Opowieści Evy Luny - Isabel Allende

Kup ebooka

47.90 zł
38.80 zł (36,88 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Spis treści

Karta redakcyjna Dedykacja Motto Wstęp Dwa słowa Rozpustna dziewczynka Klarysa Pyszczek ropuchy Złoto Tomasza Vargasa Gdybyś wzruszyła moje serce Podarunek dla narzeczonej Tosca Walimai Ester Lucero Głupia María Najskrytsza tajemnica Mały Heidelberg Żona sędziego Droga na północ Gość nauczycielki Z całym należnym szacunkiem Życie bez końca Dyskretny cud Zemsta Fałszywe listy miłosne Urojony pałac Z błota powstaliśmy Przypisy

Punkty orientacyjne

Spis treści Okładka Strona tytułowa Początek tekstu

Lista stron

5 7 8 9 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20

Rozpinałaś pasek, zrzucałaś z nóg sandały, ciskałaś w kąt szeroką spódnicę, chyba z bawełny, i rozwiązywałaś wstążkę, która ściągała ci włosy w koński ogon. Miałaś jędrną skórę i śmiałaś się. Byliśmy tak blisko, że nie mogliśmy się widzieć, obydwoje pochłonięci tym naglącym rytuałem, rozpaleni i spowici we wspólny zapach. Torowałem sobie drogę do zakątków twego ciała, miałaś dłonie niecierpliwe, ja ściskałem twoje wierzgające biodra. Wyślizgiwałaś się, przebiegałaś mnie całego dłońmi, wspinałaś się na mnie, oplatałaś mocno nogami, po tysiąckroć powtarzałaś: chodź, z ustami przyciśniętymi do moich warg. W chwili ostatniej obydwoje doświadczaliśmy błysku całkowitej samotności, każde pogrążało się w czeluściach własnej otchłani, ale szybko wracaliśmy z tego drugiego krańca namiętności, by odnaleźć się w uścisku pośród porozrzucanych poduszek, pod białą moskitierą. Odgarniałem twoje włosy, żeby spojrzeć ci w oczy. Czasami siadałaś obok mnie, z podkurczonymi nogami i zarzuconym na ramię jedwabnym szalem, w ciszy nadciągającej właśnie nocy. Taką cię pamiętam, spokojną.

Ty myślisz słowami, język jest dla ciebie niekończącą się nicią, którą przędziesz, jakby samo życie powstawało dzięki tym opowieściom. Ja myślę obrazami zastygłymi jak na fotografii. Ten jednak nie został utrwalony na kliszy, wydaje się nakreślony piórkiem, to wspomnienie szczegółowe i doskonałe, o delikatnych konturach i ciepłych barwach, renesansowe, jak zamysł uchwycony na czerpanym papierze lub na tkaninie. To prorocza chwila, to całe nasze istnienie, wszystko, co przeżyliśmy, i wszystko, co mamy do przeżycia, wszystkie epoki równocześnie, bez początku i bez końca. Z pewnej odległości przyglądam się temu obrazowi, na którym i ja jestem. Jestem widzem i głównym bohaterem. Stoję w mroku, przesłonięty mgiełką przezroczystej firanki. Wiem, że to ja, ale jestem także tym, który przygląda się z zewnątrz. Wiem, co czuje ten namalowany mężczyzna na tamtym skotłowanym łóżku, w pokoju o ciemnych drewnianych belkach i suficie niczym w katedrze, gdzie cała scena jawi się jak fragment jakiegoś starego obrzędu. Jestem tam z tobą i jestem też tutaj, sam, na innym piętrze świadomości. Na obrazie para kochanków odpoczywa po miłości, ich wilgotna skóra błyszczy. Mężczyzna ma zamknięte oczy, jedną rękę trzyma na piersi, a drugą na jej udzie, w intymnym porozumieniu. Dla mnie to powracająca i niewzruszona wizja, nic się nie zmienia, zawsze ten sam pogodny uśmiech mężczyzny, to samo omdlenie kobiety, ta sama zmięta pościel i pogrążone w mroku zakamarki pokoju, zawsze światło lampy muska pod tym samym kątem piersi i kości policzkowe kobiety i zawsze jedwabny szal i ciemne włosy opadają równie miękko.

Ilekroć o tobie myślę, taką cię widzę, takich widzę nas, zastygłych raz na zawsze na tym płótnie, niepodatnych na uszczerbki pamięci. Potrafię odtworzyć się całkowicie w tej scenie do tego stopnia, by poczuć, że wchodzę w przestrzeń obrazu i już nie jestem tym, który się przygląda, lecz mężczyzną leżącym u boku kobiety. To wtedy symetryczna cisza obrazu pryska i słyszę bardzo blisko nasze głosy.

- Opowiedz mi coś - mówię do ciebie.

- A co byś chciał?

- Opowiedz mi coś, czego nie opowiedziałaś nikomu.

ROLF CARLÉ