Paleta złudzeń - Wojciech Wiercioch

Kup ebooka

20.19 zł
16.76 zł (17,16 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Prozaiczny wstęp do poezji

Poetą się nie jest, poetą się bywa - mawiają niedzielni literaci, którzy w chwilach wolnych od poważniejszych zajęć, raz na jakiś czas, od wielkiego święta postanawiają coś tam sobie napisać. Moim zdaniem nie są to w ogóle pisarze. Gdy się Literaturę, tę Wielką Panią, tak bardzo zaniedbuje, nie odwdzięczy się ona pasją, natchnieniem, rozwojem talentu. Twórca - by mógł naprawdę tworzyć wielkie dzieła - musi pisać codziennie. Tylko z codziennego trudu rodzą się wielkie dzieła! Kto kreację traktuje niczym hobby - jak jakiś niedzielny wypad na grzyby czy sobotnie majsterkowanie w garażu - po prostu jest amatorem, a nie profesjonalistą.

Zdarzają się jednak poeci, którzy raz na kilka czy kilkanaście lat machną jakiś esej, lub też prozaicy, którzy kilka dni w roku poświęcają poezji. Wówczas tylko przeskakują na sąsiednie poletko. To tak jakby wybitny szachista próbował dla rozrywki od czasu do czasu pograć sobie w warcaby. W tej pokrewnej dziedzinie jego wytrenowany umysł także potrafi wzbijać się na szczyty.

Nie uważam się za poetę, choć w swojej prozie staram się używać poetyckich środków wyrazu. Może i w wierszach mam coś tam ciekawego do powiedzenia.

W swoim życiu najwięcej czasu poświęciłem pisaniu aforyzmów, opowiadań, powieści, esejów i dzienników. Ale gdy odpoczywam od krakowskiego pośpiesznego życia w ukochanych Gorcach czy Pieninach - staję się poetą. W kontemplacyjno-medytacyjnym kontakcie z naturą postrzegam świat inaczej: czulej, dogłębniej, w sposób bardziej świeży. Wtedy moja dusza domaga się odmiennej ekspresji - właśnie lirycznej, osobistej aż do bólu, prywatnej aż do rozkoszy.

W dzieciństwie fascynowało mnie malarstwo. Przez wiele lat chodziłem na zajęcia plastyczne do nowotarskiego domu kultury, a często i w domu zawzięcie oddawałem się rysowaniu i malowaniu plakatówkami, akwarelami czy farbami olejnymi.

Potem wydawało mi się, że wyrosłem z tej dziecinnej formy spędzania wolnego czasu. A jednak jej czar nade mną trwał. I trwa. Mniej praktycznie, bardziej - teoretycznie. Lubię zanurzyć się w historii sztuki, czytać biografie wielkich malarzy, rzeźbiarzy, architektów, urbanistów. Uwielbiam przeglądać albumy z reprodukcjami arcydzieł, a gdy natrafię na obraz, który w szczególny sposób przykuje moją uwagę - i jakoś rozedrga moje receptory, analizatory i efektory - potrafię całymi kwadransami wpatrywać się w to "okno rzeczywistości alternatywnej". Duszą i ciałem przenoszę się w świat sztuki, łączę się z autorem dzieła w braterskim uścisku mentalno-emocjonalnym.

Takie jest właśnie źródło tych oto wierszy. To powrót do dzieciństwa, spotkanie z młodością, wyraz dojrzałych przeżyć. Wyruszając w poszukiwaniu straconego czasu, mam niekiedy okazję zerknąć na poważne oblicze Królowej Śniegu, która włada niekończącą się historią Imperium Wieczności.

Wojciech Wiercioch

Kraków, 23.04.2023

Nocna kawiarnia

Szalone gwiazdy, czerwone okna,

stoliki jak księżyc w pełni;

pod daszkiem ukryło się słońce.

Siedzą, piją, spacerują, cieszą się -

a on... patrzy, zapamiętuje.

On jest poza (choć to nie jest poza):

oszalał nie po to, aby żyć -

ma mało czasu - musi

dać świadectwo...

Jest odważny (choć rozum zawodzi):

wie, że jedynie to się liczy.

Jego noc jest bogatsza niż dzień;

jest kolorowana intensywnymi fioletami.

Jego uczucia są trwalsze niż noc;

są podniecane promieniami choroby.

Vincent van Gogh: samotny

wariat, przyjaciel geniuszy -

odchodzi w ciemność - doznaje

psychotycznego olśnienia!