Odkryłam sekrety szejka - Anna Kolasińska-Szemraj

-
Proszę czekać

PROLOG

Klimatyzacja brzęczała jednostajnie, jakby ktoś zostawił włączony silnik. Dla Seliny ten dźwięk był jak nieustanne tło życia w Abu Zabi - nigdy nie milkł. Nie pozwalał zapomnieć, gdzie jesteś.

Mieszkanie Etihadu wyglądało jak wszystkie inne: mała kuchnia, stół z Ikei, kanapa, na której nikt nie siadał, bo była zbyt twarda. Na podłodze leżała walizka, jeszcze nierozpakowana po locie. Pachniała kremem do rąk i metalem z kabiny. Selina stanęła pośrodku pokoju i spojrzała na telefon.

Była 00.47. Godzina, w której członkowie załogi zwykle wracają z lotów albo próbują zasnąć przed briefingiem o świcie. Ale ona tej nocy miała zrobić coś, czego nie potrafiła wytłumaczyć nikomu, nawet sobie.

Położyła na stole małą kamerę kupioną kilka dni wcześniej - "na wszelki wypadek". Usiadła na krześle, potarła dłonie o legginsy, próbując pozbyć się drżenia, które czasem dopadało ją podczas najgorszych turbulencji, ale w kabinie mimo to potrafiła podawać herbatę jak automat, z perfekcyjną precyzją.

- Okej - powiedziała w końcu, biorąc głęboki wdech. - Zrób to.

Włączyła nagrywanie. Czerwona dioda zapaliła się jak ostrzeżenie.

- Jeśli to oglądasz, to znaczy... - zaczęła, ale zaraz przerwała. - Nie. Jeszcze raz.

Spojrzała w bok, w stronę drzwi wejściowych. Korytarz wydawał się cichszy niż zwykle. Zbyt cichy. Wróciła do kamery.

- Jeśli to oglądasz, to znaczy, że szejk wie.

Słowo "szejk" wypowiedziała tak, jakby bała się, że ktoś usłyszy je przez ścianę. W budynku mieszkali piloci, członkowie załóg, rezerwowi z różnych krajów. Ściany były jak z papieru. Każdy słyszał wszystko.

- To nie będzie historia o pracy, o lataniu - powiedziała, a jej głos stał się niższy, bardziej kontrolowany. - To jest historia o tym, co widziałam, a czego nigdy nie powinnam była zobaczyć i czego nikt nie powinien wiedzieć.

Podeszła do okna, które wychodziło na parking. Z mieszkania w Khalifa City widać było tylko stojące w równych rzędach klimatyzatory, vany dla załóg i żółte lampy oświetlające puste chodniki. To było prawdziwe nocne Abu Zabi - nie to znane z kolorowych folderów - beton, sztuczne światło i cisza wypełniona dźwiękiem chodzących maszyn.

- Od kilku dni ktoś mnie śledzi - wyszeptała, podchodząc z powrotem do kamery. - Najpierw myślałam, że to jakiś gość z lotu, który się za bardzo zainteresował. Potem, że to ktoś z firmy sprawdza mój profil. Ale oni patrzą inaczej niż zwykli ludzie. Jakby wiedzieli, gdzie będę, zanim ja sama to wiem.

Usiadła z powrotem. Zbliżyła twarz do kamery.

- Projekt EAGLE - zaczęła, a jej głos zadrżał pierwszy raz. - To nie jest inwestycja, żaden program rozwoju. To sieć ludzi, którzy nie powinni byli się spotkać, a tym bardziej współpracować.

Przełknęła ślinę.

- I boją się jednego: że ktoś połączy kropki.

Gdzieś na korytarzu trzasnęły drzwi. Selina drgnęła tak gwałtownie, że kamera poruszyła się na statywie.

- Myślałam, że mogę to zostawić za sobą - powiedziała szybko. - Że mogę po prostu... pracować, latać, udawać, że nic nie widzę. Ale oni...

Spojrzała w bok. W jej oczach pojawił się cień ulgi. Jakby ktoś był po drugiej stronie drzwi. Jakby ktoś oddychał równocześnie z nią.

- Natalia - powiedziała nagle. Dotarło do niej, że nie nagrywa już dla kogoś anonimowego z przyszłości, lecz zwraca się do konkretnej osoby. - Jeśli to widzisz... - łzy pojawiły się nagle, nieproszone - proszę, nie wracaj tu. Popełniłam błąd, którego nie da się odwrócić. Ty nie możesz.

Zbliżyła drżącą rękę do kamerki, jakby chciała ją wyłączyć.

- Wybacz mi wszystko.

W tej samej sekundzie zamek w drzwiach przesunął się o milimetr. Niewystarczająco głośno, by potwierdzić zagrożenie. Jednak wszystko było już jasne.

Nagranie urwało się bez żadnego dźwięku.

ROZDZIAŁ 1

PO LATACH CISZY

Mieszkanie Natalii wypełniało miękkie światło poranka. Rozlewało się po jasnych ścianach i wysokich sufitach charakterystycznych dla powiślańskich kamienic. Otworzyła drzwi balkonowe, by wpuścić chłodne powietrze, które niosło ze sobą zapach nabrzeża, piekarni za rogiem i mokrej trawy z pobliskiego skweru. W takich chwilach zawsze wracała do niej myśl, że nie potrafiłaby żyć już nigdzie indziej. Warszawa stała się nie tyle miejscem, ile spokojem, na który czekała całe życie.

Jej mieszkanie było przestronne, jasne, z przestrzenią, która pozwalała oddychać. Salon z sofą w odcieniu kości słoniowej, regały pełne książek i zapisów rozmów, dwa fotele w stylu mid-century, szeroki dębowy stół, na którym często pracowała. Kuchnia w angielskim stylu, z matowymi frontami i mosiężnymi uchwytami, była jej dumą - sama ją projektowała. Każda rzecz tutaj była wybrana przez nią osobiście. Nic nie było kompromisem. Po latach życia, w którym nawet jej czas nie należał do niej, świadomość, że każdy element tego wnętrza jest dokładnie taki, jak chciała, miała niemal terapeutyczny wymiar.

Przeszła boso przez kuchnię i nacisnęła guzik ekspresu. Urządzenie natychmiast zaczęło mruczeć znajomym, przyjemnym dźwiękiem. W powietrzu uniósł się zapach świeżo mielonej kawy, a Natalia poczuła, jak całe jej ciało się rozluźnia. To była jej poranna kotwica, znak, że zaczyna się dzień. Ta zwykła normalność była czymś, czego przez większość życia nie miała.

Kiedyś myślała, że normalność oznacza przeciętność. Dziś wiedziała, że oznacza po prostu wolność.

Na srebrnej tacy ułożyła filiżankę, małą miseczkę z orzechami i notes w skórzanej oprawie. Usiadła przy stole w salonie i otworzyła laptop. W jej kalendarzu od lat nie było dni pustych. Podcast rozwinął się do rozmiarów, o jakich nie śmiała marzyć. W Zurychu nie myślała o niczym poza ucieczką. Teraz zapraszano ją na konferencje, współpracowała z dużymi markami, a ludzie chętnie słuchali jej głosu.

Spojrzała na statystyki ostatniego odcinka i mimowolnie się uśmiechnęła. Dobrze mi idzie, pomyślała, choć bała się zapeszyć. Doskonale wiedziała, że szczęście, kiedy w końcu przychodzi, potrafi być kruche.

Na stoliku obok leżała zakładka z napisem: "Moje życie - mój wybór". Dostała ją podczas spotkania autorskiego w jednej z warszawskich księgarni. Ktoś z publiczności podał jej ją po rozmowie. Uśmiechnęła się wtedy uprzejmie, nie zdając sobie sprawy, że te trzy słowa utkwią jej w pamięci jak zaklęcie.

Otworzyła notes z pytaniami do dzisiejszego gościa. Miała nagrać odcinek o ludziach, którzy odbudowują swoje życie po utracie bliskiej osoby. Temat trudny, ale dla niej ważny. Lubiła takie rozmowy - szczere, pełne czułości i odwagi. Nauczyła się słuchać inaczej niż kiedyś. Słuchać tak, jakby każde słowo mogło coś zmienić.

Zerknęła na ekran telefonu. Żadnych wiadomości. Żadnych nieodebranych połączeń. Ta cisza przez lata była jej największym marzeniem, a teraz stała się czymś zupełnie naturalnym. Czasem nadal łapała się na tym, że reaguje na powiadomienia szybciej, niż powinna. To był nawyk z pracy u szejka i życia w jego świecie - reagujesz natychmiast, bo inaczej poniesiesz konsekwencje. Ale odkąd zamieszkała w Warszawie, jej życie toczyło się rytmem, który należał tylko do niej. Żadnych nieodebranych połączeń o drugiej w nocy. Żadnych poleceń. Żadnych mężczyzn, którzy brali wdzięczność za posiadanie.

Wstała od stołu, przeszła przez salon i stanęła na środku mieszkania. Obróciła się powoli, jakby chłonęła całą przestrzeń. Lubiła widok swoich rzeczy, poukładanych, przemyślanych, skrupulatnie dobranych. Jej mieszkanie nie było ostentacyjne ani przesadnie luksusowe, miało klasę, której nie musiała nikomu udowadniać.

Zgarnęła włosy w luźny kok i spojrzała w lustro w korytarzu. Jej twarz była spokojna. Może dojrzalsza niż kilka lat temu, ale była to dojrzałość, która wynikała z odzyskanego życia.

Włożyła wełniany płaszcz, zapięła guziki, zarzuciła torbę na ramię i sięgnęła po klucze. Zanim przekręciła zamek, ponownie rzuciła okiem na wnętrze mieszkania, tak jak robiła to każdego ranka.

- Czas iść - powiedziała półgłosem, choć nikt jej nie słyszał, a słowa rozpłynęły się w powietrzu.

Na klatce schodowej pachniało świeżym chlebem, sąsiad z piątego piętra codziennie robił zakupy w pobliskiej piekarni. Kiedy wyszła na ulicę, Warszawa była już w ruchu. Ludzie kierowali się do biur, dzieci do szkoły, rowerzyści przeciskali się między samochodami. Ktoś biegł w pośpiechu, ktoś inny jadł kanapkę w biegu, a młoda kobieta spacerowała z psem, który z uporem zatrzymywał się przy każdym drzewie.

Natalia uwielbiała tę codzienność. Zwykłych ludzi, zwykłe sprawy, zwykły chaos. W tym była prawda. I nikt jej nie obserwował, nie analizował ani nie kontrolował.

Przynajmniej tak się jej wydawało przez większość czasu.

Otworzyła aplikację i zamówiła taksówkę. Gdy czekała, przysunęła szalik wyżej pod szyję i wsunęła dłonie w kieszenie miękkiego płaszcza. Powietrze było chłodne, ale przyjemnie orzeźwiające.

Wtedy kątem oka zobaczyła coś, co sprawiło, że jej oddech na moment się zatrzymał, a serce mocniej zabiło.

Po drugiej stronie ulicy stał mężczyzna. Niczym szczególnym się nie wyróżniał - miał na sobie szarą kurtkę, dżinsy, ciemny plecak przewieszony przez ramię. A jednak była w nim jakaś dziwna energia, której nie potrafiła zignorować. Stał w miejscu zbyt długo, w kompletnym bezruchu - nie jak ktoś, kto rzeczywiście czeka na autobus, tramwaj albo znajomego.

Przez chwilę obserwowała go kątem oka, próbując nie dać po sobie poznać, że cokolwiek w niej drgnęło. Nie panikuj. To Warszawa, miasto pełne ludzi. Każdy ma prawo stać na ulicy i czekać. Ale gdy tylko taksówka podjechała, a ona wsiadła do środka, mężczyzna odwrócił się i powoli odszedł w przeciwną stronę.

Natalia przełknęła ślinę, bo zrobiło jej się sucho w gardle.

Przypadek. Po prostu przypadek.

I może by w to uwierzyła.

Gdyby nie to, że po raz pierwszy od bardzo dawna jej ciało powiedziało coś zupełnie innego niż głowa.

CIĄG DALSZY DOSTĘPNY W PEŁNEJ WERSJI