3.RYWAL NUMER JEDEN
Mimoun wyrósłby na normalnego mężczyznę, gdyby w jego dzieciństwie nie nagromadziło się tyle niezwykłych wydarzeń, z których pierwszym był sam fakt jego narodzin. Gdyby na przykład urodził się przed trzecią siostrą albo po swoim bracie, wszystko by wyglądało inaczej.
Był dzieckiem o śniadej cerze, jak wiele innych, które rodzą się brzydkie, pomarszczone, sine, ale zmieniają się z każdym dniem po porodzie. A on ciągle miał śniadą cerę.
Pomijając incydent z policzkiem, plaf, głuchy dźwięk, Mimoun rósł raczej bez większych anomalii. Jego trzy siostry były kobietami tradycyjnymi, takimi, które zajmują się domem, rodziną i uwielbiają młodszego brata, chociaż nie były dużo od niego starsze. Ubierały go, pieściły i doiły krowę, żeby miał świeże mleko każdego ranka, oraz przyzwyczaiły go do masaży oliwą z migdałów od dnia narodzin. Zachowywały się jak niańki, były jego niańkami, a on był ich pieszczoszkiem.
I tak rósł, w otoczeniu kobiet, które go broniły przed wszystkim. Jeśli płakał i dziadek mówił: uciszcie to dziecko, one biegły na niego krzyczeć, zwłaszcza po tym incydencie z policzkiem, plaf! Co ty sobie wyobrażasz, tak długo czekaliśmy na męskiego potomka, a teraz chcesz, żeby się przestraszył, a wtedy jakiś dżin na zawsze odbierze mu duszę.
Siostry nie tylko broniły brata przed ojcem, ale również ukrywały go przed spojrzeniami zazdrosnych kobiet, które mogłyby rzucić urok na piękno jego oczu i na ten ciemny pieprzyk, tak idealnie usytuowany nad górną wargą. I chroniły go przed wiatrem, przed słońcem, przed długimi letnimi popołudniami. Zawijały go, ukrywały, trzymały zawsze w cieniu.
W czasie żniw dziewczęta na zmianę przywiązywały go sobie do pleców jak tobołek, nim chwyciły w ręce sierp.
I nagle wydarzyło się coś, co sprawiło, że Mimoun stał się kimś innym, niż miał być, wydarzenie, o którym obecnie nikt nic nie wie, a nawet jeśli wie, to milczy. Kiedy miał trzy lata i biegał po polach, które otaczały pobielony dom, znał wszystkie kąty i podglądał zwierzęta, i szukał w krzakach kurzych jaj, na scenie pojawiła się nowa, nieoczekiwana postać. Babcia już od jakiegoś czasu miała brzuch nadęty jak duża, bardzo duża piłka. Pewnego dnia uszło z niej powietrze, ale wcześniej słychać ją było przez całą noc; krzyczała, jakby miała umrzeć czy jakby jej dokuczał nieznośny ból. Następnego dnia Mimoun chciał ją zobaczyć, ale zastał ją jeszcze w łóżku, w pościeli, a w pokoju czuć było zapach krwi czy wypatroszonego baranka, zmieszany z zapachem octu z goździkami.
Podszedł bliżej, ale najpierw wytarł stopy o dywanik na progu pokoju, żeby nie nanieść piasku z patia, wierzchem dłoni otarł też smarki spływające z nosa i rozglądał się, czując, że coś się zmieniło.
Babcia leżała bez paska, w luźnym ubraniu, takim jak do spania, z odkrytą głową, rozplecionymi warkoczami, włosami w nieładzie.
Chodź, synku, chodź - na pewno go tak przywołała. W jej głosie były czułość i radość pomieszana ze smutkiem; taki głos rozpozna u niej po kolejnych porodach. Jakby jednocześnie była zmęczona i zadowolona. Chcesz poznać swojego braciszka? Popatrz, jaki ładny.
To było zawiniątko, prześcieradło owinięte wokół jakiejś bardzo małej istotki, widać było tylko jej twarz na białym tle. Więzień. To była najmniejsza osóbka, jaką miał okazję widzieć, jeszcze mniejsza niż on. Brzydki. Dlaczego matka mówiła, że to coś, takie niebieskie, ściśnięte prześcieradłem, jest ładne? Jest brzydki - krzyknął Mimoun i wybiegł, a przedtem jeszcze raz spojrzał na tego gigantycznego robala w kokonie w ramionach babci.
A może nie wybiegł, może poprosił babcię, by mu pozwoliła usiąść na kolanach. Nie możemy tego wiedzieć, ponieważ wtedy jeszcze nie był tą osobą, którą jest teraz, a poza tym przecież był tylko dzieckiem.
Niewinny, porzucony, odsunięty na drugi plan przez matkę i przez siostry, które przybiegały, by wziąć noworodka na ręce, jak tylko zapłakał. Otwierał bezzębne usta starca i krzyczał z siłą, której trudno by się spodziewać po czymś tak małym. Ale ojciec mówił: popatrz, twój brat nie jest takim beksą jak ty, nie budzi nas o świcie. A co zrobisz, jak się z nim będziesz bił, kto zwycięży, ty czy on, chociaż jest mniejszy? Jeśli chcesz, żeby cię szanował, żeby cię nazywał azizi[1], musisz mu pokazać jego miejsce.
Tyle rzeczy się zmieniło wraz z pojawieniem się drugiego syna w rodzinie Driouchów, że w końcu wydarzyło się coś, czego nikt nie potrafił wyjaśnić, a niektórzy nawet przypisywali to interwencji złego ducha.
Wystarczyła jedna chwila. Nadarzyła się okazja i Mimoun ją wykorzystał. Mały miał wtedy parę miesięcy i zostawili go na pościeli w pokoju dziewcząt, kiedy wszyscy jedli śniadanie, na parterze, w świetle padającym przez otwarte drzwi. Babcia jeszcze opowiadała sny z ostatniej nocy, z jedną nogą wysuniętą, a drugą zgiętą w kolanie, tak że razem tworzyły ostry kąt. Mówiła, że ma przeczucie.
Mimoun przyglądał się małemu, wpatrywał się w niego uważnie, a potem, nie zastanawiając się długo, chwycił jedną z poduszek i przycisnął. Jego braciszek rozglądał się wokół siebie i widział tylko cienie i kontrasty, które się zredukowały do bieli miękkiej tkaniny, a jeszcze później, na samym końcu, widział tylko czerń, którą widzi się zawsze przed utratą przytomności.
Kobiety jeszcze wesoło rozmawiały, jeszcze się śmiały, podczas gdy dzidziuś, coraz mniejszy, wierzgał nogami i stopami w kokonie mumii, w którym był uwięziony. Nie hałasował. Nie hałasował, tylko przestał się szarpać, zesztywniał. A Mimoun poszedł bawić się na patio, na oczach matki, która później uwierzyła, że Mimoun był tam cały czas, od kiedy maczał ostatni kęs chleba w talerzu z oliwą, a ten wpadł mu do środka. Nikt nie zauważył, że zbyt długo stał przed swoim młodszym bratem.
Nawet dużo później, kiedy babcia i jej córki zaczęły sprzątać po śniadaniu i zawijać chleb w posypane mąką ściereczki, i poszły rzucić okiem na małego, nie zauważyły, że się nie rusza, że jego spokój nie ma nic wspólnego ze snem, jak sądzono. Nie, absolutnie, nikt nawet nie przypuszczał, że ta cisza to nie głęboki sen.
Nikt nie pamięta, czy widział Mimouna, jak się kręci koło dziecka przed bratobójstwem; nie wiemy nawet, czy on teraz cokolwiek z tego pamięta.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki