Kryszewo, obecnie
Kryszewo, obecnie
- Kochanie, zaraz jadę do Kryszewa, a po południu zabieram cię na pizzę.
- Kiedy Palczyński zadzwonił, Felicja kończyła pracę w biurze i wybierała się na miasto, by śledzić życie codzienne mieszkańców gminy. -
Nie będę miał dużo czasu. Więc szykuj się i bądź gotowa około
siedemnastej, zresztą wcześniej jeszcze przekręcę, bo sam do końca nie
wiem, jak długo nam zejdzie.
- Ale mówiłeś, że dzisiaj łapiecie złodzieja rowerów w Gdańsku? - Weszła
mu w słowo, starając się ukryć zadowolenie.
- Tak miało być, ale...
- Czyżby już siedział w kazamatach? Dorwaliście chłoptasia? - zaśmiała
się dziennikarka, puszczając oko do stukającej w klawiaturę Kaśki
siedzącej przy drugim biurku.
- Hm... Czyli nic jeszcze do was nie dotarło? Byłem przekonany, że nasz
bezcenny Ryba od razu da wam cynk.
- A co się stało? - Felicja spoważniała, wyczuwając, że chodzi o jakąś
grubszą sprawę. Nawet Malinowska oderwała się od komputera i wpatrzyła
się w szefową.
- Ano to, że w waszym uroczym miasteczku mamy kolejnego nieboszczyka. A ściślej mówiąc, nieboszczkę, która raczej nie zmarła na serce - odparł.
- Co wy robicie w tej pipidówce, że bez przerwy coś się u was dzieje?
Stefańską od razu dopadła ciekawość połączona z ekscytacją, czego zwykle
doświadcza w podobnych okolicznościach. Czuła się jak pies myśliwski
przed polowaniem. Nie potrafiła się tego wyzbyć, choć Greta od lat
pastwiła się nad nią, nazywając ją dziennikarskim sępem, i to
niekoniecznie w żartach.
- Tylko nie gadaj tego przy Grecie! - powiedziała szybko, by oddalić od
siebie niechciane emocje. - Bo wiesz, że ona jest lokalną patriotką.
Zabije cię i grono trupów się powiększy. Poza tym Kaśka siedzi obok, a też jest lokalsem...
- Żartuję przecież! - zreflektował się komisarz. - A tak serio, to
zrozumiałe zjawisko. Mała wyselekcjonowana społeczność, większość to
przybysze z Trójmiasta, najczęściej powiązani z biznesem. No więc u was
to wszystko się kotłuje. Przekaż pani Kasi, żeby się nie obrażała. A Greta chyba jeszcze o niczym nie wie. To, tego, no... jeszcze później
pogadamy w knajpie, bo teraz muszę się zbierać.
- Czekaj, czekaj! - Prawie wrzasnęła. - Tak mnie nie zostawisz! Mów
szybko, co jest grane, kto kogo załatwił, o co chodzi? - Pomyślała, że
pewnie ktoś wyrównuje porachunki, skoro Artur wspomniał o biznesach, a może jakaś bójka.
Palczyński jednak pozbawił ją złudzeń.
- No właśnie, nie wiadomo, o co chodzi. To bardzo dziwna sprawa.
Listonosz znalazł martwą kobietę w jej własnym domu pod Kryszewem. Drzwi
były otwarte, mężczyzna zawołał, a że nikt się nie odzywał, więc zajrzał
do środka i odkrył zwłoki. Z roztrzaskaną głową...
- Ale wypadek czy morderstwo? Może spadła ze schodów?
- Nie leżała przy schodach. Poza tym... mówiłem, że to bardzo dziwna
sprawa. Ofiarą jest matka dziewczynki zamordowanej w lipcu przez
seryjnego. Tego pedofila.
- Nie rozumiem. Przecież on siedzi! Może kobieta załamała się po śmierci
dziecka i popełniła samobójstwo?
- Nic na to nie wskazuje - odparł ostrożnie. - Raczej przeciwnie. Ale
powoli, na spokojnie wszystko wyjaśnimy.
Kaśka dawała Felicji gwałtowne znaki.
- Czy możemy przyjechać na miejsce zbrodni? - zapytała szybko
dziennikarka. Przy jej nodze natychmiast zameldował się Bury, jakby
rozumiał wagę sytuacji. Czasami nazywała go psem śledczym, bo czy
inaczej mógł się nazywać pies dziennikarki śledczej?
Pałka się zawahał.
- Ewentualnie jedna z was. Lepiej ty - zgodził się ostatecznie. - I tylko na chwilę. Zanim na miejsce dotrze prorok...
- Brr, skarbie, mów po ludzku. Prokurator. Tak wolę. Prorok w tym
kontekście brzmi złowieszczo. Dobra, jadę. Kaśka jeszcze ma robotę. Daj
namiary! - Omijała wzrokiem nachmurzoną twarz młodszej koleżanki, która
już raz dostała po głowie, więc niech się trzyma z daleka od zabójstw.
***
Parterowy dom stał na obrzeżach Kryszewa na stosunkowo nowym,
rozbudowującym się osiedlu w stylu kanadyjskim. Stefańska od razu
wiedziała, dokąd powinna się kierować. Na szutrowej drodze przed jedną z posesji - mniej więcej pośrodku osady - dostrzegła kilka samochodów, w tym radiowóz policyjny. Przed nieruchomością natomiast zebrała się już
spora grupa gapiów, zapewne okolicznych mieszkańców. Wśród aut
rozpoznała stare volvo Palczyńskiego. Podjechała jeszcze kawałek i zostawiła swojego vana nieco z boku. Wysiadła, próbując ogarnąć
sytuację, zanim jednak zdążyła dołączyć do zebranych przed domem,
wyszedł po nią komisarz ubrany już częściowo w strój ochronny. Nawet w takim momencie na widok jego wysokiej szczupłej sylwetki i ascetycznej
męskiej twarzy z przymrużonymi jakby w wiecznym uśmiechu jasnymi oczami
poczuła przyspieszone bicie serca. Na jego skroniach pojawiły się już
pierwsze srebrne pasemka i nieco się garbił, ale dla niej był
najbardziej pociągającym facetem na ziemi. Przeciwieństwo Sebastiana - i dobrze...
- Mamy tylko chwilę, Feli - powiedział ściszonym głosem. - Prorok...
prokurator już jedzie, a wiesz, że on nie znosi dziennikarzy. Na razie
jesteś jedyna. Fotografuj teraz, byle szybko. A ja ci wszystko powiem.
Ofiara to Sabina Kopczyńska, lat trzydzieści siedem. Jej córka, Julia,
została zamordowana przez pedofila parę miesięcy temu, w wakacje. Miała
dwanaście albo trzynaście lat, dokładnie nie pamiętam. Kopczyńska jest
mężatką, ale od pewnego czasu mieszkała tutaj sama, podobno mąż ją
opuścił. Zdaje się, że małżeństwo nie wytrzymało próby czasu po śmierci
dziecka. Tak twierdzą sąsiedzi i to się faktycznie często zdarza...
- To ten mąż ma przekichane. Nie wejdziemy do środka? - zapytała,
pstrykając jednocześnie zdjęcia domu i otoczenia.
- Nie. Nasz medyk w tej chwili bada zwłoki. Uwierz mi, to nie jest
przyjemny widok. Technicy zabezpieczają ślady w całym domu i ogrodzie.
Nie ma mowy, żeby im teraz przeszkadzać.
Westchnęła.
- Rozumiem, w porządku - odparła smętnie. - Mam nadzieję, że mi pokażesz
wasze zdjęcia z miejsca zbrodni. Bo to zbrodnia, tak?
- Wszystko na to wskazuje, choć odpowiedź przyniesie sekcja zwłok -
wyjaśnił ostrożnie komisarz.
- To sąsiedzi? - Wskazała brodą milczących gapiów.
- Tak. Chętnie dzielą się informacjami, choć znają się tylko z widzenia,
jak to na nowych osiedlach.
- Spokojna głowa. Niby się nie znają, ale i tak wszystko wiedzą -
prychnęła. - Ludzie nie potrafią żyć bez plotek, nieważne gdzie
mieszkają. Jak ona wyglądała?
- Ofiara?
- No. Była ładna?
- A jakie to ma znaczenie?
- Nie wiem. - Wzruszyła ramionami. - Ale przecież zawsze powtarzasz, że
wszystko może mieć znaczenie. A to była jeszcze młoda kobieta.
- Nie wiem, czy ładna. Nieboszczycy zwykle nie są ładni. Nie oglądałem
jej pod tym kątem, ledwie zdążyłem rzucić okiem, czekam na prokuratora.
Później znajdziemy jej zdjęcia... gdy żyła.
Felicja pokiwała głową.
- Czyli nic tu po mnie - powiedziała, w duchu planując kolejną wizytę na
osiedlu, by przepytać sąsiadów. - Wracaj do pracy, a ja pojadę do
redakcji. Mogę opublikować krótkie info na portalu?
- Masz do tego prawo. I tak niczego jeszcze nie wiadomo, więc informacja
musi być zwięzła.
- Rozumiem. Nie wspomnę, kim jest ofiara. O, chyba właśnie nadjeżdża ten
wasz prorok! - W ulicę wjechała czarna limuzyna, z przyciemnionymi
szybami. - To ja się zmywam. Zobaczymy się później w pizzerii, tak?
Uścisnął ją nieznacznie.
- Jasne! Zadzwonię.
***
- Kasiu, nie musisz się dąsać, i tak nic nie widziałam! - Felicja
rzuciła kurtkę na krzesło, witając się z rozradowanym Burym. - Nie udało
się wejść do środka, bo siedzieli tam technicy i lekarz, a poza tym
właśnie dojeżdżała na miejsce święta krowa, czyli prokurator, który
nienawidzi dziennikarzy patrzących mu na ręce, bo może nie są czyste.
Nie masz więc czego żałować. Pstryknęłam tylko kilka zdjęć otoczenia i tyle. Zaraz zredagujemy notkę na portal. Masz trochę kawy? Zmarzłam.
Zrobiło się chłodno...
- Jest w dzbanku. - Asystentka wskazała brodą na parapet, który nazywały
bufetem. - Nalać ci?
- Sama sobie naleję. - Stefańska sięgnęła po kubek. - No przestań się
już, cholera, wkurzać!
- Przecież się nie wkurzam! - roześmiała się Malinowska. - Nie
traktujcie mnie jak dziecko specjalnej troski. Pokaż te zdjęcia. -
Zaczęła szybko przesuwać klatki na ekranie smartfona Felicji. - Poznaję
osiedle, przejeżdżałam tamtędy parę razy. I co tam się stało? Kto
zginął?
Stefańska usiadła za swoim biurkiem, żeby zgrać fotki na komputer.
- Nieznana mi Sabina Kopczyńska, młoda, przed czterdziestką. To znaczy,
dla ciebie już stara, ale ty jesteś siusiumajtka...
- Niech ci będzie siusiumajtka, szefowo, ale ja akurat kojarzę tę
kobietę! - przerwała jej Kaśka. - Sprawa pedofila. Okropna tragedia z tą
dziewczynką... jej córką. - Pokręciła głową. - Ciebie tu wtedy nie było,
siedziałaś gdzieś w Grecji albo Chorwacji, kiedy to się stało. Zbok
dotarł nawet tutaj. Mała Julia była jego przedostatnią ofiarą. Później,
gdzieś w lasach oliwskich, napadł na starszą dziewczynkę,
czternastoletnią, którą zgwałcił, ale ta na szczęście uciekła mu. Zaraz
potem go złapali. A tę Julię zgarnął podobno z szosy. Rozmawiałam wtedy
z obojgiem jej rodziców. Biedni ludzie, to trauma na całe życie.
Koszmar... - Pokręciła głową.
- Rzeczywiście, koszmar. Jakie wrażenie zrobili wtedy na tobie? -
Felicja przytuliła psa, który wdrapał się na jej kolana.
- Czy ja wiem, żal mi ich było. Oboje byli zrozpaczeni. Niestety, nie
wspierali się, może tylko na początku. Zaczęli obwiniać się nawzajem,
zwłaszcza ona jego, że ciągle w pracy, ciągle nieobecny. On był
spokojniejszy, choć widać było, że też cierpiał. Ale że ją zabije, to mi
nie przyszło do głowy...
- Co?! - Felicja poruszyła się tak gwałtowanie, że aż Bury zeskoczył z jej kolan i z godnością wrócił na wersalkę. - Skąd ci to przyszło do
głowy?! Tak szybko osądziłaś faceta?
Kasia się zmieszała.
- Ja... sorry, Felicja. Nie chciałam nikogo osądzać. Ale to się już
rozniosło i ludzie dzwonili do nas z pytaniami. Mówiłam, że nic jeszcze
nie wiadomo, więc dzielili się podejrzeniami. Wszyscy uważają, że to on
ją zabił, że to oczywiste. No bo niby kto inny, komu by zależało? Ten
zboczeniec siedzi w areszcie. A z mężem była skłócona, on ją rzucił.
Sąsiedzi podobno często słyszeli awantury w ich domu. Rozstali się jakiś
czas temu...
- Nie wydawaj wyroków, od tego jest sąd - upomniała ją Felicja. - To
zabójstwo nie musiało mieć związku z tamtą sprawą. Może to zbieg
okoliczności. Nie znamy tych osób, ich życia. I to jest zadanie dla nas.
- Uśmiechnęła się łagodnie do młodszej koleżanki, próbując zatuszować
swój wybuch.
Przed rokiem młoda dziennikarka została pobita przez bandziorów, więc
teraz Stefańska była przewrażliwiona co do jej nadgorliwości w sprawach
kryminalnych.
- Rozumiem. Jasne. Możesz na mnie polegać. - Malinowska wzruszyła
ramionami, ale oczy jej zabłysły na hasło "zadanie".
Wydoroślała ostatnio, zeszczuplała i - mimo wciąż jeszcze widocznych
blizn - wyładniała. Przestała nosić aparat ortodontyczny i zmieniła
toporne okulary na bardziej twarzowe. Wciąż jeszcze związywała włosy w ulubiony koński ogon, ale ta fryzura dodawała jej uroku. Już nie
sprawiała wrażenia szarej myszki.
- Wiem, dzięki. - Felicja uśmiechnęła się szerzej. - Jutro rano obgadamy
to i przygotujemy plan działania. Dzisiaj mam się spotkać z Pałką w pizzerii, może jeszcze coś z niego wyciągnę. A teraz leć do domu, masz
wolne. Ja tu i tak siedzę. Aha, Kaśka! - Przypomniała sobie, kiedy
Malinowska już wkładała płaszcz. - Greta nie dzwoniła? Czy ona w ogóle
wie?
- Ojej, znów dałam ciała! - Kasia westchnęła i się zarumienia. -
Zapomniałam ci przekazać. Nie dzwoniła, ale wie. Ja do niej zadzwoniłam.
Od razu chciała tam jechać, to znaczy na miejsce zbrodni, ale odwiodłam
ją od tego. Powiedziałam, że wystarczy twoja obecność. Zgodziła się,
prosiła tylko, żebyś się z nią skontaktowała po powrocie...
***
Ostatni krytyczny rzut oka w lustro. Sylwetka może być, obcisły czarny
sweter do dżinsów lekko ją wysmuklał. Żadnych ozdób, świecidełek, to nie
w jej stylu. Zamiast makijażu opalizujący błyszczyk do ust, odrobina
pudru na czubek nosa. Rysy twarzy ostre, napięte, oczy nieco podkrążone,
trudno. Naturalna śródziemnomorska opalenizna. Ciemne włosy spięte z tyłu. Gumką. Bez farby. Nie wstydziła się swoich pierwszych srebrnych
nitek. Artur je lubił.
Zarzuciła kurtkę. Włożyła do kieszeni papierosy, zapalniczkę, portfel,
komplet kluczy i telefon. Palczyński chciał po nią przyjechać, ale się
nie zgodziła, zamierzała jeszcze zrobić drobne zakupy. Umówili się w pizzerii. Gdy w końcu dotarła na miejsce, on już siedział przy stoliku w rogu. Wstał, by pomóc jej zdjąć kurtkę i odsunąć krzesło. Wciąż ją to
deprymowało, trochę bawiło, trochę rozczulało.
- Długo czekasz? - zapytała.
- Niedługo, może kwadrans. Ale na tyle długo, że już złożyłem zamówienie
i nasze pizze za chwilę wjadą! - Uśmiechnął się. - Dla ciebie to, co
zwykle, czyli z owocami morza. I sałatka. Mam nadzieję, że trafiłem?
- Świetnie! A wino?
- Piwo. Nie mają wina. Pięknie wyglądasz.
- Dzięki. - Już chciała wypalić, że on też, ale zrezygnowała. Kiedyś
zrobiłaby to. Ostatnio jednak uświadomiła sobie, że pewnego rodzaju
nawyków lepiej nie komentować, pod warunkiem, że nikomu nie szkodzą.
Rzeczywiście, ledwie zdążyła usiąść, a kelner już przyniósł zamówienie.
Byli tak głodni, że przez pierwsze minuty skupili się tylko na jedzeniu.
Nadkomisarz sprawiał wrażenie nieco przygaszonego.
- Jesteś zmęczony? - Felicja odłożyła sztućce.
- Trochę. Długo nam zeszło. I jeszcze ten cholerny prorok się czepiał.
On nie widzi powodu, żeby łączyć tę sprawę z zabójstwem dziecka. Szybko,
szybko. Sprawdzić, co z domu zginęło. Ma być wynik, i po sprawie.
Najpewniej jakiś włamywacz. E, co tu dużo gadać... - Machnął ręką.
- A ty uważasz, że to morderstwo, które ma związek z tym pedofilem?
Policjant wzruszył ramionami.
- Zamordowana córka, zaraz potem matka. Czy to wygląda na przypadek?
- Wiesz, że nie wierzę w przypadki.
- Ale oni wierzą. Bo to najmniej skomplikowane. Byle odtrąbić sukces.
- A ty na kogoś stawiasz? Mąż? Bo chyba nie zemsta tego pedofila lub
jego krewnych czy kolesi, przecież nie przy zabójstwie tej małej
Kopczyńskiej został złapany.
Palczyński kończył jeść. Dolał Felicji piwa do szklanki, on pił tylko
wodę.
- Nie wiem, na nikogo jeszcze nie stawiam, nie na tym etapie! Mam mętlik
w głowie, jak zawsze, gdy nakładają się dwie sprawy. Nie ma co
spekulować, trzeba dokładnie wszystko zbadać. Huk roboty przed nami.
Jeśli chcecie się włączyć, to bardzo proszę, popytajcie miejscowych,
posłuchajcie plotek. Na razie nawet nie wiemy, kim są ci ludzie. Oprócz
tego, że on pochodzi stąd, a ona sprowadziła się tu po ślubie, pochodzi...
pochodziła z Gdyni.
Stefańska napiła się piwa i pokiwała głową.
- Na pewno popytamy. Kaśka uważa, że mordercą jest mąż. Greta też tak
sądzi. Rozmawiałam z nią. Jest wściekła, bo znów jej ukochana gmina
ucierpiała. Ale podobno wszyscy podejrzewają męża. To furiat zdaje się...
- Wiesz, zazwyczaj w takich sytuacjach współmałżonek jest pierwszym
podejrzanym. Mogli się posprzeczać i nerwy puściły, tyle że facet ma
mocne alibi. W czasie, kiedy prawdopodobnie ją napadnięto, siedział przy
stole w towarzystwie swojej matki i sąsiadki, która przyszła z wizytą. A potem odprowadził sąsiadkę, bo już było ciemno. Gość mieszka z matką,
odkąd wyprowadził się z domu. Zatem raczej odpada. To nie on. Chyba że
sekcja zweryfikuje czas zgonu.
Dziennikarka westchnęła.
- Dobra. Na początek trzeba to wszystko ogarnąć. Opowiedz mi najpierw o tym pedofilu, bo mnie ta sprawa ominęła - poprosiła, opierając się
wygodniej na krześle.
Pedofil, a raczej gwałciciel i seryjny morderca, dokopał nam tego lata
jak mało co. Pojawił się znikąd, nie był karany, choć - jak się okazało
- incydenty z molestowaniem nieletnich miał już na koncie. Tylko jak
zwykle: nikt tego nie zgłaszał, nie dostrzegał, niestety, w takim kraju
żyjemy. Do tej pory jednak nie napastował ani nie zabijał. Ale jak raz
zaczął, to... Dobrze, że został ujęty, bo mógłby mieć jeszcze wiele ofiar
na sumieniu. A rozpoczął swołocz swoje popisy od usiłowania gwałtu i pobicia miejscowej ośmiolatki w lasach pod Kartuzami, gdzie spędzał
urlop nad jeziorem. Miał żonę i dwie małoletnie córki, które - nawiasem
mówiąc - molestował, choć małżonka udawała, że niczego nie widzi.
Tamtemu dziecku też nikt nie uwierzył, nawet rodzina zlekceważyła
opowieść małej, dlatego sprawa nawet nie wypłynęła. Tymczasem skurwiel
spakował walizki i razem z rodziną wrócił do Tczewa, skąd pochodził. Na
wszelki wypadek, żeby nie rzucać się w oczy. Jak oficjalnie twierdził,
warunki im nie odpowiadały, za mało mieli luksusów. To było w czerwcu. A na początku lipca już działał w okolicach Trójmiasta. Tym razem napadł
na jedenastolatkę z Gdyni, którą uprowadził pod jakimś pretekstem z placu zabaw. Niestety tym razem i zgwałcił, i zabił. Z zimną krwią pobił
dziewczynkę, uderzył kamieniem w głowę, ogłuszył, a na koniec udusił.
Ciało zakrył liśćmi i gałęziami, nie zostawił śladów. Był przygotowany.
Tę zbrodnię zaplanował. Zajmował się akwizycją, miał więc ułatwione
zadanie, dużo czasu spędzał w trasie. Mała Kopczyńska była jego kolejną
ofiarą. Zabrał ją z szosy na stopa. Wracała sama znad jeziora, bo żadne
z dzieci nie szło w tym samym kierunku. Dalej sytuacja rozwinęła się
podobnie: wywiózł małą do lasu, gdzie znaleźliśmy ślady, tam ją
przypuszczalnie próbował zgwałcić, ale mu się z jakiegoś powodu nie
udało, więc ją pobił i udusił. Pojawiła się jednak pewna różnica w porównaniu z poprzednim morderstwem. Tym razem nie zostawił ciała w lesie, tylko przeniósł je - a raczej przewiózł - i ukrył w piwnicy
zrujnowanego budynku starej szkoły w Kryszewie. Tej, która od lat stoi
pusta i niszczeje. Dlaczego tak zrobił? Trudno powiedzieć. Zapewne
chciał opóźnić odkrycie zwłok, a ten budynek wydał mu się idealnym
miejscem. Zrujnowany, niepilnowany, z dziurawym ogrodzeniem, teren
porośnięty starymi drzewami i chwastami. To własność prywatna, ktoś
kupił obiekt parę lat temu, ale go zapuścił i porzucił, bo nie miał
środków na remont, a teraz już nie ma czego remontować. Swoją drogą,
trzeba wreszcie coś z tym zrobić. Budynek grozi zawaleniem, a przecież
bawią się tam dzieci.
I to właśnie dzieci znalazły po dwóch dniach ciało Julki Kopczyńskiej.
Skurwysyn chyba nie czuł się usatysfakcjonowany, bo już kolejnego dnia z rana dopadł nastolatkę uprawiającą jogging w lasach oliwskich. Ta miała
szczęście w nieszczęściu. Wprawdzie wciągnął ją do samochodu, pobił i zgwałcił, ale udało jej się uciec. To silna, wysportowana dziewczynka,
no i starsza, prawie piętnastoletnia. Julia miała dwanaście i pół, w tym
wieku to spora różnica. Piętnastolatka wyrwała się mu. Jacyś
spacerowicze zareagowali na jej krzyki, co spłoszyło zboczeńca. Szybko
odjechał z miejsca zdarzenia, ale miał gnój pecha, bo znalazł się
świadek, który zapamiętał - przynajmniej częściowo - numery
rejestracyjne jego pojazdu. A wtedy już szybko go dopadliśmy. Nie
spodziewał się zatrzymania. Przyparty do muru, do wszystkiego się
przyznał, a później się wyparł. I do tej pory przez cały czas zmienia
zeznania, raz udaje niewiniątko, raz wariata. Bawi się z nami w kotka i myszkę. Ale nic mu to nie pomoże.
Będzie siedział.
Nazywa się Jarosław Żak, ma trzydzieści siedem lat. Z zawodu jest
nauczycielem, katechetą, w wakacje dorabiał sobie akwizycją. Obie
dziewczynki, które ocalały, twierdzą, że kiedy je krzywdził, to się
modlił. Tak, dobrze słyszysz. Modlił się. I nawet śpiewał. Podobno kiedy
"wymierza karę" swoim córkom, to też się za nie modli. Ta nastolatka, ma
na imię Dorota, usłyszała po gwałcie, jak mamrocze do siebie śpiewnie:
"Idźcie, ofiara spełniona". Właśnie wtedy podrapała mu ryja, wyrwała się
i uciekła.
Na szczęście żyje, ale długo będzie wychodziła z traumy. Otarła się o piekło, spotkała na swojej drodze diabła w ludzkiej skórze. Wciąż jest
hospitalizowana, leczona po urazie... przez takie gówno, bo to nie jest
człowiek! - Nadkomisarz zaperzył się, aż goście przy sąsiednich
stolikach zamilkli skonsternowani.
Felicja słuchała uważnie i notowała coś na serwetce, bo tym razem nie
zabrała ze sobą swojego ukochanego notesu. Kiedy Pałka skończył
opowiadać, jeszcze przez dłuższą chwilę siedziała zamyślona, popijając
piwo.
- A może to nie on? - wypaliła nagle.
- Co nie on? - Artur nie krył zaskoczenia, wpatrywał się w nią ze
zmarszczonym czołem.
- No, może to wcale nie ten... jak mu tam... nie ten Żak? - Wzruszyła
ramionami. - Może to pomyłka? Skoro się nie przyznaje.
Nadkomisarz prawie się roześmiał.
- Ach, to masz na myśli... Nie, nie, wykluczone. To on, bez dwóch zdań.
Mówiłem ci, że na początku przyznał się do napaści. Dopiero potem
wszystko odwołał, być może pod wpływem adwokata. Teraz kręci. Ale to na
sto procent on, są wiarygodni świadkowie, jest numer rejestracyjny
samochodu. Świadek co prawda zapamiętał tylko ostatnie cyfry, ale to
wystarczyło do zidentyfikowania gnoja. No i miał na sumieniu przypadki
molestowania, nawet we własnej rodzinie, potwierdzone przez krewnych,
sam się zresztą tego nie wypierał, tylko tłumaczył je sobie po swojemu.
Tu nie ma mowy o pomyłce - zakończył.
- W porządku - westchnęła. - Tak mi tylko przyszło do głowy, odwołuję. A później, jakby to ująć... no, powiedzmy, po aresztowaniu go, tutaj, w Kryszewie, nie było żadnych incydentów?
- Poza tym, że ludzie gotowi go byli zlinczować, to nie. Co było w Kryszewie? Odbył się pogrzeb Julki. Byłem tam. Wtedy jeszcze to
małżeństwo, jej rodzice, byli razem, oboje w żałobie. Poza tym inne
osoby z rodziny, babcia, drudzy dziadkowie, jakieś ciotki. Dzieciaki z klasy, nauczyciele, sąsiedzi. Normalnie. No i tyle. O tym, że Kopczyńscy
później się rozeszli, dowiedziałem się dzisiaj. A i to nieformalnie, bo
rozwodu nie było, nawet pozwu, więc może to było tylko chwilowe
rozstanie, może postanowili od siebie odpocząć. Dowiemy się więcej,
kiedy przesłuchamy męża. Aha, jeszcze jedno... ta Kopczyńska, matka Julki,
podobno ona... trochę jakby oszalała po jej śmierci, prawie zamieszkała na
cmentarzu. Zapytaj Rybę, to ci opowie, jak kilka razy ściągali ją
stamtąd po nocach, zresztą na wezwanie małżonka. Bo jego nie słuchała,
rzucała mu się do gardła, jak to określił. Nie życzyła też sobie pomocy
psychologa, prawie go pobiła. A mąż się o nią zamartwiał. Możliwe, że
pękł, nie wytrzymał napięcia i wiecznego obwiniania. Zresztą oboje się
nawzajem obwiniali. On ją, że była zbyt pobłażliwa, że puściła małą samą
nad jezioro, ona jego, że był "nieobecnym" ojcem. No ale to normalne w tak traumatycznej sytuacji jak nagła utrata dziecka... na dodatek w wyniku
przestępstwa. - Palczyński sięgnął po szklankę z wodą.
- Gdzie pracowali? - zapytała Felicja.
- Jeszcze niewiele wiemy o ich życiu prywatnym. Jakoś mi to umknęło,
były dziś ważniejsze sprawy. Od jutra zaczynamy przesłuchania. Ale ktoś
wspomniał, że on ma firmę transportową, a ona chyba kieruje tam
magazynem. Z tym, że to nie do końca pewna informacja, trzeba ją
zweryfikować.
Po wyjściu z baru Palczyński zapytał z nadzieją:
- Co teraz? Może pojedziemy do mnie?
Felicja się zawahała.
- Nie dziś. Już późno, a muszę jeszcze wyprowadzić Burego na wieczorny
spacer, przygotować materiały na jutro - odparła. - Poza tym chciałabym
trochę pogrzebać w sieci...
- Skarbie, nie wariuj. Daj nam popracować.
- Ależ pracujcie sobie! Sam mówiłeś, że trzeba się jak najwięcej
dowiedzieć o tej rodzinie - nadąsała się półżartem.
- Dobra, w porządku! Od czego chcesz zacząć?
- Najpierw pogrzebię w sieci. Przejrzę media społecznościowe.
Przynajmniej wyrobię sobie zdanie i zobaczę, jak wyglądają. Ona
wyglądała, bo o nią głównie chodzi. A zanim ty wyślesz mi zdjęcia, to...
wiesz.
- Nie wiem. Wysłałbym ci jutro. - Uśmiechnął się rozbrajająco. - To daj
znać, czy jeszcze jest potrzeba, bo faktycznie w internecie znajdziesz
wszystko. A co potem?
- Nie wiem. - Wzruszyła ramionami. - Chyba pogadam z Gretą. Możliwe, że
ona coś mi powie. Zna tutaj prawie wszystkich, a lokalne plotki ma w małym palcu. Będzie wiedziała, jak dotrzeć do ludzi.
- Greta na pewno będzie pomocna. Aha, czytałem waszą notkę prasową. Jest
dobra, znasz się na swoim fachu, bo przecież nie zdążyliśmy tego
ustalić. Ciekawe, co jutro znajdziemy w mediach...
- A więc miastowi dziennikarze też dotarli?
- A jak! Pewnie, że dotarli. Szarańcza. Tacy jesteście.
- To nasz zawód - skwitowała.
- Wiem, wiem. Jesteście potrzebni, a opinia publiczna ma prawo wiedzieć.
Znam to. I nie mam pretensji w przeciwieństwie do...
- Proroka! - dokończyła ze śmiechem.
- Tak.
- No to wracam na chatę. - Wspięła się na palce i pocałowała go w usta.
Nieważne, kto patrzy! Niech poplotkują.
- Sama, po ciemku? Mowy nie ma! Odprowadzę cię, zresztą zostawiłem auto
na parkingu blisko twojego domu... biura. Jeśli się zgodzisz, mógłbym wam
towarzyszyć na spacerze. Tobie i Buremu.
- Zgodzę się - odparowała bez namysłu. - Ale już bez żadnej kawki czy
herbatki. Następnym razem, komisarzu.
- Niech ci będzie, redaktorko... - Palczyński rozłożył ręce w geście
bezradności, jednak z jego twarzy o ostrych jastrzębich rysach nie
schodził uśmiech.
***
Felicja zaparzyła w dzbanku herbatę i włączyła komputer. Było już późno,
Bury po spacerze chrapał błogo na półpiętrze. Szybko przejrzała
materiały przygotowane - głównie przez Kaśkę - na portal i wysłała je do
korektorki. Odetchnęła głęboko, po czym wpisała w wyszukiwarkę
odpowiednie słowa kluczowe. O wypadku lub zabójstwie Sabiny
Kopczyńskiej, poza ich notką, nie było jeszcze wzmianki. Nawet
konkurencyjna lokalna gazetka milczała. Znalazła natomiast sporo
artykułów o pedofilu, w których obok innych ofiar wspominano Julkę, a także miejscowy - od razu rozpoznała "pióro" Malinowskiej - poświęcony
głównie małej Kopczyńskiej. Przy tekstach, owszem, znajdowały się
zdjęcia, lecz zamazane, trudno z nich było odczytać wygląd dzieci, a wiedziała, że w przypadku seryjnych zabójców bardzo często jest on
istotny.
Zalogowała się na Facebooka i Instagrama, odszukała profile Sabiny. Na
szczęście nikt nie zdążył ich zablokować. Przerzuciła oś czasu, weszła w folder ze zdjęciami. Kobieta zamieszczała ich wiele, prawie bez tekstu,
zwykle z kokieteryjnymi komentarzami w stylu: "Pozdrawiamy znad morza",
"Sjesta w ogrodzie" albo: "Cześć, to ja w drodze do pracy, prawda, że
okropnie się dziś prezentuję?", po czym następował wysyp fot, od których
niejedna kobieta i niejeden facet mogliby dostać zawału, choć pewnie z różnych powodów. Cóż, była ładna, zapewne lubiła się pokazywać, kreować
swój wizerunek. Bardzo kobieca naturalna blondynka, choć widać było, że
często farbowała włosy na różne odcienie, z upodobaniem zmieniając
image. Przed czterdziestką, jednak na oko wyglądała młodziej, wyraziste
rysy, olśniewający biały uśmiech, ciemne oczy, duży biust. Dobrze
prezentowała się w obcisłych bluzkach z dużym dekoltem. Na niektórych
zdjęciach pokazywała się z mężem i córką. On - Sławek, jak wynikało z podpisów - również dosyć przystojny, muskularny, kędzierzawy rudy
blondyn. Dziewczynka podobna do ojca: jasnooka, długonoga, jeszcze
młodzieńczo wiotka, z burzą kręconych rudawych loków opadających na
ramiona. Przypominała słynne anioły Leonarda, czasem do złudzenia. Na
swój sposób śliczna... była. Ostatnie wpisy datowano na czerwiec tego
roku. Od lipca posty Sabiny ustały.
Stefańska bez trudu znalazła wśród jej znajomych profil Sławomira
Kopczyńskiego. Kliknęła, ale szybko stamtąd wyszła rozczarowana. Facet
rzadko coś publikował, jeśli już, to politykę i muzykę, różne linki. Nic
osobistego, a od kilku miesięcy on również zamilkł. Ostatni zapis to
zdjęcie profilowe z żałobną nakładką w postaci czarnej wstążki oraz
płonący znicz jako zdjęcie w tle.
Z kolei na Instagramie działała już tylko Sabina. Zamieszczała te same
fotki co na Facebooku. Ze wszystkich emanowała pozytywna energia, a przynajmniej pozytywne przesłanie: sielankowy obraz szczęśliwej rodziny,
nieźle sytuowanej, rozwojowej. Przystojna para, jeszcze stosunkowo
młoda, z uroczą córeczką, wprawdzie bez zwierząt, za to z modnym
ogródkiem w postaci starannie utrzymanego trawniczka w stylu
amerykańskim, w pożądanej lokalizacji, przy nowoczesnym bungalowie.
Felicja uchyliła luft i zapaliła papierosa. Zamyśliła się. To tyle na
początek, ale... i to dobre, uznała wreszcie. Jakieś pojęcie już sobie
wyrobiła. Zerknęła na zegar: było jeszcze przed północą, więc Greta na
pewno nie śpi. W skrzynce odbiorczej znalazła kilka powiadomień o próbach połączeń z jej numeru. Niestety, w restauracji wyłączyła
telefon, a potem zapomniała go uruchomić. Zdecydowała się oddzwonić
teraz.
- To ja. Nie śpisz jeszcze?
- No wiesz co! - obruszyła się Greta. - Po pierwsze, nie chodzę spać z kurami, a po drugie, od kilku godzin czekam na telefon od ciebie!
Dlaczego nie odbierałaś, do jasnej cholery?!
Stefańska się skrzywiła.
- Nie wrzeszcz - upomniała przyjaciółkę. - Przecież się doczekałaś. Nie
odbierałam, bo miałam wyciszony telefon. Byłam w knajpie z Pałką,
próbowałam wycisnąć z niego trochę informacji na temat tej ostatniej
sprawy...
- Sprawy Kopczyńskiej, rozumiem? To było samobójstwo, zabójstwo czy
wypadek? - Greta natychmiast przeszła do rzeczy.
- Z tego, co mi mówił, samobójstwo jest wykluczone, wypadek raczej też.
- Czyli kolejne morderstwo?
- Na to wygląda, sorry, Gretka. Ktoś jej roztrzaskał głowę zdaje się, że
pogrzebaczem. Gliny zabezpieczyły na miejscu zbrodni zakrwawiony
pogrzebacz, teraz będą go oczywiście badać, ale moim zdaniem to już
tylko formalność. Została zaatakowana od tyłu, niczego się nie
spodziewała. Sama na ten pogrzebacz nie upadła ani nie zdzieliła się nim
w potylicę. - Felicja zapaliła drugiego papierosa. Ostatniego,
zdecydowała. Tymczasem Greta wściekała się dalej, dziennikarka oczami
duszy widziała, jak rwie sobie włosy z głowy.
- Niech to szlag... Znowu! Chyba oszaleję. Znowu będzie o naszej gminie
głośno, a nie o taki rozgłos nam chodzi. Ale nic więcej nie wiadomo? To
było jakieś włamanie, napad?
- Nic z tych rzeczy. To musiał być ktoś, komu bez obaw otworzyła drzwi.
- Albo ktoś wcześniej już siedział u niej ukryty i czekał, aż wróci do
domu... - spekulowała polityczka.
- To byłyby ślady włamania - uściśliła Felicja. - Chyba że miał klucz.
- Wiadomo, na kogo to wskazuje - stwierdziła pani wójt. - I niestety, to
prawdopodobne. Mam nadzieję, że twój Pałka szybko zamknie tę sprawę. A wy z Kaśką trzymajcie rękę na pulsie.
- Znałaś tych ludzi?
- Trochę. - Greta lekko się zawahała. - O tyle, że wyrabiali sobie u nas
w urzędzie potrzebne papiery, pozwolenia na budowę i tak dalej. Kilka
lat temu, kiedy kupili tam działkę i stawiali chałupę. Trochę kłótliwi,
ale w sumie zdarzali się gorsi od nich. Byłam wtedy radną, to osiedle
należało do mojego okręgu. Potem spotykaliśmy się od czasu do czasu w urzędzie albo na ulicy. Ale to, co przydarzyło się ich córeczce, to
tragedia! Znasz tę sprawę? Wtedy ostatni raz rozmawiałam z jej matką. W wakacje.
- Mogłabyś mi o tym opowiedzieć? O tej rozmowie i w ogóle o wszystkim,
co o nich wiesz. O dziewczynce też.
- Tak, ale nie teraz, to nie jest na telefon. Wpadnij do mnie jutro po
południu, tylko ty sama, pogadamy spokojnie przy kawie albo winie.
- Okej, będę - zgodziła się dziennikarka. - W takim razie wcześniej
spróbuję podpytać sąsiadów.
- Tylko uważajcie na siebie, Felicja! Ty i Kasia. Żeby nie było jak w zeszłym roku przez tę wariatkę z Budomaksu - ostrzegła Greta, zanim się
rozłączyły.
***
Promienie słoneczne przeciskały się przez żaluzje, budząc Felicję
skuteczniej niż budzik w telefonie. Nawet na półpiętrze zrobiło się zbyt
jasno na spokojny sen. Jedynie Buremu żadne światło nie przeszkadzało.
Jego postawi na nogi brzęk miski, w której dostaje jedzenie. Felicja,
wciąż ziewając, zeszła na dół i włączyła ekspres. Podczas swoich wypadów
w okolice Morza Śródziemnego nauczyła się pić czarną kawę na powitanie
dnia. Potem zaś, jak Turcy, pijała głównie mocną herbatę, zapewniającą
jej kondycję na dłużej.
Podniosła żaluzje i rolety, oficjalnie zapraszając słońce. Wyjrzała
przez okno: piękna letnia pogoda, choć powietrze rześkie, a barwy już
bardziej jesienne. Błękitne niebo, ożywcza czerwień winobluszczu, coraz
bardziej pożółkłe liście drżące na drzewach, jakby bały się, że spadną,
prawie złote w promieniach słońca, trawa już nieco rdzawa - wszystko to
podziałało niczym zastrzyk energii. Felicja weszła pod prysznic, a gdy
wróciła do aneksu kuchennego, kawa już na nią czekała. Wokół unosił się
hipnotyczny zapach, bogatszy niż jej smak, jak twierdziła.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki