Od Parandowskiego do Stasiuka. Rosja w literaturze polskiej ostatniego stulecia - Tadeusz Sucharski

Kup ebooka

36.00 zł
27.57 zł (28,80 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Uwagi wstępne O potrzebie syntezy, czyli przeciw mitom i stereotypom

Była wiosna roku 2006. Wracaliśmy dużą grupą z krymskiego Gurzufu do Symferopola. Skończyła się kolejna mickiewiczowska konferencja w tym uroczym, małym, ale żywym i znowu tatarskim miasteczku nad Morzem Czarnym pomiędzy Jałtą a Ajudahem. Autobus wiózł uczestników na północ Krymu. Zginął już z oczu "głuchy, nieruchomy" (by użyć słów twórcy Sonetów krymskich) Czatyrdah, przez długie serpentynowe kilometry ciągle przypominający podróżnikom o swoim nad nimi władztwie. Kończyły się piękne krymskie góry, zaczynał się step. Mniej jednak zachwycający niżby można sądzić po wyrytej w pamięci wizji "suchego przestworu oceanu". Smutne myśli o pożegnaniu z "perłami" czarnomorskiego półwyspu (słusznie zachwalanymi przez wszechobecne billboardy) okazały się jednak przedwczesne. Organizatorzy konferencji, chcąc jakoś złagodzić rozstanie z Krymem, zrekompensować utratę niecodziennych widoków i pokazać też zatajone piękno Taurydy, przygotowali niespodziankę - zawieźli nas do znanej od niedawna i wciąż poznawanej Jaskini Marmurowej ukrytej w płaskowyżu Czatyrdahu. Pozwolili wejść do wnętrza góry - "minaretu świata". Polskich, ukraińskich i rosyjskich wycieczkowiczów przywitał młody, sympatycznie uśmiechnięty speleolog-przewodnik. Wiedział, do kogo mówi. Z wielojęzycznego słowiańskiego gwaru bez trudu wychwycił słowa polskie. Opowiadał cuda o jaskini, o jej niezbadanych, długich i głębokich korytarzach, które dla niewtajemniczonych stanowią labirynt bez wyjścia. I na zakończenie pięknej gawędy, puściwszy lekko oko do rosyjskojęzycznych uczestników wycieczki, powiedział: "Mienia zowut Iwan Susanin". Odpowiedział mu gromki, żywiołowy śmiech niepolskich uczestników wycieczki i polskie kłopotliwe milczenie. I właśnie ten śmiech (ani szyderczy, ani serdeczny, zwyczajny, jak po usłyszeniu dobrego dowcipu) głęboko mnie zastanowił. Zacząłem sobie przypominać, skąd znam nazwisko wypowiedziane przez przewodnika. Nie było mi bowiem obce. W końcu wydobyłem je z dna pamięci i... nie potrafiłem powstrzymać irytacji. Poczułem się wręcz zraniony tym żartem. Kim więc był ów Iwan, którego przywołanie wzbudziło tak żywą radość naszych wschodnich sąsiadów? Otóż ten prosty chłop, jak głosi historia (a może tylko legenda) rosyjska, popularna szczególnie od czasów wojny z Napoleonem, wyprowadził w roku 1613 z Moskwy polskie wojska w grzęzawiska, ratując życie Michała Romanowa, pierwszego cara z ostatniej dynastii rosyjskiej. Przypłacił to życiem, ale stał się jednym z najbardziej znanych bohaterów, nie tylko ludowej mitologii. Trafił do literatury, by wspomnieć dumę Kondratija Rylejewa i dramat Nikołaja Polewoja, pojawił się na obrazach pieriedwieżnika Michaiła Niesterowa i Michaiła Skotti. W operze Życie za cara, której tytuł parokrotnie zmieniano, uwiecznił go Michaił Glinka. Jeszcze wcześniej Katarino Kawos, wraz z librecistą Aleksandrem Szachowskim, uczynił go głównym bohaterem pierwszej rosyjskiej opery historycznej. Postawiono mu w Rosji kilka pomników, uczyniono patronem ulic, jego imię nadawano statkom...

Gdy połączyłem sobie to nazwisko z legendą, gdy uświadomiłem znaczenie mitu Susanina dla Rosjan i zrozumiałem (jak mi się wówczas wydawało) przyczynę śmiechu sympatycznych przecież współuczestników konferencji i wycieczki, zapytałem przewodnika, dlaczego przedstawił się w ten sposób. Odparł: "Ja poszutił". I z pewnością miał rację. Bo imię Iwana Susanina trafiło też, o czym wtedy nie wiedziałem, do codziennego języka Rosjan. Bo jego heroizacji towarzyszyło, i towarzyszy nadal, przekorne ironizowanie, w którym ów przewodnik przyjmuje postać dobrodusznego głuptaka, błąkającego się po nieznanym terenie z prowadzoną przez siebie grupą turystów, zwłaszcza zagranicznych. A przecież taką właśnie grupę stanowiliśmy. I być może ta wersja wywołała wesołą reakcję rosyjskojęzycznych kolegów, aczkolwiek nie odrzucałbym całkowicie także swojego pierwotnego przypuszczenia. Ale ja zareagowałem tak, jak przystało na "dufnego Lacha"1, i przedstawiłem się przewodnikowi: "Mienia zowut Stanisław Żółkiewski". Uśmiechnął się zakłopotany, nie kontynuując rozmowy, dając jednoznacznie do zrozumienia, że nie wie, o czym i o kim mówię.

W wydarzeniu tym, w zachowaniu (jak o nim wtedy myślałem) przewodnika, ale przede wszystkim w mojej reakcji, którą można by określić wersją klasycznej zabawy "kto lepszy", chciałbym widzieć ilustrację jednej z głównych przyczyn wzajemnych polsko-rosyjskich nieporozumień. Mówimy, zdawałoby się, o tych samych zdarzeniach, ale znamy je tylko w narodowo uproszczonej wersji, przyjmując ją za oczywistą i niepodważalną. Dziwimy się, że można myśleć inaczej. My chcemy pamiętać (inna rzecz, czy w ogóle pamiętamy) polskich zdobywców Kremla, Rosjanie z kolei - naszych żołnierzy, dumnych Sarmatów wyprowadzonych na manowce przez zwykłego mużyka. Swoich bohaterów (myślę o działaniach obu stron) przenosimy w przestrzeń mitu, czynimy herosami historii, zapełniamy nimi narodową wyobraźnię, szukamy w nich źródeł kompensującej dumy, zwłaszcza w momentach rywalizacyjnych, których nigdy w "sporze rodzinnym", w "domowym sporze Słowian", jak chciał Aleksander Puszkin2, nie brakowało i nie zabraknie. Obcych nie tyle odrzucamy, ile nie podejmujemy wysiłku ich poznania, zbliżenia się do nich. Ale takie właśnie podejście uniemożliwia porozumienie, pozbawia podstawy, na której możliwe jest podjęcie dialogu. Zmusza nas ono do posługiwania się zautomatyzowanymi stereotypami, które uaktywniają resentyment. Pod sympatią, często autentyczną, czai się podskórna obawa czy też lęk, który uzewnętrznia się w postaci drobnych, ale dokuczliwych złośliwości.

Wspominam tę historię nie ze względu na jej szczególną atrakcyjność, ale raczej pewną typowość zachowań, której także się poddałem. Stanowi ona bowiem dla mnie jeden z dominujących wariantów relacji polsko-rosyjskich, i to ten nie najlepszy, który charakteryzuje licytacja na przewagi - urażona duma w odpowiedzi na wyższościową albo tylko domniemaną kpinę. Typowość ta wyróżnia się w wypowiedziach publicystycznych, zwłaszcza w okresach napięć między oboma państwami. Często jednak ujawnia się również w literaturze (zwykle polskiej, choć rosyjska też nie jest od tego wolna), szczególnie tej minorum gentium. Aczkolwiek "Polaczkowie" sportretowani przez twórcę Braci Karamazow dowodzą, że tendencji tej mogą poddać się absolutnie najwięksi.

*

Kazimierz Brandys w Nierzeczywistości, nie kryjąc swojej zasadniczo akceptującej opinii, przypomniał bon mot pewnego francuskiego myśliciela, mianowicie że Polacy mają "świadomość z a p i e p r z o n ą przez obsesję Rosji i że nasz olbrzymi sąsiad tworzy nam partykularną umysłowość"3. O trafności owego spostrzeżenia przekonuje nie tylko wspomniane powyżej krymskie "doświadczenie" - utwierdza w nim przede wszystkim nasza literatura. Bohaterka Przygód człowieka myślącego Marii Dąbrowskiej dzieli się w pewnym momencie uwagą, w której usłyszeć można najpełniejszy chyba wyraz owego polskiego "zainfekowania", determinującego "świętą" polską pewność o "opresyjności" Rosji ex definitione: "Żeby się kiedyś stała nie wiem jak dobra, żeby nas Niemcy nie wiem jak łupili, zawsze powiemy, że ciemiężca to Rosja"4. Otóż w tym bezwarunkowym przyznaniu pierwszeństwa Rosji w rankingu naszych największych ciemiężców (z jednoczesną degradacją Niemiec!) można by doszukiwać się fundamentów polskiej świadomości zbiorowej, praźródeł polskiej "wiedzy" o Rosji. Ujęte w ten sposób słowa bohaterki Dąbrowskiej potwierdzałyby smutną, przepełnioną goryczą, ale też niepokojąco zgeneralizowaną konstatację Aleksandra Hercena, że "nie ma narodu sąsiadującego z Rosją, który by znał mniej Rosję niż Polska. Na zachodzie najprościej nie znają Rosji, ale Polacy nie znają jej z p r e m e d y t a c j ą" 5. Z pewnością łatwo ją strywializować i powiedzieć, że nie tyle nie chcą znać, ile wiedzą swoje. I może nawet tę wiedzę kultywują, może nawet odczuwają pewnego rodzaju dumę z polskiego ignorowania Rosji, które w ich przekonaniu ignorowaniem bynajmniej nie jest. To Miłosz twierdził, że "Polacy wiedzą o Rosjanach to, co Rosjanie wiedzą o sobie samych, nie chcąc się do tego przyznać, i odwrotnie"6. Nie zauważył wszakże (lub nie chciał zauważyć) Hercen, ulegając pokusie nazbyt pospiesznego i surowego werdyktu, postaw oraz zjawisk w polskiej myśli i kulturze (także w jego czasach), które unaoczniają niesłuszność i pochopność jego konstatacji. Poddawaniu się "obsesji", łatwemu, jeśli nie prostackiemu wręcz uleganiu kliszom i szablonom, czerpanym z "nocnych rodaków rozmów", towarzyszyły podejmowane z "premedytacją" głębokie (literackie, publicystyczne, naukowe) próby nie tylko "zrozumienia Sfinksa"7, nie tylko zgłębienia "zagadnienia rosyjskiego"8, lecz także rozwiązania "rosyjskiej zagadki-tajemnicy"9, która ciągle zagadką pozostaje, gdyż pozostać nią musi. Ale brak rozwiązań nie może odebrać wartości podejmowanym próbom. Nie może pomniejszać znaczenia wysiłku wyrwania się z ograniczeń polskiego "zaprogramowania kulturowego"10.

Adam Zagajewski przenikliwie zauważył niegdyś, że wejściu Rosji w polskie życie towarzyszyło równoczesne jej wtargnięcie w polskie myśli, w polskie wiersze11. Szczególnie istotne w tej lirycznej, lapidarnej summie naszego doświadczania Rosji zdaje się wyeksponowanie roli myśli, przyznanie jej prymatu nad uczuciem, zwalniającym z namysłu, usprawiedliwiającym jego brak, ale i zastępującym refleksję. Jest to więc jakby zakwestionowanie sądu Hercena. Zagajewski nie jest w tym stanowisku odosobniony. O "p r z e m y ś l e n i e" sowieckiego komunizmu apelował Gustaw Heling-Grudziński12. Nie można przecenić znaczenia tych postulatów, które, dowodząc świadomości ograniczeń w polskiej recepcji Rosji, żądają jednocześnie intelektualnego objęcia "zagadnienia rosyjskiego", w istotny sposób kreującego nasze zachowania, nasze widzenie świata.

W połowie wieku XVIII temat Rosji (a wcześniej Rusi i Moskwy), obecny niemal od początku w "polskich wierszach", zaczął nabierać w naszej literaturze coraz większego znaczenia, by w epoce romantyzmu osiągnąć rangę niemal jej "przeklętego problemu". Piśmiennictwo polskie XIX wieku, które przyjmowało na siebie rolę duchowego przewodnika narodu pozbawionego państwa (a czasem też "funkcje" quasi-państwowe), zostało niejako zmuszone do pogłębionej analizy nie tylko wpływu potężnego sąsiada ze wschodu na polskie życie, lecz także fenomenu Rosji jako takiej. Wielkim odkryciem polskiej literatury romantycznej, niezmiernie ważnym dla jej spadkobierców, stało się odróżnienie państwa carów od rosyjskiego ducha narodowego13. O roli zagadnienia rosyjskiego w literaturze polskiej XIX wieku najlepiej świadczy obszerne hasło w poświęconym jej słowniku. Adekwatnego hasła w Słowniku literatury polskiej XX wieku nie znajdziemy, nie ma też prac, w których podjęta byłaby próba spojrzenia na całość problematyki, aczkolwiek temat ten w naszym piśmiennictwie minionego stulecia zajmuje nawet bardziej znaczące miejsce niż w wieku go poprzedzającym. Istotę polskiego "problemu" Rosji w wieku XX, którego początek datować trzeba na rok 1914, a jeszcze lepiej 1917, niezwykle precyzyjnie - choć poetycko - wychwycił Czesław Miłosz: "pokolenie za pokoleniem żyliśmy przeciw państwu, które nie mogło nas pokonać groźbą ni karą. Aż pojawiło się na ziemi państwo doskonałe"14. Z tym państwem zmierzyć się musiała literatura polska, skazana niejako na ów trud z racji swej tradycji i ciążącego na niej obowiązku heterotelizmu, ale także z powodu pasji poznawczej twórców, często skądinąd przymuszonych stosowanymi wobec nich represjami. Pisarze polscy nie od razu zdali sobie sprawę z zasadniczej inności pozornie tylko tego samego "ciemiężcy", nie od razu dostrzegli i zrozumieli różnicę jakościową między obiema despotiami. Nasza literatura poświęcona Rosji sowieckiej jest więc zapisem błądzeń, poszukiwań, ale też iluminacyjnych odkryć specyfiki Nowej Wiary, wyprowadzonej na świat z kraju narodu "bogonośca". Ironia historii boleśnie skarykaturowała mesjanistyczne wizje Dostojewskiego i słowianofilów. Nie znaczy to wszakże, że skoncentrowani na Rosji sowieckiej pisarze polscy XX wieku odrzucili Rosję carską; wytyczała ona czasem, może nawet zbyt często, kierunek refleksji nad despotyzmem rosyjskim, który w dziedzictwie jakoby przejęło państwo doskonałe. Owo Miłoszowskie państwo stało się głównie bohaterem literatury powojennej wolnej od cenzuralnych ograniczeń, a więc pisarstwa emigracyjnego i - od połowy lat siedemdziesiątych - wydawanego w PRL-u poza zasięgiem komunistycznej cenzury. Literatura tworzona i oficjalnie publikowana w kraju, nawet wybitna, starała się bezpiecznie nie wykraczać poza epokę Romanowów. Trwała w wieku XIX, który rozciągnął się aż do roku 1917. Rok ten bowiem na tyle wstrząsnął światem, że tak naprawdę zamknął tę epokę. Pisarze krajowi sporadycznie tylko nawiązywali do dramatycznych momentów naszej wspólnej dwudziestowiecznej historii.

Otóż w tej różnorodności i obfitości dzieł poświęconych Rosji trzeba by doszukiwać się jednej z przyczyn kapitulanckiego (tak niestety można tę postawę określić) stosunku do prób zsyntetyzowania problemu Rosji w literaturze polskiej XX wieku. Z pewnością musiała paraliżować, i nadal paraliżuje, świadomość trudności, które stają przed potencjalnym autorem takiego studium. Do mnogości dzieł i ich gatunkowej wielorakości dodać trzeba bezmiar niezbędnych do uwzględnienia problemów, by studium owo spełniło wymogi syntezy. W refleksji nad przyczynami tej dojmującej luki nie wolno abstrahować od stanu badań w tym zakresie w początkach wolnego polskiego literaturoznawstwa. Jeszcze w ostatniej dekadzie XX wieku tylko pojedynczy badacze podejmowali problem Rosji w polskiej literaturze powojennej. I to zwykle przy okazji interpretacji dzieła któregoś z twórców dotkniętych sowieckimi represjami. Dzięki temu jednak ów "niezaorany ugór" zaczął się powoli zmieniać we wcale urodzajne pole, które w XXI stuleciu (pozostańmy przy metaforze agronomicznej) przynosić poczęło coraz obfitsze plony. Pojawiły się liczne studia szczegółowe, zbliżenia analityczne, przyczynki poświęcone różnym formom i formułom polskiego namysłu nad dramatycznymi przeobrażeniami ustrojowymi Rosji XX wieku, jej imperialną polityką, prowadzonym przez nią eksperymentom politycznym, społecznym, nawet antropologicznym; wreszcie, co najważniejsze, nad ich konsekwencjami dla polskiego życia. Wydanych zostało kilka monografii zbiorowych, stanowiących zazwyczaj zwieńczenie konferencyjnych referatów i dyskusji, w których zazwyczaj brali udział badacze i polscy, i rosyjscy15.

Prezentowana książka nie tylko wpisuje się w ten właśnie nurt badań, lecz także stanowi jeden z jego efektów. Zależy mi na tym, by choćby w minimalnym stopniu przyczyniła się do powstania syntetycznego studium poświęconego problemowi Rosji w literaturze polskiej XX wieku. Dlatego jej problematyka obejmuje bardzo szeroki, aczkolwiek wielce odbiegający od niezbędnego minimum wachlarz zagadnień. Przedmiotem namysłu objęte bowiem zostały: literackie ujęcia rosyjskiej i polsko-rosyjskiej historii (ze szczególnym - ale nie wyłącznym - nastawieniem na epokę komunizmu: Parandowski, Stanisław Mackiewicz, Iwaszkiewicz), polska recepcja literatury i kultury rosyjskiej (Pawlikowski, Miłosz, Józef Mackiewicz, Stasiuk), zagadnienie antyrosyjskiej obsesji (proza historyczna dwudziestolecia) i próby jej przezwyciężenia. Horyzont badawczy wytyczają teksty literackie i publicystyczne z początku międzywojnia (utwory najwcześniejsze) i powstałe niemal sto lat później (dzieła ostatnie). Od roku 1919 do roku 2014. Z perspektywy rosyjskiej historii owo czasowe spektrum można by zamknąć w formule "od Lenina do Putina", obejmującej niewiarygodne wręcz przeobrażenia naszego potężnego i groźnego sąsiada. Ale formuła ta okazuje się słuszna tylko w odniesieniu do chronologicznego porządku publikacji tekstów, artystyczna wizja prezentowanych w książce twórców powieści historycznej zmusza do przesunięcia pierwszej daty i spersonifikowania jej w postaci Iwana Groźnego. Zaborcza współczesność nie odcięła polskich pisarzy od przeszłości, odcisnęła wszakże piętno na podejmowanej problematyce. Bardzo często szukali oni bowiem w historii źródeł "czerwonego caratu", widząc w nim emanację "odwiecznej", wrogiej Polsce imperialnej rosyjskości.

Natomiast z perspektywy historii literatury polskiej przyjęte w książce czasowe spektrum, obejmujące dzieła międzywojenne i powojenne, można zamknąć w pojemnej - i ekscentrycznej tylko na pozór - formule "od Parandowskiego do Stasiuka". Pojemnej, gdyż pozwalającej włączyć do jednej książki jako niemal równorzędnych jej bohaterów Ossendowskiego i Miłosza, Jerzego Bandrowskiego i Dąbrowską, Stanisława Mackiewicza i Iwaszkiewicza, Parandowskiego i Stasiuka. Ekscentrycznej, gdyż trudno przyjąć, by wymienieni twórcy zaakceptowali taką parantelę. W prezentowanej książce łączy ich jednak wspólna płaszczyzna (nawet, gdy próbuje się ją bagatelizować, czego dowodzi casus Stasiuka), która wydaje się płaszczyzną ogólnonarodową, pozwalającą zjednoczyć najbardziej nawet zwaśnione polskie orientacje. ROSJA. Łączy jednak tylko w zainteresowaniu tematem (albo nawet w imperatywie zainteresowania), proponowane rozwiązania bywają bowiem absolutnie odmienne. Można więc mówić, paradoksalnie, o "nieekumenicznej wspólnocie". Otóż owa nieekumeniczność, przez którą rozumiem zasadniczą odmienność poetyk i języka, poziomu artystycznego i analitycznego, stosunku do Rosji i sposobu jej postrzegania, wydaje się szczególnie interesująca. Dzięki niej znalazło się tu miejsce na prezentację postaw pisarzy afirmujących Rosję i jej zdeklarowanych przeciwników, twórców międzywojennych i powojennych, krajowych i emigracyjnych, wolnych od nacisków cenzury i podejmujących z nią grę. Dzięki niej omówione zostały dzieła wybitne artystycznie, ale również takie, które tylko w najlepszym razie można zaklasyfikować jako teksy minorum gentium; przedstawiono utwory ważne, które stanowią próbę głębokiego wglądu w "rosyjskość" i sowieckość, ale zarazem te, które ujawniają typowe zasklepienie w stereotypie i "polskiej", jak sądził Hercen, "znajomości" Rosji. Oczekiwana synteza musi właśnie ująć, uwzględnić, zdiagnozować wszelkie rozbieżności i różnice, wszelkie odcienie polskiego namysłu nad tym olbrzymem, który wszedł w nasze życie, w nasze myśli i wiersze.

Jan Parandowski rozpoczyna książkę jako naoczny świadek upadku imperium carów i początków późniejszego "imperium zła" (by posłużyć się słowami Ronalda Reagana). Rozpoczyna jako autor broszury Bolszewizm i bolszewicy w Rosji, książki zapoznanej, choć wytyczającej na dziesiątki lat kierunki polskich refleksji nad sowieckim komunizmem i jego konsekwencjami dla człowieka. Zamyka zaś Andrzej Stasiuk jako eksplorator reliktów (?) bolszewizmu na dalekich rubieżach Rosji po jego ostatecznym (?) krachu. Zamyka jako autor Wschodu, jako pisarz, który po rozpadzie "utopii u władzy"16 próbuje zrozumieć nie tylko jeden z najważniejszych problemów minionego stulecia, lecz także własne zaangażowanie emocjonalne w rosyjsko-wschodni komunizm. Podobną postawę prezentuje większość twórców przywołanych w tej publikacji, dla których analiza społeczna bądź polityczna stanowiła właściwie tylko punkt wyjścia do refleksji nad miejscem człowieka w dramatycznie odhumanizowanej rzeczywistości. Najpierw w granicach zrewoltowanej Rosji, a po ćwierćwieczu także poza jej granicami, w polskim świecie. A to pozwoliło spojrzeć inaczej na "wiecznego" Rosjanina, stwarzało szansę podjęcia dialogu z Rosją, z jej twórcami. "Rozmowa" Stasiuka z Andriejem Płatonowem, która zamyka książkę, wpisuje się w tę tradycję dialogu polskich pisarzy z ich rosyjskimi kolegami. Czasem przyjmował on formę sporu, czasem "diałoga po duszam" z "przyjaciółmi-Moskalami", zawsze jednak pomagał w lepszym zrozumieniu siebie nawzajem. Pozwalał znaleźć wspólną płaszczyznę, o którą przecież tak trudno. Czego bodaj najpełniej dowodzi moja przygoda na ukraińskim Krymie17.

Rozdział IZrewoltowana Rosja od środka, ale w polskich oczach

"Byle tu nie wracali..."

We wprowadzeniu do wydanej na początku dwudziestolecia międzywojennego Historii literatury rosyjskiej Aleksander Brückner podkreślał ostateczne, jak sądził, usunięcie po odzyskaniu niepodległości "wszelkich przyczyn owej mimowolnej, koniecznej niemal kwarantanny umysłowej, co nas od rządowej Rosji, a za nią i z jej powodu od Rusi umysłowej ochraniała". I zachęcał do zapoznawania się z "dziejami umysłowymi" Rosji, ze "skarbami jej sztuki, wiedzy i myśli, z nieprzebraną obfitością, pięknością i wzniosłością formy i treści jej literatury". Postawa odrzucenia oznaczałaby, jak przekonywał Brückner, "ubliżanie sobie samym", dobrowolne pozbawienie się "poznania najwdzięczniejszej, najciekawszej, nam najbliższej umysłowości największego narodu słowiańskiego, jakim i Ruś bolszewicka zawsze jeszcze pozostała"1.

Tak piękne i mądre słowa w języku polskim o kulturze rosyjskiej nie zdarzają się często. Nie zachęciły one jednak, jak się zdaje, współczesnych do piśmiennictwa bratniego narodu słowiańskiego. Jednoznacznie negatywnej odpowiedzi na postulat profesora udzieliła dwa lata później, w roku 1924, Ludwika Życka, krytycznie komentując odczyt Mariana Zdziechowskiego poświęcony Eugeniuszowi Trubieckiemu: "Po co nam te Sołowjowy, Tołstoje, odrodzenia Cerkwi i cały aparat miłości ludzkości. [...] Czy my nie mamy spraw bliższych i ważniejszych?"2. Rosja, wbrew serdecznym zapewnieniom Brücknera, nie jest dla Polaka z perspektywy kulturalnej ani bliska, ani ważna. Podobnych wypowiedzi, w których ujawniała się wprost istota międzywojennego stosunku Polaków do Rosji, a szerzej - polskich idiosynkrazji w ogóle, można by przytoczyć znacznie więcej. Czy ów vox populi oznaczał także vox litterati? Liczne wizyty pisarzy rosyjskich w Warszawie w pierwszej dekadzie międzywojnia (najwcześniejsza Dmitrija Mierieżkowskiego z żoną Zinaidą Gippius, potem Konstantina Balmonta, Igora Siewierianina, Władimira Majakowskiego, a wreszcie Ilii Erenburga3), dominująca pozycja poezji rosyjskiej pośród utworów tłumaczonych na język polski, fascynacja młodych polskich poetów rosyjskim symbolizmem i futuryzmem zdawałyby się jednak świadczyć o niesłuszności takiego przekonania. Ich podejście wszakże, szczególnie w ekspansywnym okresie aktywności, różniło się zasadniczo od nastawienia ogółu czytelników. Rozmijanie się owej fascynacji z polskimi oczekiwaniami widać wyraźnie w Snobizmie i postępie Stefana Żeromskiego, gdzie pisarz gniewnie określił ów stosunek "przyssaniem" młodej poezji polskiej (miał na myśli przede wszystkim futurystów) do "piersi wielkiej "matuszki""4. Uwidacznia się ono jeszcze bardziej w sprawozdaniach prasowych opublikowanych po wizycie Majakowskiego. Nazywano w nich skamandrytów "matkobójcami", którzy dopuścili do "penetracji w Polsce bolszewizmu"5.

Otóż w zdaniu tym można się doszukiwać istoty polskiego międzywojennego stosunku do wschodniego sąsiada. Albowiem, wbrew konstatacjom Brücknera, wcale nie "odpadły [wcześniejsze - T.S.] uzasadnione obawy nasze o własną samoistność fizyczną i moralną". "Nowa, "bratnia", słowiańska Ruś"6, jak chciał widzieć państwo bolszewików wielki historyk literatury, wywoływała obawy nie mniejsze niż Rosja carska. Można uznać, że wielowiekową niechęć etniczną wsparły względy ideologiczne. Tradycyjna rusofobia wzmocniona została antybolszewizmem7. Bo jeśli nawet, jak dowodzi Jerzy Stempowski, "pewne zainteresowanie" literaturą rosyjską przekraczało granice pokolenia kształconego w szkołach carskich, jeśli nawet część młodzieży "przejęła zamiłowania starszych i zaczęła na własną rękę czytać i rozważać Puszkina, Gogola, Dostojewskiego i Turgieniewa"8, to przecież nie była to grupa bardzo znacząca.

Dystans do literatury i kultury rosyjskiej nie oznaczał, bynajmniej, podobnej wstrzemięźliwości polskich twórców międzywojennych w pisaniu o Rosji. Wręcz przeciwnie - opublikowano w tym czasie wiele tekstów, w których Rosjanie pojawiali się częściej niż incydentalnie (trudno byłoby takie utwory zliczyć), ale nie były one na ogół, i nie są, zwłaszcza z dzisiejszej perspektywy, ani ważne, ani wybitne. Obfitości utworów, szczególnie w okresie wojny polsko-bolszewickiej i tuż po jej zakończeniu, nie towarzyszył ich wysoki poziom artystyczny. Były one raczej rodzajem instynktownego odruchu, pozbawionego mądrego, krytycznego zamysłu. W utworach z tego okresu święcił na ogół triumfy stereotyp, dominowało poczucie wyższości nad Rosjaninem-bolszewikiem, bardzo często odzywały się wrogość i pogarda, utwory pełne były inwektyw. Głębszej refleksji nad Rosją bronił jedynie, kontynuując pisanie sprzed wojny, osamotniony i oskarżany o moskalofilstwo Zdziechowski. Emocje zwyciężyły myślenie, polskie urazy okazały się silniejsze od rozsądku.

W czasach II Rzeczypospolitej, w krótkiej, gdyż niespełna ćwierćwiekowej w trakcie niemal trzech stuleci, epoce wolności od cenzury rosyjskiej, pojawiły się w literaturze polskiej możliwości pełnej artykulacji poglądów na temat Rosji i Rosjan. Piśmiennictwo nasze tej szansy intelektualnie nie wykorzystało, choć pewnie jeszcze wówczas, decydując się na dobrowolną kwarantannę, nie było w stanie z owej możliwości skorzystać. Istotne znaczenie wywierała także presja rewolucyjno-wojennej rzeczywistości. Zmuszając niejako pisarzy do skupienia na wydarzeniach aktualnych, utrudniała im podjęcie głębszej analizy, sprowadzała literaturę na manowce publicystyki. Wielu twórców poddało się syndromowi świeżo wyzwolonego niewolnika, który może wreszcie wykrzyczeć swoje uczucia gniewu, nienawiści, pogardy, zyskując jednocześnie łatwy aplauz, bezpośrednio przekładający się na sukces wydawniczy. Z jednej strony wyniosłe, Rosjanie powiedzieliby "dufne" (kiczliwe), désintéressement twórców ważnych i uznanych, z drugiej - masowa produkcja literatury popularnej, która w generalnie negatywnym obrazie Rosji i Rosjanina rekompensowała ponad stuletnią cenzuralną ostrożność i język ezopowy. Nikomu wówczas nie mogło przyjść do głowy, że i za tę antybolszewicką twórczość przyjdzie ciężko odpokutować dwadzieścia lat później, czego okrutnie dowiódł wyrok śmierci (zmieniony po odwołaniach na łagier) dla Wacława Grubińskiego za dramat Lenin i wyrok łagru dla Herminii Naglerowej za Gałązkę bzu (opowiadanie dla młodzieży z tomu Ludzie prawdziwi, poświęcone peowiaczce zamordowanej przez Czeka).

Refleksja nad miejscem Rosji w polskiej świadomości międzywojennej wymaga zatem zwrócenia baczniejszej uwagi na twórczość pisarzy, którzy w okresie powojennym odeszli w zapomnienie (teraz wrócili do łask wydawców, ale chyba nie czytelników), powodowane bynajmniej nie tylko "socjalistyczną racją stanu", lecz byli bardzo chętnie czytani w dwudziestoleciu. W ich pismach obejmujących niemal pełne genologicznie spektrum prozy - od wspomnień, których jest zdecydowanie najwięcej, poprzez reportaż i próby eseju, dystopie (Antoniego Langego Miranda, Tadeusza Rittnera Między nocą a brzaskiem i Duchy w mieście), po sfikcjonalizowane, ale oparte na autentycznych wydarzeniach powieści i opowiadania, może szczególnie wyraźnie odwzorowane zostało miejsce Rosji w polskiej świadomości. Mam na myśli przede wszystkim utwory Ferdynanda Antoniego Ossendowskiego, Eugeniusza Małaczewskiego, Jerzego Bandrowskiego (starszego brata słynnego Juliusza Kadena-Bandrowskiego), Ferdynanda Goetla, Zofii Kossak-Szczuckiej, Marii Dunin-Kozickiej, Izabeli Lutosławskiej-Wolikowskiej. Opowiadania Małaczewskiego pomieszczone w tomie Koń na wzgórzu doczekały w międzywojniu pięciu wydań, przy czym trzy kolejne edycje publikowane były rok po roku (1921, 1922, 1923). Pożoga Kossak-Szczuckiej także miała pięć edycji. Co najmniej dwukrotnie wydano książki pozostałych pisarzy.

Szczególną uwagę należałoby poświęcić książkom Ferdynanda Ossendowskiego, "geniusza grafomanii"9 czy też "geniusza nienawiści klasowej"10 (ale w obu przypadkach "geniusza") - zwłaszcza Leninowi, który niewątpliwie osiągnął status światowego bestsellera, przetłumaczono go bowiem na wszystkie niemal języki europejskie, także na japoński. W Polsce książka ta biła chyba wszelkie rekordy popularności, miała trzy wydania w ciągu 1930 roku11. Podobnie zresztą było z innymi rosyjskimi publikacjami pisarza: reportażowo-gawędowa książka Przez kraj ludzi, zwierząt i bogów, w istotny sposób łącząca się z tematyką sowiecką, doczekała również trzech edycji (w 1923, 1924 i 1930 roku), poza tym Cień ponurego Wschodu, a także zbiór opowiadań Najwyższy lot12 zostały wydane dwukrotnie.

Symptomatyczny w tym kontekście jest los dwóch chyba najpoważniejszych polskich prób zmierzenia się z fenomenem nowej Rosji, czyli dłuższego reportażu (z silnym jednak nachyleniem eseistycznym) Jana Parandowskiego pt. Bolszewizm i bolszewicy w Rosji oraz wspomnień Romana Dyboskiego zatytułowanych Siedem lat w Rosji i na Syberii (1915-1921). Wydane bardzo wcześnie (esej w 1919, wspomnienia w 1922), bliskie wymienionym powyżej publikacjom za sprawą swego antybolszewickiego nastawienia, były jednak próbą pisania bez zaślepienia rusofobią. Czy to dlatego nie doczekały się one w międzywojniu powtórnego wydania?

W refleksji nad miejscem i znaczeniem tematu rosyjskiego w polskiej literaturze międzywojennej niezwykle ważne jest również uwzględnienie dynamiki ujawniania się problemu, w istotny sposób determinowanej rzeczywistością polityczną. Dlatego istotna jest precyzja czasowa, umiejscowienie wydawanych książek w konkretnym momencie historycznym. A wydarzenia, klimat życia, a wraz z nim i klimat literatury zmieniały się, zwłaszcza w początkach Niepodległej, błyskawicznie.

W pierwszych miesiącach wolności w prozie dominowała tematyka wojenna, związana z zakończoną I wojną światową, choć Polacy żyli już wojną z bolszewikami. Niemal równolegle pojawiały się utwory wojenne, ale już konkretnie związane z wydarzeniami w Rosji. Radykalna zmiana stosunków wewnętrznych, upadek caratu i deklaracja Rządu Tymczasowego z 30 marca 1917 roku w sprawie polskiej umożliwiła Polakom w armii rosyjskiej organizowanie w Rosji odrębnych polskich korpusów wojskowych, których uczestnikami i piewcami stali się Melchior Wańkowicz w Strzępach epopei, Dyboski we wspomnieniowych Siedmiu latach w Rosji, a także Małaczewski w kilku opowiadaniach z tomu Koń na wzgórzu. Wymienione utwory trzeba wyraźnie oddzielić od tekstów ukazujących wojnę polsko-bolszewicką13, ponieważ poza wspólnymi obrazami zrewoltowanej, zagrażającej wszystkiemu i wszystkim tłuszczy na plan pierwszy wybijają się jednak niepodległościowe działania polskich oddziałów wojskowych, o których zauroczeni mitem I Brygady pamiętamy zbyt mało. A, jak zauważył Wacław Sieroszewski we wstępie do Strzępów epopei Wańkowicza, "twardy był los legionistów, lecz stokroć twardszy i boleśniejszy był los wojsk polskich, tworzonych na terenie Rosji"14.

Niezależnie jednak od problematyki utworów nawet w tekstach odległych tematycznie od Rosji, by wymienić Łuk Kadena-Bandrowskiego, pojawiają się Rosjanie. Sposób ich ujęcia można by nawet potraktować jako antycypację zasadniczo podobnej formuły dla całej literatury międzywojnia, a pewnie dla naszego spojrzenia w ogóle: "Oni Wschód, a my Zachód, i stąd wszystko"15, mówi jeden z bohaterów Łuku, szczęśliwie dożywający swoich dni w spokojnej Galicji po syberyjskim zesłaniu. I nieco dalej: "wiem [...], że ci ze Wschodu obżarli się ziemi, a teraz muszą ją oddać! Że się opili krwi, a teraz ich ona rozdyma, póki nie pękną... Ale wiem, że taką ciężką krzywdą, że takim mongolskim systemem, że takim poniewieraniem człowieka..."16. Jest tu już niemal wszystko z kanonicznych elementów polskiego portretowania Rosji. Owe ważne słowa, które wypowiada Polak znający Rosję z bolesnej autopsji, napisał jednakże twórca, który znał ją tylko z patriotycznego wychowania. A ma to znacznie fundamentalne.

Polskie wyobrażenia o Rosji i Rosjanach były bowiem w istotny sposób determinowane dzielnicą, zaborem. Na początku międzywojnia nie było chyba kanonu, jednego polskiego stereotypu Rosjanina. Zasadniczo inaczej patrzyli na Rosjan mieszkańcy Galicji, inaczej "koroniarze", jeszcze inaczej Polacy z kresów I Rzeczypospolitej, ziem wcielonych do imperium, którzy, jak dowodzi Dunin-Kozicka, nie odczuwali "tak jaskrawych polakożerczych zapędów, jak uciemiężone pod tym względem "Priwislinje""17. Mało pozostało świadectw literackich "znad Gopła", "z kolebki wszystkiego"18. Wyobrażenie o Rosjaninie Polaka z Gniezna i z Kołomyi w istotny sposób zatem odbiegało od doświadczenia wspólnego życia w Białej Cerkwi i Mińsku, a także w Warszawie i Kaliszu. Poniekąd różne sposoby polskiego myślenia o Rosji zbliżać mogły patriotyczne lektury tworzące "biblię polską"19, pamięć powstań, a także kształtowana przez wieki mentalność narodowa. Oczywiście - Rosjanin w literaturze (przede wszystkim popularnej, więc także w powszechnej świadomości) to niemal zawsze wróg. Wróg wszakże nie taki sam. Najmniej odczuwano jego wrogość nad Dnieprem, znacznie bardziej - w Kongresówce. Ale tu był wrogiem "swoim", broniącym przed wrogiem obcym i straszniejszym, jak pokazała Maria Dąbrowska w Nocach i dniach. Najbardziej przerażał mieszkańców Galicji, poddających się mitycznemu wyobrażeniu o Moskalach, które świetnie egzemplifikuje niemal karykaturalny portret dzikiego kozaka z nożem w zębach, tratującym wszystko, co napotka na drodze. Taki obraz w Soli ziemi pomieścił Józef Wittlin: "Moskal idzie. Brodaty, kudłaty kacap z długą piką i nahajką, zakończoną ciężką ołowianą kulą. W zdrowych jak u konia zębach - wyostrzony nóż. Pędzi na zwinnym bachmacie, tratując wszystko, co spotka na drodze. Z daleka śmierdzi dziegciem i wódką. Tłucze szyby kolbami, grabi żydowskie sklepy i propinacje, a gdy się rozwściekli - pali nawet całe wsie. Rozpruwa żydowskie pierzyny, Żydom brody obcina, a Żydóweczkom brzuchy robi. Dlatego dobrze jest wywiesić nad drzwiami Matkę Boską albo kredą narysować krzyż. Chociaż - mówią - gdy Moskal jest bardzo zły, to i chrześcijan nie oszczędza. Oszczędza tylko "elementy moskalofilskie", które służą mu pomocą"20. Ten fragment Soli ziemi egzemplifikuje wyobrażenia o Rosjanach powtarzane z trwogą w huculskich chyżach i lepiankach w początkach sierpnia 1914 roku. Podobnie widzieli go wszakże, o czym świadczą rozmowy galicyjskiej socjety z Łuku Kadena, bywalcy salonów krakowskich. A więc w tej części przyszłej II Rzeczypospolitej, która przez wieki nie znała Rosji.

Jak wyglądało patriotyczne, a więc antyrosyjskie ex definitione wychowanie, świetnie pokazał Kaden-Bandrowski w adresowanej do młodzieży książce wspomnieniowej Nad brzegiem wielkiej rzeki. Atlas dla galicyjskich dzieci przedstawiał Rosję jako wielką i potworną niedźwiedzicę zagrażającą małej Polsce w rogatywce, łkającej bezsilnie nad bielutką chusteczką. Wizja ta nie tylko miała pozostać na zawsze w dziecięcej wyobraźni, lecz także musiała wywoływać spodziewane - by nie powiedzieć: zaprogramowane - reakcje i uczucia: "Rysunku tego, boleści, jakiej na ten widok doznaliśmy, nigdy nie zapomnę"21. Poprzedził Kaden ten obraz wspomnieniem dziecięcej zabawy, w której "pokrzywy były zawsze Rosjanami, wycinaliśmy je drewnianymi mieczami, za to, że Rosjanie gnębią Polaków"22. Wcześniej jeszcze było przedstawienie Kościuszki pod Racławicami ze znienawidzoną piechotą rosyjską, obrazy Sybiru... Powiada Kaden: "tysiąc dni powszednich składa się na jeden dzień wielki, tysiąc małych wydarzeń - na jedno ogromne"23. Można i trzeba kontynuować tę prawidłowość: tysiąc drobnych nieprzyjaznych obrazków składa się na jedną wielką szkołę nienawiści. Nie trzeba szukać bardziej spektakularnych dowodów antyrosyjskiego "programowania kulturowego" młodych Polaków24. Ale przecież nie tylko w Galicji i nie tylko w okresie zaborów; książka Kadena w ciągu dwunastu lat doczekała w Polsce niepodległej czterech wydań. Ukształtowany przez szkołę galicyjską Parandowski we wstępnych uwagach do Bolszewizmu i bolszewików w Rosji mówi to samo, ale przecież z żalem, podkreślając konsekwencje takiej edukacji, takiego zaprogramowania: "Nienawidziliśmy Rosjan powszechnie, aż do zupełnego ignorowania wszystkiego, co rosyjskie"25.

Nie wszystkim jednak Polakom Rosjanin kojarzył się tylko z karykaturalnie okrutnym i odrażającym kozakiem. Takiemu umitycznionemu wyobrażeniu sprzyjało niewątpliwie odizolowanie od Rosji, nieznajomość Rosjan rzeczywistych. Doświadczenie wspólnego życia na ziemiach zaboru rosyjskiego, "empirycznie" stwierdzona, choć wstydliwie przemilczana w obawie przed posądzeniem o "zmoskiwczenie" prawda, że pośród Rosjan są także ludzie cywilizowani i kulturalni, z którymi można robić świetne interesy, zmuszała do istotnych korekt na tworzonym przez polskie pokolenia portrecie Moskala. Ale także do skonstatowania zasadniczych ambiwalencji. W "kongresowym", przyniemieckim Kalińcu (Kaliszu) bohaterka Nocy i dni Dąbrowskiej próbowała znaleźć źródło fundamentalnej rozbieżności nie tylko między światem stworzonym przez rosyjską literaturą a światem rządzonym przez Rosjan, lecz także między wyniesionym z domu obrazem "mitycznego" wroga, wspieranym zresztą przez władze gimnazjum, a sympatycznymi, inteligentnymi rosyjskimi koleżankami z klasy, z którymi nie mogła się zaprzyjaźnić bez naruszenia przykazu "godności". Zafascynowana Puszkinem i Gogolem, Lermontowem i Turgieniewem, poddana "przekornej, chorobliwej ciekawości" literaturą rosyjską (to niemal komentarz do tezy Brücknera) "słyszała" jakby pytania przez nią stawiane: "Za co nas nienawidzisz?". I potrafiła jedynie odpowiedzieć innym pytaniem: "A za co wy nas gnębicie?"26. Gdybyż to była trudność jedynie uczennicy gimnazjum rosyjskiego, ale przecież "dorosły dialog" polsko-rosyjski zamykał się w takiej wymianie pytań retorycznych, zastygnięciu w resentymencie. Dlatego grabieżczych Rosjan, uciekających w popłochu przed armią niemiecką w pierwszych dniach wojny 1914 roku, nie żegnają w powieści Dąbrowskiej przekleństwa za dokonywane łupiestwa, ale życzenia, byle "tylko niebo i ziemię zostawili, byle już nie wracali"27.

"Zbawienie świata" i "otchłań okrucieństwa"

Współczesne myślenie o rewolucji rosyjskiej w istotny sposób ukształtował, ale i przesłonił, przewrót bolszewicki. Historię piszą zwycięzcy, potomni często przyjmują ich "aksjologię". Pamiętamy więc "wielką" rewolucję październikową, zapominamy natomiast o poprzedzającej ją rewolucji lutowej i burzliwych wydarzeniach w czasie dzielących je miesięcy. A można powiedzieć, że w tych dwóch diametralnie różnych zrywach znalazły odzwierciedlenie dwa różne sposoby myślenia o rewolucji. I chyba także polskiego jej przyjęcia. W odczycie Wpływy rosyjskie na duszę polską z roku 1913, opublikowanym w roku 1920, Zdziechowski, rekonstruując stan umysłów sprzed 1905 roku, mówił o oczekiwaniu na rewolucję rosyjską, która przyniesie "zbawienie świata". Rzeczywistość puczu bolszewickiego oznaczała jednak, jak stwierdził, rozwarcie "otchłani dzikości i okrucieństwa"28. Tak właśnie na wydarzenia z roku 1917 zdawała się reagować literatura polska: najpierw zbawienie i wyzwolenie, potem otchłań. Tak też to widzieli polscy pisarze przebywający w Rosji. Parandowskiemu rewolucyjne wydarzenia z lutego 1917 kojarzyły się z "jutrznią odrodzenia", "iskrą elektryczną, [która] przeleciała od końca do końca całą Rosję i podniosła cały naród"29, choć także dostrzegał w niej zarodki fatalnych "miazmatów rozkładczych"30. Polscy bohaterowie Pielgrzymów Bandrowskiego podkreślają, że dzień abdykacji Mikołaja II "to wielkie święto miłości i dobrej woli, na zawsze pozostanie w pamięci duszy rosyjskiej. Na wieki świecić będzie w pomroce dziejów"31. Rewolucja lutowa pozwoliła na tworzenie wojska, polscy bohaterowie Pielgrzymów radują się, że "dziś już wszystko jest możliwe. I znaki narodowe i broń"32. Dawała także wiarę, że Polacy w granicach państwa rosyjskiego, jak to pisała Dunin-Kozicka, "przestaną być wreszcie upośledzonymi "inorodcami""33, choć przecież w carskim imperium, w państwie stanowym, polskie ziemiaństwo nie miało właściwie powodów do narzekania. Podobna była optyka znacznej większości ówczesnych obserwatorów i świadków. Zasadniczo inna natomiast, jak zdają się sugerować polskie utwory, okazała się perspektywa ludu. Upadło kilkuwiekowe cesarstwo, skończyło się panowanie cara, sakralizowanego i utożsamianego wręcz przez lud rosyjski z Bogiem34. Oznaczało to w konsekwencji odwrócenie wszelkich dotychczasowych wartości, właśnie prawdziwą rewolucję mentalną, która w pewien sposób umożliwiła zapanowanie chaosu, napędzanego i wykorzystanego przez bolszewików. Kossak-Szczucka w Pożodze przytacza słowa zafrasowanych ukraińskich chłopów, które z pewnością oddają klimat owej wszechrosyjskiej niepewności: "Ne bude dobro z toho Pani!... Bez cara ani poriadku, ni tołku. Ktoż bude hołowoju w hosudarstwie?..."35. Jan Parandowski w ważnym szkicu Bolszewizm i bolszewicy w Rosji za Mierieżkowskim konstatował próżnię w świadomości ludowej po obaleniu caratu, którą zapełnić może jedynie ślepe okrucieństwo.

Otóż pierwsze miesiące rewolucji, a właściwie okres między rewolucjami, wojna domowa, a także pierwsze lata nowego ustroju w Rosji, spotkały się w literaturze międzywojennej z szerokim odzewem. Utrwalili je, od środka i na gorąco, polscy pisarze owej epoki przebywający w granicach upadłego cesarstwa, naoczni świadkowie i ofiary dziejących się wydarzeń. Dzięki ich tekstom możemy przyjrzeć się rewolucji nie tylko w Moskwie i Piotrogrodzie, lecz także w głubinkie, w Rosji centralnej i na "ziemiach wcielonych", na rubieżach dalekowschodnich, środkowoazjatyckich i północnych. Część z autorów mieszkała niemal od zawsze w granicach państwa rosyjskiego (Dunin-Kozicka, Ossendowski, Małaczewski), ale dużą grupę stanowią pisarze, którzy trafili do Rosji z Galicji albo jako internowani obywatele c.k. monarchii ("jeniec cywilny"36 Parandowski), albo jako jeńcy wojenni (Dyboski, Bandrowski, Ferdynand Goetel, Kamil Giżycki). Z perspektywy galicyjskiego liberalizmu szokująca okazywała się nie tylko Rosja rewolucyjna, lecz także Rosja w ogóle. Kossak-Szczucka trafiła na Wołyń, gdzie przeżyła rewolucję, z sąsiadującej z nią Lubelszczyzny. Autorka Pożogi podkreśla jednak, że na Wołyniu "polskie ziemiaństwo czuło się u siebie, Rosjanie byli żywiołem obcym, napływowym"37.

Książkowe zapisy i świadectwa owych wydarzeń trafiały do polskiego czytelnika w początkach lat dwudziestych i właściwie w pierwszej dekadzie międzywojnia kończy się siła ich oddziaływania. Na wszystkich utworach, jak już wspomniano, wyraźne piętno odcisnął wpływ bieżącej chwili, czego nieuchronną konsekwencją stała się mniej lub bardziej drażniąca współcześnie publicystyczność. Forma artystyczna ma w tych tekstach znaczenie wtórne, schodzi na dalszy plan. Próbę genologicznego pogrupowania owych utworów podjął już w latach siedemdziesiątych Tomasz Burek, który celnie zauważył, że nosiły one cechy "notatnika z przeżyć, pamiętnika, faktograficznego opisu, historycznego i psychologicznego dokumentu. Na pograniczu między niefikcyjną literaturą faktu a częściowo sfabularyzowaną narracją tworzyły charakterystyczny dla lat dwudziestych hybrydyczny gatunek prozy, rodzaj p r e - p o w i e ś c i" 38. Repertuar utworów objętych perspektywą badawczą Burka był jednak stosunkowo skromny. Gdyby spróbować dokonać precyzyjnej klasyfikacji szerszego zestawu tekstów, należałoby wyróżnić wówczas powieści (najwybitniejsza z nich to Kar-Chat Goetla, ale przede wszystkim utwory Jerzego Bandrowskiego), opowiadania (Małaczewskiego, Goetla, Ossendowskiego), zapisy reportażowe (Goetel, Ossendowski, Giżycki), wspomnienia Romana Dyboskiego i Ossendowskiego (poddane fabularyzacji) oraz pamiętniki ziemianek, w szczególności Kossak-Szczuckiej i Dunin-Kozickiej. Autobiograficzny charakter dominuje w felietonach Ossendowskiego, ujawnia się on także w eseistycznych refleksjach Parandowskiego, w których ukazane zostały wewnętrzne stosunki w Rosji w czasie rewolucyjnego wrzenia oraz podjęto próbę zrozumienia przyczyn rewolucji. Wszyscy przedstawiają obrazy Rosji rewolucyjnej, rozdartej na "stronę kiereńską" i "stronę bolszewicką", ale także akcentują dynamikę rewolucji rosyjskiej od pierwszej wiosny, kiedy rewolucja była "łatwowierna, życzliwa i naiwna"39, aż po straszny, nieokiełznany terror. I w takim przypadku ogląd Rosji przybiera jeszcze ostrzejsze rysy. Pod słowami Feliksa Mieszkisa: "miałem smutną sposobność przyjrzenia się perypetiom i rozwojowi rewolucji rosyjskiej w Piotrogrodzie i odtąd zwątpiłem w rozum ludzki, w rację i cel postępu"40 podpisaliby się z pewnością wszyscy polscy pisarze, którzy żyli w owym czasie w granicach państwa rosyjskiego. Mimo świadomości, że rewolucja, jak pisze Bandrowski we Wściekłych psach, pozostaje "poza sferą myślenia człowieka cywilizowanego"41, polscy pisarze podejmują wysiłek jej rozumowego ujarzmienia i ukazania w tekście literackim.

Chronologicznie rzecz ujmując, najwcześniej pojawiła się książka Parandowskiego Bolszewizm i bolszewicy w Rosji. Jest ona próbą ujęcia na gorąco rosyjskiego fenomenu, o którym, jak podkreśla autor, mówi się "bardzo wiele, ale o tym, czym jest naprawdę, wie się bardzo mało"42. Parandowski postawił sobie za cel przezwyciężenie tej "nieznajomości rzeczy"43 - w końcowych miesiącach lata 1919 roku przede wszystkim na podstawie własnych doświadczeń, ale także materiałów przywiezionych z Rosji w roku 1918, opublikował pierwszą polską książkę poświęconą bolszewizmowi. Jako dwudziestoletni student, "jeniec cywilny", trafił do Saratowa (przebywał także w Woroneżu), gdzie uczył w gimnazjum i zakładał gazetę. Wolny od niechęci, mający dużą swobodę działania (paszport austriacki po pokoju brzeskim był najlepszym zabezpieczeniem), stara się patrzeć bezstronnie, szukać głębszych przyczyn opisywanych zjawisk. A interesowało go wszystko: podstawy ideologiczne, "niemiecki" wątek czy też "trop" przewrotu bolszewickiego, upadek armii carskiej i tworzenie Armii Czerwonej. Przyglądał się uważnie życiu zarówno w mieście, w którym katastrofalny upadek przemysłu sprowadził życie mieszkańców niemal do poziomu przedcywilizacyjnego, jak i na wsi, doprowadzonej na skraj głodu. Jako autor szkicu o Rousseau Parandowski mógł skonfrontować założenia utopijnej "umowy społecznej" z praktyką dyktatury proletariatu, rewanżu mas nad elitami. Uważnie obserwował, skrzętnie zapisywał i dogłębnie analizował dziejące się na jego oczach wydarzenia, trafnie przeczuwając ich historyczne znaczenie. Wyjechał z Rosji, kiedy wojska interwencyjne koalicji posuwały się z Archangielska na południe, a na wschodzie naciskały bolszewików wojska Korpusu Czechosłowackiego. Bolszewizm zdawał się znajdować w stanie agonii. Ale złudzeniom takim poddawali się obserwatorzy życia rosyjskiego wielokrotnie (wystarczy przypomnieć sytuację z roku 1920 po zwycięskiej bitwie niemeńskiej). Zamiast "epitafium" dla bolszewizmu Parandowski napisał zaskakująco głęboki, ale również proroczy esej antycypujący przyszłość Rosji i Europy. Jak potrzebna była owa książka, ile wnosiła (albo wnieść mogła) do ówczesnej wiedzy o ogarniętej rewolucją Rosji, najlepiej świadczą przywołane przez autora w przedmowie słowa socjologa Ludwika Kulczyckiego, który twierdził, że "wbrew naiwnym przewidywaniom rewolucja rosyjska nie spowoduje zmian zasadniczych w Europie Wschodniej"44. Otóż Parandowski - deklarując chęć zachowania niezwykle trudnej bezstronności wobec zjawisk i ludzi, którzy zamienili Rosję "w rozpaczliwą pustynię"45 - próbuje przezwyciężyć tę ignorancję, próbuje także zaspokoić pragnienie poznania nowej rzeczywistości. I trzeba powiedzieć, że z tej próby wychodzi zwycięsko, zważywszy szczególnie na brak dystansu czasowego i emocjonalnego w stosunku do galopującej historii oraz na młody wiek autora.

Książka Parandowskiego to niewątpliwie najpełniejszy zapis działań bolszewików w Rosji od rewolucji lutowej aż po rok 1918. Większość z przedstawionych tam tez wydaje się po dziewięćdziesięciu latach oczywista, jednak w owym czasie miały one znaczenie absolutnie odkrywcze. Rekonstruuje autor procesy zachodzące w państwie rosyjskim, pisze o działaniach zewnętrznych (wojna, pokój brzeski), ale skupia też uwagę na wewnętrznych transformacjach. Parandowski nie powstrzymał się przed odważną tezą, zresztą wspartą wypowiedziami rosyjskich polityków, w tym leninowskich, że przejęcie władzy przez bolszewików było konsekwencją nie tyle ich siły, ile słabości przeciwników, obawiających się oskarżeń o stosowanie metod despotycznych. Całość kończy jednak słowami nadziei - że ruch antybolszewicki zrozumie główną przyczynę dotychczasowych niepowodzeń i urzeczywistni marzenia Rosjan o uwolnieniu ich kraju od bolszewików. Podstawowym wszakże warunkiem powodzenia jest chęć odebrania im władzy.

Autor podzielił swoją książkę na dwie części; w pierwszej, mimo jasnej deklaracji, że nie pisze "ścisłej historii bolszewizmu"46, zaprezentował "bolszewizm w podziemiach", w drugiej zaś ukazał leninowców u władzy. Punkt wyjścia tej pracy, przyjęta a priori teza o rosyjskości bolszewizmu, powtarzana wielokrotnie w różnych miejscach książki, zostaje jednak na końcu postawiona pod znakiem zapytania. Tę dystansującą postawę, powstrzymanie się od ostatecznej konkluzji, młody pisarz argumentował brakiem dostatecznej liczby materiałów. Świadczyć to może z jednej strony o dynamice przekonań, o zwątpieniu autora w trafność wstępnych założeń po przeprowadzeniu wykładu, ale z drugiej strony także o uczciwości, o obiektywizmie uwolnionym z "polskich" idiosynkrazji. Specyficzną cechą optyki Parandowskiego jest spojrzenie przez pryzmat historii, stąd częste odwołania do tyranów starożytnych, do rewolucji francuskiej. Otóż taki ogląd pozwala pisarzowi, przerażonemu efektem działań bolszewików, znaleźć wiarę - a nawet pewność - w nieuchronny koniec ich władzy. Parandowski wspiera swój wykład myślami rosyjskich twórców (ale sięga także do Nie-Boskiej Komedii Krasińskiego, Pankracy staje się dla niego personifikacją proletariatu), przywołuje wprost Mierieżkowskiego. Wydaje się wszakże, iż widzenie Parandowskiego kształtowali "wiechowcy", może najbardziej Nikołaj Bierdiajew. Trudno przypuścić, by w czasie pobytu w Rosji polski jeniec nie przeczytał słynnego almanachu Wiechi, który doczekał się kilku wydań. Ale równocześnie trudno przypuścić, by poznał almanach Iz głubiny, przygotowany co prawda w roku 1918, jednak skonfiskowany jeszcze przed wydaniem. Niemniej wyraźne jest podobieństwo oceny rosyjskiej rzeczywistości. Parandowski dostrzega również rzadko podkreślany ekonomiczny aspekt bolszewizmu, bynajmniej nie w znaczeniu ekonomii "socjalistycznej", ale "złotego" interesu bolszewików. Zauważa, że w pierwszych szeregach partii nie ma prawdziwych ideowców, "szara masa proletariacka równie jak za caratu, jeśli nie mniej, nie bierze udziału w rządach"47, dominują zatem ludzie chciwi, żądni władzy, użycia i złota. Demistyfikuje fundamentalne założenie bolszewików, świetnie zauważa, że odrzucenie własności prywatnej dotyczy tylko dotychczasowych właścicieli. I właśnie demistyfikacja ideologicznych podstaw stanowi, jak się wydaje, o współczesnej wartości tej książki. Dla Parandowskiego bolszewizm to panowanie "zakutej biurokracji", w której nawet wielkość gwoździa i sklep, gdzie można go kupić, wymaga odrębnej "bumagi". I jest to najlepszy dowód degeneracji nowej władzy już u jej początków.

Parandowski pisał swoją książkę w czasie niemal powszechnej pewności o szybkim upadku bolszewików, sam się takiej militarnej klęski spodziewał. Zauważył wszakże, i to już w 1919 roku, co świadczy o wnikliwości spojrzenia i umiejętności głębokiej refleksji, powolny początek procesu - który oznaczał dla niego ideologiczną przegraną bolszewików - rezygnacji z programu całkowitej nacjonalizacji przemysłu i rolnictwa. Można by uznać, że Parandowski antycypował tu wprowadzenie NEP-u w bolszewickiej Rosji, który opisał trzy lata później Roman Dyboski, nie wahając się zaakcentować w owym programie "kapitulacji komunizmu".

Esej Parandowskiego pojawił się w Polsce tuż przed bezpośrednim zagrożeniem bolszewickim, natomiast praca Dyboskiego już po jego zażegnaniu, po odparciu bolszewików, a więc po spotkaniu wielu Polaków z armią proletariackiej rewolucji. W pierwszym przypadku patrzył na Rosję młody adept kultury klasycznej, w drugim zaś - badacz literatury angielskiej i niemieckiej. Obaj byli zakorzenieni w świecie kultury zachodniej, obaj byli "Galicjanami" i dla obu pobyt w Rosji oznaczał spotkanie z zasadniczo "innym światem". O ile Parandowski zamierzał rozjaśnić nieco mroki polskiej ignorancji, o tyle Dyboski próbował ambitnie wypełnić swoją książką wspomnień polskie oczekiwania na "rosyjską syntezę". Ten profesor uniwersytetu (co ma istotne znaczenie, bo jako jedyny spośród polskich świadków pisze o degradacji nauki pod panowaniem bolszewizmu), ukształtowany przez galicyjski klimat, trafił do Rosji jako jeniec w roku 1915 i przebywał tam do stycznia roku 1922. Galicyjski uczony poznał jej części zarówno europejskie, jak i azjatyckie, poznał życie w stolicy i w głubinkie. Przebywał w arystokratycznych salonach i aulach uniwersyteckich, "zasmakował" życia w obozie jenieckim, pracował w bolszewickich urzędach w mieście zagubionym w syberyjskiej tajdze, by na koniec pobytu trafić do komunistycznych więzień i łagru. Mógł więc słusznie akcentować podstawy "do zupełnej neutralności w sprawach wewnętrznych państwa rosyjskiego"48, gdyż w ciągu siedmiu lat pobytu doznał represji ze strony każdego rosyjskiego rządu. Doświadczył, jak podkreślał, losu "kalejdoskopijnie urozmaiconego"49: widział ostatnie lata Imperium Romanowów, na dalekiej Syberii przeżył obie rewolucje, dzięki czemu stał się na pewno najlepszym kronikarzem specyficznej rewolucji bolszewickiej na Dalekim Wschodzie. Widział terror zmieniających się władz, zobaczył okrucieństwa wojny domowej, zwycięstwo bolszewików i klęskę ich ideologii. Jak powiada: "Było mi danym patrzeć na wielki socjalno-polityczny eksperyment bolszewizmu w trzech fazach jego dziejów: widziałem niepewne próby urzeczywistnienia ustroju bolszewickiego w Chabarowsku w r. 1918, byłem z musu narzędziem zdecydowanej już i do gruntu życia społecznego sięgającej polityki komunistycznej jako urzędnik sowiecki w Tajszecie w r. 1920, wreszcie stałem się świadkiem kapitulacji komunizmu i przywrócenia porządków kapitalistycznych w Moskwie w r. 1921"50.

Zasadnicze znaczenie przypisać należy uwagom we wstępnym rozdziale, który Dyboski zatytułował "Jedność Rosji". Po siedmiu latach pobytu w Rosji konstatował bez wahania zmianę swojego spojrzenia na ten kraj i jego kulturę. Wcześniej chciał widzieć w rosyjskiej literaturze, głównie w pismach Tołstoja, emanację ducha ogólnoludzkiego, po przymusowym pobycie dostrzegł już tylko "mużycki fatalizm" i "ubóstwienie bezwładu". Przede wszystkim zrozumiał zaś "jednolitość rosyjskiego charakteru narodowego, ciągłość dziejów Rosji i fatalną rozwojową konieczność, wszystkich tych dramatycznych przemian, przez jakie Rosja w ostatnich latach ku zdumieniu całego świata przeszła"51. Nawet w działalności czerezwyczajki dostrzegał tradycje carskiej "ochronki", choć w takim myśleniu nie był odosobniony. Lektura uwag o jedności charakteru rosyjskiego może wywołać dwojaką reakcję, uzależnioną od stosunku czytelnika do Rosji: albo satysfakcję ze znalezienia kolejnych dowodów poświadczających przekonanie o dzikości Rosjanina, albo chęć odrzucenia książki znieprawionej jadem niechęci. Ale lektura całości nie potwierdza na szczęście tak jednoznacznie postawionej tezy. Zdarzają się strony aż kipiące od ksenofobii, aż zaskakujące narodowym zapamiętaniem, ale neutralizuje je z jednej strony "szkiełko i oko" profesora, z drugiej zaś uczciwa pamięć o pięknych zdarzeniach i ludziach napotkanych w Rosji. Dyboski nie szczędzi w swojej panoramie Rosji czarnych barw, nie pozostawia jednak odbiorcy wyłącznie w takim klimacie. Stara się przyjmować perspektywę ogólnoludzką, dostrzega w Rosjanach zarówno zło, jak i dobro, unika kwantyfikatorów ogólnych. Czasem jego tolerancja wręcz zaskakuje, nie widzi on bowiem nic złego w bolszewickiej indoktrynacji dzieci i młodzieży. Podkreśla znaczenie pamięci spotkań z Rosjanami, która uchroniła go "od uogólniania różnych okropnych, ohydnych i niepojętych rzeczy"52. Może właśnie w tych dramatycznych latach mógł zrozumieć "pojemność człowieka", o której mówił Dostojewski53, choć sam autor nie przywołał go we wspomnieniach, przytoczył natomiast aforyzm angielski: There is a lot of human nature in man54. Podkreślał wszakże "radykalizm duszy rosyjskiej", akcentował jej ekstrema: "despotyczną zaciekłość" i "rewolucyjne uniesienie", "ideowy zachwyt" i "niszczycielską furię", "psią pokorę" i "anarchistyczną pogardę"55. Pisze Dyboski o chłopach rosyjskich, nie przekraczając w tym wypadku progu stereotypu, u których dostrzega antynomiczną symbiozę mistycyzmu z materializmem. Pisze także z dużą empatią o rosyjskiej inteligencji. Współczuje jej, ale wskazuje również przyczyny jej klęski, której upatruje w braku zdolności do twórczej działalności politycznej, bo - jak powiada - "inteligent rosyjski tylko do połowy duszy jest Hamletem: drugą połowę zżarła gangrena czynownicka"56.

Autor Siedmiu lat... demitologizuje Syberię, pozbawia ją, by tak powiedzieć, szatańskiego stygmatu. W jego wizji nie jest to przeklęta ziemia katorżników. Wręcz przeciwnie, Dyboski pokazuje ją jako ziemię opływającą w dostatki, gdzie chłopu brakowało tylko ptasiego mleka. Nie jest to również Sybir martyrologiczny, golgota Polaków. Dyboski nie podąża, co prawda, śladem Sieroszewskiego, mniej zainteresowany jest ludami zamieszkującymi Syberię, ale, co niezwykle istotne dla polskiej "wiedzy", rozpoczyna proces jej dezanhellizacji.

Dunin-Kozicka zauważyła, że historia "jednej rodziny to historia martyrologii wszystkich rodzin kresowych"57. Słuszność tej tezy potwierdza także Pożoga Zofii Kossak-Szczuckiej. W obu książkach dzieje polskiego rodu ziemiańskiego w burzliwym i dramatycznym czasie rewolucji rosyjskiej zostały pokazane na szerokim tle historycznym. Różnią się one jednak zasadniczo. We wspomnieniowej Pożodze Kossak-Szczucka zawarła niezwykle głębokie rozważania poświęcone bolszewizmowi. Inaczej niż Dunin-Kozicka nie tyle rekonstruuje ona proces zmian zachodzących na rosyjskiej Ukrainie, ile stara się zgłębić istotę komunizmu. I trzeba przyznać, że udaje się jej to znakomicie. Refleksje autorki powinny się znaleźć właściwie we wszystkich opracowaniach na temat komunizmu. Zdumiewa nie tyle fakt, że pojawiają się one jakby mimochodem w trakcie opowieści o zniszczeniu świata polskiego ziemiaństwa na Wołyniu, ile to, że Kossak-Szczucka zrozumiała istotę bolszewizmu już w jego fazie wstępnej, in statu nascendi. Zdołała nawet w ciągu dwóch lat dostrzec jego ewolucję, przejście ze stadium "pseudobolszewizmu", które personifikował "zwykły" bolszewik, do stadium bolszewizmu właściwego, uosobionego przez krasnoarmiejca. Podziwu dla przenikliwości pisarki nie jest nawet w stanie osłabić agresywny antysemityzm ani ocierające się o rasizm refleksje. W jej widzeniu chłop polski okazuje się "wyższy" rasowo od mużyka rosyjskiego, w czystych rasowo Kozakach pokłada nadzieję na przyszłość dla przeżartego nihilizmem narodu rosyjskiego. Autorka Pożogi zbliża się w swoich iluminacyjnych niemal odkryciach do pisarzy powojennej emigracji, do Józefa Mackiewicza, kiedy pisze, że "podstawową cechą rządów bolszewickich nie jest ich terror ani jaskrawość, ale jałowość i nuda"58; że "władza sowietów jest przekreśleniem wszelkiej radości życiowej". Kossak-Szczucka wymienia to, co bolszewicy odebrali ludziom: radość obcowania z Bogiem, radość miłości, radość rodzicielstwa, radość pracy. Głęboko i ortodoksyjnie wierząca pisarka jako jedna z nielicznych zwraca uwagę na zaciekłe prześladowanie religii. Jedynym prawdziwym wrogiem "Czerwonego Autokraty na złocistym tronie w Kremlu" był "Bóg sprawiedliwy i wszystkowiedzący"59. Nikt i nic nie było zwalczane tak gwałtownie, jak idea boskości. Dostrzega więc pisarka antytranscendentny wymiar bolszewizmu, akcentuje infernalny charakter cierpień w Sowietach, w których zabrakło "miejsca dla nadziei"60. Nie poprzestaje jednak na diagnozie, podejmuje próbę snucia proroczej refleksji nad wizją końca tej władzy. Bolszewicy zaczęli od wytoczenia morza krwi i - zgodnie z proroctwem autorki - we krwi własnej utoną. W pierwszym etapie wymordowani zostaną przywódcy, następnie Żydzi-inicjatorzy, potem zaś nastąpi wzajemne wyżynanie. Zakończy ów proces masowe samobójstwo z rozpaczy wszystkich tych, którzy pozostali jeszcze przy życiu. Pisarka wierzy jednak w siłę przebaczenia, którym Bóg obdarzy nieszczęśników.

Niezwykle ważną książką są także wydane trzy lata później - i przywołane już wcześniej - wspomnienia Dunin-Kozickiej pt. Burza od Wschodu, które uchwałą Międzynarodowej Komisji Współpracy Intelektualnej przy Lidze Narodów zostały wpisane na listę najwybitniejszych polskich utworów za rok 1925. Gwałtowne zmiany polityczne na Kijowszczyźnie, których autorka była ofiarą i świadkiem, zostały przez nią odtworzone niezwykle skrupulatnie. Czasem poszerza je o perspektywę kolejnych etapów "rozwalania się starej Rosji", którym towarzyszy przerażenie brakiem troski o położenie "nowych fundamentów [...] doskonalszej budowli"61. A więc upadek caratu, próby stworzenia przez Petlurę i Skoropadskiego "samostijnej Ukrainy", okupacja niemiecko-austriacka, naprzemienne przejmowanie władzy przez bolszewików, denikinowców, znowu bolszewików. Gniew i ból nie zaślepiają spojrzenia w miarę obiektywnego i racjonalnego. Dunin-Kozicka umiejętnie łączy sztukę oglądu panoramicznego ze zdolnością niepowierzchownej analizy historyczno-socjologicznej. Oczywiście antybolszewicka autorka nie była jednak apologetką Romanowów, oskarżała bowiem carską Rosję o despotyzm, stwarzanie klimatu nienawiści Ukraińców do Polaków.

Najważniejszy jednak wydaje się zarzut zaniechania reform, zwłaszcza reformy rolnej proponowanej przez premiera Stołypina, co poskutkowało rewolucją. Jej wprowadzenie, nawet później, mogło uchronić Rosję od przemiany w "powszechny dom obłąkanych"62. Szczególną uwagę autorka zwraca na epokę między lutym a październikiem, negatywnie ocenia działania rządów rosyjskich po rewolucji lutowej, co jest pochodną krytycznego spojrzenia na inteligencję rosyjską, która doprowadziła do przewrotu, później jednak nie była w stanie zapanować nad tym żywiołem. Ale niemal wszystkim partiom i stronnictwom działającym po abdykacji Mikołaja II Dunin-Kozicka zarzuca nierozważną szlachetność, populizm, obawę posądzenia o despotyzm. Podkreśla, że pierwszym grzechem była zgoda na "anarchię" w wojsku, przemiana dobrodusznego sołdatika w rozpasanego towariszcza, denikinowcom, witanym na Kijowszczyźnie jak wybawiciele, zabrakło z kolei determinacji, odwagi, konsekwencji, "stalowej siły egzekutywy, surowej sprawiedliwości, opartej ślepo na literze prawa"63. I dlatego zostali oni zwyciężeni przez bolszewików. Doświadczenie bolszewickiej codzienności zmusiło Dunin-Kozicką do zmiany przekonań o okrucieństwie caratu, niemniej jednak panowanie komunistów określa polską metaforą - "czerwony car Terror"64. Rozważania nad charakterem I wojny światowej skłaniają autorkę do bałamutnych prób znalezienia rudymentarnych cech charakteru narodów, z których wynika, że Rosjanie odznaczają się ciemnotą. Dunin-Kozicka jednak na pewno nie jest antyrosyjska, dostrzega wszak wspólnotę cierpienia Polaków i Rosjan, ludzi z inteligencji i ziemiaństwa, jest natomiast antysemicka i właśnie żydowskość bolszewików podkreśla ze szczególnym upodobaniem, pisze o nich niemal w duchu Protokołów Mędrców Syjonu65. Cenną rzeczą w Burzy od Wschodu jest uchwycenie gwałtownej przemiany, nagłego znijaczenia ludzi żyjących pod panowaniem bolszewików, w czym można dostrzec zapowiedź późniejszej o lat dwadzieścia literatury polskiego doświadczenia sowieckiego (a może to właśnie jej początek?). Obdarzona zdolnością wyrażania przeżyć ekstremalnych opisuje masowe groby w kijowskich "ogrodach tortury", ale świetnie wychwytuje też terror codzienności bolszewickiej, który zmusza do maskowania się, mimikry, zacierania śladów kulturalnej przeszłości. Albo stać się innym i upodobnić do bolszewickich obszarpańców, albo pozwolić na upodlenie. Alternatywa taka stanie się później niemal toposem literatury sowieckiego doświadczenia.

Przypisy

Uwagi wstępneO potrzebie syntezy, czyli przeciw mitom i stereotypom

1 Określenie z wiersza Aleksandra Puszkina Oszczercom Rosji w tłumaczeniu Juliana Tuwima. A. Puszkin Wybór wierszy, oprac. B. Galster, Wrocław-Warszawa-Kraków-Gdańsk-Łódź 1982, s. 336 (BN II 201).

2 Tamże.

3 K. Brandys, Nierzeczywistość, Chotomów 1989, s. 117.

4 M. Dąbrowska, Przygody człowieka myślącego, przedmowa A. Kowalska, przygot. tekstu z rękopisu i komentarz E. Korzeniewska, Warszawa 1987, s. 366.

5 Cyt. za: J. Czapski, O "Wyborze pism" Rozanowa, w: tegoż, Czytając, Kraków 1990, s. 262 [podkreślenie Hercena].

6 C. Miłosz, Rodzinna Europa, Kraków 2001, s. 146.

7 Metafora odsyła do tytułów książek: W. Jabłonowski, Dookoła Sfinksa. (Studia o życiu i twórczości narodu rosyjskiego), Warszawa-Lwów 1910; E. Lewandowski, Rosyjski sfinks. Rosjanie wśród innych narodów, Warszawa 1999.

8 Aluzja do tytułu monografii Zagadnienie rosyjskie. Myślenie o Rosji: oglądy i obrazy spraw rosyjskich, praca zbior. pod red. M. Bohuna i J. Goćkowskiego, Kraków 2000.

9 Aluzja do tytułu pracy Mariana Brody, Zrozumieć Rosję? O rosyjskiej zagadce-tajemnicy, Łódź 2011.

10 Zob. A. de Lazari, Wzajemne uprzedzenia Polaków i Rosjan, [w:] Katalog wzajemnych uprzedzeń Polaków i Rosjan, red. A. de Lazari, Warszawa 2006, s. 5-16.

11 A. Zagajewski Rosja wchodzi do Polski, [w:] tegoż, Płótno, Paris 1990, s. 16-17.

12 G. Herling-Grudziński, Dziennik pisany nocą 1993-1996, Warszawa 1998, s. 66 [spacja Herlinga].

13 J. Bachórz, Rosjanin, [w:] Słownik literatury polskiej XIX wieku, pod red. J. Bachórza i A. Kowalczykowej, Wrocław-Warszawa-Kraków 1991, s. 846.

14 C. Miłosz, Trwoga - sen (1918), [w:] tegoż, Wiersze, t. 4, Kraków 2004, s. 195.

15 Oto ważniejsze pozycje: Katalog wzajemnych uprzedzeń Polaków i Rosjan, pod red. A. de Lazari, Warszawa 2006; Polacy - Rosjanie: wzajemne relacje, Gdańsk 2007; Russkaja kultura w polskom soznanii, red. N. Fiłatowa i V. Choriev, Moskwa 2008; T. Sucharski, Polskie poszukiwania "innej" Rosji. O nurcie rosyjskim w literaturze Drugiej Emigracji, Gdańsk 2008; Polska-Rosja: dialog kultur. Tom poświęcony pamięci Profesor Jeleny Cybienko, red. A. Wołodźko-Butkiewicz, L. Łucewicz, "Studia Rossica" XXII, Warszawa 2012; E. Pogonowska, Czytanie Nowej Rosji. Polskie spotkanie ze Związkiem Sowieckim lat trzydziestych XX wieku, Lublin 2012; Obrazy Rosji w literaturze polskiej, red. Z. Kopeć, Poznań 2014; Między rusofobią a rusofilią, red. S. Karłowicz-Słowikowska, E. Mikiciuk, T. Sucharski, Gdańsk 2016; E. Pogonowska, Klucze do Rosji. Tematy i strategie współczesnych narracji podróżniczych, Lublin 2018; Poza rusofobią i rusofilią? Poglądy, postawy i realizacje w literaturze polskiej od XIX do XXI wieku, red. E. Mikiciuk, K. Pańczyk-Kozłowska, T. Sucharski, Słupsk-Gdańsk 2019.

16 Aluzja do tytułu monografii M. Hellera i A. Niekricza Utopia u władzy. Historia Związku Sowieckiego (pierwsze polskie wydanie w niezależnym obiegu wydawniczym - 1985).

17 Książka została zakończona późną jesienią 2018 roku w bezpiecznym wówczas Żytomierzu, przeszło cztery lata po bezprawnej aneksji Krymu przez Rosję i rozpętaniu przez Putina wojny we wschodniej Ukrainie.

Rozdział IZrewoltowana Rosja od środka, ale w polskich oczach

1 A. Brückner, Historia literatury rosyjskiej, Lwów-Warszawa-Kraków 1922, s. 4.

2 Cyt. za: M. Zdziechowski, Wybór pism, wstęp, wybór i red. M. Zaczyński, Kraków 1993, s. 534.

3 Zob. J. Stradecki, W kręgu Skamandra, Warszawa 1977, s. 76-77, 255-256.

4 Żeromski (Snobizm i postęp, [w:] tegoż, Snobizm i postęp oraz inne utwory publicystyczne, wstęp i oprac. A. Lubaszewska, Kraków 2003, s. 102) pisał: "Futuryzm, stary już i strudzony, przywędrował i do nas wreszcie z Rosji, a rodzimy snobizm podaje, jako nowość, ów najistotniejszy kacapizm". O stosunku poetów międzywojennych do Rosji i języka rosyjskiego pisałem szerzej w książce Polskie poszukiwania "innej" Rosji. O nurcie rosyjskim w literaturze Drugiej Emigracji (Gdańsk 2008, s. 274-276).

5 Cyt. za: J. Stradecki, W kręgu Skamandra..., s. 257.

6 A. Brückner, Historia literatury rosyjskiej..., s. 4.

7 Zob. E. Pogonowska, Dzikie biesy. Wizja Rosji sowieckiej w antybolszewickiej poezji polskiej lat 1917-1932, Lublin 2002.

8 J. Stempowski, "Domek w Kołomnie", [w:] tegoż, Szkice literackie, t. 1: Chimera jako zwierzę pociągowe. 1926-1941, wybór i oprac. J. Timoszewicz, Warszawa 2001, s. 231.

9 A. Chruszczyński, Geniusz grafomanii. Rzecz o Antonim Ferdynandzie Ossendowskim, Bydgoszcz 1995.

10 P. Kitrasiewicz, Geniusz nienawiści klasowej, "Po Prostu" 1990, nr 3.

11 Zob. Współcześni polscy pisarze i badacze literatury. Słownik biobibliograficzny, red. J. Czachowska i A. Szałagan, t. VI, Warszawa 1999, s. 195.

12 We wspomnieniowej książce A.F. Ossendowski (Od szczytu do otchłani. Łomianki 2010, s. 254) wspomina także o sukcesie swojej pierwszej powieści poświęconej "kurzawie ludzkiej" (ljudskaja pyl'), napisanej w języku rosyjskim i wydanej w 1909 roku: "Pierwsze wydania zaaresztowano i spalono, mnie zaś pociągnięto do odpowiedzialności sądowej. [...]. Po tej sprawie zwróciło się do mnie kilku wydawców z propozycją nowego wydania Kurzawy ludzkiej. Książka doczekała się sześciu wydań, podlegała zawziętym napaściom prasy reakcyjnej i bardzo przychylnej krytyce obozu liberalnego. Lew Tołstoj w dzienniku swoim, wydanym przez sekretarza Orłowa, napisał bardzo pochlebną opinię o tej książce".

13 Zob. M. Ceglarek, Obraz wojny polsko-sowieckiej (1919-1921) w opisach ich uczestników (Jerzy Konrad Maciejewski, Stanisław Rembek, Eugeniusz Małaczewski), [w:] W walce o wolność i niepodległość Polski, red. D. Litwin-Lewandowska, K. Bałękowski, Lublin 2016, s. 39-50.

14 W. Sieroszewski, [Wstęp], [w:] M. Wańkowicz, Strzępy epopei. Szpital w Cichniczach, Warszawa 1993, s. 7.

15 J. Kaden-Bandrowski, Łuk. Powieść współczesna, posłowie M. Sprusiński, Kraków 1981, s. 99.

16 Tamże, s. 101.

17 M. Dunin-Kozicka, Burza od Wschodu. Wspomnienia z Kijowszczyzny (1918-1920), przedmowa S. Estreicher, Łódź 1990, s. 33.

18 J. Kaden-Bandrowski, Łuk..., s. 42.

19 To odwołanie do tytułu wiersza K. Wierzyńskiego Krzyże i miecze (1946): "To nie są wiersze, poematy / I polonezy karmazynów: / To biblia, w której polskie światy / Z ojców przenoszą się na synów. // "Dziady", "Irydion", "Pan Tadeusz" / Lub "Kordian" - policz owe dzieła / I na pokoleń śpiew je przełóż - / Co w nich zagra? - Nie zginęła"; cyt. za: K. Wierzyński, Poezja i proza, t. 1: Poezja, Kraków 1981, s. 339.

20 J. Wittlin, Sól ziemi. Powieść o cierpliwym piechurze, posłowie Z. Kubiak, Warszawa 1988, s. 80.

21 J. Kaden-Bandrowski, Nad brzegiem wielkiej rzeki, [w:] tegoż, Miasto mojej matki. W cieniu zapomnianej olszyny i inne utwory, posłowie M. Sprusiński, Kraków-Wrocław 1985, s. 342.

22 Tamże, s. 341.

23 Tamże, s. 340.

24 Zob. A. de Lazari, Wzajemne uprzedzenia Polaków i Rosjan, [w:] Katalog wzajemnych uprzedzeń Polaków i Rosjan, pod red. A. de Lazari, Warszawa 2006, s. 5-16.

25 J. Parandowski, Bolszewizm i bolszewicy w Rosji, Londyn 1996, s. 25.

26 M. Dąbrowska, Noce i dnie, t. 1, Warszawa 1953, s. 528.

27 Tamże, t. 2, s. 437.

28 M. Zdziechowski, Wpływy rosyjskie na duszę polską, [w:] tegoż, Wybór pism..., s. 490.

29 J. Parandowski, Bolszewizm i bolszewicy..., s. 10, 44-45.

30 Tamże, s. 9.

31 J. Bandrowski, Pielgrzymi. Powieść, Lwów 1920, s. 193.

32 Tamże.

33 M. Dunin-Kozicka, Burza od Wschodu..., s. 13.

34 B. Uspienski i W.M. Żywow (Car i Bóg. Semiotyczne aspekty sakralizacji monarchy w Rosji, przeł. H. Paprocki, Warszawa 1992, s. 13) we wstępie do pracy poświęconej sakralizacji monarchy w Rosji przytaczają wiele wypowiedzi utwierdzających w przekonaniu, że stosunek Rosjan do cara miał charakter religijny. M.N. Katkow pisał: "Car rosyjski nie jest po prostu głową państwa, ale stróżem i obrońcą wschodniego Kościoła apostolskiego, który to Kościół wyrzekł się wszelkiej władzy światowej i powierzył siebie opiece i trosce pomazańca Bożego". Z kolei P.I. Mielnikow-Pieczerski z patosem wołał: "Kto nie wie, jak my, Rosjanie, patrzymy na naszych carów i ich dzieci, któż z nas nie czuł porywu, jaki owłada Rosjaninem, gdy patrzy na cara lub syna carskiego! Tylko Rosjanie nazywają swego cara - ziemskim Bogiem".

35 Z. Kossak-Szczucka, Pożoga, Kraków 2010, s. 12.

36 Współcześni polscy pisarze i badacze literatury. Słownik biobibliograficzny, red. J. Czachowska i A. Szałagan, t. VI, Warszawa 1999, s. 254.

37 Z. Kossak-Szczucka, Pożoga..., s. 9.

38 T. Burek, Problemy wojny, rewolucji i niepodległości w zwierciadle prozy narracyjnej, [w:] Literatura polska 1918-1975, t. 1: Literatura polska 1918-1932, red. A. Brodzka, H. Zaworska, S. Żółkiewski, Warszawa 1975, s. 479.

39 M. Wańkowicz, Strzępy epopei..., s. 38.

40 Cyt. za: T. Burek, Problemy wojny, rewolucji..., s. 478.

41 J. Bandrowski, Wściekłe psy, wstęp P. Kitrasiewicz, Warszawa 2005, s. 49.

42 J. Parandowski, Bolszewizm i bolszewicy..., s. 7.

43 Tamże.

44 Tamże, s. 9.

45 Tamże, s. 11.

46 Tamże, s. 77.

47 Tamże, s. 106.

48 R. Dyboski, Siedem lat w Rosji i na Syberii (1915-1921). Przygody i wrażenia, Warszawa 1922, s. 3.

49 Tamże, s. 61.

50 Tamże, s. 237.

51 Tamże, s. 4.

52 Tamże, s. 193.

53 F. Dostojewski (Bracia Karamazow. Powieść w czterech częściach z epilogiem, przeł. A. Pomorski, Kraków 2004, s. 136-137): "Zbyt wiele zagadek gnębi człowieka na ziemi. Odgaduj, jak umiesz i wstawaj suchy z kałuży. Piękno! Nie mogę przy tym znieść, że niejeden człowiek, nawet szlachetniejszego serca i umysłu, zaczyna od ideału Madonny, a kończy na ideale Sodomy. Jeszcze straszniej, kiedy ktoś już z ideałem Sodomy w duszy nie odrzuca też ideału Madonny, a ten naprawdę rozpala mu serce, zaprawdę rozpala jak w młodzieńczych, bezgrzesznych latach. Tak, pojemny jest człowiek, aż za pojemny, ja to bym go ścieśnił. Diabli wiedzą, co to takiego, ot co! Co umysł ma za hańbę, to serce uznaje za piękno. [...] A przerażające jest, że piękno to rzecz nie tylko straszna, ale tajemnicza. Diabeł tutaj walczy z Bogiem się zmaga, a placem boju są serca ludzkie".

54 R. Dyboski, Siedem lat w Rosji i na Syberii..., s. 198.

55 Tamże, s. 16.

56 Tamże, s. 183.

57 M. Dunin-Kozicka, Burza od Wschodu..., s. 355.

58 Z. Kossak-Szczucka, Pożoga..., s. 168.

59 Tamże, s. 167.

60 Tamże, s. 168.

61 M. Dunin-Kozicka, Burza od Wschodu..., s. 28.

62 Tamże, s. 30.

63 Tamże, s. 236.

64 Tamże, s. 263.

65 Tamże, s. 359: "Geniusz Izraela wydał bój duchowi Ariów, zaprzągłszy, jakby na urągowisko, do wywrotowej pracy znaczny odłam wierzących w ułudy komunizmu aryjczyków. [...] Jak geniusz ludu izraelskiego potrafi kierować tą groźną i rozkiełznaną siłą dla przeprowadzenia własnych wysokosiężnych i władczych celów, wskazuje nam spalona zarzewiem bolszewizmu Rosja, upadająca dziś pod ciężarem narzuconego jarzma".