OTIUM CUM DIGNITATE JAKO IDEA SPOŁECZNA
Otium, czyli prawo do dysponowania czasem
Z czasem wolnym jest pewien problem. Zwraca na niego uwagę Artur Schopenhauer, świadomy oczywiście, że nie odkrywa niczego nowego - ludzie zmagają się z nim od wieków. Czas ten, twierdzi gdański filozof, pozwala człowiekowi na
[...] swobodne rozkoszowanie się własnymi myślami i własną indywidualnością i o tyle stanowi owoc i zysk z całego istnienia, które poza tym jest tylko trudem i pracą. Cóż przynosi jednak większości ludzi wolny czas? Nudę i otępienie, gdy zabraknie rozkoszy zmysłowych i głupstewek, aby go wypełnić1.
1 Artur Schopenhauer, Aforyzmy o mądrości życia, przeł. J. Garewicz, Czytelnik, Warszawa 1997, s. 43.
W istocie, już Arystoteles ubolewa, że bardzo niewielu chce "zażywać wczasu"2: wypełniać go teoretyczną kontemplacją, bynajmniej nie myśląc, jak z pożytkiem wykorzystać do innych celów. Ale też, zdaniem Arystotelesa, niewielu jest do tego zdolnych; właściwie potrafią to tylko filozofowie - umysły pozostałych są zbytnio zaprzątnięte różnymi błahymi sprawami. Ludziom tym Arystoteles - podzielając zapewne pogląd Schopenhauera - zaleca życie czynne, czyli polityczne, jako najlepsze na miarę ich możliwości. Ci, którzy nie muszą się troszczyć o chleb codzienny i swojego czasu przeznaczać na pracę - tę wykonają za nich niewolnicy - mogą, a nawet powinni, oddać go w całości polis. I niczego już nie pozostawić dla siebie samego?
2 Arystoteles, Etyka nikomachejska, 1177b, przeł. D. Gromska, w: tegoż, Dzieła wszystkie, t. 5, WN PWN, Warszawa 2002, s. 290-291.
Taki czas, w którym ludzie mogą oddawać się wyłącznie własnym sprawom, Rzymianie nazywali otium. Otium jest przeciwieństwem negotium - czasu wypełnionego zajęciami wykonywanymi z obowiązku, od najmniej do najbardziej ważnych i wymagających. Nie mogli z niego korzystać niewolnicy, prywatni i państwowi, których wyłącznym przeznaczeniem była praca; chociaż mieli prawo dysponowania rzeczami, nie mieli tego prawa wobec czasu. Ich bogaci właściciele na brak wolnego czasu nie mogli narzekać, mimo iż bezpłatnie sprawowali urzędy i pełnili funkcje publiczne, wypełniające ich negotium. Ubodzy Rzymianie, którzy sami musieli pracować, nierzadko ciężej niż wysoce wykwalifikowani niewolnicy, czasem wolnym cieszyli się głównie w dni świąteczne, których skądinąd było w Rzymie niemało. I bogaci, i biedni nie wyobrażali sobie jednak, aby żadnych zajęć nie wykonywać w dzień powszechny - to też wyraża rzymska maksyma otium post negotium, odpoczynek zawsze po pracy. Wymuszona bezczynność nikogo nie cieszy, jest już raczej przyczyną frustracji, i to jej doświadczy człowiek, dla którego nie ma zajęcia.
Ale jeśli jest to bezczynność dobrowolna? Dla Epikura z Samos, któremu poświęcony jest pierwszy rozdział książki, życie ludzkie będzie szczęśliwe tylko wtedy, kiedy - odrzuciwszy w całości społeczne negotium - zamieni je w prywatne otium. Epikur nie mógł oczywiście ująć tego w tych kategoriach i w obcym sobie języku, ale tak właśnie postąpił i tego nauczał w ateńskiej szkole, do której ściągali Grecy z całej Hellady, zachęceni obietnicą życia w "rozkoszy". Kilka wieków później rzymski stoik Seneka, jeden z bohaterów drugiego rozdziału, również zakwestionuje mądrość swojego ludu; nie odrzuci co prawda negotium, ale tak sformułuje ideał otium, aby objęło ono obowiązki wobec wszystkich istot rozumnych. Stoicka bezczynność nie wymaga bowiem wycofania się z życia społecznego i oddania refleksji nad światem, ale uniezależnienia się od niego. Przy wszystkich różnicach między tymi szkołami, i dla epikurejczyków, i dla stoików celem życia jest osiągnięcie stanu autarkii, a więc wolności i samowystarczalności: niepodlegania żadnej obcej woli, ale też temu wszystkiemu, co we własnej duszy nie pochodzi od niej samej. Człowiek targany namiętnościami i fałszywymi potrzebami, żyjąc nawet z dala od innych, pozostaje od nich zależny.
Dziś ta antyczna mądrość musi wydać się równie banalna, co odkrycie Schopenhauera; człowiek w żadnej mierze nie przestaje być istotą społeczną w czasie wolnym od wykonywania publicznych obowiązków. Socjolodzy szczególnie drążący to zagadnienie, idąc tropem Emila Durkheima, uznają za pozbawione sensu już samo rozróżnienie na czas społeczny i prywatny. Społeczeństwo nie pozostawia żadnego czasu bez swojej kontroli; co najwyżej nie będzie ona tak bezpośrednia i widoczna, jak w sferze publicznej, a w szczególności w miejscu pracy. Zamiast narzucać jednostkom jakieś sposoby spędzenia wolnego czasu, społeczeństwo będzie je "tylko" podpowiadać i "jedynie", wychodząc naprzeciw ich oczekiwaniom, będzie go dla nich organizować. Życie społeczne oparte na podziale pracy - a jest on obecny nawet we wszystkich zbadanych przez antropologów społeczeństwach pierwotnych - wymaga stałej współpracy jednostek, co też znaczy, że i "po godzinach" nie mogą one sobie na wszystko pozwolić. Choć angielscy robotnicy sprzed epoki przemysłowej cenili sobie bardzo tzw. święty poniedziałek (nie przychodzili w nim do pracy po nadużyciu alkoholu w dniu poprzednim), nową organizacją produkcji zostali zmuszeni do zmiany zwyczajów i poddaniu się "swego rodzaju dyscyplinie militarnej"3.
3 Douglas A. Reid, "The Decline of Saint Monday 1786-1876", Past and Present, No 71 (May, 1976), s. 101.
Czas nie służy jednak tylko utrzymaniu dyscypliny społecznej. Norbert Elias, jego równie zasłużony badacz, napisze, że jest on jedną z instytucji, które służą symbolicznej komunikacji w społeczeństwie4. Zegary, oprócz pory dnia i nocy, wskazują ludziom także ich pozycję wobec innych; można to sobie przynajmniej wyobrazić, że kiedy pokażą właściwą godzinę, szef przestaje być szefem i dla pracowników swojej firmy staje się równie zagorzałym kibicem lokalnego klubu piłkarskiego. O czasie prywatnym można mówić tylko w "rozumieniu egzystencjalnym"; jednostka doświadcza go, jak przekonuje Rüdiger Safranski, wyłącznie na własnym ciele, reagującym zawsze opornie wobec prób podporządkowania jego naturalnych funkcji zewnętrznym zegarom, bądź też w wewnętrznym doświadczeniu, w którym traci poczucie jego upływu5. Socjologia empiryczna bierze w nawias te rozważania i nie przesądzając, na ile uspołeczniony jest czas prywatny, od blisko stu lat bada, jak ludzie odpoczywają po pracy zarobkowej, a także tej, którą wykonują w gospodarstwie domowym6. Spośród tych drugich zajęć wiele ma jednak nieuchronnie dwuznaczny charakter. Jak potraktować pasję uprawiania własnego ogródka, dzięki której można również zaoszczędzić na zakupach? A wykonywanie napraw domowych przez zapalonych majsterkowiczów?
4 Norbert Elias, Esej o czasie, przeł. A. Łobożewicz, Wydawnictwa Uniwersytetu Warszawskiego, Warszawa 2017, s. 33-36.
5 Por. Rüdiger Safranski, Czas. Co czyni z nami i co my czynimy z niego, przeł. B. Baran, Czytelnik, Warszawa 2017, s. 145-152. Doświadczenie tego rodzaju musi być dalekie od zwykłego zdystansowania się wobec społeczeństwa, skoro "[c]hodzi o moment, w którym nagle na obrzeżu stożka teraźniejszości zanurzamy się w ów obszar cienia, gdzie doświadcza się ulotności czasu, przemijania czy znikania rzeczy i ludzi"; tamże, s. 152.
6 W języku polskim ukazały się w ostatnich latach dwa obszerne opracowania referujące dawną i współczesną literaturę przedmiotu: Maria Truszkowska--Wojtkowiak, Fenomen czasu wolnego, Harmonia Universalis, Gdańsk 2012 oraz Dorota Mroczkowska, Zrozumieć czas wolny. Przeobrażenia, tożsamość, doświadczenie, Wydawnictwo Naukowe Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza, Poznań 2020. Co może wydać się osobliwe, zainteresowanie samym czasem jako fenomenem społecznym - mimo kilku prac, które zostaną tu przywołane - pojawia się w socjologii na szerszą skalę dopiero w latach 90. XX wieku, por. Mikołaj Lewicki, Przyszłość nie może się zacząć, Wydawnictwo Naukowe Scholar, Warszawa 2018, s. 142.
Rozróżnienie na czas społeczny i czas własny ma jednak sens wykraczający poza użyteczną konwencję w socjologii odwołującej się do Georga Simmla, z jej centralną kategorią uspołecznienia, która zastępuje społeczeństwo. Według tego klasyka ludzkie zbiorowości składają się nie tyle z jednostek, ale z relacji między nimi, a że są one mniej lub bardziej regularne, jak też emocjonalnie intensywne, ludzie pozostają wobec siebie w różnym stopniu uspołecznienia. Konsekwentnie relacyjna perspektywa Simmla, jak się ją dziś nazywa, pozwala mówić o związku jednostki i społeczeństwa w taki sposób, jakby była ona tu jedynie punktem przecięcia różnych relacji społecznych7, wymuszonych lub dobrowolnych. Simmel bowiem - co istotnie różni go od szkoły durkheimowskiej - pozostawia jednostkom indywidualną wolę, a ta w czasie wolnym będzie mieć większą swobodę działania niż w czasie zajęć regulowanych przez społeczeństwo. Ale też ta sama wola może i będzie nakładać na siebie ograniczenia zgodne ze społecznymi oczekiwaniami. Czy nie świadczą o tym choćby deklaracje, słyszane często przed wigilią Bożego Narodzenia, że "do wieczora muszę jeszcze coś zrobić", chociaż nikt konkretny do tego nie zmusza?8
7 Por. Olli Pyythinen, Simmel and 'the Social', Palgrave McMillan, New York 2010, s. 140.
8 Rzec można, że dwanaście obowiązkowych potraw na wigilii to polska wersja mitycznych prac Heraklesa.
To tylko pozorny paradoks. Wolna wola, nawet jeśli bezkarnie może, wcale nie musi być aspołeczna - na tym też polega jej wolność. Według Simmla jej potencjalnie prospołeczny charakter manifestuje się najpełniej w życiu towarzyskim, które w swych formach będzie wręcz imitacją codziennych, rzeczowych relacji międzyludzkich - z tą tylko różnicą, że w pełni dobrowolnych9.
9 Socjolodzy innych orientacji podkreślają, że na sposób spędzania czasu wolnego zawsze wpływały i wpływają stosunki pracy, struktury nieformalnej władzy, zależności ekonomiczne i uczuciowe oraz wiele innych, por. Chris Rojek, Leisure Theory: Principles and Practice, Palgrave MacMillan, Basingstoke 2005, s. 4. Simmel takim uwarunkowaniom oczywiście nie zaprzecza, a nawet wyjaśnia nimi zjawisko mody; wolność jednostkowej woli jako założenie ontologiczne nie oznacza zupełnej niezależności rzeczywistych jednostek od społecznych wpływów.
Wszystkie formy wzajemnego oddziaływania czy też więzi społecznej między ludźmi - pragnienie górowania, wymiana, tworzenie stronnictw, chęć zysku, szansa przypadkowych spotkań i rozstań, przeplatające się momenty rywalizacji i współpracy, podstępy i rewanże - wszystko to, czemu powaga realnego życia nadaje realne treści celowe, w grze egzystuje autonomicznie, jedynie gwoli uroku tych funkcji10.
10 Georg Simmel, Socjologia, przeł. M. Łukasiewicz, WN PWN, Warszawa 2005, s. 39.
Zastrzegając, że socjologia nie udziela bynajmniej odpowiedzi na fundamentalne pytanie, dlaczego ludzie żyją wspólnie - dla Simmla ma ono charakter filozoficzny - zakłada jednak, że nie może to zachodzić wbrew ich woli. Dawni filozofowie powiedzieliby, że uspołecznienie leży w naturze człowieka - Simmel tę naturę zobaczyłby w relacjach między ludźmi, które mają miejsce w czasie wolnym, do pozostałych popychają ich już rzeczowe potrzeby. W życiu towarzyskim służą one jednostkom do odpoczynku po trudach życia społecznego11, ale też nolens volens przyczyniają się do ich "dospołecznienia".
11 Przywołany już Norbert Elias ujmuje czas wolny podobnie, ale nie z perspektywy jednostki, a całego społeczeństwa: jest on imitacją, tyle że nie form (jak u Simmla), ale emocji związanych z realnymi sytuacjami społecznymi - w czasie wolnym to właśnie one są realne. Ich swobodna artykulacja przez jednostki służy ostatecznie społeczeństwu do zbiorowego catharsis, por. Norbert Elias, Eric Dunning, Quest for Excitement. Sport and Leisure in the Civilizing Process, Blackwell, Oxford, UK - Cambridge, US 1986, s. 80, 200.
Zainspirowany koncepcją Simmla definiuję czas wolny jako taki, z którego wykorzystania jednostka nie ma obowiązku rozliczania się przed społeczeństwem. Zachowuję dla niego łaciński termin otium, by odróżnić go od czasu wolnego, który w tej czy innej formie podlega jednak kontroli społecznej12. Otium jest czasem do własnej dyspozycji; można go z pożytkiem zagospodarować bądź przeciwnie - bezużytecznie stracić. Jednostka ma go na wyłączność; nie jest on dla niej przez społeczeństwo zorganizowany, nie należy więc mylić go z karnawałem i świętem13. Nie jest to jednak czas anarchicznej wolności i bezkarności, ponieważ także wtedy nie wolno ignorować i łamać fundamentalnych norm życia zbiorowego. Ciesząc się prywatnym otium, jednostka nie zapomina o społecznym negotium i ma świadomość, że wróci pod jego reżim. Doświadcza społeczeństwa "na dystans", jego czas zostaje tymczasowo zawieszony, ale nie odrzucony14. Takie ujęcie otium pozwala z pewną życzliwością i zrozumieniem potraktować przekonanie antycznych filozofów, że człowiek za pomocą odpowiednich ćwiczeń jest zdolny do zupełnego "odspołecznienia się" i życia w autarkii.
12 W teorii socjologicznej aspekt autonomii w czasie wolnym pojawił się w latach 70. ubiegłego wieku w pracach Johna Kelly'ego, por. Dorota Mroczkowska, Zrozumieć czas wolny, s. 65-66.
13 Święta bowiem - zauważa Giorgio Agamben - "nie określa to, czego się w nim nie robi, lecz raczej fakt, że to, co się robi - a co samo w sobie nie różni się od codziennych czynności - zostaje od-robione, uczynione bezczynnym, zawieszone i wyzwolone ze swojej "ekonomii", z racji i celów stanowiących o nim w dni robocze (nierobienie jest w tym sensie jedynie ostateczną formą tego zawieszenia)"; Giorgio Agamben, Głód wołowy, w: tegoż, Nagość, przeł. K. Żaboklicki, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2009, s. 123.
14 Społeczeństwa mają oczywiście jego różne wyobrażenia. Georges Gurvitch, opierając się na badaniach antropologicznych, wyróżnił aż osiem wariantów czasu społecznego, por. Georges Gurvitch, The Spectrum of Social Time, D. Reidel Publishing Company, Dodrecht-Holland 1964, s. 30-33.
Można je przyrównać do tradycyjnego kieszonkowego, jakie dzieci dostają od rodziców: mogą je wydać na wszystko, byle nie na alkohol, papierosy, narkotyki i inne zastrzeżone prawem w ich wieku używki15. Nie muszą się tłumaczyć, dlaczego regularnie wydają je na "głupoty". Jeśli rodzice chcą, żeby ich pociechy nauczyły się gospodarować pieniędzmi, muszą się pogodzić, że zrobią one z nich także zły użytek, chociaż nie pozwolą na taki, który im ewidentnie zaszkodzi - odebranie kieszonkowego jest jedną z bardziej dotkliwych kar, jakie mają w repertuarze. Kieszonkowe nie jest jednak świętym prawem; nawet w zachodnim społeczeństwie nie dostają go dzieci w ubogich rodzinach. Z otium jest podobnie; społeczeństwa w stanie zagrożenia, przechodzące poważne kryzysy, czas wolny od pracy przeznaczą raczej na integrację w formie wspólnego świętowania. Z drugiej strony tak jak dzieci upominają się o zaległą tygodniówkę, tak też o swój własny czas dopominać się będą nawet przykładnie uspołecznione jednostki - i w istocie się dopominały. Jenny Odell przypomina piosenkę amerykańskiego ruchu związkowego nawiązującą do znanego hasła czartystów, ale jeszcze bardziej niż ono akcentującą w pełni woluntarystyczny charakter otium16.
15 Prawie 80% polskich rodziców deklaruje, że daje je dzieciom, por. http://www.paribas.pl/_file/kieszonkowe.pdf [dostęp: 20.11.2024].
16 Markuję tu tylko fundamentalne zagadnienie, które znacznie przekracza ramy tej książki: emancypacja jako proces nabywania prawa do dysponowania czasem. Jego uwzględnienie wymagałoby znacznej rewizji koncepcji Simmla i zapewne ograniczenia jej zakresu do nowoczesnego społeczeństwa indywidualistycznego; w dawnych społeczeństwach nie żyły "jednostki", ale ludzie mniej lub bardziej zakorzenieni w swoim rodowym i stanowym środowisku.
[...] Chcemy zapachu kwiatówChcemy słońca na niebieI Bóg na pewno tak chciał:Osiem godzin dla siebie.
Ze stoczni, sklepu i młynaRazem dzisiaj idziemy:Osiem godzin na pracę, osiem na odpoczynek,Osiem na to, co chcemy17.
17 Jenny Odell, Jak robić nic? Manifest przeciw kultowi produktywności, przeł. A. Weksej, Wydawnictwo Mowa, Białystok 2020, s. 42 [cytowana piosenka pochodzi z książki Roya Rosenzweiga, Eight Hours for What We Will: Workers and Leisure in an Industrial City, 1870-1920, Cambridge University Press, Cambridge 1985, s. 1].
Autonomii jednostki nie zobaczymy raczej w wynikach empirycznych badań socjologicznych, które - przeciwnie - ujawniają typy i wzory aktywności czasu wolnego uwarunkowane położeniem klasowym jednostek, a w społeczeństwie wielokulturowym także przynależnością do grupy etnicznej. Nie znaczy to jednak, że nie jest ona rzeczywistą potrzebą społeczną, a jedynie fanaberią wspomnianych filozofów; wielu "zwykłych śmiertelników" wybiera na urlop miejsca, w których nie "uświadczą" innych ludzi. Ale odpocząć od społeczeństwa można także w społeczeństwie, wybierając bez zewnętrznego przymusu dziedzinę i formę obcowania z innymi ludźmi. W otium jednostka może być tym, kim chce, pełnić wszystkie role, które są społecznie akceptowane, a na niby odgrywać również takie, które nie są; gra w paintball zastępuje jej kowbojską strzelaninę bądź akcję komandosów. Może wreszcie nie pełnić żadnej roli.
Czas wolny jest być może całością ludycznej aktywności, którą go wypełniamy, lecz przede wszystkim - podkreśla Jean Baudrillard - jest prawem tracenia czasu, możliwością "zabicia" go, zmarnowania, wydania go na czystą stratę18.
18 Jean Baudrillard, Społeczeństwo konsumpcyjne. Jego mity i struktury, przeł. S. Królak, Wydawnictwo Sic!, Warszawa 2006, s. 209.
- co też jest założeniem tej pracy.
Współczesna socjologia, zwłaszcza krytyczna, ma więcej zrozumienia dla ludzkiej słabości niż dziewiętnastowieczny filozof, a za złe wykorzystywanie przez jednostki czasu wolnego obwinia raczej społeczeństwo z jego systemem wartości19. Liczni krytycy dowodzą, że czas wolny, jaki im pozostawia, nie jest w istocie "czasem dla siebie"20. Nawet jeśli społeczeństwo nie wywiera na nie żadnego odczuwalnego przymusu, dzięki konsekwentnej socjalizacji nie pozostawia im praktycznie żadnej alternatywy. Zaangażowani badacze będą więc postulować wprowadzenie do programu szkolnego nauki korzystania z czasu wolnego, a także powołanie instytucji, które w lokalnych społecznościach będą służyć obywatelom informacją i radą w tym zakresie21. Czas wolny nie musi przy tym wypełniać rozrywka czy wypoczynek, równie dobrze może to być praca, nawet ciężka, chociaż nie taka, jaką pracoholik zabiera ze sobą na urlop w egzotycznym kraju. Być może jego problemem jest nie tyle brak umiejętności wypoczynku, co obsesyjna chęć pozostawania w reżimie konieczności. Pracę wykonywaną w czasie wolnym charakteryzuje to, że można ją przerwać, kiedy nie daje satysfakcji, cieszy bowiem nie tyle jej rezultat, ile ona sama.
19 Chris Rojek, podkreślając interdyscyplinarny charakter studiów nad czasem wolnym, wylicza plusy i minusy poszczególnych paradygmatów socjologicznych; nie ma wśród nich takiego, któryby górował przydatnością nad innymi, por. Chris Rojek, Leisure Theory, s. 101 oraz 57-79.
20 Por. Dorota Mroczkowska, Zrozumieć czas wolny, s. 45-46.
21 Geoffrey Godbey, Leisure in Your Life: New Perspectives, Venture Publishing, Inc, State College, Pennsylvania 2008, s. 308-309.
Geoffrey Godbey, który przez pół wieku śledził i opisywał, co w czasie wolnym (leisure) robią współcześni mu Amerykanie, wyróżnia cztery konteksty, w których można go zdefiniować: podziału samego czasu, wykonywanych w nim zajęć, obiektywnej wolności od obowiązków oraz subiektywnego poczucia sprawstwa22. Autor zwraca uwagę, że w trzecim i czwartym kontekście - najbliższym tej pracy - brak przymusu nie jest jeszcze samą leisure, a jedynie jej warunkiem wstępnym23. Jako zinstytucjonalizowana praktyka społeczna różni się ona istotnie w społeczeństwach mono- i wielokulturowych; z perspektywy jednostek poszukujących w leisure środków do realizacji własnych preferencji porównanie wypada oczywiście na korzyść tych drugich. Nie jest to jednak przewaga bezwzględna, bo subiektywnej satysfakcji nie mierzy się zakresem wyboru z gotowej oferty, która w społeczeństwie wielokulturowym jest najzwyczajniej bogatsza. Bez "wewnętrznych impulsów", a nawet pewnego elementu wiary w sens tego, co robi się z własnej woli i na własną odpowiedzialność, nie można mówić o leisure24 - a zatem i o otium.
Dignitas, czyli dobry wybór otium
Otium, o którym mowa w książce, daje jednak coś więcej niż poczucie dobrego, sensownego wykorzystania czasu - to właśnie obiecuje swoim uczniom Epikur. Nie jemu jednak ani żadnemu z greckich filozofów, ale Markowi Tulliuszowi Cyceronowi, rzymskiemu prawnikowi, politykowi i filozofowi, zawdzięczamy wyrażenie otium cum dignitate na określenie czas wolnego spędzonego szlachetnie, z godnością wykraczającą poza zwykły "sens". O Cyceronie i jego własnym "szlachetnym próżnowaniu" - bo i tak można oddać ten termin - będzie mowa w drugim rozdziale książki, tu jedynie o społecznym aspekcie tego szczególnego otium. "Szlachetne próżnowanie" przywodzi na od razu myśl Arystotelesowskie "zażywanie wczasu" - filozoficzną refleksję, która w rzeczywistości (jeśli nie sprowadza się do tzw. filozofowania, czyli snucia ogólnych myśli o niczym) jest wyczerpującą pracą umysłową. Próżnowaniem będzie ono tylko dla "niefilozofującego gminu" czy "szerokich kół", o których Platon pisze zawsze z nieukrywaną pogardą. Będzie nim też zapewne amatorska twórczość literacka i artystyczna, a także te wszystkie zajęcia, które nobilituje wysoka kultura; jej dóbr nie można konsumować tak jak produktów kultury masowej.
Zwolennicy ideacyjnego podejścia do kultury, a więc takiego, które bagatelizuje jej materialny dorobek, twierdzą nawet, że powstaje ona wyłącznie w otium, a krytycy cywilizacji przemysłowej zobaczą w nim wręcz ostoję "prawdziwych wartości". Josef Pieper, odwołując się do Platona i Arystotelesa, napisze w apologetycznym tonie, że czas wolny nie jest bynajmniej idyllą niedzielnego popołudnia, ale domeną "wolności, wykształcenia i kultury, a także tego integralnego humanizmu, który postrzega świat jako całość"25. Dlatego też kultura, która cały czas jednostki podporządkowuje wartościom utylitarnym, zabierając jej prawo do "szlachetnego próżnowania", podcina własne korzenie, o których nie ma pojęcia. Nawet jeśli otium ma swoje miejsce dopiero po negotium, w porządku kultury jest odwrotnie: to ono jest jej fundamentem, a nie tylko przywilejem twórczej elity. W tym samym tonie Friedrich Georg Jünger twierdzi, że
25 Josef Pieper, Leisure. The Basis of Culture, transl. by A. Dru, A Mentor-Omega Book, 1963 [1952], s. 46. Jeszcze przed epoką demokratyzacji w Europie, na początku pierwszej wojny światowej, podobną rolę czasowi wolnemu przypisywał Bertrand Russell, ale - o czym jeszcze będzie mowa - ze swoich rozważań wyciągnął inne niż Pieper wnioski, por. Bertrand Russell, In Praise of Idleness, https://ia801702.us.archive.org/8/items/in.ernet.dli.2015.458601/2015.458601.In-Praise-Of-Idleness-And-Other-Essays_text.pdf [dostęp: 24.08.2024].
[...] [o]tium cum dignitate26 nie jest pustym, wydrążonym lenistwem i potwierdza prawdziwość przysłowia, że nieróbstwo jest źródłem wszelkiego nałogu. Twórcze próżnowanie nie jest też, jak wielu zakłada, przerwą w pracy, ograniczonym czasem; jest ono raczej zgodnie ze swoim pojęciem nieograniczone i niepodzielne, stanowiące źródło sensownej pracy. Dlatego bardzo niewielu potrafi z niego korzystać, a większość zyskawszy nieco czasu, czyni wszystko, aby go zabić27.
26 Cyceron, De oratore, 1n [przyp. tłum.].
27 Friedrich Georg Jünger, Perfekcja techniki, przeł. W. Kunicki, Kronos, Warszawa 2016, s. 18-19.
Ale czy sam termin otium cum dignitate nie skrywa w sobie pewnego paradoksu? Otium co prawda daje jednostkom swobodę wyboru zajęć, ale dignitas, zdefiniowana w kategoriach wysokiej kultury, odbiera ją, poddając te wybory społecznej ocenie. Socjologowie już od kilku dekad mówią o "wszystkożerności" dóbr kultury, jakiej w czasie wolnym dopuszcza się klasa o wyższym kapitale kulturowym, ale czy "człowiek kulturalny" naprawdę przyzna się "w towarzystwie" do oglądania tych samych filmów, co "człowiek prosty"? A jeśli nawet przyzna, to czy nie poczuje z tego powodu pewnego zażenowania, potrzeby usprawiedliwienia się przed innymi, a może również sobą samym, że nie wykorzystuje czasu z większym pożytkiem? Z perspektywy socjologii to wszystko, co ludzie robią w czasie wolnym, zależy - mówiąc w największym skrócie - od posiadania dwóch kapitałów: ekonomicznego i kulturowego. Klasy wyższe posiadają jednego i drugiego więcej od klas niższych, mają więc symboliczną władzę w społeczeństwie i to one ostatecznie decydują, którym zajęciom przysługuje szlachetny charakter. "Wszystkożerność" kulturowa jest w gruncie rzeczy ich przywilejem, choć równie dobrze może świadczyć o niskich, niewykształconych gustach, których nie muszą bynajmniej ukrywać. W każdym razie jadając zwykle bardziej wyszukane potrawy, od czasu do czasu mogą sobie pozwolić na hamburgera z McDonald'sa - zwłaszcza z dzieckiem, które służy za alibi.
Prawidłowości odkrywane przez socjologów nie powstrzymają nikogo przed pokazywaniem się innym ze swej najlepszej strony. Jeszcze kilkanaście lat temu, gdyby wziąć pod uwagę punkt "hobby" w CV, liczba miłośników teatru i muzyki klasycznej pewnie by się podwoiła się w stosunku do tej, jaką można było wyliczyć z anonimowych budżetów czasu, podobnie wzrosłoby też czytelnictwo książek. Skoro już wobec ankietera respondenci chcą się wydawać ludźmi "na poziomie", tym bardziej będzie im zależeć na korzystnym wizerunku w oczach przyszłego pracodawcy, zwłaszcza jeśli starają się o pracę w sektorze usług, a nie materialnej produkcji. Dziś bardziej niż wartości wysokiej kultury zadeklarowane w CV rangę aplikacji podniosą raczej oryginalne zainteresowania. Poszukując "jednostek kreatywnych", korporacyjni rekruterzy będą przedkładać nad konwencjonalne hobby człowieka kulturalnego zajęcia spersonalizowane, oryginalne i zaskakujące, byleby tylko mieściły się one w granicach ekscentryczności28. Rzec można, że szukając kandydata, który w "elastyczny" sposób podchodzić będzie do wyznaczonych mu zadań, upatrują w jego CV deklaracji, że jest na to gotowy.
28 Nawet jeśli wstępnej rekrutacji dokonuje już pewnie sztuczna inteligencja, kandydatom doradza się unikać deklarowania takich zainteresowań, które brzmią banalnie por. https://livecareer.pl, https://interviewme.pl [dostęp: 20.11.2024]. Skądinąd chat GPT doradza wolontariat jako najbardziej liczące się hobby w CV.
Simmlowska wizja społeczeństwa, które nie pozbawia jednostek wolnej woli, pozwala nie tylko rozszerzyć zakres słowa otium, ale też przyznać im w jego ramach prawo do samodzielnego wyboru dignitatis. W otium będą one kierować się zasadą: "to mój czas wolny, zrobię z nim to, co zechcę", ale w otium cum dignitate znacząco ją przeformułują: "to mój czas wolny, zrobię w nim to, co uważam za godne uznania". Bynajmniej nie "to, co dla mnie najlepsze" - zgodnie z utylitarnym rachunkiem szczęścia, ani też "to, co należy" - w duchu Kantowskiej filozofii obowiązku, ale to, co powinien robić człowiek zasługujący na szacunek - jeśli nie innych (bo ci akurat na jej własny szacunek mogą nie zasługiwać), to przynajmniej swój własny lub swojej lepszego, wyobrażonego ego. Można powiedzieć, że w otium jednostka dostaje od społeczeństwa szansę realizowania tych ideałów, którym nie może sprostać w innych dziedzinach życia społecznego, albo też takich, które jej społeczeństwu są obce, a w każdym razie niezbyt w nim cenione (kultura ceniąca sobie zachowanie bezpieczeństwa to, co ryzykowne spycha właśnie do otium). Ze względu na siłę społecznej rutyny z szansy tej na co dzień będzie korzystać zdecydowana mniejszość.
Ale jeśli to ostatecznie jednostka wedle własnego wyobrażenia nadaje swojemu otium szlachetny charakter, to czy nie będzie ono w rzeczywistości czymś w rodzaju zajmującego hobby? Robert Stebbins, równie zasłużony co Geoffrey Godbey badacz czasu wolnego, odróżnia serious leisure od casual leisure i project-based leisure; ten pierwszy jest czasem wolnym, który mocno angażuje jednostkę, podczas gdy drugi zupełnie nie, a trzeci jedynie w ramach pewnego przedsięwzięcia29. Serious leisure niekiedy tak pochłania amatorów, wolontariuszy i hobbistów, że żyją oni praktycznie na marginesie społeczeństwa30. Podczas gdy casual leisure daje zwykłą hedonistyczną przyjemność, serious leisure daje prawdziwe szczęście31. Daje bowiem jednostce możliwości - w takiej kolejności wylicza je autor - wzbogacenia osobowości, rozwinięcia umiejętności i zdolności, autoekspresji, poprawy własnego wizerunku, nagradzania samego siebie, odpoczynku a także korzyści materialnych. Daje też nagrody natury społecznej: związanie się z osobami o podobnych zainteresowaniach, satysfakcję z osiągnięć grupy oraz wkładu w jej rozwój32. W zamian za nie - inaczej niż dwa pozostałe sposoby spędzania czasu wolnego - wymaga zazwyczaj niemałych nakładów materialnych i czasochłonnych przygotowań. Od zwykłego odpoczynku różni się podobnie good leisure, o którym pisze Godbey33, czy pasje brytyjskich "profesjonalnych amatorów" z raportu Charlesa Leadbeatera i Paula Millera (o których będzie jeszcze mowa).
29 Robert A. Stebbins, The Serious Leisure Project. An Synthesis, Palgrave Macmillan, London 2020.
30 Por. tamże, s. 50, 133.
31 Por. tamże, s. 21, 32. Hobbiści tym różnią się od amatorów, że nie mają wzorów w osobach profesjonalistów. Można powiedzieć, że powaga ich otium - szczególnie kolekcjonerów różnych osobliwości - jest bardziej frywolna. Amatorzy natomiast zbliżają się niekiedy pod względem zaangażowania do profesjonalistów i wówczas ich zajęcie lokuje się na granicy leisure, por. Robert A. Stebbins, Amateurs, Professionals, and Serious Leisure, McGill-Queen's University Press, Montreal & Kingston - London - Buffalo 1992, s. 55. Dla sportowców-amatorów, inaczej niż dla profesjonalistów, od samego osiągnięcia ważniejsza jest jednak przyjemność gry zespołowej, por. Sam Elkington, Robert A. Stebbins, The Serious Leisure Perspective. An Introduction, Routledge, London 2014, s. 65.
32 Por. Robert A. Stebbins, The Serious Leisure Project..., s. 26. W badaniach przeprowadzonych w Wielkiej Brytanii 6 na 10 osób zadeklarowało, że więcej łączy ich z ludźmi o tym samym hobby niż z sąsiadami, por. Charles Leadbeater, Paul Miller, The Pro-Am Revolution. How Enthusiasts are Changing Our Economy and Society, Demos, London 2004, s. 42.
33 Por. Geoffrey Godbey, Leisure in Your Life, s. 109-112, 359.
Cycerońska dignitas jest jednak czymś więcej niż nawet najbardziej zajmującym hobby, o czym czytelnicy przekonają się przy lekturze kolejnych rozdziałów. Zupełnie zmienia charakter otium, o czym będzie mowa w zakończeniu. Nie jest to już czas wolny od aktywności publicznej i zawodowej, ale czas wykorzystany na inną aktywność, nie mniej ważną dla tożsamości jednostki niż tamte. Dla wielu to właśnie ona i tylko ona - trzeba to ująć patetyczną, choć nadużywaną formułą - nadaje sens życiu. Jeśli cieszy się jeszcze społecznym uznaniem, daje im powody do "słusznej dumy" z etyki Arystotelesa, jeśli nie - wpisuje się przynajmniej w ich "filozofie życiowe". Inaczej niż negotium - o ile nie jest ono "powołaniem", ale normalnym wykonywaniem swoich powinności - otium tego rodzaju wyróżnia się refleksyjnym podejściem do samego czasu, przekonaniem, że jest on rzeczą cenną. Co więcej, towarzyszy mu świadomość, że jest to czas uzyskany bądź odzyskany od społeczeństwa (albo przeciwnie: bezprawnie przez nie odebrany), nawet jeśli - z racji charakteru dignitatis - zostanie mu z nawiązką oddany.
Do tej odpłaty jednostka nie jest jednak zobowiązana. Można przyjąć, że w ramach otium ma prawo do traktowania ludzi w sposób instrumentalny, o ile ci wyrażają na to zgodę. Jej zachowania bez żadnych uzasadnień mogą być skierowane na własną satysfakcję; to, co dla niej "przyjemne", nie musi tu być społecznie "pożyteczne", byleby tylko nie było dla nikogo szkodliwe. Pożytek innych będzie tu szczęśliwym skutkiem ubocznym, jak choćby w przypadku zakochanego w swym mieście przewodnika-amatora, który potrzebuje turystów - słuchaczy jego opowieści. Amatorzy sportów grupowych potrzebują siebie nawzajem, ale już amatorscy miłośnicy kolarstwa trenują często samodzielnie. W otium człowiek potrzebuje drugiego, aby ten był częścią jego własnej aktywności, paradoksalnie nawet wtedy, kiedy świadczy mu rzeczywistą pomoc. Moralni maksymaliści odmawiają takim zachowaniom wartości, uważając, że etyczne będą one tylko wtedy, kiedy są bezinteresowne, a zatem kiedy wymagają poświęcenia swego czasu, co już przeczy samej idei otium. Podobnie sprzeczne z tą ideą będzie przyznanie miana dignitatis tylko tym zachowaniom, które zyskają szacunek w oczach innych ludzi. W otium - czasie wolnym od wszelkich zobowiązań - jednostka nie musi liczyć się z ich zdaniem.
Nie znaczy to jednak, że takich zobowiązań sama na siebie nigdy nie nałoży. Biorąc pod uwagę ten aspekt, wyróżnić można dwa modele otium cum dignitate, nazywając je umownie epikurejskim i stoickim. Epikurejczycy preferują zdecydowanie aspołeczny typ otium: tylko z dala od innych, co najwyżej w towarzystwie osób sobie podobnych, będą się oddawać zajęciom zgodnym z własnym wyobrażeniem dignitatis, której "szerokie koła" nie potrafią docenić. Z kolei stoicy, z ich przekonaniem o przynależności człowieka do uniwersalnego Państwa Rozumu, będą czuć satysfakcję, czyniąc coś pożytecznego na rzecz tej "większej i prawdziwej wspólnoty", nawet jeśli ich dignitas będzie równie niezrozumiała dla profanów. Z wolności, jaką daje otium, epikurejczycy czynią więc negatywny, a stoicy pozytywny użytek w tym sensie, że epikurejska dignitas "odspołecznia", a stoicka "dospołecznia" ich bez żadnego zewnętrznego przymusu34. Ci pierwsi będą więc szukać miejsca na otium poza granicami swojej wspólnoty, drudzy znajdą je intra muros, nawet jeśli te mury obejmują całą ludzkość. Rozróżnienie to wyostrza różnicę między nimi i ma charakter jedynie modelowy, poszczególne przypadki przedstawione w książce, włącznie z historycznymi Epikurem i stoikami, są oczywiście bardziej złożone.
34 By nie pozostawić w tej kwestii wątpliwości: za "dospołeczniającym" charakterem otium stoików nie stoi zatem socjologia Durkheima, ale to samo Simmlowskie założenie o wolnej woli jednostek.
Oba te nurty filozoficzne formułują bowiem taki ideał życia, w którym nie ma miejsca na żadne negotium, właśnie po to, aby dignitas wypełniała cały czas niepodzielnie. Tylko Cyceron ze swymi politycznymi ambicjami, a przypadkiem też eklektyczną filozofią, lokuje się wzorcowo w obu sferach. Przy wszystkim różnicach pomiędzy doktrynami, zresztą nie tylko tymi wymienionymi, filozoficzne podejście do otium każe w nim widzieć nade wszystko stan umysłu wolnego od spraw niegodnych uwagi. W Atenach rzeczywiście wielu filozofów mogło oddawać się wyłącznie życiu kontemplatywnemu, choć z antycznego "przewodnika po filozofii" Diogenesa Laertiosa wiemy, że pozostali wykonywali nierzadko bardzo proste zawody, wymagające pracy fizycznej. W Rzymie było odwrotnie - stoicy pełnili zazwyczaj ważne urzędy publiczne, a jeden z nich - Marek Aureliusz - nawet najważniejszy. Filozofowie nie są jednak wyłącznymi bohaterami tej książki, będzie więc w niej mowa także o negotium, którego bynajmniej nie trzeba odrzucać, aby cieszyć się wolnością otium35. Nie może być ono tylko sferą życia, której otium jest podporządkowane - straciłoby wówczas swoją dignitas.
35 Stanley Parker wyróżnia trzy rodzaje relacji między pracą a zajęciami wykonywanymi w czasie od niej wolnym: przedłużenia, opozycji i neutralności (por. Stanley Parker, The Future of Work and Leisure, Praeger Publishers, New York 1971, s. 101-103); w przypadku otium cum dignitate typową relacją będzie neutralność.
*
Otium, zdefiniowane przeze mnie jako czas pozostawiony przez społeczeństwo do wyłącznej dyspozycji jednostek, jest oczywiście utopią. Jest utopią w takim sensie, w jakim jest nią każdy typ idealny Maxa Webera, nie będący niczym innym jak narzędziem badawczym: nie występuje w badanej rzeczywistości, a jedynie zostaje do niej "przyłożony", aby zrozumieć i wyjaśnić jej historyczną specyfikę. W tym sensie utopijny jest też aksjomat o klasowym uwarunkowaniu sposobów spędzania czasu wolnego. W badaniach na dużą skalę wydaje się on bardziej uzasadniony niż ten, który tu przyjąłem, co nie znaczy, że bliższy prawdy - oba te założenia są w rozumieniu Webera typami granicznymi (co oczywiście również nie oznacza, że prawda leży pośrodku). Typ graniczny uwypukla pewną cechę szczególną, spotęgowaną poza granicę rzeczywistości, podczas gdy typ idealny kieruje uwagę na jej określony wycinek. Otium cum dignitate przedstawiony w książce jako typ graniczny i jednocześnie idealny zakłada pełną autonomię jednostki, z której zrobi ona aspołeczny lub prospołeczny użytek w zależności od swej filozofii życiowej. Moją ambicją było pokazanie ciągłości tej idei w zmieniających się okolicznościach historycznych, choć nie jest ona oczywista i dla nieprzekonanych książka pozostanie kolekcją szkiców zogniskowaną wokół jednego tematu.
Sama idea otium cum dignitate nie należy bowiem do takich, które pod jedną nazwą przewijają się przez całą historię. W istocie zdumiewające jest to, że pojawia się w niej rzadko, także w tekstach omawianych w tej książce; nie występuje nawet w tych, których autorzy czerpią bezpośrednio z dziedzictwa antyku. Czy konstrukcja jej typu idealnego nie jest zatem obciążona niedopuszczalnym błędem metodologicznym? W historii idei nie jest to rzecz bez precedensu. Klasyczna praca Arthura Lovejoya Wielki łańcuch bytu przedstawia podobną unit-ideę, o której ciągłości stanowi struktura, a nie semantyka. Rzec można, że Cyceron ukuł termin, który bohaterowie książki wypełnili własną treścią, nie przywołując przy tym pierwowzoru. Podobnie jak Lovejoy nie będę tej struktury natrętnie przypominał, ale przywoływał ją w charakterystycznych momentach. Niektóre z omawianych tekstów przedstawiają także otium o dwuznacznej dignitatis bądź też otium pozorne - na ich tle właściwa dignitas rysuje się jeszcze wyraźniej. Pomijam właściwie prezentację okoliczności historycznych, o ile nie jest to konieczne dla zrozumienia specyfiki idei w jej kolejnych odsłonach. Dla pierwszej pary esejów będzie to apolityczna filozofia starożytności, dla kolejnych renesansowy indywidualizm, następnie kultura arystokratyczna wieku XVIII i XIX, początki kapitalizmu w wieku XIX i dojrzały kapitalizm wieku XX. W zakończeniu - odwołując się do przedstawionego materiału - przekonuję, że tytułową ideę można uznać za emblemat specyficznej elity społecznej. Niniejszy wstęp, choć odwoływał się do realiów współczesnego społeczeństwa, służył wyłącznie przedstawieniu pojęciowej ramy książki.
Zamieszczone w niej szkice stanowią w zasadzie odrębne całości. Zostały pomyślane tak, by można je było czytać bez znajomości innych, poprzedzając jedynie lekturą wstępu i uzupełniając zakończeniem. Ceną za taki układ pracy są pewne powtórzenia, chociaż starałem się je ograniczyć do minimum. Jestem świadomy, że po macoszemu traktuję w książce bogatą myśl utopijną, jednak kwestię wyobrażonych ideałów czasu wolnego poruszyłem już, chociaż w nieco innym kontekście, w pracy poświęconej materialistycznym utopiom36. Podobnie zagadnienie życia na dystans wobec społeczeństwa - nie tylko w otium - omawiam szerzej we wcześniejszej publikacji, do której niekiedy się odwołuję37; niniejsza książka jest w jakiejś mierze nawet jej kontynuacją. O ile szczególną obcość, o której traktuje tamta praca, wybierają jedynie ci, którzy uważają, że ich "prawdziwa ojczyzna" leży poza światem życia codziennego, otium cum dignitate jest ideą mniej elitarną i wolną od wszelkiej metafizyki. Teoretycznego wsparcia dla wszystkim tych książek dostarczyła mi socjologia Georga Simmla, którego niezmiennie uważam za najbardziej inspirującego klasyka tej dyscypliny.
36 Andrzej Waśkiewicz, Ludzie-rzeczy-ludzie. O porządkach społecznych, w których rzeczy łączą, a nie dzielą, TAiWPN Universitas, Kraków 2020.
37 Tenże, Obcy z wyboru. Studium filozofii aspołecznej, Prószyński i S-ka, Warszawa 2008.
Epikur - antyczny piewca osobności
Ateńska scholé
Po pierwszym roku walk w czasie wojny peloponeskiej (431-404 p.n.e.), która nie toczy się po myśli Aten, gnębionych jeszcze zarazą, ich przywódca, Perykles, wygłasza mowę pogrzebową, która jest pierwszą w historii apologią demokracji, przechodzącą właśnie głęboki kryzys. Perykles zatem tyleż oddaje hołd poległym, co stara się podnieść morale żyjących obywateli. Przekonuje, że wielkość swojego miasta zawdzięczają demokratycznej formie ustroju, bo to ona ukształtowała ich charakter i zapewniła życie, którego zazdroszczą im wszyscy mieszkańcy Hellady. Znamienne, że mówi nie tylko o ich przewagach militarnych, etosie politycznym, bogactwie materialnym i duchowym, ale też o spędzaniu przez krajan czasu wolnego.
Myśmy też stworzyli najwięcej sposobności do wypoczynku po pracy, urządzając przez cały rok igrzyska i uroczystości religijne oraz pięknie zdobiąc nasze prywatne mieszkania, których urok codzienny rozprasza troski. Z powodu zaś wielkości miasta zwozi się tutaj towary z całej ziemi; możemy tedy na równi rozkoszować się wytworami obcych narodów, co i naszymi własnymi1.
1 Perykles, Wojna peloponeska, przeł. K. Kumaniecki, Czytelnik, Warszawa 1988, s. 107-108.
Inni Grecy mogą więc uczyć się od Ateńczyków także i tego, jak w czasie wolnym realizować ideał kalokagatii, życia pięknego i cnotliwego2.
2 Opieram się na książce Lidii Winniczuk Ludzie, zwyczaje i obyczaje starożytnej Grecji i Rzymu (PWN, Warszawa 1983), zaglądając także do pracy Allardyce Nicoll Dzieje teatru (przeł. A. Dębnicki, PWN, Warszawa 1977) oraz Jerzego Łanowskiego Święte igrzyska olimpijskie (Krajowa Agencja Wydawnicza, Warszawa 1981).
Greckie zamiłowanie do życia czynnego nie ograniczało się do polityki i wojny. Prawie w każdym mieście była przynajmniej jedna palestra bądź gimnazjon (to wymienne terminy), gdzie młodzi i starsi, zawodowcy i amatorzy, mogli uprawiać różne sporty, ale też w osobnych pomieszczeniach posłuchać poetów bądź filozofów i nawet wdawać się z nimi w dyskusję. Filozoficzne szkoły ateńskie ulokowały się właśnie na terenie gimnazjonów. Były one otwarte i dla tych (kobiet, niewolników), którym nie wolno było występować w zawodach sportowych. I pod tym względem Ateny i Sparta różniły się diametralnie od siebie: dla Ateńczyków takie codzienne zajęcia sportowe była formą rozrywki, dla Spartan zaś częścią szkolenia wojskowego. Pogodne wieczory zajmowały natomiast Grekom - przynajmniej tym zamożnym - długie sympozjony, czyli uczty. Spożywane potrawy były mniej lub bardziej wymyślne, ale na żadnym przyjęciu nie mogło zabraknąć wina; z niego też na początku uczty składano ofiarę bogom. Kobiety - żony i córki obywateli - nie brały w nich udziału; towarzystwa mężczyznom dotrzymywały wykształcone i dowcipne hetery. Uczty wyższych klas uświetniały pieśni i poematy, występy akrobatek i tancerek, w mniej arystokratycznym gronie te wyszukane rozrywki zastępowały: gry w kości, popularna gra planszowa zbliżona do warcabów i różne zabawy towarzyskie.
Uchodzący za lud skory do zabawy, lubili też Grecy długo świętować. Do najważniejszych świąt obchodzonych w Atenach i całej Attyce należały Wielkie Panatenaje, poświęcone patronce miasta - Pallas Atenie. Obchodzone były co cztery lata, w trzecim roku każdej olimpiady. Oprócz pierwszego, poświęconego kultowi bogini, pozostałe dni świąt wypełniała rywalizacja sportowa oraz konkursy muzyczne i poetyckie. Świętem państwowym były też Dionizje, Wielkie i Małe (Wiejskie), związane z produkcją wina, a szczególnie z winobraniem. W czasie trwających także siedem dni Wielkich Dionizji przez pięć wystawiano tragedie, ale czwarty dzień przeznaczony był na komedie. A że kultura grecka miała charakter agonu, także i spektakle musiały ze sobą rywalizować. Każdy z autorów przedstawiał tetralogię: trzy tragedię i jedną komedię. Początkowo nagradzani byli tylko oni, ale później również aktorzy, indywidualnie i zespołowo. Kosztami wystawienia sztuk obciążani byli bogaci Ateńczycy w ramach corocznych liturgii - indywidualnych świadczeń finansowych, które zastępowały powszechne podatki. Wstęp na przedstawienia był wolny dla wszystkich, także niewolników i cudzoziemców (kobietom i młodzieży nie wolno było jednak oglądać pikantnych komedii), i niewiele kosztował, a Perykles wprowadził nawet specjalny zasiłek dla najuboższych. Reakcje publiczności były bardzo żywiołowe. Grecy płakali bez zahamowań na tragediach, chociaż doskonale znali przedstawiane w nich historie.
Mistrz, jego Ogród i wyznawcy
Bohater niniejszego rozdziału żył w Atenach cały wiek po Peryklesie, ale ani przegrana wojna peloponeska, ani macedoński podbój nie zmieniły szczególnie codziennego życia miasta i rozrywek jego mieszkańców. Epikur odrzucił je z wszystkimi jego przyjemnościami ze względu na przykrości, jakie z natury rzeczy musiały im towarzyszyć. Zalecając człowiekowi "życie w ukryciu" i samemu takież prowadząc, cały swój byt zamienił w otium w granicach własnej posiadłości, zupełnie różne od greckiej scholé, którą obywatele spędzają w mieście3. Było mu zapewne obojętne, czy zasłuży sobie na społeczny szacunek, skoro żyć będzie zgodnie z naturą człowieka, którą odkryła jego nauka. Aby ją propagować, Epikur w roku 307/6 przybył ponownie do Aten4 i na ziemi zakupionej od miasta, ale poza jego murami, założył własną szkołę filozoficzną, trzecią po platońskiej Akademii i arystotelesowskim Liceum (czwartą, ale już w jego murach, założy jeszcze Zenon). Zdegradowane politycznie Ateny pozostawały nadal kulturalną stolicą świata śródziemnomorskiego, za Epikurem pociągnęli więc jego pierwsi uczniowie z greckich miast Azji Mniejszej, trzej bracia, a być może także rodzice.
3 O różnicach między scholé i otium piszą wyczerpująco Detlef Fechner, Peter Scholz, "Schole und otium in der griechischen und römischen Antike: Eine Einführung in die Thematik und ein historischer Überbuck, w: Mensch, Natur, Technik. Perspektiven aus der Antike für das dritte Jahrtausend, Hrsg. von E. Erdmann, H. Kloft, Aschendorff, Münster 2002, s. 83-148.
4 Przybył po raz kolejny, ponieważ odbywał tu już służbę wojskową jako syn ateńskich kolonistów z wyspy Samos, gdzie się urodził. Jego życie (341-270 p.n.e.) nie obfituje w dramatyczne wydarzenia, jakich nie brak w biografiach innych sławnych i mniej sławnych myślicieli przedstawionych w pierwszej historii filozofii Diogenesa Laertiosa; Epikurowi poświecony jest w niej ostatni rozdział, zarazem jeden z najdłuższych, por. Diogenes Laertios, Żywoty i poglądy sławnych filozofów, przeł. I. Krońska, K. Leśniak, W. Olszewski, przy współpracy B. Kupisa, PWN, Warszawa 1984.
Szkoła założona przez Epikura, nazwana po prostu Ogrodem, cieszyła się znaczną popularnością, konkurując później głównie ze szkołą stoicką Zenona. Obie odpowiadały na Zeitgeist nowych czasów. Zdanie wypowiedziane przez Peryklesa w czasie oracji pogrzebowej - "Jesteśmy jedynym narodem, który jednostkę nieinteresującą się życiem państwa uważa nie za bierną, ale za nieużyteczną"5 - sto lat później zostałoby zapewne wybuczane przez jej słuchaczy6. Znaczący jest napis nad bramą Ogrodu: "Gościu, tutaj będzie ci dobrze, tutaj najwyższym dobrem jest rozkosz". W istocie od uczniów szkoły nie wymagano chyba wiele - choćby tego, by pozbyli się własności prywatnej, ponosili natomiast koszty jej utrzymania7. Przyjmowała ona zarówno mężczyzn, jak i kobiety. Na równych prawach przebywali w Ogrodzie dzieci i niewolnicy, nawet ci niepiśmienni. Inaczej bowiem niż w pozostałych szkołach, nie prowadzono w niej żadnych badań nad naturą rzeczy, historią czy organizacją życia społecznego8. Nawet jeśli, jak uważa Martha Nussbaum, fizyce i kosmologii Epikura nie brak elegancji, a niektóre z jego wywodów są znakomite, nie poddaje on ich - jak ma to miejsce w szkole Arystotelesa - testowi doświadczenia. Teoria Epikura jest wizją świata, ale nie jego naukowym opisem9.
5 Tukidydes, Wojna peloponeska, przeł. K. Kumaniecki, Czytelnik, Warszawa 1988, s. 109-110.
6 Ogród był dla jego mieszkańców, jak to ujmują Detlef Fechner i Peter Scholz, małą ojczyzną (Heimat), która im zastąpiła tradycyjny, polityczny styl życia, por. Detlef Fechner, Peter Scholz, "Schole und otium...", s. 119.
7 Nie wnosili jednak do szkoły całego swego majątku, por. Diogenes Laertios, Żywoty i poglądy..., s. 590.
8 Diskin Clay, "The Athenian Garden", w: The Cambridge Companion to Epicureanism, ed. J. Warren, Cambridge University Press, Cambridge 2009, s. 26.
9 Por. Martha C. Nussbaum, The Therapy of Desire. Theory and Practice in Hellenistic Ethics, Princetown Univeristy Press, Princeton and Oxford 2009, s. 124.
Ogród bowiem był raczej związkiem religijnym - by nie powiedzieć: sektą - niż zakładem naukowym. Przywołana już Marta Nussbaum doktrynę wykładaną w szkole Epikura lokuje gdzieś między Sumą teologiczną Tomasza z Akwinu a hasłem na billboardzie "Jezus twym Zbawicielem"10. Już samo imię Epikura mogło sugerować jej szczególny charakter, skoro znaczy ono "kogoś, kto przychodzi z pomocą"11. Dla swoich uczniów był niemal bogiem, który własną wiedzą miał uleczyć ich z dolegliwości codziennego życia. Swoją ostatnią wolą i pozostawionym majątkiem Epikur ten kult zinstytucjonalizował - polecił świętować swoje urodziny comiesięczną ucztą, co zwyczajowo było zastrzeżone dla bogów - zmarłym przysługiwało tylko upamiętnienie doroczne12. Nie przysparzało to Epikurowi dobrej opinii wśród filozofów, ani za życia, ani po śmierci. Diogenes Laertios odnotowuje różne bulwersujące historie o życiu w Ogrodzie i samym jego kierowniku - ich wiodącym tematem jest oczywiście rozpusta - zaprzecza im jednak i zapewnia, że życie Epikura jak najlepiej świadczy o nim samym i jego filozofii.
10 Por. tamże, s. 137.
11 Por. Diskin Clay, "The Athenian Garden...", s. 11.
12 Tamże, s. 24. Istotą tego kultu, jak twierdzi Clay, było zachowanie wspólnoty wyznawców, por. s. 25.
Niezliczone posągi spiżowe, które mu wzniosła ojczyzna, świadczą bowiem niezbicie o jego wielkiej względem wszystkich dobroci; a przyjaciół miał tylu, że mogliby miasto niejedno zapełnić13.
13 Diogenes Laertios, Żywoty i poglądy..., s. 589.
Niefilozofujący mieszkańcy Aten interesowali się bardziej tym, co dzieje się w Ogrodzie Epikura, filozofowie natomiast tyleż życzliwie, co zgryźliwie komentowali jego naukę. Nie mógł jej pozostawić bez krytyki Cyceron, filozoficzny eklektyk i piewca republikańskiej cnoty, często odwołuje się też do niej - ale już z sympatią, z której jednak tłumaczy się przed czytelnikiem - Seneka, czołowy filozof rzymskiego stoicyzmu, wychowawca młodego Nerona (dorosły już wychowanek skłonił go do samobójstwa). Obszernie komentują myśl Epikura także Plutarch i Sekstus Empiryk; pierwszy przekonuje w Moraliach, że nauka Epikura w ogóle nie pozwala ludziom żyć szczęśliwie, drugi w pismach Przeciw logikom i Przeciw fizykom nawiązuje polemicznie do jego wizji świata. Cios popularności epikureizmu, pojmowanemu jako filozofia życiowa, zadało chrześcijaństwo; jego rehabilitacji - ale w wersji dopuszczonej do druku przez Świętą Inkwizycję - dokonał dopiero w XVII wieku Pierre Gassendi, nota bene duchowny kościoła katolickiego. W Oświeceniu poglądy Epikura nie były już bynajmniej bulwersujące, a wiek później inspirowały twórców filozofii utylitaryzmu. Epikurejską filozofią, z racji jej daleko idących zapożyczeń od atomizmu Demokryta, zainteresowany życzliwie był także Karol Marks.
Odniesienia do filozofii Epikura, a czasem wręcz jej streszczenia przez innych autorów14, są bardzo istotne, ponieważ zachowała się ona jedynie w formie trzech listów i głównych myśli zebranych przez Diogenesa Laertiosa oraz Sentencji watykańskich - zbiorze 81 maksym autorstwa Epikura i jego następców, znalezionych pod koniec XIX wieku w bibliotece Państwa Papieskiego (część z nich pokrywa się zresztą z tymi zanotowanymi przez Diogenesa). Nie znaczy to, że Epikur był filozofem leniwym albo niechętnym do wypowiadania się na piśmie. Diogenes twierdzi, że jego dzieła są "liczne i ciekawe" - ma ich być ok. 300, z czego 40 wymienia z tytułu (tylko jedno z nich, O naturze, zachowane we fragmentach w Papirusach z Herkulanum, liczyło sobie 37 tomów). Diogenes podkreśla też, że autorem każdego zdania w swoich pracach ma być sam Epikur, choć oczywiście historycy filozofii znajdują w jego fizyce myśli Demokryta z Abdery, a w etyce wpływy Arystypa z Cyreny. Stosownie do charakteru szkoły, myśli Epikura wyłożone są w sposób klarowny, wręcz katechetyczny, zapewne po to, aby mogły zostać zapamiętane i powtarzane przez uczniów-wyznawców15. Inaczej niż było to wówczas w zwyczaju, Epikur nie konfrontuje ich z poglądami innych filozofów, i co charakterystyczne, ani on, ani jego następcy, nie przywołują osoby Sokratesa, odżegnując się wręcz od jakiegokolwiek z nim intelektualnego powinowactwa16.
14 Zebrał je Kazimierz Pawłowski w tomie Epikur z Samos. Listy oraz wybór świadectw (Wydawnictwo Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego, Warszawa 2015) - do tej publikacji będę się właśnie odwoływać, przywołując dawnych komentatorów filozofii Epikura.
15 Por. Martha C. Nussbuam, The Therapy of Desire..., s. 139.
16 Por. James Warren, "Introduction", w: The Cambridge Companion..., s. 4.
Najbardziej wyczerpującą wykładnią filozofii epikurejskiej jest poemat O naturze wszechrzeczy (De rerum natura)17, napisany heksametrem w I w. p.n.e. przez Lukrecjusza, jednego z najwybitniejszych poetów starożytnego Rzymu. Lukrecjusz w niedokończonym utworze, wydanym dopiero po jego śmierci przez Cycerona, przedstawia epikureizm tyleż jako filozofię afirmującą życie, co wyjaśniającą jego początki, ewolucję i prawa - fizykę, kosmologię i etykę, niespodziewanie kończąc utwór opisem zarazy w Atenach18. Inaczej niż jego mistrz, otwarcie i jednoznacznie deklaruje swój ateizm, tym też różniąc się od innych wykształconych Rzymian, zdradzających sympatie epikurejskie. Do takich należy, żyjący już pod rządami Augusta, Horacy - najwybitniejszy obok Wergiliusza poeta rzymski. W jednej ze swych pieśni (I, 11, przetłumaczonej przez Henryka Sienkiewicza), wypowiada on słynne zawołanie carpe diem, które stało się znakiem rozpoznawczym epikureizmu:
17 Lukrecjusz, O naturze wszechrzeczy, przeł. E. Szymański, PWN, Warszawa 1957.
18 David Sedley uważa jednak utwór za skończony, a samo zakończenie za ostrzeżenie dla Republiki Rzymskiej, por. David Sedley, "Epicureanism in the Roman Republic", w: The Cambridge Companion..., s. 43.
A czy z rozkazu Jowisza ta zima,co teraz wichrem wełny morskie wzdymaBędzie ostatnia, czy też nam przysporzyLat jeszcze kilka tajny wyrok boży,Nie troszcz się o to... i klaruj swe wina.Mknie rok za rokiem jak jedna godzina.Więc łap dzień każdy, a nie wierz ni trochęW złudnej przyszłości obietnice płoche.
Wyzwolić się z lęku
Spośród wielkich filozofów greckich - założycieli wspomnianych szkół - Epikur jest jedynym rzecznikiem "odspołecznienia" jako drogi prowadzącej ku szczęściu. Konkurujący z jego szkołą stoicy, którzy naturalną wspólnotę, jaką dla Greka była jego polis, zastąpili kosmopolis - wspólnotą wszechświatową, nałożyli nawet na ludzi zobowiązania wobec wszystkich istot rozumnych. W maksymach Epikura nie ma tymczasem ani jednej, która odnosi się do ludzkich powinności. Gdzie bowiem mógłby znaleźć ich źródło? Kilkaset lat wcześniej pierwsi sofiści dokonali "przełomu kopernikańskiego", jak nazywa go Karl Popper, i wyodrębnili porządek polityczny z porządku natury. Epikur, a za nim Lukrecjusz, może więc powiedzieć, że państwo jest tworem sztucznym, stworzonym dzięki umowie. Co więcej, będą twierdzić, że dopiero w państwie można mówić o prawie, ponieważ nie jest ono ani darem boskim, ani też nie podpowiada go ludziom ich natura. Uzasadnieniem dla porządku prawno-politycznego jest wyłącznie korzyść - powszechna albo tylko rządzących. Prawa, które przestają być użyteczne, nie są już sprawiedliwe. Jeśli zatem ktoś potrafi sobie zapewnić bezpieczeństwo innym sposobem, po co miałby żyć w państwie i doświadczać przykrości podlegania jego prawom?19 Chcąc zażywać rozkoszy, musi on najpierw uwolnić się od ciężaru życia w państwie - i Epikur sam daje tego przykład20.
19 Por. Diogenes Laertios, Żywoty i poglądy..., s. 656-658.
20 Seneka, który w swoich Listach do Lucyliusza często odwołuje się do nauk Epikura, przypisuje mu myśl, że "Mędrzec nie będzie się zajmował sprawami państwa, chyba że go zmuszą do tego jakieś okoliczności", por. Kazimierz Pawłowski (red.), Epikur z Samos..., s. 190. Rzeczywiście, filozofowie epikurejscy, z wyjątkiem tych, którzy żyli w Syrii, nie angażowali się w życie publiczne, por. David Sedley, "Epicureanism...", s. 30-31.
Dziś łatwo jest przeoczyć rewolucyjność tego zalecenia. Jeszcze dla Arystotelesa życie Greka jest działaniem, działaniem słowem. Nie pozwolić mu wyjść na agorę, to odebrać nieszczęśnikowi wszystko, co dla niego najważniejsze. Po podboju macedońskim Grekom nie wolno było co prawda prowadzić między sobą wojen, ale ustrój ich poleis zmienił się niewiele; o swoich wewnętrznych sprawach nadal decydowali sami21. Agora pozostała więc przestrzenią rywalizacji, agonu. Wycofać się z życia publicznego znaczy tyle, co zrezygnować z tych wszystkich przyjemności życia, które były udziałem człowieka wolnego. Sfera domu, jak uczy Arystoteles, jest właściwym miejscem do życia dla kobiet - te powinny cechować się skromnością i nie rzucać w oczy, oraz niewolników - ci są tylko mówiącymi narzędziami. Zatrzymując politykę na progu Ogrodu, Epikur musi najwyraźniej uważać, że jest już ona tylko źródłem niepokojów albo też realizacją takich potrzeb, które nie są ani naturalnymi - tak jak czymś nienaturalnym jest samo państwo - ani też koniecznie wymagającymi zaspokojenia. Człowiek z natury nie jest bynajmniej zoon politikon, istotą, która według Arystotelesa doskonali się dopiero pomiędzy równymi sobie.
21 Por. Ewa Wipszycka, O starożytności polemicznie, Wiedza Powszechna, Warszawa 1994, s. 44-59, zwłaszcza 46-49.
Podobnie niekonieczne są inne dobra, które człowiek może nabyć jedynie w społeczeństwie. Pożądania trzeba bowiem podzielić na takie, które są naturalne i konieczne, naturalne i niekonieczne oraz nienaturalne i niekonieczne, będące tylko wytworem "czczych urojeń". Pierwszym krokiem w emancypacji do życia dla przyjemności będzie pozbycie się tych ostatnich.
Chcąc wieść życie wolne, nie można zajmować się gromadzeniem majątku, gdyż jego osiągnięcie jest prawie niemożliwe bez popadania w niewolę mas lub niewolę ludzi sprawujących władzę. Należy posiadać wszystko jedynie w niezbędnej ilości. Gdyby jednak komuś przypadkiem przypadło w udziale wiele pieniędzy, to można byłoby je całkiem łatwo rozdzielić tak, by pozyskać tym przychylność najbliższych22.
22 Sentencje watykańskie, 67, w: K. Pawłowski (red.), Epikur z Samos..., s. 98.
Ale też i o tę przychylność nie trzeba zabiegać. Człowiek mądry w żadnym wypadku nie będzie starał się o rzeczy, które wymagają wysiłku. Dlatego też pozbyć się należy wszelkich pożądań niekoniecznych, jeśli ich niezaspokojenie nie sprawia bólu fizycznego, a pozbyć się ich można bez trudu. Trzeba sobie postawić proste pytanie: co zyskuję, zaspokajając to pożądanie, a co, kiedy go nie zaspokoję, niemniej jednak - przestrzega Epikur - "[r]ównież w skromności istnieje granica"23, nie można być przecież niewolnikiem ascezy. Ostatecznie, jak przekonuje Diogenes Laertios, Epikur uczył przecież tylko tego, że najwyższym dobrem jest umiarkowanie.
Filozofowie stoiccy, którzy zalecali raczej ubóstwo, zgodnie widzieli w bogactwie sposób na uzależnienie się tyleż od innych, co od swego gorszego ja, pożądliwego i nierozumnego. Z perspektywy Epikura bogactwo jest natomiast jedynie podejrzane, a to dlatego, że może wyzwalać lęk - lęk przed jego utratą. Bogactwo ma bowiem wartość tylko wtedy, kiedy pozwala zaspokoić jakieś potrzeby; życie społeczne takie potrzeby wzbudza, ale wszystkie one są i nienaturalne, i niekonieczne. Żyć bez lęku, w stanie ataraksji - trwałego spokoju ducha - można więc tylko poza społeczeństwem. Człowiek, który nie ma w duszy spokoju, nie może postępować dobrze, a postępuje wręcz źle, jeśli żyje w wiecznym niepokoju. "Człowiek szlachetny cieszy się doskonałym spokojem ducha"24, ale kimś takim może być tylko mędrzec. Epikur na swój sposób wyraża więc tradycyjny ideał doskonałej samowystarczalności.
24 Diogenes Laertios, Żywoty i poglądy..., s. 654.
Źródłem niepokoju nie jest jednak wyłącznie społeczeństwo, jest nim także wyobraźnia - choć pewnie i ona ma społeczne korzenie - która podpowiada ludziom istnienie bogów; o ich obecności mogą też przekonywać senne widzenia. Epikur, pomny być może losu Sokratesa, nigdzie nie twierdzi, że bogów najzwyczajniej nie ma, Lukrecjusz natomiast mówi to zupełnie otwarcie i chwali Epikura za odkrycie przed ludzkością, jakim jarzmem jest dla niej religia. Za swoje posłannictwo - powołanie poety - uważa wręcz głoszenie tej prawdy25. Ale też to, co mówi sam Epikur, zupełnie już wystarczy, by ludzie nie musieli bogów się obawiać: chociażby istnieli, nie wpływają na ludzkie losy, nie stworzyli nawet tego świata26. Zainteresowanie ludźmi pozbawiłoby ich bowiem doskonałości; to, co ludzie robią, wzbudza przecież gniew lub radość, a bogom te emocje są zupełnie obce. Nie troszczą się o ludzi, zatem i ludzie nie powinni zaprzątać nimi swych myśli. W Liście do Menoikeusa, podstawowym wykładzie swojej etyki, Epikur zaleca:
25 Lukrecjusz, O naturze..., s. 5, 34.
26 Cyceron uważał oczywiście te wywody, uzupełnione szyderstwem z wróżb, za ukryty ateizm: co to za bogowie, którzy nie interesują się ludźmi? Por. Kazimierz Pawłowski (red.), Epikur z Samos..., s. 153-157.
Dołóż starań, aby twoje pojęcie bóstwa obejmowało to wszystko, co świadczy o jego nieśmiertelności i szczęśliwości. Bogowie wszak istnieją, i wiedza o nich jest oczywista (???????); nie istnieją jednak w ten sposób, jak to sobie tłum wyobraża; wyobrażenia tłumu są zmienne. Bezbożny nie jest ten, kto odrzuca bogów czczonych przez tłum, lecz ten, kto podziela mniemanie tłumu o bogach27.
27 Diogenes Laertios, Żywoty i poglądy..., s. 644.
"Dołóż starań" znaczy tu: wyzwól się spod potocznych opinii. Bogowie wzbudzają strach swoją mocą w tym życiu, ale jeszcze bardziej swym rzekomym wpływem na życie pozagrobowe. Tymczasem żadnego życia pozagrobowego - życia duszy - nie ma. Dusza jest tak samo materialna jak ciało, zbudowana jedynie z mniejszych niż ono atomów, przemieszanych z jego własnymi, i wraz z nim umiera. Po śmierci ciała dusza nie będzie zatem wystawiona na łaskę i niełaskę bogów. Śmierć kończy wszystko. Definitywnie uwalnia od cierpień i bólu, których na ziemi nie można zupełnie uniknąć. W cytowanym liście Epikur zaleca więc oswoić się z myślą o jej nadejściu, ale bynajmniej o niej nie myśleć; nie ma to żadnego sensu, bo "gdy my istniejemy, śmierć jest nieobecna, a gdy tylko śmierć się pojawi, wtedy nas już nie ma"28.
Czy jednak po naszej śmierci nie zostają na ziemi inni, którzy nie są nam obojętni? Może to właśnie o nich się martwimy, nie o siebie? Czy umierając, nie pozbawiamy ich jakiejś przyjemności, a może wręcz wnosimy w ich życie niepokój? Na takie rozważania nie ma miejsca w filozofii epikurejskiej, wątek zależności ludzi od siebie sprowadza ona bowiem do przymusu; nie ma w niej miejsca na powinność i troskę. Wiele na ten temat mają do powiedzenia stoicy, zwłaszcza ci w okresie rzymskim, owładnięci wręcz ideą samobójstwa. Ale też w przeciwieństwie do nich epikurejczycy samobójstwa raczej nie zalecają, nawet jeśli jest ono definitywnym sposobem uwolnienia się od wszelkiego zła tego świata29. Nie jest bowiem ono, jak uczy Epikur, aż tak trudne do zniesienia.
29 Por. James Warren, "Removing fear", w: The Cambridge Companion..., s. 248.
Wspólnota niezobowiązującego życia
Źródła historyczne nie pozwalają określić, jak bardzo mieszkańcy Ogrodu izolują się od świata poza murem. Czy utrzymują jeszcze kontakty ze swoją rodziną i osobami bliskimi? Wychodzą do miasta choćby po to, by oglądać sztuki teatralne wystawiane podczas Dionizjów? A czy biorą udział w samych obrzędach? W Ogrodzie panuje oczywiście kult założyciela, ale być może nie wzbrania on swoim uczniom czcić także (choć to bez sensu) starych bogów; ani w relacji Laertiosa, ani w maksymach samego Epikura nie ma mowy o tym, by od jego uczniów wymagana była religijna i obyczajowa konwersja. Nauka Mistrza odrzuca politykę, ale czy również całą kulturę odróżniającą Greków, jak sami uważali, od barbarzyńców? Czy jest wspólnotą życia naturalnego w rozumieniu: naturalistycznego, poza kulturą? Tego również nie można wywnioskować z nauk Epikura; pochlebne świadectwa przedstawiają Ogród jako zamkniętą szkołę z internatem, niepochlebne jako internat, którego mieszkanki i mieszkańcy raczej nie przykładają się do nauki, regularnie natomiast praktykują rozkosz z kobietami zapewniającymi ją profesjonalnie. W każdym razie reputacja tej szkoły jest w oczach Ateńczyków kwestią dyskusyjną.
W istocie niewiele też wiadomo o tym, jak układały się stosunki między mieszkańcami samego Ogrodu. Choć według zapewnienia Epikura człowieka cieszy widok bliźnich, jeśli tylko pozostaje z nimi w zgodzie, pierwszym celem tego odosobnienia, życia "z dala od pospólstwa", jest zapewnienie sobie bezpieczeństwa. Mając nawet sławę, siłę i bogactwo, nie można być go pewnym, żyjąc w polis. Tu przyjaźń zastępuje prawo i jest "najlepszą gwarancją bezpieczeństwa nawet w naszych ograniczonych warunkach"30, ale jej znaczenie nie sprowadza się do tego. Epikur, jak każdy wielki filozof starożytny, ceni przyjaźń ponad wszystkie inne dobra z wyjątkiem samej mądrości, uważając ją za jedyną relację społeczną, w jakiej bez szkody dla siebie może pozostawać filozof.
30 Diogenes Laertios, Żywoty i poglądy..., s. 656.
Przyjaźń jest największym wśród wszystkich dóbr, jakim nas mądrość obdarza dla zapewnienia szczęścia przez całe życie31.
Mieszkańcy Ogrodu - bez względu na ich status w zewnętrznym świecie - powinni być zatem ze sobą zaprzyjaźnieni. Czy pospólnie, czy też każdy z nich z osobna powinien mieć przynajmniej jednego przyjaciela? Z nauki Epikura nie wynika jednoznacznie, czy przyjaźń jest relacją na tyle intymną, że dopuścić można do niej tylko jedną osobę, czy też może ich być więcej - zdania antycznych miłośników mądrości są w tej sprawie podzielone. Za rzecz oczywistą uważają oni jednak zgodnie, że między przyjaciółmi wszystko jest wspólne. Zachowanie własności poza granicami Ogrodu dopuszcza więc wspólne użytkowanie tego wszystkiego, co zostało weń wniesione, w tym także samych ciał uczniów i uczennic szkoły. Kilka spośród nich, wymienionych przez Laertiosa, było skądinąd heterami; heterą była również Nikidion, partnerka Epikura i matka jego córki, również hetery32.
32 Por. Gisela Neumann, Epikureizm, przeł. A. Rytmowska, Adiaphora, Olsztyn 2003, s. 39.
Nawet jeśli żyjący w ogrodzie rozkoszy nie chcieli o tym mówić, obawiając się reakcji Ateńczyków, dziwić musi nieco fakt, że w Liście do Menoikeusa nie ma właściwie żadnej rady, jak postępować z innymi ludźmi - tyleż przyjaciółmi, co nieprzyjaciółmi i pozostałymi. Także w głównych myślach Epikura nie pojawia się ani jedna rada, jak pielęgnować przyjaźń - poza tą tylko, że nawet po przedwczesnej śmierci przyjaciela nie należy lamentować33. Kilka wskazań można znaleźć w Sentencjach watykańskich, jakkolwiek i one formułują tylko ostrzeżenia, że z zawieraniem przyjaźni należy być bardzo ostrożnym, a złych ludzi należy się pozbywać ze swego otoczenia tak samo, jak złych rzeczy. Jednoznacznie mówi Epikur tylko tyle, że przyjaźń opiera się na wzajemnym pożytku i że nie tyle potrzebujemy pomocy przyjaciół, ile "ufności w ich pomoc"34. Pamiętając o roli przyjaciół w zapewnieniu bezpieczeństwa, można by więc wnosić, że nie są oni dla siebie niczym więcej niż towarzystwem asekuracyjnym. Ten sam Epikur zapewnia jednak, że mędrzec - a więc uosobienie standardów moralnych - dobro swego przyjaciela przedkłada ponad własne. Widok tortur przyjaciela sprawi mu ból większy niż tortury, którym sam byłby poddawany, a w jego obronie gotów jest nawet oddać życie. Samemu mędrcowi Epikur nie musi oczywiście niczego doradzać, ale tym, którzy dopiero wyruszyli w drogę do mądrości, te rady raczej nie wystarczą.
33 Por. Diogenes Laertios, Żywoty i poglądy..., s. 658.
34 Por. Sentencje watykańskie, 39, 34, w: K. Pawłowski (red.), Epikur z Samos..., s. 95, 94.
Nieco więcej wskazówek na temat obcowania z ludźmi można znaleźć w poemacie Lukrecjusza, ale i one głównie przestrzegają przed zbyt bliskimi relacjami z innymi. Owszem, Lukrecjusz przyznaje, że jedną kobietę można kochać nawet całe życie - kiedy już związek oprze się na przyzwyczajeniu i szacunku, ale zanim do tego dojdzie, zwłaszcza w okresie zakochania, miłość przynosi raczej cierpienie niż szczęście. Ma ono swoje źródło w niczym innym jak w pożądaniu fizycznym, bo też jego niezaspokojenie jest źródłem nieustającego niepokoju. Sam brak ukochanej osoby drażni wzrok i słuch, Lukrecjusz radzi zatem