Rozdział 3
Oskar czuł się przytłoczony po rozmowie z Larssonem. Nie mógł się doczekać popołudnia z Cecilią na mieście, ale też nie miał siły odmówić prośbie - czy raczej poleceniu - Larssona, by być obecnym przy rozmowie telefonicznej z tajemniczą kobietą. Wrócił myślami do zeszłej zimy, kiedy to znaleźli się w poważnych tarapatach. Jak został wciągnięty w wir szalonych wydarzeń. Wszystko wprawdzie dobrze się skończyło, jednak był to najbardziej burzliwy okres w jego życiu. Choć lubił Larssona, to pod wieloma względami diametralnie się od siebie różnili. Staruszek - bezpośredni i pewny siebie człowiek czynu. On sam - ostrożny, pozbawiony wiary w siebie i z wiecznymi wątpliwościami. W rezultacie to Larsson był inicjatorem wszelkich działań i wygrywał wszystkie dyskusje. Natomiast Oskar, ustępliwy i pełen lęku przed podejmowaniem decyzji, nie potrafił się sprzeciwić. Zanim wpadł na jakieś rozwiązanie, Larsson już był o krok dalej.
Inaczej rzecz się miała z Cecilią. Choć nie byli tacy sami - Cecilię cechowała znacznie większa spontaniczność - dziewczyna okazywała dużą wyrozumiałość dla jego niezdolności do podejmowania decyzji. Cierpliwie słuchała wszystkich jego wątpliwych "za" i "przeciw", kiedy dokonywał wyboru, i pomagała mu znaleźć najlepsze rozwiązanie. Często i tak stawało na tym, co ona chciała, ale Oskar miał wrażenie, że wspólnie się na to godzili. Wyjście do miasta na zakupy w to czwartkowe popołudnie było właśnie jedną z takich decyzji. Postanowili, że tego dnia wcześniej wyjdą z pracy, spotkają się w ich ulubionym miejscu, przytulnej knajpce Kyrkogatan 5, i wypiją coś dobrego. Następnie mieli poszukać letnich ubrań dla Cecilii i kupić coś pysznego na weekend. Oskar wyszedł z biura podróży na Lilla Fiskaregatan i przespacerował się do Kyrkogatan 5. Nie wiedział, jak powiedzieć Cecilii, że muszą zdążyć z zakupami przed osiemnastą, ale nabrał wiatru w żagle, kiedy przekraczał próg baru za dwie trzecia, chwilę przed umówionym czasem.
- Cześć!
Cecilia już na niego czekała przy stoliku obok okna i wstała na jego widok.
- Cześć, kochanie. - Oskar przywitał ją ciepłym uściskiem.
- Fajnie, że idziemy dziś na zakupy. Wszystko w porządku?
- Tak, tak. Mam trochę roboty w biurze, ale poza tym jest okej.
Niezupełnie mówił prawdę. Biznes nie kręcił się najlepiej. Oskar jednak miał zwyczaj sprawiać wrażenie, że jest bardziej zapracowany, niż był w istocie. Wydawało mu się, że tak powinien i że jeśli tylko wziąłby się w garść, miałby naprawdę pełne ręce roboty. Był o tym przekonany. W rzeczywistości sam siebie oszukiwał.
- Świetnie! To znaczy, o ile nie jest to dla ciebie stresujące i cieszysz się, że masz tyle pracy. Naprawdę nieźle sobie radzisz, prowadzisz własny biznes. Gdybym miała tyle odwagi, co ty, też zaczęłabym coś swojego - stwierdziła Cecilia, gładząc go delikatnie po ramieniu.
Oskar poczuł lekkie ukłucie winy, że nie powiedział prawdy, że sukces był tylko chwilowy. Dorobił się na kilku wycieczkach, które przypadkiem udało mu się zorganizować, lecz w ostatnim czasie biznes zwolnił.
Gdyby Cecilia spróbowała sił w prowadzeniu własnej działalności, w raptem trzy miesiące osiągnęłaby więcej niż on dotychczas. Pracowała teraz jako projektantka graficzna w agencji reklamowej w Malmö i zdaniem Oskara miała ogromny talent.
- A jak u ciebie?
- Jakoś leci. W agencji dużo się dzieje przed wakacjami, kiedy to przestaną napływać zlecenia. Jezuuu, nie mogę się doczekać naszej podróży do Barcelony. Super będzie się wyrwać i zobaczyć coś nowego. Zarezerwowałeś wszystko?
- Niezupełnie. Myślałem, że najpierw przejrzymy oferty hoteli - odparł wymijająco Oskar i wziął łyk schłodzonego wina, które właśnie przyniesiono im do stolika. Zupełnie zapomniał, że rozmawiali o wyjeździe do Barcelony. Czy zdecydowali, w którym tygodniu tam pojadą? Musiał w nadchodzących dniach dyskretnie wybadać sytuację i zadać kilka inteligentnych pytań.
- Za Barcelonę i za nas! - wykrzyknęła Cecilia i podniosła kieliszek. - Jak robimy dzisiaj z zakupami?
- Właśnie, zakupy... Jest taka sprawa. Przed osiemnastą muszę wpaść na chwilę do Larssona i pomóc mu w butiku. Ale damy radę!
- Jak to? Mieliśmy przecież iść razem na zakupy - prychnęła Cecilia i teatralnie wydęła dolną wargę.
- Och, to zajmie mi tylko dziesięć minut. To nic wielkiego - zapewnił Oskar, żeby rozładować napięcie i zdusić je w zarodku, zanim zrobi się nieprzyjemnie. Nie znosił, kiedy atmosfera się psuła, zwłaszcza jeśli chodziło o niego i Cecilię.
- Tylko żartowałam. Oczywiście, że powinieneś pomóc Larssonowi. W tym czasie ja pójdę do sklepu z serami. Kupię coś na wieczór, będziesz miał niespodziankę. Ha, ha, wiem dokładnie, co kupić. - Na twarzy Cecilii pojawił się szeroki zawadiacki uśmiech.
Oskar poczuł przyjemne ciepło rozlewające się po ciele i miał nadzieję, że wizyta u Larssona nie potrwa długo.
- Jesteś najlepsza! - zawołał i pochylił się nad stolikiem, żeby dać jej całusa.
- Nie, to ty jesteś najlepszy - stwierdziła Cecilia i odwzajemniła pocałunek.
- Ech, nie byłbym tego taki pewien - oznajmił Oskar, udając zawstydzonego.
- Posłuchaj, najfajniejszy mężczyzno na świecie, skończmy z tym słodzeniem i dopijmy wino, żeby ze wszystkim zdążyć. Potrzebne mi nowe bikini do Barcelony. Nie ma nic ważniejszego w tym momencie. Dopij wino i spadamy!
Zapłacili i udali się na zakupy do ciepłego, wiosennego Lund. Rozkoszujący się słońcem mieszkańcy zajmowali ławki wzdłuż południowej ściany katedry, a w restauracyjnych ogródkach roiło się od ludzi, choć było dopiero popołudnie.
Chwilę przed osiemnastą Oskar i Cecilia rozdzielili się przed sklepem z serami. Oskar pobiegł do butiku Larssona. Gdy tylko przekroczył próg, został ciepło przywitany przez chudego i pomarszczonego sprzedawcę Kjella odzianego w kamizelkę.
- Jaką piękną majową pogodę dzisiaj mamy! - kontynuował.
- To prawda, czuć lato w powietrzu - zgodził się Oskar, siląc się na równie uprzejmy ton.
- Właśnie przeglądałem swoje notatki ze statystykami pogodowymi i tak ciepło w połowie maja nie było od czternastu lat - ciągnął Kjell, kładąc rękę na wypełnionym papierami czarnym segregatorze leżącym przed nim na szklanej ladzie.
- Co to takiego? - spytał Oskar i natychmiast ugryzł się w język. Nie miał ani czasu, ani chęci na zagłębianie się w dane pogodowe. Cecilia i Larsson czekali na niego.
- Ach, to tylko takie moje małe hobby - wyjaśnił Kjell niemal zawstydzony. - Codziennie obserwuję pogodę i robię pomiary, po czym to zapisuję.
Kjell otworzył segregator i z dumą pokazał tabelę z długimi, gęsto zapisanymi kolumnami.
- Na przykład tutaj. Listopad, rok dwa tysiące trzeci. Było wtedy wyjątkowo chłodno jak na tę porę roku. Niech pan spojrzy! Tylko dwa stopnie powyżej zera o dziewiątej rano. Ale to nie wszystko! Proszę zwrócić uwagę na siłę wiatru. Czternaście metrów na sekundę!
- Brr! Trzeba było pamiętać, żeby włożyć dodatkową bluzę, gdy się wychodziło na dwór! - powiedział Oskar. Coś przecież musiał powiedzieć.
- Mhm, to też jest odnotowane - mówił dalej Kjell, nie odrywając wzroku od tabeli. - Kalesony, podkoszulek i pas z wełny wielbłąda.
- Czy właśnie te rzeczy sprzedał pan w butiku tego zimnego dnia?
- Oj, nie. To tylko notatka informująca, jakie przygotowałem wtedy ubrania dla pana Larssona. Pomagam mu nie tylko tu w sklepie, ale też trochę w domu przy pielęgnacji ubrań, w kuchni i tak dalej.
Oskar nie wiedział, co powiedzieć, ale czuł, że rozmowa wkracza w rejony, w które nie chciał się zagłębiać. Jak na przykład bielizna Larssona.
- To bardzo ciekawe. Czy zastałem pana Larssona?
- O tak. Czeka na pana w biurze - odparł Kjell i machnął ręką w stronę zaplecza, gdzie znajdowały się drzwi do biura.
- Dziękuję. - Oskar pospiesznie ruszył w tamtym kierunku, czując ulgę, że udało mu się wywinąć od dalszej pogawędki.
Kiedy przestąpił próg biura, Larsson odchylił mankiet i demonstracyjnie spojrzał na zegarek.
- Ostatnio wszyscy mamy ręce pełne roboty. Jest za dwie. Proszę usiąść, poczekamy.
Oskar zrobił to, o co go poproszono, i obaj w milczeniu wpatrywali się w telefon stojący na biurku. Żaden z nich nie wiedział, czego się spodziewać. Zapadła pełna napięcia cisza, co Oskarowi wydało się czymś niezwykłym w towarzystwie Larssona. Następnie, ku swemu przerażeniu, zaczął się zastanawiać, jaki typ majtek ma dziś na sobie staruszek.
Ciszę przerwało pukanie do drzwi.
- Wejdź! - zawołał stanowczym tonem Larsson.
Kjell ostrożnie otworzył drzwi i wetknął głowę do środka.
- Otóż... panie Larsson - zaczął grzecznie. - Jest tu klient, który ma pytanie.
- Aha. O co pyta?
- Jest ciekaw, czy będziemy sprzedawać czeskie kalosze tej jesieni.
- A kto pyta?
- Jeppson.
- Jeppson? Ten od sosu śmietanowego?
- Tak, właśnie ten.
- Powiedz Jeppsonowi, że musi złożyć zamówienie z wyprzedzeniem, jeśli chce je mieć. Sprowadzam małą ilość.
- Pyta oczywiście o cenę.
- Kto?
- Jeppson.
- Skoro pyta o cenę, to znaczy, że go nie stać. Tyle mogę powiedzieć. Dziękuję, Kjell - zakończył Larsson.
W tej samej chwili rozległ się hałaśliwy dźwięk dzwonka. Całe biurko zawibrowało pod dużym czarnym bakelitowym telefonem.
Larsson podniósł słuchawkę.
- Jeden, cztery, cztery, cztery, cztery, sześć. Tu Albin Larsson!
Staruszek tak mocno przyciskał ucho do masywnej słuchawki, że do Oskara nie dochodziło zbyt wiele dźwięku, ale udało mu się ustalić, że rozmawia z kobietą. Larsson uważnie słuchał i co jakiś czas przerywał jej krótkimi pytaniami.
- Gdzie przebywasz? Dokładnie poszukać? Ale czego? Czego mamy szukać? Jej komórki? Nie znam się na tym, Gunnel, wiesz o tym. Nie ma mowy, żebym... poczekaj, mój znajomy mógłby mi pomóc. Zapomniałem ci o tym powiedzieć. Siedzi tu koło mnie. Uspokój się, Gunnel! To Oskar. Jest po twojej stronie. Nadzwyczaj godny zaufania. Obiecał, że poświęci cały swój czas, żeby mi pomóc rozwiązać twoje problemy... Poza tym zna się na telefonach komórkowych i takich tam. Obiecuję, Gunnel. Dam ci go do telefonu.
Larsson podał Oskarowi ciężką słuchawkę.
- Halo, tu Oskar Stenvall - zaczął trochę niepewnie. Starał się trzymać słuchawkę między sobą a Larssonem, żeby obaj mogli słyszeć.
- Cześć, Oskarze - odpowiedział zaskakująco głęboki głos po drugiej stronie.
Gdyby Oskar nie wiedział, że osoba, z którą rozmawia ma na imię Gunnel, na pewno pomyślałby, że to mężczyzna.
- Skąd mam wiedzieć, że mogę panu zaufać?
- Możesz mu zaufać w stu procentach, Gunnel, ręczę za to! - wrzasnął Larsson do słuchawki.
- Tak, musi pani zaufać słowom pana Larssona. Jak wiadomo, to roztropny jegomość - stwierdził Oskar i mrugnął do staruszka.
- No dobrze... - przerwała Gunnel zdecydowanym i dość oschłym tonem. - Ale proszę przysiąc, że to zostanie między nami. Nikomu ani słowa. Nawet przyjaciołom czy żonie. Czy to jasne? Ile pan wie?
- Wiem, że uciekła pani z kraju, ponieważ pani czuje, że jest podejrzewana o związek z zaginięciem pewnej kobiety.
- Czuję! Łagodnie powiedziane. Policja mnie ściga, jeśli chcecie wiedzieć. Stoję u progu mrocznego lochu. Tak źle to wygląda!
- Tak, jasne, rozumiem - przytaknął Oskar, zdając sobie sprawę, że powinien zachować większą powściągliwość.
- Musicie zrobić dwie rzeczy - kontynuowała Gunnel. - Po pierwsze, trzeba znaleźć jeden z telefonów Fiony. Wiem, że poza pracą w wydawnictwie, prowadzi na boku nielegalne machlojki, więc podejrzewam, że ma kilka komórek.
- O jakim rodzaju machlojek mówimy? - dociekał Larsson.
- Niech was to nie interesuje. Jak wiecie, policja już uzyskała dostęp do wielu mejli, które napisałam do Fiony, więc to tylko kwestia czasu, kiedy wezmą się do przeglądania jej telefonów. Nie wiadomo, co w nich znajdą.
- Ale gdzie mamy ich szukać?
- Tego nie wiem. Może spróbujcie wejść do niej do domu albo do domku letniskowego czy biura. Mieści się przecież w tej samej dzielnicy, co twój butik, Albinie. Nawet chyba w budynku, którego jesteś właścicielem.
- Mamy się włamać? - spytał zdezorientowany Oskar.
- To już nie moja sprawa. Najważniejsze, żebyście zdobyli ten telefon i się go pozbyli. Zniszczcie go, żeby nikt nie miał dostępu do informacji, które się w nim znajdują. Porywaczom już się udało wygrzebać moje stare mejle do Fiony i użyli nich przeciwko mnie, kiedy zgłaszali mnie na policję. Bóg jeden wie, co znajdą w jej telefonie.
- Gunnel, damy radę! - krzyknął Larsson do słuchawki.
- A jaka jest ta druga rzecz, którą mamy zrobić? - zastanawiał się Oskar.
Cała sytuacja coraz bardziej go niepokoiła. Miał podjąć ogromne ryzyko, grzebać w cudzych rzeczach i włamać się do mieszkania, żeby uratować kobietę, której nawet nie znał. Ale podejrzewano ją o przestępstwo, którego nie popełniła i o które prawdopodobnie została niesłusznie oskarżona. Tylko czy te informacje były wiarygodne?
- Chodzi o teczkę.
- Dobrze. Czyją teczkę i gdzie ona jest? - dociekał Oskar.
- Mówię o mojej teczce, to chyba oczywiste! Czyja niby miałaby być?! Jest w szafce w wydawnictwie.
- Tam, gdzie pracuje Fiona?
- Zgadza się. W szafce w pokoju z kserokopiarką. Mam tam dużą czarną teczkę, w której trzymam wstępną wersję mojej następnej książki oraz parę innych drobiazgów. Nie ufam już nikomu z moich współpracowników i liczę na to, że jak najszybciej tam pojedziecie, żeby ją zabrać. Zamierzam zmienić wydawcę i nie chcę tam mieć żadnych moich rzeczy.
- Czy poinformowała pani pracowników wydawnictwa, że tam przyjedziemy? - dopytywał Oskar.
- Oczywiście, że nie! Mówiłam przecież, że im nie ufam. Proszę słuchać uważniej!
- W takim razie musimy się tam dostać w jakiś dyskretny sposób! - krzyknął Larsson.
- Jestem przekonana, że wam się uda. Porozmawiajcie z Belindą, sekretarką. Nie jest najbystrzejsza, więc zapewne nie będzie nic podejrzewać. Tylko nie mówcie nikomu, że ze mną rozmawialiście. Zrozumiano?
W słuchawce coraz głośniej rozbrzmiewały klaksony. Oskar powoli gubił wątek rozmowy. Czy Gunnel się rozłączyła?
- Słuchajcie, karta mi się kończy! - Kobieta przekrzykiwała trąbienie aut. - Musimy kończyć. Zadzwonię pojutrze, o tej samej porze, żebyście mi zdali raport. Uważajcie na siebie i nie róbcie...
Połączenie zostało przerwane.
Oskar wpatrywał się bezsensownie w słuchawkę w dłoni. Gdyby to był nowoczesny telefon, mógłby sprawdzić, skąd Gunnel dzwoniła. W tym przypadku jednak nie mieli żadnych wskazówek, z wyjątkiem tego, że prawdopodobnie znajdowała się poza Szwecją. Chociaż czy na pewno?
- Przemiła kobieta ta Gunnel. Nie sądzi pan? - Larsson szeroko się uśmiechnął, jakby naprawdę tak myślał. - Jakie kroki pana zdaniem powinniśmy podjąć, żeby rozwikłać tę sprawę?
- Co pan ma na myśli?
- Zrobimy tak: jutro pojedziemy do domu Fiony i poszukamy jej telefonu. Później udamy się do wydawnictwa i zabierzemy stamtąd teczkę. Bułka z masłem! - stwierdził wesoło Larsson.
- Niby tak... ale nie możemy tam tak po prostu pojechać i ją zabrać. Czy pan w ogóle wie, gdzie jest to wydawnictwo?
- Naturalnie. W końcu to ja jestem właścicielem budynku. Wydawnictwo wynajmuje ode mnie lokal. Znajduje się raptem sto metrów dalej, w górę ulicy Lilla Fiskaregatan. Swoją drogą najlepiej będzie, jak pójdę tam sam. Dziwnie by to wyglądało, gdybyśmy przyszli we dwóch po jedną małą teczkę. Co za emocje! Nie uważa pan? - Larsson oparł się na krześle z rękami splecionymi na okrągłym brzuchu.
- Tak... to znaczy nie wiem, czy w ten sposób uda nam się wiele rozwiązać. Czy naszym zadaniem nie była próba oczyszczenia Gunnel z zarzutów? To wygląda tak, jakby chciała, żebyśmy usunęli dowody potwierdzające jej winę.
- To nie do pomyślenia. Dobrze znam Gunnel. Właśnie to jest w tym tak ekscytujące. Że zagłębiamy się w to, czego nie znamy. Całe zadanie polega na wyszukiwaniu wskazówek, dopasowywaniu jednego elementu układanki po drugim, aż zdobędzie się pełen obraz sytuacji. Jeśli chcemy pomóc Gunnel, musimy się dowiedzieć, co się stało.
- A jeśli Gunnel nie jest aż tak niewinna jak twierdzi? Może to jednak ona stoi za zniknięciem Fiony? Wydaje mi się, że coś ukrywa.
- Ależ skąd! Natomiast zgadzam się z panem, że musimy wyciągnąć od niej więcej szczegółów. - Larsson wstał od stołu, dając tym samym znak, że ich spotkanie dobiegło końca. - Dobrze, w takim razie do domu Fiony pójdziemy później. Mam dużo na głowie w nadchodzących dniach. Chociażby to, że muszę się przygotować do turnieju krokieta. Później mój kalendarz jest pusty, wtedy ruszymy pełną parą. Zgoda?
Oskarowi myśli kłębiły się w głowie. Czy miał co robić w najbliższych dniach? Niewiele oprócz tego, że powinien posiedzieć trochę w biurze i przejrzeć budżet. Może mógłby poprosić swoją dawną stażystkę Hannę o pomoc w rozliczeniu podatku?
Wyszedł z butiku Larssona i poszedł do sklepu z serami, gdzie miał się spotkać z Cecilią. Opierała się o ścianę przy witrynie sklepowej i mrużyła oczy przed słońcem, zachwycająco piękna jak zawsze.
- Cześć, kochanie. Długo czekasz? - Oskar mocno ją przytulił.
- Nie, tylko chwilę. Była straszna kolejka. Jak poszło u Larssona? Udało wam się wszystko załatwić? - spytała zaciekawiona Cecilia.
- Tak, chyba można tak powiedzieć - odparł Oskar, zdając sobie sprawę, jak nieprecyzyjnie brzmiała jego odpowiedź. Jednak kiedy chodziło o Larssona, wszystko wydawało się skomplikowane.
- A, właśnie. Dostałam wolne w czwartek i piątek pod koniec maja, więc możemy rezerwować lot do Barcelony i hotel. Ale będzie fajnie! Możemy przejrzeć hotele dziś wieczorem - kontynuowała Cecilia, kiedy ruszyli w dół Grönegatan, kierując się do mieszkania Oskara.
- Pewnie! - Oskar modlił się w duchu, żeby się nie okazało, że akurat coś zaplanował na te dni, kiedy mieli wyjechać.
Po wyśmienitej kolacji z serem i winem usiedli do rezerwacji hotelu. Przejrzeli mnóstwo ofert i doszli do wniosku, że wolą się zatrzymać w pobliżu plaży niż w gwarnym centrum Barcelony. Wreszcie znaleźli to, czego szukali w miasteczku Sitges, pół godziny drogi pociągiem od Barcelony: mały rodzinny hotel położony raptem przecznicę od bulwaru. Wyglądało to fantastycznie!