Ostatnia noc bez kamer - Siedmioro gości. Siedemnaście minut bez nagrania. Jedno zniknięcie - Nathan Ashborn

Kup ebooka

29.99 zł
5.00 zł (29,99 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać
INTRO - Ostatnia noc bez kamer - Siedmioro gości. Siedemnaście minut bez nagrania. Jedno zniknięcie.INTROPierwszą kamerę Marta zauważyła jeszcze przed bramą. Czarna półkula wystawała spod okapu niewielkiego budynku ochrony, zwrócona dokładnie w stronę drogi prowadzącej przez las. Drugą zamontowano nad klawiaturą domofonu. Trzecia obserwowała podjazd od strony kamiennego muru. Kiedy ciężka stalowa brama rozsunęła się bez dźwięku, Marta naliczyła jeszcze cztery. Siedem kamer, zanim zobaczyła dom. Jej telefon od dwudziestu minut nie miał zasięgu. Zatrzymała samochód na żwirowym placu i przez chwilę nie wysiadała. Przed nią, za rzędem nagich brzóz, stała Willa Orla - trzy kondygnacje szkła, ciemnego drewna i szarego kamienia wciśnięte w zbocze nad mazurskim jeziorem. Budynek wyglądał bardziej jak prywatny hotel niż miejsce, do którego ktoś zaprasza znajomych na weekend. Za wielkimi oknami świeciło ciepłe światło. Na tarasie płonął gazowy kominek. Dalej nie było już nic, tylko czarna tafla wody i las ciągnący się po drugi brzeg. Na miejscu stało sześć samochodów. Marta policzyła je dwa razy. Jej volvo było siódme. Nie wiedziała, dlaczego ten szczegół ją uspokoił. Drzwi wejściowe otworzyły się, zanim zdążyła wyjąć walizkę. - Spóźniłaś się jedenaście minut. Klara Radecka nie zmieniła się tak bardzo, jak Marta miała nadzieję. Te same krótkie blond włosy, ten sam sposób stania z rękami skrzyżowanymi pod piersiami, jakby każda rozmowa była negocjacją, którą zamierzała wygrać. Tylko twarz miała szczuplejszą, a pod oczami pojawiły się cienie, których nie dało się ukryć makijażem. - Cześć również tobie - powiedziała Marta. Klara uśmiechnęła się i zeszła po dwóch stopniach. - Myślałam, że nie przyjedziesz. - Ja też. Przytuliły się krótko. Marta poczuła chłód jej dłoni na karku. - Telefon ci padł? - Brak zasięgu. - To normalne. W domu jest Wi-Fi. Marta spojrzała na kamerę umieszczoną nad drzwiami. Klara zauważyła. - Szymon ma obsesję na punkcie bezpieczeństwa. - Widzę. - Nie, jeszcze nie widzisz. W holu znajdowała się następna kamera. Potem kolejna przy schodach. I jeszcze jedna nad wejściem do salonu. Marta zdjęła płaszcz, ale zamiast oddać go Klarze, przerzuciła go przez ramię. - Nagrywacie gości? - Tylko części wspólne. Korytarze, wejścia, ogród, garaż, tarasy. Żadnych kamer w sypialniach ani łazienkach. - Jak uspokajająco. - Mówiłam, że to pomysł Szymona. Z salonu dobiegł śmiech. Marta rozpoznała głos Pawła, zanim go zobaczyła. To wystarczyło, żeby przez sekundę rozważyła powrót do samochodu. Klara musiała odczytać coś z jej twarzy. - Wiedziałaś, kto będzie. - Wiedziałam, kogo zaprosiłaś. Nie wiedziałam, kto rzeczywiście przyjedzie. - Przyjechali wszyscy. Oczywiście. Dziesięć lat milczenia, a potem jedna wiadomość od Klary. Sobota. Jedna noc. Cała siódemka. Bez partnerów. Bez dzieci. Musimy wreszcie porozmawiać o tym, co się wtedy wydarzyło. Marta przeczytała ją w biurze między dwoma spotkaniami i przez godzinę nie była w stanie skupić się na żadnym dokumencie. Nigdy nie odpowiedziała na ostatnie zdanie. Napisała tylko: Będę. W salonie czekało pozostałych sześć osób. Paweł pierwszy podniósł kieliszek. - Proszę. Nasza uciekinierka. - Nie uciekłam - odpowiedziała Marta. - Wyjechałaś z Warszawy trzy tygodnie później i przez dekadę nie odbierałaś ode mnie telefonu. - To nie to samo. - Dla osoby po drugiej stronie telefonu podobne. Natalia przerwała im, podchodząc do Marty z przesadnie szerokim uśmiechem. Za nią siedzieli Michał, Olga, Wiktor i Adrian. Niektórzy przywitali Martę serdecznie, inni z ostrożnością ludzi, którzy nie wiedzą, czy po tylu latach nadal obowiązują dawne zasady. Siedmioro. Marta policzyła również ich. Klara została przy wejściu. - Szymon dołączy później. Ma jeszcze rozmowę. - Myślałem, że to wieczór bez pracy - powiedział Adrian. - Dla nas. - A dla gospodarza? Klara zawahała się odrobinę za długo. - Dla niego też. Jak tylko skończy. Marta usiadła na końcu kanapy. Na stoliku stało siedem kieliszków do wina, siedem szklanek z wodą i mała drewniana skrzynka. - Telefony - wyjaśniła Klara. - Taki był warunek. - Czyj? - zapytała Olga. - Mój. - Nie było tego w zaproszeniu. - Bo wtedy połowa z was znalazłaby wymówkę. Paweł parsknął śmiechem. Nikt mu nie zawtórował. Klara otworzyła skrzynkę. - Jedna noc. Bez telefonów, bez wychodzenia z rozmowy pod pretekstem maila, dziecka, klienta czy bólu głowy. Jutro rano każdy wraca do swojego życia. - A kamery zostają? - zapytała Marta. Klara spojrzała na nią. - Kamery zostają. - Czyli mamy być szczerzy w domu, w którym wszystko się nagrywa? - Obraz. Bez dźwięku. - To robi ogromną różnicę. Tym razem odezwał się Michał. - Marta, możemy przez pierwsze pięć minut nie zakładać, że ktoś chce nas zamordować? - Mogę spróbować przez trzy. Kilka osób się roześmiało. Napięcie puściło na moment. Marta wyjęła telefon. Na ekranie widniała jedna kreska Wi-Fi, sieć ORLA_GUEST. Zanim włożyła urządzenie do skrzynki, zauważyła powiadomienie. Nie miało nadawcy. Nie było numeru. Tylko wiadomość wyświetlona na ekranie blokady. NIE ODDAWAJ TELEFONU. Marta znieruchomiała. Powiadomienie zniknęło, zanim zdążyła je otworzyć. - Wszystko dobrze? - zapytała Klara. Marta podniosła wzrok. Za plecami przyjaciółki, wysoko w rogu salonu, mała czarna kamera wykonała niemal niedostrzegalny ruch. Obiektyw skierował się prosto na nią. - Tak - odpowiedziała. Wyłączyła telefon. Ale nie włożyła go do skrzynki. Kiedy nikt nie patrzył, wsunęła go do wewnętrznej kieszeni płaszcza. Jedenaście godzin później policja miała zabezpieczyć nagrania ze wszystkich dwudziestu sześciu kamer Willi Orla. Na każdym zapisie brakowało dokładnie tego samego fragmentu. Od 23:47 do 00:04. Siedemnaście minut. Wystarczająco długo, żeby jedna z siedmiu osób zniknęła. I wystarczająco krótko, żeby pozostała szóstka zaczęła kłamać.
Rozdział 1 - Siedem miejsc przy stole - Ostatnia noc bez kamer - Siedmioro gości. Siedemnaście minut bez nagrania. Jedno zniknięcie.Rozdział 1 - Siedem miejsc przy stoleMarta zrozumiała, że popełniła błąd, dopiero kiedy Klara zamknęła drewnianą skrzynkę z telefonami na mały metalowy zatrzask. Dźwięk był cichy, niemal śmieszny w przestronnym salonie, ale wszyscy na moment spojrzeli w jego stronę. Paweł uniósł kieliszek, jakby uczestniczyli w jakimś dziwnym toaście. Natalia wróciła do oglądania śniegu, który zaczynał osiadać na tarasie. Michał zapytał Wiktora o drogę z Warszawy. Tylko Olga przez kilka sekund patrzyła na Klarę z wyrazem twarzy sugerującym, że chciałaby zapytać, czy pudełko naprawdę trzeba było zamykać. Marta myślała o telefonie w kieszeni płaszcza. I o wiadomości. NIE ODDAWAJ TELEFONU. Nie widziała numeru. Nie otworzyła powiadomienia. Gdyby ktoś zapytał, czy rzeczywiście je przeczytała, nie potrafiłaby udowodnić nawet samej sobie, że nie było to zwykłe powiadomienie z aplikacji wyświetlone w taki sposób, że jej zmęczony umysł dopowiedział resztę. Tyle że zdanie pamiętała dokładnie. - Pokoje są na górze - powiedziała Klara. - Marta, masz ostatni po lewej. Zostawiłam tam ręczniki. - Najpierw wino - odezwał się Paweł. - Nie wszyscy przyjechali tu pić. - To już brzmi jak zarzut. - Tobie wszystko brzmi jak zarzut. Zaśmiał się. Klara nie. Marta wzięła walizkę i ruszyła na piętro, korzystając z pierwszej okazji, żeby zniknąć im z oczu. Schody ciągnęły się wzdłuż wysokiej ściany z surowego betonu. Między drewnianymi stopniami zamontowano niskie światła, które zapalały się kolejno, kiedy przechodziła obok. Na półpiętrze kamera śledziła korytarz. Była większa niż te w salonie, osadzona w czarnej obudowie i wyposażona w małą diodę świecącą spokojnym, zielonym światłem. Marta zatrzymała się na moment. Dioda nie mrugnęła. Kamera również się nie poruszyła. Mimo to miała wrażenie, że dom reaguje na każdy jej krok. Pokój znajdował się dokładnie tam, gdzie powiedziała Klara. Jasne drewno, podwójne łóżko, prosty fotel, przeszklona ściana wychodząca na jezioro. Zimą wyglądało ono inaczej niż na zdjęciach, które Marta oglądała kiedyś w internecie. Nie było turkusowe ani spokojne. Wiatr pchał po jego powierzchni czarne fale, a brzeg po drugiej stronie ginął w ciemności. Zamknęła drzwi na zamek. Dopiero wtedy wyjęła telefon z płaszcza. Nie było żadnego powiadomienia. Sprawdziła wiadomości, historię powiadomień, aplikacje. Nic. Sieć Wi-Fi działała, choć słabo. Spróbowała otworzyć komunikator. Przez kilka sekund ekran pozostawał pusty. Potem pojawiła się nowa wiadomość. Tym razem nie zdążyła zniknąć. 23:47. Tylko to. Nadawca był oznaczony jako Nieznany. Bez numeru, bez zdjęcia, bez możliwości odpowiedzi. Marta dotknęła pola tekstowego. Klawiatura się nie otworzyła. Zrobiła zrzut ekranu. Telefon zawibrował. Nowa wiadomość. PAMIĘTASZ, CO BYŁO O 23:47? Marta usiadła na brzegu łóżka. Przez kilka sekund patrzyła na cyfry i próbowała zmusić się do myślenia o czymś innym. O porze. O tym wieczorze. O tym domu. Nie o sierpniu sprzed dziesięciu lat. Nie o mokrej szosie. Nie o drzwiach starego volvo Pawła, których nie dało się domknąć. Nie o jasnej koszuli przyklejonej do pleców Daniela. Przesunęła palcem po ekranie i zrobiła drugi zrzut. Wiadomość zniknęła. Zostało zdjęcie. To wystarczyło. Schowała telefon do wewnętrznej kieszeni torby i zaczęła rozpakowywać rzeczy z przesadną dokładnością. Kosmetyczka do łazienki. Ładowarka na stolik. Sweter na oparcie fotela. Szczoteczka. Piżama. Książka, której zapewne nie otworzy. Potrzebowała ruchu. Kiedy dziesięć lat wcześniej wyjechała z Warszawy, również zaczęła od pakowania. Wtedy zajęło jej to dwie godziny. Całe życie mieściło się w trzech pudłach, walizce i kilku workach z ubraniami. Nie poinformowała Pawła. Nie poinformowała Klary. Nie odebrała telefonu od Natalii. Wiktor przysłał jedną wiadomość: Rozumiem. Tylko Olga nigdy nie próbowała się z nią skontaktować. Marta przez lata uważała to za uprzejmość. Pukanie do drzwi sprawiło, że zamarła z ręką na zamku walizki. - Marta? Paweł. Oczywiście. - Chwila. Nie odpowiedział. Kiedy otworzyła, stał oparty o framugę z dwiema szklankami w dłoniach. - Whisky. - Nie piję whisky. - Kiedyś piłaś. - Kiedyś studiowałam, spałam po cztery godziny i uważałam, że jesteś interesujący. - Trudno dyskutować z tak mocnym argumentem. Podał jej szklankę. Nie wzięła. Paweł wszedł bez zaproszenia i odstawił jedną na stolik. - Nadal robisz to samo. - Co? - Udajesz, że jak będziesz wystarczająco niemiła, to inni nie zauważą, że się boisz. Marta zamknęła drzwi. - Wyjdź. - Nie przyjechałem się kłócić. - Świetnie. W takim razie wyjdź w pokoju. - Klara powiedziała ci, po co nas ściągnęła? - Napisała, że chce porozmawiać. - To wiem. Paweł podszedł do okna. Przez dekadę przybyło mu kilka siwych włosów przy skroniach, ale poza tym wyglądał niemal tak samo jak wtedy. Trochę szczuplejszy. Lepiej ubrany. Pewniejszy siebie w ten sposób, który Marta zawsze uważała za najbardziej niebezpieczny - jakby z wiekiem nauczył się ukrywać niepewność, zamiast się jej pozbyć. - Dostałeś coś? - zapytała. Odwrócił się. - Co? - Przed przyjazdem. Wiadomość. Mail. Cokolwiek dziwnego. Za szybko pokręcił głową. Marta patrzyła na niego bez słowa. - Nie - powiedział po chwili. - A ty? - Nie. Uśmiechnął się krótko. - Dziesięć lat, a nadal potrafimy się okłamać w pierwszych trzydziestu sekundach rozmowy. - To nie było trzydzieści sekund. - Technicznie masz rację. - Dlaczego przyjechałeś? Paweł przestał się uśmiechać. - Bo Klara zadzwoniła. - Do mnie tylko napisała. - Do mnie zadzwoniła. - Co powiedziała? - Że ktoś wie. Marta poczuła suchość w gardle. - Co dokładnie? - To. - Świetnie. Bardzo precyzyjnie. - Nie chciała powiedzieć przez telefon. - A ty nie zapytałeś? - Pytałem. Paweł wziął swoją whisky, ale nie wypił. - Powiedziała, że jeśli chcę się dowiedzieć, mam przyjechać. - I przyjechałeś. - Ty też. Marta spojrzała na drzwi. - Paweł. - Tak? - Która jest godzina? Zmarszczył brwi i zerknął na zegarek. - Dziewiętnasta czterdzieści dwa. Marta kiwnęła głową. - Nic. - Dlaczego pytasz? - Bez powodu. - Przestałaś dobrze kłamać. - Ty nigdy nie zacząłeś. Przez moment stali naprzeciwko siebie jak ludzie, którzy znają wszystkie słabe punkty drugiej osoby, ale przez lata odzwyczaili się od ich używania. Paweł odezwał się ciszej. - Nie wiedziałem, że wtedy wyjedziesz. - Ja też nie. - Mogłaś chociaż powiedzieć. - A ty mogłeś zrobić mnóstwo rzeczy. Jego twarz stwardniała. - My wszyscy mogliśmy. Marta odwróciła wzrok. To właśnie było najgorsze w powrocie do nich. Nie fakt, że pamiętali. Tylko że każde z nich pamiętało trochę inaczej. - Zejdziemy? - zapytał. - Za chwilę. - Klara chce zacząć kolację o ósmej. - Niech zacznie. Paweł już miał wyjść, kiedy zatrzymał rękę na klamce. - Marta. - Co? - Szymon nie wie. Uniosła wzrok. - O czym? - O Danielu. Nie odpowiedziała. - Tak przynajmniej twierdzi Klara. - Powiedziała ci to? - Rok temu. Przy okazji czegoś innego. - A ty uwierzyłeś? - Nie wiem. Paweł otworzył drzwi. - Ale jeśli naprawdę nie wie, to chciałbym, żeby tak zostało. Marta patrzyła za nim, dopóki nie zniknął w korytarzu. Następnie zamknęła drzwi i sięgnęła po telefon. Na ekranie czekała trzecia wiadomość. PAWEŁ KŁAMIE. Tym razem nadawca dodał zdjęcie. Marta powiększyła je dwoma palcami. Było ciemne, niewyraźne, zrobione przez szybę samochodu. Rozpoznała jednak miejsce natychmiast. Stacja benzynowa przy starej drodze do Serocka. Data widoczna w dolnym rogu wskazywała sierpień sprzed dziesięciu lat. Na fotografii Paweł stał przy dystrybutorze. Obok niego znajdował się Daniel. Zdjęcie wykonano o 23:31. Szesnaście minut przed godziną z wiadomości. Marta usiadła. Według wersji, którą wszyscy powtarzali od dekady, Daniel opuścił ich dom nad Narwią ponad godzinę wcześniej. Sam. Pieszo. I żadne z nich już więcej go nie widziało. Kolacja miała zacząć się od zupy z pieczonego selera. Zamiast tego zaczęła się od pytania Olgi. - Gdzie jest Szymon? Klara poprawiała serwetki przy stole. Robiła to już trzeci raz, chociaż wszystkie leżały idealnie równo. - Mówiłam. Pracuje. - W sobotę wieczorem, kiedy zapraszasz ludzi, których nie widziałaś dziesięć lat? - Nie zapraszałam go. - Mieszka tutaj. - To dom weekendowy. - To nadal jego dom. Klara odłożyła serwetkę. - Olga, jeśli masz coś do powiedzenia, powiedz. - Mam. To dziwne. Adrian siedział obok niej i obserwował wymianę zdań z miną człowieka, który najchętniej zamówiłby popcorn. - Możemy ustanowić zasadę - zaproponował. - Każdy ma prawo powiedzieć raz na godzinę, że coś jest dziwne. Potem trzeba już sprecyzować. - Sam jesteś dziwny - powiedziała Natalia. - Zużyłaś swój limit. Michał westchnął. - Minęło dwanaście minut i już przypominamy licealną wycieczkę. - Nie chodziliśmy razem do liceum - zauważył Wiktor. - Właśnie o to chodzi. Marta usiadła naprzeciwko Pawła. Od momentu zejścia na dół nie spojrzała mu bezpośrednio w oczy. Przy stole ustawiono osiem nakryć. Siedem zajętych przez gości i jedno dla Klary. Dziewiątego, dla Szymona, nie było. - Właściwie - powiedziała Marta - skoro już mamy mówić o rzeczach dziwnych, kto wybiera dom z dwudziestoma sześcioma kamerami na spotkanie, podczas którego wszyscy mają oddać telefony? Wiktor spojrzał w stronę najbliższego obiektywu. - Dwadzieścia sześć? - Naliczę jeszcze kilka, jeśli dasz mi czas. Klara nalała sobie wody. - Są dwadzieścia cztery. Marta odchyliła się na krześle. - Dobrze wiedzieć. - Dwie na podjeździe są atrapy. Szymon testował tam inne ustawienie i zostały obudowy. - To bardzo normalne zdanie - powiedział Adrian. - Firma Szymona projektuje systemy zabezpieczeń - wyjaśniła Klara. - Ten dom jest trochę demonstracyjny. - Demonstracyjny? - powtórzyła Natalia. - Klienci przyjeżdżają zobaczyć rozwiązania. Marta uniosła kieliszek, ale nie piła. - Czyli nie tylko nas nagrywacie. Jeszcze prezentujecie. - Obraz jest zapisywany lokalnie. Nie siedzi ktoś po drugiej stronie i nie ogląda. - Skąd wiesz? Klara spojrzała na nią. - Bo znam własny dom. Marta pomyślała o kamerze, która w salonie obróciła się w jej stronę dokładnie wtedy, kiedy chowała telefon. Nie powiedziała nic. Przez pierwsze kilkanaście minut kolacji udało im się rozmawiać jak ludzie, którzy spotkali się po długiej przerwie i udają, że przerwa była jedynym problemem. Natalia opowiedziała o rozwodzie, ale tylko w tej części, która mogła być zabawna. Michał mówił o córce i wyciągnął rękę po telefon, zanim przypomniał sobie, że nie może pokazać zdjęcia. Adrian twierdził, że sprzedał firmę w najlepszym możliwym momencie, chociaż Olga natychmiast zauważyła, że trzy miesiące później jej wartość wzrosła dwukrotnie. Wiktor mówił mało. Paweł żartował wystarczająco dużo za wszystkich. Marta prawie zaczęła wierzyć, że Klara naprawdę chciała tylko spotkania. Prawie. O wpół do dziewiątej światła na moment przygasły. Trwało to krócej niż sekundę. Klara spojrzała w górę. Wiktor również. - Agregat? - zapytał. - System wyrównał napięcie. - Nie pytałem, czy zadziałał. Pytałem, czy macie agregat. - Mamy. - Bo na zewnątrz zaczyna porządnie sypać. Adrian odwrócił się do okna. Śnieg gęstniał, zacierając widok na drzewa. - W prognozie miało padać dopiero w nocy. - Pada w nocy - zauważyła Olga. - Jest ósma trzydzieści. - W grudniu to noc. Klara zaczęła zbierać talerze. Marta pomogła jej bez pytania. Kiedy znalazły się same w kuchni, Klara zamknęła zmywarkę i oparła dłonie o blat. - Nie musisz chodzić za mną. - Pomagam. - Nigdy nie lubiłaś pomagać w kuchni. - Ludzie się zmieniają. - Nie aż tak. Marta odłożyła sztućce. - Paweł powiedział mi, że ktoś wie. Klara zastygła. - Nie miał tego robić. - Najwyraźniej przestał wykonywać polecenia. - To nic nowego. - Co znaczy "ktoś wie"? Klara spojrzała przez otwarte przejście do jadalni. Pozostali siedzieli przy stole. - Później. - Nie. - Marta. - Przyjechałam czterysta kilometrów, bo napisałaś, że musimy porozmawiać o tamtej nocy. Teraz Paweł mówi, że ktoś wie. Zaczęłaś od zabrania nam telefonów, a dom wygląda jak centrum monitoringu. Nie będzie żadnego "później". Klara potarła skroń. - Trzy tygodnie temu dostałam kopertę. - Od kogo? - Nie wiem. - Co było w środku? - Zdjęcie. Marta poczuła ucisk w żołądku. - Jakie? - Daniela. - Gdzie? - Na stacji. Klara spojrzała jej w oczy. To wystarczyło. - To samo zdjęcie? - zapytała Marta. Teraz Klara pobladła. - Jakie "to samo"? Marta zrozumiała swój błąd sekundę za późno. - Widziałam kiedyś podobne. - Gdzie? - Nie pamiętam. - Marta. - Powiedziałaś, że dostałaś kopertę. Co jeszcze? Przez twarz Klary przemknęło coś pomiędzy złością a strachem. - Kartka. - Z czym? Klara przez moment nie odpowiadała. - Z godziną. Marta już znała odpowiedź. Mimo to zapytała. - Jaką? - 23:47. Z salonu dobiegł śmiech Pawła. Marta odwróciła głowę w jego stronę. - Kto jeszcze o tym wie? - O kopercie? Tylko ja. - Szymon? - Nie. - Paweł mówił, że do niego zadzwoniłaś. - Powiedziałam mu tylko, że ktoś zaczął grzebać. - Dlaczego jemu? Klara opuściła wzrok. - Bo to jego samochód był na zdjęciu. Marta spojrzała ponownie na Pawła. Tym razem patrzył prosto na nią. Jakby wiedział, o czym rozmawiają. - O dwudziestej trzeciej - powiedziała Klara - pokażę wam wszystkim, co dostałam. I wtedy każde z was powie mi dokładnie, co pamięta z tamtej nocy. - Dlaczego o dwudziestej trzeciej? - Bo chcę, żeby Szymon wyjechał. - Gdzie? - Do Warszawy. - Mówiłaś, że ma pracę. - Bo ma. - W domu czy w Warszawie? Klara zacisnęła szczękę. Marta poczuła, że właśnie dotknęła czegoś, czego przyjaciółka nie zamierzała ujawniać. - Klara. - Nie teraz. - On w ogóle tu jest? Przez kilka sekund żadna się nie poruszyła. Wtedy zza drzwi prowadzących do korytarza odezwał się męski głos. - Jestem. Marta odwróciła się. Szymon Radecki stał w wejściu do kuchni. Wysoki, szczupły, ubrany w czarny golf i ciemne spodnie. Marta widziała go wcześniej tylko na zdjęciach. Na każdym wyglądał łagodniej. W rzeczywistości pierwsze, co zauważyła, to jego oczy. Nie patrzył na Klarę. Patrzył na Martę. - I właśnie chciałem zapytać - powiedział - dlaczego jeden z was ukrył telefon.
Rozdział 2 - Siedemnaście minut - Ostatnia noc bez kamer - Siedmioro gości. Siedemnaście minut bez nagrania. Jedno zniknięcie.Rozdział 2 - Siedemnaście minutW jadalni zapadła cisza, zanim ktokolwiek zdążył udawać, że pytanie Szymona nie ma znaczenia. Klara wyszła z kuchni pierwsza. - O czym ty mówisz? - O urządzeniu podłączonym do sieci gościnnej. - Mamy kilka urządzeń. - Jedno, którego nie powinno być. Szymon przeszedł obok Marty i stanął przy końcu stołu. Nie podnosił głosu. Właśnie dlatego natychmiast skupił na sobie uwagę wszystkich. Paweł odsunął kieliszek. - Masz system liczący telefony? - System widzi urządzenia w sieci. - Bardzo romantyczny dom. - To nie jest funkcja dla gości. - Ale działa na gościach. Klara zacisnęła rękę na oparciu krzesła. - Szymon, odpuść. Spojrzał na nią po raz pierwszy. - Sama poprosiłaś, żebym sprawdził, czy wszystko działa. - Kamery. Nie ludzi. - Sieć jest częścią systemu. Marta wiedziała, że jeśli teraz wyjmie telefon, wszystkie spojrzenia zwrócą się na nią. Wiedziała również, że odmowa niczego nie zmieni. Szymon nie wskazał osoby, ale w domu pełnym kamer nietrudno było ustalić, kto po wyjściu z salonu korzystał z urządzenia. - To mój - powiedziała. Paweł zamknął oczy na sekundę. Olga odwróciła się do Marty. - Myślałam, że wszyscy oddaliśmy. - Ja nie. - Dlaczego? - Bo nie chciałam. - To nie jest odpowiedź. - Jest. Tylko ci się nie podoba. Klara patrzyła na nią tak, jakby dopiero teraz przypomniała sobie o rozmowie w kuchni i zdjęciu, o którym Marta wiedziała za dużo. - Pokaż telefon - powiedziała. - Nie. - Marta. - Nie zamierzam oddawać prywatnego urządzenia do inspekcji twojemu mężowi. Szymon uniósł rękę. - Nie chcę go oglądać. - Świetnie. - Chcę tylko wiedzieć, dlaczego ktoś łamie jedną prostą zasadę pięć minut po przyjeździe. Adrian parsknął. - To jest fascynujące. Naprawdę. Zapraszacie ludzi po dziesięciu latach, odbieracie telefony, nagrywacie każdy korytarz i dziwicie się, że ktoś ma problem z zasadami. - Nikt cię nie zmuszał do przyjazdu - odparła Klara. - Jeszcze. Natalia wyprostowała się. - Możemy przestać? Cokolwiek Klara chce powiedzieć, niech powie teraz. I skończmy z tą grą. Klara spojrzała na zegarek. - Nie. - Dlaczego nie? - Bo powiedziałam, że o jedenastej. - To bez sensu. - Dla mnie ma sens. Wiktor, który dotąd milczał, zapytał: - Szymon, naprawdę wyjeżdżasz? - Tak. Klara odezwała się zbyt szybko. - Za chwilę. Szymon nie skomentował. Marta obserwowała ich z rosnącym przekonaniem, że nie tylko goście przywieźli do tego domu sekrety. - W takim razie może zaczniemy od najprostszej rzeczy - powiedział Michał. - Po co tu jesteśmy? Klara odwróciła się od męża. - Powiedziałam wam. - Nie. Napisałaś pół zdania. - A jednak wszyscy przyjechaliście. - To nie odpowiedź. - Prawda - odezwała się Olga. - Wszyscy przyjechaliśmy. To chyba mówi więcej o nas niż o tobie. Paweł nalał sobie wina. - Czy ktoś może przestać mówić jak terapeuta? - Nie, dopóki ty nie przestaniesz zachowywać się jak pacjent. Adrian uśmiechnął się pod nosem. Paweł spojrzał na niego. - Co? - Nic. - W takim razie po co się uśmiechasz? - Bo przez dziesięć lat świat się zmienił, a ty nie. - Ty za to nauczyłeś się kupować droższe zegarki. - I wybierać lepsze towarzystwo. - Najwyraźniej nie zawsze. Klara uderzyła dłonią w stół. Nie mocno. Wystarczająco. - Dosyć. Cisza wróciła. Marta pomyślała, że jeśli celem było odtworzenie atmosfery sprzed dziesięciu lat, udało się szybciej, niż ktokolwiek mógł przewidzieć. Wtedy również zaczęło się od Pawła i Adriana. Tylko Daniel próbował ich uspokoić. Szymon spojrzał na zegarek. - Jadę. Klara natychmiast podeszła do niego. - Zaczekaj. - Mieliśmy ustalone. - Pięć minut. - Klara. - Proszę. Po raz pierwszy wieczorem Marta usłyszała w jej głosie coś, czego nie dało się pomylić z irytacją. Strach. Szymon musiał usłyszeć to samo, bo jego twarz złagodniała. - Dobrze. Ruszyli razem w stronę gabinetu przy wejściu. Drzwi zamknęły się za nimi. Natalia wypuściła powietrze. - Czy tylko ja mam ochotę po prostu stąd wyjść? - Nie - powiedziała Olga. - Śnieg jest coraz większy - zauważył Wiktor. - Samochody działają na śniegu. - Na tej drodze nie chodzi o śnieg. Ostatnie dwa kilometry są nieodśnieżane. Jak przywali przez kolejne dwie godziny, będzie słabo. Michał podniósł wzrok. - Mówisz poważnie? - Mam napęd na cztery koła i prawie mnie obróciło kilometr przed bramą. Adrian wzruszył ramionami. - Rano przejadą. Marta patrzyła na Pawła. Nie odezwał się ani razu od momentu, gdy przyznała się do telefonu. Kiedy pozostali zaczęli rozmawiać o drodze, pochyliła się w jego stronę. - Stacja benzynowa. Nie poruszył się. - Co? - Zdjęcie. Ty i Daniel. Dwudziesta trzecia trzydzieści jeden. Jego palce znieruchomiały na kieliszku. - Nie tutaj. - Więc pamiętasz. - Powiedziałem: nie tutaj. - Powiedziałeś, że ostatni raz widziałeś go przy domu. - Marta. - Wszyscy tak powiedzieliśmy. Paweł spojrzał na pozostałych. Nikt nie zwracał na nich uwagi. - Skąd masz zdjęcie? - To nie ma znaczenia. - Ma. - Dostałam je dzisiaj. Jego twarz zmieniła się natychmiast. - Od Klary? - Nie. - Od kogo? - Nie wiem. Paweł nachylił się bliżej. - Pokaż. - Najpierw powiedz, co robiłeś z Danielem na stacji. - Nie mam zamiaru wracać do tego przy stole. - Minęło dziesięć lat. - Właśnie dlatego. - Klara dostała to samo zdjęcie. Paweł zesztywniał. Marta mówiła dalej: - Powiedziała mi w kuchni. Koperta, fotografia i godzina 23:47. - Powiedziała ci? - Tak. - Niczego nie pokazywała? - Jeszcze nie. Paweł rozejrzał się ponownie. - Czyli ktoś wysłał to do niej, potem do ciebie. - Tak. - Kiedy? - Kilkanaście minut temu. - To znaczy, że ta osoba wie, że jesteś tutaj. Marta nic nie odpowiedziała. Paweł spojrzał na kamerę w rogu jadalni. - Albo jest tutaj. Drzwi gabinetu otworzyły się. Szymon wyszedł pierwszy. Miał na sobie kurtkę, a w dłoni trzymał kluczyki. Klara została w przejściu. - Wrócę późno - powiedział. - Nie musisz wracać. - Zobaczymy. Spojrzał na gości. - Pogoda się pogarsza. Jeśli ktoś chce dziś wyjechać, sugeruję zrobić to teraz. Adrian uniósł rękę. - Nie mamy telefonów. Szymon popatrzył na drewnianą skrzynkę. - Klara może wam je oddać. - Nie odda - powiedziała Klara. Mąż spojrzał na nią długo. - To nie więzienie. - Nikt tak nie powiedział. - Jeszcze - powtórzył Adrian. Klara zignorowała go. Szymon podszedł do Marty. - Twój telefon może zostać. Nie spodziewała się tego. - Dziękuję za zgodę. - Nie chodzi o zgodę. Jeśli zamierzasz korzystać z sieci, rób to świadomie. - Co to znaczy? - System zapisuje połączenia urządzeń z punktami dostępowymi. Nie treść, ale lokalizację. Marta poczuła nieprzyjemny chłód. - Lokalizację w domu? - Z dokładnością do kilku metrów. Paweł spojrzał na niego. - Po co komu coś takiego? - W tym domu? Do testów. - Wszystko tutaj jest do testów? Szymon uśmiechnął się bez wesołości. - Nie. Kiedy odszedł, Marta zauważyła, że Klara nie pocałowała go na pożegnanie. Drzwi wejściowe zamknęły się. Po chwili za oknami przesunęły się światła samochodu. Reflektory Szymona przecięły ogród, rozjaśniły zaspy i zniknęły za drzewami. Klara podeszła do barku. - Ktoś chce drinka? - Ty chyba chcesz - odpowiedziała Natalia. Klara nalała sobie gin. - To też. Do jedenastej zostało prawie półtorej godziny. Marta nie wiedziała, czy Klara celowo próbowała opóźnić rozmowę, czy sama nie potrafiła się do niej zmusić. Przenieśli się do salonu. W kominku palił się gazowy ogień. Za szybami śnieg padał niemal poziomo. Muzyka grała cicho z głośników w suficie, ale nikt nie wiedział, kto ją włączył. Rozmawiali o wszystkim poza Danielem. Wiktor opowiedział o przeprowadzce do Gdańska. Natalia przyznała, że od roku spotyka się z kimś, kogo nie chciała jeszcze przedstawiać dzieciom. Michał wypił więcej niż wcześniej i stał się rozmowny. Olga prawie nie piła. Adrian przeszedł na wodę po dwóch kieliszkach. Paweł zniknął na kilkanaście minut. Marta zauważyła to pierwsza. Nie dlatego, że go obserwowała. Dlatego że jego puste miejsce naprzeciwko niej działało jak luka w obrazie. - Gdzie Paweł? - zapytała. Natalia wzruszyła ramionami. - Łazienka? - Od piętnastu minut? - Może ma problemy jelitowe. Dziesięć lat to dużo czasu. Olga podniosła wzrok znad szklanki. - Poszedł na górę. - Wiesz gdzie? - Widziałam go przy schodach. Marta wstała. - Zaraz wracam. - Kontrolujesz go? - zapytał Adrian. - Tak. Mam grafik. Na korytarzu było chłodniej. Marta minęła kamerę przy schodach i weszła na piętro. Drzwi do jej pokoju pozostawały zamknięte. Pokój Pawła znajdował się prawdopodobnie po przeciwnej stronie, ale nigdzie go nie widziała. Usłyszała odgłos na końcu korytarza. Metal o metal. Podeszła. Paweł stał przy drzwiach oznaczonych niewielką tabliczką TECHNICZNE. - Co robisz? Odwrócił się gwałtownie. - Nic. - Coraz gorzej ci idzie kłamanie. - Szukałem łazienki. - Za zamkniętymi drzwiami technicznymi. - Dom jest duży. Marta podeszła bliżej. - Co tam jest? - Nie wiem. Zamknięte. - Próbowałeś wejść? - A ty mnie śledzisz? - W salonie jest siedem osób i jedna właśnie znika na piętnaście minut. Po tym, co dostałam, zaczynam liczyć. Paweł spojrzał na kamerę nad schodami. - Nie tutaj. - Ciągle to powtarzasz. - Bo wszędzie są mikrofony. - Klara twierdzi, że kamery nie nagrywają dźwięku. - Klara twierdzi różne rzeczy. Marta popatrzyła na niego uważniej. - Wiesz coś o tym domu? - Nie. - O Szymonie? - Tyle co każdy. - Czyli? - Firma od zabezpieczeń. Pieniądze. Klara poznała go pięć lat temu. Pobrali się po dwóch. - Skąd wiesz, kiedy się poznali? - Facebook istnieje. - Powiedział człowiek, który rzekomo nie sprawdza cudzych profili. Paweł nie odpowiedział. Marta wskazała drzwi techniczne. - Czego szukałeś? - Nagrywania. - Kamer? - Tak. - Dlaczego? Zbliżył twarz do niej. - Bo jeśli ktoś wysyła ci zdjęcia w czasie rzeczywistym, a jedyną osobą, która wie, gdzie jesteśmy, jest Klara, to warto wiedzieć, kto naprawdę obserwuje ten dom. - Szymon właśnie wyjechał. - A system został. - Myślisz, że to on? - Myślę, że ktoś specjalnie zebrał nas wszystkich w jednym miejscu. - Klara. - Być może. Z dołu dobiegł głos Natalii. - Hej! Chodźcie! Marta i Paweł spojrzeli na siebie. - Co? - krzyknął Paweł. - Jest jedenasta! Klara czekała w salonie przy stole. Przed nią leżała biała koperta. Marta rozpoznała ją natychmiast, choć wcześniej jej nie widziała. Zwykły format. Bez znaczka. Bez adresu nadawcy. Obok koperty Klara położyła fotografię. Tę samą, którą Marta miała w telefonie. Paweł i Daniel przy dystrybutorze. 23:31. - Dostałam to trzy tygodnie temu - powiedziała Klara. Nikt nie żartował. - Ktoś wysłał coś jeszcze? - zapytała Olga. Klara wyjęła z koperty prostokątny kawałek papieru. Położyła go przy zdjęciu. Na środku, wydrukowane dużą czcionką, widniały cyfry: 23:47 Natalia zakryła usta. Michał odsunął się od stołu. Wiktor patrzył na Pawła. - Co to jest? - zapytał Adrian. Nikt nie odpowiedział. - Serio? - Spojrzał po nich. - Mam udawać, że wszyscy rozumiemy? Olga odezwała się cicho. - Nie wszyscy byli wtedy na drodze. Marta odwróciła się do niej. - Co? Olga natychmiast zamilkła. - Powtórz - powiedział Paweł. - Nic. - Powiedziałaś, że nie wszyscy byli na drodze. - Źle się wyraziłam. - Nie. Bardzo dobrze. Natalia wstała. - Nie chcę tego robić. Klara zastąpiła jej drogę. - Właśnie dlatego tu jesteśmy. - Nie. Ty dlatego tu jesteś. Ja przyjechałam, bo napisałaś, że ktoś może próbować obarczyć nas odpowiedzialnością. Marta spojrzała na Klarę. - Tego nie napisałaś mnie. Natalia zorientowała się za późno. - Każdemu napisałaś coś innego? - zapytał Michał. Klara nie odpowiedziała. Adrian zaśmiał się krótko. - Niesamowite. - Chciałam, żebyście przyjechali. - Więc manipulowałaś nami. - Tak. Szczerość zamknęła mu usta. Wiktor wskazał fotografię. - Paweł, dlaczego jesteś na zdjęciu z Danielem, skoro powiedzieliśmy policji, że wyszedł wcześniej? Paweł patrzył na zdjęcie. - Bo zawiozłem go na stację. Marta poczuła, jak coś w niej opada. Nie szok. Raczej ostatnia resztka nadziei, że fotografia ma proste wyjaśnienie. - Sam? - zapytała. Paweł skinął głową. - Chciał papierosy. - Nie palił - powiedziała Natalia. - Tamtej nocy palił. - Dlaczego? - Skąd mam wiedzieć? Marta usiadła naprzeciwko niego. - Wrócił z tobą? Paweł nie odpowiedział od razu. - Tak. - Do domu? - Do skrzyżowania. - Jakiego skrzyżowania? - Przy lesie. Michał pobladł. - Po co miałby wysiadać kilometr od domu? - Bo się pokłóciliśmy. - O co? Paweł spojrzał na Martę. Ona już wiedziała. Nie szczegóły. Temat. - O mnie - powiedziała. Natalia odwróciła głowę. Adrian zaklął pod nosem. Klara opuściła wzrok. Paweł potwierdził. - O Martę. - Co Daniel miał do Marty? - zapytał Wiktor. Marta czuła, że Paweł czeka, aż sama zdecyduje. Zrobiła to. - Wiedział o nas. - O was? - Ja i Paweł byliśmy razem. Michał zmarszczył brwi. - Wiedzieliśmy. - Nie wtedy. - Co? - Paweł był wtedy z Klarą. Cisza była natychmiastowa. Szymon nie wiedział o Danielu. Marta pomyślała o tym zdaniu dopiero teraz. Być może nie o Danielu Klara najbardziej chciała przed nim milczeć. Klara patrzyła w ogień. - To było dawno temu. - Nie dla Daniela - powiedziała Olga. Wszystkie głowy odwróciły się w jej stronę. Olga znów powiedziała o jedno zdanie za dużo. - Co chcesz przez to powiedzieć? - zapytała Klara. - Nic. - Drugi raz mówisz "nic". - Bo nie chcę grzebać w rzeczach, które nie mają związku. - Wszystko ma związek - odparł Paweł. Wtedy światła zgasły. Nie przygasły jak wcześniej. Zgasły całkowicie. Muzyka urwała się w połowie dźwięku. Kominek zgasł sekundę później. Dom pogrążył się w czerni. Natalia krzyknęła. Ktoś przewrócił szklankę. - Spokojnie - odezwał się Wiktor. - Powinien włączyć się agregat. Marta sięgnęła po kieszeń. Telefon. Ekran rozświetlił jej twarz. 23:47. Przez sekundę nikt się nie odezwał. Potem Paweł zaklął. - Marta - powiedziała Klara. - Masz telefon? - Tak. - Daj światło. Marta włączyła latarkę. Krąg białego światła przesunął się po salonie. Klara. Natalia. Michał. Olga. Wiktor. Adrian. Paweł. Wszyscy. - Agregat powinien wejść po pięciu sekundach - powiedziała Klara. Minęło już więcej. - Gdzie jest sterowanie? - zapytał Wiktor. - Techniczne na górze. Paweł spojrzał na Martę. - Zamknięte. - Mam klucz - powiedziała Klara. Ruszyła w stronę schodów. Marta chwyciła ją za ramię. - Nie rozdzielamy się. Klara spojrzała na nią. - Muszę przywrócić prąd. - Idziemy wszyscy. Adrian prychnął. - Bez przesady. Telefon Marty zawibrował. Nie chciała patrzeć. Spojrzała. NOWA WIADOMOŚĆ. Tym razem tekst był krótszy. NIECH NIKT NIE WYCHODZI. - Co jest? - zapytał Paweł. Marta zgasiła ekran. - Nic. - Marta. - Później. Klara wyrwała ramię. - Mam dość tego "później". Poszli razem na górę. W ciemności dom wydawał się większy. Latarka w telefonie wyławiała fragmenty ścian, schody, twarze. Kamery były martwe. Zielone diody zgasły. Przy drzwiach technicznych Klara wyjęła pęk kluczy. - Skąd go masz? - zapytał Paweł. - To mój dom. - Przed chwilą nie był. Klara otworzyła. W środku znajdowała się niewielka serwerownia. Szafy ze sprzętem, moduły zasilania, ekran na ścianie. Wszystko ciemne. Wiktor wszedł pierwszy. - Agregat nie działa. - Widzę - powiedziała Klara. - Pytanie dlaczego. - Może śnieg. - Agregat jest w garażu. - Nie znam się na tym. - A ja trochę tak. Marta oświetliła ekran. Na moment pojawił się słaby błysk. 23:48. Potem zgasł. - UPS też padł - powiedział Wiktor. - To nie powinno się zdarzyć równocześnie. - Co to znaczy? - zapytała Natalia. - Że albo macie bardzo źle zaprojektowany system, albo ktoś go wyłączył. Klara wyjęła swój telefon. - Zadzwonię do Szymona. Brak zasięgu. Wi-Fi również zniknęło. Marta sprawdziła swoje urządzenie. Nic. - Na zewnątrz może być kreska - powiedział Michał. - Nie wychodzimy - odpowiedziała Marta. Adrian spojrzał na nią. - Dlaczego? Nie mogła powiedzieć o wiadomości bez ujawnienia reszty. - Bo jest ciemno, śnieży i nie wiemy, co się stało. - Czyli jesteś jedyną osobą z telefonem i nagle ustalasz zasady? - Jeśli chcesz iść sam, idź. - Może pójdę. - Adrian - odezwała się Olga. - Zostań. To zadziałało lepiej niż wszystko, co mogła powiedzieć Marta. Adrian cofnął się od drzwi. Minęły dwie minuty. Potem trzy. Wiktor próbował uruchomić awaryjny panel. Klara świeciła mu telefonem. Pozostali stali w korytarzu. Marta spojrzała na Pawła. - Co się stało o 23:47 dziesięć lat temu? Paweł potrząsnął głową. - Nie teraz. - Teraz jest dokładnie ta sama godzina. - Wiem. - Więc co? Przez chwilę sądziła, że znowu odmówi. - Zatrzymałem samochód. - Gdzie? - Na tej bocznej drodze. - Z Danielem? - Tak. - Co dalej? - Wysiadł. - I? - Krzyczał. - O czym? - O wszystkim. - Paweł. - Powiedział, że powie Klarze o nas. Że powie wszystkim. Marta poczuła zimno w karku. - To wiedziałam. - Nie wszystko. - Co jeszcze? Paweł patrzył na ciemny korytarz. - Miał coś. - Co? - Nagranie. Z serwerowni dobiegł trzask. Światła zapaliły się nagle. Marta zamknęła oczy przed jasnością. Zasilanie wróciło. Najpierw lampy. Potem światła schodowe. Po chwili zielone diody kamer. Muzyka nie wróciła. - Mamy - powiedział Wiktor. Marta spojrzała na telefon. 00:04. Siedemnaście minut. Dokładnie. Nikt nie powiedział tego na głos. Jeszcze. Zeszli do salonu. Klara ruszyła pierwsza do stołu. Zatrzymała się w połowie pokoju. - Gdzie jest zdjęcie? Koperta leżała tam, gdzie wcześniej. Kartka z godziną również. Fotografii nie było. - Ktoś ją wziął - powiedziała Natalia. - Była tutaj - odpowiedziała Klara. - Wszyscy byliśmy na górze. - Nie wszyscy cały czas - odezwała się Olga. Marta spojrzała na grupę. Coś było nie tak. Nie zdjęcie. Liczba. Klara. Natalia. Michał. Olga. Wiktor. Adrian. Marta. Liczyła ponownie. - Paweł? Nikt nie odpowiedział. Adrian odwrócił się w stronę korytarza. - Pewnie łazienka. Marta już szła. - Paweł! Parter. Pusty. Kuchnia. Pusta. Gabinet. Drzwi otwarte. Paweł nie odpowiadał. Pobiegła na górę. - Paweł! Jego pokój był otwarty. Walizka leżała na łóżku. Kurtka wisiała na krześle. Buty stały przy drzwiach. Marta sprawdziła łazienkę. Nikogo. Kiedy wróciła na korytarz, Klara i pozostali byli już za nią. - Samochód - powiedział Wiktor. Zeszli z powrotem. Przez szybę w holu widzieli podjazd. Samochód Pawła stał tam, gdzie wcześniej. Pokryty świeżym śniegiem. Marta podeszła do panelu kamer przy gabinecie. Ekran już działał. Na małych prostokątach widziała salon, hol, korytarz na piętrze, taras, garaż i podjazd. - Cofnij - powiedziała do Klary. - Nie umiem. - Szymon ci nie pokazał? - Podgląd znam. Archiwum obsługuje on. Wiktor podszedł. - Spróbuję. Kilka dotknięć wystarczyło, by pojawiła się oś czasu. 23:46. Obraz. Marta, Paweł, pozostali w salonie. 23:47. Czerń. 00:04. Obraz wrócił. Korytarz był pusty. Podjazd pusty poza samochodami. Taras pusty. Brama zamknięta. Klara przesunęła nagranie z kolejnej kamery. To samo. Następnej. To samo. - Wszystkie? - zapytała Natalia. Wiktor otworzył zbiorczy widok. - Wygląda na to. - Siedemnaście minut - powiedziała Olga. W pomieszczeniu nikt się nie poruszył. Marta patrzyła na czarne pole pomiędzy dwoma fragmentami obrazu. 23:47. 00:04. Telefon w jej dłoni zawibrował. Sieć Wi-Fi wróciła. Na ekranie pojawiła się wiadomość. Nie otwierała jej przez kilka sekund. Potem przesunęła palcem. Było tylko jedno zdanie. TERAZ JEST WAS SZEŚCIORO.