Wprowadzenie
Co ma piernik do humoru?
Oferta, jaka wita nas w supermarketowym dziale ze słodyczami, może przyprawiać o zawrót głowy. Z obficie zaopatrzonych półek do naszych koszyków mogą wskoczyć czekolady i batoniki, wafle i ciastka, żelki, twarde i miękkie cukierki i wiele, wiele innych produktów rodem z koszmaru stomatologa. Różnorodność ich wersji i odmian jest jednak w pewnym sensie powierzchowna. Jeśli obrócimy opakowanie kilku z nich i dokładniej przyjrzymy się składowi, zauważymy, że wszystkie te smakowitości zawierają cukier. Ba, nawet w gorzkiej czekoladzie znajduje się on na drugiej pozycji listy składników. Gdyby w sytuacji wybierania towaru w dziale ze słodyczami obserwował nas antropolog z obcej planety, mógłby dojść do wniosku, że ludzie przywiązują szczególną wagę do tego, w jakiej konkretnie postaci do ich organizmów zostanie dostarczona kolejna porcja cukru.
Odpowiedź na pytanie, dlaczego ludzie lubią słodkie produkty, wydaje się dosyć prosta. Cukier stanowi dla nas źródło energii potrzebnej do prawidłowego funkcjonowania, stąd też w toku rozwoju gatunkowego u ludzi wykształciły się związane z jego preferencją mechanizmy fizjologiczno-anatomiczne i motywacyjne: począwszy od występowania na języku i w jamie ustnej specjalnych receptorów słodkiego smaku oraz obecności w ślinie enzymów, które wstępnie rozkładają cukry złożone na prostsze (a zarazem bardziej słodkie), a skończywszy na aktywizowaniu się - w odpowiedzi na doświadczenie słodkości - struktur mózgowych związanych z tzw. układem nagrody[1].
Gdyby jednak ten sam kosmiczny antropolog skręcił w alejkę ze sprzętem RTV, być może w oczy (lub w inne narządy pełniące podobne funkcje) rzuciłaby mu się ramówka jednego z kanałów komediowych. Kanały takie jak Comedy Central czy Fox Comedy nadają w trybie 24/7 programy, których różnorodność z powodzeniem porównać można do tej napotkanej wcześniej na półce ze słodyczami. Humor przedstawiany w kontekście bliskich relacji społecznych i typowych, codziennych sytuacji (Przyjaciele, Jak poznałem waszą matkę) sąsiaduje tam z takim, do którego zrozumienia potrzebna jest określona wiedza (Teoria wielkiego podrywu) czy znajomość specyficznego kontekstu (Ucho Prezesa), a obok występów typu stand-up (Comedy Club) emitowane są adresowane do dorosłych widzów kreskówki komentujące współczesną rzeczywistość w sposób idący pod prąd powszechnym normom i wartościom (Miasteczko South Park, Family Guy). O ile jednak zróżnicowane formy łakoci można próbować sprowadzić do wspólnego, cukrowego mianownika, o tyle podobny zabieg nie wydaje się równie łatwy w odniesieniu do humorystycznych treści. Humor może być serdeczny lub ironiczny, sprośny lub absurdalny, oparty na językowych skojarzeniach czy potknięciach lub osadzony w danej sytuacji. Może on pojawiać się spontanicznie, ale równie dobrze może być wynikiem wypracowanego działania, jak w przypadku programów typu "ukryta kamera" lub żartów opartych na tzw. wkrętce.
Wymieniać można by jeszcze długo, jednak nawet już powyższa wyliczanka pokazuje, że humor stanowi frapujące i skomplikowane zjawisko. Jeśli dodać do tego jeszcze całą związaną z humorem "mechanikę", obejmującą aspekty związane z jego nadawaniem i odbiorem oraz odnoszące się do takich zachowań jak śmianie się i uśmiechanie, zaczyna się robić naprawdę poważnie...
Śmiech na sali filozofów
Nie tylko wyniki badań naukowych, ale i codzienne doświadczenie podpowiadają nam, że ludzie z reguły lubią się śmiać. Przykładowo, prace antropologów donoszą o występowaniu przejawów humoru we wszystkich ludzkich społecznościach[2], a poczucie humoru jest wymieniane zarówno przez mężczyzn, jak i kobiety wśród cech najbardziej pożądanych u wymarzonych partnerów romantycznych[3]. O uniwersalności potrzeb związanych z humorem świadczyć mogą też starożytne korzenie satyry i komedii[4]. Już w komediach Arystofanesa (V-IV wiek przed Chrystusem) znajdziemy elementy, które wydadzą się swojskie nawet współczesnym konsumentom humoru, takie jak odwołania do sfery seksualno-fizjologicznej, żarty językowe, nadawanie znaczących nazw postaciom czy miejscom, odwołania do aktualnych (oczywiście w danym czasie) tematów polityczno-społecznych, a nawet elementy humoru absurdalnego[5].
Starożytny rodowód mają także pierwsze próby opisania i zrozumienia związanych z humorem zjawisk[6]. Posadzony na kanapie przed sączącą się z telewizora treścią seriali komediowych Platon (424-348 p. n. e.) zapewne mocno by się krzywił i zżymał[7]. Według tego filozofa wszelkie formy artystycznego wyrazu, do których należą również przedstawienia komediowe, mogą wyzwalać w ludziach emocje i namiętności. Te zaś oddalone są biegunowo od działania opartego na rozumie, czyli cesze człowieka mającej najwięcej wspólnego ze światem idei, do których należą dobro, prawda i piękno. Boskie idee odbijają się w naszym świecie w niedoskonałej formie, a humor - którego siła tkwi w wykrzywianiu rzeczywistości - prowadzi do jeszcze większego oddalenia człowieka od doskonałych form. Szczególnie niegodne jest zaś to, że przedmiotem humoru są ludzkie wady, jak choćby głupota, skłonność do korupcji czy zazdrość. Człowiek śmiejący się z nich w rzeczywistości czerpie więc radość z przejawów zła. Rozmyślne prowokowanie do śmiechu można rozumieć zatem jako godne napiętnowania celowe sprowadzanie człowieka na ścieżkę upadku.
Siedzący tuż obok na tej samej kanapie Arystoteles (384-322 p. n. e.) powiedziałby pewnie swojemu nauczycielowi, że w krytyce śmiechu grubo przesadza. Według autora Poetyki[8] istota sztuki w każdej swojej postaci tkwi w naśladownictwie i nie inaczej jest ze sztukami dramatycznymi - tragedią i komedią[9]. Obie one dokonują jednak zgodnych z precyzyjnymi konwencjami przekształceń, w wyniku których u odbiorców rodzą się konkretne, przewidywalne przeżycia. Tak więc tragedia pokazywać może historie ludzi charakteryzujących się szlachetnymi cechami, którzy w miarę posuwania się fabuły popadają w coraz większe nieszczęście. Zapoznający się z ich losami widzowie doświadczają zaś współczucia i trwogi, tym bardziej że dobrze skrojona tragedia nie powinna zmierzać do happy endu. Śmieszność przedstawiana w komedii bierze się z ukazywania ludzi gorszych, których wady nie idą jednak w parze z ich osobistym cierpieniem. Komediowy tok fabuły powinien doprowadzać do przemiany "nieszczęścia w szczęście", czyli końca ukazującego triumf cnót nad przywarami.
W kontekście Arystotelesowskiego myślenia o komedii warto zwrócić przy tym uwagę na trzy aspekty. Po pierwsze, wygląda na to, że przeżycia widza biorą się z zestawienia posiadanego wcześniej przekonania "jak być powinno" ze scenicznym "jak jest". Wbrew temu, co mógłby sądzić na ten temat Platon, komiczne prezentowanie wad nie zmierza wcale do ich akceptacji. Gdyby do tego doszło, "jak jest" zrównałoby się z "jak być powinno", a więc komedia nie byłaby niczym innym jak pozbawionym śmieszności, fabularyzowanym dokumentem. Po drugie, z czym zgodziłoby się pewnie też wielu dzisiejszych komików, śmieszność może i jest doświadczana przez widza jako powstająca spontanicznie, ale z perspektywy twórcy pojawia się jako rezultat przemyślanego procesu "podprowadzenia" odbiorcy do takiego efektu. Po trzecie wreszcie, komedia powinna mieć swoje własne, niezależne od preferencji widzów ramy, które wyznaczają zakres pojawiającego się w jej trakcie humoru. Według Arystotelesa dobrze kończące się przedstawienie tragiczne odchodziłoby od swojej prawidłowej postaci i choć być może podobałoby się publiczności, to jego wzniosły cel dydaktyczny nie zostałby zrealizowany. Podobnie byłoby zresztą z komedią, która kończyłaby się tragicznie, na przykład poprzez triumf zła. We współczesnej ofercie komediowej Arystotelesa przekonałaby więc pewnie konstrukcja akcji licznych komedii romantycznych, ale już choćby takie Wszystko gra (reż. Woody Allen) czy Starsza pani musi zniknąć (reż. Danny DeVito) mogłyby zostać uznane przez niego za dzieła skandaliczne.
O ile Platona i Arystotelesa można uznać za teoretyków humoru, o tyle starszy od nich Sokrates (469-399 p. n. e.) zasłużył sobie w pełni na miano praktyka dowcipu, a być może również prekursora żartów typu "wkrętka". Filozof ten wśród celów swojej działalności stawiał demaskowanie wiedzy pozornej, posiadanej przez osoby pyszne, przyoblekające się w niezasłużony szacunek. Aby to osiągnąć, stosował ironiczną technikę polegającą na przedstawianiu samego siebie jako człowieka nieporadnego, zagubionego i poszukującego wsparcia. Poznając opinię rozmówcy w danej sprawie, początkowo udawał, że ją przyjmuje, by następnie poprzez kolejne pytania i prośby o doprecyzowanie danej kwestii zapędzić go w kozi róg oraz doprowadzić do wściekłości i blamażu przed przysłuchującą się dyskusji publicznością. W działaniu Sokratesa zawarta była premedytacja - on sam dobrze wie, jak dyskutować z innymi, ale wie również, że zaczepiona przez niego osoba ma o nim inne mniemanie. Niczym wschodni wojownik stosujący techniki "pijanego boksu", mając w danej sytuacji przewagę realną, dąży do bycia postrzeganym jako osoba o niższej pozycji. Wie dodatkowo, że partner w dyskusji właściwie jest na straconej pozycji, ale nie stara się wyprowadzać go z błędu na temat jego pozornej przewagi. Obserwator tego typu sytuacji, mający wiedzę na temat jej typowego przebiegu (na przykład na podstawie znajomości wcześniejszych "występów" Sokratesa), może dostrzegać komizm w istnieniu scenariusza, z którego przynajmniej jedna z zaangażowanych w niego osób nie zdaje sobie sprawy.
Należy wspomnieć, że sam Sokrates nie dążył do tego, aby kogokolwiek ośmieszać dla kaprysu. Chodziło mu raczej o to, aby człowieka nieświadomego swoich fałszywych przekonań najpierw z nich gruntownie wyzwolić, a potem zmotywować do wysiłku prowadzącego do odkrycia prawdy na dany temat. Z perspektywy współczesnej wiedzy o mechanizmach wpływania na ludzi metoda, jaką przyjął filozof, wydaje się bardzo ryzykowna - wykazanie niekompetencji na forum publicznym większości ludzi nie zachęciłoby raczej do dalszego obcowania z tym, kto zdemaskował ich niekompetencję. Niemniej jednak można powiedzieć, że kawały Sokratesa miały wiele wspólnego i z humorystycznymi "wkrętkami", i z podejściem rozwijanym również w dzisiejszym edukowaniu poprzez zabawę.
Bliżej naszych czasów pogłębione studium śmiechu i okoliczności, jakie go wywołują, z filozoficznej perspektywy przeprowadził Henri Bergson (1859-1941), którego rozważania zawarte w pracy Śmiech. Esej o komizmie poruszają liczne struny o wydźwięku psychologicznym. Według tego myśliciela komizm pojawia się tylko w kontekście czynnika ludzkiego, a wszędzie tam, gdzie powodem śmiechu nie są ludzie (na przykład kiedy bawią nas zachowania zwierząt), w rzeczywistości mamy do czynienia z wyobrażaniem sobie jego źródła w antropomorficzny sposób[10]. Człowiek jest więc zarówno jedynym odbiorcą, jak i jedynym prawdziwym generatorem komizmu. Bergson mówi również, że warunkiem koniecznym humoru i związanych z nim reakcji jest przybranie zdystansowanej i pozbawionej współczucia postawy względem źródła śmiechu. Człowiek emocjonalnie zaangażowany traci bowiem zdolność do rozbawienia. Ponieważ zaś źródłem komizmu może być wyłącznie człowiek, śmiech wymaga przynajmniej częściowego potraktowania człowieka jako nieczłowieka, czyli... uprzedmiotowienia. Spójrzmy choćby na taki oto dowcip:
Rozmawia dwóch znajomych. Jeden z nich pyta:
- Słuchaj, Krzysiek. Masz trójkę dzieci, a wszystkie takie grzeczne, usłuchane i uczynne. Jak ty to robisz?
- Cóż, zacznijmy od tego, że kiedyś miałem czwórkę...
Żart ten został przez autora "przetestowany na ludziach" i reakcje na niego w przeważającej mierze były pozytywne. Całość przestaje jednak być zabawna, gdy tylko zaczniemy wyobrażać sobie pełny kontekst opisywanej w kawale sytuacji, obejmujący przemoc fizyczną, bezsilność i podszytą strachem ciągłą czujność.
Poczucie komizmu w związku z przyjęciem zdystansowanej perspektywy wskazywane jest przez Bergsona również w kontekście charakterystycznego dla człowieka napięcia pomiędzy tym, co duchowe, refleksyjne i twórcze, a tym, co cielesne, materialne i automatyczne. Człowiek może być postrzegany jako śmieszny w każdej z tych sytuacji, w których jego działanie upodabnia się do maszyny lub kiedy stara się takiemu działaniu silnie przeciwstawić. To ciekawe ujęcie otwiera drogę do przypisywania pierwiastka śmieszności bardzo licznym okolicznościom. Śmieszność parodii może brać się z tego, że ktoś - podobnie jak maszyna - odtwarza zachowanie innej osoby. Śmieszność człowieka, który przewrócił się na skórce od banana, wynika z tego, że proces poruszania się stał się w jego przypadku tak bezrefleksyjny i automatyczny, że stracił on orientację w otoczeniu.
Z innej perspektywy śmieszność objawiać może się również w sytuacjach, w których człowiek "daje się ponieść" własnej fizjologii (na przykład śpi, je czy poszukuje doznań seksualnych w sposób spostrzegany jako przesadny), i wtedy, gdy próbuje się na siłę przeciwstawiać procesom dotykającym ludzkie ciało, takim jak starzenie się czy śmierć. Koncepcja Bergsona pozwala więc odnieść się do znanego wielu z nas z codziennego życia zjawiska "niewesołej śmieszności".
Ewolucja proszona na scenę
Bergson poświęcił wiele uwagi przyczynom śmiechu i zauważył, że pomiędzy rzeczami śmiesznymi i poważnymi trudno jest wskazać wyraźną granicę. Z jednej strony o śmieszności decydować może konwencja (ubiór klauna śmieszy, a ubiór listonosza już nie, jednak w obu przypadkach przypisywane im znaczenie jest umowne), z drugiej zaś wiele zależy od tego, jak bardzo w danej sytuacji zostaną zawieszone współczucie i empatia. Spójrzmy pod tym kątem na treść musicalu Kabaret[11], który przynajmniej w tytule obiecuje nam wiele radosnej rozrywki. Przeplatają się w nim losy ludzi doświadczających zawiedzionej miłości, płonnych nadziei i dramatycznych wyborów, dla których tłem są rozkwit totalitarnego ustroju i uprzedzenia rasowe. Mimo to w finałowej piosence widowiska padają słowa wskazujące na występowanie w tym wszystkim pierwiastka śmieszności: "Bo życie kabaretem jest i tak je trzeba brać!". Podejście takie trudno nam z marszu zaakceptować, ponieważ raczej przyzwyczajeni jesteśmy do oddzielania sfery komizmu i śmieszności od innych sfer życia codziennego. Księga Koheleta poucza wręcz, że "[Jest] czas płaczu i czas śmiechu, czas zawodzenia i czas pląsów" (Koh 3,4). Jak więc czuć rozbawienie w obliczu tak poważnych problemów jak te pojawiające się w życiu bohaterów Kabaretu? Przewrotnej odpowiedzi na tak postawione pytanie dostarcza psychologia ewolucyjna, u której podstaw znajdują się dwa podstawowe założenia: po pierwsze, życie to właściwie nic innego jak niekończące się pasmo poważnych problemów piętrzących się przed organizmami żywymi, a po drugie, ludzki umysł można postrzegać jako urządzenie wyspecjalizowane w radzeniu sobie z takimi problemami[12]. Sama sfera humoru to zaś nie żaden "bonus do bycia człowiekiem", ale efekt pracy tego urządzenia.
Ewolucyjne podejście w psychologii czerpie pełnymi garściami z teorii przedstawionej w XIX wieku przez Karola Darwina. Dzięki licznym obserwacjom świata roślin i zwierząt oraz błyskotliwości swojego umysłu brytyjski przyrodnik i podróżnik sformułował koncepcję mówiącą, że obserwowane na całej Ziemi świetne dopasowanie aktualnie żyjących gatunków do warunków środowiskowych jest wynikiem długiego doboru naturalnego. Proces ten, mówiąc zwięźle, polega na systematycznym promowaniu osobników charakteryzujących się cechami bardziej sprzyjającymi przetrwaniu i rozmnażaniu oraz równie systematycznej eliminacji tych organizmów, których cechy okazywały się mniej konkurencyjne w danych kontekstach środowiskowych. Działanie doboru naturalnego widać choćby na przykładzie ryb i morskich ssaków, takich jak wieloryby, orki czy delfiny. Choć linie rozwojowe ryb i ssaków rozdzieliły się wiele milionów lat temu, to na pierwszy rzut oka zwierzęta te wykazują wiele podobieństw anatomicznych, jak choćby wydłużony kształt ciała czy płetwy. Podobieństwa te są wynikiem życia w podobnym otoczeniu i podlegania podobnym presjom selekcyjnym, promującym umiejętność poruszania się w gęstszym od powietrza i stawiającym większy opór środowisku wodnym. Mniej oczywisty wydaje się fakt, że w obrębie danego gatunku ewolucyjnym presjom podlegają również mechanizmy działania poszczególnych organów ciała - płetwy jednych delfinów sprawdzają się lepiej niż innych (na przykład pozwalają na szybsze doścignięcie zdobyczy lub bardziej zwrotne manewry unikowe w trakcie spotkań z drapieżnikami czy walk z innymi delfinami), co przyczynia się do utrwalania takiego właśnie wzoru ich budowy i działania w ogólnej populacji tych zwierząt. Podobnie jest z ich oczami, wątrobami, płucami i tak dalej. To samo odnosi się do pozostałych organizmów na Ziemi, w tym ludzi. Fundamentalne postulaty psychologii ewolucyjnej podkreślają natomiast fakt, że ludzki mózg również jest organem ukształtowanym w wyniki procesu doboru naturalnego. W naszych mózgach zachodzą niezliczone procesy odpowiadające za relacje ze światem zewnętrznym, zarówno w jego fizycznej (przyroda ożywiona i nieożywiona), jak i społecznej (inni ludzie) postaci. To, jak zachodzą te procesy, nie jest jednak kwestią dowolną, ale ma umocowanie w dotychczasowej historii naszego gatunku.
Kiedy psychologowie ewolucyjni zastanawiają się nad tym, dlaczego jedne smaki lubimy, a innych unikamy, dlaczego jedni ludzie wywołują w nas pożądanie lub instynkty opiekuńcze, a inni odrazę lub agresję bądź dlaczego jedne lęki występują w populacji ludzkiej z wyższą częstotliwością niż inne, najczęściej zaczynają swoje dociekania od możliwych wyzwań środowiska fizycznego i społecznego, w odpowiedzi na które mogły kształtować się mechanizmy odpowiadające za określone reakcje fizjologiczne, postawy czy zachowania. Nie inaczej jest z humorem, śmiechem i uśmiechem: ich wpływem na funkcjonowanie organizmu, całą menażerią czynników zwiększających lub zmniejszających prawdopodobieństwo ich pojawiania się oraz znaczeniem, jakie mają one w sytuacjach solo oraz w kontaktach z innymi ludźmi, a także dalszymi ich konsekwencjami.
Co dalej?
Filozoficzne podejścia do kwestii humoru i związanych z nim reakcji stanowią przejawy najdawniejszej refleksji nad tymi zjawiskami, natomiast psychologia ewolucyjna jest jednym z podejść najświeższych. Obie te perspektywy jeszcze nieraz pojawią się na kartach tej książki. Przedstawiając poszczególne zagadnienia, będziemy starali się dostrzec ich echa w dawnych rozważaniach najbystrzejszych umysłów w historii ludzkości, których właściciele w swoim oglądzie rzeczywistości nie umieli przejść obojętnie obok zjawisk związanych z komizmem. Często będziemy również zastanawiać się nad tym, dlaczego dany związany ze sferą humoru mechanizm działa tak, a nie inaczej, do czego psychologia ewolucyjna dostarcza bardzo przydatnych narzędzi.
W rozdziale pierwszym odbędziemy podróż do czasów, gdy rozwijały się pierwsze koncepcje psychologiczne związane z poczuciem humoru. Poznamy poglądy, jakie mieli na ten temat William James (1842-1910) oraz Zygmunt Freud (1856-1939), którzy na dobrą sprawę mogliby ze wzmiankowanym wcześniej Henrim Bergsonem spotkać się przy kawie. Poznamy również wyniki badań nad humorem, jakie jeszcze w latach czterdziestych XX wieku prowadził Hans J. Eysenck (1916-1997), będący twórcą jednej z najbardziej wpływowych teorii temperamentu.
W rozdziale drugim zanurzymy się w założenia poznawczych teorii humoru, które obecnie przeżywają rozkwit w związku z rozwojem kognitywistyki oraz badań neuroobrazowych nad funkcjonowaniem mózgu. Nawiązująca do biologicznej teorii sygnalizacyjnej koncepcja humoru jako wskaźnika cech pożądanych u potencjalnych partnerów została przedstawiona w rozdziale trzecim, natomiast rozdział czwarty zapozna nas z ujęciem upatrującym w humorze narzędzia wykorzystywanego w celu wykrywania potencjalnych sojuszników i wrogów. Kolejny rozdział omawia szeroko wykorzystywaną w badaniach psychologicznych koncepcję stylów humoru zaproponowaną przez Roda A. Martina.
W następnych dwóch rozdziałach prześledzimy kwestie związane ze sposobami wyrażania rozbawienia - uśmiechem i śmianiem się. Książka na temat psychologicznych koncepcji związanych z humorem nie byłaby kompletna bez przedstawienia ich związków z innymi aspektami funkcjonowania ludzkiej psychiki, dlatego też rozdział ósmy otworzy przed nami świat zjawisk z zakresu psychopatologii i zaburzeń psychicznych, modyfikujących sposób, w jaki ludzie odnoszą się do śmiechu i radości oraz czynników, które je wywołują. Dla równowagi zapoznamy się w nim również z wynikami prac z zakresu psychologii pozytywnej, koncentrujących się na radosnej stronie ludzkiego życia, w których dobre samopoczucie traktuje się nie tylko jako cel sam w sobie, ale jako zasób wykorzystywany do osiągania innych celów - poprawy wskaźników zdrowotnych, zwiększania wytrwałości działań czy uwalniania od sztywnych, utrudniających radzenie sobie z życiowymi sytuacjami schematów i automatyzmów. Po każdej części książki spróbujemy jeszcze zmierzyć się z kilkoma ćwiczeniami nawiązującymi do przeczytanych przed chwilą zagadnień. Dla rozgrzewki pierwsze ćwiczenia pojawią się już pod koniec niniejszego wprowadzenia.
I jeszcze dwa słowa na koniec
Niektórzy uważają, że naukowy namysł nad humorem i sposobami, w jakie ludzie na niego reagują, to zadanie karkołomne czy wręcz z góry skazane na porażkę. Choć jak większość z nas sceptycy ci pewnie lubią się śmiać w odpowiedzi na humorystyczne treści i sytuacje, nie są chętni poznawać tematu humoru "od zaplecza", być może bojąc się, że straci on przez to swój urok i moc rozśmieszania. Przypomina to nieco sytuację, w której zachwycamy się smakiem jakiejś potrawy, ale uważamy, że poznanie sposobu, w jaki została przyrządzona, odebrałoby nam radość jej kosztowania i apetyt na kolejne porcje. Tak jednak wcale być nie musi! Podobnie jak przyjemność z bujania się na hamaku nie zmniejsza się w sytuacji zaznajomienia się z fizycznym mechanizmem działania wahadła, a fizjologowie nie muszą być grupą ludzi chronicznie niezadowolonych z seksu, tak poznanie wyników badań nad humorem nie musi sprawiać, że od teraz każdy dowcip, skecz, anegdotę czy gag będziemy przyjmować z jednostajnie zblazowanym wyrazem twarzy. Obcowanie z humorem w kontekście wiedzy na jego temat może bardziej przypominać patrzenie na nocne niebo. Zachwyt nad pięknem gwiazd nie wymaga żadnej wiedzy na temat ich natury, ale gdy wie się co nieco o budowie kosmosu i mechanice zachodzących w nim zjawisk, doświadczenie to może jeszcze przybierać na intensywności.
Ćwiczenia
1. W następnych rozdziałach poznamy liczne koncepcje psychologiczne dotyczące humoru, żartów i okoliczności, w których się one pojawiają. Zanim jednak nasze głowy zapełnią się nową wiedzą i perspektywami, spróbujmy zastanowić się nad tym, jakie formy humoru bawią nas szczególnie, a jakie wywołują nasz sprzeciw lub tylko obojętne wzruszenie ramion. A może wśród setek usłyszanych w życiu dowcipów znajduje się jeden czy dwa, które uważamy za ulubione i potrafiące rozśmieszyć nas pomimo tego, że dobrze je znamy? Nasze przemyślenia i ulubione dowcipy zapiszmy sobie na kartce. Kiedy już skończymy czytać tę książkę, wrócimy do tamtych zapisków i sprawdzimy, czy w toku lektury jesteśmy w stanie je nieco lepiej zrozumieć.
2. Henri Bergson twierdził, że sytuacje życiowe wydają nam się śmieszne wtedy, gdy na chwilę wyłączamy naszą sferę uczuciową oraz gdy w zachowaniach innych ludzi dostrzegamy automatyzację lub wysiłek zmierzający do przeciwstawiania się procesom mającym swoją nieuchronną dynamikę. Podejście to wyjaśnia, dlaczego ludzi śmieszy niekiedy krzywda innych (uderzenie się młotkiem w palec, upadek na śliskim chodniku czy wystraszenie kogoś), a także rzeczy, z których śmianie się uznawane jest za niestosowne (na przykład jąkanie się, objadanie, nałogi czy poddawanie się operacjom plastycznym). Czy zatem powszechny wzrost wrażliwości, szacunku i tolerancji oznacza jednocześnie życie w świecie, w którym jest coraz mniej powodów i okazji do śmiechu?
3. Według Arystotelesa dobra komedia nie powinna kończyć się tragicznie. Poszukajmy w naszej pamięci filmów, książek i seriali, które łamią tę zasadę. Czym pojawiające się w związku z nimi uczucia i przemyślenia różnią się od tych, które towarzyszą klasycznym komediom z happy endem?