiej prasie; koncentrację rosyjskich wojsk wzdłuż granicy
rosyjsko-ukraińskiej; powołanie do służby rezerwistów; wysłanie do
wschodniej części Ukrainy grup dywersyjnych, które miały rozpętać "wojnę
domową", i wreszcie wkroczenie wojsk rosyjskich do Ukrainy. Wszystko to
było częścią ogólnego strategicznego planu Putina, który ma naprawić
historyczne błędy z 1991 roku.
Po raz pierwszy od 1945 roku powojenna Europa stanęła w obliczu próby
przejęcia jednego europejskiego państwa przez drugie. Zakłócone zostały
ogólnoeuropejska równowaga sił, stabilność, status quo i pokój.
W latach 90. byliśmy świadkami upadku imperiów, zjednoczenia Niemiec, a nawet interwencji światowych mocarstw w konflikcie jugosłowiańskim. Ale
żadne wielkie mocarstwo w Europie po 1945 roku nie próbowało zmienić
granic na swoją korzyść. Rosja podjęła taką próbę w Gruzji w 2008 roku,
a teraz w Ukrainie. Jak stwierdził Putin podczas przemówienia na placu
Czerwonym w rocznicę aneksji Krymu 18 marca 2015 roku: "Pokonamy
trudności, które tak łatwo razem stworzyliśmy sami sobie w ostatnim
czasie".
Rosja rzeczywiście sama sobie stworzyła wszystkie trudności. Ale
jednocześnie stała się globalnym problemem dla pokoju.
Do marca 2014 roku wszystkie państwa europejskie, w tym Rosja, były
partnerami. Od marca 2014 roku Rosja stała się strategicznym
przeciwnikiem Unii Europejskiej i NATO. To była już inna Rosja, z którą
teraz należało współistnieć.
Po sankcjach wprowadzonych przez Zachód, formalnej karze za najazd na
Ukrainę i aneksję Krymu, Rosja musiała zmierzyć się z ekonomicznymi
konsekwencjami tych wszystkich działań: rubel spadł, w kraju nastąpiła
inflacja i wzrosły ceny, spadły ceny nieruchomości, a Rosjanie mniej
podróżowali za granicę, ponieważ podróże stały się drogie, gdy rubel
stracił na wartości. W samej Rosji nie doszło jednak do szerokiego
protestu, a Putin nadal upierał się przy słuszności kursu polityki
zagranicznej kraju, który otwarcie głosił w marcu 2014 roku. Sankcje i reakcje Zachodu nie doprowadziły do zmiany polityki.
Dziś Rosja jest jedynym agresorem w Europie. Zadaniem Putina jest najazd
na sąsiednie kraje, które wcześniej wchodziły w skład ZSRR, według
"schematu ukraińskiego", czyli rozpoczęcie wojny w celu aneksji
terytoriów i ogłoszenie, że Rosja nie prowadzi tej wojny.
W tym samym czasie Rosja utrzymuje przyczółek w Mołdawii (Naddniestrze),
przy czym Putin już po zajęciu Krymu oznajmił, że ten kraj łamie prawa
Rosjan w tym rejonie. W tym samym czasie Dmitrij Rogozin, pierwszy
wicepremier rosyjskiego rządu odpowiedzialny za rosyjski kompleks
wojskowo-przemysłowy, przemianowany dla uśpienia czujności świata na
"kompleks obronno-przemysłowy", podjął próbę zbierania podpisów
obywateli Naddniestrza proszących o przyłączenie do Rosji, a gdy rząd
mołdawski uniemożliwił Rogozinowi przewiezienie petycji do Moskwy,
ogłosił, że następnym razem poleci do Mołdawii bombowcem.
Na początku lipca 2015 roku Rogozin, który nadzorował projekt
naddniestrzański Putina, zaproponował wydawanie rosyjskich paszportów
młodym mieszkańcom "Naddniestrzańskiej Republiki Mołdawskiej" na
uproszczonych zasadach, aby podczas przyszłych działań wojennych w Mołdawii nie można było odróżnić żołnierzy z Rosji od mołdawskich
"separatystów" i "bojówkarzy", jak to już się stało na wschodzie
Ukrainy. Z 500 tysięcy osób, których Rosja uznała za mieszkańców
Republiki, rosyjskie paszporty zostały faktycznie wydane 150-200
tysiącom.
Ten sam schemat zastosowano wcześniej w Abchazji i Osetii Południowej,
gdzie najpierw wydano rosyjskie paszporty wszystkim chętnym, a następnie
wprowadzono wojska rosyjskie pod pretekstem ochrony "obywateli
rosyjskich" przed "uciskiem ze strony władz gruzińskich". Omawiano
również plany wydawania rosyjskich paszportów etnicznym Rosjanom
mieszkającym w krajach bałtyckich.
Nie należy jednak wyolbrzymiać gotowości i chęci ludności rosyjskiej z byłych republik radzieckich do umierania za imperialne ambicje Putina.
Na przykładzie Ukrainy widać wyraźnie, że prorosyjska piąta kolumna,
która w marcu-maju 2014 roku usilnie domagała się "referendów" w sprawie
statusu niektórych regionów Ukrainy, ucichła po wkroczeniu wojsk
rosyjskich do Ługańska i Doniecka i rozoraniu zamieszkanych przez Rosjan
ziem przez gąsienice rosyjskich czołgów. Cena wojny była zbyt wysoka
nawet dla tych prorosyjskich mieszkańców Ukrainy.
Za przynależność do "rosyjskiego świata" Putin zaoferował zbyt wysoką
cenę: wojnę w Europie. Taka propozycja nie wydawała się nikomu
atrakcyjna w 2014 roku.
Wszystkie wielkie wojny rozpoczynano bez świadomości tego, że w końcu
zostaną nazwane "światowymi". Nawet gdy Hitler zaatakował Polskę, nie
wiedział, że wywołuje II wojnę światową. Był przekonany, że przy
radziecko-niemieckim pakcie o nieagresji Wielka Brytania i Francja nie
odważą się wypowiedzieć Niemcom wojny o Polskę.
Czy Putin wierzy, że NATO rozpocznie wojnę z Rosją z powodu najazdu na
Estonię? Czy Putin jest gotowy do rozpoczęcia III wojny światowej w imię
"rosyjskiego świata" i odrodzenia imperium? Czy zachodnie demokracje są
gotowe oddać Ukrainę jak Czechosłowację w latach 1938-1939? Czy świat
pozwoli na atak na kraje bałtyckie jak we wrześniu 1939 roku na Polskę?
W 2014 roku pytania te okazały się retoryczne. Po przebudzeniu się z początkowego szoku, rozumianego przez Putina jako gotowość Europy i USA
do oddania Rosji wszystkich potrzebnych terytoriów, od lata 2014 Zachód
zaczął stawiać opór. Nikt (poza Trumpem) nie mówił o akceptacji aneksji
Krymu i o tym, że Krym jest "rdzenną ziemią rosyjską". Nikt (poza
Trumpem) nie zastanawiał się nad tym, żeby znieść sankcje, zanim Krym
zostanie zwrócony Ukrainie. Francuzi stracili pieniądze, ale odmówili
sprzedaży okrętów do Rosji. Prezydent Barack Obama uznał Rosję za
głównego wroga USA (choć wcześniej podczas debaty wyśmiał Mitta Romneya,
przeciwnika w wyścigu o prezydenturę, kiedy ten stwierdził, że głównym
strategicznym wrogiem Ameryki jest Rosja). Pentagon przetestował nową
bombę atomową. NATO pod rządami Obamy rozmieściło w Europie siły
szybkiego reagowania. Kraje bałtyckie nalegały na przysłanie wojsk NATO.
Neutralna Finlandia powołała tysiące rezerwistów i zwiększyła budżet
wojskowy. Duńczycy byli gotowi rozmieścić na okrętach głowice nuklearne
NATO. Norwegia zaprotestowała przeciwko przyjazdowi Rogozina. Szwecja
śledziła rosyjskie okręty podwodne. Mołdawia wraz z Polską, Gruzją,
Rumunią i USA prowadziła ćwiczenia. I wszyscy razem uważnie obserwowali
rosyjskie samoloty, które w latach 2014-2015 kilkaset razy
niebezpiecznie zbliżyły się do granic sąsiadów. Nikt nie zamierzał się
poddać; Putin zdał sobie z tego sprawę i się wycofał.
Wkraczając na Krym w marcu 2014 roku, Putin podpisał wyrok śmierci na
państwo powstałe w 1991 roku na gruzach Związku Radzieckiego - państwo,
którego zawsze nienawidził i którego nigdy nie uznał - Federację
Rosyjską. Poprzez dwie wojny z Czeczenią, wojnę z Gruzją, a teraz
jeszcze z Ukrainą Rosja z 1991 roku wreszcie się przeistoczyła.
Jednym z głównych problemów kraju są liczne kompleksy Putina, który
próbuje udowodnić, że Rosja powinna być traktowana jak Ameryka. Bardzo
trudno jest zrozumieć i określić słowami, co dokładnie jest nie tak w tym podejściu. Rzeczywiście istnieje wielki kraj o nazwie Rosja,
najbogatszy na świecie, jeśli weźmiemy pod uwagę minerały, które
znajdują się w ziemi. Ten kraj ma tyle broni jądrowej, że może wyrządzić
nieodwracalne szkody na całej planecie. Poza tym niczego nie ma.
Stworzone przez Putina państwo mafijne, oparte na osobistej lojalności
oraz wszechwładzy i wszechobecności służb specjalnych, nie ma
odpowiednika w historii: w żadnym kraju na świecie nie rządzi aparat
bezpieczeństwa, który opiera się na mafijnych relacjach między rządem a biznesem. Wsparciem i źródłem kadr władającej grupy, jakkolwiek by ją
nazwać - mafią, klanem czy juntą - są rosyjskie służby specjalne
ulokowane obok Kremla w budynku FSB zwanym Łubianką. O nich opowiemy.
PROLOG
Od WCzK do FSB. Historia nazwy
W grudniu 1917 roku rząd bolszewicki stworzył strukturę, która w przyszłości wyrządziła wszystkim szkodę. I choć w teorii struktura ta
była przydatna i niezbędna dla władzy radzieckiej, w praktyce stanowiła
zagrożenie nawet dla samych bolszewików. Partia komunistyczna w Związku
Radzieckim wciąż zmieniała jej nazwę, w nadziei, że w ten sposób zmieni
tę strukturę. Ale ona pozostała ta sama. Dziś struktura ta nosi nazwę
FSB FR - Federalna Służba Bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej. Ale
wcześniej nazywała się inaczej.
7 (20) grudnia 1917 roku na mocy dekretu Rady Komisarzy Ludowych (RKL)
Rosyjskiej Republiki Radzieckiej, podpisanego przez Włodzimierza Lenina,
powstała Wszechrosyjska Komisja Nadzwyczajna przy RKL do Walki z Kontrrewolucją i Sabotażem (WCzK). Od sierpnia 1918 roku została
przemianowana na Wszechrosyjską Komisję Nadzwyczajną przy RKL do Walki z Kontrrewolucją, Spekulacją i Nadużyciami Władzy. Pierwszym
przewodniczącym Czeki został Feliks Dzierżyński, który kierował nią aż
do jej rozwiązania w 1922 roku. Bardzo ważne wyjaśnienie: WCzK została
utworzona w ramach Rady Komisarzy Ludowych, czyli podlegała bezpośrednio
Sownarkomowi - Leninowi.
6 lutego 1922 roku z inicjatywy Lenina Wszechrosyjski Centralny Komitet
Wykonawczy (WCIK) Rosyjskiej Federacyjnej Socjalistycznej Republiki
Radzieckiej (RFSRR) przyjął dekret o rozwiązaniu WCzK i utworzeniu
Państwowego Zarządu Politycznego (GPU) przy Ludowym Komisariacie Spraw
Wewnętrznych (NKWD) RFSRR. Oznaczało to oczywiście degradację dawnej
Czeki: dotychczas samodzielny aparat bezpieczeństwa, podległy
bezpośrednio RKL, podobnie jak inne komisariaty ludowe, stał się teraz
częścią jednego z nich - komisariatu spraw wewnętrznych. W tym samym
czasie część funkcji Czeki została przeniesiona do komisariatu
sprawiedliwości. To prawda, Dzierżyński pozostał szefem zarówno GPU, jak
i komisariatu spraw wewnętrznych. Można więc nawet uznać, że pozycja
WCzK-GPU została osłabiona, a Dzierżyńskiego umocniona.
15 listopada 1923 roku, po utworzeniu w grudniu 1922 roku Związku
Socjalistycznych Republik Radzieckich (ZSRR), prezydium Centralnego
Komitetu Wykonawczego utworzyło Zjednoczony Państwowy Zarząd Polityczny
(OGPU) przy RKL ZSRR. Zauważmy, że OGPU, podobnie jak WCzK, ponownie
został podporządkowany bezpośrednio Sownarkomowi i tym samym ponownie
zyskał na znaczeniu. Ale w ten sposób również Sownarkom spróbował
utrzymać OGPU na krótkiej smyczy po zwolnieniu (czy raczej
wyeliminowaniu) Lenina. Na czele OGPU stał Dzierżyński - do 20 lipca
1926 roku, a potem Wiaczesław Mienżynski - aż do swojej śmierci 10 maja
1934 roku.
10 lipca 1934 roku zgodnie z dekretem Centralnego Komitetu Wykonawczego
OGPU (podlegający NKWD RFSRR) został rozwiązany i połączony z nową
instytucją: NKWD ZSRR (utworzonym z NKWD RFSRR) jako Główny Zarząd
Bezpieczeństwa Państwowego (GUGB). Stanowisko zmarłego Mienżynskiego
zostało zlikwidowane i między 10 maja a 10 lipca OGPU nie miał szefa. 10
lipca 1934 roku Gienrich Jagoda został pierwszym ludowym komisarzem
spraw wewnętrznych ZSRR.
3 lutego 1941 roku NKWD zostało podzielone na dwa odrębne resorty: NKWD
i Ludowy Komisariat Bezpieczeństwa Państwowego (NKGB). Ale w lipcu tego
samego roku NKGB i NKWD zostały ponownie połączone w jeden ludowy
komisariat - NKWD. A w kwietniu 1943 roku znowu utworzono NKGB, ale tym
razem obok NKWD.
15 marca 1946 roku NKGB zostało przekształcone w Ministerstwo
Bezpieczeństwa Państwowego (MGB) ZSRR. W tym samym czasie wszystkie
komisariaty ludowe przemianowano na ministerstwa. NKWD stało się znane
jako MWD.
7 marca 1953 roku, dwa dni po śmierci Stalina, podjęto decyzję o połączeniu MWD i MGB w jedno Ministerstwo Spraw Wewnętrznych ZSRR, czyli
wszystko wróciło do schematu z lipca 1941 roku.
13 marca 1954, rok po śmierci Stalina, utworzono Komitet Bezpieczeństwa
Państwowego przy Radzie Ministrów ZSRR. Słowo "przy" było bardzo ważne:
służby bezpieczeństwa, które przerażały cały radziecki i partyjny
establishment za czasów Stalina, teraz znalazły się pod kontrolą Rady
Ministrów ZSRR i nie były już niezależnym ministerstwem, tak jak w latach 1917-1922, za czasów Lenina.
W 1978 roku zlikwidowano określenie "przy Radzie Ministrów" i resort
przyjął nazwę KGB ZSRR, co oznaczało podniesienie statusu aparatu
bezpieczeństwa państwa i zniesienie nadzoru Rady Ministrów.
6 maja 1991 roku przewodniczący Rady Najwyższej Boris Jelcyn i przewodniczący KGB Władimir Kriuczkow podpisali protokół o utworzeniu
Komitetu Bezpieczeństwa Państwowego (KGB) RFSRR o statusie
związkowo-republikańskiego komitetu państwowego.
26 listopada 1991 roku nowo wybrany prezydent Jelcyn podpisał dekret o przekształceniu KGB RFSRR w Federalną Agencję Bezpieczeństwa (AFB)
RFSRR. Dwa dni później, 28 listopada, pełniący jeszcze obowiązki
prezydenta ZSRR Michaił Gorbaczow podpisał tymczasowe rozporządzenie o Międzyrepublikańskiej Służbie Bezpieczeństwa (MSB) ZSRR. Kilka dni
później, 3 grudnia, Gorbaczow podpisał ustawę o reorganizacji organów
bezpieczeństwa państwowego. Zlikwidowano KGB ZSRR, a na jej podstawie
utworzono dwie służby: Międzyrepublikańską Służbę Bezpieczeństwa i Centralną Służbę Wywiadowczą ZSRR.
19 grudnia 1991 roku prezydent Jelcyn podpisał dekret o utworzeniu
Ministerstwa Bezpieczeństwa i Spraw Wewnętrznych (MBWD) RFSRR. To
skutecznie zlikwidowało MSB stworzoną przez Gorbaczowa. Jednak 14
stycznia 1992 roku, czyli wkrótce po formalnym rozwiązaniu ZSRR, Sąd
Konstytucyjny Federacji Rosyjskiej uznał dekret za niezgodny z konstytucją i go uchylił.
W latach 1992-1993 służby bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej istniały w ramach Ministerstwa Bezpieczeństwa (MB) Federacji Rosyjskiej. 21 grudnia
1993 roku Jelcyn podpisał dekret o likwidacji MB i utworzeniu Federalnej
Służby Kontrwywiadu (FSK) Federacji Rosyjskiej. Na czele tej agencji
stał najpierw Nikołaj Gołuszko, a następnie Siergiej Stiepaszyn.
3 kwietnia 1995 roku Jelcyn podpisał ustawę "O organach Federalnej
Służby Bezpieczeństwa w Federacji Rosyjskiej", na której podstawie FSB
stała się prawnym następcą zlikwidowanej FSK.
Od czasu przeniesienia stolicy Rosji Radzieckiej z Piotrogrodu do Moskwy
w 1918 roku siedziba służb bezpieczeństwa zawsze mieściła się w tym
samym budynku w sercu Moskwy, przy ulicy Łubianka. Stąd też budynek
otrzymał przydomek Łubianka. Okazał się drugą po Kremlu najważniejszą
budowlą ogromnego państwa. Może nawet pierwszą.
PS Jeśli, drogi czytelniku, zupełnie się pogubiłeś w opisanych wyżej
wcieleniach i hierarchiach politycznych, uwierz nam: to jest tak samo
zagmatwane po rosyjsku, jak i w każdym innym języku. Można się tylko
domyślać, że wprowadzano te zmiany częściowo po to, żeby uniemożliwić
prześledzenie początków i końców różnych wersji służb bezpieczeństwa
państwowego ZSRR/Rosji w ciągu ostatnich 100 lat.
I
Powstanie rządu radzieckiego i problem traktatu brzeskiego
Zanim zaczniemy opisywać wydarzenia, które nastąpiły w ubiegłym wieku,
musimy stwierdzić jedno: cała historiografia radziecka, to znaczy
wszystkie książki o historii radzieckiej, które zostały wydane w ZSRR do
około 1989 roku, miliony i miliony tomów, nie zawiera ani jednego słowa
prawdy. Ich jedynym celem było zafałszowanie historii Rosji XX wieku i przedstawienie jej czytelnikowi w całkowicie fałszywym świetle, w różnym
stopniu fałszywości - stalinowskim, chruszczowowskim, breżniewowskim i tak dalej. Innymi słowy, radzieccy historycy opisywali wszystko nie tak,
jak wydarzyło się naprawdę.
W 1989 roku sytuacja zaczęła się zmieniać i z czasem w Rosji ukazało się
wiele poważnych prac historycznych, ale ilościowo i psychologicznie
nawet one bardzo często nie były w stanie oczyścić umysłów
wielomilionowej ludności z wielowarstwowych kłamstw i odwrócić sytuacji.
Tym bardziej że zbyt szybko chęć zdobycia pełnej wiedzy została w Rosji
zastąpiona zmęczeniem wywołanym natłokiem informacji i przekonaniem, że
niczego więcej nie można już odkryć. Dlatego czytelnik tej książki pozna
po raz pierwszy wiele faktów, które go zaskoczą.
Wszechrosyjska Komisja Nadzwyczajna, utworzona przez Dzierżyńskiego na
żądanie Lenina 7 (20) grudnia 1917 roku, była pierwszą znaną nam tajną
służbą w nowoczesnym znaczeniu tego słowa. I właśnie dlatego pomnik
Dzierżyńskiego przez wiele dziesięcioleci stał w samym centrum Moskwy,
naprzeciwko budynku Łubianki. Z tego samego powodu portrety i popiersia
Dzierżyńskiego, wielokrotnie reprodukowane, zdobiły i nadal zdobią
gabinety wszystkich oficerów radzieckich/rosyjskich służb specjalnych.
Nawet obecny prezydent Rosji Władimir Putin ma na swoim biurku popiersie
Dzierżyńskiego. Ale nie dlatego, że Dzierżyński był pierwszym
przewodniczącym WCzK. Głównie dlatego, że Dzierżyński pierwszy zdał
sobie sprawę z siły i znaczenia służb bezpieczeństwa państwowego jako
narzędzia do przejęcia władzy w kraju i zamiast ugiąć się przed
Sownarkomem i Leninem, rozpoczął z nimi desperacką walkę, którą w końcu
wygrał. Ale po kolei...
Władza radziecka potrzebowała Czeki nie do rywalizacji z przeciwnikami
politycznymi, ale do ich niszczenia. I to nie kontrrewolucjoniści
stanowili główne zagrożenie dla Lenina, ale jego wczorajsi sojusznicy i sojusznicy z ruchu rewolucyjnego. Lenin stworzył służbę specjalną
Dzierżyńskiego głównie do walki z kolegami z ruchu rewolucyjnego:
kadetami, mienszewikami, eserowcami, lewicowymi eserowcami i anarchistami. To nie był przypadek, że Lenin postawił skrajnie
lewicowego, nawet według bolszewickiej miary, Dzierżyńskiego na czele
organizacji. Wiedział, że Dzierżyński, do którego ostatecznie przylgnęło
miano Żelaznego Feliksa, się nie zawaha. Taki przydomek mogli uznać za
pochlebny tylko sami członkowie służby bezpieczeństwa państwowego.
W bezkresnym oceanie rosyjskiego ruchu rewolucyjnego bolszewicy byli
niewielką grupą ekstremistyczną, w której wszystko zbudowane było na
zasadach włoskiej mafii i opierało się na osobistej lojalności wobec
wodza (Lenina) i więzach rodzinnych, a w życiu partyjnym uczestniczyły
całe rodziny. Organizacja bolszewicka miała dwa skrzydła: emigracyjne i rosyjskie. Rosyjskie podziemie składało się w większości z bojówkarzy i "eksów" (zajmujących się "wywłaszczeniami"), a więc siedziało w więzieniach i przebywało na zesłaniu. To również przypominało codzienne
życie mafii, gdzie niektórzy członkowie zostali uwięzieni za popełnione
już przestępstwa, a inni nadal je popełniali.
Ta mała struktura mafijna w chłopskiej Rosji, w której praktycznie nie
było proletariatu, nie mogła liczyć na udane przejęcie władzy. To znaczy
- jeśli wierzysz w teorię Karola Marksa i przestrzegasz reguł ruchu
rewolucyjnego i kół rewolucyjnych. Co jednak może się stać, jeśli
zapomnisz o teorii i porzucisz zasady? Jeśli przejmiesz władzę, dzieląc
monolitycznego początkowo wroga i skłócając ze sobą różne grupy?
Nawet w takim wypadku jeden człowiek niczego nie wywalczy. Podczas
fatalnych dni rewolucji pozbawiony skrupułów Lenin znalazł bardzo
ważnego sojusznika - zakompleksionego Lwa Trockiego. Zakompleksionego w takim sensie, że Trocki, który nigdy nie był bolszewikiem, bardzo się
tym martwił od wiosny 1917 roku. Kiedy bolszewik Lenin zaproponował
Trockiemu, przewodniczącemu Rady Piotrogrodzkiej, aby zawrzeć blok
polityczny i wspólnie stanąć na czele przyszłego rządu (nazwanego Radą
Komisarzy Ludowych), Trocki natychmiast się zgodził. Teraz było już ich
dwóch. Przeciwko wszystkim innym.
Niepodważalny autorytet Lenina w partii bolszewickiej jest jedną z wielu
nieprawdziwych legend historiografii radzieckiej. Komitet Centralny,
który zignorował przedpaździernikowe dyrektywy Lenina; Rada
Piotrogrodzka, na której czele stał Trocki, "międzyregionalista" i oczywisty rywal o miejsce Lenina w rewolucji; II Wszechrosyjski Zjazd
Rad, który odbył się w październiku 1917 roku: żaden z tych organów nie
uważał Lenina za swojego przywódcę i lidera; żaden z tych elementów
składowych październikowego zbrojnego powstania w Piotrogrodzie nie
zamierzał ugiąć się przed jego wolą. Lenin zawsze się narzucał i zawsze
mu przeszkadzano.
Lenin i bolszewicy w pierwszym roku rewolucji rosyjskiej nie mieli
wielkiego wyboru. Mogli albo oddać władzę blokowi partii
socjalistycznych, albo zniszczyć te partie, ustanawiając jednopartyjną
dyktaturę. Bolszewicy wybrali drugą drogę. Debatę na temat tego, w jakim
stopniu wybór ten był wolny czy wymuszony, należy uznać za czysto
akademicką. Wydaje się, że za tym wszystkim kryło się uparte dążenie
Lenina do zachowania władzy. Dla jego przeciwników i partnerów z czasem
stało się jasne, że Lenin nigdy nie odda władzy, ponieważ władza była
jedyną rzeczą, na której mu naprawdę zależało. Ponieważ tylko partia
bolszewicka była gotowa liczyć się z jego autorytetem, choć z zastrzeżeniami, Lenin musiał już w pierwszych godzinach rewolucji
wkroczyć na drogę represji, które nadzorowała powołana 7 (20) grudnia
1917 roku Wszechrosyjska Komisja Nadzwyczajna, kierowana przez Feliksa
Dzierżyńskiego, jednego z organizatorów Sekretariatu Komitetu
Centralnego. W rezultacie do końca 1917 roku Sekretariat, w skład
którego wchodził Jakow Swierdłow, inny prominentny członek partii
bolszewickiej, przewodniczący Wszechrosyjskiego Centralnego Komitetu
Wykonawczego (parlamentu rewolucyjnego), kontrolował zarówno WCIK
(poprzez Swierdłowa), jak i służby bezpieczeństwa (poprzez
Dzierżyńskiego). Jedynym organem poza kontrolą Sekretariatu pozostawał
Sownarkom dowodzony przez Lenina. Nic dziwnego, że to właśnie z nim
Dzierżyński i Swierdłow rozpoczęli walkę na śmierć i życie.
Ponieważ przed 1917 rokiem liderem rewolucyjnego ruchu socjalistycznego
wydawały się Niemcy, z najsilniejszą partią socjaldemokratyczną na
świecie i dużym proletariatem (klasą robotniczą), światowa rewolucja w naturalny sposób oznaczała rewolucję w Niemczech. Niekoniecznie musiała
się tam zacząć, ale jej zwycięstwo w Niemczech było zdaniem
rewolucjonistów niezbędnym warunkiem sukcesu. Socjaldemokratyczny dogmat
tamtych lat nie pozwalał na inną interpretację rewolucji światowej. A rosyjski rewolucjonista Lenin do lutego 1917 roku nie przewidywał dla
siebie niczego więcej poza rolą przywódcy ekstremistycznego skrzydła w rosyjskim ruchu socjaldemokratycznym, z pewnością drugorzędnego i podporządkowanego ruchowi socjalistycznemu i komunistycznemu w Niemczech.
Jednak po rewolucji październikowej 1917 roku do tej wcześniej
teoretycznej kwestii trzeba było podejść praktycznie: co jest
ważniejsze, utrzymanie za wszelką cenę władzy radzieckiej w Rosji, gdzie
rewolucja już się dokonała, czy próba zorganizowania rewolucji w Niemczech, choć za cenę upadku władzy radzieckiej w Rosji? W 1918 roku
odpowiedź na to pytanie nie była tak jednoznaczna, jak mogłoby się to
wydawać dzisiaj.
Przywódcy socjalistyczni w Europie generalnie zgadzali się co do tego,
że ani socjalizmu nie da się zbudować, ani władzy utrzymać przez dłuższy
czas w zacofanej Rosji bez pomocy europejskiej rewolucji
socjalistycznej, choćby dlatego, że (jak uważali komuniści) "środowisko
kapitalistyczne" postawiłoby sobie za cel obalenie socjalistycznego
rządu w Rosji. Uważano, że rząd radziecki zdoła utrzymać władzę w Rosji
tylko dzięki rewolucji w Niemczech.
Lenin nie podzielał tej opinii. W październiku 1917 roku, po
przedostaniu się ze Szwajcarii do Rosji i szybkim przejęciu tam władzy,
dowiódł swoim licznym przeciwnikom, jak bardzo nie doceniali takiego
wyjątkowego człowieka, przywódcy małej ekstremistycznej sekty.
Bolszewizm nie tylko zdobył władzę w Rosji, lecz także stworzył
trampolinę dla ofensywy rewolucji światowej i organizacji
komunistycznego przewrotu w tych właśnie Niemczech, od których zdaniem
wszystkich zależeć miało ostateczne zwycięstwo socjalizmu na świecie.
Dla Lenina rewolucja niemiecka zeszła na dalszy plan wobec zwycięskiej
już rewolucji rosyjskiej. A nawet więcej: Leninowi nie spieszyło się
teraz do zwycięstwa rewolucji w Niemczech, ponieważ w takim przypadku
środek ciężkości świata komunistycznego przesunąłby się na
uprzemysłowiony Zachód, a Lenin pozostałby szefem rządu "zacofanego",
"nierozwiniętego" i "barbarzyńskiego" kraju, który po zwycięstwie
komunizmu w Niemczech po prostu nikogo by nie interesował.
W takim kontekście Lenin usilnie nalegał na podpisanie 3 marca 1918
roku, wbrew woli całej partii, traktatu pokojowego w Brześciu na
warunkach niemieckich, a potem zgodził się po raz pierwszy i ostatni na
utworzenie lewicowej frakcji socjalistycznej w ramach partii
bolszewickiej, opowiadającej się za zerwaniem pokoju z Niemcami i natychmiastową wojną rewolucyjną przeciwko imperializmowi europejskiemu.
Jednym z przywódców lewicowych komunistów był Dzierżyński,
przewodniczący Czeki.
Za namową Lenina Komitet Centralny zgodził się również na wymianę
ambasadorów z "imperialistycznymi Niemcami". Dziś nie wydaje się to
nadzwyczajne. Jednak w kwietniu 1918 roku, kiedy niemiecka rewolucja
mogła wybuchnąć w każdej chwili, oficjalne uznanie przez rząd radziecki
"Hohenzollernów", w żaden sposób nieuzasadnione koniecznością
postulowanego przez Lenina "wytchnienia", było z punktu widzenia
zwolenników niemieckiej (i światowej) rewolucji nie tylko błędem, ale i zbrodnią.
Niemcy mianowali ambasadorem w RFSRR grafa Wilhelma von Mirbacha, który
spędził już kilka tygodni w Piotrogrodzie, a więc był ogólnie
zaznajomiony z sytuacją. Von Mirbach przybył do Moskwy 23 kwietnia.
Ambasada została umieszczona w dwupiętrowym dworze należącym do wdowy po
handlarzu cukrem i radcy kolegialnym von Bergu (obecnie ulica Wiesnina
5). Przyjazd ambasadora zbiegł się w czasie z przewrotem w Ukrainie1, zajęciem Finlandii przez wojska niemieckie i systematycznym (choć stopniowym) posuwaniem się ich na wschód od linii
wyznaczonej przez traktat brzeski.
26 kwietnia rząd radziecki powiadomił von Mirbacha, że jest
niezadowolony z jego listów uwierzytelniających. Odbywało się to w bardzo surowej i zimnej atmosferze. Po zakończeniu oficjalnej ceremonii
Swierdłow nie zaprosił von Mirbacha, by usiadł, ani nie zaszczycił go
rozmową. 16 maja podczas spotkania z niemieckim ambasadorem na Kremlu
Lenin przyznał, że liczba jego wrogów rośnie, a sytuacja w kraju jest
poważniejsza niż miesiąc wcześniej. Zwrócił też uwagę, że w ostatnim
czasie zmienił się skład jego przeciwników. Wcześniej byli to
przedstawiciele partii prawicowych, a teraz miał przeciwników we własnym
obozie, gdzie powstało lewicowe skrzydło. Opozycja twierdziła, że pokój
brzeski, którego Lenin nadal bronił, był błędem; coraz większe obszary
Rosji dostawały się pod okupację niemiecką; nie ratyfikowano jeszcze
pokoju z Finlandią, nie zawarto pokoju z Ukrainą; nasilał się głód.
Prawdziwy pokój, jak zauważył Lenin, był bardzo odległy, a szereg
ostatnich wydarzeń potwierdzał słuszność argumentów wysuwanych przez
lewicową opozycję.
Relacjonując Berlinowi rozmowę z Leninem, von Mirbach zauważył, że Lenin
nie groził mu ewentualną reorientacją polityki radzieckiej w kierunku
ententy. Po prostu podkreślał, że pozycja Lenina w partii i rządzie jest
bardzo niepewna.
Sprawozdanie von Mirbacha z jego rozmowy z Leninem jest dosłownie
jedynym znanym nam dokumentem, który zawiera przyznanie się Lenina do
porażki polityki brzeskiej. Traktat pokojowy nie przyniósł ani
upragnionego pokoju, ani obiecanego przez Lenina "wytchnienia". Z punktu
widzenia niemieckiego kierownictwa układ brzeski był środkiem militarnym
i miał pomóc na froncie zachodnim. Jeśli tak było, to w miarę
pogarszania się sytuacji Niemiec na zachodzie zmniejszały się również
ich ambicje na wschodzie. Na wschodzie działania wojenne nie ustały ani
na jeden dzień. Niemcy stawiali coraz więcej warunków, zajmowali całe
obszary i miasta na wschód od granicy ustalonej traktatem brzeskim tylko
dlatego, że wymagała tego konieczność militarna. Najgorsze obawy
większości działaczy partyjnych okazały się uzasadnione. Władza
radziecka była na skraju upadku. Wiarygodność Lenina słabła.
Od czasu podpisania traktatu brzeskiego rozpoczął się wyraźny wzrost
znaczenia Swierdłowa, który odsuwał Lenina od kierownictwa partii i rządu. W związku z wycofaniem się w proteście przeciwko podpisaniu ugody
sojuszniczej bolszewickiej Partii Lewicowych Socjalistów-Rewolucjonistów
(PLSR) i części lewicowych komunistów 18 marca Sownarkom rozpatrywał
kwestię "kryzysu ogólnoministerialnego". Swierdłow, który oficjalnie nie
był członkiem RKL, ale stopniowo przejmował tam obowiązki Lenina, wydał
oświadczenie na ten temat.
W marcu i kwietniu Swierdłow był zajęty głównie koordynacją współpracy
między różnymi frakcjami politycznymi. W maju i czerwcu wziął na siebie
całą pracę partyjną i stanowisko "sekretarza generalnego"; został
mianowany przez Komitet Centralny współsprawozdawcą Lenina, czyli zaczął
przy nim odgrywać rolę komisarza partyjnego. To właśnie Swierdłow, a nie
Lenin, odczytał "tezy Komitetu Centralnego o obecnej sytuacji
politycznej" na moskiewskiej konferencji ogólnopartyjnej 13 maja. W protokole z posiedzenia Komitetu Centralnego z 18 maja Swierdłow
znajduje się na czele listy obecnych. Zebranie Komitetu Centralnego 19
maja jest pełnym triumfem Swierdłowa. Powierzono mu absolutnie wszystkie
sprawy partyjne, jak wynika z protokołu opublikowanego po raz pierwszy
dopiero w kwietniu 1989 roku. Lenin otrzymał na tym spotkaniu tylko
jedno zadanie, które trudno nazwać odpowiedzialnym: "uzyskać zgodę Rady
Komisarzy Ludowych na udział tow. [Jurija] Stiekłowa w pracach
[Sownarkomu]".
Nie da się prześledzić dalszego wzrostu wpływów Swierdłowa (i spadku
autorytetu Lenina) w protokołach Komitetu Centralnego, ponieważ te
dokumenty z okresu od 19 maja do 16 września 1918 roku nie zostały
odnalezione. Oczywiście liczne protokoły Komitetu Centralnego z tamtych
czasów "nie przetrwały" właśnie dlatego, że przedstawiały wszystko, co
działo się z Leninem, w skrajnie niekorzystnym świetle.
Sekretariat Komitetu Centralnego (czyli Swierdłow) wbrew woli Lenina od
maja prowadził w Ukrainie intensywną antyniemiecką działalność
wywrotową. 3 maja Komitet Centralny partii bolszewickiej przyjął dwie
uchwały o utworzeniu ukraińskiej partii komunistycznej w celu osłabienia
niemieckiej potęgi militarnej i przygotowania komunistycznego przewrotu
w Ukrainie. Tekstów tych uchwał nie ma w protokole z posiedzenia
Komitetu Centralnego, i nie bez powodu. Jedna z nich - o wyodrębnieniu
Komunistycznej Partii Ukrainy z Rosyjskiej Partii Komunistycznej
(bolszewików) - miała zostać opublikowana. Druga głosiła, że kompartia
Ukrainy jest integralną częścią RKP(b). Innymi słowy, ogłaszając
publicznie niezależność Komunistycznej Partii Ukrainy, Komitet Centralny
zwolnił się z odpowiedzialności za działalność wywrotową bolszewików w okupowanej przez Niemców Ukrainie. Akty antyniemieckie mogły być teraz
przeprowadzane praktycznie otwarcie, bez ryzyka skomplikowania i tak już
złych stosunków radziecko-niemieckich czy radziecko-ukraińskich.
Otrzymane w związku z tym niemieckie listy protestacyjne zostały
odrzucone przez zastępcę ludowego komisarza spraw zagranicznych
Gieorgija Cziczerina z tego powodu, że bolszewicy rosyjscy nie mają nic
wspólnego z bolszewikami ukraińskimi. W rezerwie pozostała jednak druga
uchwała przypominająca ukraińskim bolszewikom, że nie są oni niezależną
partią, lecz podlegają jednolitemu Komitetowi Centralnemu Rosyjskiej
Partii Komunistycznej.
Latem 1918 roku po niepowodzeniu wielkiej ofensywy niemieckiej na
froncie zachodnim i lądowaniu wojsk amerykańskich we Francji pojawiła
się wizja nieuchronnej klęski Niemiec w wojnie światowej. Jednak pozycja
Lenina się nie poprawiła. 25 czerwca w liście do Kühlmanna von Mirbach w swoim podsumowaniu okresu bolszewickiego w Rosji zaznaczył, że "po dwóch
miesiącach uważnej obserwacji" nie może już "postawić korzystnej
diagnozy bolszewizmu. Z pewnością stoimy przy łóżku ciężko chorego
człowieka, którego stan może się niekiedy poprawić, ale który jest
skazany na śmierć" - napisał von Mirbach i zaproponował, by "powstałą
pustkę" wypełnić nowymi "organami rządowymi, które będziemy trzymać w gotowości i które będą nam w pełni służyć"2.
Oczywiście wydarzenia w ambasadzie niemieckiej zauważyły radzieckie
służby bezpieczeństwa. Gdy von Mirbach wysyłał do Berlina propozycje
dotyczące konieczności zmiany niemieckiej polityki wschodniej, WCzK,
kierowana przez lewicowego komunistę Dzierżyńskiego, stworzyła wydział
"do śledzenia bezpieczeństwa ambasady i ewentualnej przestępczej
działalności ambasady". Szefem tego wydziału został przyszły zabójca
niemieckiego ambasadora, lewicowy eserowiec Jakow Grigoriewicz Blumkin,
liczący 19-20 lat.
Należy zaznaczyć, że pracownicy ambasady niemieckiej od dawna oczekiwali
nieprzyjemnych zdarzeń. 4 czerwca Kurt Ritzler, doradca niemieckiej
misji w Moskwie, w niezwykle uczuciowym orędziu do Berlina opisał
przyszłość w najczarniejszych barwach:
W ciągu ostatnich dwóch tygodni sytuacja gwałtownie się pogorszyła.
Nadchodzi głód, próbują go zdusić terrorem. Bolszewicka pięść rozbija
wszystkich. Ludzie są po kryjomu rozstrzeliwani setkami. Wszystko to
samo w sobie nie jest takie złe, ale teraz nie ma wątpliwości, że zasoby
materialne bolszewików są na wyczerpaniu. Zapasy paliwa dla maszyn się
kończą i nie można już polegać nawet na łotewskich żołnierzach
siedzących w ciężarówkach - a co dopiero robotnikach i chłopach.
Bolszewicy są strasznie zdenerwowani, bo zapewne przeczuwają, że zbliża
się koniec, i szczury zaczynają zawczasu opuszczać tonący okręt. [...]
Nikt nie jest w stanie przewidzieć, jak oni [bolszewicy] skończą, a ich agonia może trwać jeszcze kilka tygodni. Może będą próbowali uciec
do Niżnego [Nowogrodu] albo Jekaterynburga. Może w desperacji będą pić
własną krew, a może zaproponują, żeby podrzeć traktat brzeski (który
nazywają "wytchnieniem"). [...] Zupełnie nie da się przewidzieć, jak
postąpią ci ludzie, zwłaszcza w stanie rozpaczy. Ponadto ponownie doszli
do przekonania, że coraz bardziej eksponowana "dyktatura wojskowa" w Niemczech wzbudza ogromny sprzeciw, zwłaszcza z powodu dalszego
posuwania się na wschód, i że musi to prowadzić do rewolucji. [...]
Proszę mi wybaczyć tę liryczną dygresję na temat chaosu, który nawet z tego punktu widzenia jest już całkiem nieznośny3.
Wprowadzona przez Lenina do ślepego zaułka, zredukowana do punktu
kryzysowego, podzielona i osłabiona partia bolszewicka mogła jedynie
szukać ratunku w tym, co w marcu 1918 roku podsunął Trocki: "Bez względu
na to, jak bardzo będziemy się starać i jaką taktykę obmyślimy, tylko
rewolucja europejska może nas naprawdę ocalić"4.
Prawdopodobnie wznowienie wojny latem 1918 roku było nie mniej ryzykowne
niż kontynuowanie jej w marcu. Ale w czerwcu bolszewicy nie mieli już
wyboru. Leninowska polityka "wytchnienia" została wypróbowana i nie
przyniosła pozytywnych rezultatów. Agonia i rozpacz bolszewickiego
reżimu osiągnęły najwyższy punkt. Nastąpiło to dokładnie 6 lipca 1918
roku, kiedy to dwaj funkcjonariusze radzieckich służb bezpieczeństwa
państwowego - Blumkin i Andriejew - przybyli z upoważnienia
Dzierżyńskiego i jego zastępcy Iwana Ksienofontowa do rezydencji
ambasady niemieckiej i zażądali spotkania z ambasadorem Niemiec von
Mirbachem w niezwykle ważnej sprawie. W tym momencie rząd bolszewicki
został uratowany, a wraz z nim, przez jeszcze większą ironię losu,
leninowska idea "wytchnienia".
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki