Opowieści o ptakach z wiejskiego podwórka - Jerzy Samusik

Kup ebooka

40.01 zł
39.95 zł (39,80 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Moje wiejskie podwórko

Moje wiej­skie podwórko

Przed dwu­dzie­stu laty kupi­łem z moją Kasią małą, starą chatkę w nad­nar­wiań­skiej wsi. Stała wła­ści­wie poza wsią, na skraju sosno­wego lasu. Mię­dzy jej podwór­kiem a zabu­do­wa­niami wiej­skimi, odle­głymi o jakieś 300 metrów, roz­cią­gało się pole obsie­wane nie­gdyś żytem. Kupi­li­śmy też to pole, bez zamiaru upra­wia­nia tam cze­go­kol­wiek. Już wów­czas poro­śnięte było chwa­stami, a póź­niej poja­wiały się na nim poje­dyn­cze sosenki-samo­siejki, które w miarę upływu lat gęst­niały i roz­ra­stały się w sosnowy lasek.

Chata była bar­dzo znisz­czona, od kilku lat nikt w niej już nie miesz­kał. Gdy zoba­czył ją mój przy­ja­ciel, inży­nier budow­lany, stwier­dził, że nie da się jej w jakiś sen­sowny spo­sób napra­wić. Uwa­żał, że trzeba ją roze­brać i posta­wić w tym miej­scu nowy dom. To samo orze­kła mama mojej żony, rów­nież inży­nier budow­lany. My tym­cza­sem zna­leź­li­śmy w pobli­skim mia­steczku sto­la­rza, który po obej­rze­niu cha­łupy powie­dział, że ją wyre­mon­tuje tak, iż chęt­nie w niej zamiesz­kamy. I rze­czy­wi­ście, po kilku tygo­dniach nie mogli­śmy jej poznać. Osza­lo­wana zewnątrz i wewnątrz, z nową sto­larką okienną, z nowym, pokry­tym bla­chą dachem, z dobu­do­waną sionką, łazienką i gan­kiem, z komin­kiem i pie­cem kuchen­nym, ze stry­chem zamie­nio­nym na sypial­nię, a będą­cym pier­wot­nie rupie­ciar­nią, stała się chatą zupeł­nie nie­po­dobną do tej, którą kupi­li­śmy.

Podwórko było duże. Od pół­nocy ogra­ni­czała go ściana sosno­wego lasu; od wschodu - chata i las mie­szany, wyro­sły w miej­scu ist­nie­ją­cego nie­gdyś małego jeziorka, powsta­łego ze sta­ro­rze­cza Narwi; od połu­dnia - ugór w miej­scu obsie­wa­nego nie­gdyś żytem pola; od zachodu - sto­doła i rosnący za nią brzo­zowy lasek. Jego powierzch­nia była pofał­do­wana, piasz­czy­sta, poro­śnięta niską trawą i kęp­kami wyż­szych roślin, takich jak mydl­nica lekar­ska, pio­łun czy wie­sio­łek dwu­letni. Tu i ówdzie zie­leń roślin musiała ustą­pić żółci syp­kiego pia­sku, two­rzą­cego nie­małe poła­cie, na któ­rych nic nie było w sta­nie wyro­snąć.

Kiedy zaczę­li­śmy tam pomiesz­ki­wać, zoba­czy­łem, że na podwórku i wokół niego kręci się dość dużo pta­ków. Naj­bar­dziej rzu­cały się w oczy sikorki. Widzie­li­śmy je wszę­dzie i nie były to tylko naj­po­pu­lar­niej­sze bogatki, ale także przed­sta­wi­cielki wszyst­kich sze­ściu gatun­ków sikor bytu­ją­cych w Pol­sce. W miarę upływu czasu widzie­li­śmy ich coraz wię­cej, i nie tylko siko­rek, zwłasz­cza gdy urzą­dzi­li­śmy dla nich latem kąpie­li­sko, a zimą karm­niki. Dzięki temu pozna­wa­łem coraz to nowe gatunki, foto­gra­fo­wa­łem je i zdo­by­wa­łem wie­dzę o ich życiu.

Sikora największa

Sikora naj­więk­sza

Spo­śród siko­rek krę­cą­cych się na naszym podwórku naj­wię­cej jest boga­tek. Ich cha­rak­te­ry­styczna barwa upie­rze­nia pozwala roz­po­znać je już z daleka. Rzuca się bowiem w oczy ich żółta pierś i żółty brzuch, z czar­nym pasem pośrodku oraz czarny kape­lu­sik i białe policzki. Grzbiet mają oliw­kowo-zie­lon­kawy, przy karku bar­dziej żół­tawy; skrzy­dła i ogon szaro-nie­bie­skawe, z bia­łymi paskami na zewnętrz­nych cho­rą­giew­kach skraj­nych ste­ró­wek i na pokry­wach skrzy­deł. Można zaob­ser­wo­wać nie­wielki dymor­fizm mię­dzy sam­cem a samicą bogatki. Czarny pas na piersi i brzu­chu samca jest znacz­nie szer­szy i dłuż­szy niż u samic, u któ­rych koń­czy się gdzieś w poło­wie tuło­wia. Poza tym czarna cza­peczka na gło­wie samicy jest matowa, u samca zaś błysz­cząca. Młode bogatki mają upie­rze­nie bar­dziej matowe i mniej kon­tra­stowe oraz nieznacz­nie żół­tawe policzki.

Samiczka
Sam­czyk
W ocze­ki­wa­niu na posi­łek
W gnieź­dzie bogatki
W kąpieli

Wie­dząc, że bogatki chęt­nie zakła­dają gniazda w bud­kach lęgo­wych, już w pierw­szym roku pomiesz­ki­wa­nia w naszej wiej­skiej cha­cie roz­wie­si­łem na drze­wach wokół podwó­rza kilka budek o śred­nicy otworu wlo­to­wego w gra­ni­cach 30-32 mm. Wpraw­dzie bogatki pre­fe­rują lasy liścia­ste i tam wiją gniazda głów­nie w opusz­czo­nych dziu­plach wyku­tych przez dzię­cioły, ale w dobie znacz­nej synan­tro­pi­za­cji wybie­rają na wycho­wa­nie potom­stwa nie­praw­do­po­dobne wręcz miej­sca. Mogą to być skrzynki na listy, słupy latarni ulicz­nych, meta­lowe rury ogro­dze­niowe, szla­bany na prze­jeź­dzie kole­jo­wym czy nawet stare czaj­niki zawie­szone na pło­cie. Gdy na naszym podwórku wszyst­kie budki zostały już zajęte, spóź­niona para boga­tek uwiła gniazdo mię­dzy deskami sza­lu­ją­cymi chatę, w szcze­li­nie tak wąskiej, że w kilka dni po wylęgu pisklęta musiały pod­czas kar­mie­nia przyj­mo­wać pozy­cję sto­jącą.

Kar­mie­nie pod­lota
Usu­wa­nie nie­czy­sto­ści

W gnieź­dzie zbu­do­wa­nym z mchu i suchych źdźbeł trawy, a wyście­lo­nym wło­siem i piór­kami, samica znosi codzien­nie po jed­nym bia­łym jajeczku, pokry­tym luźno roz­rzu­co­nymi plam­kami czer­wono-brą­zo­wymi. W pierw­szym lęgu, zaczy­na­ją­cym się zwy­kle w poło­wie kwiet­nia, będzie ich od 6 do 14, w dru­gim, mają­cym miej­sce w czerwcu - o połowę mniej. Sama je wysia­duje przez równe dwa tygo­dnie, począw­szy od przed­ostat­niego znie­sie­nia. Potem karmi pisklęta wraz z sam­cem przez 18-21 dni. W okre­sie lęgo­wym samica i samiec ciężko pra­cują, zwłasz­cza gdy piskląt jest 12 czy jesz­cze wię­cej. Wtedy w ciągu 16-godzin­nego dnia odby­wają około tysiąca lotów, przy­no­sząc głów­nie małe owady i ich larwy. Dokar­mia­nie piskląt, które opu­ściły już gniazdo i usa­do­wiły się na gałę­ziach oko­licz­nych drzew, trwa jesz­cze trzy tygo­dnie. W okre­sie kar­mie­nia rodzice muszą rów­nież się odży­wiać i zja­dają gąsie­nice, różne owady i ich jajeczka w licz­bie docho­dzą­cej do 200, a ich masa jest równa wadze zja­dającej je bogatki. W ciągu sezonu let­niego jedna rodzina boga­tek może zjeść około 3 miliony owa­dów, któ­rych suma­ryczna waga wynie­sie 75 kg. Stąd wnio­sek, że ten mały pta­szek jest wiel­kim nisz­czy­cie­lem owa­dów czy­nią­cych szkody w rol­nic­twie, ogrod­nic­twie i lasach.

Bogatka jest nie tylko naj­więk­szą spo­śród naszych sikor, ale też i naj­licz­niej­szą. Wiel­kość jej popu­la­cji w Pol­sce nie jest jed­nak dokład­nie znana, bowiem różni auto­rzy sza­cują ją od 2 500 000 do nawet 4 500 000 par lęgo­wych. Tak duża liczba spo­wo­do­wana jest zani­kiem mroź­nych zim, dwoma lęgami rocz­nie i dużą liczbą jaje­czek zno­szo­nych w pierw­szym lęgu, docho­dzącą do 14, oraz nie­wy­bred­no­ścią w wyszu­ki­wa­niu miejsc do zało­że­nia gniazda.

Bogatki są nie tylko naj­licz­niej­szymi i naj­więk­szymi siko­rami, ale rów­nież naj­bar­dziej zuchwa­łymi, a nawet dra­pież­nymi. Potra­fią nie tylko wypę­dzić z budki czy dziu­pli modraszkę, ale nawet zabić ją ude­rze­niem dzioba w głowę, a potem jesz­cze zjeść jej móż­dżek. Wyda­wa­łoby się, że jest to nie­moż­liwe, obser­wu­jąc pobież­nie te wyglą­da­jące sym­pa­tycz­nie ptaki. Pisał jed­nak o tych nie­cnych poczy­na­niach wybitny pol­ski orni­to­log, Jan Soko­łow­ski w swoim słyn­nym dziele Ptaki ziem pol­skich.

Wraz z ocie­pla­niem się kli­matu bogatki prze­stały odla­ty­wać zimą na połu­dnie Europy. Zostają w Pol­sce i odży­wiają się jajecz­kami owa­dów, wyszu­ki­wa­nymi głów­nie w korze drzew. Chęt­nie też zja­dają nasiona ole­iste, szcze­gól­nie pestki sło­necz­ni­ków. Jeżeli nasy­piemy je do karm­nika, a obok powie­simy jesz­cze świeży płat nie­so­lo­nej sło­niny lub kupione w zoo­lo­gicz­nym skle­pie kule tłusz­czowe, będące mie­sza­niną łoju i róż­nych nasion, zwa­bimy bogatki z całej oko­licy. Ptaki te wów­czas inten­syw­nie żerują, gdyż muszą w ciągu krót­kiego dnia zgro­ma­dzić pod skórą jak naj­wię­cej tłusz­czu, który pozwoli im prze­trwać mroźną noc.

Sikora czarnogłowa i uboga

Sikora czar­no­głowa i uboga

Rów­nie w dużej licz­bie jak bogatki kręcą się po naszym podwó­rzu sikorki czar­no­głowe. Szcze­gól­nie dużo ich zimą przy karm­niku, który sys­te­ma­tycz­nie napeł­niam wyłu­ska­nymi pest­kami sło­necz­ni­ko­wymi począw­szy od pierw­szych mro­zów. Wśród nich poja­wiają się rów­nież sikorki ubo­gie, ale trudno je odróż­nić od czar­no­głó­wek ze względu na nie­mal iden­tyczną barwę upie­rze­nia.

Czar­no­główka - zgod­nie z jej nazwą - ma na gło­wie czarny kape­lu­sik. Czarny jest rów­nież dziób i czarny śli­nia­czek, białe są nato­miast policzki oraz pierś i brzuch, ale z sza­rym odcie­niem, a boki z szaro-pło­wym nalo­tem. Grzbiet jest brą­zowo-szary, a na sza­rych skrzy­dłach widoczne są bia­ławe wstawki, utwo­rzone przez jasne kra­wę­dzie zewnętrzne lotek ramien­nych.

Sikorka uboga ma też czarny kape­lu­sik, ale jest on wyraź­nie błysz­czący, pod­czas gdy u czar­no­główki matowy i zwę­ża­jąc się, scho­dzi niżej na kark. Śli­nia­czek u czar­no­główki ma roz­myty, trój­kątny zarys, jest szer­szy niż u sikory ubo­giej, u któ­rej przyj­muje kształt klina o wyraź­nie zary­so­wa­nych brze­gach. Sikora uboga ma lekko przy­ciem­nione policzki, a nie ma bia­łych wsta­wek na skrzy­dłach widocz­nych u czar­no­główki. Róż­nice te są trudno dostrze­galne u ruchli­wych siko­rek, łatwiej je odróż­nić od sie­bie, słu­cha­jąc ich śpiewu, który u każ­dego z tych gatun­ków jest zupeł­nie inny. Śpiew czar­no­główki składa się z fle­to­wych, jakby wyra­ża­ją­cych smu­tek brzmień, zaś pod­czas śpiewu sikorki ubo­giej dźwięki zło­żone z dwu­sy­la­bo­wych fraz powta­rzane są szybko i ryt­micz­nie, z akcen­to­wa­niem na końcu. Zarówno u czar­no­głó­wek, jak i siko­rek ubo­gich nie wystę­puje dymor­fizm płciowy.

Sikora uboga
Sikora czar­no­głowa

Czar­no­główka jest pta­kiem leśnym, naj­chęt­niej zamiesz­kuje lasy igla­ste, zwłasz­cza suche młod­niaki sosnowe, dla­tego tak czę­sto widzimy je na naszym podwó­rzu, oto­czo­nym dookoła mło­dymi sosnami. Można ją jed­nak spo­tkać też w lasach liścia­stych lub mie­sza­nych i na tere­nach pod­mo­kłych, np. w zaro­ślach wierz­bo­wych nad rze­kami, a także w zadrze­wie­niach śród­pol­nych i par­kach miej­skich. Gniaz­duje w dziu­plach wyku­tych przez dzię­cioły, nie­kiedy w bud­kach lęgo­wych z otwo­rem wlo­to­wym nie­prze­kra­cza­ją­cym śred­nicy 30 mm. Potrafi też wykuć samo­dziel­nie dziu­plę w mięk­kim, spróch­nia­łym pniu drzewa. Kują razem, samiec i samica, oboje też budują gniado z włó­kien roślin­nych, suchej trawy i mchu, by wysłać je następ­nie wło­siem, pió­rami i puchem. Samica znosi w nim 7-9 bia­łych jaj, czer­wono-bru­natno nakra­pia­nych, gęściej na szer­szym bie­gu­nie, i sama je wysia­duje. W tym cza­sie poży­wie­nie dostar­cza jej samiec. Gdy po dwóch tygo­dniach wylę­gną się pisklęta, kar­mią je oboje rodzice róż­nymi owa­dami, a przede wszyst­kim ich lar­wami. Pod­loty opusz­czają gniazdo po 17-19 dniach i na­dal będą jesz­cze przez jakiś czas dokar­miane przez rodzi­ców. Czar­no­główki mają zwy­kle jeden lęg, wyjąt­kowo zda­rza się drugi, ale tylko po utra­cie pierw­szego.

Start do lotu
Kąpiel rodzinna
Jedna pestka to za mało
Po kąpieli
Wyku­wa­nie dziu­pli

W porze let­niej doro­słe sikory czar­no­głowe odży­wiają się owa­dami, ich jajami i lar­wami, paję­cza­kami oraz innymi bez­krę­gow­cami, na nasiona roślin prze­cho­dzą późną jesie­nią i zimą. Chęt­nie korzy­stają z karm­ni­ków, zwłasz­cza gdy znaj­do­wać w nich będą wyłu­skane ziarna sło­necz­ni­ków. Są wów­czas dru­gimi po bogat­kach naj­częst­szymi gośćmi, ale nie pozo­stają długo w karm­niku. Chwy­tają w dziób dwa lub trzy ziarna i odla­tują gdzieś w bok, by sie­dząc na gałęzi drzewa lub krzewu, spo­koj­nie roz­dzio­by­wać nasiona na drobne frag­menty, nim je połkną. Późną jesie­nią i zimą przy­jeż­dżam sys­te­ma­tycz­nie dwa razy w tygo­dniu do naszej wiej­skiej cha­łupy, by wysy­pać 2-3 kilo­gramy sło­necz­ni­ko­wych zia­ren i zawie­sić na gałąz­kach jabłoni kilka kul z róż­nymi ziar­nami zle­pio­nymi tłusz­czem. Gdy tylko wysiądę z samo­chodu, sły­szę głosy czar­no­głó­wek i boga­tek. Wydaje mi się, że wykrzy­kują wia­do­mość: "Żar­cie przy­je­chało!".

Czar­no­główki są w zasa­dzie siko­rami osia­dłymi, cho­ciaż pod­czas szcze­gól­nie mroź­nych zim mogą migro­wać na zachód i połu­dnie, nie opusz­cza­jąc jed­nak gra­nic naszego kraju. Na ich miej­sce przy­la­tują na Pod­la­sie, War­mię i Mazury sikory czar­no­głowe z kra­jów bał­tyc­kich.

Siko­rek ubo­gich widzie­li­śmy na naszym podwórku znacz­nie mniej niż czar­no­głó­wek. Wyni­kało to z tego, iż pre­fe­rują one lasy wil­gotne - liścia­ste lub mie­szane. Widy­wa­li­śmy je rzadko i to głów­nie zimą przy karm­ni­kach, z któ­rych nie­kiedy korzy­stały wspól­nie z siko­rami innych gatun­ków. Nie zda­rzyło się nato­miast, aby zajęły któ­rąś z kil­ku­na­stu budek lęgo­wych, zawie­szo­nych na brzo­zach lub sosnach rosną­cych wokół podwó­rza. W zasa­dzie korzy­stają one rzadko z takich budek, chęt­nie nato­miast zasie­dlają natu­ralne dziu­ple lub wyko­nane i pozo­sta­wione przez dzię­cioły. Same też potra­fią wykuć sobie dziu­plę w spróch­nia­łym, a więc mięk­kim pniu jakie­goś drzewa. Są one wów­czas małe, płyt­kie, z otwo­rem wej­ścio­wym o śred­nicy mniej­szej niż 3 cm, usy­tu­owa­nym na niskiej wyso­ko­ści. Gniazdo budują z mchu i suchej trawy, a jego wnę­trze wyście­lają wło­siem, wełną i pió­rami.

W takim gnieź­dzie samica znosi na prze­ło­mie kwiet­nia i maja od 6 do 10 bia­ła­wych jaj, czer­wono nakra­pia­nych, gęściej na tępym bie­gu­nie, i sama je wysia­duje przez 2 tygo­dnie. W tym cza­sie poży­wie­nie dostar­cza jej samiec. Pisklęta prze­by­wają w gnieź­dzie przez 18-19 dni, kar­mione przez oboje rodzi­ców i potem są jesz­cze przez nich dokar­miane w ciągu kil­ku­na­stu dni. Za pokarm służą im motyle leśne i inne owady oraz ich larwy. Jesie­nią i zimą zja­dają owoce jarzę­biny i bzu czar­nego oraz nasiona drzew igla­stych wydzio­by­wane z szy­szek. Jeśli nasion jest dość dużo, potra­fią robić zapasy, cho­wa­jąc je w szcze­li­nach kory drzew.

Two­rzą pary mono­ga­miczne na całe życie, a żyją chyba naj­dłu­żej ze wszyst­kich siko­rek. Szkoda, że wypro­wa­dzają tylko jeden lęg w roku, a drugi bar­dzo rzadko - zwy­kle po utra­cie pierw­szego. Oka­zało się bowiem, że w ciągu dwóch ostat­nich dekad ich liczba zmniej­szyła się w Pol­sce nie­mal o połowę. Sza­cuje się, że zostało ich około 200 tysięcy par.