Opowiadania - Józef Kemilk

Kup ebooka

2.02 zł
1.68 zł (1,72 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Szanowny Czytelniku

Zapraszam do znanego Ci świata, odsłaniając jego drugie, inne oblicze. Znajdziesz tutaj zbiór opowiadań, podzielonych na segmenty, a to wszystko rozpoczyna niebanalna mikrotrylogia z dwoma zakończeniami. Dzięki krótkiemu testowi, będziesz mógł wybrać zakończenie bardziej odpowiadające Twojemu postrzeganiu świata. Możesz przeczytać oba zakończenia, ale bądź świadomy, że zmieni to postrzeganie całości i tylko niepotrzebnie namiesza Ci w głowie.

Jak już uporasz się z mikrotrylogią, zabiorę Cię do strefy śmiechu. Nie szukaj niczego ambitnego tyko się pośmiej. A jak mimo wszystko lubisz szukać drugiego dna, to także je znajdziesz. Możesz odkryć zaskakująco dużo.

Po odrobinie wytchnienia wchodzimy w trudny i dziwny obszar - to teksty eksperymentalne. Żeby się w nich odnaleźć, trzeba się nieźle nagłówkować, a i tak pewnie odbierzesz te teksty na swój sposób, inny od zamiaru autora.

Nie myśl, że po przejściu teksów eksperymentalnych będzie prościej. O nie! Zabiorę Cię w strefę ducha, zagłębiając się wraz z Tobą w świat z pogranicza życia i śmierci, często tą granicę przekraczając. Będzie ponuro, niepokojąco i strasznie, ale właśnie tak ma być.

Chcę byś myślał! Manipulują media, manipulują politycy, także i ja nie stronię od tego. Patrz głębiej i nie przyjmuj bezrefleksyjnie podawanych informacji. Walcz o siebie i o to co naprawdę jest w życiu ważne.

A później mamy z górki. Czekają Cię teksty obyczajowe, a po nich strefa bajki. W końcu nie mogło zabraknąć części poświęconej naszym pociechom. A jak ich nie masz to i tak czytaj. Całkiem możliwe, że zamieszczone bajki są inne, niż te zapamiętane z dzieciństwa, pomimo znanych bohaterów, takich jak: Czerwony Kapturek oraz Jaś i Małgosia.

I to już koniec. By się nie znużyć monotonią, to proponuję przeskakiwać i czytać opowiadania z różnych stref.

Serdecznie dziękuję za poświęcony czas.

Test

Test kwalifikacyjny, po którym będziesz wiedział, jakie zakończenie mikrotrylogii jest dla ciebie.

1. Budujesz rakietę kosmiczną, a elementy kupujesz w pobliskim skupie złomu. Niestety nie masz dostępu do odpowiedniego paliwa. Co robisz?

a) Szukasz kontaktu z Ruskimi, w końcu oni mają takie rzeczy.

b) Siadasz w kącie pokoju i płaczesz, gdyż zostałeś pozbawiony możliwości lotu w kosmos.

c) Poproszę kolejne pytanie, może będzie mądrzejsze.

2. Podchodzi Andrzej Duda i proponuje ci współpracę. Co robisz?

a) Pytasz się go, czy ma dostęp do paliwa rakietowego, gdyż właśnie budujesz rakietę.

b) Mówisz mu, że znasz go, ale nie wiesz skąd i prosisz o autograf.

c) Uciekasz, gdyż wiesz kim jest ten człowiek.

3. Od trzech dni uczysz się języka niemieckiego, co powoduje iż zaczynasz mieć omamy wzrokowe. Co robisz?

a) Próbujesz zagadywać po niemiecku pojawiające się postacie.

b) Idziesz do okulisty, gdyż prawdopodobnie siadł Ci wzrok.

c) Nie dasz rady odpowiadać na więcej durnych pytań.

4. Dzwoni do Ciebie Minister Obrony Narodowej. Co robisz?

a) Chwalisz się, że budujesz rakietę i prosisz go o dotację na projekt.

b) Myślisz "jak ja go nienawidzę" i odkładasz słuchawkę.

c) Co za absurd. Wiadomo, że nie będzie do mnie dzwonił.

5. Jesteś szczęśliwym posiadaczem królika. W telewizji leci program Ewy Wachowicz, w którym sporządzany jest zdrowy rosół z królika. Co robisz?

a) Jesteś zachwycony rosołkiem pani Wachowicz i rozglądasz się za królikiem w wiadomym celu.

b) Kupujesz drugiego królika, z którym nie jesteś jeszcze tak zżyty.

c) To jest okropne.

6. Założyłeś się z kolegą o sto złotych, że w tym tygodniu będzie koniec świata. Siedem dni później, razem z kolegą wchodzicie do warzywniaka i słyszycie, jak jedna z klientek krzyczy "To normalnie jest koniec świata". Co robisz?

a) Zmieściłeś się w czasie i żądasz stówki.

b) Zastanawiasz się, czy słowa Klientki można potraktować, jako dowód.

c) Ja takich zakładów nie robię, to jest jakaś bzdura, a ten test to porażka.

Za odpowiedź: a - 3 punkty; b - 2 punkty; c - 1 punkt.

W przypadku zdobycia:

6 punktów - pomiń strefę śmiechu i bajki.

7-11 punktów - przeczytaj zakończenie numer 1.

12 punktów - nie wiem co Ci poradzić.

13-18 punktów - zakończenie numer 2 jest dla Ciebie.

But

- Proszę państwa, chciałbym rozpocząć zebranie zarządu, ale coś tutaj paskudnie śmierdzi. Czy mogę się dowiedzieć, co jest przyczyną?

Olbrzym z wylewającym się poza spodnie brzuchem oraz czerwoną, okrągłą niczym piłka głową rozpoczął walne zgromadzenie spółki z ograniczoną odpowiedzialnością "PERKOS". Pytanie, jakie zawisło w przestrzeni, przejął nikomu nieznany Wiesiek. Wstał ze swojego miejsca i ku zaskoczeniu pozostałych stwierdził pewnym głosem.

- To ja.

Prezes spojrzał na niego zdegustowany. Nie kojarzył tego niskiego chudego typka, ubranego w drogi, czarny garnitur. Nie przeszkodziło mu to w wykazaniu swojej wyższości.

- Czy mam rozumieć, iż spotkanie zarządu tak bardzo pana zestresowało, że sfajdał się Pan w majty? - rubaszny głos prezesa przeszył powietrze i zamienił się w niemal histeryczny chichot.

Wszyscy na sali pokładali się ze śmiechu, jedynie Wiesiek zachował powagę, by spokojnie i rzeczowo odpowiedzieć.

- Nie, to nie o to chodzi - stwierdził, patrząc wprost w ledwo widoczne, małe oczka prezesa.

Jego nalana twarz budziła w nim obrzydzenie, nie pozwalał jednak na uwidocznienie swoich uczuć.

- Czy mógłby pan jaśniej?

- Nie chciałbym państwu przynudzać, powiem tylko, iż na podeszwie mojego buta jest psia kupa.

Osoby siedzące najbliżej Wieśka odsunęły się od niego możliwie daleko, natomiast Anka wstała i otworzyła okno. Brzydziła się wszelakim brudem, a siedzenie przy tym typie było wręcz uwłaczające. Zawsze dbająca o wygląd oraz kondycję fizyczną, nie tolerowała niechlujstwa. Dlatego też po otwarciu okna, korzystając z okazji wybrała fotel znajdujący się możliwie daleko Wieśka. Do sali konferencyjnej wpadło tak bardzo potrzebne świeże powietrze. Członkowie zarządu wraz z naczelnym z prawdziwą przyjemnością wciągali je do płuc. Po chwilowym odprężeniu prezes kontynuował rozmowę.

- Czy nie wydaje się to panu mocno niestosowne?

Podjął dalszą rozmowę, chcąc Wieśka zmiażdżyć i ośmieszyć. Nieraz urządzał pokazówki, z których podwładni wychodzili ledwo żywi. Dzisiaj miał okazję zgnieść tego kurdupla, przy okazji wzbudzając strach u innych.

- Wydaje mi się, iż nie jest to zbyt szczęśliwe zdarzenie, ale kto z państwa nigdy nie wdepnął w psią kupę, niech pierwszy rzuci kamieniem - odparł Wiesiek, uśmiechając się pod nosem.

- Może i wszyscy wdepnęliśmy, ale nikt z nas nie przyszedł w takim stanie na zebranie zarządu - odparował prezes, spoglądając kpiąco na Wiesia.

- Widać u was nigdy nie zaszła zbieżność czasowa pomiędzy tymi zdarzeniami, a u mnie i owszem tak jest. Czy mógłby szef doprowadzić mojego buta do stanu, który wszystkim tutaj będzie odpowiadał?

Prezesa zatkało. Z trudnością łapał kolejne hausty powietrza, starając się opanować emocje. Pozostali zszokowani niecodziennym obrotem sprawy spoglądali to na Wieśka, to zaś na prezesa. Do tej pory nigdy nie byli w podobnej sytuacji.

- To co, mogę liczyć na wyczyszczenie mojego buta - niezrażony Wiesiek ponowił pytanie.

Po kilkunastu powolnych oddechach prezes na tyle się uspokoił, iż był w stanie wypowiedzieć dwa słowa, które dobitnie określały jego aktualny stan psychiczny.

- Spieprzaj stąd!

Wiesiek uśmiechnął się szeroko, przykucnął, powoli odwiązał sznurówki, zdjął zabrudzonego buta i jeszcze raz ponowił pytanie.

- To jak będzie, but będzie wyczyszczony?

Zebrani z obrzydzeniem spoglądali na zdjęty but, natomiast naczelny z trudem łapiąc oddech, zdał sobie sprawę, iż sytuacja wymknęła się spod kontroli, a on traci prestiż i szacunek. Wyciągnął telefon, wykręcił numer ochrony i wydał polecenie.

- Proszę natychmiast przyjść do sali konferencyjnej. Trzeba wyprowadzić z niej jednego delikwenta. - Roztrzęsionym z emocji głosem wydał polecenie.

- Czyli mam rozumieć, iż pan chce wyprowadzić z tej sali, nowego większościowego udziałowca spółki? - Wiesiek kpiąco spojrzał na wielką drgającą z emocji masę, która jeszcze chwilę temu mieniła się postrachem pracowników.

Wyprowadzony z równowagi prezes całkowicie bezradny i zdezorientowany, poczuł ostre kłucie w klatce piersiowej. Niemal teatralnie chwycił się za serce i przysiadł na krześle. Krwiście czerwony kolor jego twarzy w jednym momencie wyblakł i przybrał kolor biały. Jego oddech stał się płytki i świszczący, a usta poruszały się, nie wydając żadnego dźwięku.

- Pani Aniu, proszę wezwać pogotowie, możliwe że mamy zawał. Panie Arku proszę odwołać ochronę, raczej nie jest nam potrzebne dodatkowe zamieszanie.

Jako pierwszy w nowej sytuacji jak zwykle odnalazł się Janek.

- To może ja wyczyszczę tego buta?

Tlup

Czy można zakochać się w nogach? Odpowiedź wydaje się oczywista, a są nią taneczne kroki Iwony sunącej i ukazującej jej niewątpliwe atuty, przyćmiewające otoczenie. Sukienka mini odsłaniająca to jakże piękne zjawisko, niezamierzenie zmusza mężczyzn do podziwiania niecodziennego zjawiska. Powszechnie znane właściwości magnesu, doskonale sprawdzały się w przypadku nóg Iwonki. Dyskretne zezowanie usidlonych facetów jest najmniej namacalnym dowodem na niewątpliwy magnetyzm nóg. Również i teraz efekt był widoczny. Faceci potykali się o własne nogi, źle szacowali odległość od przeszkód i dopiero gwałtowne spotkanie ze ścianą, słupem pozwalało na przerwanie magnetycznych właściwości, roztaczanych przez Iwonę.

Reszta ciała, którego także nie musiała się wstydzić, nie stanowiła jednak konkurencji dla nóg. Średniej wielkości piersi nie powodowały niezdrowych emocji, tym bardziej, iż bluzka nie podkreślała ich atrybutów. Zwyczajna twarz, wąskie usta i krótko obcięte włosy także nie wywoływały gwałtowniejszego bicia serca. Iwona lubiła spojrzenia pełne pożądania, kochała je. Z czasem jednak przywykła do nich i spędzając krótkie chwile z synem, nie zwracała na nie uwagi.

Właśnie wracała z trzyletnim Kubusiem z przedszkola. Chciała troszkę z nim pogadać, on jednak nie był tym zainteresowany. Jego głowę zaprzątała myśl o zabawie, o zabawie w piaskownicy. Mimo ubogiego słownictwa potrafił wyartykułować swoje potrzeby.

- Mamo, możemy na chwilę iść do piaskownicy?

Iwona chwilę się zastanowiwszy, stwierdziła iż pomysł jest całkiem niezły. Ona się dotleni, poplotkuje przez telefon, a synek pobawi się w bezpiecznym otoczeniu.

- Dobrze Kubuś, chodźmy.

Chłopczykowi nie trzeba było dwa razy powtarzać. Natychmiast pobiegł do wymarzonej piaskownicy, a Iwonka wyciągnęła telefon i zadzwoniła do koleżanki.

- Cześć Monia. Jutro mamy naradę i wszyscy się trzęsą ze strachu. [...] A ja mam luz, wykonałam sto dwadzieścia procent planu [...]. - Jak zwykle streszczała koleżance dzień.

Tymczasem Kubuś pochłonięty zabawą wykopał całkiem sporych rozmiarów dziurę i zawołał.

- Mamuś, tam jest tlup.

Iwonka oderwała się na chwilę od telefonu i krzyknęła do synka.

- Dobrze Kubuś, dobrze - i kontynuowała rozmowę z Monią. - I słuchaj, pamiętasz, mówiłam ci, jaką mam super gadkę. Gdybym pracowała w domu pogrzebowym, to sprzedałabym trumnę jako prezent dla młodej pary. Teraz sprzedajemy akcję domu pogrzebowego "Ostatnie pożegnanie". I wiesz co? Sprzedałam nowożeńcom pakiet dwudziestu tysięcy akcji. Oni wszystkie pieniądze, jakie mieli z wesela, przeznaczyli na te akcje.

W międzyczasie Kubuś odkopał całą głowę trupa i zawołał do mamy.

- Mamuś, a zrobisz mi wianek z mleczy?

Tym razem Iwonka usłyszała pytanie, przerwała na chwilę rozmowę i krzyknęła.

- Nazbieraj mleczy, to zrobię.

Kubuś posłusznie zbierał kwiatki, tymczasem Iwonka kontynuowała rozmowę.

- Mówiłam im, że jest to super interes, że jest to pierwszy sieciowy zakład pogrzebowy w Polsce. A oni to łyknęli - zaśmiała się dumna ze swojego sukcesu.

Tymczasem Kubuś podbiegł do mamy i położył na jej kolanach zebrane mlecze.

- Słuchaj, muszę już kończyć, robię Kubusiowi wianek.

Iwonka szybko uwinęła się z wiankiem, dała go synowi, a on pobiegł do piaskownicy i położył go na głowie trupa.

- Kuba choć już, musimy iść do domu.

Nie bez problemu wzięła dzieciaka do domu, który wyraźnie niezadowolony próbował zaciągnąć mamę do piaskownicy.

- Mamo, zobacz wianek w piasku -nalegał, natrafił jednak na ścianę niezrozumienia.

Jak wejść do piasku mając tak zjawiskowe nogi? Jak wejść do piasku, mając na nogach piękne czerwone szpilki? Co stanie się z rajstopami? Pytania jednoznacznie wykluczyły ustępstwa, a siła fizyczna była po stronie Iwony.

- Nie marudź. Idziemy! - stanowczo chwyciła rękę Kubusia i tym sposobem zaciągnęła ryczącego jedynaka do domu.

Pechowo, dla Kubusia na obiad był barszcz, za którym nie przepadał. Potem zaś czekała go albo samotna zabawa w swoim pokoju zabawkami, które już nigdzie się nie mieściły, albo siedzenie przed telewizorem.

- Kubuś idź na chwilkę pooglądać telewizję, ja jeszcze muszę zadzwonić.

Iwonka ponownie wyciągnęła telefon i zadzwoniła do mamy, nie zwracając uwagi na swoją latorośl. W trakcie rozmowy zerknęła za okno i zauważyła, iż przed blokiem stoi karetka pogotowia i policja.

- I wiesz co mamo? Pod oknem znowu jest karetka i policja. Pewnie jakiś żul się zapił i zaraz go uprzątną. [...] Gdybyśmy mieli więcej kasy, to nie gnieździlibyśmy się na tym osiedlu. A tak, wszędzie patologia. Czasami sama czuję się jak jakiś wykolejeniec. Dobrze, że nie ma straży pożarnej, to przynajmniej niczego nie podpalili. [...] Wiesz, muszę kończyć, Maciek wrócił.

Iwonka rozłączyła się, witając męża soczystym pocałunkiem. Gdyby mieli ciut więcej czasu, gdyby byli bardziej wypoczęci, na pocałunku by się nie skończyło, a aktorzy z filmu Emmanuelle, obserwując ich mogliby wpaść w kompleksy. Oczywiście kolejną i najważniejszą przeszkodą był ich syn, który mógłby niespodziewanie pojawić się w najmniej odpowiednim momencie. Rozumiejąc się bez słów, rozłączyli usta i skierowali kroki do pokoju gościnnego, gdzie Kubuś oglądał bajkę. Weszli i już chcieli coś powiedzieć, zobaczyli jednak, iż śpi. Okazja czyni złodzieja i taka właśnie nadeszła.

- Słuchaj Maciek, a co byś powiedział na drugie dziecko?

Może i pytanie nie było romantyczne, ale korzystne ekonomicznie. Iwonka z napięciem spoglądała na męża, uśmiechającego się czule i odpowiedział.

- Wiesz kochanie, że strasznie cię kocham. Widzę też, jak świetnie dogadujesz się z Kubusiem. A dodatkowo dostaniemy pięćset plus. To jest naprawdę super pomysł.

Maciek chwycił małżonkę, zaniósł ją do sypialni i zaczęli się starać o kolejne dziecko, zawstydzając niejednego aktora filmów erotycznych.

Kolejnego dnia Iwonka, przeglądając w pracy Internet, natknęła się na informację:

"W godzinach wieczornych w piaskownicy na osiedlu Słonecznym odnaleziono ciało mężczyzny. Na głowie miał założony wianek z mleczy. Ktokolwiek wie coś o tym zdarzeniu, proszony jest o kontakt z policją."

- Boże, Marysia słyszałaś - zaaferowana Iwona zwróciła się do koleżanki. - Na naszym osiedlu znaleźli trupa zakopanego w piaskownicy. A wiesz, co w tym jest najgorszego? Ten facet miał na głowie wianek z mleczy. Na osiedlu mamy psychopatę!

- Na pewno go złapią. Nie martw się - odpowiedziała Marysia, która zajęta malowaniem paznokci, nie zwracała zbyt dużej uwagi, do przekazywanych przez Iwonkę rewelacji.

- I wiesz co, jak sobie pomyślę, że Kubuś czasem bawi się w tej piaskownicy, to na myśl o tym, iż to on mógł wykopać trupa, przechodzą mi ciarki po ciele.

Pan Tadeusz

- Pani założy czapkę, jak rozmawia przez telefon. - Basowy głos szefa rozniósł się po pokoju.

- Ja, ja... oddzwonię. - Zaskoczona Marysia zająknęła się i czym prędzej odłożyła słuchawkę.

- I takie są skutki Zosiu, jak rozmawia się bez czapki. - Szef krytycznie spojrzał na nową podopieczną. - Jąka się i klient niezadowolony. A może to prywatna pogaduszka? - powiedział ostrzej. - Pierwszy dzień w pracy i taka samowolka?

- Ale ja tylko... - odpowiedziała przerażona.

- Nieważne. - Szef machnął ręką. - Na szczęście myślę tu za was wszystkich i mam skromny prezent na rozpoczęcie pracy.

Zaskoczona Marysia przyglądała się przełożonemu i aż odebrało jej mowę. Czy on ją w coś wkręca? Tylko że był cholernie poważny, żadnego błysku w oczach, uśmiech beznamiętny. W ogóle wyglądał jak typowy szef. Nienaganny szary garnitur, szczupła sylwetka, niebieska koszula, zwyczajne spodnie i lakierki. A w ręku zielona czapka zimowa z wielkim czerwonym bąblem.

- Zośka, czy wyglądam jak okaz z ogrodu zoologicznego? - Zirytowany próbował przywołać nową pracownicę do porządku. - Tu się pracuje! - wrzasnął i wręczył jej czapkę. - Proszę ją natychmiast ubrać.

- Ale ja jestem Marysia - wyjąkała dziewczyna, a w jej oczach pojawiły się łzy.

- Nie mówi się "jestem", a "mam". Gramatyka kuleje - bezceremonialnie przerwał. - A o zwierzątkach, to proszę rozmawiać po pracy.

Skołowana dziewczyna założyła czapkę i usiadła na miejscu. To była jej pierwsza praca i miała inne wyobrażenia o niej. Spodziewała się zastać zgrany zespół, normalnego szefa, a jedyne co było normalne, to jego ubranie. Reszta znacznie odbiegała od standardów.

W pokoju oprócz niej siedziały jeszcze dwie dziewczyny. Przy oknie Patrycja, a przy szafie Renata. Ta przy oknie beztrosko wymachiwała gołymi stopami, a na zgrabnym nosie usadowione miała okulary przeciwsłoneczne. Wyglądała na niezłą laskę i Marysia przy niej czuła się jak kopciuszek. Porównanie z nią boleśnie dźgało jej ego. Dla Patrycji natura była łaskawa, by nie powiedzieć hojna. Miała doskonałą rumianą cerę, zgrabny mały nos i piękne, pełne usta, przyciągające wzrok mężczyzn, nieraz powodując u nich niezdrowe podniecenie. Marysia z przykrością i niemal wstydem przyznała, że jej cera jest blada, nos niemal zdjęty z Napoleona, a usta wąskie, nadając surowy wyraz jej twarzy. I co ważne, Patrycja przyciągała wzrok mężczyzn nie tylko ślicznymi ustami, ale także bujnym biustem i cudną figurą. Marysia zaś nie mogła się poszczycić takimi atutami. Lekka nadwaga i niewielkie piersi, czyniły ją niemal niewidzialną dla płci przeciwnej. Za to nieraz sprawdzała się jako koleżanka do wypadów na imprezy. A na głowie! Ostateczny cios otrzymała od szefa. Patrycji głowa przyozdobiona była złotą koroną, współgrającą z jej blond włosami, a Marysia siedziała w czapce z bąblem, zakrywającym jej krótkie, czarne włosy.

Zdecydowanie dodawała jej otuchy Renata. Kobieta w wieku emerytalnym o smutnym wyrazie twarzy. Włosy ciemne i proste, liczne zmarszczki oraz widoczny wąs. I miała aparat nazębny! Nie wyglądała dobrze, a jej wysoka waga, pozwalała nosić jedynie obszerne sukienki. Na jej biurku, nie wiedzieć czemu stał różowy jednorożec. To właśnie ona miała wdrożyć Marysię w obowiązki.

- Zosia, halo tu ziemia. - Jej rozmyślania przerwał szef. - Wie, co ma robić?

- Tak wiem - odpowiedziała dla świętego spokoju.

- Wiem, że nie wiesz, ale Renia cię wdroży.

Szef odwrócił się i wyszedł z pokoju.

- Nie przejmuj się. To tylko dzisiaj - skrzeczącym głosem powiedziała Renia. - Pierwszego dnia zawsze tak się popisuje. Ubiera się elegancko, a my... - przerwała zawstydzona. - A my rżniemy wariata.

- Ale dlaczego? - Marysia nic nie rozumiała. - Co my tu robimy?

- Pracujemy - odpowiedziała blondynka. - Taki klimat, nie ma co się roztkliwiać.

Patrycja intensywnie wklepywała dane do tabelek, nie zwracając uwagi na nową koleżankę. Renata zaś wyraźnie nie miała ochoty do pracy.

- Ona tak zawsze. Trzy lata pracuje i nic jej nie rusza. Szef każe założyć koronę, ona zakłada. Każe siedzieć bez butów, ona siedzi. Każe pomalować paznokcie na zielono, ona to robi.

- Ale po co? - Marysia w dalszym ciągu nie rozumiała modelu działania firmy. - W czym niby to ma pomóc?

- A bo ja wiem. - Niechętnie przyznała się do niewiedzy. - To wszystko faktycznie jest męczące. Mam problemy z hormonami i zaczął mi rosnąć wąs, chciałam go zgolić, ale szef nie pozwala. Powiedział, że dodaje mi uroku. Dodatkowo podarował mi aparat na zęby i pilnuje, bym zawsze go zakładała. I ten jednorożec. - Machnęła ręką i zmieniła temat. - Ale płaci dobrze i jest wyrozumiały.

- To ja zawsze będę musiała siedzieć w tej czapce? To jest chore! - krzyknęła oburzona Marysia, a jedynym efektem były pretensje Patrycji.

- Tu się pracuje - burknęła. - Nawijajcie kilka tonów ciszej.

- Czapkę będziesz musiała nosić - cichutko powiedziała Renia. - I tak masz dobrze, poprzednia nosiła skrzydła anioła. A toalety mamy wąskie i zwyczajnie się tam nie mieściła. Zwolniła się po tygodniu. Biedactwo - powiedziała z nieukrywanym współczuciem.

Tadeusza, rozterki pracownic nie interesowały zupełnie. Zarządzał jedną z komórek renomowanej firmy doradztwa podatkowego i jedyne co się liczyło, to jego pozycja. Miała być niezagrożona i tak też było. Wybierał pracowników kompetentnych i dobrze im za pracę płacił. Nie mogli oni jednak mieć szansy na wygryzienie go. Dlatego też profilaktycznie zabezpieczał się przed ewentualnymi zakusami podwładnych, robiąc z nich niegroźnych ekscentryków. Dzisiaj miał kolejną wizytację i nie chciał, by nowa została odebrana zbyt dobrze. Pukanie do drzwi oznaczało koniec rozmyślań i początek trudnego dnia.

- Proszę wejść - odezwał się Tadeusz oczekując na wejście Mieczysława.

Zawsze czuł do niego respekt i dążył do tego, by chociaż w minimalnym stopniu mu dorównać. Niedościgniony wzór. Facet był wysoki, szczupły i miał kaloryfer na brzuchu. Włosy blond starannie zaczesane w lewą stronę i aryjskie rysy twarzy. Cenił w nim nie tylko wiedzę, ale też wysportowaną sylwetkę i przede wszystkim racjonalne podejście do pracy.

W drzwiach ukazała się natomiast niska, gruba postać z wielkimi czerwonymi okularami. Typ na głowie miał kraciasty, czarno biały beret idealnie komponujący się z lakierkami o tej samej kolorystyce.

- Proszę wyluzować - odezwał się kurdupel. - Jestem nowym szefem. Możesz mi mówić Adam.

Tadeusz patrzył i nie wierzył w to, co widzi. Gdzie jest jego poprzednik? Dlaczego nikt mu nic nie powiedział? Tysiące pytań atakowało zmysły, a on rozdziawił gębę i wpatrywał się nic nie rozumiejąc.

- Niepełnosprawny umysłowo, czy co? - Adam bąknął pod nosem i głośniej zakomunikował. - Nie mamy czasu na zastoje umysłowe. Pozbieraj się Tadek i idziemy poznać zespół.

- A co się stało z Mieczysławem? - wybełkotał.

- Poszedł po rozum do głowy i wciąż go szuka. - Kurdupel zaśmiał się złośliwie. - To co idziemy, czy wyruszysz za Mietkiem?

- Tak, idziemy - beznamiętnie odpowiedział Tadeusz.

I wtedy jak grom z jasnego nieba uderzyła go niepokojąca myśl. Ten nowy był dziwakiem, jego pracownicy wyglądali na dziwaków, a on jeden nie. Był cholernie zwyczajny i nie pasował do reszty. W przebłysku olśnienia postanowił zapobiec katastrofie.

- Może pójdę uprzedzić zespół, że jest wizytacja. Niech się przygotują.

- Ależ nie trzeba. Lubię zaskakiwać - zaśmiał się. - Lubię niespodzianki. A ty nie? - ponownie zarechotał i zanim Tadeusz zdążył zareagować, dodał. - Jak mnie zobaczyłeś, to wyglądałeś jak ryba walcząca o odrobinę wody.

- To wcale nie tak. - Tadeusz wciąż miał nadzieję i chcąc uniknąć porażki, ponowił propozycję. - Cenię pracę zespołową i wiem, że moi podwładni wolą nie być zaskakiwani. Może jednak ich poinformuję?

- Nie trzeba. Już jesteśmy przed drzwiami, nie ma sensu wracać.

Adam nacisnął klamkę i wszedł do pokoju. Już pierwszy rzut oka nie pozostawiał wątpliwości. To był idealny zespół. Ludzie inteligentni, o analitycznych umysłach i z fantazją, jakiej mogli im pozazdrościć artyści. Kobieta z czapką z bąblem, druga z wąsem i trzecia z okularami przeciwsłonecznymi.

- Doskonale. - Zatarł ręce. - Niesamowite. - Zdjął beret i ukłonił się nisko. - Chciałem dokonać zmian, a tu nie ma takiej potrzeby. Fantastycznie.

Adam rozglądał się zadowolony, natomiast Tadeusz ratując swoją reputację podbiegł do biurka Renii i chwycił jednorożca.

- Jednorożec jest mój. - Wyciągnął go w kierunku szefa i zaśmiał się nerwowo. - To taki amulet - dodał.

Kurdupel spojrzał na niego z niechęcią i wiedział, że jedna zmiana będzie nieunikniona. Tadeusz był nieszczery i nie dało się tego nie zauważyć. A nie mógł pozwolić na to, by nie mieć zaufania do podwładnych. Mrużąc oczy, spojrzał na niego i powiedział.

- Tadeusz do gabinetu.

Zrezygnowany, wciąż trzymając jednorożca, wyszedł z pokoju i w milczeniu zmierzał do swojego gabinetu, który już niedługo nie miał być jego. Usiadł na fotelu i czekał. Adam przyglądał mu się w milczeniu i szykował się na zadanie ostatecznego ciosu. Już chciał przerwać ciszę, gdy drzwi skrzypnęły i do pokoju weszła Marysia, trzymająca w ręku czapkę z bąblem. Nie czekając na zaproszenie krzyknęła.

- Nie będę nosić tej idiotycznej czapki. Mogę robić wszystko, siedzieć po godzinach, parzyć kawę, ale nie będę z siebie robiła debila.

Niespodziewana wizyta nowej, przez Tadeusza została przyjęta niczym cud zesłany z nieba. Przyjął surowy wyraz twarzy, popatrzył z niechęcią na podwładną i władczo powiedział.