ORLAND SZALONY
I. PIEŚŃ PIERWSZA
Argument
Angelika przez pola, przez lasy ucieka
Sama jedna; Rynalda koń jego nie czeka,
On za niem pełny gniewu i miłości chodzi,
Potem straszny z Feratem pojedynek zwodzi.
Ferat czyni przysięgę, że z strony przyłbice
Strzyma lepiej, niż pierwej, swoje obietnice.
Sakrypant swą najduje pannę miedzy lasy;
Ale mu dobry Rynald przerwał jego wczasy.
Alegorye
W tej pierwszej pieśni w Orlandzie, Rynaldzie, Feracie i Sakrypancie widziemy, jako więtsza moc jest miłości, niźli każda insza na świecie; w Angelice przeciwnem obyczajem znać się daje, jako w bacznej i roztropnej białej głowie więtsza się stateczność, niż w mężczyźnie, najduje, która tyle się tylko powolną pokazuje, ile jej uczciwe pozwala. Zawady potem, które się trafiają tem rycerzom, którzy na jej uczciwem gwałt chcieli uczynić, znać nam dają, jako nieba niemal zawżdy życzliwe się pokazują tem, którzy się w niem kochają.
1. Skład pierwszy
Płeć białą, bohatyry, wojny i miłości
Śpiewać będę i godne pamięci dzielności,
Które się działy w on czas, kiedy morskie brody
Przebyli Murzynowie na francuskie szkody,
Idąc za króla swego nieutrzymanemi,
Agramanta młodego, gniewami wściekłemi,
Który się przysiągł zemścić na cesarzu Karle
Śmierci króla Trojana i sieść mu na garle.
2
W tejże pieśni odemnie będziecie wiedzieli,
Czegoście dotąd w prozie i w rymie nie mieli
O Orlandzie, co z wielkiej oszalał miłości,
Bywszy przedtem tak sławny i wzięty z mądrości,
Jeśli ta, co mi ostrzy dowcip i wymowę
I dla której zachodzę, jako i on, w głowę,
Dozwoli mi, żebym mógł, jako sobie życzę,
Uiścić wam swe słowo i swą obietnicę.
3
O zacna Herkulesa krwi zawołanego
Ozdobo i jedyna czci wieku naszego,
Hipolicie! przym z łaską i wdzięcznością, proszę,
Co przed cię z pokłonami, sługa twój, przynoszę:
To, com twemu domowi powinien, po którem
Znam takie łaski, mogę część zapłacić piórem;
A nie mniemaj, żeć mały upominek daje
Ten, co daje, co może, i na co go staje.
4
Dowiesz się bohatyrmi między przedniejszemi,
Które sławić zamyślam rymami mojemi,
O Rugierze, który beł obfitego płodu
Początkiem zacnych dziadów i twojego rodu.
Jego dzieła i jego nieśmiertelne sprawy
Usłyszysz, jeśli insze opuścisz zabawy;
Przeto poważne myśli odkładaj na stronę,
A słuchaj, coć z historyj dawnych przypomionę.
5
Orland, który się dawno gładkiej rozmiłował
Angeliki i kwoli jej pozostawował
Niezliczone pamiątki zwycięstwa w Indyej
I w dalekiej tatarskiej ziemi i w Medyej,
Wrócił się z nią, wsławiony dziełami wielkiemi,
Na zachód słońca, kędy pod Pirenejskiemi
Górami cesarz Karzeł z swemi Francuzami
I z niemieckiemi wojski leżał obozami,
6
Aby dał tak śmiałemu odpór przepychowi
Przeciwko Marsylemu i Agramantowi;
Z których jeden z gorącej Afryki wywodził,
Kto się jeno do szable i kopie godził;
Drugi wszytkę na głowę ruszył Hiszpanią,
Aby zgubił i zniszczył do szczętu Francyą.
Właśnie tam w ten czas trafił Orland pomieniony;
Ale prędko żałował, że przybeł w te strony,
7
Bo stracił swoję miłą. O nieszczęście silne!
O jako ludzkie sądy często są omylne!
Tę, którą z takiem trudem, z służbą tak stateczną
Od Hesperyjskich brzegów wojną niebezpieczną
Do Eojskich obronił, wzięto mu w swej ziemi,
Nie dobywając miecza, i między swojemi.
Mądry cesarz mu ją wziął, chcąc mieć ugaszony
Wielki ogień, co się już szerzył, zapalony.
8
Kilka dni się był przedtem z stryjecznem swem bratem,
Rynaldem, Orland zwadził i już beli na tem
Bić się z sobą obadwa, okrutną miłością
Zagrzani i cudowną ujęci gładkością;
A widząc cesarz, że ich nie mógł dla tej zwady
Użyć tak, jako trzeba, w boju, te zawady
Znosił i Angelikę, przyczynę onego
Ich gniewu, do książęcia oddał bawarskiego,
9
Obiecawszy, że ją miał dać temu w nagrodę,
Któryby tam był więtszą z nich uczynił szkodę
W nieprzyjacielu w on czas i któryby sobie
Mężniej w bitwie z pogany począł w onej dobie.
Lecz się inaczej stało, niż się spodziewali,
Bo chrześcijanie, jako zły los chciał, przegrali;
Tamże został bawarskie książę poimany
I w stanowisku jego namiot odbieżany.
10
W którem skoro udatna królewna została,
Co w nagrodę i korzyść zwycięzcy iść miała,
Nim się bitwa skończyła, konia wskok dopadła
I kiedy było trzeba, z obozu wypadła,
Czując, że onego dnia życzliwe pogaństwu,
A przeciwne miało być szczęście chrześcijaństwu;
I wjechała do lasu jednego gęstego,
Gdzie w ciasnej drodze kogoś potkała pieszego.
11
Wszytek beł w karacenie, paiż na ramieniu,
Hełm na głowie, u boku miecz miał na rzemieniu, .
A tak rączo biegł, jako ledwie więc biegają
Zawodnicy, gdzie drogie zakłady czekają.
Nie tak prędko powraca pasterka swe nogi,
Kiedy gdzie blizko węża obaczy u drogi,
Jako prędko, gdy tego rycerza zoczyła,
Lękliwa Angelika wodza powróciła.
12
Beł to wielki bohatyr, pan z Albańskiej Góry,
Syn Amonów, z przedniej szych we Francyej, który
Dziwnem trafunkiem stracił beł świeżo dzielnego
Bajarda, konia swego co nakochańszego.
Ten, jedno jej co zajźrzał, poznał warkocz złoty,
Choć z daleka, i one anielskie przymioty
I piękną twarz, dla której srodze skłopotany,
W krętej sieci miłości został uwikłany.
13
Wzad wylękniona dziewka konia nawróciła
I wczas wypuściwszy mu wodze, poskoczyła
I jeśli lepsza była ścieszka na gęstwinie,
Jeśli na rządkiem lesie, w onej złej godzinie
Nie patrzyła, ani dróg lepszych obierała;
Upuściwszy z rąk wodze, tak się zapomniała,
To w tę, to w owę stronę bieżąc w pełnem biegu
Tak długo, aż trafiła do jednego brzegu,
14
Do brzegu, gdzie stał Ferat wszytek ukurzony,
Który na tamto miejsce przyszedł upragniony,
Spracowany po bitwie i po długiem boju,
Chcąc się napić i wytchnąć po gorącem znoju;
Potem się tam zabawił niechcąc, bo z przygody,
Kiedy pił, spadł mu szyszak z głowy między wody,
Tak że tam musiał chwilę poniewoli zostać,
Bo go zaś nie mógł nazad żadną miarą dostać.
15
Co jeno mocy miała i co głosu w sobie,
Wrzeszczała bojaźliwa dziewka w onej dobie.
Na nagły wrzask Sarracen na brzeg prędko skoczy
I przypatruje się jej i trzyma w niej oczy
I poznał ją, gdy blizko do niego przypadła.
Chocia beła zmartwiała, choć beła pobladła,
A też o niej nie słyszał dotąd nic w swe uszy,
Że to jest Angelika gładka, pewnie tuszy.
16
A iż beł zawżdy ludzki i jako waleczni
Dwaj bracia, jakom wam już powiedział, stryjeczni,
Podomno niemniej kochał, niemniej ją miłował,
Chocia sobie był głowy w hełm nie obwarował,
Chcąc jej ratować, miecza dobywał od boku
I na Rynalda bieżał w zapędzonem skoku;
A nie tylko się z sobą oba przedtem znali,
Ale się i w potrzebie z sobą kosztowali.
17
Zatem będąc już pieszo, jęli z sobą męskie
Czynić, zadając sobie wzajem razy ciężkie,
Którem nie tylko ten blach i cienki i mały,
Ale i nakowalnie ledwieby wytrwały.
Tem czasem, kiedy oni okrutnie się bili
I siekli na się, widząc, że się zabawili,
Angelika konia w bok ostrogami kole
I precz od nich ucieka do łasa przez pole.
18
A ci, kiedy się długo bez skutku silili,
Aby się byli jako obadwa pożyli,
Bo tak ten, jako i ów był mąż doświadczony
I w takowem rzemieśle jednako ćwiczony,
Pierwszy beł pan z Montalby, który Hiszpanowi
Kilka słów w one czasy rzekł bohatyrowi,
Jako ten, w którem sroższe płomienie gorają
I barziej mu podomno serca dosięgają:
19
"Mniemasz, że mi źle czynisz? Ale uwierz temu,
"Że przy mnie czynisz razem źle sobie samemu;
"Jeśli dla tego, że cię, jako i mnie strzały
"I śmiertelne z jej oczu trafiły postrzały,
"Co za korzyść stąd weźmiesz, że mię tu tak trzymasz?
"Bo chocia mię zabijesz, albo i poimasz,
"Przecię tem nic nie wskórasz, bo ona, o którą
"Traciwa czas, bijąc się, już dotąd za górą.
20
"Daleko lepiej, jeśli i ty ją miłujesz,
"Że jej drogę przebieżysz i że ją zszlakujesz
"Zaraz, zaraz - najmniejsze omieszkanie wadzi -
"Póki się od nas jeszcze dalej nie odsądzi.
"A skoro będzie w ręku, nad którem dostanie
"Który zwycięstwa, ten niech przy niej się zostanie;
"Bo inakszem sposobem, czego barzo blizko,
"Szkodę i tylko będziem mieli pośmiewisko".
21
Podobało się w on czas to poganinowi;
I dali pokój zwadzie i pojedynkowi
I gniewy umorzyli zaraz w niepamięci
I tak do siebie zgodne obrócili chęci,
Że kiedy pieszo Rynald odchodził od wody,
Nie dopuścił mu Ferat onej niedogody
I prosił, aby zań wsiadł; i tak oba w tropy
Biegli na cwał, pilnując Angeliki stopy.
22
O wielka onych dawnych rycerzów dobroci,
Niesłychana tych wieków! To różnej oto ci
Wiary beli, obydwa w jednej się kochali,
Dopiero sobie srogie razy zadawali:
A teraz przez gęsty las z sobą tylko sami
Bez podejzrzenia jadą krzywemi ścieszkami.
Koń, którego w bok bodą dwakroć dwie ostrodze,
Stawił ich na rozstaniu i dwoistej drodze.
23
Na tej stojąc wątpliwi, kiedy nie wiedzieli,
Którą się w one czasy za nią puścić mieli
I którą się katajska królewna udała,
Bo oboja jednako ślad pokazowała,
Na ostatek obadwa tak się namyślili,
Że się na szczęście ten tą, ów ową puścili.
Ferat po lesie błądził tak długo, aż przyszedł
Znowu na ono miejsce, skąd beł pierwej wyszedł,
24
Skąd beł wyszedł do rzeki i do onej wody,
W którą mu hełm, kiedy pił, spadł z głowy z przygody;
A iż się gładkiej naleźć nie spodziewał więcej
Angeliki, szyszaka chciał szukać co pręcej
I właśnie na tem miejscu, kędy go upuścił,
Wlazł do rzeki głębokiej i na dół się spuścił;
Ale on beł piaskami tak zasuty na dnie,
Że go pewnie nie będzie mógł dobyć tak snadnie.
25
Potem uciąwszy brzozę sękowatą sobie
Ostrem mieczem z blizkiego lasu w onej dobie,
Okrzesał ją i mniejsze gałęzie z niej obił
I wszędzie ją po rzece między piaskiem robił;
Ale kiedy tak długo tam się bawił z gniewem
I bez żadnego skutku wodę mącił drzewem,
Ukazał mu się po pas jakiś rycerz z wody
Barzo straszny i barzo ogromnej urody.
26
Wszytek beł, jako trzeba, zbrojny okrom głowy,
A w ręce prawej trzymał szyszak Feratowy,
Onże własny, którego bez żadnego skutku
Tak długo szukał, pełny i gniewu i smutku;
I z jadowitą mową, gdy go ukazował,
Sarracena nie uczcił i nie uszanował.
"Zdrajco - prawi - Maranie brzydki! com ci winien,
"Że hełm chcesz wziąć, któryś mi wrócić był powinien?
27
"Pomnisz, gdyś Angeliki brata zamordował -
"Tenem ja jest, pohańcze! - żeś mi obiecował,
"Zbroję i jego insze oręże z tem nowem
"Szyszakiem w rzekę zaraz wrzucić, dobrem słowem;
"A jeśli mi go teraz przeciw twojej wolej
"Szczęście dało, nie gryź się i darmo nie bolej -
"Albo się gryź dla tego, żeć to z każdej miary
"Zadam, żeś mi nie strzymał obiecanej wiary.
28
"Ale jeśliś tak chciwy na hełm doskonały,
"Możesz go mieć, a z więtszą sławą: taki śmiały
"Orland nosi, a drugi i lepszy i trwalszy
"I podomno ma Rynald jeszcze doskonalszy;
"Ten, w którem grabia Orland chodzi, Almontowy,
"Ten, w którem pan z Montalby, bywał Mambrynowy.
"Z tych któregokolwiek chcesz, możesz męstwem dostać,
"A mnie się dopuść przy tem, jakoś przyrzekł, zostać".
29
Na dziw niespodziewany poganin się zmienił,
Wszytek pobladł i pierwszą swą barwę odmienił;
Włosy mu najeżone wszytkie na łbie wstały,
Chciał przemówić, ale go słowa odbieżały.
A słysząc od Argale, co go zamordował
Dobrze przedtem - tak się zwał, tak mu się mianował -
Że mu złamaną wiarę wymiatał na oczy,
Z hańby, z gniewu nie stoi w miejscu o swej mocy.
30
A nie mogąc tak prędko na to, co mu zadał,
Zdobyć się na wymówkę, bo prawdę powiadał,
Prawdę szczerą powiadał, zżymał się i zęby
Ściskał, nie chcąc otworzyć zasromanej gęby;
Ale go wstyd tak trapił i przejmował tęgi,
Że na żywot Lanfuzy swej czynił przysięgi!
Nie chodzić w inszem hełmie krom, co w Aspramoncie
Otrzymał, zabiwszy go, Orland na Almoncie.
31
I strzymał tę przysięgę i ślub obiecany
Lepiej, niżli on pierwszy, i tak sfrasowany
Z onego miejsca poszedł, że wiele dni potem
Trapił się i gryzł w sobie, tylko myśląc o tem,
Gdzie się bawił na on czas Orland pomieniony,
Chcąc go iść szukać, by też i w najdalsze strony.
Ale insza przygoda Rynalda potkała,
Co mu się różna droga od tego dostała.
32
Nie wiele ubiegł, kiedy trafił się z swem koniem,
A on przed niem wskok bieżał; i puścił się po niem,
Woła nań wielkiem głosem i gromi go hardzie:
"Zastanów się, zastanów, psia strawo, Bajardzie!
"Źle mi barzo bez ciebie: postój, postój, zbiegu!"
Ale Bajard uciekał jeszcze w prętszem biegu.
Gniewa się Rynald - ale teraz o niem skrócę,
A do gładkiej się znowu Angeliki wrócę.
33
Przez niemieszkane miejsca biegła w one czasy,
Przez chrósty, błota, bagna, przez okropne lasy;
Jeśli słyszy, że się gdzie suche liście kruszy
I że wiatr albo trawy albo drzewa ruszy,
Dobrze w ziemię nie wpadnie, a na strachy próżne
Dziwne ścieszki i drogi wynajduje różne
I lada cień ujrzawszy, nagle się lękała,
Mniemając, że Rynalda tuż za sobą miała.
34
Jako licha sarneczka w ojczystej dąbrowie,
Kiedy ujźrzy, że cicho skradłszy się, w parowie
Głodny lampart ostrem kłem ubogiej macierzy
Lubo lwie szczenię w piersi albo w bok uderzy,
Z jednego chróstu bieży do drugiego z strachu
I drży nędzna i mniema nieboga z przestrachu,
Gdy się jej lada ziółko dotknie, że już w zębie
I że już jest u zwierza okrutnego w gębie:
35
Tak właśnie Angelika na on czas bieżała,
A gdzie i w którą stronę, sama nie wiedziała;
I półtora dnia całe, noc jednę błądziła,
Aż do jednego lasu pięknego trafiła,
W którem wiatrek powiewał, a dwie rzeczki małe
Szły śrzodkiem, odżywiając trawy zagorzałe;
A woda rozerwana po drobnem kamieniu
Wypychała wdzięczny dźwięk, co się krył w strumieniu.
36
Przyjechawszy tam na to miejsce, rozumiała,
Że już niebezpieczeństwa żadnego nie miała
I że Rynald od niej beł w on czas w mil tysiącu;
I zemdlona po trudzie i wielkiem gorącu,
Odpoczynąć tam sobie i wytchnąć myśliła
I konia, zdjąwszy uzdę, na trawę puściła,
A koń przy onej pięknej wodzie w onem czasie
Samopas się nad brzegiem to tam, to sam pasie.
37
Niedaleko ujrzała murawę zieloną,
Cierniem i różą polną wokoło otoczoną,
Której wody zwierciadłem beły, między drzewy
Czyniąc mniej przykre słońca gorącego gniewy.
We śrzodku plac sprawiło równy przyrodzenie
Na wczesne miedzy chłody miłemi siedzenie;
A tak się z gałęziami pomieszało liście,
Że słońcu, nie rzkąc oku, hamowało przyście.
38
Wewnątrz, gdzieś pojrzał, trawy i rozkoszne ziele
Stało za mchy natkane i miękkie pościele.
Tam sobie piękna dziewka dopiero wytchnęła
I tam się położyła i trochę usnęła;
Ale niedługo spała i odpoczywała,
Bo jakiś tenten i chrzęst nagle usłyszała.
Porwie się i barzo się, utrapiona, boi:
W tem ujźrzy, że ktoś przyszedł na brzeg w świetnej zbroi.
39
Jeśli przyjaciel, jeśli nieprzyjaciel będzie,
Domyślić się nie może i zostawa w błędzie;
Biją wątpliwe serce strachy i nadzieje,
A wzdychaniem powietrze ustawicznem grzeje.
I ujrzy, że zemdlony rycerz z wielkiej części
Na brzegu stanął, głowę podparwszy na pięści,
Tak barzo zamyślony, że się zdał być taki,
Jako słup marmurowy albo kamień jaki.
40
Więcej, niżli godzinę, głową nachylony
Ku ziemi stał bohatyr w miejscu, zamyślony.
Potem począł żałośnie z tak ciężkiem wzdychaniem,
Z takiem płaczem narzekać i z takiem stękaniem,
Żeby beł mógł i kamień nawiętszej twardości
I najsroższą tygrzycę wzbudzić do litości;
A tak gęste łzy puszczał, że oczy strumieniem,
A piersi się zdaleka zdały być kamieniem.
41
"Czemu mi - pry - złe myśli, serce tak psujecie?
"Przecz mi co raz, to więcej żalu przydajecie,
"Kiedym nie zażył, kiedym omieszkał pogody,
"Kiedy inszy dostałe oberwał jagody?
"Jam ledwie słowa, ledwiem wzroki miał użyte,
"A kto inszy korzyści otrzymał obfite.
"Kwiat mię i owoc minął: na cóż się frasować?
"Na co sobie myśleniem dla niej serce psować?
42
"Panna jest właśnie, jako kwiat piękny różany,
"Ubezpieczony płotem i obwarowany,
"Że go pasterz i trzoda mija, zioła chciwa;
"Słońce mu jest łaskawe, pogoda życzliwa,
"Miłemi i wolnemi gładzi się wiatrami,
"Odżywia go wczesny deszcz z mokremi rosami,
"Dziewki krasne i pięknej urody młodzieńcy
"Radzi z niego skroń zdobią pachniącemi wieńcy.
43
"Ale skoro zostawi macierzyńskie pręty,
"Już więcej dziewkom ani młodzieńcom jest wzięty;
"Nieba mu pierwsze swoje dary tak odbiorą,
"Że i na dobre myśli i wieńce nie biorą.
"l panna, skoro straci te swe pierwsze kwiaty,
"Które więcej, niż złoto, niżli skarb bogaty,
"Niżli oko i żywot, ważyć sobie miała,
"Mało co młódź odmienna będzie o nię dbała.
44
"Niech nie dba, niechaj tylko temu będzie miła,
"Któremu swojej łaski tak hojnie życzyła.
"0 srogi, o przeciwny, o losie niegodny!
"Już się inszy objedli, a jam jeszcze głodny.
"Możeż to być, żeby mi miłą być nie miała?
"Mogęż o własny żywot nie dbać? Pierwej ciała
"Dusza mego odbieży: chcę to stale chować,
"Że żyć nie chcę, jeśli jej mam przestać miłować".
45
Domyślam się, że mię kto spyta między wami,
Kto to płacząc, z takiemi narzeka żalami?
Nie zataję i powiem: Jest to zawołany
Król cyrkaski, imieniem Sakrypant nazwany.
I tego wam dołożę, że jego żałości
Przyczyna z samej tylko pochodzi miłości
I że też beł jeden z tych, którzy jej służyli;
Dla tego go poznała zaraz w onej chwili.
46
Dla niej tu teraz prawie od samego końca
Wschodnich krajów dalekich zbiegł na zachód słońca
I dowiedział się, kiedy przez Indyą jechał,
Jako z nią grabia Orland na zachód ujechał.
We Francy ej się także od wielu nauczył,
Jako ją cesarz w sekwestr książęciu poruczył
I jako ją w nagrodę temu obiecował,
Coby beł lepiej złotej liliej ratował.
47
Był w obozie i widział, kiedy zwyciężony
Cesarz wziął wielką klęskę i beł porażony;
Szukał wszędzie swej miłej, srodze tęskniąc po niej,
Ale nie mógł nic dotąd dowiedzieć się o niej.
I ta beła przyczyna, że ból tak nieznośny
Cierpiał w sercu i że tak narzekał żałosny,
Tak płakał, tak sam siebie niewidomie psował,
Że ledwie biegu słońcu żalem nie hamował.
48
Kiedy tam tak Sakrypant łzami się rozpływał
I na różne się skargi i żale zdobywał
I temi i inszemi narzekał słowami,
Których łatwie możecie domyślić się sami,
Tak fortuna życzliwa jego w on czas chciała,
Że je gładka katajska królewna słyszała;
Słyszała, jako trzeba: tak w jednej godzinie
Przyjdzie do rąk to, co nas przez lat wiele minie!
49
Barzo pilnie słuchała piękna Angelika
Płaczu, słów, narzekania swego miłośnika;
A choć dawno o jego szczerości wiedziała,
Przedsię się namniej nad niem użalić nie chciała,
Ani mu ulżyć bolu z ran Kupidynowych,
Twardsza kruszca, zimniejsza słupów marmurowych,
Jako ta, co tak o swej trzymała gładkości,
Że nikt na świecie nie beł godzien jej miłości.
50
Jednak widząc, że sama tylko w wielkiem lesie,
Wziąć go sobie za wodza myśli w onem czesie;
Bo uporny być musi, kto po szyję w wodzie
Stoi, a o ratunek nie woła w przygodzie.
Gdzieby sobie pogodę onę upuściła,
Jużby na taką drugą nie rychło trafiła.
Bo doświadczyła nieraz, że miedzy inszemi
Ten król beł jej naszczerszy z sługami wszystkiemi.
51
Ale nie przeto go chce tego utrapienia
Zbawić albo jakiego dodać mu ulżenia
I za tak długie służby i za przeszłe szkody
Pocieszyć go i słusznej życzyć mu nagrody;
Ale najduje sztuki, wymyśla chytrości
Zatrzymać go w nadziei swojej życzliwości
Dotąd, ażby potrzebie swojej dogodziła,
A potem się do zwykłej twardości wróciła.
52
I tam, gdzie sobie swój żal król z Cyrkas rozwodzi,
Nagle z cienia i z onej gęstwy tak wychodzi,
Jako się trafia wyniść z lasu lub z jaskiniej
Na scenę lubo z Delu, lub z Cypru boginiej,
I rzecze: "Sakrypancie! bądź mi pozdrowiony!
"Broń, jakoś zwykł, mej dobrej sławy z każdej strony,
"A nie daj tego Boże, abym w podejźrzeniu
"I w tak złem być u ciebie miała rozumieniu!"
53
Nigdy z taką radością na miłego syna,
O którem nieszczęśliwa przyszła ta nowina,
Że zginął i rota się bez niego wracała
Z potrzeby, utrapiona matka nie wejźrzała,
Jaka była na on czas tam w cyrkaskiem panie,
Kiedy nagle i kiedy tak niespodziewanie
Wspaniały chód, powagę z niebieską ozdobą
I anielskie piękności obaczył przed sobą.
54
Pełen skrytego ognia, do niej się pokwapi,
Pełen ognistej żądzej; ona go obłapi,
Ściskając go za szyję, czegoby mu była
Podobno tak w Kataju swem nie uczyniła.
Zaraz sobie tuszyła, zaraz serce wzięła,
Że kiedy go tą chęcią swoją tak ujęła,
Mając go z sobą, do swej wróci się ojczyzny
I wrychle ujźrzy państwa i swój Kataj żyzny.
55
O wszytkiem dostateczną sprawę mu dawała
I to, co się z nią działo, wszytko powiedała
Odtąd, jako beł od niej o pomoc posłany
Na wschód do nabatejskiej króla Serykany,
Jako jej czci i sławy Orland beł obrońca,
Jako ją przeprowadził aż na zachód słońca,
Jako swój kwiat panieński wcale zachowała
Tak, jak go, wyszedszy na świat, z matki miała.
56
Podobno beła prawda, ale z każdej miary
Według rozumu temu nie da każdy wiary;
Atoli on na on czas uwierzył wszystkiemu,
A snaćby beł uwierzył i czemu więtszemu,
Bo miłość tak wzrok bierze i tak go przydaje,
Że za rzecz niewidomą widzianą udaje,
Niewidzianą przeciwnie za widzianą liczy:
Każdy temu rad wierzy, czego sobie życzy.
57
Mówi z sobą po cichu: "Jeśli tej pogody
"Nie umiał Orland zażyć, nie będzie bez szkody.
"Nieżyczliwej fortuny niechaj nie winuje,
"Niech to raczej swojemu głupstwu przypisuje.
"Ja pewnie z niego nie chcę przykładu i jako
"On, ja szczęścia upuścić nie chcę ladajako:
"Błaznembych był, kiedybym go miał naśladować,
"A potem narzekając, sam siebie winować.
58
"Urwę ja świeżą różą, kiedy się dostała,
"Któraby mogła zwiędnąć, gdzieby się przestała;
"A urwę ją za pory, urwę ją za rosy.
"Wiem też, że to są tej płci najwiętsze rozkoszy,
"I chocia się gniewają, chocia narzekają,
"Chocia płaczą - nie z serca i pewnie zmyślają.
"Ale ja do zmyślonych łez, gniewu, odmowy,
"Nie uczynić, co myślę, nie jestem gotowy".
59
To mówiąc, do lubego boju się gotował;
Ale mu przeszkodzono, bo dźwięk następował
I bił go w uszy jakiś grzmot z gęstego lasu,
Że to musiał odłożyć do inszego czasu.
Szyszak na głowę tylko w one czasy włożył,
Bo się beł zbroje nigdy nie zwłóczyć przyłożył;
I tak porwawszy wodze, konia dosiadł w skoku
I czekał pogotowiu, mając drzewo w toku.
60
A wtem mu się ukazał, gdzie beł wąwóz ciasny,
Ile mógł znać z postawy, jakiś rycerz straszny;
Szata na niem białością mogła zrównać z śniegiem,
Kita także u hełmu, a biegł wielkiem biegiem.
Sakrypant, że tamtędy tak nie na czas jechał,
Że dla niego rad nierad swych rzeczy zaniechał
I że mu przerwał onę przedsięwziętą sprawę,
Krzywo patrzy i srogą czyni mu postawę.
61
Wyzywa go, gdy bliżej nadjechał, i woła,
Rozumiejąc, że jego sile ów nie zdoła
I że go z konia zbije. Tamten też rozumie,
Że tak wiele w tem dziele, jako i ów umie,
I jego one fuki w poły ucinając,
Kopią w tok włożywszy i już ją składając,
Zwarł konia ostrogami; i tak w onej dobie
Biegli z wielkiem zapędem oba przeciw sobie.
62
Nigdy z więtszą srogością rozgniewani bycy
Przy pięknej, ulubionej swojej jałowicy
Nie tłuką się, wzajem się nie bodą rogami.
Oba sobie paiże przebili grotami;
Z tak srogiego potkania góry i doliny
I lasy gęste drżały, pola i niziny.
Jeszcze dobrze, że zbroje mieli doskonałe,
Że wżdy piersi za niemi zostały jem całe.
63
Nie krzywo oba konie bieżały pod niemi:
Uderzyli się we łby razami ciężkiemi;
Sakrypantow żywotni, chocia trzymał o tem,
Że nie miał w swojej stajniej lepszego, zdechł potem.
Padł i drugi, ale był godniejszy obroku,
Bo powstał, skoro poczuł ostrogi u boku;
A tamten rozciągniony, przywaliwszy pana,
Został zdechły bez dusze i ściągnął kolana.
64
Nieznany rycerz, który na koniu się został,
Rozumiejąc, że dosyć sławy wziął i dostał,
Gdy jego nieprzyjaciel na ziemi już leżał,
Zbitego bohatyra zarazem odbieżał;
I nie chcąc już dalej z niem nic poczynać więcej,
Nie zastanawiając się, biegł w długą co pręcej,
I nim przyjdzie do siebie poganin po chwili,
Tem on będzie albo wpół, albo w dobrej mili.
65
Jako więc pracowity oracz wylękniony,
W niepogodę piorunem srogiem ogłuszony,
Kiedy już trzaskawica i on grom ustawa,
Podle wołów zabitych z wielkiem żalem wstawa,
Dąb, który się wysokiem swem gałęziem zdobił,
Widzi bez pierwszej krasy, grom je z niego obił:
Taki beł król cyrkaski i tak pełen trwogi,
Kiedy przy Angelice powstawał na nogi.
66
Stęka ciężko nie z bolu kości nadtłuczonej,
Albo nogi lub ręki której nawinionej,
Ale ze wstydu, bo się barziej - wiedzcie o tem -
Nie wstydził przez wszytek wiek i przedtem i potem;
Bo krom, że na to, kiedy konia zbył, patrzała,
Z pod niego go kochana jego ratowała.
Trudnoby się był na nim kto dopytał słowa,
By była nie łagodna królewnina mowa:
67
"Nie masz się czego wstydzić: nie twoja to wina,
"Cny królu! Z konia złego wszytka jest przyczyna,
"Którego lepiej było wprządz w wóz, niż go chować
"Do boju, kiedy tak miał w gonitwie szwankować.
"Aleć i on może się nie chlubić z wygranej,
"I owszem go rozumiem bliższem być przegranej;
"Bliższy pewnie przegranej on jest mojem zdaniem,
"Bo placu nie dotrzymał, a tyś dotąd na niem".
68
Tak Angelika w on czas Sakrypanta cieszy:
A w tem kogoś obaczą, widzą, że się śpieszy,
Bo koniowi wypuszczał, co jedno miał skoku;
Twarz miał smętną, bicz w ręku, a trąbkę u boku.
Kiedy nadjechał, pytał Sakrypanta: "Bracie!
"Proszę, powiedz mi, jeśliś potkał w białej szacie
"Z białą tarczą i z białą u szyszaka kitą
"Bohatyra jakiego, jadąc drogą bitą?"
69
Nie zataił Sakrypant i tak odpowiedział:
"Dopiero mię zbił z konia; ale abym wiedział,
"Kto mię z siodła wysadził, żem bił ziemię głową,
"Powiedz mi, kto to taki i jako go zową?
"Gościńcem prosto jedzie w tę stronę: mam za to,
"Że go prętko pościgniesz". - On mu zasię na to:
"Powiem, lecz nie wiem, jakoć taka będzie miła
"Nowina: dziewica cię z konia wysadziła,
70
"Dziewica, na wszytek świat wsławiona z gładkości,
"Ale jeszcze daleko sławniejsza z dzielności,
"Z śmiałego serca. Ale azaż takich mało,
"Co ich toż od niej także, co ciebie potkało?
"Imię jej, jeśli wiedzieć pragniesz, Bradamanta".
Co rzekłszy, żałosnego odbiegł Sakrypanta.
Nie wie, co mówić, co ma czynić, zawstydzony,
Stroskany i na twarzy sromem zapalony.
71
Rozmyślając tam chwilę on przypadek sobie,
Bez skutku się frasował barzo w onej dobie;
A widząc, że go z konia zbiła białagłowa,
Przesiadł się na inszy koń, nie mówiąc i słowa,
A nowe go nieszczęście przecię srodze bodło.
W tem królewnę katajską wziął za się, za siodło,
Odłożywszy swe wczasy i swe krotofile
Na spokojniejsze miejsce i weselsze chwile.
72
Nie ujechali beli spełna dwu mil jeszcze,
Kiedy w lesie na jedno natrafili miejsce,
Gdzie wielki jakiś tenten i grzmot usłyszeli;
Ktoby beł, co go czynił, poznać nie umieli,
Ale stanąwszy trochę, obaczyli potem
Konia z bogatem rzędem i czapragiem złotem;
Skacze, jak sarn, przez wody, przez błota, przez głogi,
Drzewa wali, uprząta to, co trudni drogi.
73
"Jeśli dobrze przed liściem i przed gałęziami
"Widzę - mówi królewna - Bajard to przed nami,
"Co z takiem pędem bieży i co sobie drogę
"Gwałtem przez lasy czyni; mylić się nie mogę:
"Ten jest pewnie, już ten jest, jużem go poznała.
"Wielką z niego dogodę wnet będziewa miała,
"Aboć mu kto powiedział o naszej potrzebie;
"Bo trudno ma jeden koń znieść i mnie i ciebie.
74
Zsiadł Sakrypant z swojego konia nie leniwy,
Zamyślając mu dopaść wodze albo grzywy;
Ale tak prętko Bajard nogami nań ciska,
Obróciwszy zad, że grom ledwie pręcej błyska.
Zabiłby go beł pewnie, by go beł uderzył
I dosiągł w ono miejsce, jako beł wymierzył;
Bo tak mocne kopyta, tak duże miał krzyże,
Żeby beł stłukł i górę, by z najtwardszej spiże.
75
Potem do Angeliki sam, nie przymuszony,
Przystępuje łaskawy i upokorzony,
I jako pies, koło niej skoki wyprawuje,
Co się panu, kiedy się wraca skąd, raduje;
Znał ją Bajardi pomniał, kiedy go karmiła,
W Albrace i swą ręką obrok mu nosiła
W ten czas, kiedy się srodze w Rynaldzie kochała,
Którego zasię teraz tak nienawidziała.
76
Lewą ręką wodze mu królewna ujęła,
A prawą szyję głaskać i grzywę poczęła:
On się pod moc jej daje, że wszytko, co chciała,
Z niem tak, jako z barankiem sobie poczynała;
A wtem mężny Sakrypant, swój czas upatrzywszy,
Osiadł go i obrócił, żartko nań wskoczywszy.
Angelika też zatem zaraz się przesiadła
I nie za siodłem, ale w siedle już usiadła.
77
Potem obróciwszy się, z trafunku pieszego
Obaczyła, we zbroi następującego,
I spłonęła, niezmiernem ogniem przerażona,
Poznawszy, że to beł syn książęcia Amona.
Ten ją srodze miłuje, ta go nienawidzi,
Jako kaczka sokoła, tak go rada widzi;
Beł ten czas, kiedy się ją on brzydził, a ona
Srogiem ogniem dla niego była rozpalona.
78
Tego przyczyną były dwie pewne krynice
Od siebie niedaleko, przez wązkie granice,
U Ardenny, co skutki w sobie miały dziwne,
Skutki różne i sobie we wszytkiem przeciwne:
Kto z jednej, gore srogą miłością, kto z wody
Drugiej pije, odmienia ognie w zimne lody.
Z jednej Rynald, z drugiej się królewna napiła:
Ten miłuje okrutnie, ta się jem brzydziła.
79
On dziwny napój, z jadem skrytem pomieszany,
Co w nienawiść obraca ogień pożądany,
Czyni, że Angelika, skoro obaczyła
Rynalda, pogodną twarz chmurą zasłoniła
I Sakrypanta prosi dla Boga żywego
Z smętną mową i twarzą, aby tam onego
Rycerza w tamtem miejscu tak długo nie czekał,
Ale aby z nią w stronę nadalej uciekał.
80
"I tak to słabo o mnie - mówi jej - trzymacie?
"Tak mię za nikczemnego i za tchórza macie,
"Że tak łatwie od tego macie mi być wzięci
"I że was nie obronię? Tak wam to z pamięci
"Już wyszło to, com czynił w Albrace odkrycie?
"Już podobno i onej nocy nie pomnicie,
"Kiedym dla was sam a sam, a niedawno temu,
"Stanął przeciwko wojsku Agrykanowemu? "
81
Nie mówi nic i nie wie, co czynić: niebogi
Już bardzo blizko Rynald, który okrzyk srogi
Czyni na Sakrypanta i grozi mu hardzie,
Obaczywszy, że jedzie na jego Bajardzie
I że z niem w towarzystwie królewna jechała,
Która mu taką mękę i ból zadawała -
Ale, co ci dwaj dalej między sobą mieli,
W drugiej pieśni odemnie będziecie wiedzieli.
Koniec pieśni pierwszej.
ORLANDO FURIOSO
CANTO PRIMO
1
Le donne, i cavallier, l'arme, gli amori,
le cortesie, l'audaci imprese io canto,
che furo al tempo che passaro i Mori
d'Africa il mare, e in Francia nocquer tanto,
seguendo l'ire e i giovenil furori
d'Agramante lor re, che si di? vanto
di vendicar la morte di Troiano
sopra re Carlo imperator romano.
2
Dir? d'Orlando in un medesmo tratto
cosa non detta in prosa mai, né in rima:
che per amor venne in furore e matto,
d'uom che s? saggio era stimato prima;
se da colei che tal quasi m'ha fatto,
che 'l poco ingegno ad or ad or mi lima,
me ne sara per? tanto concesso,
che mi basti a finir quanto ho promesso.
3
Piacciavi, generosa Erculea prole,
ornamento e splendor del secol nostro,
Ippolito, aggradir questo che vuole
e darvi sol pu? l'umil servo vostro.
Quel ch'io vi debbo, posso di parole
pagare in parte e d'opera d'inchiostro;
né che poco io vi dia da imputar sono,
che quanto io posso dar, tutto vi dono.
4
Voi sentirete fra i pi? degni eroi,
che nominar con laude m'apparecchio,
ricordar quel Ruggier, che fu di voi
e de' vostri avi illustri il ceppo vecchio.
L'alto valore e' chiari gesti suoi
vi far? udir, se voi mi date orecchio,
e vostri alti pensier cedino un poco,
s? che tra lor miei versi abbiano loco.
5
Orlando, che gran tempo innamorato
fu de la bella Angelica, e per lei
in India, in Media, in Tartaria lasciato
avea infiniti ed immortal trofei,
in Ponente con essa era tornato,
dove sotto i gran monti Pirenei
con la gente di Francia e de Lamagna
re Carlo era attendato alla campagna,
6
per far al re Marsilio e al re Agramante
battersi ancor del folle ardir la guancia,
d'aver condotto, l'un, d'Africa quante
genti erano atte a portar spada e lancia;
l'altro, d'aver spinta la Spagna inante
a destruzion del bel regno di Francia.
E cos? Orlando arriv? quivi a punto:
ma tosto si pent? d'esservi giunto:
7
che vi fu tolta la sua donna poi:
ecco il giudicio uman come spesso erra!
Quella che dagli esperi ai liti eoi
avea difesa con s? lunga guerra,
or tolta gli ? fra tanti amici suoi,
senza spada adoprar, ne la sua terra.
Il savio imperator, ch'estinguer volse
un grave incendio, fu che gli la tolse.
8
Nata pochi d? inanzi era una gara
tra il conte Orlando e il suo cugin Rinaldo,
che entrambi avean per la bellezza rara
d'amoroso disio l'animo caldo.
Carlo, che non avea tal lite cara,
che gli rendea l'aiuto lor men saldo,
questa donzella, che la causa n'era,
tolse, e di? in mano al duca di Bavera;
9
in premio promettendola a quel d'essi,
ch'in quel conflitto, in quella gran giornata,
degl'infideli pi? copia uccidessi,
e di sua man prestasse opra pi? grata.
Contrari ai voti poi furo i successi;
ch'in fuga and? la gente battezzata,
e con molti altri fu 'l duca prigione,
e rest? abbandonato il padiglione.
10
Dove, poi che rimase la donzella
ch'esser dovea del vincitor mercede,
inanzi al caso era salita in sella,
e quando bisogn? le spalle diede,
presaga che quel giorno esser rubella
dovea Fortuna alla cristiana fede:
entr? in un bosco, e ne la stretta via
rincontr? un cavallier ch'a pi? ven?a.
11
Indosso la corazza, l'elmo in testa,
la spada al fianco, e in braccio avea lo scudo;
e pi? leggier correa per la foresta,
ch'al pallio rosso il villan mezzo ignudo.
Timida pastorella mai s? presta
non volse piede inanzi a serpe crudo,
come Angelica tosto il freno torse,
che del guerrier, ch'a pi? ven?a, s'accorse.
12
Era costui quel paladin gagliardo,
figliuol d'Amon, signor di Montalbano,
a cui pur dianzi il suo destrier Baiardo
per strano caso uscito era di mano.
Come alla donna egli drizz? lo sguardo,
riconobbe, quantunque di lontano,
l'angelico sembiante e quel bel volto
ch'all'amorose reti il tenea involto.
13
La donna il palafreno a dietro volta,
e per la selva a tutta briglia il caccia;
né per la rara pi? che per la folta,
la pi? sicura e miglior via procaccia:
ma pallida, tremando, e di sé tolta,
lascia cura al destrier che la via faccia.
Di s? di gi?, ne l'alta selva fiera
tanto gir?, che venne a una riviera.
14
Su la riviera Ferra? trovosse
di sudor pieno e tutto polveroso.
Da la battaglia dianzi lo rimosse
un gran disio di bere e di riposo;
e poi, mal grado suo, quivi fermosse,
perché, de l'acqua ingordo e frettoloso,
l'elmo nel fiume si lasci? cadere,
né l'avea potuto anco riavere.
15
Quanto potea pi? forte, ne veniva
gridando la donzella ispaventata.
A quella voce salta in su la riva
il Saracino, e nel viso la guata;
e la conosce subito ch'arriva,
ben che di timor pallida e turbata,
e sien pi? d? che non n'ud? novella,
che senza dubbio ell'? Angelica bella.
16
E perché era cortese, e n'avea forse
non men de' dui cugini il petto caldo,
l'aiuto che potea tutto le porse,
pur come avesse l'elmo, ardito e baldo:
trasse la spada, e minacciando corse
dove poco di lui temea Rinaldo.
Pi? volte s'eran gia non pur veduti,
m'al paragon de l'arme conosciuti.
17
Cominciar quivi una crudel battaglia,
come a pi? si trovar, coi brandi ignudi:
non che le piastre e la minuta maglia,
ma ai colpi lor non reggerian gl'incudi.
Or, mentre l'un con l'altro si travaglia,
bisogna al palafren che 'l passo studi;
che quanto pu? menar de le calcagna,
colei lo caccia al bosco e alla campagna.
18
Poi che s'affaticar gran pezzo invano
i dui guerrier per por l'un l'altro sotto,
quando non meno era con l'arme in mano
questo di quel, né quel di questo dotto;
fu primiero il signor di Montalbano,
ch'al cavallier di Spagna fece motto,
s? come quel ch'ha nel cuor tanto fuoco,
che tutto n'arde e non ritrova loco.
19
Disse al pagan: - Me sol creduto avrai,
e pur avrai te meco ancora offeso:
se questo avvien perché i fulgenti rai
del nuovo sol t'abbino il petto acceso,
di farmi qui tardar che guadagno hai?
che quando ancor tu m'abbi morto o preso,
non per? tua la bella donna fia;
che, mentre noi tardiam, se ne va via.
20
Quanto fia meglio, amandola tu ancora,
che tu le venga a traversar la strada,
a ritenerla e farle far dimora,
prima che pi? lontana se ne vada!
Come l'avremo in potestate, allora
di chi esser de' si provi con la spada:
non so altrimenti, dopo un lungo affanno,
che possa riuscirci altro che danno. -
21
Al pagan la proposta non dispiacque:
cos? fu differita la tenzone;
e tal tregua tra lor subito nacque,
s? l'odio e l'ira va in oblivione,
che 'l pagano al partir da le fresche acque
non lasci? a piedi il buon figliuol d'Amone:
con preghi invita, ed al fin toglie in groppa,
e per l'orme d'Angelica galoppa.
22
Oh gran bonta de' cavallieri antiqui!
Eran rivali, eran di fé diversi,
e si sentian degli aspri colpi iniqui
per tutta la persona anco dolersi;
e pur per selve oscure e calli obliqui
insieme van senza sospetto aversi.
Da quattro sproni il destrier punto arriva
ove una strada in due si dipartiva.
23
E come quei che non sapean se l'una
o l'altra via facesse la donzella
(per? che senza differenza alcuna
apparia in amendue l'orma novella),
si messero ad arbitrio di fortuna,
Rinaldo a questa, il Saracino a quella.
Pel bosco Ferra? molto s'avvolse,
e ritrovossi al fine onde si tolse.
24
Pur si ritrova ancor su la rivera,
la dove l'elmo gli casc? ne l'onde.
Poi che la donna ritrovar non spera,
per aver l'elmo che 'l fiume gli asconde,
in quella parte onde caduto gli era
discende ne l'estreme umide sponde:
ma quello era s? fitto ne la sabbia,
che molto avra da far prima che l'abbia.
25
Con un gran ramo d'albero rimondo,
di ch'avea fatto una pertica lunga,
tenta il fiume e ricerca sino al fondo,
né loco lascia ove non batta e punga.
Mentre con la maggior stizza del mondo
tanto l'indugio suo quivi prolunga,
vede di mezzo il fiume un cavalliero
insino al petto uscir, d'aspetto fiero.
26
Era, fuor che la testa, tutto armato,
ed avea un elmo ne la destra mano:
avea il medesimo elmo che cercato
da Ferra? fu lungamente invano.
A Ferra? parl? come adirato,
e disse: - Ah mancator di fé, marano!
perché di lasciar l'elmo anche t'aggrevi,
che render gia gran tempo mi dovevi?
27
Ricordati, pagan, quando uccidesti
d'Angelica il fratel (che son quell'io),
dietro all'altr'arme tu mi promettesti
gittar fra pochi d? l'elmo nel rio.
Or se Fortuna (quel che non volesti
far tu) pone ad effetto il voler mio,
non ti turbare; e se turbar ti déi,
turbati che di fé mancato sei.
28
Ma se desir pur hai d'un elmo fino,
trovane un altro, ed abbil con pi? onore;
un tal ne porta Orlando paladino,
un tal Rinaldo, e forse anco migliore:
l'un fu d'Almonte, e l'altro di Mambrino:
acquista un di quei dui col tuo valore;
e questo, ch'hai gia di lasciarmi detto,
farai bene a lasciarmi con effetto. -
29
All'apparir che fece all'improvviso
de l'acqua l'ombra, ogni pelo arricciossi,
e scolorossi al Saracino il viso;
la voce, ch'era per uscir, fermossi.
Udendo poi da l'Argalia, ch'ucciso
quivi avea gia (che l'Argalia nomossi)
la rotta fede cos? improverarse,
di scorno e d'ira dentro e di fuor arse.
30
Né tempo avendo a pensar altra scusa,
e conoscendo ben che 'l ver gli disse,
rest? senza risposta a bocca chiusa;
ma la vergogna il cor s? gli trafisse,
che giur? per la vita di Lanfusa
non voler mai ch'altro elmo lo coprisse,
se non quel buono che gia in Aspramonte
trasse dal capo Orlando al fiero Almonte.
31
E serv? meglio questo giuramento,
che non avea quell'altro fatto prima.
Quindi si parte tanto malcontento,
che molti giorni poi si rode e lima.
Sol di cercare ? il paladino intento
di qua di la, dove trovarlo stima.
Altra ventura al buon Rinaldo accade,
che da costui tenea diverse strade.
32
Non molto va Rinaldo, che si vede
saltare inanzi il suo destrier feroce:
- Ferma, Baiardo mio, deh, ferma il piede!
che l'esser senza te troppo mi nuoce. -
Per questo il destrier sordo, a lui non riede
anzi pi? se ne va sempre veloce.
Segue Rinaldo, e d'ira si distrugge:
ma seguitiamo Angelica che fugge.
33
Fugge tra selve spaventose e scure,
per lochi inabitati, ermi e selvaggi.
Il mover de le frondi e di verzure,
che di cerri sentia, d'olmi e di faggi,
fatto le avea con subite paure
trovar di qua di la strani viaggi;
ch'ad ogni ombra veduta o in monte o in valle,
temea Rinaldo aver sempre alle spalle.
34
Qual pargoletta o damma o capriuola,
che tra le fronde del natio boschetto
alla madre veduta abbia la gola
stringer dal pardo, o aprirle 'l fianco o 'l petto,
di selva in selva dal crudel s'invola,
e di paura trema e di sospetto:
ad ogni sterpo che passando tocca,
esser si crede all'empia fera in bocca.
35
Quel d? e la notte a mezzo l'altro giorno
s'and? aggirando, e non sapeva dove.
Trovossi al fin in un boschetto adorno,
che lievemente la fresca aura muove.
Duo chiari rivi, mormorando intorno,
sempre l'erbe vi fan tenere e nuove;
e rendea ad ascoltar dolce concento,
rotto tra picciol sassi, il correr lento.
36
Quivi parendo a lei d'esser sicura
e lontana a Rinaldo mille miglia,
da la via stanca e da l'estiva arsura,
di riposare alquanto si consiglia:
tra' fiori smonta, e lascia alla pastura
andare il palafren senza la briglia;
e quel va errando intorno alle chiare onde,
che di fresca erba avean piene le sponde.
37
Ecco non lungi un bel cespuglio vede
di prun fioriti e di vermiglie rose,
che de le liquide onde al specchio siede,
chiuso dal sol fra l'alte querce ombrose;
cos? voto nel mezzo, che concede
fresca stanza fra l'ombre pi? nascose:
e la foglia coi rami in modo ? mista,
che 'l sol non v'entra, non che minor vista.
38
Dentro letto vi fan tenere erbette,
ch'invitano a posar chi s'appresenta.
La bella donna in mezzo a quel si mette,
ivi si corca ed ivi s'addormenta.
Ma non per lungo spazio cos? stette,
che un calpestio le par che venir senta:
cheta si leva e appresso alla riviera
vede ch'armato un cavallier giunt'era.
39
Se gli ? amico o nemico non comprende:
tema e speranza il dubbio cor le scuote;
e di quella aventura il fine attende,
né pur d'un sol sospir l'aria percuote.
Il cavalliero in riva al fiume scende
sopra l'un braccio a riposar le gote;
e in un suo gran pensier tanto pen?tra,
che par cangiato in insensibil pietra.
40
Pensoso pi? d'un'ora a capo basso
stette, Signore, il cavallier dolente;
poi cominci? con suono afflitto e lasso
a lamentarsi s? soavemente,
ch'avrebbe di pieta spezzato un sasso,
una tigre crudel fatta clemente.
Sospirante piangea, tal ch'un ruscello
parean le guance, e 'l petto un Mongibello.
41
- Pensier (dicea) che 'l cor m'agghiacci ed ardi,
e causi il duol che sempre il rode e lima,
che debbo far, poi ch'io son giunto tardi,
e ch'altri a corre il frutto ? andato prima?
a pena avuto io n'ho parole e sguardi,
ed altri n'ha tutta la spoglia opima.
Se non ne tocca a me frutto né fiore,
perché affligger per lei mi vuo' pi? il core?
42
La verginella ? simile alla rosa,
ch'in bel giardin su la nativa spina
mentre sola e sicura si riposa,
né gregge né pastor se le avvicina;
l'aura soave e l'alba rugiadosa,
l'acqua, la terra al suo favor s'inchina:
gioveni vaghi e donne inamorate
amano averne e seni e tempie ornate.
43
Ma non s? tosto dal materno stelo
rimossa viene e dal suo ceppo verde,
che quanto avea dagli uomini e dal cielo
favor, grazia e bellezza, tutto perde.
La vergine che 'l fior, di che pi? zelo
che de' begli occhi e de la vita aver de',
lascia altrui corre, il pregio ch'avea inanti
perde nel cor di tutti gli altri amanti.
44
Sia vile agli altri, e da quel solo amata
a cui di sé fece s? larga copia.
Ah, Fortuna crudel, Fortuna ingrata!
trionfan gli altri, e ne moro io d'inopia.
Dunque esser pu? che non mi sia pi? grata?
dunque io posso lasciar mia vita propia?
Ah pi? tosto oggi manchino i d? miei,
ch'io viva pi?, s'amar non debbo lei! -
45
Se mi domanda alcun chi costui sia,
che versa sopra il rio lacrime tante,
io dir? ch'egli ? il re di Circassia,
quel d'amor travagliato Sacripante;
io dir? ancor, che di sua pena ria
sia prima e sola causa essere amante,
? pur un degli amanti di costei:
e ben riconosciuto fu da lei.
46
Appresso ove il sol cade, per suo amore
venuto era dal capo d'Oriente;
che seppe in India con suo gran dolore,
come ella Orlando sequit? in Ponente:
poi seppe in Francia che l'imperatore
sequestrata l'avea da l'altra gente,
per darla all'un de' duo che contra il Moro
pi? quel giorno aiutasse i Gigli d'oro.
47
Stato era in campo, e inteso avea di quella
rotta crudel che dianzi ebbe re Carlo:
cerc? vestigio d'Angelica bella,
né potuto avea ancora ritrovarlo.
Questa ? dunque la trista e ria novella
che d'amorosa doglia fa penarlo,
affligger, lamentare, e dir parole
che di pieta potrian fermare il sole.
48
Mentre costui cos? s'affligge e duole,
e fa degli occhi suoi tepida fonte,
e dice queste e molte altre parole,
che non mi par bisogno esser racconte;
l'aventurosa sua fortuna vuole
ch'alle orecchie d'Angelica sian conte:
e cos? quel ne viene a un'ora, a un punto,
ch'in mille anni o mai pi? non ? raggiunto.
49
Con molta attenzion la bella donna
al pianto, alle parole, al modo attende
di colui ch'in amarla non assonna;
né questo ? il primo d? ch'ella l'intende:
ma dura e fredda pi? d'una colonna,
ad averne pieta non per? scende,
come colei c'ha tutto il mondo a sdegno,
e non le par ch'alcun sia di lei degno.
50
Pur tra quei boschi il ritrovarsi sola
le fa pensar di tor costui per guida;
che chi ne l'acqua sta fin alla gola
ben ? ostinato se mercé non grida.
Se questa occasione or se l'invola,
non trovera mai pi? scorta s? fida;
ch'a lunga prova conosciuto inante
s'avea quel re fedel sopra ogni amante.
51
Ma non per? disegna de l'affanno
che lo distrugge alleggierir chi l'ama,
e ristorar d'ogni passato danno
con quel piacer ch'ogni amator pi? brama:
ma alcuna finzione, alcuno inganno
di tenerlo in speranza ordisce e trama;
tanto ch'a quel bisogno se ne serva,
poi torni all'uso suo dura e proterva.
52
E fuor di quel cespuglio oscuro e cieco
fa di sé bella ed improvvisa mostra,
come di selva o fuor d'ombroso speco
Diana in scena o Citerea si mostra;
e dice all'apparir: - Pace sia teco;
teco difenda Dio la fama nostra,
e non comporti, contra ogni ragione,
ch'abbi di me s? falsa opinione. -
53
Non mai con tanto gaudio o stupor tanto
lev? gli occhi al figliuolo alcuna madre,
ch'avea per morto sospirato e pianto,
poi che senza esso ud? tornar le squadre;
con quanto gaudio il Saracin, con quanto
stupor l'alta presenza e le leggiadre
maniere, e il vero angelico sembiante,
improviso apparir si vide inante.
54
Pieno di dolce e d'amoroso affetto,
alla sua donna, alla sua diva corse,
che con le braccia al collo il tenne stretto,
quel ch'al Catai non avria fatto forse.
Al patrio regno, al suo natio ricetto,
seco avendo costui, l'animo torse:
subito in lei s'avviva la speranza
di tosto riveder sua ricca stanza.
55
Ella gli rende conto pienamente
dal giorno che mandato fu da lei
a domandar soccorso in Oriente
al re de' Sericani e Nabatei;
e come Orlando la guard? sovente
da morte, da disnor, da casi rei:
e che 'l fior virginal cos? avea salvo,
come se lo port? del materno alvo.
56
Forse era ver, ma non per? credibile
a chi del senso suo fosse signore;
ma parve facilmente a lui possibile,
ch'era perduto in via pi? grave errore.
Quel che l'uom vede, Amor gli fa invisibile,
e l'invisibil fa vedere Amore.
Questo creduto fu; che 'l miser suole
dar facile credenza a quel che vuole.
57
- Se mal si seppe il cavallier d'Anglante
pigliar per sua sciocchezza il tempo buono,
il danno se ne avra; che da qui inante
nol chiamera Fortuna a s? gran dono
(tra sé tacito parla Sacripante):
ma io per imitarlo gia non sono,
che lasci tanto ben che m'? concesso,
e ch'a doler poi m'abbia di me stesso.
58
Corr? la fresca e matutina rosa,
che, tardando, stagion perder potria.
So ben ch'a donna non si pu? far cosa
che pi? soave e pi? piacevol sia,
ancor che se ne mostri disdegnosa,
e talor mesta e flebil se ne stia:
non star? per repulsa o finto sdegno,
ch'io non adombri e incarni il mio disegno. -
59
Cos? dice egli; e mentre s'apparecchia
al dolce assalto, un gran rumor che suona
dal vicin bosco gl'intruona l'orecchia,
s? che mal grado l'impresa abbandona:
e si pon l'elmo (ch'avea usanza vecchia
di portar sempre armata la persona),
viene al destriero e gli ripon la briglia,
rimonta in sella e la sua lancia piglia.
60
Ecco pel bosco un cavallier venire,
il cui sembiante ? d'uom gagliardo e fiero:
candido come nieve ? il suo vestire,
un bianco pennoncello ha per cimiero.
Re Sacripante, che non pu? patire
che quel con l'importuno suo sentiero
gli abbia interrotto il gran piacer ch'avea,
con vista il guarda disdegnosa e rea.
61
Come ? pi? appresso, lo sfida a battaglia;
che crede ben fargli votar l'arcione.
Quel che di lui non stimo gia che vaglia
un grano meno, e ne fa paragone,
l'orgogliose minacce a mezzo taglia,
sprona a un tempo, e la lancia in resta pone.
Sacripante ritorna con tempesta,
e corronsi a ferir testa per testa.
62
Non si vanno i leoni o i tori in salto
a dar di petto, ad accozzar s? crudi,
s? come i duo guerrieri al fiero assalto,
che parimente si passar li scudi.
Fe' lo scontro tremar dal basso all'alto
l'erbose valli insino ai poggi ignudi;
e ben giov? che fur buoni e perfetti
gli osberghi s?, che lor salvaro i petti.
63
Gia non fero i cavalli un correr torto,
anzi cozzaro a guisa di montoni:
quel del guerrier pagan mor? di corto,
ch'era vivendo in numero de' buoni:
quell'altro cadde ancor, ma fu risorto
tosto ch'al fianco si sent? gli sproni.
Quel del re saracin rest? disteso
adosso al suo signor con tutto il peso.
64
L'incognito campion che rest? ritto,
e vide l'altro col cavallo in terra,
stimando avere assai di quel conflitto,
non si cur? di rinovar la guerra;
ma dove per la selva ? il camin dritto,
correndo a tutta briglia si disserra;
e prima che di briga esca il pagano,
un miglio o poco meno ? gia lontano.
65
Qual istordito e stupido aratore,
poi ch'? passato il fulmine, si leva
di la dove l'altissimo fragore
appresso ai morti buoi steso l'aveva;
che mira senza fronde e senza onore
il pin che di lontan veder soleva:
tal si lev? il pagano a pi? rimaso,
Angelica presente al duro caso.
66
Sospira e geme, non perché l'annoi
che piede o braccio s'abbi rotto o mosso,
ma per vergogna sola, onde a' d? suoi
né pria né dopo il viso ebbe s? rosso:
e pi?, ch'oltre il cader, sua donna poi
fu che gli tolse il gran peso d'adosso.
Muto restava, mi cred'io, se quella
non gli rendea la voce e la favella.
67
- Deh! (diss'ella) signor, non vi rincresca!
che del cader non ? la colpa vostra,
ma del cavallo, a cui riposo ed esca
meglio si convenia che nuova giostra.
Né perci? quel guerrier sua gloria accresca
che d'esser stato il perditor dimostra:
cos?, per quel ch'io me ne sappia, stimo,
quando a lasciare il campo ? stato primo. -
68
Mentre costei conforta il Saracino,
ecco col corno e con la tasca al fianco,
galoppando venir sopra un ronzino
un messagger che parea afflitto e stanco;
che come a Sacripante fu vicino,
gli domand? se con un scudo bianco
e con un bianco pennoncello in testa
vide un guerrier passar per la foresta.
69
Rispose Sacripante: - Come vedi,
m'ha qui abbattuto, e se ne parte or ora;
e perch'io sappia chi m'ha messo a piedi,
fa che per nome io lo conosca ancora. -
Ed egli a lui: - Di quel che tu mi chiedi
io ti satisfar? senza dimora:
tu dei saper che ti lev? di sella
l'alto valor d'una gentil donzella.
70
Ella ? gagliarda ed ? pi? bella molto;
né il suo famoso nome anco t'ascondo:
fu Bradamante quella che t'ha tolto
quanto onor mai tu guadagnasti al mondo. -
Poi ch'ebbe cos? detto, a freno sciolto
il Saracin lasci? poco giocondo,
che non sa che si dica o che si faccia,
tutto avvampato di vergogna in faccia.
71
Poi che gran pezzo al caso intervenuto
ebbe pensato invano, e finalmente
si trov? da una femina abbattuto,
che pensandovi pi?, pi? dolor sente;
mont? l'altro destrier, tacito e muto:
e senza far parola, chetamente
tolse Angelica in groppa, e differilla
a pi? lieto uso, a stanza pi? tranquilla.
72
Non furo iti due miglia, che sonare
odon la selva che li cinge intorno,
con tal rumore e strepito, che pare
che triemi la foresta d'ogn'intorno;
e poco dopo un gran destrier n'appare,
d'oro guernito e riccamente adorno,
che salta macchie e rivi, ed a fracasso
arbori mena e ci? che vieta il passo.
73
- Se l'intricati rami e l'aer fosco,
(disse la donna) agli occhi non contende,
Baiardo ? quel destrier ch'in mezzo il bosco
con tal rumor la chiusa via si fende.
Questo ? certo Baiardo, io 'l riconosco:
deh, come ben nostro bisogno intende!
ch'un sol ronzin per dui saria mal atto,
e ne viene egli a satisfarci ratto. -
74
Smonta il Circasso ed al destrier s'accosta,
e si pensava dar di mano al freno.
Colle groppe il destrier gli fa risposta,
che fu presto al girar come un baleno;
ma non arriva dove i calci apposta:
misero il cavallier se giungea a pieno!
che nei calci tal possa avea il cavallo,
ch'avria spezzato un monte di metallo.
75
Indi va mansueto alla donzella,
con umile sembiante e gesto umano,
come intorno al padrone il can saltella,
che sia duo giorni o tre stato lontano.
Baiardo ancora avea memoria d'ella,
ch'in Albracca il servia gia di sua mano
nel tempo che da lei tanto era amato
Rinaldo, allor crudele, allor ingrato.
76
Con la sinistra man prende la briglia,
con l'altra tocca e palpa il collo e 'l petto:
quel destrier, ch'avea ingegno a maraviglia,
a lei, come un agnel, si fa suggetto.
Intanto Sacripante il tempo piglia:
monta Baiardo e l'urta e lo tien stretto.
Del ronzin disgravato la donzella
lascia la groppa, e si ripone in sella.
77
Poi rivolgendo a caso gli occhi, mira
venir sonando d'arme un gran pedone.
Tutta s'avvampa di dispetto e d'ira,
che conosce il figliuol del duca Amone.
Pi? che sua vita l'ama egli e desira;
l'odia e fugge ella pi? che gru falcone.
Gia fu ch'esso odi? lei pi? che la morte;
ella am? lui: or han cangiato sorte.
78
E questo hanno causato due fontane
che di diverso effetto hanno liquore,
ambe in Ardenna, e non sono lontane:
d'amoroso disio l'una empie il core;
chi bee de l'altra, senza amor rimane,
e volge tutto in ghiaccio il primo ardore.
Rinaldo gust? d'una, e amor lo strugge;
Angelica de l'altra, e l'odia e fugge.
79
Quel liquor di secreto venen misto,
che muta in odio l'amorosa cura,
fa che la donna che Rinaldo ha visto,
nei sereni occhi subito s'oscura;
e con voce tremante e viso tristo
supplica Sacripante e lo scongiura
che quel guerrier pi? appresso non attenda,
ma ch'insieme con lei la fuga prenda.
80
- Son dunque (disse il Saracino), sono
dunque in s? poco credito con vui,
che mi stimiate inutile e non buono
da potervi difender da costui?
Le battaglie d'Albracca gia vi sono
di mente uscite, e la notte ch'io fui
per la salute vostra, solo e nudo,
contra Agricane e tutto il campo, scudo? -
81
Non risponde ella, e non sa che si faccia,
perché Rinaldo ormai l'? troppo appresso,
che da lontan al Saracin minaccia,
come vide il cavallo e conobbe esso,
e riconobbe l'angelica faccia
che l'amoroso incendio in cor gli ha messo.
Quel che segu? tra questi duo superbi
vo' che per l'altro canto si riserbi.