2. Badania
2.1. Metoda badawcza
Badania, które są podstawą tej książki, były przeprowadzone za pomocą klasycznych narzędzi etnograficznych, choć zostały one dostosowane do współczesnych wymogów i możliwości oraz do terenu. We wstępnej fazie projektu prowadzonego w ramach grantu NCN1 badania pilotażowe były przeprowadzone przeze mnie w Szarlocie na Kaszubach, w Wildze na Mazowszu oraz w Sieprawiu w Małopolsce. Faza główna objęła natomiast trzy miejscowości: Urle i Morawinkę Leśną na Mazowszu oraz Serwy w okolicach Augustowa. Do materiałów zebranych we wszystkich wspomnianych miejscowościach odwołuję się w tej książce sporadycznie, ponieważ podstawową bazę materiałową stanowią zebrane przeze mnie dane etnograficzne z Morawinki Leśnej. W Morawince spędziłam w sumie około trzech miesięcy i wracałam do niej wielokrotnie z krótszymi wizytami. W trakcie ostatecznej analizy materiałów zdecydowałam, że niniejsza książka będzie oparta na materiale uzyskanym przeze mnie właśnie podczas najdłuższych badań w tej miejscowości, a do danych uzyskanych w pozostałych terenach badawczych odwoływać się będę tylko okazjonalnie, traktując je jako bazę pozwalającą mi na sprawdzenie niektórych tez czy uzyskanie kontekstu innego niż tylko ten morawiński. Stało się tak z kilku powodów: po pierwsze, osobiste doświadczenie uważam za ogromną siłę etnografii, umożliwiającą lepsze rozumienie uzyskanego poprzez badania materiału. Analizując dane uzyskane przez siebie w Morawince, czułam większą pewność co do stawianych tez, a możliwość odwoływania się do headnotes (Ottenberg 1990; Rakowski 2018) oraz świadomość nasycenia teoretycznego (Hammersley, Atkinson 2002) pozwalały na swobodniejsze i dogłębniejsze analizowanie materiału. Po drugie, odwoływanie się do jednej okolicy pozwala na zachowanie większej spójności narracyjnej. Po trzecie wreszcie, dzięki skupieniu się na jednym miejscu miałam możliwość dokładniejszego zanalizowania wszystkich okoliczności towarzyszących głównemu zagadnieniu tej pracy, co było niezwykle istotne z metodologicznego punktu widzenia. Jak widać w dalszych częściach książki, pewne zależności i zjawiska zachodzące w Morawince można zrozumieć tylko poprzez wieloaspektową analizę historii tej miejscowości, jej uwarunkowań ekonomicznych i społecznych.
W przypadku wszystkich badanych terenów zastosowano podobną metodę. Etnografowie mieszkali tam przez okres od pięciu do czternastu tygodni2, w dwóch przypadkach (Morawinka Leśna oraz Serwy) teren był badaczom znany już wcześniej, co ułatwiło wejście w niego i przeprowadzenie dogłębniejszych badań. Etnografowie mieszkali w badanych miejscowościach w okresie letnim, przez większość otoczenia byli więc traktowani jako letnicy, choć oczywiście przy osobistym kontakcie ich rola była każdorazowo wyjaśniana. Prócz pogłębionych wywiadów etnograficznych3 bardzo istotne było prowadzenie obserwacji uczestniczącej oraz notatek terenowych. W związku z tym całe dnie spędzane były przez badaczy "w terenie": na luźnych pogawędkach, obserwacjach uczestniczących i nieuczestniczących, poznawaniu mieszkańców miejscowości i przyjezdnych, umawianiu się na wywiady i przeprowadzaniu ich. Dzięki zastosowaniu takich metod możliwe było wyjście poza sferę deklaratywną i zestawienie informacji uzyskanych od rozmówców z ich zachowaniami. Jak to często bywa w badaniach etnograficznych, z niektórymi rozmówcami badacze utrzymywali bliższe kontakty, rozmawiali z nimi wielokrotnie, traktowali ich jako "odźwiernych" (Hammersley, Atkinson 2002), z innymi wchodzili tylko w jednorazowy kontakt. Ma to odbicie w sposobie prezentowania wniosków w tej książce - w wielu przypadkach do przedstawienia jakiegoś zjawiska służy konkretna osoba i jej sytuacja. Nie oznacza to oczywiście, że była ona odosobniona, przeciwnie - zazwyczaj jej historia stanowiła doskonałą kompilację cech, wydarzeń czy tendencji obecnych w wielu obserwowanych przeze mnie przypadkach.
Moje doświadczenia w Morawince wykraczały poza jednorazowe, kilkumiesięczne badania etnograficzne w 2015 roku. Dużą część tego czasu spędziłam tam razem z rodziną: mężem i dwójką małych wówczas dzieci (rok i cztery lata). Było to dość istotną okolicznością, bo z jednej strony ograniczało pewne moje działania (na przykład konieczność powrotów do domu w konkretnych porach), a z drugiej - niejednokrotnie ułatwiało kontakty z mieszkańcami, ponieważ nowy w lokalnej społeczności tata z wózkiem został szybko zauważony na morawińskim placu zabaw, nadrzecznej plaży czy w innych miejscach publicznych. Ponadto, jak to często bywa, dzieci nierzadko stanowiły wygodny wstępny temat rozmowy. Moja obecność w Morawince była też w związku z tym interpretowana niejednoznacznie: byłam nie tylko badaczką, ale także mamą dzieci spędzających tam wakacje. Myślę, że niejednokrotnie ta złożona tożsamość badawcza okazywała się łatwiejsza do przyjęcia, niż gdybym była po prostu etnografką zajmującą się wyłącznie prowadzeniem badań. Z drugiej jednak strony Morawinka nie jest miejscowością małą ani położoną na uboczu - w ostatnich latach napłynęło tam wielu nowych mieszkańców, więc nie wszyscy znają się tak, jak to było przed kilku dekadami. W związku z tym dla niektórych rozmówców byłam całkowicie anonimową etnografką, którą widzieli tylko jeden raz, i jak to zwykle bywa, sytuacja ta niosła za sobą zarówno pewne korzyści, jak i pewne straty. Moja anonimowość często otwierała ludzi w sposób, w jaki nie otwierają się wobec krewnych, znajomych czy sąsiadów, ale jednorazowość kontaktu utrudniała mi weryfikowanie ich deklaracji i osadzenie ich narracji w odpowiednim kontekście. Inaczej było z tymi, z którymi weszłam w głębszą relację. W trakcie trwania projektu zaprzyjaźniłam się z kilkoma osobami, z którymi nie tylko wielokrotnie prowadziłam nagrywane i nienagrywane rozmowy etnograficzne, ale po prostu rozmawiałam i spotykałam się, równolegle do działań badawczych. W ciągu następnych lat odwiedzałam je czasami, z jedną z nich nadal utrzymuję sporadyczny kontakt. Ponadto teren ten znany mi był - pobieżnie - już przed badaniami, ponieważ moja dalsza rodzina posiada tam od lat sześćdziesiątych działkę rekreacyjną, dzięki temu nadal wiem, co się dzieje w Morawince, czy następują jakieś gwałtowniejsze zmiany.
Metoda etnograficzna była dla mnie wyborem oczywistym, chociaż nie tylko dlatego, że jestem etnografką i od lat właśnie tak badam kolejne wybierane przez siebie tematy. Podejmowana w tej książce problematyka pracy, różnych podejść do niej, konfliktów, jakie te różnice generują, i odmiennych wobec niej oczekiwań, jest kwestią dość ogólną. Można by właściwie powiedzieć, że wiele badanych przeze mnie zjawisk występuje w bardzo różnych kontekstach, w różnych miejscach pracy, zawodach, przestrzeniach. Właśnie dlatego zależało mi na tym, aby mój materiał badawczy był osadzony w konkretnych realiach. Pod koniec projektu, już w trakcie pisania książki, doszłam do wniosku, że niewykluczone, iż decyzja o skupieniu się tylko na materiale morawińskim miała głębsze, początkowo nieuświadomione przeze mnie przyczyny - nie chciałam, by badane przeze mnie zjawisko "rozmyło się" w zbyt obszernym kontekście. Jak pisała Rachel Sherman:
Podejście etnograficzne nie tylko pomaga zobaczyć praktyki, których rozmówcy mogą nie zidentyfikować podczas wywiadu, ale także ukonkretnia abstrakcje poprzez lokowanie ich w poszczególnym kontekście.
(Sherman 2005, 133)4
Uważam, że wnioski z badań etnograficznych i antropologicznych analiz mogą być - w pewnych warunkach - uogólniane, ale jestem przekonana, że siłą etnografii jest wyprowadzanie tych wniosków z bardzo konkretnego poziomu lokalności. To dzięki dogłębnemu wniknięciu w badany teren etnografia od tylu już lat utrzymuje swoją atrakcyjność poznawczą. Długotrwały pobyt w terenie pozwala nam lepiej ogarnąć całą złożoność badanych zjawisk, nie dać się zwieść pozornym korelacjom i powierzchownie atrakcyjnym teoriom.
2.2. Teren
Badania etnograficzne będące podstawą materiałową tej książki były prowadzone w kilku lokalizacjach, w ramach wspomnianego wcześniej projektu NCN. Po wstępnych badaniach, które obejmowały poza Mazowszem i Augustowszczyzną także Kaszuby oraz Małopolskę, dalsze pogłębione badania zostały ograniczone do dwóch miejscowości na Mazowszu (Morawinka Leśna i Urle) oraz jednej pod Augustowem (Serwy). W ramach działań grantowych w Urlach oraz Serwach badania prowadziło troje młodych etnografów, ja sama jeździłam tam tylko kilkukrotnie na kilka dni. Poniżej prezentuję opis Morawinki i jej historii, warto jednak zaznaczyć, że w trakcie zbierania materiałów niejednokrotnie wyruszałam poza ścisłe granice tej miejscowości, a nawet gminy, w których się znajduje, podążając za swoimi rozmówcami, ich sieciami społecznymi i ich aktywnościami.
2.2.1. Morawinka Leśna
Morawinka Leśna5 położona jest na Mazowszu, nad Bugiem, kilkadziesiąt kilometrów od Warszawy. Jest jedną z tych miejscowości, które od wielu dekad łączą lokalnych mieszkańców z przyjezdnymi właścicielami działek rekreacyjnych, tak zwanych drugich domów. Od pozostałych, podobnych miejscowości letniskowych odróżnia Morawinkę nietypowa historia, która dość znacząco wpływa na obecny kształt lokalnych relacji społecznych.
W latach trzydziestych XX wieku hrabia S., właściciel pałacu nad Bugiem, postanowił podreperować nadszarpnięty wielkim kryzysem budżet rodzinny i rozparcelować malowniczy las, własność rodziny, leżący po drugiej stronie Bugu. Dzięki swojej pozycji społecznej bez trudności sprawił, że w ciągu kilku lat elita warszawska (wojskowi, adwokaci, lekarze, naukowcy) wykupiła nowo powstałe działki i zaczęła budować w Morawince wille letniskowe. Sprzyjający mikroklimat, nadal wychwalany przez obecnych właścicieli działek, bliskość rzeki, łatwość dojazdu (hrabia nie omieszkał zorganizować w Morawince stacji kolejowej) i letniskowy, małowiejski charakter miejscowości przy jednoczesnej sielskości okolicznych krajobrazów sprawiły, że wśród warszawskiej inteligencji stała się ona popularnym miejscem spędzania letnich wakacji. Wybudowano kościół w stylu podhalańskim, hrabia zarezerwował także działkę na przyszłą szkołę. Powstało kasyno wojskowe, kawiarnie z dancingami. Miejscowość nie miała tradycji wiejskich; powstała jako osada typowo letniskowa, w lesie, którego celowo nie wykarczowano, ale wycięto tylko te drzewa, które uniemożliwiały zbudowanie domów - w większości drewnianych, z bali, oraz estetycznych willi murowanych. Źródłem siły roboczej, koniecznej do funkcjonowania Morawinki w okresie letnim, były okoliczne miejscowości, z których sprowadzano także niezbędne produkty spożywcze: mleko, warzywa, owoce, mięso.
Wojna zmieniła wszystko. Pobliskie miasteczko, położone kilka kilometrów dalej, po drugiej stronie Bugu, zostało niemal całkowicie zniszczone we wrześniu 1939 roku, dużą część jego ludności przesiedlono do Morawinki, ukrytej pośród drzew i niebędącej tak oczywistym celem działań wojennych. Po wojnie wielu przesiedleńców pozostało w Morawince, niektórzy pozajmowali przedwojenne drewniane wille, zmieniając je w wielorodzinne domy, inni wybudowali własne budynki. Morawinka stała się miejscowością ze stałymi mieszkańcami, mającą status wsi, ale nadal o niezbyt wiejskim charakterze, co wiązało się zarówno z przeszłością i zawodowym profilem nowych mieszkańców, jak i możliwościami infrastrukturalnymi - nie było ani pól, ani zabudowań umożliwiających działalność rolniczą. Mieszkańcy dojeżdżali do pracy do pobliskiego miasta, a nierzadko także do Warszawy.
Nadal jednak Morawinka odgrywała rolę letniska. Mieszkańcy wspominali mi, że od lat pięćdziesiątych XX wieku na nowo zaczęli zjeżdżać tu licznie letnicy, choć całkowicie zmienił się sposób spędzania wakacji. Warszawiacy wynajmowali pokoje, często w domach, w których nie było nawet łazienki, dla niektórych atrakcyjne było już samo miejsce pod namiot z możliwością korzystania ze studni. We wspomnieniach lata te to złoty okres dla mieszkańców, którzy mogli sporo dorobić, wynajmując letnikom każdy skrawek domu i podwórka, organizując stołówki, sprzedając im najrozmaitsze dobra. Miejscowość nadal była atrakcyjna - nad wodą, blisko, z dobrym dojazdem.
W latach sześćdziesiątych Morawinka została oficjalnie przyłączona do najbliższego miasta, jednak przez kolejne dekady nikt - ani mieszkańcy miasta, ani Morawinki, ani władze lokalne - nie traktował jej jako faktycznej dzielnicy. Od miasta dzieliła ją rzeka i kilka kilometrów drogi, a także odmienna historia i zupełnie niemiejski charakter. Co prawda, Morawinka była bardzo rozwinięta pod względem infrastruktury, od samego początku zelektryfikowana, a niedługo po wojnie podłączona do sieci gazowej, a także do sieci telefonów, co w tamtych czasach zdarzało się niezwykle rzadko6. Niemniej pod pewnymi względami jej infrastruktura była zdecydowanie niemiejska - brak latarni w bocznych ulicach, wyasfaltowana jedynie główna ulica, idąca przez środek miejscowości, wszystkie poboczne pozostawione jako bite, leśne drogi (które mimo fatalnego stanu nawierzchni nosiły dumne nazwy: Batorego, Staszica, Wolności, Sobieskiego, Jagiellońska, Czackiego, Mickiewicza). Po zmianie statusu administracyjnego w tej kwestii nic się właściwie nie zmieniło. Najbardziej widocznym skutkiem przyłączenia Morawinki do miasta było pojawienie się działkowiczów. W poszukiwaniu dodatkowych przychodów do budżetu władze zdecydowały się bowiem przeznaczyć część lasów graniczących z Morawinką na dzierżawę wieczystą z możliwością budowania domków letniskowych. Nie udało mi się dotrzeć do żadnych dokumentów z tego okresu, ale z relacji właścicieli działek (w większości to już dzieci lub wnuki pierwszych właścicieli) wynika, że rozeszły się one po trosze wśród przedstawicieli lokalnych władz i ich znajomych oraz - znacznie liczniej - warszawskich, wysoko postawionych przedstawicieli elity, z których część już w poprzednich latach przyjeżdżała do Morawinki do wynajmowanych pokojów. Od lat sześćdziesiątych zaczęła się era intensywnego budowania domków działkowych, powstało ich w Morawince około stu.
Charakter miejscowości znowu uległ zmianie, właściciele nowych domków letniskowych zjeżdżali do nich na cały sezon letni, często z dziećmi na zmianę zostawali dziadkowie, rodzice, ciocie i wujkowie. Nie było już, jak przed wojną, potańcówek w kasynie oficerskim, tylko wieczorki w lokalnej kawiarni. Piękne wille częściowo popadły w ruinę, niektóre wyburzono, inne zamieniono na wielomieszkaniowe domy komunalne, powstawały niewyszukane domy jednorodzinne dla miejscowych mieszkańców. Letnicy natomiast budowali niewielkie domki drewniane (nierzadko typowe dla tamtego okresu, w rodzaju klasycznej letniskowej Brdy) lub murowane (na przykład skupisko trzech identycznych domków zbudowanych w stylu modernistycznym, z płaskim dachem, wielkimi oknami, dużymi tarasami, nowoczesną bryłą budynku). Oczywiście, były wyjątki, takie jak willa naczelnego architekta jednej z warszawskich dzielnic, zbudowana z rozmachem, na sporej działce, która zdołała pomieścić także kort tenisowy oraz basen odkryty - absolutny ewenement w tamtych czasach. Dziś jednak żaden z tych domów (nawet ten wskazywany przez wszystkich dom architekta) nie robi wrażenia specjalnie luksusowego czy ostentacyjnego, większość dość dobrze wtapia się w otaczający krajobraz, nie rażąc ani bryłą, ani użytymi do budowy materiałami, ani wielkością. W tamtych latach, mimo sporych zmian i licznych nowych domków działkowych, Morawinka zachowała część swojego unikalnego charakteru: domy nadal stały w lesie, było cicho i spokojnie, tyle że letnicy stanowili zaledwie część mieszkańców. Podczas wakacji nawiązywały się znajomości i przyjaźnie między lokalnymi mieszkańcami i właścicielami drugich domów.
Pod koniec lat dziewięćdziesiątych XX wieku Morawinka zaczęła intensywnie zmieniać swój charakter - tym razem jej urok dostrzegła lokalna elita z pobliskiego miasta, zaczęli tu budować swoje wille7 miejscowi przedsiębiorcy, lekarze, adwokaci. Na bocznych drogach pojawiły się latarnie, coraz większa liczba ulic została wybrukowana, coraz mniej jest za to drzew, ponieważ nowi mieszkańcy wolą posesje jasne, łatwe do utrzymania, uporządkowane i ozdobione inną roślinnością niż naturalnie występująca w lesie iglastym. Nowo powstałe domy mają też charakter zadbanych czy wręcz pokazowych miejskich rezydencji, a nie letniskowych domków albo wiejskich domów z gospodarczymi podwórkami. Ostatnimi laty zlikwidowano nawet drogowskaz, który dawniej stał przy szosie i wskazywał drogę do Morawinki - władze miasta uznały, że skoro jest to dzielnica, to drogowskaz jest niepotrzebny (lokalny radny Lesław nadal bezskutecznie stara się o jego przywrócenie). Na co dzień jednak mieszkańcy zarówno Morawinki i sąsiednich wiosek, jak też miasta, do którego formalnie należy, nadal mówią o niej jako o odrębnej miejscowości.
Zważywszy na zmieniający się oficjalny status Morawinki, pochodzenie jej mieszkańców, okoliczne miejscowości oraz warszawskich właścicieli działek, warto poświęcić chwilę "wiejskości" Morawinki. W tym przypadku, wyraźniej niż w wielu innych, widać, że trafne może być traktowanie pojęcia wsi jako konstruktu, którego znaczenia są negocjowane przez uczestników interakcji na bieżąco i zmieniają się w miarę potrzeb. Dla działkowiczów Morawinka jest wsią po prostu dlatego, że nie jest Warszawą, nie ma dość rozbudowanej infrastruktury i bloków, zlewa się z innymi okolicznymi miejscowościami, które mają status wsi. Dla mieszkańców miasta, do którego administracyjnie należy, też jest zazwyczaj wsią, bo trzeba do niej dojechać i używanie jej nazwy jako określenia jednej z dzielnic jeszcze się nie przyjęło. Znacznie bardziej złożony jest obraz prezentowany przez samych mieszkańców Morawinki. Zgodnie z koncepcją Anthony'ego P. Cohena to, co od zewnątrz wygląda na dość spójną całość, wewnątrz grupy jest złożone z wielu odrębnych części (por. 2003), w dodatku - bardzo dynamicznych. W relacji do mieszkańców okolicznych wsi niektórzy morawinkowianie czują się lepsi, mówią o sąsiadach na przykład per "chłopaki ze wsi", ale też nigdy nie powiedzą o Morawince "miasto" lub "dzielnica". Z jednej strony można to wiązać z opisaną wyżej historią, z drugiej ze specyficzną zabudową (przed wojną była zbudowana na planie ulicówki, obecnie trochę rozbudowanej, ale nadal bez centralnego miejsca, bez zabudowań administracyjnych), niskimi jednorodzinnymi domami otoczonymi ogrodami, bliskością pól i lasów. Książka ta nie jest zatem opowieścią o relacjach mieszkańców miast i wsi - rzeczywistość jest znacznie bardziej skomplikowana - i używając obu pojęć w ich zmiennych kontekstualnie znaczeniach, staram się oddać tę złożoność.
2.2.2. Przemiany społeczne XX wieku w Morawince
Niezbywalnym elementem relacji między lokalnymi mieszkańcami i przyjezdnymi właścicielami działek są różnice społeczne. Ten element jest bardzo dynamiczny i niewątpliwie inaczej wygląda teraz, wśród obecnych trzydziestolatków, niż sześćdziesiąt lat temu, wśród ich dziadków, niemniej nie można zrozumieć związków łączących obie grupy, nie biorąc pod uwagę tej kwestii.
W latach sześćdziesiątych pani Krysia - wówczas młoda, niewykształcona dziewczyna ze wsi - usługiwała dwóm rodzinom lekarzy i naukowców z Warszawy, którzy początkowo przyjeżdżali jako letnicy do domu jej matki, a pod koniec tych lat wybudowali własne domki letniskowe. Sytuacja była dla wszystkich jasna: to oni mieli pieniądze, dobre wykształcenie, wysoką pozycję społeczną związaną zarówno z pochodzeniem, jak i wykonywanymi zawodami oraz znajomości umożliwiające odpowiednie funkcjonowanie w trudnych czasach socjalizmu. Ona co prawda lepiej orientowała się w lokalnych układach (kogo zatrudnić do naprawy płotu, od kogo kupić mleko, komu powierzyć dzieci pod opiekę itp.) i tą wiedzą mogła się z letnikami podzielić, miała też siłę fizyczną i umiejętność wykonywania pewnych prac, których letnicy woleli się nie podejmować, ale brakowało jej innych atutów, które mogłyby ustawić ją wyżej na drabinie społecznej - tak w oczach letników, jak w jej własnej opinii. Z relacji moich rozmówców wynika, że układ ten nie budził wówczas ani większych sprzeciwów, ani zdziwienia - bliskie były czasy dość powszechnej służby domowej, a stosunki społeczne, ich zdaniem, charakteryzowały się znacznie wyraźniejszymi różnicami statusów, które w publicznym dyskursie socjalistycznym dopiero od niedawna były potępiane.
Obecnie sprawa wygląda już nieco inaczej: właściciele działek często nie należą do elity finansowej8, a lokalni mieszkańcy to nierzadko prężni, coraz lepiej wykształceni młodzi ludzie, pracujący w Warszawie albo prowadzący dobrze prosperujące firmy. Oprócz finansowych także różnice społeczne stały się zdecydowanie mniej oczywiste (por. Leder 2014). W przypadku pani Krysi dodatkowym czynnikiem zmieniającym układ sił jest wiek - ponieważ jest ponad dwukrotnie starsza od obecnych właścicieli działek, jej pozycja w relacjach z nimi jest związana z szacunkiem wynikającym z jej wieku. Ale w przypadku innych relacji miejscowy-działkowicz, w których kwestia wieku wygląda odmiennie (na przykład obie strony mają około sześćdziesięciu lat albo miejscowy pomocnik, wynajmowany do naprawy bramy, pomalowania domu lub wycięcia suchych gałęzi, jest znacznie młodszy od właściciela działki), również widać zmianę pozycji społecznych i w związku z tym - wzajemnych relacji.
Niewątpliwie częściowo przyczyniła się do tego sytuacja ekonomiczna: właścicielom drugich domów trudno znaleźć odpowiedniego wykonawcę, wielu fachowców9 wyjechało za granicę, wielu zarabia wystarczająco, by nie musieli angażować się w dorywcze prace na działkach. Mogą oni dyktować warunki współpracy, nie czują się zależni od działkowiczów. Z drugiej strony, działkowicze też mogą czuć się mniej związani z lokalnymi mieszkańcami - po pierwsze, łatwiej niż dawniej mogą znaleźć i sprowadzić fachowców chociażby z Warszawy10 (choć do wykonania mniejszych prac trudno wzywać kogoś z daleka), po drugie, na miejscu powstało kilka agencji ochrony, które dość dobrze zastępują miejscowych w roli stróżów działek w czasie nieobecności właścicieli. Co prawda, część pracowników agencji ochrony to ludzie miejscowi, ale procedury stosowane w agencjach nie wymagają prawie w ogóle kontaktów między właścicielem a ochroniarzami, pieniądze są przekazywane za pomocą przelewów bankowych, a ochrona polega głównie na patrolowaniu okolicy samochodem, w razie włamania alarm trafia do centrali firmy, która wysyła na miejsce patrol i telefonicznie zgłasza sprawę właścicielowi działki. Tymczasem dawniejszy model opiekowania się działkami zakładał regularne wizytowanie danej posiadłości, niekiedy także sprzątanie, kontakty telefoniczne z właścicielami, osobiste pobieranie honorarium, połączone ze spotkaniami towarzyskimi. W rezultacie więzi między lokalnymi mieszkańcami a właścicielami domków stały się bardziej dobrowolne, mniej wymuszone przez sytuację. Są tacy, którzy nadal cenią sobie te przyjaźnie i podtrzymują je, ale są też tacy, którzy z ulgą porzucili takie relacje, wynajmując firmę ochroniarską (właściciele) lub rezygnując z nieregularnych, dodatkowych zarobków na działkach (miejscowi).
Zmiana relacji sił między obydwiema grupami nie ogranicza się do znacznie większych możliwości zdobycia wykształcenia czy poprawienia sytuacji ekonomicznej. Z biegiem czasu działkowicze przestali dysponować zasobami, których brakowało miejscowym, takimi jak znajomości czy pozycja zawodowa, umożliwiającymi na przykład "załatwienie" wizyty u odpowiedniego lekarza, dostanie się na studia, przeprowadzenie skutecznie jakiejś sprawy urzędowej (por. Dunn 2008). Dziś mieszkańcy Morawinki wiele z tych spraw mogą załatwić po prostu dzięki pieniądzom (na przykład umówić się do danego lekarza na wizytę prywatną), a także dzięki możliwościom technologicznym (na przykład, nie wyjeżdżając z Morawinki, mogą kupić przez Internet potrzebne produkty). Pracując nierzadko w Warszawie, zarabiając co najmniej tyle, ile działkowicze, i mając takie same możliwości komunikacyjne oraz konsumpcyjne, lokalni mieszkańcy w pewien sposób uniezależnili się od pomocy (przede wszystkim organizacyjnej, choć czasami też materialnej), którą dawniej otrzymywali od działkowiczów. Właściciele drugich domów już nie są im potrzebni do funkcjonowania w "szerszym" świecie. Niewykluczone, że obecnie to działkowicze bardziej potrzebują lokalnych mieszkańców, żeby skutecznie pilnować swojej własności poza sezonem lub znaleźć godnego zaufania robotnika do przeprowadzenia remontu.
Dodatkowo, wraz z trwającymi od końca drugiej wojny światowej przemianami społecznymi, zmienił się sposób postrzegania przez mieszkańców Morawinki własnej grupy na tle całego społeczeństwa. Nie było to zjawisko charakterystyczne wyłącznie dla Morawinki czy dla miejscowości letniskowych, ale wiązało się ze złożonym zestawem zmian polityczno-społecznych zachodzących w całym kraju (oraz na świecie). Interesującego obrazu tych przemian dostarcza książka Andrzeja Ledera Prześniona rewolucja - autor ukazuje w niej często przemilczane dotąd aspekty burzliwych zmian społecznych, które miały miejsce zaraz po drugiej wojnie światowej (2014). Oczywiście, trudno tutaj generalizować, ponieważ kwestia własnego społecznego pozycjonowania się odmiennie wygląda u przedstawicieli różnych zawodów, różnych generacji, zależy też od indywidualnych cech, tradycji rodzinnej czy lokalnej. Niemniej w Morawince dość wyraźne jest wzmocnienie własnej pozycji w kontaktach z przyjezdnymi mieszkańcami miast.
Współcześnie miejsce zamieszkania nie ma już tak wielkiego wpływu na styl życia i opisane przeze mnie wyżej możliwości codziennego działania. Oczywiście, wszyscy mieszkańcy Morawinki mają dostęp do Internetu, a w pobliskim miasteczku jest kilka galerii handlowych i supermarketów, a także sklepów z meblami i wyposażeniem wnętrz czy składów budowlanych. Pod względem możliwości konsumpcyjnych mieszkanie w Morawince nie stanowi żadnego ograniczenia, tym bardziej że do Warszawy można dojechać w niespełna godzinę, a autobusy kursują kilkanaście razy na dobę (nie wspominając już o tym, że prawie każda rodzina ma przynajmniej jeden samochód do dyspozycji). Krótko mówiąc, modele życia lokalnych mieszkańców i przyjezdnych właścicieli działek znacząco się zbliżyły, bardzo upodabniając obie grupy do siebie.
Jakie są skutki tych przemian? Ze wspomnień mieszkańców o tym, jak zachowywali się ich rodzice czy dziadkowie, wynika, że przed wojną stosunki między obiema grupami wyglądały zupełnie inaczej. Różnice między warszawską elitą a lokalnymi mieszkańcami były bardzo silne i co istotne - oczywiste dla wszystkich zaangażowanych stron. Różnice te postrzegane były w kategoriach stratyfikacji, na zasadzie wyższości i niższości. Jak pisze Włodzimierz Mędrzecki, dopiero upadek industrializmu osłabił takie postrzeganie różnic społecznych, a zwiększył postrzeganie "różnic horyzontalnych, opartych na zasadzie inności" (2020, 325). Wyraźna była różnica statusu materialnego: oficer wyższej rangi czy dobrze zarabiający przedstawiciel wolnego zawodu miał zarobki nawet kilkudziesięciokrotnie przewyższające dochód chłopa z sąsiadującej z Morawinką wioski (Landau 1971; Leszczyńska, Lisiecka 2014). W rezultacie przedstawicieli obu grup dzieliła przepaść. Doświadczali swoich egzystencji całkowicie odmiennie, przez otoczenie też byli postrzegani jako zupełnie od siebie różni.
W takiej sytuacji sto lat temu przyjeżdżający do Morawinki przedstawiciele elity warszawskiej nie czuli potrzeby dystansowania się od lokalnych mieszkańców, bo ten dystans i tak istniał i był tak wyraźny, że nic nie mogłoby go zniwelować. Dodatkowo, choć obie grupy funkcjonowały niejako w odrębnych światach, obie podzielały pewien zestaw zasad i wartości związanych z obowiązującą hierarchą społeczną: wyższość i związana z nią władza należy w tej relacji do przybyszów, a nie lokalnych. Z relacji moich rozmówców wynika, że w pewnym stopniu sytuacja taka utrzymywała się jeszcze przez kilka dekad powojennych. Potem, wraz z upodabnianiem się warunków życia, różnice społeczne, szczególnie te hierarchicznie ustawione, zaczęły się zacierać, a w każdym razie dotychczasowe wyznaczniki tych różnic uległy zatarciu. W reakcji na to obie grupy zaczęły podejmować działania zmierzające do podkreślenia różnic między sobą, symbolicznego ustanowienia granic i utwierdzenia odmienności.
2.3. Badane grupy
W książce piszę o relacjach między właścicielami działek i lokalnymi mieszkańcami. Ten arbitralny podział wymaga kilku słów wyjaśnienia. Przede wszystkim, jestem świadoma ogromnego wewnętrznego zróżnicowania obu grup11. Wśród poznanych przeze mnie właścicieli działek byli między innymi: sekretarka w hospicjum, niepracująca od kilkudziesięciu lat wdowa po szwedzkim przedsiębiorcy utrzymująca się z zagranicznej emerytury po mężu, profesor uniwersytecki, pracownica wysokiego szczebla w banku, emerytowana urzędniczka, prawnik z prywatną praktyką, emerytowany generał, architekt. Grupa ta składa się w dużej mierze z osób wykształconych, wykonujących prace umysłowe. Wspólnym mianownikiem jednak nie jest dla nich to, jacy są teraz, współcześnie, ale kim byli oni lub ich przodkowie w okresie nabywania działek rekreacyjnych - w latach sześćdziesiątych, siedemdziesiątych, a nieliczni w latach osiemdziesiątych XX wieku. Rodziny wchodzące wówczas w posiadanie domku letniskowego musiały mieć odpowiednie znajomości, być dobrze sytuowane, w większości też - zmotoryzowane12. A zatem były to rodziny uprzywilejowane, należące raczej do elity. Losy ich dzieci i wnuków potoczyły się różnie, część z nich zapewne wcale już nie byłaby zaliczona do elity, ani pod względem zawodowym, ani finansowym, niemniej nadal utrzymuje się wśród nich poczucie pewnej elitarności względem lokalnych mieszkańców Morawinki - w części być może wynikające ze świadomości swoich korzeni, a w części także z własnych osiągnięć i pozycji społecznej.
Z kolei po stronie lokalnych mieszkańców znajdują się zarówno byli chłoporobotnicy, dorywczo pracujący robotnicy niewykwalifikowani, robotnicy wykwalifikowani, bezrobotni, jak też prężnie działający przedsiębiorcy, pracujący w Warszawie specjaliści z wyższym wykształceniem, niepracujące gospodynie domowe. Nie zawsze skupiam się na tym ogromnym zróżnicowaniu wewnętrznym, piszę o nim tam, gdzie uważam, że jest ono istotne i wpływa na opisywane przeze mnie mechanizmy funkcjonowania społeczności. W innych miejscach nie poświęcam mu specjalnej uwagi, ponieważ zaciemniałoby to przedstawiany obraz, nie wzbogacając go o żadne istotne szczegóły. W większości przypadków nie zajmuję się po prostu lokalnymi mieszkańcami, a jedynie tymi z nich, którzy utrzymują jakieś relacje z właścicielami działek, co stanowi mniejszość ogółu. Szczególnie dużo uwagi poświęcam "lokalnym fachowcom", czyli tym, którzy ze względu na wykonywany zawód i posiadane umiejętności oraz wiedzę są wynajmowani przez właścicieli działek do wykonywania różnego rodzaju robót budowlano-remontowych.
Warto poświęcić nieco uwagi grupie, o której właściwie wcale w tej książce nie piszę, choć też należy do społeczności morawińskiej. To najnowsi przybysze, elita z pobliskiego miasta, która w ostatnich dwóch dekadach zbudowała tu okazałe wille. Nie zajmuję się nimi z prostej przyczyny: choć mieszkają w Morawince, funkcjonują tak, jakby ich tam nie było. Właściwie nie utrzymują żadnych relacji ani z lokalnymi mieszkańcami, ani z właścicielami działek. Gdy miejscowy radny opowiadał mi o bolączkach Morawinki, o mieszkańcach i historii, o tej grupie w ogóle nie mówił. Są oni nieobecni w narracjach lokalnych mieszkańców, pojawiają się tylko w opowieściach działkowiczów o wycinkach drzew i ostentacyjnych, brzydkich domach. Ich posiadłości są zazwyczaj ogrodzone wysokimi płotami, zaopatrzone w furtki z dzwonkiem (a często nawet i bez niego). Oni sami wyjeżdżają rano do pracy i wracają późnym popołudniem lub wieczorem, rzadko przebywają na zewnątrz, w ogrodach, raczej nie korzystają też z dwóch znajdujących się w Morawince sklepów. Sąsiedzi niemal nic o nich nie wiedzą, nie utrzymują z nimi stosunków towarzyskich. Udało mi się nawiązać kontakt tylko z jedną taką rodziną13 - rozmowa z jej członkami potwierdziła uzyskane wcześniej informacje o izolacji.
W Morawince jest też bardzo nieliczna grupa, która wymyka się jednoznacznym klasyfikacjom. To przybysze z Warszawy, którzy już dawno temu na stałe osiedli w Morawince, ale nadal nie są do końca "lokalnymi mieszkańcami", choć od właścicieli działek również wiele ich odróżnia14. Utrzymują liczne relacje z sąsiadami, bliższe temu, co łączy lokalnych mieszkańców między sobą niż z działkowiczami. Są też zaprzyjaźnieni z właścicielami działek - zaprzyjaźnieni w sposób charakterystyczny dla przyjezdnych, a nie dla opisanych niżej "przyjaźni przysługowych", łączących lokalnych mieszkańców z działkowiczami, upraszczając: są zaprzyjaźnieni na równej stopie. Jedna z tych rodzin prowadzi lokalną restaurację, druga to architekci, trzecia wykonuje pracę zdalną dla zleceniodawców z Warszawy. Nie są więc powiązani ekonomicznie z lokalną społecznością, nawet restauratorzy obsługują raczej działkowiczów oraz podróżnych przejeżdżających przez Morawinkę - restauracja nie jest nastawiona na lokalnych klientów (właściciele opowiadali mi nawet, że specjalnie wysoko ustawili poprzeczkę cenową, żeby lokalni mieszkańcy nie traktowali ich lokalu jako pijalni piwa). Wszyscy oni mieszkają w Morawince już od 30-40 lat, wrośli więc w lokalną społeczność, ich dzieci chodzą do miejscowej szkoły, a oni sami aktywnie uczestniczą w lokalnym życiu, choć nie zawsze realizując wizje zgodne z tym, co akceptowane przez ich sąsiadów. W rozmowach ze mną prezentowali poglądy bliższe właścicielom działek niż lokalnym przedsiębiorcom, sami sytuowali się w tym krajobrazie raczej jako ludzie z zewnątrz, obserwujący lokalność Morawinki jako interesujące zjawisko. Podczas badań sporo rozmawiałam z wszystkimi trzema rodzinami, spotykałam się z nimi po kilka razy. Pomagali mi bardzo chętnie, wspólnie ze mną zastanawiali się nad proponowanymi przeze mnie interpretacjami, próbowali dostarczyć interesujących i wartościowych informacji. Ich usytuowanie społeczne, niejako w zawieszeniu pomiędzy głównymi grupami, które opisuję, było bardzo cenne. Chociaż więc nie zajmuję się nimi wprost, czerpię z przeprowadzonych z nimi wywiadów, ponieważ potrafili oni rzucić nowe światło na działania i postawy zarówno lokalnych mieszkańców, jak i działkowiczów.
2.4. Drugie domy
Jednym z ważnych kontekstów dla omawianego tu tematu jest zjawisko tak zwanych drugich domów, w Polsce częściej nazywanych działkami lub domkami letniskowymi. Literatura dotycząca tej kwestii rzadko bazuje na wynikach badań antropologicznych, czy szerzej, z wykorzystaniem badań jakościowych. Najczęściej są to analizy ekonomiczne lub socjologiczne na metapoziomie. Poruszane są, między innymi, takie problemy jak: wpływ działań właścicieli drugich domów na stan rolnictwa i ceny nieruchomości (Gallent, Tewdwr-Jones 2000); uwarunkowania lokalne wpływające na atrakcyjność danych regionów, wpływ na decyzje o lokalizacji drugich domów (Hall, Müller 2004; Adamiak 2016); wartość upraw z ogrodów przy drugich domach i udział w budżecie domowym (Struyk, Angelici 1996); problemy migracji i drugich domów (Paris 2010).
W literaturze przedmiotu zauważyć można różnice w wyborze podejmowanych tematów pomiędzy poszczególnymi krajami. W kontekście Wielkiej Brytanii ważnym w ostatnim czasie zagadnieniem jest praktyka kupowania drugich domów przez obywateli tego kraju, szczególnie emerytów, w Europie Południowej oraz społeczne i ekonomiczne konsekwencje tych decyzji (Williams, King, Warnes 1997; Hoggart, Buller 1995; King, Warnes, Williams, 2000; Williams i in. 2000). Na przykładzie Rosji i innych krajów byłego ZSRR analizowany jest specyficzny dla tego obszaru fenomen "daczy" (Barksdale 1974; Caldwell 2011; Southworth 2006; Zavisca 2003; Seeth i in. 1998). Badania drugich domów są szczególnie popularne w krajach skandynawskich, gdzie - podobnie jak w Rosji - tradycja korzystania z domów letniskowych jest bardzo popularna (Haldrup 2004; Müller 2002; Tress 2002; Marjavaara, Müller 2007; Müller 2007). Ten obszar badawczy zainspirował też badaczy poza Europą i Stanami Zjednoczonymi (Visser 2006). Nawet w publikacjach, które porównują sytuację w wielu krajach, Polska zazwyczaj nie jest ujmowana. Jedyną publikacją, która opisuje w sposób wieloaspektowy to zjawisko w polskim kontekście jest książka "Drugie domy" a zrównoważony rozwój obszarów wiejskich (Czarnecki, Heffner 2011; por. też 2008; Adamiak 2018; Szczurek, Zych 2012). Ponadto istnieją rozproszone publikacje odwołujące się do kategorii drugich domów (wymiennie stosowany jest termin "domy letniskowe") w ramach badań turystyki i rozwoju regionalnego (Mika 1997).
1 Grant NCN nr 2013/09/B/HS3/04302 realizowany w latach 2014-2018, pod kierownictwem autorki.
2 Krótsze wyjazdy były realizowane przez wykonawców w grancie, dłuższy - przez kierowniczkę grantu. Badania były prowadzone: w Morawince Leśnej przeze mnie, w Serwach przez Katarzynę Król, w Urlach przez Marka Kaletę oraz Jagodę Schmidt. Dodatkowo spędziłam kilka dni zarówno w Serwach, jak i Urlach, co umożliwiło mi lepszą pracę nad zebranymi przez pozostałych etnografów materiałami na późniejszym etapie projektu.
3 Spis wykorzystanych w pracy pogłębionych wywiadów etnograficznych znajduje się na końcu książki, tam również umieściłam wyjaśnienia dotyczące oznaczeń literowych i liczbowych wywiadów oraz opis rozmówców.
4 Wszystkie cytaty z literatury po angielsku przytaczane są w tłumaczeniu autorki.
5 Nazwa miejscowości, imiona rozmówców oraz niektóre wrażliwe dane zostały zmienione, by uniemożliwić identyfikację badanego miejsca oraz poszczególnych osób.
6 Podczas badań słyszałam różne teorie na ten temat, zwykle sprowadzające się do roli wysoko postawionych właścicieli działek rekreacyjnych, którzy potrafili "załatwić" w Warszawie wszystko, czego potrzebowali, wspominano w tym kontekście zarówno o ministrach, jak też wojskowych, którzy mieli odpowiednio używać swoich wpływów, by zapewnić sobie wygody na okres letnich wakacji.
7 Służące stałemu zamieszkaniu, nie drugie domy.
8 Członkowie warszawskiej elity finansowej preferują dziś raczej inne sposoby spędzania urlopów niż przesiadywanie na działce leśnej w miejscowości odległej od stolicy o pięćdziesiąt kilometrów, choć w ostatnich latach można zaobserwować powolny powrót do tego trendu. Wiosną 2020 roku, gdy wprowadzono liczne obostrzenia związane z pandemią COVID-19, wielu działkowiczów pracowało zdalnie właśnie ze swoich drugich domów. W tym okresie też sprzedano wiele działek, na których od lat wisiało ogłoszenie "na sprzedaż".
9 Objętych badaniami pracowników remontowo-budowlanych nazywam tutaj "fachowcami", ponieważ termin ten najlepiej oddaje zarówno to, jak postrzegają ich zleceniodawcy, jak i ich własny obraz siebie. Większość z nich pracuje na własny rachunek (często bez oficjalnie zarejestrowanej działalności), niektórzy współpracują z innymi, tworząc zespoły. Dla szerszego kontekstu tego pojęcia por. Sennett 2010.
10 Bardziej szczegółowo piszę o tym w rozdziale "Od neutralności do obcości".
11 Za bardzo istotny postulat metodologiczny uważam traktowanie wsi jako całości niehomogenicznej, złożonej z wielu zróżnicowanych grup i jednostek (por. A. Krzyworzeka 2014), o czym pisało wielu antropologów m.in. Michał Buchowski (1996, 17-19 i nast.), Frank Cancian (1989, 147 i nast.), William Roseberry (1989, 122 i nast.), Mark Harris (2005, 424 i nast.), a także Jan Stanisław Bystroń (1947, 31-32).
12 W Morawince jest co prawda stacja kolejowa, ale znajduje się ona około dwóch kilometrów od miejsca, w którym usytuowane są współcześnie działki rekreacyjne. Transportowanie materiałów budowlanych, wyposażenia, a potem corocznie aprowizacji na letnie tygodnie byłoby bardzo uciążliwe bez własnego środka lokomocji.
13 Najnowsi przybysze stanowią mały (choć systematycznie rosnący) odsetek mieszkańców Morawinki, to około dwudziestu rodzin.
14 W ostatnich latach coraz więcej badań poświęconych jest właśnie tej grupie, choć zazwyczaj to przybysze nowsi niż ci w Morawince, posttransformacyjni. Właściwie bliżej im do wcześniej opisanej elity z pobliskiego miasteczka. Niemniej warto te podobieństwa i różnice śledzić, nawet jeśli są bardzo silnie uwarunkowane lokalnie (por. Laskowska-Otwinowska 2008a; 2008b; Kwiatkowska 2005).