PORWANIE KOMISARZA CONNORSA
Wspomniałem już chyba, jak to Billy Skubaniec załatwił komisarza Connorsa? Nie? Czas więc opowiedzieć i o tym. Posłuchajcie, bo założę się, że dawno nie słyszeliście lepszej historii.
Connors to był straszny matoł. Przenieśli go do Nowego Jorku z Portland. Nie chodzi nawet o to, że brał za wszystko w łapę, tylko o to, że często zapominał od kogo. Takie rzeczy uchodzą może w jakimś pieprzonym Oregonie, ale nie w Nowym Jorku. To nie mogło tak dłużej trwać. Connors obrażał nie tylko nas, ale także wszystkich tych uczciwych policjantów, którzy wiedzą, co to znaczy honor i poszanowanie cudzych interesów. Trzeba go było załatwić. Ale zabić komisarza policji, to jak powiedzieć swojej żonie, że jest gruba - kłopoty ma się murowane. Coś jednak trzeba było zrobić. Martwy John zwołał naradę u Mamy Carter.
Pamiętam ten dzień, jakby to było wczoraj. Przyszli prawie wszyscy: Harry Indianiec, Chuck Mańkut, Joe Krótka Morda. Przyszli Makaroniarze i goście od Żydów. Pokazało się nawet paru gliniarzy, z tych, co to nie czepiają się porządnych ludzi o byle głupotę. Każdy złożył się po równo - dziesięć patoli zieleniło się na stole jak wielki, krowi placek. Widok był, trzeba przyznać, ładny, ale jakoś nikomu nie spieszyło się, by po nie sięgać.
- Co jest chłopaki? - odezwał się Martwy John. - Nosicie coś między nogami, czy to tylko łajno wypycha wam gacie, bo narobiliście ze strachu w spodnie?
Billy Skubaniec trzymał się wtedy trochę na uboczu.
- Spokojnie, Johnny - powiedział. - Możesz obrażać tych frajerów, ale nie mnie. Załatwię Connorsa, dajcie mi tydzień.
O tym, co się potem stało, mało kto wie więcej, niż to było opisane w gazetach. Wersje są sprzeczne, a jedyny człowiek, który znał na ten temat całą prawdę - Billy Skubaniec - zawsze odsyłał nas do gazet. Pytacie więc, skąd ja o tym wszystkim wiem? Znałem Billy'ego. Wiem, jak pracował. Zresztą opowiedziała mi o tym jego dziewczyna, Lili Hulajnoga, która potem przez jakiś czas grzała i moje wyro.
Wszystko zaczęło się następnego dnia po naradzie u Mamy Carter. Komisarz Connors otrzymał wtedy pierwszy telefon z pogróżkami. Metaliczny głos, który odezwał się w słuchawce, przysięgał, że należy do Marsjanina.
W owym czasie wiele mówiło się o UFO. Jakiegoś farmera z Kolorado podobno porwali kosmici i przez dziesięć dni wykonywali na nim dziwne eksperymenty seksualne. Policja była wobec tej sprawy zupełnie bezradna. Sytuację zaciemniał dodatkowo fakt, że według kilku wiarygodnych świadków, farmer ów był w tym samym czasie w pewnym przydrożnym motelu, w towarzystwie żony swojego sąsiada.
Na komisarza Connorsa padł blady strach. Wzmocniona policyjna ochrona oraz inne nadzwyczajne środki bezpieczeństwa nie zdały się jednak na nic. Kiedy w przydomowym ogródku komisarza znaleziono dziwne, połyskujące srebrną farbą odchody, zaś na jego płocie pojawiły się niezwykłe, jakby nieludzką ręką stworzone napisy: "Już jesteś trupem - kosmici" oraz "Załatwimy cię - UFO", komisarz Connors załamał się całkowicie.
Sprowadzony specjalnie w tym celu z Waszyngtonu policyjny psycholog bezradnie rozkładał ręce. "Jak mam leczyć kogoś - pytał - kto uważa, że nękają go kosmici, skoro wczoraj przed drzwiami mojego pokoju hotelowego znalazłem martwego kota z żarówkami zamiast oczu?"
Sytuacja zrobiła się naprawdę poważna. Centrala policyjna z Waszyngtonu podejrzewała wielką, kosmiczną inwazję. Policjanci w całym stanie wyruszyli na ulice, by dyskretnie prowadzić poszukiwania niezidentyfikowanych, pozaziemskich form życia. Komisarz Connors zaszył się w domu. Podobno już po trzech dniach zaczął podejrzewać własną lodówkę o ukryte, wrogie względem niego zamiary. Czwartego dnia komisarz Connors zniknął. Szeroko zakrojona akcja poszukiwawcza nie przyniosła żadnego rezultatu. Jedynym śladem po komisarzu była pływająca po falach kanału portowego pomięta, policyjna czapka.
Od tego czasu kosmici nie odezwali się jednak ani razu.
Po trzech tygodniach sprawę zatuszowano. Oficjalny komunikat policji głosił, że komisarz Connors udał się na bezterminowy, bezpłatny urlop na Karaiby. Billy Skubaniec spokojnie zainkasował forsę i wyjechał do Hamburga. Nigdy, ani słowem nie zająknął się, jak zdołał namówić kosmitów, by porwali komisarza Connorsa. Teraz, gdy już nie żyje, nie dowiemy się tego nigdy. Może to zresztą i lepiej - czasami nie warto wiedzieć za dużo.