Odpowiedź Hiobowi - Carl Gustav Jung

Kup ebooka

42.90 zł
33.46 zł (23,60 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać
Ty­tuł ory­gi­nału: An­twort auf Hiob
Opieka re­dak­cyjna: EWA SMOL, SE­BA­STIAN BREJ­NAK
Ad­iu­sta­cja: JO­ANNA ZA­BO­ROW­SKA
Ko­rekta: HEN­RYKA SA­LAWA, GA­BRIELA NIE­MIEC
Pro­jekt okładki i opra­co­wa­nie gra­ficzne: WOJ­TEK JA­NI­KOW­SKI
Re­dak­tor tech­niczny: RO­BERT GĘ­BUŚ
? 1952 Ra­scher Ver­lag, Zürich ? 1954 Ro­utledge & Ke­gan Paul ? Fo­un­da­tion of the Works of C.G. Jung, Zürich Co­py­ri­ght ? for the Po­lish trans­la­tion by Ro­bert Reszke, War­szawa 2009 Po­sło­wie ? by Olga To­kar­czuk ? Co­py­ri­ght for this edi­tion by Wy­daw­nic­two Li­te­rac­kie, 2024
Wy­da­nie pierw­sze: War­szawa 1995
ISBN 978-83-08-07956-0
Wy­daw­nic­two Li­te­rac­kie Sp. z o.o. ul. Długa 1, 31-147 Kra­ków bez­płatna li­nia te­le­fo­niczna: 800 42 10 40 księ­gar­nia in­ter­ne­towa: www.wy­daw­nic­two­li­te­rac­kie.pl e-mail: ksie­gar­nia@wy­daw­nic­two­li­te­rac­kie.pl tel. (+48 12) 619 27 70
Kon­wer­sja: eLi­tera s.c.
.

Carl Gu­stav Jung (1875-1961) - szwaj­car­ski psy­chia­tra i psy­cho­log, my­śli­ciel, je­den z naj­wy­bit­niej­szych (a za­ra­zem naj­bar­dziej kry­tycz­nych) uczniów Freuda. Był współ­twórcą psy­cho­lo­gii głębi, au­to­rem ka­no­nicz­nych dziś po­jęć, ta­kich jak nie­świa­do­mość zbio­rowa, kom­pleks, syn­chro­nicz­ność, in­tro­wer­sja i eks­tra­wer­sja czy ar­che­typ. Jego prace ode­grały wielką rolę w roz­woju psy­cho­ana­lizy, fi­lo­zo­fii, nauk o kul­tu­rze, a na­wet neu­ro­lo­gii czy fi­zyki kwan­to­wej. In­te­re­so­wał się sztuką, al­che­mią, astro­lo­gią, teo­lo­gią, a także zja­wi­skami pa­rap­sy­chicz­nymi.

Od­po­wiedź Hio­bowi

Księga Hioba to ka­mień mi­lowy na dłu­giej dro­dze roz­woju dra­matu bo­skiego. Gdy księga ta po­wstała, znane były już liczne do­ku­menty da­jące wy­raz we­wnętrz­nie sprzecz­nemu ob­ra­zowi Jahwe - ob­ra­zowi Boga, który był nie­po­ha­mo­wany w swych emo­cjach i wła­śnie ze względu na owo nie­po­ha­mo­wa­nie cier­piał. Jahwe sam wo­bec sie­bie przy­znał, iż zże­rają go gniew i za­zdrość, a wie­dza o tym była dlań przy­czyną cier­pie­nia. Był Bo­giem ro­zum­nym w nie­ro­zu­mie, do­brym w okru­cień­stwie, twór­czym w de­struk­cji. Oto był wszyst­kim, a ża­den jego atry­but nie wy­klu­czał in­nego. Stan tego ro­dzaju mo­żemy so­bie wy­obra­zić tylko wtedy, gdy albo nie mamy do czy­nie­nia z re­flek­syjną świa­do­mo­ścią, albo gdy re­flek­sja je­dy­nie bez­sil­nie od­zwier­cie­dla to, co dane i prze­ja­wione. Stan, który można w ten spo­sób opi­sać, mo­żemy okre­ślić je­dy­nie mia­nem "amo­ral­nego".

O tym, co czuli lu­dzie Sta­rego Te­sta­mentu wo­bec swego Boga, wiemy dzięki świa­dec­twu Pi­sma Świę­tego, ale nie o tę kwe­stię nam cho­dzi - my za­mie­rzamy się za­jąć ra­czej tym, w jaki spo­sób po chrze­ści­jań­sku wy­cho­wany i wy­kształ­cony czło­wiek współ­cze­sny roz­pra­wia się z mro­kami Boga ob­ja­wio­nymi w Księ­dze Hioba, czy też ja­kie to robi na nim wra­że­nie. Nie cho­dzi nam o wy­wa­żoną, czy­niącą za­dość każ­demu szcze­gó­łowi eg­ze­gezę, lecz o przed­sta­wie­nie su­biek­tyw­nej re­ak­cji. W ten spo­sób pra­gniemy do­pu­ścić tu głos prze­ma­wia­ją­cego w imie­niu wielu od­czu­wa­ją­cych po­dob­nie, chcemy rów­nież wy­ra­zić ów wstrząs, jaki wy­wo­łuje w nas ni­czym nie­prze­sło­nięty wi­dok bo­skiego nie­okieł­zna­nia i zdzi­cze­nia. Mimo że zda­jemy so­bie sprawę z roz­dar­cia i cier­pie­nia w ło­nie bó­stwa, to jed­nak twier­dzimy, że są one tak bar­dzo nie­re­flek­syjne, przeto mo­ral­nie nie­sku­teczne, że nie bu­dzą w nas ro­zu­mie­ją­cego współ­czu­cia, lecz rów­nie nie­re­flek­syjny i trwały afekt po­dobny do długo za­skle­pia­ją­cej się rany. Jak rana od­po­wiada za­da­ją­cej ją broni, tak i afekt jest od­zwier­cie­dle­niem wy­zwa­la­ją­cego go gwałtu.

Księga Hioba od­grywa je­dy­nie rolę pa­ra­dyg­matu prze­ży­cia Boga, któ­remu w na­szej epoce przy­słu­guje wielka do­nio­słość. Do­świad­cze­nia tego ro­dzaju na­cho­dzą czło­wieka od we­wnątrz i od ze­wnątrz, nie ma sensu in­ter­pre­to­wać ich w spo­sób ra­cjo­nalny, a tym sa­mym osła­biać apo­tro­pe­izo­wa­niem. Le­piej by­łoby przy­znać się do afektu i ulec jego sile, niż po­dej­mo­wać próby za­ne­go­wa­nia go za po­mocą wszel­kiego ro­dzaju ope­ra­cji in­te­lek­tu­al­nych czy wy­bie­gów emo­cjo­nal­nych. Mimo że za sprawą afektu na­śla­duje się wszyst­kie ne­ga­tywne ce­chy czynu gwał­tow­nego, a tym sa­mym obar­cza się go iden­tycz­nym błę­dem, to prze­cież wła­śnie na tym po­lega cel ca­łego pro­cesu: cho­dzi o to, by wnik­nął on w czło­wieka, by czło­wiek pod­dał się jego od­dzia­ły­wa­niu. Czło­wiek po­wi­nien ulec afek­towi, w prze­ciw­nym bo­wiem ra­zie nie od­czuje na so­bie skut­ków jego dzia­ła­nia. Po­wi­nien jed­nak wie­dzieć, czy ra­czej prze­ko­nać się, co jest źró­dłem owego afektu, w ten spo­sób prze­mieni on bo­wiem śle­potę z jed­nej strony siły, z dru­giej afektu - w po­zna­nie.

Z tego względu w ni­niej­szym stu­dium bez wstydu i ni­czym się nie przej­mu­jąc, do­pusz­czę do głosu afekt, na nie­spra­wie­dli­wość od­po­wiem nie­spra­wie­dli­wo­ścią, abym na­uczył się ro­zu­mieć, dla­czego i w ja­kim celu Hio­bowi zo­stała za­dana rana i ja­kie skutki przy­nio­sło to Jahwe i czło­wie­kowi.

1.

Na mowę Jahwe Hiob od­po­wiada:

Jam mały, cóż Ci od­po­wiem?

Rękę przy­łożę do ust.

Raz prze­mó­wi­łem, nie wię­cej,

drugi raz ni­czego nie do­dam[3].

I w rze­czy sa­mej - w bez­po­śred­niej wi­zji nie­skoń­czo­nej siły stwór­czej jest to je­dyna moż­liwa od­po­wiedź, ja­kiej może udzie­lić świa­dek, któ­remu zgroza omal nie spa­ra­li­żo­wała wszyst­kich człon­ków. No bo jakże w ogóle, ra­cjo­nal­nie rzecz bio­rąc, ina­czej mógłby od­po­wie­dzieć czoł­ga­jący się w pro­chu, na poły zmiaż­dżony ro­bak ludzki? Mimo swej ża­ło­snej ma­ło­ści i sła­bo­ści wie on jed­nak, iż stoi w ob­li­czu istoty nad­ludz­kiej, która jest oso­bi­ście bar­dzo draż­liwa, to­też na wszelki wy­pa­dek uczy­niłby le­piej, gdyby po­wstrzy­mał się od wszel­kich kry­tycz­nych uwag, nie mó­wiąc już o pew­nych pre­ten­sjach mo­ral­nych, ja­kich ską­d­inąd można by do­cho­dzić na­wet wo­bec Boga.

Sławi więc Hiob spra­wie­dli­wość Jahwe. Przed niego, jako spra­wie­dli­wego sę­dziego, z pew­no­ścią mógłby wnieść swą skargę i za­pew­nie­nia o swej nie­win­no­ści, wątpi jed­nak w tę moż­li­wość:

Istot­nie. Ja wiem, że to prawda.

Czy czło­wiek jest prawy przed Bo­giem?[4]

[...]

O siłę cho­dzi? To mo­carz.

O sąd? Kto da mi świa­dec­two?

On i pra­wym za­mknie usta,

mam słusz­ność, a win­nym mnie uzna[5].

Bez przy­czyny - po­wiada Hiob -

Pra­wego ze złym ra­zem znisz­czy.

Gdy na­gła po­wódź za­bija,

drwi z cier­pień nie­win­nego[6].

[...]

Gdy po­wiem: za­po­mnę o męce,

od­mie­nię, roz­ja­śnię ob­li­cze -

drżę na myśl o cier­pie­niu,

pewny, że mnie nie uwolni[7].

[...]

Nie czło­wiek to, aby Mu od­rzec:

"Ra­zem sta­wajmy do sądu"[8].

Hiob chciałby jed­nak wy­ja­śnić swój punkt wi­dze­nia w ob­li­czu Jahwe, przed­ło­żyć mu swą skargę, to­też po­wiada mu, że prze­cież wie, iż on, Hiob, jest nie­winny i że nikt go nie ocali z jego rąk:

Choć wiesz, żem prze­cież nie zgrze­szył,

nikt mnie z Twej ręki nie wy­rwie[9].

Po­doba mu się jed­nak "pra­wo­wać się z Jahwe":

Lecz mó­wić chcę z Wszech­mo­gą­cym,

bro­nić się będę u Boga[10].

Chciałby "dróg swych bro­nić"[11] przed jego ob­li­czem, zdaje so­bie bo­wiem sprawę, iż "jest w pra­wie". Jahwe po­wi­nien go po­zwać przed swój try­bu­nał, czy w każ­dym ra­zie po­zwo­lić mu wy­ło­żyć przed nim jego skargę. Wła­ści­wie oce­nia­jąc dys­pro­por­cje po­mię­dzy Bo­giem i czło­wie­kiem, Hiob za­daje mu py­ta­nie:

Chcesz liść gnany wia­trem pło­szyć,

prze­śla­do­wać słomę [już] wy­schłą?[12]

Bóg "na­giął" swe prawo, by go po­gnę­bić[13], jemu zaś ode­brał prawo do obrony. Pan nie zważa na swą nie­spra­wie­dli­wość:

Na ży­cie Boga, co nie dał mi prawa,

na Wszech­moc­nego, co poi go­ry­czą[14]

[...]

Da­le­kim od tego, by słusz­ność wam

przy­znać, jak długo żyć będę,

twier­dzę, żem czy­sty,

że strzegę pra­wo­ści, a nie po­rzu­cam[15].

Ale przy­ja­ciel Hioba, Elihu, nie wie­rzy w nie­spra­wie­dli­wość Jahwe:

Nie, Bóg nie działa zdra­dli­wie

ni Wszech­mocny praw ni­czy­ich nie ła­mie[16].

Po­gląd ten uza­sad­nia, z cał­ko­wi­tym bra­kiem lo­giki wska­zu­jąc na wła­dzę, nikt nie po­wie bo­wiem do króla: "Nic­po­niu", ani do moż­nego: "Zbrod­nia­rzu"[17]. "Schle­biać" trzeba ksią­żę­tom i "bo­ga­cza nie sta­wiać przed bied­nym"[18]. Ale Hiob nie daje się za­stra­szyć, wy­po­wiada jakże zna­mienne słowa:

Te­raz mój Świa­dek jest w nie­bie,

ten, co mnie zna, jest wy­soko

[...]

zwra­cam się z pła­czem do Boga,

by roz­są­dził spór czło­wieka z Bo­giem[19].

I gdzie in­dziej:

Lecz ja wiem: Wy­bawca mój żyje

na ziemi wy­stąpi jako ostatni[20].

Z tej wy­po­wie­dzi Hioba do­bit­nie wy­nika, że mimo wąt­pli­wo­ści, czy czło­wiek może mieć ra­cję przed Bo­giem, je­dy­nie z tru­dem po­trafi on po­go­dzić się z my­ślą, by wy­stą­pić prze­ciwko Bogu na grun­cie prawa, a za­tem mo­ral­no­ści. Świa­do­mość, iż Bóg po­trafi na­giąć prawo po­dług wła­snego wi­dzi­mi­się, nie przy­cho­dzi mu z ła­two­ścią, al­bo­wiem mimo wszystko nie po­trafi się wy­rzec wiary w bo­ską spra­wie­dli­wość. Z dru­giej jed­nak strony, musi przy­znać, iż to nikt inny nie po­stę­puje wo­bec niego bez­praw­nie, nikt inny nie za­daje mu gwałtu, jak wła­śnie Jahwe we wła­snej oso­bie. Nie może za­prze­czyć, że zna­lazł się oto w ob­li­czu Boga, który nie dba o sąd mo­ralny, który nie uznaje obo­wią­zu­ją­cej go etyki. Za­iste, naj­wspa­nial­sze w Hio­bie jest to, że po­sta­wiony w ob­li­czu tej trud­no­ści, nie po­błą­dził w swych po­glą­dach co do jed­no­ści bó­stwa, lecz ja­sno wi­dział, iż Bóg zna­lazł się w sprzecz­no­ści z sa­mym sobą - sprzecz­no­ści tak wiel­kiej, że on, Hiob, z pew­no­ścią jest tym, który po­wi­nien zna­leźć w Bogu po­moc­nika i ad­wo­kata w spra­wie prze­ciwko Bogu. Mimo że pewne jest zło Jahwe, rów­nie pewne jest jego do­bro. W czło­wieku, który wy­rzą­dza nam zło, nie mo­żemy szu­kać za­ra­zem po­moc­nika. Ale Jahwe nie jest istotą ludzką; jest on jed­nym i dru­gim - prze­śla­dowcą i wy­bawcą za­ra­zem, a je­den aspekt jego na­tury jest rów­nie re­alny jak drugi. Jahwe nie jest roz­sz­cze­piony we­wnętrz­nie - znaj­duje się w sta­nie a n t y n o m i i, cał­ko­wi­tej opo­zy­cyj­no­ści we­wnętrz­nej, którą na­leży uznać za ko­nieczną prze­słankę jego nie­sły­cha­nej dy­na­miki, wszech­mocy i wszech­wie­dzy. Na pod­sta­wie tej wie­dzy Hiob po­dej­muje po­sta­no­wie­nie, by "przed­sta­wić mu swe drogi", czyli wy­ja­śnić wła­sne sta­no­wi­sko, al­bo­wiem nie­za­leż­nie od swego gniewu Jahwe jest rów­nież obrońcą czło­wieka przed nim sa­mym - czło­wieka, który za­nosi skargę przed jego ob­li­cze.

Za­pra­szamy do za­kupu peł­nej wer­sji książki