Ostatnia szansa - Marcin Kulnianin
Kup ebooka
30.29 zł
25.14 zł
(30,29 zł najniższa cena z 30 dni)
«
»
Wstęp
Ta książka nie jest opowieścią o zwycięstwie. To zapis procesu, który wciąż trwa. Piszę te słowa jako ojciec. Jako człowiek, który zmaga się z uzależnieniem. Jako ktoś, kto wiele razy upadł i nie zawsze potrafił wstać od razu. Nie jest to próba oczyszczenia się ani oskarżenia kogokolwiek. W życiu rzadko bywa jedna strona winna wszystkiego. Każda historia ma więcej niż jeden punkt widzenia. Ja opisuję swój. Przez lata alkohol był dla mnie ucieczką. Dawał chwilową ulgę, zabierał napięcie, pozwalał nie myśleć. A jednocześnie po cichu odbierał wszystko, co było dla mnie najważniejsze. Nie wiem, jak ta historia się skończy. Wiem tylko jedno - nie chcę już uciekać. Jeśli czytasz tę książkę jako ktoś, kto zmaga się z własnym nałogiem, być może odnajdziesz w niej część siebie. Jeśli czytasz ją jako rodzic, być może zobaczysz, jak cienka bywa granica między kontrolą a utratą wszystkiego. To nie jest poradnik. To zapis drogi. Uzależnienie, z mojej perspektywy, to nie polega na tym, że przestaniesz pić i wszystko wróci do normy z dnia na dzień. To świadomość, że już nigdy więcej nie będziesz pić. Może strach przed trzeźwymi dniami i nocami. Może to, że coś rozumiesz, ale odrzucasz to i pijesz dalej. Uzależnienie nie jest czymś, co można rozwiązać słowami: "Jestem alkoholikiem" albo "Piję tylko czasami". Ta choroba jest tak głęboko zakorzeniona w nas, że nawet nie zdajemy sobie z tego sprawy. Co gorsza, możemy ją ukrywać. Ale przed kim? Przed sobą? Przed światem? Przed rodziną?
Krótka historia o dzieciństwie
Komornik zabierał mamie prawie całą wypłatę. Zostawiał tyle, że czasem nie było nawet na chleb. Mieszkaliśmy wtedy w większym mieszkaniu. Nie było łatwo, ale było miejsce. Ja coraz częściej wychodziłem. Najpierw na kilka godzin. Potem na całe dni. Alkohol był zabawą. Był śmiechem z kolegami. Był sposobem na to, żeby nie siedzieć w domu, gdzie wciąż mówiło się o pieniądzach. Czasem dochodziły narkotyki. Eksperymenty. Nocne powroty. Nie czułem wtedy, że coś jest nie tak. Nie analizowałem. Potem przyszła groźba eksmisji. Przeprowadziliśmy się do mniejszego mieszkania. Ciasnota zrobiła się realna. Brat był jeszcze z nami. Po jakimś czasie odebrał sobie życie. Nie pamiętam wielkich rozmów. Nie pamiętam terapii. Pamiętam ciszę i to, że życie toczyło się dalej. Moje wychodzenie z domu nie zmieniło się nagle. Nie zacząłem pić dwa razy więcej. Nie było jednego dramatycznego zwrotu. Po prostu dalej robiłem to, co umiałem najlepiej - nie zatrzymywać się zbyt długo w jednym miejscu. Dopiero lata później zrozumiałem, że nie chodziło o zabawę. Chodziło o to, że łatwiej było być poza domem niż w środku tego wszystkiego. Przez wiele lat nic nie wyglądało na problem. Skończyłem szkołę. Zacząłem pracować. Poznałem kobietę, z którą założyłem rodzinę. Nie byłem człowiekiem z marginesu. Nie byłem kimś, kogo ludzie omijali. Alkohol wciąż był obecny, ale nie wydawał się zagrożeniem. Był częścią spotkań. Częścią weekendów. Częścią dorosłego życia. Nie wiedziałem wtedy, że to, czego nauczyłem się jako chłopak - wychodzić zamiast zostawać z problemem - wciąż działało. Tyle że teraz stawka była większa.