W dawnym palatium pierwszego króla, na Ostrowie Tumskim, wrzało. Słudzy potykali się o własne nogi, starając się nadążyć za rozkazami kasztelana, a nie było to łatwe, bo starego palatium nie używano od dawana. Mur kruszył się tu i ówdzie, ze schodów przy każdym kroku leciały kamienie, a drewniane okiennice niebezpiecznie skrzypiały. Mieli ledwie parę dni, by doprowadzić dawną siedzibę króla do stanu, w którym mogłaby przyjąć księcia Bolesława i jego baronów, i doprawdy nie mogli się nadziwić, dlaczego tu właśnie zechciał gościć najjaśniejszy pan Starszej Polski, a nie we właśnie budowanym, wygodnym zamku na wzgórzu. Udało się uprzątnąć i przygotować jedynie parter świetnej kiedyś budowli, a i tak drżeli, że goście dostrzegą niedostatki. W sali zwanej przed wiekami ottońską było najcieplej. Ogień, palony od trzech dni bez ustanku, zdążył nieco nagrzać kamienne ściany, choć i tak przy każdym oddechu z ust wydobywały się obłoczki pary.
Książę Bolesław, trzydziestoletni mężczyzna, w ciepłym, podbitym gronostajami płaszczu i złotem wyszywanym kołpaku siedział na obszernej ławie, której rzeźbione w orle głowy oparcie pamiętało jeszcze czasy pierwszego króla. Lewą dłoń grzał, opierając na grzywie herbowego lwa, prawą trzymał na głowni nagiego miecza.
W głębi obszernej sali zgromadziło się kilkudziesięciu możnych, ale przy księciu stali tylko świadkowie: wojewoda poznański, Przedpełk Łodzia i podkomorzy Wincenty Nałęcz, a przed władcą klęczał wojewoda kaliski, Janek Zaremba.
- Agnus Dei... - wyszeptał drżącymi ustami Janek. - Ślubuję...
- Wierne ręce, wierne służby - powiedział zadowolony książę. - Mateuszu! - przywołał pisarza. - Odczytaj akt darowizny.
- Ośmielę się zwrócić uwagę - rzekł wojewoda poznański z ledwie wyczuwalnym cieniem dezaprobaty - że brakuje ważnego świadka...
W chwili gdy Janek Zaremba uniósł głowę i rozglądał się niespokojnie, dowódca książęcej straży otworzył drzwi, zapowiadając:
- Kasztelan Beniamin Zaremba.
Janek odetchnął z ulgą, a przed księciem uklęknął młody, jasnowłosy mężczyzna w kaftanie z czarnym półlwem.
- Wybacz książę - powiedział głosem niezdradzającym żadnych uczuć - syn mi się narodził.
- Gratuluję! - Książę Bolesław wyciągnął ramię, by Beniamin wstał. - To będziemy mieli dwa powody do radości! Nadanie dla Janka i twój syn! Stawaj przy mnie!
Beniamin stanął przy księciu, po stronie świadków, a Mateusz rozwinął przygotowany pergamin i odczytał:
- Im ważniejsza jest osoba, tym przezorniej winna uważać na to, by sprawy przez nią zdziałane uzyskały moc przez uroczyste potwierdzenie. Zwykło się bowiem często zdarzać, że oszczerstwo usiłuje szkodzić dziełom ludzkim...
Janek klęczał z opuszczoną w szacunku głową, wpatrując się w stopy księcia lub ostrze jego nagiego miecza oparte przy nich. Książę potakiwał głową, słuchając słów pisarza.
- ...dlatego my, Bolesław, z bożej łaski książę Starszej Polski - czytając to, Mateusz skłonił się panu - chcemy, aby było wiadome współczesnym i potomnym, że zważywszy wierne służby szlachetnie urodzonego komesa Janka oraz jego rycerskie względem nas zasługi...
Wincenty i Przedpełk wymienili się spojrzeniami. Możliwe, że przez policzek wojewody poznańskiego przebiegł skurcz, ale mógł być to tylko chwiejny blask ognia, bo pochodnie oświetlające salę ottońską raz po raz łapały powiewy listopadowego wiatru zza nieszczelnych okiennic.
- ...z okazji chrztu syna jego, Sędziwoja Zaremby, któregośmy we własnej osobie do sakramentu trzymali...
Beniamin drgnął i wyprostował się, patrząc na pochyloną u stóp księcia głowę Janka.
- ...nadajemy mu oraz jego prawowicie urodzonemu potomstwu czternaście wsi ze wszelkimi prawami, zwalniając je ze wszystkich powinności książęcych...
Przez zgromadzonych niżej wielmożów przeszedł szmer.
Janek westchnął i uniósł głowę. Patrzył na swego księcia z miłością.
- Tak jest! - przerwał czytanie książę. - Wierne służby, wierne ręce, książęca wdzięczność. Janku, wstań! Baronowie moi, radujmy się!
Mateusz odsunął się i dalej czytał akt darowizny. Zgromadzeni u dołu goście słuchali go z zapartym tchem, podczas gdy książę schował miecz z dźwięcznym stukiem stali o pochwę. Słudzy podali kielichy, świadkowie, Nałęcz i Łodzia, sztywno gratulowali po książęcemu obdarowanemu Jankowi.
Tylko Beniamin patrzył nieruchomo przed siebie. Książę Bolesław wzniósł toast:
- Wieczny odpoczynek dla duszy brata mego, Przemysła!
- Racz mu dać, Panie! - powtórzyli.
- ...i zdrowie jego syna, Przemysła II!
- Zdrowie!...
- Młody książę urodził się po śmierci swego ojca... - szepnęła starsza dwórka do młodszej, podając jej dzban, by zaniosła księciu. - Uważaj na płaszcz, tylko się nie potknij, to twój pierwszy dzień na dworze...
Dziewczyna blada ze strachu podeszła do pijących i skłoniła się. Nikt nie zwrócił na nią uwagi, kielichy mieli jeszcze pełne. Usunęła się więc w cień.
- Jak się czuje księżna wdowa matka i nowo narodzony książę? - zapytał Wincenty, na co dzień przebywający z księciem Bolesławem w Kaliszu. - Słyszałem, że słabują?
- Przeciwnie! - wesoło powiedział książę Bolesław. - Z radością znalazłem ich w dobrym zdrowiu. Przemysł to jeszcze osesek, ale gdy wziąłem go na ręce, darł się tak, że kółka w kolczudze mi pękały! Będzie z niego dzielny Piast! Jak ojciec!
- Szkoda, że go nigdy nie pozna - rzekł wojewoda poznański, Przedpełk. - Syn bez ojca...
- ...ale za to z jakim stryjem! - przepił do księcia Janek Zaremba.
- Szkoda! - Książę wzniósł kielich i wypił. - Mój brat tak na niego czekał...
- Janku - powiedział wojewoda poznański - stałeś się pierwszym komesem w księstwie!
Służba roznosiła kielichy pomniejszym gościom, nalewając im wino i mówiąc z ukłonem:
- Komes Janek Zaremba częstuje.
- Nic dziwnego, że częstuje. Obłowił się dzisiaj jak pan! - mruknął drobny rycerz w końcu sali, biorąc do ust wino. - Dobre!
- Czy ja dobrze zrozumiałem, że to jest czternaście wolnych wsi? - dopytał go starszy, najwyraźniej słabo słyszący mężczyzna w płaszczu z Brogiem, prostym herbem Leszczyców.
- I jedno miasto! Jarocin! - odpowiedział czerwonolicy młodzieniec w znacznym, podbitym lisem surcocie.
- A wsie jakie? - dopytywał starzec.
- Tłuste! - zaśmiał się cicho rycerz. - Brzostków, Żerków i inne. Całe dobra! - Przełknął wino i, choć chwalił je wcześniej, minę miał, jakby pił kwaśne.
Młodzieniec zbliżył się do nich i patrząc, by nikt nie słuchał, szepnął:
- To się nie zdarzało! Wsie mu książę zwolnił ze wszelkich podatków i posług i prawo mu oddał sądu książęcego nad nimi!...
- Jak to? - Starzec jednak dobrze słyszał, skoro szept młodzieńca wpadł mu w ucho. - To Zaremba będzie sam sędzią?
- Tak! I sądzić może, i karać - młodzieniec wyrzucał z siebie słowa, jakby pluł. - I ma prawo pojedynku sądowego, i gorącego żelaza, panisko psiamać!...
- Ciii... - Rycerz powstrzymał go gestem i wskazał na przewijających się wśród gości Zarembów z czarnymi półlwami na płaszczach. - Ciii...
Oni jednak nie zwracali na nich uwagi. Nawet jeśli nie byli poproszeni na podwyższenie, to wzrok utkwili w księciu, Janku i jego gościach, starając się usłyszeć, o czym mówią najwięksi.
- Zasłużył na to, słyszałeś, wojewodo! - Beniamin odezwał się po raz pierwszy, stając między wojewodą poznańskim a swym rodowcem.
- Zasłużył. - Książę otoczył ramieniem Janka. - A ty, Beniaminie Zarembo? Dlaczego nie chwalisz się synem? Zdrów?
- Zdrów.
- Będzie równolatkiem młodego księcia! Może się zaprzyjaźnią jak Janek i ja? - Książę klepnął Janka w ramię i rozejrzał się, bo kielich miał pusty.
Z cienia wyszła młoda dwórka z dzbanem. Lękając się, by kropla wina nie pochlapała księcia, owinęła dzban połą swego jedwabnego płaszcza. Książę nie zwracał na nią uwagi, mówiąc dalej:
- W jakimś sensie mamy potrójne narodziny. Mój bratanek, książę Przemysł II, mój chrześniak Sędziwój Zaremba i twój syn, Beniaminie! Jak dostanie na imię?
- Żona chciała nazwać go Michał.
- Beniaminie - Janek miękko zwrócił się do rodowca - mamy nowego Zarembę, dlaczego się nie cieszysz? Świętuj! - Podsunął dwórce kielich Beniamina.
- Żona moja... - Beniamin zmarszczył brwi i opanował się natychmiast - nie wytrzymała porodu.
- Och!... - wyrwało się z piersi dziewczyny i polało się wino z upuszczonego przez nią dzbana.