Wprowadzenie
Badania nad represjami sowieckimi wobec obywateli polskich są prowadzone od dłuższego czasu, ale przez wiele lat koncentrowano się przede wszystkim na badaniu represji z okresu II wojny światowej, w tym zbrodni katyńskiej. Dopiero pierwsze publikacje badaczy z moskiewskiego Memoriału uświadomiły historykom i polskiemu społeczeństwu skalę zbrodni i terroru, jakiemu była poddana ludność polska w Związku Sowieckim w latach 30. XX wieku1. Wątek ten coraz cześciej pojawiał się w studiach badaczy, którzy opisywali sytuację Polaków w Rosji Sowieckiej, zarówno w skali makro- jak i mikrohistorycznej2. Niezwykle istotnym krokiem były publikacja najważniejszych dokumentów źródłowych dotyczących "operacji polskiej" NKWD3, a następnie pierwsze próby monograficznego opracowania tego tematu4. Polscy badacze podjęli również wysiłek, aby informacje te nagłośnić i wprowadzić do literatury naukowej poza Polską5. Nie oznacza to jednak, że temat ten jest już wystarczająco zbadany i znany.
We wrześniu 2017 roku Centrum Polsko-Rosyjskiego Dialogu i Porozumienia (obecnie Centrum Dialogu im. Juliusza Mieroszewskiego) wspólnie z Instytutem Pamięci Narodowej zorganizowało, pod patronatem Prezydenta RP Andrzeja Dudy, dwudniową konferencję naukową "Operacja polska" NKWD 1937-1938. Przywracanie pamięci o zbrodni. Wzięli w niej udział badacze sowieckich represji z Polski, Rosji, Ukrainy, Białorusi i USA. Podczas konferencji zrodziła się idea przygotowania publikacji, która w możliwie wszechstronny sposób przybliży tę bez wątpienia największą, a przy tym najbardziej krwawą sowiecką zbrodnię doby Wielkiego Terroru. W tym okresie, jak obliczył prof. Terry Martin, historyk z Uniwersytetu Harvarda, Polak był statystycznie trzydzieści jeden razy bardziej narażony na rozstrzelanie niż przeciętny mieszkaniec Związku Sowieckiego. Wystarczył znaleziony podczas rewizji list od rodziny z Polski czy też polsko brzmiące nazwisko, by zostać skazanym na karę śmierci lub wieloletni pobyt w łagrze. Bardzo istotne było, aby pokazać w tej książce, iż "operacja polska" NKWD była integralną częścią represji, których dokonano w trakcie Wielkiego Terroru.
W publikacji oprócz tekstów badaczy, którzy zaszczycili swoim udziałem wspomnianą konferencję, znalazły się również artykuły uczonych z Polski, Gruzji i Ukrainy, które z pewnością poszerzają perspektywę naukową, wpisując "operację polską" NKWD w jeszcze szerszy kontekst badawczy.
Nie sposób w tym miejscu nie ulec smutnej konstatacji, że pomimo upływu kilku lat od wspomnianej konferencji stan badań, a co za tym idzie poziom wiedzy na temat "operacji polskiej" NKWD, jak i innych stalinowskich represji, zasadniczo nie uległ zmianie. Brak dostępu do archiwaliów, prześladowanie i represje wobec badaczy w Rosji i Białorusi, czego doświadczyła część autorów publikujących swoje artykuły w niniejszym tomie, czy wreszcie agresja Rosji na Ukrainę drastycznie ograniczyły możliwość prowadzenia rzetelnych badań naukowych.
Powyższe sprawia, że zamieszczone w tomie artykuły nabierają szczególnego znaczenia - obrazują aktualny stan wiedzy na temat "operacji polskiej" i innych tzw. operacji narodowościowych. Stanowią również świadectwo solidarności badaczy z różnych państw w dążeniu do odkrycia prawdy o zbrodniczym sowieckim reżimie.
Książkę rozpoczyna zapis dyskusji, która odbyła się podczas wspomnianej konferencji i mimo upływu lat pozostaje aktualna. Koncentruje się ona zarówno na podsumowaniu stanu badań na temat "operacji polskiej" NKWD, jak i na umiejscowieniu jej w kontekście polskim i międzynarodowym. Pierwsza część debaty miała na celu ustalenie przyczyn podjęcia decyzji o tak krwawych represjach. Wzięli w niej udział prof. Andrzej Nowak, dr Nikita Pietrow, prof. Hiroaki Kuromiya oraz prof. Nikołaj Iwanow. Dyskusję moderował dr Sławomir Dębski. Celem drugiej części było umiejscowienie "operacji polskiej" NKWD w kontekście polskim i międzynarodowym, a także namysł nad wiedzą władz polskich o tej zbrodni i reakcją na nią. Wzięli w niej udział: prof. Mariusz Wołos, prof. Marek Kornat i prof. Robert Kuśnierz. Dyskusję moderował dr Łukasz Adamski.
Pozostałe teksty zamieszczone w tomie zostały podzielone na pięć bloków tematycznych. Pierwszy z nich składa się z pięciu tekstów i ma na celu ukazanie masowych operacji NKWD jako elementu Wielkiego Terroru. W artykule Nikity Pietrowa została omówiona pierwsza chronologicznie "operacja narodowościowa" NKWD, jaką była "operacja niemiecka". Jako kolejne zostały przedstawione "operacja grecka" - przez Iwana Dżuchę, "operacja harbińska" - przez Siergieja Prudowskiego oraz specyfika funkcjonowania Trójki Specjalnej NKWD w Gruzińskiej SRS - w tekście Giorgiego Mamulii. Szczególnie interesującym przypadkiem jest analizowany przez Zmiciera Drozda przebieg "operacji polskiej" NKWD w Białoruskim Okręgu Wojskowym.
W drugim bloku tematycznym Autorzy analizują wymiar lokalny zbrodni dokonanej w ramach "operacji polskiej" NKWD. Teksty badaczy z Rosji i Białorusi przynoszą nowe, w większości nieznane w Polsce, informacje. Aleksander Smalianczuk i Anatol Wialiki, którzy badali przebieg "operacji polskiej" w Białoruskiej SRS, zwracają uwagę na znaczny odsetek Białorusinów represjonowanych na podstawie rozkazu 00485. Stanisław Koller, na podstawie materiałów zgromadzonych w Archiwum Ministerstwa Spraw Wewnętrznych Gruzji, próbuje oszacować skalę represji i zrekonstruować losy represjonowanych Polaków w Gruzińskiej SRS w okresie Wielkiego Terroru. Kolejne artykuły koncentrują się na przebiegu "operacji polskiej" NKWD w Kraju Krasnojarskim (tekst Aleksieja Babija), na Syberii Zachodniej - w Kraju Krasnodarskim (tekst Sergieja Kropaczowa) oraz w regionie tomsko-narymskim (tekst Wasyla Chaniewicza).
Trzeci blok został poświęcony wymiarowi grupowemu "operacji polskiej" NKWD. Tym razem większość tekstów została przygotowana przez historyków, których wyniki badań są obecne od lat w polskiej literaturze naukowej. Artykuły te dotyczą represji wobec współmałżonków i dzieci ofiar "operacji polskiej" NKWD (tekst Stanisława Stępnia), losów kobiet (artykuł Hiroakiego Kuromiyi), żołnierzy Armii Czerwonej (materiał Jakuba Wojtkowiaka), duchowieństwa (tekst śp. ks. Romana Dzwonkowskiego).
Indywidualny wymiar zbrodni został zaprezentowany w czwartym bloku tematycznym. Teksty te dotyczą losów wybranych osób: od represjonowanego "wroga ludu" Zbigniewa Szaniawskiego (artykuł Aleksandra Sielickiego), sprawy Natalii Moszynskiej, oskarżonej o romans z urzędnikiem polskiego konsulatu (tekst Yany Prymachenko), po wysokiego funkcjonariusza komunistycznego Adolfa Piotrowskiego (materiał Ihora Iljuszyna). Szczególne miejsce zajmuje artykuł Wolhy Iwanawej poświęcony pamięci o represjach we wspomnieniach dzieci "polskich szpiegów". Został on oparty na relacjach zebranych w ramach projektu historii mówionej, realizowanego na Białorusi. Z kolei Maciej Wyrwa przedstawia losy grupy czternastu Romów - skazanych w ramach "operacji polskiej". Cennym podsumowaniem tego bloku jest tekst Ludmiły Laguszkiny, w którym poddano analizie informacje zgromadzone w ramach projektu Lista Otwarta, którego celem jest zebranie możliwie pełnej listy represjonowanych w okresie Wielkiego Terroru.
Ostatni, ale bardzo istotny blok jest poświęcony upamiętnieniu ofiar Wielkiego Terroru, w tym "operacji polskiej" NKWD. W tej części omówione zostały miejsca pochówków ofiar: Sandarmoch w Karelii (Irina Flige), Bykownia na Ukrainie (Jurij Szapował) oraz Kuropaty i inne miejsca egzekucji i pochówków ofiar represji na Białorusi (tekst Ihara Kuzniacoua). Publikację zamyka sprawozdanie ze śledztwa w sprawie "operacji polskiej" NKWD, które od 25 stycznia 2017 roku jest prowadzone przez prokuratora Roberta Osińskiego z Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu IPN w Szczecinie. Pomimo upływu wielu lat od tej zbrodni okazuje się, że narzędzia prawne, jakimi mogą posłużyć się prokuratorzy, dają możliwość pozyskania nowych źródeł, przede wszystkim w postaci relacji i świadectw rodzin oraz bliskich osób represjonowanych.
Oddajemy zatem do rąk czytelnika publikację, która, jak wierzymy, stanowi ważną refleksję nad "operacją polską" NKWD, jedną z największych zbrodni o znamionach ludobójstwa w historii Europy XX wieku. Bez wątpienia artykuły naukowe będące efektem pracy tak szerokiego grona badaczy poszerzają spektrum wiedzy o zbrodni, pokazując przy tym zarówno wagę, jak i możliwość współpracy międzynarodowej w zakresie badań nad sowieckim systemem represji.
Publikacja ta z pewnością nie wyczerpuje tematu. Mamy nadzieję, że będzie ona stanowić inspirację dla dalszych międzydyscyplinarnych badań nad losem Polaków w Związku Sowieckim w latach Wielkiego Terroru. Wciąż bowiem nie znamy wszystkich mechanizmów zbrodni i nazwisk jej sprawców, a co najważniejsze - nie możemy wszystkich ofiar "zawołać po imieniu".
Paweł Libera, Maciej Wyrwa
Przypisy
Wprowadzenie
1 N. Pietrow, Polska operacja NKWD, "Karta" 1993, nr 11; Н. Петров, А. Рогинский, "Польская операция" НКВД 1937-1938 гг., [w:] Репрессии против поляков и польских граждан, t. 1, "Исторические сборники "Мемориала"", Москва 1997.
2 M. Iwanow, Pierwszy naród ukarany. Polacy w Związku Radzieckim 1921-1939, Warszawa-Wrocław 1991; H. Stroński, Represje stalinizmu wobec ludności polskiej na Ukrainie w latach 1929-1939, Warszawa 1998; W. Haniewicz, Tragedia Syberyjskiego Białegostoku, Pelplin 2008.
3 Patrz przede wszystkim: Wielki Terror: operacja polska 1937-1938, t. 8, Polska i Ukraina w latach trzydziestych-czterdziestych XX wieku. Nieznane dokumenty z archiwów służb specjalnych, Warszawa-Kijów 2010; T. Sommer, Rozstrzelać Polaków. Ludobójstwo Polaków w Związku Sowieckim w latach 1937-1938. Dokumenty z Centrali, Warszawa 2010; Dzieci operacji polskiej mówią. 45 relacji, red. T. Sommer, Warszawa 2013; Wielki Terror w sowieckiej Gruzji 1937-1938. Represje wobec Polaków. Polacy w Gruzji - Gruzini w Polsce, t. 1, red. D. Alawerdaszwili, E. Kukhalaszwili, W. Luarsabiszwili, S. Koller, M. Majewski, O. Tuszuraszwili, Warszawa-Tbilisi 2016; "Operacja polska" NKWD 1937-1938 na tle represji wobec Polaków w Białoruskiej SRS, red. A. Smalianczuk, A. Wialiki, M. Wyrwa, Warszawa 2022; Za ryskim kordonem. Losy Polaków - obywateli radzieckich w latach 20.-40. XX w., red. P. Cichoracki, M. Jakimowicz, M. Ruchniewicz, Wrocław 2023.
4 M. Łoziński, Operacja polska. Stalinowska zbrodnia na Polakach w latach 1937-1938, Kłodawa 2008; N. Iwanow, Zapomniane ludobójstwo. Polacy w państwie Stalina. "Operacja polska" 1937-1938, Kraków 2014; T. Sommer, Operacja antypolska NKWD 1937-1938. Geneza i przebieg ludobójstwa popełnionego na Polakach w Związku Sowieckim, Warszawa 2014 (wydanie drugie: Gdańsk 2020).
5 Patrz m.in.: A. Paczkowski, Polacy pod obcą i własną przemocą, [w:] S. Courtois, N. Werth, J.L. Panné, A. Paczkowski, K. Bartosek, J.L. Margolin i inni, Czarna księga komunizmu. Zbrodnie, terror, prześladowania, Warszawa 1999; B. Musial, The Polish Operation of the NKVD: The Climax of the Terror Against the Polish Minority in the Soviet Union, "Journal of Contemporary History" 2013, t. XLVIII, nr 1.
Debata "Operacja polska" NKWD w kontekście polskim i międzynarodowym1
Uczestnicy: prof. Marek Kornatprof. Robert Kuśnierzprof. Mariusz Wołos
Moderator: dr Łukasz Adamski
Dr Łukasz Adamski: Chciałbym, aby ten panel był w pewnej mierze kontynuacją poprzedniej dyskusji historyków, której przysłuchiwał się pan prezydent, a której uwaga była głównie zwrócona na aspekty wewnętrzne "operacji polskiej" NKWD. Natomiast teraz porozmawiamy o wymiarze międzynarodowym, o aspektach zewnętrznych tej zbrodni. Niech będzie to pewnego rodzaju wprowadzenie do dalszej części obrad, w której już będą wygłoszone tradycyjne dla konferencji referaty.
Gdy mówimy o wymiarze zewnętrznym zbrodni, to nasuwają się chyba nie tylko mnie, ale wielu spośród państwa dwa dość oczywiste bloki zagadnień. Po pierwsze - dlaczego doszło do takiej intensyfikacji Wielkiego Terroru? Czy to jest tylko paranoja Stalina, czy to są tylko czynniki wewnętrzne? Czy też może jakiś wpływ na podjęcie przez najwyższe władze sowieckie decyzji o mordach na Polakach i na innych grupach narodowościowych miało otoczenie zewnętrzne, sytuacja międzynarodowa, w szczególności pakt antykominternowski, który był zawarty między Niemcami a Japonią w 1936 roku i jakby poprzedzał podjęcie decyzji o "operacji polskiej" NKWD. Po drugie - też powstaje pytanie, w jaki sposób dokonanie "operacji narodowościowych" w ogóle wpłynęło na pozycję międzynarodową Związku Sowieckiego? Czy to było bez znaczenia, czy jakieś znaczenie miało? Jakie były reperkusje zewnętrzne? Jakie było postrzeganie zewnętrzne tej operacji? Czy dyplomacje krajów, w których mniejszości narodowe były eksterminowane w Związku Sowieckim, jakoś reagowały, czy miały tę wiedzę? W szczególności powstaje zagadnienie częściowo już poruszane w poprzedniej dyskusji: co polska dyplomacja wiedziała o zbrodni, czy mogła wiedzieć więcej, czy mogła jej jakoś zapobiec? Ale też możemy zastanowić się, jak reagowała dyplomacja niemiecka, łotewska czy japońska, bo i Niemcy, i Łotysze byli przedmiotem eksterminacji w Związku Sowieckim. To są pytania, które chciałem zadać panelistom.
Na początek proszę o ocenę sytuacji międzynarodowej, która sprawiła, że "operacja polska" NKWD się rozpoczęła. Czy miała ona jakiś wpływ na decyzje Stalina, czy nie miała? I co na tym Związek Sowiecki zyskał?
Prof. Mariusz Wołos: Panie przewodniczący, szanowni państwo, przede wszystkim chciałem bardzo podziękować za zaproszenie, ale jeszcze bardziej chciałem podziękować za to, że ta sprawa została podniesiona na bardzo wysoki poziom. Już chyba wyżej w kwestii przywracania pamięci o ofiarach "operacji polskiej" czy o "antypolskiej operacji" (jak niektórzy piszą) NKWD w naszym kraju podnieść się jej po prostu nie da. My, historycy, musimy uderzyć się w pierś z raczej oczywistego powodu. O "operacji polskiej" i jej potwornych skutkach wiemy od ponad 20 lat, a zatem od ukazania się pierwszych publikacji na jej temat napisanych przez badaczy rosyjskich ze Stowarzyszenia "Memoriał". Tymczasem między innymi z naszej właśnie winy opinia publiczna wie o niej wciąż niewiele, a może nawet nie wie nic. Miejmy nadzieję, że w najbliższym czasie te straszne wydarzenia będą jej lepiej znane. I tego sobie wszyscy życzmy.
Zanim przejdę do odpowiedzi na postawione przez pana przewodniczącego pytania, pozwólcie państwo na jeszcze jedną refleksję. Otóż, zastanawiam się, w jaki sposób decydenci w zakresie rosyjskiej "polityki historycznej" odpowiedzą na nasze dzisiejsze spotkanie. Brak odpowiedzi jest bowiem mało prawdopodobny. Czy uciekną się do retoryki sowieckiej na temat przyczyn Wielkiego Terroru, innymi słowy - będą akcentować konieczność likwidacji rzekomej "piątej kolumny" w ZSRS, która była niezbędna także, a może przede wszystkim w celu osiągnięcia zwycięstwa w wielkiej wojnie ojczyźnianej. Dodam, że retoryka ta jest wciąż powtarzana, nawet jeśli nie wierzą w nią nawet ci, którzy się do niej obecnie odwołują. Czy też pójdzie to w innym nieco kierunku, czego przykład pozwolę sobie przytoczyć.
Całkiem niedawno czytałem na łamach "Prawdy" (nr 93/30590/ z 25-28 sierpnia 2017 roku), a czytam nawet i takie tytuły, artykuł niejakiej doktor Jeleny Sokołowej Żertwa ili souczastnik? (Ofiara czy wspólnik?). W tekście tym autorka jakoby w sposób nader logiczny próbuje udowodnić, że Polska ponosi współodpowiedzialność za wywołanie II wojny światowej jako sojusznik III Rzeszy, niezależnie od tego, że stała się później jej ofiarą. Przy okazji przywołuje z księżyca wzięte liczby ponad 150 tys. krasnoarmiejców, którzy byli przetrzymywani w nieludzkich warunkach przez stronę polską jeszcze w okresie wojen o granice kształtującej się II Rzeczpospolitej i ponad 200 tys. jeńców, więźniów oraz internowanych osadzonych wówczas w polskich "obozach koncentracyjnych". Wedle podawanych przez tę autorkę danych tylko w jednym obozie w Tucholi "zginęło" 22 tys. ludzi, w Strzałkowie kolejnych 8 tys., a przecież miejsc kaźni jeńców było znacznie więcej. Zaraz potem Sokołowa płynnie przechodzi do opisu "obozu koncentracyjnego" w Berezie Kartuskiej, utworzonego rzecz jasna na wzór Dachau, gdzie przetrzymywano - a kolejność przecież trudno uznać za przypadkową - "Rosjan, Białorusinów, Ukraińców, Żydów i Polaków - przeciwników reżimu J. Piłsudskiego". Rosyjskojęzycznemu czytelnikowi takich tekstów analogia nasuwa się sama - co prawda enkawudziści mordowali Polaków w trakcie Wielkiego Terroru czy w Katyniu, ale przecież sami Polacy również mordowali "naszych" w latach 1919-1920 z jeszcze większym okrucieństwem i zapewne w jeszcze większej liczbie. Ten bazujący na kłamstwie schemat nadal ma swoją wagę. Warto się więc przyglądać reakcji strony rosyjskiej.
Szanowni państwo, przechodzę teraz do odpowiedzi na pytania postawione przez przewodniczącego. Całkowicie zgadzam się z niezwykle logicznym wywodem profesora Andrzeja Nowaka, który przedstawił sposób działania imperium w stosunku do jego peryferii. Tę wypowiedź uzupełniłbym o jeszcze jedną - moim zdaniem kluczową - kwestię. Mam na myśli mocno zakorzenione w myśleniu bolszewików przeświadczenie o logice dziejów, która w ich mniemaniu była całkowicie wystarczającym argumentem dla zbrodniczych działań. Społeczeństwa bezklasowego nie można było bowiem zbudować bez użycia przemocy. A przecież właśnie społeczeństwo bezklasowe miało być najwyższą formą rozwoju ludzkości, która - nieświadoma tego - kroczyła ku niemu od niepamiętnych czasów. Innymi słowy, po niewolnictwie, feudalizmie, kapitalizmie i imperializmie, jako jego najwyższym stadium, nastać musiał wreszcie upragniony komunizm, a każdy myślący inaczej był zdrajcą, wrogiem, przeszkodą, którą należało usunąć.
Wiara w ową prawdę objawioną przekładała się na konkretne działania. Widać to zarówno w aktywności bolszewików na arenie międzynarodowej, jak i wewnątrz "ojczyzny proletariatu". Wymordujemy burżuazję, bo prawda jest po naszej stronie, bo racja stoi za nami. Wymordujemy ziemiaństwo, bo logika dziejów skazuje je na niebyt. Pozbędziemy się chłopów, bo ich istnienie nie mieści się w koncepcji społeczeństwa bezklasowego, wyzutego z własności prywatnej. W taki oto sposób w ciągu kilkunastu lat zniszczono kształtującą się ewolucyjnie od stuleci strukturę społeczeństwa rosyjskiego. Chłopstwo stanowiące w 1918 roku jeszcze około 75-80 procent ludności znika na dobrą sprawę już na początku lat 30.
Wszystko to dzieje się w warunkach nie tylko bezkarności, ale i inspiracji oraz całkowitego przyzwolenia władz sowieckich najwyższego szczebla. Kaci są sowicie nagradzani, awansują. Co więcej, machinę represji nie tak łatwo wyhamować, a w warunkach totalitarnego państwa rychło się okazuje, że ma ona pełną rację bytu. Jest potrzebna dyktatorowi i partii. Staje się najważniejszym filarem sowieckiego państwa. Służy do utrzymania porządku, również we własnych szeregach, ale i do wywołania wszechwładnego strachu stymulującego z kolei posłuszeństwo. Sprowadza obywatela do roli własności państwa. Wszyscy wiedzą, gdzie znajdują się cmentarze ofiar "przebudowy społeczeństwa", ale nikt o nich głośno nie mówi. To bardzo symboliczne i zarazem przerażające. W stosunkowo krótkim czasie zdefiniowanych ideologicznie wrogów zaczyna brakować. Należałoby zatem zlikwidować aparat przemocy, ale jest on potrzebny dyktatorowi, a i sam w sobie staje się na tyle silny, że wyrasta ponad inne struktury. Szuka się więc wyimaginowanych wrogów, likwidując przy okazji własnych konkurentów, choćby tych potencjalnych, bo niekoniecznie rzeczywistych.
Bolszewicy odziedziczyli po Imperium Rosyjskim społeczeństwo raczej zamknięte, słabo wykształcone, zacofane, niechętne obcym. Nuty nacjonalistyczne pobrzmiewały głośno, a abstrakcyjny dla wielu internacjonalizm nie był w stanie ich zagłuszyć. Łatwo było rozpalić nienawiść do kogokolwiek. Co więcej, kalki antypolskie nie były obce społeczeństwu sowieckiemu, o co nie tak dawno dbali urzędnicy carscy, duchowni prawosławni, a w okresie wojny polsko-sowieckiej lat 1919-1921 i później całe rzesze całkiem sprawnych propagandzistów pozostających na usługach bolszewików. Nawet jeśli nie znano polskiego chłopa, to znacznie lepiej znano propagandowego "polskiego pana". I szczerze go nienawidzono. Do pszeków (pogardliwe określenie Polaków) odnoszono się najczęściej bez sympatii. Wszystko to stanowiło przyczyny Wielkiego Terroru, a w interesującym nas przypadku podglebie dla "operacji polskiej" NKWD.
Przyczyny Wielkiego Terroru tkwią również w sytuacji międzynarodowej. Od połowy lat 30. coraz bardziej wyczuwało się grozę nadchodzącej wojny. Stalin i jego współpracownicy potrafili to wykorzystać na różne sposoby. W takiej atmosferze łatwiej skupić społeczeństwo wokół władzy, ale i znacznie łatwiej wskazać wrogów, wywołać wrażenie funkcjonowania w oblężonej twierdzy, otoczonej przez nieprzyjaciół. Stalin bacznie obserwował to, co działo się w innych krajach.
Odniosę się do dwóch przykładów, niestety nie dość dobrze opracowanych w historiografii. Nieżyjący już petersburski historyk Oleg Ken w jednej ze swoich książek zasugerował, że sowiecki dyktator pozytywnie ocenił stanowczą rozprawę Józefa Piłsudskiego z opozycją, do jakiej doszło na początku lat 30. Widział w polskim Marszałku silnego człowieka, który nie cofa się przed stanowczymi działaniami. Stalin może nawet nabrał do Piłsudskiego jeszcze większego respektu. Trudno stwierdzić, jakie wyciągał z tego wnioski, a było to zaledwie przysłowiowe entrée. W połowie 1934 roku Adolf Hitler rozprawił się z grupą swoich zagorzałych zwolenników podczas "nocy długich noży". Uczynił to o wiele bardziej brutalnie niż Piłsudski z opozycją w Polsce. Stalinowi takie działania bardzo się podobały. Widział w nich wzmacnianie swojej pozycji dyktatora i ugruntowanie władzy. Chciał, aby postrzegano go jako znacznie silniejszego człowieka w Związku Sowieckim niż Piłsudski w Polsce czy Hitler w Niemczech. Silny przywódca zawsze lepiej pasował do rosyjskiej mentalności. Większość badaczy za początek i zarazem pretekst do rozpoczęcia Wielkiego Terroru uważa zamordowanie na początku grudnia 1934 roku Siergieja Kirowa w Leningradzie. W gruncie rzeczy nie ma znaczenia, czy było ono inspirowane przez Stalina, czy też zostało przezeń perfekcyjnie wykorzystane do rozpoczęcia czystek. Jedno zresztą nie wyklucza drugiego. Sekwencja wydarzeń w ujęciu chronologicznym układa się tak, że Kirow zginął ledwie kilka miesięcy po "nocy długich noży". Czy wydarzenia w III Rzeszy były dla Stalina pewnym drogowskazem? Wcale tego nie wykluczam. Skala zbrodni dokonanych w ramach Wielkiego Terroru w Związku Sowieckim była wszak niepomiernie większa, a i bolszewickie tradycje stosowania represji niemałe. I może właśnie w tym widziałbym przejawy paranoi sowieckiego dyktatora, który nie miał skrupułów, aby jeszcze w warunkach pokojowych granice zbrodni wobec własnych obywateli zakreślić znacznie dalej, niż zrobił to Hitler.
Jeszcze kilka myśli. Niespecjalnie zwraca się uwagę na to, że Związek Sowiecki w okresie Wielkiego Terroru był pełnoprawnym członkiem Ligi Narodów, a jego reprezentanci zasiadali w jej Radzie. W okresie, kiedy rozpędzona machina terroru mordowała dziesiątki tysięcy własnych obywateli, szef sowieckiej dyplomacji Maksim Litwinow przemawiał wielokrotnie w mateczniku pokoju, jakim była Liga Narodów. Miał na ustach frazesy o sprawiedliwości społecznej, rozbrojeniu, pokoju, bezpieczeństwie zbiorowym budowanym przy aktywnym wsparciu Moskwy. Sowiecka dyplomacja działała z niewyobrażalnym cynizmem. Rzecz jasna, opinia międzynarodowa nie znała skali terroru, ale wiedziała o sfingowanych procesach pokazowych i nagłym a bezpowrotnym znikaniu sowieckich polityków, wojskowych czy dyplomatów. Dla Sowietów był to jasny sygnał, że na własnym podwórku można było bezkarnie dokonywać najpotworniejszych zbrodni i równocześnie w Genewie mówić o pokoju.
Nie przeceniałbym natomiast znaczenia paktu antykominternowskiego jako przesłanki czy motywacji do rozpoczęcia Wielkiego Terroru. To raczej jedna z przyczyn warunków ogólnych, o których wspominałem. Podpisanie paktu antykominternowskiego podgrzewało atmosferę wojenną. Sowiecki dyktator widział w nim kolejny etap budowy bloku antysowieckiego, do którego niebawem mogły być wciągnięte takie państwa, jak Polska czy Rumunia. Tymczasem Stalin od dawna definiował II Rzeczpospolitą jako wroga i przegrodę utrudniającą mu marsz na zachód, ponadto posiadającą w swoich granicach "Białoruś Zachodnią" i "Ukrainę Zachodnią", które bolszewicy traktowali jako ziemie odwiecznie ruskie. Było tak niezależnie od tego, czy zamierzał eksportować sowiecki imperializm pod szyldem komunizmu do Europy Zachodniej czy tylko do granic byłego Imperium Rosyjskiego, nie wyłączając dawnego Królestwa Polskiego, jak to wynika choćby z badań rosyjskiego historyka z Omska Wiktora Zubaczewskiego. W każdym z tych przypadków Polska stała na drodze do realizacji zamierzeń. Wśród państw Europy Środkowo-Wschodniej posiadała też największy potencjał militarny. Z tej perspektywy Stalin mógł postrzegać Polaków - obywateli sowieckich właśnie jako potencjalną "piątą kolumnę", której należało się pozbyć jeszcze przed rozpoczęciem wojny z Polską. Innymi słowy, najpierw należało oczyścić z Polaków własne podwórko, a dopiero później rozprawić się z Rzeczpospolitą. Dla polskich komunistów wyjątku w tym względzie bynajmniej nie czyniono.
Nie można zapominać i o tym, że stosunki polsko-sowieckie były złe przez niemal całe międzywojnie. Od 1934 roku, a zatem od negatywnego ustosunkowania się Warszawy do koncepcji paktu wschodniego, skądinąd absolutnie nie do przyjęcia dla Polaków, weszły w nową fazę wrogości. Taki stan utrzymał się na dobrą sprawę do 1939 roku, nawet jeśli momentami mogło się wydawać, że relacje te ulegają pewnej normalizacji. Nie rozwijam tej problematyki, bo jest ona nieźle znana i opisana w literaturze historycznej.
Odpowiem jeszcze na ostatnią kwestię, do której zapewne wrócimy. Dyplomacja polska, podobnie zresztą jak wywiad, o "operacji polskiej" niemal nic nie wiedziała. Oczywiście, wiedziano o celowo nagłaśnianych procesach pokazowych. Skali represji jednak nie znano. Proszę pamiętać, że tak dyplomacja, jak i wywiad miały nadzwyczaj ograniczone możliwości działania w Związku Sowieckim w realiach drugiej połowy lat 30. Śruba totalitaryzmu była już mocno dokręcona. Wywiad polski koncentrował się na obserwowaniu Armii Czerwonej i sowieckiego potencjału militarnego. Zdarzały się wypadki, iż do konsula (a pod taką przykrywką pracowali też oficerowie wywiadu) przychodził inżynier czeski czy niemiecki i mówił, że z jego fabryki znikają Polacy, w tym członkowie partii komunistycznej. Informacje o tym przekazywano do Warszawy, ale z tych pojedynczych puzzli nie dało się ułożyć pełnego obrazu. Jednoznacznie wynika to chociażby ze skrupulatnie prowadzonego diariusza wiceministra spraw zagranicznych Jana Szembeka. Strzępy informacji nie pozwalały na formowanie oskarżeń o mordowanie przez Sowietów naszych rodaków, choćby w celu wykorzystania ich na forum Ligi Narodów. Dodam, iż wystarczających informacji na temat skali represji nie posiadali również przedstawiciele innych państw, których rodacy ucierpieli w okresie Wielkiego Terroru, w tym Łotysze, Litwini, Niemcy czy Finowie.
Dziękuję.
Dr Łukasz Adamski: Dziękuję bardzo i oddaję głos profesorowi Kornatowi.
Prof. Marek Kornat: Moja wypowiedź będzie w znacznej mierze zgodna z tym, co mówił profesor Wołos. Byłbym sceptyczny co do upatrywania w takim wydarzeniu jak pakt antykominternowski jakiejś przełomowej cezury. Albowiem sądzę, że nie popełnimy najmniejszego błędu, zakładając wrogie ustosunkowanie Stalina do narodu polskiego od początku, przynajmniej od 1920 roku. Przypomnieć warto, że ten przyszły sukcesor Lenina już jesienią 1918 roku uważał państwo polskie za burżuazyjne "przepierzenie" między nową Rosją a światem kapitalizmu, które należy usunąć. A takie wydarzenia jak zwrot w stosunkach polsko-niemieckich w 1934 roku (mam oczywiście na myśli deklarację o niestosowaniu przemocy z 26 stycznia 1934 roku) i odrzucenie koncepcji paktu wschodniego przez dyplomację polską spowodowały zasadnicze pogorszenie stosunków polsko-sowieckich, które w latach 1932-1933 uległy istotnej poprawie, co nie oznacza oczywiście, że wchodziło w rachubę zbliżenie na kształt quasi-przymierza. Poczynając od 1935 roku, dyplomacja sowiecka, a zwłaszcza propaganda sowiecka, kreowały dyskurs o rzekomym cichym sojuszu polsko-niemieckim albo nawet porozumieniu polsko-niemiecko-japońskim. Teoria taka zaistniała więc na długo przed paktem antykominternowskim. Fala tego typu oskarżeń, pomówień obiegła ówczesną Europę i miała swoje reperkusje. Sowiecka inspiracja pogłosek o tajnym układzie polsko-niemieckim jest faktem bezspornym i, co ciekawe, polskie źródła archiwalne potwierdzają, że kierownictwo naszej dyplomacji w tym stanie rzeczy nieźle się orientowało, przypisując Moskwie rolę czynnika inspirującego. Najważniejsze jest jedno. Sowieci wskazali na Polskę jako wroga wcześniej, niż zaistniał pakt antykominternowski, do którego notabene rząd RP wstąpić nie chciał. Opcji takiej nie brano w Warszawie w rachubę nawet teoretycznie.
Kiedy mówimy o genezie zbrodniczych działań, jakimi były "operacje narodowościowe", w tym "operacja polska", opieramy się na bardzo wątłym materiale, tak samo jeśli chcemy poznać odpowiedź na pytanie o to, co wiedziała na ten temat dyplomacja polska. Profesor Wołos wspomniał bezcenny diariusz Szembeka, bez którego dyplomacji Polski lat 30. nie bylibyśmy w stanie tak opracować, jak to jest możliwe z użyciem tego źródła. Jeżeli zastanowimy się nad możliwością wykorzystania podobnego źródła w przypadku sowieckim, to dzienniki takich postaci jak Georgi Dymitrow albo Iwan Majski nie dają nam właściwie niczego (w tej materii oczywiście), mimo licznych swoich walorów w innych kwestiach. Niestety u Szembeka nie znajdziemy żadnych naświetleń czy odniesień do sprawy eksterminacji ludności polskiej w ZSRR. W korespondencji dyplomatycznej polskiego MSZ mamy bardzo nieliczne wzmianki o tym, że coś niedobrego się dzieje, ale nie ma szczegółów.
W odpowiedzi zaś na pytanie, po co były przeprowadzane te zbrodnicze operacje ludobójcze, moja myśl jest następująca. Trzeba w tych działaniach, jak zresztą sygnalizuje to dotychczasowa historiografia, widzieć na pewno element przygotowań do wojny ze strony ZSRR. Czystki etniczne w wyobrażeniu zbrodniarza, który tym państwem kierował, były niezbędne z punktu widzenia bezpieczeństwa. Wydaje mi się to absolutnie bezsporne. A więc chodzi o postawienie na element wielkorosyjski, na wyeliminowanie narodowości "niepewnych" w jego optyce spraw. Trzeba pamiętać, że lata 1937-1938 (zresztą napomknął o tym już profesor Wołos) były momentem krytycznego pogorszenia stosunków polsko-sowieckich.
Zachodzi zatem jeszcze jedna bardzo ważna koincydencja faktów. "Operacja polska" zaczyna się w momencie, kiedy strona sowiecka występuje z żądaniem drastycznej redukcji służby zagranicznej, czyli sieci polskich placówek konsularnych na terytorium państwa sowieckiego, co, jak wiemy, zostało przeprowadzone latem 1937 roku. Pamiętajmy o tym, że chodziło o dyplomatów państw uznanych za wrogie - a Polska zajmuje miejsce na podium wśród śmiertelnych wrogów ZSRR, obok Niemiec Hitlera oczywiście, usytuowanych na pierwszym miejscu w narracji propagandy sowieckiej, oraz Japonii. Wydaje mi się, że to postępowanie jest związane z eksterminacyjną akcją przeciw Polakom. Chodziło o maksymalne uniemożliwienie akcji monitorującej zbrodnicze działania. Nie było swobody poruszania się obcego dyplomaty po terytorium ZSRR, choćby poprzez niemożność swobodnego zakupienia na przykład benzyny do samochodu, którym dysponował. Benzynę można było kupić pod warunkiem skierowania podania do NKWD i pozytywnej na nie odpowiedzi. Aby to osiągnąć, trzeba było jeszcze podać trasę podróży. Kiedy więc mówimy o słabym poinformowaniu polskiego aparatu dyplomatycznego - co słyszymy w publicystyce historycznej - nie sposób nie zauważyć tych wyjątkowych w swym rodzaju trudności.
Dochodzi jeszcze kwestia sowieckich przygotowań zbrojnych i demonstracji zbrojnych przeciw Polsce we wrześniu 1938 roku. Nie dają się one bliżej zinterpretować, choć nie są rzeczą nieznaną, pisało bowiem o tym wielu historyków, w tym profesor Materski (obecny na sali). Był to moment, kiedy - jak się zdaje - strona sowiecka rozważała operację zaczepną przeciwko Polsce w chwili krytycznego przesilenia sudeckiego, które jednak nie nadeszło z powodu kapitulacji prezydenta Beneša. (W biografii ambasadora Wacława Grzybowskiego dodałem do tej karty polskiej polityki zagranicznej nowe szczegóły, co nadmieniam na marginesie).
Jeszcze raz wypada podkreślić czynnik sowieckich przygotowań do wojny. Zresztą, jak wiadomo, cały aparat państwowy ZSRR był od początku jego istnienia nastawiony na wojnę europejską, którą owo "państwo proletariackie" musi rozstrzygnąć na swoją korzyść. Aby to pragnienie mogło się spełnić, Związek Sowiecki nie mógł ulec agresji z zewnątrz we wczesnej fazie tej wojny, gdyż mogłaby ona go pozbawić możliwości skutecznej interwencji w konflikcie między "mocarstwami kapitalistycznymi". Nastawienie takie zdaje się wystarczająco tłumaczyć sowieckie obsesje sojuszu polsko-niemieckiego.
Chciałbym jeszcze krótko odnieść się do ostatniego fragmentu wypowiedzi mojego przedmówcy. Otóż rzeczywiście zbrodnicza eskalacja działań wewnętrznych - przeciw partii komunistycznej, armii i administracji - nie osłabiła sowieckiego państwa na arenie międzynarodowej. Raczej w tym samym czasie dokonuje się wyraźny awans Związku Sowieckiego w hierarchii międzynarodowej. To jest wyjątkowo smutne i wyjątkowo zaskakujące zjawisko. Nie tylko wstąpienie do Ligi Narodów jest jego sygnałem, ale w ogóle zwiększenie ciężaru gatunkowego ZSRR w stosunkach międzynarodowych. Związek Sowiecki w latach 30. znaczy dużo więcej niż w latach 20. Zawiera układy, wprawdzie papierowe i bezwartościowe, ale jednak układy sojusznicze z Francją i Czechosłowacją w 1935 roku. Co najistotniejsze, jest rozpatrywany jako poważny kandydat do wyznaczonej mu z perspektywy Zachodu roli sojusznika w imię powstrzymania Niemiec. Aby to mogło nastąpić, musiały dojść do skutku znaczące wydarzenia międzynarodowe. Tu Hitler odegrał ogromną rolę, kiedy został wodzem i kanclerzem niemieckim. Przyniósł poczucie zagrożenia w oczach ludzi Zachodu (mam na myśli elity polityczne Francji czy Wielkiej Brytanii). I tak zaczęto poszukiwać w Moskwie kandydata na sojusznika przeciw Niemcom, niekoniecznie po to, by z nimi walczyć, ale po to, aby je odstraszać i zniechęcić do wojny. Nie kto inny, tylko Winston Churchill zaczął od 1935 roku, w serii artykułów publikowanych w prasie, mówić, że powinien powstać wielki sojusz, czyli układ: "Paryż plus Londyn plus Moskwa". Klimat tych ożywionych usiłowań, aby pozyskać Sowietów dla Zachodu, nie zważając na zbrodniczy charakter reżimu, który w tym państwie panuje, wyraża najlepiej seria wizyt obcych mężów stanu w stolicy ZSRR. Rok 1935 jest tu wyjątkowo ważny. Do Moskwy w kwietniu podróżuje przede wszystkim Anthony Eden. Potem udaje się tam Pierre Laval, a zaraz za nim Edvard Beneš. Tak oto dokonuje się ów awans Sowietów w międzynarodowej hierarchii.
Fala zbrodni stalinowskich w latach 1936-1938 nie zachwiała zapatrywań prosowieckich na Zachodzie, a jeśli to uczyniła, to jedynie umacniając w swych przekonaniach konserwatystów, którzy i tak byli antysowieccy. Trzeba zwrócić jednak uwagę na olbrzymie znaczenie sympatii lewicowych i liberalnych elit politycznych czy umysłowych na Zachodzie w stosunku do ZSRR. Odgrywały one kolosalną rolę. Pisał o tym zresztą historyk francuski, profesor François Furet, w ważnej książce Przeszłość pewnego złudzenia.
Kiedy mówimy o percepcji ZSRR w dobie "operacji polskiej", trzeba zauważyć, że ogromną rolę odgrywała tutaj zachodnia wyobraźnia polityczna przedstawiająca państwo sowieckie jako osobny, zamknięty świat, gdzie nie obowiązują kryteria cywilizacji europejskiej w postępowaniu państwa z jednostką. Widziano natomiast ten wielki kraj jako pewne laboratorium jakiegoś słabo jeszcze poznanego eksperymentu modernizacyjnego, który światu przyniesie doniosłą lekcję, kiedy wyda swe owoce. A zatem nie należy oceniać tego wszystkiego, co dzieje się na rozległych terytoriach bolszewickiego państwa, miarą norm europejskich. Bardzo wymownie to wygląda, kiedy minister Laval zatrzymał się w Warszawie w maju 1935 roku - najpierw przybywając tu z wizytą po drodze do Moskwy, a następnie powracając stamtąd, aby przewodniczyć delegacji francuskiej na pogrzeb marszałka Piłsudskiego. Po tych uroczystościach wiceminister spraw zagranicznych Jan Szembek zapytał go, jak widzi Stalina. Laval odpowiedział, że to człowiek niezwykle silny, ale równocześnie dziki. Pełni rolę podobną do Tamerlana.
Dr Łukasz Adamski: Dziękuję bardzo. I profesor Kuśnierz.
Prof. Robert Kuśnierz: Dziękuję bardzo. Dziękuję również za zaproszenie. Tutaj rzeczywiście kilka wątków było poruszanych. Z niektórymi, rzecz jasna, się zgadzam, co do niektórych miałbym inne zdanie. Natomiast wydaje mi się, że nie możemy całkowicie pominąć znaczenia wojny, o którym mówił pan profesor Kornat. System sowiecki opierał się na ustawicznym terrorze i na ustawicznej biedzie. Jeden z polskich dyplomatów przygotował bardzo interesujący analityczny raport, w którym właśnie uzasadniał te tezy. Proszę państwa, są konkretne przesłanki świadczące o tym, że Stalin przygotowywał się do wojny.
Dzisiaj oczywiście mówimy o "operacji polskiej" i również jestem bardzo szczęśliwy, że ta konferencja odbywa się w Belwederze, że był na niej obecny pan prezydent Rzeczpospolitej. Pamiętajmy o tym, że "operacja polska" była jednym ze składników Wielkiego Terroru. Oprócz "operacji polskiej" miało miejsce kilka innych operacji represyjnych. Oczywiście nie o tak dużej skali represji - oprócz tzw. operacji kułackiej - jak "operacja polska". Na przykład wcześniej rozpoczęła się "operacja niemiecka". Natomiast później oprócz "operacji polskiej" miały miejsce inne operacje, jak "harbińska", "łotewska" i inne...
Pamiętajmy również, że zaraz po "operacji polskiej" został wydany rozkaz o represjonowaniu żon i dzieci tzw. wrogów ludu. Każdemu, kto został aresztowany właśnie pod oskarżeniem, że jest "wrogiem ludu", de facto zarzucano zbrodnie "kontrrewolucyjne", a jego żona, dzieci byli również narażeni na represje... Dzieci do roku-półtora mogły zostać przy matkach, później miały być matkom odbierane i kierowane do domów dziecka lub żłobków. Jeżeli dziecko miało powyżej 15 lat, wtedy jego los przedstawiał się też troszeczkę inaczej. Mogło być nawet osadzone w trudkoloniach, czyli w specjalnych łagrach dla dzieci. Pamiętajmy też o jeszcze innym fakcie. Otóż największą operacją zbrodniczą w czasach Wielkiego Terroru była wspomniana tutaj "operacja kułacka". Ponad 767 tys. ludzi zostało represjonowanych, połowa (ponad 386 tys.) została rozstrzelana. W ramach "operacji kułackiej" również represjonowano Polaków. Mówiąc o "operacji polskiej", musimy także o tym pamiętać. Zresztą w innych operacjach Polacy również byli represjonowani. Poza tym musimy cały czas pamiętać, że "operacja polska" w okresie międzywojennym stanowiła szczyt represji antypolskich.
Represje w stosunku do Polaków miały miejsce oczywiście wcześniej. W zasadzie można o nich mówić już od kolektywizacji. Oczywiście kolektywizacja czy Wielki Głód nie miały wymiaru antypolskiego, tylko antychłopski. Natomiast od 1935 roku odbywają się już deportacje według kryterium narodowościowego. Na przykład na przełomie lutego i marca 1935 roku zostało deportowanych 8300 rodzin, w tym rodziny polskie i niemieckie z obwodów winnickiego i kijowskiego, odpowiednio: 2866 i 1903. Później w tym samym roku odbyła się deportacja z Marchlewszczyzny, o której już dzisiaj wiele mówiliśmy. Potem odbywają się kolejne deportacje wewnątrz Ukrainy. I w 1936 roku dochodzi do najbardziej znanej chyba akcji deportacyjnej do Kazachstanu. Łącznie w latach 1935-1936 ponad 18,5 tys. polskich rodzin (stanowiących około 100 tys. osób) zostało poddanych represjom w postaci deportacji, najwięcej zostało w 1936 roku zesłanych do Kazachstanu.
Jeśli weźmiemy to wszystko pod uwagę, trudno jest pominąć czynnik wojenny. Stalin oczekiwał wojny i stosował masowe represje wymierzone we wszystkie osoby, które uznawał za potencjalnych wrogów w tej wojnie. Przychodzi mi na myśl słynna rozmowa Wiaczesława Mołotowa z Feliksem Czujewem opisana przez tego drugiego w książce 140 rozmów z Mołotowem, podczas której Mołotow wprost mówi o tym, że 1937 rok był niezbędny. Gdyby nie rok 1937 - twierdzi - to mogliby nie wygrać wielkiej wojny ojczyźnianej. Te słowa ukazują, czym kierował się Stalin, rozpętując masowe akcje represyjne.
Moi przedmówcy wspomnieli o Lidze Narodów. Zgadzam się, że tam nie było żadnego potępienia Związku Sowieckiego. Pamiętajmy, że Związek Sowiecki został zaproszony do Ligi Narodów tuż po tym, jak dokonał olbrzymiej zbrodni. To była największa zbrodnia dokonana w Związku Sowieckim w okresie międzywojennym - zbrodnia Wielkiego Głodu, kiedy to kilka milionów ludzi zostało w bestialski sposób zagłodzonych. Nie tylko nie było żadnego potępienia - nikt z zachodnich przywódców o tym publicznie nie mówił, a Związek Sowiecki został przyjęty na prawach stałego członka do Rady Ligi Narodów.
Jeszcze jedna kwestia, do której chciałbym się pokrótce odnieść, to reakcja na represje wobec Polaków polskiej dyplomacji czy szerzej - państwa polskiego. Na poziomie MSZ, wykazał to profesor Kornat w biografii Wacława Grzybowskiego, ambasadora Rzeczpospolitej w Moskwie, rzeczywiście wiedza czy też reakcja na to, co działo się w Związku Sowieckim w stosunku do ludności polskiej, była właściwie, można powiedzieć, żadna. Natomiast nie do końca bym się zgodził, że kompletnie nic nie wiedzieliśmy na ten temat, dlatego że na poziomie konsulatów te informacje były zbierane, a jeden z polskich dyplomatów, kierownik Konsulatu Generalnego RP w Kijowie, Jan Karszo-Siedlewski nawet spotkał się z szefem ukraińskiego NKWD w sprawie represji wobec Polaków.
Dziękuję bardzo.
Dr Łukasz Adamski: W drugiej turze pytań chciałbym panów poprosić o reakcję na to, co zostało powiedziane, ewentualnie polemikę. Będzie też szansa na zmierzenie się jeszcze raz z zagadnieniem "co Polska dyplomacja wiedziała...", zwłaszcza w kontekście tego, co powiedział profesor Kuśnierz. Jeśli mieliby panowie postulaty wobec tego, co zostało powiedziane, co należy dalej badać, jakie są jeszcze luki historiograficzne, jeśli chodzi o aspekty międzynarodowe "operacji polskiej" NKWD, to też byłbym wdzięczny za wypowiedzi na ten temat.
Prof. Marek Kornat: Chciałem jeszcze odnieść się do pytania, co dyplomacja Polska wiedziała i dlaczego postępowała tak, a nie inaczej podczas trwania "operacji polskiej". Oczywiście, też obracam się niestety wyłącznie w kręgu hipotez. Po pierwsze, zgadzam się z tym, co powiedział profesor Kuśnierz. To nie jest tak, że nie wiedziano niczego. Te informacje były, ale były nadmiernie lakoniczne i, wyrażę się w sposób nieco dosadny, widziano drzewa, ale nie las. Krótko mówiąc, na przykład dr Eugeniusz Wesse - konsul w Leningradzie pisał do ambasadora Grzybowskiego, że oto w nocy 400 osób zapakowano do pociągów i gdzieś powieziono, ale kierunek pozostaje nieznany. I tego typu dokumentów można jeszcze wskazać przynajmniej kilkanaście.
Jeszcze trudniejsze będzie pytanie, dlaczego sprawa zbrodni na Polakach nie zaistniała jako osobne zagadnienie w stosunkach polsko-sowieckich. Może panowie to jeszcze uzupełnią, ale ja nie spotkałem się z żadnym aktem dyplomatycznym (jakim jest na przykład ten najprostszy, czyli nota), w którym ów temat byłby podejmowany przez dyplomację Becka. A tymczasem, kiedy na przykład z premedytacją niszczono cmentarz polski w Kijowie we wrześniu 1938 roku, tuż przed konferencją monachijską - a mamy tam groby Polaków, na które wjechały traktory - to ambasador Grzybowski otrzymał polecenie energicznego złożenia protestu i wykonał tę instrukcję. Jak to wytłumaczyć? Sam nie potrafię. Może dlatego, że posiadano ogólnikowe informacje o eksterminacji ludności polskiej.
Warto zwrócić uwagę na pewne uwarunkowanie dodatkowe, które było konsekwencją określonej polityki polskiej. Na pewno Józef Beck nie chciał umiędzynarodowienia sprawy Polaków w ZSRR, co z pewnością może dziwić. Jest faktem, że artykuł 18 traktatu ryskiego dawał tytuł do interwencji u rządu sowieckiego, ale - jak wszystko na to wskazuje - nie byłaby ona skuteczna. Innej instancji - międzynarodowej - rząd polski angażować nie chciał. Beck był przeciwnikiem robienia z Ligi Narodów trybunału dla rozstrzygania spraw narodowościowych i w ogóle poszanowania mniejszości. Był zwolennikiem unikania Ligi Narodów na tym polu. Zapewne, nawet gdyby miał pełną wiedzę o zbrodniach sowieckich na ludności polskiej, nie skłaniałby się do używania Ligi Narodów jako trybunału. Zresztą postępował najpewniej ze świadomością, że Liga Narodów niewiele by w tej "ojczyźnie proletariatu" mogła zrobić. W Pałacu Narodów w Genewie, gdzie znajduje się archiwum Ligi Narodów, mamy cenne materiały źródłowe, które zawierają protesty spływające do biura sekretarza generalnego Josepha Avenola, dyplomaty francuskiego, w sprawie przyjęcia Sowietów do Ligi Narodów we wrześniu 1934 roku. Słali je Ukraińcy z emigracji, słała je "biała" emigracja rosyjska, także organizacje praw człowieka z Francji, Ameryki i innych państw. Z tego nic nie wynikało.
Kiedy mówimy o zachowaniu dyplomacji polskiej wobec "operacji polskiej", pamiętajmy, że archiwum polskiego MSZ zagarnęli Sowieci w czasie II wojny światowej, a później zostało ono rewindykowane dla Warszawy. Mogło dojść do usunięcia (nieoddania) pewnej części materiałów. Wydaje się jednak, że zachowane w komplecie, w doskonałym stanie archiwum ambasady RP w Londynie musiałoby zawierać jakieś kopie dokumentów powstałych w związku z "operacją polską". Niestety takich nie ma.
Wreszcie trzeba wspomnieć, że rok 1938 jest momentem kulminacji kryzysu sudeckiego, a polska dyplomacja była pochłonięta przede wszystkim tym zagadnieniem. Chodziło o wywalczenie poszanowania klauzuli najwyższego uprzywilejowania dla ludności Śląska Cieszyńskiego, czyli wymuszenie, żeby ludność polska na Zaolziu była potraktowana tak samo jak Niemcy sudeccy. Jeśli cesja Sudetów, to i cesja Zaolzia. Jeśli autonomia dla Sudetów, to i autonomia dla Zaolzia. Duża demonstracja zbrojna Sowietów we wrześniu 1938 roku była przez ministra Becka zlekceważona. Ale stanowisko polskiego Sztabu Głównego, w tym gen. Stachiewicza, pojmowało sowieckie posunięcia wojskowe dużo poważniej.
Nie wiem, czy da się usprawiedliwić takie, a nie inne zachowanie dyplomacji polskiej w tamtym czasie, ale na pewno w tej kwestii, jaką były zbrodnie na ludności polskiej w ZSRR, nie zrobiono zbyt wiele i stanowczo za mało. Wydaje mi się, że czynniki, o których wspominałem, tłumaczą w znacznej mierze to zachowanie dyplomacji.
Prof. Robert Kuśnierz: Gdybym miał odpowiedzieć na pytanie, co polska dyplomacja wiedziała, jakie są materiały, jakie są analizy odnoszące się do Wielkiego Terroru czy do "operacji polskiej", czyli do tego, co miało miejsce od sierpnia 1937 do listopada 1938 roku, to powiedziałbym, że rzeczywiście tych materiałów jest relatywnie niewiele. Tam są odpryski różnego rodzaju raportów, to, co pan profesor Kornat bardzo trafnie określił słowami "widać drzewa, nie widać lasu". Natomiast pewne wytłumaczenie możemy znaleźć, jeżeli cofniemy się kilka lat. Otóż, tak jak już powiedziałem, te represje skierowane stricte przeciwko ludności polskiej miały miejsce już w latach wcześniejszych. Mówię tutaj o deportacjach z lat 1935-1936. Te deportacje były z terenów przygranicznych, czyli wywożono głównie Polaków i Niemców - jeżeli mówimy o mniejszościach narodowych. Jaka była reakcja na to polskiej służby zagranicznej, nie tylko dyplomatów, ale przede wszystkim konsulów? Otóż polski Konsulat Generalny w Kijowie bardzo żywo się tym interesował: zbierał różnego rodzaju materiały, w tym listy od deportowanych.
Wspomniałem już o wybitnej, według mnie, postaci polskiej dyplomacji, o Janie Karszo-Siedlewskim. Kiedy otrzymywał informacje o tym, że bolszewicy deportują Polaków, zaczął, po pierwsze, protestować wobec odnośnych władz sowieckich, a po drugie - pisał co kilka dni raporty do ambasady. To były, powiedziałbym, bardzo osobiste raporty, takie wołanie o jakąś reakcję. Nawet w jednym z nich napisał: "mamy na Ukrainie do czynienia z wrogiem, który się maskuje, ale faktycznie nas nienawidzi i stara się, gdzie może, niszczyć u siebie resztki polskości - z bezceremonialnym chamem, który liczy się jedynie z brutalną siłą". Czyli sugerował, żeby na wyższym poziomie nastąpiła jakaś reakcja. Tej reakcji nie było. Tak, jak już powiedziałem, było kilka faz deportacji Polaków w latach 1935-1936 głównie na wschód wyludnionej przez Hołodomor Ukrainy, później, w 1936 roku, była deportacja do Kazachstanu. I te wszystkie apele, i te wszystkie działania Karszo-Siedlewskiego w zasadzie pozostawały bez echa.
Karszo-Siedlewski, widząc, że z przedstawicielami sowieckiej dyplomacji nic nie ugra, zaczął się ubiegać o zgodę na spotkanie z Wsiewołodem Balickim i ją uzyskał. Balicki był szefem NKWD na Ukrainie. Do spotkania doszło 31 marca 1935 roku. "Konsul" Karszo-Siedlewski (właściwie był radcą ambasady, zwyczajowo nazywano go konsulem, w praktyce był członkiem korpusu dyplomatycznego) w rozmowie z Balickim mówił o represjach, pytał, dlaczego właśnie Polacy są deportowani. W zamian otrzymywał zapytania: "Proszę podać dokładne dane, sprawdzimy, odpowiemy...". Czyli nie można było, oczywiście, oczekiwać żadnego pozytywnego załatwienia sprawy.
Proszę państwa, po tych wszystkich deportacjach ze strony zarówno ambasady RP w Moskwie, jak i MSZ nie było żadnej reakcji. Pewnym światełkiem w tunelu dla Karszo-Siedlewskiego był artykuł Jana Otmara Bersona z grudnia 1935 roku w "Gazecie Polskiej", która była, jak wiadomo, gazetą prorządową. Tytuł artykułu brzmiał Polacy w Sowietach. Berson opisał tragedię Polaków, że są deportacje, rozstrzeliwania i tak dalej, i tak dalej. Więc Karszo-Siedlewski zakładał, że prawdopodobnie było to skonsultowane z MSZ, że jest to w jakiś sposób stanowisko polskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych. No i bardzo się pomylił. Dlatego że kilka dni później minister spraw zagranicznych Józef Beck wygłosił exposé w Sejmie, w którym poruszał różne kwestie: od wojny włosko-abisyńskiej poprzez stosunki z sąsiadami. Odniósł się oczywiście do sytuacji mniejszości polskiej za granicą. Mówił również o represjach przeciwko Polakom, ale... w Czechosłowacji. Natomiast ani słowem nie wspomniał o Polakach w Związku Sowieckim, pomimo że dostawał raporty, choćby od Karszo-Siedlewskiego.
Jeszcze jedna kwestia. Trzeba też wspomnieć o ważnym dokumencie - instrukcji prawno-konsularnej dla urzędów konsularnych RP w ZSRS z 1936 roku. Opracował ją kierownik wydziału konsularnego ambasady RP w Moskwie Stanisław Eska. I w tej instrukcji napisał wprost, że powrót ludności polskiej ze Związku Sowieckiego do Polski jest co do zasady niepożądany, tylko w wyjątkowych sytuacjach tolerowany. W instrukcji była mowa: "Ułatwienie powrotu do Polski elementowi bezrobotnemu i zdemoralizowanemu warunkami życia w państwie wojującego komunizmu należy uważać za bezwzględnie szkodliwe i niedopuszczalne". Dotyczyło to również osób mających prawo do obywatelstwa polskiego. W przypadku tych ludzi nasi konsulowie zostali zobowiązani, żeby uzyskać od nich dowód, że nie nabyli obywatelstwa sowieckiego, tj. by przedłożyli stosowne zaświadczenia w tej materii. Było to z kolei, według przepisów o obywatelstwie Związku Sowieckiego z 1931 roku, prawie niemożliwe, gdyż był tam zapis o tym, że jeżeli ktoś nie potrafi udowodnić, iż jest obywatelem innego kraju, to automatycznie uważany jest za obywatela Związku Sowieckiego. Z racji tego, że wszelkie dokumenty polskie tym ludziom zabierano, było to błędne koło, z którego po prostu nie było wyjścia.
Podsumowując, władze polskie nie były zainteresowane działaniami, które miałyby na celu wspomożenie mniejszości polskiej. Oczywiście można tu wspomnieć o kwestiach ochrony własnej mniejszości w traktacie ryskim czy oceniać to poprzez pryzmat paktu o nieagresji z bolszewikami. Jednak lata 1937-1938 to jest okres, kiedy nasi dyplomaci czy pracownicy konsulatów interweniowali tylko w poszczególnych przypadkach polskich obywateli, niekoniecznie etnicznych Polaków - ale polskich obywateli.
Prof. Mariusz Wołos: Kiedy represje w latach 20. dotknęły księży rzymskokatolickich, w większości Polaków lub Litwinów, w tym arcybiskupa Jana Cieplaka i prałata Konstantego Budkiewicza, którego zresztą rozstrzelano, dyplomacja polska interweniowała w różnych krajach w ich obronie. Posiadamy na to liczne dowody. Raporty płynące z Moskwy tłumaczono na język francuski i angielski, po czym przedkładano w resortach spraw zagranicznych w Paryżu i Londynie. Interweniował też Watykan. Akcja pomocowa była szeroko zakrojona. Włączono do niej nawet dyplomatów niemieckich, którzy po Rapallo mieli łatwy dostęp do sowieckich decydentów. Na ile to wszystko pomogło arcybiskupowi Cieplakowi, możemy się spierać. Pewnie pomogło, skoro władze sowieckie w końcu go uwolniły i wydaliły za granicę. Działo się to jednak w jakże odmiennych realiach pierwszych lat rządów bolszewików. W drugiej połowie lat 30. sytuacja była zupełnie inna. Kiedy bowiem mordowano księży Franciszka Budrysa w Ufie, Bronisława Dunin-Wąsowicza w Krasnojarsku czy Antoniego Żukowskiego (również na Syberii), nie interweniował nikt, ponieważ o tych zbrodniach nie wiedziano. Zgadzam się z profesorem Kornatem, że "widziano drzewa, a nie dostrzegano lasu". Rzeczywistość była po prostu całkiem odmienna, nawet jeśli - jak to wskazał profesor Kuśnierz - cokolwiek wiedziano o pojedynczych przykładach represji. Wszystko to było zbyt mało.
Wrócę jeszcze na chwilę do Ligi Narodów. W 1934 roku Związek Sowiecki znalazł się wśród jej członków. Mocarstwom zachodnim chodziło o to, aby wzmocnić tę organizację międzynarodową po opuszczeniu jej przez Niemcy, co stało się jesienią 1933 roku. Często podkreśla się naiwność, ślepotę czy może wręcz głupotę niektórych zachodnich polityków w stosunku do Sowietów. Nazywa się ich "pożytecznymi idiotami". Jako klasyczny przykład wskazuje się trzykrotnego premiera Francji Édouarda Herriota, który pojechał w sierpniu 1933 roku na sowiecką Ukrainę, po czym obwieścił światu, że nie ma tam żadnego głodu. Należałoby się zastanowić, czy był on rzeczywiście tylko i wyłącznie naiwny, czy też działał z premedytacją, kierując się racją polityczną, niezależnie od tego, czy dziś uznamy ją za słuszną czy niesłuszną. Być może Herriot nie chciał drażnić sowieckich władz właśnie w kontekście zabiegów o wprowadzenie ZSRS do Genewy i postępującego zbliżenia na linii Paryż-Moskwa, aby nie zostać oskarżonym o wpisanie się w ton propagandy hitlerowskiej, która w tym czasie starała się nagłośnić sprawę Wielkiego Głodu.
Chcę Państwu na tym przykładzie pokazać bezwzględność polityki. Bieżące interesy mocarstw brały górę nad tragedią ofiar systemu sowieckiego. W maju 1935 roku minister spraw zagranicznych Pierre Laval pojechał do Moskwy i podpisał z Sowietami pakt o wzajemnej pomocy. Dodam jeszcze, że w tym samym czasie, gdy Herriot bawił w Związku Sowieckim, urzędujący w Moskwie francuski attaché wojskowy pułkownik dyplomowany Edmond Mendras doskonale wiedział, że Wielki Głód został wywołany celowo i znał tragiczną sytuację na Ukrainie. Pisał na ten temat rzeczowe raporty, które trafiały na biurka przełożonych w Paryżu.
Wreszcie ostatnia, jakże ważna, kwestia, która nie została poruszona przez moich przedmówców. Trzeba bowiem postawić pytanie, w którą stronę należy skierować dalsze badania na temat "operacji polskiej". Widzę co najmniej dwie możliwości. Jedna z nich została już podjęta. To współpraca z państwami powstałymi na gruzach Związku Sowieckiego: Ukrainą, Gruzją, a także z Kazachstanem, może również z Uzbekistanem. W pierwszym rzędzie chodzi o dotarcie do dokumentów archiwalnych. Wiele jest tu jeszcze do zrobienia. Jest i drugi kierunek, a zarazem wcale szeroka możliwość. Wśród nas jest profesor Wasyl Haniewicz, który przekopał archiwa lokalne na terenie Syberii. Rosyjskich historyków i archiwistów, którzy prowadzili badania dotyczące represji wymierzonych w Polaków na terenie Związku Sowieckiego, jest niemało. Pracowali oni w archiwach prowincjonalnych i lokalnych, do których Polacy docierają rzadko lub nie docierają wcale. Badali represje w mikroskali. Dotarcie do takich osób i zebranie interesujących nas materiałów na pewno poszerzy wiedzę o "operacji polskiej" w poszczególnych rejonach czy o konkretnych ofiarach. Posłuży to z kolei do odtworzenia bardziej kompletnego obrazu. To zadanie do wykonania. Podczas kilkuletniego pobytu w Rosji spotykałem badaczy z małych ośrodków, którzy podchodzili do mnie, wręczali płytkę z danymi czy kopie dokumentów i mówili: nie opublikujemy tych materiałów, bo to się nie spodoba naszemu szefostwu, ale zebraliśmy informacje na temat Polaków wymordowanych latach 1937-1938 w takim czy innym powiecie, w takim czy innym rejonie. Nas, historyków, czeka jeszcze olbrzymia praca, aby poszerzyć stan wiedzy. Bez wątpienia warto ją podjąć.
Dyskusja
Prof. Wojciech Materski: W nawiązaniu do tego, co mówił pan profesor Kuśnierz, poszczególne interwencje były, wiedza pewna była, może nie za szeroka, ale była. Natomiast generalnej interwencji nie było. Nie broniąc zachowania polskich władz, chciałem dodać jeden element, o którym dotąd nie wspominaliśmy. Polska miała jakieś wyobrażenie o procesach, które się działy w Rosji Sowieckiej, szczególnie w latach 20., ale też 30. Niepełne, szczątkowe, ale jednak w sumie najlepsze w Europie. Wiedzieliśmy, po co są tworzone okręgi Marchlewszczyzna, Dzierżyńszczyzna. Tworzone były po to, żeby stamtąd rekrutować kadry do Polskiej Armii Czerwonej i kadry administracyjne na wypadek podboju Polski, jej sowietyzacji. Czyli osłabienie, a nawet likwidację tych okręgów w jakimś sensie można było z perspektywy Warszawy uznać za korzystne, co nie znaczy - nie piętnować zbrodniczego sposobu, w jaki się dokonały. Czy taka interpretacja jest do przyjęcia dla panów?
Prof. Anatol Wialiki: Mam następujące pytanie. Moi przedmówcy mówili o interwencji konsulatu i MSZ Polski, ale w latach 80. do Archiwum Narodowego Białorusi w Mińsku przekazano dokumenty "Dwójki" i z częścią z nich się zapoznałem. Dlatego mam pytanie do tych z panów, którzy korzystali z archiwum "Dwójki": jak oni oceniali sytuację na Białorusi? W Archiwum Narodowym Białorusi dostępne są tylko częściowe dane, ale odniosłem wrażenie, że nawet "Dwójka" nie rozumiała, co się tam dzieje. Co polskie służby wiedziały i jak interpretowały operacje NKWD z lat 1937-1938?
Prof. Henryk Głębocki: Wszystkim bardzo dziękuję za znakomite wystąpienia. Po raz kolejny słucham swoich kolegów z ogromnym pożytkiem i przyjemnością. W związku z odmiennymi dziedzinami, którymi się zajmujemy, chciałem też dopytać, bo panowie profesorowie mówili w sposób fascynujący o wpływie czy domniemanym wpływie sytuacji międzynarodowej na rozpoczęcie "operacji polskiej" i los Polaków w Związku Sowieckim. Otóż w niektórych publikacjach pojawia się teza (zresztą w monografiach, których autorzy goszczą na tej konferencji), iż zakończenie "operacji polskiej" jesienią 1938 roku wiąże się, czy należy wiązać (stawiają taką hipotezę przynajmniej), ze zmienioną sytuacją międzynarodową, a wręcz z poszukiwaniem jakiegoś ocieplenia w relacjach polsko-sowieckich. Jaki jest pogląd panów profesorów wobec tej tezy?
Dr Aleksander Sielicki: W jaki sposób polska dyplomacja traktowała Polaków, którzy po zakończeniu procesu repatriacji pozostali w Związku Sowieckim? W jakim stopniu polska dyplomacja uważała, że Polacy żyjący w Związku Sowieckim potrzebują opieki i w jakim stopniu mogła się nimi zajmować? Mam wrażenie, że odpowiedź na wszystkie zadane wcześniej pytania kryje się właśnie w odpowiedzi na to pytanie - jak polska dyplomacja traktowała Polaków, którzy nie opuścili Związku Sowieckiego po traktacie ryskim.
Prof. Robert Kuśnierz: Odnośnie do "Dwójki" trzeba wyraźnie zaznaczyć, że większość polskich oficerów wywiadu, zwłaszcza w okresie lat 30., a w szczególności w drugiej połowie lat 30., pracowała na "podwójnych etatach". Oni po prostu pracowali w konsulatach, dlatego że w Związku Sowieckim inaczej się nie dało prowadzić działalności wywiadowczej. Był to bardzo specyficzny teren, zwłaszcza po aferze MOCR-Trust. Więc cały nasz wywiad wojskowy, czyli "Dwójka", działający w ZSRS, opierał się na konsulatach. W zasadzie było niemożliwe, żeby prowadzić jakieś inne działania wywiadowcze poza ich obrębem. W związku z tym, w odpowiedzi na pytanie, co wywiad wiedział na temat "operacji polskiej", w zasadzie trudno jest mówić w ogóle o jakimś "rozdzieleniu" pomiędzy informacjami pozyskiwanymi przez "Dwójkę", a tymi w posiadaniu MSZ. Na przykład, wspominany przeze mnie Jan Karszo-Siedlewski pisał raport i do ambasadora w Moskwie, i do ministra Becka, a później zazwyczaj bardzo podobny w treści do Oddziału II Sztabu Głównego. Zresztą Karszo-Siedlewski współpracował także z Oddziałem II, był zakamuflowany jako kierujący placówką wywiadowczą "Karsz".
Jeżeli chodzi o likwidację Marchlewszczyzny czy później Dzierżyńszczyzny, to oczywiście całkowicie się zgadzam z panem profesorem Materskim. Miał to być taki Piemont dla skomunizowania później Polski. Więc gdy likwidowano na początku rejon Marchlewski, później rejon imienia Dzierżyńskiego na Białorusi, to przynajmniej w tych materiałach, które ja miałem okazję analizować, można powiedzieć, podchodzono do tego bezemocjonalnie. Opisywano to w sposób następujący: "eksperyment się nie udał, nie było szansy na kontynuowanie tego eksperymentu, nie było szansy na transformowanie tego eksperymentu na tereny Polski". Więc, tak jak powiedziałem, nasza dyplomacja czy służba konsularna podchodziły do tego bez jakiejś emocji.
Jeżeli chodzi o to ostatnie pytanie, to rzeczywiście jest ono kluczowe. W jaki sposób nasi dyplomaci podchodzili do Polaków, którzy pozostali w Związku Sowieckim po traktacie ryskim? W mojej wypowiedzi starałem się na nie odpowiedzieć. Podchodzili w ten sposób, że traktowali pozostałą w ZSRS ludność polską jako skomunizowaną, być może zrusyfikowaną, a przez to "zdemoralizowaną warunkami życia w Sowietach". Inaczej mówiąc, ten stosunek można by streścić w sposób następujący: ci prawdziwi Polacy, którzy chcieli powrócić do Polski, już powrócili. Natomiast ci, którzy zostali, mieli wybór, trudno, dokonali takiego, a nie innego wyboru, no to nie mamy tutaj jakiegoś nawet moralnego obowiązku, żeby interweniować. To było między innymi wyłożone w instrukcji prawno-konsularnej z sierpnia 1936 roku, o której wspominałem.
Prof. Mariusz Wołos: Proszę Państwa, pytań padło wiele, i to bardzo zasadnych. Odniosę się do kwestii postawionych przez profesora Materskiego. Rzeczywiście, zgodziłbym się z taką interpretacją, jeżeli mowa o Marchlewszczyźnie i Dzierżyńszczyźnie. Likwidacja kuźni kadr przygotowywanych do sowietyzacji Polski z punktu widzenia interesu Rzeczpospolitej była jak najbardziej zasadna. I nie przypuszczam, żeby dyplomacja polska podjęła działania w celu utrzymania tych autonomicznych okręgów. To samo można by było rozciągnąć na całą KPP. Natomiast mam wątpliwości co do innej kwestii, o której już mówiłem. Myślę chociażby o represjach wobec księży rzymskokatolickich. A tego również w działaniach dyplomatycznych nie podnoszono. Mam także wątpliwości w odniesieniu do zwykłych obywateli sowieckich narodowości polskiej, którzy nawet nie byli członkami partii, a też zostali poddani represjom. Dlaczego zatem Warszawa milczała? Stoję jednak na stanowisku, że o biernej postawie władz polskich przesądzał brak dokładnych informacji o tym, co się działo w Związku Sowieckim. Inna kwestia to odpowiedź na pytanie, czy ewentualne wykorzystanie posiadanych wiadomości o represjach na arenie międzynarodowej czy nawet w relacjach na linii Warszawa-Moskwa przyniosłoby jakikolwiek pozytywny rezultat. W moim przekonaniu - nic by to nie dało. Nawet gdyby minister Józef Beck użył Ligi Narodów jako trybuny do obnażenia skali sowieckich represji, to one i tak nie zostałyby zatrzymane. Stalin nie liczył się wówczas z opinią międzynarodową. Co więcej, tego rodzaju działania natrafiłyby na niechęć ze strony wielu polityków zachodnich. To jednak "gdybanie" i nie będę kontynuował wypowiedzi na ten temat.
Kwestia podniesiona przez profesora Głębockiego. Tak, taka interpretacja jest mi znana. Rzeczywiście, listopad 1938 roku uznaje się za zakończenie "operacji polskiej". Zbiegło się to w czasie z krótkotrwałym ociepleniem oficjalnych stosunków polsko-sowieckich. Daleki jestem jednak od poglądu, że intencje sowieckich decydentów wyrażały zamiar zmiany na trwałe kursu wobec Polski, innymi słowy - zbliżenia z Rzeczpospolitą. W gruncie rzeczy już wówczas chodziło o Niemcy. Sowieci zastosowali dobrze znany w dyplomacji manewr pokazania Berlinowi, że mogą doprowadzić do porozumienia z Polską, aby w ten sposób wywierać skuteczną presję na III Rzeszę. To był sygnał adresowany do Niemców. Najpewniej Stalin wiedział już o żądaniach strony niemieckiej wobec Polski, przedstawionych w październiku 1938 roku ambasadorowi Józefowi Lipskiemu. Dostosował więc taktykę do rozwoju wydarzeń. Celował w zamiar porozumienia się z III Rzeszą, a chwilowe ocieplenie relacji z Polską wykorzystał instrumentalnie jako sposób wywierania presji na Hitlera i zarysowanie przed nim groźnej dla Niemiec perspektywy porozumienia się z ich przeciwnikami. Taka taktyka przyniosła pożądane dla Moskwy efekty, aczkolwiek dopiero w nieco dłuższej perspektywie czasowej.
Ograniczenie skali czystek miało też wymiar pragmatyczny. Stalin wiedział, że zbliża się wojna. W jej obliczu wewnętrzne rozprawy trzeba było przyhamować. Kontynuowanie terroru mogło bowiem celnie ugodzić w lojalność obywateli sowieckich wobec bolszewików i ich państwa. To zaś byłoby bardzo niebezpieczne w czasie zmagań wojennych.
Warto zauważyć jeszcze jedno. Wcale nie było tak, że w 1939 czy 1940 roku reżim stalinowski całkowicie zaprzestał represji skierowanych przeciw Polakom. Podam tylko jeden przykład, aczkolwiek bardzo nietypowy, a może i nieadekwatny, choć bez wątpienia ciekawy. Myślę o Stanisławie Redensie. Był to szwagier Stalina, którego sowiecki dyktator, podobnie jak i inni domownicy, nazywał po polsku Stachem. Ten zaprawiony enkawudzista, który skądinąd wcześniej uczestniczył w rozkręcaniu spirali terroru i mordowaniu swoich rodaków, został rozstrzelany w 1940 roku. Nie pomogły nawet interwencje rodziny.
Jeśli mowa o działaniach polskiego wywiadu, czyli Oddziału II Sztabu Głównego Wojska Polskiego, to dysponujemy znikomą liczbą źródeł. Dodam, że nie znamy nawet raportów ostatniego polskiego attaché wojskowego w Związku Sowieckim. Nie bardzo wierzę w to, że wszystkie interesujące nas dokumenty zaginęły. Być może kiedyś historykom uda się do nich dotrzeć. Oby tak się stało.
Wreszcie poruszona w dyskusji sprawa mniejszości polskiej. Problem ten należał do kompetencji konsulatów Rzeczpospolitej funkcjonujących w Związku Sowieckim. Ich pracownicy między innymi korygowali fałszowane wyniki spisów powszechnych, w trakcie których regularnie zaniżano liczbę Polaków w ZSRS. Działo się tak, począwszy od 1926 roku. Co ciekawe, wyniki spisów z 1937 i 1939 roku były wręcz szokujące. Wynikało z nich bowiem, że między tymi dwiema datami, czyli w czasie Wielkiego Terroru i "operacji polskiej", liczba Polaków spadła zaledwie o 6 tys. W praktyce w 1939 roku jako Polaków zapisywano na siłę przedstawicieli innych narodowości zamieszkujących Związek Sowiecki.
Chciałbym podnieść jeszcze jeden wątek. Opieka konsularna nad mniejszością polską była nadzwyczaj trudna. Strona sowiecka traktowała ją nader często jako ingerowanie w wewnętrzne sprawy ZSRS. Z podobnych powodów władze sowieckie nigdy nie godziły się na jakąkolwiek formę arbitrażu. Rozmowy z nimi były bardzo trudne. Powszechnie przyjęte standardy działań dyplomatycznych i konsularnych nie pasowały do "ojczyzny proletariatu". Proszę nie zapominać i o tym, że aktywność strony polskiej w zakresie opieki nad Polakami w Związku Sowieckim mogła przynieść skutki bardzo niepożądane dla Warszawy, a mianowicie swoiście pojętą "opiekę" roztaczaną przez bolszewików nad Białorusinami i Ukraińcami mieszkającymi w granicach Rzeczpospolitej. Doskonale pojmował to marszałek Piłsudski, który już w 1926 roku wypomniał Piotrowi Wojkowowi, ówczesnemu przedstawicielowi dyplomatycznemu Związku Sowieckiego w Warszawie, wykorzystywanie mniejszości narodowych, zwłaszcza Ukraińców i Białorusinów, do destabilizowania Polski od wewnątrz. Wdzięcznym instrumentem ataków przeciwko Rzeczpospolitej w rękach sowieckich były też stale powtarzane oskarżenia o tolerowanie na terenie Polski ośrodków "białej" emigracji. Nie należy o tym wszystkim zapominać.
Dziękuję za uwagę.
Prof. Marek Kornat: Mamy tu sporo kwestii. Najpierw sprawa najważniejsza. Mianowicie chodzi mi o instrukcję konsularną, o której była mowa. Ten dokument trzeba czytać w kontekście ówczesnej oficjalnej doktryny polskiej polityki zagranicznej. Po prostu obawiano się, że większy napływ Polaków zza sowieckiej granicy otworzy możliwości napływu szpiegów i dywersantów. To dałoby służbom sowieckim potężne możliwości penetracji Polski. Dlatego stosowano politykę ekskluzywizmu. Pamiętajmy, że chciano "element podejrzany", w tym ludzi, którzy mieli już obywatelstwo polskie, pozbawić go. Służyła temu ustawa z 31 marca 1938 roku. Odebrała ona obywatelstwo komunistom, działaczom Kominternu, Żydom rezydującym na terenie Rzeszy Niemieckiej, bojownikom walczącym po stronie komunistycznej w Hiszpanii.
Wspomniano tu o Karszo-Siedlewskim, o jego "wydajności" jako dyplomaty. Otóż właśnie dlatego NKWD sprowokowało incydent. Z dokumentów sowieckich wynika, że był pod znacznym wpływem alkoholu. Przeszukano mu dokumenty służbowe, wykorzystując sposobność. Cały incydent złagodzono, ale strona polska uznała, że pracować tam dalej nie może, i odwołała go do kraju. Niebawem dostał przydział jako poseł do Iranu (Teheran).
Mamy pewną ilustrację tezy o niewielkich możliwościach wszelkiej dyplomacji. W 1935 roku odbył się pokazowy proces inżynierów niemieckich oskarżonych o szpiegostwo i było kilka wyroków śmierci. Nastąpiła energiczna akcja Auswärtiges Amt, ale nic to nie dało. Tak jak powiedział profesor Wołos, Mołotow jako przewodniczący Sownarkomu odrzucił te działania jako bezceremonialną ingerencję w sprawy wewnętrzne swego kraju. I co? Nic specjalnego. Upłynęło paręnaście miesięcy, a Niemcy dali Sowietom kredyt w wysokości 200 milionów marek. Hitler tłumaczył Polakom to postępowanie, mówiąc, że nie da się wygasić stosunków gospodarczych z Rosją całkowicie, choćby dlatego, że do zbrojeń absolutnie niezbędne są pewne metale szlachetne, których nigdzie na świecie nie da się kupić.
Kiedy na przykład weźmiemy do rąk dokument Wessego, o którym już wspomniałem, czytamy w nim, że 400 osób (Polaków) wywieziono w niewiadomym kierunku. O tym, że mają miejsce egzekucje, nigdzie nie ma nawet słowa. A więc ci, którzy czytali ten dokument w Warszawie - najpierw Tadeusz Kobylański (szef Wydziału Wschodniego), potem Jan Szembek i w końcu Józef Beck - mieli prawo wyciągnąć wniosek, że chodzi o deportację, a nie o unicestwienie. To trzeba rozróżnić, żeby była jasność.
Odnosząc się do tego, co powiedział profesor Głębocki, chcę podkreślić z całą stanowczością jedną rzecz. Mianowicie cała sowiecka polityka zagraniczna, wbrew temu co wypisuje jeszcze dzisiaj postępowa historiografia na Zachodzie, była nastawiona na odnowienie "linii Rapallo", czyli na zbliżenie z III Rzeszą i w konsekwencji podział Europy Środkowo-Wschodniej na strefy interesów obydwu układających się stron. Stalin dawał to do zrozumienia nawet publicznie - na XVII zjeździe WKP(b) i to w tym samym dniu, w którym Polska podpisuje z Niemcami deklarację o niestosowaniu przemocy, czyli 26 stycznia 1934 roku. Stalin powiedział z trybuny tego zjazdu, że wszyscy w Europie wiedzą, iż dobre stosunki sowiecko-włoskie są możliwe mimo to, że w ZSRR panuje socjalizm, a Włosi mają faszyzm. Krótko mówiąc, przecież to była zachęta dla Niemiec. Niemcy nie były wszakże zainteresowane. Więc myślę, że rok 1938 jedynie postawił kropkę nad i poprzez stworzenie pewnych przesłanek do takiego zbliżenia Berlin-Moskwa, które było na Kremlu wymarzone.
Mnie wydaje się słuszna teza, którą głosili sowietolodzy polscy w latach 30., a mianowicie, że likwidacja elity "starobolszewickiej" stanowi oczyszczenie przedpola do aliansu z Niemcami. W ogóle tezę tę uważałbym za niezmiernie ważną. Mówił o tym profesor Wiktor Sukiennicki, mówił o tym profesor Komarnicki, mówił o tym doktor Franciszek Ancewicz, czyli wileńskie środowisko sowietologów czy też sowietoznawców. Jeśli chodzi natomiast o to, czy występuje bezpośredni związek między wolą Stalina, aby związać się z Niemcami na jakiś czas i dokonać nowego podziału Europy Środkowo-Wschodniej, a zbrodniczą decyzją o likwidacji ludności polskiej w ZSRR - wypowiedziałbym się ostrożnie. Ja bym takiego ściślejszego związku nie widział.
Ostatnia sprawa. Wywiad a MSZ. O tym wiele mówiono po II wojnie światowej. Mnie się wydaje, że zasadniczo te materiały, które przygotowywała "Dwójka", czyli wywiad polski (a były one, jak wiadomo, musiały być, skomunikowane do MSZ), nie stoją w zasadniczej sprzeczności z tym, co znajdujemy w wypowiedziach kierownictwa naszej dyplomacji. Są niuanse. Na przykład w początkach 1937 roku nasz wywiad uważał, że wszystkie zbrodnicze posunięcia Stalina, te wobec swoich (że tak się wyrażę), czyli z aparatu partii i armii - przynoszą osłabienie tego kraju. Pod tym stwierdzeniem podpisał się pułkownik Pełczyński, a więc szef wywiadu. Posłano to memorandum do MSZ. Ale ambasador Grzybowski uchylił się od podzielenia tego poglądu. Stwierdził, że wcale tak być nie musi. Chodzi raczej o umocnienie jedynowładztwa Stalina. Podobnie myślał Beck. Świadczy to o pewnych różnicach w interpretacji polityki sowieckiej między dyplomacją a wywiadem, ale aby zagadnienie to rozwinąć, wymagałoby ono jeszcze bardziej pogłębionej analizy ze strony historyka.
Dr Łukasz Adamski: Dziękuję bardzo serdecznie panelistom. To była bardzo ciekawa dyskusja.
Przekład Adam Jaskólski
Debata "Operacja polska" NKWD 1937-1938. 80 lat po sowieckiej zbrodni1
Uczestnicy: prof. Nikołaj Iwanow prof. Hiroaki Kuromiya prof. Andrzej Nowak dr Nikita Pietrow
Moderator: dr Sławomir Dębski
Dr Sławomir Dębski: Szanowni państwo, zostałem poproszony przez Centrum Polsko-Rosyjskiego Dialogu i Porozumienia oraz Instytut Pamięci Narodowej o prowadzenie dyskusji otwierającej dwudniową konferencję. Ma ona charakter międzynarodowy i myślę, że to jest niezwykle ważny element symboliczny tego spotkania. Prawda o ofiarach, pamięć o ofiarach nie powinna być nigdy wymierzona przeciwko komukolwiek. Nie jest żadnym orężem politycznym. Jest właśnie hołdem, elementem pamięci, która powinna skłaniać całą ludzkość do refleksji o przeszłości w ten sposób, aby masowe zbrodnie jako element inżynierii społecznej nigdy więcej w historii politycznej narodów się nie powtórzyły.
Pierwsze pytanie, które chciałbym zadać wszystkim panelistom i prosić ich o odpowiedź, brzmi następująco. Rok 1937 i metoda, która została wówczas wdrożona przez władze Związku Sowieckiego, nie były ewenementem. Istniała w Rosji bolszewickiej, w Związku Sowieckim długa tradycja stosowania zbrodni masowej jako elementu inżynierii społecznej. W zasadzie od 1917 roku hasło "rewolucja wymaga ofiar" było jednym z czołowych wyjaśnień, dlaczego musieli ginąć przedstawiciele arystokracji, dlaczego musieli ginąć chrześcijanie, dlaczego musieli ginąć eserowcy - wszyscy ci, którzy stali na drodze "władzy ludowej". Bardzo proszę o Panów zdanie, jak tradycja zbrodni jako instrumentu polityki bolszewików wpłynęła na skłonność do sięgania po tę metodę w 1937 roku. Dlaczego zdecydowano się po raz kolejny po ten element polityki sięgnąć? Co chciano osiągnąć za pomocą "operacji polskiej" i Wielkiego Terroru w roku trzydziestym siódmym?
Prof. Nikołaj Iwanow: Dziękuję bardzo. Ja się zajmuję "operacją polską" już prawie 20 lat i nigdy nie myślałem, że dożyję takich czasów, kiedy tak niezwykłą wiedzę o "operacji polskiej" zaprezentuje głowa państwa polskiego Prezydent Andrzej Duda. Dla mnie to jest rzecz o naprawdę ogromnym znaczeniu. I myślę, że gdyby nie tylko głowa państwa, ale przede wszystkim polska elita intelektualna, polscy posłowie, polscy naukowcy działali na rzecz tego, żeby ta wiedza się rozpowszechniła, to wydaje mi się, że wtedy udałoby się nam godnie upamiętnić ofiary.
Bardzo często podczas spotkań ze studentami, ze zwykłymi Polakami, słyszę pytania: a co II Rzeczpospolita zrobiła, żeby pomóc tym 200 tys. Polaków, których wtedy zamordowano? Niestety muszę odpowiedzieć: prawie nic, nie była w stanie nic zrobić. Trudno było sobie wyobrazić normalnemu polskiemu politykowi, że coś takiego może się wydarzyć, że bycie Polakiem może być zbrodnią. A w Związku Sowieckim w tym okresie bycie Polakiem było zbrodnią. Dopiero teraz poznaję istotę, wymiar tej zbrodni. Jeszcze przedwczoraj byłem w przedwojennej "polskiej stolicy" na Ukrainie, w Marchlewsku (dzisiaj nazywa się Dowbysz), i spotkałem się z dziećmi, z wnukami tych ludzi. Dopiero teraz do mnie dochodzi, że właściwie nie było ani jednej polskiej rodziny w Związku Sowieckim w tamtym okresie, której by nie dotknęła ta zbrodnia. Właściwie każdy Polak, w tym czy innym stopniu, ucierpiał. Jest wśród nas Wasyl Haniewicz z syberyjskiego Białegostoku. Wczoraj rozmawialiśmy cały dzień i powiedział, że w tej syberyjskiej wsi wszyscy mężczyźni zostali aresztowani, może paru osobom udało się schować gdzieś w lesie i przetrwać.
Bycie Polakiem było zbrodnią. I wtedy, w 1937, w 1938 roku Polska nie była w stanie nic zrobić; i nie zrobiła nic. Dla mnie to naprawdę szczęśliwy moment, że Polska zaczyna spłacać dług wobec tych ludzi. Nie ma Polaków pierwszej i drugiej kategorii. Ci, którzy mieszkają tam, za Bugiem (przed wojną mówiło się "za Zbruczem"), to nie są Polacy drugiej kategorii, mimo że nie wszyscy rozmawiają po polsku. Ale trzymają się polskości, zapłacili za swoją Polskę największą cenę - cenę własnego życia. Były rodziny, w których nie ocalał niemal żaden mężczyzna.
Teraz spróbuję odpowiedzieć na pytanie: dlaczego Polacy? Jak to się stało, że właśnie na Polakach została dokonana ta zbrodnia? W Związku Sowieckim byli i Tatarzy krymscy, i Czeczeni, i Ingusze, i nawet Włosi, którzy mieszkali na Krymie - uważa się te narody za ukarane, ale wobec żadnego narodu w ZSRS nie zastosowano tak ostrych represji, jak wobec Polaków. Dlaczego? Często mnie pytają: czy Stalin miał jakąś antypolską fobię, nie lubił Polaków? Mnie się wydaje, że to jest najprostsze wytłumaczenie. Na pewno miał jakąś niegojącą się ranę, spowodowaną 1920 rokiem. Pamiętał to, że nie wykonał wtedy rozkazu Lenina, nie przerzucił wojska i wśród elit sowieckich wszyscy wiedzieli, że prawdopodobnie to on był winny porażki Armii Czerwonej pod Warszawą. Inna sprawa, że Stalin rzeczywiście w partii komunistycznej był najbliższym przyjacielem Dzierżyńskiego i w Międzynarodówce Komunistycznej był specjalistą od spraw Polski. Zawsze, gdy polscy komuniści między sobą tam się kłócili (u Polaków byli swoi bolszewicy, byli swoi mienszewicy), to kto był sędzią, kogo zapraszali? To jeszcze 1925 rok, Stalin nie był tym, którego znamy z 1937. Iosif Wissarionowicz Stalin przychodził do Polaków. Uważał, że się zna na sprawach polskich. Wcześniej Stalin nie był w żadnym kraju oprócz Polski. Siedział w Zakopanem w 1914 roku razem z Leninem, który mu dyktował książkę, później uznawaną za "biblię" komunistyczną w sprawach narodowościowych: Marksizm i kwestia narodowa. Ta książka została napisana pod dyktando Lenina.
Nie to jednak było najważniejsze. Stalin był człowiekiem bardzo praktycznym. Polacy - to jest główny powód - najlepiej nadawali się na swoisty straszak, by uzasadnić Wielki Terror. Polacy i Polska, która - zamknijmy oczy i wyobraźmy sobie ówczesną mapę - jest jedynym krajem, który teoretycznie może militarnie zagrozić Związkowi Sowieckiemu, bo Finlandia, Estonia, Rumunia to państwa, które nie nadawały się na agresora. I jeszcze ważna przyczyna - zadawnione antypolskie fobie w społeczeństwie rosyjskim i sowieckim. Przez 150 lat - okres zaborów i lata władzy sowieckiej - w Związku Sowieckim kształtował się taki obraz w literaturze i innych środkach masowego przekazu, że Polacy to niepoprawni zdrajcy, że nie lubią Rosjan. To się nawarstwiało i to "zagrożenie" ze strony Polaków było idealnym pretekstem do rozpętania Wielkiego Terroru.
W trakcie pobytu w Marchlewsku pojechaliśmy na miejscowy cmentarz i jedna z działaczek polonijnych powiedziała: "Widzi Pan, to jedyny krzyż, który upamiętnia te wszystkie ofiary "operacji polskiej" na całym świecie. To jest jedyne miejsce, do którego my przychodzimy, żeby pokłonić się przed tymi, którzy zginęli w tej operacji i których ciała rozsiane są na terenie całego ogromnego Związku Sowieckiego: w Workucie, w Kazachstanie, na Syberii, w syberyjskim Białymstoku, wszędzie, wszędzie... A jedyne miejsce pamięci to tylko ten jeden krzyż w Marchlewsku". Tam jeszcze mieszkają setki tysięcy Polaków - dla których Polska to jest ikona (wielu z nich nigdy w Polsce nie było, a od lat chodzą do kościoła i w różnych językach modlą się za Polskę). To bardzo ważna rzecz, że prezes Szarek napisał list, i mam nadzieję, że pan Prezydent obejmie swoją opieką sprawę postawienia w Warszawie, w dobrym miejscu, pomnika upamiętniającego ludzi, którzy zginęli za polskość. Mnie się wydaje, że najlepiej byłoby ulokować go w Warszawie. I ta inicjatywa już ruszyła. Oczywiście bardzo ważne byłoby poparcie najwyższych władz polskich dla tej inicjatywy. Właśnie w ten sposób Polska spłaci swój dług, który zaciągnęła w 1937 i 1938 roku, kiedy władzom polskim nie udało się pomóc Polakom w Związku Sowieckim.
Dr Sławomir Dębski: Zwrócę się teraz do profesora Kuromiyi. Jak powinniśmy interpretować rok 1937 w kontekście bolszewickich represji, w kontekście historii państwa bolszewickiego?
Prof. Hiroaki Kuromiya: Dziękuję. Ogólnie rzecz biorąc, zgadzam się z prof. Iwanowem. Mam dwie refleksje. I chciałbym przytoczyć słowa, które Stalin wypowiedział na temat Polski w 1923 roku podczas ostrego kryzysu gospodarczego i tzw. rewolucyjnego zrywu w Niemczech. Moskwa chciała przywieźć do Niemiec broń, chleb i inne "podarunki", aby wesprzeć tamtejszą rewolucję, musiała jednak uzgodnić to z Polską i innymi państwami. I Stalin wtedy powiedział: "Myślę, że lepiej zrezygnować z sondowania Polaków i wziąć się za sondowanie Łotyszy. Łotyszy można zastraszyć, przyprzeć do muru itd. Z Polakami to nie wyjdzie, Polaków trzeba odizolować, będziemy musieli się z nimi bić". Zaakcentował te frazy. "Ni cholery się od nich nie wywiemy. Tylko odkryjemy karty. Polaków trzeba odizolować. Łotyszy kupić i zastraszyć. Rumunów kupić. A z Polakami trzeba poczekać". To jest bardzo ciekawe, to znaczy, że Stalin sądził, iż negocjowanie z Polakami nie ma sensu, nie przyniesie żadnego rezultatu. Oznacza to również, że Stalin nie uważał Polaków za śmiertelne zagrożenie. Śmiertelnym zagrożeniem Polska będzie wtedy, gdy będzie działała z innymi państwami, na przykład z Niemcami czy Japonią. Sama w sobie nie jest taka groźna.
I jeszcze bardzo ciekawy cytat z wypowiedzi Karola Radka. W lutym 1932 roku w trakcie negocjacji w sprawie paktu o nieagresji między Polską i ZSRS Radek powiedział po polsku: "Polska jest państwem etnicznie i gospodarczo o wiele słabszym od Niemiec, a więc mniej wygodnym dla Związku Sowieckiego sąsiadem". To niezwykle ciekawe. Polska jest słabsza od Niemiec, więc możemy tak postępować z Polakami. Oczywiście Stalin poczekał 16 lat, odradził swoim kolegom "sondowanie" Polaków, choć w latach 1932-1933 sam zajmował się ich "sondowaniem", wykorzystując do tego Radka. Wreszcie jednak na początku 1934 roku Polska zawarła pakt o nieagresji z Niemcami i Stalin stracił zaufanie do Radka. Powiedziałbym, że idea czwartego rozbioru Polski wisiała w powietrzu od 1930 do 1939 roku. Mieliśmy wypowiedzi przedstawicieli sowieckiej władzy na ten temat. Innymi słowy, Stalin miał dwie możliwości: albo podporządkuje Polskę Moskwie, albo - jeśli Polacy odmówią - zniszczy ją. I faktycznie, Stalin zniszczył Polskę. A zatem wydaje mi się, że "operacja polska" była preludium do procesu militarnego zniszczenia Polski w 1939 roku.
Dr Sławomir Dębski: Bardzo dziękujemy. Pan profesor Andrzej Nowak, to samo pytanie.
Prof. Andrzej Nowak: Dziękuję bardzo. Nawiązując do kwestii genezy tego rodzaju polityki masowych deportacji i represji o charakterze ludobójczym, myślę, że można wskazać kilka źródeł. Pan doktor Dębski mówił o długich tradycjach bolszewickich. Nie mogły być one specjalnie długie, bo sięgały co najwyżej 1917 roku, chyba że weźmiemy pod uwagę pisma Marksa. W niektórych jego tekstach dotyczących kolonializmu jest pełna aprobata dla polityki ludobójczej. Marks akurat Polaków względnie lubił, jeśli mówimy o sympatiach, ale narody niehistoryczne był gotów zlikwidować. Więc w marksizmie są elementy ludobójcze, to jest ta starsza tradycja, którą można analizować odrębnie. W systemie bolszewickim oczywiście przejawy ludobójstwa czy tego rodzaju polityki masowych represji znalazły błyskawicznie swój wyraz. Nie tylko te, o których mówił pan doktor Dębski, zwrócone przeciwko arystokracji, "starym klasom", ale także na przykład choćby te związane z powstaniami chłopskimi - w jednej guberni tambowskiej powstanie, które wybuchło w 1920 roku, trwało kilkanaście miesięcy i kosztowało życie 240 tys. chłopów, których likwidowano przy pomocy gazów bojowych. To był klasyczny przykład ludobójstwa, dokonywanego na rdzennych Rosjanach. Notabene w Tambowie nie mają żadnego pomnika do dzisiaj. Nie tylko polskie ofiary Stalina są nieuczczone. Skąd się to bierze?
Tradycja jest głębsza. Jeśli analizuje się ludobójstwo dokonane na Polakach zamieszkujących Związek Sowiecki w latach 1937-1938 i wcześniejsze jego przejawy, to najgłębiej można by sięgnąć po prostu do tradycji imperiów, tych najstarszych, bliskowschodnich. Chodzi o tradycję przesiedlania i likwidowania podejrzanej ludności na podbijanych peryferiach imperium i zastępowania jej ludnością pewniejszą, z głębi. Ten sam mechanizm przyjmuje Imperium Rosyjskie, Moskiewskie, od momentu, kiedy stało się imperium, od 1478 roku. Ta praktyka jest doskonale zobrazowana już na przykładzie wcielenia Nowogrodu Wielkiego. Po zajęciu Republiki Nowogrodzkiej, która była ogromnym imperium, dużo większym od samej Moskwy - ponad milion kilometrów kwadratowych, wieloetnicznym - wysiedlano niepewną ludność, zwłaszcza elity, zabijano najważniejszych jej przedstawicieli i przysyłano nowych ludzi z głębi państwa moskiewskiego. To samo powtarza się w momencie wcielania Kazania i Astrachania w połowie XVI wieku. Piszą o tym dokładnie w tych kategoriach historycy rosyjscy, opisując to jako techniki, można powiedzieć, masowych operacji społecznych, które pociągają za sobą fizyczną likwidację rdzennej ludności wcielanego terenu i masowe deportacje, zmiany ludności. Piszą o tym badacze rosyjscy, jak Borys Nolde - znakomity historyk emigracyjny, który już w latach 50. XX wieku dokładnie opisał ten mechanizm. I ponownie znakomicie opisał to szwajcarsko-austriacki historyk Andreas Kappeler w swojej książce o Rosji jako wielonarodowym imperium.
Polacy, mieszkańcy peryferii zachodniej, o którą poszerza się Imperium Rosyjskie od XVII wieku, stali się takim właśnie problemem. Tutaj bardzo interesującym przykładem dla białoruskich historyków, którzy o tym piszą w odróżnieniu od naszych, niestety, jest potop rosyjsko-szwedzki 1654-1655, kiedy Rosja zajęła wschodnią połowę Rzeczpospolitej i nastąpiła masowa likwidacja ludności. Mniej więcej jedna trzecia ludności Wielkiego Księstwa Litewskiego zginęła w czasie tej okupacji. Jedna trzecia! To, co się wtedy stało z Wilnem, to była niewyobrażalna tragedia. Ale to był mechanizm zgodny z taką logiką: imperium się poszerza o peryferię, która jest dość silna kulturowo, z silną tożsamością, z własną, odrębną kulturą polityczną, więc trzeba to zlikwidować, wymienić, zastraszyć.
Oczywiście w dużo większym stopniu ten problem powtarza się od XVIII wieku, od momentu, kiedy Rosja zyskuje dominację nad Rzeczpospolitą i wybuchają pierwsze powstania, które są tłumione. Przypomnę, pierwsze takie polskie powstanie przeciwko panowaniu rosyjskiemu to jest 1733 rok, potem konfederacja barska i tak dalej, i tak dalej. Wszystkie kolejne potrafimy mniej więcej wymienić z programu szkolnego. Otóż za każdym razem powtarza się mechanizm: deportacja, likwidacja. Oczywiście tu różnica jest taka, że to są ludzie czynnie powstający przeciwko władzy imperium, które wkracza, które podporządkowuje. Ale potem, kiedy już imperium zajmuje te ziemie, nie może czuć się na nich pewnie, nie czuje lojalności nowych polskich poddanych, nawet tych, którzy się nie buntują. I wiek XIX jest okresem, w którym polityka rosyjska (oczywiście nie w takiej skali, nie tak brutalnie, nie chcę porównywać pod tym względem polityki czasów Mikołaja I z polityką czasów Stalina), kiedy mechanizm był podobny: deportacja i do pewnego stopnia likwidacja. Mam tutaj przygotowanych kilka cytatów z Mikołaja I, które odzwierciedlają dokładnie taki sam sposób myślenia, jaki odnajdujemy u Stalina: "Polaków nie możemy być nigdy pewni. Polaków można tylko zastraszyć. Trzeba ich militarnie całkowicie stłamsić. Trzeba ich wysiedlać z miejsc ich skupienia" - mowa oczywiście o ziemiach tzw. litewsko-ruskich, o zarządzaniu na tym terenie, nie o Warszawie, bo to jest osobne zagadnienie, ale mówię o obszarach wcielonych bezpośrednio do Imperium Rosyjskiego.
Tamta polityka zastraszania, deportacji przynosi ze sobą też ogromne żniwo. Można wyliczyć co najmniej kilkadziesiąt tysięcy bezpośrednich ofiar śmiertelnych tej polityki w wieku XIX i kilkaset tysięcy ofiar pośrednich, to znaczy deportowanych, wcielonych do wojska, pozbawionych statusu społecznego w gigantycznej operacji, która dotknęła szlachtę polską na Ukrainie i Białorusi. Więc myślę, że musimy pamiętać o pewnego rodzaju starszym niż Związek Sowiecki mechanizmie, który nazwałbym jednym słowem, nawet nie: "rosyjskim", ale "imperialnym". To jest imperialny mechanizm rozwiązywania problemów z niepewną ludnością peryferii. W sytuacji takiej, jak o tym mówił pan profesor Kuromiya, przygotowuje się to imperium do nowej konfrontacji militarnej, a zatem tym bardziej musi być pewne, że jego poddani są w stu procentach sprawdzeni albo w stu procentach zastraszeni, albo ci, którzy nie są zastraszeni i nie są sprawdzeni - są zlikwidowani. Tego rodzaju mechanizm, obawiam się, miał bardzo wiele wspólnego z losem Polaków w latach 1937-1938.
Dr Sławomir Dębski: Bardzo dziękuję, panie profesorze, za tę interpretację, wskazującą na tradycję imperialną. Taka tradycja zawsze wiąże się jednak z terytorialnością, z pewnym terytorium, którego skład etniczny ma być zmieniony na bardziej lojalną ludność. Natomiast jest jeszcze druga możliwość interpretacji, wskazująca na pewne dążenie do inżynierii społecznej, czyli zmieniania całego społeczeństwa sowieckiego za pomocą terroru, nadania temu społeczeństwu innych cech. Czy tę maszynerię, do której ciągle nawiązuję w moim pierwszym pytaniu, wprawioną w ruch kilkanaście lat wcześniej, której ofiarą byli Polacy czy Ukraińcy (jeżeli wspomnimy o Hołodomorze, który miał miejsce raptem kilka lat wcześniej, za pomocą polityki starano się zmienić skład nie tylko klasowy, ale także etniczny Ukrainy), czy tradycję stosowania tego rodzaju polityki przeciwko narodom Związku Sowieckiego można interpretować jako kształtowanie nowego człowieka, zastraszanie obywatela sowieckiego? Czy ten element narodowy ma tutaj charakter pretekstu czy raczej głównego politycznego celu?
Dr Nikita Pietrow: Dziękuję. Rzeczywiście, kwestia tego, kiedy właściwie Stalin zaczął zdawać sobie sprawę z tego, iż jest spadkobiercą carskiego imperium, o czym znakomicie powiedział Andrzej Nowak, jest bardzo istotna, jeśli chcemy zrozumieć, co nowego do sowieckiej praktyki represyjnej wniosły masowe operacje 1937 roku. Tak, dojście bolszewików do władzy w 1917 roku było radykalnym odejściem Rosji od społeczeństwa cywilizowanego do społeczeństwa, które miało perspektywy totalitarne. To uzurpacja władzy, która była też uzurpacją monopolu na polityczną prawdę. System bolszewicki zawsze opierał się na przemocy, już od samego początku swego istnienia. Bolszewicy uważali przemoc za normę, za sposób zarządzania społeczeństwem. W systemie bolszewickim terror służył nie tylko do przebudowy społeczeństwa, lecz również do jego kontrolowania i utrzymywania w stanie uległości. Jeśli zajrzymy do annałów marksizmu - tam była o tym mowa - to rzeczywiście Manifest partii komunistycznej mówi o metodach przebudowy. To zabieranie dzieci z rodzin i ich społeczne wychowanie, to zakazanie jakichkolwiek form prywatnej własności, to społeczeństwo, którego nie da się zbudować bez złamania ludzkiej natury. Bolszewicy przystąpili więc do łamania ludzkiej natury.
Ale gdy mówimy o masowych operacjach, powinniśmy pamiętać o jeszcze jednej ważnej rzeczy. Ogólnie mówiąc, od 1917 roku bolszewicy deklarowali internacjonalizm, otwartość na świat, ekspansję rewolucji proletariatu na cały świat, ale proszę spojrzeć, co w tym czasie robili wewnątrz kraju. Nastąpiła samoizolacja. Rosyjski obywatel, podobnie jak w czasach carskich, już jako sowiecki obywatel nie miał prawa do wyjazdu za granicę. Związek Sowiecki od samych początków swego istnienia stawał się zamkniętą sektą, sektą wyznawców pewnej przyszłości. Jednocześnie wewnątrz kraju był taki ostentacyjny, udawany internacjonalizm. A zatem: kiedy nastąpiło przejście od internacjonalizmu do absolutnej, powiedziałbym, etnizacji represji? Gdy represje zaczęły być nie tylko narzędziem przebudowy klasowego składu społeczeństwa, ale również narzędziem korygowania składu narodowościowego. Narody, które nie mogą być zsowietyzowane, którym Stalin odmawia prawa do bycia sowieckimi, muszą być poddane represjom. I właśnie w tym kontekście będziemy jeszcze podczas tej konferencji odpowiadać na pytanie, dlaczego właśnie Polacy. To najbardziej liczna grupa ofiar.
Represje wobec Polaków to tylko część represji ze względu na kryterium narodowościowe, które rozpoczęły się w 1937 roku, ale jest to bardzo ważna część. Jeśli spojrzymy na sprawy, które prowadzono w organach bezpieczeństwa państwowego, w OGPU, zobaczymy, że jeszcze w 1931 roku była prowadzona sprawa, która nazywała się "Patrioci". Byli to polscy chłopcy i dziewczęta, którzy marzyli o wyjeździe do ojczyzny, do Polski, gdzie w tym czasie u władzy był Piłsudski, którego sowiecka władza traktowała jak wroga, a Polskę jako wrogie państwo. I co się okazuje? Że sekta dąży do tego, by nikt nie mógł wyjechać do Polski i by nikt nie mógł utrzymywać z nią kontaktów. Jasne, że ci młodzi ludzie mieli kontakty z Polską. I kiedy patrzymy i analizujemy sprawy wszczynane przeciwko diasporom narodowym w ZSRS, nie tylko przeciw diasporze polskiej, ale również fińskiej, rumuńskiej i oczywiście niemieckiej, to obserwujemy nasilenie prześladowań ludzi za kontakty z ich ojczyzną lub z krajem, którego byli przedstawicielami w ZSRS. I oto od razu zarysowują się kontury nadchodzących "operacji narodowościowych", zarysowuje się również ich nieuchronność.
Wreszcie gdy te operacje zaczęto już realizować, gdy rozpoczęły się represje ze względu na kryterium narodowościowe, to widać, że w 1937 roku zlały się w nich dążenie do przeprowadzenia czystek społeczno-klasowych, czyli do budowy społeczeństwa bezklasowego, z dążeniem do ostatecznej izolacji Związku Sowieckiego i do pokazania sowieckim obywatelom, że jakikolwiek kontakt z zagranicą jest dla nich śmiertelnym zagrożeniem. Czyli każdy kontakt obywatela z zagranicą będzie karany jako szpiegostwo. I w tym kontekście, gdy mówimy o Wielkim Terrorze, to mogę powiedzieć, że, po pierwsze - choć oczywiście nigdzie nie zostało to sformułowane, choć nie było o tym wzmianki w żadnych wystąpieniach Stalina - była to pełna izolacja Związku Sowieckiego od reszty świata. To był jeden cel. Drugim było wprowadzenie całkowitej jednomyślności i brak możliwości jakiejkolwiek opozycyjnej działalności politycznej. I trzeci cel: totalna kontrola nad całym społeczeństwem.
Gdy mówimy o skutkach Wielkiego Terroru, to myślę, że bez cienia wątpliwości można stwierdzić, iż po okresie Wielkiego Terroru system sowiecki stał się kompletnym systemem totalitarnym. To znaczy, powstało to, co zwykliśmy określać sowieckim systemem totalitarnym we wszystkich jego represyjnych przejawach.
Dr Sławomir Dębski: Bardzo dziękuję. Drugie pytanie, które chciałbym panom zadać, wiąże się ze zbrodnią katyńską. Bardzo długo w historiografii rozpatrywano ją jako odrębne przestępstwo, odrębną tragedię. Tymczasem coraz częściej między innymi i za sprawą profesora Iwanowa, i za sprawą profesora Nowaka, a także naszej coraz większej wiedzy na temat "operacji polskiej" NKWD zaczynamy rozumieć, że zbrodnia katyńska mogła być kontynuacją "operacji polskiej", która wprawdzie formalnie kończy się w 1938 roku, ale pamiętajmy, że członkowie Komunistycznej Partii Polski czy oficerowie Armii Czerwonej w dalszym ciągu są skazywani i giną jeszcze w 1939 roku - czyli poza okresem 1938 roku, kiedy formalnie rozkazem polecono zakończyć "operację polską". Jak powinniśmy w związku z tym patrzeć z dzisiejszej perspektywy, z perspektywy naszej obecnej wiedzy historycznej, na zbrodnię katyńską?
Prof. Nikołaj Iwanow: Jestem absolutnie przekonany, że zbrodnia katyńska, później może zbrodnia w Puszczy Augustowskiej i inne zbrodnie na narodzie polskim, komunistyczne zbrodnie, to jest absolutnie logiczna kontynuacja "operacji polskiej". Jednocześnie chciałbym pokazać, jak Stalin doszedł do tego przekonania, że polityka Związku Sowieckiego, partii komunistycznej wobec Polaków nie była od samego początku represyjna. Początkowo postawiono na tak zwaną korenizację, sowietyzację Polaków. Każda władza rosyjska: carska za czasów zaborów i władza sowiecka w pierwszych latach przychodziły do Polaka mieszkającego na tzw. dalszych kresach i próbowały go denacjonalizować, przekonać, że nie jest Polakiem. I raptem przychodzi komunista, i mówi, że władza radziecka daje ci język, szkołę, sąd, nawet NKWD w rejonach Marchlewszczyzna i Dzierżyńszczyzna pracowało w języku polskim. To znaczy - postawiono na sowietyzację Polaków, na danie im jak największej autonomii. I wydawało się, że to się uda. Uda się stworzyć w tych rejonach tzw. mały Piemont dla Polski komunistycznej i kiedy ci ludzie pojadą do Polski urzędować, to będą prawdziwymi komunistami.
I raptem kiedy nie udała się kolektywizacja, kiedy załamał się ten proces sowietyzacji, Stalin jeszcze bardziej przekonał się do tego, o czym mówili przedmówcy, że Polacy nie nadają się do żadnej sowietyzacji. I to jest bardzo często przypominane w różnych publikacjach: że Stalin podczas tworzenia armii Andersa powiedział w rozmowie z polskimi politykami, prawdopodobnie z Sikorskim: "Wiem, że komunizm pasuje Polsce jak siodło krowie". Trudno zweryfikować, czy kiedykolwiek to zdanie powiedział, ale mnie się wydaje, że oddaje ono istotę jego stosunku do Polaków. On rozumiał, że Polacy to jest naród, który nie podda się żadnej komunizacji. Próbowaliśmy stworzyć Marchlewszczyznę, Dzierżyńszczyznę - nie wychodzi. Nie idą do kołchozów, trzymają się przy kościołach. Oficerowie polscy w więzieniach rosyjskich w 1939-1940 roku zamiast oglądać filmy i słuchać propagandzistów (bo do Starobielska i innych obozów wysyłają ich tłumy) potajemnie jakieś msze urządzają, świętują coś, pisują jakieś patriotyczne listy do rodziny. I Beria pisze list: "No nie ma szans ich sowietyzować" - tych oficerów. Trzysta osób (już nie pamiętam dokładnie ilu) do Willi Szczęścia zabrali, a reszta...
To było logiczne z punktu widzenia systemu totalitarnego - rozstrzelanie Polaków w Katyniu, to było absolutnie logiczne... Później polityka wobec Polaków wyglądała tak: dzisiaj ich zabijamy, jutro znów są nam potrzebni, dzisiaj potrzebni, jutro są znów niepotrzebni, znów ich zwalczamy. Tak jak w 1943-1944 roku: Polacy są potrzebni do tworzenia armii Berlinga, i wtedy Stalin powiedział: "Popełniliśmy błąd, niszcząc Polaków, rozstrzeliwując ich". I wyciągają, nawet w syberyjskim Białymstoku znaleźli dwóch mężczyzn niedobitków (jak opowiadał mi Wasyl Haniewicz), których wcielono do armii Berlinga. W Marchlewszczyźnie tych, których nie rozstrzelano, którzy gdzieś odsiedzieli - znów wszystkich do armii Berlinga wyciągają. Tak że polityka wobec Polaków to nie są cały czas represje, to są takie fale, można tak powiedzieć: jak Polacy są potrzebni - no to komunizujemy, nie udaje się - to zabijamy.
Dr Sławomir Dębski: Pan profesor Andrzej Nowak, to samo pytanie.
Prof. Andrzej Nowak: Dziękuję bardzo. Sądzę, że przy tym pytaniu warto nawiązać do kwestii, która już się pojawiła wcześniej, mianowicie czy decyzja o ludobójstwie Polaków w latach 1937-1938 i Katyń były efektem jakieś fobii Stalina. Bo to jest osobny sposób wyjaśniania oprócz tego, o którym mówimy cały czas - o pewnym mechanizmie totalitarnym, o którym znakomicie mówił pan Nikita Pietrow i pozostali paneliści. Otóż rzeczywiście, zajmując się rokiem 1920, byłem skłonny przyjmować takie przypuszczenie, ponieważ wiadomo, że Stalin ucierpiał mocno psychicznie wskutek tej wojny, bo jako jeden z pięciu ówczesnych członków Politbiura bezpośrednio był jedynym zaangażowanym w tę wojnę jako komisarz na froncie i został ostatecznie odwołany po niepowodzeniu w bardzo przykrych dla siebie okolicznościach. Nie udało mu się zdobyć Lwowa. Wielkie obietnice, które składał, nie zostały spełnione. Rzeczywiście mógł czuć pewnego rodzaju chęć rewanżu. Ale Stalin wielokrotnie, jak o tym pisał Hiroaki Kuromiya w znakomitym szkicu poświęconym stosunkowi Stalina do różnych narodów, nie ulegał specjalnie sentymentom w swojej polityce, nie dawał upustu emocjom, kierował się przede wszystkim chłodną kalkulacją. Tak jak o tym powiedział na konferencji w Poczdamie do swoich anglosaskich kolegów: "Zemsta nie jest dobrym sposobem prowadzenia polityki, o polityce decyduje zawsze rachunek sił". To są słowa Stalina. Rachunek sił decyduje o polityce. Stalin zabijał, bo to wynikało z jego rachunku sił, oprócz całej logiki totalitaryzmu, o której mówiliśmy. Rachunek sił w latach 1937-1938 był taki, że Polaków mieszkających w Związku Sowieckim trzeba zabić, wysiedlić, całkowicie unieszkodliwić, ponieważ zbliża się wojna - wojna, w której Polska prawdopodobnie może być po drugiej stronie jako przeciwnik. Polacy są potencjalną "piątą kolumną". Lepiej ich zlikwidować.
Myślę, że w 1940 roku sytuacja była i trochę podobna, i trochę inna. Przypomnijmy okoliczności: w momencie dyskutowania sprawy losów polskich jeńców trwa wojna sowiecko-fińska i to wojna, która rozwija się w bardzo niekorzystny dla Związku Sowieckiego sposób, ponieważ państwa zachodnie - głównie Wielka Brytania, trochę Francja - rozważają interwencję w tej wojnie przeciwko Związkowi Sowieckiemu. Są rozważane plany bombardowania z Iraku sowieckich pól naftowych w Baku przez lotnictwo brytyjskie. To jest już bardzo poważna groźba wojny sowiecko-brytyjskiej. Przygotowywana jest, pamiętajmy, I Brygada Strzelców Podhalańskich - miała lecieć nie do Narwiku, tylko do Finlandii. Tam miała walczyć z Sowietami. I my - próbuję przyjąć sposób rozumowania Stalina - mamy 20 tysięcy czy kilkanaście tysięcy oficerów polskich. Nie wiadomo, czy sytuacja w wojnie z Finlandią za chwilę nie wymknie się spod kontroli. Lepiej ich zlikwidować. Możemy to zrobić. Rachunek sił jest taki: możemy to zrobić, istnieje niebezpieczeństwo, że ci ludzie mogą być dla nas niebezpieczni, na pewno z nich Sowietów nie zrobimy.
Ta uwaga, którą wygłosił pan profesor Iwanow, odnosiła się zwłaszcza do elity polskiej, bo tutaj chodziło o elitę. I to z kolei znów wyznacza troszkę inny poziom decyzji w sprawie 1940 roku, a inny w sprawie 1937 roku. W latach 1937-1938 nie chodziło o elitę, chodziło o wszystkich Polaków zamieszkujących Związek Sowiecki. Czy chłop, nawet niepiśmienny, czy nauczyciel w tej wsi - każdy był tak samo niebezpieczny, bo przeszkadzał ujednoliceniu zaplecza frontu, a frontem był cały Związek Sowiecki, tak jak o tym mówił pan Nikita Pietrow. Wszyscy są na tym froncie totalitarnego państwa. A w 1940 roku chodzi o likwidację elity narodu, który jest liczny - 30 milionów mniej więcej etnicznych Polaków - i którego Stalin nie zamierza przemienić w Rosjan, w obywateli Związku Sowieckiego. Chce unieszkodliwić elitę tego narodu w sytuacji, w której toczy się wojna i w której Stalin może wykonać taki ludobójczy krok bez konsekwencji, za to z nadzieją, że to się przyda w dalszym rachunku sił. Polska będzie słabsza. Ta Polska, która nie będzie sowiecka. Bo trzeba rozróżnić perspektywę Stalina na tę część Polski i Polaków, która miała być sowiecka, wcielona do Związku Sowieckiego, miała być częścią tego imperium przemieniona w lojalnych obywateli sowieckich, i tę część Polski, która miała być zarządzana w zewnętrznym imperium sowieckim na troszkę innych zasadach.
Dr Sławomir Dębski: Profesorze Kuromiya, bardzo proszę o odpowiedź: jakie miejsce zajmuje zbrodnia katyńska w kontekście pana badań nad zbrodniami bolszewickimi wymierzonymi w narodowości Związku Sowieckiego?
Prof. Hiroaki Kuromiya: Tak, dziękuję. Ogólnie rzecz biorąc, zgadzam się z pozostałymi mówcami. I chciałbym powiedzieć o dwóch rzeczach. Pierwsza dotyczy tego, co wydarzyło się w latach 1932-1933 tuż po zawarciu paktu o nieagresji między ZSRS i Polską: zamiast dążyć do poprawy stosunków z Polską, Moskwa zaczęła terroryzować etnicznych Polaków. Po co? Gdyż Moskwa myślała, że jedynym sposobem skłonienia Polaków do przejścia na stronę Związku Sowieckiego jest terror. I bardzo ciekawe jest to, o czym niemieccy dyplomaci meldowali wówczas Berlinowi. Hitler doszedł wtedy do władzy, a oni mówią: Niemcy są krajem faszystowskim itd., ale represje, prawdziwe represje dotyczą Polaków, a nie Niemców. Właśnie tak, wydaje mi się, że Stalin sądził, iż Polaków można ujarzmić tylko przy pomocy terroru.
I druga rzecz. Chodzi o liczbę osób, które zostały aresztowane jako zagraniczni szpiedzy. Wśród aresztowanych "szpiegów" najwięcej było polskich, znacznie więcej niż niemieckich. Dlaczego? To oczywiste. Stalin oczywiście nie ufał Polsce, sądził, że przemocą zdoła podporządkować sobie Polskę. A jeśli nie zdoła podporządkować, to ją zniszczy.
Dr Sławomir Dębski: Bardzo dziękuję, specjalnie zostawiłem znowu Nikitę Pietrowa jako ostatniego mówcę w tym panelu, ponieważ jest autorem książki wydanej przez Centrum Polsko-Rosyjskiego Dialogu i Porozumienia Poczet katów katyńskich, czyli zajmował się zbrodnią katyńską od strony wykonawców, od strony morderców, od strony zabójców. To byli ci sami ludzie, którzy uczestniczyli w aparacie represji, wykonywali pracę w ramach Wielkiego Terroru kilka lat wcześniej. Czy podczas badań dokumentów zarówno "operacji polskiej", jak i zbrodni katyńskiej, tożsamość metody rzuca się w oczy, czy mamy jednak do czynienia z jakimiś różnicami?
Dr Nikita Pietrow: Jeśli mówić o zbrodni katyńskiej, która rzeczywiście była nadzwyczajnym aktem zbrodniczym, to pod względem metody jej realizacji niczym nie różniła się ona od tego, co miało miejsce w 1937 i 1938 roku, gdy w ZSRS rozpoczął się masowy terror, tj. Wielki Terror. Przy każdym mieście obwodowym, a niekiedy również przy innych dużych miastach powstawały poligony, gdzie rozstrzeliwano ludzi. Mechanizm rozstrzeliwania, który stosowano przed okresem Wielkiego Terroru, był przykładem, jak to się mówi, "pracy od sztuki": prowadzono delikwenta do piwnicy, strzelano w potylicę, ciało wywożono samochodem i zakopywano w sekretnym miejscu. Z czymś takim system był jeszcze w stanie się uporać. Jednak Wielki Terror wiązał się z nowym problemem: rowy i tysiące, setki tysięcy ciał - co z tym robić? Był to przecież, jeśli się bliżej przyjrzeć, przemysł śmierci, który zorganizowano w NKWD. I tego, co wydarzyło się w 1940 roku, udało się w systemie sowieckim dokonać z taką łatwością właśnie dlatego, że mechanizm ten został przygotowany już w 1937 i 1938 roku, gdy strzelano bezpośrednio na poligonie tuż przy rowie, w którym później zakopywano ciała. I wykonawcy: ten sam Wasilij Błochin - główny kat Moskwy, który jeździł tam, gdzie trzeba było dokonać masowych mordów, jego ludzie, którzy jeździli tam, gdzie szykowały się masowe rozstrzelania. W 1941 roku w więzieniu w Orle ma zostać rozstrzelany jeden z więźniów. Kto przyjeżdża? Siemionichin ze specgrupy Błochina. Na szczęście Centrum Polsko-Rosyjskiego Dialogu i Porozumienia opublikowało ich biogramy w języku polskim, za co jestem bardzo wdzięczny.
Gdy mówimy o związku zbrodni katyńskiej z represjami lat 1937-1938, chciałbym zwrócić uwagę na jedno: mimo wszystko nie do końca było to przedłużenie "operacji polskiej". Częściowo tak, ale jest to raczej połączenie, mieszanina samej "operacji polskiej" i operacji, którą prowadzono w ZSRS ze względu na kryterium społeczno-klasowe, czyli "operacji kułackiej". W tym przypadku zamordowani oficerzy są nie tylko Polakami. Beria dokładnie wyjaśnił Stalinowi: wszyscy oni są narodowości polskiej. Są oni ponadto przedstawicielami wrogich klas, i zostało tam podkreślone ich społeczne pochodzenie. I w tym kontekście możemy mówić o pewnej specyficznej zbrodni. Popatrzmy, co robi Stalin w Europie po 1945 roku. We wszystkich krajach, w których zostają zaprowadzone sowieckie porządki i następuje sowietyzacja, wszędzie ma miejsce nie tylko społeczno-klasowa czystka, ale w istocie również taka sama masowa zbrodnia. Mamy tam masowy głód, mamy w istocie pośrednie wymordowanie niemieckiej elity w obozach specjalnych NKWD i MWD w Niemczech. Ogólnie mówiąc, mamy tam tę samą metodę, której Stalin użył w celu sowietyzacji, totalizacji Związku Sowieckiego. Cała ta stalinizacja i sowietyzacja trwająca po 1945 roku i mająca niekiedy łagodniejszą formę była jednak tak samo jak wcześniej ukierunkowana politycznie, społecznie i, rzecz jasna, etnicznie. A zatem zbrodnia katyńska jest bezpośrednim przedłużeniem Wielkiego Terroru.
Dr Sławomir Dębski: Szanowni państwo, po tym pierwszym panelu myślę, że wszyscy nabraliśmy jeszcze większego zainteresowania debatami, które się będą toczyć w ciągu dwóch najbliższych dni. Ja chciałbym bardzo serdecznie podziękować uczestnikom tej rozmowy. Chciałbym również bardzo serdecznie podziękować panu prezydentowi za obecność podczas naszej dyskusji. Jest to niezwykły zaszczyt dla badaczy - którzy poświęcają czas, chodzą do archiwów, dłubią w papierach, nabawiają się czasami alergii - że głowa Państwa Polskiego przysłuchuje się ich rozmowie. Jesteśmy bardzo wdzięczni panu prezydentowi za tę obecność, to zaszczyt dla wszystkich badaczy, którzy właśnie tymi kwestiami się zajmują.
Przekład Adam Jaskólski
Nikita Pietrow "Operacja niemiecka" NKWD w kontekście Wielkiego Terroru lat 1937-1938
Największy rozmach represji stalinowskich przypada na krótki okres lat 1937-1938. Ten czas otrzymał wyrazistą i trafną nazwę - Wielki Terror. Na temat tego wycinka historii ZSRS napisano już setki książek, wiele filmów w takim czy innym stopniu oddaje okropieństwa czystek, masowych aresztowań i prześladowań. Uwagę historyków przyciąga w wydarzeniach tamtych lat nie tylko sama skala represji, które dotknęły miliony ludzi, ale również ich ukierunkowanie. W odróżnieniu od prowadzonych wcześniej kampanii aresztowań czy zsyłek wymierzonych przeciwko ściśle określonym kategoriom ludności, represje lat 1937-1938 objęły bez wyjątku wszystkie warstwy społeczeństwa sowieckiego, struktury i instytucje aparatu państwowego i partyjnego. Właśnie ten fakt, że obok prostych obywateli czystki i represje dotknęły wysokich funkcjonariuszy rządzącej partii, zdeterminował kierunek mitotwórstwa w interpretacji przyczyn i charakteru represji tego okresu. Do dziś w rosyjskiej publicystyce spotyka się wszelkiego rodzaju "teorie", że Stalin w 1937 roku miał prześladować jedynie "skorumpowaną" wierchuszkę partyjną lub że to w ogóle nie Stalin, a lokalni "aparatczycy partyjni" wbrew niemu rozpętali masowe represje. Jednak ogół zachowanych dokumentów archiwalnych wytworzony przez Biuro Polityczne KC WKP(b) obala te pseudohistoryczne konstrukcje.
Powierzchowne przejawy masowego terroru lat 1937-1938, takie jak aresztowania wśród eksponowanych działaczy partyjnych i państwowych, ważnych postaci w świecie nauki i kultury, liczne pokazowe procesy "szpiegów, spiskowców i dywersantów" zostały opisane w bogatej literaturze. Jednocześnie inna, ukryta strona tych wydarzeń, tj. represje wobec setek tysięcy szeregowych obywateli, których dokonywano na podstawie ustalanych na wyższych szczeblach norm aresztowań i egzekucji, nie może być uznana za dobrze zbadaną. Mechanizm i zasadniczy kierunek masowych aresztowań można było zrozumieć po publikacji w 1992 roku dokumentów Biura Politycznego KC WKP(b) dotyczących rozpoczęcia "generalnej czystki"1.
Opublikowane dotychczas decyzje ze "specjalnej teczki" Biura Politycznego WKP(b) dotyczące "masowej operacji" przeciwko tzw. kułakom i elementowi antysowieckiemu oraz "kontyngentom narodowościowym" w latach 1937-1938 w oczywisty sposób pokazują osobistą rolę Stalina i jego najbliższego otoczenia oraz szefostwa NKWD w rozpętaniu bezprecedensowego w swojej skali terroru2. Ukierunkowanie, mechanizm i wskaźniki liczbowe pierwszej masowej kampanii aresztowań zostały określone w rozkazie NKWD ZSRS nr 00447 z 30 lipca 1937 roku3. W pewnej mierze ta zaplanowana wcześniej operacja, polegająca na masowym aresztowaniu i rozstrzeliwaniu "wrogiego elementu", wyglądała na całkowicie tradycyjną akcję w typie masowych kampanii OGPU prowadzonych przeciwko chłopom w latach 1930-1931 za pomocą organów pozasądowych - Trójek4. Jednak w tym przypadku, latem 1937 roku, pojawiły się nowe kierunki masowych represji - zorganizowano "operacje narodowościowe" lub represje przeciwko "kontyngentom narodowościowym" (Niemcom, Polakom, Łotyszom itd.)5. Ich celem, jak sformułowano to w dokumentach Biura Politycznego i NKWD, była likwidacja "bazy szpiegowskiej obcych wywiadów na terytorium ZSRS", tj. aresztowanie osób, które przybyły z państw graniczących z ZSRS lub były z nimi związane (poprzez więzi narodowościowe, rodzinne i inne lub przebywały w tych państwach).
Plenum KC WKP(b), które odbyło się w lutym i marcu 1937 roku, dało potężny impuls do masowych represji w ZSRS. Cały sens referatów i głosów w dyskusji podczas tego plenum sprowadzał się do tego, że kraj, jak się okazuje, jest zalany "szpiegami, dywersantami i szkodnikami", którzy dostali się na najwyższe stanowiska. Ani wcześniej, ani później na plenach partyjnych nie mówiono tak otwarcie o organizacji kadrowej czystki i represji wobec aparatu partyjno-państwowego. Właściwie było to jedyne w całej historii partii komunistycznej plenum w całości poświęcone walce z "wrogami". Plenum to obradowało również niezwykle długo - od 23 lutego do 5 marca 1937 roku. Podczas tych obrad przedstawicieli dawnej partyjnej opozycji oskarżono o to, że już od początku lat 30. planowali siłowe przejęcie władzy, utworzyli wspólny blok "trockistów", "zinowjewowców" i "prawicowców", poszli ścieżką terroru i współpracy z "zagranicznymi faszystami".
3 marca na plenum z programowym referatem "O brakach w pracy partyjnej i środkach likwidacji trockistowskich i innych dwulicowców" wystąpił Stalin. Zaprezentował on swoją wizję postępującego terroru i ideologicznie uzasadnił konieczność represji. Sens jego wystąpienia ograniczał się do tego, że byli opozycjoniści już dawno stali się "szpiegowską i dywersyjno-terrorystyczną agenturą niemieckiej tajnej policji", a "kapitalistyczne otoczenie" - Finlandia, Estonia, Łotwa, Litwa, Polska, Rumunia, Turcja i Japonia - przy wsparciu Francji i Wielkiej Brytanii stawiają sobie za cel zniszczenie ZSRS i zalali kraj swoją "agenturą". Przy tym "towarzysze zajmujący w partii stanowiska kierownicze" okazali się zbyt "beztroscy, dobroduszni i ślepi" i pomogli zagranicznym agentom dostać się na wysokie stanowiska6. W tym miejscu zwraca uwagę usilne podkreślanie kwestii "niemieckiej policji politycznej". Jest całkowicie oczywiste, że w tym kontekście Niemcy miały pełnić rolę największego wroga i, co za tym idzie, jakiekolwiek powiązania z tym krajem były traktowane jako dowód zbrodniczych zamiarów i działań. Oczywiście to samo można powiedzieć również o pozostałych wymienionych wyżej krajach, które wspólnie weszły w zakres pojęcia "wrogie otoczenie".
Represje przeciwko sowieckim Niemcom miały swoją prehistorię, której korzenie związane są z zaostrzeniem stosunków między ZSRS i Niemcami po dojściu Hitlera do władzy. Polityczny kurs nazistowskiego kierownictwa, który zakładał zjednoczenie wszystkich Niemców, gdzie by oni nie mieszkali, można scharakteryzować, odwołując się do dzisiejszego pojęcia, jako "niemiecki świat"7. Zwiększona uwaga zwrócona na Niemców mieszkających poza Rzeszą, na ich niedole i potrzeby, była krańcowo niewygodna z punktu widzenia sowieckich władz. Była to walka o umysły i sympatie licznej niemieckiej diaspory w ZSRS. W tamtym zaś momencie sowieccy Niemcy znaleźli się w trudnej sytuacji. Trudności gospodarcze, głód 1933 roku spowodowały falę próśb o pomoc - i pomoc dla "braci w biedzie" z Niemiec przyszła. Jednak to pieniężne i żywieniowe wsparcie dla sowieckich Niemców ze strony innych Niemców zostało zinterpretowane jako "wsparcie faszystowskie"8. Niemieccy aktywiści, którzy zajmowali się dystrybucją tej pomocy, zostali aresztowani. Jedynie w 1934 roku organy OGPU-NKWD aresztowały około 4 tys. sowieckich Niemców9. Od tego czasu fabrykowanie oskarżeń wobec aresztowanych Niemców o udział w rozmaitych zmyślonych nacjonalistycznych "faszystowsko-terrorystycznych" i "dywersyjno-szkodniczych" organizacjach stworzonych rzekomo na polecenie "niemieckich organów wywiadowczych" stało się w NKWD masową praktyką. Historyk Władimir Chaustow podaje w swojej pracy imponujący spis spraw śledczych i agenturalnych prowadzonych przez organy NKWD przeciwko sowieckim Niemcom w okresie 1934-1936 i przytacza informacje statystyczne: na podstawie oskarżenia o szpiegostwo na rzecz Niemiec w latach 1935-1936 aresztowano 1315 osób10.
Prologiem do nadciągających masowych represji prowadzonych według kryterium narodowościowego stały się aresztowania wśród kadry kierowniczej wewnątrz samego systemu NKWD, które rozpoczęły się tuż po lutowo-marcowym plenum KC WKP(b). Podczas czyszczenia aparatu z "niepewnych" kadr szeroko praktykowano oskarżenia o szpiegostwo na rzecz sąsiadujących z ZSRS "wrogich" państw. Logika tych represji nieuchronnie prowadziła ich organizatorów - Stalina i Jeżowa - do wniosku, że nie tylko NKWD, ale i pozostałe najważniejsze instytucje ZSRS - armia, komisariaty ludowe odpowiedzialne za obronność i gospodarkę, ale i wszystkie pozostałe sfery toną w powodzi obcych szpiegów.
Świadczy o tym przemowa zastępcy komisarza ludowego spraw wewnętrznych Frinowskiego, który na początku czerwca 1937 roku wyruszył do Kijowa w celu organizacji masowej czystki w aparacie ukraińskiego NKWD. Podczas swojego wystąpienia na zebraniu partyjnego aktywu czekistów Ukrainy 21 czerwca 1937 roku opowiadał o aresztowaniach, których dokonano już w centralnym aparacie NKWD: "W tym czasie tow. Jeżow i grupa pracowników ponownie powołanych do pracy operacyjno-czekistowskiej w NKWD oraz część starych funkcjonariuszy zaczęła się szybko i gruntownie na nowo organizować i odkrywać rozmaity brud wewnątrz Ludowego Komisariatu Spraw Wewnętrznych. W pierwszej kolejności zamknięto Sosnowskiego z grupą Polaków"11. Tych ostatnich Frinowski nazwał agentami Piłsudskiego. "Dalej poszli po linii demaskowania niemieckiej siatki wewnątrz Komisariatu Ludowego. Zamknęli Łurjego, Stanisławskiego, potem Wołowicza, Gaja i innych"12. Frinowski zauważył, że ukraińscy czekiści się izolowali, co spowodowało spadek aktywności w działalności NKWD USRS. Jednak najważniejsza rzecz, o której powiedział Frinowski, miała miejsce w maju 1937 roku, kiedy to "grupa towarzyszy z kierownictwa Komisariatu Ludowego13 miała sposobność rozmowy z tow. Stalinem w sprawie wywiadu i kontrwywiadu". Stalin - jak twierdzi Frinowski - powiedział, że "w wywiadzie nas pobili"14.
Teza Stalina: "w wywiadzie nas pobili", stała się punktem zwrotnym. To stwierdzenie było bezpośrednim sygnałem do aresztowań wśród pracowników wywiadu. Tutaj również Stalin szczególnie podkreślił kwestię niemiecką: "Koniecznie trzeba wyciągnąć wszystkie wnioski ze współpracy z Niemcami. Rapallo, bliskie relacje stworzyły iluzję przyjaźni. Niemcy pozostali jednak naszymi wrogami, pchali się do nas i zbudowali u nas swoją sieć. Zarząd wywiadu i jego aparat przegapił, wpadł w ręce Niemców"15.
Ten temat był w złowieszczy sposób kontynuowany podczas plenum KC, które odbyło się w dniach 23-29 czerwca 1937 roku. W oficjalnym komunikacie na temat plenum nie wskazano głównego punktu obrad, a był nim referat Jeżowa o spiskach, które wykryło NKWD w ciągu ostatniego kwartału. Od samego początku zakładano, że referat Jeżowa stanie się wśród członków KC sensacją i że niektórzy spośród nich mogą zostać aresztowani. W archiwalnym egzemplarzu stenogramu z plenum czytamy, że posiedzenia od 23 do 26 czerwca "nie były stenografowane", choć jeśli wziąć pod uwagę charakter omawianych wówczas kwestii i to, co nastąpiło później, niewykluczone, że stenogram został zniszczony. Niemniej w archiwum FSB zachował się konspekt i materiały, które były podstawą referatu Jeżowa. Dzięki temu dowiadujemy się jednak o tym, co nowego miał on do powiedzenia podczas plenum16.
W swoim wystąpieniu Jeżow zarysował wizję wszechogarniającego spisku przeciwko Stalinowi. Rzekomo już w 1933 roku z inicjatywy rozmaitych grup opozycji powołano zjednoczone "Centrum Centrów", do którego z ramienia prawicy, eserowców i mienszewików weszli Rykow, Tomski i Bucharin, spiskowców z Armii Czerwonej i NKWD miał w nim reprezentować Jenukidze, a zinowjewowców - Kamieniew i Sokolnikow, zaś Piatakow - trockistów. Głównym celem tego Centrum Centrów lub inaczej Zjednoczonego Centrum było obalenie władzy sowieckiej i restauracja kapitalizmu w ZSRS. Jak wskazywano w referacie, spiskowcy wojskowi z Tuchaczewskim na czele oraz Jagoda i jego ludzie w NKWD również podlegali temu "Centrum". Nowym elementem w schemacie Jeżowa było to, że kierownictwo każdej republiki czy obwodu również należało do spisku. W swoim referacie wymienił on wielu pierwszych sekretarzy komitetów obwodowych: Szebołdiajewa (Kursk), Razumowa (Irkuck), Kabakowa (Swierdłowsk) i Rumiancewa (Smoleńsk) - wszyscy oni byli członkami KC i zostali aresztowani jeszcze przed otwarciem plenum.
Jak twierdził Jeżow, nie było ani jednej instytucji, w której wrogowie nie prowadziliby swojej działalności. Wystąpił on ze złowieszczym ostrzeżeniem: "Do tej pory, kiedy zlikwidowano zaledwie kierownictwo i aktyw organizacji, już wyszło na jaw, że antysowiecka działalność organizacji ogarnęła system NKWD, RKKA, Zarząd Wywiadu RKKA, aparat Kominternu - przede wszystkim polską sekcję Komitetu Wykonawczego Międzynarodówki Komunistycznej, Komisariat Ludowy Spraw Zagranicznych, przemysł obronny, transport - głównie strategiczne drogi zachodniego teatru wojny, rolnictwo"17.
Przygotowany przez Jeżowa konspekt wystąpienia warto zacytować w tym fragmencie, gdzie mowa o związku spiskowców z "rządami faszystowskimi":
"Centrum Centrów, pozostając w relacji z faszystowskimi kręgami rządowymi Niemiec, Japonii i Polski z jednej strony, a z drugiej - z zagranicznymi przedstawicielami antysowieckich partii trockistów, mienszewików i eserowców, w kontakcie z tymi kręgami rozwinęło przy pomocy podstępnych metod działalność zmierzającą do realizacji swoich planów zagarnięcia władzy.
W tym celu Centrum Centrów:
а) Przeniosło wszystkie swoje organizacje na służbę zagranicznych, faszystowskich wywiadów, na których zlecenie wypełniało wszystkie ich szpiegowskie polecenia;
b) Stworzyło dywersyjne kadry na wypadek wojny i organizowało działania dywersyjne w celu osłabienia siły obronnej Związku w ramach szeregu najważniejszych odcinków naszej gospodarki i obronności;
c) Szeroko rozwinęło szkodliwą działalność w gospodarce ludowej;
d) Szkoliło i werbowało kadry powstańców spośród byłych partyzantów białej kozaczyzny, kułaków, przesiedleńców, kryminalistów i innych w celu organizacji powstania w razie wojny;
e) Zorganizowało szeroką siatkę grup terrorystycznych, do zadań której należał indywidualny terror wymierzony przeciwko wodzom partii i rządu sowieckiego"18.
Referat Jeżowa wygłoszony na czerwcowym (1937 rok) plenum KC WKP(b) na temat wrogów zdemaskowanych przez NKWD w poprzednich miesiącach stał się zaczątkiem procesu wypracowywania uzgodnionej i konsekwentnej linii eskalacji aresztowań. Złowrogo brzmiące twierdzenie Jeżowa, że zlikwidowano jedynie kierownictwo spisku, przy czym cały szereg instytucji i sfer sowieckiej gospodarki i życia społecznego jest wciąż ogarnięty działalnością antysowiecką, oznaczało kontynuację represji. Zgodnie z tym postulatem należało rozpocząć masową czystkę nie tylko wśród działaczy partyjnych i gospodarczych, która i tak faktycznie już trwała, ale również na niższym poziomie.
Kontynuacja nastąpiła niezwłocznie, przyjąwszy postać decyzji Biura Politycznego KC WKP(b) z 2 lipca 1937 roku, która otwierała kampanię przeciwko tzw. kułakom, elementowi antysowieckiemu i przestępczemu, ale w trakcie redagowania przyszłego rozkazu NKWD (rozkaz nr 00447 z 30 lipca 1937 roku) dodano tam również inne kategorie towarzyszące. Zaliczali się do nich na przykład członkowie byłych partii antysowieckich lub nawet ci, którzy odsiadywali już swoje wyroki w obozach, ale i tak postanowiono ich unicestwić. W wielu regionach realizacja operacji zaczęła się 5 sierpnia, w pozostałych - 15 sierpnia 1937 roku.
Podczas otwartej w połowie lipca 1937 roku operacyjnej narady NKWD poświęconej przyszłej operacji przeciwko "kułakom i elementowi antysowieckiemu" (przyszły rozkaz nr 00447), na której byli obecni szefowie regionalnych jednostek NKWD, Jeżow poruszył też kwestię operacji prowadzonych według kryterium narodowościowego. Jak później w trakcie śledztwa zeznał S.N. Mironow, zebranie prowadzili Jeżow i Frinowski. "Jeżow przedstawił ogólną dyrektywę operacyjno-polityczną, a Frinowski, już ją rozwijając, przerabiał z każdym naczelnikiem zarządu "limit operacyjny". Dyspozycje Jeżowa rozpoczęły się od gróźb pod adresem tych naczelników jednostek NKWD, którzy wykazali "operacyjną inercję", podczas gdy inni "już wzięli pełny rozbieg w zakresie demaskowania formacji kontrrewolucyjnych wewnątrz partii i poza nią""19. Jak wspominał Mironow, Jeżow po raz pierwszy zakomunikował również o nadchodzących "operacjach narodowościowych": "wszyscy powinni przygotować się do masowych aresztowań wśród harbińczyków, Polaków, Niemców, ugrupowań kułacko-białogwardyjskich i grup antysowieckich wewnątrz partii i w aparacie sowieckim"20.
Pierwszym celem masowych represji wśród "kontyngentów narodowościowych" byli Niemcy. W latach poprzedzających represje celem polityki kierownictwa sowieckiego było zahamowanie wzrostu liczby wydawanych obcokrajowcom pozwoleń na stały pobyt w ZSRS, ponieważ traktowano ich jako "organizacyjne źródło działalności szpiegowskiej i sabotażu"21. Uważano, że ambasady i konsulaty obcych państw są źródłem zagrożenia (dotyczyło to zwłaszcza Niemiec, Japonii, Włoch i Polski) i znajdowały się one, podobnie jak ich personel, pod "stałą obserwacją"22. Zgodnie z danymi ambasady Niemiec, w ZSRS w 1935 roku mieszkało 11 327 obywateli niemieckich (4 tys. z nich - w Moskwie). W efekcie polityki ograniczeń i kampanii nadawania obcokrajowcom obywatelstwa sowieckiego w początkach 1937 roku w ZSRS mieszkało 4015 obywateli Niemiec23. Liczba ta nie uwzględnia jednak emigrantów politycznych, którzy nie byli ujmowani w statystyce, ponieważ nie rejestrowali się w ambasadzie. Ich liczebność szacowano na 4,6 tys. osób24.
Specyficznym aspektem Wielkiego Terroru była likwidacja "potencjalnej bazy wywiadowczej" państw wrogich lub "operacje narodowościowe" (tych terminów używano w rozkazach NKWD, używał ich też sam Jeżow w swoim referacie przedstawionym na czerwcowym plenum w 1937 roku). Ofiarami tych represji padały głównie narodowości związane z "burżuazyjno-faszystowskimi państwami" graniczącymi z ZSRS, na przykład Niemcy, Finowie, Estończycy, Łotysze i Polacy. Osoby należące do tych narodowości aresztowano, a ich sprawy rozpatrywała "dwójka" - komisja złożona z ludowego komisarza spraw wewnętrznych (lub jego zastępców) i prokuratora ZSRS (lub jego zastępców).
20 lipca na żądanie Stalina Biuro Polityczne wydało Jeżowowi dyspozycję aresztowania wszystkich Niemców zatrudnionych w przemyśle obronnym i deportacji części z nich25. Po pięciu dniach Jeżow podpisał rozkaz operacyjny NKWD nr 00439, w którym znalazło się twierdzenie, że gestapo i niemiecki Sztab Generalny wykorzystują obywateli Niemiec w najważniejszych sowieckich przedsiębiorstwach, zwłaszcza w przemyśle obronnym, w celu prowadzenia działań szpiegowskich i sabotażowych. Jeżow zażądał spisów obywateli niemieckich zatrudnionych (lub pracujących wcześniej) w przemyśle obronnym i na kolei oraz wyznaczył początek akcji aresztowań na 29 lipca, a czas realizacji - na pięć dni. Wyjątek stanowili niemieccy emigranci polityczni pracujący w przemyśle obronnym, którzy podlegali aresztowaniu tylko wówczas, gdy wciąż zachowywali niemieckie obywatelstwo. W dalszej części rozkazu znalazło się zalecenie, by w celu podjęcia decyzji o aresztowaniu najpóźniej 5 sierpnia przedstawić Jeżowowi szczegółowy raport zawierający materiały dotyczące każdego spośród emigrantów politycznych, którzy przyjęli obywatelstwo sowieckie. Osoby zdemaskowane jako szpiedzy, dywersanci, sabotażyści czy terroryści podlegały natychmiastowemu aresztowaniu26.
Aresztowania wśród niemieckich obywateli realizowano zgodnie z wewnętrznymi instrukcjami NKWD określającymi tryb aresztowania obywateli obcych. Według tych instrukcji, każde takie aresztowanie musiało być uzgodnione z komisariatem spraw zagranicznych27. Chociaż początkowo rozkaz nr 00439 dotyczył wyłącznie obywateli Niemiec, od jesieni 1937 roku interpretowano go szerzej. Jak później zeznał podczas śledztwa funkcjonariusz Zarządu NKWD Obwodu Moskiewskiego Arkadij Postel: "Szczególnie duży rozmach miało fabrykowanie spraw w związku z "operacją niemiecką", kiedy to oprócz setek aresztowanych pojedynczych emigrantów politycznych fabrykowano dziesiątki spraw niemieckich grup szpiegowskich, których celem była działalność szpiegowska i terror"28. Mechanizm fabrykowania sprawy był bardzo prosty: "W czasie operacji w kwestii Niemców, za przykładem komisariatu ludowego, aresztowano agentów NKWD, którzy wcześniej rozpracowywali rozmaite niemieckie grupy i ci agenci podczas bicia czy po obróbce dobrowolnej stawali się filarami tzw. zdemaskowanych grup niemieckich i faszystowskich. Kilku takich agentów zostało po jakichś awanturach uwolnionych"29.
U podstaw Wielkiego Terroru lat 1937-1938 legło stosowanie tortur w trakcie śledztwa. W celu falsyfikacji spraw, tworzenia wszelkiego rodzaju "spisków" czy rozgałęzionych organizacji "szpiegowskich i dywersyjno-terrorystycznych" śledczy NKWD jak powietrza potrzebowali, by oskarżeni "się przyznawali", było to jedynym punktem zaczepienia. Nie było bowiem żadnych innych dowodów na istnienie wszystkich tych fikcyjnych "wrogich" organizacji.
Stalin doskonale wiedział o okrutnych metodach przesłuchiwania w NKWD. Sam je sankcjonował. Na przykład 2 września 1938 roku na notatce Jeżowa o "szkodnictwie w przemyśle gumowym" Stalin zostawił adnotację: "NB. Walter (Niemiec)" i "NB. (pobić Waltera)"30.
Teraz można było aresztować sowieckich obywateli niemieckiego pochodzenia, a razem z nimi również przedstawicieli innych narodowości związanych z Niemcami jako państwem i narodem: byłych niemieckich jeńców wojennych, emigrantów politycznych, dezerterów, mieszkańców rejonów z dominującą ludnością niemiecką, byłych obywateli Niemiec zatrudnionych w przemyśle obronnym, osoby, które "miały kontakt z konsulatami", Rosjan, którzy byli w niemieckiej niewoli w czasie I wojny światowej, dawny personel firm niemieckich itd. Działania te stały się prawdziwą "operacją niemiecką" prowadzoną w koordynacji z innymi "operacjami narodowościowymi".
Nie znaczy to jednak, że aresztowano wszystkich Niemców; przeciwko Niemcom zamieszkującym autonomiczną niemiecką republikę na Powołżu nie podejmowano żadnych specjalnych działań. Na tym terytorium statystyka "operacji niemieckiej" wygląda znacznie skromniej (1002 osoby skazane, 567 na śmierć) niż w Kraju Ałtajskim (3171 skazanych) i obwodzie nowosybirskim (2645 skazanych), gdzie były rejony z ludnością niemiecką (zob. tab. 1). Jednocześnie w republice Niemców na Powołżu dość poważny wymiar przybrały represje prowadzone według kryterium społeczno-klasowego zgodnie z rozkazem nr 00477 ("operacja kułacka"), w ich trakcie skazano 5630 osób, w tym 3027 na śmierć31.
Zasadniczą różnicą między "operacją niemiecką" a pozostałymi "operacjami narodowościowymi" było to, że Niemcy byli "narodem sowieckim", tj. ich państwowość narodowa (w postaci ASRS Niemców Powołża) miała umocowanie konstytucyjne. Tymczasem wszystkie pozostałe narody, które stały się celem "operacji narodowościowych", Polacy, Łotysze i inne, nie były traktowane jako "narody sowieckie".
11 sierpnia 1937 roku, dwa dni po zatwierdzeniu przez Biuro Polityczne, Jeżow podpisał rozkaz nr 00485 o likwidacji "polskich grup szpiegowskich i dywersyjnych" i organizacji POW (Polskiej Organizacji Wojskowej)32. W rozkazie tym twierdzono, że materiały śledcze w sprawie POW "odkrywają obraz wieloletniej i stosunkowo bezkarnej szpiegowsko-dywersyjnej działalności polskiego wywiadu na terytorium Związku". Chociaż centrum POW w Moskwie zlikwidowano, a wielu jego aktywnych członków aresztowano, jak głosił rozkaz, polskie służby wywiadowcze wciąż dysponowały siecią szpiegowsko-dywersyjną w sowieckiej gospodarce, a zwłaszcza w obiektach przemysłu obronnego. Obowiązkiem organów bezpieki było położenie kresu tej "antysowieckiej" działalności i "całkowita likwidacja nietkniętej dotychczas szerokiej dywersyjno-powstańczej bazy POW i podstawowych zasobów kadrowych polskiego wywiadu w ZSRS"33.
W związku z tym 20 sierpnia padł rozkaz rozpoczęcia "operacji na szeroką skalę". Należało ją przeprowadzić w ciągu trzech miesięcy, tj. do 20 listopada. Aresztowaniu podlegali jeńcy wojenni z polskiej armii, którzy zostali w ZSRS po wojnie 1920 roku, uchodźcy i emigranci polityczni z Polski, byli członkowie PPS i innych "antysowieckich" partii politycznych oraz polska ludność rejonów przygranicznych. Śledztwem miała się zająć specjalna grupa funkcjonariuszy operacyjnych. W tym przypadku aresztanci również podzieleni zostali na dwie kategorie: osoby zakwalifikowane do pierwszej kategorii rozstrzeliwano, zakwalifikowane do drugiej trafiały do więzień lub łagrów na okres od pięciu do 10 lat. W tym celu "dwójki" (składające się z szefa NKWD i prokuratora) w terenie miały sporządzić listy (w postaci "albumów") i przedstawić je do akceptacji Moskwie. Po zatwierdzeniu przez Jeżowa i prokuratora ZSRS Wyszynskiego, "wyrok winien być wykonany natychmiast"34.
Wraz z rozkazem szefowie obwodowych zarządów NKWD otrzymali drobiazgowe tajne pismo, również podpisane przez Jeżowa, opatrzone tytułem "O faszystowsko-powstańczej, szpiegowskiej, dywersyjnej, defetystycznej i terrorystycznej działalności polskiego wywiadu w ZSRS". To pismo, zaakceptowane przez Biuro Polityczne razem z rozkazem nr 00485, potwierdzało wnioski zawarte w referacie Jeżowa wygłoszonym na czerwcowym (1937 roku) plenum. Zebrano w nim rozmaite oskarżenia wobec Polaków: szpiegostwo, dywersja, terroryzm, bunt zbrojny, agitacja antysowiecka. Jak wskazywano w piśmie, agenci POW już dawno przechwycili kierownictwo w Komunistycznej Partii Polski i w polskiej sekcji Kominternu, a ponadto przeniknęli na wszystkie szczeble sowieckiego aparatu państwowego z Komisariatem Ludowym Spraw Zagranicznych, NKWD i Armią Czerwoną włącznie; działalnością POW na terytorium ZSRS kierowało "Centrum", na którego czele stali Unszlicht, Muklewicz, Olski i inni35.
Później, w czasie przesłuchania funkcjonariusz Zarządu NKWD Obwodu Moskiewskiego Arkadij Postel zeznał, że rozkaz Jeżowa został przez nich zinterpretowany jako rozkaz aresztowania "absolutnie wszystkich Polaków, polskich emigrantów, byłych jeńców wojennych, członków Komunistycznej Partii Polski itd."36. Następnie Jeżow dodał jeszcze jedną kategorię podlegającą represjom w ramach "operacji polskiej" - "mających kontakty z konsulatami"37. Miał on na myśli osoby związane z oficjalnymi polskimi placówkami dyplomatycznymi w ZSRS. Analogicznie jak w przypadku "operacji niemieckiej", również "operacja polska", która początkowo miała uderzać niemal wyłącznie w Polaków, przerodziła się w działania represyjne wobec wszystkich osób niepewnych i podejrzanych, które w jakikolwiek sposób były związane z Polską i Polakami.
Rozkaz Jeżowa nr 00593 z 20 września 1937 roku (zatwierdzony przez Biuro Polityczne dzień wcześniej) zalecał rozpoczęcie "operacji narodowościowej" wymierzonej przeciwko osobom, które powróciły z Harbinu. W rejestrach NKWD figurowało prawie 25 tys. takich osób - "harbińczyków". Większość z nich stanowili byli pracownicy Kolei Wschodniochińskiej, którzy powrócili z Mandżurii do ZSRS po sprzedaży tej linii. Zgodnie z rozkazem Jeżowa, większość tych ludzi traktowano jako agentów wywiadu japońskiego, których wysłano do ZSRS, by prowadzili oni działalność terrorystyczną, dywersyjną i szpiegowską. Operacja ich likwidacji miała trwać od 1 października do 25 grudnia. Podobnie jak w przypadku "operacji polskiej", zgodnie z rozkazem nr 0048638 aresztowaniom podlegali również członkowie rodzin represjonowanych. Jednak liczebność tej grupy okazała się na tyle wielka, że w listopadzie w NKWD postanowiono w ramach "operacji polskiej" i "harbińskiej" ograniczyć się do zsyłania żon represjonowanych39. Poza operacjami "niemiecką", "polską" i "harbińską" prowadzono również inne "operacje narodowościowe" wymierzone przeciwko Łotyszom, Estończykom, Finom, Rumunom, Grekom, Afgańczykom, Irańczykom itd., choć w ramach tych operacji nie stosowano się do rozkazu nr 00486 (o represjach wobec krewnych). Nie realizowano go również w ramach "operacji przeciwko kułakom" (rozkaz nr 00447)40.
Zarówno "polski", jak i "harbiński" rozkaz NKWD określiły dalszy bieg "operacji niemieckiej", wyznaczywszy wzorzec, według którego ulegała ona transformacji w zakresie ukierunkowania i metod represji. Identycznie jak w przypadku "polskiego" rozkazu, który stał się matrycą, decyzję w sprawie aresztowań w "operacji niemieckiej" podejmowała wspólna komisja NKWD i Prokuratury ZSRS, a na kategorie osób podlegających aresztowaniu złożyły się te same grupy, czyli byli jeńcy wojenni, emigranci polityczni, uciekinierzy z Niemiec, "aktyw kontrrewolucyjny" rejonów z dominującym żywiołem niemieckim41. W żadnym archiwum nie odnaleziono przy tym dotychczas ani jednego rozkazu czy dyrektywy NKWD, które by uzupełniały rozkaz nr 00439, historycy skłonni są uznawać, że ich po prostu nie było. Prawdopodobnie po wydaniu rozkazów "polskiego" i "harbińskiego" kierownictwo NKWD nie widziało takiej potrzeby. Na potwierdzenie tej tezy, kiedy 1 lutego 1938 roku Jeżow rozesłał w terenie rozporządzenie NKWD nr 233 z przedłużeniem terminu przeprowadzenia wszystkich "operacji narodowościowych", to w dokumencie tym podkreślono: "aresztować wszystkich podejrzanych o działalność szpiegowską, dywersyjną lub inną działalność antysowiecką Niemców mających obywatelstwo sowieckie, zastosować wobec kategorii, o których mowa w moim rozkazie nr 00485"42. Wynika z tego, że represyjna logika i motywacja "polskiego" rozkazu stała się wzorcem dla przeformułowania rozkazu "niemieckiego".
W "operacjach narodowościowych" przy skazywaniu aresztowanych wykorzystywano tzw. procedurę albumową. Lokalne organy NKWD co dziesięć dni musiały sporządzać listy zawierające "krótkie zarysy materiałów śledztwa i tajnych materiałów określających stopień winy aresztantów" i w postaci albumów wysyłać je do Moskwy w celu zatwierdzenia. "Dwójki" składające się z szefa lokalnego NKWD i prokuratora dzieliły aresztantów na kategorie. W Moskwie ich decyzje sprawdzali szef NKWD ZSRS i prokurator ZSRS, tj. Jeżow (lub jego zastępca Frinowski) i Wyszynski (lub jego zastępca). Po zatwierdzeniu w Moskwie, w terenie wykonywano wyroki43. W praktyce opisana procedura doprowadzała do znacznych opóźnień; w wielu wypadkach decyzje lokalnych "dwójek" miesiącami czekały na zatwierdzenie.
W przypadku "operacji narodowościowych" nie ustalano limitów; naczelnicy lokalnych zarządów NKWD otrzymali całkowitą swobodę działania. W efekcie ludzi aresztowano na oślep i na masową skalę, przy czym z całkowitym wsparciem regionalnych liderów partyjnych. Na przykład pierwszy sekretarz komitetu krajowego NKWD Kraju Krasnojarskiego S.M. Sobolew, występując na operacyjnym zebraniu Zarządu NKWD, mówił: "Wystarczy już tej zabawy w internacjonalizm, trzeba bić wszystkich tych Polaków, Koreańczyków, Łotyszy, Niemców itd., to wszystko są sprzedajne narody, które należy wytrzebić... Wszystkich tych narodowościowców trzeba chwytać, rzucać na kolana i wybijać jak wściekłe psy"44. Po upadku Jeżowa organizacja partyjna Zarządu NKWD potępiła Sobolewa, uznała, że "wydając takie dyrektywy, Sobolew rzucał oszczerstwa pod adresem KC WKP(b) i tow. Stalina, mówiąc, że takie instrukcje otrzymał od KC WKP(b) i tow. Stalina osobiście"45.
Masowe operacje NKWD zgodnie z rozkazami o ich rozpoczęciu należało zakończyć do początku grudnia 1937 roku, ale na początku listopada lokalne organy NKWD otrzymały rozkaz przyspieszenia swoich działań i zakończenia wszystkich operacji do 10 grudnia46. Kiedy to się nie udało, termin przesunięto na 1 stycznia 1938 roku47. Z kolei 31 stycznia Biuro Polityczne zezwoliło NKWD przedłużyć czas trwania operacji likwidacji dywersantów i szpiegów wśród Polaków oraz Łotyszy, Niemców, Estończyków, Finów, Greków, Irańczyków, harbińczyków, Chińczyków i Rumunów do 15 kwietnia. Jednocześnie poleciło rozszerzyć działania na Bułgarów i Macedończyków48. Również w tym wypadku termin trzeba było w końcu przesunąć: 26 maja Biuro Polityczne zezwoliło NKWD na przedłużenie operacji wobec wszystkich wymienionych wyżej narodowości do 1 sierpnia, a przy tym do tego spisu dodano Afgańczyków49. Po dwóch dniach NKWD przekazało tę decyzję swoim strukturom lokalnym, dodając, że sprawy powinny być rozpatrywane w "trybie uproszczonym (albumowym)"50. W ten sposób aresztowania i pozasądowe rozpatrywanie spraw w ramach "operacji narodowościowych" trwały do 1 sierpnia 1938 roku. "Tryb albumowy" spowodował mnóstwo opóźnień, które w większości związane były z niezdolnością centralnego aparatu NKWD w Moskwie do sprawnego radzenia sobie z napływem spraw, w związku z czym 15 września Biuro Polityczne podjęło decyzję o przekazaniu ich do rozpatrzenia Trójkom Specjalnym51.
"Operacje narodowościowe" zostały zakończone do połowy listopada 1938 roku. Łącznie objęły one prawie 350 tys. osób: 247 157 skazano na najwyższy wymiar kary, 88 356 - na więzienie lub obóz52. W trakcie najszerzej zakrojonej "operacji polskiej" aresztowano 144 tys. osób - ponad 111 tys. z nich zostało skazanych według pierwszej kategorii i prawie 29 tys. według drugiej53. Niemal cała polska sekcja Kominternu została zlikwidowana, a w Komunistycznej Partii Polski rozstrzelano 46 członków KC i 24 kandydatów na członków KC54. W sierpniu 1938 roku KPP została oficjalnie rozwiązana przez Komitet Wykonawczy Kominternu55. W operacjach "greckiej", "fińskiej" i "estońskiej" odsetek skazanych na śmierć był nawet większy, a w operacjach "afgańskiej" i "irańskiej" większość aresztowanych deportowano56.
Rezultaty "operacji niemieckiej" są skromniejsze, ale również one robią wrażenie: aresztowano 65-68 tys. osób i 55 tys. z nich skazano, w tym 42 tys. na śmierć. Niewiele ponad jedną trzecią z nich stanowili Niemcy57.
Ogólne dane liczbowe zostały ujęte w tabeli nr 158.
Tab. 1. Rozkaz NKWD nr 00439 ("operacja niemiecka"). Liczba skazanych w ZSRS w "trybie albumowym" od początku operacji do 15 września 1938 roku i przez Trójki Specjalne od 15 września do 15 listopada 1938 roku. Podział ze względu na struktury NKWD i wymiary kary.
?
W sumie skazano
Na najwyższy wymiar kary
Na inne wymiary kary
W "trybie albumowym"
Przez Trójki Specjalne
Razem
W "trybie albumowym"
Przez Trójki Specjalne
Razem
NKWD
Azerbejdżańska ASRS
146
10
60
70
31
45
76
Ormiańska SRS
47
-
34
34
-
13
13
Białoruska SRS
355
148
95
243
22
90
112
Gruzińska SRS
152
13
24
37
70
45
115
Kazachska SRS
1471
299
1111
1410
6
55
61
Kirgiska SRS
255
38
120
158
8
89
97
Tadżycka SRS
12
1
3
4
-
8
8
Turkmeńska SRS
85
23
40
63
4
18
22
Uzbecka SRS
284
-
114
114
-
170
170
Ukraińska SRS
21 229
10 706
7299
18 005
1651
1573
3224
Baszkirska ASRS
386
133
149
282
43
61
104
Buriato-Mongolska ASRS
10
-
7
7
-
3
3
Kabardyno-Bałkarska ASRS
85
-
73
73
-
12
12
Kałmycka ASRS
13
-
6
6
-
7
7
Karelska ASRS
8
-
8
8
-
-
-
Komi ASRS
8
-
7
7
-
1
1
Krymska ASRS
1625
332
1059
1391
131
103
234
Maryjska ASRS
92
-
68
68
-
24
24
Mordowska ASRS
138
83
31
114
9
15
24
ASRS Niemców Powołża
1002
512
55
567
376
59
435
Północnoosetyjska ASRS
82
-
51
51
-
31
31
Tatarska ASRS
98
23
37
60
33
5
38
Udmurcka ASRS
3
-
2
2
-
1
1
Czeczeno-Inguska ASRS
38
-
32
32
-
6
6
Czuwaska ASRS
19
-
9
9
-
10
10
Jakucka ASRS
1
-
1
1
-
-
-
Zarząd NKWD
Kraj Ałtajski
3171
1760
652
2412
373
386
759
Kraj Dalekowschodni
41
30
30
11
11
Kraj Krasnodarski
2895
1849
935
2784
81
30
111
Kraj Krasnojarski
658
270
276
546
91
21
112
Kraj Ordżonikidzki
547
100
141
241
24
282
306
obwód archangielski
261
-
153
153
108
108
obwód wołogodzki
147
10
67
77
3
67
70
obwód woroneski
130
9
71
80
3
47
50
obwód gorkowski
608
154
80
234
172
202
374
obwód iwanowski
137
112
-
112
25
-
25
obwód irkucki
149
134
-
134
15
-
15
obwód kaliniński
8
8
-
8
-
-
-
obwód kirowski
60
11
37
48
1
11
12
obwód kujbyszewski
0
-
-
0
-
-
-
obwód kurski
98
-
71
71
-
27
27
obwód leningradzki
2919
2014
522
2536
155
228
383
obwód moskiewski
1220
841
22
863
316
41
357
obwód murmański
29
-
28
28
-
1
1
obwód nowosybirski
2645
1556
992
2548
46
51
97
obwód omski
539
-
128
128
-
411
411
obwód orenburski
193
54
133
187
5
1
6
obwód orłowski
136
-
54
54
-
82
82
obwód rostowski
666
250
89
339
248
79
327
obwód riazański
37
6
18
24
3
10
13
obwód saratowski
394
29
172
201
29
164
193
obwód swierdłowski
4379
1251
216
1467
557
2355
2912
obwód smoleński
242
-
76
76
-
166
166
obwód stalingradzki
1271
624
395
1019
194
58
252
obwód tambowski
85
42
23
65
7
13
20
obwód tulski
171
46
-
46
125
-
125
obwód czelabiński
1626
419
1015
1434
21
171
192
obwód czytyjski
94
-
86
86
-
8
8
obwód jarosławski
117
72
11
83
26
8
34
Wydziały Drogowo-Transportowe Głównego Zarządu Bezpieczeństwa Państwowego NKWD
1688
968
-
968
720
-
720
W tym:
VI Wydział GZBP
5
3
2
Koleje Żelazne im. Woroszyłowa
65
48
17
Gorkowska Kolej Żelazna
11
9
2
Koleje Żelazne im. Dzierżyńskiego
34
29
5
Zakaukaska Kolej Żelazna
19
7
12
Zachodnia Kolej Żelazna
2
2
Koleje Żelazne im. Kaganowicza
37
20
17
Kalinińska Kolej Żelazna
4
4
Kirowska Kolej Żelazna
20
15
5
Kujbyszewska Kolej Żelazna
14
5
9
Kolej Żelazna im. Mołotowa
4
4
Moskiewsko-Donbaska Kolej Żelazna
9
6
3
Odeska Kolej Żelazna
32
18
14
Okrtiabrska Kolej Żelazna
57
49
8
Omska Kolej Żelazna
41
15
26
Оrdżonikidzewska Kolej Żelazna
252
36
216
Orenburska Kolej Żelazna
13
12
1
Północna Kolej Żelazna
14
10
4
Północno-Doniecka Kolej Żelazna
161
152
9
Kolej Żelazna im. Stalina
643
354
289
Taszkiencka Kolej Żelazna
8
3
5
Tomska Kolej Żelazna
56
54
2
Turkiestano-Syberyjska Kolej Żelazna
3
3
Południowo-Wschodnia Kolej Żelazna
5
5
Południowo-Zachodnia Kolej Żelazna
130
81
49
Południowa Kolej Żelazna
36
16
20
Południowo-Uralska Kolej Żelazna
13
12
1
Razem w ZSRS:
55 005
24 910
16 988
41 898
5624
7483
13 107
Wnioski
Wielki Terror wynikał z samej doktryny klasowej leżącej u podstaw ideologii komunistycznej. Idea stworzenia społeczeństwa bezklasowego pchała Stalina w połowie lat 30. ku przyspieszonemu i siłowemu rozwiązaniu tego problemu. Zatarcie granic między klasami, jak to mgliście określano w dyrektywnych dokumentach partii, zostało przez Stalina wykonane w sensie dosłownym. Przeprowadzonemu w latach 1930-1931 potwornemu procesowi "odchłopienia" (kolektywizacji) towarzyszyły te same rodzaje represji - Trójki w pełnomocnych delegaturach OGPU, rozstrzelania i wysiedlenia prowadzone według limitów, które ustalano w Moskwie. I jeśli mowa o masowych operacjach, które rozszalały się w 1937 roku, to nie ma tu mowy o żywiole, jak niektórzy chcieliby to przedstawiać dzisiaj, nie ma mowy o żadnej naturalnej klęsce, której nie sposób przewidzieć i zapobiec, terror lat 1937-1938 był przemyślaną, zaplanowaną i zrealizowaną zbrodnią władzy przeciwko własnemu społeczeństwu. I zbrodnia ta, po pierwsze, opierała się na ideologicznych wytycznych światopoglądu bolszewickiego, a po drugie - bez żadnej wątpliwości - na tym, co wniósł do tego światopoglądu sam Stalin.
Kurs budowy socjalizmu w jednym, oddzielnym kraju w sposób nieodzowny oznaczał, że kraj ten stanie się swoistą "oblężoną twierdzą" we wrogim otoczeniu i że wówczas uwidocznią się dwie zasadnicze linie represji. Pierwsza - wymierzona w tzw. tradycyjnych wrogów klasowych, tj. przedstawicieli dawnych klas lub chłopów, którzy wzbogacili się już w czasach władzy sowieckiej i których zaczęto nazywać kułakami, oraz druga - wymierzona w tych, którzy w takim czy innym stopniu byli związani z zagranicą. Przedstawiciele poszczególnych narodów tytularnych państw graniczących z ZSRS mieszkający w ZSRS z punktu widzenia stalinowskiego światopoglądu stają się wrogami, w wewnętrznych dokumentach NKWD określa się ich mianem "bazy ludzkiej obcych wywiadów" i, rzecz jasna, przed rozpoczęciem "operacji narodowościowych" zostają oni zaliczeni do "kontyngentów narodowościowych". Byli to nie tylko reprezentanci wymienionych wcześniej narodowości, ale i ludzie związani z danymi krajami, którzy mieli tam krewnych, prowadzili z nimi jakąś korespondencję. Oto dwie zasadnicze grupy wydzielone według kryterium klasowego i narodowościowego. Trzeba tu jeszcze wspomnieć, oczywiście, o tych, którzy kiedyś należeli do "nieleninowskich" partii politycznych (lewicowi i prawicowi eserowcy, mienszewicy, anarchiści, bundowcy itd.) a także o "swoich", ale należących do wewnątrzpartyjnej opozycji - "prawicowcach", "zinowjewowcach", "trockistach", "opozycji robotniczej", tj. o tych, którzy byli członkami RKP(b) - WKP(b), ale nie podzielali politycznych poglądów Stalina. W tym sensie Wielki Terror rzeczywiście rozpoczął się od totalnej walki ze wszystkimi, których można było zaliczyć do kategorii realnych lub potencjalnych przeciwników, podejrzanych i tych, którzy mogli się nimi okazać.
Wielki Terror objął swoim zasięgiem również przedstawicieli sowieckiej elity rządzącej. Od 27 lutego 1937 roku Stalin otrzymuje do rozpatrzenia tzw. spisy egzekucyjne. Są to listy, w których określa się losy partyjnej, gospodarczej i wojskowej elity - rozstrzelanie czy łagier. Podpisuje je sam Stalin i wąskie grono członków Biura Politycznego. W archiwum odnaleziono 383 takie spisy. Oto właśnie zaplanowane wyniszczenie rządzącej wierchuszki, od moskiewskiej kadry zarządzającej począwszy, a kończąc na peryferyjnych działaczach partyjnych, a nawet na działaczach nauki, sztuki i kultury.
Można z dużą dozą pewności mówić o celach, do których dążył Stalin, rozpoczynając tę kampanię masowego terroru. Zadanie polegało przede wszystkim na fizycznym unicestwieniu jego przeciwników politycznych, zamianie starych, zasłużonych dla rewolucji kadr nowymi przedstawicielami sowieckiej inteligencji wychowanymi już w oparciu o stalinowskie dogmaty ideologiczne. Z punktu widzenia Stalina było konieczne, by cała elita zarządzająca była absolutnie sowiecka. Równocześnie, celem Wielkiego Terroru było zaprowadzenie w kraju całkowitej jednomyślności, by autorytet i kierownicza rola Stalina już przez nikogo nie była podawana w wątpliwość.
I Wielki Terror rzeczywiście przejął obywateli ZSRS strachem o takiej mocy, że jeszcze długo na tym strachu trzymał się sowiecki system. Była to swojego rodzaju szczepionka strachem. Wszyscy rozumieli, że jeśli wcześniej można było wyrażać swoje zdanie w takiej czy innej sprawie, to teraz wyrażanie opinii sprzecznej z oficjalną doktryną i myślami samego Stalina było śmiertelnie niebezpieczne, podobnie jak jakikolwiek kontakt z zagranicą i obcokrajowcami.
Przekład Piotr Zemszał
Dalsza część w wersji pełnej
Nikita Pietrow. "Operacja niemiecka" NKWD w kontekście Wielkiego Terroru lat 1937-1938
1 Н. Геворкян, Встречные планы по уничтожению собственного народа, "Московские новости" z 21.06.1992.
2 М. Юнге, Г. Бордюгов, Р. Биннер, Вертикаль большого террора, Москва 2008.
3 Rozkaz NKWD ZSRS nr 00447 z 30.07.1937 został opublikowany w formie faksymilowej w: Книга памяти жертв политических репрессий, Ульяновск 1996, s. 766-780. Po raz pierwszy został opublikowany we fragmentach w: "Труд" z 4.06.1992; także w: "Московские новости" z 21.06.1992.
4 Trójki - komisje skazujące w pozasądowym trybie administracyjnym. W skład Trójek Specjalnych wchodzili: pierwszy sekretarz komitetu obwodowego lub krajowego WKP(b) albo Komitetu Centralnego partii komunistycznej danej republiki, naczelnik odpowiedniego zarządu NKWD i prokurator obwodu, kraju lub republiki.
5 Szczegółowe informacje na ten temat zob.: Н. Петров, А. Рогинский, "Польская операция" НКВД 1937-1938 гг., [w:] Репрессии против поляков и польских граждан, t. 1, Исторические сборники "Мемориала", Москва 1997, s. 22-23; Н. Охотин, А. Рогинский, Из истории "немецкой операции" НКВД 1937-1938 гг., [w:] Репрессии против российских немцев. Наказанный народ, Москва 1999, s. 35-75; eidem, "Латышская операция" 1937-1938 годов. Архивные комментарии, "30 октября" 2000, nr 4, s. 5.
6 И. Сталин, Сочинения, t. 14, Москва 1956, s. 190-194.
7 Autor nawiązuje w tym miejscu do promowanego obecnie w Rosji pojęcia russkij mir (tj. rosyjski świat) (przyp. tłum).
8 В. Хаустов, Репрессии против советских немцев до начала массовой операции 1937 г., [w:] Репрессии против российских немцев. Наказанный народ..., s. 77.
9 Idem.
10 Idem, s. 83.
11 Akta archiwalno-śledcze Michaiła Frinowskiego, Centralnyj archiw Fiedieralnoj Służby Biezopasnosti (dalej: CA FSB), f. N-15301, d. 15, l. 322.
12 Ibidem, l. 323.
13 Zgodnie z dziennikiem odwiedzin Stalina spotkanie to odbyło się 21.05.1937. Stalin w obecności Mołotowa, Kaganowicza, Woroszyłowa i Jeżowa przez dwie godziny rozmawiał z zastępcą komisarza ludowego spraw wewnętrznych Michaiłem Frinowskim, szefem Wydziału Zagranicznego Głównego Zarządu Bezpieczeństwa Państwowego NKWD Abramem Słuckim, szefem specjalnej grupy Wydziału Zagranicznego Jakowem Sieriebrianskim oraz pracownikami Zarządu Wywiadu RKKA Siemionem Urickim, Aleksandrem Nikonowem i Michaiłem Aleksandrowskim, zob.: На приеме у Сталина. Тетради (журналы) записей лиц, принятых И.В.Сталиным (1924-1953 гг.). Справочник, red. А. Чернобаев, Москва 2008, s. 210.
14 Akta archiwalno-śledcze Michaiła Frinowskiego, CA FSB, f. N-15301, d. 15, l. 325.
15 Krótki zapis wskazówek Stalina z 21.05.1937 zachował się w archiwum i został opublikowany w: Н. Петров, М. Янсен, "Сталинский питомец" - Николай Ежов, Москва 2008, s. 290-293.
16 CA FSB, f. 3, op. 4, d. 20, l. 117-183. Opublikowano w: Н. Петров, М. Янсен, "Сталинский питомец"..., s. 293-312.
17 CA FSB, f. 3, op. 4, d. 20, l. 344.
18 Н. Петров, М. Янсен, "Сталинский питомец"..., s. 295.
19 Akta archiwalno-śledcze Michaiła Frinowskiego, CA FSB, f. N-15301, d. 7, l. 33.
20 Ibidem, l. 33-34.
21 Instrukcja NKWD "O obcokrajowcach" z 22.08.1937, zob.: Н. Охотин, А. Рогинский, Из истории "немецкой операции" НКВД..., s. 46.
22 Rozkaz NKWD ZSRS z 28.10.1937, ibidem, s. 47.
23 А. Ватлин, "Ну и нечисть". Немецкая операция НКВД в Москве и Московской области 1936-1941 гг., Москва 2012, s. 16.
24 Ibidem, s. 17.
25 Н. Охотин, А. Рогинский, Из истории "немецкой операции" НКВД..., s. 35.
26 Rozkaz operacyjny NKWD ZSRS nr 00439, 25.06.1937, zob.: Бутовский полигон, 1937-1938 гг. Книга памяти жертв политических репрессий, Москва 1997, s. 348.
27 В. Хаустов, Л. Самуэльсон, Сталин, НКВД и репрессии 1936-1938 гг., Москва 2009, s. 287.
28 CA FSB, f. 3-os., op. 6, d. 2, l. 376.
29 Ibidem, l. 377. Zachowano pisownię oryginału.
30 Лубянка. Сталин и Главное управление госбезопасности НКВД. Архив Сталина. Документы высших органов партийной и государственной власти. 1937-1938, red. А. Яковлев, oprac. В. Хаустов, В. Наумов, Н. Плотникова, Москва 2004, s. 352, 547.
31 Н. Охотин, А. Рогинский, Из истории "немецкой операции" НКВД..., s. 67.
32 Rossijskij gosudarstwiennyj archiw nowiejszej istorii (dalej: RGANI), f. 3, op. 58, d. 254, l. 85.
33 Лубянка. Сталин и Главное управление госбезопасности НКВД. 1937-1938, red. В. Хаустов, В. Наумов, Н. Плотникова, Москва 2004, s. 301-303.
34 Ibidem.
35 RGANI, f. 6, op. 13, d. 6, l. 8-51.
36 В. Пятницкий, Заговор против Сталина, Москва 1998, s. 72-73.
37 CA FSB, f. 3, op. 4, d. 104, l. 262-274.
38 Лубянка. Сталин и Главное управление..., s. 366-368.
39 Н. Петров, А. Рогинский, "Польская операция" НКВД..., s. 26.
40 Н. Охотин, А. Рогинский, "Латышская операция"..., s. 5.
41 Eidem, Из истории "немецкой операции" НКВД..., s. 54.
42 Ibidem, s. 52.
43 CA FSB, f. 3, op. 4, d. 40, l. 3-5.
44 Ibidem, op. 6, d. 93, l. 6-7.
45 Ibidem.
46 Ibidem, szyfrogram NKWD nr 49721, 3.11.1937.
47 Telegram NKWD nr 50194 z 11.12.1937, RGANI, f. 6, op. 13, d. 3, l. 81.
48 Лубянка. Сталин и Главное управление..., s. 468-469.
49 Ibidem, s. 538.
50 RGANI, f. 6, op. 13, d. 4, l. 33.
51 Н. Петров, А. Рогинский, "Польская операция" НКВД..., s. 30-31; "Московские новости" 1992, nr 25.
52 Ibidem, s. 33.
53 Ibidem, s. 33, 40.
54 A. Paczkowski, Pologne, la "nation-ennemi": Les répressions soviétiques envers les Polonais - Pologne 1944-1989: le syst?me de repression, [w:] S. Courtois, N. Werth, J.-L. Panné, A. Paczkowski, K. Bartosek, J.-L. Margolin, Le Livre noir du communisme: Crimes, terreur et répression, Paris 1997, s. 399-400.
55 М. Пантелеев, Репрессии в Коминтерне (1937-1938 гг.), "Отечественная история" 1996, nr 6, s. 163.
56 Н. Петров, А. Рогинский, "Польская операция" НКВД..., s. 33.
57 Н. Охотин, А. Рогинский, Из истории "немецкой операции" НКВД..., s. 54-57, 62-63, 67, 71.
58 Tabela została sporządzona przez Arsenija Roginskiego i Olega Gorłanowa i opublikowana w: Н. Охотин, А. Рогинский, Из истории "немецкой операции" НКВД..., s. 64-66.