Rozdział IV
Jax
Obserwowałem ją już od kilku dni. To zaczęło stawać się moim nawykiem. Intrygowała mnie i nie byłem w stanie jej ignorować, nawet jeśli byłoby to w interesie nas obojga. To nie tak, że nie byłem w stanie się powstrzymać. Ale z pewnością sprawiała, że trudno było o tym pamiętać.
Nikt nie zauważył, kiedy ukryłem się ze swoim notatnikiem w altanie. To był jeden z powodów, dla którego kochałem to miejsce. Nawet służba zostawiła mnie w spokoju. Słuchałem, jak blondynka rozmawia z panem Gregiem w taki sposób, jakby zamiast mu pomagać, postępowała zgodnie z jego instrukcjami. Ratowała jego dumę - to było niezwykle pouczające. Kiedy ostatnio poznałem dziewczynę, która wyglądałaby jak ona i troszczyła się tak o starszego człowieka? Pan Greg zwracał się do niej Sadie. Cieszyłem się na myśl, że znam jej imię. Cały tydzień chciałem o to zapytać panią Mary, ale w końcu tego nie zrobiłem. Starałem się zachować dystans.
Usłyszałem kroki i odwróciłem wzrok w stronę gościa, który wczoraj wieczorem podawał mi kolację. Też ją obserwował. On zawsze ją obserwował. Zaczynało mnie to wkurzać. Nie byłem pewien dlaczego, ale tak było. Nie żebym był o niego zazdrosny. To byłoby absurdalne.
Sadie
W środowy wieczór Marcus przyszedł poszukać mnie w ogrodzie.
- Hej, Sadie, Stone'owie jedzą dziś kolację u przyjaciół, więc będę wychodził wcześniej. Jak długo ci tu jeszcze zejdzie?
Spojrzałam na pana Grega, któremu artretyzm wyjątkowo dziś dokuczał, i wiedziałam, że nie mogę wyjść wcześniej. Nic mi się nie stanie, jeśli dziś wieczorem wrócę do domu rowerem.
- Jedź sam. Mam tu jeszcze coś do zrobienia. Poza tym w drodze do domu chcę się jeszcze zatrzymać w sklepie spożywczym po parę rzeczy.
Marcus zmarszczył brwi, jakby się nad czymś mocno zastanawiał. W końcu powiedział:
- Nie podoba mi się, że będziesz sama wracała do domu po zmroku, próbując jeszcze jechać na rowerze z siatkami.
Zaczęłam się z nim wykłócać i zapewniać, że wszystko będzie dobrze, ale jego wzrok wbity był w coś za moimi plecami.
Odwróciłam się i zobaczyłam wychodzącego z altany i idącego w naszą stronę Jaxa Stone'a. Nie widziałam nawet, żeby tam wchodził.
- Zgadzam się z tobą, że nie powinna wracać po zmroku z zakupami. Zadbam o jej powrót do domu. Możesz odejść. Ona będzie bezpieczna.
Marcus patrzył na mnie z troską. Uśmiechnęłam się do niego, chcąc go przekonać, że odpowiada mi taki układ.
- Hmm, tak, jasne, panie Stone, dziękuję. Widzimy się jutro, Sadie - powiedział z grymasem. Widziałam, że się wahał.
- Do jutra - odparłam i patrzyłam, jak niechętnie odwraca się i odchodzi. Nie żebym chciała dłużej na niego patrzeć, ale musiałam dać sobie chwilę, zanim stawię czoło Jaxowi. Jakimś sposobem stałam się równie żałosna, jak cała reszta nastolatek. Przez ostatnie dwa dni widziałam przelotnie Jaxa, uśmiechał się za każdym razem, gdy patrzył w moją stronę. Moje zdradliwe serce podskakiwało. Zanim się obejrzę, będę miała głupi plakat Jaxa na mojej ścianie.
- Dziękuję - zdołałam wymamrotać bez zająknięcia.
Posłał mi jeden z tych swoich uśmieszków, które miały topić kobiece serca.
- Gdybym wiedział, że do pracy i z pracy jeździsz rowerem, już dawno coś bym z tym zrobił. Cieszę się, że mam takich rozważnych pracowników jak Marcus. Ale w końcu on jest twoim przyjacielem, czyż nie?
Uśmiechnęłam się do niego.
- Marcus jest miłym facetem.
Jax nachylił się i powiedział cicho:
- A co ze mną... czy ja jestem miłym facetem?
Nie wiedziałam, co na to powiedzieć, wybrałam więc szczerość:
- Nie znam cię, ale podpisujesz moje czeki, więc nie jestem pewna, jak odpowiedzieć.
Jax parsknął głośno śmiechem. Złapałam się na tym, że też się uśmiecham. On wydawał się niemal namacalny, gdy się śmiał. Zaoferował mi ramię, żebym się go chwyciła.
- Tak więc, Sadie White, czy uczynisz mi ten zaszczyt i przejdziesz się ze mną po plaży, gdzie będziemy mogli porozmawiać? Może wtedy ocenisz, czy jestem fajnym facetem, czy nie.
Zmarszczyłam brwi i spojrzałam na pana Grega.
- Nie wiem, czy mogę. Widzisz, pan Greg ma artretyzm i potrzebuje mnie do pielenia, czy chce to przyznać, czy nie. Klęczenie jest dla niego bardzo bolesne.
- Naprawdę? - zapytał z niepokojem na twarzy, odwrócił się i poszedł do pana Grega, który pracował, choć cały czas obserwował mnie i Jaxa.
Nie słyszałam, co mówił Jax, ale zdawało się, że panu Gregowi podoba się to, co słyszy. Kiwnął głową, uścisnął chłopakowi dłoń i wyglądało na to, że zaczął odkładać swoje sprzęty. Jax podszedł do mnie.
- Pan Greg zdecydował się wziąć wolne popołudnie i pozwolić swoim kolanom na odpoczynek. Kazał także przekazać, że może poczekać do jutra z partyjką szachów.
Uśmiechnęłam się szeroko do starszego człowieka, na którym zaczęło mi zależeć. Puścił do mnie oczko, a ja skinęłam głową. Jax ponownie zaoferował mi ramię. Zawahałam się, zanim wsunęłam dłoń pod jego ugiętą w łokciu rękę.
- Okej - nie byłam pewna, co powiedzieć, i zastanawiałam się, czy słyszy moje kołaczące się w piersi serce.
- Podsumujmy, nie tylko martwisz się o kolana starców, ale również grasz z nimi popołudniami w szachy.
Zesztywniałam i zatrzymałam się. Przeszkadzało mi dowcipkowanie na temat mojej relacji z panem Gregiem.
- Spokojnie, tygrysico - poklepał mnie po ręce. - Nie naśmiewałem się z ciebie. Prawdę mówiąc, jestem pod wrażeniem. Nigdy dotąd nie znałem współczującej dziewczyny i jestem zaintrygowany.
Zrelaksowałam się.
- Nie wyobrażam sobie, żeby dziewczyny z twojego środowiska różniły się tak bardzo od tych z prawdziwego świata. Jestem pewna, że gdybyś spędził trochę więcej czasu z każdą z nich, zdałbyś sobie sprawę, że nie jestem wyjątkowa.
Posłał mi uśmieszek.
- Dziewczyny, które mnie otaczają, to te piszące do mnie maile i wykupujące koncerty. To dziewczyny, które krzyczą moje imię i uganiają się za mną jak dzikie zwierzęta. Nawet nie próbowałaś zakraść się do mojego pokoju, żeby spryskać poduszkę swoimi perfumami.
Niemal opadła mi szczęka.
- Proszę, powiedz, że to wszystko się wcześniej nie wydarzyło i że to zmyśliłeś.
Jax wzruszył ramionami i pokręcił głową.
- Niestety tak było. To tylko kilka przykładów. Te nieodpowiednie dla dziewczęcych uszu zostawię dla siebie. Nawet nie chcesz wiedzieć, do czego dziewczyny się posuwają, żeby zwrócić na siebie moją uwagę. To jeden z powodów, dla których potrzebuję tej letniej ucieczki. Jeślibym tego nie miał, już dawno zrezygnowałbym z tego biznesu.
Zatrzymaliśmy się przy brzegu.
Jax dotknął dłonią białego piasku przy naszych stopach.
- Zechcesz usiąść?
Klapnęłam na piasek po turecku. On usiadł tak zgrabnie, że poczułam się jak niezdara. Co mnie to obchodzi? Nigdy wcześniej się nie zastanawiałam, w jaki sposób siadam. Nie miałam zamiaru myśleć o nim jak o kimś więcej niż tylko facecie... Facecie, który podpisuje moje czeki.
- Tak więc opowiedz mi o Sadie White.
Oparł się na rękach i wyprostował swoje długie nogi.
Wzruszyłam ramionami, nie wiedząc, co powiedzieć.
- Co chciałbyś wiedzieć? Nie jestem zbyt interesująca.
Roześmiał się.
- Nie zgadzam się, ale nie będę się wykłócał. Opowiedz mi o swojej rodzinie.
Na jego prośbę krew napłynęła mi do policzków, ale zmusiłam się do mówienia, zamiast rumienić się jak idiotka.
- No cóż, mieszkam z mamą, zawsze byłyśmy tylko we dwie. Teraz ona jest w ciąży, zatem nasz duet zamieni się w tercet. Kilka miesięcy temu przeprowadziłyśmy się z Tennessee. O wiele bardziej lubię ocean niż góry, więc uważam, że przeprowadzka była dobrym posunięciem.
Jax obserwował mnie, kiedy mówiłam, a ja skupiłam wzrok na swoich dłoniach.
- Nie chcę naruszać twojej osobistej przestrzeni, więc powiedz, jeśli zapytam o coś, co nie jest moją sprawą. Gdzie jest ojciec dziecka?
Na to pytanie zaśmiałam się w głos. Owszem, to było osobiste pytanie, a odpowiedź była plugawa, ale coś w nim sprawiło, że się rozluźniłam i mówiłam rzeczy, o których normalnie nie opowiadam.
- Moja matka jest piękna, ale niestety pozbawiona zdrowego rozsądku. Lubi uwagę, jaką dostaje od mężczyzn, i wybiera tych najgorszych - uśmiechnęłam się smutno. - Kiedy mówię "najgorszych", mam na myśli NAJGORSZYCH. Żonaci, zaręczeni albo tak beznadziejni, że nigdy by się nie ustatkowali. Człowiek, który przyczynił się do mojego powstania, jest żonaty. Nawet wiem, kim jest i gdzie mieszka, ale nigdy nie zamierzałam się mu przedstawić. Ojciec malucha to też nieudacznik. Nie jest żonaty, ale nie ma zamiaru pomóc czy uczestniczyć w wychowaniu tego dziecka.
Dzieliłam się zbyt wieloma brudami, więc przestałam mówić i spojrzałam na fale. Jax usiadł, a jego ramię lekko mnie musnęło. Ciepło zalało moje ciało.
- To ty jesteś dorosłym w tym domu, prawda?
Zesztywniałam na jego trafny komentarz. Skinęłam głową, czując jego oddech blisko mojej szyi.
- Nic dziwnego, że tak się różnisz. Tyle dźwigasz na swoich barkach, że nie masz czasu nawet pomyśleć o powieszeniu na ścianie plakatu jakiejś płytkiej gwiazdy rocka.
Uśmiechnęłam się, rozbawiona.
- Nie jesteś płytki. Jasne, myślałam tak na początku, ale mnie zaskoczyłeś.
Długie palce prześlizgnęły się po moim udzie i chwyciły moją dłoń.
- Czy w takim razie ta praca pozwala ci zapłacić rachunki? Kiedy pierwszej nocy wspomniałaś, że zarabiasz na jedzenie, myślałem, że może żartujesz albo dramatyzujesz, ale teraz...
Zatrzymał się.
Dopowiedziałam tam, gdzie skończył.
- Jej ciąża jest zbyt zaawansowana i trudno byłoby jej pracować. Nie potrafi utrzymać posady. Podczas roku szkolnego miotała się między jednym zajęciem a drugim. Pracowała tu do mojego pierwszego dnia wakacji.
Nic nie powiedział, ja również milczałam. Siedzieliśmy tak, trzymając się za ręce i obserwując zachodzące słońce. Zanim całkowicie zniknęło, Jax wstał.
Wyciągnął do mnie dłoń.
- Lepiej wracajmy, zanim słońce zajdzie.
Jego palce nie puściły moich, kiedy tak szliśmy z powrotem do domu. To było jak doświadczenie wyjścia z ciała, tylko tak mogłam to opisać. Trzymanie się za ręce z Jaxem Stone'em i odczuwanie więzi. Nie wydawał się już gwiazdą rocka. Nie był kolesiem, którego widziałam na plakatach i w gazetach. Nie był ciachem, które widziałam w MTV. Był po prostu Jaxem. Przypomniałam sobie, jak Marcus trzymał mnie za rękę i jak niezobowiązujące to było. Ale ciepło dłoni Jaxa sprawiało, że w całej ręce czułam przyjemne mrowienie. On był gwiazdą rocka, a ja jego służącą, na miłość boską. Myłam jego warzywa!
Zatrzymaliśmy się przed wejściem do kuchni.
- Dzięki za dzisiejszy spacer - uśmiechnął się, zamieniając moje wnętrzności w papkę.
Byłam w tarapatach. Lubiłam tego faceta bardziej, niż pozwalały na to okoliczności.
- Nie ma za co - wiedziałam, że to brzmi głupio, ale naprawdę nie miałam pojęcia, co powiedzieć.
- Kiedy będziesz potrzebowała podwózki do domu?
Potrząsnęłam głową. Prawie zapomniałam o jego propozycji zawiezienia mnie do domu.
- Dam sobie radę, serio. Milion razy jechałam do sklepu na rowerze. Marcus po prostu nie zdaje sobie sprawy, że jest to wykonalne.
- Bez dyskusji. Samochód będzie czekał na ciebie przed głównym wejściem. Wyjdź, kiedy będziesz gotowa. Kierowca zabierze cię wszędzie tam, gdzie będziesz chciała.
Już chciałam się wykłócać, kiedy położył jeden ze swych utalentowanych palców na moich ustach.
- Nie kłóć się ze mną. Nie podoba mi się to tak bardzo jak twojemu przyjacielowi. Ma rację. To nie jest bezpieczne.
Wiedziałam, że wszystko byłoby okej, ale nie chciałam tu stać i debatować o czymś, co obiecał Marcusowi.
- Okej, zanim wyjdę, muszę sprawdzić, czy pani Mary nie potrzebuje mojej pomocy.
Jax uśmiechnął się zadowolony, że nie miałam zamiaru się spierać.
- Dziękuję za spacer - powiedział ponownie i odwrócił się do wyjścia.
Chciałam patrzeć, jak odchodzi, ale wiedziałam, że nic dobrego z tego nie wyniknie. Nieważne, jak szalony wydawał się pomysł przyjaźni z Jaxem Stone'em, szczerze wierzyłam, że nasza relacja jest jej początkiem.
Pomogłam pani Mary umyć naczynia i poszłam do pralni się przebrać. Chciałam pójść do domu, położyć się do łóżka i rozmyślać o czasie spędzonym z Jaxem na plaży. Chciałam zachować w pamięci każde słowo, każde spojrzenie. Chciałam też dać sobie po twarzy, ponieważ moja reakcja graniczyła z absurdem. Musiałam wierzyć, że Jax zachowa dystans i nie będzie dążył do nawiązania przyjaźni ze mną, bo obawiałam się, że mogę skończyć jak jedna z tych szalonych, zakochanych fanek.
Pożegnałam się z panią Mary i wyszłam drzwiami dla służby. Przeszłam przed dom i zatrzymałam się na widok czekającego na mnie bardzo drogiego pojazdu. Powinnam była spodziewać się ekstrawagancji, bo nie podejrzewałam, że Jax miał cokolwiek normalnego. Podeszłam do samochodu. Obok niego stał mężczyzna ubrany na czarno. Z poważną miną zrobił krok do przodu i otworzył mi drzwi. Pamiętałam, że był to ten sam wielki gość, którego widziałam tutaj pierwszego dnia.
- Dzięki - powiedziałam, wchodząc do samochodu.
Nie spodziewałam się już nikogo w środku.
- Najpierw miałem zamiar puścić cię do domu samą, ale nie spodobał mi się ten pomysł. Mam nadzieję, że moja obecność ci nie przeszkadza - Jax siedział naprzeciwko mnie, popijał drogą wodę i oglądał mecz baseballa. W dłoni trzymał pilot, którym wyłączył telewizor znajdujący się nad moją głową.
Usiadłam na czarnym skórzanym siedzeniu i uśmiechnęłam się do niego. Serce waliło mi w piersi, ale chciałam wyglądać na nieporuszoną jego obecnością.
- Hmm, nie, nie przeszkadza.
Uśmiechnął się szeroko i podał mi butelkę ekskluzywnej wody.
- Spragniona?
Wzięłam wodę w nadziei, że nieco ukoi moje nagle zaschnięte gardło.
- Tak, dziękuję.
- Nie ma za co. Do którego sklepu chcesz pojechać?
Uśmiechnęłam się na myśl, że Jax Stone pyta, gdzie chciałabym kupić jedzenie.
- Sea Breeze Foods będzie okej. Jest najbliżej mojego mieszkania.
Znów podniósł pilot, nacisnął przycisk i przyciemniona szyba między nami a kierowcą opuściła się.
- Poprosimy do Sea Breeze Foods, Kane.
Gigant na siedzeniu kierowcy przytaknął, a Jax ponownie zasunął dzielącą nas szybę.
- Masz coś przeciwko temu, żebym wszedł z tobą do środka? Mam ochotę na czekoladki Reese's.
Na myśl o jego chęci pozostania anonimowym zmarszczyłam brwi.
- Nie mam nic przeciwko, ale czy przechadzając się po sklepie za batonikiem, nie zdemaskujesz swojej obecności?
Puścił do mnie oczko i z uśmiechem powiedział:
- Zdemaskuję, ale jestem przygotowany.
Sięgnął nad fotel i otworzył schowek. Z całej siły walczyłam, żeby się nie nachylić i go nie powąchać - pachniał tak cudownie. Już wcześniej zwróciłam na to uwagę, ale nie aż tak bardzo jak teraz, z bliskiej odległości. Usiadł ponownie na siedzeniu, a ja uśmiechnęłam się zaciekawiona.
Założył na głowę czarną bejsbolówkę z literą A na froncie, którą skojarzyłam natychmiast z logotypem Uniwersytetu Alabama.
- Nieźle - powiedziałam z przekąsem na jego próbę pozostania incognito.
Potem wsunął na nos przyciemniane okulary.
- Nie jest czasem na nie zbyt ciemno?
Uśmiechnął się szeroko.
- Właściwie to one rozjaśniają mrok. To są okulary do patrzenia, a nie do ochrony przed słońcem, więc nie powinienem się aż tak wyróżniać.
Skrzywiłam się na widok jego designerskich dżinsów i czarnej koszulki przywierającej do muskularnej piersi i ramion.
- Sama ta koszulka zwraca na siebie uwagę.
Spojrzał na siebie.
- Tak myślisz?
Starałam się nie jąkać po szoku, jakiego doznało moje ciało w reakcji na jego uśmiech.
- Ja to wiem. Każda dziewczyna w promieniu piętnastu kilometrów będzie gapiła się na ciebie, jak w tym wyjdziesz.
Ogromny uśmiech pojawił się na jego twarzy.
- Czy to znaczy, że podobam ci się w tej koszulce? Nie można mnie przeoczyć?
Westchnęłam i nieco się wyprostowałam.
- Jestem dojrzała jak na swój wiek, Jax, ale nie ślepa.
Zaśmiał się i znów sięgnął po coś do schowka.
- O ile pochlebia mi myśl, że nie jesteś w stanie spuścić ze mnie wzroku, o tyle nie chcę zwracać na siebie uwagi. Co ty na to? - szybko włożył na siebie starą spraną dżinsową kurtkę, która ładnie zakryła jego imponujące ciało.
- Tak lepiej - zapewniłam go, kiedy samochód się zatrzymał.
Jax znów opuścił szybę kierowcy.
- Kane, nie otwieraj nam drzwi, jedź zaparkować pod sklepem. Chcę wyglądać zwyczajnie, więc zostań w samochodzie.
Kane zmarszczył brwi i przytaknął.
- Chodźmy na zakupy.
Wyskoczył z samochodu, podał mi rękę, a ja wyszłam zaraz za nim. Szliśmy w ciszy do sklepowego wejścia. Nagle poczułam zdenerwowanie. Co jeśli ludzie go poznają i zaatakują? Nie chciałam, żeby jego miły gest zaprzepaściła jakaś szalona nastoletnia fanka. Weszliśmy do sklepu i spojrzałam za siebie na idącego za nami Kane'a. Zatrzymał się nagle i stanął pod wielkimi szklanymi drzwiami. Najwyraźniej będzie stał na straży w razie szalonego ataku fanek. Mogłam się domyślić, że gigant pracuje też jako ochroniarz.
- Gdzie najpierw? - zapytał, zabierając ze sobą wózek.
- Wyglądasz na podekscytowanego zakupami - wyszeptałam, nie chcąc, żeby ktokolwiek nas usłyszał.
- Nie byłem w sklepie spożywczym, od czasu kiedy jako mały dzieciak wisiałem na wózku mamy, błagając o Big League Chew.
Zrobiło mi się żal chłopca, który wciąż w nim żył i tęsknił za tak prostymi rzeczami jak zakupy.
- Dobrze, postarajmy się, żeby to doświadczenie było niezapomniane. Jak będziesz grzeczny, kupię te twoje Big League Chew.
- Wciąż je produkują?
Wzruszyłam ramionami.
- Jasne, jesteśmy na Południu, Jax. Nieczęsto coś się tu zmienia. Czas jakby stał w miejscu.
Potaknął potwierdzająco.
- Wiem i to jest po części powodem, dla którego tak mi się tu podoba. Nikt się nigdzie nie śpieszy.
Poszłam naprzód, a on podążył za mną, pchając wózek. Byłam trochę zawstydzona, że zobaczy, jak kupuję na promocjach. Nie pomyślałam o tym, że będzie świadkiem mojego zamartwiania się nad ceną chleba. Teraz już nie mogłam się z tego wywinąć. Mogłam jednak przełknąć swoją dumę i wziąć to, czego potrzebuję. Sięgnęłam po tanie pieczywo sklepowej marki. Nie chciałam spojrzeć mu w twarz, ale wiedziałam, że mnie obserwuje. Podeszłam do stoiska z wędlinami i wzięłam rozdrobnioną pieczoną wołowinę, którą Jessica tak uwielbiała. Nienawidziłam marnować kasy na tak drogie mięso, ale gdybym go nie kupiła, byłabym zmuszona wysłuchiwać jej jęków przez cały następny tydzień.
Za naszymi plecami usłyszeliśmy głośny szept:
- Nie, mamo, wiem, że to on!
Odwróciłam się i zobaczyłam małą dziewczynkę w wieku około dziewięciu lat, patrzącą na Jaxa. Uśmiechnął się do niej, a jej twarz się rozpromieniła. Odeszła od mamy, która próbowała ją złapać, ale się nie udało.
- Przepraszam, ona jest przekonana, że jesteś Jaxem Stone'em.
Jax tylko się uśmiechnął i kucnął na wysokość dziewczynki.
- Cześć - powiedział głosem, którym przysięgam, że roztopiłby masło.
- Jesteś Jax Stone, prawda?
Spojrzał na jej mamę, z powrotem na dziewczynkę i przyłożył palec do ust.
- Tak, to ja, ale czy możesz zachować to jako naszą tajemnicę?
Jej malutka twarzyczka rozpromieniła się i uśmiechnęła się od ucha do ucha. Jej mama wyglądała na oszołomioną. Jax sięgnął do kieszeni swoich dżinsów i wyciągnął wizytówkę.
- Proszę, tu masz mój numer kontaktowy i adres mailowy. Sadie, masz przy sobie długopis?
Byłam równie zahipnotyzowana, jak ta mała dziewczynka. Sekundę zajęło, zanim zarejestrowałam, o co mnie pyta. Chwyciłam swój plecak, wyciągnęłam z niego długopis i podałam Jaxowi. Podpisał nim wizytówkę i poprosił o jej imię.
- Megan Jones - odpowiedziała.
Wyciągnął kolejną karteczkę i napisał na niej jej imię.
- Teraz posłuchaj, Megan, poproś mamę, żeby zadzwoniła do mojego agenta. On będzie czekał na telefon od Megan Jones. Podczas jesiennego tournée będę zatrzymywał się w Pensacoli na Florydzie, dostaniecie bilety w pierwszym rzędzie i możliwość wejścia za kulisy.
Dziewczynka zaczęła piszczeć, a Jax znów przyłożył palec do ust. Przytaknęła energicznie i zakryła usta dłonią.
- Trzymaj w tajemnicy to, że mnie tu spotkałaś, dobrze?
Przytaknęła, a on, zanim wstał, ucałował ją w czoło. Oczy jej mamy błyszczały od łez.
- Dziękuję, ja nie, to znaczy ja nie mogę... - wzięła głęboki oddech i uśmiechnęła się. - Dziękuję. Ona cię uwielbia. Jesteś na każdej ścianie jej pokoju - wytarła cieknące po jej twarzy łzy. - Przepraszam, wygłupiłam się, ale ten rok nie był dla niej łatwy. Jej tata został zabity w Iraku i było nam bardzo ciężko - zapłakała cicho i potrząsnęła głową z uśmiechem. - Bardzo ci dziękuję.
Dziewczynka podbiegła do mamy i wręczyła jej karteczkę. Po chwili odwróciła się do Jaxa, przyłożyła paluszek do ust i uśmiechnęła się do niego. On ukłonił się i wysłał jej całusa. Jej mała rączka pochwyciła go i przyłożyła do ust. Moje serce rozpłynęło się, kiedy patrzyłam, jak odchodzi, raz po raz spoglądając za siebie i uśmiechając się. W końcu zniknęły z naszego pola widzenia.
Otarłam łzy z twarzy.
- Taa, mnie też to wzruszyło.
Jax podszedł do mnie, wytarł kciukiem spływającą po moim policzku łzę i założył kosmyk włosów za ucho.
- Niemniej jednak nie chciałem doprowadzić cię do łez. Mam słabość do swoich najmłodszych fanów.
- Podobało mi się to, co widzę. To było niezwykłe. Byłeś dla niej taki uroczy, a ja byłam świadkiem najważniejszego momentu jej życia.
Jax uśmiechnął się.
- Wątpię, żeby był najważniejszy.
Uniosłam brwi i odpowiedziałam:
- No cóż i tu się mylisz. Kiedy skończy trzydziestkę, będzie opowiadała o nocy w sklepie, kiedy poznała Jaxa Stone'a.
Uśmiechnął się szelmowsko.
- Gdybym dał ci wejściówkę za kulisy i posłał całusa, czy byłby to najważniejszy dzień twojego życia?
Udało mi się uniknąć hipnotyzującej mocy wpatrzonych we mnie oczu.
- Nie, to działa tylko na fanów.
Skrzywił się i położył dłoń na swoim sercu.
Zaśmiałam się i odwróciłam do półki z płatkami, zostawiając go za sobą. Niezauważeni zrobiliśmy resztę zakupów. Jax starał się nie rzucać w oczy. Zdawał się bardziej zainteresowany tym, co w wózku, niż każdy przeciętny klient. Widziałam, że starał się nie łapać z nikim kontaktu wzrokowego. Wziął z półki ogromną paczkę czekoladek Reese's, a ja przy kasie, kiedy Jax nie zwracał uwagi, dorzuciłam do wózka paczkę Big League Chew.
Kiedy zapłaciliśmy za zakupy, on załadował je z powrotem do wózka i udaliśmy się do wyjścia. Kane wciąż na nas czekał, a teraz znowu szedł kilka kroków za nami. Kiedy zbliżyliśmy się do samochodu, usłyszałam dźwięk, a światła rozbłysły. Jax zaczął pakować zakupy do bagażnika, nie zauważając bądź ignorując stojącego obok Kane'a.
- Ja to zrobię - powiedział ochroniarz głębokim, szorstkim głosem.
Jax spojrzał za siebie na giganta i uśmiechnął się.
- Dam sobie radę. Ty tylko prowadź.
Kane przytaknął, zrobił krok w tył i pozwolił Jaxowi kontynuować, ale nie ruszył się z miejsca, zanim nie przyszedł czas, by otworzyć nam drzwi. Jax westchnął i puścił mnie przodem. Wsiadł za mną, tym razem zamiast naprzeciwko usiadł obok mnie.
- Jest zdeterminowany, żeby odebrać mi szansę na oczarowanie cię moją rycerskością, i całą chwałę chce wziąć na siebie - powiedział z uśmiechem.
W moich oczach przestał już być płytkim i skupionym na sobie gwiazdorem. Nie po tym, co zobaczyłam w sklepie. Nigdy w życiu nie zapomnę twarzy tej małej dziewczynki, kiedy Jax pocałował ją w głowę.
- Zamierzasz się podzielić ze mną tymi głębokimi myślami?
Wzruszyłam ramionami.
- Przypomniałam sobie twarz tej małej dziewczynki. To, co zrobiłeś, było bardzo miłe. Nie myślałam, że taki jesteś.
Skrzywił się i zapytał:
- Jaki?
- No cóż, nie myślałam, że zwrócisz uwagę na tę dziewczynkę, a ty nie tylko z nią porozmawiałeś, ale spełniłeś też jej marzenie. Mogłeś ją przecież spławić, udając, że nie jesteś Jaxem Stone'em - zamilkłam i spojrzałam, jak posyła mi krzywy uśmieszek. - Co? - zapytałam.
Delikatnie przeciągnął palcem po moim policzku.
- Myślę, że jesteś pierwszą znaną mi dziewczyną, która jest pod wrażeniem mojej interakcji z dziećmi.
Moje serce waliło w piersi pod wpływem jego delikatnego dotyku. Z trudem zaczerpnęłam powietrza do płuc.
- No cóż, musisz być nieco bardziej wybredny, dobierając sobie, z kim spędzasz czas - zdołałam powiedzieć bez tchu.
Zaśmiał się głośno, ja też nie potrafiłam powstrzymać uśmiechu.
- Masz rację, Sadie, powinienem. I myślę, że znalazłem kogoś, z kim chciałbym spędzać czas - kogoś, kto płacze na myśl o nieznajomych dziewczynkach, które straciły swoich ojców na wojnie.
Nie chciałam myśleć o tej na wpół osieroconej słodkiej dziewczynce. Jeśli znowu się rozpłaczę, wyjdę na wariatkę.
- Szybko się mną znudzisz. Nie jestem aż tak atrakcyjna - mimowolnie wypowiedziałam na głos swoje myśli.
Chwycił palcami mój podbródek i odchylił głowę.
- Nie znajduję w tobie ani jednej nudnej rzeczy. Samo patrzenie na ciebie jest rozrywką.
Zmarszczyłam brwi, a on pocałował mnie w głowę zupełnie jak tę małą dziewczynkę i zaśmiał się delikatnie.
- Nie krzyw się, piękna. Fascynujesz mnie.
Moja twarz zalała się rumieńcem, a serce chciało wyrwać się z piersi. To nie fair, że wkładając tak niewielki wysiłek, tak bardzo na mnie działał.
Samochód stanął, a ja się zorientowałam, że jesteśmy przed moim domem.
- Nie mówiłam ci, jak tu dojechać.
Uśmiechnął się i otworzył drzwi.
- Pracujesz dla mnie, Sadie. Moim obowiązkiem było wyciągnąć adres z twoich akt i podać go Kane'owi, zanim wyjechaliśmy.
- O tym nie pomyślałam - wymamrotałam pod nosem.
Wysiadł z samochodu i podał mi rękę. Chwyciłam jego dłoń i wyszłam na ulicę.
- Czy mogę ci pomóc wnieść zakupy do środka? - zapytał.
- Nie! - przeraziła mnie myśl o Jessice widzącej Jaxa albo jeszcze gorzej: ubranej w coś nieodpowiedniego. - Hmm, ja, po prostu moja mama nie lubi ostatnio zapraszać do domu żadnych gości.
Otworzył bagażnik.
- Pozwól mi chociaż położyć je przy drzwiach.
- Dobrze - podeszłam do drzwi, odebrałam od niego zakupy, po czym sięgnęłam po jego gumy. Nie wiedziałam, co powiedzieć, więc podałam mu je, a jego twarz momentalnie pojaśniała. Znów pojawił się uśmiech, który pamiętałam z jego dziecięcych fotografii. To nie był uśmiech, który pokazywał w gazetach.
- Przyjmuję, że byłem grzeczny.
Skinęłam głową.
- Jeszcze raz dziękuję za podwózkę i towarzystwo.
Ukłonił się przekornie.
- Do usług.
Spojrzałam na niego jeszcze raz i weszłam do środka. Zamknęłam drzwi i oparłam się o nie. Jax Stone właśnie podbił moje serce i nie byłam pewna, co z tym zrobić.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki