Ojciec Pio - święty na przekór - Edward Augustyn

Kup ebooka

12.00 zł
9.60 zł (8,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Przedmowa

Ojciec Pio to postać niezwykle kontrowersyjna. Dowodem na to jest ogromna ilość publikacji, które nie zawsze są zgodne w ocenie jego osoby i postępowania. Świadczy o tym także fakt tak znacznego opóźnienia w rozpoczęciu procesu kanonizacyjnego. Pomimo wyraźnego pragnienia wiernych licznie gromadzących się w San Giovanni Rotondo po śmierci Ojca Pio, starań ze strony zakonu kapucynów i biskupa Manfredonii, w którego kompetencjach leżała ta sprawa, napotykała ona wciąż na trudności. Nie jest tajemnicą, że dopiero osobista interwencja papieża Jana Pawła II utorowała drogę do oficjalnego otwarcia procesu, które nastąpiło 20 marca 1983 roku, a więc 15 lat po śmierci Stygmatyka z Gargano.

Trzeba jednak dodać, że brak wymaganego "nihil obstat" ze strony Kongregacji Nauki Wiary był po części zrozumiały. Spowodowało go wiele niejasności, które otaczały postać Ojca Pio. Dotyczyły one postawy kapucyna wobec niektórych przedstawicieli hierarchii Kościoła, szczególnie wobec wizytatora apostolskiego, biskupa Carla Maccariego, wobec swoich córek duchowych, głównie Cleonice Morcaldi, a także relacji, jaka łączyła go z wpływową, ale nie mniej kontrowersyjną postacią - Emanuelle Brunattem. Rodziły się także pytania o stygmaty i ich źródło oraz związane z tymi zjawiskami zagadnienia zdrowia psychicznego i fizycznego Ojca Pio.

Ostatecznie jednak wszystkie te kwestie zostały dogłębnie przeanalizowane i wyjaśnione w aktach procesu, który zakończył się beatyfikacją Kapucyna 2 maja 1999 roku, a następnie jego kanonizacją 16 czerwca 2002 roku. Sama objętość akt (6 tomów liczących w sumie ponad 7000 stron) świadczy nie tylko o wielości znaków zapytania pojawiających się wokół jego osoby, ale również o rzetelności udzielonych odpowiedzi i wyjaśnień.

Z tego właśnie źródła czerpał autor książki Ojciec Pio: święty na przekór i ten fakt przede wszystkim stanowi o jej wartości. W wielu bowiem publikacjach na temat Ojca Pio podejmowane są te trudne tematy, ale nie zawsze w oparciu o wiarygodne źródła. Niejednokrotnie noszą one znamiona domysłów i sugestii mijających się z prawdą. Nieraz powołują się na nowe materiały dotychczas niepublikowane, wzbudzając zainteresowanie i kwestionując po raz kolejny świętość Stygmatyka z Gargano. Z czasem, po opadnięciu emocji, okazuje się zazwyczaj, że kontrowersyjny fakt jest znany i został już wyjaśniony.

Są też pozycje, które omijają trudne kwestie z życia Ojca Pio, koncentrując się na powierzchownym ukazaniu nadzwyczajności jego postaci. Nie ulega wątpliwości, że Ojciec Pio jest kimś wyjątkowym, także w gronie samych świętych, ale - jak każdy człowiek - miał też swoje ograniczenia i słabości, które rzetelnego obserwatora zmuszają do zastanowienia i postawienia pytań. Nie sposób to pominąć w próbie przybliżenia jego postaci.

Książka Edwarda Augustyna podejmuje te pytania i próbuje na nie odpowiedzieć. Jej zasadniczą treścią są kontrowersje nagromadzone wokół Świętego Ojca Pio, które pomimo wyniesienia go na ołtarze wciąż są poruszane i wydobywane na światło dzienne. Autor nie pisze o nich po to, aby po raz kolejny intrygować i kwestionować świętość Stygmatyka. Chce ją jeszcze bardziej przybliżyć, wyławiając wątpliwości. Świętość nie polega na bezkrytycznej uległości wobec innych, na wtopieniu się w tłum, by nikogo nie urazić. Wychodzi poza utarte schematy i dlatego nieraz wzbudza kontrowersje. Pozostając pokorna, nie zawsze jest od razu zrozumiała.

Takim przekornym świętym jest Ojciec Pio. Biorąc do ręki tę pozycję, czytelnik będzie mógł się o tym przekonać.

Marek Miszczyński OFMCap

słowem wstępu

Mówiono, że oszukuje ludzi, zbija na nich majątek, nie słucha poleceń władz kościelnych. Szeptano, że jest opętany przez diabła lub przynajmniej chory psychicznie, co miałoby tłumaczyć wszystkie nadzwyczajne fakty w jego życiu.

Szydziła z niego wroga religii prasa. Pisano, że "pachnie różami, świdruje oczami, przywraca wzrok ślepym, włosy łysym, a dziwkom cnotę" (autor tych słów, Alberto Del Fante, został potem jednym z najgorliwszych czcicieli Stygmatyka).

Wyśmiewali go i oskarżali, często zniżając się jedynie do poziomu prymitywnych oszczerstw, przedstawiciele Kościoła. Kanonik Palladino z San Giovanni Rotondo rozpowiadał, że "Ojciec Pio to syfilityk, a każdy, kto całuje go w rękę, zarazi się".

Stygmatyzowany kapucyn i dziś budzi skrajne emocje: od pełnego podziwu uwielbienia po zajadłą wrogość. Jego czciciele, którzy często mają osobiste powody wdzięczności i nabożeństwa, każdy atak odbierają żywo i boleśnie. Ludzie wrogo nastawieni nie szczędzą sił, by obnażać tę "wielką mistyfikację" i walczyć z przejawami religijnego obskurantyzmu.

W książce zebrane zostały najbardziej kontrowersyjne fakty z życia Świętego. Tak dobrany materiał na pewno nie daje szans na obiektywny i zgodny z prawdą opis. Należy o tym pamiętać, czytając najbardziej skandaliczne opinie o Ojcu Pio. Ale trzeba też widzieć, że cień, jaki kładzie się na obrazie Stygmatyka, nadaje jego świętości głębi i piękna, bo jest odbiciem nieustającej i heroicznej walki z ludzką słabością, niedoskonałością i grzechem.

1. Ojciec Pio i problem Kościoła

Kościół miał z Ojcem Pio problem. Świętość i nadzwyczajność zakonnika wykraczała poza ustalone od wieków procedury i burzyła święty spokój watykańskich urzędów. Oto w zapomnianym przez wszystkich klasztorze, gdzieś na odległej prowincji południowych Włoch zaczynają się dziać rzeczy dziwne, niepokojące i wymykające się spod kontroli. Czy ostrożność i podejrzliwość wobec nich to cnota czy grzech?

Klasztor w San Giovanni Rotondo (lata dwudzieste XX wieku)

Łatwo dziś wytykać palcami tych, którzy kiedyś potępiali Ojca Pio. Łatwo się oburzać, czytając wrogie, a nawet obraźliwe słowa, jakie ludzie Kościoła kierowali pod jego adresem. Można się dziwić, że wielkie postacie, jak Jan XXIII, biskup Albino Luciani (późniejszy papież Jan Paweł I) czy prof. Agostino Gemelli, z dezaprobatą patrzyły na wydarzenia w San Giovanni Rotondo, czy wręcz uważały Ojca Pio za szarlatana i oszusta.

Patrząc z dzisiejszej perspektywy, trudno zrozumieć motywy, jakimi kierował się Kościół, prowadząc "kampanię przeciwko Ojcu Pio". Czterdzieści lat po śmierci Stygmatyka, po jego procesie beatyfikacyjnym i kanonizacyjnym, nasza wiedza o życiu tego zakonnika jest prawie kompletna. Poznaliśmy korespondencję Świętego i zapiski jego kierowników duchowych, które obnażają największe sekrety jego duszy. Mamy setki wspomnień i świadectw potwierdzających świętość jego życia. Znamy opinie lekarzy na temat stygmatów, a teologów na temat "fenomenów mistycznych", jakimi został obdarzony.

Poza tym wiemy, że każda kanonizacja poprzedzona jest drobiazgowym procesem, podczas którego wyjaśniane są wszelkie, choćby najmniejsze zarzuty wobec kandydata na ołtarze. Ogłaszając kogoś świętym, Kościół kładzie na szalę cały swój autorytet, łącznie z dogmatem o nieomylności papieża.

Jednak ludzie współcześni Ojcu Pio, nawet wysoko postawieni w hierarchii kościelnej, nie mieli w połowie takiej wiedzy, jaką my dziś dysponujemy i opierali się na różnej wartości informacjach z drugiej ręki.

Trzeba powiedzieć jasno - Kościół miał z Ojcem Pio problem. Świętość i nadzwyczajność zakonnika wykraczała poza ustalone od wieków procedury i burzyła święty spokój watykańskich urzędów. Oto w zapomnianym przez wszystkich klasztorze, gdzieś na odległej prowincji południowych Włoch zaczynają się dziać rzeczy dziwne, niepokojące i wymykające się spod kontroli. Czy ostrożność i podejrzliwość wobec nich to cnota czy grzech?

Za życia nikogo nie można nazywać świętym - tymczasem dla tysięcy ludzi odwiedzających San Giovanni Rotondo Ojciec Pio był ważniejszy niż wszyscy święci. Cuda dokonywane przez osobę choćby najbardziej świątobliwą, ale żyjącą, są sprawą mocno podejrzaną i nie mogą liczyć na kościelną aprobatę. A w dodatku w pierwszej połowie XX wieku w samych Włoszech żyło co najmniej trzech innych stygmatyków, kilkudziesięciu cudotwórców i setki albo tysiące mistyków, którym objawiała się Matka Boża i różni święci...

Kościół - rozumiany jako instytucja - zachował się w sprawie Ojca Pio bardzo ostrożnie. Dziś powiedzielibyśmy złośliwie, że jak zwykle próbował niewygodny problem ukryć i przeczekać. Pierwsze decyzje Świętego Oficjum (słynnej kongregacji, wcześniej zwanej Świętą Inkwizycją) szły w tym kierunku, by zakazać Ojcu Pio publicznego pokazywania się i nie dopuścić do rozgłosu w mediach.

Tego ostatniego uniknąć się nie dało. Gdy tylko wieść o stygmatach wydostała się poza klasztor, skromny kapucyn stał się bohaterem wszystkich mediów, a historia jego życia na dobre zagościła na łamach gazet. Dziennikarze nie tylko opisywali cudowne wydarzenia z San Giovanni Rotondo, ale równie chętnie przeciwstawiali pobożnego zakonnika księżom i biskupom, których sposób życia był grzeszny i gorszący.

Zwabiony prasowymi informacjami i przekazywaną z ust do ust wieścią, tłum czcicieli i ciekawskich okupował od rana do nocy przyklasztorny plac. Po otwarciu kościoła ludzie bili się o najlepsze miejsca przy ołtarzu. Każdy chciał być najbliżej Świętego, zobaczyć go i dotknąć. Obrywano mu kawałki habitu "na relikwie", włamywano się do klasztoru, by zdobyć prześcieradło, którego używał, czy zakrwawioną chusteczkę. Prawdziwymi lub fałszywymi "relikwiami" handlowano. Co bardziej przedsiębiorczy mieszkańcy "załatwiali" (oczywiście odpłatnie) cuda i łaski za wstawiennictwem "ich Świętego". Pobożne kobiety uznały, że mają "monopol na Ojca Pio": tylko one go prawdziwie kochały, jedynie one w pełni go rozumiały. Wiele przedziwnych i wcale nie cudownych rzeczy zaczęto robić "w imieniu Ojca Pio". W obronie jego czci fanatyczni zwolennicy posuwali się do oszustw, oszczerstw i szantażu. Pobożne dziewczęta z odległych zakątków Włoch uciekały z domów, by zamieszkać w pobliżu Świętego...

Niestety, plan, by Stygmatyka ukryć przed żądnym cudu (i sensacji) tłumem, poczekać, aż umrze, (a potem ewentualnie wynieść go na ołtarze), spalił na panewce.

Kościół był bezradny. Procedury, które zwykle stosuje w podobnych sytuacjach, okazały się niewystarczające. Skoro więc sprawy nie dało się wyciszyć, a jej obiektywne wyjaśnienie przekraczało w tym momencie możliwości hierarchów wizytujących klasztor i sporządzających sprzeczne opinie, wybrano inne rozwiązanie. W końcu jaka to sztuka ukarać jednego zakonnika, nawet Bogu ducha winnego? To dużo łatwiejsze, niż przywoływanie do porządku tysięcy mniej lub bardziej fanatycznych czcicieli...