HIGHGROVE-LACOCK, WRZESIEŃ 1997
Karol zabrał synów do Highgrove. Chciał, by odpoczęli po tragicznych przejściach poprzedniego tygodnia. Sam również potrzebował odpoczynku. Czuł ulgę i jednocześnie wyrzuty sumienia. Nie wspominał Diany. Myślał o tym, co się działo z panią Parker Bowles. Postanowienie, że uczyni z Camilli oficjalną partnerkę, odeszło w niebyt. Było nierealne. Księżna Walii znów wygrała. Pokonała rywalkę, płacąc za to najwyższą cenę.
Książę usiadł do pracy nad artykułem o zintegrowanej opiece zdrowotnej. Medycyna zawsze była, jego zdaniem, jedną z najmniej reformowalnych dziedzin nauki. Rozumiał, że spraw zdrowia nie powinno się załatwiać w euforii i pod wpływem impulsu, wiadomo jednak od stuleci, że środowiska lekarskie są skostniałe i wbrew logice opierają się postępowi. Karolowi się zdawało, że lekarzy deprawuje syndrom Stwórcy, podświadome przekonanie o wyższości tego, co robią, nad innymi zajęciami, wchodzenie w kompetencje Boga. Martwiło go, że medycyna odcina się od własnych korzeni - ziołolecznictwa, kręgarstwa i homeopatii.
Podniósł głowę, usłyszawszy ciche pukanie.
- Byli członkowie pańskiej ochrony, sir, ci, o których rozmawialiśmy, zaczęli pracę u pani Parker Bowles - poinformował sekretarz. - Podpisali umowy. Wynagrodzenia ustalono zgodnie z pańskimi sugestiami, sir. Zostawiam dokumenty do podpisu.
- Zaczekaj, usiądź na moment - mruknął Karol i pobieżnie przejrzał położone na biurku papiery. - Rozmawiałeś z nimi? Istnieje jakieś zagrożenie?
Mężczyzna spojrzał w bok. Chwilę przyglądał się perskiemu dywanowi na podłodze.
- Jest dużo złej korespondencji i natrętne telefony z pogróżkami.
- Jakiego rodzaju? - spytał książę spokojnie.
Stephen Lamport odezwał się dopiero wtedy, gdy Karol na niego spojrzał.
- Informują, że będzie umierała w męczarniach.
Serce załomotało Karolowi jak szalone.
- Pewnie robi ochronie poranną kawę. Jak zawsze - parsknął śmiechem, chcąc zagłuszyć strach.
Sekretarz nie zrozumiał. Zmrużył oczy, zacisnął dłonie na kościstych kolanach.
- O tym nie ma mowy, sir. Dwóch funkcjonariuszy pilnuje otoczenia. Nikt nie zbliży się do domu. Dwóch jest wewnątrz. Nawet gdyby ktoś się wdarł do środka, zawsze są pod drzwiami pomieszczenia, w którym przebywa pani Parker Bowles.
- Wyobrażam sobie, że jest zachwycona.
- O ile mi wiadomo, sir, nie robi problemów. Mam wrażenie, że te telefony nieco ją przeraziły.
Karol opuścił gabinet, nie żegnając się z sekretarzem, który chwilę później ruszył jego śladem. Mijany lokaj ustąpił następcy tronu z drogi. Ma kamienną twarz zagorzałego wroga monarchii, pomyślał książę, ale natychmiast ofuknął się w duchu za nadmierną podejrzliwość.
Diana nie miała łatwego charakteru, myślał rozdrażniony. Była w dziwnych układach ze swoim ojcem, widywała go sporadycznie, pokłóciła się też z matką i nie rozmawiała z nią aż do swojej śmierci. Ponoć miała za złe, że ta potępia jej związek z muzułmaninem. Nie rozumiała się z bratem, nawet z siostrami nie łączyła jej szczególna przyjaźń. Zrażała do siebie ludzi. Karol wzruszył ramionami, uznając, że roztrząsanie charakteru Diany nie ma sensu.
Zajrzał do synów. William czytał, Harry słuchał muzyki. Żaden nie wydawał się zainteresowany rozmową z ojcem czy choćby jego towarzystwem. Książę wezwał zarządcę i ruszyli na obchód posiadłości. Praca zawsze go wyciszała. Była najskuteczniejszym lekarstwem na cierpienia.
- Trzeba odnowić elewację - rzucił, gdy okrążali budynek gospodarczy.
- Mamy to w przyszłorocznych planach. Również ogrodzenie od północnej strony.
- Podoba mi się wasz pomysł rozszerzenia oferty "Duchy Originals". Przejrzałem tylko część projektu, jest niezły. Sprzedaż wzrasta?
- Jest na stałym poziomie, sir.
Karol przyspieszył kroku.
- Stanie w miejscu to cofanie się - powiedział twardo. - Mam kilka uwag do tegorocznego raportu. Nie było kiedy ich omówić. Zabierz psa - polecił nagle, zatrzymując się przy samochodzie terenowym, z którego korzystali pracownicy farmy. - Przejadę się. Wrócę za godzinę, może dwie.
Zarządca kiwnął głową, nie okazując zdziwienia. Wszystko wracało do normy, a zatem przejażdżki Jego Wysokości zdezelowanym autem również. Nie zgadywał, dokąd książę się wybiera. To było oczywiste. Trzymał wyrywającego się teriera, dopóki auto nie zniknęło im z oczu.
Świeciło słońce. To był dobry dzień na przemyślenia i odpoczynek, ale Karol nie mógł ani myśleć logicznie, a tym bardziej twórczo, ani się zrelaksować. Uprzedził Camillę, że zaraz u niej będzie, i nie spiesząc się, jechał w stronę jej domu. Chyba to najbardziej mu odpowiadało - praca kierowcy. Wyobrażał sobie, że polega na siedzeniu za kierownicą i bezmyślnym pokonywaniu odległości.
Camilla nadrabiała miną, książę wiedział jednak, że boi się pogróżek szaleńców. Nie mógł jej zapewnić, że jest bezpieczna. Ciągnął panią Parker Bowles na dno. Powinien się z nią rozstać, uwolnić ją od siebie i niebezpieczeństwa, jakie sprowadzał. Tuż przed pogrzebem Diany, kompletnie przybity relacjonowaną przez media psychozą tłumu, podjął decyzję, że zerwie z Camillą, wciąż jednak nie znalazł okazji, żeby ją o tym poinformować. Może dziś?
- Mam czterdzieści dziewięć lat - rzucił po przywitaniu. - Nie wyobrażasz sobie, jaki jestem stary przy swoich synach. - Nie chciał rozwijać tematu, myśleć, że się starzeją i że nic ich już nie czeka. Bolało go cierpienie Camilli i własny strach przed niewiadomym, wszystkie te uczucia odpływały jednak z kolejną, trudną do opanowania falą senności. Poduszka miała zapach włosów pani Parker Bowles. Książę zamknął oczy z uczuciem błogiego spokoju. - Dobrze cię pilnują? - spytał.
- Tylko w łóżku żadnego nie ma. - Roześmiała się na cały głos.
Spojrzał zaskoczony. Jej oczy pozostały poważne.
- Karolu, to się nigdy nie uda - szepnęła. - Nie wybaczą nam.
Mógł zaprzeczyć, powiedzieć cokolwiek, ale tyle razy w życiu kłamał wbrew sobie, że to jedno kłamstwo, na którym jej tak zależało, nie przeszło mu przez gardło. Chciał zapomnieć, że Camilla istnieje.
- Włącz muzykę - poprosił. - Jestem skonany. - Leżał w milczeniu, delektując się brzmieniem Sibeliusa. - Kto usłyszy śpiew łabędzia z Tuoneli, tego ogarnia tęsknota za śmiercią; musi umrzeć - stwierdził.
Widzieli się pierwszy raz od pogrzebu Diany. Miał świadomość, że dla Camilli był to okres trudniejszy niż dla niego, mimo to tylko zamknął oczy w nadziei, że znajdzie w sobie siłę, by zrobić to, co powinien był zrobić lata temu.
Pani Parker Bowles wiedziała, czego potrzebował - ciszy i świętego spokoju. W Highgrove nie był sobą. Deprymowała go obecność synów, którym nie umiał pomóc. Nie mógł się przy nich uwolnić od wyrzutów sumienia. W obliczu śmierci każdy był samotny.
Książę zastanawiał się, czy religijne koncepcje życia po życiu są wytworem ludzkiej wyobraźni i wyrażają odwieczną tęsknotę człowieka za nieśmiertelnością. Czy wszelka sztuka jest wyłącznie próbą oszukania czasu? Dokąd zmierza zwykły, szary człowiek? Wszystko było grą. Udawane cele, udawana rozpacz, nieistniejące zdobycze. Karol widział to wyraźniej niż niejeden z jego poddanych - pustkę materialnej egzystencji. Stąpał po miękkich kosztownych dywanach, dotykał dłonią jedwabiu damskich bluzek. Przeszywał go dreszcz pożądania. Czego pożądał? Zmysłowego luksusu? Czuł delikatny zapach kobiecej skóry. Szukał w nim miłości swego życia czy subtelnych perfum, które łudziły? Zapinał sznury pereł na szyjach nieistotnych kobiet. Tęsknił za szczęściem czy poczuciem władzy? Po co powoływał kolejne fundacje? Dla kogo zbierał miliony funtów? Przecież nie znał ludzi, między których rozdzielano te pieniądze. Robił to dla siebie? Czuł się dzięki temu lepiej? Czego brakowało człowiekowi i czy zawsze tego, czego mu nie dano? Milionerzy nie wierzyli w szczerość i prostotę, żebracy w sprawiedliwość i talerz darmowej zupy. Poeci zestawiali słowa, by traciły dotychczasowe znaczenie, malarze odbierali rzeczywistości piękno. Każdemu przybywało zmarszczek. Oto książę wracał na początek drogi, ku nieskończoności, która go wypchnęła na te kilkadziesiąt lat. Tak wiele czasu, by zrozumieć, i zdziwienie, że się nie zdążyło wyrazić siebie, nacieszyć obecnością drugiego człowieka. Karol nie pojmował śmierci i nie tęsknił za nią, choć może była tym, do czego zmierzał - nieskończoną prawdą. Całe życie starał się postępować uczciwie. Dlaczego w jej obliczu stawał się żałosnym kłamcą? Co zmieniało perspektywę? Lęk, że śmierć niesie autentyczny koniec? Od dawna wiedział, że nie płacze nad zmarłymi. Zawsze i niezmiennie płakał nad sobą.
- Kto powiedział, że powinniśmy być dobrzy? - spytał nagle.
- A kto ci powiedział, że jesteśmy?
Zdziwiła go odpowiedź Camilli.
- Myślisz o tym, jak nas postrzegają? Mówię o naszym związku.
- Nie. Zastanawiam się, o co walczymy. Dlaczego ludzie dobierają się w pary i strzegą gniazda, jakby naprawdę było w tym coś cennego? Z potrzeby zachowania gatunku? Nie ma silniejszego instynktu? Nie masz ze mną dzieci i nie będziesz miał. Co nam daje bycie razem? Poza cierpieniem?
- Potrzebuję zrozumienia.
- Uważasz, że cię rozumiem? - Uśmiechnęła się czule, nieco rozbawiona. - Naprawdę w to wierzysz? Bo ja myślę, że to lęk.
Usiadł zniecierpliwiony, nie patrząc w jej stronę.
- Wiesz, czego się boję? Że te moje akcje i poszukiwania, fundacje, które powołuję... że wejdą w stadium stagnacji i rutyny. Początek stymuluje, bo to burza mózgów, plany, wielkie namiętności. Potem przychodzą rozczarowania, bo nic się nie dzieje tak, jak zakładaliśmy, pojawiają się problemy, walimy głową w mur. Tego się boję, nie samotności - skłamał.
Zamilkł. Czuł, że to akceptacja pani Parker Bowles pozwalała mu iść dalej. To jej miłość sprawiała, że codziennie rodził się na nowo. Tylko Camilla trwale zapełniała pustkę w jego świecie. Tęsknił, gdy się oddalała.
Camilla też milczała, a jej milczenie - jak zwykle - nie należało do niego. Przyzwyczaił się przez lata, że tak było. Nawet nie pytał, o czym myśli. Zaczął jej się przyglądać - ustom, wokół których pojawiły się zmarszczki, smutnym oczom, długim rzęsom, linii nosa. Była dojrzałą kobietą, w której ciągle jeszcze widział młodą, wpatrzoną w niego dziewczynę, stojącą przy drzewie w cieniu zamku Windsor; dziewczynę, której pragnął jak nikogo na świecie.
- Muszę wracać.
Pożegnał ją dość beznamiętnie, czując rosnące zniecierpliwienie i pretensję do świata. Był przekonany, że jeśli nie chce postradać zmysłów, musi wreszcie postanowić, co zrobi z dalszym życiem. Bez uświadomienia sobie, dokąd zmierza, nie był już w stanie funkcjonować.
CIĄG DALSZY DOSTĘPNY W PEŁNEJ, PŁATNEJ WERSJI