Odpowiedni moment - Danielle Steel

Kup ebooka

34.30 zł
27.78 zł (27,44 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Roz­dział 1

Ale­xan­dra Cor­tez Win­slow mia­ła sie­dem lat, dłu­gie pro­ste czar­ne wło­sy, kre­mo­wo­bia­łą skó­rę i duże zie­lo­ne oczy. Te­raz skry­wa­ła je pod za­ci­śni­ęty­mi po­wie­ka­mi, le­żąc w swo­im łó­żku z twa­rzą w po­ście­li i sta­ra­jąc się nie słu­chać kłót­ni ro­dzi­ców. Cza­sa­mi ich sprzecz­ki trwa­ły go­dzi­na­mi. Za­wsze ko­ńczy­ły się trza­śni­ęciem drzwia­mi, a po­tem tata przy­cho­dził na górę, do jej sy­pial­ni, i za­pew­niał, że wszyst­ko jest w po­rząd­ku.

Tym ra­zem kłó­ci­li się całą go­dzi­nę. Alex sły­sza­ła krzy­ki mat­ki, ko­bie­ty o go­rącym la­ty­no­skim tem­pe­ra­men­cie. Od­kąd Alex si­ęga­ła pa­mi­ęcią, ro­dzi­ce za­wsze się kłó­ci­li. W ci­ągu ostat­nie­go roku czy dwóch zro­bi­ło się jesz­cze go­rzej. Po wszyst­kim mama zni­ka­ła na kil­ka dni, cza­sa­mi na­wet ty­go­dni, a gdy wra­ca­ła, przez ja­kiś czas było spo­koj­nie. A po­tem znów się za­czy­na­ło - tak jak dzi­siaj. Przy ko­la­cji mat­ka po­wie­dzia­ła, że chce na kil­ka dni po­le­cieć do Mia­mi, by spo­tkać się z przy­ja­ció­łmi. Oj­ciec przy­po­mniał jej ze smut­kiem, że do­pie­ro co stam­tąd wró­ci­ła, po czym po­sła­li Alex na górę. Mat­ki nie ob­cho­dzi­ło, kto sły­szy ich kłót­nię, ale oj­ciec za­wsze na­ka­zy­wał cór­ce iść do swo­je­go po­ko­ju. Za­sła­nia­ła gło­wę po­dusz­ką i sta­ra­ła się ni­cze­go nie sły­szeć, ale krzy­ki nio­sły się po wszyst­kich po­ko­jach. Miesz­ka­li na osie­dlu dom­ków jed­no­ro­dzin­nych w Bo­sto­nie, cza­sa­mi zna­jo­mi Alex z sąsiedz­twa mó­wi­li, że też sły­sze­li jej ro­dzi­ców. Krzy­cza­ła głów­nie mat­ka - cza­sem też rzu­ca­ła ró­żny­mi przed­mio­ta­mi - a oj­ciec Alex sta­rał się ją uspo­ko­ić, za­nim coś znisz­czy albo któ­ryś z sąsia­dów za­dzwo­ni po po­li­cję. Do­tąd się to nie zda­rzy­ło, ale bał się, że któ­re­goś dnia do tego doj­dzie.

Car­men Cor­tez i Eric Win­slow po­zna­li się w Mia­mi, pod­czas jego pod­ró­ży słu­żbo­wej. Był sze­fem fir­my bu­dow­la­nej, któ­ra zaj­mo­wa­ła się wzno­sze­niem bu­dyn­ków biu­ro­wych, zwłasz­cza dla ban­ków. Po­je­chał tam w zwi­ąz­ku z prze­tar­giem, a pierw­sze­go wie­czo­ru po przy­lo­cie po­sze­dł sam na ko­la­cję do gwar­nej re­stau­ra­cji. Zo­ba­czył, jak do środ­ka wcho­dzi gru­pa atrak­cyj­nych mło­dych lu­dzi. Gdy usie­dli przy sto­li­ku obok, usły­szał, że roz­ma­wia­ją po hisz­pa­ńsku, a jego wzrok od razu przy­ci­ągnęła zja­wi­sko­wo pi­ęk­na mło­da ko­bie­ta. Ona wy­czu­ła, że Eric się jej przy­gląda, więc zer­k­nęła w jego stro­nę i się uśmiech­nęła. I wte­dy było już po nim.

Eric był roz­sąd­nym mężczy­zną wio­dącym spo­koj­ne ży­cie. Jego pierw­sza żona, na­uczy­ciel­ka aka­de­mic­ka, zma­rła na raka pier­si dwa lata wcze­śniej, po dziel­nej wal­ce o ży­cie. Nie mie­li dzie­ci - sami o tym zde­cy­do­wa­li ze względu na dłu­go­let­nie pro­ble­my zdro­wot­ne ko­bie­ty. Ni­g­dy nie ża­ło­wa­li swo­jej de­cy­zji, uzna­li ją za od­po­wied­nią w tej sy­tu­acji.

Eric do­brze so­bie ra­dził w pra­cy, Bar­ba­ra lu­bi­ła wy­kła­dać hi­sto­rię Ame­ry­ki na Uni­wer­sy­te­cie Bo­sto­ńskim, uwiel­bia­li też swój dom. Po jej śmier­ci uznał, że bu­dy­nek jest dla nie­go za duży. Ocze­ki­wał, że spędzą w nim ra­zem je­sień ży­cia, i nie spo­dzie­wał się, że owdo­wie­je w wie­ku czter­dzie­stu ośmiu lat. Tego nie mie­li w pla­nach. Gdy Bar­ba­ra ode­szła, uświa­do­mił so­bie, że czu­je się jak ka­myk w pu­de­łku po bu­tach - prze­ta­czał się z kąta w kąt, za­gu­bio­ny we wła­snym domu, albo czy­tał w sa­mot­no­ści, za­szy­ty w swo­im ga­bi­ne­cie. Bez niej wszyst­ko stra­ci­ło zna­cze­nie. Często wy­je­żdżał w pod­ró­że słu­żbo­we, ale w domu nikt na nie­go nie cze­kał, nie miał komu opo­wie­dzieć o pro­jek­tach, nad któ­ry­mi pra­co­wał. My­ślał, że pod­róż do Mia­mi ni­cze­go nie zmie­ni. Spo­dzie­wał się, że po po­wro­cie za­sta­nie w domu ogłu­sza­jącą ci­szę. Ele­na, ich go­spo­sia, na­dal przy­cho­dzi­ła kil­ka razy w ty­go­dniu i przy­go­to­wy­wa­ła po­si­łki, któ­re zo­sta­wia­ła dla nie­go w za­mra­żar­ce. On od­grze­wał je w mi­kro­fa­lów­ce, gdy wra­cał z pra­cy. Nie miał ro­dzi­ny, ro­dze­ństwa ani dzie­ci. Wy­cho­dząc z przy­ja­ció­łmi, czuł się jak pi­ąte koło u wozu, dla­te­go wi­ęk­szo­ść wie­czo­rów i week­en­dów spędzał w sa­mot­no­ści. Je­dy­nym, co spra­wia­ło mu przy­jem­no­ść i od­wra­ca­ło uwa­gę, były kry­mi­na­ły, któ­re uwiel­biał czy­tać. Miał ich całą bi­blio­tecz­kę.

W wie­czór, gdy po­znał Car­men, zdzi­wił się, sły­sząc, jak pod­czas ko­la­cji w re­stau­ra­cji roz­brzmie­wa sal­sa gra­na przez ze­spół mu­zycz­ny. Jesz­cze bar­dziej za­sko­czy­ło go to, że ko­bie­ta wsta­ła i za­pro­si­ła go do ta­ńca. Mia­ła na so­bie krót­ką su­kien­kę z głębo­kim de­kol­tem opi­na­jącą jej ide­al­ne cia­ło. Po­wie­dzia­ła mu, że jest mo­del­ką, a od cza­su do cza­su gra w fil­mach. Czte­ry lata wcze­śniej, jako osiem­na­sto­lat­ka, przy­le­cia­ła tu z Kuby. Ta­ńczy­li przez parę mi­nut, a po­tem ona uśmiech­nęła się cie­pło i wró­ci­ła do przy­ja­ciół. Nie miał po­jęcia, co w nie­go wstąpi­ło, gdy zgo­dził się na ta­niec z nią - to było do nie­go nie­po­dob­ne, ale ko­bie­ta była tak osza­ła­mia­jąca, że gdy do nie­go po­de­szła, nie mógł od­mó­wić. Po­tem sku­pi­ła uwa­gę na przy­ja­cio­łach, a on za­uwa­żył, że dużo się śmie­ją. Po­czuł się ab­sur­dal­nie, ale wy­cho­dząc z re­stau­ra­cji, dał jej swo­ją wi­zy­tów­kę i po­wie­dział, w któ­rym ho­te­lu się za­trzy­mał. Był pe­wien, że taka mło­da, ży­wio­ło­wa ko­bie­ta jak Car­men ni­g­dy do nie­go nie za­dzwo­ni.

- Je­śli będziesz kie­dyś w Bo­sto­nie... - za­czął.

Sam wie­dział, jak głu­pio to brzmi. Był od niej po­nad dwa razy star­szy, dzie­li­ło ich dwa­dzie­ścia osiem lat. Do­sko­na­le zda­wał so­bie spra­wę z tego, jak sta­ry mu­siał się wy­da­wać jej i jej przy­ja­cio­łom, jed­nak ni­g­dy wcze­śniej nie spo­tkał tak eks­cy­tu­jącej ko­bie­ty. Mia­ła czar­ne wło­sy i zie­lo­ne oczy, ja­sno­oliw­ko­wą skó­rę, opa­le­ni­znę i cia­ło bez ska­zy. My­ślał o niej przez całą noc i pra­wie onie­miał, gdy na­stęp­ne­go ran­ka za­dzwo­ni­ła do jego ho­te­lu, za­nim wy­sze­dł na spo­tka­nie. Za­pro­sił ją na ko­la­cję, a ona po­wie­dzia­ła mu, gdzie się spo­tka­ją. Cały dzień na­wie­dza­ły go wy­obra­że­nia o niej.

Gdy zo­ba­czył ją w re­stau­ra­cji, wy­gląda­ła fan­ta­stycz­nie - mia­ła na so­bie krót­ką czar­ną su­kien­kę i buty na wy­so­kim ob­ca­sie. Po ko­la­cji po­szli po­ta­ńczyć, a po­tem do baru, któ­ry po­le­ci­ła, gdzie roz­ma­wia­li do czwar­tej nad ra­nem. Był nią za­fa­scy­no­wa­ny. Wy­ja­śni­ła mu, że pra­cu­je jako ho­stes­sa na tar­gach pro­duk­tów, a jej ma­rze­niem jest wy­jazd do Los An­ge­les albo No­we­go Jor­ku i ka­rie­ra ak­tor­ki. Póki co, od­kąd przy­by­ła z Ha­wa­ny, pra­co­wa­ła jako kel­ner­ka, mo­del­ka, bar­man­ka i tan­cer­ka, by zwi­ązać ko­niec z ko­ńcem. Po an­giel­sku mó­wi­ła świet­nie, choć z wy­ra­źnym ak­cen­tem. Uwa­żał, że jest naj­pi­ęk­niej­szą dziew­czy­ną, jaką w ży­ciu wi­dział. Na­stęp­ne­go dnia wra­cał do Bo­sto­nu, jed­nak po­wie­dział jej, że je­śli jego fir­ma do­sta­nie pro­jekt w Mia­mi, często będzie wra­cał. Dwa ty­go­dnie pó­źniej przy­le­ciał tam zno­wu tyl­ko po to, by się z nią zo­ba­czyć. Spędzi­li wspa­nia­ły week­end, a po mie­si­ącu był w niej za­du­rzo­ny po same uszy. W jego wie­ku wy­da­wa­ło się to głu­po­tą, ale nic so­bie z tego nie ro­bił.

Eric za­bie­rał Car­men do re­stau­ra­cji, o któ­rych sły­sza­ła, ale wcze­śniej nie od­wie­dzi­ła, wy­bie­ra­li się też na dłu­gie spa­ce­ry po pla­ży. Gdy po raz dru­gi przy­le­ciał na week­end, by ją od­wie­dzić, spędzi­ła z nim noc w ho­te­lu. Był przy­stoj­nym, za­dba­nym mężczy­zną o atle­tycz­nej bu­do­wie, a ona twier­dzi­ła, że nie prze­szka­dza jej jego wiek. Wie­dział o jej pro­ble­mach fi­nan­so­wych i pro­po­no­wał, że jej po­mo­że, Car­men jed­nak za­wsze dzi­ęko­wa­ła i od­ma­wia­ła. Jego fir­ma nie wy­gra­ła prze­tar­gu w Mia­mi, ale po trzech mie­si­ącach zwi­ąz­ku, pod wpły­wem nie­ty­po­we­go dla sie­bie sza­lo­ne­go im­pul­su, po­pro­sił Car­men, by za nie­go wy­szła. Zgo­dzi­ła się.

Ślu­bu udzie­lił im sędzia po­ko­ju w Mia­mi. Cho­ciaż mat­ka Car­men nie mo­gła opu­ścić Ha­wa­ny, przy­szła grup­ka jej przy­ja­ciół, a on zor­ga­ni­zo­wał uro­czy­sty ślub­ny obiad w ho­te­lu Fon­ta­ine­ble­au, któ­ry uwiel­bia­ła jego uko­cha­na. Gdy week­end się sko­ńczył, Car­men za­bra­ła trzy wa­liz­ki wy­pcha­ne ca­łym jej do­byt­kiem i po raz pierw­szy po­le­cia­ła z nim do Bo­sto­nu. Kie­dy do­tar­li, prze­nió­sł swo­ją la­ty­no­ską żonę przez próg, do świa­ta, któ­re­go zu­pe­łnie nie zna­ła. Przez pierw­sze mie­si­ące zma­ga­ła się z ci­ężkim szo­kiem kul­tu­ro­wym. Po­go­da była zim­na i sza­ra, często pa­dał śnieg, któ­re­go nie zno­si­ła. Ci­ągle było jej zim­no, nu­dzi­ła się, gdy on był w pra­cy, tęsk­ni­ła za przy­ja­ció­łmi. Po paru mie­si­ącach za­brał ją do Mia­mi, by mo­gła się spo­tkać ze zna­jo­my­mi. Wszy­scy za­zdro­ści­li jej no­we­go wy­god­ne­go ży­cia, cho­ciaż wiek jej męża bu­dził ich wąt­pli­wo­ści. Po sze­ściu mie­si­ącach ma­łże­ństwa z za­sko­cze­niem od­kry­li, że Car­men jest w ci­ąży. Do­szło do tego przy­pad­kiem, ale po za­sta­no­wie­niu Eric uznał, że był to szczęśli­wy traf. Ze względu na zdro­wie Bar­ba­ry po­sia­da­nie po­tom­stwa było dla nie­go wcze­śniej nie­mo­żli­we, a te­raz był za­chwy­co­ny my­ślą o dziec­ku i miał na­dzie­ję, że będzie to syn, któ­ry przedłu­ży li­nię rodu. Eric uwiel­biał sport, więc na­uczy­łby go grać w ba­se­ball i cho­dzi­li­by ra­zem na me­cze. Może na­wet zo­sta­łby jego tre­ne­rem w Ma­łej Li­dze. Li­czył, że dzi­ęki dziec­ku Car­men po­czu­je się z nim bar­dziej zwi­ąza­na, po­nie­waż wci­ąż czu­ła się nie na miej­scu w jego kon­ser­wa­tyw­nym bo­sto­ńskim świe­cie i nie mia­ła tu przy­ja­ciół. Nie lu­bi­ła jego zna­jo­mych i uwa­ża­ła ich za nu­dzia­rzy, więc spędza­li czas we dwo­je.

Car­men znacz­nie mniej cie­szy­ła się na myśl o dziec­ku, w wie­ku dwu­dzie­stu dwóch lat nie czu­ła się go­to­wa na ma­cie­rzy­ństwo. Na rok mu­sia­ła­by za­po­mnieć o ka­rie­rze mo­del­ki, cho­ciaż w Bo­sto­nie i tak nie mo­gła zna­le­źć pra­cy, więc tkwi­ła tam bez­czyn­nie ca­ły­mi dnia­mi. Ogląda­ła w te­le­wi­zji hisz­pa­ńskie se­ria­le aż do po­wro­tu Eri­ca z pra­cy i cze­ka­ła na na­ro­dzi­ny dziec­ka. Roz­wi­ąza­nie mia­ło na­stąpić w lu­tym. Po­nie­waż na­bra­li prze­ko­na­nia, że to chło­piec, urządzi­li po­kój dzie­ci­ęcy na nie­bie­sko. Eric był tak pod­eks­cy­to­wa­ny, że pra­wie wy­cho­dził z sie­bie. Ku­pił na­wet pu­de­łko cy­gar, by roz­da­wać je w tym wspa­nia­łym dniu.

Ale­xan­dra uro­dzi­ła się w nocy, gdy w Bo­sto­nie sza­la­ła bu­rza. Po­ród prze­ró­sł naj­gor­sze wy­obra­że­nia i oba­wy Car­men. Le­karz po­wie­dział, że pierw­szy po­ród zwy­kle jest dłu­gi i wła­śnie taki ci­ężki. Gdy już uro­dzi­ła, nie chcia­ła na­wet oglądać dziec­ka. Eric był ra­zem z nią w sali po­ro­do­wej, a gdy le­karz oznaj­mił, że to dziew­czyn­ka, za­pa­dła pe­łna za­sko­cze­nia ci­sza. Do­pie­ro po kil­ku go­dzi­nach Eric otrząsnął się z roz­cza­ro­wa­nia, ale gdy wzi­ął có­recz­kę w ra­mio­na, od razu się w niej za­ko­chał. Car­men była wte­dy pod wpły­wem znie­czu­le­nia i już spa­ła, nie oswo­iła się też tak ła­two z obec­no­ścią dziec­ka jak on. Go­spo­sia Ele­na za­jęła się Ale­xan­drą, gdy wró­ci­li do domu. Car­men mó­wi­ła tyl­ko o od­zy­ska­niu daw­nej syl­wet­ki i od­wie­dzi­nach u przy­ja­ciół w Mia­mi. Nie była tam od mie­si­ęcy, bo Eric nie chciał, by pod­ró­żo­wa­ła w za­awan­so­wa­nej ci­ąży.

Po­nie­waż co­dzien­nie cho­dzi­ła do po­bli­skiej si­łow­ni i sto­so­wa­ła die­tę, a poza tym była mło­da, szyb­ko od­zy­ska­ła syl­wet­kę. Gdy Ale­xan­dra mia­ła trzy mie­si­ące, Car­men po­le­cia­ła do Mia­mi na trzy dni i zo­sta­ła tam dwa ty­go­dnie, im­pre­zu­jąc z przy­ja­ció­łmi. Po po­wro­cie była w znacz­nie lep­szym na­stro­ju. Gdy jej nie było, Eric i Ele­na zaj­mo­wa­li się dziec­kiem.

Po­tem Car­men co mie­si­ąc la­ta­ła na Flo­ry­dę, zo­sta­wia­jąc małą z Eri­kiem, a na­wet pod­jęła parę zle­ceń jako ho­stes­sa. W Bo­sto­nie wci­ąż nie mia­ła żad­nych przy­ja­ciół, a ich ma­łże­ńskie ży­cie było dla niej zbyt nud­ne i tra­dy­cyj­ne. Eric szyb­ko zro­zu­miał, że Car­men nie jest stwo­rzo­na do ma­cie­rzy­ństwa. Naj­chęt­niej cały swój czas spędza­ła­by ze zna­jo­my­mi w Mia­mi. Kie­dy Alex mia­ła rok, od­krył, że Car­men ma w Mia­mi ro­mans z tan­ce­rzem z Pu­er­to Rico. Ko­bie­ta roz­pła­ka­ła się i obie­ca­ła, że to się nie po­wtó­rzy.

Mimo to zda­rzy­ło jej się parę ko­lej­nych wpa­dek i przez lata po­pe­łni­ła wie­le głupstw. W Bo­sto­nie czu­ła się sa­mot­na, nu­ży­ło ją ży­cie Eri­ca i on sam. Po­mi­mo jej za­cho­wa­nia Eric ro­bił, co w jego mocy, by ma­łże­ństwo się nie roz­pa­dło - dla do­bra dziec­ka i wła­sne­go. Przez pierw­sze lata ma­łże­ństwa wci­ąż był bar­dzo za­ko­cha­ny w żo­nie, aż w ko­ńcu, gdy Alex mia­ła trzy lata, do­ta­rło do nie­go, że Car­men ni­g­dy się nie ustat­ku­je i go nie ko­cha. Być może trwa­ła przy nim ze względów prak­tycz­nych, dla ko­rzy­ści zwi­ąza­nych z jego sty­lem ży­cia, ale nie była w nim za­ko­cha­na. Eric naj­bar­dziej oba­wiał się, że Car­men za­bie­rze małą i go zo­sta­wi. Nie chciał stra­cić Alex ani na­wet go­dzić się na na­prze­mien­ną opie­kę nad dziec­kiem. Wie­dział, że gdy­by Car­men go zo­sta­wi­ła i za­bra­ła Alex do Mia­mi, by­ło­by to dla ma­łej dziew­czyn­ki nie­przy­jem­ne ży­cie - w oto­cze­niu zna­jo­mych mat­ki o swo­bod­nych oby­cza­jach. Alex była jego cór­ką, chciał, by wy­cho­wy­wa­ła się w zdro­wych, tra­dy­cyj­nych wa­run­kach, nie w nie­sta­bil­nym, po­dej­rza­nym śro­do­wi­sku, w ja­kim ob­ra­ca­ła się jej mat­ka, gdy wra­ca­ła do świa­ta, któ­ry zna­ła.

Ma­łże­ństwo nie roz­pa­dło się tyl­ko dzi­ęki temu, że Eric po­zwa­lał Car­men ro­bić, co chcia­ła, wy­je­żdżać i wra­cać, kie­dy jej się po­do­ba­ło, oraz przy­my­kał oko na jej ro­man­se. Za­wsze jed­nak wy­czu­wał, kie­dy w jej ży­ciu po­ja­wiał się nowy mężczy­zna. Bez prze­rwy roz­ma­wia­ła przez te­le­fon i ra­do­śnie się uśmie­cha­ła, gdy do niej dzwo­nił.

Kie­dy wra­ca­ła do mia­sta, to­czy­li wście­kłe kłót­nie ro­dem z kosz­ma­ru. Gdy za­bie­rał ją na przy­jęcia biz­ne­so­we, za dużo piła i flir­to­wa­ła ze wszyst­ki­mi fa­ce­ta­mi wo­kół. Bar­dzo źle się za­cho­wy­wa­ła, ale była nie­zwy­kle pi­ęk­na, a gdy wcho­dzi­li ra­zem do sali, przy­ci­ąga­ła wzrok wszyst­kich. Zwi­ązek z nią na­pa­wał Eri­ca swo­istą dumą, jed­nak była dzi­ka i wol­na, a on wie­dział, że ni­g­dy nie zdo­ła jej po­skro­mić i że z tru­dem uda­je mu się utrzy­mać ją przy so­bie. Zni­ka­ła, kie­dy chcia­ła, wra­ca­ła, kie­dy jej to od­po­wia­da­ło, za­nie­dby­wa­ła dziec­ko. Ni­g­dy nie chcia­ła za­bie­rać Alex w pod­róż do Mia­mi. Chęt­nie zo­sta­wia­ła ją z oj­cem, a on przyj­mo­wał to z ulgą.

Alex do­ra­sta­ła, przy­słu­chu­jąc się ich kłót­niom albo spędza­jąc czas z oj­cem, gdy mat­ki nie było w domu. Eric wspa­nia­le się nią opie­ko­wał z po­mo­cą Ele­ny. Go­spo­sia była dla dziew­czyn­ki jak ko­cha­jąca bab­cia. Car­men bar­dzo jej się nie po­do­ba­ła, ostro wy­po­wia­da­ła się o niej po hisz­pa­ńsku. Rów­nież do Alex zwra­ca­ła się po hisz­pa­ńsku, po­dob­nie jak Car­men. Jako trzy­lat­ka dziew­czyn­ka mó­wi­ła płyn­nie w obu języ­kach, poza tym była uro­czym, pe­łnym mi­ło­ści dziec­kiem. Uwiel­bia­ła ojca i ko­cha­ła mat­kę, wie­dzia­ła też jed­nak, że nie może na niej po­le­gać. Na tatę za­wsze mo­gła li­czyć.

Rano Eric za­wo­ził cór­kę do szko­ły, a Ele­na od­bie­ra­ła ją po lek­cjach, na­wet wte­dy, gdy Car­men była na miej­scu - zwy­kle była wte­dy na za­ku­pach, u ko­sme­tycz­ki albo go­dzi­na­mi roz­ma­wia­ła przez te­le­fon z przy­ja­ció­łmi z Flo­ry­dy. Kie­dy prze­by­wa­ła z ro­dzi­ną w Bo­sto­nie, mia­ło się wra­że­nie, że tak na­praw­dę jest nie­obec­na. Alex pró­bo­wa­ła ro­bić dla mamy ró­żne miłe rze­czy, by ją uszczęśli­wić, by ro­dzi­ce aż tak bar­dzo się nie kłó­ci­li, ale to ni­cze­go nie zmie­nia­ło. Cza­sa­mi Alex my­śla­ła, że je­śli będzie bar­dzo, bar­dzo grzecz­na, mama nie będzie się na nich zło­ścić, ale i tak się wście­ka­ła. Na­wet dla Alex sta­ło się oczy­wi­ste, że mat­ka nie zno­si z nimi prze­by­wać.

Kłót­nia, przez któ­rą Alex cho­wa­ła się pod po­dusz­ką, nie ró­żni­ła się od in­nych, ale dłu­go trwa­ło, za­nim się sko­ńczy­ła. W ko­ńcu dziew­czyn­ka usły­sza­ła zna­jo­me trza­śni­ęcie drzwia­mi, po któ­rym na ja­kiś czas mia­ła za­pa­ść ci­sza. Tego po­po­łud­nia wi­dzia­ła, jak mat­ka pa­ku­je wa­liz­kę. Do­my­śla­ła się, do­kąd wy­je­żdża. Parę mi­nut pó­źniej oj­ciec wsze­dł na górę i otwo­rzył drzwi jej po­ko­ju. Jego ścia­ny wci­ąż były po­ma­lo­wa­ne na ja­sno­nie­bie­ski ko­lor, a Alex wie­dzia­ła dla­cze­go. Tata opo­wia­dał, że przed jej na­ro­dzi­na­mi był głu­pi i ży­czył so­bie syn­ka, nie ma­jąc po­jęcia, ja­kie to szczęście mieć có­recz­kę.

Gdy mia­ła pięć lat, za­czął za­bie­rać ją ze sobą na me­cze, uczył na­zwisk za­wod­ni­ków i za­sad gry. Wie­dzia­ła o ba­se­bal­lu wi­ęcej niż wi­ęk­szo­ść chło­pa­ków, od lat gra­ła też z oj­cem na po­dwór­ku, od­bi­ja­jąc pi­łkę pa­łką. Chwa­lił się zna­jo­mym, że jest świet­ną pa­łkar­ką, ma do­sko­na­łą ko­or­dy­na­cję ręka-oko, umie ude­rzyć pi­łkę moc­niej niż inne dzie­ci, a do tego świet­nie rzu­ca.

Wie­czo­rem przed pó­jściem spać Eric za­wsze jej czy­tał. Był uza­le­żnio­ny od po­wie­ści de­tek­ty­wi­stycz­nych i kry­mi­na­łów, za­chęcał też Alex do czy­ta­nia w wol­nym cza­sie. Po­zna­ła dzi­ęki nie­mu wszyst­kie kla­sycz­ne ksi­ążki dla dzie­ci w jej wie­ku, Pa­jęczy­nę Char­lot­ty, Stu­ar­ta Ma­lut­kie­go, ksi­ążki o Ku­bu­siu Pu­chat­ku, któ­rych słu­cha­ła jako małe dziec­ko, oraz Anię z Zie­lo­ne­go Wzgó­rza. Nie­daw­no za­czął jej czy­tać ksi­ążki o Nan­cy Drew, choć była na nie tro­chę za mała, ona jed­nak je uwiel­bia­ła. Czy­ta­nie było dla niej uciecz­ką od na­pi­ęcia mi­ędzy ro­dzi­ca­mi i hu­mo­rów mat­ki. Ksi­ążki były jej przy­ja­ció­łmi.

Za­częła już dru­gą po­wie­ść o Nan­cy Drew, któ­rą co wie­czór czy­tał jej tata - po jed­nym roz­dzia­le ka­żde­go dnia. Uwiel­bia­ła za­gad­ki roz­wi­ązy­wa­ne przez Nan­cy oraz jej nie­zwy­kłą spo­strze­gaw­czo­ść.

- Go­to­wa na Nan­cy Drew? - spy­tał ją z uśmie­chem, wcho­dząc do jej po­ko­ju.

Alex wyj­rza­ła spod po­dusz­ki z po­tar­ga­ny­mi wło­sa­mi i sze­ro­ko otwar­ty­mi ocza­mi, a po­tem ski­nęła gło­wą.

- Po­szła so­bie? - spy­ta­ła Alex ze ści­śni­ętym gar­dłem.

- Wró­ci za parę dni - za­pew­nił ją tata.

Alex wie­dzia­ła, że to praw­da, cho­ciaż ci­ągle się mar­twi­ła, że któ­re­goś dnia mama nie wró­ci. Car­men mia­ła trud­ny cha­rak­ter, często się zło­ści­ła i nie lu­bi­ła czy­tać ba­jek ani się ba­wić. Mimo wszyst­ko była jej mat­ką, a cza­sa­mi ma­lo­wa­ła Alex pa­znok­cie u stóp, co dziew­czyn­ce bar­dzo się po­do­ba­ło. Raz na­ło­ży­ła jej zło­ty la­kier, a ona zdjęła w szko­le skar­pet­ki i po­chwa­li­ła się ko­le­żan­kom.

Eric si­ęgnął po ksi­ążkę le­żącą na pó­łce w po­ko­ju Alex, a po­tem usie­dli obok sie­bie na jej łó­żku, opie­ra­jąc się o po­dusz­ki. Za­częli od ksi­ążki The Hid­den Sta­ir­ca­se. Oj­ciec po­wie­dział Alex, że te po­wie­ści na­pi­sa­no wie­le lat temu, ale wci­ąż są bar­dzo do­bre. Te­raz czy­ta­li The Se­cret at Sha­dow Ranch, któ­rą Alex była za­chwy­co­na. Po­do­bał jej się spo­sób czy­ta­nia taty - w jego gło­sie było mnó­stwo dra­ma­ty­zmu. Dzi­ęki nie­mu hi­sto­ria była na­praw­dę eks­cy­tu­jąca.

Ob­jął ją, gdy usie­dli na łó­żku, a po­tem prze­czy­ta­li dwa roz­dzia­ły i Alex mu­sia­ła iść spać. Na­stęp­ne­go dnia szła do szko­ły. Gdy sko­ńczy­li czy­tać, dziew­czyn­ka spoj­rza­ła na tatę swo­imi wiel­ki­mi zie­lo­ny­mi ocza­mi.

- My­ślisz, że za­dzwo­ni z Mia­mi?

- Nie wiem - od­pa­rł szcze­rze.

Trud­no było prze­wi­dzieć, co zro­bi Car­men, a cza­sa­mi wy­da­wa­ło się, że zu­pe­łnie o nich za­po­mi­na­ła. Tak zresz­tą za­zwy­czaj było.

- Była bar­dzo zła, kie­dy wy­cho­dzi­ła? - spy­ta­ła Alex ci­chym, pe­łnym nie­po­ko­ju gło­sem.

Ski­nął gło­wą, sta­ra­jąc się ukryć zde­ner­wo­wa­nie, ona jed­nak je wy­czu­wa­ła. To było jak ży­cie u stóp wul­ka­nu - dla oboj­ga trud­ne do znie­sie­nia.

- Chcesz się ze mną wy­brać na przed­se­zo­no­we roz­gryw­ki? - spy­tał, by od­wró­cić jej uwa­gę.

Lu­bi­ła je­ździć z nim na wy­ciecz­ki. Już wcze­śniej za­brał ją na przed­se­zo­no­we roz­gryw­ki ba­se­bal­lo­wej dru­ży­ny Red Sox. Ski­nęła gło­wą z uśmie­chem.

Prze­bra­ła się w pi­ża­mę, umy­ła zęby i po­ło­ży­ła się do łó­żka. Otu­lił ją ko­łdrą i uca­ło­wał, zga­sił świa­tło, a po­tem na chwi­lę przy­sta­nął w drzwiach.

- Wszyst­ko będzie do­brze, Alex. Za­wsze do­brze się ko­ńczy. Ma­mu­sia będzie szczęśli­wa, gdy wró­ci do domu.

Alex jed­nak do­brze wie­dzia­ła, że szczęście nie po­trwa dłu­go.

- Słod­kich snów. Ko­cham cię - do­dał jak co wie­czór jej oj­ciec.

- Ja też cię ko­cham, tato.

Za­mknęła oczy, my­śląc o Nan­cy Drew i za­gad­ce, któ­rą pró­bo­wa­ła roz­wi­ązać w czy­ta­nej przez nich ksi­ążce. Nan­cy Drew była taka mądra. Za­wsze uda­wa­ło jej się wszyst­ko od­gad­nąć, jak gdy­by mia­ła ma­gicz­ną moc. Alex chcia­ła­by mieć taką samą moc, by wie­dzieć, kie­dy mama wró­ci.

Może jesz­cze za­nim sko­ńczą czy­tać ksi­ążkę.

Za­pra­sza­my do za­ku­pu pe­łnej wer­sji ksi­ążki