Oskarżona - Quentin McDermott

Kup ebooka

59.99 zł
49.79 zł (46,19 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

PROLOG

Najcięższe pomyłki wymiaru sprawiedliwości miewają potworne konsekwencje.

W piątek 16 marca 2007 roku Sally Clark, angielska rad­czyni prawna niesłusznie oskarżona o zabicie dwóch ze swoich trzech małych synków, została znaleziona martwa w domu rodzinnym w Essex. Miała czterdzieści dwa lata. Później orzeczono, że przyczyną zgonu było przypadkowe zatrucie alkoholowe. Nieświadomie, wiedziona potwornym bólem, zapiła się na śmierć.

Jej historia była tragiczna. W 1996 roku jej pierworodny, Christopher, zmarł nagle w wieku jedenastu tygodni. Dwa lata później jej drugi syn, Harry, również odszedł nieoczekiwanie, mając zaledwie osiem tygodni.

Miesiąc po śmierci Harry'ego Sally Clark została aresztowana i oskarżona o zamordowanie niemowląt. Podczas procesu poważany brytyjski pediatra, profesor Roy Meadow, zeznał, że szanse, jakoby w jednej rodzinie dwukrotnie doszło do śmierci łóżeczkowej - jak u niej - wynoszą 1 do 73 milionów.

Mylił się jednak.

Profesor był przekonany, że w jednej rodzinie "jedna nagła śmierć niemowlęcia to tragedia, dwie są podejrzane, a trzy to morderstwo, o ile nie dowiedziono inaczej". Teoria ta stała się znana powszechnie jako prawo Meadowa - częściowo na jej podstawie przysięgli skazali Sally Clark oraz szereg innych niewinnych matek. Sally Clark za zabicie swoich dzieci otrzymała podwójne dożywocie.

Pierwsza apelacja została odrzucona, jednak druga, złożona na początku 2003 roku, wskazała, że dowód statystyczny podany przez profesora Meadowa jest wysoce nieprecyzyjny. Sally Clark wyszła z Sądu Najwyższego w Londynie jako wolna kobieta, u boku męża, Steve'a, blada i ze ściągniętą twarzą. Jej mina przywodziła na myśl matkę nękaną osobistą tragedią i kogoś, z kogo w więzieniu zrobiono kozła ofiarnego. Oczyszczono ją z zarzutów, ale krzywda już się stała, a Sally Clark nigdy nie doszła do siebie.

Jako że inne matki, które z pomocą Roya Meadowa trafiły do więzienia, zostały oczyszczone z zarzutów, słowa Sally Clark po apelacji rozbrzmiewają echem mimo upływu lat: "To nie jest zwycięstwo. Nie wygraliśmy. Tu w ogóle nie ma zwycięzców. Wszyscy jesteśmy przegrani".

Po śmierci Sally Clark w 2007 roku jej obrońca, John Batt, powiedział "Guardianowi": "Po czymś takim chyba nie da się dojść do siebie. Wyobraźcie sobie, że siedzicie w więzieniu i wszyscy uważają was za największego potwora, jaki chodził po ziemi, najgorszy sort człowieka. Sęk w tym, że pięć-sześć lat życia straciła w warunkach tortur sponsorowanych przez państwo".

Dwa miesiące po jej uniewinnieniu w 2003 roku inna matka w Australii wylądowała na ławie oskarżonych za zabójstwo czworga swoich dzieci. Jej proces też naznaczyło prawo Meadowa, ją też postrzegano jako potwora i najgorszą osobę na świecie.

Podobnie jak Sally Clark, ta nieszczęsna matka skończyła jako ofiara rządowych tortur, straciła dwadzieścia lat życia wskutek jednego z najgorszych błędów wymiaru sprawiedliwości odnotowanych w historii. Wciąż siedziałaby w więzieniu, gdyby nie heroiczna walka stoczona o nią przez najbliższych przyjaciół, naukowców, którzy ją uratowali, i zespół prawników.

Mowa o Kathleen Folbigg, a oto jej historia.

Rozdział 1 "Przepraszam, kochanie, musiałem to zrobić"

W parny letni wieczór w grudniu 1968 roku na cichej uliczce w Annandale na przedmieściach Sydney ujrzano mężczyznę w średnim wieku, trzymającego w ramionach wykrwawiające się ciało kobiety, którą chwilę wcześniej dźgnął dwadzieścia cztery razy w akcie niekontrolowanego napadu szału.

Thomas Britton był okrutnym zbirem, zabójcą z półświatka, pracującym jako magazynier w dokach Balmain w Sydney. A kobieta, która gasła w jego ramionach, była jego "nieoficjalną" żoną, Kathleen Donovan, pracownicą fabryki. Ta przerażająca sytuacja przypominała scenkę z taniej powieści akcji. Gdy Kathleen leżała, umierając, na ścieżce, Britton - jak opowiadał zszokowany sąsiad - pochylił się nad nią i ją pocałował.

- Przepraszam, kochanie, musiałem to zrobić - powiedział do jej ciała, a potem odwrócił się do sąsiada: - Musiałem ją zabić, inaczej zabiłaby moje dziecko.

Zamordował ją z premedytacją. Inny sąsiad sześć dni wcześniej widział rozmawiającą ze sobą parę. Usłyszał, jak Britton mówi do Kathleen:

- Jeśli zobaczę cię samą na ulicy, dostaniesz kosę pod żebra.

Tamtego popołudnia Britton dużo pił, wziął ze sobą z domu nóż i czekał na partnerkę.

Kathleen Donovan była hazardzistką i alkoholiczką. Ale Thomas Britton, Walijczyk, który przed laty wyemigrował do Australii, był od niej o wiele gorszy. Miał niebywałą skłonność do przemocy. Bratał się z doskonale znanymi morderczymi członkami półświatka w Sydney, regularnie bił partnerki. W 1954 roku otrzymał wyrok dwunastu miesięcy więzienia za ciężkie uszkodzenie żony, Margaret Britton, dziewiętnastoletniej pielęgniarki, którą ranił ośmiocalowym stalowym ostrzem. W efekcie pani Britton doznała głębokich ran ciętych na prawym ramieniu oraz czole.

Powiedziała mu, że to koniec ich małżeństwa, bo nie chce już znosić przemocy z jego strony - a jego atak był tak gwałtowny, że Britton był przekonany, że ją zabił. Na szczęście kobieta przeżyła. A on w 1968 roku faktycznie dokonał zabójstwa partnerki, choć innej.

W noc po zabójstwie Kathleen Donovan Britton złożył na policji zeznania, w których próbował usprawiedliwić swój niewybaczalny czyn. Jak twierdził, dwa tygodnie wcześniej Kathleen porzuciła go wraz z ich osiemnastomiesięczną córeczką Kathy w parku krajobrazowym Nielsen w Sydney, gdzie mieli piknik.

- Mówiłem, żeby nie piła tyle, kiedy jesteśmy z dzieckiem - tłumaczył. - Powiedziała, że będzie pić, ile chce, kiedy chce i z kim chce. Ja jej wtedy powiedziałem, że nie.

Po dalszej kłótni, tłumaczył Britton, kobieta "wzięła torebkę i poszła. Zostawiła mnie samego z dzieckiem".

Faktycznie, Kathleen Donovan miała niepokojący nawyk porzucania dzieci. Dwie starsze córki zostawiła u ich ojców, a jedna z nich wylądowała w sierocińcu w Nowej Zelandii.

Kilka dni po tej awanturze Thomas Britton odkrył, gdzie przebywa Kathleen. Prosił, by wróciła z nim do domu, ale ona odmówiła i oznajmiła, że nie chce mieć nic wspólnego z nim ani z ich córką. Britton zażądał, by mu powiedziała, czy spała z mężczyzną, który mieszkał w tym domu, a ona zaprzeczyła.

- Wtedy zaczęło się we mnie gotować - przyznał. - Dałem jej cios w twarz, a potem powiedziałem, że jej nie wierzę.

Tamtego wieczoru, gdy ją zadźgał, czekał na przyjazd policji i zachowywał się, jakby chronił kobietę, którą zamordował.

- Kiedy leżała na ziemi, przebrałem ją, bo nie chciałem, żeby ktoś ją tak zobaczył. Gość z góry powiedział, żebym ją zostawił w spokoju, a ja mu powiedziałem, żeby poszedł się jebać, bo nie chciałem, żeby ktoś widział jej bieliznę. Zrobiłem to, co zrobiłem, a potem rzuciłem nóż na ziemię. Nie wierzyłem, że ona nie żyje. Pocałowałem ją, objąłem. Potem kazałem dwóm osobom zadzwonić na policję, bo chyba zrobiłem krzywdę mojej żonie.

Britton nie tylko ugodził śmiertelnie partnerkę. Zniszczył też szanse swojej córki na szczęśliwe życie z rodzicami.

Mała Kathy wyrosła na Kathleen Folbigg. Dla niej właśnie rozpoczął się koszmar, który trwał pięćdziesiąt pięć lat.

Rozdział 2 Zaniedbana i zubożała

Bolesnym skutkiem brutalnego morderstwa matki był fakt, że malutka Kathy wylądowała w Domu Dziecka Minda w zachodniej części Sydney. Wyglądała jak wyjęta z powieści Di­ckensa. Opisywano ją, ponuro, lecz precyzyjnie, jako dziecko "zaniedbane i zubożałe". Oficjalnie trafiła pod opiekę państwa, a następnie umieszczono ją w domu wuja od strony matki, Kerry'ego Platta, oraz jego żony, Mary. Mieszkali oni nieopodal wraz z babcią dziewczynki. Za opiekę nad nią rodzina otrzymywała pięć dolarów tygodniowo1.

Z początku Plattowie chętnie dali dom Kathy. Zajęli się nią, gdy tylko usłyszeli o morderstwie jej matki. Kathy już wcześniej u nich bywała, a Kathleen Donovan niegdyś zgodziła się wręcz, by adoptowali jej córkę, ale potem zmieniła zdanie.

Biorąc pod uwagę niedawny koszmar, Plattowie postanowili wymazać ślady faktycznych rodziców Kathy. W 1969 roku dziewczynkę ochrzczono pod zupełnie nowym imieniem i nazwiskiem: Lisa Platt.

W kolejnym miesiącu Thomas Britton trafił przed oblicze sądu i, w co trudno uwierzyć, nie przyznał się do zarzutu morderstwa Kathleen Donovan.

Sąd usłyszał, że Britton wierzył, jakoby Kathleen porzuciła go dla innego mężczyzny, a zeznania świadków prezentowały go jako człowieka ogarniętego wyrzutami sumienia z powodu popełnionego czynu, a nie przemocowego, żałosnego zbira wyłaniającego się z policyjnego wywiadu i tego, ile aktów przemocy wobec kobiet miał na koncie. Zgodnie z prawdą uznano go za winnego i skazano na "karę dożywotniego pozbawienia wolności", która jednak dobiegła końca po trzynastu latach, kiedy zwolniono go i deportowano do Wielkiej Brytanii.

"Lisa" nie miała o tym pojęcia, kiedy uczyła się nowego domu. Miała opinię sympatycznej, bystrej dziewczynki i rozwijała się dobrze, mimo tego, co przeżyła. Lecz w maju 1970 roku, na kilka tygodni przed trzecimi urodzinami Kathy, pani Platt zgłosiła gwałtowne pogorszenie zachowania podopiecznej. "Lisa" często się awanturowała i była niebywale agresywna wobec dzieci odwiedzających dom. Krzyczała, płakała, a co najbardziej niepokojące, wykazywała oznaki wykorzystywania seksualnego.

Kathy zabrano do kliniki pediatrycznej, gdzie doktor Spencer zanotował, że pani Platt, choć nie wiadomo, czy było to uzasadnione, opisywała ją jako "właściwie nieusłuchaną" i twierdziła, że dziewczynka "ma fatalny wpływ na jej małżeństwo". Lekarz przypuszczał, że Kathy była molestowana seksualnie przez ojca i zapisał to eufemistycznie: "Wydaje się, że w niemowlęctwie Lisa doznawała niewłaściwego traktowania ze strony ojca".

Później pani Platt twierdziła, że "Lisa" nadal "zachowuje się okrutnie" wobec innych dzieci, a po zdyscyplinowaniu krzyczy i płacze w ramach zemsty.

Kathy była bez wątpienia zawzięta. Kolegom powiedziała, że jej wuj hodował papużki faliste i że pewnego dnia otworzyła klatkę i wypuściła je na wolność. Stadko ptaków wyleciało i nikt go już więcej nie widział.

W czerwcu 1970 roku, na trzy dni przed trzecimi urodzinami Kathy, pani Platt się poddała i poprosiła władze o zabranie dziecka. Nie było możliwości, by dziewczynką zajął się ojciec. Zamknięty w więzieniu Long Bay Gaol2, mógł co najwyżej podpisać zwięzłe oświadczenie, że Kathy jest jego córką. Ponieważ nikt inny nie chciał dać jej domu, trafiła do przerażającego sierocińca - Domu Dziecka Bidura w Glebe na przedmieściach Sydney. Tam opisywano ją jako "wysoce skrzywdzoną dziewczynkę (...) jasnowłose, delikatne z wyglądu dziecko o pięknej, lecz pozbawionej emocji twarzyczce". Była milcząca i wycofana. Rzadko się uśmiechała czy odzywała.

Niedługo potem Kathy przeniesiono do Domu Małego Dziecka Corelli na zachodnich obrzeżach miasta. Tam sieroty przedstawiano potencjalnym rodzicom zastępczym. Pary przechadzały się wzdłuż szeregu dzieci i wybierały, które przygarną.

Później jeden z dawnych mieszkańców takiego domu dziecka opisał uczucia towarzyszące mu, gdy stał w szeregu, oglądany przez obcych dorosłych:

Byliśmy za mali, żeby zrozumieć, co właściwie mówią ci ludzie, ale po kilku takich zbiórkach domyśliliśmy się, o co chodzi. Od czasu do czasu któreś z nas znikało, więc zorientowaliśmy się, że celem tego dziwnego rytuału było opuszczenie sierocińca i zamieszkanie z mężczyzną i kobietą.

W Bidurze Kathy opisywano - niesłusznie - jako "dziecko na granicy normy intelektualnej" z IQ wysokości 77. W Corelli - również niesłusznie - sklasyfikowano ją w zakresie "między lekkim upośledzeniem a normą". Dopiero później, kiedy miała siedem lat, oceniono jej IQ na 110, a to klasyfikowało ją w zakresie "między ponadprzeciętnym a najwyższym".

W wieku trzech lat straciła całą rodzinę, imię, w samotności cierpiała trudy życia w dwóch sierocińcach i niosła blizny przemocy psychicznej, a prawdopodobnie również seksualnej. Trudno sobie wyobrazić bardziej traumatyczne wejście w życie.

Na szczęście jednak na horyzoncie malowała się nadzieja.

We wrześniu 1970 roku Kathy poznała nowych rodziców. Był to dla niej wielki dzień. Siedziała na tyłach ich samochodu, oddalając się coraz bardziej od sierocińca, i patrzyła na drzewa Parku Narodowego Ku-ring-gai Chase na północ od Sydney. Migały one na drodze do jej nowego domu - mieszczącego się na przedmieściach Newcastle, w dzielnicy domków jednorodzinnych Kotara.

Nowymi rodzicami dziewczynki okazali się Deidre i Neville Marlborough, którzy mieli dwoje własnych, dorosłych już dzieci. Kiedy w ich domu zjawiła się Kathy, Russell miał dwadzieścia jeden lat, a jego siostra, Lea, siedemnaście - i była świeżo upieczoną mężatką. Tutaj Kathy czuła się bezpieczniej i spokojniej; miała własny pokój, zabawki, rowerek, a także towarzystwo kotów i psów.

- Taka malutka, z blond loczkami, szerokim uśmiechem, była po prostu radosną dziewczynką, która pragnęła miłości - wspominała później jej siostra Lea. - Była wszystkim, o czym marzyłam. Zawsze chciałam mieć siostrę, a teraz ją dostałam.

Neville Marlborough miał kamerę Super 8 i godzinami dokumentował dorastanie młodszej córki. Pierwsze filmy pokazują Kathy bawiącą się radośnie w domu.

Lecz nad tym szczęściem cieniem kładła się machina państwowej biurokracji. Jako że była pod opieką państwa, sklasyfikowano ją jako "dziecko nieadopcyjne" i do momentu ukończenia osiemnastu lat podlegała regularnym wizytom opieki społecznej.

Jako sześciolatka Kathy nie wspominała już dawnego życia, a Neville'a i Deidre uważała za swoich faktycznych rodziców. Była dziewczynką nieśmiałą, miłą i inteligentną. Deidre, choć surowa, czule traktowała nową córkę. Kiedy w roku jej przyjęcia do rodziny Russell wziął ślub, Kathy była druhną. Później brat opisywał ją jako uroczą, śliczną, zabawną i niezdarną. Twierdził, że "stale zabiegała o akceptację mamy".

W podstawówce Kathy była samotniczką i po trosze chłopczycą. Trzymała się z chłopakami, ale czasem czuła się smutna i osamotniona. Na szkolnych zdjęciach widać, że siedzi cicho i spokojnie razem z resztą klasy, jak wszystkie uczennice. Sama jednak wspominała potem, że "prześlizgnęła" się przez pierwsze lata nauki z poczuciem wyobcowania.

Podobno kiedy miała dziewięć lat, Neville i Deidre ją okłamali, twierdząc, że została adoptowana. Była to nieprawda, a to stwierdzenie sprawiło nie lada kłopoty opiece społecznej. Kathy powinna była wiedzieć, że jest tylko w pieczy zastępczej, ale nowi rodzice obawiali się, że jeśli to wyznają, pryśnie jej iluzja bezpieczeństwa.

Dopiero w kolejnym roku Deidre zebrała się na odwagę i przyznała, że Kathy nie poddano adopcji. To mocno wstrząsnęło dziewczynką. Rozmowa była trudna, pełna emocji, a także niezmiernie niepokojąca dla Kathy, przekonanej, że Neville i Deidre chcieli ją adoptować. Nie za bardzo rozumiała, dlaczego tego nie zrobili.

Jeszcze bardziej szokujące okazało się to, jak Deidre traktowała Kathy. Zdaniem Lei: "Kathy nigdy nie dogadywała się z moją matką, a matka nigdy nie dogadywała się z nią". Kobieta uważała też, że jej mama była za stara na adopcję kilkulatki, a gdy sama Lea urodziła syna, Warda - pierwszego wnuka Deidre - "to on zajmował cały jej czas i dostał całą jej miłość, a dla Kathy nic nie zostało". Russell też uważał, że Kathy stale była na drugim planie względem Warda.

Lea twierdziła również, że kiedy Kathy była niegrzeczna, Deidre "używała pasa". Mąż Lei, Ted Brown, widzi w tym faworyzowanie wnuka przez jego teściową.

- Kathy była normalną dziewczynką i tak należało ją traktować, ale ponieważ pojawił się mój syn, ona została zepchnięta na bok. Miała się nim opiekować i pilnować, żeby nie wpadł w tarapaty. Ilekroć zrobił coś nie tak, odwracał się i twierdził "to Kathy to zrobiła", a ona dostawała pasem.

Russell potwierdza te rewelacje, przyznając, że w oczach Deidre Ward był "złotym dzieckiem", które nigdy nie popełniało błędu.

Później Kathy opisze Deidre jako "przesadnie kontrolującą". Po długiej rozmowie z Kathy psychiatra napisał opinię o Deidre: "Skupiała się na uczeniu Kathy obowiązków domowych i na tym, by dziewczynka je wykonywała. Kathy twierdziła, że matka chciała stworzyć z niej kogoś, kim mogłaby się popisywać jako dziewczynką dobrze wychowaną przez zastępczą rodzicielkę".

Małą sierotę obsadzono w roli nowoczesnego Kopciuszka. Deidre biła ją po twarzy albo uderzała rączką zmiotki do kurzu, drewnianą łyżką lub paskiem, ilekroć córka nie wykonała całej listy obowiązków domowych. "Kara fizyczna mogła być skutkiem dowolnego domniemanego naruszenia", odnotowywał psychiatra. Kathy opisywała matkę jako nieprzewidywalną, kapryśną, dominującą.

Zastępczy ojciec, Neville, dla odmiany "trzymał się w tle". Zawodowo prowadził księgi rachunkowe hurtowni żywności. W oczach Kathy był zamkniętą, nieczytelną księgą.

Jedna z najdawniejszych przyjaciółek Kathy, Megan Donegan, była z nią blisko od dziecka. Jak wspomina:

- Kathy kilka razy opowiadała, że ojciec musiał powstrzymywać jej matkę przed awanturą z powodu jakichś drobiazgów.

Jak zaobserwowała, matka zastępcza traktowała Kathy "jak niewolnicę".

Dziewczynka uciekała przed surowym domem w świat książek i na spacery z psem do parku po drugiej stronie ulicy. Potrzebowała jednak przyjaciół, z którymi mogłaby nawiązać relację. W szkole podstawowej poznała dziewczynkę, która później stała się jej przyjaciółką na całe życie - Tracy Chapman.

Tracy miała dom pełen zwierząt, który bardziej przypominał farmę niż miejską zabudowę, i pomagała Kathy zapomnieć o trudach dnia powszedniego, być zwyczajnym, normalnym dzieckiem. Razem biegały, bawiły się albo po prostu siedziały i rozmawiały.

Obie dziewczynki kochały spędzać czas na świeżym powietrzu.

- Nie należała do dzieciaków, które siedzą w bibliotece i czytają. Uwielbiałyśmy odkrywać świat. Wokół szkoły były pniaki i drzewa, można było siąść na którymś z nich albo bawić się w berka po krzakach. - Tracy wspomina też, że Kathy była żywiołowa, radosna i z głową do figli. - Kochała zwierzęta, a u nas przy domu było ich pełno. Obcowała z psami, ptakami, pająkami i wężami... i z kaczką. Miała na imię Ziggy!

Dziewczynki chodziły do szkoły podstawowej w Kotarze. Wśród ich wspomnień wyróżnia się jedno szczególnie radosne: rodzice Tracy kupili jej magnetofon.

- Dostałam kasetę z muzyką z Grease. Wciąż pamiętam, jak tańczyłyśmy na dziedzińcu i cudownie się bawiłyśmy.

W piątej klasie Tracy zmieniła szkołę i na jakiś czas utraciły kontakt, ale spotkały się ponownie w liceum.

- Była w kręgu moich przyjaciół, z którymi wciąż się przyjaźnię - opowiada Tracy. - Od ósmej klasy byłyśmy właściwie nierozłączne.

Jako nastolatka, mimo bliskiego kręgu koleżanek, Kathy wciąż była - jak sama twierdzi - "samotnym wilkiem". Jej relacje z Deidre nadal się pogarszały, obie wciąż ścierały się na tle próśb Kathy, by mogła wyjść z przyjaciółmi. Dziewczyna narzekała, że matka trzyma ją pod kloszem.

Bywały jednak i dobre czasy.

- Poznałam Kath w siódmej klasie. Byłyśmy ze sobą blisko przez całe liceum - wspomina Megan Donegan. - Często jeździła na wycieczki z moją rodziną. W niedziele wyjeżdżaliśmy z moimi krewnymi, czasem robiliśmy wypady na chrzciny, często u nas gościła. Zawsze dużo się śmiała.

Megan nazywa Kathy ekstrawertyczką, choć "stale coś ją hamowało".

Kiedy Kathy miała piętnaście lat, po raz pierwszy zaczęła chodzić z chłopakiem, którego sama określała jako "kujona kochającego nauki ścisłe". On nie był zbyt wymagający, ona lubiła jego poczucie humoru. Siedzieli w jednej ławce, a on zaprosił ją do swojego kręgu przyjaciół. Przez kolejne dwa lata zbliżyli się do siebie, ale związek dobiegł końca, gdy chłopak poleciał za ocean spotkać się z krewnymi. Nie wspomniał jej o tym. Kathy poczuła się zdradzona i porzucona.

W tym samym roku jej ojciec zastępczy, Neville, przeżywał trudne chwile. Już od jakiegoś czasu nie miał pracy i nie mógł jej znaleźć mimo starań. Był na zasiłku, ale miał dodatkowe źródło pieniędzy: ponieważ Kathy wciąż była wychowanką państwa, oprócz standardowego wsparcia Neville otrzymywał państwowy zasiłek na opiekę nad córką, a także "zasiłek dla podwójnych sierot", jako że żadne z biologicznych rodziców Kathy nie mogło się nią już opiekować.

Gdyby Neville i Deidre adoptowali Kathy, przestaliby otrzymywać ten zasiłek, musieliby więc płacić za jej wychowanie z własnej kieszeni. To dawało wyraźny finansowy motyw, by pozostawali jedynie jej rodzicami adopcyjnymi.

Również w roku 1982, o czym Kathy nie wiedziała, Thomas Britton został zwolniony z Long Bay Gaol i deportowany z powrotem do Wielkiej Brytanii. Z Londynu udał się do Abersychan nieopodal Pontypool, walijskiego miasteczka, w którym się urodził i dorastał. Rodzinie i przyjaciołom nigdy nie powiedział, co go spotkało, nigdy też nie starał się skontaktować z córką. Nawet nie wiedziała, że jej ojciec wciąż żyje. Jak napisano wiele lat później w artykule w "The Times":

Mieszkańcy walijskiej wioski Abersychan nieopodal Ponty­pool wspominają Thomasa Johna Brittona jako Kubę Spruwacza, uroczego starego łotrzyka z błyskiem w oku, zbyt zniedołężniałego, by wzuć buty i przejść pięćdziesiąt jardów do pubu.

Dwa lata później, mimo wszystkich nieporozumień i kłótni na domowym gruncie, Kathy złożyła wniosek o zmianę nazwiska w akcie urodzenia z Britton na Marlborough. Jednak niedługo po siedemnastych urodzinach została zmuszona do zmierzenia się z własną tożsamością - i z tożsamością swoich biologicznych rodziców.

W lipcu 1984 roku Neville, Deidre i pracownik opieki społecznej usiedli z nią i wyjawili straszną prawdę: że ojciec z zimną krwią zamordował jej matkę. Kathy była zdruzgotana. Dogłębnie nią to wstrząsnęło. Poczuła wstyd, poczuła też, że wszystko to źle się na niej odbiło. Zastanawiała się, czy to dlatego rodzice zastępczy, choć o wszystkim wiedzieli, tak oszczędnie mówili o jej matce - i czy to wyjaśniało nieprzyjemny komentarz, który usłyszała kiedyś z ust Deidre: "Masz taki sam charakterek jak twój ojciec".

Mimo młodego wieku Kathy przeżyła już bardzo wiele, a te wstrząsające wieści tylko pogłębiły chęć skrywania emocji. Nie chciała, by ktoś uważał ją za podobną do ojca, trzymała więc temperament na wodzy.

Powiedziała o tym jednak najbliższym przyjaciołom - dla nich było to podwójne zaskoczenie. Od dziesiątego roku życia Kathy wiedziała, że nie została formalnie adoptowana, ale oni nie mieli o tym pojęcia. Teraz się dowiedzieli.

Megan Donegan pamięta ten dzień. Kathy siedziała na lekcji muzyki, z tyłu sali. Zdawała się otumaniona.

- Powiedziała mi, że jej ojciec zamordował jej matkę i dlatego wylądowała w rodzinie zastępczej. Tak po prostu wyszeptała to w trakcie lekcji, jak coś zupełnie zwyczajnego. Powstrzymywała łzy i dobrze jej to wychodziło. Musiała to często robić. Niezły prezent na siedemnaste urodziny: zrujnować czyjś świat i wszystko, w co ktoś wierzył przez większość życia.

Tracy Chapman też wyraźnie pamięta szok wywołany zwierzeniami Kathy:

- Pamiętam, że kompletnie mnie to zaskoczyło. W jej domu nigdy nic na to nie wskazywało. Była częścią rodziny. Wtedy chyba bardzo jej współczułyśmy. Pamiętam, że była taka cicha, wstrząśnięta, ale też stąpała twardo po ziemi, tak jak przez całe życie. Po prostu powiedziała nam wszystko tak, jak to wyglądało.

Bez wątpienia odkrycie, kim byli jej rodzice i co ojciec zrobił matce, dogłębnie poruszyło Kathy. Pięć dni później, nerwowa i pełna wyczekiwania, udała się do Sydney do Plattów - wujka ze strony matki i jego żony - a oni dali jej zdjęcia z czasów niemowlęcych i fotografię jej matki, Kathleen.

Megan Donegan jest przekonana, że Kathy nie zmienił nawet szok związany z odkryciem, że nie została adoptowana i że jej matka straciła życie z ręki ojca.

- Raczej pozostała taka jak wcześniej, ponieważ Kathy zawsze stoicko podchodziła do tego, co ją spotykało.

Tracy Chapman opowiada, że nawet jako nastolatka Kathy nie owijała w bawełnę.

- Mówiła jak jest. Czasem bardzo brutalnie, chociaż tego nie chciała.

Niedługo przed jej osiemnastymi urodzinami w rodzinie wybuchł kolejny dramat. Po kłótniach dotyczących spotkań z chłopakiem Kathy uciekła z domu. Ukryła się u rodziny przyjaciółki na jakiś czas, a gdy wróciła do domu, oznajmiła, że chce porzucić szkołę i iść do pracy. Słowa dotrzymała. Wkrótce potem oddała podręczniki i opuściła liceum z informacją, że chce znaleźć pracę albo pójść na zasiłek i dać sobie czas na przemyślenie. To oznaczało, że nie zamierzała kończyć dwunastej, ostatniej klasy.

Deidre i Neville nijak nie mogli wpłynąć na jej podejście, więc niechętnie pogodzili się z losem.

Lea, która przez wiele lat była blisko Kathy, miała do matki pretensje o to zachowanie:

- Obwiniam ją o to, jak traktowała Kathy. Była straszną manipulantką, a kochała tylko wnuka, mojego syna. Dla niego było wszystko i wszystko dotyczyło jego.

W końcu Lea popadła w konflikt z matką i nie odzywała się do Deidre przez lata, aż do jej śmierci. Dla odmiany Kathy nigdy nie zerwała stosunków z Deidre, a w latach poprzedzających jej śmierć okazała miłość i pogodziła się z przybraną matką. Ta niebywała zdolność wybaczania osobom, które ją skrzywdziły, stanowi cechę bardzo podziwianą przez osoby będące najbliżej Kathy.

Kathy twierdziła, że biologiczni rodzice, Thomas i Kathleen, nie mieli wpływu na jej wychowanie.

- Nie mieli z tym nic wspólnego - powiedziała w rozmowie z Tracy Chapman. - Nie mieli nic wspólnego z moimi zasadami, etyką, moralnością, wartościami i wszystkim tym, co wpojono mi w procesie wychowania. A to dlatego, że ich przy mnie nie było. Po prostu ich nie było. - Dodała też: - Nie pamiętam matki. Nie pamiętam ojca. O obojgu mam tylko informacje z drugiej, trzeciej ręki. Dla mnie są zatem nieistotnym elementem.

Co najważniejsze, Kathy twierdzi, że rodzina zastępcza wpoiła jej najwyższe wartości moralne, określone zachowania, i nauczyła, jak nie powinna postępować.

- Wychowano nas w bardzo wyraźnym poczuciu, co jest dobre, a co złe. Nie wolno kłamać, należy pomagać innym i tak dalej.

Był to kompas moralny, który z biegiem czasu miał zostać poddany ciężkiej próbie.

1 Pięć dolarów australijskich było pod koniec lat 60. znaczącą sumą, odpowiadającą dzisiejszej kwocie niemal 80 dolarów australijskich (ponad 200 złotych) (wszystkie przypisy pochodzą od tłumaczki).
2 Gaol to brytyjski wariant pisowni słowa "jail" (więzienie), ale jako element nazw własnych i samodzielne określenie odnosi się do australijskich realiów, toteż pozostawiam ten termin w oryginale.

Rozdział 3 Urocza i uwodzicielska

Był rok 1985, a życie młodych w Australii wydawało się wspaniałe. Premierem był lewicowy Bob Hawke, w telewizji pojawiła się nowa opera mydlana pod tytułem Sąsiedzi, a w kinie grano Mad Maxa 3.

W czerwcu, w dniu osiemnastych urodzin, życie Kathy odwróciło się o sto osiemdziesiąt stopni. Właśnie wtedy otrzymała propozycję pracy przy wynajmie aut na dużej stacji serwisowej Shella w pobliżu swojego miejsca zamieszkania. Dziewczyna była w siódmym niebie. Zaoferowano jej tygodniówkę w wysokości 136 dolarów3 przy pracy od poniedziałku do piątku. Dzięki temu mogła wreszcie wyrwać się z domu zastępczego i rozpocząć życie na własną rękę.

Minął już szok wywołany potworną wiadomością o ojcu, a Kathy z ekscytacją czekała na moment, gdy rozwinie skrzydła i stanie się niezależna. Szkołę opuściła na pół roku przed egzaminami końcowymi; nawet Neville i Deidre ucieszyli się, że będzie zarabiać zamiast żyć z zasiłku - to znaczyło, że nie przyjdzie im jej finansować.

Kathy czekała kolejna duża, pozytywna zmiana - skończyła osiemnaście lat, więc oficjalnie przestawała być podopieczną państwa. Nikt już jej nie kontrolował, a co ważniejsze, przestawały ją obowiązywać zasady Deidre. Wreszcie mogła być sama sobie panią.

Przez krótki czas pozostała w domu, ale już rozsądnie traktując wybuchy matki. Umiała je przewidzieć, wiedziała też, że skończą się awanturą albo i policzkiem. Ostateczny rozłam między nimi nastąpił, gdy pewnego razu Kathy złapała matkę za rękę i zatrzymała ją tuż przed ciosem. Ostrzegła Deidre, by ta nigdy więcej nie próbowała jej uderzyć, a potem wyszła z domu i zamieszkała z przyjaciółką.

W tamtych czasach kluby nocne pełne były imprezowiczów z pokaźnymi fryzurami spryskanymi obficie lakierem, w ekstrawaganckich strojach, tańczących gorączkowo do najnowszych hitów takich jak Crazy for You, Power of Love czy Take on Me. Właśnie wtedy w jednym z klubów w Newcastle Kathy poznała pewnego młodzieńca, zatańczyła z nim i się zakochała. Nazywał się Craig Folbigg.

Craig był wysoki, przystojny i zręcznie komplementował Kathy. Opisywała go jako "niebywale czarującego", obdarzonego "talentem do gadki". Zakochała się w nim na zabój. Wszyscy wokół twierdzili, że był to szalony romans, którego ogień podsycało bez wątpienia pragnienie Kathy, by wyrwać się z domu, decydować o sobie, tworzyć własną przyszłość.

Craig miał dwadzieścia cztery lata, był więc o sześć lat starszy od Kathy, a do tego w przeciwieństwie do niej, pozbawionej na co dzień biologicznej rodziny, miał ośmioro rodzeństwa. Dobrze zarabiał jako operator żurawia w stalowni lokalnej firmy o nazwie BHP. Kathy była zauroczona i pod wielkim wrażeniem, a Craig stanowił jej własnego "rycerza w lśniącej zbroi".

On też się zakochał.

- Od razu mi się spodobała. Była bezczelna, pewna siebie, seksowna i atrakcyjna. Nie traciliśmy czasu i bardzo szybko zaczęliśmy się spotykać.

Na jednym ze zdjęć zrobionych podczas pierwszych randek oboje uśmiechają się od ucha do ucha. Kathy ma na sobie ciemną bluzkę i żółty sweterek, a do tego naszyjnik z pereł, Craig natomiast białą koszulę i czerwony sweter. On obejmuje ją ramieniem.

Kathy wyjaśniła Craigowi, że ma trudną relację z przybraną matką. Gdy poznał jej rodziców, uznał ich za dziwnych.

- Deidre była dominująca i wybuchowa, Neville cichy i uległy. Żadne z nich nie okazywało Kathy czułości, a do czegoś takiego nie przywykłem w rodzinie - przyznał później.

Tracy Chapman nazywa ich relację wszechogarniającą. Kathy stale rozpływała się nad Craigiem, stał się całym jej światem.

- Sądzę - dodaje Chapman - że ona tak samo zawróciła w głowie jemu.

Przez jakiś czas Tracy rzadko widywała się z Kathy. Nie była fanką Craiga i wolała trzymać się na dystans.

- Wiem, że Kathy go kochała. Była nim tak pochłonięta, że musiałam się wycofać, bo chciałam dla nich szczęścia.

Tymczasem przybrana siostra Kathy, Lea, cieszyła się z tak dobranej pary.

- Byli dla siebie stworzeni - twierdzi. - Craig ją rozpieszczał i wręcz czcił.

W styczniu 1986 roku Kathy przeprowadziła się do Crai­ga, a w sierpniu, zaledwie osiem miesięcy później, on się jej oświadczył, a ona zgodziła się za niego wyjść.

Młodzi mieli okazję kupić dom w Mayfield na przedmieściach Newcastle, nieopodal stalowni, w której pracował Craig. Przeprowadzili się tam w maju 1987 roku. Był to nieduży domek z desek z dwiema sypialniami, jadalnią, salonem i werandą od frontu. To tam zaplanowali swój ślub.

Naturalnie Craig i jego rodzina pragnęli hucznej imprezy, a gdy Neville i Deidre się sprzeciwili, doszło do bolesnego rozłamu, który eskalował tak bardzo, że oprócz Deidre nikt z rodziny Kathy nie zjawił się na ślubie we wrześniu tego samego roku. A sama Deidre nie była zaproszona - wślizgnęła się nieproszona na ceremonię. Później Craig wziął winę na siebie, przyznając, że jego relacja z Neville'em i Deidre się popsuła.

Tracy Chapman, choć nie przepadała za Craigiem, nie była wcale zdziwiona, że Kathy wpasowała się w jego wielką, życzliwą rodzinę.

- Chciała mieć swoich ludzi. Uwielbiała dzieci, a moje rodzeństwo było młodsze, więc się nim zajmowała. Nie zaskoczyło mnie, że tak szybko się zaręczyła i wyszła za mąż.

Miała raptem dwadzieścia lat, ale i tak pragnęła już rodziny. Tracy nigdy nie wątpiła, że przyjaciółka urodzi dzieci, i to wiele.

- Zawsze chciała zostać matką. Z mojej perspektywy jej przeznaczeniem było macierzyństwo i wianuszek dzieci.

Kathy i Craig rozpoczęli życie małżeńskie tak jak wiele par - uskrzydleni i z nadzieją na świetlaną przyszłość.

- Życie było piękne, my razem, wspaniale się bawiliśmy - stwierdził później Craig.

Minął rok i ku wielkiemu zaskoczeniu oraz równie wielkiej radości Kathy zaszła w ciążę. Nie było to planowane, później żartowała przy Tracy, że "pewnie większość kobiet mnie za to znienawidzi, ale moje ciąże były idealne. Nie miałam żadnych problemów, nawet porannych mdłości".

W listopadzie, zanim Kathy urodziła, Craig otrzymał odszkodowanie od firmy BHP za wypadek w pracy. Tymi pieniędzmi spłacił hipotekę i inne zobowiązania - a to było sporo jak dla młodego nowożeńca. Pracował też już w miejscowej firmie przy wycenie używanych samochodów.

Podczas ciąży Kathy pojawiła się tylko jedna komplikacja - "epizodyczne omdlenie", wskutek którego kobieta na krótki czas trafiła do szpitala. Nazajutrz oznajmiła, że miała napad dreszczy z gorączką i ogólnie źle się czuła.

Jednak 1 lutego 1989 roku urodziła zdrowe pierwsze dziecko - chłopca - w szpitalu Western Suburbs w Newcastle. Szczęśliwi rodzice dali mu imię Caleb - pochodzące z hebrajskiego i oznaczające "wierny" lub "oddany całym sercem". Sam poród był niełatwy, trwał 16-18 godzin i zakończył się porodem kleszczowym ze znieczuleniem. Później Kathy opisywała go jako "niezbyt przyjemny".

W rozmowie z Tracy tak mówiła o tamtej chwili, kiedy po raz pierwszy wzięła na ręce Caleba, a serce biło jej jak szalone:

- Kiedy go zobaczyłam, pomyślałam, że właśnie po to jestem na ziemi. Pomyślałam, że moim przeznaczeniem było poznać faceta, wziąć ślub, mieć dom, być żoną, mieć psa, rodzinę. Chyba dlatego, że sama byłam przysposobiona, że byłam wychowanką państwa i tak dalej, uznałam, że rodzina to ta najważniejsza rzecz.

Kathy była wręcz zaborcza, jeśli chodzi o Caleba. Stale patrzyła na jego twarzyczkę i powtarzała sobie: "To moje dzieło!". Po jego narodzinach czuła się kompletna. Miała męża, dom i pięknego malucha.

- Pamiętam, że spojrzałam na niego i pomyślałam: "Oho, będzie mini mną" - mówiła Kathy do Tracy.

Około czternastu godzin po porodzie Caleb został zbadany w szpitalu przez pediatrę doktora Barry'ego Springthorpe'a, który zauważył, że u chłopca rozwinęły się "zaburzenia oddychania wymagające podawania w nocy tlenu. To dość powszechne zjawisko u noworodków". Przeprowadzono badanie rentgenowskie klatki piersiowej, a wynik był czysty, natomiast w kolejnych dniach stan chłopca się poprawił.

Cztery dni po narodzinach dziecka, 5 lutego, Kathy i Craig zabrali brązowowłosego, niebieskookiego chłopczyka do domu. Caleb spał w białym plecionym łóżeczku ustawionym w ogrodzie zimowym przylegającym do ich sypialni.

Od samego początku to nie Craig wstawał w nocy do syna. Kathy komentowała później sucho:

- Pod łóżko Craiga można było spuścić bombę, a on by się nie zbudził. Jak już zasnął, spał jak kamień.

Kathy postanowiła nie karmić piersią. Zdecydowała się na karmienie butelką z mlekiem dla niemowląt Enfalac. Craig miał jednak opory. Zauważył, że Calebowi trudno jest jednocześnie jeść i oddychać. Ssał smoczek, po czym przestawał, by zaczerpnąć powietrza.

- Wydawało mi się, że nie jest w stanie robić obu rzeczy naraz - stwierdził później Craig.

Kathy też to niepokoiło.

- Kiedy jeszcze byliśmy w szpitalu, odkryliśmy, że nakarmienie go zajmuje nieco dłużej niż nakarmienie zwykłego niemowlęcia... Nie wciągał nosem tyle powietrza, ile by chciał. Musiał robić sobie przerwy, czekało się trochę, żeby złapał oddech, po czym ssał dalej.

Dwa i pół tygodnia po narodzinach, 17 lutego, Kathy ponownie udała się z Calebem do doktora Springthor­pe'a. Lekarz zauważył, że Caleb ma "stridor wdechowy, czyli świst podczas wdechu, i lekkie zapadnięcie klatki piersiowej, ale nie wiąże się to ze zmianą koloru, sinicą, odruchem wymiotnym".

Stridor, czyli świszczący oddech, był jego zdaniem "bardzo, bardzo łagodny". Pojawiał się głównie wtedy, gdy Caleb się denerwował albo leżał na wznak. Co istotne, doktor Springthorpe ocenił, że powodem stridoru była "wiotkość krtani, tak zwana laryngomalacja".

Dziennik pisany w tamtym czasie przez Kathy wskazuje, że starannie przygotowywała się do narodzin pierworodnego i równie starannie dbała o niego w każdej godzinie życia.

W sobotę, 18 lutego, Kathy odnotowała siedem drzemek przeplatających się z okresami karmienia. Nic w jej zapiskach nie wskazuje na to, by z dzieckiem działo się coś złego.

Nazajutrz Kathy i Craig wybrali się z Calebem w odwiedziny do brata Craiga, Johna i jego rodziny mieszkających w Charlestown. Wrócili około 20:00; Caleb spał. Kathy przebrała go w pieluszkę tetrową, body i żółty kombinezon, a potem położyła do łóżeczka w ogrodzie zimowym.

Około 22:00 albo 22:30 Craig i Kathy poszli do ogrodu zimowego, a Caleb wciąż spał w łóżeczku, owinięty w rożek i otulony białym kocykiem. Był luty, w Australii trwało lato, ale w domu było chłodno i sucho.

- Ucałowałem Caleba w czoło, Kathy zrobiła to samo, a potem poszliśmy spać - powiedział później Craig. - Drzwi między naszą sypialnią a ogrodem zimowym były otwarte. W drugim pomieszczeniu stała lampa, zapalona całą noc dla Kathy, bo wstawała, żeby nakarmić Caleba.

Na czas karmienia Kathy siadała w fotelu w salonie z Calebem w ramionach. Tej nocy również tak było. "Zanim wstałam z fotela, już na mnie usnął... kiedy udało mi się wstać i wyjść z salonu, i odstawić go do sypialni, też już spał". Kobieta odłożyła syna do łóżeczka, wróciła do swojego łóżka i usnęła.

Około pierwszej w nocy w poniedziałek 20 lutego Kathy zapisała w dzienniku słowa: "Odłożyłam do łóżeczka?" i "trochę niespokojny", a o drugiej dopisała: "Wreszcie śpi!!!".

Jakieś pięćdziesiąt minut później poruszyła się i poszła sprawdzić, co z Calebem.

- Oddech niemowlęcia da się usłyszeć. Niemowlęta bardzo wyraźnie nabierają powietrza - wyjaśniała później. - Więc kiedy tego nie usłyszałam, zaczęłam się zastanawiać: "Co się z tobą stało, obróciłeś się i w coś wcisnąłeś?". Położyłam dłoń na jego piersi i nie czułam, że się unosi... a on w ogóle się nie poruszał, nie wiercił, nic nie robił. Zapaliłam światło i zauważyłam, że on nie oddycha. Wtedy zaczęłam panikować.

Kathy wspominała, że wokół nosa Caleba była krew i piana i że chłopiec "miał sine uste i był blady, a to było coś niezwykłego dla niego, bo mnie przypominał, miał ciemną, oliwkową skórę". Kathy wspomina, że ściągnęła z niego koc i rożek, objęła syna i uściskała, i wyjęła z łóżeczka.

Podczas późniejszych zeznań przed sądem Craig nieco inaczej wspominał wydarzenia tej nocy:

- Poszedłem spać, a potem pamiętam, że się obudziłem i usłyszałem, jak Kathy krzyczy: "Moje dziecko, coś się stało z moim dzieckiem!". Wyskoczyłem z łóżka i wpadłem do ogrodu zimowego. Zobaczyłem ją, jak stoi nad łóżeczkiem w piżamie. Stała tak, krzyczała, łapała się za głowę. Podbiegłem do łóżeczka i zobaczyłem, że Caleb leży na wznak, wciąż otulony rożkiem. Miał posiniałe usta i zamknięte oczy. Wsunąłem dłonie pod jego główkę i pupę i go podniosłem. Poczułem wtedy, że nadal ma ciepłą skórę. Gdy tak leżał w moich ramionach, przytknąłem usta do jego ust i dmuchnąłem. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, jak się poprawnie wykonuje RKO. Robiłem to i powiedziałem do Kathy: "Weź zadzwoń po karetkę". A ona tylko stała i krzyczała.

Kathy pobiegła do naszej sypialni, słyszałem, jak rozmawia przez telefon. Nie pamiętam dokładnych słów, ale mówiła, że jej dziecko nie oddycha, podała nasz adres. Ja zaniosłem Caleba do salonu i położyłem na kanapie. Ukląkłem obok i dalej dmuchałem mu w usta.

Dave Hopkins był jednym z ratowników, którzy ruszyli na miejsce zdarzenia po telefonie Kathy. Przyjechał o 2:59 nad ranem. Szybko ustalił, że Caleb doznał zatrzymania akcji serca, był nieprzytomny i nie oddychał. Nie miał pulsu. Zauważył też, że ciałko chłopca wciąż było ciepłe w dotyku - ale inny ratownik napisał w raporcie, że jest ono zimne.

Hopkins zdiagnozował "blokadę" w drogach oddechowych chłopca, prawdopodobnie płyn lub ślinę. Należało je oczyścić przed wsadzeniem rurki Guedela, ostatnią próbą przywrócenia do życia synka Kathy. Ale żadna z prób resuscytacji dziewiętnastodniowego niemowlęcia się nie powiodła, a elektrokardiograf pokazał, że serce Caleba przestało bić.

- Młodzi rodzice wyglądali na całkowicie rozbitych - raportował Hopkins. - Oboje płakali. Kontynuowaliśmy czynności, dopóki nie stało się jasne, że nie przyniosą one pozytywnego skutku.

Dave Hopkins zaproponował Kathy, by po raz ostatni wzięła synka w ramiona. Dokończył raport, w opinii wskazując jako przyczynę zgonu nagłą śmierć łóżeczkową (zwaną też zespołem nagłego zgonu niemowląt albo SIDS4).

- Tamtej nocy nie zauważyłem i nie usłyszałem nic, co wzbudziłoby moje podejrzenia względem rodziców - stwierdził.

Kilka godzin później w krótkim i smutnym oświadczeniu podpisanym na komendzie policji w Mayfield Kathy oznajmiła: "Dnia 2 lutego 1989 roku urodziłam Caleba. Dziś w nocy około 1:00 nakarmiłam go i odłożyłam do łóżeczka. Około 2:50 sprawdziłam, jak się miewa, zawsze robię to w nocy kilka razy. Tym razem zobaczyłam, że jest zimny. Zawołałam męża, zadzwoniliśmy po karetkę".

W ramach wzruszającego postscriptum dodała: "Caleb był zawsze zdrowy, nie miałam z nim żadnych problemów. 17 lutego zabrałam go do doktora Springthorpe'a, nic mu nie było. Doktor powiedział, że ma wiotkość krtani, ale mówił, że to nie jest powód do zmartwień".

Poniżej wydrukowano słowa: "Proszę o dochodzenie przyczyny zgonu: TAK/NIE". Słowo "TAK" było przekreślone, obok widniał podpis Kathy. Nie wszczęto dochodzenia, ale w miejskiej kostnicy w Newcastle wykonano sekcję zwłok. Ustalono, że Caleb, brązowowłosy i niebieskooki chłopczyk, rozwijał się prawidłowo i był dobrze odżywionym niemowlęciem. W jego żołądku znaleziono sporą ilość zsiadłego mleka. Brakowało zewnętrznych oznak uszkodzeń, a lekarz sądowy przeprowadzający sekcję stwierdził, że chłopiec wyglądał na zadbanego. Jako przyczynę śmierci wpisano SIDS.

Niespełna trzy tygodnie później Craig napisał list do zmarłego synka. Był to tekst przepełniony rozpaczą, ale i z nutą nadziei dla rodziny.

Pogrążona w żałobie Kathy odsunęła się od bliskich. Jeden z księży próbował ją - fatalnie - pocieszyć, mówiąc: "Twoje dziecko zostało wybrane przez Boga na anioła". Prochy Caleba trafiły do kolumbarium w miejscowym krematorium. Craig często odwiedzał miejsce spoczynku syna, Kathy nigdy.

Z początku czuła się otępiała, odcięta i pełna niedowierzania. Potem znalazła siły na codzienne aktywności. Zaczęła sprzątać w domu, chodziła na spacery z dwoma psami należącymi do ich rodziny, a później wróciła do pracy w indyjskiej restauracji.

Nikt nie żywił podejrzeń, nikt też nie obwiniał o to zdarzenie Kathy i Craiga.

Kobieta zebrała się na odwagę i zaczęła spędzać czas z sąsiadką, której niedawno urodziło się dziecko. Razem z Crai­giem otrzymali wsparcie psychologiczne i wiedzę genetyczną, a także informacje na temat nagłej śmierci łóżeczkowej w szpitalu Waratah. Powiedziano im tam, że nie ma powodu, by przypuszczać, że drugie dziecko też miałoby umrzeć.

3 Czyli około 500 dzisiejszych dolarów australijskich (niemal 1300 zł).
4 Od angielskiej nazwy: Sudden Infant Death Syndrome.

Rozdział 4 "Mieszane uczucia"

Żałobę po nagłej i tak wczesnej śmierci syna nieco złagodziły ostrożne rozmowy Kathy i Craiga na temat drugiego dziecka. Rodzina i przyjaciele zgodnie twierdzili, że takie rzeczy "zdarzają się tylko raz", a i bliska przyjaciółka Kathy, Megan - z którą kobieta często się wówczas widywała - wspomina, że powiedziała jej coś takiego.

Kiedy więc Kathy niespodziewanie zaszła w ciążę po raz drugi, czuła strach, ale i ekscytację. Później wyjaśniała Tracy, że drugie dziecko "to właściwie była pomyłka. Nie planowaliśmy go tak od razu. Nie było spodziewane, ale ogromnie się cieszyliśmy i pomyśleliśmy: Dobrze, dostaliśmy drugą szansę, jest w porządku".

Craig miał poważny powód, by nie ustawać w wysiłkach:

- Czuliśmy, że potrzebujemy tego dziecka, by przeżyć śmierć Caleba. Nie próbowaliśmy go zastąpić, ale chcieliśmy mieć rodzinę, chcieliśmy być szczęśliwi.

Kathy i Craig zajęli się remontem domu. Kiedy na świat przyszło drugie dziecko, ich domek był już odmalowany, miał nowy garaż, nowe podłogi i wykładziny, nowe okno w ogrodzie zimowym.

- Parami pomagaliśmy sobie nawzajem z remontami, rozbiórką szop i garaży, tego typu rzeczami, kiedy była w ciąży - wspomina Megan. - Sporo chodziliśmy do siebie z wizytami. Były uroczyste kolacje u tego, komu akurat pomagała reszta.

Kathy bardzo się przejmowała minimalizowaniem ryzyka związanego z SIDS. Znalazła inną położną, kupiła lepsze łóżeczko, starannie przygotowała pokój dziecinny.

Czytała nawet o ryzyku dla zdrowia związanym z bliskością ich domu względem stalowni w Mayfield i otaczającej jej strefy skażenia. Podobnie jak to było z Calebem, wdrożyła wszelkie możliwe środki ostrożności, by dziecko, gdy już się urodzi, było zdrowe i szczęśliwe.

3 czerwca 1990 roku Kathy urodziła drugiego syna, Patricka, w tym samym szpitalu w Newcastle, w którym przyszedł na świat Caleb.

- Kathy i ja byliśmy przeszczęśliwi - przyznawał później Craig. Chłopiec był jasnowłosy i niebieskooki; ich zdaniem wyglądał jak ojciec.

Sam poród był łatwiejszy niż poród Caleba, ale tego ranka Craig poszedł do pracy, a gdy wody odeszły, Kathy nie mogła się do niego dodzwonić. Zadzwoniła więc do jego brata, który mieszkał tuż obok, a ten przyjechał swoim Volvo i odwiózł bratową do szpitala.

Jakiś czas później Kathy zapisała w dzienniku, że tego dnia na świat przyszedł Patrick Allan David Folbigg. Dodała, że ma "mieszane uczucia" co do tego, czy sobie poradzi, czy jednak straci kontrolę "jak ostatnim razem".

Dodała też niejasno: "często żałuję Caleba i Patricka", ale potem wyjaśniła tę uwagę, twierdząc, że to dlatego, że kiedy już człowiek ma dziecko, jego życie ulega ogromnej zmianie - i czuła, że może nie jest osobą, która lubi zmiany.

Obiektywnie mogłaby to być dziwna notatka, ale podobnie jak wszystko, co zapisywała przez lata, i ta uwaga w dzienniku była osobistym odczuciem, nieprzeznaczonym na widok publiczny.

Tymczasem Kathy, Craig i lekarze robili, co mogli, by zminimalizować ryzyko. Ku ich uldze, wyniki pierwszych badań snu przeprowadzonych 14 czerwca, w urodziny Kathy, nie odbiegały od normy.

Przez pierwszych kilka miesięcy życia Patrick był zdrowy. Jadł głośno i radośnie, a w nocy budził się tylko raz, póki nie skończył trzech miesięcy. Jego rutyna obejmowała chodzenie spać około północy lub pierwszej i spanie co najmniej do szóstej.

Podobnie jak to było z Calebem, Kathy monitorowała sen syna i notowała wszystko w dzienniku.

Ku uldze obojga rodziców, Patrick nie miał problemów z oddychaniem ani ogólnie ze zdrowiem.

- Był wspaniały - powiedziała później Kathy.

Wydawało się, że wszystko jest dobrze... aż do nocy 17 października 1990 roku. Wieczorem Kathy nakarmiła syna i około 20:30 wsadziła go do łóżeczka. Patrick miał na sobie pieluchę tetrową, majtki nieprzemakalne, body i bawełnianą piżamkę.

Dwie godziny później Craig poszedł do pokoju Patricka i zobaczył, że syn leży w łóżeczku na plecach, przykryty kołdrą i kocykiem. Spał.

- Pocałowałem go i poszedłem do łóżka do Kathy. Zostawiłem u niego zapalone światło na wypadek, gdyby Kathy musiała wstać.

Kathy usiadła w fotelu w salonie i dała Patrickowi północny posiłek z butelki, po czym odłożyła go do łóżeczka na boku i sama poszła spać. Później jednak usłyszała kaszel dziecka i wróciła, żeby je ukołysać. Około 4:30 wstała do toalety.

Po drodze sprawdziła, co u Patricka.

- Nasłuchiwałam jego oddechu i zauważyłam, że ma z nim trudności - wyjaśniała później. Patrick gorączkowo łapał powietrze. Ten dźwięk był "przerażający". - Miałam wrażenie, że jest mu bardzo trudno wciągnąć powietrze do płuc. Natychmiast zapaliłam światło i zajęłam się małym. Był jakby pogrążony w letargu, nie reagował na bodźce, miał zamknięte oczy i tak walczył, żeby wziąć oddech. - Kathy zauważyła zasinienie wokół ust. - W pierwszej chwili pomyślałam: "Tylko nie to!".

Wspomina, że złapała syna na ręce i pobiegła do swojej sypialni, wzywając Craiga.

Niedługo później Patrick wydał wysoki pisk.

- To też było dość straszne. Znowu zaczęłam wołać Craiga.

Craig wspomina, że obudził się na dźwięk krzyków żony. Ale jak w przypadku Caleba, jego wspomnienie różni się od jej relacji:

- Wpadłem do pokoju Patricka i zobaczyłem Kathy stojącą przy łóżeczku. Barierka była podniesiona. Zajrzałem do środka i zobaczyłem Patricka leżącego na wznak... Miał zamknięte oczy, był blady, a ręce, nogi, całe ciało mu zwiotczały. Wziąłem go w ramiona i krzyknąłem do Kathy, żeby zadzwoniła po karetkę. Wybiegła z pokoju. Przysunąłem usta Patricka do mojego ucha i usłyszałem słaby, przerywany oddech. Nie wiedziałem, co robić, więc położyłem go płasko na podłodze i zacząłem wdychać mu powietrze do ust i nosa, żeby pomóc mu oddychać. Robiłem tak, aż przyjechała karetka.

Dwadzieścia minut po tym, jak Kathy podniosła alarm, pojawił się ambulans. Patrick i Kathy pojechali do nieodległego Szpitala Matki Boskiej. Kathy wspomina, że ratownicy podali Patrickowi tlen i synek zaraz otworzył oczy.

- Ewidentnie natychmiast dostał jego zastrzyk do mózgu.

O 5 rano w szpitalu Patrick został zbadany przez pediatrę, doktora Josepha Dezordiego. Niemowlak wciąż był apatyczny. Ponownie podano mu tlen i ponownie, jak to opisuje Kathy:

- Jakby ktoś włączył światło. W jednej chwili leżał nieruchomo na szpitalnym łóżku, w kolejnej bang! Budził się, krzyczał, panikował. Musiał być pogrążony w bardzo głębokim śnie, a nagle zobaczył jasne światła i ludzi w białych fartuchach tłoczących się dookoła, to wszystko na nim, na jego piersi. Musiał spanikować. Od tamtego momentu spędziliśmy czas w szpitalu, próbując ustalić, co się właściwie stało.

Lekarze nie znaleźli żadnej blokady górnych dróg oddechowych ani śladów zapalenia płuc, nic też nie wskazywało, by Patrick cierpiał na jakąś poważną chorobę, na przykład zapalenie opon mózgowych. Co ważne, nie było też śladów urazu fizycznego ani widocznych uszkodzeń ciała.

Pojawiły się jednak inne niepokojące symptomy. Patrick zwymiotował trzykrotnie i wyginał plecy. Badania wykazały wysoki poziom glukozy w moczu, czyli glikozurię. Zdaniem doktora Dezordiego wobec braku podwyższonego poziomu cukru we krwi mogła to być reakcja na "ostrą asfiksję", czyli brak tlenu, zapewne wskutek jakiegoś ataku.

Nazajutrz Patrick wydawał się z powrotem zdrowy, ale w nocy w szpitalu doznał kolejnego ataku - pojawiły się też konwulsje. Jedna z takich sytuacji wystąpiła, gdy Craig trzymał Patricka na rękach. Zrobiono kolejne badania, w tym tomografię komputerową mózgu, a doktor Dezordi ocenił wyniki jako "odbiegające od normy".

- Nie wiadomo było, co powoduje te osobliwe wyniki - komentował później.

Jedenaście dni po przyjęciu do szpitala Patricka wypisano. Lekarze stwierdzili, że chłopiec cierpi na padaczkę i infekcję dróg oddechowych. Ale sześć dni później, 4 listopada, Patrick znowu trafił na oddział po dłuższym epizodzie epileptycznym. Wykonano punkcję lędźwiową i kolejną tomografię. Doktor Dezordi odnotował te same anomalie co poprzednio - tylko pogorszone. Widać było "ubytek istoty mózgu", który pozostawał "niejasny dla personelu medycznego".

Patrick po raz kolejny trafił do szpitala w połowie listopada, po tym, jak znowu doznał ataku. Dwa dni później doktor Dezordi wysłał oba skany komputerowe i list do eksperta radiologii w szpitalu dziecięcym w Sydney, profesora Merla De Silvy. Poprosił go o opinię.

Profesor przejrzał wyniki badań i zadzwonił do doktora. Stwierdził, że jego zdaniem te zmiany nie sugerowały klasycznych objawów zapalenia mózgu. A potem dodał coś, co zszokowało Dezordiego:

- Rozważał pan, że dziecko może być ofiarą przemocy?

- Jak to? - zapytał doktor Dezordi.

- Na przykład potrząsania - odparł profesor.

Doktor Dezordi natychmiast zadzwonił do innego wykwalifikowanego specjalisty w szpitalu, doktora Iana Wilkinsona. Nazajutrz razem z Wilkinsonem oraz trzecim lekarzem udali się na oddział niemowlęcy w Szpitalu Matki Boskiej, by porozmawiać z Kathy i Craigiem.

A potem, w dzień urodzin Craiga, para usłyszała straszliwą wiadomość: Patrick był niewidomy. Stracił zdolność skupiania się na twarzach czy śledzenia oczami za jakimś przedmiotem. Miał zdiagnozowaną ślepotę korową, która mogła się rozwinąć wskutek ataków.

- Taki to wspaniały prezent Craig dostał na urodziny - mówiła później Kathy.

Jakby tego było mało, doktor Wilkinson przekazał niedowierzającym rodzicom słowa profesora de Silvy.

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej