Obawy przed wybuchem wojny sprawiły, że w instytucjach państwowych,
kościelnych, ale też prywatnych latem 1939 roku podjęto prace w kierunku
zabezpieczenia i ukrycia najcenniejszych zbiorów. Dzięki temu udało się
uratować i wywieźć za granicę na przykład arrasy wawelskie. Nikt jednak
nie był w stanie przewidzieć, jak wielka okaże się skala grabieży
prowadzonej przez niemieckiego okupanta.
Przygotowania do zagarnięcia dzieł sztuki o największej wartości władze niemieckie prowadziły jeszcze przed inwazją
na Polskę. W tym celu nad Wisłę wysyłano ekspertów, by pod płaszczykiem
akademickiej współpracy prowadzili wstępne oceny i inwentaryzacje.
Po upadku II Rzeczpospolitej Niemcy nie ograniczali się jednak tylko do
wywożenia zbiorów najcenniejszych. Rozkradano lub niszczono wszystkie
kolekcje. Jeśli nie robiło tego państwo, to na własną rękę działali
niemieccy urzędnicy czy oficerowie.
"Okupanci rabowali dobra kultury z naszych zbiorów, czasem z zimną krwią
niszczyli bezcenne skarby" - komentują Włodzimierz Kalicki i Monika
Kuhnke na kartach książki Sztuka zagrabiona 2. - "Szczytem
barbarzyństwa było metodyczne spalenie najcenniejszych ksiąg z narodowych zbiorów i innych bibliotek przechowywanych w magazynie
Biblioteki Krasińskich przy ulicy Okólnik w Warszawie".
Podaje się, że straty wojenne nad Wisłą obejmują pół miliona dzieł
sztuki. Tomasz Śliwiński z Ministerstwa Kultury, Dziedzictwa Narodowego
i Sportu przytacza też inny szacunek, według którego Polska straciła
łącznie 70% całego dorobku kulturowego. Trzeba jednak mieć na uwadze, że
liczby te są niemożliwe do weryfikacji. Przedwojenne placówki muzealne
najczęściej nie posiadały inwentarzy, albo ich dokumentacja uległa
zniszczeniu. Nie ma nawet zgody co do tego, ile dokładnie muzeów,
galerii i innych instytucji kultury działało w Polsce przed wybuchem
wojny. Niektóre źródła mówią o 130 muzeach. Inne - o prawie 300. Nawet
tam, gdzie dzieła zostały spisane, rzadko je fotografowano. Było też
rzeczą zwyczajną, że w dokumentach pomijano dorobek najnowszy - obrazy
czy rzeźby XIX-wieczne lub z okresu międzywojnia.
Wśród zrabowanych przez Niemców dzieł sztuki, które nie zostały
odzyskane znajduje się między innymi Portret młodzieńca Rafaela Santi.
W bazie danych, którą od początku lat 90. XX wieku prowadzi Ministerstwo
Kultury, znajduje się nie pół miliona rekordów, ale 63 000. Tylko tyle
zrabowanych dzieł sztuki udało się wyszczególnić. Ledwie 10 000 z nich
posiada fotografie. W tej liczbie znajduje się około 13 000 utraconych
obrazów, 8700 rycin i rysunków, 3500 rzeźb czy 45 000 mebli i wyrobów z drewna. Ponad 40% tych dzieł zrabowano ze zbiorów państwowych. Należy
dodać, że szczególnie dotkliwe straty poniosły polskie biblioteki.
Szacuje się, że ich księgozbiór skurczył się w wyniku wojny o 50 mln
tomów. W tym było około 1,2 mln książek uznawanych za zabytki
piśmiennictwa o wyjątkowym znaczeniu.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
Blisko pół tysiąca wsi puszczonych z dymem. 160 osiedli i miast
zbombardowanych przez Luftwaffe. Masowe zbrodnie popełniane na cywilach
oraz jeńcach wojennych. Ogrom strat, jakie poniosła Polska podczas
inwazji nazistowskich Niemiec we wrześniu 1939 roku jasno pokazuje, że
wojna totalna zaczęła się nad Wisłą.
Nie miejcie litości. Bądźcie brutalni.
Słuszność jest po stronie silniejszego. Działajcie z największym
okrucieństwem. Całkowite zniszczenie Polski jest naszym celem
wojskowym". Tak brzmiały słowa wypowiedziane przez Adolfa Hitlera 22
sierpnia 1939 roku podczas odprawy z dowództwem Wehrmachtu w Obersalzbergu. Podwładni brunatnego dyktatora wzięli je sobie do serca.
Efektem było morze przelanej krwi polskich żołnierzy i cywilów oraz
ogromne straty materialne.
Najeźdźcy od samego początku inwazji na II Rzeczpospolitą z pełną
premedytacją prowadzili wojnę totalną, za nic mając konwencje chroniące
ludność cywilną i jeńców. Jako pierwsi ofiarą niemieckiego bestialstwa
padli mieszkańcy 16-tysięcznego Wielunia. Miasto zostało zbombardowane o świcie 1 września. Samoloty Luftwaffe zrzucały swój śmiercionośny
ładunek nawet na oznaczone czerwonym krzyżem szpitale. W wyniku ataku z powietrza, przeprowadzonego w dwóch falach, w gruzach legło około 70%
miejskiej zabudowy. Według różnych szacunków w nalocie zginęło od
kilkuset do nawet 1200 bezbronnych cywilów.
Wkrótce w tej samej sytuacji co Wieluń znalazły się inne polskie
ośrodki. Łącznie w trakcie działań zbrojnych prowadzonych nad Wisłą
celem dla samolotów Luftwaffe stało się około 160 miast i osiedli.
Szczególnie mocno ucierpiały między innymi Garwolin, Kurów i Sulejów,
gdzie zniszczenia sięgały 50-70%.
Niemieckie bomby siały terror również w oblężonej Warszawie. Najbardziej
niszczycielskie okazały się naloty dywanowe z 25 września. W tak zwany
"lany poniedziałek" przeszło 400 maszyn z czarnymi krzyżami na
skrzydłach przez 10 godzin zrzuciło na polską stolicę blisko 560 ton
bomb burzących oraz ponad 70 ton bomb zapalających. Tego dnia życie
straciło około 10 000 osób. Dalsze 35 000 zostało rannych.
Łącznie w trakcie oblężenia miasta zginęło najprawdopodobniej 25 000
cywilów (głównie w wyniku nalotów oraz ostrzału artyleryjskiego). Drugie
tyle zostało rannych. Ponadto poległo około 6000 polskich żołnierzy, a blisko 16 000 odniosło rany, w gruzach legło zaś 12% budynków. Nawet
nazistowski minister propagandy Joseph Goebbels był pod wrażeniem skali
zniszczeń. 12 listopada 1939 roku zanotował w swoim Dzienniku, że
Warszawa "sprawia ponure wrażenie. Nie ma domu, który by nie
ucierpiał. Całe dzielnice leżą w gruzach lub pozostały po nich tylko
zgliszcza".
Podczas inwazji na Polskę masowych zbrodni dopuścili się nie tylko
piloci Luftwaffe bombardujący bezbronne miasta i atakujący tłoczących
się na drogach uciekinierów oraz pracujących na polach rolników.
Niemieckie siły lądowe miały na sumieniu jeszcze więcej ofiar.
Według powojennych obliczeń we wrześniu 1939 roku na trasie przemarszu
Wehrmachtu spalono co najmniej 467 polskich wsi. Znaczna ich część
poszła z dymem w odwecie za rzekomą działalność partyzancką mieszkańców.
Oprawcy spod znaku swastyki nie zadowalali się jednak jedynie
niszczeniem mienia. W ramach wcześniej zaplanowanych represji oraz akcji
odwetowych oddziały frontowe, jak również poruszające się ich śladem
Einsatzgruppen dokonały przynajmniej 615 zbiorowych egzekucji, w których
zginęło ponad 12 000 ludzi.
Zniszczone centrum Wielunia po tym jak bezbronne miasto stało się
obiektem ataku Luftwaffe
Zdarzało się, że jednego dnia mordowano kilkadziesiąt, a w skrajnych
przypadkach nawet kilkaset osób. Przykładowo w Częstochowie 4 września
Niemcy zastrzelili 227 ofiar. Z kolei w rozpoczętej 16 września
kilkudniowej masakrze ludności żydowskiej Przemyśla zginęło około 600
ludzi.
Jednak najbardziej znaną niemiecką zbrodnią z tego okresu stała się
masakra mieszkańców Bydgoszczy. Według niemieckiej wersji - którą
usilnie powtarzała goebbelsowska propaganda - była to kara za
wydarzenia, do jakich doszło w mieście 3 września. Polska armia miało
się wówczas rzekomo dopuścić masowego mordu na bezbronnej, cywilnej
ludności niemieckiej.
Nie ulega wątpliwości, że 3 września w Bydgoszczy rzeczywiście zginęli
Niemcy: zdaniem polskiego historyka Pawła Kosińskiego ofiar po ich
stronie było około 250. Tyle tylko, że w świetle polskiej historiografii
- a także dokumentacji sporządzonej przez Wojsko Polskie - byli to
przede wszystkim członkowie bojówek, którzy podjęli się akcji
dywersyjnej jeszcze przed wkroczeniem do miasta oddziałów Wehrmachtu.
"Europa walcząca". Mapa wydana w Wilnie prawdopodobnie w 1939 roku.
Niezależnie od tego ilu niemieckich cywilów straciło życie w Bydgoszczy,
a ilu zabito bojówkarzy, odwet najeźdźców był zupełnie
nieproporcjonalny. W odpowiedzi na "krwawą niedzielę" (tak wydarzenia z 3 września określała propaganda) hitlerowcy wymordowali do końca 1939
roku około 5000 mieszkańców miasta i okolic. Z tego 243 osoby
rozstrzelano po pokazowych procesach, łamiących nawet nazistowskie
prawo.
Historycy oceniają, że łączne straty ludności cywilnej II
Rzeczpospolitej we wrześniu 1939 roku wyniosły około 100 000 zabitych. Z tego około ? przypadło na samą Warszawę. Dla porównania we Francji przez
cały okres II wojny światowej życie straciło 108 000 cywilów.
Pisząc o tragicznym bilansie niemieckiego najazdu na Polskę należy
oczywiście pamiętać też o 67 000 zabitych i około 135 000 rannych
żołnierzach. Najkrwawsza okazała się bitwa nad Bzurą i późniejsza próba
przebicia się oddziałów Armii "Poznań" i "Pomorze" do broniącej się
Warszawy. Poległo wtedy około 17 000 polskich wojskowych, a kolejne 50
000 odniosło rannych.
Jednak nie wszyscy polscy żołnierze, którzy stracili życie od 1 września
do 6 października 1939 roku zginęli na polu walki. Przynajmniej kilka
tysięcy jeńców padło ofiarą zbrodni wojennych. Do masakr, które
pociągnęły za sobą od kilkudziesięciu do ponad 100 ofiar doszło między
innymi w Topolnie, Piasecznie, Majdanie Wielkim, Serocku, Zambrowie,
Szczucinie czy Śladowie. W tej ostatniej miejscowości najeźdźcy
rozstrzelali z broni maszynowej 150 żołnierzy armii "Poznań" i "Pomorze", wziętych do niewoli w czasie bitwy nad Bzurą. Zamordowano
wtedy także 150 cywilów.
Słynne zdjęcie Juliena Bryana przedstawiające dziewięcioletniego
Ryszarda Pajewskiego siedzącego na gruzach jednej z warszawskich
kamienic.
Dysponujemy świadectwami o paleniu żywcem w stodołach i innych budynkach
całych grup schwytanych Polaków. Do takiego zdarzenia doszło między
innymi w Uryczu niedaleko Drohobycza. Niezidentyfikowany po dziś dzień
oddział Wehrmachtu pod koniec września 1939 roku spalił tam około 100
żołnierzy 4. Pułku Strzelców Podhalańskich.
Przeciwko konającej Polsce Sowieci wykorzystali ogromne siły. Tylko w pierwszym rzucie liczyły one 620 000 żołnierzy, 5000 dział i moździerzy,
ponad 4700 czołgów oraz 3300 samolotów. Przed frontem działały jeszcze
oddolne bojówki i bandy, chętne skorzystać na chaosie i rwące się do
akcji pod płaszczykiem czerwonego odwetu.
Jednocześnie z inwazją Armii Czerwonej,
przeciwko Polakom zamieszkującym wschodnie połacie Rzeczpospolitej
zaczęli licznie występować członkowie lokalnych mniejszości narodowych:
Żydzi, Białorusini i Ukraińcy. Sowiecka propaganda wzywała ich wprost do
czystki klasowej i brania "odwetu" na burżuazyjnych "ciemiężcach".
Komunistyczne bojówki, złożone często z miejscowego elementu,
przyjmowały szumne nazwy "czerwonej milicji" czy "gwardii robotniczej".
Nie brakowało przypadków, gdy ich członkowie wykazywali się
okrucieństwem większym niż żołnierze napastniczej armii. Mnożyły się
bezkarne zbrodnie, których ofiarami padały nawet kilkumiesięczne dzieci.
Jak zanotowano w materiałach z Archiwum Zakładu Historii Ruchu Ludowego:
W niektórych powiatach Małopolski Wschodniej, a zwłaszcza w Brzeżańskim
i Podhajeckim, doszło do rzezi, rabowania i palenia majątków, osadników
polskich. W powiecie brzeżańskim na kolonii Jakóbowce spalono 53 domy i zamordowano 24 osoby. Znęcano się nad ofiarami przez wrzucanie do ognia
i zakopywanie w ziemi żywcem... W domach mieszkalnych pozostawiono tylko
gołe ściany. Stodoły i stogi ze zbożem palono.
Według danych szacunkowych same tylko ukraińskie grupy, które częściowo
uaktywniły się już po 1 września 1939 roku, zamordowały wówczas od 1400
do ponad 3000 Polaków, w tym około tysiąca na Wołyniu. Ofiar
prawdopodobnie było dużo więcej, być może nawet kilkanaście tysięcy.
Cechą charakterystyczną tych "spontanicznych" - jak głosiła sowiecka
propaganda - wystąpień była powszechna grabież majątku polskich
obywateli, zwłaszcza ziemian i zamożniejszych gospodarzy. Podburzana
przez Sowietów miejscowa ludność rabowała wszystko bez jakichkolwiek
skrupułów. Dworki, domy i zabudowania gospodarcze były powszechnie
dewastowane a ich wyposażenie rozkradane. W jednym tylko majątku w Wielkich Sołecznikach w ciągu trzech godzin litewscy sąsiedzi
wyszabrowali 400 krów, 300 jałówek, 95 macior i 400 tuczników. Można też
przytoczyć przykład kolonii nieopodal wsi Lipniki w powiecie pińskim,
gdzie znajdowało się 28-hektarowe gospodarstwo Pawła Domanowskiego.
Kiedy wkroczyli Sowieci, natychmiast pojawili się u niego miejscowi
Białorusini i zabrali się za "rozkułaczanie" sąsiada, kradnąc mu dwie
świnie, całą żywność i odzież. Wszystko to w przy akompaniamencie
krzyków, obelg i kopniaków. Według danych sowieckich podobny los spotkał
na tak zwanej Zachodniej Białorusi 3170 majątków ziemskich i gospodarstw.
Sowieckie czołgi na ulicach Brześcia nad Bugiem podczas wspólnej
defilady Armii Czerwonej i Wehrmachtu. 22 września 1939 roku.
Bestialskich mordów, gwałtów i kradzieży na żołnierzach Wojska Polskiego
i ludności cywilnej dopuszczali się również czerwonoarmiści oraz
enkawudziści z grup operacyjnych. Polscy badacze oceniają, że w toku
inwazji zamordowano około 2500 jeńców oraz co najmniej kilkuset cywilów.
Do zbrodni na największą skalę doszło w Wilnie, gdzie rozstrzelano 300
obrońców miasta, w Grodnie i okolicach, gdzie również zamordowano około
300 polskich cywili i żołnierzy oraz koło folwarku Berducha w rejonie
Sarn, gdzie najeźdźcy uśmiercili 280 wziętych do niewoli żołnierzy
Korpusu Ochrony Pogranicza. Inne znane miejsca kaźni polskich obywateli
na Kresach znajdowały się m.in. w Kosowie Poleskim, Mołodecznie,
Nowogródku, Oszmianie, Rohatynie, Świsłoczy, Tarnopolu i Wołkowysku.
Według szacunkowych danych opór przeciwko Sowietom we wrześniu 1939 roku
kosztował Polaków około 6000-7000 poległych żołnierzy. 250 000 członków
Wojska Polskiego, w tym około 10 000 oficerów, trafiło do niewoli. Armia
Czerwona miała stracić około 2500-3000 zabitych i 6000-7000 rannych, 150
wozów pancernych i 15-25 samolotów.
Od początku października Sowieci zaczęli zwalniać część jeńców
szeregowców, z tym że około 25 000 skierowali do budowy dróg, a około 12
000 trafiło do kombinatów metalurgicznych i kooperujących z nimi
przedsiębiorstw w charakterze robotników przymusowych. Nieznaną liczbę
polskich jeńców zesłano do obozów pracy wchodzących w skład Gułagu.
Jednocześnie sowiecka wierchuszka podjęła decyzję o utworzeniu dwóch
"obozów oficerskich" w Starobielsku i Kozielsku oraz osobnego obozu dla
funkcjonariuszy policji, więziennictwa i straży granicznej w Ostaszkowie. Był to wstęp do zbrodni katyńskiej.
Zgodnie z zawartym w nocy z 23 na 24 sierpnia 1939 roku paktem
Ribbentrop-Mołotow planowany podział polskich ziem między III Rzeszę i Związek Sowiecki miał przebiegać wzdłuż linii rzek Pisy, Narwi, Wisły i Sanu. Dodatkowo w sowieckiej strefie wpływów znalazły się Finlandia,
Estonia, Łotwa i rumuńska Besarabia. Dokument nie zawierał jednak
szczegółów na temat podziału administracyjnego podbitych terenów. Przed
rozpoczęciem inwazji na wschodniego sąsiada Hitler nie miał całkowicie
sprecyzowanych poglądów w tym zakresie.
Oile nazistowski przywódca zamierzał
przyłączyć do III Rzeszy ziemie, które Niemcy utracili po I wojnie
światowej, to już sprawa losu reszty terytorium II Rzeczpospolitej przez
kilka tygodni pozostawała otwarta. Jak podkreśla doktor Tomasz Ceran z Instytutu Pamięci Narodowej "we wrześniu i w pierwszych dniach
października 1939 roku władze hitlerowskie poważnie zastanawiały się nad
możliwością utworzenia marionetkowego państwa polskiego. Decydującym
momentem wydaje się 3 września i wypowiedzenie wojny III Rzeszy przez
Francję i Wielką Brytanię".
Planując napaść na Polskę brunatny dyktator liczył na to, że mocarstwa
po raz kolejny będą się biernie przyglądać jego poczynaniom. Do samego
końca łudził się, że sojusznicy II Rzeczpospolitej tylko blefują i nie
wypowiedzą wojny agresorowi. Gdy jednak formalny konflikt między III
Rzeszą a Francją i Wielką Brytanią stał się faktem, zaczęto myśleć o utworzeniu polskiego państwa szczątkowego (Restpolen), które mogłoby
się stać "kartą przetargową w grze dyplomatycznej" z Zachodem.
Podpisanie Traktatu o granicach i przyjaźni III Rzesza - ZSRS.
Nad Sprewą rozpatrywano różne opcje także z uwagi na wyczekującą postawę
Sowietów. Zanim Stalin wysłał do walki Armię Czerwoną długo obserwował
rozwój sytuacji na froncie. Nic więc dziwnego, że podczas
przeprowadzonej 7 września w Berlinie narady jeden z omawianych
scenariuszy - na wypadek gdyby Sowieci jednak nie wkroczyli - zakładał
rozmowy pokojowe z władzami nad Wisłą.
W zamian za odstąpienie od sojuszu z Anglią i Francją zamierzano
zaoferować Polakom pozostawienie na mapie kadłubowej ojczyzny z Krakowem
i Warszawą. Druga Rzeczpospolita, poza terenami, do których rościli
sobie prawa Niemcy, miała jednak utracić również Kresy
południowo-wschodnie. Weszłyby one w skład nowopowstałego państwa
ukraińskiego. Zgodnie z tym, co podaje doktor Ceran, pięć dni później:
Joachim von Ribbentrop, minister spraw zagranicznych Rzeszy, zarysował
trzy możliwe scenariusze podziału ziem polskich: niemiecko-sowiecki
rozbiór Polski, stworzenie polskiego państwa kadłubowego oraz
rozczłonkowanie ziem polskich na różne obszary narodowościowe z utworzeniem odrębnego państwa zachodnioukraińskiego.
Trzeci wariant byłby możliwy do zrealizowania tylko w przypadku zawarcia
pokoju z Zachodem, co spowodowałoby, że Związek Sowiecki jako sojusznik
III Rzeszy przestałby być potrzebny.
Mogłoby się wydawać, że w momencie, gdy 17 września rozpoczęła się
sowiecka inwazja na Polskę drugi oraz trzeci wariant straciły rację
bytu. Stalin jasno komunikował swoją niechęć wobec pozostawienia na
mapie kadłubowej Polski. Uważał, że taki twór stanowiłby zarzewie
przyszłych konfliktów na linii Berlin-Moskwa. A jednak istnieją
przesłanki przemawiające za tym, że Hitler jeszcze przez jakiś czas nie
porzucał koncepcji polskiego państwa szczątkowego. Świadczy o tym między
innymi spotkanie ze szwedzkim przemysłowcem Birgerem Dahlerusem.
Podczas rozmowy przeprowadzonej 26 września wódz III Rzeszy twierdził,
że Niemcy wcale nie zamierzają "połknąć" całej Polski, a jedynie odebrać
te tereny, które im się "należą". Według słów brunatnego dyktatora
podjęte działania służyły też temu, by na przyszłość zabezpieczyć
Niemców przed Polakami. Kanclerz dodał jednocześnie, że na ziemiach
centralnej Polski zostanie utworzony azyl dla ludności żydowskiej.
Rzecz jasna należy przyjmować te słowa z duża ostrożnością. Miały
dotrzeć do uszu Anglików oraz Francuzów i skłonić oba mocarstwa do
negocjacji pokojowych. Szybko zresztą przestały być aktualne. Stalinowi
zależało na definitywnym uregulowaniu kwestii podziału stref wpływu.
Czerwony car zasugerował, że w zamian za przekazanie Sowietom Litwy III
Rzesza otrzyma polskie ziemie aż do Bugu. W odpowiedzi na taką
propozycję 27 września do Moskwy poleciał Joachim von Ribbentrop.
Nazistowski minister spraw zagranicznych chętnie przyklasnął
przesunięciu granicy na wschód. Jednocześnie próbował wynegocjować
przekazanie Niemcom terenów roponośnych w Galicji. Na to jednak czerwony
car nie wyraził zgody. Zadeklarował jedynie, że sprzeda sojusznikowi
połowę wydobywanej ropy naftowej lub wymieni ją na węgiel.
Grabarze II Rzeczpospolitej przypieczętowali podział polskich ziem w nocy z 28 na 29 września. Na mocy Traktatu o granicach i przyjaźni III
Rzesza - ZSRS linię graniczną wytyczono wzdłuż rzek Pisy, Narwi, Bugu i Sanu. Przy takim podziale Niemcom przypadło 188 500 kilometrów
kwadratowych terytorium, które zamieszkiwało ponad 22 mln ludzi. Z kolei
Sowieci zyskali 201 000 kilometrów kwadratowych i ponad 13 mln byłych
polskich obywateli. III Rzesza zagarnęła więc 48% ziem II
Rzeczpospolitej z 63% mieszkańców. Sowieci - 52% terytorium i 37%
ludności. Spośród 14 największych polskich miast - zamieszkiwanych przez
ponad 100 000 osób - 11 znalazło się pod okupacją niemiecką, a tylko 3
pod sowiecką.
Gdy dokonał się czwarty rozbiór Polski najeźdźcy przystąpili do
ustanawiania nowych porządków na podbitych ziemiach. Nazistowski
minister propagandy Joseph Goebbels 30 września 1939 roku zanotował w swoim Dzienniku:
Führer chce podzielić zdobyte tereny na 3 strefy:
1. stary niemiecki obszar: ulegnie znowu całkowitej germanizacji, a mianowicie z pomocą prawdziwych niemieckich rodzin chłopskich, weteranów
Wehrmachtu i volksdeutschów z krajów, których nie możemy zdobywać. Te
prowincje wschodnie będą stanowić niemieckie jądro terytorialne. Tam
stworzymy zagrody chłopskie do 200 mórg i osadzimy na nich niemieckich
chłopów-obrońców.
2. Strefa aż po Wisłę. Tam będzie zamieszkiwał dobry polski element.
Protektorat z autonomią. Na jego granicy zbudujemy nową linię umocnień.
To ostatecznie odizoluje Niemcy od Rosji.
3. Strefa: kraj przylegający do tamtego [wschodniego] brzegu Wisły.
Również należący do Protektoratu. Tam wtłoczymy najgorszy polski element
i Żydów, także tych z Rzeszy. Mają wtedy pokazać, czy w ogóle potrafią
coś stworzyć.
Nasze osadnictwo rozwija się planowo i jest obliczone na długi czas.
Kiedy będzie gotowa pierwsza strefa, wtedy przyjdzie pora na następną. W każdym razie zaznaczy się w ten sposób nowy zwrot w historii Niemiec,
który zaprzątnie uwagę 2 pokoleń niemieckiego narodu.
Ziemie wcielone
Plan zaczęto wprowadzać w życie 8 października. Tego dnia Hitler wydał
zarządzenie, na mocy którego do Rzeszy zamierzano wcielić tereny
przedwojennych województw śląskiego, poznańskiego i pomorskiego, jak
również część białostockiego, kieleckiego, krakowskiego i warszawskiego.
Przesunięcie granic miało nastąpić 1 listopada. W rzeczywistości jednak
zarządzenie weszło w życie już 26 października. Wkrótce na listę terenów
włączanych w obszar hitlerowskiego mocarstwa dopisano także większość
województwa łódzkiego.
Łącznie dawało to około 92 500 kilometrów kwadratowych, czyli blisko dwa
razy więcej niż powierzchnia ziem utraconych przez Niemcy w wyniku I wojny światowej. Aneksji podległy obszary najbardziej uprzemysłowione i najlepiej rozwinięte rolniczo. Zamieszkiwało je ponad 10 mln ludzi (88%
stanowili Polacy, 6% Żydzi, również 6% Niemcy).
Aby zunifikować anektowane ziemie z resztą państwa niemieckiego
utworzono Okręg Gdańsk-Prusy Zachodnie (Reichsgau Danzig-Westpreussen)
oraz Okręg Poznań (Reichsgau Posen), przemianowany następnie na Kraj
Warty (Reichsgau Wartheland). Ich gauleiterami, partyjnymi
zwierzchnikami, zostali Albert Forster oraz Arthur Greiser. Rejencja
katowicka została z kolei włączona do Prowincji Śląskiej (Provinz
Schlesien), a rejencja ciechanowska i Suwalszczyzna do Prus Wschodnich.
Po inwazji III Rzeszy na ZSRS obszar wcielony powiększył się do ponad
123 000 kilometrów kwadratowych, do Niemiec włączono bowiem
nowoutworzony Okręg Białostocki (Bezirk Bialystok).
Generalne Gubernatorstwo
Na mocy dekretu Hitlera z 12 października (wszedł w życie dwa tygodnie
później) z pozostałych polskich ziem powstało Generalne Gubernatorstwo
(GG). Zajmowało obszar około 95 500 kilometrów kwadratowych, a więc
niespełna ? przedwojennego terytorium Rzeczpospolitej. Zamieszkiwało je
około 12 mln osób. W 80,5% byli to Polacy, w 12,5% Żydzi, w 6,2%
Ukraińcy, a w 0,8% Niemcy. Poza tym 770 kilometrów kwadratowych
polskiego terytorium w Tatrach oraz na Spiszu i Orawie przekazano
władzom słowackim, które wspomogły hitlerowską inwazję.
Niemiecka mapa Generalnego Gubernatorstwa wykonana już po inwazji III
Rzeszy na ZSRS.
Obszar Generalnego Gubernatorstwa został podzielony początkowo na cztery
dystrykty: krakowski, lubelski, radomski oraz warszawski. W ich skład
wchodziło 56 powiatów wiejskich oraz 7 miejskich. Po wybuchu wojny z Sowietami teren GG powiększył się o dystrykt Galicja. Obejmował on
obszar ponad 52 000 kilometrów kwadratowych przedwojennych województw
stanisławowskiego i tarnopolskiego oraz części lwowskiego.
Obawiając się buntowniczej postawy mieszkańców Warszawy "stolicą"
Generalnego Gubernatorstwa ustanowiono Kraków. To właśnie w grodzie
Kraka urzędował generalny gubernator Hans Frank, który już 3
października stwierdził, że "Polska ma być traktowana jak kolonia, a Polacy staną się niewolnikami Wielkiej Rzeszy Niemieckiej".
Status prawny i międzynarodowy Generalnego Gubernatorstwa nigdy nie
został precyzyjnie określony. Jak pisał profesor Czesław Madajczyk w klasycznej już pracy Polityka III Rzeszy w okupowanej Polsce:
Powstała Generalna Gubernia nie była tworem państwowym, gdyż władzę
zwierzchnią wykonywała Rzesza. Nie była jednocześnie częścią Rzeszy
Niemieckiej, jak tereny włączone. Utrzymywała się tymczasem między nimi
granica celna, walutowa, dewizowa, policyjna.
Uczony dodawał ponadto, że "prawo wydane przez władze okupacyjne
zastąpiło polskie prawo państwowe i administracyjne, prawo pracy i finansowe". Jedynie przedwojenne prawo cywilne pozostało nadal w znacznej mierze w mocy.
Profesor Andrzej Leon Sowa podkreśla, że "administracja GG miała
charakter typowo kolonialny. Tylko jej część centralną i wyższe funkcje
w terenie (około 10%) obsadzali Niemcy". Cztery lata po wybuchu wojny we
władzach cywilnych Generalnego Gubernatorstwa (z wyłączeniem kolei i poczty) pracowało zaledwie 11 000 Niemców. Dla porównania w całym
aparacie państwowym GG znalazło zatrudnienie ponad 40 000 Polaków. Można
dodać, za Martinem Winstonem i jego książką Generalne Gubernatorstwo.
Mroczne serce Europy, że w 1944 roku na 1512 stanowisk burmistrzów i wójtów wciąż aż 717 (47% wszystkich) obsadzali Polacy. 463, a więc 31%,
znajdowało się w rękach Ukraińców. Ponadto, jak zauważa profesor Sowa:
Przeniesienie na Wschód członkowie administracji cywilnej często
traktowali jako szykanę. Na ogół byli to zresztą ludzie o miernych
kwalifikacjach zawodowych. Także nieobce tej grupie były korupcja,
alkoholizm i utrzymywanie stosunków przyjacielskich i seksualnych z Polakami.
W krótkiej perspektywie okupant traktował podbite polskie ziemie jako
rezerwuar taniej siły roboczej oraz źródło surowców i żywności, którą
polscy chłopi musieli dostarczać w ramach obowiązkowych kontyngentów.
Sam Hans Frank w maju 1943 roku zanotował w swoim Dzienniku, że do
tego momentu wartość "niepłaconych przez Rzeszę" dostaw surowców z Generalnego Gubernatorstwa miała wynosić aż pół miliarda marek. Co
istotne suma ta nie obejmowała wszystkiego, co Niemcy swobodnie
określali jako zdobycz wojenną.
Po wygranej wojnie planowano przeprowadzić całkowitą germanizację ziem
GG. Dowodzą tego wypowiedzi samego Hitlera. Po spotkaniu Hansa Franka z brunatnym dyktatorem, do którego doszło w marcu 1943 roku, generalny
gubernator relacjonował swoim podwładnym: "Führer jest zdecydowany
uczynić z tego kraju w przeciągu 15-20 lat kraj czysto niemiecki.
Określenie siedziba narodu polskiego nie będzie odtąd używane w odniesieniu do GG i obszarów przyległych".
Okupacja sowiecka
Obszary zagarnięte przez Związek Sowiecki początkowo zostały podzielone
na Zachodnią Białoruś ze stolicą w Białymstoku oraz Zachodnią Ukrainę ze
stolicą we Lwowie. Rzekomo były to samodzielne organizmy polityczne,
zdolne decydować o swoim przyszłym losie. W skład pierwszego weszły
województwa białostockie, nowogródzkie, poleskie, wileńskie oraz skrawek
warszawskiego. Z kolei druga jednostka administracyjna wchłonęła
województwa tarnopolskie, stanisławowskie, wołyńskie oraz część
lwowskiego.
Na generalnego gubernatora wyznaczono Hansa Franka.
Był to jedynie stan przejściowy, ponieważ Stalin od początku zamierzał
anektować tereny II Rzeczpospolitej do ZSRS. Dla usankcjonowania takiego
kroku 22 października przeprowadzono wybory do Zgromadzeń Ludowych
Zachodniej Białorusi i Zachodniej Ukrainy. Głosowania stanowiły rzecz
jasna czystą farsę. Udział był obowiązkowy, na listach kandydatów
znalazły się jednie starannie wyselekcjonowane osoby, a wyniki zostały z góry ustalone. W efekcie frekwencja wyniosła rzekomo 97% na Zachodniej
Białorusi i 93% na Zachodniej Ukrainie, a kremlowscy nominaci ubiegający
się o mandaty uzyskali blisko 91% poparcia.
Obrady nowo powołanych Zgromadzeń Ludowych odbyły się w Białymstoku w dniach 26-28 października oraz we Lwowie od 28 do 30 października. W ich
trakcie wystosowano apel (przygotowany zawczasu w Moskwie) do Rady
Najwyższej ZSRS oraz Rad Najwyższych Białoruskiej i Ukraińskiej
Socjalistycznej Republiki Sowieckiej z "prośbą" o włączenie Zachodniej
Białorusi i Zachodniej Ukrainy do rzeczonych republik związkowych.
Oferta została oczywiście wspaniałomyślnie przyjęta i w połowie
listopada oficjalnie przypieczętowano aneksję. W granicach Związku
Sowieckiego w tym czasie nie znalazło się tylko Wilno wraz z przyległym
obszarem. Ziemie te zostały przekazane Litwie kowieńskiej. W czerwcu
kolejnego roku Sowieci zajęli jednak wszystkie trzy państwa bałtyckie, a więc także Wileńszczyznę.
Już w pierwszych tygodniach okupacji, do listopada 1939 roku, niemieccy
najeźdźcy wywieźli z naszego kraju 10 000 wagonów kolejowych
załadowanych zdobyczą, między innymi maszynami rolniczymi, żywnością czy
meblami. Do lutego 1941 roku liczba ta wzrosła do 41 000 wagonów.
Wartość łupów szła w miliardy złotych.
Tylko z Generalnego Gubernatorstwa
wywiezione zostały surowce wartości około 1 mld przedwojennych polskich
złotych, a więc przynajmniej 12 mld w dzisiejszych pieniądzach. Należy
też wziąć pod uwagę, że znacząca część zagrabionych zasobów pozostała na
miejscu i miała zostać wykorzystana w przejętych polskich zakładach
przemysłowych pracujących teraz na rzecz niemieckiej gospodarki.
Z polskich składów zagrabiono około 1 mln ton samego tylko węgla.
Konfiskacie podległy ponadto 262 000 ton stali, żelaza i złomu.
Szczególnie cenną zdobyczą było 5 mln sztuk podkładów kolejowych,
mających posłużyć do rozbudowy linii, jak również cały tabor Polskich
Kolei Państwowych: 2600 parowozów i 95 000 wagonów. Do zagarniętych
środków transportu należy doliczyć jeszcze ponad 1000 wagonów
tramwajowych oraz około 900 rzecznych i 75 morskich jednostek
pływających.
W celu przejęcia i systematycznej eksploatacji zasobów gospodarczych
okupowanej Polski Niemcy utworzyli specjalne struktury administracyjne.
Na ziemiach wcielonych do Rzeszy podstawowym instrumentem tej łupieskiej
polityki był Haupttreuhandstelle Ost (HTO) - Główny Urząd Powierniczy
Wschód z siedzibą w Berlinie oraz z oddziałami rejonowymi w Gdańsku,
Poznaniu, Ciechanowie i Katowicach, później zaś także w Białymstoku.
W tej części okupowanej Polski zarekwirowano 940 000 w pełni
wyposażonych mieszkań oraz blisko 900 000 gospodarstw rolnych o łącznej
powierzchni 9,2 mln hektarów. Poza tym Niemcy przejęli 200 000 fabryk,
przedsiębiorstw, zakładów rzemieślniczych i handlowych. Wszystkie wraz z całym wyposażeniem i wyrobami. Właścicieli najczęściej wypędzano do
Generalnego Gubernatorstwa wyłącznie z podręcznym, symbolicznym bagażem.
Nielicznym pozwolono pozostać na miejscu w charakterze taniej siły
roboczej. W polskich rękach wciąż znajdowały się jedynie najlichsze
zakłady rzemieślnicze i usługowe. Firmy żydowskie zostały przejęte w całości. Łączna wartość zarekwirowanego mienia samych tylko
przedsiębiorców szacowana jest na około 12-14 mld przedwojennych
złotych, a więc od niespełna 150 do 170 mld w dzisiejszych pieniądzach.
Sklepy odebrane Polakom. Poznański Plac Wolności, przemianowany w trakcie okupacji na Plac Wilhelma.
Na usunięciu obywateli polskich z ziem wcielonych do III Rzeszy naziści
ubili znakomity interes. Miejsce wypędzonych zajęło pół miliona Niemców
ze wschodu: krajów bałtyckich, Ukrainy i Besarabii. Volksdeutsche,
rzekomo powracający do ojczyzny, jako "odszkodowanie" otrzymywali
majątek wysiedlonych Polaków i Żydów. Ponieważ zaś ziemia, budynki i przedsiębiorstwa tych Niemów, zamieszkujących wcześniej w strefie
wpływów sowieckich lub wprost na obszarze ZSRS, przeszły na własność
władz stalinowskich, III Rzesza otrzymała od Kremla dodatkowy ekwiwalent
w postaci dostaw żywności i surowców.
Ponadto władze okupacyjne skonfiskowały wszystkie wkłady bankowe,
niezależnie od tego, czy należały do Polaków czy Żydów, a także depozyty
w postaci obcej waluty, papierów wartościowych i biżuterii. Same
placówki bankowe zostały oddane najpierw w zarząd powierniczy a następnie zlikwidowane. Deutsche Bank w jednym tylko polskim banku -
Banku Handlowym SA - przejął papiery o wartości niemal 20 mln
przedwojennych złotych, depozyty wartości około 800 000 złotych i wkłady
gotówkowe w wysokości 300 000 złotych.
W Generalnym Gubernatorstwie, inaczej niż na ziemiach wcielonych, nie
prowadzono powszechnych wywłaszczeń, ale destrukcja gospodarki i tak
przyjęła ogromną skalę. Skonfiskowany został przede wszystkim cały
majątek państwowy oraz majątek obywateli polskich pochodzenia
żydowskiego. Ponieważ w myśl początkowych planów okupanta tereny te
miały uzyskać charakter rolniczy i nie przewidywano podjęcia tam
znaczącej produkcji przemysłowej, wszelkie przydatne urządzenia były
wywożone na Zachód. Z samej tylko Warszawy w latach 1940-1941 wyruszyło
700 wagonów wypełnionych maszynami przemysłowymi. Czytelny jest
chociażby przykład przemysłu włókienniczego. W Warszawie zamknięto 200 z 300 zakładów zajmujących się tą gałęzią produkcji, a ich wyposażenie
powędrowało do Rzeszy.
Zarząd nad własnością skonfiskowaną w Generalnym Gubernatorstwie
przejęło nowo powołane Biuro Powiernicze. W 1942 roku pod jego nadzorem
znajdowało się 1659 zakładów przemysłowych, 1036 placówek handlowych i rzemieślniczych, 2600 majątków ziemskich i 49 185 nieruchomości. Między
1939 a 1942 rokiem skonfiskowanych zostało również około 217 000
żydowskich sklepów i zakładów rzemieślniczych, z których ponad 100 000
natychmiast zamknięto. Jak wyjaśniał profesor Czesław Madajczyk,
bezmyślne unicestwienie tak wielkiej części gospodarki miało
bezpośrednie przełożenie na warunki egzystencji społeczeństwa. Braki
były odczuwalne zwłaszcza "w tych gałęziach, które były najsilniej
obsadzone przez Żydów", ale które wciąż dysponowały surowcami. Zmagano
się więc chociażby z poważnym niedoborem szklarzy, blacharzy czy
rymarzy. Według stanu na 1943 rok wszystkie skonfiskowane majątki i gospodarstwa rolne miały powierzchnię około 800 000 hektarów.
Najlepsze, najbardziej dochodowe przedsiębiorstwa były przejmowane przez
wielkie niemieckie koncerny i wpływowych przemysłowców z Rzeszy, jak
choćby głośnego Oskara Schindlera. Ogółem Niemcy zagarnęli około 1/3
całego majątku znajdującego się na terenie Generalnego Gubernatorstwa.
W trakcie wojny produkcja przemysłowa w Generalnym Gubernatorstwie
spadła, natomiast okupanci w znacznym stopniu zintensyfikowali wydobycie
surowców. Łącznie w latach 1939-1945 pozyskano między innymi 1,7 mln ton
ropy naftowej, 3,8 mln m3 gazu
ziemnego, 803 000 ton rudy żelaza i 873 000 ton soli potasowej.
Wszystkie te surowce miały wspierać wysiłek zbrojny III Rzeszy i utrzymywać w działaniu coraz bardziej kulejącą gospodarkę hitlerowskiego
imperium.
Kalendarz z czasów okupacji zachęcający polskich rolników do wypełniania
narzuconych przez Niemców kontyngentów.
W końcowym okresie wojny, pod wpływem niepowodzeń na froncie, Niemcy
przystąpili do wielkiej ewakuacji na zachód urządzeń produkcyjnych z ziem polskich. Infrastrukturę, której nie dało się wymontować i przewieźć celowo niszczono. Tylko od czerwca do grudnia 1944 roku z Generalnego Gubernatorstwa, Okręgu Białystok i Rejencji Ciechanowskiej
okupanci zrabowali ponad 150 000 ton maszynerii przemysłowej.
Do grabieży na ogromną skalę doszło też w Warszawie w trakcie i po
zdławieniu Powstania. Według ostrożnych obliczeń Niemcy wywieźli wówczas
nie mniej niż 50 000 wagonów z dobytkiem odebranym mieszkańcom stolicy.
W kontekście okupacji niemieckiej rzadko się wspomina, że przedmiotem
masowej, dobrze zorganizowanej grabieży była też odzież. Zwłaszcza po
ataku III Rzeszy na Związek Sowiecki Niemcy rozpaczliwie potrzebowali
ciepłych ubrań dla żołnierzy walczących na froncie wschodnim -
wysyłanych tam w przekonaniu, że cała kampania zakończy się przed
nadejściem pierwszej zimy. Historycy obliczają, że w toku wojny ludność
okupowanej Rzeczpospolitej została okradziona z kilku milionów sztuk
futer, kożuchów i innych futrzanych części garderoby, których wartość
szła w setki milionów złotych. Cenną odzież rabowano zwłaszcza w gettach
żydowskich oraz w obozach masowej zagłady. Do początku lutego 1943 roku
z Auschwitz i Majdanka zostało wysłanych 211 wagonów kolejowych ubrań,
nie tylko dla żołnierzy, ale też dla niemieckich osadników na wschodzie.
Transporty zawierały między innymi 132 000 męskich koszul, 119 000
damskich sukienek i 15 000 dziecięcych płaszczyków. Pod koniec
działalności Auschwitz, między 1 grudnia 1944 roku a 15 stycznia 1945
roku, wyekspediowano jeszcze 514 843 kompletów ubrań, tym razem do
Rzeszy.
W niemieckich fabrykach śmierci ludzi idących na zagładę odzierano
dosłownie z wszystkiego: oprócz ubrań i butów także z kosztowności,
rzeczy osobistych czy złotych zębów. Według zachowanego raportu na
przykład w drugiej połowie maja 1944 roku Niemcy uzyskali z zębów
pomordowanych około 40 kilogramów złota i białego metalu. Kobiety po
śmierci były strzyżone, a ich włosy wykorzystywane do produkcji filcu i nici. Na Majdanku od września 1942 roku do czerwca 1944 roku uzyskano tą
drogą 730 kilogramów włosów. Ogółem szacuje się, że łączna wartość łupów
uzyskanych przez Niemców w Auschwitz i na Majdanku przekraczała 400 mln
dolarów w dzisiejszych pieniądzach.
Niezwykle łupieżczą politykę Niemcy prowadzili także w rolnictwie.
Różnymi drakońskimi środkami - drogą przymusowych kontyngentów, skupów
oraz konfiskat - okupant starał się zagarnąć jak największą część
produkcji rolnej i hodowlanej. Polskim wsiom narzucono urzędowy system
cen i ekwiwalentów za odstawione płody rolne. Ponieważ jednak stawki
zostały trwale zamrożone na poziomie z 1939 roku, w żaden sposób nie
odzwierciedlały one rzeczywistej wartości dóbr. W wolnym, czarnorynkowym
obrocie obowiązywały ceny kilkadziesiąt razy wyższe.
Problemy były potęgowane przez rozkład przemysłu rolnego. Od chłopów
oczekiwano nadzwyczajnej wydajności, ale tylko w pierwszym roku okupacji
doszło do zamknięcia 39,5% młynów pozwalających uzyskiwać mąkę,
nieodzowną zarówno na wsi, jak i w głodujących miastach. Ogółem w latach
1939-1942 z ziem włączonych do III Rzeszy wyekspediowano 1,7 mln ton
zboża i 1,9 mln ton ziemniaków. Z Generalnego Gubernatorstwa w latach
1940-1945 w ramach przymusowych kontyngentów pojechało na zachód 4 mln
ton zboża, 4,5 mln ton ziemniaków, 2,8 mln ton buraków cukrowych, 698
mln litrów mleka, ponad 12 mln sztuk jajek i kilkaset tysięcy sztuk
zwierząt rzeźnych.