5
NAJCENNIEJSZA NAUKA
Największym wyzwaniem jest odkryć, kim tak naprawdę jesteśmy
Wiele wieków temu pewien mistrz siedział na polanie w towarzystwie
pięciu uczniów.
Był młodym uczonym, który zwiedził Wschód i Zachód, i mówiono, że
posiadł wiedzę o ludzkich sekretach. Nauczył się wiele o tym, skąd biorą
się miłość i nienawiść, zazdrość i podziw, strach i dobre uczynki, złość
i wyrozumiałość.
Tamtego dnia słońce świeciło łagodnie, a las przywitał ich spokojem i wszechobecną zielenią. Mistrz poprosił swych uczniów, aby każdy z nich
wymyślił jakieś ważne pytanie, na które on postara się odpowiedzieć.
Po kilku minutach namysłu i ciszy najstarszy z uczniów spytał:
- Mistrzu, czym dla ciebie jest zło?
Pozostali szeroko otworzyli oczy i zaczęli słuchać z zainteresowaniem.
- Każda rzecz, której nie potrzebujemy, może być zła i jest w stanie
wyrządzić nam krzywdę - odparł mistrz. - Jeśli nie jesteśmy głodni, a mimo to się przejemy, to rozboli nas brzuch. Jak mawiał pewien grecki
lekarz: "dawka czyni truciznę".
Wtedy drugi uczeń postanowił spytać:
- A jaka jest najcenniejsza nauka, jaką możemy pobrać?
Mistrz spojrzał na otaczających go słuchaczy swoimi małymi, bystrymi
oczami.
- Kto z was ośmieli się odpowiedzieć na to pytanie?
Po chwili wahania ten, który spędził przy mistrzu najwięcej czasu i był
dobrym uczniem, powiedział:
- Myślę, że najważniejsze nauki możemy wynieść z książek. Gdyby komuś
udało się nauczyć na pamięć treści wszystkich ksiąg, byłby najmądrzejszą
osobą na świecie.
- Nie zgodzę się z tobą - wtrącił się inny, który kochał przyrodę. -
Uważam, że najcenniejsze nauki możemy pobierać z natury, obserwując góry
i łąki, kwiaty i drzewa, rzeki i morza. Ten, kto dobrze zna Ziemię i potrafi zrozumieć płynącą z niej mądrość, posiadł najcenniejszą wiedzę.
- Nieprawda - zaprotestował kolejny uczeń, który każdej nocy spędzał
długie godziny przy teleskopie. - Najważniejsze nauki daje nam niebo,
zrozumienie ruchu planet, gwiazd i galaktyk, bo jesteśmy tylko niewielką
cząstką świata.
Dzięki tej różnicy opinii wywiązała się ożywiona dyskusja, w której nikt
nie chciał ustąpić. W końcu mistrz, który przyglądał się swoim
wychowankom z dobroduszną miną, podniósł rękę, żeby przemówić.
- Wszystkie dyscypliny, które wymieniliście, są dobre i cenne, i mogą
przydać się nam w życiu. Istnieje jednak nauka, która je przewyższa i jest od nich ważniejsza: to wiedza o tym, co naprawdę jest konieczne do
życia. Życie jest bardzo proste, tylko my, ludzie, lubimy je sobie
komplikować. Jeśli chcecie być prawdziwie mądrzy, zadajcie sobie
najpierw jedno pytanie: czego tak naprawdę potrzebuję, by żyć?
6
O KWIATACH NOSIWODY
Czasami nasze wady są naszą największą zaletą
Pewien indyjski nosiwoda dźwigał na barkach dwa dzbany zawieszone na
końcach długiego kija. Jeden z nich był nowy i nie gubił ani kropli na
całej długiej trasie, jaka dzieliła studnię od domu gospodarza. Drugi
zaś wyszczerbił się od długiego użytkowania i wyciekała z niego woda,
przez co, gdy docierał do celu, zostawała w nim jedynie połowa nabranego
płynu.
Nosiwoda wiedział o tym, ale nadal pogodnie wykonywał tę ciężką, lecz
jakże potrzebną pracę.
Jednak pęknięte naczynie nie mogło pogodzić się ze swym losem. Wstydziło
się, że jego towarzysz wypełniał swoje zadanie bez zarzutu, podczas gdy
ono z powodu swoich wad dostarczało jedynie połowę tego, co powinno.
Pewnego dnia, po długim okresie posępnego milczenia, obtłuczony dzban
postanowił porozmawiać z nosiwodą.
- Nie mogę dłużej siedzieć cicho. Muszę przeprosić cię za te wszystkie
lata, gdy nie mogłeś na mnie liczyć.
- Dlaczego tak mówisz? Jestem bardzo zadowolony z twojej pracy,
przyjacielu, i mam nadzieję, że wspólnie spędzimy jeszcze wiele lat.
Słysząc to, nowy dzban parsknął śmiechem, podczas gdy jego popsuty
kompan ciągnął:
- Wiem, że chcesz mnie podnieść na duchu, nosiwodo, ale zdaję sobie
sprawę, że przez moje wyszczerbienia zawsze przynosisz połowę wody i dostajesz zaledwie połowę tego, co mógłbyś zarobić.
Nosiwoda spojrzał na dzban ze współczuciem i odparł:
- Może i przynosisz jedynie połowę tego, co twój kompan, ale pozwól, że
coś ci pokażę, zanim znowu zaczniesz się nad sobą użalać.
Mówiąc to, mężczyzna wyruszył w tę samą drogę, co zwykle, i wskazał
palcem na ziemię:
- Popatrz, jakie piękne kwiaty wyrosły po twojej stronie ścieżki. Dzięki
wodzie, którą wylewałeś, udało ci się zamienić tę suchą dróżkę w ogród,
co bardzo mnie raduje i umila mi pracę.
Faktycznie, w trakcie spaceru wyszczerbiony dzban mógł zobaczyć piękne
różnokolorowe kwiaty, którymi usłana była droga.
- Kiedy odkryłem twoje pęknięcia, zacząłem rozrzucać tu nasiona kwiatów.
Reszta to twoja zasługa, a ten cud mógł się zdarzyć dzięki upuszczanym
przez ciebie kroplom. Gdyby nie twoje niedoskonałości, nadal chodziłbym
wysuszoną ścieżką.
Po tych słowach wyszczerbiony dzban już nigdy więcej nie czuł się
smutny.
7
SIEDEM CUDÓW ŚWIATA
Czasami długo szukamy tego, co mamy pod nosem
Nauczycielka historii poprosiła uczniów, by razem spisali listę siedmiu
cudów świata. Po ich ustaleniu mieli wspólnie namalować na ścianie
szkoły wielki mural z wybranymi obiektami.
Aby stworzyć listę, założyli nawet grupę na WhatsAppie. Wszystkim bardzo
spodobał się ten pomysł, dlatego telefony szybko zaczęły wibrować od
przychodzących wiadomości.
Prawie wszyscy byli zgodni, że wśród wymienionych cudów powinien znaleźć
się Wielki Mur Chiński, czyli unikatowa, biegnąca wzdłuż dawnego
cesarstwa budowla.
Tuż za nim uplasowały się piramidy w Kairze, symbol władzy faraonów. Do
dziś pozostaje tajemnicą, jak mogły zostać wzniesione przez cywilizację,
która nie znała koła.
I dalej: Pałac Tadż Mahal, największy w historii dar upamiętniający
miłość, przy którego budowie pracowali najlepsi rzemieślnicy z całego
Wschodu.
Kanał Panamski, imponujący cud techniki, w którego powstanie wielu
wątpiło.
Sagrada Família w Barcelonie, najbardziej oryginalna świątynia na ziemi,
której budowa, finansowana wyłącznie z datków, trwa nieprzerwanie od
niemal stu czterdziestu lat.
Machu Picchu, peruwiańskie święte miasto Inków, z zagadkową architekturą
i otaczającą je, zapierającą dech w piersiach przyrodą.
Spośród wszystkich uczestników rozmowy tylko jedna uczennica nie
napisała ani jednej wiadomości. Była to Alba. Jej koledzy pomyśleli, że
może nie wiedziała, co wybrać - w końcu na świecie jest tyle pięknych
rzeczy! - albo że nie bardzo interesowała ją praca w grupie.
Kiedy nadszedł dzień prezentacji, nauczycielka spytała, jakie cuda
świata wybrali jej uczniowie.
Wszyscy byli tak przejęci, że zaczęli przekrzykiwać się, by podać siedem
ustalonych przez grupę miejsc i budynków.
Tylko Alba siedziała cicho, co nie umknęło uwadze nauczycielki.
- Nie zgadzasz się z tym wyborem? - spytała dziewczynkę. - A może masz
inną propozycję? Nie wstydź się, powiedz, co myślisz. Jeszcze możemy
zmienić listę tego, co namalujemy na murze.
Wszyscy patrzyli na Albę z ciekawością. Nikt nie rozumiał, dlaczego
przez tyle dni nie brała udziału w dyskusji. W końcu dziewczynka
wyszeptała:
- Bo... moja lista cudownych rzeczy jest zupełnie inna.
- To wspaniale! Jesteśmy ich bardzo ciekawi.
Alba wzięła głęboki wdech, nie ukrywając podenerwowania. Wyciągnęła z kieszeni kartkę papieru. Ostrożnie ją rozłożyła i zaczęła czytać:
- Dla mnie siedem cudów świata to:
móc widzieć,
móc słyszeć,
móc dotykać,
móc wąchać,
móc smakować,
móc się śmiać
i móc kochać.
W klasie zapadła długa cisza. W końcu nauczycielka zaczęła bić brawo i powiedziała:
- Masz rację, to wszystko jest prawdziwym cudem! Właściwie to te rzeczy
są tak ważne, że z trudem je zauważamy, dopóki nie zaczyna ich nam
brakować. Nie można tego wszystkiego zdobyć na nowo lub kupić za
pieniądze. Myślę, że to właśnie te siedem cudów świata powinno znaleźć
się na naszym muralu. Co wy na to?
I po raz pierwszy, odkąd nauczycielka postawiła przed nimi to zadanie,
wszyscy byli zgodni.
8
JESTEŚMY BOGACI CZY BIEDNI?
Mniej "mieć", a więcej "być"
Rodzina Marty mieszkała w dużym mieście, jednej z tych metropolii, które
jak się wydaje, nigdy nie zasypiają. Ulice były wiecznie zatłoczone, a sklepy otwarte cały dzień i całą noc. W bloku Marty setki sąsiadów
mijały się codziennie w czterech windach, ale ani ona, ani jej siostra
Paula nie znały ich imion.
Marta zawsze była skromna i bardziej nieśmiała od swojej siostry. Lubiła
czytać w domu, z kotem śpiącym na jej kolanach, i oglądać filmy
przyrodnicze.
Paula była bardziej zarozumiała i przywiązywała większą wagę do
pieniędzy. Zawsze gdy wychodziły na spacer z rodzicami, próbowała
wymusić na nich zakup nowej koszulki czy gry.
Pewnej środy ich tata oznajmił, że w najbliższy weekend pojadą na wieś
do rodziny jednego z jego kolegów z pracy. Paula i Marta nie posiadały
się z radości. Obie chciały przeżyć przygodę.
W piątek wyjechali do położonej w górach wioski, gdzie czekali na nich
bliscy przyjaciela ich ojca. Kiedy tam dotarli, okazało się, że była to
skromna rodzina rolników, mieszkająca w niepozornym, ale ładnym domku.
Dziewczynki spędziły tam cały weekend, a w niedzielę po południu, tuż
przed odjazdem, gospodarze ciepło się z nimi pożegnali. W drodze
powrotnej rodzice spytali córki, czy podobał im się czas spędzony z nowymi przyjaciółmi.
- Dobrze się bawiłyście? - zapytała mama, przerywając ciszę i spoglądając ukradkiem na tatę.
Paula odpowiedziała cichym "no taaak...", podczas gdy Marta, jak dotąd
zamyślona i podziwiająca krajobraz, ożywiła się:
- Ten weekend był cudowny!
- Naprawdę? - ucieszył się tata. - A to dlaczego?
- Ponieważ mają tam dużo ładnych rzeczy.
- Jakich niby rzeczy? - odburknęła Paula z ironią. - Przecież w tym domu
prawie nic nie było!
- Jak to nic? My mamy jednego kota, a oni sześć. Nasz basen jest
zamknięty przez połowę roku i musimy dzielić go ze wszystkimi sąsiadami,
a oni mogą kąpać się w rzece, cieszyć się czystą wodą i łowić ryby...
Rodzice się uśmiechnęli.
- Poza tym - ciągnęła - my potrzebujemy sztucznego światła, a u nich
niebo jest tak czyste, że wystarczy im światło księżyca i gwiazd. Mają
jedzenie z przydomowego ogródka, bez plastiku, i nie potrzebują
mikrofalówki ani kuchenki, tylko drewno i ogień. My mamy taras, a oni
mnóstwo miejsca, aż po horyzont. Na podwórku słychać muzykę ptaków,
owadów i tych wszystkich zwierzątek, więc nie potrzebują odtwarzaczy ani
głośników!
- Widzę, że jesteś pod wrażeniem - powiedział zadowolony tata.
- Tak! Podobało mi się też, że w ich domu nie było bram ani alarmów jak
w mieście. Sąsiedzi dbają o siebie nawzajem i spotykają się, żeby
porozmawiać i dobrze się bawić, bez telefonów, komputerów czy
telewizora. To jest bardzo miłe, prawda, mamo?
Mama skinęła głową. Tata już miał coś powiedzieć, gdy wtrąciła się
Paula:
- Nie rozumiem, czym się tak zachwycasz... Oni są biedni!
- Tak uważasz? - odpowiedziała mama. - Nie sądzę, żeby tęsknili za
czymś, co każą nam kupować reklamy. I to jest prawdziwe bogactwo. Jeśli
jesteś zadowolona z tego, co masz, i umiesz się tym cieszyć, to jesteś
prawdziwą milionerką.
KOMPAS WARTOŚCI
Żyjemy w czasach, które podlegają nieustannym przemianom. Szczególnie
dla najmłodszych życie w takiej niepewności przypomina żeglugę po
niespokojnych wodach: trzeba wierzyć we własne umiejętności i - nade
wszystko - wiedzieć, dokąd się zmierza.
Istnieje jednak kompas, który pomaga odnaleźć drogę niezależnie od
różnych sytuacji, nawet gdy zdaje się nam, że zgubiliśmy kierunek. Jest
to tak zwany kompas wartości.
Gdy jesteśmy pewni wyznawanych przez nas wartości, dużo łatwiej możemy
stawiać czoła przeciwnościom losu, wyznaczać priorytety i podejmować
właściwe decyzje w trakcie podróży przez życie, które tak często
wystawia nas na próbę. Ponadto, kierując się wartościami, tworzymy
silniejsze więzi z innymi i bardziej doceniamy to, co mamy. Nie ulega
wątpliwości, że życzliwość, piękno, sprawiedliwość, solidarność i etyka
pomagają wieść dobre i cudowne życie: nie tylko nam, ale także tym, z którymi wchodzimy w relacje. Ostatecznie szczęście ma wiele wspólnego z umiejętnością życia w zgodzie z wyznawanymi przez nas wartościami.
Napisanie tej książki było dla nas wielkim wyzwaniem, mając na uwadze
zarówno doniosłość naszej misji, jak i entuzjastyczne przyjęcie
Opowieści dla dzieci, które chcą uwierzyć w siebie przetłumaczonych na
wiele języków i z dziesiątkami wznowień.
Gdy nasza wydawczyni zaproponowała nam stworzenie nowego zbioru
opowiadań, zadaliśmy sobie pytanie: co takiego, zaraz po pewności
siebie, jest najważniejsze dla dziewczynek i chłopców? Obaj doszliśmy do
takich samych wniosków: poza właściwą samooceną to właśnie wartości są
tym, co nie pozwala nam pobłądzić w chwilach niepewności i zagubienia.
Ponadto pomagają uczynić nasze (i nie tylko nasze) życie lepszym i pozwalają osiągnąć prawdziwe i trwałe szczęście. Ugruntowane wartości są
kluczem do lepszego życia, a jego jakość zależy od decyzji, jakie
podejmujemy w odpowiedzi na stawiane przed nami wyzwania.
Nikt nie uczy nas sztuki życia, a my sami odkładamy tę naukę aż do
momentu, gdy pojawią się trudności. Dopiero wtedy zastanawiamy się, co
takiego zawiodło i co moglibyśmy zrobić lepiej, aby rozwiązać nasz
problem lub zaoszczędzić sobie, często niepotrzebnego, cierpienia.
Dlatego uważamy, że warto przekazać najmłodszym - i nie tylko! - zbiór
opowiadań, które wskażą im, jak lepiej żyć. A do tego najlepsza będzie
właśnie nauka przez pryzmat wartości.
To one są naszymi przewodniczkami i pozwalają nam czerpać z życia
pełnymi garściami: odwaga, odpowiedzialność, dążenie do celu, pokora,
ufność, oddanie, współpraca, prostota, akceptacja... każda z nich daje nam
mądrość.
Książka, którą właśnie trzymasz w rękach, ma uczyć i inspirować: nie
tylko nasze dzieci, ale także nas, dorosłych.
W trakcie lektury opowiadań pojawi się okazja do rozmowy z najmłodszymi,
a nam właśnie o to chodzi: aby zawarte tutaj opowieści stanowiły zachętę
do spojrzenia na życie z pozytywnej, kreatywnej i kompleksowej
perspektywy.
Każda opowieść opatrzona jest refleksją, która pomoże wejść w rolę
edukatora i porozmawiać z dziećmi i młodzieżą o tym, co naprawdę istotne
i co nadaje naszemu życiu znaczenie.
Ogromnie się cieszymy, że możemy przekazać te opowiadania w twoje ręce.
Były dla nas wielkim źródłem inspiracji i pozwoliły inaczej spojrzeć na
życie - dały nam lekcję, jak zachować czujność podczas codziennej
żeglugi po jego nieprzewidywalnych wodach.
I taki jest właśnie sens niniejszej książki. Mamy nadzieję, że jej
lektura będzie dla ciebie taką samą przyjemnością, jaką dla nas było jej
pisanie.
Serdeczności
Álex Rovira i Francesc Miralles
1
O DWÓCH PODRÓŻNYCH
Przez pochopne osądy tracimy to, co w życiu najlepsze
Pewna mądra kobieta witała podróżnych w bramie wzniesionego pośrodku
pustyni bogatego grodu. Spędzała tam długie godziny, kryjąc się pod
palmą przed promieniami słońca i rozmyślając o życiu. To właśnie dlatego
w tej oazie cywilizacji uważano ją za mędrczynię.
Pewnego ranka, tuż po świcie, do grodu dotarł przybysz z dalekiego
kraju. Przemierzył przez pustynię setki kilometrów, aby poznać zwyczaje
miejscowych. Zanim jednak przekroczył bramę, spytał kobietę:
- Droga pani, jacy są mieszkający tutaj ludzie?
Ona na to:
- Zanim odpowiem na to pytanie, chciałabym się czegoś dowiedzieć o ludziach mieszkających w krainie, z której pan pochodzi.
- Ech! - prychnął gniewnie. - Są leniwi, prymitywni, wszędobylscy,
kłamliwi, zarozumiali i zadufani w sobie! Wyjechałem stamtąd, bo
mieszkają tam sami głupcy, a teraz szukam dla siebie lepszego miejsca.
- Hm... No cóż, bardzo mi przykro, bo w tym mieście natrafi pan na
podobnych ludzi.
Zaskoczony i zasmucony wędrowiec powiedział, że w takim razie pójdzie
dalej w poszukiwaniu lepszego domu dla siebie.
Nawet nie wszedł do miasta.
Pod wieczór, gdy słońce zaczęło zachodzić, a kobieta chciała już wrócić
do domu, przy wejściu do dzielnicy arabskiej zwanej medyną pojawił się
pogodny młody chłopak.
Gdy zauważył siedzącą pod palmą kobietę, postanowił zaspokoić swoją
ciekawość:
- Dobry wieczór! Rozumiem, że pani jest miejscowa?
Mędrczyni skinęła głową.
- Jestem antropologiem i już od jakiegoś czasu chciałem odwiedzić
postawione pośrodku pustyni miasto - wyjaśnił z uśmiechem. - Czy może mi
pani powiedzieć coś ciekawego o jego mieszkańcach? Jacy są?
- Oczywiście. Odpowiem na to pytanie, ale pod jednym warunkiem: najpierw
pan opowie mi coś o mieszkańcach swojego miasta. Zgoda?
Bez chwili namysłu antropolog wykrzyknął z zapałem:
- To wspaniali ludzie! W większości są mili i lubią się dzielić.
Oczywiście są też i tacy mniej pomocni, ale jeśli traktuje się ich
dobrze i ze zrozumieniem, to nie robią nikomu krzywdy. Podsumowując,
mieszkańcy mojego miasta są dobrymi ludźmi.
Na dźwięk tych słów kobieta wstała i uniosła ręce w geście powitania.
- Zapraszam do naszego miasta, drogi gościu. Poznasz tu tak wielu
dobrych ludzi, jak w miejscu, z którego przybywasz. Witam serdecznie!
2
STRZAŁA NA KSIĘŻYCU
Nie chodzi o to, by spełniać marzenia, ale by dzięki nim się rozwijać
Jason od dziecka ćwiczył, by zostać łucznikiem na dworze. Zawsze
podziwiał rycerzy stojących na blankach i bacznie obserwujących miasto.
Trenował z wielkim zapałem, a gdy skończył piętnaście lat, stawił się
przed dowódcą straży i powiedział:
- Panie, po odebraniu potrzebnych nauk pragnę nie tylko służyć na
dworze, ale również stać się najlepszym łucznikiem na świecie. Co muszę
zrobić, by to osiągnąć?
Dowódca, uważany za najbardziej doświadczonego łucznika w kraju,
uśmiechnął się z zadowoleniem i odparł:
- Synu, jeśli chcesz się stać niezrównanym łucznikiem, najlepszym, jaki
kiedykolwiek stąpał po ziemi, musisz obrać za cel księżyc. Kiedy jedna z twoich strzał wbije się w jego powierzchnię, będziesz mógł ogłosić się
najlepszym z łuczników, gdyż jak dotąd nie udało się to żadnemu
śmiałkowi. Uwierz mi, jeśli to osiągniesz, żaden człowiek nie zwątpi w twoje umiejętności.
Choć ta propozycja wydała mu się dziwna, młody łucznik podziękował za
radę i postanowił nie tracić ani minuty. Ochoczo przygotował strzały,
sprawdził giętkość łuku i napiął go. Następnie czekał, aż księżyc pojawi
się nad horyzontem.
Każdej nocy aż do świtu można było zobaczyć fruwające ku niebu strzały.
Jason się nie zniechęcał. Ćwiczył codziennie po zmierzchu, niezależnie
od fazy księżyca: czy to pełnia, czy nów, czy go przybywało, czy
ubywało.
Napinał łuk raz po raz, kierując strzały w stronę srebrnego globu. Młody
łucznik trenował z tak wielkim oddaniem, że zyskał przydomek "księżycowy
szaleniec" lub po prostu "lunatyk".
I choć wszyscy mówili mu, że traci czas, Jason jakby był głuchy na
przestrogi i drwiny. Dowódca gwardii postawił przed nim cel: miał zostać
najlepszym łucznikiem na świecie, dlatego nie zamierzał poddawać się
tylko dlatego, że inni go nie rozumieli.
W końcu po roku bezustannych treningów Jason dał za wygraną i udał się
na spotkanie z mistrzem łucznictwa.
- Poniosłem porażkę, panie - rzekł z rezygnacją. - Wystrzeliłem w stronę
księżyca tysiące strzał, ale wszystkie ostatecznie lądowały na ziemi.
Dowódca kiwnął głową ze zrozumieniem, po czym wskazał palcem odległe
drzewo, na którym jakiś błyszczący punkt odbijał promienie słońca.
- Na tym drzewie wisi dzwoneczek - powiedział. - Będziesz w stanie
trafić go strzałą? No, spróbuj, napnij łuk.
Jason posłusznie zrobił, co mu kazano, a strzała trafiła prosto w dzwoneczek, który zanim jeszcze grot wbił się w drzewo, wydał z siebie
metaliczny szczęk.
Słysząc to, dowódca zaczął bić brawo młodemu łucznikowi.
- Już jesteś najlepszy na świecie. Nikt nie byłby w stanie trafić w tak
odległy punkt. Starając się osiągnąć niemożliwe, stałeś się najlepszym,
jak to tylko możliwe, łucznikiem.
4
TRZY ŻYCZENIA
Największym darem jest umiejętność docenienia tego, co posiadamy
Pewna grupa znajomych, jak co niedzielę, zasiadła do obiadu przy dużym
stole. Jako że bardzo się lubili i uwielbiali dbać o siebie nawzajem, na
każde takie spotkanie przynosili ze sobą dania starannie przygotowane z najlepszych składników, jakie udało im się znaleźć we własnym ogrodzie.
Stół uginał się od kolorowych, przepysznych i cudownie pachnących
naturalnych potraw: od upieczonego w domowym piecu chleba, poprzez
wyciśnięte ze świeżo zerwanych owoców soki, aż po smakowite sałatki.
Zajadając się tymi prostymi, ale wspaniałymi smakołykami, przyjaciele
rozmawiali o przykrościach, jakie spotkały ich w ciągu tygodnia.
Jedni żalili się, że musieli wcześnie wstawać do pracy. Inni, że
codziennie zostawali w niej do późna. Jeszcze inni narzekali, iż przez
prawie cały dzień padał deszcz, a i znalazł się taki, co marudził, że
lato jeszcze nie nadeszło.
Nagle, pośród tych wszystkich jęków, jedna z uczestniczek spotkania
powiedziała:
- Stół ugina się od dobrego jedzenia i pysznych napojów, a my mamy
zdrowie, które pozwala nam się tym cieszyć w dobrym towarzystwie. Czy
czegoś nam jeszcze brakuje?
- Może wygranej na loterii? - rzucił jeden z przyjaciół.
- Cóż... - odpowiedziała dziewczyna. - Chodzi mi o to, że gdyby zjawił się
tu dżin z bajki, o co byście poprosili?
- Ach! - zakrzyknął ktoś inny. - O wszystko! Co tylko się da!
Rozległ się śmiech, ale dziewczyna nie ustępowała:
- Gdybyś miał wszystko, szybko byś się znudził. Posiadanie tylu rzeczy
byłoby męczące! Mam pomysł: wyobraźcie sobie, że dżin może spełnić wasze
trzy życzenia. Niech każdy po kolei powie, o co by poprosił, a potem
wybierzemy najlepsze życzenie i postawimy jego autorowi obiad. Zgoda?
Wszyscy uznali, że to dobry pomysł. Niewiele myśląc, każdy zaczął
wymieniać swoje trzy życzenia: nowy samochód, miłość aż po grób, dużo
pieniędzy, tak by już nigdy nie pracować... Ktoś nawet pragnął
międzynarodowej sławy.
Dziewczyna przysłuchiwała się z uwagą propozycjom swoich przyjaciół. W końcu przyszła jej kolej.
- Jakie jest twoje pierwsze życzenie?
- Mieć spokój i mądrość, potrzebne do tego, by dobrze wybrać pozostałe
dwa życzenia.
Nie musiała mówić nic więcej. Wszyscy zdecydowali, że to właśnie jej
życzenie wygrało konkurs, a pozostali biesiadnicy zaprosili ją na obiad.
Jednak w trakcie deseru ciekawość zwyciężyła i ktoś zapytał ją, jakie
byłyby jej dwa pozostałe życzenia.
Dziewczyna zastanowiła się przez chwilę, po czym, zupełnie jak gdyby
dżin już spełnił jej pierwszą prośbę, powiedziała:
- Drugie życzenie jest takie, żebym zdała sobie sprawę z tego, że mam
już to, co w życiu najlepsze. A trzecie... żebym codziennie o tym
pamiętała!